Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    27 381
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    62

Zawartość dodana przez Paweł Baran

  1. W październiku Księżyc zafunduje nam zaćmienie Słońca 2022-10-02. Autor:KasiaRutkowska Do zaćmienia tarczy słonecznej dochodzi, gdy Księżyc znajdzie się pomiędzy Ziemią, a Słońcem. To zjawisko występuje co kilka lat i najbliższego możemy spodziewać się już w tym miesiącu. Czy zaćmienie Słońca w październiku 2022 będzie widoczne w Polsce? Księżyc to ostatnio bardzo złośliwy satelita. Dzięki huraganowi udało mu się odwlec wizytę ludzi na swojej powierzchni, a w październiku ma chytry plan pokazać, że umie odciąć nas od promieni słonecznych. Kiedy można się spodziewać zaćmienia Słońca? Kiedy zaćmienie Słońca 2022? Najbliższe zaćmienie Słońca będzie miało miejsce we wtorek 25 października 2022 roku. Tego dnia, pomiędzy godziną 11:00, a 15:00 (od 09:00 do13:00 czasu GMT) na planecie Ziemia będzie można zaobserwować jak tarcza księżyca przesłania Słońce. Będzie to częściowe zaćmienie, które w najdogodniejszych, północnych rejonach świata przysłoni nawet 82% tarczy słonecznej. Kiedy dochodzi do zaćmienia Słońca? Zaćmienia Słońca wywołuje wędrówka Księżyca po nieboskłonie i nigdy nie jest ono identyczne na całym ziemskim globie. Nasz naturalny satelita musi znaleźć się w pozycji, w której promienie słoneczne przeznaczone dla Ziemi, dostaną się jemu. W ten sposób rzuca on na naszą planetę cień, który przyćmiewa Słońce. Co więcej, całkowite zaćmienie możemy podziwiać tylko, jeśli znajdziemy się na linii, która przebiegałaby przez środek tarczy Księżyca i środek tarczy słonecznej. 25 października 2022 roku nie będzie to możliwe, ponieważ punkt ten wypada powyżej bieguna północnego. Kiedy zobaczymy zaćmienie Słońca w Polsce? Na obszarze Polski 25. października 2022 roku cień Księżyca „nadgryzie” tarczę słoneczną przesuwając się z zachodu na wschód. Schowa przed nami Słońce w około 40%, a zjawisko to będzie można obserwować pomiędzy 11:10, a 13:30. Jego statystyczna kumulacja wypada około 12:20, ale szykując się do obserwacji lub zdjęć warto pamiętać, że Polska jest duża. Księżyc najbardziej łapczywy będzie się wydawał w północno wschodniej Polsce, a najmniej na krańcach południowo zachodnich. Zaćmienie Słońca 2022 w Białymstoku Okolice stolicy podlasia to jeden z lepszych rejonów obserwacyjnych. Zaćmienie potrwa tam od 11:14 do 13:35. O godzinie 12:25 nastąpi kumulacja zjawiska, kiedy nie będzie widoczne 45,16% tarczy słonecznej. Korzystniej będzie tylko na północny wschód od Augustowa. Zaćmienie Słońca 2022 we Wrocławiu Dolny Śląsk tym razem ma pod górkę. W okolicach Wrocławia zaćmienie potrwa od 11:12 do 13:26. O godzinie 12:19 nastąpi kumulacja zjawiska, kiedy Księżyc zasłoni 34,91% tarczy słonecznej. Zaćmienie Słońca 2022 w Warszawie Dla porównania zaćmienie w okolicach Warszawy potrwa od 11:13 do 13:32. O godzinie 12:23 nastąpi kumulacja zjawiska, obejmując 41,43% tarczy słonecznej. Czy warto czekać na większe zaćmienie Słońca? Zaćmienie Słońca, które będzie miało miejsce 25 października 2022 roku to pierwsze tak spektakularne wydarzenie w naszym zasięgu od marca 2015 roku. Kolejnego, porównywalnego, możemy się spodziewać dopiero w sierpniu 2027 roku. Czekać jednak nie warto, ponieważ Księżyc „nadgryzie” wtedy Słońce z innej strony. Amatorzy rzeczy wielkich, dybiący na pełne zaćmienie Słońca, mogą się nie doczekać. W Polsce zobaczymy je w 2135 roku. Źródła: space.com, NASA, inf. własne Model prezentujący zjawisko zaćmienia Słońca Animacja zaćmienia Słońca widoczna na Ziemi 25 października 2022. Zródło: NASA GSFC, A.T.Sinclair https://www.benchmark.pl/aktualnosci/zacmienie-slonca-2022.html?fbclid=IwAR2TSjcwQDoKhY4AvWHBj7F2wWpDu5XtSIdiCWQcfr46mcRC1gWhUdwoUcY#noop
