Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    24725
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    58

Zawartość dodana przez Paweł Baran

  1. Dwa spojrzenia na mgławicę refleksyjną IC 2631 okiem Hubble'a 2021-12-04. NASA opublikowała dwa przepiękne zdjęcia fragmentów mgławicy refleksyjnej IC 2631 uzyskane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a przedstawiające rodzące się gwiazdy (protogwiazda J1672 i HD 97300). Wzajemne odziaływanie energii i materii tworzy przepiękne zjawiska. Tutaj na Ziemi wielką radość sprawia nam oglądanie tęczy, zórz polarnych, wschodów i zachodów Słońca. Natomiast we Wszechświecie natura tworzy niezwykłe, olśniewające struktury zwane mgławicami, które mogą rozciągać się na setki lat świetlnych. Mgławice są najprawdopodobniej najpiękniejszymi obiektami na niebie. Mgławice są obłokami pyłu i gazu międzygwiazdowego. Jest wiele takich obłoków w przestrzeni kosmicznej, ale to w pobliżu gwiazdy mgławica ożywa – stając się mgławicą refleksyjną. Światło gwiazdy jest rozpraszane przez otaczający gaz i pył, podobnie jak światło latarki oświetla mgłę w ciemności. Takie mgławice często są niebieskawe ze względu na sposób rozpraszania światła na drobnym pyle w ośrodku międzygwiazdowym. Światło o barwie niebieskiej (mniejsza długość fali niż np. światło czerwone) łatwiej odbija się od ziaren pyłu. W dawnych czasach astronomowie nie byli pewni co zaobserwowali, gdy patrzyli na mgławice. Słowo mgławica, czyli nebula oznacza po łacinie chmurę lub mgłę. Dlatego wtedy nazywali mgławicami wszystko, co było podobne do chmur lub obłoków - nawet galaktyki. Z czasem, gdy pojawiły się teleskopy i udoskonaliły techniki obserwacyjne udało się to wyjaśnić. W 1912 roku amerykański astronom Vesto Sliper zrozumiał, że to raczej światło od pobliskich gwiazd rozjaśnia mgławice, niż jakieś wewnętrzne właściwości samych mgławic. IC 2631 jest mgławicą refleksyjną odległą o około 500 lat świetlnych w rozległym obszarze powstawania gwiazd zwanym Kompleksem Kameleona znajduje się na południowym niebie w gwiazdozbiorze Kameleona. Zdjęcia mgławicy IC 2631 zostały wykonane w ramach większego przeglądu obserwacyjnego realizowanego za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, którego celem jest zbadanie 312 protogwiazd wcześniej zidentyfikowanych w podczerwieni w obłokach molekularnych przez obserwatoria orbitalne Spitzer i Herschel. Wokół protogwiazd są poszukiwane dyski protoplanetarne. Takie dyski składają się z gazu i pyłu. Mogą powstać wokół młodych gwiazd z materii, która nie została pochłonięta przez rodzącą się gwiazdę. Ostatecznie z tych dysków mogą powstać planety, asteriody, komety. Mgławicę refleksyjną IC 2631 oświetla gwiazda HD 97300. Jest ona młodą i masywną gwiazdą, która jeszcze nie osiągnęła ciągu głównego. Jako protogwiazda, jeszcze nie osiągnęła wystarczającej masy, by w jej obszarze centralnym rozpoczęły się reakcje syntezy jądrowej. Zamiast tego promieniowanie świetlne powstaje na powierzchni fali uderzeniowej, która tworzy się, gdy materia opada na młodą protogwiazdę i wypromieniowuje energię. Wokół gwiazdy HD 97300 nie zaobserwowano dysków protoplanetarnych, ale na zdjęciu zauważono inną, ciekawą cechę. Powyżej mgławicy refleksyjnej są dwa ciemne obłoki zwane ciemnymi mgławicami. One są tak gęste, że nie może przeniknąć światło gwiazd. Te mgławice są wskazówką, co może stać się w przyszłości. Mgławice nie istnieją wiecznie. Podczas procesu narodzin gwiazda pochłania coraz więcej materii, aż osiągnie ciąg główny i rozpocznie syntezę termojądrową w obszarach centralnych. Paradoksalnie wtedy gwiazda staje się mniejsza i nie taka jasna. W pewnym sensie, młoda gwiazda taka jak HD 97300 (astronomowie nazywają tą fazę narodzin gwiazdy obiektem typu Herbig Ae/Be) jest bardziej młodzieńcza i błyskotliwa niż jej wersja „dojrzała”. Więc ostatecznie gwiazda nie będzie oświetlała mgławicy tak intensywnie. Możliwe, że jeszcze powstaną inne gwiazdy w tym obszarze mgławicy IC 2631, ponieważ jest tutaj bardzo dużo gazu i pyłu. Jeżeli tak się stanie, to ujrzymy inną mgławicę refleksyjną, gdy nowa gwiazda oświetli otaczającą ją materię. Jednak może to potrwać tak długo, że ludzkość tego nie doczeka. Dlatego cieszmy się tym przepięknym widokiem mgławicy, dopóki trwa. Opracowanie: Ryszard Biernikowicz Więcej informacji: Reflected Starlight Bathes Forming Star in New Hubble Image Hubble Spies Newly Forming Star Incubating in IC 2631 This is a Classic Example of a Reflection Nebula, Where the Reflected Light From Young Hot Stars Illuminates a Protostellar Cloud of Gas and Dust Źródło: NASA Na ilustracji: zdjęcie wykonane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a małego fragmentu mgławicy refleksyjnej IC 2631. Mgławica jest oświetlana przez rodzącą się gwiazdę HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be), ale nie widać jej na zdjęciu – znajduje się poniżej dolnej linii kadru. Źródło: NASA, ESA, K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing; Gladys Kober (NASA/Catholic University of America) Zdjęcie wykonane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a przedstawia protogwiazdę oznaczoną jako J1672835.29-763111.64 (w skrócie J1672) w mgławicy refleksyjnej IC 2631. Źródło: NASA, ESA, T. Megeath (University of Toledo), K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing: Gladys Kober (NASA/Catholic University of America) Zdjęcie małego fragmentu mgławicy refleksyjnej IC 2631 z przeglądu obserwacyjnego realizowanego za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, którego celem jest poszukiwanie dysków wokół rodzących się gwiazd. Mgławica jest oświetlana przez rodzącą się gwiazdę HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be), ale nie widać jej na zdjęciu wykonanym z kosmosu (HST ACS) – znajduje się poniżej dolnej linii kadru. Źródło: NASA, ESA, K. Stapelfeldt (Jet Propulsion Laboratory), and ESO; Processing; Gladys Kober (NASA/Catholic University of America) Zdjęcie mgławicy refleksyjnej IC 2631, którą oświetla rodząca się gwiazda HD 97300 (obiekt typu Herbig Ae/Be). Jest ona najmłodszą, najbardziej masywną i najjaśniejszą gwiazdą w tej okolicy (jasność V~9m). Zdjęcie zostało wykonane 2.2 metrowym teleskopem MPG/ESO w La Silla (Chile).) Źródło: ESO https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dwa-spojrzenia-na-mglawice-reflekcyjna-ic-2631-okiem-hubblea
  2. NASA o zdarzeniu na kosmodromie w Gujanie: Teleskop Webba nie ucierpiał 2021-12-03. Incydent, do którego doszło w trakcie przygotowań Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba do umieszczenia na rakiecie nośnej w centrum kosmicznym Kourou w Gujanie Francuskiej – okazał się być bez wpływu na kondycję cennego urządzenia. Stanowisko o takiej treści przedstawiła amerykańska agencja kosmiczna NASA, po przeznaczeniu dodatkowego czasu na przeprowadzenie kontrolnego przeglądu teleskopu i weryfikacji jego stanu. Decyzja o przeprowadzeniu nieplanowanego testowania podzespołów Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba (JWST) zapadła po wydarzeniu, do jakiego doszło 9 listopada br. podczas scalania ładunku z adapterem utrzymującym transportowany instrument na szczycie rakiety. O tym, że w ośrodku przynależącym do kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej doszło do nagłego wyczepienia zacisku unieruchamiającego teleskop w bezpiecznej pozycji, powiadomiono publicznie dopiero po blisko dwóch tygodniach od incydentu – 22 listopada. W świetle znanych NASA okoliczności zdarzenia, powołano zespół specjalistów mających za zadanie ocenić jego skutki i przeprowadzić dodatkowe testy JWST w celu sprawdzenia, czy parametry docelowe systemu nie zostały naruszone. Podano jednocześnie komunikat o wymuszonym przesunięciu terminu wystrzelenia tej ważnej, długoterminowej misji – pierwotnie zaplanowanym na 18 grudnia br. Przesunięcie to określono na poziomie 4 dni (ustalając nową datę startu na 22 grudnia br.). Wkrótce jednak amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła, że przeprowadzone testy nie ujawniły występowania żadnych oznak uszkodzenia podzespołów i układu elektrooptycznego JWST. Nie podano przy tym szczegółów dotyczących zakresu przeglądu i działań kontrolnych. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba uznano zatem za gotowy, aby przejść do kolejnego etapu przygotowań przedstartowych – napełniania niezbędnym paliwem, które przeprowadzono jeszcze w ostatnim tygodniu listopada. Po zatankowaniu, Webb trafił do hali montażu końcowego przy kosmodromie w Gujanie Francuskiej, oczekując na wprowadzenie dźwigiem na szczyt rakiety nośnej Ariane 5. JWST znajduje się na miejscu swojego startu kosmicznego od 12 października br. Teleskop dotarł tam na pokładzie statku MN Colibri, płynącego do Gujany Francuskiej przez Kanał Panamski z laboratorium NASA w Kalifornii. Na czas długotrwałej i wymagającej podróży instrument starannie zabezpieczono w specjalnym kontenerze STTARS (Space Telescope Transporter for Air, Road and Sea). Oczekiwania odnośnie misji Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba są bardzo duże. Naukowcy liczą na to, że instrument przyczyni się do przesunięcia kolejnych granic ludzkiego poznania w kwestii znajomości praw i historii rozwoju Wszechświata - stając się pod tym względem godnym "następcą" Teleskopu Hubble’a. Projekt realizowany jest przez NASA, ESA oraz Kanadyjską Agencję Kosmiczną (CSA). Fot. NASA [nasa.gov] SPACE24 https://www.space24.pl/nasa-o-zdarzeniu-na-kosmodromie-w-gujanie-teleskop-webba-nie-ucierpial
  3. Misja ESA Comet Interceptor z szerszym polskim udziałem 2021-12-03. Comet Interceptor to nazwa misji przygotowywanej przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) we współpracy z Japońską Agencją Eksploracji Aerokosmicznej (JAXA), której celem jest wystrzelenie wieloczęściowej sondy badawczej w stronę komety pierwotnej przelatującej przez Układ Słoneczny. W ostatnim czasie swój wkład w przebieg inicjatywy zapowiedziała polska spółka Creotech Instruments. Firma Creotech Instruments powiadomiła w drugiej połowie listopada br., że została zaproszona przez szwajcarski Uniwersytet w Bernie do uczestnictwa w misji Comet Interceptor, przygotowywanej pod kierownictwem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Zadaniem spółki ma być przygotowanie projektu i wykonanie komponentów do jednego z urządzeń badawczych sondy. Statek kosmiczny misji ESA ma zostać wystrzelony w 2029 roku na odległość około 1,5 mln km od Ziemi. Po okresie oczekiwania na kometę, która dotrze w tym czasie do wnętrza Układu Słonecznego, sonda podzieli się na trzy mniejsze statki kosmiczne, z których każdy będzie posiadał inne instrumenty badawcze. Mniejsze sondy dotrą do warkocza komety i zmierzą: jego skład chemiczny, gęstość, pole magnetyczne i oddziaływanie z wiatrem słonecznym. Głównym celem misji jest dogłębne poznanie struktury i charakterystyki kometarnej, również pod kątem przygotowania się do potencjalnych przyszłych misji, których zadaniem mogłaby być zmiana trajektorii komety. Creotech Instruments zakończył niedawno negocjacje prowadzone bezpośrednio z ESA w sprawie warunków kontraktu na opracowanie składników inicjatywy Comet Interceptor. Projekt będzie prowadzony jako misja klasy "F" w ramach programu Cosmic Vision. Całe przedsięwzięcie zostało podzielone na szereg faz. Pierwsza faza, będąca głównym przedmiotem zakończonych negocjacji, będzie zgodnie z ustaleniami realizowana przez Creotech do czerwca 2022 roku, a jej wartość wynosić ma ponad 700 tys. PLN. Podpisanie umowy na realizację kontraktu zapowiedziano na początek grudnia 2021 roku. Z satysfakcją przyjęliśmy zaproszenie do uczestnictwa w kluczowej misji badania składu komet. Będziemy odpowiedzialni za zaprojektowanie, a następnie wykonanie podsystemu odczytu i przetwarzania sygnału dla jednego z urządzeń badawczych Comet Interceptor. Rolą urządzenia będzie zbadanie składu chemicznego komety. Nasza część prac wchodzących do I fazy projektu zakończy się do połowy 2022 roku. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A. Podsystem odczytu i przetwarzania sygnału (RoE - Readout Electronics) projektowany przez Creotech powstanie na potrzeby urządzenia MANIaC (Mass Analyzer for Neutrals and Ions at Comet). Jego zadaniem będzie przeprowadzenie pomiarów z zakresu tzw. spektroskopii masowej, która polega na pomiarze masy jąder atomowych gazów opuszczających kometę. Pierwszą fazą projektu, w którą zaangażuje się zespół Creotech Instruments będzie zaprojektowanie i wyprodukowanie prototypu podsystemu RoE. Jego dostarczenie zaplanowane jest na mający odbyć się w czerwcu 2022 roku wstępny przegląd projektu urządzenia MANiaC. Wtedy ma nastąpić oficjalne zaakceptowanie misji przez ESA i podpisanie z Creotech kontraktu na dostarczenie modeli kwalifikacyjnych oraz lotnych podsystemu RoE. Udział Creotech Instruments to nie jedyny polski akcent w ścisłej realizacji projektu Comet Interceptor. Oprócz komercyjnego wkładu, jest to również udział polskich naukowców i inżynierów z takich ośrodków, jak Centrum Badań Kosmicznych PAN (dr hab. Hanna Rothkaehl) oraz Uniwersytet Warszawski (dr hab. Konrad Kossacki). Źródło: Creotech Instruments Ilustracja: Thales Group [thalesgroup.com] ŚPACE24 https://www.space24.pl/misja-esa-comet-interceptor-z-szerszym-polskim-udzialem
  4. SOFIA potwierdza niewidzialne przeciwramiona galaktyki spiralnej 2021-12-03. NGC 7479, znana również jako Caldwell 44, to galaktyka spiralna z poprzeczką z ramionami spiralnymi w kształcie litery S, jak ma to miejsce w wielu tego typu galaktykach. Jednak przyjrzawszy się ukrytym przed nieuzbrojonym okiem szczegółom galaktyki, ukazuje się inna para ramion, zakrzywiających się w przeciwnym kierunku niż widzialna galaktyka. Stratosferyczne Obserwatorium Astronomii Podczerwonej (SOFIA) zaobserwowało emisję zjonizowanego węgla, aby pomóc potwierdzić te przeciwramiona. Wyniki zostały opublikowane w The Astrophysical Journal. Emisja fal radiowych z tych małych, tak zwanych „przeciwramion” była obserwowana już wcześniej, ale z pomocą SOFIA – wraz z obserwacjami prowadzonymi przez ALMA i archiwalnymi danymi z wielu innych obserwatoriów – ich obecność została teraz potwierdzona również przez emisję promieniowania rentgenowskiego, zjonizowanego węgla i tlenku węgla. Nowe obserwacje z SOFIA dotyczące przeciwramion mogą pomóc w ujawnieniu ich pochodzenia. Dario Fadda z Universities Space Research Association, główny autor pracy, zauważył: Naprawdę ważną rzeczą w tej galaktyce są dwa małe przeciwramiona, widoczne w paśmie radiowym, które idą w przeciwnym kierunku niż ramiona widziane w paśmie optycznym, ale nikt nie widział ich w promieniowaniu rentgenowskim. Dostrzeżenie ich w tym paśmie jest ważne, ponieważ pokazuje, że z jądra wydobywa się energia w postaci strumieni. Fakt, że strumienie te powstają w centrum galaktyki sugeruje, że posiada ona aktywne jądro – supermasywną czarną dziurę. Gdy strumień zbliża się do gęstych obłoków molekularnych wzdłuż poprzeczki, część poprzeczki jest pochłaniania przez obłoki, powodując zakrzywienie strumienia w kierunku przeciwnym do rotacji galaktyki. Proces ten jest odpowiedzialny za orientację przeciwramion. Porównując emisję rentgenowską strumienia ze stosunkiem zjonizowanego węgla i dwutlenku węgla z tego samego obszaru – obydwa uważane za wskaźnik formowania się gwiazd – badacze odkryli anomalię. Niektóre gorące punkty w obrębie przeciwramion mają zbyt dużo zjonizowanego węgla, co oznacza, że emisja promieniowania rentgenowskiego nie może być całkowicie wyjaśniona przez procesy gwiazdotwórcze. Wiedzieliśmy o tych przeciwramionach i próbowaliśmy zaobserwować za pomocą SOFIA, czy zjonizowany węgiel jest rzeczywiście produkowany w procesach gwiazdotwórczych, czy też istnieje jakiś dodatkowy składnik, który może pochodzić z energii wstrzykiwanej przez aktywne jądro galaktyki – powiedział Fadda. Stawia to pod znakiem zapytania związek pomiędzy zjonizowanym węglem a powstawaniem gwiazd i może mieć wpływ na badanie galaktyk bardziej odległych niż NGC 7479. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: NASA Urania https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/12/sofia-potwierdza-niewidzialne.html
  5. Krajobraz Marsa z niecodziennej perspektywy. Łazik Curiosity zrobił sobie selfie 2021-12-03.ŁZ.KF Wypełniający misję na Marsie łazik Curiosity nadesłał najnowsze selfie składające się z aż 81 pojedynczych zdjęć. Fotografia dodatkowo została wykonana w technologii 360 stopni, dzięki czemu możemy na niej podziwiać krajobraz Czerwonej Planety z niecodziennej perspektywy – informuje NASA. Łazik wykonał zdjęcia pod koniec listopada. Fotografie zostały zrobione za pomocą aparatu MAHLI umiejscowionego na przednim ramieniu łazika. Nie jest to pierwsze tego typu dzieło nadesłane z Marsa, jednak to zawiera spektakularną perspektywa ukazująca krajobraz Czerwonej Planety. Na zdjęciu możemy wyróżnić kilka formacji – po prawej stronie znajdziemy „Górę Rafaela Navarro”, która została nazwana na cześć zmarłego w tym roku astrobiologa pracującego z Curiosity. Po lewej stronie widać strukturę w kształcie litery „u”. Właśnie tam zmierza obecnie łazik. Można się spodziewać, że wkrótce nadeśle kolejne selfie, o jakim Kim Kardashian, znana z upodobania do tego typu zdjęć, mogłaby tylko pomarzyć. źródło: NASA, GeekWeek https://www.tvp.info/57270662/celebrytka-kim-kardashian-moze-sie-schowac-nasa-lazik-curiosity-zrobil-sobie-selfie-na-marsie
  6. Kłopoty SpaceX. Czy firmie grozi bankructwo? 2021-12-02. Elon Musk poinformował pracowników swojej firmy o problemach przedsiębiorstwa. Jeśli rakiety nie będą startować co 2 tygodnie, firmie SpaceX grozi bankructwo. Kłopoty SpaceX wiążą się z trudnościami przy produkcji silników rakietowych Raptor. Okazuje się, że są one znacznie poważniejsze niż zakładano jeszcze kilka tygodni temu. Chodzi między innymi liczne problemy techniczne. Nowo opracowywane statki kosmiczne pochłaniają więcej kosztów niż planowano. Problemem są również braki kadrowe oraz rezygnacja części kadry kierowniczej ze stanowiska. ,, Niestety, kryzys produkcyjny Raptora jest znacznie gorszy niż się wydawało kilka tygodni temu. Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX - Zagłębiliśmy się w problemy po odejściu poprzedniego kierownictwa wyższego szczebla, niestety okazały się one znacznie poważniejsze niż zgłoszono - dodaje Elon Musk. Elon Musk rezygnuje z wakacji W emailu do pracowników Elon Musk informuje, że zrezygnował z planowanych wakacji, pierwszego wolnego od pracy od dłuższego czasu. Zachęca pracowników do maksymalizacji czasu pracy w fabryce w Hawthorne. Konieczne jest przyśpieszenie tempa budowy silników rakietowych. ,, O ile nie masz krytycznych spraw rodzinnych lub nie możesz wrócić do Hawthorne, będziemy potrzebować wszystkich rąk na pokładzie, aby odzyskać siły po tym, co jest, szczerze mówiąc, katastrofą. Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX Elon Musk podkreśla, że kryzys w firmie SpaceX jest poważny. ,, Stoimy w obliczu realnego ryzyka bankructwa, jeśli nie uda nam się osiągnąć wskaźnika lotów statku kosmicznego przynajmniej raz na dwa tygodnie w przyszłym roku. Elon Musk, dyrektor generalny i techniczny firmy SpaceX Problemy nowych silników Raptor od SpaceX Nowy silnik firmy Elona Muska zasilany jest paliwem o nazwie “methalox” opartym na ciekłym metanie. Waży 1,5 tony i mierzy ponad 3 metry długości. Ma mieć moc niemal czterokrotnie większą niż wykorzystywane obecnie przez firmę SpaceX silniki Merlin. Silniki Raptor są wykorzystywane w rakiecie Starship. Pierwsze loty orbitalne ma ona odbyć w 2022 roku. Będzie to seria 12 lotów testowych. Ma zostać wykorzystana między innymi do załogowych misji na Księżyc w ramach programu Artemis oraz do rozbudowy sieci Starlink. W najpotężniejszej konfiguracji Starship napędzany jest ponad 30 silnikami Raptor. Co dalej z siecią Starlink? Bez nowej generacji rakiet kosmicznych Starship napędzanych silnikami Raptor nie będzie możliwy rozwój sieci Starlink. To planowana megakonstelacja satelitów, która ma dostarczać Internetu w każdym zakątku Ziemi. SpaceX zakłada rozbudowanie sieci do 42 tysięcy satelitów. Obecnie na orbicie znajduje się około 1600 urządzeń. Pierwsza generacja satelitów Starlink nie przynosi wystarczających zysków dla firmy. Dopiero wyniesienie na orbitę Starlink drugiej generacji ma zapewnić wpływy odpowiednio wysokie dla funkcjonowania i rozwoju SpaceX. Satelity Starlink drugiej generacji są jednak cięższe. Nie jest możliwy ich transport z dużą częstotliwością z wykorzystaniem obecnych rakiet. Konieczne jest dokończenie statku Starship. Kryzys produkcyjny silników może zatem zagrozić wizji rozwoju sieci Starlink. Niezadowolenie klientów Starlink firmy SpaceX Zainteresowanie Internetem dostarczanym przez sieć Starlink jest znacznie większe niż możliwości produkcyjne satelitów jak i urządzeń odbiorczych. Klienci zainteresowani zakupem opłacili depozyt w wysokości 100 dolarów. Niektórzy z nich będą zmuszeni czekać na odbiornik nawet 3 lata. Zostali zachęceni niską ceną i dobrymi parametrami łącza w porównaniu do rozwiązań konkurencji. Niektórzy klienci są niezadowoleni z czasu oczekiwania, postępów nad pracami i braku komunikacji z firmą SpaceX. Swoje problemy opisują na forach internetowych i grupach na portalach społecznościowych. Jeśli kryzys przy produkcji silników rakietowych pogłębi problemy z rozwojem sieci Starlink dla Elona Muska i jego firmy może to oznaczać dalsze problemy. źródło: CNBC Czy firmie Elona Muska grozi bankructwo? Fot. Shutterstock Artystyczna wizja rakiety Starship. Fot. Shutterstock https://nauka.tvp.pl/57244681/klopoty-spacex-czy-firmie-grozi-bankructwo
  7. Kosmiczne śmieci stanęły im na drodze, ale w końcu się udało. Astronauci wymienili antenę na ISS 2021-12-03. Autor: PS. Źródło: PAP, tvnmeteo.pl Dwoje astronautów, podczas kosmicznego spaceru, wymieniło w czwartek zepsutą antenę na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) - poinformowała NASA. Naprawa początkowo miała odbyć się we wtorek, jednak przełożono ją z powodu krążących w pobliżu śmieci. Przeprowadzona na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) naprawa trwała ponad sześć godzin. Amerykańscy astronauci Thomas Mashburn i Kayla Barron usunęli zepsutą antenę, liczącą sobie ponad 20 lat, i zamontowali nową. Wadliwie działająca antena straciła zdolność do wysyłania sygnałów na Ziemię. Mimo, że inne urządzenia na stacji kosmicznej mogą pełnić tę samą funkcję, kierownictwo misji zdecydowało się na zainstalowanie nowego sprzętu. Naprawę przesunięto z powodu kosmicznych śmieci Pierwotnie kosmiczny spacer zaplanowano na wtorek, ale z powodu zagrożenia dryfującymi w przestrzeni odłamkami, tak zwanymi kosmicznymi śmieciami, amerykańska agencja kosmiczna zdecydowała się ją przesunąć. Okazało się, że istnieje ryzyko zetknięcia z odpadami. Nie podano, o jakie "śmieci" może chodzić, niewykluczone jednak, że chodzi o te, powstałe w wyniku testu rosyjskich rakiet. W połowie listopada ze względu na niebezpieczeństwo kolizji z kosmicznymi odłamkami, załoga ISS była zmuszona szukać schronienia w dwóch kapsułach, które są przycumowane do stacji. Dzień po tym Rosja potwierdziła przeprowadzenie w kosmosie próby, podczas której dokonano zniszczenia starego satelity. Stany Zjednoczone uznały tę próbę za nieodpowiedzialną i zagrażającą bezpieczeństwu astronautów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Według Waszyngtonu zniszczenie przez Rosję starego satelity pozostawiło na orbicie setki tysięcy niebezpiecznych odłamków. Marshburn i Barron znajdują się na ISS od 11 listopada. Na stację dotarli wspólnie z Matthiasem Maurerem i Rają Charim w kapsule SpaceX Crew Dragon, wystrzelonej z Centrum Kosmicznego Kennedy'ego na Przylądku Canaveral na Florydzie. Od tego czasu na ISS przebywa siedmioro astronautów - oprócz wspomnianej czwórki są tam jeszcze Anton Szkaplerow, Piotr Dubrow (obaj z Roskosmosu) i Mark Vande Hei (NASA). Autor:ps Źródło: PAP, tvnmeteo.pl Źródło zdjęcia głównego: Reuters https://tvn24.pl/tvnmeteo/nauka/nasa-iss-astronauci-wymienili-zepsuta-antene-kosmiczny-spacer-przekladano-z-powodu-krazacych-odlamkow-5512094
