Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Zawartość

    14683
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    46

Zawartość dodana przez Paweł Baran

  1. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Bliski przelot 2019 BO (16.01.2019) 2019-01-22. Krzysztof Kanawka Szesnastego stycznia doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2019 BO obok Ziemi. Obiekt przemknął w minimalnej odległości około 69 tysięcy kilometrów od naszej planety. Moment przelotu planetoidy 2019 BO nastąpił 16 stycznia z maksymalnym zbliżeniem około 02:00 CET. W tym momencie obiekt znalazł się w odległości około 69 tysięcy kilometrów od Ziemi, Odpowiada to 0,18 średniego dystansu do Księżyca. 2019 BO ma szacowaną średnicę około 10 metrów . Jest to 4 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów. Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę. (HT) https://kosmonauta.net/2019/01/bliski-przelot-2019-bo-16-01-2019/
  2. Wielka gwiazda zderzy się z Układem Słonecznym Co jakiś czas naukowcy rozpościerają przed nami wizję zderzenia się Ziemi z jakimś potężnym kosmicznym obiektem. Pomimo tego, że większość tych prognoz przewiduje, iż do kolizji dojdzie nie wcześniej niż za kilka milionów lat, trudno jest przejść do porządku dziennego nad informacją wieszczącą, że w mniej lub bardziej odległej perspektywie wszystko na Ziemi zostanie obrócone w pył. Autorem najnowszej sensacji jest Wadim Bobylew - naukowiec z obserwatorium astronomicznego Rosyjskiej Akademii Nauk w Pułkowie. Z jego analiz wynika, że istnieje duża szansa, iż gwiazda o nazwie Gliese 710 - pomarańczowy karzeł widoczny w gwiazdozbiorze Węża - za 1,5 miliona lat zderzy się z Układem Słonecznym. Informacja o tym, że gwiazda ta może uderzyć w nasz układ planetarny znana była już 10 lat temu. Teraz, dzięki najnowszym wyliczeniom Bobylewa udało się ustalić, że prawdopodobieństwo, iż tak właśnie się stanie wynosi 86 procent. Danych na temat gwiazdy Gliese 710 dostarczył już wcześniej naukowcom satelita Hipparcos, który zajmował się m.in. mierzeniem ruchów własnych gwiazd. Już w 1997 r. astronomowie otrzymali dostęp do informacji na temat położenia oraz prędkości przemieszczania się ponad 100 tysięcy gwiazd. Aktualizacja tych danych w 2007 r. pozwoliła rosyjskiemu badaczowi na wyciągnięcie daleko idących wniosków. Uznał on, że gwiazda Gliese 710 nie tylko może wywołać zakłócenia grawitacyjne "przechodząc" w pobliżu Układu Słonecznego, ale też uderzyć w Obłok Oorta, który otacza Układ Słoneczny i spowodować, że w Ziemię uderzy grad komet. - poinformował serwis popsci.com. http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,To-niemal-pewne-Wielka-gwiazda-zderzy-sie-z-Ukladem-Slonecznym,wid,12076618,wiadomosc.html?ticaid=59d14
  3. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Rocznik Astronomiczny na 2019 rok już dostępny 2019-01-22 Ukazał się najnowszy LXXIV tom Rocznika Astronomicznego na 2019 rok. Dostępny jest w wersji elektronicznej (pdf.) I jest kontynuacją poprzednich jego edycji w niezmienionej formie. Edycję elektoniczną uzupełnia tradycyjne drukowane wydanie w wersji skróconej oraz internetowy Rocznik Astronomiczny „On-line” Rocznik Astronomiczny jest opracowywany i wydawany nakładem Instytutu Geodezji i Kartografii w Warszawie od 1946 roku do dziś. Od 2002 roku wydawana była równolegle jego wersja elektroniczna (PDF), która odpowiadała wersji drukowanej. W edycji na rok 2015 Rocznik Astronomiczny w wersji drukowanej uległ istotnemu skróceniu, a dodatkowo uruchomiony został internetowy Rocznik Astronomiczny „On-line”. Rocznik jest podstawowym źródłem danych wykorzystywanych w pomiarach astronomiczno-geodezyjnych; źródłem uzupełnianych na bieżąco informacji dotyczących najnowszych, przyjętych przez Międzynarodową Unię Astronomiczną oraz Międzynarodową Unię Geodezji i Geofizyki, systemów i układów odniesienia. Jest także źródłem wielu danych astronomicznych wykorzystywanych w dydaktyce astronomicznej i geodezyjnej oraz przez amatorów. W obecnej chwili internetowy Rocznik Astronomiczny „On-line” zawiera "Kalkulator pozycji pozornej gwiazd" oraz "Kalkulator miejsc średnich i wielkości redukcyjnych". Pozwalają one na obliczenia pozycji pozornych wszystkich gwiazd z katalogów FK5, FK6 i Hipparcos, zarówno w Systemie FK5 jak i IRS oraz pozycji średnich i związanych z nimi wielkości redukcyjnych w systemie FK5. Redaktorem naukowym Rocznika Astronomicznego jest Sekretarz Naukowy Instytutu Geodezji i Kartografii profesor zw. dr hab. inż. Jan Kryński. Projekt okładki wykonał mgr inż. Łukasz Żak. Przy projektowaniu okładki wykorzystano atlas nieba Jana Heweliusza JOHANNIS HEVELII, URANOGRAPHIA, TOTUM COELUM STELLATUM, 1690. Jest to reprint wydawnictwa Uzbeckiej Akademii Nauk z roku 1968. Instytut Geodezji i Kartografii został utworzony w 1945 r. Siedziba Instytutu mieści się w Warszawie w dzielnicy Mokotów przy ulicy Zygmunta Modzelewskiego 27 (dawna Jacka Kaczmarskiego). Poza Warszawą Instytut posiada Obserwatorium Geodezyjno-Geofizyczne Borowa Góra, które znajduje się w Jadwisinie nad Zalewem Zegrzyńskim. Podstawowym zadaniem Instytutu jest prowadzenie prac naukowo-badawczych i aplikacyjnych w zakresie geodezji i kartografii oraz dyscyplin pokrewnych na potrzeby nauki, praktyki geodezyjnej i kartograficznej dla celów administracji rządowej i samorządowej, bezpieczeństwa państwa, a także na potrzeby jednostek wykonawstwa geodezyjnego i kartograficznego. Istotną częścią działalności Instytutu jest też prowadzenie badań i prac aplikacyjnych w zakresie geodezyjnych pomiarów podstawowych, jak również nad zastosowaniem teledetekcji lotniczej i satelitarnej w rolnictwie, ochronie środowiska, gospodarce przestrzennej i statystyce publicznej. Paweł Z. Grochowalski Źródło: Instytut Geodezji i Kartografii https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rocznik-astronomiczny-na-2019-rok-juz-dostepny
  4. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Brona: w Polsce powstaje infrastruktura do przechowywania wszystkich danych satelitarnych UE 2019-01-22 Polskie firmy mają znaczący udział w unijnym rynku przetwarzania i udostępniania danych satelitarnych; zaczynamy się też liczyć w ich przechowywaniu - mówi PAP szef PAK dr hab. Grzegorz Brona. Np. w Warszawie powstaje infrastruktura do przechowywania wszystkich danych satelitarnych UE. "Sektor użytkowania danych satelitarnych, zarówno tych obserwacyjnych, jak i nawigacyjnych jest naprawdę olbrzymi" - powiedział prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. Wskazał, że wartość światowej branży kosmicznej można obecnie oszacować na ok. 300 mld euro. "50-60 proc. tej sumy przypada na sektor związany z użytkowaniem danych satelitarnych, ich przesyłaniem i wykorzystaniem w różnych dziedzinach gospodarki" - podkreślił Brona. Mówimy zatem, jak dodał, o setkach miliardów euro, które są lokowane w tym obszarze rocznie. Polskie firmy, jak zaznaczył, bardzo aktywnie włączają się w użytkowanie danych satelitarnych. "Zazwyczaj są to systemy przetwarzające te dane, udostępniające je, ale ostatnio również włączyliśmy się w sektor związany z przechowywaniem danych satelitarnych" - podkreślił. Jak powiedział, w Warszawie i Krakowie powstaje obecnie infrastruktura do przechowywania danych satelitarnych Unii Europejskiej. "Warto o tym pamiętać, gdy korzystamy z danych satelitarnych, że przeszły one nie tylko przez serwery czy komputery, które są zlokalizowane w Brukseli czy w stolicach innych krajów tzw. starszej Unii Europejskiej, ale również, w znacznej mierze, w Warszawie czy Krakowie" - zaznaczył. Prezes PAK podkreślił, że Polska bardzo aktywnie stara się też włączyć w unijny program Galileo. "W Polsce powstało szereg start-upów, które wykorzystują nawigacyjne dane satelitarne i proponują nowe usługi dla biznesu czy też dla użytkowników prywatnych. Co roku odbywają się też konkursy dla start-upów, które chcą w tym obszarze zaistnieć" - powiedział. Dodał, że są one organizowane również w Polsce. Jak przypomniał Brona, UE ma własny program kosmiczny. "Ten program będzie rósł w następnych latach. W kolejnej perspektywie finansowej osiągnie wartość ok. 17 mld euro" - powiedział. Zaznaczył, że wciąż trwają jednak negocjacje, aby ten budżet zwiększyć jeszcze bardziej. "To jest rekord wszechczasów, jeśli chodzi o zainteresowanie UE sprawami przestrzeni kosmicznej" - ocenił. Pytany o to, co jest podstawą unijnego programu kosmicznego Brona odpowiedział: "Unia Europejska stawia na dwa główne filary, jednym z nich jest program Copernicus związany ze zobrazowaniami Ziemi, czyli dostarczaniem dokładnych zdjęć satelitarnych w różnych spektrach zobrazowania: od światła widzialnego po spektrum radarowe" - wyjaśnił. Drugi filar dotyczy wspomnianego projektu Galileo (przedsięwzięcia związanego z nawigacją satelitarną) - dodał. Przypomniał, że Stany Zjednoczone stworzyły jeszcze w latach 90. XX w. własny projekt GPS, który zapewnia dokładność pomiaru rzędu 10 m.; w przypadku Galileo ma to być nawet 1 m. - podkreślił prezes PAK. "Unia Europejska przeskoczyła Amerykanów i dzięki danym z systemu Galileo można zaproponować znacznie więcej usług działających tutaj, na Ziemi, opartych na nawigacji. Widać zatem, że UE rzeczywiście bardzo poważnie podchodzi do programu, budując te dwa