Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Kolejne Starlinki na orbicie biegunowej. Dziesiąty lot tego samego Falcona 9
2022-08-13. Radek Kosarzycki
O godzinie 23:40 polskiego czasu w piątek 13 sierpnia z Bazy Sił Kosmicznych Vandenberg w Kalifornii na szczycie rakiety Falcon 9 wystartowała kolejna paczka satelitów megakonstelacji Starlink. Satelity poleciały na orbitę biegunową.
Dziewięć minut po starcie pierwszy człon rakiety stał już na platformie oceanicznej na Pacyfiku, a drugi człon sześćdziesiąt trzy minuty po starcie zwolnił zaczepy i wypuścił wszystkie 46 satelitów na orbicie. Warto tutaj zauważyć, że satelity te nie będą miały lekko, bowiem znajdują się na orbicie przecinającej tor lotu odłamków powstałych w listopadzie 2021 roku wskutek zniszczenia przez Rosjan własnego satelity.
Jak niedawno poinformowała firma COMSPOC monitorująca aktywność na orbicie okołoziemskiej w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy ponad 6000 razy dochodziło do zbliżenia szczątków satelity z 841 satelitami Starlink. Inaczej mówiąc, aż 30 proc. wszystkich satelitów Starlink spotkało w ostatnim roku na swojej drodze odłamki z rozwalonego przez Rosjan satelity. W każdym z takich zbliżeń odłamki znajdowały się w odległości mniejszej niż 10 km od satelity.
Wysłane w piątek na orbitę satelity docelowo trafią na wysokość 560 km nad powierzchnią Ziemi i będą poruszały się po orbicie nachylonej do równika pod kątem 97,6 stopni. Na tej orbicie znajdują się już satelity wysłane także 10 i 22 lipca br.
Warto zwrócić uwagę na to, że pierwszy człon rakiety Falcon 9, który wyniósł wczoraj satelity na orbitę odbył tym samym swój dziesiąty lot na orbitę.
Starlink Mission
https://www.youtube.com/watch?v=SU5FbiCbjic&t=289s

https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/13/starlinki-grupa-3-3-na-orbicie/

Kolejne Starlinki na orbicie biegunowej. Dziesiąty lot tego samego Falcona 9.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy
2022-08-13. Radek Kosarzycki
Pamiętacie zapewne jak w 2019 roku cały świat astronomii (i nie tylko) z zaskoczeniem obserwował jak Betelgeza, jedna z najciekawszych gwiazd nocnego zimowego nieba, traci z dnia na dzień na blasku. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział co się dzieje.
Wielu obserwatorów, którzy doskonale wiedzieli, że ów czerwony olbrzym jest gwiazdą, której czas życia dobiega już końca, zastanawiało się, czy jesteśmy świadkami ostatnich chwil jej życia i doczekamy się w najbliższym czasie potężnej eksplozji supernowej. Wizja była fantastyczna. Jakby nie patrzeć, Betelgeza znajduje się zaledwie 500 lat świetlnych od Ziemi, a więc jej ewentualna eksplozja sprawiłaby, że gwiazda stałaby się absolutnie najjaśniejszym obiektem nocnego nieba. Po kilku jednak miesiącach entuzjazm i oczekiwanie straciły na impecie, bowiem gwiazda jak gdyby nigdy nic wróciła do swojej dawnej jasności.
Supernowej raczej nie doczekamy, ale też będzie ciekawie
Najnowsze dane z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a wskazują, że na powierzchni gwiazdy doszło do powierzchniowego wyrzutu masy (SME, surface mass ejection). To zjawisko dotąd nieobserwowane na tak bliskiej nam gwieździe. W przeciwieństwie do koronalnych wyrzutów masy, które znamy z naszego Słońca, a które mają miejsce w najbardziej zewnętrznej warstwie atmosfery naszej gwiazdy dziennej, na Betelgezie doszło do wyrzutu masy bezpośrednio z powierzchni gwiazdy. Różnica jest taka, że na Betelgezie doszło do wyrzutu 400 miliardów razy większej ilości masy.
Naukowcy wskazują, że do wyrzutu doszło wtedy, gdy z wnętrza gwiazdy do powierzchni dotarł bąbel materii o średnicy ponad 1,5 miliona kilometrów. Dla porównania całe Słońce ma średnicę 1,3 mln km. Z drugiej strony jednak należy pamiętać, że jak na Betelgezę nie jest to dużo, bowiem gwiazda ta ma średnicę ponad miliarda kilometrów. Gdyby umieścić ją w tym samym miejscu, w którym znajduje się Słońce, to Merkury, Wenus, Mars i Ziemia znalazłyby się we wnętrzu gwiazdy, a Jowisz ocierałby się niemalże o jej powierzchnię.
Wyrzucona z powierzchni gwiazdy materia, oddalając się od gwiazdy uległa ochłodzeniu i zamieniła się w gęsty obłok pyłu, który przypadkiem znalazł się dokładnie między Betelgezą a Słońcem i tym samym przesłonił nam część jej tarczy. To z kolei spowodowało, że z naszej perspektywy jasność gwiazdy po prostu spadła.
Od tego czasu obłok jednak się rozproszył i ponownie zaczął przepuszczać promieniowanie emitowane przez gwiazdę. Z tego też powodu na Ziemi mogliśmy obserwować powrót do pierwotnej jasności gwiazdy.
Najnowsze badania wskazują, że faktycznie gwiazda galopem goni do końca swojego życia, ale na supernową możemy poczekać jeszcze jakieś 100 000 lat.
Źródło: 1
Zooming in on Betelgeuse
https://www.youtube.com/watch?v=MXh7n7Dhvbk

https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/13/betelgeza-powierzchniowy-wyrzut-masy/

Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy.jpg

Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy2.jpg

Na Betelgezie doszło do powierzchniowego wyrzutu masy3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek
2022-08-13. Radek Kosarzycki
Międzynarodowy zespół astronomów ogłosił właśnie odkrycie bardzo nietypowej planety. Wróć, planeta może jest i typowa, ale zdecydowanie tak młodej planety jeszcze nie widzieliśmy.
W najnowszym artykule naukowym opublikowanym na łamach periodyku naukowego Astrophysical Journal Letters astronomowie poinformowali o odkryciu planety pozasłonecznej, której wiek szacuje się na zaledwie 1,5 mln lat. W skali życia ludzkiego to 1,5 mln lat to szmat czasu. W skali kosmicznej jednak jest to tak naprawdę noworodek. Dla porównania można powiedzieć, że Ziemia i planety Układu Słonecznego mają ponad 4500 mln lat i wciąż nawet nie osiągnęły połowy swojego docelowego wieku.
Warto tutaj zwrócić uwagę na to, jaką unikalną szansę daje obserwowanie tak młodej planety. Badacze podkreślają, że planeta dopiero co się uformowała, przez co wciąż jest jeszcze otoczona gęstą otoczką pyłową, tudzież pozostałościami materii, z której się formowała. Obserwacje takiej planety mogą nie tylko powiedzieć nam wiele o niej samie, ale także o wczesnych etapach ewolucji planet takich jak nasze. O ile obecne modele przewidują jak wyglądały kolejne kroki ewolucji, to jednak dane obserwacyjne pozwalają sprawdzać, czy modele te są właściwe.
ALMA - The Rebirth of a Giant
https://www.youtube.com/watch?v=WzBTRDxb-OQ

https://spidersweb.pl/2022/08/as-209-najmlodsza-planeta-w-galaktyce.html

Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek.jpg

Tak młodej planety wcześniej nie odkryto. To prawdziwy kosmiczny noworodek2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mars: naukowców zaskakuje mała ilość wody
2022-08-13.
W pobliżu miejsca lądowania sondy InSight, w warstwach sięgających na głębokość 300 metrów znajduje się niewiele wody. Brakuje nie tylko lodu, ale nawet zawierających wodę minerałów.
Nowa analiza informacji nadesłanych przez lądownik InSight "przyniosła spore zaskoczenie" - twierdzą planetolodzy z University of California, San Diego. Pierwsza jest taka, że w rejonie działania sondy, w warstwach sięgających na głębokość 300 metrów praktycznie nie ma lodu. Tymczasem naukowcy spodziewali się jego dużych ilości.
„Dowiadujemy się, że skorupa Marsa jest delikatna i porowata. Osady nie są dobrze scementowane. W obecnych porach nie ma jednak wiele lodu" - mówi prof. Vashan Wright, jeden z autorów opracowania, które ukazało się na łamach pisma „Geophysical Research Letter". - „Wyniki te nie wykluczają obecności ziaren lub małych skupisk lodu, które nie spajają razem różnych minerałów. Pytanie jednak, jak prawdopodobne jest występowanie lodu w tej właśnie postaci".
Druga niespodziana dotyczy tego, co z marsjańską wodą się mogło stać. Mars mógł bowiem, w dalekiej przeszłości mieć oceany i według wielu ekspertów woda miała stać się częścią minerałów tworzących podpowierzchniowe, skalne spoiwo. „Jeśli woda wejdzie w kontakt ze skałami, powstają nowe minerały, takie jak glina, więc woda przestaje być ciekła. Staje się częścią mineralnej struktury. W badanym rejonie znajduje się trochę takiego lepiszcza, ale nie jest go wiele" - zwraca uwagę jeden z autorów publikacji, prof. Michael Manga.
„Woda może także wniknąć w minerały, które nie działają, jak tego typu spoiwo. Takiej, pozbawionej lepiszcza, podpowierzchniowej warstwie brakuje jednego sposobu na zachowanie śladów życia" - wyjaśnia prof. Wright. Powstające w obecności wody spoiwo chroni bowiem miejscowe minerały przed erozją. „Jako naukowcy konfrontujemy się teraz z najlepszej jakości danymi z najdokładniejszych obserwacji. Nasze modele przewidywały obecność na tej szerokości geograficznej zamarzniętej ziemi oraz warstw wodonośnych pod nią" - podkreśla prof. Manga.
Próbnik InSight wylądował w 2018 roku, na terenie Elysium Planitia - gładkiej równiny w pobliżu marsjańskiego równika. Na jego pokładzie działa m.in. sejsmometr, który mierzy wibracje powstające w czasie marsjańskich trzęsień ziemi i upadków meteorytów. Na podstawie tych pomiarów specjaliści mogą wydobyć ogromne ilości informacji na temat powierzchni planety, w tym znajdujących się na niej form czy temperatury. Dane wskazują na obecność skał osadowych i pozostałości po płynącej lawie.
Mimo pewnej, możliwej niedokładności wyników odnośnie struktur ukrytych pod powierzchnią, fale sejsmiczne mogą też wiele powiedzieć o znajdujących się tam minerałach. Nowe wyniki powstały dzięki pracy złożonego, symulacyjnego programu komputerowego, który analizował sejsmiczne dane. „Każdy z naszych modeli uruchomiliśmy 10 tys. razy, aby wydobyć ewentualne niepewności" - podkreśla jeden z badaczy Richard Kilburn.
Badanie warstw pod powierzchnią planety jest istotne m.in. dlatego, że jeśli na Marsie istniało życie, to jego ślady można znaleźć właśnie w tym obszarze, gdzie były chronione np. przed promieniowaniem. Po planowanym przywiezieniu próbki marsjańskiej powierzchni na Ziemię, w następnej dekadzie NASA może zrealizować misję Mars Life Explorer, w której próbnik wwierci się na głębokość dwóch metrów na wysokiej szerokości geograficznej - w miejscu, gdzie spotykają się lód, skały i atmosfera.
Rozważana jest już także Mars Ice Mapper Mission, w której mają być analizowane naukowe cele ewentualnej podróży ludzi na Czerwoną Planetę. „Przez cały czas dorastania słyszałem, że Ziemia może stać się niezdatna do życia na niej. Teraz jestem w wieku, kiedy mogę pomóc w zrozumieniu podobnych procesów, które zaszły na innej planecie" - mówi Jhardel Dasent, jeden z badaczy.
Źródło: PAP

Fot. Europejska Agencja Kosmiczna

SPACE24

https://space24.pl/nauka-i-edukacja/mars-naukowcow-zaskakuje-mala-ilosc-wody

Mars naukowców zaskakuje mała ilość wody.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczne Obserwatorium Fermiego przygląda się szczątkom gwiazdy, która eksplodowała jako supernowa
2022-08-14. Radek Kosarzycki
Od wielu lat astronomowie poszukiwali miejsc we wszechświecie, które mogłyby być źródłem jednych z najbardziej energetycznych protonów w naszej galaktyce. Dwanaście lat pracy Kosmicznego Teleskopu Promieniowania Gamma Fermi pozwoliło odkryć, że takim źródłem może być jedna z pozostałości po supernowych.
Dane z Fermiego jednoznacznie wskazują, że fale uderzeniowe powstałe w eksplozjach supernowych mogą przyspieszać część cząstek do prędkości bliskich prędkości światła. Takie promienie kosmiczne zazwyczaj przyjmują formę protonów (aczkolwiek mogą to być też jądra atomowe lub elektrony). Przemierzając przestrzenie międzygwiezdne, często zmieniają one kierunek lotu, bowiem posiadają własny ładunek elektryczny, a tym samym reagują na galaktyczne pole magnetyczne. Efekt tego jednak jest taki, że bardzo ciężko jest stwierdzić skąd takie cząstki do nas przyleciały skoro zanim do nas dotarły wielokrotnie zmieniły kierunek lotu. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że gdy takie cząstki zderzają się z gazem międzygwiezdnym w bezpośrednim otoczeniu pozostałości po supernowej, emitują one charakterystyczne promieniowanie gamma.
Uwięzione przez chaotyczne pole magnetyczne, cząstki takie wielokrotnie przecinają falę uderzeniową supernowej, za każdym razem zyskując prędkość i energię. W końcu szczątki po eksplozji nie mogą już ich utrzymać i odlatują w przestrzeń międzygwiezdną.
Astronomowie zidentyfikowali kilka podejrzanych PeVatronów (źródeł protonów o energii rzędu milionów miliardów elektronowoltów), w tym jedno w centrum naszej galaktyki. Oczywiście na szczycie listy kandydatów znajdują się pozostałości po supernowych. Jednak spośród około 300 znanych szczątków po takich eksplozjach, tylko kilka emituje promieniowanie gamma o wystarczająco wysokich energiach.
G106.3+2.7, to przypominający kształtem kometę obłok znajdujący się ok. 2600 lat świetlnych od Ziemi w kierunku gwiazdozbioru Cefeusza. Na północnej granicy obłoku znajduje się jasny pulsar, pozostałość po supernowej. Astronomowie podejrzewają, że oba te obiekty powstały w wyniku tej samej eksplozji.
Fermi odkrył w tej pozostałości po supernowej promienie gamma o energii rzędu miliarda elektronowoltów. Sieć teleskopów VERITAS z Obserwatorium Freda Lawrence’a Whipple w Arizonie zarejestrował w tym samym miejscu nawet bardziej energetyczne promieniowanie gamma.
Pulsar, J2229+6114, podczas wirowania emituje własne promienie gamma niczym latarnia morska. Jego poświata dominuje cały region promieniowaniem o energii kilku miliardów elektronowoltów.
„Jak dotąd G106.3+2.7 wydaje się wyjątkowa, ale może okazać się, że jest po prostu najjaśniejszym członkiem całej nowej populacji pozostałości po supernowych, które emitują promienie gamma osiągające energię TeV” – przekonują naukowcy. „Kolejne mogą zostać odkryte w przyszłości za pomocą Fermiego oraz innych obserwatoriów poszukujących wysokoenergetycznego promieniowania gamma”.
Found: A PeVatron
https://www.youtube.com/watch?v=oYm-0MX_3HE

Fermi telescope confirms star wreck as source of extreme cosmic particles
https://www.youtube.com/watch?v=1XkQ5KJD25A

https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/14/fermi-pozostalosc-po-supernowej/

Kosmiczne Obserwatorium Fermiego przygląda się szczątkom gwiazdy, która eksplodowała jako supernowa.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho
2022-08-14. Autor: anw Źródło CNN, PAP, cbsnews.com

W sobotę mieszkańcy północnej części stanu Utah usłyszeli potężny grzmot. Huk ten przypominał dźwięk wytwarzany przez samolot przekraczający barierę dźwięku, a nawet znacznie silniejszy. Zdaniem władz był to wchodzący w atmosferę ziemską meteor.
Jak przekazał amerykański dziennik "Salt Lake Tribune", grzmot słychać było nie tylko w Utah, ale też i w sąsiednim stanie Idaho.
Gubernator Utah Spencer Cox poinformował na Twitterze, że podległe mu służby potwierdziły, iż zjawisko nie było związane z żadną aktywnością sejsmiczną ani działaniami wojskowymi.
Meteor przeciął atmosferę


Krajowa Służba Pogodowa (NWS) podała na Twitterze, że wykryto ślady przelotu w atmosferze obiektu poruszającego się z wielką prędkością, najprawdopodobniej meteoru.