  8. Ile waży proton? Udało się to zmierzyć 2021-12-02. Dwóch fizyków oszacowało na nowo prawdopodobną masę protonu dzięki technice opracowanej już dwie dekady temu. Proton to naładowana dodatnio cząstka, która wraz z neutronem wchodzi w skład jądra atomu. Naukowcy od lat próbują oszacować masę tej subatomowej cząstki z jak największą dokładnością. Eksperyment naukowców z Florydy Edmund Myers i David Fink, fizycy z Florida State University, postanowili na nowo zmierzyć stosunek mas jądra atomowego deuteru oraz zjonizowanej cząsteczki wodoru. Deuter to jeden z rodzajów izotopów wodoru, a jego jądro - deuteron - składa się z jednego protonu i neutronu. Zjonizowana cząsteczka wodoru ma za to w swoim składzie dwa protony i jeden elektron. To oznacza, że badane cząstki miały identyczne ładunki i niemal taką samą masę. Wykorzystanie dwóch różnych cząstek do określenia masy protonu było celowe. Tak małe i niezwykle lekkie obiekty jak składniki jąder atomowych są porównywane do innych cząstek, aby uzyskać jak najbardziej precyzyjny pomiar. Jak obliczyć masę protonu? Aby określić masę protonu, należy ,,wystrzelić” naładowaną dodatnio cząstkę prostopadle do pola magnetycznego. W efekcie, linie pola magnetycznego rozpraszają się na boki, tworząc kolistą strukturę. Na podstawie częstotliwości ruchu cząstek po powstających okręgach określa się masę obiektów. W praktyce, fizycy porównali ze sobą częstotliwości zarówno deuteronu, jak i zjonizowanej cząsteczki wodoru. W wyniku tego zabiegu, otrzymali jak dotąd najbardziej precyzyjny wynik masy protonu. Jak fizycy zmierzyli masę cząstek? Myers i Fink umieścili na kilka tygodni deuteron i zjonizowany wodór w ,,pułapce” elektromagnetycznej, zapewniając cząstkom takie same warunki podczas eksperymentu. Jedna z nich znajdowała się w samym centrum pułapki i poruszała się na orbicie o średnicy 40 mikrometrów. Naukowcy dokonywali pomiarów, podczas gdy druga z cząstek umieszczona była na orbicie o średnicy 4 milimetrów. Fizycy zamieniali cząstki miejscami co 10 minut. Jednak nawet przy tak pracochłonnej technice trudno im było otrzymać porównywalne wyniki. - W ciągu tych 10 minut pole magnetyczne może się zmienić – komentuje Myers. Aby wyeliminować ten problem, Myers i Fink umieścili obie cząstki w centrum pułapki jednocześnie. Tym samym wykorzystali znaną wcześniej metodę, opracowaną 20 lat temu przez ekspertów w Massachusetts Institute of Technology. Deuteron i zjonizowana cząsteczka wodoru poruszały się w obrębie identycznego pola magnetycznego. To umożliwiło porównanie ich częstotliwości krążenia po orbicie z czterokrotnie większą precyzją. Korzystając z wcześniejszych wyników, naukowcy określili stosunek masy deuteronu do protonu na poziomie 4,5 części na bilion (4,5 ppt). Wyniki badania opisano w ,,Physical Review Letters ”. ,, Jest to jeden z najdokładniejszych dotychczas pomiarów stosunku masy. Matthew Redshaw, fizyk, Central Michigan University Aby oszacować samą masę protonu, fizycy zestawili swój wynik z jednym z najprecyzyjniejszych pomiarów masy deuteronu jaki istnieje. Dokonali go w 2020 roku naukowcy z Instytutu Fizyki Jądrowej im. Maxa Plancka. Na podstawie zebranych danych, Myers i Fink najdokładniej oszacowali masę jednego protonu: 1.007276466574 amu (z ang. atomic mass unit – jednostka masy atomowej). Jednak zdaniem autorów, czas na zaktualizowanie wartości masy protonu jeszcze nie nadszedł. Do czego służą pomiary mas cząstek? Ultraprecyzyjne pomiary mas protonów i deuteronów mogą być wykorzystane do przewidywania różnych stanów cząstek elementarnych. Wszelkie anomalie pomiarów w fizyce kwantowej mogłyby świadczyć o nowych zjawiskach fizycznych. Być może dzięki temu w przyszłości zostanie odkryta nowa siła oddziaływania w przyrodzie, która na zawsze zmieniłaby fizykę jaką znamy. źródło: "Science" Proton to naładowana dodatnio cząstka, która wraz z neutronem wchodzi w skład jądra atomu. Fot. Shutterstock Ruch cząstki może odbywać się w kierunku prostopadłym do linii pola magnetycznego. Fot. Shutterstock https://nauka.tvp.pl/57244731/ile-wazy-proton-udalo-sie-to-zmierzyc
  9. „Niebo z Balkonu” – śląski cykl o amatorskich obserwacjach nieba 2021-12-02. „Niebo z Balkonu” to cykl krótkich artykułów poświęconych amatorskim obserwacjom nieba, który można śledzić na profilu Planetarium Śląskiego. Jego autorem jest Krzysztof Dwornik, pracownik planetarium, pasjonat lornetek oraz miłośnik amatorskich obserwacji nieba. Marzec 2020 roku. W Polsce zaczyna się pierwszy lockdown. Zamknięte są parki, nie można również pójść na spacer do lasu. W Planetarium Śląskim powstał pomysł, by rozpocząć cykl krótkich artykułów poświęconych amatorskim obserwacjom nieba. Tak narodziło się „Niebo z Balkonu”, publikowane na facebookowym profilu Planetarium Śląskiego w każdy czwartek. Autorem artykułów jest Krzysztof Dwornik – fizyk i dydaktyk astronomii pracujący w tej placówce od 2010 roku. Krzysztof od lat zajmuje się także amatorskimi obserwacjami nieba i jest pasjonatem lornetek – mówi Jarosław Juszkiewicz – rzecznik Planetarium Śląskiego – pomyśleliśmy, że jego praktyczna wiedza może okazać się pomocna dla tych wszystkich, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z amatorską astronomią. „Niebo z Balkonu” szybko stało się przebojem. Kilkutysięczne zasięgi każdego tygodnia i dziesiątki komentarzy pod każdym tekstem potwierdziły, że krótkie artykuły opisujące zjawiska na niebie są interesujące dla zamkniętych w domach czytelników. Lornetka to bardzo uniwersalny przyrząd obserwacyjny – mówi Krzysztof Dwornik – można ją mieć zawsze pod ręką i ma szerokie pole widzenia. Nie bez znaczenia jest fakt, że lornetka pozwala na widzenie obuoczne. Dzięki temu patrząc na Księżyc dostrzegamy jego trójwymiarowość. Do końca listopada Planetarium Śląskie opublikowało 85 odcinków „Nieba z Balkonu”. Dzięki niemu stali czytelnicy cyklu Krzysztofa Dwornika poznali najważniejsze obiekty na nocnym niebie i powinni bez trudu znaleźć na nim opisywane w artykułach konstelacje, obiekty z Katalogu Messiera czy co ciekawsze asteryzmy. Źródło: Planetarium Śląskie Oprac. Paweł Z. Grochowalski Krzysztof od lat zajmuje się także amatorskimi obserwacjami nieba i jest pasjonatem lornetek – mówi Jarosław Juszkiewicz – rzecznik Planetarium Śląskiego – pomyśleliśmy, że jego praktyczna wiedza może okazać się pomocna dla tych wszystkich, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z amatorską astronomią. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/niebo-z-balkonu-slaski-cykl-o-amatorskich-obserwacjach-nieba
  10. Proxima Centauri: daleka bliska gwiazda 2021-12-02. Proxima Centauri jest najsłabszą i najmniejszą z układu gwiazd Alfa Centauri, ale ma zaszczyt być najbliższą Słońcu ze wszystkich gwiazd we Wszechświecie, których są miliardy. To dość zwykły czerwony karzeł, mający około 14% średnicy Słońca. Niestety, widać go tylko na południowym niebie. Sporo osób sądzi, że to Alfa Centauri jest najbliższą Słońcu gwiazdą, i jest to w zasadzie prawdą. Jest na tyle jasna, że łatwo znaleźć ją na niebie. Znajduje się w odległości zaledwie 4,35 lat świetlnych stąd i rzeczywiście jest najbliższą z gwiezdnych sąsiadek Słońca, ale to nie wszystko. Choć wydaje się pojedynczą gwiazdą, bliższa inspekcja pokazuje, że jest tak naprawdę związanym grawitacyjnie układem trzech gwiazd. Dwie, Alfa Centauri A i B (oficjalnie nazwane Rigil Kentaurus i Toliman), to układ podwójny gwiazd, które są mniej więcej tej samej wielkości co Słońce. Gdy więc spoglądamy na Alfę Centauri, widzimy połączone światło tych dwóch jasnych gwiazd. Trzecim składnikiem układu, oddzielonym od pozostałych dwóch znacznie większą odległością, jest Alfa Centauri C – czyli właśnie Proxima Centauri. Proxima znajduje się w odległości około 4,24 lat świetlnych od nas, więc to ona ma obecnie przyznany (po precyzyjnych pomiarach) status gwiazdy najbliższej. Pomimo tej bliskości widać ją słabo, po części dlatego, że emituje większość energii w niewidocznej dla naszych oczu podczerwieni. Nie należy też w tym przypadku traktować zbyt dosłownie słowa "blisko", gdyż odległości te są wciąż zdumiewające. Proxima znajduje się 40 208 000 000 000 000 km lub 268 770 jednostek astronomicznych (j.a.) od nas. Krąży z kolei w średniej odległości 13 000 j.a. od swoich towarzyszek, okrążając je co 550 000 lat na powolnej i bardzo rozległej orbicie. Dlaczego? Prawa mechaniki niebieskiej mówią, że obiekty krążące blisko swojej gwiazdy macierzystej (na przykład Merkury) poruszają się szybciej niż te krążące w dużej odległości od niej (tak jak Neptun), więc powolne tempo ruchu Proximy jest po prostu wynikiem jej ogromnej odległości od centrum mas układu. Czerwone karły, do których należy Proxima Centauri, są najbardziej rozpowszechnionym typem gwiazd we Wszechświecie. Ta konkretna jest też podatna na okazjonalne wybuchy ognistych rozbłysków gwiazdowych, ale i tak jest gwiazdą dosyć trwałą, a nawet długowieczną. Ze względu na małe rozmiary czerwone karły są chłodniejsze i nie zużywają swojego paliwa nuklearnego tak szybko jak większe gwiazdy. W efekcie, choć teoretycznie mają sporo mniej atomów do przetworzenia w jądrze, tempo ich zużywania jest tak wolne, że gwiazdy mogą istnieć bardzo długo. Dłużej niż Słońce. Żadna starożytna kultura nie mogła jednak wiedzieć o istnieniu Proximy Centauri, bo gwiazda ta jest po prostu zbyt słaba, by dało się ją dostrzec ją bez pomocy przyrządów optycznych. Jednak układ Alfa Centauri jako całość świeci z jasnością 0,28 magnitudo i jest głównym, wyraźnie widocznym składnikiem dużego gwiazdozbioru Centaura. Nie brakuje więc mitów i legend otaczających ten gwiazdozbior. Tradycje grecko-rzymskie są odpowiedzialne za współczesną nazwę kostelacji i jej kształt – mitologicznego pół konia – pół człowieka. Konkretne stworzenie, jakie widziano w tym gwieździstym konturze, to prawdopodobnie centaur o imieniu Chiron, mądry wychowawca legendarnych bohaterów, takich jak między innymi Herkules i Achilles. Poza obszarem śródziemnomorskim Alfa Centauri pojawiała się także w innych konstelacjach i mitach. Inkowie z Ameryki Południowej łączyli niektóre z ciemnych regionów Wielkiego Ryfu Drogi Mlecznej w obraz matki lamy, z Alfą Centauri i Betą Centauri widzianymi jako oczy zwierzęcia. Niektóre australijskie plemiona Aborygenów widziały z kolei Alfę i Betę Centauri jako rekiny goniące płaszczkę, podczas gdy w niektórych tradycjach afrykańskich wyobrażano je sobie jako szyję żyrafy, z Krzyżem Południa jako jej głową. Rdzenni Hawajczycy nazywali Alfę