filary" - ocenił. Zwrócił też uwagę na dodatkowe elementy programu. "Jednym z nich będzie na pewno projekt związany z zabezpieczeniem infrastruktury kosmicznej, czyli tzw. Space Situational Awareness - obserwowanie śmieci kosmicznych, które zagrażają infrastrukturze UE" - powiedział. Przypomniał, że od końca roku 2018 Polska jest członkiem międzynarodowego konsorcjum Unii Europejskiej, która buduje taki system. "Dołączyliśmy do tego konsorcjum jako szóste państwo" - powiedział. Zaznaczył, że to przedsięwzięcie pochłonie w nowej unijnej perspektywie finansowej od pół miliarda do miliarda euro. "Unia Europejska myśli też o własnych środkach wynoszenia i o wsparciu zdolności dostarczania satelitów na orbitę" - wyjaśnił. Odnosząc się do udziału państw unijnych w rynku danych satelitarnych Brona zaznaczył, że UE współpracuje w tym zakresie z Europejską Organizacją Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych (EUMETSAT). "To jest organizacja dostarczająca dane związane z prognozowaniem zmian pogody, klimatycznych i szerszymi przewidywaniami meteorologicznymi" - powiedział. Dodał, że do EUMETSAT należy również Polska. "Organizacja ta ma w tej chwili dostęp do własnych satelitów. Co ciekawe, część z nich powstaje w naszym kraju, jest przygotowywana przez polskie firmy" - podkreślił. Część tych satelitów, jak zaznaczył, jest już na orbicie, zaś część zostanie wysłana po roku 2020. "Wówczas Europa uzyska całkowitą niezależność związaną z przewidywaniami pogody, zarówno krótko-, jak i długoterminowymi. Polska Agencja Kosmiczna obecnie bardzo mocno zabiega o zwiększenie udziału polskich firm w programach EUMETSAT" - podsumował Brona. PAP - Nauka w Polsce, Magdalena Jarco maja/ je/ http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32534%2Cbrona-w-polsce-powstaje-infrastruktura-do-przechowywania-wszystkich-danych
  5. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Rozpadająca się planeta K2-22b 2019-01-21. Radek Kosarzycki Przeglądy egzoplanet dostarczyły nam wielu niespodzianek na przestrzeni lat, a odkrycie “rozpadających się” planet pozasłonecznych, było jedną z nich. To planety, które odpowiadają za asymetryczne kształty w spadkach krzywych jasności powstających gdy przechodzą one na tle tarczy swoich gwiazd macierzystych. Podejrzewa się, że asymetria spowodowana jest pasmami materii pyłowej mającymi swoje źródło w rozpadającej się planecie. Obecnie znamy tylko trzy takie planety krążące wokół gwiazd ciągu głównego. Jedną z nich jest K2-22b. Aktualnie znamy ponad 3800 potwierdzonych egzoplanet, co wskazuje na to, że albo takie obiekty należą do rzadkości albo bardzo krótko żyją, co może oznaczać, że ciężko je dostrzec w trakcie dezintegracji. Owe układy są intensywnie badane, aby lepiej zrozumieć procesy ich powstawania i ewolucji i ograniczyć właściwości ziaren tworzących ogony pyłowe. George Zhou, Karen Collins, Allyson Bieryla oraz Dave Latham, astronomowie z CfA należą do zespołu, który wykonał czterdzieści pięć naziemnych obserwacji układu K2-22 badając ewolucję tranzytu w tym układzie. K2-22b to planeta o rozmiarach Neptuna, która okrąża swoją gwiazdę w zaledwie dziewięć godzin. Nietypowy jest tutaj fakt, że pyłowy ogon nie tylko podąża za planetą, ale także i przed nią. Obserwacje ogonów pyłowych prowadzone przez badaczy obejmują także obserwowanie tranzytów w wielu zakresach promieniowania tak, aby można było scharakteryzować rozmiary i skład chemiczny ziaren pyłu, ale poza jednym tranzytem nie zauważono żadnych różnic. Informacje o barwach są jednak zgodne z wcześniejszymi modelami ziaren pyłu, które są porównywalne lub mniejsze od długości fali promieniowania optycznego. Astronomowie potwierdzili także zmienność tranzytów, co uważa się za dowód stałej, gwałtownej ewolucji ogonów pyłowych. Naukowcy wskazują, że owa zmienność występuje we wszystkich trzech rozpadających się egzoplanetach, a zmienność kształtu zauważalna jest w obserwowalnej skali czasowej, z tranzytu na tranzyt na przestrzeni kilku lat. Badacze doszli do wniosku, że ciągła kampania obserwacyjna byłaby wartościowym narzędziem rozwiązywania zagadki tych pyłowych pasm. Źródło: Harvard-Smithsonian CfA Artykuł naukowy: http://dx.doi.org/10.3847/1538-3881/aae31b https://www.pulskosmosu.pl/2019/01/21/rozpadajaca-sie-planeta-k2-22b/
  6. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Gorący kokon materii wokół supernowej 2019-01-21. Anna Wizerkaniuk Astronomowie znaleźli dowód na istnienie kokonu gorącej materii, która otacza relatywistyczny jet wyrzucany z umierającej gwiazdy. Jest to potężne zjawisko, w którym strumienie gorącej plazmy osiągają prędkości bliskie maksymalnej prędkości, jaką można osiągnąć, czyli prędkości światła. Taka struktura może rozciągać się nawet na miliony lat świetlnych. Swój wkład w badania mieli astronomowie z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, którzy pracowali pod przewodnictwem dr hab. Michała Michałowskiego. Wskazówki dotyczące gorącego kokonu, który do tej pory był obiektem teoretycznym, dostarczyły obserwacje wybuchu supernowej SN2017iuk, podczas którego materia odrzucana przez gwiazdę poruszała się z prędkością ok. 1/3 prędkości światła. Jak dotąd jest to najszybciej wybuchająca supernowa. Obserwacje wykazały, że istnieje duża różnica pomiędzy początkowym składem chemicznym gwiazdy a tym po kilku tygodniach od eksplozji. Odkrycie to może pomóc naukowcom dostrzec związek między dwoma rodzajami supernowych, które dotychczas postrzegano jako dwa różne zjawiska. Supernowa to ostateczny etap w życiu gwiazdy. Jej jądro zapada się, a zewnętrze warstwy zostają odrzucone. Obiekt SN2017iuk należy do typu ekstremalnych supernowych. Charakteryzują się one tym, że podczas ich śmierci można zaobserwować rozbłysk gamma (GRB – gamma-ray burst). Materia wyrzucana jest z biegunów gwiazdy z relatywistycznymi prędkościami. Początkowo następuje emisja właśnie w zakresie promieni gamma, a następnie we wszystkich pozostałych zakresach promieniowania elektromagnetycznego. Supernowe, które wykazują takie zachowanie, nazywane są hipernowymi lub GRB-SNe. Dzięki temu, że supernowa SN2017iuk znajdowała się dość blisko Ziemi – ok. 500 milionów lat świetlnych od naszej planety, a promieniowanie gamma od niej pochodzące nie było szczególnie silne, możliwe było zaobserwowanie początków powstawania obiektu typu GRB-SNe. Pierwsze zestawy danych pokazały, że światło pochodzące od supernowej ma nietypowy skład i zawiera bardzo intensywny niebieski komponent. Rozpoczęło to serię kolejnych badań mających na celu dokładne zbadanie widma SN2017iuk. W tym celu wykorzystano obserwatoria kosmiczne oraz teleskopy znajdujące się na ziemi. Przez ponad 30 dni obserwowano supernową w różnych zakresach długości fali. Zmierzone prędkości rozprzestrzeniającej się supernowej do godziny po jej wybuchu sięgają 115 tysięcy kilometrów na sekundę. Materia wyrzucana w tym czasie znacząco się różniła, od tej bogatej w żelazo, uwalnianej dużo później po wybuchu. Według naukowców materia wyrzucana do kilku godzin po początku zdarzenia pochodzi z gorącego kokonu stworzonego przez jet. Dotychczasowe modele supernowej nie opisywały materii poruszającej się z bardzo dużymi prędkościami, dlatego stworzono nowe, uwzględniające kokon. Istnienie kokonu gorącej materii może też wyjaśnić związek pomiędzy zwykłymi supernowymi, powstałymi po zapadnięciu się jądra gwiazdy, a tymi, którym towarzyszy dodatkowo zjawisko rozbłysku gamma. W „samotnych” supernowych odrzucana materia porusza się z prędkościami dochodzącymi do 50 tysięcy kilometrów na sekundę. Jej źródłem również może być gorący kokon. Jednak zaobserwowanie go będzie dużym wyzwaniem. Supernowe, którym nie towarzyszą rozbłyski gamma, są odkrywane dużo późnej po ich wybuchu niż te z GRB. Kokon, który powstaje zaraz na początku zdarzenia, zdąży zniknąć, zanim zostanie on zaobserwowany. Z kolei przy supernowych typu GRB-SNe może być zakryty przez światło pochodzące z rozbłysku. Nadzieja pozostaje w supernowych podobnych do SN2017iuk. https://news.astronet.pl/index.php/2019/01/21/goracy-kokon-materii-wokol-supernowej/