: Mieszkanka Salt Lake City Wendi Melling określiła dźwięk jako przypominający ten, który wytwarza samolot przekraczający barierę dźwięku, a nawet znacznie silniejszy, po którym dał się słyszeć odgłos jakby dalekiego uderzenia pioruna.

Zaznaczone na poniższej mapie satelitarnej punkty nie są związane z aktywnością burzową, ale są prawdopodobnie wynikiem śladu meteoru i rozbłysku.
Autor:anw
Źródło: CNN, PAP, cbsnews.com
Źródło zdjęcia głównego: NWS, GOES-17 Lightning Mapper
https://tvn24.pl/tvnmeteo/swiat/usa-potezny-grzmot-niewiadomego-pochodzenia-uslyszeli-go-mieszkancy-stanow-utah-i-idaho-6068535

Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho.jpg

Potężny grzmot niewiadomego pochodzenia. Usłyszeli go mieszkańcy stanów Utah i Idaho2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rosjanie mówią o UFO. Szef agencji kosmicznej potwierdza istnienie zjawiska

2022-08-13. Robert Bernatowicz

Już nie tylko Pentagon potwierdza istnienie UFO, ale także rosyjski Roskosmos. Obcy mają badać życie na Ziemi tak, jak badamy bakterie. Z dystansem i z daleka.


Wypowiedź szefa rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrija Rogozina dla kanału Rossija24 dla wielu osób była szokiem. W pewnym momencie Rogozin został zapytany przez dziennikarza, czy wierzy w UFO. Bez cienia uśmiechu na twarzy odpowiedział, że absolutnie jest przekonany, że naszą planetę odwiedzają kosmici. Jego zdaniem wystarczy chwilę logicznie pomyśleć i wyobrazić sobie wielkość wszechświata. W sposób oczywisty życie mogło powstać na wielu planetach, a nie tylko na Ziemi.

Mogą istnieć inne światy i jest nieskończenie wiele elementów, które mogły się przyczynić do powstania życia we wszechświecie, w tym inteligentnego jak na Ziemi.
szef rosyjskiej agencji kosmicznej Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24
Rogozin dodał, że ludzkość ma bardzo ograniczone możliwości badania wszechświata, gdyż może jedynie go obserwować za pomocą coraz bardziej doskonałych teleskopów. Ale chwilę później w czasie wywiadu zrobiło się naprawdę ciekawie.

Oni tu przylatują - mamy raporty!
Dziennikarz prowadzący wywiad z szefem rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos zapytał wprost, czy trafiają do jego agencji relacje od pilotów o obserwacjach Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Dmitrij Rogozin potwierdził, że takie raporty jak najbardziej istnieją. Pojawiają się najczęściej po lotach testowych, kiedy Rosjanie sprawdzają nowe modele samolotów czy innych statków powietrznych. Po takich lotach piloci rysują, jak wyglądały te obiekty. Wygląda to tak, jakby "ktoś" bardzo interesował się nowymi technologiami testowanymi przez Rosjan. Rogozin dodał, że większość tych informacji jest wyjaśnianych zwykłymi zjawiskami atmosferycznymi.

99,9% wszystkich doniesień zostało później zidentyfikowanych jako "zjawiska atmosferyczne i inne zjawiska fizyczne", ale i tak uważam, że możemy być przedmiotem zewnętrznej obserwacji
szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24

 
Szef Roskosmosu nie wyklucza, że Ziemia może być regularnie odwiedzana przez pozaziemskie cywilizacje, choć nie widzi z ich strony zagrożenia. Jego zdaniem kosmici jedynie nas uważnie obserwują.
Możemy badać bakterie, ale my możemy też być badani tak jak bakterie
szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrij Rogozin dla kanału Rossija24

To pierwsza wypowiedź o UFO rosyjskiego urzędnika na tak wysokim szczeblu. Dmitrij Rogozin w czasie wywiadu ujawnił jeszcze jedną, intrygującą informację. Przyznał, że w sprawie UFO kontaktował się z amerykańską agencją kosmiczną NASA i dostał od niej także raporty potwierdzające istnienie Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Można się jedynie domyślać, że podobne materiały o UFO mają inne agencje kosmiczne takich mocarstw jak np. Chiny czy Indie, które prowadzą własne programy kosmiczne.


Szef rosyjskiego Roskosmosu nie wyklucza, że Ziemia jest odwiedzana przez obce cywilizacje /materiały prasowe

INTERIA

https://geekweek.interia.pl/styl-zycia/ciekawostki/news-rosjanie-mowia-o-ufo-szef-agencji-kosmicznej-potwierdza-istn,nId,6216132

Rosjanie mówią o UFO. Szef agencji kosmicznej potwierdza istnienie zjawiska.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zdjęcie dnia: Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona
2022-08-14. Radek Kosarzycki
Już pod koniec sierpnia tuż przed wschodem Słońca nad wschodnim horyzontem będzie unosił się gwiazdozbiór Oriona, który już kilka miesięcy później będzie dominował zimowe niebo. Tak się akurat składa, że zupełnie niedawno w kierunku Oriona spoglądał Kosmiczny Teleskop Hubble’a.
Rozległy gwiazdozbiór Oriona to wyjątkowy układ niezwykle ciekawych obiektów nocnego nieba. W górnym lewym jego ramieniu znajdziemy czerwoną Betelgezę, która już za kilkaset tysięcy lat eksploduje jako supernowa, w dolnym prawym rogu mamy natomiast Rigela, potężnego biało-błękitnego nadolbrzyma, który świeci 120 000 razy jaśniej niż Słońce. W środku gwiazdozbioru znajdziemy natomiast bardzo charakterystyczny „pas Oriona” czyli trzy gwiazdy ustawione niemalże w linii prostej: Alnitak, Alnilam i Mintaka.
Kosmiczny Teleskop Hubble’a spojrzał jednak nie na gwiazdy, a na Wielką Mgławicę w Orionie. To jedna z najjaśniejszych mgławic, które w odpowiednich warunkach pogodowych możemy dostrzec gołym okiem, bez pomocy jakiegokolwiek instrumentu astronomicznego. Mgławica znajduje się tuż pod „pasem Oriona”.
Choć na pierwszy rzut oka mgławica nie wygląda imponująco, to jest to naprawdę niesamowite miejsce. Potężny obłok gazu i pyłu jest miejscem narodzin nowych gwiazd, które powstają tam w lokalnych zagęszczeniach gazu i pyłu. To właśnie na tej mgławicy astronomowie starają się zrozumieć procesy powstawania nowych gwiazd.
Mgławica Oriona znajduje się ok. 1344 lat świetlnych od Ziemi i od jednego końca do drugiego sama rozciąga się na 24 lata świetlne. To naprawdę imponujące rozmiary, zważając na fakt, że od Słońca do najbliższej nam gwiazdy Proximy Centauri odległość wynosi zaledwie 4,26 roku świetlnego.
Fascynujący obiekt Herbiga-Haro w Mgławicy Oriona
Na pierwszy rzut oka Mgławica Oriona wygląda jak delikatny welon gazu otaczający rozległy obszar nieba. W welonie tym można dostrzec różne struktury, zagęszczenia czy bąble. Wśród nich znajdują się jednak naprawdę wyjątkowe i fascynujące obiekty kosmiczne. Spójrzmy na fragment zdjęcia poniżej.
Tutaj potrzeba kilku informacji. Młoda gwiazda formuje się z materii w lokalnym zagęszczeniu zimnego gazu i pyłu. Gdy najgęstszy fragment takiego zagęszczenia zapada się pod własną grawitacją, zaczyna wirować. Na taką wirującą protogwiazdę zaczynają opadać dalsze ilości gazu i pyłu z obłoku molekularnego, dzięki czemu protogwiazda rośnie, a wraz z jej masą rośnie ciśnienie i temperatura w jej wnętrzu. Materia w otoczeniu młodej gwiazdy zaczyna poruszać się wzdłuż linii pola magnetycznego gwiazdy i dociera do jej biegunów. Owe linie przyspieszają materię niczym akcelerator cząstek. W efekcie, gdy materia dociera do biegunów, jest z nich emitowana z olbrzymimi prędkościami. Gdy taki dżet materii uderza z pełną mocą w otaczający gwiazdę gaz, powstaje obiekt Herbiga-Haro. Dżety skutecznie wywiewają nadmiar pyłu i gazu z otoczenia formującej się jeszcze gwiazdy. To jak skutecznie ten proces zachodzi ostatecznie decyduje o tym jak duża będzie gwiazda. Im proces jest wydajniejszy, tym mniej materii zdąży opaść na gwiazdę i powiększyć jej masę.
Warto tutaj dodać, że dostrzeżenie obiektu Herbiga-Haro nie należy do łatwych rzeczy, głównie z tego powodu, że jest to jedynie etap przejściowy w ewolucji młodej gwiazdy. Zazwyczaj gwiazda znajduje się w tym stanie zaledwie przez kilkadziesiąt tysięcy lat. Potrzeba zatem sporego zbiegu okoliczności, aby akurat być na świecie, żeby dostrzec taki obiekt na niebie.
Wielka Mgławica Oriona

Video of A Celestial Cloudscape in the Orion Nebula
https://www.youtube.com/watch?v=ykuUzKDUq1E

HH 505
https://spidersweb.pl/2022/08/hubble-hh-505-herbig-haro.html

Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona.jpg

Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona2.jpg

Zdjęcie dnia Kosmiczny Teleskop Hubble'a obserwuje fascynującą Mgławicę Oriona3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rocket Lab wkrótce znów będzie łapał helikopterem spadające rakiety
2022-08-14. Radek Kosarzycki
W maju 2022 r. amerykańska firma Rocket Lab podjęła próbę odzyskania pierwszego stopnia rakiety, który po wykonaniu swojej misji opadał ku powierzchni ziemi na spadochronie. Wszystko wskazuje na to, że pierwszy test pod wieloma względami był sukcesem.
Pod koniec 2022 r. firma planuje ponowną próbę przechwycenia za pomocą helikoptera pierwszego stopnia rakiety Electron. Takie informacje przedstawiciele firmy Rocket Lab przekazali podczas spotkania z udziałowcami, które miało miejsce 11 sierpnia.
Warto tutaj przypomnieć, że pomimo tego, iż rakietę udało się złapać, piloci helikoptera ostatecznie upuścili ją na powierzchnię wody ze względu na nieprawidłowe zachowanie helikoptera z podczepionym ładunkiem.
Docelowo Rocket Lab chce dopracować technologię przechwytywania pierwszych członów rakiety, aby helikoptery mogły dostarczać je bezpośrednio na ląd, gdzie byłyby poddawane serwisowi i przygotowane do kolejnych lotów. W ten sposób Electron mógłby stworzyć konkurencję dla rakiet Falcon 9, które etap dopracowywania technologii mają już dawno za sobą i rutynowo dostarczają ładunki na orbitę nawet po kilkanaście razy.
Neutron – nowa rakieta od Rocket Lab
W międzyczasie inni specjaliści z Rocket Lab zajmują się opracowywaniem Neutrona, rakiety kolejnej generacji. Według planów Neutron będzie w stanie wynosić większe ładunki na orbitę, dzięki czemu będzie mógł wynosić pakiety satelitów tworzących całe megakonstelacje satelitów. O rakiecie tej więcej szczegółów dowiemy się jednak dopiero 21 września.
Electron zaledwie kilka tygodni temu wszedł na rynek lotów międzyplanetarnych wysyłając satelitę CAPSTONE w kierunku Księżyca. W przyszłym roku natomiast inny Electron wyniesie pierwszą prywatnie finansowaną misję badawczą do Wenus.
Rocket Lab catches, drops rocket using a helicopter
https://www.youtube.com/watch?v=vhW2GASlBtM

Neutron Rocket | Development Update
https://www.youtube.com/watch?v=7kwAPr5G6WA

https://www.pulskosmosu.pl/2022/08/14/rocket-lab-przechwytywanie-rakiety-electron/

Rocket Lab wkrótce znów będzie łapał helikopterem spadające rakiety.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Artemis I: powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej
2022-08-14.
29 sierpnia br. planowany jest start misji Artemis I. To jedno z najważniejszych wydarzeń w historii światowego kosmosu od czasu ostatnich misji księżycowych. Celem programu Artemis, w którym bierze udział również Polska, jest długotrwała i zrównoważona eksploracja na orbicie i powierzchni Księżyca, jak również przygotowanie do przyszłej eksploracji Marsa.
Artemis, czyli Artemida była w mitologii greckiej bliźniaczą siostrą Apollo. Dlatego nieprzypadkowo NASA tak nazwała program powrotu człowieka na Księżyc i dalszych misji w stronę Marsa. Pierwszym krokiem na tej drodze jest misja Artemis I.  Jej celem jest przetestowanie kluczowych systemów programu Artemis, w tym rakiety SLS (Space Launch System), najpotężniejszej od czasów wahadłowców oraz statku Orion, który w niedalekiej przyszłości ma zabrać astronautów na Księżyc. Działanie wybranych urządzeń służących ochronie i podtrzymywaniu życia uczestników kolejnych misji zostanie zweryfikowane z użyciem Moonikina –- księżycowego manekina o imieniu Campos, umieszczonego w fotelu dowódcy. Campos został nazwany na cześć inżyniera Arturo Camposa, który w znaczący sposób przyczynił się do sukcesu programu Apollo, czyli pierwszego lądowania człowieka na Księżycu. Campos wspierany będzie przez dwa inne manekiny -Helgę i Zohara
Artemis I zakłada lot Oriona wokół Księżyca. Misja będzie trwać kilka tygodni, a kapsuła zbliży się na odległość około 100 km do powierzchni naszego naturalnego satelity. Jeśli wszystko się uda, to kolejny start w programie Artemis planowany jest na rok 2024. Będzie to już lot załogowy, ale jeszcze bez lądowania na Księżycu. Lot astronautów jest zaplanowany na 2025 rok z udziałem pierwszej kobiety. Jak w przypadku każdego tego typu przedsięwzięcia, ze względu na poziom skomplikowania, konieczność zachowania najwyższych standardów oraz minimalizacji ryzyka, daty rozpoczęcia następnych etapów mogą ulegać przesunięciom.
Przygotowywana do startu misja, podobnie jak cały program Artemis, realizowane są w międzynarodowej kooperacji. Szczególny wymiar ma współpraca NASA z Europejską Agencją Kosmiczną ESA, odpowiedzialną m.in. za moduł serwisowy Oriona. Wśród 20 państw, które są sygnatariuszami Artemis Accords, umożliwiającego aktywny udział w programie, jest także Polska. 26 października 2021 r. prezes POLSA Grzegorz Wrochna podpisał deklarację AA podczas International Astronautical Congress w Dubaju.
Udział Polski w programie Artemis otwiera nowe pole dla rozwoju rodzimego sektora kosmicznego. Niezbędne bowiem będzie stworzenie bazy księżycowej, aparatury do jej funkcjonowania oraz zapewniającej warunki do przebywania w niej ludzi. Polski sektor kosmiczny może dostarczyć m.in. instrumenty badawcze, aparaturę pomiarową, elementy robotyki i sterowania, także przy pomocy sztucznej inteligencji. Szczególnie potrzebne będą możliwości poszukiwania, pozyskiwania i przetwarzania miejscowych surowców do budowy baz. Będą to początki tzw. górnictwa kosmicznego, które może stać się nową polską specjalnością. Polskie uczelnie już rozpoczynają kształcenie ekspertów w tym zakresie.
Przypomnijmy: Program Apollo, w ramach którego łącznie 12 osób postawiło stopę na srebrnym globie, zakończył się w 1972 r. Od tego czasu badania Srebrnego Globu  odbywały się z użyciem orbiterów, próbników czy łazików, a fizyczna obecność człowieka w przestrzeni kosmicznej ograniczała się do niskiej orbity okołoziemskiej, czego przykładem jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ISS. Po blisko pięciu dekadach stworzono koncepcję i przystąpiono do realizacji powrotu do lotów załogowych na Księżyc w ramach programu Artemis.
W imieniu Polskiej Agencji Kosmicznej zapraszamy do kontaktu z ekspertami POLSA w przypadku chęci uzyskania komentarza, opinii, wyjaśnienia aspektów technicznych związanych z  programem Artemis.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Więcej na temat misji
 
