Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Cykl spotkań Bielany na Orbicie
2022-09-25. Anna Wizerkaniuk
Na Warszawskich Bielanach odbędzie się cykl comiesięcznych spotkań organizowanych przez We Need More Space. Jest to już trzecia seria spotkań o tematyce kosmicznej. Najbliższe spotkanie odbędzie się już we wtorek 27 września o godz. 18:00.
Dwugodzinne spotkania będą się odbywały we wtorki:
?    27 września
?    25 października
?    15 listopada
?    6 grudnia
Miejsce: Sala widowiskowa w Urzędzie Dzielnicy Bielany ? ulica S. Żeromskiego 29 (wejście od strony ul. Jarzębskiego), Warszawa
Na stronie wydarzenia na Facebooku Bielany na orbicie: Spotkania można zapoznać się m.in. z sylwetkami prelegentów. Tam też będą publikowane informacje o następnych spotkaniach.
Prelegenci pierwszego spotkania
Mateusz Wielgosz ? Obcy na niebie pełnym planet
Odkryto już 5000 planet pozasłonecznych. Ile z nich może tętnić życiem? Jakie są szanse, że to życie inteligentne? Enrico Fermi podczas dyskusji o mnogości gwiazd w kosmosie spytał ?Gdzie oni wszyscy są??, od tamtej pory mówi się o Paradoksie Fermiego. Jak zasadne jest to pytanie? Przyjrzymy się okolicznościom, które mogą sprzyjać lub szkodzić szansom na życie na obcych planetach.
Aleksander Łyczek ? Co można zobaczyć i jak zacząć obserwacje gwiazd?
Zacznę od tego, co można obserwować na nocnym niebie, czyli Księżyc, planety, gwiazdy i obiekty głębokiego nieba. Następnie przejdę do części technicznej, czyli czym można prowadzić obserwacje (nieuzbrojone oczy, lornetka, teleskopy soczewkowe, teleskopy zwierciadlane) i do jakich obiektów poszczególny sprzęt się najlepiej sprawdza, a także czego należy spodziewać się, patrząc w okular. Następnie przejdę do podstawowych parametrów teleskopów, czyli średnica, ogniskowa, światłosiła, maksymalne dostępne powiększenie oraz jak liczyć powiększenie, mając okular o danej ogniskowej. Dzięki temu zyskam też pretekst do wspomnienia o dostępnych rodzajach okularów. Na koniec rzeczy pomagające w znajdowaniu obiektów na niebie, czyli obrotowa mapa nieba i atlas nieba. Jak wystarczy czasu, to zrobię wstęp do astrofotografii, ale może być ciężko.
Piotr Król ? Mars z Orbity ? Skąd Wiemy Tyle o Czerwonej Planecie?
W czasie prezentacji w przystępny sposób przedstawione zostaną zastosowania satelitów w badaniu Marsa i jego powierzchni. Przyjrzymy się ciekawym zjawiskom i zbadamy tajemnicze obiekty z naukowej perspektywy. Rozważymy jak przy pomocy nowoczesnej technologii szukać wody na Marsie, wyznaczać odpowiednie strefy do budowy baz dla kolonistów, oraz czy możliwe jest przeprowadzenie takich badań z zacisza własnego domu.
Źródła:
?    weneedmore.space: Radek Grabarek; Zapraszamy na cykl wydarzeń Bielany na Orbicie: Spotkania
25 września 2022
Źródło: We Need More Space
Źródło: We Need More Space
https://astronet.pl/wydarzenia/cykl-spotkan-bielany-na-orbicie/

Cykl spotkań Bielany na Orbicie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rakietowa niedziela. Trzy starty rakiet w nieco ponad godzinę
2022-09-25.
W noc z soboty na niedzielę 25 września wykonano na świecie 3 starty rakiet orbitalnych. Każdy z innego miejsca i wszystkie w obrębie nieco ponad godziny.

Pożegnanie rakiety Delta IV Heavy z zachodnim wybrzeżem
Pierwsza była ciężka rakieta nośna Delta IV Heavy - startująca po raz ostatni z wyrzutni SLC-6 w kalifornijskim kosmodromie Vandenberg. Była to pierwsza misja tego systemu nośnego w 2022 r. i 14. w historii. Rakietę wystrzelono 25 września 2022 r. o 0:25 czasu polskiego.
Rakieta z powodzeniem wyniosła na orbitę tajny ładunek NROL-91 Narodowego Biura Rozpoznania Stanów Zjednoczonych. Oficjalnie nic nie wiadomo o przeznaczeniu ładunku, jednak fakt, że musiał zostać wyniesiony przez rakietę o tak dużym udźwigu jak Delta IV Heavy i że start odbył się z kosmodromu Vandenberg w kierunku zbliżonym do polarnego wskazują, że najpewniej chodzi o kolejnego dużego satelitę zwiadu optycznego serii KH-11 (Crystal).
Satelity KH-11 są prawdopodobnie najdokładniejszymi satelitami optycznymi przeznaczonymi do obserwacji Ziemi. Swoją budową przypominają teleskop Hubble?a, ale taki skierowany na powierzchnię Ziemi. Przypuszcza się, że w locie NROL-91 poleciał 19. statek KH-11 należący do generacji Block 5, usprawnionej w stosunku do poprzedników. Pierwszy z tej serii trafił na podobną orbitę o inklinacji 74 stopni w 2019 roku. Drugi na orbitę heliosynchroniczną, bardziej typową dla statków szpiegowskich w 2021 roku.
Był to jeden z trzech ostatnich lotów rakiety Delta IV Heavy. Konsorcjum United Launch Alliance budujący ten system wycofuje rakiety z rodziny Delta IV i Atlas V na rzecz rakiety Vulcan, która ma zadebiutować w pierwszej połowie 2023 roku. Jedna z tych rakiet - Delta IV Medium - już wykonała swój pożegnalny lot w 2019 r. Delta IV Heavy poleci jeszcze w 2023 i potem ostatni raz w 2024 roku.

Para tajnych satelitów Shiyan z Chin
Zaledwie pół godziny po starcie Delta IV Heavy, z kosmodromu Taiyuan po drugiej stronie globu wystartowała chińska rakieta Kuaizhou 1A. Rakieta o niemal 20-krotnie mniejszym ciągu startowym niż Delta IV Heavy wyniosła w udanym locie na orbitę parę tajnych satelitów Shiyan 14 i Shiyan 15.
Mianem Shiyan od 2004 roku nazywane są tajne chińskie satelity testowe. Są one budowane przez różne podmioty. Według oficjalnej noty prasowej Shiyan 14 będzie używany do eksperymentów naukowych i weryfikowania nowych technologii kosmicznych, a Shiyan 15 dostarczy danych obserwacyjnych na potrzeby cenzusu lądu, planowania miast i reagowania na klęski żywiołowe.
Łącznie Chiny przeprowadziły już do tej pory w 2022 roku 38 startów rakiet orbitalnych, ustępując na tym polu jedynie Stanom Zjednoczonym.

Kolejny cotygodniowy zestaw Starlinków
25 września o 1:32 w nocy czasu polskiego na kosmodromie Cape Canaveral na Florydzie również przeprowadzono start rakiety orbitalnej. Ze stanowiska SLC-40 wystrzelono rakietę Falcon 9 firmy SpaceX. Jak w większości przypadków lotów tej rakiety w ostatnim czasie i tym razem celem misji było umieszczenie na orbicie kolejnego zestawu satelitów telekomunikacyjnych Starlink.
W misji Starlink 4-35 umieszczono na wstępnej niskiej orbicie okołoziemskiej 52 satelitów Starlink wersji V1.5. W locie wykorzystano najnowszy we flocie SpaceX dolny stopień rakiety Falcon 9. Człon o oznaczeniu B1073 brał udział dotychczas w 3 lotach: Starlink 4-15, SES-22 i Starlink 4-26. I tym razem powrócił po rozpędzeniu rakiety na Ziemię i wylądował o własnym napędzie na barce ASOG na Oceanie Atlantyckim.
Starlink to budowana przez firmę SpaceX sieć satelitów telekomunikacyjnych, zapewniającą szerokopasmowy dostęp do Internetu. Głównymi klientami systemu są osoby i organizacje zlokalizowane w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne. W maju 2021 roku firma zakończyła budowę pierwszej powłoki orbitalnej, a teraz wypełnia kolejną powłokę o numerze 4 (stąd nazwy misji 4-X) o bardzo podobnych parametrach orbitalnych.
Łącznie firma we wszystkich misjach wysłała w przestrzeń kosmiczną już ponad 3300 satelitów Starlink. Każdy ze statków wersji V1.5 ma masę około 300 kg, jest wyposażony w anteny obsługujące pasma Ka i Ku oraz lasery do komunikacji międzysatelitarnej. Z usług sieci Starlink korzysta już ponad 500 000 osób na całym świecie. System wchodzi w rynek łączności mobilnej, połączenia Starlink są testowane w liniach lotniczych. Od 2023 roku zadebiutować mają statki Starlink kolejnej generacji, o znacznie większej przepustowości i umożliwiające realizowanie połączeń satelitarnych przy użyciu zwykłych telefonów komórkowych.
Była to 43. misja firmy SpaceX w 2022 roku. Jeszcze we wrześniu ma się odbyć jedna misja z satelitami Starlink, a na początku października kolejna misja załogowa dla agencji NASA Crew-5 ze statkiem Crew Dragon.

Podsumowanie
Na świecie przeprowadzono do tej pory 119 udanych startów rakiet orbitalnych. Prawdopodobnie 2022 rok będzie rekordowy w historii pod względem liczby zrealizowanych misji na orbitę.
 
Opracował: Rafał Grabiański
Na podstawie: Xinhua/ULA/SpaceX/NSF
Na zdjęciu: Rakieta Delta IV Heavy startująca z misją NROL-91. Źródło: United Launch Alliance.

Rakieta Kuaizhou 1A startująca z satelitami Shiyan 14 i Shiyan 15. Źródło: Zheng Bin/Xinhua.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rakietowa-niedziela-trzy-starty-rakiet-w-nieco-ponad-godzine

Rakietowa niedziela. Trzy starty rakiet w nieco ponad godzinę.jpg

Rakietowa niedziela. Trzy starty rakiet w nieco ponad godzinę2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak zobaczyć niewidoczne protoplanety? Wystarczy przyjrzeć się tym punktom

2022-09-26. Sławomir Matz

Jak wykryć protoplanetę skrytą gąszczu gazu i pyłu krążącego wokół młodej gwiazdy? Naukowcy zajmują sobie tym umysły od dawna, lecz dopiero niedawno udało się odkryć coś, co znacznie ułatwia zadanie. Wystarczy tylko lepiej przyjrzeć się dyskowi protoplanetarnemu.

Poszukiwanie nowonarodzonych planet, znajdujących się nierzadko setki, a nawet tysiące lat świetlnych od Ziemi, nie należy do najłatwiejszych zadań. To dlatego, że powstają one w grubych skupiskach pyłu i gazu, krążącego wokół młodej protogwiazdy.
Nie ma zatem szans na to, aby zaobserwować je w sposób bezpośredni. Naukowcy muszą bazować zaledwie na wskazówkach, które zawsze są poszlakowe. Teraz zyskali dodatkowe możliwości, które być może sprawią, że poszukiwania protoplanet okażą się skuteczniejsze.
Punkty Lagrange?a nową poszlaką
Feng Long, doktor habilitowana w Center for Astrophysics, Harvard and Smithsonian wpadła na nową poszlakę, która może pośrednio wskazywać na istnienie protoplanety. Chodzi o materiał zmagazynowany w punktach Lagrange?a na jej orbicie.
Jest to 5 specyficznych obszarów, które powstają tuż obok obiektów związanych ze sobą grawitacyjnie (np. gwiazda i planeta). Punkty te określa się nazwami od L1 do L5.

 
 Dochodzi w nich do sytuacji, w której grawitacja i ruch orbitalny znoszą się nawzajem. Znajdujący się w nich materiał pozostaje w miejscu, co może sprawiać wrażenie, jakby był zamrożony w przestrzeni.
Zawirowania w okolicy
W danych z obserwatorium ALMA, dotyczących układu protoplanetarnego LkCa 15, który jest oddalony o 518 lat świetlnych od nas, zauważono pyłowy pierścień z dwoma oddzielnymi i jasnymi wiązkami materii. Jeden z nich był rozłożony w łuk, a drugi składał się w grudkowaty kształt.

Ten łuk i grudka są oddzielone o około 120 stopni. - komentuje Feng Long. Taki stopień separacji nie zdarza się tak po prostu - jest ważny matematycznie.
Odstęp ten zdaje się sugerować, że obydwie zaobserwowane formacje zlokalizowane są w dwóch punktach Lagrange?a hipotetycznej planety. Opierając się na kącie 120 stopni, Feng Long podejrzewa, że chodzi o punkty L4 i L5. Hipotetyczna protoplaneta powinna znajdować się pod kątem 60 stopni między nimi.
Niestety obecne możliwości technologiczne nie pozwalają astronomom potwierdzić tej hipotezy. Niemniej dalsze obserwacje układu LkCa 15 z ALMA mogą dostarczyć dodatkowych dowodów na istnienie domniemanej protoplanety w tym układzie.

Jak poszukiwać protoplanet? Jest na to jeden sposób. /Space.com / Facebook /123RF/PICSEL

INTERIA
https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-jak-zobaczyc-niewidoczne-protoplanety-wystarczy-przyjrzec-si,nId,6297287

Jak zobaczyć niewidoczne protoplanety Wystarczy przyjrzeć się tym punktom.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

IAC 2022 ? podsumowanie
2022-09-26. Krzysztof Kanawka
Podsumowanie największej konferencji branży kosmicznej.
W dniach 18-22 września 2022 w Paryżu odbyła się największa konferencja sektora kosmicznego ? International Astronautical Congress. Na tym wydarzeniu był także zespół Kosmonauta.net.
International Astronautical Congress (IAC), czyli Międzynarodowy Kongres Astronautyczny, to największa konferencja branży kosmicznej. Co roku IAC odbywa się w innym mieście, zwykle na innym kontynencie. W 2022 roku IAC zorganizował Paryż. Na miejsce konferencji wybrano dużą wielopiętrową halę Paris Convention Centre. Jak się na konferencji okazało ? był to świetny wybór. Mottem IAC 2022 było ?Space for @ll? ? czyli ?kosmos dla wszystkich?.
Wielkim nieobecnym była w tym roku Rosja. Z uwagi na inwazję wojsk tego państwa na Ukrainę nie było na IAC 2022 ani Roskosmosu ani przedstawicieli tego państwa. Jedyni Rosjanie, którzy pojawili się na IAC 2022 to ci, którzy z Rosją nie mają już wiele wspólnego. Nie zabrakło natomiast szefów najważniejszych agencji kosmicznych: NASA, ESA, JAXA czy CNES.
Z uwagi na obecność IAC 2022 w Europie, duża część spotkań panelowych dotyczyła działań wokół ESA. Jednym z ważnych tematów była zbliżająca się Rada Ministerialna ESA.
IAC 2022 w liczbach
Tegoroczne IAC odwiedziło ponad 8500 zarejestrowanych uczestników. W hali wystawowej zorganizowano 250 stanowisk firm, agencji, państw i organizacji. W salkach zaprezentowało łącznie około 3 tysięcy wystąpień w z praktycznie wszystkich dziedzin sektora kosmicznego ? od statków załogowych, poprzez misje satelitarne, plany agencji kosmicznych, napędy, nowe koncepcje misji, aż po kwestie prawne, inwestycyjne i edukacyjne.
Ponadto, jeden dzień był otwarty dla wszystkich chętnych zwiedzających. Podczas tego dnia odbył się m.in. panel z astronautami ESA.
Polska na IAC 2022
W tym roku na IAC 2022 zaprezentowały się dwa główne polskie stanowiska, w tym jedno zorganizowane przez Polską Agencję Kosmiczną (POLSA). Ponadto, dwa polskie podmioty zorganizowały własne stanowiska na IAC 2022. Stanowisko POLSA zostało zorganizowane wspólnie z kilkoma regionami Polski, w tym z województwem Pomorskim.
Oprócz obecności na hali wystawowej przedstawiciele z Polski wygłosili szereg wystąpień na IAC 2022. Prezentacja przedstawicieli Blue Dot Solutions / Space3ac dotyczyła wsparcia ukraińskich startupów ko IAC 2023, IAC 2024 i IAC 2025?
Następna konferencja IAC odbędzie się w Baku w Azerbejdżanie. Pierwsze komentarze z konferencji IAC 2022 sugerują, że na IAC 2023 pojawi się mniej więcej połowa tegorocznych uczestników i wystawców, choć może się tam pojawić ?wschodnia? część sektora kosmicznego (Rosja i Chiny). Rok temu na organizatora IAC 2024 wybrano Milan ? można więc zakładać ?powtórkę? IAC 2022, gdyż Europa zwykle to interesujące miejsce do prezentacji dla większości sektora kosmicznego.
smicznych w ramach akceleratora biznesowego Space3ac.

Na IAC 2025 wybrano Sydney w Australii ? będzie to kolejny kongres na tym kontynencie w ostatnich latach (IAC 2017 odbył się w Adelajdzie). To miasto zwyciężyło m.in. z Rijadem w Arabii Saudyjskiej, Istambułem w Turcji czy Bangkokiem w Tajlandii.
(BDS, IAF)
HEADS OF AGENCIES - IAC 2022 - Paris
https://www.youtube.com/watch?v=nDkpUoTcZZM
Szefowie agencji kosmicznych na IAC 2022 / Credits ? IAF

ROUNDTABLE ESA MINISTERIAL 2022 - IAC 2022 GNF Sunday 18 September
https://www.youtube.com/watch?v=gZf_qrlOS7o
Dyskusja o Radzie Ministerialnej ESA 2022 / Credits ? IAF

ESA Director General and astronauts meet the press | Live from IAC
https://www.youtube.com/watch?v=ts-REx73JZg
Panel z astronautami ESA na IAC 2022 / Credits ? European Space Agency, ESA

Dr inż. Krzysztof Kanawka na IAC 2022 ? prezentacja o Space3ac / Credits ? Blue Dot Solutions
JOIN US AT THE IAC 2023 IN BAKU
https://www.youtube.com/watch?v=s7C6kbnUrOs
IAC 2023 ? zapowiedź / Credits ? IAF

https://kosmonauta.net/2022/09/iac-2022-podsumowanie/

IAC 2022 ? podsumowanie.jpg

IAC 2022 ? podsumowanie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jowisz tak blisko Ziemi nie był od prawie 60 lat. Zobacz to niezwykłe zjawisko na własne oczy
2022-09-26.