  7. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Tajemnicze orbity obiektów transneptunowych nie są wywołane obecnością „Dziewiątej Planety” 2019-01-21. Autor. Agnieszka Nowak Dziwne orbity pewnych obiektów w najdalszych zakątkach naszego Układu Słonecznego, według niektórych astronomów hipotetycznie ukształtowane przez nieznaną dziewiątą planetę, można wyjaśnić przez połączone siły grawitacyjne małych obiektów krążących wokół Słońca poza orbitą Neptuna. Alternatywne wyjaśnienie hipotezy tak zwanej „Dziewiątej Planety”, wysunięte przez naukowców z University of Cambridge i American University of Beirut, proponuje dysk złożony z małych lodowych ciał o łącznej masie nawet dziesięciokrotnie większej, niż Ziemia. W połączeniu z uproszczonym modelem Układu Słonecznego, siły grawitacyjne hipotetycznego dysku mogą odpowiadać niezwykłej architekturze orbitalnej wykazywanej przez niektóre obiekty w zewnętrznych częściach Układu Słonecznego. Podczas, gdy nowa teoria nie jest pierwszą, która proponuje, że siły grawitacyjne masywnego dysku złożonego z małych obiektów są wystarczające, aby uniknąć potrzeby istnienia dziewiątej planety, jest to pierwsza taka teoria, która jest w stanie wyjaśnić istotne cechy obserwowanych orbit, gdyż uwzględnia masę i grawitację pozostałych ośmiu planet Układu Słonecznego. Za orbitą Neptuna znajduje się Pas Kuipera złożony z małych ciał, które pozostały po procesie formowania się Układu Słonecznego. Neptun i inne planety olbrzymy wpływają na obiekty Pasa Kuipera i poza nim, zwane łącznie obiektami transneptunowymi (trans-Neptunian Objects – TNO), które otaczają Słońce po niemal kołowych orbitach z prawie wszystkich kierunków. Jednak astronomowie odkryli kilka tajemniczych wartości odstających. Od 2003 r. wykryto ok. 30 TNO na bardzo eliptycznych orbitach: wyróżniają się one od pozostałych TNO, dzieląc, średnio, tę samą orientację przestrzenną. Tego typu grupowanie nie może być wyjaśnione przez istniejącą ośmioplanetarną architekturę Układu Słonecznego i doprowadziło niektórych astronomów do hipotezy, że na niezwykłe orbity może wpływać obecność nieznanej jeszcze dziewiątej planety. Profesor Jihad Touma z American University of Beirut oraz jego były student, współautor pracy – Antranik Sefilian, wymodelowali pełną przestrzenną dynamikę TNO dzięki połączonemu działaniu zewnętrznych planet olbrzymów i masywnego dysku wydłużonego poza orbitę Neptuna. Obliczenia duetu ujawniły, że taki model może wyjaśnić kłopotliwe przestrzennie skupione orbity niektórych TNO. W procesie tym udało im się zidentyfikować zakresy masy dysku, jego ekscentryczność i wymuszone stopniowe zmiany w jego orientacji (precesja), które wiernie odtwarzały odstające orbity. Wcześniejsze próby oszacowania całkowitej masy obiektów poza Neptunem dodawały masę jedynie około 1/10 masy Ziemi. Jednakże, aby TNO miały obserwowane orbity i nie było potrzeby istnienia Dziewiątej Planety, model przedstawiony przez Sefiliana i Toumę wymaga, aby połączona masa Pasa Kuipera wynosiła od kilku do dziesięciu mas Ziemi. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: University of Cambridge Urania https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/01/tajemnicze-orbity-obiektow.html
  8. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Koniec znikających samolotów. Ruszył satelitarny system śledzenia lotów na żywo 2019-01-21 Chyba wszyscy pamiętamy tajemnicze zaginięcie Malaysia Airlines 370, do którego doszło w 2014 roku. Lecący z Kuala Lumpur do Pekinu samolot zniknął z radarów nad Morzem Południowochińskim i do dziś nie wiadomo, co się stało. A wszystko dlatego, że jeszcze do niedawna tylko 30% powierzchni naszej planety było w zasięgu radarów naziemnych oraz odbiorników sygnałów położenia samolotów. Co z pozostałymi 70%? To niestety tereny pustynne, górskie, dżungle czy oceany, gdzie śledzenie samolotów było niemożliwe… no właśnie, było, bo teraz satelitarny system Aireon umożliwia śledzenie z orbity 100% powierzchni naszej planety. Teraz możemy zapomnieć o takich sytuacjach, oczywiście pod warunkiem, że samoloty będą wyposażone w ADS-B, bo właśnie na tym standardzie opiera się nowy satelitarny system. Nie powinno stanowić to jednak problemu, bo obecnie z nadajników tego typu korzysta na całym świecie ok. 10 tysięcy przewoźników, więc nowa metoda monitorowania lotów nie wymaga od nich praktycznie żadnych dodatkowych akcji i może być stosowana dosłownie od ręki. Samoloty wyposażone w ADS-B cały czas ustalają swoją lokalizację za pomocą GPS, a potem wysyłają ją sygnałem radiowym, razem z numerem lotu, jego celem, rodzajem samolotu, prędkością czy wysokością - mówiąc krótko, kontrola lotnicza i właściciele samolotów w czasie rzeczywistym dostają wszystkie potrzebne informacje, teraz niezależnie od tego, czy samolot znajduje się nad terenem pozostającym w zasięgu radarów naziemnych, czy też wcześniej niedostępnym dla śledzenia, jak pustynia czy góry. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego dopiero teraz? Otóż okazuje się, że nowy system wymagał wymiany satelitów sieci satelitarnej Iridium - stare przestały być wystarczające, a proces wymiany musiał trochę potrwać. Niecałe dwa tygodnie temu rakieta nośna Falcon 9 od SpaceX wyniosła na orbitę 10 ostatnich satelitów telekomunikacyjnych Iridium NEXT, które wyposażono przy okazji w odbiorniki sygnałów ADS-B systemu Aireon. Mówiąc krótko, system już działa i jest dostępny dla zainteresowanych, a wśród pierwszych klientów znaleźli się tacy przewoźnicy, jak Qatar Airways czy Malaysia Airlines, właściciel feralnego lotu 370, który najwyraźniej nie ma zamiaru dopuścić do powtórki tych przykrych wydarzeń. A jak twierdzi CEO Aireon, Don Thoma: - Korzyści dla klientów będą subtelne. Dobrze wiedzieć o bezpiecznym śledzeniu, ale miejmy nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli z niego korzystać. Jest też wiele innych subtelnych poprawek, samoloty będą mogły startować szybciej, bo kontrola lotów je wiedzi. Można będzie skrócić trasy, ale pozwolić szybszym samolotom mijać te wolniejszy, co zaoszczędzi paliwa. Wszystko to sumuje się na znaczną poprawę systemu powietrznego. Źródło: GeekWeek.pl/kosmonautyka/ Fot. Aireon http://www.geekweek.pl/news/2019-01-21/to-juz-koniec-znikajacych-samolotow-satelitarny-system-sledzenia-lotow-w-czasie-rzeczywistym-juz-dziala/
  9. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Na pierścienie Saturn musiał sobie zapracować 2019-01-21 Nie od razu Kraków zbudowano, nie od początku Saturn miał pierścienie. O prawdziwości pierwszego zdania jesteśmy przekonani od dawna. O tym, że i drugie jest prawdziwe, dowiadujemy się dziś. Pisze o tym na łamach czasopisma "Science" międzynarodowy zespół naukowców pod kierunkiem badaczy z Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie. Ich wnioski opierają się na wynikach badań wykonanych w 2017 roku, tuż przed zakończeniem misji, przez sondę Cassini. Zanim na koniec 20-letniej misji sonda Cassini we wrześniu 2017 roku zniknęła w składającej się z helu i wodoru atmosferze Saturna, próbnik wykonał jeszcze szereg przelotów między planetą a wewnętrzną krawędzią jej pierścieni. Owo "Grand Finale" trwało 5 miesięcy, w czasie których sonda okrążyła Saturna 22 razy, stając się swoistym próbnikiem grawitacyjnym. Dokładna analiza jej trajektorii umożliwiła bowiem naukowcom precyzyjne określenie rozkładu siły grawitacji w rejonie drugiej co do wielkości planety Układu Słonecznego. Dzięki tym pomiarom po raz pierwszy udało się określić ilość materiału zawartego w pierścieniach. Ogłoszone właśnie wyniki analiz wskazują, że masa pierścieni stanowi około 40 proc. masy księżyca Mimas, który jest około 2000 razy mniejszy od naszego Księżyca. To oznacza, że pierścienie powstały stosunkowo niedawno, nie wcześniej niż 100 milionów lat temu, a być może nawet około 10 milionów lat temu. Te wnioski rozwiązują jedną z kluczowych zagadek dotyczących pochodzenia pierścieni. Jedna z teorii zakładała, że utworzyły się one w początkach Układu Słonecznego, około 4,5 miliarda lat temu z materii, która w postaci dysku krążyła wokół Słońca i dała początek samym planetom. Druga teoria głosiła, że pierścienie są bardzo młode i powstały w wyniku przechwycenia komety lub innego obiektu z pasa Kuipera, który potem uległ stopniowemu rozdrobnieniu. Opublikowane właśnie wyniki wskazują, że to ta druga jest prawdziwa. Autorzy pracy przyznają, że początkowe analizy przelotu sondy miedzy planetą a pierścieniami i wpływu grawitacji pierścieni na jej tor i prędkość nie zgadzały się z modelami teoretycznymi. Dopiero uwzględnienie silnych prądów w atmosferze Saturna, których nie można było zauważyć z wcześniejszej orbity sprawiło, że wyniki zaczęły mieć sens. Gdy pierwszy raz popatrzyłem w dane, nie mogłem im uwierzyć, bo byłem przekonany o słuszności modeli, dopiero z czasem zrozumiałem, że trzeba uwzględnić dodatkowe efekty grawitacyjne - mówi prof. Burkhard Militzer z University of California w Berkeley. Okazało się, że na głębokości około 9000 kilometrów w rejonach równikowych występują potężne prądy atmosfery. Myśleliśmy, że tak jak na Ziemi te chmury nie niosą wielkiej masy. Tam jest jednak inaczej - dodaje. Kolejną niespodzianką okazało się odkrycie, że powierzchniowe chmury na równiku wirują około 4 proc. szybciej niż ta warstwa atmosfery na głębokości 9000 kilometrów. O ile zewnętrzne chmury wykonują pełen obrót wokół osi w ciągu 10 godzin 33 minut, głębokim warstwom zajmuje to 9 minut dłużej. Autorzy pracy przyznają też, że część obliczeń nie zaskakuje i potwierdza to, co wiedzieliśmy już wcześniej, choćby fakt, że skaliste jądro Saturna ma masę 15 do 18 razy większą od masy Ziemi. Grzegorz Jasiński https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-na-pierscienie-saturn-musial-sobie-zapracowac,nId,2789962