Źródło: POLSA
Opracowanie: Przemysław Rudź
Ilustracja:. Źródło: NASA / ESA / Hubble
Państwa-sygnatariusze Artemis Accords
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/artemis-i-powrot-czlowieka-na-ksiezyc-coraz-blizej

Artemis I powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej.jpg

Artemis I powrót człowieka na Księżyc coraz bliżej2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd
2022-08-14.
Miliardy lat od teraz, gdy będzie już zbliżać się do końca swego życia, a jądra helu zaczną się łączyć w jego jądrze, Słońce dość gwałtownie rozrośnie się i przekształci w tak zwanego czerwonego olbrzyma. Po pochłonięciu Merkurego, Wenus i Ziemi stanie się tak duże, że nie będzie już dłużej mogło utrzymać swoich zewnętrznych warstw z gazu i pyłu. Warstwy te zaczną się wówczas rozpraszać w przestrzeni kosmicznej, tworząc piękną powłokę światła, świecącą niczym neon jeszcze przez tysiące lat.
W galaktyce jest wiele takich pozostałości po gwiazdach. Astronomowie nazywają je mgławicami planetarnymi. Stanowią one typowy etap życia gwiazd od połowy masy Słońca do ośmiu jego mas. Gwiazdy o większych masach umierają znacznie bardziej gwałtownie – w wybuchach supernowych.
Mgławice planetarne miewają rozmaite kształty. Widać to w ich fantazyjnych nazwach: Motyl, Kocie Oko, Południowy Krab... Oprócz tego są wciąż zagadkowe z punktu widzenia nauki. Nie wiemy na przykład, jak kosmiczny „motyl” powstał z dość gładkiego, okrągłego gwiezdnego kokonu wokół czerwonego olbrzyma. Obserwacje i modele komputerowe wskazują nam jednak w tym przypadku pewne wyjaśnienie: większość czerwonych olbrzymów ma mniejsze, gwiazdowe towarzyszki: składniki układów podwójnych. Wówczas druga gwiazda układu może kształtować proces przemiany olbrzyma w mgławicę planetarną, podobnie jak garncarz formujący gliniane naczynie na kole garncarskim.
Jak dotąd najlepsza teoria powstawania mgławic planetarnych dotyczyła tylko pojedynczej gwiazdy – czerwonego olbrzyma. Ponieważ jej zewnętrzne warstwy są słabo związane grawitacją, pod koniec życia bardzo szybko traci ona masę, w tempie nawet o 1 procent na stulecie. Ponadto pod powierzchnią gwiazdy plazma ciągle wrze, powodując pulsowanie jej bardziej zewnętrznych warstw. Astronomowie przypuszczają, że to właśnie te pulsacje wytwarzają fale uderzeniowe, które wyrzucają gaz i pył w przestrzeń, wytwarzając tak zwany wiatr gwiazdowy. Potrzeba jednak ogromnej ilości energii, aby wyrzucić ten materiał w całości i by nie opadł on z powrotem na gwiazdę. Wiatr ten nie może być zatem delikatnym zefirkiem; musi mieć raczej moc przypominającą odrzut rakiety.
Gdy już zewnętrzna warstwa gwiazdy zostanie uwolniona, jej znacznie skromniejsze warstwy wewnętrzne zapadają się do postaci białego karła. Taka gwiazda jest gorętsza i jaśniejsza niż czerwony olbrzym, z którego pochodzi; rozświetla przy tym i ogrzewa uciekający gaz, aż ten zaczyna świecić sam z siebie, a wówczas my widzimy mgławicę planetarną. Cały proces jest bardzo szybki jak na astronomiczne standardy: zazwyczaj trwa od wieków do tysiącleci.
– Do czasu uruchomienia Kosmicznego Teleskopu Hubble'a w 1990 roku byliśmy przekonani, że jesteśmy na dobrej drodze do zrozumienia tego procesu – mówi Bruce Balick z Uniwersytetu w Waszyngtonie. Następnie wraz z kolegą, Adamem Frankiem z University of Rochester w Nowym Jorku, uczestniczyli w konferencji w Austrii, gdzie zobaczyli pierwsze zdjęcia mgławic planetarnych wykonane przez Teleskop Hubble'a. – Poszliśmy na kawę, zobaczyliśmy zdjęcia i wiedzieliśmy, że wszystko się zmieniło – wspomina Balick. Astronomowie zakładali wcześniej, że czerwone olbrzymy są sferycznie symetryczne, a okrągła gwiazda powinna dawać okrągłą mgławicę planetarną. Jednak Hubble wcale nie pokazywał tego, nawet w przybliżeniu. Stało się oczywiste, że wiele mgławic planetarnych ma egzotyczne struktury osiowo symetryczne. Hubble ujawnił fantastyczne płaty, skrzydła i inne struktury, które nie były okrągłe, ale wykazywały symetrię względem głównej osi mgławicy, jak gdyby zostały wytoczone na kole garncarskim.
Artykuł Balicka i Franka z 2002 roku zamieszczony w Annual Review of Astronomy and Astrophysics przedstawia ówczesną debatę na temat pochodzenia tych struktur. Niektórzy naukowcy sugerowali, że osiowa symetria wynika z tego, jak obraca się czerwony olbrzym lub jak zachowują się jego pola magnetyczne, ale oba te pomysły nie przeszły pewnych fundamentalnych testów. Druga możliwość zakładała, że większość mgławic planetarnych jest tworzona nie przez jedną gwiazdę, ale przez ich parę. Orsola De Marco z Macquarie University w Sydney nazywa to „hipotezą układu podwójnego". W tym scenariuszu druga gwiazda jest znacznie mniejsza i tysiące razy słabsza od czerwonego olbrzyma, i może znajdować się tak daleko od niego, jak Jowisz od Słońca. Pozwoliłoby to na zaburzenia odrzucanych warstw czerwonego olbrzyma, a jednocześnie druga gwiazda pozostawałaby na tyle daleko, że nie zostałaby przez niego połknięta.
Istnieją również inne możliwości, takie jak orbita typu dive-bombing, w której druga gwiazda zbliżałaby się do czerwonego olbrzyma co kilkaset lat, zdzierając z niego poszczególne warstwy. Hipoteza układu podwójnego bardzo dobrze wyjaśnia jednak pierwszy etap metamorfozy umierającej gwiazdy. Gdy towarzyszka odciąga pył i gaz od gwiazdy pierwotnej, nie zostają one natychmiast przez nią wessane, ale tworzą wirujący dysk materiału znany jako dysk akrecyjny, leżący w płaszczyźnie orbitalnej towarzyszki. Ten dysk akrecyjny to nasze koło garncarskie. Jeśli ma on pole magnetyczne, będzie ono wypychać wszelkie naładowane gazy z płaszczyzny dysku w kierunku osi obrotu. Natomiast nawet bez pola magnetycznego materiał w dysku utrudnia przepływ gazu na zewnątrz w płaszczyźnie orbitalnej, więc gaz przybiera strukturę dwuboczną, z szybszym przepływem w kierunku biegunów. I najprawdopodobniej to właśnie zobaczył Hubble, fotografując mgławice planetarne.
 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Mgławice planetarne - odcinek Astronarium 140
 
Źródło: Astronomy.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Ilustracja: Mgławica Motyl, znajdująca się niecałe 4000 lat świetlnych od Ziemi w gwiazdozbiorze Skorpiona, jest efektownym przykładem mgławicy planetarnej, końcowego etapu ewolucji stosunkowo małomasywnej gwiazdy. Miękkie skrzydła motyla składają się z gazu i pyłu, które zostały wyrzucone z umierającej gwiazdy i oświetlone od wewnątrz przez jej pozostałe jądro. Symetryczny, podwójny kształt mgławicy jest oznaką, że to właśnie gwiazda-towarzyszka pomogła ukształtować wypływający gaz. Zarówno gwiazda główna, jak i drugi składnik układu są zasłonięte przez pył znajdujący się w centrum mgławicy. Źródło: NASA / ESA / Hubble
Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba ujawnił niezwykłe szczegóły Mgławicy Pierścień Południowy, położonej około 2500 lat świetlnych od nas w granicach gwiazdozbioru Żagla. Po lewej stronie widzimy zdjęcie w bliskiej podczerwieni, przedstawiające spektakularne, koncentryczne powłoki gazu, które stanowią zapis historii końca życia gwiazdy. Po prawej: obraz w średniej podczerwieni z łatwością umożliwia nam odróżnienie umierającej gwiazdy w centrum mgławicy (kolor czerwony) od jej towarzyszki (niebieski). Cały gaz i pył w mgławicy został odrzucony przez czerwoną gwiazdę. Źródło: NASA, ESA, CSA, AND STSCI

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/skryci-towarzysze-ksztaltuja-ostatnie-dni-umierajacych-gwiazd

Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd.jpg

Skryci towarzysze kształtują ostatnie dni umierających gwiazd2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak rosną galaktyki podobne do Drogi Mlecznej?
2022-08-14.
Galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej jest we Wszechświecie mnóstwo. Niedawno opublikowano wyniki badań astronomicznych pomagające zrozumieć, jak te znane nam galaktyki spiralne rosną przez miliardy lat.
Jak rośnie Twoja Galaktyka?
W ciągu pierwszych miliardów lat po Wielkim Wybuchu zaczęły powstawać galaktyki. Jednak to, w jaki sposób najwcześniejsze galaktyki przekształciły się w te, które widzimy dzisiaj w lokalnym Wszechświecie, jest nadal przedmiotem dyskusji. Jednym z aspektów tego pytania jest wzrost masy gwiazdowej galaktyk – ilość masy zawartej w gwiazdach, w przeciwieństwie do obłoków gazu czy ciemnej materii. Masa gwiazdowa galaktyki rośnie z czasem, gdy obłoki gazu zapadają się, tworząc gwiazdy, ale nie jest jeszcze jasne, jak przebiega ten wzrost; czy centra galaktyk są wczesnymi ośrodkami powstawania gwiazd, czy w zewnętrznych obszarach dzieje się to wcześniej, czy też wszystkie regiony zyskują masę gwiazdową w podobnym tempie?

W najnowszym badaniu zespół kierowany przez Maryam Hasheminia (Uniwersytet w Shiraz i Instytut Zaawansowanych Studiów w Naukach Podstawowych) wykorzystał dane z badań, aby zrozumieć, jak Droga Mleczna i galaktyki jej podobne urosły do galaktyk, którymi są dzisiaj.

Szukanie sobowtórów
Kiedy obserwujemy galaktyki takie, jakie istniały miliardy lat temu, skąd wiemy, które z nich wyrosną, by wyglądać, jak Droga Mleczna? Hasheminia i współpracownicy użyli dwóch metod, aby wybrać galaktyki podobne do Drogi Mlecznej z przeglądów Cosmic Assembly Near-infrared Deep Extragalactic Legacy Survey (CANDELS) i 3D-Hubble Space Telescope.

W pierwszej metodzie zespół założył, że galaktyki typu Drogi Mlecznej podążają za obserwowaną relacją pomiędzy masą gwiazdową galaktyki a tempem formowania się gwiazd dla galaktyk aktywnie formujących gwiazdy, a autorzy wybrali galaktyki z danych przeglądowych, które podążały za tą relacją. W drugiej metodzie zespół dopasował masy gwiazdowe i wiek galaktyk w danych z przeglądu do historii wzrostu gwiazd w Drodze Mlecznej, uzyskanej z modeli ewolucji chemicznej.

Hasheminia i współpracownicy zbadali następnie, w jaki sposób masy gwiazdowe wybranych galaktyk ewoluowały w czasie, i porównali swoje odkrycia z wynikami symulacji kosmologicznych. Obie metody wykazały, że promień połowy masy – promień, w którym mieści się połowa gwiazd galaktyki (pod względem masy) – galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej zmienił się niewiele w ciągu ostatnich 10 miliardów lat.

Wyniki wskazują, że wszystkie części tych galaktyk uzyskują masę gwiazdową w podobnym tempie. Kontrastuje to z hipotezą o wzroście od wewnątrz, zgodnie z którym formowanie się gwiazd następuje najpierw w centrum galaktyki, zanim rozprzestrzeni się na zewnętrzne regiony, jak również z wynikami symulacji kosmologicznych; symulacje odpowiadały odkryciom zespołu dotyczącym początku historii Wszechświata, ale rozeszły się około 6 miliardów lat temu.

Zespół sugeruje, że ich odkrycia są zgodne z wcześniejszymi scenariuszami ewolucji Drogi Mlecznej, w których gruby dysk gwiazd uformował się, gdy Wszechświat miał około 6 miliardów lat, zanim proces formowania się gwiazd ustał, a w centrum galaktyki uformowała się poprzeczka gwiazd. Aby w pełni rozwikłać historię rozwoju Drogi Mlecznej i podobnych jej galaktyk spiralnych, będziemy potrzebowali wysokiej rozdzielczości obserwacji galaktyk z odległej przeszłości – a dzięki JWST takie obserwacje są w naszej przyszłości!

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Galaktyka spiralna NGC 6744. Źródło: ESO
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/08/jak-rosna-galaktyki-podobne-do-drogi.html

Jak rosną galaktyki podobne do Drogi Mlecznej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! "6EQUJ5"
2022-08-15. Andrzej
Dziś tj. 15 sierpnia 2022 roku mija dokładnie 45 lat od odebrania tajemniczego Sygnału Wow!. W 1977 roku dr Jerry R. Ehman za pomocą radioteleskopu Big Ear należącego do Uniwersytetu Stanu Ohio odebrał silny sygnał radiowy uznany jako potencjalnie sztucznie wytworzony i pochodzący spoza Układu Słonecznego. Sygnał z sekwencją "6EQUJ5" trwał przez 72 sekundy i nigdy później nie udało się już go zaobserwować. Przez lata Sygnał Wow! stał się obiektem wielu badań i analiz, jak również obiektem powstania wielu teorii spiskowych.
Dr Jerry Ehman od 1973 roku prowadził nasłuch nieba w ramach programu poszukiwania inteligencji pozaziemskiej SETI. Jego zadaniem było namierzenie sygnałów radiowych i świetlnych sztucznie wytworzonych, pochodzących z przestrzeni kosmicznej, a niebędących dziełem człowieka.
16 sierpnia 1977 roku późnym wieczorem dr Ehman czytał wyniki obserwacji z dnia poprzedniego. Gdy zobaczył na wydruku anomalny zapis sygnału postanowił wyróżnić go komentarzem "Wow!" podkreślając jego wyjątkowość i idealne dopasowanie do charakterystyki sygnału od obcych inteligentnych form życia. Od tego momentu sekwencja "6EQUJ5" i wydarzenie z tym związane znane jest pod nazwą "Sygnał Wow!".
Sekwencja "6EQUJ5" wskazuje na wzrost trwający 36 sekund, a następnie spadek odbieranej intensywności sygnału. Sygnał został odebrany na założonej częstotliwości bliskiej linii wodoru (21 cm) i miał wąskie pasmo (poniżej 10 kHz). Czas odbierania sygnału wynikał z konstrukcji radioteleskopu, który omiatał kolejne obszary nieba w miarę ruchu obrotowego Ziemi. Każdy obszar mógł być obserwowany tylko przez 72 sekundy.
Radioteleskop Big Ear wyposażony był w dwie anteny odbiorcze obserwujące obszary nieba odległe od siebie o 3/4°. Sygnały ich były od siebie odejmowane, aby usunąć "tło", czyli emisję ze strony ziemskiej atmosfery i innych ziemskich obiektów. Punktowe źródło na niebie powinno przejść przez pola widzenia obydwu anten w odstępie około trzech minut. Jak wiemy w przypadku Sygnału Wow! emisja została zarejestrowana tylko przez jedną z anten. Oznacza to, że emisja albo rozpoczęła się po przejściu przez pole widzenia pierwszej anteny albo zakończyła przed wejściem w pole widzenia drugiej. Ponieważ zapisywana była tylko wartość bezwzględna różnicy sygnałów to do dziś nie wiadomo, która z anten zarejestrowała sygnał. Brak możliwości ustalenia, która z anten odebrała sygnał powoduje, że nie da się jednoznacznie ustalić położenia jego źródła.
Na temat źródła sygnału wiemy, że pochodził z konstelacji Strzelca, około 2,5 stopnia na południe od grupy gwiazd Chi Sagittarii. Tau Sagittarii odległa o 122 lata świetlne od Słońca jest najbliższą dobrze widoczną gwiazdą w tym obszarze. W latach 90 wielokrotnie próbowano ponownie odebrać sygnał z wykorzystaniem wielu radioteleskopów na świecie, jednak próby zawsze kończyły się niepowodzeniem.
Przez 45 lat wielokrotnie mogliśmy usłyszeć o różnych hipotezach pochodzenia Sygnału Wow!. W 2016 roku prof. Antonio Paris i dr Evan Davies, uczeni z St. Petersburg College poinformowali, że według nich przyczyną powstania sygnału były chmury wodoru otaczające obie bądź jedną z komet: 266P/Christensen lub 335P/Gibbs, które nie były odkryte w 1977 roku, a które w tym okresie znajdowały się w rejonie nieba skąd dotarł sygnał. Warto zaznaczyć, że nigdy wcześniej, ani nigdy później radioteleskopy nie odebrały podobnego sygnału pochodzącego od komet. Teoria ta spotkała się również z krytyką samego odkrywcy sygnału. W 2017 roku dr Ehman w wywiadzie stwierdził, że jest wysoce nieprawdopodobne, aby komety były źródłem sygnału, co potwierdzili również naukowcy z programu SETI.
Warto również wspomnieć o publikacji autorstwa Alberto Caballero w czasopiśmie naukowym International Journal of Astrobiology, który zaproponował przegląd potencjalnych miejsc, z których Sygnał Wow! mógł nadejść. W tym celu autor publikacji skorzystał z danych sondy Gaia (bezzałogowa sonda kosmiczna ESA, przeznaczona do wykonania precyzyjnych pomiarów astrometrycznych), czego efektem było wytypowanie łącznie 66 gwiazd typu G i K, lecz tylko jedna wydawała się być podobna do naszego Słońca. Według autora to właśnie z gwiazdy o oznaczeniu 2MASS 19281982-2640123 odległej o 1,8 tysiąca lat świetlnych od Ziemi pochodził tajemniczy sygnał. Żeby ustalić czy gwiazda 2MASS 19281982-2640123 jest faktycznie gwiazdą podobną do Słońca potrzeba jednak znaczniej więcej informacji takich jak metaliczność i wiek. Nie jest również wykluczone, że sygnał mógł pochodzić od innej gwiazdy, więc na ten moment wracamy do punktu wyjścia.