Jowisz zbliżył się do Ziemi na najmniejszą odległość od prawie 60 lat. Po raz pierwszy możemy gołym okiem zobaczyć jego księżyce. Sprawdź, jak, gdzie i kiedy obserwować.
W najbliższe noce amatorów rozgwieżdżonego nieba czeka prawdziwa gratka. Jowisz, największa planeta naszego Układu Słonecznego, zbliżył się do Ziemi na najmniejszą odległość od 1963 roku, a więc od 59 lat. Dzieli nas od niego ?tylko? 591,3 miliona kilometrów.
Dla porównania średnia odległość wynosi aż 778 milionów kilometrów. Planetarny Zeus jest dzięki temu wyjątkowo jasny, w dodatku znajduje się w opozycji względem Słońca, więc można go podziwiać przez całą noc.
Nie sposób go pomylić z inną planetą lub gwiazdą, ponieważ wieczorem świeci światłem odbitym wznosząc się nad wschodni nieboskłon. Z biegiem godzin wędruje ku niebu południowemu, gdzie dociera w okolicach północy.
Zbliżenie Jowisza to również najlepsze od ponad półwiecza warunki do obserwacji jego największych księżyców nieuzbrojonym okiem. Żeby zobaczyć Ganimedesa i Kallisto trzeba się jednak wybrać w ciemne miejsce, z dala od sztucznego oświetlenia.
Osoby obdarzone bardzo dobrym wzrokiem powinny dostrzec niewielkie świetliste punkty na prawo i na lewo od Jowisza, w zależności od ich pozycji, dalej lub bliżej planety. Pozostałe osoby powinny wyposażyć się w lornetkę lub lunetę.
Można też obserwować jowiszowe księżyce za pomocą aparatu fotograficznego. Nam udało się uwiecznić cztery największe księżyce za pomocą obiektywu Tamron 50-400 mm. Przy największym zbliżeniu widoczne są od lewej: Europa, Io, Ganimedes i Kallisto. Ich konfiguracja nieustannie się zmienia, bo księżyce krążą wokół planety.
Warto kierować wzrok ku Jowiszowi każdego wieczora w oczekiwaniu na sprzyjającą pogodę. Nasza wytrwałość w starciu z chmurami zostanie obficie wynagrodzona wspaniałym spektaklem, jaki powtórzy się dopiero za kilkadziesiąt lat.
Jowisz jako największa planeta w Układzie ma średnicę aż 143 tysięcy kilometrów, więc jest 11 razy większy od Ziemi. Jego objętość jest z kolei 1300 razy większa od ziemskiej, a masa dwukrotnie większa niż masa wszystkich planet, księżyców, komet i planetoid w Układzie Słonecznym.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA.
Jowisz, największa planeta w Układzie Słonecznym. Fot. NASA / ESA.
Incredible Views of Jupiter From NASA's 'JunoCam'
https://www.youtube.com/watch?v=iYymOxCuBaw
owisz i jego księżyce w obiektywie aparatu fotograficznego. Fot. TwojaPogoda.pl
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-09-26/jowisz-tak-blisko-ziemi-nie-byl-od-prawie-60-lat-zobacz-to-niezwykle-zjawisko-na-wlasne-oczy/

Jowisz tak blisko Ziemi nie był od prawie 60 lat. Zobacz to niezwykłe zjawisko na własne oczy.jpg

Jowisz tak blisko Ziemi nie był od prawie 60 lat. Zobacz to niezwykłe zjawisko na własne oczy2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 października ruszy NASA International Space Apps Challenge w Rzeszowie
2022-09-26.
Już 1 października, zespoły uczniów i studentów z Podkarpacia zmierzą się z wyzwaniami ogłoszonymi przez NASA. Na zwycięzców czekają cenne nagrody finansowe i rzeczowe, ufundowane przez organizatorów i partnerów. Druga lokalna edycja hackathonu NASA Space Apps Challenge odbędzie się w Centrum Sportu Akademickiego Politechniki Rzeszowskiej.
NASA Space Apps Challenge to, zdaniem organizatora, największy kosmiczny hackathon na świecie, w trakcie którego uczestnicy opracowują nowatorskie rozwiązania rzeczywistych wyzwań, wykorzystując przy tym dane satelitarne. Już po raz drugi, z inicjatywy Podkarpackiego Centrum Innowacji, w Rzeszowie odbędzie się lokalna edycja tego wydarzenia.
1 i 2 października, hala sportowa Politechniki Rzeszowskiej zamieni się w prawdziwe centrum kosmicznych innowacji. Zespoły składające się z uczniów, nauczycieli, studentów i naukowców z Podkarpacia zmierzą się z wyzwaniami ogłoszonymi przez NASA. Uczestnicy zawalczą o nagrody finansowe i rzeczowe ufundowane przez organizatora i partnerów, a najlepsze koncepcje zostaną poddane ocenie międzynarodowego jury.
Kacper Moczarny, specjalista ds. realizacji projektów w Podkarpackim Centrum Innowacji.
Wydarzenie jest bezpłatne i każdy może wziąć w nim udział. Do uczestnictwa w hackathonie zaprasza się nie tylko zespoły, ale również pojedyncze osoby, które chcą spróbować swoich sił w międzynarodowym wydarzeniu. W ubiegłym tygodniu NASA opublikowała 23 wyzwania, z którymi mogą zmierzyć się uczestnicy. Dotyczą one m.in. zmian klimatu, ulepszania już istniejących aplikacji kosmicznych czy zaprojektowania systemu magazynowania energii zasilającego łazik.
Rzeszowska edycja międzynarodowego wydarzenia wszechstronnie rozwinie potencjał uczniów i studentów z Podkarpacia jako młodych innowatorów, realizujących autorskie projekty i prototypy rozwiązań w obszarze lotnictwa i kosmonautyki w naszym regionie.
Łukasz Bonarek, dyrektor zarządzający PCI ProtoLab
Autorzy najwyżej ocenionych rozwiązań z podkarpackiej edycji otrzymają nagrody finansowe, zaproszenia na wakacyjne staże i spotkania z inżynierami oraz menadżerami z firm lotniczych i kosmicznych z całego kraju. Trzy koncepcje projektowe, wytypowane przez jury będą miały możliwość powalczyć o globalne nagrody główne fundowane przez centralę NASA.
Organizatorem globalnego hackathonu NASA na poziomie Podkarpacia w Rzeszowie jest Podkarpackie Centrum Innowacji. Patronat Honorowy nad wydarzeniem objęli m.in.: Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl, Wojewoda Podkarpacki Ewa Leniart, Prezydent Miasta Rzeszowa Konrad Fijołek, Polska Agencja Kosmiczna (POLSA), Podkarpacki Kurator Oświaty Małgorzata Rauch, Dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli Krystyna Wróblewska, Uniwersytet Rzeszowski, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie, Państwowa Uczelnia Zawodowa im. prof. Stanisława Tarnowskiego w Tarnobrzegu.
Partnerem strategicznym hackathonu jest Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza, a Partnerami wspierającymi: Samorząd Studencki Politechniki Rzeszowskiej oraz Samorząd Studentów Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Wszystkie aktualne informacje na temat Subcarpathian NASA Space Apps Challenge oraz formularz zapisu znajdują się na stronie wydarzenia .
Źródło: Podkarpackie Centrum Innowacji
Fot. Podkarpackie Centrum Innowacji
SPACE24
https://space24.pl/nauka-i-edukacja/1-pazdziernika-ruszy-nasa-international-space-apps-challenge-w-rzeszowie

1 października ruszy NASA International Space Apps Challenge w Rzeszowie.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nadejdzie przyśpieszenie na rynku kosmicznym. Grzegorz Brona: nowe inwestycje rozwijają się w segmencie obserwacji Ziemi [WYWIAD]
2022-09-26. Kacper Bakuła
Będziemy przeżywać interesujący okres w sektorze kosmicznym: pojawi się bardzo dużo różnych inicjatyw. Potem będą one częściowo gasnąć. Być może zaobserwujemy przejęcia na rynku satelitarnym - większe podmioty będą kupować mniejsze, które nie są w stanie wypracować odpowiedniej pozycji rynkowej - powiedział w wywiadzie dla redakcji Space24 Prezes Zarządu Creotech Instruments Grzegorz Brona. Dodał również, że wschodzące podmioty najwięcej mogą zarobić na usługach telekomunikacyjnych. Jednakże zwrócił uwagę na to, że stworzenie satelity obserwacji Ziemi jest znacznie prostszą czynnością. Łatwiej jest spółkom zacząć od obserwacji, a w przyszłości, kiedy zdobędą wiedzę i doświadczenie w operowaniu urządzeniem obserwacyjnym, być może przejść do sektora telekomunikacyjnego - podsumował Brona.
Kacper Bakuła, Space24.pl: Panie Prezesie, pojawiają się różne zapowiedzi mówiące nam o tym, że w ciągu najbliższej dekady codziennie miałaby być wystrzeliwana jedna tona małych satelitów. Czy taki ruch jest możliwy?
Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments SA: Jedna tona małych satelitów to rzeczywiście dużo. W mojej opinii te założenia są nieco przeszacowane. Bierze się to z licznych przewidywań, studiów nad ilością powstających nowych startupów, liczbą nowych firm i zapowiadanych konstelacji, w szczególności tych dostarczających internet z orbity. Dlaczego tych? Ponieważ jest to najliczniejsza grupa, w której znajdziemy satelity tj. Starlink, OneWeb, a z kolei kilka innych firm zapowiada wykonanie podobnego ruchu.
Drugim efektownym strumieniem, jaki się rozwinie, to urządzenia obserwacji Ziemi. Na tym polu zauważa się coraz więcej firm, które zapowiadają uruchomienie takich sieci. Rozważane są obserwacje w zakresie światła widzialnego, podczerwonego, aż po aktywne źródła obserwacji, czyli widmo radarowe.
Coraz więcej takich przedsiębiorstw się ujawnia, natomiast warto zadać sobie następujące pytanie: ile z nich na koniec dekady przetrwa presję konkurencyjności? Nie wystarczy tylko posiadać dobrą usługę, ale i zająć odpowiednią pozycję na rynku, a także nie dać się z niego wyeliminować. Mam wrażenie, że to, o czym mówią przewidywania, to jest raczej bazowanie bardziej na chęci branży, niż na możliwościach rynkowych, na chęci skomercjalizowania zdjęć satelitarnych, czy kanałów łączności telekomunikacyjnej.
Będziemy na pewno przeżywać interesujący okres w sektorze kosmicznym: pojawi się bardzo dużo różnych inicjatyw. Potem będą one częściowo gasnąć. Być może zaobserwujemy przejęcia na rynku satelitarnym - większe podmioty będą kupować mniejsze, które nie są w stanie wypracować odpowiedniej pozycji rynkowej. W końcu, w latach trzydziestych zaobserwujemy kilka dużych podmiotów, które będą gigantami w zakresie zobrazowań satelitarnych, a rynek internetowy będzie zdominowany przez jeden, maksymalnie trzy podmioty. Na początku pewnie będziemy obserwowali tę wspomnianą tonę, niemniej w latach trzydziestych zostanie ona zmniejszona, gdyż nastąpią akwizycje na rynku kosmicznym i budowa hegemonów. Na początku lipca byliśmy świadkami przejęcia przez norweskiego giganta zbrojeniowego Kongsberg, litewskiej firmy NanoAvionics - producenta nanosatelitów. Moim zdaniem coraz częściej będziemy obserwować takie ruchy na rynku globalnym.
Z kolei skoro będą powstawały nowe inicjatywy, to co będzie źródłem tego przyśpieszenia? Dla przykładu weźmy rok 2012 i wstąpienie Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej ? po tej dacie mieliśmy swoistą eksplozję w sektorze kosmicznym.
Impuls bierze się z kilku przyczyn. Jedną z nich jest technologia ? dochodzimy do poziomu, w którym można nabyć lub wyprodukować małe satelity za znacznie mniejsze pieniądze niż dawniej, jak to miało miejsce w latach dziewięćdziesiątych, czy wczesnych dwutysięcznych. Ten przełom technologiczny już się dokonał i pewnie będzie jeszcze dalej postępował w kierunku automatyzacji produkcji satelitów, czyli dalszego obniżania kosztów wysyłanych satelitów w przestrzeń kosmiczną. Z drugiej strony pojawia się coraz większa świadomość wykorzystania możliwości przestrzeni kosmicznej w zakresie obserwacji i telekomunikacji. Do tego wszystkiego, o czym wspomniałem, potrzebne są fundusze. Eksplozja startupów 10 lat temu spowodowana była wstąpieniem Polski do ESA i przypływem w sumie dość niewielkich funduszy na rynek polski, które  w konsekwencji zasiliły projekty tych firm. Z kolei duże przedsiębiorstwa, które zarządzają lub mają zamiar zarządzać konstelacjami satelitarnymi nie patrzą już na Europejską Agencję Kosmiczną, tylko na rynek prywatny i fundusze typu Venture Capital i Private Equity. Sektor kosmiczny to kolejny trend, jaki pojawił się po trendzie internetowym i biomedycznym, stąd też uważam, że fundusze nie znikną w następnych latach, ale ich większość będzie pochodziła z rynku prywatnego.
Jakiego typu satelitów możemy się spodziewać w nadchodzącej eksplozji nowych projektów?
Jak się spojrzy na podział strumieni finansowych przepływających przez sektor kosmiczny, to najwięcej można zarobić na satelitach telekomunikacyjnych. Ponad 80 proc. zysków w sektorze kosmicznym pochodzi właśnie z telekomunikacji, usług zapewniających zwiększenie przepustowości łączności, radia, telewizji satelitarnej pomiędzy półkulami, czy dostarczenia internetu z przestrzeni kosmicznej. I dlatego firmy takie jak SpaceX i Airbus z OneWeb, wspierają tego rodzaju przedsięwzięcia. Większość biznesu jest zainteresowana telekomunikacją, a nie obserwacją Ziemi.
To dlaczego większość małych firm stawia na obserwację, a nie na telekomunikację?
Pewnie z tego powodu, że obserwacja Ziemi jest jednak o wiele prostsza. Nie wymaga dużych sieci satelitarnych, które są w stanie jednorazowo obsłużyć cały glob. Aczkolwiek obserwacja danego punktu na planecie może być przeprowadzana z mniejszym lub większym opóźnieniem, w zależności od tego, jak dużą konstelacją dysponujemy. Szerokopasmowa transmisja danych wymaga znacznie wyższych możliwości związanych z zasilaniem satelitów. To się wiąże ze znacznie większą masą satelitów, koniecznością budowy konstelacji i większym skomplikowaniem systemu kosmicznego, jak i odpowiednimi nakładami pieniężnymi. Łatwiej jest spółkom zacząć od obserwacji, a w przyszłości, kiedy zdobędą wiedzę i doświadczenie w operowaniu urządzeniem obserwacyjnym, być może przejść do sektora telekomunikacyjnego.
Czy możliwa jest konkurencja ze Starlinkami?
Należy zastanowić się, czy trzeba konkurować ze SpaceX, czy może nie znaleźć innej, wolnej przestrzeni do działalności na rynku. Dodatkowo trzeba rozumieć ten rynek. Jakbyśmy mieli policzyć wydatki i koszty utrzymania konstelacji, zapewnienia odpowiedniego zapasu satelitów, prac deweloperskich, R&D, to nie do końca widzę, w jaki sposób biznes SpaceX miałby się spiąć budżetowo. Elon Musk oczywiście próbuje go utrzymać. Wydaje się jednak, że jeszcze przez długi czas będzie musiał do niego dokładać, chyba że ma dla nas jakąś niespodziankę i za kilka, kilkanaście lat Starlink stanie się w magiczny sposób dochodowy. Podejrzewam, że samo uruchomienie nowej rakiety SpaceX, Starship, nie wystarczy.
Wracając do firm, które miałyby rywalizować ze SpaceX, musiałyby najpierw przeanalizować dokładnie model biznesowy tej spółki oraz zweryfikować swoją kondycję finansową. W system Starlink zostały włożone olbrzymie fundusze. To ryzyko dotyczy przede wszystkim tych przedsiębiorstw, które są spoza USA i nie będą mogły dostarczać armii amerykańskiej odpowiedniego medium transmisji danych. Bo Starlink w przyszłości zapewne takim medium dual-use się stanie.
Wiemy też, że w najbliższej przyszłości satelity będą raczej elementem składowym szerszej konstelacji. Czy będzie możliwe istnienie samotnych wilków?
Nie zapominajmy, że łączność wciąż opiera się w większości na satelitach geostacjonarnych, które łączą się ze znaczną częścią Ziemi w jednym momencie. Jest też rozwijanych kilka projektów internetu z kosmosu, bazujących na satelitach rozmieszczonych na dużo wyższej orbicie niż Starlinki. W tym momencie, na orbicie geostacjonarnej potrzebne jest zaledwie kilka takich urządzeń, żeby zapewnić internet na powierzchni Ziemi. Zapewne taniej niż robi to Elon Musk, jednakże z pewnym ujemnym aspektem związanym z opóźnieniem. Powiedzmy, że dla większości zastosowań, opóźnienie rzędu 100 ms nie jest aż tak niebezpieczne, ale dla osób grających zawodowo w gry komputerowe byłoby to nie do pomyślenia. Natomiast dla większości ludzi nie jest to wartość, która utrudniłaby istotnie życie. Podsumowując ? jest sporo firm myślących o internecie z kosmosu, natomiast bardziej w kontekście kilku sztuk satelitów umieszczonych na dalekiej orbicie.
Z drugiej strony mówimy o satelitach związanych z obserwacjami pogodowymi. Umieszcza się je odpowiednio daleko, tak aby przez cały czas obserwowały dany fragment Ziemi. Mówimy też o bardziej specjalistycznych satelitach obserwujących dany fragment Ziemi, które nie potrzebują rozdzielczości przestrzennej rzędu kilkudziesięciu centymetrów, ale raczej kilku metrów. Mamy w tej kategorii chociażby instrumenty, które mierzą temperaturę na powierzchni Ziemi. Orbita geostacjonarna jest daleką orbitą, gotową do zagospodarowania, z dokładnością do dostępnej przestrzeni, przez szereg różnych podmiotów.
Jeśli chodzi o te bliższe satelity, które orbitują na LEO, nad powierzchnią Ziemi i dość szybko znikają znad danego punktu, to należy zadać sobie pytanie, czy w przyszłości znajdzie się zastosowanie dla niewielkich grup 1, 2 lub 5 sztuk jednostek. Myślę, że byłoby możliwe ich zagospodarowanie, chociażby na rzecz usługi, która nie wymagałaby częstego odświeżania, ale wymagałaby zebrania danych raz na tydzień. Wtedy jak najbardziej takie pojedyncze sztuki wchodziłyby w grę.
Jakie mogłyby być to usługi? Pewnie związane z obrazowaniem na konkretnej długości fali, polegające na wykrywaniu zmian i aktywności telekomunikacyjnej, np. SIGINT, czyli rozpoznawania emisji fal radiowych z powierzchni Ziemi. Mogłyby to być również satelity związane z obserwacjami i monitoringiem zmian klimatycznych, czy też zanieczyszczeń w atmosferze, które trwają w niej przez dłuższy czas. W końcu, wszystkie satelity naukowe przeznaczone zarówno do obserwacji Ziemi, jak i obserwacji sfery niebieskiej.
Tak na dobrą sprawę nie da się jednoznacznie powiedzieć, która z orbit ? geostacjonarna czy niska ? byłaby lepsza dla firm kosmicznych, tylko każda ma swoje wady i zalety dla konkretnych zastosowań.
Dokładnie, każda z orbit ma swoje plusy i minusy. Warto zauważyć, że jest jeszcze orbita pośrednia, tzw. MEO ? średnia orbita okołoziemska, na której operują satelity związane chociażby z nawigacją. Na niej wiele obiektów pozostaje jednocześnie dość wysoko ponad horyzontem przez długi czas, a to pozwala zapewnić sygnał związany z nawigacją. Nad zejściem z orbity pośredniej na niską zaczęła właśnie pracować ESA (koncept LEO-PNT), która robi przegląd rynku pod kątem znalezienia przyszłych dostawców i oferentów takich jednostek. My także bierzemy udział w tych pracach. Oczywiście, model o którym wspomniałem wiązałby się z umieszczeniem większej ilości urządzeń na niskiej orbicie, ale nawigacja z LEO byłaby tak samo skuteczna jak z MEO.
Czy rynek Space 4.0 nadąży za produkcją, uwzględniając przewidywany wzrost ilości małych satelitów?
Creotech Instruments stawia na to, że zapotrzebowanie na małe satelity będzie rosło rzeczywiście szybciej niż możliwości produkcyjne przez firmy natywne, czyli takie, które chcą operować daną konstelacją. Jest to szansa dla dostawców zewnętrznych.
Rozwój zdolności produkcyjnych zależy od wielu czynników, w tym zdolności produkcyjnych elektroniki. Ostatnio obserwujemy istotne komplikacje związane z łańcuchem dostaw z Chin lub innych miejsc Dalekiego Wschodu, co zostało spowodowane najpierw COVID-19, a teraz wojną w Ukrainie. Stąd między innymi Unia Europejska spogląda w kierunku uniezależnienia produkcji małych satelitów i ewentualnego wypełnienia luk łańcucha wartości na terenie Europy. Są rozwijane i uruchamiane specjalne projekty i programy, m.in. w ramach European Defence Fund, które mają zapewnić bezpieczeństwo technologiczne UE. Podobne programy działają też w Stanach Zjednoczonych i innych miejscach na świecie, które stawiają na stabilność działalności w przestrzeni kosmicznej.
Czy wojna na Ukrainie dotknęła segment nano i małych satelitów?
W przypadku dużych jednostek, opóźnienie rzędu dwóch, trzech miesięcy w dostawie komponentów elektronicznych może być zminimalizowane przesunięciami w innych miejscach w projekcie. Mówimy tutaj o przedsięwzięciach trwających kilka lat, zaś jeśli o małych satelitach, to muszą one być produkowane znacznie szybciej. Wyzwania są zatem różne, natomiast na koniec oba segmenty zmagają się z problemem dostępności do komponentów. Jest to mniejszy kłopot dla dostawców pojedynczych sztuk satelitów, gdy w znacznej mierze komponenty elektroniczne pochodzą nie od dostawcy seryjnego, a od natywnego z danego kraju, który wytwarza niewielką liczbę części. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że producenci małych satelitów bazują na elementach typu COTS, czyli komponentach o znacznie mniejszych wymaganiach technologicznych, kosmicznych. W związku z tym muszą często rywalizować z odbiorcami takich samych komponentów, chociażby z sektora samochodowego bądź innych, mających pierwszeństwo u dużych dostawców elektroniki.
Kiedy może zatem nadejść poprawa sytuacji?
Przewidywania są takie, że w pierwszej połowie 2023 roku może nastąpić odwrócenie trendu, z uwagi na to, że dostawcy z Azji ? z Malezji, Wietnamu, Japonii i kilku mniejszych krajów, dostrzegli problem i zaczęli budować nowe linie produkcyjne, fabryki, które mają zmniejszyć problemy z komponentami. Może się w pewnym momencie okazać, że pod koniec 2023 roku zaleją nas komponenty i pojawi się zjawisko nadpodaży. Wówczas jest szansa na spadek ich cen.
Czy to będzie dobry moment na rozwinięcie się działalności kolejnych startupów i inwestycji kosmicznych?
Naturalnie będzie to moment na rozwinięcie skali działalności firm, które potrzebują komponentów mechanicznych i elektronicznych do swojej działalności. Jak wiadomo, sektor kosmiczny jest bardzo złożony ? mamy firmy produkujące hardware, jak i software. Zwiększony dostęp do komponentów tych pierwszych, może pozytywnie wpłynąć na firmy dostarczające oprogramowanie dla przedsiębiorstw produkujących sprzęt elektroniczny do satelitów. Wydaje się, że ten pozytywny impuls  doprowadzi do zwiększenia skali działalności istniejących firm.
Czy możliwe będzie przeniesienie produkcji z Azji do Europy, np. do Polski?
Unia Europejska dostrzegła problemy z dostępnością dość strategicznych materiałów dla elektroniki kosmicznej, użytkowej jak i wojskowej. W tym momencie są duże ramowe programy, m.in. Chips Act lub Optoelectronics Act, które mają zabezpieczyć w przyszłości Unię Europejską przed wstrzymaniem dostaw elektroniki. Istotny jest pakiet programów mających wesprzeć powstawanie europejskich spółek dostarczających chipów, np. FPGA, bądź innych komponentów wymaganych dla produkcji kosmicznej i nie tylko. Od półtora roku UE zaczęła już realizację tych programów.
Odnoszę wrażenie, że w niedalekiej przyszłości dalej w znacznym stopniu wzrośnie waga tej grupy projektów, co jest spowodowane wydarzeniami w Ukrainie. Widzimy, że niezależność technologiczna w produkcji assetów wojskowych i podwójnego zastosowania jest jak najbardziej mile widziana.
W jakiej perspektywie czasowej UE planuje się uniezależnić w procesie produkcji elektroniki?
Może to nastąpić za dekadę, ewentualnie w niewiele dłuższej perspektywie. Na przykład praca nad strukturami w samym krzemie to duże wyzwanie dla Europy i tutaj będą lokowane duże środki na produkcję chipów. W tej chwili ESA wspiera działania powiązane z europejskimi FPGA, czyli reprogramowalnymi chipami wykorzystywanymi m.in. w przemyśle kosmicznym. Pierwsze takie europejskie układy już powstały i UE sponsoruje kilka programów mających przygotowywać oprogramowania dla tego rodzaju chipów i badania ich pod kątem możliwości użytkowania w przestrzeni kosmicznej. Sądzę, że w ciągu dekady dużo się zmieni. Jednak na bardziej masową produkcję w UE trzeba pewnie będzie poczekać dłużej.
Czy kiedykolwiek będzie możliwe zastąpienie w stu procentach chińskiej elektroniki europejską?
Myślę, że to jest realny temat. Europejczycy są w stanie opracować od strony technologicznej równie dobre, jeśli nie lepsze, chipy niż Chińczycy, czy Amerykanie. Nie jesteśmy w tyle, nasi inżynierowie bardzo często opracowywali systemy, które w Chinach były następnie produkowane na skalę masową. Kwestia otwarta to budowa odpowiednich linii produkcyjnych, zaplecza maszynowego, które jest dość drogie i wymagające. Do tej pory było takie nastawienie: po co to budować, skoro można wziąć dużo taniej komponenty z Chin. W tej chwili zmienia się spojrzenie Unii Europejskiej. Przede wszystkim potrzeba nam inwestycji w infrastrukturę, a trochę mniej w know-how, które już w znacznej mierze posiadamy.