  10. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Czyli to jednak nie jest Dziewiąta Planeta? Nowe wyjaśnienie orbit niektórych TNO 2019-01-21. Radek Kosarzycki Osobliwe orbity niektórych obiektów na obrzeżach Układu Słonecznego, które według niektórych badaczy zostały ukształtowane przez nieznaną dziewiąta planetę, można wytłumaczyć połączonym oddziaływaniem grawitacyjnym małych obiektów krążących wokół Słońca za orbitą Neptuna. Alternatywne wytłumaczenie hipotezy tak zwanej “dziewiątej planety” przedstawione przez badaczy z Uniwersytetu w Cambridge oraz Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, zakłada istnienie dysku złożonego z małych ciał lodowych o łącznej masie równej dziesięciu masom Ziemi. W połączeniu z uproszczonym modelem Układu Słonecznego, grawitacyjne oddziaływanie hipotetycznego dysku może odpowiadać za nietypową orbitalną architekturę obserwowaną w przypadku niektórych obiektów znajdujących się na zewnętrznych granicach Układu Słonecznego. Choć nowa teoria nie jest pierwszą, która postuluje, że oddziaływanie grawitacyjne ze strony masywnego dysku złożonego z małych obiektów może sprawiać, że nie potrzebujemy dziewiątej planety, to jest to pierwsza taka teoria, która jest w stanie wyjaśnić istotne właściwości obserwowanych orbit, jednocześnie uwzględniając masę i grawitację pozostałych ośmiu planet Układu Słonecznego. Wyniki badań opublikowano w periodyku Astronomical Journal. Za orbitą Neptuna rozciąga się Pas Kuipera złożony z niewielkich obiektów będących pozostałościami po okresie formowania się Układu Słonecznego. Neptun oraz inne olbrzymy wpływają grawitacyjnie na obiekty Pasa Kuipera i dalej, łącznie znane jako obiekty transneptunowe (TNO), które krążą wokół Słońca po niemal kołowych orbitach. Mimo to, w tym samym rejonie astronomowie odkryli pewne tajemnicze i osobliwe obiekty. Od 2003 roku dostrzeżono około 30 TNO poruszających się po bardzo wydłużonych orbitach: odróżniają się one od pozostałych obiektów TNO tym, że dzielą mniej więcej tą samą orientację w przestrzeni. Tego typu zagęszczenia nie da się wytłumaczyć oddziaływaniem ośmiu planet układu słonecznego, przez co doprowadziło astronomów do wniosku, że na nietypowe orbity może wpływać obecność jeszcze nieznanej, dziewiątej planety Układu Słonecznego. Hipoteza “dziewiątej planety” sugeruje, że aby wyjaśnić nietypowe orbity tych TNO, potrzeba jeszcze jednej planety o masie dziesięciokrotnie przekraczającej masę Ziemi, skrywającej się w odległych rejonach Układu Słonecznego i “zaganiającej” TNO w tym samym kierunku wskutek oddziaływania swojej grawitacji i grawitacji reszty Układu Słonecznego. “Hipoteza mówiąca o dziewiątej planecie jest fascynująca, ale jeżeli owa planeta faktycznie istnieje, to jak dotąd unikała odkrycia” mówi współautor opracowania Antranik Sefilian, doktorant na Wydziale Matematyki Stosowanej i Fizyki Teoretycznej w Cambridge. “Postanowiliśmy sprawdzić czy może istnieć inne, mniej dramatyczne i prawdopodobnie bardziej naturalne wyjaśnienie nietypowych orbit niektórych TNO. Pomyśleliśmy, że zamiast zakładać istnienie dziewiątej planety, a następnie zastanawiać się nad jej powstaniem i nietypową orbitą, dlaczego nie zbadać grawitacji małych obiektów tworzących dysk za orbitą Neptuna i zobaczyć co nam to da?” Profesor Jihad Touma z Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie oraz jego była studentka Sefilian stworzyli model pełnej dynamiki przestrzennej TNO uwzględniający łączne oddziaływanie gazowych olbrzymów i masywnego, wydłużonego dysku za Neptunem. Obliczenia, które miały początek podczas seminarium na Amerykańskim Uniwersytecie w Bejrucie, wykazały, że taki model może tłumaczyć osobliwe przestrzennie zagęszczone orbity niektórych TNO. W trakcie prac, badacze byli w stanie zidentyfikować zakresy masy dysku, jego “kołowości” oraz wymuszonych stopniowych przesunięć jego orientacji (tempo precesji), które wiernie odtwarzały orbity obserwowanych przez nas TNO. “Jeżeli usuniemy z modelu dziewiątą planetę, a zamiast niej wstawimy mnóstwo małych obiektów rozsianych na większym obszarze, łączne oddziaływanie grawitacyjne tych obiektów równie dobrze może tłumaczyć wydłużone orbity obserwowanych przez nas nietypowych TNO” mówi Sefilian. Wcześniejsze próby oszacowania całkowitej masy obiektów znajdujących się poza Neptunem kończyły się szacunkami na poziomie 1/10 masy Ziemi. Niemniej jednak, aby TNO miały obserwowane orbity przy nieobecności dziewiątej planety, model przedstawiony przez Sefilian i Toumę wymaga łącznej masy Pasa Kuipera na poziomie od kilku do dziesięciu mas Ziemi. “Obserwując inne układy planetarne, często badamy dyski otaczające gwiazdy macierzyste, aby na ich podstawie wywnioskować właściwości planet krążących wokół tych gwiazd” mówi Sefilian. “Problem pojawia się gdy obserwujesz dysk z wnętrza układu i nie da się go zobaczyć jednocześnie w całości. Choć nie mamy żadnych bezpośrednich obserwacyjnych dowodów na istnienie dysku, nie mamy też dowodów na istnienie dziewiątej planety. Właśnie dlatego postanowiliśmy zbadać inne możliwości. Niemniej jednak warto zauważyć, że obserwacje analogów Pasa Kuipera wokół innych gwiazd, jak również modeli formowania planet, wskazują na masywne populacje odłamków. “Możliwe także, że w rzeczywistości mamy do czynienia z oboma tymi wyjaśnieniami – wokół Słońca może krążyć i masywny dysk i masywna planeta. Z każdym nowo odkrytym TNO zyskujemy nowe informacje, które pozwolą wyjaśnić ich zachowanie”. Źródło: University of Cambridge Artykuł naukowy: https://arxiv.org/abs/1804.06859 https://www.pulskosmosu.pl/2019/01/21/czyli-to-jednak-nie-jest-dziewiata-planeta-nowe-wyjasnienie-orbit-niektorych-tno/
  11. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    To było piękne widowisko. Zobacz zdjęcia z zaćmienia Księżyca oraz spotkania Wenus i Jowisza 2019-01-21 Przed wschodem Słońca mogliśmy zachwycać się jednym z najpiękniejszych spektakli ziemskiego nieba. Zaćmiony Księżyc przybrał krwistą barwę. W tym samym czasie spotkały się planety Wenus i Jowisz. Zobaczcie, to fantastyczne zjawisko na zdjęciach z Polski i całego świata. W drodze do pracy lub szkoły część z nas próbowała odnaleźć na niebie zaćmiony Księżyc. Nie zawsze się to udawało, ponieważ przeszkadzała w tym pogoda, która przyniosła nam spore zachmurzenie, a także mgły, za którymi schował się Srebrny Glob. Tylko miejscami, głównie na wyżej położonych obszarach południowych krańców Polski, gdzie aura pozwoliła zachwycać się tym zjawiskiem, około godziny 6:12 można było ujrzeć tarczę Księżyca w kolorze krwi, która niemal zmywała się z czernią nieba tuż przed wschodem Słońca. Księżyc przez kilka godzin najpierw zatapiał się w półcieniu, a następnie w głównym cieniu Ziemi. Przez kolejne kilka godzin z cienia i półcienia się wynurzał, ale zanim zaćmienie się zakończyło, nasz naturalny satelita schował się za horyzontem i nastał dzień. W tym samym czasie po drugiej stronie nieba, między południowym wschodzie a południem, doszło do spotkania dwóch najjaśniejszych planet ziemskiego nieba, a więc Wenus i Jowisza, z Antares, najjaśniejszą gwiazdą konstelacji Skorpiona. Dlaczego Księżyc całkowicie nie zniknął mimo, że znalazł się w głównym cieniu Ziemi? W dużym skrócie to wina promieni słonecznych odbitych od ziemskiej atmosfery. Promienie słoneczne w rzeczywistości są połączeniem wielu fal elektromagnetycznych o różnych długościach. To od ich długości zależy jaki kolor widzimy. Najkrótsza jest fala światła niebieskiego, a najdłuższa czerwonego. Ta druga nie rozszczepia się w atmosferze, ponieważ cząstki powietrza są dla niej na tyle małe, że je omija. Dociera do powierzchni ziemi niemal w linii prostej, następnie się od niej odbija i opuszcza ziemską atmosferę. To co ma miejsce w atmosferze przypomina wówczas niezwykle intensywną barwę podczas zachodu Słońca. Skoro w każdej sekundzie gdzieś Słońce zachodzi, to sumując liczbę takich zachodów, mamy efekt w postaci czerwonej aureoli wokół Ziemi. Świetnie to zjawisko jest widoczne podczas zaćmienia Księżyca z perspektywy powierzchni Księżyca. Wokół Ziemi, oświetlanej przez Słońce od tyłu, a więc od strony obserwatora pogrążonej w ciemności, roztacza się czerwona poświata. To właśnie ona podświetla ciemną tarczę Księżyca podczas zaćmienia. Czerwień jest widoczna przez całą główną fazę zaćmienia Księżyca, ale ludzkie oko dostrzega ją dopiero w fazie maksymalnej i to przez krótki czas. Dzieje się tak dlatego, że nasze oczy nie widzą jednocześnie barw bardzo jasnych i ciemnych. Widzimy tylko jedną z nich, w zależności od tego, która ma większą powierzchnię. Do momentu całkowitego zanurzenia się księżycowej tarczy w głównym cieniu Ziemi, barwa jasna przeważa nad ciemną, stąd widzimy tylko pobladnięcie Księżyca, ale czerwieni już nie widzimy. Zmienia się to podczas fazy maksymalnej, gdy ciemna barwa przeważa, wówczas zaczynamy dostrzegać czerwień, która osiąga maksimum nasycenia podczas apogeum zaćmienia Efekt ten zostanie spotęgowany tam, gdzie nasz naturalny satelita będzie podczas maksymalnej fazy zaćmienia znajdować się dość nisko nad horyzontem, gdzie dodatkowo na skutek złudzenia optycznego i gęstości atmosfery Księżyc będzie się wydawać większy niż zwykle jest wysoko na niebie. Następnym razem Księżyc znajdzie się w zaćmieniu 16 lipca, jednak będzie to mniej widowiskowe zaćmienie częściowe. Na kolejne całkowite zaćmienie poczekamy znacznie dłużej, bo 6 lat, a dokładnie do 7 września 2025 roku. http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-01-21/to-bylo-piekne-widowisko-zobacz-zdjecia-z-zacmienia-ksiezyca-oraz-spotkania-wenus-i-jowisza/
  12. Paweł Baran

    Całkowite zaćmienie Księżyca 21.01.2019

    Gratuluję chłopaki zdjęć. U mnie nie udało się nic zobaczyć. Chmury nasiliły się już między godziną 20:30, wcześniej widać było na chwilę Księżyc, nadal mam za oknem pochmurny dzień, klapa na całego, aż miło popatrzeć sobie na Wasze zdjęcia.