  2. Olbrzymia czarna plama na Słońcu, jakiej nie było od lat. Może wywołać wielkie awarie energetyczne 2022-10-03. Zza niewidocznej strony słonecznej tarczy wyłoniła się czarna plama, jakiej nie widziano od lat. Naukowcy ostrzegają, że może być bardzo groźna i w najczarniejszym scenariuszu wywołać wielkie awarie energetyczne na Ziemi. Słońce nieuchronnie zbliża się do apogeum swojej aktywności, które przypada średnio raz na 11 lat. Nastąpić ma w 2025 roku, jednak już od kilku tygodni na jego powierzchni mają miejsce gwałtowne procesy, które mogą być dla nas bardzo niebezpieczne. Jednym z nich jest wyłaniająca się zza północno-wschodniego skraju słonecznej tarczy plama oznaczona numerem AR3112, która uznana została przez NASA za największą od lat. Składa się ona z kilkunastu obszarów aktywnych rozciągających się na dystansie aż 130 tysięcy kilometrów. Póki co plama nie jest skierowana w naszą stronę, dlatego nie jest groźna, ale niebawem się to zmieni. Z każdym dniem, wraz z rotacją Słońca, będzie zbliżać się do centralnej części tarczy słonecznej, gdzie znajdzie się pod koniec tygodnia. W tym czasie każda potężna eksplozja plazmy może być potencjalnie niebezpieczna dla Ziemi. Znaczna ilość plazmy docierając do ziemskich biegunów magnetycznych może wywoływać burzę geomagnetyczną, a co za tym idzie także zorzę polarną. Im ta burza będzie silniejsza, tym na większym obszarze zaświeci zorza. Przy burzy geomagnetycznej klasy G3 i wyższej, barwne wstęgi na niebie będą już widoczne z obszaru Polski. Skrajnie silne burze oznaczają nie tylko spektakularną zorzę, ale również zakłócenia w łączności oraz awarie sieci energetycznych. W najgorszym scenariuszu, czyli przy uderzeniu w Ziemię rekordowej ilości plazmy słonecznej, promieniowanie elektromagnetyczne może nas cofnąć do epoki kamienia łupanego, niszcząc systemy energetyczne i uszkadzając wszelki sprzęt elektroniczny. Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA. Kompleks plam słonecznych AR3112. Fot. NASA /SDO. Kompleks plam słonecznych AR3112. Fot. NASA /SDO. HD Northern Lights timelapse, Eureka, Alaska March 2013 https://www.youtube.com/watch?v=hsMW7zbzsUs&t=14s https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-10-03/olbrzymia-czarna-plama-na-sloncu-jakiej-nie-bylo-od-lat-moze-wywolac-wielkie-awarie-energetyczne/
  3. Naukowcy wyjaśniają falowanie Drogi Mlecznej 2022-10-03. Franek Badziak Wyobraźmy sobie Drogę Mleczną jako płaską, niewzruszoną taflę wody. Jeśli wrzucić tam kamień o masie 400 milionów Słońc, tafla nie będzie już spokojna; pojawią się zmarszczki. Poruszą one biliardami Słońc i układów. Miną eony nim tafla znów będzie niewzruszona. Astronomowie sądzą, że takie zjawisko naprawdę mogło się zdarzyć, i to nie raz, w ciągu kilku ostatnich miliardów lat. W opublikowanym 15 września raporcie Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego (Monthly Notices of the Royal Astronomical Society) naukowcy wyjaśniają skutki zderzenia Drogi Mlecznej i znacząco mniejszej karłowatej galaktyki eliptycznej w Strzelcu (SagDEG, Sagittarius Dwarf Elliptical Galaxy). Wywołało ono zagadkowe wstrząsy i oscylacje gwiazd w całej Drodze Mlecznej. Analizując dane z teleskopu Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), porównano ruch ponad 20 milionów gwiazd – z wyróżnieniem tych na obrzeżach galaktyki. Zaobserwowano tajemnicze wibracje, falowanie gwiazd w całej galaktyce. Jak jednak wynikło z modelowania komputerowego, fale te spowodowane są dawną kolizją Drogi Mlecznej i galaktyki SagDEG. Teoria ta była już znana wcześniej, teraz jednak zaobserwowano te fale w całej galaktyce. Prawdopodobne jest, że tego rodzaju kolizje znacząco wpłynęły na kształt naszej galaktyki; badania przeprowadzone w 2011 roku sugerują, że jedno z ramion Drogi Mlecznej jest efektem zderzenia z galaktyką SagDEG Z kolei analiza danych z teleskopu Gaia z roku 2020 mówi, że te wydarzenia spowodowały zderzenia obłoków, gwiazd i planet, które doprowadziły do powstania nowych gwiazd. Korekta – Matylda Kołomyjec Źródła: • space.com: Brandon Specktor; The Milky Way is 'rippling' like a pond, and scientists may finally know why By Brandon Specktor 3 października 2022 Ilustracja przedstawiająca falowanie ramion Drogi Mlecznej. Źródło: NASA JPL-Caltech R. Hurt https://astronet.pl/uklad-sloneczny/naukowcy-wyjasniaja-falowanie-drogi-mlecznej/ https://kosmonauta.net/2022/10/sektor-kosmiczny-3-16-pazdziernika-2022/