Czy w Polsce będzie możliwe jeszcze większe rozwinięcie możliwości produkcyjnych małych satelitów?
Creotech Instruments uruchamia kolejne linie produkcyjne. Jeżeli zauważymy, że jest odpowiednie zapotrzebowanie i pokrycie tych linii produkcyjnych zleceniami, to zdecydujemy się na dalsze inwestycje. Już teraz mamy dwie linie produkcyjne w Piasecznie, rozważamy zakup trzeciej i budowę nowego clean roomu integracyjnego. Spoglądamy na rynek, dostępność komponentów i na moment, gdy będziemy mogli przeprowadzić stosowne inwestycje.
Jak się spółka odnosi wobec własnych planów na najbliższą dekadę?
Creotech Instruments już w 2016 roku przeanalizował różne nisze technologiczne powiązane z satelitami. Z jednej strony wydawało nam się, że wchodzenie w niszę nanosatelitów, tych najmniejszych jednostek rzędu kilku kilogramów, może wiązać się z niepowodzeniem. Rynek mógł być już wtedy przesycony. Jest dużo dobrych firm, które oferują nanosatelity na rynku globalnym i konkurują już właściwie jedynie ceną.
Z drugiej strony nie chcieliśmy konkurować z podmiotami typu Airbus, Thales czy Maxar, ponieważ nas na to nie stać. Czas potrzebny na osiągnięcie tego typu jakości, systemów kosmicznych, jakie oferują te firmy jest liczony w dziesiątkach lat. Dlatego wybraliśmy ścieżkę pośrednią. Zrezygnowaliśmy z nanosatelitów, ale nie zdecydowaliśmy się też na wejście w świat dużych satelitów. Wybraliśmy niszę w postaci mikro satelitów, czyli obiektów o masie od 10 do 100 kg, która nie była zajęta przez wiele podmiotów. Nie musieliśmy też konkurować z dużymi, bardzo doświadczonymi firmami, które nie były jeszcze zainteresowane wejściem w ten obszar.
Czas pokazał, że to był dobry wybór, ponieważ od 2017 roku rozwijamy platformę HyperSat, która zadebiutuje w IV kwartale 2023 roku, przy okazji wyniesienia pierwszego mikrosatelity ,,EagleEye''. Mam nadzieję, że pokażemy jasno, że jesteśmy w stanie budować takie jednostki satelitarne, które są rzeczywiście dostosowane do wymagań rynkowych, czyli odpowiadają na potrzeby w telekomunikacji oraz zastosowaniach obserwacyjnych. Patrzymy też coraz szerzej w kierunku nawigacji. Razem z ESA jesteśmy w trakcie dialogów technicznych.
W nawiązaniu do Pańskich słów chciałbym pozostać na chwilę przy kwestii przejmowania mniejszych firm przez większe. Czy tak mogłoby się też zdarzyć np. z Creotech Instruments?
Creotech Instruments otrzymywał w przeszłości oferty wykupienia przez dużych graczy zagranicznych, w tym europejskich, czy amerykańskich. Do tej pory byliśmy bardzo wstrzemięźliwi, nawet jeśli chodzi o pewne udziały w spółce, a niekoniecznie przejęcie pakietu kontrolnego przez firmy zagraniczne. Chcemy dostarczać sprzęt i elektronikę wszystkim chętnym na rynku, a nie wiązać się z jednym graczem. Chcemy być w miarę neutralni i dostarczać swoje produkty do Europy, Azji, Afryki, i obu Ameryk bez żadnych ograniczeń i kontroli, wynikającej z posiadania akcji przez zagraniczne podmioty.
Oczywiście współpracujemy na rynku międzynarodowym z Airbusem, Thalesem, OHB, Maxarem i szeregiem innych firm. Jednak jest to dalej współpraca na poziomie czysto komercyjnym, a nie własnościowym. Podsumowując, naszym dążeniem jest stworzenie podmiotu, który będzie jednym z głównych, jeśli nie głównym graczem w Europie Centralnej, związanym z technologiami kosmicznymi.
Czy można przewidzieć, jakie będą zdolności produkcyjne platformy HyperSat w najbliższych latach?
W 2025 roku planujemy osiągnięcie zdolności produkcyjnej na poziomie przynajmniej 10-20 platform rocznie. Oznaczałoby to otwarcie dziesięciu równoległych gniazd produkcji. To jest coś, w co celujemy, by mieć zapotrzebowanie na przynajmniej właśnie taką liczbę niewielkich, kiludziesięcio kilogramowych satelitów. Oznaczałoby to też obsługę dwóch lub trzech niewielkich konstelacji satelitarnych.
Platforma Hypersat była od początku projektowana w taki sposób, by być platformą wielomisyjną i wielofunkcyjną. Wymagania związane z teleskopem są inne niż te związane z transferem danych, telekomunikacją. Poprzez modułowość jesteśmy w stanie wymienić tylko jeden podsystem, związany z zasilaniem, a reszta systemu pozostaje taka sama ? system kontroli położenia, komputera pokładowego, dystrybucji mocy, a zwiększamy na przykład możliwość przechowywania energii elektrycznej w bateriach na pokładzie. Od samego początku projektowaliśmy platformę tak by w całości była wielofunkcyjna. W związku z tym nie ma potrzeby przystosowania linii produkcyjnej pod konkretnego satelitę.
Oczywiście, czasem jest potrzeba zbudowania nieco większego lub mniejszego satelity, lecz mówimy tutaj o systemach wsparcia montażu AIT (Assembly, Integration and Test) takich obiektów. Inne wymagania są przy budowie satelity 10 kg a inne przy budowie 100 kg satelity. Chodzi o stabilność jednostki w trakcie montażu.
Co można powiedzieć o współpracy międzynarodowej?
Wyraźnie spoglądamy w kierunku Stanów Zjednoczonych. Do tej pory nasza działalność w tym obszarze była bardzo mocno ograniczona z uwagi na nie posiadanie oddziału na terenie USA. Współpracujemy z Amerykanami, dostarczamy elektronikę do wielu instytucji naukowych i dla wielu firm amerykańskich, natomiast nie posiadamy tam jeszcze przedstawicielstwa które byłoby dla nas wsparciem. Planujemy to zmienić.
Jeśli chodzi o inne kierunki to oczywiście Azja jest naszym głównym celem. Jest też sporo krajów, do których zaczęliśmy docierać ? w tym wspomniana Malezja, jak i państwa porównywalne do niej wielkością i potencjałem.
Wracając jednak do samej Malezji, prowadzimy obecnie dyskusje z jej przedstawicielami na kilku poziomach powiązanych ze współpracą z jednostkami naukowo-badawczymi, z MYSA (Malezyjską Agencją Kosmiczną), ale też nawiązaliśmy relacje z komercyjnymi spółkami malezyjskimi, które planują uruchomienie w przyszłości niewielkich systemów satelitarnych.
Jak Giełda Papierów Wartościowych wpłynie na działalność spółki?
Mam nadzieję, że GPW w pozytywny sposób wpłynie na spółkę. Jednym z ważnych aspektów, które już się wydarzyły, jest dołączenie do akcjonariatu naszej firmy renomowanych funduszy OFE oraz TFI. Abstrahując jednak od tego, to giełda wymusza stworzenie pewnej struktury korporacyjnej w spółce ? musimy znacznie bardziej wzmocnić struktury organizacyjne, które muszą być dostosowane do Głównego Rynku GPW. Zbudowanie takich struktur bardzo pozytywnie wpłynie na funkcjonowanie  firmy, zarówno od strony kontrolingu, projektów, i możliwości pozyskania nowych zleceń, także przy kolejnych współpracach międzynarodowych.
Czego możemy się dalej spodziewać?
Nasz cel jest związany z zamknięciem rozwoju technologii, czyli przetestowaniem platformy HyperSat. Aktualnie stawiamy na to największy nacisk. To jest punkt, w którym rzeczywiście siadamy do pianina i nie gramy prostego utworu, lecz dzieło Chopina. Nawet jeśli jest to miniatura, to wystarczy, aby pokazać, że nasza technologia jest rzeczywiście dojrzała.
Natomiast jeśli chodzi o strukturę korporacyjną, to tak jak już wspomniałem, idziemy w kierunku otwarcia przedstawicielstwa w USA. Będziemy też chcieli być widoczni bardziej na rynku Europy Zachodniej ? tam też docelowo planujemy utworzyć placówkę. Obecnie toczą się dyskusje nad docelowym krajem. Mamy też zamiar wzmocnić swoją pozycję na rynku Dalekiej Azji.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Fot. Creotech via Twitter
SPACE24
https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/nadejdzie-przyspieszenie-na-rynku-kosmicznym-grzegorz-brona-nowe-inwestycje-rozwijaja-sie-w-segmencie-obserwacji-ziemi-wywiad

Nadejdzie przyśpieszenie na rynku kosmicznym. Grzegorz Brona nowe inwestycje rozwijają się w segmencie obserwacji Ziemi WYWIAD.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)
2022-09-26.
Prezentujemy fotoreportaż z uroczystości 100 lat Uranii, które odbyły się w Toruniu 23/24 września 2022 roku.
Urania to jedno z najstarszych polskich czasopism. Konferencja popularnonaukowa oraz uroczysta gala z okazji 100 lat Uranii odbyły się w dniach 23-24 września 2022 roku w Toruniu. Poniżej prezentujemy zdjęcia z tego wydarzenia.
 