  13. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Nowa animacja lotu rakiety New Glenn 2019-01-21. Krzysztof Kanawka Firma Blue Origin zaprezentowała nową animację lotu rakiety New Glenn. Zaprezentowana rakieta różni się pewnymi szczegółami w porównaniu z pierwszą wersją tej konstrukcji. Blue Origin (BO) tprzez lata była jedną z najbardziej zagadkowych firm sektora kosmicznego. Założona w 2000 roku, ogłoszona publicznie w 2002 roku, przez lata nie informowała o postępach swoich pracach badawczo-rozwojowych. Dopiero w kwietniu 2015 roku BO pojawiła się na czołówkach serwisów technologicznych za sprawą pierwszych testów systemu suborbitalnego o nazwie „New Shepard”. Do lipca 2018 roku BO przeprowadziła łącznie dziewięć testowych lotów rakiety New Shepard (łącznie zbudowano trzy egzemplarze). Przetestowano również system ratunkowy kapsuły, którą w przyszłości będą latali turyści kosmiczni. We wrześniu 2016 roku BO opublikowała pierwsze grafiki przedstawiające nową, znacznie większą rakietę. W odróżnieniu od New Shepard, ma to być rakieta orbitalna. Otrzymała nazwę „New Glenn”, na cześć amerykańskiego astronauty Johna Glenna. W marcu 2017 BO zaprezentowała pierwszą animację lotu rakiety New Glenn. Szesnastego stycznia 2019 roku firma BO opublikowała kolejną animację lotu rakiety New Glenn. Tę animację prezentujemy poniżej. W porównaniu z animacją z 2017 roku, ta animacja zawiera kilka zmian. W nowej animacji górny stopień jest napędzany dwoma silnikami. Ponadto, osłona aerodynamiczna rakiety jest większa (7 metrów – BO komentuje to jako “2 razy większą przestrzeń na ładunek w porównaniu z innymi istniejącymi rakietami”). Drobną różnicą jest także inny wygląd okrętu, na którym ląduje pierwszy stopień po wykonanej pracy. Aktualnie (stan na styczeń 2019) firma BO na swojej stronie podaje, że New Glenn będzie w stanie wynieść do 45 ton na niską orbitę około ziemską (LEO) oraz do 13 ton na orbitę geostacjonarną transferową (GTO). Prawdopodobnie te wartości nie ulegną już znacznej zmianie. Pierwszy lot rakiety New Glenn powinien nastąpić około 2021 roku. (BO) https://kosmonauta.net/2019/01/nowa-animacja-lotu-rakiety-new-glenn/
  14. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Krwawy superksiężyc na Waszych zdjęciach 2019-01-21 Pogoda nie była sprzymierzeńcem obserwatorów całkowitego zaćmienia Księżyca. Nad Polską zaległy chmury, sytuacji nie poprawiał smog. W niektórych miejscach pojawiły się jednak rozpogodzenia. Na Kontakt 24 wysyłacie nam księżycowe zdjęcia nie tylko z Polski. Czekamy na więcej! WYSYŁAJCIE NAM SWOJE ZDJĘCIA I NAGRANIA CAŁKOWITEGO ZAĆMIENIA KSIĘŻYCA NA KONTAKT 24 W Polsce całkowite zaćmienie wystartowało o godzinie 5.41, a zakończyło się o 6.43. Moment kulminacyjny miał miejsce o godzinie 6.12. Superpełnia Jednocześnie doszło do przejścia Księżyca przez perygeum, czyli najbliższy punkt jego orbity wokół Ziemi. Dzięki temu obserwujemy zjawisko superpełni, czyli superksiężyca. To oznacza, że Księżyc na niebie wydaje się trochę większy, niż w trakcie zwyczajnej pełni. Czerwony kolor Podczas zaćmienia Srebrny Glob miał czerwonawą barwę. Ziemia blokuje docieranie promieni słonecznych bezpośrednio do Księżyca. Atmosfera naszej planety powoduje załamywanie i rozpraszanie płynących do nas promieni słonecznych. Do Księżyca dociera trochę światła, ale jest ono jednak przefiltrowane przez atmosferę, która skuteczniej rozprasza światło o falach krótszych (niebieskie) niż dłuższych (czerwone). Kolejne zaćmienie Księżyca, tym razem częściowe, będzie widoczne z Polski za około pół roku - 16 lipca 2019 r. Z kolei poprzednie całkowite zaćmienie Księżyca mieliśmy okazję oglądać 27 lipca 2018 r. Źródło: tvnmeteo.pl Autor: dd/aw https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/krwawy-superksiezyc-na-waszych-zdjeciach,282938,1,0.html
  15. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Całkowite zaćmienie księżyca. Przybrał czerwoną barwę 2019-01-20/ bg W poniedziałek nad ranem mieszkańcy Polski mogli zobaczyć całkowite zaćmienie Księżyca. W tym czasie Księżyc przybrał czerwoną barwę, charakterystyczną dla zachodzącego Słońca. Dodatkowo na ten sam dzień przypadła tzw. superpełnia Księżyca. Całkowite zaćmienie Księżyca rozpoczęło się o godz. 5:41 i trwało do 6:43. Można było zobaczyć jak cień Ziemi nachodzi i schodzi z Księżyca. Dzięki temu można było dostrzec krzywiznę Ziemi. Dlaczego tak się dzieje? W trakcie zaćmienia całkowitego Ziemia blokuje docieranie promieni słonecznych bezpośrednio do Księżyca. Jednak nasza planeta ma atmosferę, która załamuje i rozprasza bieg promieni słonecznych. W związku z tym mimo wszystko do Księżyca dociera trochę światła. Jest ono jednak przefiltrowane przez atmosferę, która skuteczniej rozprasza światło o falach krótszych (niebieskie) niż dłuższych (czerwone). Skutki przejścia światła słonecznego przez grubą warstwę atmosfery możemy zobaczyć codziennie na przykład przy zachodzie Słońca – ma ono wtedy kolor czerwony. Na kuli ziemskiej zaćmienie Księżyca jest widoczne wszędzie, gdzie znajduje się on ponad horyzontem. Z tego powodu z danego miejsca na Ziemi całkowite zaćmienia Księżyca można obserwować znacznie częściej, niż całkowite zaćmienia Słońca. Następne zaćmienie Księżyca, tym razem częściowe, będzie widoczne z Polski za około pół roku – 16 lipca 2019 r. Z kolei poprzednie całkowite zaćmienie Księżyca mieliśmy okazję oglądać 27 lipca 2018 r. Było ono najdłuższe od stu lat i trwało ponad 90 minut. Według astronomów na kolejne całkowite zaćmienie Księżyca trzeba zaczekać do 2025 roku. Do obserwacji zaćmienia Księżyca nie potrzeba żadnych przyrządów astronomicznych, chociaż lornetka pozwoli bardziej szczegółowo przyjrzeć się zjawisku. W poniedziałek 21 stycznia miłośników obserwacji nieba czekało też inne zjawisko – pełnia Księżyca, która nastąpiła o godz. 6:16. Tego samego dnia o godz. 20:59 dojdzie do przejścia Księżyca przez perygeum, czyli najbliższy punkt jego orbity wokół Ziemi. Zbieżność tych dwóch sytuacji określana jest czasem jako superpełnia lub superksiężyc. W praktyce oznacza to, że Srebrny Glob na niebie jest wówczas nieco większy, niż w trakcie zwyczajnej pełni. Różnica pomiędzy dwoma skrajnymi, widocznymi rozmiarami Księżyca (kiedy znajduje się on w skrajnych punktach swojej orbity względem Ziemi – najbliższym i najdalszym) wynosi niemal 14 procent. Zachęcamy do przesyłania zdjęć wraz z informacją o miejscu astronomicznych obserwacji na adres: twoje@tvp.info. źródło: IAR, PAP https://www.tvp.info/40938257/calkowite-zacmienie-ksiezyca-przybral-czerwona-barwe
  16. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Amerykańska rakieta Delta IV Heavy wysyła tajnego satelitę wojskowego NROL-71 2019-01-20 Z kosmodromu Vandenberg na zachodnim wybrzeżu USA wystartowała rakieta Delta IV Heavy z amerykańskim tajnym satelitą wojskowym NROL-71. Lot ciężkiej rakiety nośnej, operowanej przez konsorcjum United Launch Alliance rozpoczął się w sobotę o 20:10 czasu polskiego. Część lotu, aż do odrzucenia owiewki chroniącej ładunek była transmitowana na żywo. O dalszym prawidłowym przebiegu lotu poinformowano w komunikacie 90 minut po starcie. O ładunku Podejrzewa się, że wysłany w sobotnim locie satelita to kolejny dodatek do sieci dużych satelitów obserwacji Ziemi Crystal. Wskazywała na to lokalizacja startu (baza Vandenberg) i wykorzystanie ciężkiej rakiety Delta IV Heavy. Choć co prawda satelity tej serii wysyłane były na orbity heliosynchroniczne (inklinacje powyżej 90 stopni), a w tym przypadku rakieta poleciała w kierunku południowo-wschodnim (inklinacja około 74 stopni). Inna sugestia co do pochodzenia wysłanego satelity to kolejna wersja satelity obrazującego serii Misty, które trafiały na orbitę w latach 90. Podsumowanie Był to pierwszy lot operatora United Launch Alliance w tym roku. Sobotni start był czwartym udanym lotem orbitalnym w 2019 roku i 2. przeprowadzonym przez Stany Zjednoczone. Źródło: NS/ULA Więcej informacji: • informacja prasowa o udanej misji od operatora rakiety, firmy ULA • relacja portalu NASASpaceflight.com z udanego startu Na zdjęciu: Rakieta Delta IV Heavy startująca ze stanowiska SLC-6 z kosmodromu Vandenberg w Kalifornii. Ładunkiem misji był tajny satelita Narodowego Biura Rozpoznania NROL-71. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/amerykanska-rakieta-delta-iv-heavy-wysyla-tajnego-satelite-wojskowego-nrol-71