  4. Kolejny kamień milowy w ruchu ochrony ciemnego nieba 2022-10-03. Utworzono dwusetny międzynarodowy obszar ochrony ciemnego nieba certyfikowany przez IDA (International Dark-Sky Association). Idea powoływania przez IDA międzynarodowych obszarów ochrony ciemnego nieba powstała w 2001 r., gdy tym mianem uhonorowano zasłużone dla astronomii miasto Flagstaff, położone w amerykańskim stanie Arizona. W leżącym na jego terenie obserwatorium astronomicznym (Lowell Observatory) Clyde Tombaugh odkrył w 1930 r. Plutona, a w kolejnych latach dokonywano innych znaczących odkryć i badań. Od precedensowego certyfikatu IDA minęło ponad 20 lat, i przez ten czas powołano wiele innych obszarów ochrony nocnego krajobrazu na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, w tym setny taki obszar utworzono cztery lata temu, o czym informowaliśmy w tym artykule. W obliczu różnorodności certyfikowanych miejsc, ustanawiano kolejne ich rodzaje w tym: a) międzynarodowe społeczności ciemnego nieba (dark sky communities) - miejscowości mające od kilkuset do nawet kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców, które m.in. wprowadziły na swoim terenie odpowiednie regulacje w sferze polityki oświetleniowej. Obecnie istnieje niemal 40 takich miejsc na całym świecie, głównie w Stanach Zjednoczonych i Europie; b) międzynarodowe parki ciemnego nieba (dark sky parks) - najliczniejsza grupa, zawierająca ponad 115 obszarów, najczęściej cennych przyrodniczo, na których krzyżują się m.in. funkcje ochrony nocnego nieba przed sztucznym światłem w aspekcie ochrony nocnej fauny i flory, z działaniami z zakresu astroturystyki; c) międzynarodowe rezerwaty ciemnego nieba (dark sky reserves) - obszary podobne do parków ciemnego nieba, jednak zazwyczaj o znacznie większej powierzchni, zawierające także strefę buforową z rozmieszczonymi w niej wieloma miejscowościami akceptującymi zasady zrównoważonej polityki oświetleniowej. Dotychczas powstało 20 takich rezerwatów; d) międzynarodowe sanktuaria/ostoje ciemnego nieba (dark sky sanctuaries) - miejsca oddalone od jakichkolwiek osiedli ludzkich, odznaczające się wyjątkowymi walorami nieskażonego sztucznym światłem nocnego nieba. Różnią się od parków ciemnego nieba swoją izolacją geograficzną, która utrudnia odwiedzanie tych miejsc i propagowanie wiedzy o zanieczyszczeniu światłem. Powołano 15 takich obszarów, m.in. na wyspach Pacyfiku, pustynnych obszarach Ameryki Północnej, Południowej Afryki, Chile i Australii; e) miejskie obszary ciemnego nieba (urban night sky places) - najpóźniej utworzona kategoria miejsc ochrony nocnego krajobrazu, zawierająca obecnie 5 obszarów zlokalizowanych na terenie dużych miast lub aglomeracji miejskich, bądź w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Ze względu na prowadzone na ich terenach działania edukacyjne i popularyzatorskie, stanowią cenne miejsca propagowania wiedzy o zanieczyszczeniu światłem, mimo nie najlepszych warunków do prowadzenia obserwacji astronomicznych. Dwusetny obszar IDA wpisuje się w kategorię parków ciemnego nieba, a ustanowiony został w amerykańskim stanie Nebraska, będąc tym samym pierwszym międzynarodowym obszarem ochrony ciemnego nieba na terenie tego stanu. Zajmuje powierzchnię niecałych 3 kilometrów kwadratowych wybrzeża sztucznego zbiornika wodnego Merriitt, leżącego na terenie stanowego obszaru rekreacji. W krajobrazie dominują zarośnięte trawą wydmy, będące największym tego typu obszarem na półkuli zachodniej. Park położony jest z dala od większych miast. Najbliższym ośrodkiem miejskim jest oddalone o 40 kilometrów 3 tysięczne Valentine. Z tego względu niebo jest tam niemal nieskażone sztucznym światłem, dzięki czemu teren parku jest znany lokalnym miłośnikom astronomii. Odbywa się tam m.in. Nebraska Star Party mające 29 letnią historię. Wydarzenie co roku przyciąga setki uczestników. Otrzymanie certyfikatu IDA przez Merritt Reservoir State Recreation Area poprzedzone było trzyletnimi pracami, m.in nad regulacjami prawnymi i modernizacją sieci oświetlenia zewnętrznego na terenie parku. Wśród