Urodzinowy tort Uranii
Redaktor naczelny Uranii, Maciej Mikołajewski, kroi urodzinowy tort Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Tort na 100 lat Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Mała Urania
Mała Urania zaczyna występ. Po prawej Sebastian Soberski - jeden z twórców serialu "Mała Urania". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Mała Urania, na lewo Drona, a jeszcze bardziej na lewo Łajzik. Widzimy też aktorów z teatru lalkowego Baj Pomorski odpowiedzialnych za poszczególne postacie w serialu "Mała Urania" oraz Sebastiana Soberskiego (po prawej) - jednego z twórców serialu. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Widownia wygląda na rozbawioną przez Małą Uranię. Fot.: Urania / Paweł Schyl
Wystawy
Wystawa przedstawiająca dawnych redaktorów naczelnych Uranii. Fot.: Anna Bielawiec-Osińska / Uniwersytet Mikołaja Kopernika.
W trakcie uroczystości można było zobaczyć także trzy wystawy. Na zdjęciu wystawa na 70-lecie toruńskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Wystawa rysunków Jacka Drążkowskiego, publikowanych w Uranii i w żartobliwy sposób komentujących astronomiczne sprawy. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Poznajemy redakcję Uranii i portalu Uranii
Wejście redaktora naczelnego Uranii (Maciej Mikołajewski). Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Maciej Mikołajewski - redaktor naczelny "Uranii - Postępów Astronomii". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Krzysztof Czart, redaktor Uranii, prezentuje wędrówkę siedziby redakcji po Polsce. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Marek Muciek, redaktor Uranii, opowiada o historii Uranii i jej redaktorach naczelnych. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Roman Schreiber, redaktor Uranii, opowiada o historii połączenia "Uranii" z "Postępami Astronomii". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Prezentacja redaktorów i współpracowników portalu Uranii (redakcja liczy więcej osób, ale nie wszyscy mogli przyjechać na konferencję). Od lewej: Grzegorz Iwanicki, Rafał Grabiański, Joanna Waliszewska, Sebastian Soberski, Bogumił Radajewski, Krzysztof Czart, Piotr Majewski. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Bogumił Radajewski prezentuje serial telewizyjny Astronarium. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Karolina Zawada opowiada o serwisie edukacyjnym Orion prowadzonym kiedyś równolegle z witryną internetową Uranii. Obecnie zasoby Oriona zostały przeniesione do portalu Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Tomasz Kundera przedstawia polską wersję witryny internetowej Astronomy Picture of the Day (APOD.pl) przez wiele lat wspieranej przez portal Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Nagrody i gratulacje dla Uranii
Iwona Michałek, posłanka na Sejm rzeczypospolitej Polskiej, składa gratulacje na ręce redaktora naczelnego Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Marek Smoczyk (po prawej), Sekretarz Województwa Kujawsko-Pomorskiego, wręcza Medal Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego ?Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis?. Medal odbiera Maciej Mikołajewski (po lewej), redaktor naczelny Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Zbigniew Fiderewicz (po prawej), Zastępca Prezydenta Torunia, wręcza Toruńskiego Anioła, czyli nagrodę od Prezydenta Torunia. Nagrodę odbiera Maciej Mikołajewski (po lewej), redaktor naczelny Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Mieczysław Janusz Jagła (po lewej), Prezes Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, odczytuje list gratulacyjny oraz wręcza Uranii obraz i kosz kwiatów. Obraz został namalowany przez artystkę, która kiedyś była laureatką jednego z konkursów astronomicznych OMSA. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Prof. Marek J. Sarna, Prezes Polskiego Towarzystwa Astronomicznego, odczytuje list gratulacyjny. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Prof. Przemysław Nehring (po prawej), Prorektor UMK, złożył gratulacje w imieniu JM Rektora UMK, prof. Andrzeja Sokali. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Prof. Marek Moszyński (po prawej), Wiceprezes Polskie Agencji Kosmicznej, odczytuje list gratulacyjny od prof. Grzegorza Wrochny, Prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Statuetki Uranii
Statuetki Uranii czekają na wręczenie laureatom. Nagrodzeni: dr hab. Maciej Mikołajewski, prof. Bożena Czerny, prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, dr Krzysztof Ziołkowski, dr Tomasz Kwast, Jacek Drążkowski, dr Krzysztof Czart, Bogumił Radajewski oraz pośmiertnie Stefan Kaliński i prof. Andrzej Woszczyk. Poniżej prezentujemy fotografie z wręczania statuetek laureatom obecnym na gali. Pozostali otrzymają statuetki w terminie późniejszym. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Maciej Mikołajewski, redaktor naczelny "Uranii - Postępów Astronomii", rozpoczyna wręczanie statuetek Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Krzysztof Ziołkowski (po prawej) otrzymuje statuetkę Uranii. Po lewej Maciej Mikołajewski, redaktor naczelny Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Bogumił Radajewski nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Jacek Drążkowski nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Krzysztof Czart nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Joanna Woszczyk odbiera z rąk aktualnego redaktora naczelnego Uranii statuetkę przyznaną pośmiertnie jej ojcu, prof. Andrzejowi Woszczykowi, który był wieloletnim poprzednikiem obecnego redaktora naczelnego na tym stanowisku. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Michał Mgeładze-Arciuch (po prawej) odbiera statuetkę Uranii przyznaną pośmiertnie jego dziadkowi, Stefanowi Kalińskiemu, który był jednym z pomysłodawców i redaktorów "Uranii" na samym początku, gdy była pismem wydawanym przez gimnazjalistów. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Dr hab. Maciej Mikołajewski (po lewej) odbiera statuetkę Uranii od wydawców czasopisma prezesa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii (Mieczysław Janusz Jagła, w środku) i prezesa Polskiego Towarzystwa Astronomicznego (prof. Marek J. Sarna, po prawej). Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Migawki z uroczystości
Maciej Mikołajewski - redaktor naczelny "Uranii - Postępów Astronomii". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Uroczystość poprowadził Piotr Majewski. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Szybka narada w trakcie uroczystości. Od lewej: Krzysztof Czart (redaktor naczelny portalu Uranii), Maciej Mikołajewski (redaktor naczelny Uranii) oraz Piotr Majewski (prowadzący galę). Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Urania nadrabia zaległość z 1994 roku, kiedy to jeden z Czytelników wygrał w konkursie nagrodę w postaci teleskopu. Niestety sponsor nagrody zbankrutował i nie udało się jej wtedy przekazać. Teraz podczas uroczystości Czytelnik otrzymał od redakcji współczesny teleskop astronomiczny. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Chwila przerwy przy kawie. Fot.: Urania / Paweł Schulz
Jedna z najdłuższych stażem Czytelniczek Uranii - dr Cecylia Iwaniszewska udziela wywiadu. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Wywiady dla mediów. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Koncert Voices of the Cosmos. Fot.: Urania / Jacek Drążkowski.
Wykłady popularnonaukowe
 
Dyskusja panelowa pt. "Współczesne problemy popularyzacji astronomii". Od lewej: Robert Szaj (TVP Nauka), prof. Agnieszka Pollo (NCBJ, UJ), dr hab. Maciej Mikołajewski (Urania)  prof. Edwin Wnuk (UAM w Poznaniu),  dr Jacek Szubiakowski (OPiOA), Bogumił Radajewski (Astronarium). Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Dr Paweł Preś z Uniwersytetu Wrocławskiego w trakcie wygłaszania Wykładu Kopernikańskiego pt. "Słońce - opiekun planet". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Prof. Agnieszka Pollo z Narodowego Centrum Badań Jądrowych oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczyna wykład popularnonaukowy pt. "Atomy i galaktyki". Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Prof. Zdzisław Musielak z Uniwersytetu w Teksasie składa życzenia dla Uranii w trakcie wygłaszania wykładu pt. "Ciemna materia i ciemna energia". Fot.: Urania / Jacek Drążkowski.
Zdjęcie widowni podczas uroczystości stulecia Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
Zdjęcie widowni podczas uroczystości stulecia Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.
 Więcej informacji:
?    Historia Uranii
?    Historia portalu Uranii
?    Cyfrowe Archiwum Uranii
?    Prenumerata Uranii
Opracowanie: Krzysztof Czart
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-bylo-na-stuleciu-uranii

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)2.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)3.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)4.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)5.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)6.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)7.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)8.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)9.jpg

Jak było na stuleciu Uranii (zdjęcia)10.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tajemnicze zmarszczki w Drodze Mlecznej wywołane przechodzącą w pobliżu galaktyką karłowatą
2022-09-26.
Wykorzystując dane z kosmicznego teleskopu Gaia, zespół naukowców wykazał, że duże części zewnętrznego dysku Drogi Mlecznej wibrują. Zmarszczki te wywołane są przez galaktykę karłowatą, która wstrząsnęła naszą własną Galaktyką przechodząc obok niej setki milionów lat temu.
Nasz kosmiczny dom, Droga Mleczna, zawiera od 100 do 400 miliardów gwiazd. Astronomowie uważają, że Galaktyka narodziła się 13,6 miliarda lat temu, wyłaniając się z wirującego obłoku gazu złożonego z wodoru i helu. Przez miliardy lat gaz ten zebrał się w wirujący dysk, w którym uformowały się gwiazdy, takie jak nasze Słońce.

W nowym badaniu opublikowanym w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society, zespół badawczy przedstawia swoje ustalenia dotyczące gwiazd w zewnętrznych regionach dysku galaktycznego.

Możemy zobaczyć, że te gwiazdy chwieją się i poruszają w górę i w dół z różnymi prędkościami. Kiedy galaktyka karłowata Sagittarius minęła Drogę Mleczną, wywołała w naszej Galaktyce ruchy falowe, trochę jak kamień wrzucony do stawu ? wyjaśnia Paul McMillan, badacz astronomii z Obserwatorium w Lund, który kierował badaniami.

Dzięki wykorzystaniu danych z teleskopu kosmicznego Gaia, zespół naukowców był w stanie zbadać znacznie większy obszar dysku Drogi Mlecznej niż było to wcześniej możliwe. Mierząc, jak silne są zmarszczki w różnych częściach dysku, naukowcy zaczęli układać złożoną łamigłówkę, dostarczając wskazówek na temat historii Sagittariusa i jej orbity wokół naszej macierzystej Galaktyki.

Obecnie Sagittarius jest powoli rozrywana, ale 1-2 miliardy lat temu była znacznie większa, prawdopodobnie miała około 20% masy dysku Drogi Mlecznej ? mówi Paul McMillan.

Naukowcy byli zaskoczeni tym, jak dużą część Drogi Mlecznej mogli zbadać za pomocą danych z Gaia. Do tej pory teleskop, który działa od 2013 roku, zmierzył ruch po niebie około dwóch miliardów gwiazd oraz ruch w kierunku lub od nas 33 milionów z nich.

Dzięki temu nowemu odkryciu możemy badać Drogę Mleczną w taki sam sposób, w jaki geolodzy wyciągają wnioski o strukturze Ziemi na podstawie przemieszczających się fal sejsmicznych. Ten rodzaj ?galaktycznej sejsmologii? nauczy nas wiele o naszej macierzystej Galaktyce i jej ewolucji ? podsumowuje Paul McMillan.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Lund University

Urania
Wizja artystyczna przedstawiająca zmarszczki Drogi Mlecznej.
Źródło: NASA JPL-Caltech R. Hurt (SSC Caltech).
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/09/tajemnicze-zmarszczki-w-drodze-mlecznej.html

Tajemnicze zmarszczki w Drodze Mlecznej wywołane przechodzącą w pobliżu galaktyką karłowatą.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Start misji Artemis odwołany. Nadciąga burza tropikalna
2022-09-26.
Zaplanowany na 27 września start misji Artemis 1 nie odbędzie się. Nadciągająca tropikalna burza zagraża bezpieczeństwu rakiety SLS. Statek powróci do hali montażowej.
Najnowsze informacje dostarczone przez National Oceanic and Atmospheric Administration, US Space Force i National Hurricane Center wskazują na wolniejsze przemieszczanie się frontu burzy tropikalnej ,,Ian?. Agencja NASA podjęła decyzję o odwołaniu zaplanowanego na 27 września startu rakiety SLS. Kolejna możliwa data startu misji Artemis 1 to 2 października. Ze wzglądów bezpieczeństwa, rakieta SLS ze statkiem Orion zostanie przetransportowana do hali montażowej, gdzie czekać będzie na poprawę warunków pogodowych.
21 września 2022 roku zostało przeprowadzone testowe tankowaniem rakiety NASA SLS. Inżynierowie sprawdzili, czy wymienione uszczelki i elementy systemu tankowania rakiety działają poprawnie. Pomimo niewielkiego wycieku wodoru, który wykryty został około godziny 16:00 czasu polskiego, próbne tankowanie zostało zakwalifikowane jako sukces. Niewielki wyciek nie zagraża bezpieczeństwu misji. Powrót rakiety do hali montażowej będzie dodatkową okazją na przetestowanie systemów rakiety, sprawdzenie uszczelek i naładowanie akumulatorów statku.
źródło: NASA
Fot. Rakieta SLS na wyrzutni startowej. Fot. NASA/Joel Kowsky
https://nauka.tvp.pl/62974489/start-misji-artemis-odwolany-nadciaga-burza-tropikalna

 

Start misji Artemis odwołany. Nadciąga burza tropikalna.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sonda NASA uderzy w planetoidę
2022-09-26.KM.MNIE.
W nocy z poniedziałku na wtorek polskiego czasu (26/27 września) nastąpi kluczowy moment misji NASA o nazwie DART: uderzenie sondy w planetoidę w celu zmiany jej trajektorii. Agencja chce sprawdzić w praktyce, czy tego typu metody mogą realnie wpływać na orbity tych kosmicznych obiektów.
W Układzie Słonecznym krąży ponad milion znanych planetoid (asteroid). Wśród nich rozróżnia się podgrupę potencjalnie niebezpiecznych planetoid (ang. Potentially Hazardous Asteroids, PHAs), które są na tyle duże, że w przypadku zderzenia z Ziemią mogłyby wyrządzić znaczne szkody.
Jest ich znanych kilka tysięcy. Specjaliści w ramach tzw. obrony planetarnej zastanawiają się od lat, w jaki sposób można byłoby obronić się przed uderzeniem, gdyby taki obiekt znalazł się na kursie kolizyjnym z Ziemią.
Jednym z pomysłów jest próba zmiany orbity planetoidy odpowiednio wcześnie poprzez uderzenie w obiekt. Celem projektu DART (Double Asteroid Redirection Test) jest przetestowanie przy pomocy bezzałogowej sondy kosmicznej, czy ten sposób na zapobieżenie potencjalnej kolizji planetoidy z Ziemią może być skuteczny.
Dokładnie 27 września o godz. 1:14 polskiego czasu sonda DART ma kinetycznie uderzyć w Dimorphosa, księżyc planetoidy Didymos. Masa sondy w momencie uderzenia w planetoidę będzie wynosić nieco ponad pół tony (masa zależy od tego, jak dużo paliwa sonda zużyje).
#wieszwiecejPolub nas
Masa Dimorphosa nie jest znana, ale przy przyjęciu założeń odnośnie gęstości obiektu, szacowana jest na prawie 5 mld kilogramów.
Sonda uderzy w obiekt z prędkością 6,6 km/sek., co powinno zmienić prędkość księżyca o 0,4 mm/sek. Wydaje się to niewiele, ale z upływem lat powinno doprowadzić do zauważalnej zmiany orbity.
Misja Dart
W efekcie impaktu Dimorphos powinien nieco zbliżyć się do Didymosa. Obecnie okres orbitalny wynosi 11 godzin i 55 minut, a po uderzeniu powinien się skrócić.
Teleskopy na Ziemi są w stanie mierzyć zmiany jasności układu dwóch omawianych planetoid i na tej podstawie astronomowie mogą obliczyć orbitę Dimorphosa oraz sprawdzić, czy doszło do zmiany. Datę impaktu celowo wybrano tak, aby planetoida znajdowała się blisko Ziemi, co ułatwi obserwacje teleskopami.
Dodatkowo sondzie DART towarzyszy niewielki satelita LICIACube od Włoskiej Agencji Kosmicznej, który został wypuszczony przez sondę przed uderzeniem w planetoidę, aby monitorować zdarzenie. Później, w 2024 roku Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) wyślę sondę Hera, żeby zbadać utworzony krater i nową orbitę planetoidy.
Hera ma dotrzeć do planetoidy w 2026 r. Sondę DART wystrzelono z Ziemi 24 listopada 2021 r. z bazy Vandenberg w Kalifornii. Posłużono się do tego rakieta nośną Falcon 9.
Planetoida Didymos została odkryta w 1996 r. w ramach przeglądu nieba Spacewatch. Z kolei jej księżyc Dimorphos odkryto w 2003 r. Ta podwójna asteroida okrąża Słońce z okresem dwóch lat i miesiąca. Większe ciało ma 780 metrów średnicy, a jego księżyc mierzy 160 metrów.
Misja DART nie jest pierwszą próbą uderzania w małe ciała Układu Słonecznego. 4 lipca 2005 r. z jądrem komety Tempel 1 zderzył się impaktor wypuszczony przez amerykańską sondę Deep Impact. Wtedy celem nie była jednak próba zmiany trajektorii lotu komety, a chęć lepszego zbadania jej wnętrza.
źródło: pap
Sonda NASA uderzy w planetoidę (fot. SHutterstock/Dima Zel)
https://www.tvp.info/62971644/sonda-nasa-uderzy-w-planetoide-

Sonda NASA uderzy w planetoidę.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dziś w nocy Webb i Hubble podejmą próbę obserwacji zderzenia DART z planetoidą
2022-09-26.
Tej nocy ma nastąpić prawdziwie kosmiczne zderzenie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, sonda DART po raz pierwszy w historii podejmie próbę zmiany parametrów orbitalnych planetoidy.
Celem misji DART (Double Asteroid Redirection Test) jest zmiana parametrów ruchu małego (średnica rzędu 150 metrów.) księżyca Dimorphosa krążącego wokół planetoidy Didymos. Sonda DART o wymiarach 1,2 × 1,3 × 1,3 m i masie 610 kg uderzy w ten księżyc 27 września o godzinie 1:14. Przed kolizją od sondy oddzieli się niewielki próbnik CubeSat LICIACube, który wykona zdjęcia powierzchni księżyca już po zderzeniu.
Zakłada się, że po kolizji prędkość Dimorphosa zmaleje o około 1%, a jego okres obiegu wokół Didymosa skróci się o czas od kilkudziesięciu sekund do nawet 10 minut. Dzięki tej próbie naukowcy chcą doświadczalnie sprawdzić, czy w przyszłości będziemy mogli zmieniać tory planetoid zagrażających naszej planecie. Sam Didymos i jego niewielki satelita nie zagrażają jednak Ziemi.
Gdy sonda DART uderzy Dimorphosa, aż trzy różne naukowe instrumenty postarają się także zarejestrować to w czasie rzeczywistym. To teleskopy kosmiczne Jamesa Webba i Hubble'a oraz inna misja NASA dotycząca badań planetoid ? Lucy.
DART wystartował w kosmos w listopadzie 2021 roku, zmierzając do układu podwójnego Didymos-Dimorphos. W nocy z poniedziałku na wtorek (26/27 września 2022) sonda przetestuje technikę zmiany orbity planetoidy zwaną uderzeniem kinetycznym. Naukowcy liczą na to, że uda im się zobaczyć obrazy z miejsca uderzenia już w około trzy minuty po nim samym ? będzie to możliwe dzięki maleńkiemu cubesatowi LICIA Włoskiej Agencji Kosmicznej. Około 2026 roku Europejska Agencja Kosmiczna wyśle tam również osobną misję o nazwie Hera, aby zbadać to miejsce bardziej szczegółowo.
Teraz jednak liczy się sam widok na ?żywo? zaraz po uderzeniu, najlepiej niezakłócony przez wpływ ziemskiej atmosfery. NASA wykorzysta Kosmiczny Teleskop Hubble'a oraz Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST), by spróbować uchwycić ten niezwykły moment. Co ciekawe, nie wiadomo, jak ?dobre? okażą się te obserwacje. JWST ma w mniej więcej tym samym czasie do wykonania inne zadania obserwacyjne, więc jego obserwacje mogą rozpocząć się np. dopiero kilka minut po uderzeniu. Z kolei Hubble ma swoje własne ograniczenia, w szczególności teleskop ten będzie po niewłaściwej stronie Ziemi w momencie zderzenia, przez co także nie uchwyci dokładnie tego momentu. Nie jest to jednak w tym przypadku najistotniejsze.
Poza dwoma teleskopami kosmicznymi NASA ma również do dyspozycji instrumenty obserwacyjne na pokładzie misji Lucy. Lucy rozpoczęła się w październiku 2021 roku, ma badać planetoidy trojańskie, które krążą wokół Słońca w tej samej odległości co Jowisz i mogą dać nam cenne wskazówki dotyczące najwcześniejszej historii Układu Słonecznego. Na razie jednak Lucy jest wciąż dość blisko Ziemi, ponieważ w przyszłym miesiącu musi przeprowadzić manewry orbitalne celem wyznaczenia właściwej trajektorii do własnych celów. Jednak dzięki temu może być w stanie złapać moment uderzenia DART w jej cel.
Naukowcy misji DART muszą jedynie zmierzyć zmianę orbity Dimorphosa, by móc powiedzieć, że misja zakończyła się sukcesem. Mają jednak nadzieję dowiedzieć się znacznie więcej o innych cechach tego księżyca, w tym zbadać jego rotację i strukturę. Teleskopy JWST i HST będą jeszcze później co jakiś czas  obserwować Dimorphosa aż do końca roku, wspomagając jego ciągłe obserwacje prowadzone z powierzchni Ziemi.
NASA utworzyła specjalny kanał wideo, na którym będzie transmitowany na żywo widok DART w zderzeniu z Dimorphosem.