Centauri Kamaile Hope i używali jej oraz gwiazdy Hadar jako niebiańskiego drogowskazu do Krzyża Południa. Korzysta się z niej zresztą w tym celu i dziś. Sama nazwa Rigil Kentaurus to arabskie wyrażenie oznaczające stopę centaura, o etymologii podobnej do bardziej znanej nazwy gwiazdy Rigel, która wyznacza lewą stopę Oriona. Obecnie jest to oficjalna nazwa gwiazdy, uznana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. Jak zobaczyć Proximę Centauri? Aby ją dostrzec, trzeba przede wszystkim znaleźć się na południe od około 30° równoleżnika szerokości geograficznej północnej. Im dalej na południe, tym wyżej ta niewyraźna gwiazda wznosi się ponad horyzontem i tym łatwiej ją zobaczyć. Można ją dobrze widzieć na przykład w części północnej Afryki, ale dla miłośników gwiazd znajdujących się w Australii, Afryce południowej czy Ameryce Środkowej i Południowej widok jest znacznie lepszy. Proxima może nie wyglądać zbyt efektownie nawet przez teleskop, zwłaszcza w porównaniu z dużo jaśniejszymi składnikami A i B, ale warto mimo wszystko podczas podróży na dalekie południe odnaleźć na niebie jej słabe światło, świecące tak daleko – ale i nie aż tak daleko – od nas. Na zdjęciu: Tak może wyglądać niebo nad Proximą Centauri b, o ile planeta ta ma powierzchnię i atmosferę. Źródło: ESO / M. Kornmesse Źródło: NASA/Roscosmos Czytaj więcej: • Cały artykuł Źródło: Skyandtelescope.org Elżbieta Kuligowska Na ilustracji: Względne rozmiary kilku gwiazd oraz Jowisza, w tym trzech gwiazd układu potrójnego Alfa Centauri. Słońce znajduje się tu pomiędzy gwiazdami Rigil Kentaurus a Toliman. Źródło: ESO Na zdjęciu: Wizja potężnego rozbłysku gwiazdowego z Proximy Centauri i towarzyszącego mu, koronalnego wyrzutu masy, który wysyła plazmę gwiazdy w przestrzeń kosmiczną. Taki wyrzut cząstek prawdopodobnie towarzyszył rozbłyskowi zaobserwowanemu 1 maja 2019 roku. Źródło: S. Dagnello / NRAO / AUI / NS Na zdjęciu: Alfa i Beta Centauri. Słabsza Proxima Centauri jest otoczona czerwonym kółkiem. Źródło: WikimediaCommons https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/proxima-centauri-daleka-bliska-gwiazda
  11. Amazon po cichu zastanawia się, jak zasłonić Słońce. Wszystko jednak dla naszego dobra 2021-12-02. Radek Kosarzycki Amazon wpadł na pomysł, jak ukrócić globalne ocieplenie i ratować naszą planetę. Kryzys klimatyczny wszak pędzi i nawet kontrowersyjne pomysły nie są już tak kontrowersyjne w obliczu tragedii, jaka się szykuje. Dlatego uwaga: Amazon chce zasłonić Słońce. Przyspieszające w ostatnich latach zmiany klimatu niebezpiecznie zbliżają nas do momentu, w którym cokolwiek byśmy zrobili, nie będziemy już w stanie zatrzymać wzrostu temperatur na odpowiednio niskim poziomie. Co będzie potem? Perspektywy są przejmujące: masowe migracje setek milionów ludzi uciekających z miejsc, w których będzie zbyt gorąco, by żyć, to tylko początek. Stopniowe ogrzewanie klimatu sprawia, że na całym świecie geofizycy, fizycy, chemicy, klimatolodzy poszukują sposobów powstrzymania dalszych zmian. Jednym z proponowanych już wielokrotnie pomysłów jest zmniejszenie ilości światła słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi. Gdyby ziemska atmosfera więcej światła odbijała z powrotem w przestrzeń kosmiczną, temperatury na Ziemi nie mogłyby już tak szybko rosnąć. Problem jednak w tym, jak ograniczyć ilość światła na Ziemi? Ilości emitowanego przez Słońce światła nie zmienimy. Jedyne zatem co możemy zrobić to zmienić naszą atmosferę tak, aby odbijała więcej światła w kosmos. W tym celu naukowcy wielokrotnie już proponowali, aby w górnych warstwach atmosfery rozpylić aerozole, których cząstki byłyby w stanie odbijać przynajmniej część światła z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Problem w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, jaki byłby efekt uwolnienia potężnej ilości aerozoli do atmosfery, a ewentualne odwrócenie tak wprowadzonych zmian byłoby już niemożliwe. Z tego też powodu, nawet niewielkie eksperymenty, które miałyby sprawdzić wpływ aerozoli na atmosferę na niewielkim obszarze nad Ziemią proponowane w 2020 roku m.in. przez Billa Gatesa, ostatecznie na skutek protestów nie zostały zrealizowane. Amazon ma sposób na globalne ocieplenie Teraz jednak okazuje się, że firma innego miliardera, Jeffa Bezosa, także wspomaga prace nad takim rozwiązaniem. Tym razem jest to jednak bezpieczna praca. We współpracy z National Center for Atmospheric Research oraz z firmą SilverLining zajmującą się geoinżynierią, Amazon tworzy niezwykle wyrafinowane modele komputerowe, w których badany jest wpływ aerozoli na atmosferę i na klimat. Stworzenie symulacji klimatu wymaga niewyobrażalnych mocy obliczeniowych. Tutaj jednak właśnie Amazon przychodzi naukowcom z pomocą, użyczając mocy swoich superkomputerów do wykonywania obliczeń. Dzięki temu naukowcy planują w najbliższym czasie wykonać 30 różnych symulacji ewolucji klimatu po wprowadzeniu do atmosfery różnych ilości aerozoli, które miałyby ochłodzić naszą rozgrzaną planetę. Niezależnie od wyniku symulacji, opory przed manipulowaniem klimatem z pewnością w najbliższych latach nie znikną. Z drugiej strony być może warto jednak wiedzieć, „co by było, gdyby”. Jeżeli bowiem walka ze zmianami klimatu będzie przez kilkadziesiąt kolejnych lat wyglądała tak samo jak dzisiaj, to za jakiś czas geoinżynieria może okazać się dla nas jedynym wyjściem i ostatnią szansą. Lepiej być na to przygotowanym. https://spidersweb.pl/2021/12/amazon-geoinzynieria-klimatu.html
  12. Giewont, wielki Księżyc i helikopter. Autor zdradza nam, jak powstało to niezwykłe zdjęcie 2021-12-02. Krzysztof Basel Petr Lukes zrobił coś więcej niż zwykłe zdjęcia z Tatr. Fotograf nie tylko dobrze się przygotował, by wykonać to zdjęcie. Już na miejscu stało się coś, co sprawiło, że jego fotografia zyskała ogromną popularność w sieci. Zapytałem autora o szczegóły. Popularny serwis Tatromaniak opublikował ostatnio na Facebooku świetne i unikalne zdjęcie. Jego autor, czeski fotograf Petr Lukes, uchwycił Giewont z Księżycem w tle oraz nadlatujący helikopter TOPR-u. Obraz szybko stał się bardzo popularny. Przez kilka dni od publikacji otrzymał ponad 10 tys. latków, 100 komentarzy i został udostępniony blisko 750 razy. Internauci zaczęli nawet robić swoje przeróbki tego zdjęcia, a także publikować w komentarzach ujęcia Giewontu z innej strony (chociaż bez helikoptera). Większość osób wyraża zachwyt nad fotografią. Niektórzy mogą się jednak zastanawiać, jak udało się uchwycić taki moment oraz czy Księżyc w tle nie został wklejony. Zdjęcie Giewontu wykonano z odległości niecałych 5 km Jak zatem powstało to zdjęcie? Jego autor to doświadczony fotograf, który niejedną dobrą fotografię w górach wykonał. Opisywane zdjęcie nie powstało przypadkiem przy okazji zwykłej wycieczki w góry. Petr Lukes dokładnie wiedział, gdzie powinien się udać, aby uchwycić taki kadr. Autor zdjęcia przebywał wówczas na Kościelisku, skąd jego odległość od fotografowanego obiektu wynosiła niecałe 5 km. Miał też odpowiedni sprzęt. Nie planował jednak, że do jego zdjęcia dosłownie wleci helikopter. Obliczyłem sobie, skąd będzie pochodził księżyc ze szczytu Giewontu. Jednak gdy w kadrze pojawił się śmigłowiec, było to duże zaskoczenie. Zdjęcie zostało wykonane na aparacie Sony A7 III i obiektywie Sigma 100-400 mm, przy ogniskowej 400 mm. I tak, to jest prawdziwe zdjęcie. Petr Lukes dla Spider's Web Na potwierdzenie twórca podesłał mi dwa zdjęcia wykonane tuż przed, gdzie widać nadlatujący helikopter. Teleobiektywy pozwalają skompresować przestrzeń Jak to zatem możliwe, że Księżyc jest tak wielki na zdjęciu? To wszystko kwestia perspektywy. Fotograf korzystał z długiego teleobiektywu, zdjęcie wykonał na ogniskowej 400 mm. Był daleko od obiektu. Tego typu obiektywy na zdjęciach kompresują przestrzeń, sprawiając, że obiekty wydają się większe i bliższe siebie niż normalnie. Tę kompresję przestrzenną można wykorzystać do spłaszczania obrazów i tworzenia abstrakcyjnych wzorów. Taki efekt jest celowo wybierany przez wielu fotografów krajobrazu, aby uzyskać ciekawe kadry. Więcej prac Petra Lukesa można obejrzeć na jego stronie, Instagramie i Facebooku. Giewont, fot. Petr Lukes. Giewont, szersze ujęcie, fot. Petr Lukes. Giewont, fot. Petr Lukes https://spidersweb.pl/2021/12/giewont-ksiezyc-tatry-zdjecie.html
  13. Ktoś wywiercił otwór. „Amerykanka zrobiła dziurę w naszym statku kosmicznym” - mówią Rosjanie 2021-12-02. Radek Kosarzycki Od kilkudziesięciu miesięcy trwa śledztwo mające wyjaśnić pochodzenie szczelin, które pojawiły się w poszyciu rosyjskiego statku kosmicznego Sojuz przycumowanego do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w 2018 roku. To właśnie przez owe szczeliny powietrze z pokładu stacji kosmicznej stopniowo uciekało w przestrzeń. Teraz jednak okazuje się, że śledztwo prowadzone przez Rosję zmierza w dość osobliwym kierunku. Rosjanie poinformowali właśnie, że w najbliższym czasie zamierzają oskarżyć jednego z amerykańskich astronautów za celowe uszkodzenie poszycia statku Sojuz w akcie swoistego kosmicznego sabotażu. Ktoś wywiercił otwór Warto tutaj przypomnieć, że w 2018 r. rosyjscy kosmonauci odkryli niewielki otwór wywiercony w poszyciu statku Sojuz MS-09. Sam otwór został bardzo szybko uszczelniony, a wyciek wyeliminowany. Jak jednak przekonywali kosmonauci, sytuacja była niezwykle poważna. Gdyby bowiem otworu nie dostrzeżono całe powietrze na pokładzie stacji kosmicznej mogłoby uciec z wnętrza w ciągu maksymalnie dwóch tygodni. Na przestrzeni ostatnich trzech lat od czasu do czasu w rosyjskich mediach wspominających o tym incydencie przewijała się informacja o tym, że wykonania otworu dopuściła się jedna z amerykańskich astronautek Serena Auñón-Chancellor. Jak przekonywały media Auñón-Chancellor miała doświadczyć silnego stresu na pokładzie stacji i wykonać otwór w celu sprowokowania szybszego powrotu na Ziemię. Jak można się spodziewać, strona amerykańska odrzuca wszelkie zarzuty tego typu. Kontekst Kwestia tego kto tak naprawdę dokonał odwiertu pozostaje otwarta. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie mówi, że otwór powstał w procesie produkcji lub testowania statku jeszcze na Ziemi. Warto jednak zauważyć, że Rosja wraca do tego tematu po trzech latach od incydentu i to akurat wtedy, gdy sama jest oskarżana za wielokrotne sprowadzenie zagrożenia na astronautów znajdujących się na pokładzie stacji kosmicznej: najpierw poprzez nieprawidłowe działanie silników modułu Nauka, który kilka miesięcy temu obrócił stację kosmiczną o 540 stopni, następnie przez nieprawidłowe działanie silników statku Sojuz, który także obrócił stację kosmiczną, a w końcu przez test pocisku antysatelitarnego, który doprowadził do zniszczenia nieaktywnego satelity Kosmos 1408. Ten ostatni test doprowadził do powstania chmury tysięcy śmieci kosmicznych, które według ekspertów przez długie lata będą zagrażały zarówno satelitom znajdującym się na podobnej orbicie, ale także astronautom i kosmonautom znajdującym się na pokładzie stacji kosmicznej. W ostatnich dniach NASA zmuszona była odwołać spacer kosmiczny dwójki astronautów ze względu na zagrożenie ze strony przelatujących w pobliżu śmieci kosmicznych. Elon Musk także przyznał, że w ostatnich dniach ze względu na odłamki z testu ASAT jego firma zmuszona była wykonać kilka manewrów zmiany orbity satelitów Starlink, aby utrzymać bezpieczną odległość od stacji kosmicznej. Możliwe zatem, że Roskosmos chce odwrócić od siebie uwagę przypominając o domniemanych występkach strony przeciwnej. Szkoda tylko, że robi to w tak niepoważny sposób. Soyuz MS-09 launch https://www.youtube.com/watch?v=00uftjSjcnk https://spidersweb.pl/2021/12/rosja-oskarza-amerykanska-astronautke-o-sabotaz-w-kosmosie.html