  17. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Ludzie kosmosu: Hermann Minkowski 2019-01-20. Szymon Ryszkowsk Gdy mowa o wybitnych naukowcach, często zapomina się o ich nauczycielach – postaciach, które miały znaczący wpływ na kształtowanie się ich idei i pomysłów. Hermann Minkowski, posiadający także polskie korzenie, był niemieckim fizykiem i matematykiem. Jego wkład w rozwój matematyki został doceniony jeszcze zanim ukończył studia, gdy za swoją pracę został nagrodzony przez Francuską Akademię Nauk. W swoim życiu wykładał na licznych uczelniach, między innymi w Zurychu, gdzie miał okazję nauczać samego Alberta Einsteina. Jedną z zasług Minkowskiego jest duży wkład w szczególną teorię względności – mowa oczywiście o przestrzeni Minkowskiego. Około roku 1907 Minkowski doszedł do wniosku, że idee Einsteina oparte na wcześniejszych pracach Lorentza i Poincarégo dadzą się łatwiej przedstawić, jeśli czas i przestrzeń potraktować jako wymiary pewnej przestrzeni czterowymiarowej, a nie osobne i niezwiązane ze sobą wielkości. Można przyjąć, że to właśnie Minkowskiemu zawdzięczamy interpretację czasu jako czwartego wymiaru i istnienie terminu czasoprzestrzeni. Minkowski pracował także nad postulatem niezmienności praw fizyki względem przekształceń Lorentza, który wykorzystał przy wyprowadzeniu równań pola elektromagnetycznego. Początkowa część jego przemówienia pod tytułem „Przestrzeń i czas”, wygłoszona podczas Assembly of German Natural Scientists and Physicians (21 września 1908 r.) zyskała sporą sławę: „Poglądy na przestrzeń i czas, które zamierzam tu wygłosić, wyrosły z gruntu fizyki doświadczalnej. Poglądy te są radykalne. Odtąd sama przestrzeń i sam czas mają całkowicie zniknąć w cieniu i tylko pewien rodzaj unii między nimi utrzymać ma samodzielność.” Diagram Minkowskiego, znany również jako diagram czasoprzestrzeni, został opracowany przez niego w 1908 roku i stanowi ilustrację właściwości przestrzeni i czasu w szczególnej teorii względności. Pozwala na zrozumienie pewnych zjawisk, takich jak dylatacja czasu czy skrócenie długości bez równań matematycznych. Hermann Minkowski posiadał ogromny wpływ na fizykę XX wieku. Na jego cześć jedną z asteroid nazwano jego nazwiskiem. Obiekt (12493) Minkowski (1997 PM1) okrąża Słońce w ciągu 5,63 lat w średniej odległości około trzy razy większej, niż promień orbity Ziemi. Jego nazwiskiem nazwano również krater na Księżycu. https://news.astronet.pl/index.php/2019/01/20/ludzie-kosmosu-hermann-minkowski/
  18. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Deszcz spadających gwiazd na żądanie zobaczymy jeszcze w tym roku 2019-01-20 Dzięki Japończykom niebawem będziemy mogli zamówić sobie na ważne uroczystości deszcze spadających gwiazd. Pierwszy spektakl ma odbyć się w tym roku, a oficjalny na Igrzyska Olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Chociaż o tym przedsięwzięciu słyszymy od kilku lat, to jednak dopiero teraz mamy pewność, że będzie zrealizowane. Firma ALE poinformowała właśnie o pomyślnym umieszczeniu na ziemskiej orbicie testowego satelity, dzięki któremu będzie można w praktyce sprawdzić opracowywaną od kilku lat technologię. Ważący 68 kilogramów satelita ALE-1 poleciał w kosmos na pokładzie rakiety Epsilon w ubiegły piątek (18.01). Start odbył się z kompleksu Uchinoura Space Center, położonego w prowincji Kagoshima w południowej Japonii. Firma ALE chce dać ludzkości możliwość podziwiania niezwykłego spektaklu, który rozegra się na nocnym niebie. Będzie on wyglądał o wiele bardziej spektakularnie od deszczu spadających gwiazd z roju Perseidów, który możemy oglądać każdego roku w sierpniu. Specjaliści w tym celu nawiązali współpracę z naukowcami z kilku japońskich uniwersytetów. Efektem jest budowa pierwszego testowego satelity ALE-1. Jest to urządzenie typu CubeSat. W tej chwili jest to jedno z najbardziej zaawansowanych, jakie znajdują się na ziemskiej orbicie. Pewnie myślicie, że piękna wizja Japończyków, o stworzeniu sztucznego spektaklu spadających gwiazd, nie jest możliwa do realizacji. W innych częściach świata może i tak, ale w Japonii nie ma rzeczy niemożliwych. Naukowcy docelowo planują przygotowanie setek mikrosatelitów, wyposażonych w małe kapsułki wypełnione różnokolorowym proszkiem. Każde urządzenie zabierze na swój pokład ok. 300 takich kapsułek o średnicy 1 centymetra, które będą wykonane ze specjalnie opracowanych stopów metali. Uwalniane one będą w odstępie jednej sekundy. Kapsułki będą spalały się w atmosferze na wysokości od 60 do 80 kilometrów ponad powierzchnią Ziemi. Cały ten proces objawi się na niebie jako deszcz spadających gwiazd. Specjaliści z ALE twierdzą, że jasność sztucznych meteoroidów osiągnie -0,86 mag. To sprawi, że niesamowity spektakl będzie widoczny na obszarze o średnicy do 200 kilometrów od wyznaczonego miejsca na Ziemi, czyli np. siedziby jakiejś firmy, która za kwotę 16 tysięcy dolarów, za jedną spadającą gwiazdę, zdecyduje się zamówić takie kosmiczne show. Co ciekawe, taki pokaz interesuje też naukowców. Pomagają oni firmie ALE, gdyż interesują ich procesy zachodzące w atmosferze, a kapsułki przelatujące przez nią, byłyby obserwowane przez naziemne teleskopy, co mogłyby dostarczyć bardzo dużo ważnych informacji. Czy znajdą się chętni na takie astronomiczne atrakcje? Oczywiście, że tak, klientami mogliby być np. państwo młodzi, którzy uważają, że fajerwerki są czymś sztampowym i wolą np. wypowiedzieć życzenia, podczas cudownego deszczu spadających gwiazd. Zainteresowanych nie brakuje. Już teraz do firmy zgłaszają się miliarderzy, którzy chcą zamówić taki spektakl. ALE planuje rozpoczęcie testu satelity w ciągu kilku tygodni. Wtedy też ma odbyć pierwszy oszałamiający pokaz nad Hiroszimą. Daty wydarzenia na razie nie ujawniono. Jeśli wszystko przebiegnie z planem, władze Japonii będą chciały włączyć taki niezwykły spektakl do ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w Kraju Kwitnącej Wiśni w roku 2020. Źródło: GeekWeek.pl/ALE/Nihon University / Fot. NASA/ALE/Nihon University http://www.geekweek.pl/news/2019-01-20/deszcz-spadajacych-gwiazd-na-zadanie-zobaczymy-jeszcze-w-tym-roku/
  19. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Kolejna burza pyłowa w pobliżu Opportunity 2019-01-20. Krzysztof Kanawka W pobliżu rejonu, w którym przebywa MER-B Opportunity rozpoczyna się właśnie kolejna burza pyłowa. Niestety, nadal nie ma kontaktu z łazikiem. Łączność z łazikiem Opportunity utracono w wyniku potężnej burzy pyłowej na Marsie, która rozpętała się w 2018 roku na Czerwonej Planecie. Ta burza została po raz pierwszy zaobserwowana przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) na początku czerwca. W ciągu kilkunastu dni burza pokryła spory obszar Czerwonej Planety, a region (Meridiani Planum), w którym przebywa łazik Opportunity był jednym z tych, w których intensywność burzy była bardzo duża. Burza pyłowa była także obserwowana po drugiej stronie planety przez łazik Curiosity i trwała aż do września 2018. Ta burza już ustała i NASA rozpoczęła próby nawiązania łączności z Opportunity. Pierwotnie NASA planowała 45 dniową kampanię kontaktu z łazikiem. Jednakże, 29 października 2018 NASA postanowiła przedłużyć próby kontaktu. Decyzja zapadła po analizie warunków i prognoz meteorologicznych dla rejonu przebywania Opportunity. Wg NASA siła wiatrów powinna wzrosnąć w otoczeniu łazika, co zwiększa szansę na usunięcie pyłu z paneli słonecznych i tym samym większe możliwości energetyczne. W styczniu 2019 NASA ma przeanalizować ponownie sytuację i wówczas zapadnie kolejna decyzja. Do stycznia NASA wysłała 560 sygnałów do Opportunity – niestety na żaden z nich łazik nie odpowiedział. W drugim tygodniu stycznia NASA poinformowała, że obserwuje powstawanie nowej burzy pyłowej. W tej chwili dystans pomiędzy miejscem przebywania Opportunity a “zalążkiem” nowej burzy to około 200 km. Burza będzie obserwowana w kolejnych tygodniach, jednak jest prawdopodobny kolejny spadek ilości światła docierającego do paneli łazika. Wartość tau ma przekroczyć 1,5. W lutym 2018 roku łazik Opportunity przekroczył 5000 marsjańskich dni (“soli”) na powierzchni Czerwonej Planety. (NASA) https://kosmonauta.net/2019/01/kolejna-burza-pylowa-w-poblizu-opportunity/
  20. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    W poniedziałek przed świtem Księżyc okryje się krwią. Jak, gdzie i kiedy obserwować całkowite zaćmienie? 2019-01-20 Wszyscy przygotowujemy się na kolejne całkowite zaćmienie Księżyca, które będziemy podziwiać już w nocy z niedzieli na poniedziałek, o ile oczywiście całego spektaklu nie popsuje nam pogoda. Jak, gdzie i kiedy obserwować to zjawisko? W poniedziałek (21.01) czeka nas wyjątkowe wydarzenie astronomiczne. Ujrzymy całkowite zaćmienie Księżyca akurat podczas tzw. superpełni, gdy tarcza Srebrnego Globu jest o 14 procent większa i o 32 procent jaśniejsza niż zwykle podczas pełni. Apetyt jest duży, ponieważ wciąż czujemy niedosyt podziwiania najdłuższego zaćmienia w tym stuleciu, które miało miejsce w lipcu. Nic więc dziwnego, że takiego spektaklu nie można będzie przegapić. Niektórzy z tej okazji zakupili teleskopy, inni lornetki, a jeszcze inni nowe aparaty fotograficzne. Jednak wszystko to może okazać się nic nie warte, gdy pogoda zacznie kaprysić. Aura nie raz już pokrzyżowała plany związane z obserwacjami nieba. Tak było kilkukrotnie podczas zaćmień Księżyca. Mamy jednak nadzieję, że przynajmniej lokalnie zdarzą się choćby przejaśnienia. Niestety, prognozy nie są optymistyczne. Nad Polską ma zalegać dość gruba warstwa chmur, a na zupełnie pogodne niebo będzie można liczyć niemal wyłącznie na krańcach południowych, a zwłaszcza na szczytach górskich. Jednak ze względu na zagrożenie lawinowe i duży mróz nie polecamy obserwacji w tych miejscach. Wybierając się na dłuższe obserwacje warto będzie wyposażyć się oprócz ciepłego ubioru także w coś, co nas solidnie rozgrzeje, a więc w termos z gorącą herbatą lub kawą. Szczególnie powinni o tym pomyśleć ci, którzy obserwować chcą całe zjawisko, które potrwa przeszło 5 godzin. Jak, gdzie i kiedy obserwować? Pora więc dowiedzieć się, jak, gdzie i kiedy obserwować. Dla tych, którzy będą w poniedziałek (21.01) o świcie zmierzać do pracy lub szkoły, i nie będą mieć czasu na dłuższe obserwacje, polecamy jedynie kulminacyjną fazę zaćmienia. Dojdzie do niej o godzinie 6:12 rano, gdy Księżyc w pełni będzie się znajdować nisko między zachodnim i północno-zachodnim horyzontem, na tle gwiazdozbioru Raka. Mapka z orientacyjną lokalizacją Księżyca, powinna Wam ułatwić obserwacje. Przygotowaliśmy też szczegółowy opis dla tych, którzy chcą kontemplować ten niezwykły spektakl od początku do końca. Księżyc przejdzie przez