Od 1977 roku wszystkie dotychczasowe próby wyjaśnienia sygnału nie przyniosły skutku co sprawia, że Sygnał Wow! wciąż budzi emocje i jest jedną z nierozwiązanych tajemniczych zagadek astronomii. Czy kiedyś doczekamy się rozwiązania zagadki? Patrząc na obecne postępy w tej sprawie wydaje się to mało prawdopodobne.

Radioteleskop Big Ear, Ohio State University Radio Observatory
Obserwatorium działało w latach 1963-1998. Widok na północ od północnego zachodu.
fot. Bigear.org / NAAPO Rok 1995.

Fragment wydruku Sygnału Wow! z sekwencją „6EQUJ5” i notatką J.R. Ehmana.
fot. Big Ear Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory (NAAPO)

Radioteleskop Big Ear, Ohio State University Radio Observatory
Obserwatorium działało w latach 1963-1998. Widok na północ od północnego zachodu.
fot. Bigear.org / NAAPO Rok 1995.

Możliwe lokalizacje źródła Sygnału Wow! na mapie nieba.
Źródło sygnału może leżeć gdziekolwiek w obszarze czerwonych pasm.
Autor. Philip Terry Graham

15 sierpnia 1977 roku, okresowe komety 266P/Christensen i 335P/Gibbs były bardzo blisko wąskiego pasa nieba na południe od grupy gwiazd Chi Sagittarii skąd Sygnał Wow! został odebrany.
Diagram: Bob King

WOW Signal recieved at SETI on Aug 15 1977
https://www.youtube.com/watch?v=ZAKy_08klrg
Sygnał Wow! odebrany przez SETI 15 sierpnia 1977 roku.
Autor: CosmicScale

Zdjęcie lotnicze radioteleskopu „Big Ear” pokazuje widok na wschód od północnego wschodu.
fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
bigear.org Rok 1995.

Zdjęcie przedstawia odbłyśnik paraboloidalny (zakrzywiony) po lewej stronie i odchylany płaski odbłyśnik po prawej stronie oraz pokrytą aluminium płaszczyznę uziemienia pomiędzy nimi.
Widok na zachód.
fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
bigear.org Rok 1995.

Obraz pełnej strony wydruku komputerowego z komentarzem „Wow!”.
fot. Ohio State University Radio Observatory and North American AstroPhysical Observatory.
bigear.org
Radioteleskop Big Ear na mapach satelitarnych z 1988 roku.
fot. Google Earth Lokalizacja: 40°15'4"N, 83°2'57"W
Klub golfowy Delaware na mapach satelitarnych z 2002 roku.
Radioteleskop Big Ear został zdemontowany w 1998 roku.
Teren został sprzedany i wykorzystany do rozbudowy pobliskiego pola golfowego.
fot. Google Earth Lokalizacja: 40°15'4"N, 83°2'57"W
Jedne z ostatnich zdjęć radioteleskopu Big Ear przed zdemontowaniem. Rok 1997.
fot. w1ghz.org

Science Channel
What Was The Wow! Signal? | NASA's Unexplained Files
https://www.youtube.com/watch?v=zWDsDFz_TLw

What Was The Wow! Signal? | NASA's Unexplained Files
Źródło: seti.org, wikipedia.org, phys.org. bigear.org
https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1229

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ5.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ52.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ53.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ54.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ55.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ56.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ57.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ58.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ59.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ510.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ511.jpg

Dziś mija 45 rocznica odebrania tajemniczego Sygnału Wow! 6EQUJ512.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sektor kosmiczny 15 – 31 sierpnia 2022
2022-08-15. Redakcja
Zapraszamy do relacji z sektora kosmicznego z dni 15 – 31 sierpnia 2022.
NASA prezentuje plan misji Artemis I
Więcej: https://kosmonauta.net/2022/08/nasa-prezentuje-plan-misji-artemis-i/

Cygnus na Falconach 9?
https://www.youtube.com/watch?v=rWo4ebOUOAI

W pełni amerykański stopnień Antaresa

Rozbłysk klasy X1.5 - 5 maja 2022
https://www.youtube.com/watch?v=6RAspeZ4t3g

Rozbłysk klasy X2.2 - 20 kwietnia 2022
https://www.youtube.com/watch?v=6UCzef2FgB0

Plan misji Artemis I
Prezentacja i konferencja prasowa z 3 sierpnia 2022.
https://www.youtube.com/watch?v=37tnhg4H5Xo

Artemis I - czy start w sierpniu?
Przed końcem sierpnia powinno dojść do startu misji Artemis I.
https://www.youtube.com/watch?v=s3gt0mGwke8

Witamy w relacji!
Witamy w ostatniej wakacyjnej relacji na Kosmonauta.net, która będzie trwać do 31 sierpnia 2022. Dużo się wydarzy!

https://www.youtube.com/watch?v=2Sar5WT76kE

https://kosmonauta.net/2022/08/sektor-kosmiczny-15-31-sierpnia-2022/

Sektor kosmiczny 15 – 31 sierpnia 2022.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Polscy naukowcy badają pasy radiacyjne
2022-08-15.
We wrześniowym numerze magazynu naukowego „Advances in Space Research" zostanie opublikowany artykuł „Wykrycie trzeciego najbardziej wewnętrznego pasa radiacyjnego, dzięki danym z satelity LEO CORONAS-Photon zebranym około minimum słonecznego w 2009 r.". Autorami publikacji są pracownicy Zespołu Fizyki Słońca Centrum Badań Kosmicznych PAN we Wrocławiu: dr hab. Oleksiy W. Dudnik, prof. Janusz Sylwester, dr inż. Mirosław Kowaliński, mgr. inż. Piotr Podgórski oraz dr Kenneth J.H. Phillips z londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej.
Artykuł przedstawia analizę zmian zachodzących w wysokoenergetycznych populacjach cząstek naładowanych, wypełniających różne obszary magnetosfery: zarówno pod, wewnątrz, jak i na zewnątrz wewnętrznego i zewnętrznego  pasa promieniowania elektronowego Van Allena. Analiza bazuje na danych zebranych w maju 2009 r., pod czas głębokiego minimum 11-rocznego cyklu aktywności słonecznej.
Badanie opiera się na danych eksperymentalnych uzyskanych z ukraińskiego detektora cząstek  STEP-F i polskiego rentgenowskiego spektrofotometru SphinX umieszczonych blisko siebie na pokładzie satelity CORONAS-Photon, działającego na niskiej orbicie okołoziemskiej. Analiza danych strumienia  cząstek zebranych za pomocą bardzo czułego urządzenia STEP-F wskazuje na obecność trwałego pasa elektronów w L ≈ 1,6, tj. pod dobrze znanym wewnętrznym pasem promieniowania elektronowego Van Allena w ziemskiej magnetosferze.
Modele promieniowania kosmicznego, opracowane wcześniej dla naziemnych testów sprzętu elektronicznego pod kątem jego odporności na promieniowanie kosmiczne cząstek naładowanych oraz dla ochrony astronautów na orbicie, opierały się na istnieniu tylko dwóch znanych pasów radiacji Van Allena. Odkrycie trzeciego pasa, dzięki obserwacjom obu przyrządów, wymusza wprowadzenie znaczący poprawek w programach testów bezpieczeństwa w lotach kosmicznych.
Naukowcy CBK PAN wprowadzają koncepcję efektywnych energii o najniższym progu dla detektorów rentgenowskich stosowanych w spektrofotometrze słonecznym SphinX i definiują ich wartości dla dwóch regionów: Południowej Anomalii Atlantyckiej  i w pasie zewnętrznym Van Allena. Różne wartości energii o najniższym progu są bezpośrednio związane z różnymi nachyleniami widm energii cząstek.
Analizy porównawcze danych uzyskanych z instrumentów STEP-F i SphinX, zbudowanych do obserwacji różnych zjawisk, pozwoliły wykryć wysoce anizotropowy charakter przestrzennego rozkładu elektronów w pasach radiacyjnych, zarówno na półkuli południowej, jak i północnej. Wykryto również obecność niskoenergetycznych elektronów na wszystkich szerokościach geograficznych podczas głównej fazy słabej burzy geomagnetycznej.
Źródło: Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk

Fot. Fot. NASA/Flickr/CC BY 2.0

Fot. CBK PAN

SPACE24


https://space24.pl/nauka-i-edukacja/polscy-naukowcy-badaja-pasy-radiacyjne

Polscy naukowcy badają pasy radiacyjne.jpg

Polscy naukowcy badają pasy radiacyjne2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy kluczem do życia pozaziemskiego jest jedna substancja, którą znajdziemy w każdej kuchni?

2022-08-15. Wiktor Piech

Poziom zasolenia wód morskich mógł odegrać jedną z decydujących ról w procesie powstawania życia na naszej planecie. Wyniki badań mogą także potencjalnie pomóc w poszukiwaniu życia na egzoplanetach.

Naukowcy z Purdue University pod kierownictwem Stephanie Olson odkryli, że obecność soli w wodzie morskiej, może mieć znaczący wpływ na zamieszkanie Ziemi i innych planet przez żywe istoty. Badacze wykorzystali model klimatyczny do przeprowadzenia analiz klimatu Błękitnej Planety, przy różnych założeniach ilości soli rozpuszczonej w wodzie morskiej.

 
Sól i życie
Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Geophysical Research Letters. W swoim artykule naukowcy piszą: "Ewolucja ziemskiego systemu klimatycznego jest ściśle związana z chemiczną ewolucją ziemskiego oceanu".
W przeprowadzonych analizach sprawdzili oni, w jaki sposób ilość soli rozpuszczonej w wodzie morskiej mogłaby wpłynąć na globalny klimat. Odkryli oni, że potencjalnie bardziej zasolone oceany mogą tworzyć cieplejszy klimat, co w rezultacie może pomóc planecie utrzymać życie. Rosnące zasolenie zmniejsza rozpuszczalność gazów w wodzie, przez co wyższe zasolenie powoduje zwiększenie poziomu gazów cieplarnianych w atmosferze i zwiększenie temperatury na planecie.
Sól mogła być decydującym czynnikiem, który stworzył warunki zdatne do życia we wczesnej fazie planety, kiedy Ziemia zaczęła nadawać się do zamieszkania, a Słońce było wówczas "mniej jasne".
W artykule można przeczytać: "Nasze wyniki wprowadzają intrygującą możliwość, że bardziej słony ocean może częściowo zrekompensować niższą jasność Słońca na wczesnej Ziemi. W tym przypadku sól może być niezbędnym składnikiem dla wczesnego życia na naszej planecie."
Wyniki badań mogą w szerszym kontekście sugerować, że sól może również wpływać na możliwość istnienia życia na innych planetach. Naukowcy zastanawiają się, czy dzięki niej, życie byłoby w stanie przetrwać na ciele niebieskim, które znajduje się na krawędziach ekosfery i tuż za nią.

Tam, gdzie życie może się rozwijać
Ekosfera jest to umowna sfera wokół gwiazdy. Na planetach znajdujących się w tej sferze, mogą panować warunki fizyczne i chemiczne umożliwiające powstanie, utrzymanie i rozwój życia. Uważa się, że podstawowym czynnikiem dla życia jest istnienie ciekłej wody.
Najbardziej podobną do Ziemi egzoplanetą, która znajduje się w ekosferze, jest superziemia Kepler-452b, gdzie istnienie wody w stanie ciekłym jest wysoce prawdopodobne. Planeta ta oddalona jest od nas o 1400 lat świetlnych i znajduje się w gwiazdozbiorze Łabędzia. Kelper452b ma prawdopodobnie masę pięć razy większą niż Ziemia.
Kluczem do powstania i utrzymania życia na planecie może być sól /123RF/PICSEL

INTERIA

 

https://geekweek.interia.pl/nauka/news-czy-kluczem-do-zycia-pozaziemskiego-jest-jedna-substancja-kt,nId,6209610