instytucji biorących udział w tych pracach prym wiodły Bureau of Land Reclamation, Nebraska Game and Parks Commission, Merritt Trading Post Resort, Nebraska Star Party, oraz Nebraska Tourism Commission. Międzynarodowe obszary ciemnego nieba ustanawiane przez IDA są często uważane za najbardziej prestiżowe z miejsc prowadzących czynną ochronę nocnego krajobrazu, jednak nie są jedynymi tego typu obszarami na świecie. Inne instytucje, takie jak Fundacja Starlight, RASC czy Program Ciemne Niebo, również certyfikują rozmaite miejsca ochrony ciemnego nieba (np. Izerski Park Ciemnego Nieba), dzięki czemu łączna liczba wszystkich obszarów ochrony nocnego krajobrazu, tych międzynarodowych, jak i o lokalnym znaczeniu, przekroczyła we wrześniu liczbę 300 (wg danych gromadzonych przez IUCN Dark Skies Advisory Group). Więcej informacji: • Lista międzynarodowych obszarów ciemnego nieba IDA • 200. obszar ciemnego nieba IDA • Wniosek do IDA o utworzenie Parku Merritt Reservoir Opracowanie: Grzegorz Iwanicki Źródło: IDA Na ilustracji: rozgwieżdżone niebo nad jednym z pól kampingowych w Parku Merritt. Źródło: IDA/Justin Haag. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejny-kamien-milowy-w-ruchu-ochrony-ciemnego-nieba
  5. Sektor kosmiczny 3 – 16 października 2022 2022-10-03. Redakcja Zapraszamy do relacji z sektora kosmicznego z dni 3 – 16 października 2022. https://kosmonauta.net/2022/10/sektor-kosmiczny-3-16-pazdziernika-2022/
  6. Rakieta Firefly Alpha wykonuje pierwszy udany lot na orbitę w swojej drugiej próbie 2022-10-02. Rakieta Alpha firmy Firefly Aerospace wykonała swój pierwszy udany lot na orbitę. W swojej drugiej próbie wysłała na orbitę kilka niewielkich satelitów na niską orbitę okołoziemską. Misja nazwana “To The Black” została przeprowadzona 1 października 2022 r. z kosmodromu Vandenberg w Kalifornii. Rakieta wystartowała 1 października 2022 r. o 9:01 rano czasu polskiego (w miejscu startu była 0:01 w nocy). W pierwszej fazie lotu rakietę napędzały cztery silniki Reaver 1 pierwszego stopnia. Rozpędzały one rakietę przez 2 minuty i 37 sekund. Później pierwszy stopień odłączył się od rakiety, a do dalszego przyspieszania zabrał się drugi stopień z jednym silnikiem. Pierwsze odpalenie górnego stopnia zakończyło się 7 minut i 40 sekund po starcie. Osiągnięto wtedy wstępną, dość eliptyczną jeszcze orbitę. Po kilkudziesięciominutowej fazie dryfu, górny stopień odpalił swój silnik ostatni raz, tym razem tylko na 2 sekundy. To wystarczyło, by osiągnąć docelową kołową orbitę misji o wysokości około 300 km. Nieco ponad godzinę po starcie wszystkie trzy wynoszone ładunki zostały wypuszczone przez rakietę. Była to druga próba orbitalna rakiety Alpha amerykańskiej firmy Firefly Aerospace. Pierwsza została przeprowadzona we wrześniu 2021 r. i nie zakończyła się powodzeniem. Wtedy krótko po starcie wyłączył się jeden z silników dolnego stopnia. Rakieta kontynuowała lot, ale po osiągnięciu prędkości naddźwiękowej nie była już w stanie utrzymać prawidłowej orientacji i została w końcu zdetonowana zdalnie przez obsługę naziemną. Okazało się, że powodem przedwczesnego wyłączenia silnika było odpięcie się elektrycznej linii zasilającej zawory pod wpływem wibracji. Obecne wersje silników wytwarzają już mniejsze wstrząsy, a dodatkowo przeniesiono te elementy elektryki w miejsce mniej narażone na wibracje. Alpha to lekka dwustopniowa rakieta nośna. W dolnym stopniu rakietę napędzają cztery silniki Reaver 1 o łącznym ciągu prawie 740 kN. W górnym stopniu działa pojedynczy silnik Lightning 1 o ciągu 70 kN. Oba stopnie używają mieszanki kerozyny RP-1 i ciekłego tlenu. Rakieta ma być w stanie wynieść do 1 t ładunku na niską orbitę okołoziemską. O ładunkach Największymi satelitami misji była para nanosatelitów standardu CubeSat 3U. Edukacyjny podmiot Teachers in Space zbudował dla tej misji statek Serenity, który rejestrował parametry i warunki lotu i prześle te dane na potrzeby edukacyjne. Ośrodek badawczy NASA Ames Research Center wysłał z kolei testowego satelitę TechEdSat 15. Znalazł się na nim eksperymentalny tzw. “egzohamulec”, który