  14. Satelity USA "atakowane codziennie". Space Force o nasileniu rywalizacji z Chinami i Rosją 2021-12-02. W wywiadzie udzielonym dziennikowi "The Washington Post", wiceszef operacji kosmicznych komponentu US Space Force, gen. David Thompson wskazał, że amerykańskie satelity na orbicie są celem codziennych ataków obezwładniających ze strony Chin i Rosji. Zdaniem wysokiego przedstawiciela amerykańskich sił kosmicznych, Państwo Środka poczyniło znaczące postępy na polu doskonalenia technik oddziaływania w kosmosie, wyprzedzając już pod tym względem Rosję. Co więcej, gen. Thompson zasugerował, że Chiny na tyle szybko zwiększają swoje możliwości obezwładniania satelitów (głównie z wykorzystaniem naziemnych systemów oddziaływania elektromagnetycznego), że mogą jeszcze w tej dekadzie dogonić pod tym względem USA. Generał David Dean Thompson, wiceszef operacji kosmicznych US Space Force, udzielił wypowiedzi dziennikowi "The Washington Post" przy okazji konferencji Halifax International Security Forum, przebiegającej w dniach 19-21 listopada br. w kanadyjskiej Nowej Szkocji. Forum rozpoczęło się zaledwie cztery dni po szeroko komentowanym rosyjskim teście pocisku antysatelitarnego, który doprowadził do rozbicia na stosunkowo dużej wysokości orbitalnej (między 520 a 440 km nad Ziemią) nieczynnego, poradzieckiego satelity zwiadu elektronicznego (Kosmos-1408/Ikar-38) - na tysiące potencjalnie groźnych fragmentów. Jak wskazała wówczas amerykańska agencja kosmiczna (NASA), test sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo dla funkcjonowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Rosyjskie działanie spotkało się z szeroką międzynarodową krytyką, w tym ze strony rządów USA, Francji i Wielkiej Brytanii, jak również sekretariatu generalnego NATO na czele z jego szefem, Jensem Stoltenbergiem. Wydarzenie sprowokowało też ponowną dyskusję na temat skutków potencjalnych przyszłych konfliktów w kosmosie. Wypowiadając się w tym kontekście, gen. Thompson podkreślił, że Chiny i Rosja regularnie atakują satelity USA z użyciem, jak to określił, "środków odwracalnych" - czyli takich, które nie powodują trwałego skutku w aparaturze satelitów. W zakresie tym mieszczą się metody niekinetyczne, obejmujące "oślepianie" promieniowaniem laserowym, zakłócanie elektromagnetyczne i cyberataki. Jednocześnie zaznaczył, że katalog i poziom skomplikowania tych ataków drastycznie rosną. "Skala zagrożeń realnie wzrasta i poszerza się każdego dnia. I jest to postęp ewolucyjny, trwający od długiego czasu" - podkreślił gen. Thompson. "Jesteśmy już teraz w punkcie, w którym istnieje cały zestaw sposobów, za przyczyną których nasze systemy kosmiczne mogą być kontestowane" - dodał. Jak przypominają komentatorzy m.in. serwisu The Drive, to nie pierwszy raz, kiedy amerykańscy wysocy przedstawiciele publicznie sugerują, że inne państwo dokonało niekinetycznego, obezwładniającego ataku na amerykańskiego satelitę. Co ciekawe, już w 2006 roku National Reconnaissance Office (NRO), główna agencja wywiadu satelitarnego rządu Stanów Zjednoczonych, przedstawiła stanowisko, zgodnie z którym amerykański satelita rozpoznawczy został „opromieniowany” wiązką pochodzącą z naziemnego chińskiego systemu laserowego. „To był test... To skłania nas do myślenia” – skomentował to wydarzenie ówczesny dyrektor NRO, Donald Kerr. W tamtych okolicznościach zwrócono jednak uwagę, że incydent "nie miał żadnego wpływu na możliwości zbierania danych wywiadowczych przez satelitę". W kwestii obecnie rozpatrywanych zagrożeń, gen. Thompson był również pytany o to, czy poza przypadkami dotyczącymi ataków "czasowo obezwładniających" amerykańskie satelity, zdarzają się także ataki destruktywne. Thompson odmówił tutaj komentarza. Nadmienił przy tym, że w 2019 roku Rosjanie kilkukrotnie stwarzali sytuacje niebezpieczne (grożące fizycznym zniszczeniem satelity), dokonując ryzykownych przelotów i manewrów na orbicie, w bezpośrednim otoczeniu amerykańskich systemów. Zwrócono też uwagę, że w 2020 roku Rosja przeprowadziła prawdopodobnie demonstrację kinetycznego systemu rażenia z wykorzystaniem przedmiotu-pocisku miotanego z wnętrza eksperymentalnego satelity. Thompson ocenił, że pod względem zdolności w kosmosie, Chiny już dawno przegoniły Rosję i rozwijają się w tempie, które pozwoli również przeskoczyć USA w ciągu kilku lat. Dodał, że Pekin wysyła obecnie na orbitę dwukrotnie więcej satelitów niż USA. "Wciąż jesteśmy najlepsi na świecie jeśli chodzi o zdolności. Ale oni szybko nas doganiają. Jeśli nie zaadaptujemy swojego podejścia, powinniśmy być zaniepokojeni już pod koniec dekady" - powiedział. "The Washington Post" notuje, że przedstawiciele amerykańskiej administracji zwrócili się do chińskich władz o rozpoczęcie rozmów na temat kontroli zbrojeń nuklearnych oraz zbrojeń w kosmosie, ale według strony amerykańskiej Chiny nie są tym zainteresowane. Z kolei Chiny i Rosja utrzymują, że USA blokują prawnomiędzynarodowe inicjatywy zakładające traktatowe unormowanie kwestii kosmicznej rywalizacji. Źródło: The Washington Post/The Drive/PAP Ilustracja: Stéphane Courteau/Queen's University [gemini.edu] Gen. David D. Thompson. Fot. US Space Force [spaceforce.mil] SPACE24 https://www.space24.pl/satelity-usa-atakowane-codziennie-space-force-o-nasileniu-rywalizacji-z-chinami-i-rosja
  15. Spotkanie z cyklu „Galaktyka kobiet”. Zachęta do podjęcia kariery w nauce i technice 2021-12-02. Zespół ESERO Polska z Centrum Nauki Kopernik zaprasza 2 grudnia (czwartek) o godz. 18.00 na spotkanie z cyklu Galaktyka kobiet. Wydarzenie skierowane jest głównie do uczestniczek w wieku 15-19 lat, poszukujących niebanalnej ścieżki rozwoju zainteresowań i kariery zawodowej w powiązaniu z sektorami zaawansowanych technologii. Tematykę przedstawią uznane specjalistki z dużym dorobkiem naukowo-inżynieryjnym – wśród nich, prof. Iwona Stanisławska, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN. Spotkania z cyklu Galaktyka kobiet mają stanowić zachętę do wybierania nauk ścisłych, studiowania inżynierii i planowania kariery w branżach zaawansowanych technologii, zwłaszcza w sektorze kosmicznym. Zaproszone na spotkanie trzy ekspertki odniosą się do kwestii związanych z podążaniem za pasją, wytrwałością w dążeniu do celu, a także kryteriami wyboru drogi życiowej. Porozmawiają o sukcesach i porażkach odnoszonych podczas pracy w zawodach, które niegdyś charakteryzowały się mniejszym udziałem kobiet. Centrum Nauki Kopernik kieruje ofertę związaną z wydarzeniem do młodych uczestniczek stojących przed wyborem drogi życiowej - szczególnie do uczennic szkół średnich (liceum oraz technikum), interesujących się naukami ścisłymi, badaniami, projektowaniem, a także najnowszymi technologiami, motoryzacją bądź rozwojem branży kosmicznej. W gronie prelegentek bieżącego wydarzenia są: Dr Anna Łosiak - geolog planetarny, pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN - bada małe kratery uderzeniowe na Ziemi oraz powierzchnię Marsa. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, Michigan State University oraz Uniwersytetu w Wiedniu. Stypendystka Marie Sklodowska-Curie Actions Individual Fellowship, Fulbrighta i grantów NCN oraz Fundacji dla Nauki Polskiej. Pracowała naukowo w Lunar and Planetary Institute w Houston, gdzie miała dostęp do laboratoriów NASA. Prowadziła badania terenowe w kilkunastu kraterach uderzeniowych na całym świecie. Dr Ewa Łabno-Falęcka - Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej i Relacji Zewnętrznych w Mercedes-Benz Polska i Mercedes-Benz Manufacturing Poland. Absolwentka filologii niemieckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obroniła doktorat z komparatystyki na Uniwersytecie w Tybindze. Pracowała naukowo na uczelniach w Polsce i w Niemczech. W latach 1993-1999 była radcą do spraw kultury w Ambasadzie RP w Bonn. Od 2000 roku jest odpowiedzialna za komunikację wewnętrzną i relacje zewnętrzne w Grupie Daimler AG w Polsce. Laureatka wielu nagród branżowych (m.in. „Golden Arrow”, „PRotony”, Dyrektor Marketingu Roku: „Thinking Outside of the Box” - dwukrotnie). "Businesswoman of the Year” (2016) w Konkursie Pisanym Szminką (w kategorii: Korporacja). Członkini Rady Marek Superbrands i Rady Programowej Kongresu Kobiet. Współzałożycielka i pierwsza prezes Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego (2006-2010); współzałożycielka i pierwsza prezes Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (2008-2012). Prof. dr hab. Iwona Stanisławska - dyrektor Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Absolwentka Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę z zespołem naukowców, którzy tworzyli CBK PAN, rozpoczęła już w trakcie studiów. Od 1979 roku do dzisiaj nieustannie związana z Instytutem. Przeszła drogę od asystentki, przez adiunkta, kierowniczkę serwisu heliograficznego, aż po stanowisko dyrektor CBK PAN. Staż naukowy odbyła na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Bonn. W 1992 roku jako jedna z pierwszych osób w krajach postkomunistycznych otrzymała stanowisko kierowniczki europejskiego grantu PECO. Opracowała drugi na świecie automatyczny system przetwarzania danych obserwacyjnych Słońca i przestrzeni okołoziemskiej. Była kierowniczką w grupie liderów siedmiu projektów europejskich COST (Cooperation in the Field of Scientific and Technical Research). Jest autorką ponad 200 artykułów naukowych publikowanych w najważniejszych czasopismach branżowych. Spotkanie będzie odbywało się w formule zdalnej. „To unikatowa możliwość bliskiego, koleżeńskiego spotkania z kobietami, które już przetarły ścieżki kariery w sektorze kosmicznym, branży samochodów przyszłości czy naukowych badaniach kosmosu i dzięki własnej pracy odniosły sukces” – deklarują organizatorzy, zwracając również uwagę, że firmy oraz instytuty badawcze wciąż szukają młodych osób, które potrafią krytycznie myśleć, są kreatywne i nie boją się wyzwań. „Potrzebne są programistki, projektantki aplikacji w najnowszych technologiach, konstruktorki pojazdów autonomicznych w przemyśle samochodowym i inne specjalistki w różnych dziedzinach: psychologii, medycynie, geologii planetarnej, energetyce przyszłości” – czytamy w komunikacie ESERO. W toku wydarzenia omawiane mają być tematy związane m.in. z badaniem skutków uderzeń asteroid, doborem kadr w projektach dotyczących wysyłania satelitów na orbity, a także obowiązkami dyrektor Centrum Badań Kosmicznych. Poruszana tematyka ma obejmować także zagadnienia z zakresu projektowania i produkcji autonomicznych pojazdów oraz planowania misji kosmicznych. Więcej informacji na temat wydarzenia – na stronie internetowej ESERO. Wydarzenie można śledzić za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz serwisu YouTube. „Galaktyka kobiet” to projekt realizowany przez Europejskie Biuro Edukacji Kosmicznej (ESERO-Polska) w Centrum Nauki Kopernik. Ilustracja: ESERO/Galaktyka kobiet [esero.kopernik.org.pl] SPACE24 https://www.space24.pl/spotkanie-z-cyklu-galaktyka-kobiet-zacheta-do-podjecia-kariery-w-nauce-i-technice
  16. Zaproszenie na Kosmiczne Safari Free dla każdego chętnego 2021-12-03 Godzina 18:00
  17. Z głową w gwiazdach Dotarła do mnie przed chwilą szokująca i bardzo smutna informacja. Odszedł od nas Krzysztof Zbroszczyk. Miłośnik astronomii, fotograf, nasz kolega. Jeśli choć raz byliście na legendarnym, bieszczadzkim zlocie miłośników astronomii to Krzysiek na pewno zrobił wam przynajmniej jedno zdjęcie. Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, otwarty. Świetny gość! Takim zawsze będziemy Cię pamiętali. Za szybko, Krzysiek... ;( Ogromne wyrazy współczucia dla rodziny Krzysztofa. https://www.facebook.com/