główny cień Ziemi, dzięki czemu zmieni barwę na krwistą, a następnie bardzo mocno pociemnieje aż niemal stanie się słabo widoczny na tle porannego nieba. Ziemia cały czas rzuca cień, jednak Księżyc podczas swej pełni najczęściej mija go powyżej lub poniżej. Jednak, gdy zaczyna w niego wchodzić, zaczyna się zaćmienie. Środkowa, najciemniejsza część, cienia nazywana jest cieniem głównym, zaś zewnętrzna, jaśniejsza, półcieniem. W zależności od tego przez którą część cienia przechodzi Księżyc, zaćmienie nazywane jest więc półcieniowym lub całkowitym. Tym razem zaćmienie Księżyca rozpocznie się o godzinie 3:36, gdy lewy skraj księżycowej tarczy zacznie się z każdą minutą pogrążać w półcieniu. W całości znajdzie się w nim o godzinie 4:33. W tym samym czasie rozpocznie się całkowita faza zaćmienia. Przez nieco ponad godzinę Księżyc będzie od zachodniej części swej tarczy aż po wschodnią, zanurzać się w głównym cieniu Ziemi. Jego tarcza będzie ciemnieć i ciemnieć aż do godziny 5:41, gdy cały Księżyc znajdzie się w głównym cieniu. W tym samym momencie rozpocznie się najważniejsza część zjawiska, a więc zaćmienie całkowite. Potrwa ono od godziny 5:41 do 6:43 i tego spektaklu w żadnym razie nie można przegapić. Najpierw krwista barwa pochłonie lewą część księżycowej tarczy, następnie środek i na końcu jej prawą część. Apogeum całego zaćmienia nastąpi o godzinie 6:12. Wówczas Księżyc chylić się będzie ku zachodniemu horyzontowi i będzie zabarwiony ciemnym brązem, przypominającym krew. Efekt ten zostanie spotęgowany, ponieważ niskie położenie Księżyca nad horyzontem zawsze wywołuje złudzenie optyczne, za sprawą którego tarcza Srebrnego Globu będzie się wydawać większa niż zwykle jest wysoko na niebie. Od godziny 6:43 Księżyc systematycznie będzie wychodzić z głównego cienia, co skończy się o godzinie 7:50, a następnie z półcienia, kończąc zaćmienie o godzinie 8:48, a więc po przeszło 5 godzinach. Ostatnich faz jednak nie zobaczymy, ponieważ Księżyc schowa się wcześniej za horyzont i wzejdzie Słońce. Zaćmienie będzie widoczne w całości w obu Amerykach i w Arktyce. Częściowo będzie je można podziwiać także w Europie, zwłaszcza północnej i zachodniej. Na pozostałym obszarze naszego kontynentu zaćmienie będzie widoczne tylko częściowo. Zagadka krwistego Księżyca Skąd bierze się charakterystyczna krwista barwa naszego naturalnego satelity? Otóż wszystkiemu winna jest ziemska atmosfera. Promienie słoneczne w rzeczywistości są połączeniem wielu fal elektromagnetycznych o różnych długościach. To od ich długości zależy jaki kolor widzimy. Najkrótsza jest fala światła niebieskiego, a najdłuższa czerwonego. Ta druga nie rozszczepia się w atmosferze, ponieważ cząstki powietrza są dla niej na tyle małe, że je omija. Dociera do powierzchni ziemi niemal w linii prostej, następnie się od niej odbija i opuszcza ziemską atmosferę. To co ma miejsce w atmosferze przypomina wówczas niezwykle intensywną barwę podczas zachodu Słońca. Skoro w każdej sekundzie gdzieś Słońce zachodzi, to sumując liczbę takich zachodów, mamy efekt w postaci czerwonej aureoli wokół Ziemi. Świetnie to zjawisko jest widoczne podczas zaćmienia Księżyca z perspektywy powierzchni Księżyca. Wokół Ziemi, oświetlanej przez Słońce od tyłu, a więc od strony obserwatora pogrążonej w ciemności, roztacza się czerwona poświata. To właśnie ona podświetla ciemną tarczę Księżyca podczas zaćmienia. Czerwień jest widoczna przez całą główną fazę zaćmienia Księżyca, ale ludzkie oko dostrzega ją dopiero w fazie maksymalnej i to przez krótki czas. Dzieje się tak dlatego, że nasze oczy nie widzą jednocześnie barw bardzo jasnych i ciemnych. Widzimy tylko jedną z nich, w zależności od tego, która ma większą powierzchnię. Do momentu całkowitego zanurzenia się księżycowej tarczy w głównym cieniu Ziemi, barwa jasna przeważa nad ciemną, stąd widzimy tylko pobladnięcie Księżyca, ale czerwieni już nie widzimy. Zmienia się to podczas fazy maksymalnej, gdy ciemna barwa przeważa, wówczas zaczynamy dostrzegać czerwień, która osiąga maksimum nasycenia podczas apogeum zaćmienia. Efekt ten zostanie spotęgowany tam, gdzie nasz naturalny satelita będzie podczas maksymalnej fazy zaćmienia znajdować się dość nisko nad horyzontem, gdzie dodatkowo na skutek złudzenia optycznego i gęstości atmosfery Księżyc będzie się wydawać większy niż zwykle jest wysoko na niebie. Spotkanie Jowisza i Wenus Całkowite zaćmienie Księżyca nie będzie jedyną atrakcją poniedziałkowego (21.01) świtu. Wystarczy spojrzeć na przeciwną stronę nieba, a dokładniej między południowo-wschodnim i południowym niebem, aby ujrzeć tam wyjątkowo bliskie spotkanie dwóch najjaśniejszych planet ziemskiego nieba, Jowisza i Wenus. Dojdzie do niego na tle gwiazdozbioru Byka. W niewielkiej odległości od planet znajdzie się też czerwony nadolbrzym Antares, najjaśniejsza gwiazda konstelacji Skorpiona. Warto więc wstać wcześniej i zrobić sobie ze śniadania prawdziwą astronomiczną ucztę. Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA. http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-01-20/w-poniedzialek-przed-switem-ksiezyc-okryje-sie-krwia-jak-gdzie-i-kiedy-obserwowac-calkowite-zacmienie/
  21. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Tworzenie gwiazd, gdy Wszechświat był w połowie obecnego wieku 2019-01-19. Autor. Agnieszka Nowak Wszechświat ma ok. 13,8 mld lat a jego gwiazdy są prawdopodobnie najbardziej doniosłym jego dziełem. Astronomowie badający zawiłości formowania się gwiazd w kosmicznym czasie próbują zrozumieć, czy gwiazdy i procesy, które je wytwarzają, były takie same, gdy Wszechświat był młodszy, mniej więcej w połowie swojego obecnego wieku. Wiedzą już, że od trzech do sześciu miliardów lat po Wielkim Wybuchu gwiazdy powstawały w tempie około dziesięciu razy szybciej, niż ma to miejsce dzisiaj. Jak to się stało i dlaczego to niektóre z kluczowych pytań stawianych przed kolejną dekadą badań. Uważa się, że powstawanie gwiazd w galaktyce jest wyzwalane przez przyrost gazu z ośrodka międzygwiazdowego (przypuszcza się, że akrecja gazu przez połączenie między galaktykami odgrywa stosunkowo niewielką rolę w całkowitej liczbie wytworzonych gwiazd). W galaktykach, które aktywnie tworzą gwiazdy, istnieje ścisły związek między ich masą w gwiazdach i stopniem tworzenia się nowych gwiazd, a związek ten w przybliżeniu ma miejsce nie tylko lokalnie, ale nawet wstecz, gdy Wszechświat by miliardy lat młodszy. W przeciwieństwie do tego, galaktyki, które przechodzą aktywne procesy gaszenia formowania się gwiazd, spadają odpowiednio powyżej i poniżej tej relacji. Relacje te wspierają ogólny obraz wzrostu galaktyk przez akrecję gazu, z tą różnicą, że z jakiegoś powodu mniejsze galaktyki wydają się tworzyć mniej mniejszych gwiazd, niż oczekiwano dla ich mas. Astronom z CfA, Sandro Tacchella, jest członkiem zespołu, który wykorzystał spektroskop MUSE zamontowany na VLT, aby uzyskać widma optyczne galaktyk w słynnym obrazie galaktyk Głębokiego Pola Hubble’a. Mierzyli linie emisji gwiazdowych w 179 odległych galaktykach w polu i wykorzystali je do obliczenia zachowań gwiazdotwórczych po korektach, takich jak ekstynkcja pyłu (co może sprawić, że niektóre linie optyczne wydają się być słabsze, niż są). Stwierdzono, że zagadka zubożonego formowania się gwiazd w małych galaktykach jest prawdziwa na poziomie 5% nawet przy uwzględnieniu szumu i rozproszenia w danych spowodowanych, na przykład, przez efekt ewolucji galaktyk. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: CfA Urania https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/01/tworzenie-gwiazd-gdy-wszechswiat-by-w.html
  22. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    NASA twierdzi, że bez modyfikacji genetycznych nie będzie nowych Marsjan 2019-01-19 Za kilkanaście lat ludzkość już powinna zacząć kolonizować Marsa. Wówczas spełni się jedno z naszych odwiecznych marzeń o podboju obcej planety. NASA dostrzega jednak wielki problem, który może rozwiązać inżynieria genetyczna. Chodzi tutaj o groźne dla organizmów żywych promieniowanie kosmiczne i mikrograwitacja. Będą one miały degradujący wpływ na astronautów nie tylko w czasie podróży na tę planetę, ale również już bezpośrednio na jej powierzchni. Teraz okazuje się, że jest wielce prawdopodobne, że w pierwszych koloniach mogą nie narodzić się prawdziwi Marsjanie. Naukowcy z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, opublikowali artykuł na łamach magazynu Futures. Informują w nim, że promieniowanie kosmiczne będzie miało niekorzystny wpływ na plemniki, komórki jajowe i embriony. Nawet jeśli dojdzie do zapłodnienia, to istnieją niewielkie szanse na to, że ciąża przebiegnie prawidłowo i urodzi się zdrowy Marsjanin. Naukowcy sugerują tutaj poważne zainteresowanie się technologiami modyfikacji genów, a dokładnie skorzystanie z dobrodziejstw metody CRISPR-Cas9 i jej następców. Z ich pomocą i metody in vitro, będziemy mogli ulepszyć zarówno genomy astronautów, aby jak najmniej odczuwali skutki dalekich podróży kosmicznych, jak i ich przyszłych potomków zamieszkujących na stałe Marsa. Co ciekawe, naukowcy z NASA myślą też o wykorzystaniu technologii opracowanej przez naukowców z Australii. Chodzi tutaj o tzw. eliksir młodości, czyli prekursor NAD+ (NMN), który powoduje odmłodzenie komórek w żywych organizmach. Testy na myszach przebiegły pomyślnie, więc jeszcze w tym roku mają zostać przeprowadzone testy kliniczne na ludziach. Temat wydaje się być kontrowersyjny. W końcu pierwsi kolonizatorzy obcej planety mogą stać się jednocześnie "nowymi, udoskonalonymi ludźmi", żeby nie użyć słowa, "nadludźmi". W związku z tym pojawią się nowe problemy społeczne, które mogą doprowadzić nawet do konfliktu na linii Ziemia-Mars. Jednak przyszłość rozwoju ludzkości, zmiana jej w cywilizację kosmiczną i związane z tym próby zapewnienia jej bezpieczeństwa przed kosmicznymi zagrożeniami, są wartością nadrzędną, więc czy nam się to podoba, czy nie, i w tym przypadku cel uświęci środki. I bardzo dobrze. Źródło: GeekWeek.pl/Futures / Fot. NASA/James Vaughan http://www.geekweek.pl/news/2019-01-19/nasa-twierdzi-ze-bez-modyfikacji-genetycznych-nie-bedzie-nowych-marsjan/