pozwala na wykonanie deorbitacji satelity w egzosferze. Zbudowany system ma przetrwać wyższe temperatury hamowania, przez co utrzymać dłużej orientację i pozwolić na precyzyjne wybranie miejsca deorbitacji. Inny instrument na tym satelicie to moduł nadawczy z wbudowaną pamięcią do testów przechowywania i przesyłu danych dla niewielkich satelitów. Fundacja Libre Space Foundation przygotowała do tej misji platformę wypuszczającą pikosatelity PicoBus. Wraz z nią podróżowało 5 ładunków w tym para pikosatelitów tej firmy Qubik 3 i Qubik 4. Pikosatelity to satelity jeszcze mniejszego standardu od nanosatelitów (te konkretnie mają wymiary sześcianu o bokach 5 cm). Umieszczono na nich ładunki telekomunikacyjne na potrzeby testów różnych technik przesyłu oraz do naziemnych ćwiczeń determinacji orbity i identyfikacji tak malych satelitów. To nie wszystkie pikosatelity tej misji. Firma AMSAT EA zbudowała parę GENESIS G i J o podobnym przeznaczeniu do wymienionych wyżej satelitów Qubik. Organizacja Fossa Systems umieściła w tym locie swojego pikosatelitę FossaSat 1 do testów eksperymentalnej modulacji fal radiowych na potrzeby komunikacji z satelitą oraz miniaturowych rozkładanych paneli słonecznych. Na górnym stopniu rakiety Alpha przytwierdzono też niewielką kapsułę na pamiątki do wysłania w kosmos przez pracowników firmy i ich rodziny. Podsumowanie Pierwszy udany lot rakiety Alpha daje zielone światło do wykonania kolejnej misji. Jeszcze w tym roku firma chce przeprowadzić kolejny lot orbitalny z nanosatelitami dla edukacyjnego programu NASA ELaNa. Na świecie przeprowadzono już 122 udane misje orbitalne w 2022 roku. Więcej informacji: • Informacje nt. pierwszej udanej misji rakiety Alpha wraz z wideo i opisem ładunków Na podstawie: Firefly/NSF Opracował: Rafał Grabiański Na zdjęciu: Rakieta Alpha na stanowisku startowym przed swoją drugą próbą lotu na orbitę. Źródło: Firefly Aerospace. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rakieta-firefly-alpha-wykonuje-pierwszy-udany-lot-na-orbite-w-swojej-drugiej-probie
  7. Ameryka, Azja i Australia połączą się w jeden wielki kontynent. Amazji nikt z nas nie zobaczy 2022-10-02. Radek Kosarzycki Powierzchnia Ziemi bezustannie się zmienia. Kontynenty wciąż się ze sobą łączą i oddzielają. Choć my tego już nie zobaczymy, to już wiadomo, jaki będzie kolejny superkontynent. Na przestrzeni ostatnich 2 miliardów lat, kontynenty łączyły się ze sobą średnio co 600 mln lat. Z wiekiem jednak nasza planeta stopniowo się ochładza, przez co coraz trudniej jest utworzyć się kolejnemu. Najnowsze symulacje komputerowe wykonane za pomocą superkomputerów wykazały jednak, że kolejny superocean powstanie za około 200-300 mln lat kiedy dojdzie do zamknięcia Oceanu Spokojnego. Amazja - nowy superkontynent Amazja, bo tak nazwano powstały z połączenia Ameryki i Azji nowy kontynent będzie naprawdę imponującym kontynentem. Warto tutaj zauważyć, że zanim do tego dojdzie, to do Eurazji przyłączy się Afryka oraz Australia, i to dopiero taki kontynent połączy się z Ameryką. W porównaniu z Oceanem Atlantyckim i Indyjskim Ocean Spokojny jest zdecydowanie najstarszy. Jest to pozostałość po superoceanie Panthalassa, który powstał, gdy dochodziło do zniszczenia ostatniego superkontynentu blisko 700 mln lat temu. Rozmiary Pacyfiku jednak stopniowo się zmniejszają już od ponad 60 milionów lat. Proces ten - jak wszystkie wielkoskalowe procesy geologogiczne - nie należy do szczególnie szybkich. Aktualnie kontynenty zbliżają się do siebie w tempie kilku centymetrów rocznie. Jeżeli jednak poczekamy kilkaset milionów lat, to kontynenty, które obecnie dzieli ponad 10 000 km w końcu się ze sobą połączą, a po Pacyfiku pozostanie jedynie niewielkie morze śródlądowe. Kto będzie zamieszkiwał Amazję? Swoją drogą, ciekawe jak za te 200 mln lat będzie faktycznie nazywał się ów superkontynent. Można śmiało założyć, że ludzkość taka jaką znamy obecnie nie będzie już istniała od bardzo dawna. Albo dominację nad Ziemią przejmą jakieś zupełnie inne gatunki, albo Homo sapiens wyewoluuje już w gatunek zasadniczo zupełnie