Czy kluczem do życia pozaziemskiego jest jedna substancja, którą znajdziemy w każdej kuchni.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Elon Musk mówi, czyli kłamie. Oto jego największe obietnice
2022-08-15. Adam Bednarek
"Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział" – na aż tak radykalne oskarżenie dowodów wprawdzie nie ma, ale jeśli prześledzi się obietnice Elona Muska związane z jego planowanymi działaniami, to okaże się, że niezły byłby z niego polityk.
Na Twitterze ktoś udostępnił pochwalną grafikę prezentującą rozwój firmy SpaceX. Zaczęło się 20 lat temu od chłopaków grających na gitarze przebranych za Mariachi, dziś jest prężna firma wysyłająca rakiety (a nawet samochód) w kosmos.
Elon Musk podbił stawkę i napisał, że ma nadzieję, że za 20 lat na Marsie będą już samowystarczalne miasta. Wizjoner znowu przemówił? Czy faktycznie w ciągu najbliższych dwóch dekad człowiek nie tylko postawi nogę na Marsie, ale jeszcze się tam urządzi?
Już wcześniej Musk zapowiadał, że na Marsie człowiek pojawi się w 2029. Mamy kolejny termin, z którego można szefa Tesli czy SpaceX rozliczać. I na pewno znajdą się chętni, którzy to zrobią, bo wcześniejsze przewidywania Muska raczej się nie sprawdziły.
Krzysztof Łukasik zebrał na Twitterze kilka prognoz Elona Muska. Weryfikacja faktów jest dla miliardera więcej niż niekorzystna. Na przykład w 2014 roku zapowiadał, że już w 2015 roku 90 proc. Tesli będzie poruszało się autonomicznie.
Rzeczywistość? Niedawne testy wykazały, że elektronika Tesli nie uważa dzieci na drodze za przeszkody, które należałoby ominąć, albo przed nimi wyhamować.
W materiale możemy oglądać Teslę Model 3 wyposażoną w najnowszą wersję oprogramowania FSD (10.12.2), która pokonuje 110-metrowy odcinek prostej z prędkością 64 km/h (40 mil/h). Na jego końcu znajduje się manekin o wzroście i posturze dziecka. Cały test szczegółowo rozpisano tutaj. Próbę podobno przeprowadzano dziesiątki razy, w materiale wideo można zobaczyć trzy z nich. Każda zakończyła się tak samo – samochód odrobinę zwalnia, ale rozjeżdża manekina z prędkością ok. 40 km/h.
Można być szczęśliwym, że prognoza Muska się nie sprawdziła, bo kto wie – gdyby zapowiadana rewolucja się udała, Tesla miałaby na koncie naprawdę wiele ofiar.
Inne przypomniane przez Łukasika fakty są równie bezlitosne. Na przykład w 2017 Elon Musk zapowiadał, że w 2022 roku zostaną wysłane dwa statki towarowe na Marsa. Owszem, rok jeszcze się nie skończył, więc dopóki głowa Elona pełna marzeń, nie ma co się czepiać.
Ale jeśli chcecie być złośliwi, to Łukasik dodaje, że 5 lat temu padła jeszcze jedna deklaracja – na Marsa ludzie zostaną wysłani w 2024. Tak, tak, to się zmieniło i teraz nowy termin to 2029, ale 5 lat w jedną czy drugą – naprawdę chcemy czepiać się o takie szczegóły?
Jeszcze jak.
Łukasik przeanalizował wypowiedzi z ostatnich kilku lat, tymczasem najśmieszniejsze jest to, że praktycznie każda najnowsza deklaracja z miejsca jest weryfikowana na niekorzyść miliardera.
Ostatnio Musk sprzedał akcje Tesli w rekordowej dla siebie liczbie
Ruch wytłumaczył tym, że może potrzebować pieniędzy na zakup Twittera, więc nie chce później działać w panice. Tyle że do podobnej transakcji doszło w kwietniu, a wówczas Musk zapowiadał, że więcej takiego manewru nie dokona.
To byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że podobne obietnice odbijają się na pracownikach Muska. Łukasik przypomniał również, że w 2018 roku po zwolnieniu 9 proc. pracowników więcej taka trudna decyzja się nie powtórzy. Oczywiście 7 proc. załogi wylądowało na bezrobociu rok później.
Wcześniej napisałem, że Elon Musk mógłby zostać politykiem, ale bardziej jednak pasuje na prezesa polskiego klubu piłkarskiego. W naszych sportowych warunkach, kiedy właściciel drużyny mówi, że aktualny trener cieszy się pełnym zaufaniem i poparciem, to znak, że jego następca już uzgadnia pensję i do zwolnienia szkoleniowca dojdzie lada moment. Gdy Musk zapowiada, że zwolnień nie będzie, pracownicy pewnie szybko odpalają amerykańską wersję pracuj.pl.
Musk dawniej: kupujcie Bitocina. Wiecie, jak to się skończyło?
W lipcu jego firma pozbyła się 75 proc. zapasów bitcoina. A przecież jeszcze w 2021 zapowiadał, że kryptowaluty są niezniszczalne.
Pomylił się? Teoretycznie nie, bo przecież istnieją. Ale że ledwo dyszą – to już inna historia.
Nazwijcie mnie hejterem, ale nie mogę pojąć, jak ktoś mający taki styl prowadzenia biznesu i strzelający kulami w płot, może być uznawany za wizjonera i zbawiciela planety. To naprawdę przykre, bo mając Muska za boga, wielu zapomina nie tylko o jego przywarach, ale też o tym, jak naprawdę działały jego biznesy – oparte nie na geniuszu jednostki, a bardzo często rządowych dotacjach.
Tyle że Musk nie jest dowodem na to, że prywatna firma dokonuje cudów dzięki wsparciu publicznych pieniędzy, a czegoś wręcz odwrotnego. Im szybciej zrzuci się Muska z piedestału, tym łatwiej będzie skończyć z mitem o zbawiających świat korporacjach, którym wszystko może być wolno, bo działają z myślą o ratowaniu ludzkości i są odpowiedzialne za postęp.
https://spidersweb.pl/2022/08/elon-musk-cytaty.html

Elon Musk mówi, czyli kłamie. Oto jego największe obietnice.jpg

Elon Musk mówi, czyli kłamie. Oto jego największe obietnice2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rosjanie chcą się wynieść z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do swojej własnej. Właśnie pokazali, jak będzie wyglądać
2022-08-15. Maciej Gajewski
Rosyjska agencja kosmiczna zaprezentowała dziś dziennikarzom model rosyjskiej stacji, która ma być w niedalekiej przyszłości zbudowana na orbicie. Przedsięwzięcie, co na dziś już nikogo nie powinno dziwić, jest firmowane jako operacja wojskowa.
Rosnące napięcie na linii NATO i Rosji to bardzo eufemistyczne ujęcie sytuacji, w jakiej znalazł się świat po niesprowokowanej i zbrodniczej napaści zbrojnej na Ukrainę. Świat zachodu nakłada na kraj dyktatora Putina kolejne sankcje, mając nadzieję osłabić rosyjską gospodarkę jak tylko to możliwe, co w konsekwencji mogłoby zapobiec dalszym zbrodniom. W odpowiedzi Rosja wycofuje się z współpracy na rzecz podboju kosmosu przez ludzkość. I całkiem na poważnie chce całkowicie porzucić swój wkład w Międzynarodową Stację Kosmiczną.
To nie oznacza, że Rosja rezygnuje z badań naukowych na orbicie okołoziemskiej. Te ma umożliwić projektowana właśnie stacja kosmiczna, którą rosyjskie media ochrzciły nieoficjalną nazwą ROSS. Jej wygląd, w formie fizycznego modelu, właśnie został zaprezentowany na odbywających się w Moskwie targach Army-2022.
ROSS, czyli rosyjski konkurent dla ISS. Zobacz, jak wygląda.
Roskmos, czyli rosyjska agencja kosmiczna, powtórzyła deklarację o planach całkowitego wycofania się z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej po roku 2024. ROSS ma być jedynym, póki co, kierunkiem inwestycji agencji w kwestii orbitalnych stacji badawczych. Dla przypomnienia, Rosja od 1998 r. jest jednym z głównych partnerów ISS, do których należą też Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia i Unia Europejska. ISS ma funkcjonować przynajmniej do 2030 r., a Rosja wcześniej zapewniała, że nie wycofa się z projektu przed 2028 r.
ROSS ma być wystrzelony w dwóch etapach. Na czym mają polegać i kiedy ma to nastąpić? Na dziś ta informacja nie jest jeszcze jawna. Wiemy tylko, że pierwszy etap obejmuje uruchomienie czterech modułów stacji, drugi kolejnych dwóch i platformy serwisowej. Docelowo ROSS ma być domem dla czworga astronautów. Jak zauważa dumnie Roskomos, stacja pozwoli Rosji na prowadzenie szerzej zakrojonych badań, bo nie będzie musiała dzielić się czasem i zasobami z astronautami z innych krajów.
Rosyjskie media spekulują, że stacja ma być uruchomiona w 2025-2030 r. Na dziś jednak nawet nie została w pełni zaprojektowana. Niektórzy wręcz uważają, że ROSS to materiał propagandowy i że w rzeczywistości do budowy tej stacji nie dojdzie, z uwagi na pogarszającą się sytuację w kraju. Niestety na dziś nie sposób tych informacji potwierdzić.

Model stacji ROSS

BREAKING! New Russia Space Station Announced
https://www.youtube.com/watch?v=DkUTUsGeEPU

https://spidersweb.pl/2022/08/ross-stacja-jak-wyglada.html

Rosjanie chcą się wynieść z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do swojej własnej. Właśnie pokazali, jak będzie wyglądać.jpg

Rosjanie chcą się wynieść z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do swojej własnej. Właśnie pokazali, jak będzie wyglądać2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Promieniowanie nas zniszczy. Droga na Marsa będzie zabójcza
2022-08-16. Radek Kosarzycki
Już za osiem lat człowiek wyląduje na powierzchni Czerwonej Planety - tak niedawno mówiła jeszcze Gwynne Shotwell, prezes SpaceX. Naukowcy jednak nie podzielają jej optymizmu i nie chodzi im bynajmniej o przedział czasowy. Najnowsze badania wskazują, że wycieczka na Marsa może być po prostu zabójcza.
Jak na razie istnieje jeszcze wiele przeszkód do rozwiązania, zanim ludzkość podejmie w ogóle próbę wysłania kogokolwiek na powierzchnię Marsa. Póki co nie ma technologii, która mogłaby nas tam bezpiecznie dostarczyć.
Rakiety zdolne do takiego wyczynu, takie jak chociażby Starship, wciąż znajdują się na bardzo wczesnym etapie rozwoju i póki co nie oderwały się od Ziemi na więcej niż 10 kilometrów. Wersja załogowa, posiadająca przedział pasażerski, w którym potencjalna załoga mogłaby spędzić kilkaset dni w drodze na Marsa istnieje jedynie na futurystycznych wizualizacjach.
Co więcej, nie wiemy jak bezpiecznie wylądować taką rakietą na powierzchni Marsa. Atmosfera Czerwonej Planety jest niezwykle rzadka, przez co nie pomaga wyhamować jakiegokolwiek statku przylatującego do niej z prędkością międzyplanetarną. Największy statek, jaki dotychczas wylądował bezpiecznie na Marsie miał masę zaledwie niecałej tony. Każda dodatkowa tona to dodatkowy problem. Statek z załogą z pewnością ważyłby znacznie więcej niż 1 czy nawet 10 ton.
A przecież lądowanie to dopiero początek wyzwania. Załoga hipotetycznej misji musiałaby przeżyć na powierzchni planet kilkadziesiąt-kilkaset dni, a następnie wystartować z powierzchni obcej planety w powrotną podróż międzyplanetarną.
A co z tym promieniowaniem?
Najnowsze wyniki badań wskazują, że wszystkie powyżej wymienione, naprawdę poważne przeszkody technologiczne stojące przed przyszłymi marsonautami bledną jednak w porównaniu do problemu szkodliwego promieniowania, na które wystawieni mieliby być uczestnicy takiej misji kosmicznej.
Naukowcy postanowili sprawdzić jak organizm mężczyzn i kobiet reaguje na długotrwałe przebywanie w przestrzeni kosmicznej. Hipotetyczna 1000-dniowa misja kosmiczna obejmowała 300 dni lotu na powierzchnię Marsa, 400 dni na powierzchni i kolejne 300 dni lotu powrotnego.
Po stworzeniu modeli odzwierciedlających anatomię mężczyzn i kobiet naukowcy poddali je oddziaływaniu symulowanego stałego strumienia promieniowania kosmicznego. W badaniu uwzględniono promieniowanie faktycznie występujące w przestrzeni kosmicznej, tj. wiatr słoneczny oraz promieniowanie emitowane w rozbłyskach słonecznych. Następnie ewolucję tego promieniowania przeanalizowano za pomocą oprogramowania wykorzystywanego w akceleratorach cząstek.
Powiedzieć, że wyniki badań nie były obiecujące, to jak nic nie powiedzieć. Warto tutaj wspomnieć, że naukowcy w swoich badaniach uwzględnili także scenariusze, w których statek kosmiczny wyposażony był w grube osłony przeciwko promieniowaniu (a takie byłyby cięższe i jeszcze trudniejsze do wyniesienia w przestrzeń kosmiczną).
Poszczególne części ciała oraz organy wewnętrzne symulowanych marsonautów w toku 1000-dniowej misji otrzymywały dawkę promieniowania rzędu 1 siwerta. Czy to dużo? NASA przekonuje, że astronauta w ciągu całej swojej kariery nie powinien otrzymać dawki promieniowania większej niż 0,6 siwerta. Inne agencje kosmiczne mówią maksymalnie o 1 siwercie. Warto tutaj zauważyć, że agencje mówią o łącznej dawce promieniowania na przestrzeni całej kariery astronauty, a wyniki badań mówią o dawce, którą astronauci otrzymają w ciągu jednej trzyletniej misji.
Przeprowadzone kilka lat temu badania wskazują, że oprócz promieniowania emitowanego przez Słońce, w trakcie misji międzyplanetarnej astronauci będą wystawieni także na działanie wysokoenergetycznego promieniowania galaktycznego, które bezustannie przelatuje przez Układ Słoneczny.
Łącznie, wszystkie te formy promieniowania mogą doprowadzić do takich uszkodzeń organów wewnętrznych w trakcie misji, że astronauci docierający do powierzchni Marsa mogą już mieć problemy z pamięcią i koncentracją. Nie jest to z pewnością dobry znak dla osób, które stałyby właśnie u progu najtrudniejszej misji realizowanej przez człowieka, tj. próby przetrwania w całkowicie nieprzyjaznym środowisku oddalonym o setki miliony kilometrów od Ziemi.
Być może zatem człowiek ostatecznie skazany jest na mieszkanie na powierzchni Ziemi. Nie byłby to dobry znak, wszak własną planetę zamieniliśmy już w śmietnik- przekonani, że jak Ziemia się skończy, to przecież polecimy sobie gdzie indziej i staniemy się gatunkiem międzyplanetarnym. Chyba jednak lepiej byłoby zacząć dbać o tę naszą planetę, tak na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że mamy do dyspozycji tylko tę planetę.
Starship Animation
https://www.youtube.com/watch?v=-Oox2w5sMcA

https://spidersweb.pl/2022/08/zalogowe-misje-na-marsa-promieniowanie-kosmiczne.html

Promieniowanie nas zniszczy. Droga na Marsa będzie zabójcza.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Starlink przekracza kolejne granice. W tle zagrożenie odłamkami z rosyjskiej próby ASAT
2022-08-16. Mateusz Mitkow
SpaceX przeprowadził udane wyniesienia kolejnych zestawów urządzeń satelitarnego internetu Starlink i przekroczyła zarazem pułap 3 tysięcy umieszczonych satelitów. W międzyczasie, gdy firma odnotowuje kolejne osiągnięcia, pojawiły się doniesienia o zagrażających odłamkach w postaci zestrzelonego w listopadzie ubiegłego roku rosyjskiego satelity.
Start misji Starlink Group 4-26 odbył się 10 sierpnia 15 minut po północy (czasu polskiego) ze stanowiska LC-39A w Centrum Lotów Kosmicznych im. Johna F. Kennedy'ego na Florydzie. Niecałe 9 min po opuszczeniu wyrzutni dolny stopień systemu nośnego Falcon 9 firmy SpaceX wylądował na morskiej platformie o nazwie A Shortfall of Gravitas. Kwadrans po starcie ładunek użyteczny misji został z powodzeniem umieszczony na niskiej orbicie okołoziemskiej o parametrach 232 x 335 km.
W dalszej kolejności 52 satelity przy pomocy silników jonowych rozpoczęły długotrwałą operację zwiększenia orbity - docelowo będzie to 540 km. Po dotarciu na tę wysokość urządzenia dołączą do ponad 1500 urządzeń 4. warstwy.
Kolejny start Falcona 9 z Starlinkami (3-3) z 12 sierpnia polegał z kolei na uzupełnieniu 3. warstwy (polarnej). W tym miejscu należy dodać to, że ta subkonstelacja jest szczególnie podatna na zagrożenie ze strony kosmicznych śmieci powstałych wskutek minionego rosyjskiego testu broni antysatelitarnej. Ten został przeprowadzony w listopadzie ubiegłego roku.
Jak informował portal Space.com, 6 sierpnia br. urządzenia Starlink znajdujące się tej orbicie o nachyleniu 97 stopni i wysokości 560 km były przez pewien okres zagrożone odłamkami pochodzącymi od zestrzelonego satelity Kosmos 1408. Szacunki mówiły o tym, że kosmiczne śmieci przeleciały od funkcjonujących satelitów w odległości zaledwie 10 kilometrów. Dan Oltrogge, główny naukowiec w COMSPOC (amerykańskiej firmie monitorującej m.in. zagrożenia kosmiczne na orbicie) oznajmił, że tego dnia zarejestrowano aż 6000 zbliżeń odłamków do 10% urządzeń spośród całej konstelacji Starlink.
Na ten moment nie wiadomo jednak ile satelitów musiało przeprowadzić manewr unikowy i czy w ogóle była taka potrzeba. SpaceX jakiś czas temu informował, że między grudniem 2021 r. a majem 2022 r. satelity Starlink wykonały prawie 7000 korekcji orbit, by uniknąć kolizji. Spośród nich 1700 powiązane były właśnie z rosyjskimi szczątkami po próbie ASAT.
Superkonstelacja Starlink ma zapewnić globalny dostęp do szybkiego Internetu, zwłaszcza w miejscach, które dotąd były odcięte od dostępu do tradycyjnej infrastruktury internetowej. Jak na razie spółka skupia się na rozmieszczeniu i uruchomieniu 4 400 satelitów w ramach pierwszego rzutu, a zgodnie z wnioskami złożonymi przez SpaceX, ilostan może zwiększyć się o dodatkowe 30 000 obiektów. Minione starty przyczyniły się do przekroczenia pułapu 3 tysięcy wyniesionych urządzeń w historii programu. Na orbicie znajduje się 2793 satelitów, zaś funkcjonuje 2758 Starlinków.
SpaceX uzyskał zgodę od Federalnej Komisji Łączności w czerwcu br., aby rozpocząć oferowanie łączności Starlink dla klientów mobilnych. Dotychczas usługi koncentrowały się na klientach stacjonarnych, takich jak domy czy firmy. Spółka ogłosiła także w zeszłym miesiącu (lipcu 2022), że będzie oferować swój internet dla klientów morskich oraz dla niektórych linii lotniczych. Obecnie usługa jest dostępna w 36 krajach.
Fot. SpaceX/Flickr