  18. Ameryka przegrywa wyścig kosmiczny z Chinami i otwarcie to przyznaje 2021-12-02. Radek Kosarzycki Pięćdziesiąt lat propagandy, intensywnego tworzenia legendy NASA, jako siedziby naukowców, którzy umieścili człowieka na Księżycu, właśnie rozmieniane jest na drobne. Amerykańska stacja kosmiczna się sypie, a powrót na Księżyc wydaje się coraz odleglejszy, a nie coraz bliższy. Tymczasem Chiny, kraj, który do niedawna nie istniał w przestrzeni kosmicznej już teraz ma technologie, o których Amerykanie mogą jedynie marzyć. Gdyby tak dziesięć lat temu ktoś powiedział, że w ciągu dekady NASA będzie w stresie goniła Chiny jako lidera technologii kosmicznej, groziłoby to zgonem spowodowanym atakiem śmiechu. Dzisiaj z takiego stwierdzenia nikt już by się nie śmiał. Amerykanie męczą się z dwudziestoletnią, starzejącą się stacją kosmiczną, Boeing mimo 10 lat prac wciąż nie jest w stanie nawet przetestować swojego załogowego statku kosmicznego, SpaceX ma poważne problemy z produkcją silników do rakiety Starship, a program powrotu astronautów na powierzchnię Księżyca boryka się z tyloma problemami, że pierwotnie planowana na 2024 r. pierwsza wizyta astronautów na Księżycu dosłownie z dnia na dzień opóźnia się o kolejne lata. Tymczasem po drugiej stronie świata, Chiny realizują swój program kosmiczny precyzyjnie i bez opóźnień. W połowie roku pierwsza chińska sonda międzyplanetarna dotarła do Marsa - Tianwen 1 - prawidłowo weszła na orbitę, bezpiecznie dostarczyła lądownik na powierzchnię planety, a następnie rozpoczęła eksplorację planety za pomocą łazika. Tradycyjnie osiągnięcie tych wszystkich celów wymagało co najmniej trzech osobnych misji. Chiny poszły na skróty. Co więcej, w kwietniu na orbitę okołoziemską trafił pierwszy moduł chińskiej stacji kosmicznej Tiangong. Obecnie na pokładzie stacji znajduje się już druga załoga, która w najbliższych tygodniach będzie wspierała rozszerzanie stacji o kolejny moduł. Kosmos jednak to nie tylko misje kosmiczne Gen. David Thompson z Sił Kosmicznych USA przyznaje, że Chiny bardzo szybko rozwijają technologie, które mogą im posłużyć w zdobyciu całkowitej dominacji w przestrzeni kosmicznej. Jak przyznaje w rozmowie z Washington Post, chińskie i rosyjskie satelity nie próżnują na orbicie i bezustannie zakłócają pracę satelitów amerykańskich. Niemalże codziennie satelity są ofiarą cyber-ataków, wiązek laserowych, czy też instrumentów zagłuszających komunikację na falach radiowych. Thompson przyznaje, że już wkrótce Chiny mogą wyprzedzić Stany Zjednoczone w rozwoju nowych technologii kosmicznych. Jeżeli Amerykanie nie przyspieszą tempa prac, do końca lat dwudziestych Chiny będą bezsprzecznym liderem w przestrzeni kosmicznej. Oprócz utrudniania życia amerykańskim satelitom Chiny opracowują także przewagę w militarnym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej. W październiku br. chińska armia przeprowadziła udany test pocisku hipersonicznego, w ramach którego pocisk hipersoniczny okrążył Ziemię, a następnie uwolnił pocisk, który uderzył zaledwie 30 km od planowanego celu. W najnowszym wydaniu magazynu Financial Times gen. Chance Saltzman z Sił Powietrznych USA przyznał, że pojazd hipersoniczny wykorzystywany przez Chińczyków jest bardziej zaawansowany niż sądzono. Najnowsze informacje wskazują na to, że pociski mogą pozostawać na orbicie przez całe miesiące, w gotowości oczekując na wystrzelenie w kierunku celu, odpowiedniego, niezwykle szybkiego pocisku. Stany Zjednoczone jak na razie nie mają nie tylko odpowiednika takiej broni, ale także systemów zdolnych obronić cele na terytorium kraju przed pociskami tego typu. https://spidersweb.pl/2021/12/ameryka-przegrywa-wyscig-kosmiczny-z-chinami.html
  19. Symulacje komputerowe pokazują co może stać się z gwiazdą, która za bardzo zbliży się do czarnej dziury 2021-12-02. Symulacje komputerowe pokazują, że nie każda „normalna” gwiazda (astronomowie nazywają tak gwiazdy ciągu głównego), która minie w odległości ~40 milionów km supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona mas Słońca zostanie rozproszona przez potworne siły pływowe. Ciekawe, że nie zależy to jednoznacznie od masy gwiazdy, ale od czegoś innego. Co się stanie, gdy gwiazda zbliży się za bardzo do supermasywnej czarnej dziur? Nastąpi wtedy zjawisko rozerwania pływowego TDE (skrót z j.ang.: Tidal Disruption Event). Astronomów zainteresowało, dlaczego niektóre gwiazdy są niszczone podczas, gdy inne potrafią przetrwać takie bliskie spotkanie z supermasywną czarną dziurą tylko nieco pokiereszowane. Aby rozgryźć jego dynamikę, astronomowie stworzyli symulację, którą uruchomili na superkomputerze i testowali osiem gwiazd ciągu głównego o różnych masach. Te gwiazdy były wyrzucane w kierunku supermasywnej czarnej dziury o masie 1 miliona mas Słońca. Wyniki okazały się zaskakujące. Wykorzystano modele gwiazd od 0.15 do 10 mas Słońca. Wszystkie gwiazdy zostały skierowane tak, aby supermasywną czarną dziurę minęła w odległości około 24 miliony mil (38.4 milionów km). Dobrą wiadomością jest to, że gwiazda o masie Słońca (1 Mʘ) przetrwała takie bliskie spotkanie. Podobnie było z gwiazdami o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ i 0.7 Mʘ. Natomiast gwiazdy o masach 0.4 Mʘ, 0.5 Mʘ, 3 Mʘ i 10 Mʘ uległy całkowitej dezintegracji – część stała się materią międzygwiazdową, a część została pochłonięta przez czarną dziurę. Skąd wzięła się ta niezgodność ? Badacze zdali sobie sprawę, że wielkość gwiazdy nie determinuje tego, czy gwiazda przetrwa spotkanie z czarną dziurą, ale jej gęstość wewnętrzna. Szczegóły widać na wideo przygotowanym przez NASA pt. Supercomputer Simulations Test Star-destroying Black Holes W powyższej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski - najmniejsze. Te symulacje zostały przygotowane przez Taeho Ryu (Max Planck Institute for Astrophysics, Garching, Niemcy). Są to pierwsze symulacje, które łączą Ogólną Teorię Względności Einsteina z realistycznymi modelami gęstości gwiazd. Te symulacje pomogą astronomom oszacować jak często występuje pełna dezintegracja pływowa gwiazd we Wszechświecie i ich celem jest uzyskanie bardziej dokładnego obrazu przebiegu tego zjawiska. Opracowanie: Ryszard Biernikowicz Więcej informacji: Publikacja naukowa: Tidal Disruptions of Main-sequence Stars. I. Observable Quantities and Their Dependence on Stellar and Black Hole Mass ArXiv: Tidal Disruptions of Main Sequence Stars I. Observable Quantities and their Dependence on Stellar and Black Hole Mass Materiały popularnonaukowe: Scientists Fling Model Stars at a Virtual Black Hole to See Who Survives Supercomputer Simulations Test Star-destroying Black Holes Źródło: NASA Ilustracja przedstawia (od lewej do prawej) cztery migawki z symulacji, gdy wirtualny model Słońca zbliża się do czarnej dziury o masie 1 miliona mas Słońca. Gwiazda jest rozciągana, traci część masy i następnie zaczyna odzyskiwać sferyczny kształt, gdy oddala się od czarnej dziury. W tej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski – najmniejsze. Źródło: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA) Parametry symulacji - gwiazdy ciągu głównego o różnych masach miją supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona mas Słońca w odległości 24 miliony mil (38.4 milionów km). Oprac. na podstawie: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA) Trzy momenty w symulacji rozerwania pływowego ośmiu gwiazd ciągu głównego (masy gwiazd podane w górnym lewym rogu każdego kwadratu) przez supermasywną czarną dziurę o masie 1 miliona Mʘ. Biała strzałka wskazuje na „X”, czyli aktualną pozycję gwiazdy na orbicie zbliżeniowej. Dla gwiazd o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ, 0.4 Mʘ każdy bok kwadratu odpowiada średnicy Słońca, dla 0.5 Mʘ, 0.7 Mʘ, 1 Mʘ – dwukrotnej średnicy Słońca, a dla 3 Mʘ, 10 Mʘ, - dziesięciokrotnej średnicy Słońca. Przetrwały gwiazdy o masach 0.15 Mʘ, 0.3 Mʘ, 0.7 Mʘ i 1 Mʘ. Zniszczeniu uległy gwiazdy o masach 0.4 Mʘ, 0.5 Mʘ, 3 Mʘ i 10 Mʘ. W tej symulacji kolor żółty reprezentuje największe gęstości, a niebieski – najmniejsze. Oprac. na podstawie: NASA's Goddard Space Flight Center/Taeho Ryu (MPA) https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/symulacje-komputerowe-pokazuja-co-moze-stac-sie-z-gwiazda-ktora-za-bardzo-zblizy-sie-do
  20. Teleskop Hubble’a o krok bliżej naprawienia 2021-12-01. Naukowcy uruchomili kolejny instrument teleskopu Hubble’a. Trwają prace nad przywróceniem pełnej sprawności kosmicznego obserwatorium. Zespół Kosmicznego Teleskopu Hubble’a uruchomił spektrograf teleskopu. To urządzanie analizujące światło obiektów. Dostarcza danych m.in. o składzie chemicznym, temperaturze i stadium ewolucji gwiazd. Teleskop jest coraz bliżej odzyskania pełnej sprawności. Naukowcy pracują nad rozwiązaniem problemu, który wprowadził teleskop w tryb awaryjny. Opracowywane są zmiany w oprogramowaniu, które mają umożliwić pracę urządzeń nawet w przypadku utraty wielu komunikatów synchronizacyjnych. Pechowy rok dla teleskopu Hubble'a To już druga awaria Kosmicznego Teleskopu Hubble'a w tym roku. Wcześniej zepsuła się jednostka odpowiedzialna za zasilanie. Udało się przywrócić sprawność teleskopu, uruchamiając moduł zapasowy. źródło: NASA https://nauka.tvp.pl/57220299/teleskop-hubblea-o-krok-blizej-naprawienia
  21. Tajemnicze obłoki mogą dostarczyć nowych wskazówek na temat ciemnej materii 2021-12-01/ Polowanie na fale grawitacyjne, zmarszczki w czasoprzestrzeni spowodowane przez wielkie kosmiczne kataklizmy, może pomóc w rozwiązaniu jednej z palących tajemnic Wszechświata – chmur bozonów i tego, czy są one głównym pretendentem do miana ciemnej materii. Naukowcy używają potężnych instrumentów, takich jak zaawansowane detektory fal grawitacyjnych LIGO (Laser Interferometer Gravitational-Wave Observatory), Virgo i KAGRA, które wykrywają fale grawitacyjne oddalone nawet o miliardy lat świetlnych, aby zlokalizować potencjalne chmury bozonów. Chmury bozonowe, składające się z ultralekkich cząstek subatomowych, które są prawie niemożliwe do wykrycia, zostały zasugerowane jako możliwe źródło ciemnej materii – która stanowi około 85% całej materii we Wszechświecie. Nowe, ważne badania przeprowadzone w ramach współpracy LIGO-Virgo-KAGRA oferują jeden z najlepszych sposobów na odnalezienie tych subatomowych cząstek poprzez poszukiwanie fal grawitacyjnych wywołanych przez chmury bozonów krążące wokół czarnych dziur. Dr Lilli Sun z Centrum Astrofizyki Grawitacyjnej ANU powiedziała, że badanie to jest pierwszym na świecie przeglądem całego nieba dostosowanym do poszukiwania przewidywanych fal grawitacyjnych pochodzących z możliwych obłoków bozonów w pobliżu gwałtownie wirujących czarnych dziur. Bozony, jeżeli istnieją, mają bardzo małą masę i rzadko oddziałują z inną materią – co jest jedną z kluczowych właściwości, które wydaje się posiadać ciemna materia. Ciemna materia to materia, której nie można zobaczyć, ale wiemy, że istnieje, ponieważ oddziałuje na obiekty, które możemy obserwować – powiedziała dr Sun. Jednak poszukując fal grawitacyjnych emitowanych przez te obłoki możemy być w stanie wytropić te nieuchwytne cząsteczki i być może złamać kod ciemnej materii. Nasze poszukiwania mogą również pozwolić nam wykluczyć pewne ultralekkie bozony, o których nasze teorie mówią, że mogą istnieć, ale w rzeczywistości nie istnieją. Dr Sun powiedziała, że detektory fal grawitacyjnych pozwolą badaczom na zbadanie energii szybko rotujących czarnych dziur wydobywanych przez takie chmury, jeżeli one istnieją. Uważamy, że czarne dziury zatrzymują olbrzymią liczbę bozonów w swoim potężnym polu grawitacyjnym, tworząc chmury krążące wspólnie z nimi. Ten delikatny taniec trwa przez miliony lat i wciąż generuje fale grawitacyjne, które rozchodzą się w przestrzeni kosmicznej – powiedziała. Chociaż naukowcy nie wykryli jeszcze fal grawitacyjnych z chmur bozonów, dr Sun powiedziała, że nauka o falach grawitacyjnych otworzyła drzwi, które wcześniej były zamknięte dla naukowców. W kolejnym znaczącym przełomie badania rzuciły również więcej światła na możliwość istnienia chmur bozonowych w naszej własnej Galaktyce, biorąc pod uwagę ich wiek. Dr Sun powiedziała, że siła fal grawitacyjnych zależy od wieku chmury, przy czym starsze z nich wysyłają słabsze sygnały. Chmura bozonów kurczy się wysyłając fale grawitacyjne – powiedziała dr Sun. Dowiedzieliśmy się, że szczególny rodzaj chmur bozonów młodszej niż 1000 lat prawdopodobnie nie istnieje nigdzie w naszej Galaktyce, podczas gdy chmury, które mają 10 mld lat, prawdopodobnie nie istnieją w promieniu około 3260 lat świetlnych od Ziemi. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: ANU Urania Wizja artystyczna czarnej dziury. Źródło: NASA https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/12/tajemnicze-oboki-moga-dostarczyc-nowych.html