nieprzypominający obecnego, albo - co też możliwe - życia na Ziemi nie będzie w ogóle. Wiadomo także, że klimat na planecie zdominowanej przez jeden superkontynent będzie wyglądał zupełnie inaczej niż obecnie. Temperatury w centrum Amazji, tysiące kilometrów od najbliższego wybrzeża będą charakteryzowały się dużymi wahaniami, a powietrze będzie tam wyjątkowo suche. Aż szkoda, że nikt z nas nie będzie miał okazji podjąć się jakiegoś supertrekkingu przez całą Amazję. No, chyba że dojdzie do kolejnej rewolucji w fizyce i jednak okaże się, że podróże w czasie są wykonalne. Trzymajmy za to kciuki. Superkontynent Amazja. Źródło: Curtin University Plate Tectonics of the Future (Amasia Model) https://www.youtube.com/watch?v=5ey_VDCQ_sI https://spidersweb.pl/2022/10/superkontynent-amazja.html
  8. W Układzie Słonecznym była kiedyś jeszcze jedna planeta skalista. Pozostał po niej tylko Pas Kuipera 2022-10-02. Radek Kosarzycki Pas Kuipera to jedno z najmniej zbadanych miejsc w Układzie Słonecznym. Naukowcy wciąż próbują zrozumieć jak część tworzących go obiektów znalazła się na tak nietypowych orbitach. Dotychczasowe modele ewolucji Układu Słonecznego nie dawały sobie z tym rady. Teraz jednak naukowcy dodali jeszcze jedną planetę i wszystko do siebie pasuje. Wśród obiektów Pasa Kuipera naukowcy wyróżniają kilka grup. Najbliżej Słońca znajdują się obiekty, których orbity regulowane są przez grawitację Neptuna. Nieco dalej znajdują się obiekty, które krążą wokół Słońca w rezonansie z orbitą Neptuna (np. na każde dwa okrążenia Neptuna, one okrążają Słońce raz). Najdalej natomiast znajdują się obiekty, które są na tyle daleko, że Neptun nie ma na nie zasadniczo żadnego wpływu. Wyprowadzenie części planetoid z wewnętrznej części Układu Słonecznego do zewnętrznej można wytłumaczyć migracją gazowych olbrzymów, które grawitacyjnie mogły wyrzucać część planetoid na odległe orbity. Symulacje ewolucji Układu Słonecznego wskazują jednak, że w taki sposób można wytłumaczyć powstanie jedynie najbliższej części Pasa Kuipera. Pozostaje zatem powstanie skąd wzięły się naprawdę odległe obiekty, które tak daleko od Słońca z pewnością powstać nie mogły, a z dotychczasowych obserwacji wynika, że nigdy do Słońca się nie zbliżają. Dodajmy do Układu Słonecznego jedną planetę Naukowcy z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej oraz Cornell postanowili przeanalizować model, w którym w młodym Układzie Słonecznym istnieje jeszcze jedna planeta, tzw. superziemia, czyli planeta skalista o masie dwa razy większej od Ziemi. Wskutek interakcji grawitacyjnych między młodymi planetami miałaby zostać ona wyrzucona w zewnętrzne rejony Układu Słonecznego. Niejako po drodze przemieszczanie się owej hipotetycznej planety zmieniałoby orbity wszystkich innych obiektów w tym rejonie. To z kolei wybijałoby wiele obiektów ze stabilnych orbit i rezonansów. Część z tak zaburzonych obiektów mogłaby trafić w zewnętrzne rejony Pasa Kuipera. Zaraz, zaraz. To gdzie jest ta planeta? Tego nie wiadomo. Wszystko wskazuje na to, że planeta z czasem oddaliła się na tyle od Słońca, że wyrwała się spod wpływu jego grawitacji i odpłynęła w przestrzeń międzygwiezdną, stając się jedną z milionów tzw. planet swobodnych, które przemierzają przestrzeń międzygwiezdną bez własnej gwiazdy. Kiedy owa planeta zniknęła z naszego otoczenia, wszystkie obiekty wyrzucone przez nią na odległe, eliptyczne orbity w zewnętrznych rejonach Pasa Kuipera, po prostu pozostały na tych orbitach. Ze względu na to, że nic ich tam nie odwiedza, aby zaburzyć ich orbity, pozostaną one tam przez miliony lat. Być może kiedyś, kiedy w pobliżu Układu Słonecznego przeleci jakaś gwiazda, ich orbity ponownie zostaną zaburzone i wrócą do wnętrza Układu Słonecznego. Naukowcy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu prognozują, że za 1,36 mln lat takiego przelotu dokona gwiazda Gliese 710, która obecnie znajduje się 64 lata świetlne od Słońca i bezustannie się do nas zbliża. https://spidersweb.pl/2022/10/superziemia-tlumaczy-pas-kuipera.html