SPACE24

https://space24.pl/satelity/komunikacja/starlink-przekracza-kolejne-granice-w-tle-zagrozenie-odlamkami-z-rosyjskiej-proby-asat

Starlink przekracza kolejne granice. W tle zagrożenie odłamkami z rosyjskiej próby ASAT.jpg

Starlink przekracza kolejne granice. W tle zagrożenie odłamkami z rosyjskiej próby ASAT2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na Słońcu doszło do eksplozji czarnej plazmy, która pędzi w stronę Ziemi. Co nas czeka w środę wieczorem?
2022-08-16.
Jak informuje NASA, na Słońcu doszło do potężnej eksplozji czarnej plazmy, która oderwała się i pędzi z zawrotną prędkością w stronę Ziemi, gdzie dotrze w środę wieczorem. Czego możemy się wtedy spodziewać?
Aktywność słoneczna systematycznie rośnie, ponieważ zbliża się apogeum 25. cyklu słonecznego, które przypadnie na 2025 rok. Do tego czasu ciemnych plam na naszej gwieździe i wyrzutów materii będzie coraz więcej i będą one coraz intensywniejsze.
Obecnie na powierzchni Słońca obserwujemy aż pięć obszarów aktywnych. Wyróżniają się one ciemnymi barwami na tle żółto-pomarańczowej tarczy słonecznej. W jednym z nich, oznaczonym numerem 3076, w niedzielę (14.08) o godzinie 13:30 czasu polskiego doszło do eksplozji.
Oderwała się olbrzymia wiązka ciemnej plazmy, która popędziła w przestrzeń kosmiczną z zawrotną prędkością ponad 2 milionów kilometrów na godzinę. Obszar aktywny znajdował się w środkowej części słonecznej tarczy, naprzeciwko Ziemi.
To oznacza, że przynajmniej jej fragment dotrze do biegunów magnetycznych naszej planety w środę (17.08) wieczorem i w nocy przynosząc nam co najmniej umiarkowaną burzę geomagnetyczną. Warto wtedy spoglądać nad północy horyzont, bo może się pojawić zorza polarna.
Największe prawdopodobieństwo jej ujrzenia tradycyjnie będą mieć wszyscy ci, którzy mieszkają lub wypoczywają na północnych krańcach Polski, zwłaszcza na wybrzeżach Bałtyku. Zorza bywa kapryśna, dlatego ze stuprocentową pewnością jej wystąpienia nie można przewidzieć.
Aby mogła się pojawić musi być spełnionych kilka czynników. Plazma musi dotrzeć w dużych ilościach, musi mieć dużą gęstość, a jej pole magnetyczne musi mieć sprzyjające dla polskich obserwatorów skierowanie południowe. Pozostaje trzymać kciuki.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA.
Fot. NASA

Aktualne obszary aktywne (plamy) na powierzchni Słońca. Do eksplozji czarnej plazmy doszło w plamie 3076. Fot. NASA.

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-08-16/na-sloncu-doszlo-do-eksplozji-czarnej-plazmy-ktora-pedzi-w-strone-ziemi-co-nas-czeka-w-srode-wieczorem/

Na Słońcu doszło do eksplozji czarnej plazmy, która pędzi w stronę Ziemi. Co nas czeka w środę wieczorem.jpg

Na Słońcu doszło do eksplozji czarnej plazmy, która pędzi w stronę Ziemi. Co nas czeka w środę wieczorem2.jpg

Na Słońcu doszło do eksplozji czarnej plazmy, która pędzi w stronę Ziemi. Co nas czeka w środę wieczorem3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Popularyzatorzy Nauki poszukiwani; rusza nowa edycja konkursu
2022-08-16.
Rusza XVIII edycja konkursu Popularyzator Nauki, w którym nagradzane są osoby, zespoły i instytucje, które wyjaśniają zagadnienia nauki i pomagają lepiej rozumieć świat. Nabór trwa tylko do 18 września. Zwycięzców poznamy w grudniu.
Celem konkursu Popularyzator Nauki jest uhonorowanie osób, zespołów osób i podmiotów instytucjonalnych, które popularyzują naukę wśród Polaków, pomagają innym bliżej poznać i lepiej zrozumieć zjawiska zachodzące wokół człowieka, przybliżają najnowsze wyniki badań naukowych, dzielą się wiedzą i pasją naukową. W konkursie oceniana jest działalność popularyzatorska skierowana do osób, które nie są związane zawodowo z popularyzowanym obszarem wiedzy.
Konkurs organizowany jest od 2005 roku przez serwis Nauka w Polsce, wydawany przez Fundację Polskiej Agencji Prasowej ze środków programu „Nauka dla Społeczeństwa” Ministerstwa Edukacji i Nauki. Jest to no najstarszy i najbardziej prestiżowy w Polsce konkurs, w którym nagradzani są uczeni, ludzie mediów, instytucje oraz społecznicy, których pasją jest dzielenie się wiedzą i odsłanianie tajemnic współczesnej nauki.
W obecnej, XVIII edycji zgłoszenia można nadsyłać do 18 września (godz. 23:59) poprzez formularz zgłoszeniowy. Regulamin konkursu znajduje się na TEJ stronie.
Do konkursu można zgłaszać działania trwające co najmniej 2 lata. W kategorii "Naukowiec" mogą się zgłaszać popularyzujące naukę osoby indywidualne, posiadające co najmniej stopień doktora. "Animator" – o tę nagrodę mogą ubiegać się osoby prowadzące indywidualną działalność popularyzatorską, nieposiadające stopni ani tytułów naukowych (np. studenci i doktoranci, pracownicy administracyjni uczelni). W kategorii "Zespół" rywalizują zespoły osób popularyzujących naukę (tworzone np. przez naukowców, animatorów popularyzacji, koła naukowe, osoby pracujące nad wspólnymi projektami na rzecz popularyzacji, animatorów nauki w instytucjach typu muzea). W kategorii "Instytucja" o nagrodę mogą ubiegać się instytucje – naukowe (np. instytuty, jednostki uczelni), pozanaukowe (np. organizacje pozarządowe, centra nauki) czy przedsiębiorstwa. O nagrodę mogą się też ubiegać dziennikarze, zespoły redakcyjne mediów, blogerzy czy zespoły tworzące strony internetowe - zostaną ocenieni w kategorii "Media".
Od kilku lat do konkursu mogą się zgłaszać również osoby, zespoły i instytucje już wcześniej nagrodzone, prezentując aktywność realizowaną w późniejszym okresie.
Zakwalifikowane kandydatury oceni Kapituła, złożona z przedstawicieli środowiska naukowego, popularyzatorów nauki i przedstawicieli portalu Nauka w Polsce, kierowana przez prof. Michała Kleibera - wiceprezesa Europejskiej Akademii Nauk i Sztuki, wieloletniego prezesa PAN, b. ministra nauki i informatyzacji, jednego z inicjatorów konkursu. Zgłoszenia ocenia też prof. Magdalena Fikus – popularyzatorka nauki, współorganizatorka warszawskiego Festiwalu Nauki; Robert Firmhofer – dyrektor Centrum Nauki Kopernik, red. Krzysztof Michalski – dziennikarz naukowy Polskiego Radia, dr hab. Robert Mysłajek - biolog i popularyzator nauki, a także przedstawiciel redakcji serwisu Nauka w Polsce. W skład Jury wchodzą też Dariusz Aksamit - działacz Marszu dla Nauki oraz Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki, prof. Wojciech Dindorf - emerytowany nauczyciel, który popularyzacją nauki zajmuje się od ponad 65 lat; dr Ireneusz Kaługa z Grupy EkoLogicznej; prof. Andrzej Katunin, który popularyzuje m.in. zagadnienia geometrii fraktalnej, Iwona Kieda - reprezentująca Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie, dr Magdalena Osial z UW - autorka projektu "Manufaktura Naukowców, czyli Uniwersytet Każdego Wieku" oraz "Fluffy Science"; dr hab. Piotr Sułkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, znany z projektu "Zapytaj fizyka"; Michał Szydłowski, który jako Pan Korek prowadzi pokazy naukowe m.in. dla szkół i podczas festiwali nauki; prof. Przemysław Wojtaszek z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - pomysłodawca i główny organizator ogólnopolskiej akcji „Noc Biologów".
Jurorzy wybiorą laureatów w pięciu kategoriach, a także wyłonią kandydata Nagrody Głównej. Może to być popularyzator – osoba, zespół lub instytucja – kandydujący w dowolnej kategorii konkursowej.
Rozstrzygnięcie konkursu odbędzie się w grudniu 2022 r.
Działalność finalistów zostanie zaprezentowana w serwisie Nauka w Polsce PAP. "Opisujemy aktywność finalistów, żeby upowszechniać dobre wzorce działania popularyzatorów. Niech to, co robią najlepsi - i sposoby ich pracy - staje się inspiracją dla kolejnych osób i instytucji, przedstawicieli innych dziedzin nauki, innych miast czy regionów. Nauka w Polsce, jako serwis piszący o nauce i badaniach, zachęca naukowców do aktywności popularyzatorskiej - ale też stwarza przestrzeń, gdzie można tę aktywność prezentować" - mówi red. Anna Ślązak, kierująca serwisem Nauka w Polsce, która bierze udział w organizacji konkursu i uczestniczy w ocenie zgłoszeń.
Wśród laureatów konkursu są m.in.: filozof przyrody ks. prof. Michał Heller, neurobiolog prof. Jerzy Vetulani, autor telewizyjnych programów Wiktor Niedzicki, popularyzator astronomii Karol Wójcicki, duet "Crazy Nauka", twórcy portalu "Nauka o klimacie", a także instytucje takie jak Centrum Nauki Kopernik, Polska Akademia Dzieci czy Instytut Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego. (PAP)
zan/
Adobe Stock

https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C93360%2Cpopularyzatorzy-nauki-poszukiwani-rusza-nowa-edycja-konkursu.html

Popularyzatorzy Nauki poszukiwani; rusza nowa edycja konkursu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mity wśród Gwiazd: Gwiazdozbiór Sieci
2022-08-16. Matylda Kołomyjec
Sieć to konstelacja nieba południowego, jedna z najmniejszych. Przynajmniej pięć z jej gwiazd ma własne planety. Z gwiazdozbiorem nie wiążą się żadne mity – nie zawiera też żadnych obiektów z katalogu Messiera. W Polsce Sieć jest przez cały rok niewidoczna.
Choć Sieć nie ma własnego mitu, to gwiazdozbiór ten ma swoją historię. Został wprowadzony w 1621 roku przez niemieckiego astronoma Isaaca Habrechta II – jako Romb. Dzisiejszą nazwę uzyskała dopiero wiek później – wybrał ją Francuz, Nicolas Louis de Lacaille. Miała upamiętniać umieszczoną na okularze teleskopu sieć, której używał do pomiarów odległości kątowych ciał niebieskich. Nazwa została, ale Międzynarodowa Unia Astronomiczna zaakceptowała Sieć jako oficjalny gwiazdozbiór dopiero w 1922 roku.
Alpha Reticuli (α Ret) to najjaśniejsza gwiazda konstelacji, oddalona od nas o trochę ponad 161 lat świetlnych. Ma promień 13 razy większy niż Słońce i jest od niego 240 razy jaśniejsza, ale tylko 3 razy cięższa. Prawdopodobnie ma 330 milionów lat.
Jest też wiele innych gwiazd Sieci, które zasługują na uwagę, w tym Beta Reticuli (β Ret), system złożony z trzech gwiazd, ale w obrębie tej konstelacji można znaleźć nie tylko gwiazdy. Choć Sieć nie zawiera żadnych obiektów Messiera, znaleźć w niej można, między innymi, galaktykę spiralną z poprzeczką MGC 1559. Jest ona 7 razy mniejsza od Drogi Mlecznej i została zaklasyfikowana jako galaktyka Seyferta – galaktyka, która ma bardzo jasne jądro. W ostatnich latach zostały w niej zaobserwowane trzy supernowe: SN 1984J (w 1984 roku), SN 1986L (w 1986 roku) i SN 2005df (w 2005 roku). Kolejnym wartym uwagi obiektem jest galaktyka gwiazdotwórcza (ang. starburst galaxy) spiralna z poprzeczką NGC 1313. Została odkryta w 1826 roku przez Jamesa Dunlopa. Znajduje się około 15 milionów lat świetlnych od nas. Ma bardzo nieregularny kształt, a jej oś obrotu nie znajduje się w centrum galaktyki. Zazwyczaj powodem dla takiego zachowania byłoby wcześniejsze zderzenie z inną galaktyką, ale wydaje się, że NGC 1313 jest na niebie sama.
Źródła:
•    Constellation Guide
16 sierpnia 2022
Powyższy fragment mapy nieba przedstawia gwiazdozbiór Sieci w otoczeniu sąsiadujących konstelacji. Źródło: Wikimedia Commons
Powyższa ilustracja przedstawia wyobrażenie Sieci (na okularze teleskopu) na tle tworzących jej konstelację gwiazd. Pochodzi z Uranographii, której autorem jest Johann Elert Bode. Źródło: Skytonight - History of Science Collections, University of Oklahoma Libraries

Galaktyka spiralna z poprzeczką NGC 1313. Jest to również galaktyka gwiazdotwórcza – w porównaniu do innych galaktyk, powstaje w niej wyjątkowo dużo nowych gwiazd. Źródło: Wikimedia Commons
https://astronet.pl/autorskie/mity-wsrod-gwiazd/mity-wsrod-gwiazd-gwiazdozbior-sieci/

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Sieci.jpg

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Sieci2.jpg

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Sieci3.jpg

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Sieci4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ile księżyców mogłaby mieć Ziemia? Trzy duże, cztery średnie albo aż siedem malutkich

2022-08-16. Michał Rolecki

Dlaczego Ziemia ma tylko jeden księżyc? Symulacje wskazują że trzy satelity wielkości Księżyca to wszystko, co mogłaby “udźwignąć" Ziemia. Mogłaby jednak mieć kilkanaście mniejszych.


Większość planet układu Słonecznego ma więcej niż jeden księżyc. Saturn i Jowisz tak wiele, że trudno się ich doliczyć (ten ostatni ma przynajmniej 79, ale wciąż odkrywane są nowe). Naturalnych satelitów nie mają tylko Merkury i Wenus.
Zaintrygowani tym, dlaczego Ziemia ma tylko jeden księżyc, badacze z University of Texas w Arlington postanowili przeprowadzić komputerową symulację. Interesowało ich ile księżyców mogłaby mieć nasza planeta. Superkomputer wyliczył, ile z nich może się utrzymać, zanim zaczną się ze sobą zderzać. Albo zanim któryś z nich zostałby wyrzucony z orbity wskutek oddziaływania z pozostałymi.

Trzy, cztery lub siedem. Ale Ziemia mogłaby też mieć kilkanaście księżyców
Badacze rozważyli trzy scenariusze, różniące się masami księżyców. W pierwszej miały masę Księżyca, w drugiej około jednej szóstej jego masy (czyli masę Plutona). W ostatniej rozważano księżyce o masie planetoidy Ceres, czyli nieco ponad 1,3 proc. Księżyca.
Z numerycznych symulacji wynika, że Ziemia mogłaby mieć siedem satelitów o masie Ceres, cztery o masie Plutona albo trzy o masie naszego Księżyca. Nie wiadomo jednak, czy ich orbity byłyby stabilne na dłuższą skalę. Zakres obliczeń obejmował 3 tysiące lat.
Teoretycznie nasza planeta mogłaby mieć znacznie więcej niż siedem księżyców. Ich masy jednak musiałyby być znacznie mniejsze niż planetoidy Ceres.

Trzy księżyce różnej wielkości, czyli spektakl na niebie
Nawet gdyby Ziemię obiegały trzy księżyce wielkości obecnego, na niebie różniłyby się rozmiarami. Nie mogłyby krążyć w tej samej odległości, bo taki układ jest niestabilny. Różna odległość oznaczałaby też różne okresy obiegu wokół naszej planety.
Widoki na niebie byłyby zapewne olśniewające. Obserwowanie faz trzech księżyców w różnych kombinacjach na pewno byłoby fascynujące. Zwłaszcza, gdy od czasu do czasu pojawiałyby się obok siebie.