Czytaj więcej:
?    Cały artykuł
?    Transmisja z wydarzenia na kanale NASA
?    Lucy: pierwsza misja do planetoid trojańskich

Źródło: Space.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Artystyczna ilustracja statku kosmicznego DART zbliżającego się do Dimorphosa (w tle), z Didymosem na pierwszym planie. Źródło obrazu: NASA/Johns Hopkins APL
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dzis-w-nocy-webb-i-hubble-podejma-probe-obserwacji-zderzenia-dart-z-planetoida

Dziś w nocy Webb i Hubble podejmą próbę obserwacji zderzenia DART z planetoidą.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sonda DART uderzyła w planetoidę. Test systemu obrony planetarnej zakończył się pełnym sukcesem
2022-09-27. Radek Kosarzycki
Po blisko dziesięciu miesiącach w przestrzeni kosmicznej wysłana z Ziemi sonda kosmiczna Double Asteroid Redirection Test (DART) rozbiła się o powierzchnię niewielkiej, 160-metrowej planetoidy Dimorphos. Była to pierwsza misja, której celem było przetestowanie techniki zmiany trajektorii lotu innego ciała niebieskiego.
Już samo uderzenie w planetoidę było ogromnym sukcesem. Jakby nie patrzeć, dowiodło ono niezwykłej precyzji, z jaką wysłano sondę w przestrzeń kosmiczną, skoro po przebyciu milionów kilometrów i spędzeniu 10 miesięcy w przestrzeni, sonda znalazła się tam, gdzie powinna z dokładnością wyższą niż 180 metrów.
Cel misji DART: planetoida Dimorphos
Cel misji, planetoida Dimorphos, to niewielka skała kosmiczna krążąca wokół większej - 780-metrowej - planetoidy Didymos. Dimorphos idealnie nadawała się do przeprowadzenia testu, bowiem jest na tyle duża, że nie było szansy na jej zniszczenie wskutek uderzenia, a jednocześnie istniała szansa na zmianę jej orbity wokół Didymosa na tyle, aby można było ją dostrzec za pomocą teleskopów znajdujących się na powierzchni Ziemi. Naukowcy założyli, że prawidłowe uderzenie skróci okres obiegu planetoidy wokół Didymosa o 1 proc., czyli o 10 minut.
Przez ostatnie cztery godziny lotu sonda DART obserwująca cel swojej misji za pomocą swojej kamery DRACO oraz systemu nawigacji SMART Nav, sama naprowadzała się na planetoidę. W tym samym czasie na Ziemię co minutę wysyłane było nowe zdjęcie powiększającej się w polu widzenia kamery DRACO planetoidy.
Do zderzenia doszło zgodnie z planem o godzinie 1:14 polskiego czasu przy prędkości 22 530 km/h.
Przedostatnie zdjęcie wykonane przez sondę wyglądało tak:
Poniżej widzimy ostatnie zdjęcie przed uderzeniem. Sonda nie zdążyła już przesłać go w całości.

Chwilę po uderzeniu, w pobliżu planetoidy przeleciał też niewielki włoski satelita LICIACube, który wykonał zdjęcie miejsca uderzenia w planetoidę. Zważając jednak na to, że satelita ten nie posiada sam wielkiej anteny do komunikacji z Ziemią, na zdjęcia z jego pokładu będziemy musieli poczekać jeszcze kilka tygodni.
Naukowcy przygotowali wideo prezentujące sekwencję ujęć przed uderzeniem:
Para planetoid Dimorphos-Didymos znajduje się aktualnie 11 mln km od Ziemi.
W najbliższych dniach i tygodniach naukowcy obsługujący największe teleskopy na powierzchni Ziemi będą obserwować ten układ, aby sprawdzić, jak skutecznie DART zmienił charakterystykę układu i trajektorię lotu Dimorphosa.
Dopiero wtedy dowiemy się, czy jesteśmy gotowi podjąć walkę, jeżeli kiedyś okaże się, że jakaś planetoida znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią.
Warto tutaj jednak podkreślić, że na opracowanie walki z zagrożeniami tego typu mamy jeszcze trochę czasu. Wśród ponad 30 000 znanych już planetoid, które przecinają orbitę Ziemi nie ma ani jednej, która groziłaby uderzeniem w powierzchnię naszej planety w ciągu najbliższych stu lat. Oczywiście, istnieje ryzyko, że w stronę Ziemi zmierza duża planetoida, której po prostu jeszcze nie widzieliśmy, ale szansa na to jest na tyle mała, że raczej możemy spać spokojnie.
NASA's DART Mission Post-Asteroid-Impact News Briefing
https://www.youtube.com/watch?v=fsZo1cxMqck
Jedno z ostatnich zdjęć planetoidy Dimorphos wykonane kamerą DRACO znajdującą się na powierzchni sondy DART.
DART Impact
https://www.youtube.com/watch?v=N-OvnVdZP_8
NASA's DART Mission to an Asteroid (Official Mission Trailer)
https://www.youtube.com/watch?v=nHBuVbGkmBY
https://spidersweb.pl/2022/09/sonda-dart-uderzyla-w-planetoide.html

Sonda DART uderzyła w planetoidę. Test systemu obrony planetarnej zakończył się pełnym sukcesem.jpg

Sonda DART uderzyła w planetoidę. Test systemu obrony planetarnej zakończył się pełnym sukcesem2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Planetoida 2022 RM4 ? duży obiekt NEO i PHA
2022-09-27. Krzysztof Kanawka
Ciekawy duży obiekt, który jeszcze w tym roku przeleci blisko Ziemi.
Pierwszego listopada 2022 w pobliżu Ziemi przeleci planetoida o oznaczeniu 2022 RM4. Jest to stosunkowo duży obiekt, który dotychczas umykał detekcji. Co o nim wiemy?
Planetoida o oznaczeniu 2022 RM4 została odkryta 12 września 2022 roku w ramach programu Pan-STARRS 2 przez obserwatorium Haleakal? na Hawajach. Obiekt charakteryzuje się silnie wydłużoną orbitą o peryhelium w odległości około 0,988 jednostki astronomicznej, czyli bardzo blisko typowej odległości Ziemi od Słońca ? jest to zatem obiekt typu NEO (Near Earth Object). Aphelium z kolei znajduje się w odległości aż 3,89 jednostki astronomicznej ? daleko w Pasie Planetoid, za orbitą Marsa i dość blisko orbity Jowisza. 2022 RM4 krąży wokół Słońca z czasem około 3,8 lat. Ciekawa jest także dość duża inklinacja orbity 2022 RM4 ? około 38,3 stopnia.
To co wyróżnia 2022 RM4 to rozmiary. Obecnie szacuje się wielkość 2022 RM4 na około 350 ? 700 metrów, przy czym prawdopodobnie jest to średnica około 450 metrów. Jest to stosunkowo duży obiekt, potencjalnie zagrażający Ziemi ? stąd 2022 RM4 została zaklasyfikowana do grupy PHA (Potentially Hazardous Asteroid ? względnie grupa PHO, czyli Potentially Hazardous Object, obejmująca także komety).
1 listopada 2022 około godziny 20:00 CET dojdzie do zbliżenia tej planetoidy do Ziemi. Na szczęści minimalna separacja wyniesie około 2,25 mln kilometra, czyli nieco mniej od 6 razy typowy dystans pomiędzy Ziemią a Księżycem. W tym przypadku nie ma zatem obaw o uderzenie 2022 RM4 w Ziemię. Następnie dopiero w 2118 roku planetoida 2022 RM4 zbliży się do Ziemi. Wówczas ten obiekt może się zbliżyć na odległość około 9 mln km, choć jak na razie dokładność orbity 2022 RM4 nie jest wystarczająco dobrze znana i ta odległość oraz data przelotu prawdopodobnie się jeszcze zmieni.
Uderzenie 450 metrowego obiektu w Ziemię będzie w stanie stworzyć krater o średnicy około 3-4 km i rozległe zniszczenia, obejmujące dużą część kontynentu takiego jak Europa. Jest możliwe także duże tsunami, jeśli planetoida uderzyłaby w wodę.
(HT)
https://kosmonauta.net/2022/09/planetoida-2022-rm4-duzy-obiekt-neo/

Planetoida 2022 RM4 ? duży obiekt NEO i PHA.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Pod wodą wybuchł wulkan. Ta jedna erupcja będzie ogrzewała nam klimat przez kilka najbliższych lat
2022-09-27. Radek Kosarzycki
Kiedy w połowie stycznia br. doszło do potężnej erupcji podwodnego wulkanu w pobliżu wyspy Tonga, nikt chyba nie przypuszczał, że jego skutki będą aż tak poważne.
Kiedy mówimy o zmianach klimatycznych, najczęściej mamy na myśli zmiany spowodowane emitowaniem do atmosfery nadmiaru dwutlenku węgla, który jest gazem cieplarnianym. Bardzo rzadko w dyskursie publicznym na ten temat pojawiają się jakiekolwiek inne gazy cieplarniane, nawet mimo tego, że to nie dwutlenek węgla najskuteczniej ogrzewa atmosferę. Równie skuteczne, a nawet wydajniejsze w ogrzewaniu atmosfery są chociażby metan czy para z pozoru niegroźna para wodna, o których w tym kontekście zazwyczaj się nie mówi.
Tonga ogrzewa planetę
W najnowszym artykule naukowym badacze analizujący skutki erupcji wulkanu Tonga wskazują, że oprócz pyłu i gazów wulkanicznych, w wyniku erupcji do atmosfery trafiło ponad 50 milionów ton pary wodnej. Zważając na to, że słupy gazów wyrzuconych z wulkanu sięgały na wysokość nawet 28 kilometrów, to i stratosfera dostała rykoszetem. W ciągu kilku dni wilgotność tej warstwy atmosfery i to globalnie wzrosła o pięć procent.
Tak duża zmiana może przez najbliższe kilka lat zaburzać cykl ogrzewania i ochładzania stratosfery. To akurat nietypowy skutek potężnej erupcji wulkanu. Zazwyczaj, gdy dochodzi do masywnej erupcji do atmosfery trafia przede wszystkim dwutlenek siarki oraz ogromne ilości pyłu wulkanicznego. Cząstki obu mają tendencję do obniżania temperatury na powierzchni Ziemi, bowiem gdy trafią do stratosfery, pozostają tam na długie miesiące i odbijają sporą część padającego na Ziemię promieniowania słonecznego z powrotem w przestrzeń kosmiczną.
W przypadku Tonga - ze względu na to, że była to erupcja podwodna - jest zupełnie inaczej. Tym razem do stratosfery trafiły ogromne ilości pary wodnej, a ta jest gazem cieplarnianym i może spowodować tymczasowe przyspieszenie procesu ocieplania klimatu. Jak intensywny będzie ten proces i jak bardzo wpłynie na warstwę ozonową w atmosferze Ziemi na razie nie wiadomo.
Hunga Tonga Volcano Update; Volcano is Erupting, A VEI 6 Caldera Forming Eruption
https://www.youtube.com/watch?v=2TbWskpiY6A
https://spidersweb.pl/2022/09/erupcja-wulkanu-tonga-ogrzewanie-klimatu.html

Pod wodą wybuchł wulkan. Ta jedna erupcja będzie ogrzewała nam klimat przez kilka najbliższych lat.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Konferencja stratosferyczna NEAR SPACE
2022-09-27. Redakcja
30 września w Centrum Innowacyjnej Edukacji rozpocznie się 8. edycja konferencji stratosferycznej NEAR SPACE. Tym razem zmieniliśmy nieco format wydarzenia.
Konferencja jest organizowana przez Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy i Fundację Copernicus Project. Wydarzenie jest forum wymiany wiedzy i doświadczeń związanych z eksploracją stratosfery i kosmosu. O wcześniejszych edycjach przeczytasz TUTAJ.
W tym roku zmieniliśmy formułę konferencji i wprowadziliśmy dwa bloki: popularnonaukowy, adresowany do osób zainteresowanych kosmosem oraz stratosferyczny, który adresujemy do osób amatorsko i profesjonalnie zajmujących się działalnością w obszarze stratosfery i kosmosu.
Konferencja rozpocznie się w ostatni piątek września (30.09.) wykładem prof. dr hab. Andrzeja Strobla, który opowie o Drodze Mlecznej. Spotkanie zaplanowaliśmy w Centrum Innowacyjnej Edukacji o godz. 12:00. Wstęp na wykład jest wolny. Będzie transmitowany na naszym kanale You Tube [zobacz plan transmisji].
W piątek zaplanowaliśmy także spotkanie z Wiktorem Niedzickim oraz Aleksandrą i Piotrem Stanisławskimi z serwisu CRAZY NAUKA. W Centrum Innowacyjnej Edukacji o godz. 18:00 posłuchamy prelekcji ?Kosmos w naszym domu?, którą wygłosi Wiktor Niedzicki, a godzinę później zapraszamy na spotkanie poświęcone dezinformacji naukowej dotyczącej badań kosmosu. Poprowadzą je twórcy portalu CN.
W godz. 18:00-22:00 zapraszamy na parking przed głównym budynkiem Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy. W mobilnym planetarium będzie można zobaczyć pokazy ?Kolorowy Wszechświat?, a także prowadzić obserwacje nocnego nieba za pomocą teleskopów i lunet. W pokazie w planetarium może jednorazowo uczestniczyć 20 osób. Planujemy, że w ciągu godziny odbędą się trzy prezentacje.
W sobotę (1 października) zapraszamy na blok popularnonaukowy, który odbędzie się w sali konferencyjnej Centrum Innowacyjnej Edukacji. O godz. 11:00 spotkamy się z Aleksandrą i Piotrem Stanisławskimi, którzy opowiedzą o fake newsach o kosmosie. W samo południe rozpocznie się wykład dra Tomasza Książczyka, który spróbuje odpowiedzieć na pytanie ?czy pantofelek może mieć coś wspólnego z kosmosem??. O godz. 13:30 i 15:30 zapraszamy na pokazy popularnonaukowe ?Kosmiczne sztuczki Wiktora?, które poprowadzi Wiktor Niedzicki. Ze względów organizacyjnych w wykładach i pokazach może wziąć udział ok. 100 osób.
O godz. 13:00 rozpocznie się blok stratosferyczny, który jest adresowany do osób amatorsko i profesjonalnie zajmujących się tematyką bliskiego kosmosu. Będzie realizowany online, a rejestracja jest prowadzona za pośrednictwem strony nearspace.pl [zobacz program bloków]
Udział w wydarzeniach konferencji NEAR SPACE jest bezpłatny.
PROGRAM KONFERENCJI NEAR SPACE
30/09/2022
Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy, ul. Władysława Łokietka 5
godz. 12:00-13:30: wykład ?Droga Mleczna ? nasz kosmiczny dom?godz. 18:00-22:00: pokazy w mobilnym planetariumgodz. 18:00-22:00: obserwacje nieba
Centrum Innowacyjnej Edukacji, ul. Władysława Łokietka 1-3
godz. 18:00-19:00: wykład ?Kosmos w naszym domu?godz. 19:00-20:00: wykład o dezinformacji naukowej dotyczącej badań o kosmosie
1/10/2022
BLOK POPULARNONAUKOWY
Centrum Innowacyjnej Edukacji, ul. Władysława Łokietka 1-3
godz. 11:00-12:00: wykład o fake newsach o kosmosiegodz. 12:00-13:00: wykład ?Czy pantofelek może mieć coś wspólnego z kosmosem??godz. 13:30-14:30: pokaz dla dzieci ?Kosmiczne sztuczki Wiktora?godz. 15:30-17:00: pokaz dla dzieci ?Kosmiczne sztuczki Wiktora?
BLOK STRATOSFERYCZNY
Udział wyłącznie w formule online. Rejestracja prowadzona przez stronę: nearspace.pl
godz. 12:00-13:00: ?Tracker do zastosowań specjalnych ? PIC-o-Tracker?godz. 13:00-14:00: ?Biologiczne misje stratosferyczne na świecie?godz. 14:00-15:00: ?Innowacyjne konstrukcje adaptacyjnych, stratosferycznych aerostatów helowych?godz. 15:00-16:00: ?Dlaczego wieje wiatr??godz. 16:00-17:00: ?Near Space The Quest for a new legal frontier??godz. 17:00-18:00: ?Zero pressure balloons?
Prelegenci konferencji NEAR SPACE
https://kosmonauta.net/2022/09/konferencja-stratosferyczna-near-space/

Konferencja stratosferyczna NEAR SPACE.jpg

Konferencja stratosferyczna NEAR SPACE2.jpg

Konferencja stratosferyczna NEAR SPACE3.jpg

Konferencja stratosferyczna NEAR SPACE4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W drodze na Marsa odwiedzimy Wenus? Naukowiec zaskoczył NASA

2022-09-27. Robert Bernatowicz

Po co lecieć tylko na Marsa, skoro po drodze można odwiedzić Wenus? Grupa amerykańskich naukowców proponuje oprócz lotu na Czerwoną Planetę także okrążenie przez załogowy pojazd siostry Ziemi, czyli planety Wenus. Jest bliżej niż Mars i można wykorzystać jej pole grawitacyjne, co skróci całą wyprawę.

Kiedy cały świat żyje planowanym lotem na Marsa, kilku ekspertów od lotów kosmicznych zwraca uwagę, że bliżej Ziemi jest Wenus. Zarówno NASA, jak i Elon Musk wydają się zapominać o planecie Układu Słonecznego, która nieprzypadkowo nazywana jest siostrą Ziemi. Podczas Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego (IAC) w Paryżu jeden z amerykańskich naukowców przedstawił szokujący w swojej prostocie pomysł. Geolog planetarny dr Noam Izenberg z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa (USA) uważa, że odwiedziny Wenus mogą być dodatkowym punktem misji marsjańskiej.