  9. Naukowcy pospieszyli się z analizą danych z teleskopu Jamesa Webba. Kalibracja wciąż trwa 2022-10-02. Radek Kosarzycki Długie lata oczekiwania na start największego i najbardziej zaawansowanego obserwatorium kosmicznego w historii, ekscytacja wywołana startem i uruchomieniem teleskopu i w końcu upragnione, pierwsze dane obserwacyjnego. Nic dziwnego, że naukowcom udzieliła się ta ekscytacja i niezwłocznie zabrali się za analizę danych i odkrywanie nowych tajemnic wszechświata. Teraz okazuje się, że można było jednak trochę poczekać. Niemal natychmiast po opublikowaniu pierwszych zdjęć i danych obserwacyjnych zebranych przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, w renomowanych periodykach naukowych pojawiły się artykuły z ich szczegółową analizą. Nie ma w tym oczywiście nic dziwnego, przez lata budowy i opóźnień w wystrzeleniu teleskopu w kosmos kolejka astronomów chętnych do obserwacji urosła do gigantycznych rozmiarów. Problem jednak w tym, że co nagle to po diable. Jak w najnowszym wydaniu Nature donoszą badacze, gdy pierwsze dane obserwacyjne z teleskopu trafiły do naukowców, sam teleskop, jak i jego instrumenty nie były jeszcze do końca skalibrowane. Skoro instrumenty nie były skalibrowane, to i generowane przez nie dane, a tym samym bazujące na nich wnioski mogły być całkowicie nieprawidłowe. Inżynierowie odpowiedzialni za teleskop zwracali co prawda naukowcom uwagę na to, że kalibracja instrumentów wciąż trwa, jednak wielu badaczy nie przywiązywało do tego przesadnej wagi. Proces kalibracji jest prosty, ale żmudny Kiedy nowy teleskop trafia w przestrzeń kosmiczną musi zostać skalibrowany. W tym celu zwierciadło teleskopu kieruje się najczęściej na już wcześniej bardzo dobrze zbadany obiekt kosmiczny, np. gwiazdę taką jak Wega w gwiazdozbiorze Lutni, a następnie można porównując do wcześniej ustalonych wartości skalibrować każdy instrument zainstalowany na pokładzie teleskopu. Problem jednak w tym, że proces ten jest dość długotrwały, a zapotrzebowanie na dane z JWST było duże. Z tego też powodu naukowcy skierowali oko Jamesa Webba na zaledwie dwie gwiazdy kalibracyjne i skalibrowali jeden z dziesięciu detektorów znajdujących się na pokładzie kamery NIRCam (obserwującej niebo w podczerwieni). Wyniki tych obserwacji pozwoliły badaczom na oszacowanie danych kalibracyjnych dla pozostałych dziewięciu detektorów. Naukowcy otrzymali ostrzeżenie, że wszystkie obserwacje będą wciąż niedokładne i jedynie szacunkowe, ale najwyraźniej część z nich postanowiła to zignorować. Momentalnie w periodykach naukowych pojawiły się artykuły opisujący chociażby najodleglejsze obiekty we wszechświecie dostrzeżone w tzw. Głębokim Polu Jamesa Webba. W międzyczasie trwała kalibracja pozostałych detektorów. Kiedy operator JWST opublikował nowe dane kalibracyjne wszystkich detektorów, okazało się, że pomiary różnią się od tych, na podstawie których stworzono już pierwsze artykuły naukowe. Teraz autorzy tych artykułów bazujących na pierwszych danych z Jamesa Webba przyznają, że proces ponownej analizy danych przyprawia ich o ból głowy, bo nie jest ani prosty, ani oczywisty. Wszystkie te problemy powinny w najbliższym czasie zniknąć. Instrumenty z czasem będą coraz precyzyjniej skalibrowane, inżynierowie poznają lepiej wszystkie możliwości i ograniczenia teleskopu, a naukowcy nauczą się z czasem wykorzystywać go w pełni do odkrywania tajemnic wszechświata. Proces ten może jeszcze trochę potrwać, bowiem Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba to zupełnie nowa jakość i aby z niego skorzystać, trzeba udoskonalić obecną wiedze, dopracować modele, aby bazując na nich prawidłowo analizować dane o obiektach, których nigdy jeszcze nie obserwowaliśmy, ale także i te dane, które wywracają dotychczas obowiązujące teorie do góry nogami. https://spidersweb.pl/2022/10/jwst-problem-kalibracja.html