  22. Obserwatorium Arecibo: rok po upadku 2021-12-01. Mija właśnie rok od zawalenia się kultowego radioteleskopu zbudowanego w naturalnej niecce Puerto Rico. Mieszkańcy wyspy i naukowcy wciąż odczuwają skutki utraty tego kilkudziesięcioletniego obserwatorium radiowego. Radioteleskop Arecibo był słynny i łatwo rozpoznawalny na całym świecie dzięki swej największej przez szereg lat, 305-metrowej czaszy. Trio strzelistych wież i delikatna sieć kabli i platform przez lata utrzymywały główne instrumenty naukowe teleskopu ponad jego „talerzem". Jednak pod koniec 2020 roku zawiódł jeden z tych kabli, a następnie drugi. W połowie listopada amerykańska Narodowa Fundacja Nauki (NSF) będąca właścicielem obiektu zdecydowała, że radioteleskop jest zbyt niestabilny, by dało się go bezpiecznie naprawić. Jego dni już wtedy zdawały się policzone, ale to nie wszystko — nim zdążono podjąć ostateczną decyzję o jego wyburzeniu, grawitacja sama dokonała swego niechlubnego dzieła: 1 grudnia 2020 roku platforma teleskopu spadła, rozbijając delikatną czaszę. Ten upadek pozostawił naukowców związanych z Arecibo w smutku i szoku. Zastanawiano się też, co należy robić dalej z obiektem. Rok później nadal nie wiadomo. NSF przedkłada uprzątnięcie terenu ponad podjęcie jakichkolwiek wiążących decyzji o przyszłości anteny, a naukowcy wciąż mnożą ambitne pomysły na kontynuację spuścizny kultowego radioteleskopu. Radioteleskop Arecibo rozpoczął obserwacje w 1963 roku. Był wyjątkowy między innymi dlatego, że stanowił cenne narzędzie dla aż trzech różnych dziedzin nauki: badania atmosfery Ziemi, wykrywania promieniowania radiowego z otaczającego nas Wszechświata (w tym ewentualnych sygnałów od inteligentnych kosmitów!) oraz wykorzystywania aktywnego systemu radarowego do badań nad ciałami Układu Słonecznego, w szczególności obiektami NEO. Z biegiem lat teleskop stał się ikoną Puerto Rico, a także gwiazdą filmową – przede wszystkim dzięki występom w filmach takich jak „GoldenEye” i „Kontakt". Niedawno antena wystąpiła także w nowym filmie The Biggest Dream. To dokument o pochodzeniu, spuściźnie i utracie Obserwatorium Arecibo. Film ma jak na razie premierę tylko na specjalnych pokazach w Puerto Rico (odbywających się w tym tygodniu), ale z początkiem Nowego Roku ma ukazać się także poza wyspą. – Stworzenie tego filmu odzwierciedla dobrze portorykańskiego ducha i pokazuje, jak wielki wkład sam ten obiekt, jak i mieszkańcy Arecibo, wnieśli do społeczności naukowej – mówił dyrektor Obserwatorium Arecibo Francisco Cordova w oświadczeniu prasowym wydanym przez University of Central Florida. — Brak mi słów, by opisać, jakim zaszczytem było dla mnie opowiedzenie historii Arecibo — dodaje w tym samym oświadczeniu producent i reżyser filmu, Andrew Hernandez. –Dedykuję film wielkim marzycielom, którzy decydują się uwierzyć, że mogą przynieść pozytywne zmiany na tym świecie, inspirując przy tym innych. Tymczasem w raporcie wydanym 17 listopada NSF wydała pierwszą aktualizację na temat statusu obiektu. Ogłoszono, że dokonano już większość awaryjnego oczyszczania terenu i napraw, a kolejne kroki obejmują ukończenie napraw w obszarach z uszkodzonym betonem, usunięcie pojazdów roboczych i sprzętu z miejsca zdarzenia, oraz zachowanie ocalałego tam sprzętu. W ciągu ostatnich miesięcy na miejscu katastrofy pracowano także nad zadaniami obejmującymi sadzenie roślin. Wszystko po to, aby utrzymać tam właściwą glebę, zbadać wody gruntowe, oraz zidentyfikować i usunąć ziemię zanieczyszczoną olejem hydraulicznym. Należało też usunąć dwa duże kawałki betonu, które oderwały się od jednej wież nośnych. Ponadto ekipa usunęła około 38 000 metalowych paneli pokrywających ponad jedną trzecią powierzchni anteny, które uległy uszkodzeniu podczas zawalenia się i późniejszego sprzątania. Wreszcie – zainstalowano tymczasowy, odporny na huragany dach ponad ocalałym centrum edukacyjnym Obserwatorium. Dochodzenie w sprawie przyczyn zawalenia się anteny wciąż trwa, a według rzecznika NSF dotąd nie zidentyfikowano oczywistego, pojedynczego powodu awarii. Z uwagi na liczące kilkadziesiąt lat dziedzictwo Arecibo NSF musi niebawem zadecydować, jak dalej zarządzać obiektem, mając na uwadze właśnie jego historię. Nie podano jeszcze żadnych szczegółów, ale w raporcie zauważono, że organizacje NSF i UCF spotkały się z biurami Puerto Rico State Historic Preservation Office i Advisory Council on Historic Preservation w czerwcu tego roku, a dodatkowo mają się spotkać w tej sprawie ponownie. A co dalej z nauką w tym wyjątkowym miejscu? Nie wiadomo wciąż wiele. Ostatnia wiadomość pochodzi z 17 listopada tego roku, a NSF informuje w niej o serii warsztatów, jakie odbyły się tego lata z udziałem członków społeczności naukowej Arecibo. Miały na celu między innymi rozpoczęcie rozmów na temat możliwości, jakie Obserwatorium Arecibo może zaoferować nauce w przyszłości. Może więc nie wszystko jeszcze stracone? Czytaj więcej: • Cały artykuł • Zawalił się radioteleskop Arecibo (2020 r.) • Zwiastun filmu dokumentalnego The Biggest Dream dostępny na YouTube • Te zdjęcia z upadku Obserwatorium Arecibo łamią serce Źródło: Space.com Opracowanie: Elżbieta Kuligowska Na ilustracji: Zdjęcie wykonane 8 grudnia 2020 roku przedstawia ruiny słynnego Radioteleskopu Arecibo. Źródło: Michelle Negron, National Science Foundation Arecibo Observatory Movie - The Biggest Dream TRAILER https://www.youtube.com/watch?v=TEovDt6eci4 Na zdjęciu: Uszkodzenia Radioteleskopu Arecibo, 1 grudna 2020 roku. Źródło: Ricardo Arduengo/AFP via Getty Images https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/obserwatorium-arecibo-rok-po-upadku
  23. Ile czasu przeżyłby człowiek w przestrzeni kosmicznej? Podarł się skafander, a wokół próżnia 2021-12-01. Hubert Taler Jak długo przeżyłbyś w kosmosie? W próżni, bez skafandra? Czy śmierć nastąpi natychmiast? A może krótki pobyt w przestrzeni kosmicznej bez zabezpieczeń da się przeżyć? Jakiś czas temu pisałem o testowaniu sprzętu w warunkach podobnych do kosmicznych. Od sprzętu tego zależy często ludzkie życie, i jego zadaniem jest zapewnić astronautom izolację od panujących w przestrzeni kosmicznej temperatur, braku atmosfery i radiacji. Co jednak naprawdę się dzieje, gdy człowiek zostanie wystawiony bezpośrednio na działanie kosmicznej próżni? Filmy science fiction pokazują nam to od lat. Człowiek jest wyssany przez uszkodzenie w kadłubie statku kosmicznego, a następnie eksploduje bądź puchnie, zgodnie z przekonaniem, że ciśnienie panujące wewnątrz ciała spowoduje taki efekt. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Jak długo przeżyłbyś w kosmosie? Ile czasu człowiek przeżyje w kosmicznej próżni? Wiedza na ten temat jest ograniczona, i pochodzi głównie z dwóch typów źródeł: z rzeczywistych wypadków, którym ulegli astronauci i piloci oraz z eksperymentów na zwierzętach. Po pierwsze, człowiek wystawiony na kosmiczną próżnię zachowa przytomność przez zaledwie 10 do 15 sekund. Dzieje się tak dlatego, że płuca służą do wymiany tlenu - w warunkach atmosfery ziemskiej pobierają z niej tlen - jednak w próżni szybko usuną tlen z krwi. Mózg pozbawiony tlenu straci przytomność. Wstrzymywanie oddechu jedynie pogorszy sprawę - zwiększymy różnicę ciśnień, i zapadniemy na odmę płucną. Co się dzieje następnie? Lekarze wierzą, że byłbyś w stanie wrócić do zdrowia bez dużego na nim uszczerbku, jeśli zostaniesz umieszczony w atmosferze w ciągu 1,5 - 3 minut. Czas ten jest ustalony między innymi na podstawie serii doświadczeń ze zwierzętami (psami i małpami) przeprowadzonymi w bazie wojskowej w Brooks w stanie Teksas. Psy przeżywały bez żadnego stałego uszczerbku na zdrowiu 90 sekund próżni. Jeśli przebywały w próżni powyżej dwóch minut, ich stan bardzo szybko się pogarszał, i umierały na zawał serca. Podobnie jak w przypadku człowieka, zwierzę traciło przytomność po 10-15 sekundach. Na językach psów pojawiła się warstwa lodu - gwałtowne parowanie w próżni ochładza powierzchnię - a ich ciała się nieco powiększyły, by po przywróceniu do normalnych warunków wrócić do poprzedniego rozmiaru. Nieco lepiej radziły sobie szympansy. Wytrzymywały dłużej, a ich umiejętności intelektualne nie pogorszyły się. Drugie źródło wiedzy o zachowaniu się organizmów w próżni stanowią informacje o wypadkach. W 1965 roku inżynier pracujący w komorze próżniowej w Johnson Space Center przypadkowo rozdarł sobie skafander. Po 12 sekundach - zgadliście - stracił przytomność. Zanim to zrobił, zdążył jednak wcisnąć przycisk wyrównujący ciśnienie. Jego język, z którego gwałtownie wyparowała wilgoć, stracił możliwość czucia smaku na kilka dni. Poza tym nic mu nie dolegało. Nie był to jednak przypadek bycia wystawionym na prawdziwie trudne warunki. Takie panowały gdy niejaki Joe Kittinger odbywał skok z 32 km. W ciągu lotu rozszczelniła mu się rękawica, co spowodowało odmrożenie i, zatrzymanie krążenie i bolesną opuchliznę dłoni. Innym przypadkiem był lot wahadłowca Atlantis który odbył się w 1991 roku. W trakcie wykonywania misji w przestrzeni kosmicznej (poza pojazdem) jeden a astronautów przebił sobie narzędziem rękawicę. Spowodowało to punktowe, czerwone, odmrożenie w miejscu gdzie ta rękawica się znajdowała. Żadnych innych dolegliwości nie stwierdzono. Jak widać, spotkanie z kosmiczną próżnią nie musi koniecznie skończyć się wybuchowo, a w konsekwencji śmiercią człowieka. Organizm ludzki jest w wstanie sporo znieść. Nawet po kilkuminutowym rozszczelnieniu skafandrów wraca do zdrowia, bez trwałych ubytków na zdrowiu. Artykuł został pierwotnie opublikowany 3 czerwca 2015 roku. What Happens if Your Body is Exposed to the Vacuum of Space? https://www.youtube.com/watch?v=pm6df_SExVw Co się stanie z człowiekiem w próżni kosmicznej? https://spidersweb.pl/2021/12/ile-przezylby-czlowiek-w-kosmosie-proznia.html