  23. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Sonda Cassini pokazała obrazy opadów metanowego deszczu na Tytanie 2019-01-19 Chociaż sonda Cassini spłonęła w atmosferze Saturna, jej spuścizna, w postaci ogromnej bazy danych o Władcy Pierścieni i jego księżycach, jeszcze przez długo będzie prowadzić do nowych odkryć w świecie astronomii. Tytan, największy księżyc Saturna, to niezwykle dynamicznie zmieniający się glob. Dwa lata tamu sonda zbliżyła się do tego obiektu i wykonała zdjęcia jego powierzchni. Wówczas pierwszy raz w historii mogliśmy przyjrzeć się bliżej fascynującym długim, liniowym i falowym wydmom powstałym z piasków węglowodorowych. Niedługo później odkryliśmy coś jeszcze bardziej ciekawego, a mianowicie cykl pyłowy. Sonda Cassini pokazała nam zdjęcia, na których mogliśmy zobaczyć gigantyczne burze pyłowe szalejące w pasie równikowym księżyca. Na razie jednak poznaliśmy zaledwie ułamek tajemniczych zjawisk zachodzących na tym tajemniczym globie. Najlepszym przykładem tego, jak fascynujące odkrycia na nas czekają, mogą być najnowsze wieści na temat występujących tam pór roku, podobnych, jak ma to miejsce na naszej planecie, które owocują m.in. opadami metanowego deszczu. Tytan to dynamiczny glob. Wiemy, że znajdują się tam oceany płynnego metanu i etanu. Naukowcy opracowali modele klimatyczne na podstawie pierwszych danych z sondy, które nadeszły w 2004 roku i powiedziały nam, że panuje tam okres letni. Dotychczas myśleliśmy, że pory roku zmieniają się tam mniej więcej co 7,5 roku. Lato miało rozpocząć się w 2016 roku, jednak tak się nie stało. Naukowców to bardzo zdziwiło, ale jednocześnie stało się dowodem na to, że wciąż musimy zgłębiać wiedzę na temat Tytana. Oznaką nadchodzącego lata mają być powszechne opady metanowego deszczu. Astronomowie analizujący dane uzyskane z sondy Cassini, dostrzegli właśnie takie zjawisko na obrazach księżyca, które zostały wykonane w czerwcu 2016 roku. Deszcze metanu miały powierzchnię połowy Polski i ostatecznie spłynęły do Kraken Mare, największego morza na księżycu. Oznacza to, że przesilenie letnie jednak nastąpiło zgodnie z opracowanymi przez naukowców modelami klimatycznymi sprzed 14 lat. To niesamowite osiągnięcie dla świata astronomicznego. Naukowcy analizując zdjęcia atmosfery księżyca z 2016 roku, nie dostrzegli na nich charakterystycznych gęstych chmur. Tymczasem okazuje się, że wcale nie są one przesłanką świadczącą o występowaniu sezonowych opadów metanowych deszczy, tylko pojawiające się na obrazach dziwne refleksy. Chociaż zmiany pór roku przypominają tam nasze, ziemskie, to jednak musimy mieć świadomość, że występują tam opady płynnego metanu, a nie wody, więc pojawienie się gęstych chmury nie musi ich zwiastować. Naukowcy ogłosili, że najnowsze badania pozwoliły im znaleźć brakujący element całej klimatycznej układanki. Wraz z wzorami pogodowymi na półkuli południowej, nowo wykryte opady zdają się potwierdzać przewidywalną sezonową pogodę na Tytanie. Ten fakt może pomóc w planowaniu przyszłych misji na powierzchnię księżyca, a także opracować lepsze metody obserwacji tego fascynującego globu. Źródło: GeekWeek.pl/Space.com / Fot. NASA http://www.geekweek.pl/news/2019-01-19/sonda-cassini-pokazala-obrazy-opadow-metanowego-deszczu-na-tytanie/
  24. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Paweł Adamowicz – wspomnienie 2019-01-19. Dziewiętnastego stycznia pożegnano Pawła Adamowicza – prezydenta miasta Gdańsk. Prezydent Paweł Adamowicz aktywnie wspierał lokalne inicjatywy związane z branżą kosmiczną i edukacją. Ponad dekadę temu, w 2008 roku, po wielu latach planowania i prac rewitalizacyjnych na Górze Gradowej uruchomiono Centrum Hewelianum (obecnie – Hewelianum), będące ośrodkiem edukacyjnym mającym przybliżyć zwiedzającym historię miasta oraz nauki ścisłe. W tym miejscu szczególny nacisk postawiono na astronomię, jako, że Centrum odziedziczyło nazwę po wybitnym astronomie działającym w Gdańsk – Janie Heweliuszu. Pod koniec 2011 roku dzięki Morskiemu Klubowi Łączności „Szkuner” SP2ZIE mieszczącego się w Akademii Morskiej oraz Muzeum Historycznego Miasta Gdańska (MHMG), przy wsparciu Prezydenta Pawła Adamowicza i Urzędu Miasta, możliwe było zorganizowanie sesji komunikacyjnej z astronautami na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Ta sesja dzięki inicjatywie MHMG i poparciu ze strony władz Gdańska odbyła się w Dworze Artusa. Kilka lat później, Paweł Adamowicz aktywnie wspierał również ulokowanie siedziby Polskiej Agencji Kosmicznej w Gdańsku (siedziba oficjalnie została otwarta w lipcu 2015). Był to mocny sygnał, że branża kosmiczna rozwija się także poza Warszawą i lokalnie także może rozwijać się ta branża przemysłu. W ciągu następnych lat Prezydent Gdańska patronował lub aktywnie wspierał inicjatywy związane z branżą kosmiczną. Wsparcie otrzymały m.in. pierwsze edycje akceleratora dla spółek technologicznych Space3ac oraz inicjatywa założenia w Gdańsku jednego z ośrodków inkubacji biznesu Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ostatni patronat honorowy od Prezydenta Miasta Gdańska otrzymaliśmy na początku stycznia. Nasz zespół nie zdążył jednak szerzej poinformować o nadchodzącej konferencji. Gdańsk jest dziś jednym z głównych ośrodków powstającego polskiego sektora kosmicznego. Oprócz wielu firm w tej branży (rozumianej szeroko – zarówno elementy satelitów czy rakiet, jak i wykorzystanie danych satelitarnych), aktywne są także jednostki akademickie oraz instytuty badawczo-rozwojowe. Ledwie dekadę temu sytuacja była diametralnie inna. Stało się to także dzięki wsparciu i zainteresowaniu Pawła Adamowicza. Zespół redakcyjny Kosmonauta.net, który wywodzi się z Trójmiasta, pragnie złożyć kondolencje rodzinie i bliskim Prezydenta, wyrażając również nadzieję, że Gdańsk będzie mógł w przyszłości liczyć na osobę równie oddaną swojemu miastu. https://kosmonauta.net/2019/01/pawel-adamowicz-wspomnienie/
  25. Paweł Baran

    Astronomiczne Wiadomości z Internetu

    Japońska rakieta Epsilon wysyła na orbitę 7 satelitów 2019-01-19 Lekka japońska rakieta nośna Epsilon wyniosła w piątek na niską oribtę 7 niewielkich satelitów. Start odbył się z kosmodromu Uchinoura na południowej wyspie Japonii Kiusiu. Rakieta wystartowała 19 stycznia o 1:50 w nocy czasu polskiego. O ładunkach misji Głównym ładunkiem misji był satelita RAPIS-1, zbudowany przez japońską agencję kosmiczną JAXA. Ważący 200 kg statek w kształcie sześcianu o boku długości 1 m zbada w czasie rocznej misji wiele technologii. Na jego pokładzie znalazły się programowalne układy elektroniczne FPGA bazujące na bramkach technologii NanoBridge, które są mniejsze i przez to efektywniejsze niż te tradycyjnie stosowane w układach FPGA. Na satelicie testowany też będzie sprzęt do komunikacji w niewykorzystywanym jeszcze powszechnie paśmie radiowym X. Kontrola orientacji satelity będzie wykonywane z pomocą silniczków zasilanych bardziej ekologicznym paliwem niż wykorzystywana często hydrazyna. Pozostałe zestawy eksperymentalne zamontowane na satelicie to: miernik cząstek i szukacze gwiazd, korzystające z techniki głębokich sztucznych sieci neuronowych, do ustalenia orientacji satelity w przestrzeni oraz odbiornik sygnału GPS niskiej mocy. Satelita będzie zasilany prototypowym zestawem lekkich paneli fotowoltaicznych rozkładanych na orbicie. Sześć pozostałych wysłanych ładunków to: ALE-1 - satelita firmy Astro Live Experiences testujący tworzenie sztucznych deszczy meteorytowych nad wyznaczonym obszarem. Hodoyoshi-2 - satelita Uniwersytetu w Tokio do badania odbijania światła słonecznego od Ziemi, badania powierzchni oceanów oraz obserwacji rozbłysków TLE w górnych warstwach atmosfery. Na satelicie zamontowane zostały też instrumenty do badania środowiska kosmicznego. MicroDragon - wietnamski satelita do obserwacji linii brzegowej Wietnamu, regionów nadmorskich oraz lokalizacji miejsc do połowów rybackich. Pozostałe trzy satelity to niewielkie ładunki standardu CubeSat: OrigamiSat zbudowany przez Politechnikę Tokijską, NEXUS przez Uniwersytet Nihon oraz Aoba VELOX IV stworzony przez Politechnikę Kyushu i Uniwersytet Technologiczny Nanyang. Podsumowanie Był to pierwszy japoński start rakietowy w 2019 roku. Był to dopiero czwarty start lekkiej rakiety nośnej Epsilon, która debiutowała w 2013 roku. Był to trzeci udany lot orbitalny w tym roku. 15 stycznia swoją próbę wyniesienia satelity przeprowadził Iran. Rakieta Simorgh nie osiągnęła jednak prędkości orbitalnej ze swoim ładunkiem. Źródło: JAXA/Axelspace/NS Więcej informacji: • informacje o satelicie RAPIS-1 • relacja portalu NASASpaceflight ze startu • informacje nt. testowanej w warunkach kosmicznych technologii NBFPGA Na zdjęciu: Rakieta Epsilon startująca z satelitą RAPIS-1. Źródło: JAXA. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/japonska-rakieta-epsilon-wysyla-na-orbite-7-satelitow
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)