Dlaczego Ziemia ma jeden Księżyc? Częściowo jest to wynik kosmicznego przypadku, częściowo przyciągania Słońca. Z tego też powodu Wenus i Merkury nie mają żadnych satelitów.
Pracę opublikowano w “Monthly Notices of the Royal Astronomical Society".

Księżyc gigant. Czy to w ogóle możliwe?
Czy Księżyc na niebie mógłby być aż tak wielki, jak na wiralowym filmiku, który niedawno krążył po internecie? Nie miałby nawet szans zbliżyć się na taką odległość, by mieć taki rozmiar kątowy na ziemskim niebie.
Nieco ponad 18 tysięcy kilometrów od Ziemi rozpościera się jej granica Roche’a. Po jej przekroczeniu, siły pływowe sprawiłyby, że rozpadłby się na kawałki.
Wokół równika powstałby pierścień księżycowych skał, które z czasem spadałyby na Ziemię. Zanim jednak by spadły, widok byłby zapewne równie niezwykły, jak kilka księżyców na niebie.


 Czy Ziemia mogłaby mieć dwa księżyce? Mogłaby nawet siedem i więcej, wynika z symulacji /123RF/PICSEL /123RF/PICSEL

INTERIA


https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-ile-ksiezycow-moglaby-miec-ziemia-trzy-duze-cztery-srednie-a,nId,6224172

Ile księżyców mogłaby mieć Ziemia Trzy duże, cztery średnie albo aż siedem malutkich.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kapryśna pogoda kosmiczna. Przeszkoda w dalszej eksploracji? [ANALIZA]
2022-08-16. Marek Dąbrowski
Większość z nas zdaje sobie sprawę, że działania militarne prowadzone na Ziemi są związane z wieloma obostrzeniami pogodowymi i środowiskowymi. Wszyscy chyba wiedzą, jaki wpływ ma temperatura, opady, pora dnia lub roku, nasłonecznienie, wiatr itd. na efektywne użycie sprzętu wojskowego lub jego wybranych (często kluczowych w zastosowaniu) podsystemów. Dotyczy to również samych ludzi, ich możliwości czy odporności fizycznej i psychicznej. Jednak o tym, że olbrzymie zagrożenia istnieją też w przestrzeni kosmicznej wiedzą już tylko nieliczni. Przebywanie człowieka w kosmosie powoduje m.in. zmniejszenie mięśnia sercowego, zanik mięśni nóg, zmniejszenie gęstości kości, a także wiele innych zmian w jego  organizmie. Szczególnie niebezpieczne jest też promieniowanie kosmiczne, które do Ziemi nie dociera dzięki polu magnetycznemu.
Pogoda kosmiczna
Jak podkreślają amerykańscy specjaliści i inżynierowie, aby skutecznie operować w przestrzeni kosmicznej należy znać panujące w niej warunki. Dlatego jednym z pierwszych kroków stało się badanie pogody kosmicznej dzięki specjalnym satelitom i systemom naziemnym. W USA zajmują się tym m.in. NOAA, NASA, Narodowa Fundacja Nauki, Siły Kosmiczne, USAF czy inne instytucje. I choć zakres ich działalności jest różny, to one ściśle ze sobą współpracują. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że samo przewidywanie pogody kosmicznej i jej skutków może być bardzo trudne (zresztą podobnie, jak pogody na Ziemi).
Weźmy pod uwagę centralną gwiazdę w naszym Układzie Słonecznym – Słońce. Poprzez rozbłyski jest bowiem w stanie przyspieszać protony, elektrony do niezwykle wysokich prędkości. A gdy uderzają one w np. statek kosmiczny lub satelitę, są w stanie uszkodzić panele słoneczne, a także osprzęt wewnętrzny. Ponieważ promieniowanie słoneczne nie jest stabilne, cała interakcja pomiędzy Słońcem, wiatrem słonecznym, polem magnetycznym Ziemi, jonosferą i górnymi warstwami atmosfery ulega również stałym zmianom i trudno jest przewidzieć wpływ oraz potencjalne szkody.
Dla satelitów pogoda kosmiczna może stanowić kilka potencjalnych zagrożeń. Dla przykładu wpływ szczątkowej atmosfery na niskiej orbicie okołoziemskiej może spowodować wytrącenie obiektu z zadanej orbity. Po drugie może nastąpić zniszczenie lub awaria jego systemów zadaniowych po pewnym czasie w wyniku przyjmowanego promieniowania. Ponadto istnieje wiele zagrożeń radiacyjnych wobec satelitów, powodujących zniekształcenie sygnału nadawczego lub odbiorczego czy utratę niektórych parametrów ich pracy. Ma to szczególne znaczenie w wypadku satelitów przesyłających sygnał pozycjonowania. I o ile większość ludzi nie zauważy tymczasowej usterki w swoim GPS-ie, to w wypadku wykonywania precyzyjnego pomiaru (jakim podlegają systemy uzbrojenia) ma to olbrzymie znaczenie. W przypadku jednostek systemów pozycjonowania takich jak GPS już jedna nanosekunda błędu odpowiada kilku centymetrom błędu na Ziemi, ale w przypadku 100 nanosekund, odchylenie dochodzi do nawet kilku metrów.
Utrudnienia w eksploracji
Pole magnetyczne Ziemi działa jako bariera ochronna dla ludzi. Ponadto sama Ziemia jest otoczona przez pasy radiacyjne Van Allena składające się z uwięzionych i energetycznie naładowanych cząstek schwytanych przez nasze pole magnetyczne. Te pasy radiacyjne mogą wpływać na wszystko począwszy od satelitów po takie obiekty jak Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), która jest nieco bardziej narażona podczas przelotu nad tzw. anomalią południowoatlantycką. Jeżeli damy więcej cząstek tj. energii w górne warstwy atmosfery, nastąpi podniesienie jej temperatury i proces rozszerzania. Wówczas gęstość atmosfery wzrasta tam, gdzie są satelity, a to może spowodować stopniowe wyhamowywanie. Bez wykonania manewrów korygujących nastąpi wypadnięcie z zadanej orbity, a w konsekwencji nawet spalenie opadającego satelity w ziemskiej atmosferze.
Burza magnetyczna, która w lutym rozgrzała i zwiększyła gęstość górnych warstw atmosfery, doprowadziła do utraty 40 z 49 satelitów Starlink umieszczonych na niskiej orbicie przez firmę SpaceX. I to pomimo prób manewrowania nimi przez umieszczenie w „bezpiecznej" konfiguracji. Satelity na wyższych orbitach, takie jak przykładowo powiązane z systemem pozycjonowania GPS, nie są tak „wrażliwe" na zmiany w atmosferze, ale w tym przypadku pogoda kosmiczna może stwarzać inne zagrożenia. Przykładowo oddziaływające na nie promieniowanie powoduje z czasem wytrącenie ich z zadanych trajektorii. Również ich powierzchnie bombardowane są ładunkami (powodującymi ich naładowanie), które mogą spowodować powstawanie fałszywych sygnałów lub doprowadzić do uszkodzenia satelity.
Odpowiedzią inżynierów na te zagrożenia jest opracowanie wyższych napięciowo paneli słonecznych czy powszechna miniaturyzacja podzespołów i części składowych. Modele opracowane w ramach badań umożliwią określenie poziomu naładowania statku kosmicznego podczas przechodzenia przez pola magnetyczne Słońca i innych planet. Mogą też wpłynąć na ładunki użyteczne, wybierane w przyszłych statkach kosmicznych, pozwalając na określenie pomiarów o największej wartości diagnostycznej, a tym samym udoskonalenie prognoz dokonywanych przy pomocy modeli.
Co istotne to znajomość otoczenia satelity pozwala wykluczyć celowe oddziaływania na niego ze strony człowieka (chociażby naszego przeciwnika). Może on bowiem wykorzystać to zjawisko fizyczne, by w tzw. białych rękawiczkach powoli niszczyć nasze systemy kosmiczne. Energetyczne cząstki słoneczne, czyli o bardzo wysokiej energii protony i ciężkie jony, które mogą być przyspieszane w pobliżu Słońca i w przestrzeni międzyplanetarnej, dość często są związane z koronalnymi wyrzutami masy z naszej gwiazdy.
Z poziomem promieniowania kosmicznego niewiele możemy sobie poradzić. Jego poziom rośnie i spada wraz z 11-letnim cyklem słonecznym. Najbardziej odczuwalne jest ono wobec sztucznych obiektów znajdujących się poza ochroną ziemskiego pola magnetycznego przez dłuższy czas, dlatego stanowi ono istotny problem dla planowanych misji załogowych np. na Księżyc lub Marsa. Nasze Słońce rozpoczęło nowy cykl słoneczny w 2019 roku i szczyt jest przewidywany na lato 2025 roku. Burze słoneczne mogą wystąpić w dowolnym momencie w trakcie całego cyklu, ale są one bardziej prawdopodobne podczas maksimum, co może oznaczać, że więcej energii słonecznej wpłynie na prowadzone operacje sztucznych obiektów kosmicznych.
Co dalej?
Po dzień dzisiejszy ludzie nie potrafią przewidzieć dokładnego terminu lub intensywność cykli słonecznych. Możemy obserwować plamy słoneczne, czyli te obszary, w których wiemy, że powstaje w nich dużo energii, ale nie możemy dokładnie przewidzieć, kiedy ta energia będzie wyzwolona. Tylko wybrane instrumenty badawcze są w stanie dokonać pomiaru, ale poza ich polem widzenia nie wiemy nic, aż do czasu pojawienia się anomalii w pobliżu Ziemi, a to może zająć nawet kilka dni. Również trudny do przewidzenia jest kierunek pola magnetycznego w wyrzucie. Dopiero gdy cząstki miną punkt L1 układu Ziemia-Słońce, to dowiadujemy się o zagrożeniu, ale wtedy mamy już tylko 30-40 minut czasu na reakcję.
Dziś NASA, NOAA, agencje kosmiczne z Wielkiej Brytanii i Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) pracują nad zbudowaniem statku kosmicznego, który stacjonowałby w L5 Punkt Lagrange'a z przeznaczeniem do obserwacji wyrzucanej masy koronalnej z boku, tak aby zapewnić szybsze reagowanie na pojawiające się zagrożenie. Również w ramach projektu Environment for Human Exploration and Robotic Experimentation in Space (EHEROES), finansowanego ze środków UE, przeanalizowano zagrożenia płynące z wykorzystania kosmosu, wpływające nie tylko na ludzi, ale także na urządzenia.
Wszystkie prace poświęcone są badaniom związanym z koronalnymi wyrzutami masy i burzami energetycznymi cząstek słonecznych. Analizuje się nagrzewanie korony, rozbłyski słoneczne, obszary wybuchów, trójwymiarową strukturę słonecznego pola magnetycznego nad obszarami wybuchów oraz zmienność napromieniowania słonecznego w czasie. Jednak wiele innych zjawisk pogody kosmicznej nadal stanowi zagadkę dla naukowców. Ostanie 20 lat badań, sporo wyjaśniło, ale najważniejsze odkrycia dopiero przed nami.
Fot. Roskosmos\Flickr
SPACE24
https://space24.pl/bezpieczenstwo/zagrozenia-kosmiczne/kaprysna-pogoda-kosmiczna-przeszkoda-w-dalszej-eksploracji-analiza

Kapryśna pogoda kosmiczna. Przeszkoda w dalszej eksploracji [ANALIZA].jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Misja Gaia ujawnia przeszłość i przyszłość Słońca
2022-08-16.
Dzięki najnowszym danym z misji ESA mapowania gwiazd Gaia, astronomowie mogą zbadać przeszłość i przewidzieć przyszłość Słońca.
Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) opublikowała trzecie wydanie bazy danych misji Gaia w poniedziałek 13 czerwca 2022 roku. Baza danych zawiera najdokładniejsze informacje o gwiazdach Drogi Mlecznej. W trzecim wydaniu bazy zawarte zostały informacje o wewnętrznych właściwościach setek milionów gwiazd. Parametry te obejmują temperatury, rozmiary i masy obiektów. Dane dostarczone przez Teleskop Gaia umożliwią opracowanie dokładnych modeli ewolucji gwiazd.
Co kolor i jasność gwiazd mówi o ich historii?
Amerykańska astronomka Annie Jump Cannon opracowała widmową klasyfikację gwiazd, która uporządkowała obiekty według linii widmowych. Linie widmowe to ciemne linie, które pojawiają się w tęczy kolorów, gdy światło gwiazdy zostaje rozszczepione przez pryzmat. Okazało się, że układ linii widmowych jest związany z temperaturą gwiazd. Inna amerykańska astronomka, Antonia Maury dokonała osobnej klasyfikacji gwiazd na podstawie szerokości pewnych linii widmowych. Później odkryto, że ma to związek z jasnością i wiekiem gwiazdy. Porównanie tych dwóch właściwości pozwala na wykreślenie każdej gwiazdy we Wszechświecie na jednym diagramie.
Diagram Hertzsprunga-Russella (HR), stał się jednym z kamieni węgielnych astrofizyki. Opracowany niezależnie w 1911 roku przez Ejnara Hertzsprunga i w 1913 roku przez Henry'ego Norrisa Russella wykres HR przedstawia jasność gwiazdy w porównaniu do temperatury jej powierzchni. W ten sposób ujawnia, jak gwiazdy ewoluują podczas ich długich cykli życiowych.
Najnowszy pakiet danych z misji Gaia zawiera szczegółowe informacje o jasności i widmie setek milionów gwiazd.
Jaka jest przyszłość Słońca?
Masa gwiazdy pozostaje względnie stała w czasie jej życia. Jednak na skutek wypalania się paliwa w postaci wodoru, znacznej zmianie podlega temperatura i rozmiar. Gdy paliwo wodorowe w jądrze gwiazdy się wyczerpie, syntezie zaczną podlegać cięższe pierwiastki, a temperatura spadnie.
Dane na temat gwiazd podobnych do Słońca zabrane przez Kosmiczny Teleskop Gaia pozwolą na dokładniejsze oszacowanie ewolucji naszej Dziennej Gwiazdy.
Badanie gwiazd podobnych do Słońca
Astronomowie zbadali gwiazdy, których temperatura powierzchni wynosi od 3 tys. do 10 tys. stopni Celsjusza, ponieważ są to najdłużej żyjące gwiazdy w Galaktyce, a zatem mogą ujawnić historię Drogi Mlecznej. Są również obiecującymi kandydatami do znalezienia egzoplanet, ponieważ są zasadniczo podobne do Słońca, którego powierzchnia ma temperaturę około 6 tys. stopni Celsjusza.
Naukowcy przeanalizowali ponad 5 tysięcy gwiazd i wybrali tylko te, które mają zbliżoną masę i skład chemiczny do Słońca. Zbadane obiekty miały różny wiek a tym samym były w innych stadiach ewolucji. Badanie przedstawia zatem ewolucję naszego Słońca od przeszłości do przyszłości. Astronomowie pokazali w jaki sposób nasza gwiazda będzie zmieniać swoją temperaturę i jasność w miarę starzenia się. Z badań wynika, że nasze Słońce osiągnie maksymalną temperaturę w wieku około 8 miliardów lat, następnie ostygnie i powiększy się, stając się czerwonym olbrzymem w wieku około 10–11 miliardów lat. Po tej fazie Słońce osiągnie koniec swojego życia i stanie się przyćmionym białym karłem.
źródło: ESA
https://nauka.tvp.pl/61859974/misja-gaia-ujawnia-przeszlosc-i-przyszlosc-slonca