 Dla NASA istnieje tylko Księżyc i Mars. My proponujemy dodatkowy punkt na tej ścieżce, czyli Wenus. Ma ona jedynie złą opinię przez trudne warunki na powierzchni.
dr Noam Izenberg z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa (USA)

 
Dr Noam Izenberg uważa, że lot na Marsa byłby znacznie tańszy i szybszy, jeśli po drodze odwiedzimy Wenus. Wszystko dzięki temu, że wykorzystamy ogromne pole grawitacyjne planety Wenus.
Z Wenus na Marsa? Taniej i bezpieczniej
Istnieją dwa sposoby lotu załogowego na Marsa. Pierwszy i najprostszy to tzw. misja łączona. Wystarczy wysłać na Czerwoną Planetę statek kosmiczny wtedy, kiedy orbity Marsa i Ziemi są wyrównane. Po dotarciu do Marsa astronauci muszą poczekać, aż obie planety ustawią się w odpowiedniej pozycji i następnie rozpocząć lot powrotny. To może potrwać nawet 1,5 roku.


Drugi wariant lotu na Marsa proponowany przez grupę naukowców skupionych wokół dr Izenberga jest bardzo pomysłowy. Uważają oni, że statek kosmiczny mógłby wykorzystać siłę grawitacyjną Wenus, zbliżyć się do niej, okrążyć, a następnie jak z procy wystrzelić w kierunku Marsa po nowej trajektorii. Taki przelot obok Wenus radykalnie zmniejszy ilość paliwa potrzebnego do podróży i wpłynie na obniżenie kosztów całej misji.

 
NASA zdecydowała się na wariant pierwszy, czyli tzw. misję łączoną, ale w jej przypadku okno startowe otwiera się co 26 miesięcy. Wariant lotu na Marsa z wykorzystaniem "grawitacyjnej asysty Wenus" mógłby odbywać się co 19 miesięcy. Niby niewielka różnica, ale 7 miesięcy dla misji kosmicznych ma ogromne znacznie.


Wbrew pozorom taki wariant lotu na Marsa jest bezpieczniejszy. Gdyby coś poszło nie tak, przystanek z "okrążeniem Wenus" daje możliwość szybkiej zmiany kursu i awaryjnego powrotu na Ziemię.
Wenus to piekło, ale jakże ciekawe!
Przy Marsie planeta Wenus może się wydać dla astronautów prawdziwym piekłem. Średnia temperatura na powierzchni wynosi +480°C, czyli jest wyższa od temperatury topnienia ołowiu. Ciśnienie atmosferyczne jest 95 razy większe niż na Ziemi (podobne ciśnienie występuje w oceanach na głębokości 700 metrów). Do tego dochodzą deszcze z kwasu siarkowego. W tej sytuacji lądowanie załogowe na Wenus jest wykluczone. Jednak okrążenie jej w drodze na Marsa i wykonanie dokładnych zdjęć i filmów jej powierzchni brzmi bardzo ciekawie. Na razie nie ma oficjalnego stanowiska NASA w sprawie pomysłu dr Izenberga, ale on nie traci nadziei. "Okrążenie Wenus w drodze na Marsa to jak zbadanie dwóch planet w cenie jednej" - przekonuje naukowiec.
Amerykański planetolog dr Noam Izenberg proponuje nowy wariant lotu na Marsa - z przystankiem na Wenus. /East News


Dr Noam Izenberg wraz z grupą naukowców proponuje wykorzystanie Wenus niczym "grawitacyjnej wyrzutni" / foto: JHU Earth & Planetary Sciences /domena publiczna


INTERIA
https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-w-drodze-na-marsa-odwiedzimy-wenus-naukowiec-zaskoczyl-nasa,nId,6311521

W drodze na Marsa odwiedzimy Wenus Naukowiec zaskoczył NASA.jpg

W drodze na Marsa odwiedzimy Wenus Naukowiec zaskoczył NASA2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Powrót Amerykanów na Księżyc to nieśmieszny żart. Rakieta SLS znowu nie poleci, a mamy dopiero testy
2022-09-27. Radek Kosarzycki
Oficjalne rozpoczęcie programu Artemis, czyli załogowego powrotu na powierzchnię Księżyca bezustannie ulega opóźnieniu. Kiedy NASA poradziła sobie (powiedzmy) z wyciekiem wodoru i zaplanowano trzecią z kolei próbę startu, nad Florydę nadciągnął huragan Ian i pokrzyżował wszystkie plany.
Rakieta Space Launch System (SLS) budowana już od 11 lat od samego początku budowana jest po to, aby po 50 latach przerwy ponownie dostarczyć człowieka na powierzchnię Księżyca. Przez ostatnią dekadę poszczególne komponenty rakiety powstawały w tysiącach mniejszych firm rozsianych po wszystkich pięćdziesięciu stanach. Nie ma w tym nic dziwnego: skoro projekt jest finansowany z budżetu, to każdy członek Kongresu tak naprawdę chciał załatwić dla swojego stanu, dla swojego okręgu miejsca pracy w sektorze kosmicznym. W ostatnich latach w końcu udało się złożyć w całość pierwszy egzemplarz rakiety i po testach statycznych dostarczyć go do centrum kosmicznego na Florydzie, gdzie na szczycie rakiety umieszczono załogowy statek Orion i całość przygotowano do startu.
Zgodnie z harmonogramem programu Artemis, w ramach pierwszej, jeszcze bezzałogowej misji, rakieta SLS ma wynieść statek najpierw na orbitę, a następnie skierować go w stronę Księżyca. Po dotarciu do celu, statek miał wejść na orbitę wokół Księżyca, okrążyć go, a następnie wrócić na Ziemię. Misja Artemis I miała tym samym być najważniejszym testem nie tylko samej rakiety, ale całej architektury misji. Dopiero po udanym locie bezzałogowym, na pokład statku w ramach misji Artemis II mieli wsiąść ludzie, którzy udaliby się w dokładnie taką samą podróż.
Artemis I: podejście nr 1
Po długich przygotowaniach datę startu zaplanowano na 29 sierpnia br. Na Florydzie momentalnie wyprzedano wszystkie pokoje hotelowe, a służby zaczęły przygotowywać się na wielotysięczne tłumy, które będą chciały być naocznymi świadkami powrotu amerykańskiego sektora kosmicznego do chwały. Każdy chciał zobaczyć pierwszy start rakiety, która ma przywrócić Księżyc ludziom. W dniu startu w Centrum Kosmicznym im. Kennedy?ego pojawiły się setki celebrytów, a nawet wiceprezydent USA Kamala Harris.
Do startu jednak nie doszło. Odliczanie zostało wstrzymane 40 minut przed czasem. Powodem odwołania startu okazał się problem z jednym z czterech silników rakiety, a właściwie znajdujący się w nim czujnik temperatury, który wskazywał, że silnik nie osiągnął odpowiednio niskiej temperatury. NASA doskonale wiedziała jak poważne konsekwencje miałaby porażka podczas tego startu, więc postanowiła przełożyć próbę o kilka dni, aby upewnić się, że usterka zauważona podczas odliczania nie doprowadzi do katastrofy podczas startu.
Artemis I: podejście nr 2
Kilkadziesiąt godzin po odwołaniu pierwszego startu zespół inżynierów NASA poinformował, że jest gotowy do drugiego podejścia. Inżynierowie postanowili zignorować odczyty wadliwego czujnika temperatury, bowiem wszystkie inne odczyty wskazywały, że wszystkie silniki rakiety działa prawidłowo.
Kiedy rozpoczęło się tankowanie rakiety, wszystko wyglądało dobrze. Niestety na pewnym etapie inżynierowie natknęli się na wyciek wodoru, którego w żaden sposób nie byli w stanie wyeliminować. O starcie trzeciego września można było zapomnieć.
W ciągu kolejnych kilku tygodni przeanalizowano dokładnie wszystkie możliwe dane zebrane podczas dwóch nieudanych prób startu i przygotowano specjalną procedurę testową oraz procedury pozwalające na usunięcie potencjalnych wycieków wodoru tak, aby nie trzeba było przerywać odliczania do startu.
Faktycznie, 21 września podczas testu ponownie pojawił się wyciek wodoru. Tym razem jednak udało się go zatrzymać i ostatecznie test zakończył się sukcesem. Rakieta wydawała się gotowa do startu. Termin kolejnej próby wyznaczono na wtorek 27 września.
Artemis I: podejście nr 3
Tym razem do próby startu nawet nie doszło. Już 23 września inżynierowie poinformowali, że przygotowania trwają, aczkolwiek meteorolodzy uważnie obserwują rozwijający się na Morzu Karaibskim układ burzowy, który potencjalnie może rozwinąć się w huragan, który mógłby uniemożliwić start rakiety. W kolejnych dniach sytuacja pogodowa jedynie się pogarszała.
24 września, widząc jak rozwija się tropikalny układ burzowy Ian, inżynierowie odwołali start zaplanowany na 27 września. Co więcej, prognozy stały się na tyle niekorzystne, że rozpoczęto nawet przygotowania do przetransportowania rakiety do hangaru na czas huraganu. Do samego końca NASA miała nadzieję, że jednak rakiety nie trzeba będzie chować, jednak kiedy wszystkie modele pogodowe zaczęły zgadzać się co do tego, że wybrzeże Florydy będzie w najbliższych dniach zmagało się z potężnym wiatrem huraganu Ian, podjęto decyzję o wycofaniu rakiety ze stanowiska startowego do hangaru. Transport rozpoczął się we wtorek o godzinie 5:20 polskiego czasu i potrwa 11 godzin.
Efekt takiego działania może być tylko jeden. Czekają nas kolejne tygodnie opóźnienia startu misji Artemis I. Wszystko wskazuje na to, że ponowna szansa na start pojawi się dopiero w połowie listopada.
Pozostaje mieć nadzieję, że podczas odliczania do startu podczas kolejnej próby nie pojawią się kolejne usterki, które zmuszałyby do powrotu do hangaru. Rakiety jakby nie patrzeć, nie można wozić w tę i z powrotem bez końca. Gdyby faktycznie doszło do kolejnego powrotu do hangaru, rakietę trzeba by było gruntownie sprawdzić od podstaw, a to odłożyłoby start o kolejne miesiące.
Warto pamiętać, że wszystkie te przygody dotyczą jedynie najprostszego bezzałogowego lotu testowego. Aż strach pomyśleć co będzie, kiedy do tego równania podczas misji Artemis II dołożymy załogę znajdującą się na pokładzie Oriona. O misji Artemis III, obejmującej lądowanie na Księżycu lepiej nawet nie myśleć.
Aż trudno uwierzyć, że od słynnego przemówienia Johna F. Kennedy?ego do lądowania misji Apollo 11 na Księżycu minęło zaledwie 7 lat. Pięćdziesiąt lat później i lata świetlne rozwoju technologii dalej powtórzenie tego wyczynu najprawdopodobniej zajmie nam co najmniej dwa razy więcej. I jak tu nie rozumieć ludzi, którzy podejrzewają, że żadnego lądowania załogowego na Księżycu nigdy nie było?
https://spidersweb.pl/2022/09/sls-trzecia-proba-nieudana.html

Powrót Amerykanów na Księżyc to nieśmieszny żart. Rakieta SLS znowu nie poleci, a mamy dopiero testy.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie róbcie tego, u mnie skrzywiło ekran. Tak Google świętuje uderzenie sondy Dart w planetoidę
2022-09-27. Radek Kosarzycki
Podczas gdy dzisiaj w nocy wszyscy spaliśmy, 11 milionów kilometrów od Ziemi, w pustce przestrzeni kosmicznej sonda DART niczym kamikadze, celowo zderzyła się z planetoidą. Google postanowił uczcić sukces misji.
Jeżeli sami chcecie zobaczyć, w jaki sposób można uczcić misję, wejdźcie na stronę Google.com i w pasku wyszukiwania wpiszcie hasło "DART mission". Sami zobaczycie co się stanie. U mnie, uderzenie wirtualnej sondy w przeglądarkę skończyło się tak.
Ekran pozostał trochę przechylony, ale da się pracować, więc warto było.
Co z tą sondą DART?
O samej sondzie od godziny 1:14 w nocy możemy mówić już tylko w czasie przeszłym. Urządzenie o rozmiarach pralki i masie nieco ponad 500 kilogramów uderzyło w powierzchnię planetoidy z prędkością ponad 22 000 km/h. Można zatem śmiało założyć, że po urządzeniu, które przez ostatnie dziesięć miesięcy pokonało kilkanaście milionów kilometrów nie zostało zbyt wiele.
Tak jednak miało być. Jedynym celem sondy było uderzenie w 180-metrową planetoidę na tyle silnie, aby zmienić nieco trajektorię jej lotu. Ów test miał sprawdzić, czy w przypadku odkrycia planetoidy znajdującej się na kursie kolizyjnym z Ziemią, mamy technologię, która przynajmniej dałaby nam szansę na zepchnięcie planetoidy z kursu kolizyjnego na tyle, aby minęła ona naszą planetę w bezpiecznej odległości. Czy tak faktycznie jest, dowiemy się w ciągu najbliższych kilku tygodni.
Według planów i obliczeń uderzenie w powierzchnię planetoidy miało sprawić, że okres obiegu planetoidy Dimorphos wokół większej planetoidy Didymos skróci się o 10 minut. W najbliższych tygodniach naukowcy będą uważnie obserwować krążące wokół siebie kosmiczne skały, aby sprawdzić, czy faktycznie tak się stało.
Zanim sonda uderzyła w planetoidę, przez ostatnie kilka minut wykonywała zdjęcia zbliżającego się obiektu i przesyłała je na Ziemię. Chyba najbardziej przejmujące są ostatnie dwa zdjęcia. Pierwsze przedstawia znajdującą się już blisko powierzchnię planetoidy i miejsce uderzenia. Drugie zdjęcie natomiast zostało wykonane zaledwie na sekundę przed uderzeniem i sonda nie zdążyła go całego przesłać na Ziemię. Stąd i do naukowców dotarł zapis jedynie fragmentu zdjęcia. Zdjęcie urywa się w momencie zderzenia, gdy nadajnik wysyłający je na Ziemię... przestał istnieć.
Przedostatnie zdjęcie z sondy DART

Ostatnie zdjęcie z sondy DART
https://spidersweb.pl/2022/09/sonda-dart-google.html

Nie róbcie tego, u mnie skrzywiło ekran. Tak Google świętuje uderzenie sondy Dart w planetoidę.jpg

Nie róbcie tego, u mnie skrzywiło ekran. Tak Google świętuje uderzenie sondy Dart w planetoidę2.jpg

Nie róbcie tego, u mnie skrzywiło ekran. Tak Google świętuje uderzenie sondy Dart w planetoidę3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zapraszamy na World Space Week Wrocław 2022
2022-09-27. Szymon Ryszkowski
Już w ten weekend szósta edycja World Space Week Wrocław, która będzie poświęcona zagadnieniom związanym z dorobkiem kobiet w naukach ścisłych i inżynierii. Wydarzenie odbędzie się w dniach 1-2 października w formie stacjonarnej we Wrocławiu.
W ciągu dwóch dni konferencji zaplanowano szereg prelekcji, paneli dyskusyjnych, sesji aktywizujących dla uczestników, a także spotkań w kuluarach.
Eksploracja kosmosu, wielkie wyzwania, przed jakimi stoi ludzkość, wymagają pracy i współpracy nas wszystkich. W żadnej dziedzinie nauki tak bardzo nie widać, co dało współdziałanie i korzystanie z najlepszych cech kobiet i mężczyzn, jak w kosmonautyce i szeroko pojętej eksploracji kosmosu.
W trakcie tegorocznego World Space Week organizatorzy pragną uhonorować niegdysiejsze ciche bohaterki, a teraz równoprawne uczestniczki polskiego życia naukowego. Kobiety nieobawiające się wyzwań i potrafiące przekraczać granice. Chcą też pokazać mężczyzn, którzy rozumieją, że tylko razem mamy moc zmieniania świata.
Poza konferencją dostępne będą także dwie dodatkowe strefy.
Strefa warsztatowo-pokazowa
Piknik edukacyjny oraz warsztaty technologiczno-kreatywne dla dzieci i młodzieży. W strefie spotkać będzie można koła naukowe, grupy edukatorów oraz firmy edukacyjne, a także Klub Astronomiczny Almukantarat. Na warsztaty dla dzieci obowiązują zapisy. Ponadto w strefie zaplanowano spotkania z autorami książek popularnonaukowych, m.in. Eweliną Zambrzycką-Kościelnicką, Andrzejem Draganem i Przemysławem Rudziem.
Strefa ?networkingowa?
Przestrzeń integracyjna, prezentacyjna i warsztatowa dla doświadczonych naukowców, inżynierów, specjalistów oraz młodych naukowców, studentów, czy uczniów. W programie poza prezentacjami firm i zespołów naukowo-technologicznych przewidziano warsztaty dla studentów m.in. z zakładania StartUpów, a także panele dyskusyjne. Na same warsztaty należy się zapisać.
World Space Week Wrocław to ogólnopolskie wydarzenie popularyzacyjno-edukacyjne kierowane do szerokiego grona odbiorców, odbywające się we Wrocławiu od roku 2017. Trzy pierwsze edycje miały formułę stacjonarną, z udziałem max. 3 500 uczestników, dwie pozostałe hybrydową ? zamkniętą, w których udział wzięło przeszło 10 000 uczestników.
Jak od wielu lat World Space Week Wrocław otrzymał potronat medialny naszego portalu, serdecznie zapraszamy do udziału. Więcej informacji oraz bezpłatny bilet można znaleźć na stronie konferencji.
Harmonogram wydarzenia
Źródła:
?    World Space Week Wrocław 2022, PWr
27 września 2022
https://astronet.pl/wydarzenia/zapraszamy-na-world-space-week-wroclaw-2022/