  24. Co po Międzynarodowej Stacji Kosmicznej? Inspektor generalny NASA wskazuje na poważne problemy 2021-12-01. Radek Kosarzycki Po dwudziestu latach na orbicie okołoziemskiej Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) zaczyna powoli niedomagać, a jej koniec już majaczy na horyzoncie. Problem jednak w tym, że dotychczas forsowany plan dalszego rozwoju działalności człowieka na orbicie jest bardzo ogólnikowy i - jak pisze Inspektor Generalny NASA - całkowicie nierealistyczny. Co nas zatem czeka? Na chwilę obecną Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ma pracować do końca 2024 roku. Powszechnie jednak przyjmuje się, że stacja pozostanie na orbicie do 2028 roku. Dalsze przedłużanie jej pracy jest jak na razie kwestią otwartą. Starzejące się elementy konstrukcyjne, pojawiające się coraz częściej uszkodzenia, wycieki powietrza z pokładu stacji kosmicznej wskazują, że nawet jeżeli zostanie podjęta decyzja o kolejnym opóźnieniu końca pracy na pokładzie stacji, to termin ten można przesuwać maksymalnie do 2030 roku. Pozostało zatem dziesięć lat na stworzenie alternatywy dla stacji kosmicznej. NASA zakłada, że z uwagi na powyższą sytuację, do 2028 roku na orbicie okołoziemskiej powinna znaleźć się pierwsza amerykańska komercyjna stacja kosmiczna. Dzięki temu w latach 2028-2030 na orbicie znajdowałyby się dwie stacje, z czego ta druga mogłaby stopniowo przejmować rolę tej pierwszej. W efekcie udałoby się utrzymać harmonogram przeprowadzanych na orbicie eksperymentów naukowych. Czy stacja kosmiczna jest nam jeszcze do czegoś potrzebna? Naukowcy przekonują, że posiadanie stacji kosmicznej na niskiej orbicie okołoziemskiej jest kluczowym elementem każdego programu załogowych lotów kosmicznych, czy to na Księżyc, czy na Marsa. Eksperymenty przeprowadzane na pokładzie stacji kosmicznej pozwalają naukowcom badać wpływ mikrograwitacji i promieniowania kosmicznego na człowieka odbywającego lot kosmiczny. Co więcej, już teraz zaplanowane eksperymenty wymagają posiadania przez NASA stacji kosmicznej do co najmniej 2036 roku, czego Międzynarodowa Stacja Kosmiczna nie będzie w stanie zapewnić. Wystarczy tutaj wspomnieć o planowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) misjach 30-dniowych, 6-miesięcznych i całorocznych, które miałyby badać zmiany zachodzące w organizmie człowieka podczas wieloletniej misji na Marsa. ESA planuje przeprowadzenie dziesięciu misji kosmicznych w każdej z tych kategorii czasowych. Co więcej, stacja kosmiczna służy także do badania i testowania urządzeń i systemów, które później będą służyły astronautom odbywającym np. loty na Księżyc. Chodzi tutaj np. o systemy oczyszczania wody i powietrza, źródła zasilania, elastyczne habitaty kosmiczne, systemy produkcji żywności, osłony przed promieniowaniem kosmicznym, czy w końcu skafandry księżycowe, które najpierw wymagają testów podczas spacerów kosmicznych na zewnątrz stacji kosmicznej. Pierwsze testy skafandrów są aktualnie zaplanowane na 2027 rok. Z powyższego wynika wyraźnie, że jeżeli Amerykanie chcą rozpocząć załogowe misje poza orbitę ziemską, muszą posiadać na orbicie własne laboratorium, nawet jeżeli jest ono niezwykle kosztowne. Na przestrzeni ostatnich 20 lat NASA wydawała średnio 3 mld dol. rocznie na utrzymanie stacji kosmicznej, co stanowi 1/3 budżetu wszystkich załogowych misji kosmicznych. Samo zakończenie pracy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej i sprowadzenie stacji w ziemską atmosferę, gdzie mogłaby spłonąć, kończąc swoje życie, to także proces kosztowny i długotrwały. Orbitująca aktualnie na wysokości ok. 400 km nad Ziemią stacja będzie musiała rozpocząć proces schodzenia z orbity na trzy lata przed końcem swojej pracy, czyli najpóźniej na początku 2028 roku. Gdy wysokość stacji spadnie do 333 km, wszystkie załogi powinny zakończyć pracę i wrócić na Ziemię. Wciąż jednak będzie to kontrolowane opadanie, nawet z opcją powrotu na pierwotną orbitę. Dopiero gdy stacja osiągnie wysokość 279 km nad Ziemią, przejdzie przez punkt bez powrotu. Od tego momentu stacja będzie zmierzała w kierunku ziemskiej atmosfery i nie będzie już szans na wstrzymanie tego procesu. Koszt całego procesu deorbitacji wyniesie około miliarda dolarów. Warto tutaj zaznaczyć jedną istotną kwestię. Proces deorbitacji będzie trwał trzy lata w normalnych, kontrolowanych warunkach. Gdyby jednak doszło do poważnego uszkodzenia stacji (np. przez śmieci kosmiczne) jeszcze na orbicie i podjęto by decyzję o jej szybkim sprowadzeniu w atmosferę, proces ten będzie trwał około sześciu miesięcy. Czas najwyższy budować nową stację kosmiczną. To nie takie proste Jak na razie, mimo dekady prób wszelakiego rodzaju, operatorom Międzynarodowej Stacji Kosmicznej nie udało się opracować jakiegoś konkretnego i solidnego modelu biznesowego, który nawet przy uwzględnieniu zysków z turystyki kosmicznej, czy też ze współpracy z podmiotami komercyjnymi pozwoliłby utrzymać stację kosmiczną. Możliwe zatem, że pierwsza/pierwsze komercyjne stacje kosmiczne musiałyby wciąż polegać na pieniądzach publicznych. Problem jednak w tym, że NASA do dnia dzisiejszego nie jest w stanie jasno określić, ile środków planuje przeznaczyć na wynajęcie przestrzeni na pokładzie takiej stacji i dalsze prowadzenie swoich eksperymentów wspomnianych powyżej. Różne szacunki wskazują na rozstrzał między 5 a 38 mld dol. na przestrzeni około 15 lat. Brak konkretnych planów utrudnia zatem potencjalnie zainteresowanym stworzenie wiarygodnego biznesplanu i ocenę opłacalności całego przedsięwzięcia. Jakby tego było mało, agencja kosmiczna wciąż zmienia swoje wymagania co do nowej stacji kosmicznej, przez co nie można rozpocząć prac nad tworzeniem projektu. Istnieje jeszcze jeden istotny problem. O ile NASA deklaruje chęć wsparcia budowy prywatnych stacji kosmicznych, to za tymi słowami nie idą żadne środki finansowe. Pierwotny plan, którego realizacja miała rozpocząć się od 2019 r., zakładał, że na przetargi związane z powstawaniem stacji, agencja będzie przeznaczała ok. 150 mln dol. rocznie. Tymczasem Kongres przeznaczył jak na razie na ten cel: w 2019 r. - 40 mln dol, w 2020 r. - 15 mln dol, a w 2021 r. - 17 mln dol. Tymczasem według pierwotnego planu, aby zbudowanie stacji było możliwe do 2028 r. w latach 2022-2026 NASA musiałaby przeznaczyć dodatkowe 845 mln dol. Szanse na to - patrząc na trzy poprzednie lata - są zerowe. Załóżmy przez chwilę, że pieniądze nie są problemem Raport Inspektora Generalnego NASA wskazuje wyraźnie, że cały plan nie jest zbyt realistyczny. Plany przewidują, że dopracowany model nowej stacji kosmicznej będzie gotowy najpóźniej w 2025 roku. Zważając na to, że mamy koniec 2021 r. już to założenie jest mało realistyczne i przesadnie optymistyczne. Nawet gdyby jednak okazało się, że uda się taki projekt stworzyć, to zakładanie, że budowa komponentów stacji, testowanie i wyniesienie ich na orbitę można zamknąć w trzech kolejnych latach, jest już fantazjowaniem. Nie ma absolutnie szans, aby taka stacja powstała do 2028, ani nawet do 2030 roku. Inspektor Generalny zakłada, że w tym przypadku stacja powstanie co najmniej kilka lat po tym, jak Międzynarodowa Stacja Kosmiczna spłonie już w atmosferze. Dobrym przykładem może tutaj być przykład statku Crew Dragon, który miał zastąpić wahadłowce kosmiczne wycofane z użytku w 2011 r. Projekt statku był gotowy w 2012 r., ale pierwszy Crew Dragon poleciał do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dopiero w 2020 r. Jeżeli tutaj, w przypadku stacji kosmicznej opóźnienie będzie podobne, to w bardzo optymistycznym modelu mówimy o wyniesieniu nowej stacji kosmicznej na orbitę w 2033 r., przy czym najprawdopodobniej nieco później. To co teraz? Nie wiadomo, bowiem wszystkie opcje wydają się złe. NASA teoretycznie mogłaby spróbować wydłużyć misję Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Problem w tym, że pojawiające się w stacji pęknięcia, uszkodzenia i nieszczelności, których wcześniej nie przewidywano, wskazują, że stacja może po prostu nie być w stanie działać dłużej niż do 2030 roku. Nie wspominając już o tym, że Rosja wielokrotnie deklarowała już chęć rezygnacji ze swojego udziału w projekcie ISS. Jeżeli jednak stacja zostanie sprowadzona w ziemską atmosferę w 2030 roku, Stany Zjednoczone będą miały powtórkę z rozrywki. Pojawi się bowiem kilkuletnia luka, w której na orbicie będzie znajdowała się jedynie chińska stacja kosmiczna. To poważne zagrożenie dla całego przemysłu kosmicznego. Jakby nie patrzeć powoli powstający przemysł może w ciągu tych kilku lat upaść. Firmy takie jak SpaceX czy Boeing nie będą miały gdzie latać swoimi statkami stworzonymi specjalnie do latania do stacji kosmicznych. Turystyka kosmiczna ponownie zaniknie na kilka lat. Pytanie, jak to wpłynie na biznesplan firmy budującej nową stację kosmiczną. Brak odpowiednio wczesnego przygotowania przez NASA do tej sytuacji może wkrótce bardzo poważnie odbić się na całym amerykańskim przemyśle kosmicznym. Pozostaje mieć nadzieję, że raport Inspektora Generalnego sprawi, iż ktoś w NASA zacznie intensywnie myśleć nad najbliższą przyszłością. NASA za bardzo przyzwyczaiła się bowiem do pozycji lidera w przestrzeni kosmicznej i przez to nie zauważyła, że konkurencja zaczęła się do niej zbliżać i wkrótce ją wyprzedzi. Oby na uświadomienie sobie sytuacji nie było za późno. https://spidersweb.pl/2021/12/miedzynarodowa-stacja-kosmiczna-iss-nastepca-przyszlosc.html
  25. Grudniowa zapowiedź nowej polsko-niemieckiej misji kosmicznej 2021-12-01. W piątek 10 grudnia 2021 roku we Wrocławiu odbędzie się konferencja prezentująca założenia nowej misji kosmicznej z oczekiwanym udziałem polskiej firmy Scanway Space. Wydarzenie dotyczy polsko-niemieckiej współpracy, z zaangażowaniem German Orbital Systems & Exolaunch. W trakcie wydarzenia odbędzie się również start balonu stratosferycznego, na którego pokładzie przetestowane zostaną podstawowe składniki misji. Konferencja, organizowana w budynku "Delta" Wrocławskiego Parku Technologicznego, jest wydarzeniem otwartym, w którym może wziąć udział każdy zainteresowany sektorem kosmicznym. W trakcie spotkania przedstawiony zostanie projekt satelitarnej misji kosmicznej, której celem będzie sprawdzenie w warunkach kosmicznych technologii związanych z optyką i autodiagnostyką satelitów. Dodatkowo, zaplanowano przeprowadzenie startu trzeciej w tym roku misji balonowej Scanway. Start balonu stratosferycznego umożliwi przeprowadzenie eksperymentu w warunkach zbliżonych do tych, które panują w kosmosie. Działająca we Wrocławiu firma Scanway Space zaangażowana jest realizację kilku trwających projektów satelitarnych. Odpowiada m.in. za przygotowanie teleskopu do satelity EagleEye, który ma być największym w pełni zaprojektowanym i skonstruowanym w Polsce teleskopem obserwacyjnym. Zaangażowanie wrocławskiej spółki dotyczy też teleskopów rozwijanych z myślą o polskiej konstelacji satelitarnej PIAST. Jest też liderem konsorcjum, które dla Polskiej Agencji Kosmicznej przygotować ma niebawem studium pt. „Opracowanie koncepcji nowatorskiego projektu w obszarze: optyczne obserwacje Ziemi wraz z oceną jej wykonalności”. Konferencja odbędzie się we Wrocławiu przy ul. Duńskiej 9. Rozpoczęcie wydarzenia ma nastąpić o godzinie 10:00. Spotkanie organizowane jest pod patronatem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, Wrocławskiego Parku Technologicznego i Stowarzyszenia WroSpace. Serwis Space24 objął wydarzenie swoim patronatem medialnym. Udział w spotkaniu jest bezpłatny, jednak ze względu na ograniczoną ilość miejsc, wymagana jest rejestracja na stronie internetowej wydarzenia. Ilustracja: Scanway [scanway.pl] Ilustracja: Scanway [scanway.pl] https://www.space24.pl/grudniowa-zapowiedz-nowej-polsko-niemieckiej-misji-kosmicznej
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)