Misja Gaia ujawnia przeszłość i przyszłość Słońca.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sprawdzą jak promieniowanie kosmiczne wpływa na komórki drożdży
2022-08-16.
CubeSat wielkości pudełka po butach przeprowadzi pierwszy w historii długotrwały eksperyment biologiczny w kosmosie. Zostanie wyniesiony w przestrzeń kosmiczną wraz z misją Artemis I.
Jednym z celów misji programu Artemis jest przygotowanie człowieka do długich podróży kosmicznych, takich jak załogowa misja na Marsa. Na pokładzie miniaturowego satelity BioSentinel wyspecjalizowana aparatura zbada wpływ promieniowania kosmicznego na drożdże. Zebrane informacje pozwolą na oszacowanie wpływu niesprzyjającego środowiska na organizm człowieka.
Co zbada BioSentinel?
Głównym zadaniem BioSentinel jest monitorowanie parametrów życiowych drożdży. Naukowcy chcąsprawdzić, jak radzą sobie w środowisku pod wpływem promieniowania kosmicznego. Komórki drożdży działają podobnie do komórek ludzkich. Posiadają zbliżony mechanizm naprawy uszkodzonego DNA. Przyjrzenie się drożdżom w kosmosie pomoże nam lepiej zrozumieć ryzyko jakie niesie promieniowe kosmiczne dla ludzi i innych organizmów biologicznych. Eksperyment pomoże także zaplanować załogowe misje eksploracyjne na Księżyc i Marsa. Projekt BioSentinel zbada wzrost komórek drożdży i aktywność metaboliczną po ekspozycji na środowisko o wysokim napromieniowaniu poza niską orbitą okołoziemską.
BioSentinel jest jednym z 10 miniaturowych satelitów, które zostaną wyniesione w przestrzeń kosmiczną wraz ze statkiem Orion w ramach misji Artemis I. Po wystrzeleniu w kosmos, urządzenia będą prowadzić badania naukowe i technologiczne. BioSentinel jest jedynym CubeSatem, który przeprowadzi biologiczny eksperyment naukowy.
,, BioSentinel jest jedyny w swoim rodzaju. […] Przeniesie żywe organizmy w kosmos dalej niż kiedykolwiek wcześniej.
Matthew Napoli, kierownik projektu BioSentinel, NASA Ames Research Center
Jak dotąd to księżycowa misja Apollo 17 jest rekordowa pod względem najdłuższego lotu człowieka w głęboki kosmos. Misja z 1972 roku trwała 12,5 dnia, czyli znacznie krócej niż przyszłe misje na Marsa, których ukończenie zajmie lata.
Jak BioSentinel zbada wpływ promieniowania na drożdże?
Kilka godzin po starcie z Ziemi aparatura na pokładzie satelity zostanie uruchomiona. Kilka dni później CubeSat przeleci w okolicach Księżyca i uda się dalej poruszając się na orbicie wokół Słońca. Co pewien czas przeprowadzane będą eksperymenty, których celem będzie badanie wpływu promieniowania i braku grawitacji na drożdże. BioSentinel prześle dane na Ziemię za pośrednictwem sieci NASA Deep Space Network.
Nowatorski biosensor to kluczowy element misji BioSentinel. Bioczujnik to miniaturowe laboratorium biotechnologiczne zaprojektowane do pomiaru reakcji żywych komórek drożdży na długotrwałą ekspozycję na promieniowanie kosmiczne. Jego sercem jest zestaw kart mikroprzepływowych – urządzeń pozwalających na kontrolowany przepływ bardzo małych objętości cieczy. Karty te zapewniają siedlisko drożdży i pozwolą naukowcom obserwować je w czasie rzeczywistym.
Przyrząd do wykrywania promieniowania fizycznego opracowany w NASA Johnson Space Center w Houston działa równolegle z biosensorem BioSentinel. Charakteryzuje i mierzy promieniowanie, a otrzymane dane będą porównywane z odpowiedzią biologiczną bioczujnika. Dane z identycznych zestawów instrumentów na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i na Ziemi w laboratorium w Ames zostaną wykorzystane do sprawdzenia i porównania odpowiedzi drożdży w różnych środowiskach grawitacyjnych i radiacyjnych.
źródło: NASA
Misja BioSentinel zbada wpływ promieniowania na drożdże. Fot. Shutterstock

Na pokładzie satelity BioSentinel znajdzie się wyspecjalizowana aparatura monitorująca drożdże. Fot. NASA/Dominic Hart Fot.

https://nauka.tvp.pl/61857928/sprawdza-jak-promieniowanie-kosmiczne-wplywa-na-komorki-drozdzy

 

Sprawdzą jak promieniowanie kosmiczne wpływa na komórki drożdży.jpg

Sprawdzą jak promieniowanie kosmiczne wpływa na komórki drożdży2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rosjanie zabrali aparaturę z planetarium w Chersoniu
2022-08-16.
Aparatura z planetarium w mieście Chersoń na południu Ukrainy została przez Rosjan wywieziona na Krym. Miasto znajduje się obecnie pod okupacją rosyjską.
Informacja o problemach chersońskiego planetarium została podana 14 sierpnia na Facebookowym profilu władz samorządowych obwodu chersońskiego. Z kolei 11 sierpnia na profilu planetarium pojawiła się informacja, że zostało zamknięte do odwołania.
Według informacji uzyskanych przez Uranię od ukraińskich astronomów, Rosjanie wywieźli aparaturę planetarium na Krym.
Planetarium zostało otwarte 14 maja 1960 roku w budynku dawnej synagogi. W 1965 roku uzyskało imię Jurija Gagarina.
Więcej informacji:
•    Захоплений окупантами херсонський планетарій офіційно призупинив діяльність
•    The invaders in Kherson “seized” the property of the planetarium – OVA
•    Orcs plundered the planetarium in Kherson and demolished two monuments in the region
•    Strona Planetarium w Chersoniu (Facebook)
•    Post informujący o zamknięciu Planetarium w Chersoniu
•    Planetarium w Chersoniu - opis w Wikipedii
 
Autor: Krzysztof Czart
 
Źródło: Urząd Obwodu Chersońskiego / Nikcenter / Planetarium w Chersoniu

Na zdjęciu:
Planetarium im. Jurija Gagarina w Chersoniu w 2017 roku. Źródło: Користувач:IgorTurzh / Wikipedia
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rosjanie-zabrali-aparature-z-planetarium-w-chersoniu

Rosjanie zabrali aparaturę z planetarium w Chersoniu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To absolutnie wyjątkowa okazja. Można wymyślić nazwę dla prawdziwej planety. Rusza konkurs
2022-08-17. Radek Kosarzycki
Od zawsze w internecie można było „nazwać gwiazdę lub planetę” i otrzymać pamiątkowy certyfikat. Problem jednak w tym, że poza osobą, która za to zapłaciła nikt o tej nazwie nie wiedział. Teraz jednak pojawia się okazja na nadanie prawdziwej nazwy prawdziwej planecie pozasłonecznej. Aż szkoda nie skorzystać.
Za nadawanie nazw ciałom niebieskim odpowiada od zawsze Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU). Tylko nazwy nadane przez tę instytucje obowiązują i pojawiają się w katalogach, atlasach nocnego nieba i opracowaniach naukowych. Czasami IAU jednak od tego odstępuje i daje możliwość nadania nazwy członkom opinii publicznej. Tak jest i teraz.
W ramach zorganizowanego z okazji dziesięciolecia istnienia Biura Popularyzacji Astronomii Międzynarodowa Unia Astronomiczna postanowiła zorganizować konkurs na nazwy dla pierwszych planet pozasłonecznych, jakie będą obserwowane za pomocą Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba.
NameExoWorlds 2022
W ramach konkursu NameExoWorlds 2022 zespoły uczniów, nauczycieli i wszelakich miłośników astronomii z całego świata będą miały okazję zgłosić własne propozycje nazw dla dwudziestu pierwszych egzoplanet, jakie będą obserwowane za pomocą JWST. Warto także tutaj zaznaczyć, że podobnie jak w poprzednich konkursach tego typu przeprowadzonych w 2015 i 2019 r. można zgłaszać także propozycje nazw dla gwiazd, wokół których owe 20 egzoplanet krąży.
Nazywamy egzoplanetę. Jak?
Ok, spokojnie. Zapomnij o wszelkich zwariowanych pomysłach. Nie da się nazwać planety Mateuszek Kłamczuszek czy Irasiad. To by było interesujące, ale jest niemożliwe. Nazwami mogą być nazwy przedmiotów, ludzi lub miejsc, które „mają znaczenie kulturowe, historyczne lub geograficzne i ponadto godne są tego, aby uwiecznić je na nieboskłonie”.
Zespół, który chce nadać nazwę gwieździe i planecie musi ponadto zorganizować wydarzenie edukacyjne, którego głównym zadaniem będzie informowanie opinii publicznej o egzoplanetach, a następnie złożyć wniosek z uzasadnieniem pisemnym (do 300 słów) i w formie filmowej (do 3 minut). Termin składania wniosków to 11 listopada 2022 r.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna wybierze nazwy spośród zgłoszeń i ogłosi już oficjalne nazwy 20 marca 2023 roku.
Warto tutaj przypomnieć, że dokładnie w taki sam sposób wybrano nazwy dla pulsara PSR 1257+12, wokół którego Aleksander Wolszczan wraz ze swoim zespołem odkrył pierwsze w historii egzoplanety. Dzięki temu pulsar nosi teraz nazwę Lich, a krążące wokół niego planety to Draugr, Poltergeist i Phobetor.

Lich, Draugr, Poltergeist i Phobetor

https://spidersweb.pl/2022/08/wymysl-nazwa-egzoplanety-nameexoworlds-2022.html

To absolutnie wyjątkowa okazja. Można wymyślić nazwę dla prawdziwej planety. Rusza konkurs.jpg

To absolutnie wyjątkowa okazja. Można wymyślić nazwę dla prawdziwej planety. Rusza konkurs2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 Astronauta ESA przyjeżdża do Polski! Pedro Duque gościem specjalnym ERC 2022
2022-08-17. Redakcja

Droga hiszpańskiego inżyniera na Międzynarodową Stację Kosmiczną i z powrotem mogłaby z powodzeniem stanowić inspirację dla niejednej hollywoodzkiej produkcji. Ale zanim to się stanie, Pedro Duque zainspiruje swoją historią odwiedzających i uczestników 8. edycji międzynarodowych zawodów robotów marsjańskich European Rover Challenge. Finał ERC 2022 odbędzie się w dniach 9–11 września na terenie Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach.
To już kolejny raz, kiedy organizatorzy ERC sprowadzają do Polski utytułowanych astronautów, którzy przekroczyli linię Kármána, czyli umowną granicę między Ziemią a przestrzenią kosmiczną. W poprzednich latach gościliśmy m.in. Harrisona Schmitta, astronautę NASA i członka ostatniej misji na Księżyc, a także Tima Peake’a – astronautę Europejskiej Agencji Kosmicznej. To prawdziwe legendy, więc nie dziwi nas, że spotkania z nimi cieszą się zawsze ogromnym zainteresowaniem i obfitują w wiele pytań od entuzjastycznie nastawionej publiczności – mówi Mateusz Józefowicz z Europejskiej Fundacji Kosmicznej.  
Niekończące się źródło inspiracji
Goście specjalni i rozbudowana oferta edukacyjna dopasowana do różnych grup wiekowych to elementy, które od zawsze wyróżniają European Rover Challenge na tle innych zawodów robotycznych. Odwiedzający tegoroczną edycję wydarzenia także nie będą mieli powodów do narzekania. Oprócz Pedro Duque, uczestnicy ERC będą mieli okazję spotkać na żywo także dr Gernota Groemera, dyrektora Austriackiego Forum Kosmicznego, Gianfranco Visentina – szefa Sekcji Automatyki i Robotyki Europejskiej Agencji Kosmicznej czy prof. Grzegorza Wrochnę, prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej.
Na uwagę zasługuje rosnąca z roku na rok reprezentacja ekspertek w gronie gości specjalnych wydarzenia. We wrześniu spotkamy na miejscu dr Reut Sorek Abramovich – analogową astronautkę, dr Niamh Shaw – popularyzatorkę kosmosu oraz nauk STEM i STEAM, a także dr Illarię Cinelli, ogłoszoną w zeszłym roku przez włoski dziennik La Repubblica jedną ze 100 kobiet, które zmienią świat. Dodatkowo podczas transmisji na żywo ze studiem ERC połączą się m.in. dr Adriana Marais opracowująca pierwszą afrykańską misję kosmiczną na Księżyc, prof. Thais Russomano zajmująca się medycyną lotniczą oraz Maria Antonietta Perino – dyrektor ds. eksploracji gospodarki kosmicznej i sieci międzynarodowej Thales Alenia Space. Wezmą udział w debatach poświęconych technologiom przyszłości oraz różnym aspektom badania kosmosu. Pełny program wydarzenia można znaleźć na stronie: https://roverchallenge.eu/.
Przyswajaniu nowej wiedzy z pewnością sprzyjać będzie… spacer po Strefie Inspiracji. Na powierzchni prawie 400m2 odwiedzający w każdym wieku znajdą coś dla siebie. Czekać na nich będą czworonożne roboty, eksperymenty z ciekłym azotem oraz degustacje żywności liofilizowanej, czyli takiej, z której w procesie tworzenia usunięta została woda. Nieodłączną atrakcją zawodów ERC będzie także możliwość obserwowania zmagań drużyn na największym na świecie sztucznym polu marsjańskim.  

Śmietanka najlepszych od Egiptu po Kanadę
Z blisko 100 zespołów, które startowały do tegorocznych zawodów, do ścisłego finału zakwalifikowało się łącznie 30 drużyn z 10 krajów. Lista ta obejmuje reprezentantów czterech kontynentów: Europy, Afryki, Azji oraz Ameryki Północnej. 19 drużyn pojawi się we wrześniu z własnym łazikiem w Kielcach, żeby spróbować swoich sił w stacjonarnej formule zawodów. Reszta weźmie udział w formule zdalnej, co oznacza, że będą z dowolnego miejsca na świecie sterować łazikiem poruszającym się po torze marsjańskim na terenie Politechniki Świętokrzyskiej za pomocą specjalnego internetowego interfejsu.
Ogień i lód na Marsie
A to nie byle jaki tor. Zespół naukowy ERC co roku stara się podnosić zawodnikom poprzeczkę, dbając jednocześnie o to, by środowisko geologiczne panujące na powierzchni Czerwonej Planety zostało odtworzone jak najbardziej realistycznie. Czego mogą spodziewać się uczestnicy European Rover Challenge w tym roku? Na pewno będzie sporo dymu i wybuchających wulkanów – wymienia dr Anna Łosiak, geolożka planetarna, główna projektantka toru marsjańskiego ERC. I dodaje: – Obszar, po którym przemieszcza się robot to wiernie odwzorowane pole na granicy między wielką prowincją wulkaniczną Elysium a północnymi równinami Marsa. Badania jasno pokazują, że na terenie tych równin kiedyś znajdował się ocean. Zatem na miejscu drużyn byłabym przygotowana na jazdę łazikiem po terenie ukształtowanym przez ogień i lód. Kto wie, może roboty natrafią nawet na ślad wody na Marsie?

Finał 8. edycji European Rover Challenge odbędzie się w dniach 9–11 września 2022 roku, na terenie Politechniki Świętokrzyskiej w Kielcach. Współorganizatorami tegorocznej edycji ERC są Europejska Fundacja Kosmiczna, Politechnika Świętokrzyska oraz Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego. Rolę Miasta Gospodarza wydarzenia pełni Miasto Kielce. Wydarzenie zostało objęte honorowym patronatem Europejskiej Agencji Kosmicznej, Międzynarodowej Federacji Astronautycznej oraz Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.
Partnerami wspierającymi zostali: Konsulat USA w Krakowie, Organizacja Narodów Zjednoczonych w Wiedniu, Pokojowy Patrol oraz Pyramid Games. Sponsorami nagród są Mastercam oraz Occupy Mars: The Game. Partnerami wydarzenia są: Polska Agencja Kosmiczna, Agencja Unii Europejskiej ds. Programu Kosmicznego (EUSPA), Międzynarodowy Uniwersytet Kosmiczny (ISU), MathWorks, Stowarzyszenie Polskich Profesjonalistów Sektora Kosmicznego (PSPA), Mars Society Polska, Politechnika Poznańska, Kell Ideas (Leo Rover), Akademia Leona Koźmińskiego oraz Freedom Robotics.
Wydarzenie zostało objęte patronatami medialnymi: RMF, Nauka w Polsce (PAP), My Company Polska, Space24, kosmonauta.net, SpaceWatch.global, Astrofaza, Polska Fundacja Fantastyki Naukowej, Naukowo TV, Crazy Nauka. Projekt dofinansowano z programu „Społeczna odpowiedzialność nauki” Ministra Edukacji i Nauki. Wstęp na ERC 2022 jest bezpłatny.
(ERC)
https://kosmonauta.net/2022/08/astronauta-esa-przyjezdza-do-polski-pedro-duque-gosciem-specjalnym-erc-2022/

Astronauta ESA przyjeżdża do Polski! Pedro Duque gościem specjalnym ERC 2022.jpg

Astronauta ESA przyjeżdża do Polski! Pedro Duque gościem specjalnym ERC 2022.2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.