Zapraszamy na World Space Week Wrocław 2022.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Tuż przed zderzeniem ? ostatnie chwile satelity DART
2022-09-27. Krystyna Syty
Dziś w nocy o 01:14 sonda DART zderzyła się z planetoidą Dimorphos, zmieniając w ten sposób jej ruch wokół większej planetoidy Didymos. Tym samym rozpoczął się gorący okres dla wszystkich astronomów zajmujących się Układem Słonecznym i małymi ciałami niebieskimi. Na efekty ich pracy i dalsze kroki w obronie planetarnej trzeba będzie jeszcze poczekać. Tymczasem możemy podziwiać zdjęcia wykonane tuż przed zderzeniem, zrobione przez kamerę pokładową DRACO.
Na filmie zestawiono zdjęcia z ostatnich 5 i pół minuty przed uderzeniem. Początek filmu jest dziesięciokrotnie przyspieszony względem rzeczywistego tempa zbliżania się statku do planetoidy. Ostatnich 6 obrazów pojawia się w takim tempie, w jakim przesłała je kamera Draco na Ziemię. Na filmie widać jak stopniowo satelita Dimorphos wypełnia coraz bardziej pole widzenia kamery. Średnica tej planetoidy to 160 metrów. Widziany na samym końcu fragment jej powierzchni ma jedynie 16 metrów na wskroś.
Po prawej stronie u dołu widzimy planetoidę Didymos, wraz z jej księżycem Dimorphos, znajdującym się w środku kadru. Zdjęcie zostało wykonane na dwie i pół minuty przed zderzeniem, z odległości 920 km. To ostatnie zdjęcie kamery Draco, na którym widać obie planetoidy na raz.
Zdjęcie planetoidy Dimorphos na 11 sekund przed uderzeniem. Sonda DART była wtedy oddalona od niego o około 68 kilometrów. To ostatnie zdjęcie, na którym widać ją całą.
To ostatnie pełne zdjęcie przesłane z pokładu DARTa. Odległość od planetoidy wynosiła wtedy 12 kilometrów. Czas do uderzenia ? 2 sekundy. Widoczny obszar ma około 31 metrów szerokości.
o ostatnie spojrzenie kamery Draco na Dimorphosa. Od jej powierzchni dzieliło sondę jedynie 6 kilometrów, czyli 1 sekunda lotu. Dłuższy brzeg widocznego paska powierzchni ma około 16 metrów.
Zderzenie DARTa z asteroidą obserwowano także z Ziemi. SAAO, czyli zespół teleskopów w Południowej Afryce, obserwował układ Didymos. Uzyskane zdjęcia złożono w film poniżej. Widać na nim chmurę pyłu (jasna smuga), która wzbiła się po zderzeniu z planetoidą.
Źródło filmu: SAAO
Zderzenie było także obserwowane przez zespół DART-OPTiK w Kenii i wiele innych teleskopów (w tym JWST, Hubble i misję Lucy).
Misja DART jest kierowana przez Johns Hopkins Applied Physics Lab na zlecenie NASA Planetary Defense Coordination Office (Biuro Koordynacji Obrony Planetarnej NASA) jako projekt Planetary Missions Program Office (Biura Programu Misji Planetarnych). DART jest pierwszą na świecie misją testującą obronę planetarną poprzez celowe uderzenie w planetoidę Dimorphos by nieco zmienić tor jej ruchu. Choć planetoidy Didymos i Dimorphos nie zagrażają Ziemi, cełem misji jest pokazanie, że statek kosmiczny może samodzielnie nawigować w celu zderzenia ze stosunkowo małą planetoidą i wykazanie, że przekierowanie planetoidy poprzez uderzenie jest wykonalne na wypadek gdyby kiedykolwiek odkryto planetoidę, która byłaby na .kursie kolizyjnym z Ziemią.
Źródła:
?    Tricia Talbert: DART?s Final Images Prior to Impact. NASA
27 września 2022
 Po prawej stronie u dołu widzimy planetoidę Didymos, wraz z jej księżycem Dimorphos, znajdującym się w środku kadru. Zdjęcie zostało wykonane na dwie i pół minuty przed zderzeniem, z odległości 920 km. To ostatnie zdjęcie kamery Draco, na którym widać obie planetoidy na raz. Źródło: NASA/Johns Hopkins APL
Zdjęcie planetoidy Dimorphos na 11 sekund przed uderzeniem. Sonda DART była wtedy oddalona od niego o około 68 kilometrów. To ostatnie zdjęcie, na którym widać ją całą. Źródło: NASA/Johns Hopkins APL
To ostatnie pełne zdjęcie przesłane z pokładu DARTa. Odległość od planetoidy wynosiła wtedy 12 kilometrów. Czas do uderzenia ? 2 sekundy. Widoczny obszar ma około 31 metrów szerokości. Źródło: NASA/Johns Hopkins APL

To ostatnie spojrzenie kamery Draco na Dimorphosa. Od jej powierzchni dzieliło sondę jedynie 6 kilometrów, czyli 1 sekunda lotu. Dłuższy brzeg widocznego paska powierzchni ma około 16 metrów. Źródło: NASA/Johns Hopkins APL

Źródło filmu: SAAO
Zderzenie było także obserwowane przez zespół DART-OPTiK w Kenii i wiele innych teleskopów (w tym JWST, Hubble i misję Lucy).
https://astronet.pl/loty-kosmiczne/w-kosmicznym-obiektywie-tuz-przed-zderzeniem-ostatnie-chwile-satelity-dart/

W kosmicznym obiektywie Tuż przed zderzeniem ? ostatnie chwile satelity DART.jpg

W kosmicznym obiektywie Tuż przed zderzeniem ? ostatnie chwile satelity DART2.jpg

W kosmicznym obiektywie Tuż przed zderzeniem ? ostatnie chwile satelity DART3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mity wśród Gwiazd: Gwiazdozbiór Pawia
2022-09-27. Matylda Kołomyjec
Paw to jedna z konstelacji nieba południowego, wprowadzona pod koniec XVI wieku przez holenderskiego astronoma Petrusa Planciusa na podstawie obserwacji żeglarzy ? Fredericka de Houtmana i Pietera Dirkszoona Keysera, również pochodzących z Holandii. Gwiazdozbiór pierwszy raz pojawił się w atlasie w 1603 roku; była to ?Uranometria? Johanna Bayera. Zawiera pięć gwiazd z potwierdzonymi planetami i żadnych obiektów katalogu Messiera. Jest z nim związany jeden rój meteorów ? marcowo-kwietniowe delta Pavonidy. Gwiazdozbiór jest niewidoczny z terenów Polski.
Paw prawdopodobnie miał reprezentować pawia złotego, którego de Houtman i Keyser mogli napotkać w jednej ze swoich podróży. Istnieje jednak grecki mit, w którym paw gra pewną rolę ? historia opowiada o tym, jak otrzymał oczy, które ma na ogonie. Według niej król bogów Zeus zdradzał swoją żonę, Herę, z nimfą o imieniu Io. Kiedy Hera zaczęła coś podejrzewać, Zeus spróbował ją oszukać i zmienił Io w jałówkę. Jednak bogini nie dała się zwieść tak łatwo i domagała się, by mąż podarował jej tę jałówkę, a gdy osiągnęła swój cel, postawiła na jej straży stuokiego olbrzyma Argosa. By spotkać się z Io, Zeus musiał ominąć strażnika. Wysłał więc do niego Hermesa, swojego syna, który uśpił Argosa i zabił go. Herę śmierć olbrzyma zasmuciła tak bardzo, że postanowiła go upamiętnić i jego sto oczu umieściła na ogonie pawia, swojego świętego ptaka.
Najjaśniejszą gwiazdą gwiazdozbioru Pawia jest Peacock (ang. paw), ? Pav, jedna z dwóch mających oficjalne nazwy gwiazd tej konstelacji. Oddalona o 179 lat świetlnych od Ziemi ? Pav to białoniebieski podolbrzym, a przy tym gwiazda spektroskopowo podwójna o okresie orbitalnym niecałych 12 dni. Jest 6 razy cięższa i 2200 razy jaśniejsza od naszego Słońca, a promień ma od słonecznego większy 5-6 razy. Inną ciekawą gwiazdą konstelacji jest HD 181433, na diagramie HR pomiędzy czerwonym olbrzymem a podolbrzymem. Jest oddalona od nas o 87 lat świetlnych. Ma jasność 8,38 magnitudo, przez co nie można jej zobaczyć gołym okiem. W 2008 roku odkryte zostały trzy okrążające ją planety.
Oprócz gwiazd w obrębie gwiazdozbioru Pawia można znaleźć obiekty głębokiego nieba, takie jak oddziałująca na siebie para galaktyk NGC 6872 i IC 4970, o magnitudo odpowiednio 12,7 i 14,7. Pierwsza z nich, w języku angielskim również nazywana Galaktyką Kondora (Condor Galaxy), to jedna z największych znanych galaktyk spiralnych z poprzeczką. Rozciąga się na niemal 380 tysięcy lat świetlnych. Zniekształcona przez oddziaływanie grawitacyjne IC 4970, ma kształt symbolu całki. Jedno z jej ramion jest pełne młodych, niebieskich gwiazd ? tamtejsza aktywność gwiazdotwórcza jest uważana za efekt niedawnego przejścia IC 4970 przez to ramię. Sama IC 4970, znacznie mniejsza z pary, to galaktyka eliptyczna. Obie są oddalone od Ziemi o około 220 milionów lat świetlnych.
Źródła:
?    Constellation Guide
27 września 2022
Powyższy fragment mapy nieba przedstawia gwiazdozbiór Pawia w otoczeniu sąsiadujących konstelacji. Źródło: Wikimedia Commons
Powyższa ilustracja pochodzi z dzieła Jana Heweliusza pod tytułem ?Uranographia? i przedstawia wyobrażenie Pawia na tle gwiazd tworzących jego konstelację. Źródło: Wikimedia Commons

Para oddziałujących ze sobą galaktyk NGC 6872 i IC 4970. Na zdjęciu bardzo zwraca uwagę różnica wielkości obu obiektów. Źródło:ESO.

https://astronet.pl/autorskie/mity-wsrod-gwiazd/mity-wsrod-gwiazd-gwiazdozbior-pawia/

 

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Pawia.jpg

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Pawia2.jpg

Mity wśród Gwiazd Gwiazdozbiór Pawia3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii
2022-09-27.
23 września 2022 roku w Toruniu odbyła się uroczysta gala z okazji 100 lat Uranii. W jej trakcie m.in. wyróżniono kilka osób współpracujących z czasopismem i wręczono im statuetki Uranii.
Podczas uroczystej gali statuetkami Uranii wyróżniono osoby zasłużone dla "Uranii - Postępów Astronomii". Prezesi Polskiego Towarzystwa Astronomicznego (PTA) i Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii (PTMA), czyli wydawców Uranii, wręczyli statuetkę obecnemu Redaktorowi Naczelnemu Uranii, którym jest dr hab. Maciej Mikołajewski.
Natomiast Redaktor Naczelny wręczył statuetki pozostałym wyróżnionym osobom. Otrzymali je dr Krzysztof Ziołkowski (przez kilkanaście lat sekretarz redakcji ?Uranii? i jej redaktor naczelny w latach 1983-1997), Jacek Drążkowski (od ćwierć wieku redaktor ?Uranii? odpowiedzialny za skład graficzny czasopisma), dr Krzysztof Czart (redaktor czasopisma i redaktor naczelny portalu Uranii) oraz Bogumił Radajewski (współtwórca serii ?Astronarium?, razem z częścią redakcji Uranii).
Laureatami statuetek zostali także prof. Bożena Czerny (?Urania? w obecnej formule przejęła formę ?Postępów Astronomii?, którą w 1991 roku stworzyła prof. Czerny), prof. Andrzej Kajetan Wróblewski (redaktor naczelny ?Uranii? w latach 1959-64), dr Tomasz Kwast (przez wiele lat sekretarz redakcji ?Postępów Astronomii"), jednak nie mogli przybyć na galę Uranii i otrzymają je w terminie późniejszym.
Pośmiertnie statuetki otrzymały dwie osoby: Stefan Kaliński (jeden z pomysłodawców i redaktorów Uranii z czasów pisma wydawanego przez uczniów) i prof. Andrzej Woszczyk (redaktor naczelny ?Postępów Astronomii? od 1995 roku i ?Uranii ? Postępów Astronomii? do 2011 roku). Odebrali je Joanna Woszczyk ? córka prof. Woszczyka oraz Michał Mgeładze-Arciuch ? wnuk Kalińskiego.
Pełna lista laureatów statuetek na stulecie Uranii:
?    dr hab. Maciej Mikołajewski
?    dr Krzysztof Czart
?    prof. Bożena Czerny
?    Jacek Drążkowski
?    Stefan Kaliński (pośmiertnie)
?    Bogumił Radajewski
?    dr Tomasz Kwast
?    prof. Andrzej Woszczyk (pośmiertnie)
?    prof. Andrzej Kajetan Wróblewski
?    dr Krzysztof Ziołkowski
 
Zdjęcia z wręczania statuetek:
Maciej Mikołajewski, redaktor naczelny "Uranii - Postępów Astronomii", rozpoczyna wręczanie statuetek Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Krzysztof Ziołkowski (po prawej) otrzymuje statuetkę Uranii. Po lewej Maciej Mikołajewski, redaktor naczelny Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Bogumił Radajewski nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Jacek Drążkowski nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Krzysztof Czart nagrodzony statuetką Uranii. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Joanna Woszczyk odbiera z rąk aktualnego redaktora naczelnego Uranii statuetkę przyznaną pośmiertnie jej ojcu, prof. Andrzejowi Woszczykowi, który był wieloletnim poprzednikiem obecnego redaktora naczelnego na tym stanowisku. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Michał Mgeładze-Arciuch (po prawej) odbiera statuetkę Uranii przyznaną pośmiertnie jego dziadkowi, Stefanowi Kalińskiemu, który był jednym z pomysłodawców i redaktorów "Uranii" na samym początku, gdy była pismem wydawanym przez gimnazjalistów. Fot.: Urania / Paweł Schulz.

Dr hab. Maciej Mikołajewski (po lewej) odbiera statuetkę Uranii od wydawców czasopisma prezesa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii (Mieczysław Janusz Jagła, w środku) i prezesa Polskiego Towarzystwa Astronomicznego (prof. Marek J. Sarna, po prawej). Fot.: Urania / Paweł Schulz.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/laureaci-statuetek-na-100-lecie-uranii

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii.jpg

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii2.jpg

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii3.jpg

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii4.jpg

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii5.jpg

Laureaci statuetek na 100-lecie Uranii6.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowe Dzienniki Gwiazdowe ? kolejne opowiadania już na Portalu
2022-09-27.
Rok 2021 został ogłoszony Rokiem Lema. Z tej okazji w numerze 3/2021 czasopisma Urania - Postępy Astronomii ogłoszony został konkurs literacki na teksty w języku polskim pisane prozą, inspirowane polskimi badaniami naukowymi.
Cieszymy się, że wciąż dostajemy od naszych Czytelników ciekawe opowiadania konkursowe. Prosimy jednak o jeszcze więcej! Prace należy wysyłać na adres [email protected], pamiętając o wymaganiach naszego konkursu ?Nowe Dzienniki Gwiazdowe?, w tym o limicie znaków.
Na ?Portalu Uranii? niedawno opublikowaliśmy następujące opowiadania:
1.    Mikołaj Pedowicz: Głębiny (ukazało się drukiem także w najnowszym numerze czasopisma Urania - Postępy Astronomii)
2.    Marcin Hołowcz: Czerwone nowe (także w Urani nr 2/2022)
3.    Małgorzata Sanchez: Jedna z tysiąca pierwszych (także w Uranii nr 3-4/2022)
4.    Dariusz Maciuga: Poza Percepcją
5.    Maciej Rybiński: Kosmiczny rynek pracy
6.    Magdalena Zając: Salvos
 
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Odbicie Wszechświata w lustrze wody ? grafika ilustrująca opowiadanie ?Głębiny". Źródło: PxHere
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowe-dzienniki-gwiazdowe-kolejne-opowiadania-juz-na-portalu

Nowe Dzienniki Gwiazdowe ? kolejne opowiadania już na Portalu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cyklony krążące wokół biegunów Jowisza wciąż zaskakują
2022-09-27.
Zespół naukowców z USA wraz z kolegami z Włoch i Francji zastosował modelowanie komputerowe, aby wyjaśnić zjawisko trwałości cyklonów krążących wokół biegunów Jowisza. W nowej pracy opublikowanej w czasopiśmie Nature Astronomy grupa opisuje, jak dokonano analizy obrazów przechwyconych przez sondę kosmiczną Juno i jak wykorzystano te wyniki do stworzenia modeli płytkiej wody, które mogą przynajmniej częściowo tłumaczyć, jak cyklony utrzymują się tam tak długo.
W 2016 roku zbudowana przez NASA sonda kosmiczna Juno weszła na orbitę Jowisza. W przeciwieństwie do innych tego typu sond okrążała odtąd olbrzymią planetę od bieguna do bieguna, a nie wokół jej równika. Gdy tylko zaczęła wysyłać jej zdjęcia z tej nowej perspektywy, przyglądający się im naukowcy znaleźli na nich niespodziankę. Ponad każdym z biegunów Jowisza znajdował się pojedynczy cyklon, przy czym oba były dodatkowo otoczone przez kolejne cyklony. Z biegiem lat przybyło więcej zdjęć biegunów planety, ale badający ją naukowcy nadal są zaskoczeni stabilnością jowiszowych cyklonów ? te pierwotne są tam do dziś i nawet nie zmieniły kształtu! Takie zachowanie jest oczywiście niespotykane na Ziemi, gdzie cyklony przyjmują swój kształt, przemieszczają się przez jakiś czas, a następnie rozpraszają się. Zaskoczeni naukowcy zaczęli zatem szukać sensownego wyjaśnienia tego, co zaobserwowano.
Zdjęcia bieguna północnego planety pokazują, że jest tam osiem cyklonów otaczających centralny cyklon znajdujący się bezpośrednio nad biegunem. Wszystkie znajdują się blisko siebie i wszystkie są prawie równomiernie oddalone od centralnego cyklonu ? układają się w charakterystyczny, ośmiokątny wzór. W tej chwili nie jest wciąż jasne, czy te cyklony faktycznie obracają się wokół wyróżnionego centrum. Podobny układ atmosferyczny występuje także nad biegunem południowym, ale tam jest tylko pięć cyklonów formujących kształt pięciokąta.
W trakcie omawianych prac badawczych zespół próbował zastosować nowe podejście mające na celu wyjaśnienie, w jaki sposób cyklony nad biegunami Jowisza utrzymują się tak długo w jednym miejscu. Jak to robią, nie zmieniając swojego położenia ani kształtu?
Praca uczonych polegała na analizie zdjęć i innych danych z sondy Juno, ze szczególnym uwzględnieniem prędkości i kierunku przepływów wiatru. Następnie wykorzystano to, czego zdołano się dowiedzieć do stworzenia modeli płytkiej wody. Doprowadziły one do sugestii, że istnieje pewien ?pierścień antycyklonalny? złożony z wiatrów, które poruszają się w przeciwnym kierunku niż cyklony, utrzymując je dzięki temu w miejscu. I choć może to być prawdą, zespół nie był w stanie znaleźć śladów konwekcji, które pomogłyby wyjaśnić, w jaki sposób ciepło jest wykorzystywane do napędzania cyklonów. Zapewne więc trzeba będzie wykonać wiele dalszych badań, by w pełni wyjaśnić zachowanie się cyklonów na Jowiszu.

Czytaj więcej:
?    Cały artykuł
?    Oryginalna publikacja: Andrew P. Ingersoll et al, Vorticity and divergence at scales down to 200 km within and around the polar cyclones of Jupiter, Nature Astronomy (2022).
?    6 lat badań Jowisza przez sondę Juno! - Urania
 
Źródło: Phys.org
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
Na ilustracji: Obraz północnej półkuli Jowisza w podczerwieni widziany przez instrument JIRAM. Źródło: Nature Astronomy (2022).
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/cyklony-krazace-wokol-biegunow-jowisza-wciaz-zaskakuja

Cyklony krążące wokół biegunów Jowisza wciąż zaskakują.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Modele pomagają nam w poszukiwaniu ukrytych pozostałości gwiazdowych
2022-09-27.
Wykryliśmy tylko niewielką część czarnych dziur, gwiazd neutronowych i białych karłów, które są składnikami układów podwójnych. Nowy artykuł opisuje sposób na odkrycie najbardziej nieuchwytnych z tych obiektów.
Wyszukiwanie zwartych obiektów
Kiedy gwiazdy wygasają, pozostawione po nich pozostałości ? czarne dziury, gwiazdy neutronowe i białe karły ? są trudne do wykrycia. Czarne dziury nie emitują światła, a maleńkie gwiazdy neutronowe i białe karły świecą słabo w porównaniu z gwiazdami w pełni życia. Te trudne do wykrycia zwarte obiekty czasami ujawniają się poprzez akrecję gazu od towarzysza; gdy gaz zmierza spiralnie w kierunku obiektu, tworzy przegrzany dysk, który świeci w promieniach rentgenowskich.

Ale jak znaleźć zwarte obiekty, które nie ujawniają się poprzez akrecję? W nowej publikacji Nicholas Sorabella (Lowell Center for Space Science and Technology i University of Massachusetts Lowell) i współpracownicy pokazują, jak modele mogą pomóc nam zidentyfikować ciche zwarte obiekty w układach podwójnych.

Poszukiwanie towarzyszy
Zamiast próbować bezpośrednio wykryć słabych lub niewidocznych towarzyszy, Sorabella i współpracownicy badali, jak obecność niewidocznego obiektu wpływa na drugi składnik układu podwójnego: gwiazdę. Jasność gwiazdy zamkniętej w układzie podwójnym ze zwartym obiektem będzie się zmieniać w trakcie orbity z trzech powodów:

?    samosoczewkowanie: kiedy zwarty obiekt przechodzi przed gwiazdą, jego grawitacja ugina światło gwiazdy, tymczasowo zwiększając jej jasność;
?    wzmocnienie Dopplera: w miarę jak gwiazda towarzysząca podróżuje po swojej orbicie, jej światło wydaje się jaśniejsze dla obserwatora na Ziemi, gdy gwiazda porusza się w kierunku Ziemi i bledsze, gdy gwiazda oddala się od Ziemi;
?    zmiany elipsoidalne: zwarty obiekt wywiera ekstremalne siły pływowe na swojego gwiezdnego towarzysza, rozciągając gwiazdę w kształt łezki. Jasność asymetrycznej gwiazdy zmienia się, gdy jest ona widziana pod różnymi kątami podczas swojej orbity.

W tej pracy Sorabella i współpracownicy opracowali model, który przewiduje jak samosoczewkowanie, wzmocnienie Dopplera i zmiany elipsoidalne wpływają na jasność gwiazdy o wydłużonej, podwójnej orbicie. Model autorów uwzględnia również efekty pociemnienia brzegowego ? spadek jasności w kierunku zewnętrznej krawędzi gwiazdy ze względu na chłodniejsze warstwy. Modelując, jak te efekty zmieniają się w miarę, jak zwarty obiekt i jego gwiezdny towarzysz wirują wokół siebie, zespół jest w stanie określić masy obu składników układu podwójnego, jak i inne kluczowe aspekty układu podwójnego ? wszystko to bez bezpośredniego wykrywania obiektu zwartego.

Przetestuj to
Jako test, autorzy wymodelowali krzywą blasku Cygnusa X-1, emitującego promieniowanie X układu podwójnego, o którym wiadomo, że zawiera czarną dziurę i błękitnego nadolbrzyma. Nowo wyznaczone masy członków układu podwójnego oraz inne aspekty układu były zgodne z wcześniejszymi pomiarami, co świadczy o możliwościach modelu.

Nadchodzące przeglądy prawdopodobnie zaobserwują tysiące układów zawierających zwarte obiekty, a naukowcy szacują, że około 200 z nich będzie miało dostrzegalne sygnały samosoczewkowania. Wykryto tylko garstkę nieakreujących gwiazd neutronowych i czarnych dziur w układach podwójnych, więc modele takie jak ten zespołu naukowców pozwolą nam zbadać prawie niezbadaną populację pozostałości gwiazdowych.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Wizja artystyczna układu podwójnego zawierającego masywną gwiazdę ciągu głównego i czarną dziurę. Rozmiar czarnej dziury został wyolbrzymiony w celach ilustracyjnych. Źródło: ESO/L. Calçada; CC BY 4.0.
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/09/modele-pomagaja-nam-w-poszukiwaniu.html

Modele pomagają nam w poszukiwaniu ukrytych pozostałości gwiazdowych.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Konferencja TVP Nauka. Oglądaj transmisję na żywo!
2022-09-27.
Transmisja z konferencji TVP Nauka rozpocznie się 28 września 2022 roku o godz. 12:00. Wydarzenie będzie można śledzić na żywo na stronie głównej Telewizji Polskiej.
TVP Nauka to najnowszy kanał tematyczny Telewizji Polskiej. Od 3 października będzie można go oglądać w naziemnej telewizji cyfrowej, kablowej oraz technologii satelitarnej. Zapraszamy do obejrzenia konferencji prasowej, podczas której twórcy TVP Nauka będą opowiadać o ofercie kanału i planach jego rozwoju.
Zapraszamy do śledzenia konferencji prasowej TVP Nauka!
https://nauka.tvp.pl/62996929/konferencja-tvp-nauka-ogladaj-transmisje-na-zywo

Konferencja TVP Nauka. Oglądaj transmisję na żywo!.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dr hab. M. Mikołajewski: w najbliższym czasie uderzenia planetoid raczej nam nie grożą, ale lepiej się przygotować
2022-09-27.
Marek Matacz
W najbliższym czasie ryzyko uderzenia w Ziemię planetoid o rozmiarach kilkuset metrów raczej nam nie grozi. Jednak lepiej się na nie przygotować, bo potencjalna katastrofa wywołana przez uderzającą planetoidę może zupełnie zmienić kształt biosfery - komentuje dr hab. Maciej Mikołajewski emerytowany profesor UMK w Toruniu.
Nad ranem (27 września) sonda wysłana przez NASA w ramach misji DART celowo uderzyła w 160-metrowy księżyc Dimorphos krążący wokół mierzącej ok. 800 asteroidy Didymos. Celem była niewielka zmiana prędkości obiektu oraz jego orbity, aby sprawdzić, czy w podobny sposób można będzie zmieniać tor asteroid zagrażających Ziemi.
O znaczeniu misji opowiada dr hab. Maciej Mikołajewski, emerytowany profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, redaktor naczelny dwumiesięcznika ?Urania-Postępy Astronomii? oraz współautor telewizyjnego serialu ?Astronarium?.
Wskutek uderzenia zmienić miał się o kilka minut czas obiegu Dimorphosa wokół Didymosa. ?Wybór tego układu był wyjątkowo inteligentny. Gdyby impaktor uderzył w pojedynczą planetoidę poruszającą się po orbicie okołosłonecznej, trzeba byłoby czekać przez długi czas na zaobserwowanie efektów, które byłyby trudne do zauważenia" - podkreśla rozmówca PAP.
W tym przypadku - kontynuuje - jeden obiekt porusza się po ciasnej orbicie wokół drugiego, więc można liczyć na wyraźne skutki. "Co więcej, patrząc z perspektywy Ziemi, te dwa ciała się nawzajem, okresowo zasłaniają. Pomiar częstości (tego przysłonienia - PAP) może natomiast zdradzić zmiany w wielkości orbity. Będzie to można zrobić w ciągu najbliższych dni. Dalsze, prowadzone w kolejnych miesiącach pomiary powiedzą o zmianach innych parametrów, takich jak mimośród orbity, czy nachylenie. Możemy przy tym liczyć na różnego typu, ciekawe wyniki. Dimorphosa będą z pewnością badali także polscy naukowcy z Poznania, którzy znajdują się w europejskiej, a może nawet światowej czołówce, jeśli chodzi o badania planetoid? - wyjaśnia prof. Mikołajewski.
Samo uderzenie dostarczyło już wielu cennych informacji o "atakowanym" obiekcie. ?Ogromną niespodzianką było silne pojaśnienie, które pojawiło się zaraz po uderzeniu. Oznacza to, że wzbiła się potężna chmura pyłu. Wykonane przez sondę zdjęcia wskazywały już, że Dimorphos raczej nie jest litą skałą, a jego powierzchnia przypomina powierzchnię komety z pyłem i luźno ułożonym materiałem. Zapewne, mając to na uwadze NASA zaplanowała misję, w której impaktor uderzył w cel z relatywnie niewielką prędkością, tak aby go nie zniszczyć? - dodaje astronom.
Zaplanowana jest już kolejna misja do tego samego tandemu. ?Za kilka lat na miejsce, w ramach zorganizowanej przez ESA misji Hera mają dotrzeć kolejne sondy, które dodatkowo zbadają skutki uderzenia. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku łazika Perseverence, który zostawia na Marsie próbki przeznaczone do odebrania w przyszłości? - zwraca uwagę prof. Mikołajewski.
Tymczasem ryzyko impaktu w Ziemię sporego ciała niebieskiego nie jest może wysokie, ale skutki mogą być zgubne dla cywilizacji lub przynajmniej jej części. ?Katastrofa wywołana przez uderzającą w Ziemię planetoidę może zupełnie zmienić kształt biosfery. Tak się stało w czasach dinozaurów, które wyginęły, a zastąpiły je m.in. ssaki, łącznie z człowiekiem. Z punktu widzenia przyrody może byłaby to tylko kolosalna zmiana, a nie ostateczny kataklizm, ale my byśmy takiego uderzenia z pewnością nie chcieli? - podkreśla prof. Mikołajewski.
Na szczęście, na razie możemy raczej czuć się bezpiecznie, przynajmniej według danych, którymi dysponują eksperci. ?Ryzyko uderzenia w Ziemię znanych nam planetoid o rozmiarach kilkuset metrów jest obecnie zerowe. To nie znaczy jednak, że wiemy o wszystkich planetoidach. Niemałe szkody mógłby już wyrządzić obiekt wielkości np. kamienicy. Całkiem niedawna eksplozja meteorytu nad Czelabińskiem pokazuje, że kosmos potrafi sprawiać nam niespodzianki? - wyjaśnia astronom.
Misja pokazała jednak, że nie jesteśmy całkowicie bezbronni - komentuje - choć ewentualna obrona, naturalnie nie jest łatwa. ?Groźną planetoidę trzeba odpowiednio wcześnie wykryć, ponieważ możemy odchylić jej trajektorię tylko nieznacznie. Dopiero przy długiej podróży może to oznaczać wyraźną zmianę jej późniejszej odległości od Ziemi. Jednak dla dalekich obiektów trudniej jest określić, czy rzeczywiście nam zagrażają. Potrzebna jest więc pewna gra kompromisów. Myślę, że potrzebne jest uderzenie z wyprzedzeniem od kilku miesięcy do roku, dwóch. Z zaprezentowaną technologią, być może mielibyśmy szanse na obronę? - mówi specjalista.
PAP - Nauka w Polsce, Marek Matacz
mat/ ekr/
Fot. Adobe Stock


https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C93804%2Cdr-hab-m-mikolajewski-w-najblizszym-czasie-uderzenia-planetoid-raczej-nam

Dr hab. M. Mikołajewski w najbliższym czasie uderzenia planetoid raczej nam nie grożą, ale lepiej się przygotować.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Teleskopy naziemne zrobiły zdjęcia zderzenia sondy DART z planetoidą. Nikt się nie spodziewał takiego widoku
2022-09-28. Radek Kosarzycki
Kiedy w nocy z poniedziałku na wtorek sonda DART uderzyła w planetoidę Dimorphos, mogliśmy zobaczyć tylko zdjęcia z samej sondy. Teraz naukowcy opublikowali pierwsze zdjęcia całego zdarzenia wykonane przez teleskopy naziemne oraz przez włoskiego cubesata znajdującego się w pobliżu. Widok jest zaskakujący.
Owszem, od samego początku wiadomo było, że uderzenie będzie naprawdę silne. Jakby nie patrzeć, o to przecież chodziło. Zderzenie powinno zmienić trajektorię lotu tego 180-metrowego głazu. Z drugiej jednak strony, chyba nikt nie spodziewał się, że kontakt z takim ciałem instrumentu o rozmiarach lodówki i masie zaledwie 500 kg zrobi na planetoidzie duże wrażenie.
W ramach projektu Virtual Telescope moment zderzenia włoscy naukowcy obserwowali na żywo za pomocą 12-calowego teleskopu znajdującego się w Obserwatorium Klein Karoo w Afryce. Ku zdumieniu badaczy tuż po uderzeniu jasność planetoidy wzrosła kilkudziesięciokrotnie, a z jej powierzchni zaczęła unosić się swoista chmura wybitego pyłu. Wszystko widać na nagraniu poniżej (od 15:30).
Z bliska także widok był wyjątkowy
Warto pamiętać, że zdjęcia uderzenia udało się też wykonać ?z bliska?. 15 września, czyli niemal dwa tygodnie przed uderzeniem, od sondy DART oddzielił się niewielki włoski satelita LICIACube. Jego zadaniem było nieznaczne oddalenie się od sondy i obserwowanie całego zderzenia z bezpiecznej odległości za pomocą dwóch kamer.
Jak na razie na Ziemię dotarły jedynie pojedyncze zdjęcia z LICIACube, ale także i one pokazują potężny rozbłysk planetoidy-celu po uderzeniu w niego sondy wysłanej z Ziemi.
Analiza wszystkich zdjęć w najbliższych tygodniach pozwoli naukowcom ustalić dokładnie strukturę i skład chemiczny Dimorphosa. Warto także pamiętać, że akurat w przypadku LICIACube w najbliższych dniach na Ziemię dotrą także kolejne, ostrzejsze zdjęcia całego zderzenia. Satelita ten nie ma własnej dużej anteny, która pozwoliłaby mu szybciej przesyłać zdjęcia na Ziemię, więc cierpliwość jest wskazana.
Przypomnijmy jeszcze jak wyglądało uderzenie w planetoidę oczami samej sondy DART.
DART slams into Dimorphos: online, live observation of the impact ? 26 Sept. 2022.
https://www.youtube.com/watch?v=DxXzQ2ZizOM
Z teleskopu naziemnego ATLES uderzenie natomiast wyglądało tak:
https://twitter.com/i/status/1574843409827004416

DART: Impact on Asteroid Dimorphos
https://www.youtube.com/watch?v=do4Cb__WhlY

https://spidersweb.pl/2022/09/dart-dimorphos-zderzenie-virtual-telescope-liciacube.html

 

Teleskopy naziemne zrobiły zdjęcia zderzenia sondy DART z planetoidą. Nikt się nie spodziewał takiego widoku.jpg

Teleskopy naziemne zrobiły zdjęcia zderzenia sondy DART z planetoidą. Nikt się nie spodziewał takiego widoku2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie wyjaśniają brak pierścieni na Jowiszu
Autor: admin (28 Wrzesień, 2022)
Mimo ogromnych rozmiarów Jowisza układ jego pierścieni jest bardzo słaby i prawie niezauważalny. Naukowcy przypisują to destrukcyjnemu wpływowi masywnych satelitów, które zapobiegają gromadzeniu się materii na orbicie.
Jowisz jest zauważalnie masywniejszy niż Saturn i może pomieścić jeszcze bardziej imponujący układ pierścieni. Ponadto jest bliżej Ziemi, a gdyby Jowisz miał takie pierścienie, byłyby one widoczne znacznie lepiej. Co dokładnie pozbawia nas tego kosmicznego spektaklu, dowiedzieli się naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside. Przeprowadzone modelowanie wykazało, że duże satelity Jowisza zapobiegają tworzeniu się stabilnego systemu pierścieni Jowisza. Artykuł został przyjęty do publikacji w Planetary Science Journal i jest już dostępny w bibliotece preprintów arXiv.
Zasadniczo Jowisz ma pierścienie, ale nie są tak imponujące, jak pierścienie sąsiedniego Saturna. Po raz pierwszy można je było nawet zauważyć dopiero po wizycie sondy kosmicznej Voyager 1 w układzie Jowisza, a tylko niektóre szczególnie potężne teleskopy mogą je zobaczyć z Ziemi. Szacuje się, że masa pierścieni Jowisza waha się od setek milionów do dziesiątek bilionów ton, podczas gdy pierścienie Saturna, pomimo mniejszych rozmiarów, są o rząd wielkości masywniejsze.
Pierścienie Saturna składają się głównie z cząstek lodu wodnego, podczas gdy uważa się, że słabe pierścienie Jowisza powstały z pyłu wyrzuconego z powierzchni jego księżyców. Satelity zapobiegają również pojawieniu się bardziej zauważalnego systemu pierścieni. Ponad 80 z nich jest znanych z Jowisza, w tym cztery największe odkryte przez Galileusza: Io, Europa, Ganimedes i Callisto. Niedawne symulacje komputerowe Stephena Kane'a i Zhexinga Li wykazały, że grawitacja satelitów Galileusza zakłóca stabilność orbit, na których może się gromadzić materiał pierścieni, wysyłając go albo na samą planetę, albo na jednego z jej satelitów.
?Odkryliśmy, że galileuszowe księżyce Jowisza, jedne z największych w Układzie Słonecznym, szybko niszczą masywny układ pierścieni podczas swojego powstawania? ? mówi profesor Kane. ?Masywne planety mają masywne księżyce i pozbawiają je pierścieni?.
Teraz naukowcy planują wykonać podobną pracę dla Urana, kolejnego giganta Układu Słonecznego, który również ma niezwykle słaby własny układ pierścieni. Własna oś obrotu tej planety jest mocno odchylona od płaszczyzny równika, faktycznie porusza się na swojej stronie. Niektóre hipotezy wiążą to z potężnym zderzeniem, którego Uran doświadczył w przeszłości. Uderzenie mogło również wyrzucić na orbitę substancję, z której powstały jej średniej wielkości pierścienie. Być może symulacje lepiej wyjaśnią szczegóły tej długotrwałej kosmicznej katastrofy.
Źródło: NASA
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/astronomowie-wyjasniaja-brak-pierscieni-na-jowiszu

Astronomowie wyjaśniają brak pierścieni na Jowiszu.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.