  10. Odkryto ślady jednej z pierwszych gwiazd, jaka powstała we wszechświecie 2022-10-02. Marcin Jabłoński Wielkiego odkrycia dokonał zespół japońskich astronomów. Zaobserwowali oni niespotykaną sieć pierwiastków. Ich struktura i rozmieszczenie było tak zaskakujące, że od razu naprowadziło ich do odpowiedzi, że po raz pierwszy odnaleźli jeden z najlepiej zachowanych śladów z początków wszechświata. Według wstępnych ustaleń astronomów ten "ślad" to nic innego jak pozostałości po wybuchu jednej z pierwszych gwiazd. Nazywa się je Population III i stanowią hipotetyczną populację gwiazd, które powstały do 100 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Ich ślady niezwykle trudno znaleźć ze względu na to, że po czasie ich wymarcia, minęło tak dużo czasu. Nowe odkrycie astronomów stanowi więc lustro, w którym możemy zobaczyć początki wszechświata. Astronomowie jak detektywi, czyli jak wyglądają poszukiwania pierwszych gwiazd Na ślady dawnej gwiazdy natknięto się podczas obserwacji jednego z kwazarów, używając do tego teleskopu międzynarodowej stacji obserwacyjnej Gemini North na Hawajach. W chmurach dookoła kwazaru naukowcy odkryli duże skupisko pierwiastków, które przykuło ich uwagę. Wyglądało jak ślad po wielkiej eksplozji supernowej, co oznaczało, że znaleźli cmentarz wymarłej gwiazdy. Łatwa do odgadnięcia była sprawa jej zgonu i wielkości. Po zwykłym wybuchu pozostałaby czarna dziura lub gwiazda neutronowa. Tu były tylko szczątki. Ustalono więc, że gwiazda była hiperolbrzymem, która zmarła nie ze starości, a ze względu na niestabilność jądra. Wybuchy z takiego powodu pozostawiają tylko szczątki rozrzucone po kosmosie. To, co uderzyło jednak astronomów to zupełnie inne proporcje niż zwykle występujące w pozostałościach po gwieździe, która wybuchła. Obliczyli, że znajduje się tam 10 razy więcej żelaza niż magnezu w porównaniu do proporcji w naszym Słońcu. Naukowcy zabrali ze sobą tę wiedzę do macierzystego Uniwersytetu w Tokio, gdzie zaczęli łączyć wszystkie wątki. I w końcu zdali sobie sprawę, że znaleźli pozostałość po wybuchu jednej z pierwszych we wszechświecie. Gwiazda, która da odpowiedzi skąd My wzięliśmy się w tym wszechświecie Dedukcja japońskich astronomów może być oczywiście błędna. Jednak wobec dosyć niecodziennego kosmicznego miejsca zbrodni zdają się dosyć pewni wobec swoich wniosków. Było dla mnie oczywiste, że w tym wypadku kandydatem na supernową będzie niestabilny wybuch gwiazdy z rodziny Population III, w której cała gwiazda eksploduje nie pozostawiając za sobą żadnych pozostałości Yuzuru Yoshii, jeden z astronomów, który dokonał odkrycia, w nocie American Association for the Advancement of Science Jeżeli hipoteza badaczy mówiąca, że mamy do czynienia z jedną z pierwszych gwiazd we wszechświecie okaże się prawdziwa, możemy poznać kluczowe tajemnice. Najbardziej ekscytująca dotyczy pytania, z czego My w ogóle powstaliśmy. Mamy bowiem poszlaki tego, jak powstawała i rozprzestrzeniała się materia, która buduje wszechświat. Do tego jednak potrzeba kolejnych badań i co trudniejsze, materiału badawczego. Możliwe jednak, że duża część pozostałości z pierwszych lat wszechświata jest blisko nas i niedługo także je odkryjemy. Nowe odkrycie astronomów może pozwolić nam poznać początki wszechświata /źródło: NASA /materiały prasowe Kwazary to skupiska promieniowania elektromagnetycznego, które przypomina wielkie gwiazdy /123RF/PICSEL INTERIA https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-odkryto-slady-jednej-z-pierwszych-gwiazd-jaka-powstala-we-ws,nId,6319138
  11. Odkryto nową asteroidę z własnym księżycem Autor: admin (2 Październik, 2022) Zespół naukowy misji Lucy z NASA odkrył, że asteroida trojańska Polymela ma swój własny księżyc. Nowe odkrycie zostało dokonane dzięki zaćmieniu gwiazdy przez asteroidę. Naukowcy przeanalizowali dane z obserwacji zaćmienia przeprowadzonych przez 26 zespołów zawodowych i amatorskich astronomów z różnych punktów na Ziemi. Umożliwiło to określenie lokalizacji. wymiary i kształt Polymela z dużą precyzją. Eksperci zauważyli jednak, że w dwóch przypadkach wykryto obiekt znajdujący się 200 kilometrów od asteroidy, który prawdopodobnie jest satelitą. Księżyc ma średnicę około pięciu kilometrów, a długość najszerszej osi Polymeli wynosi około 27 kilometrów. Zgodnie z konwencją nazewnictwa obiektów kosmicznych satelita otrzyma oficjalną nazwę, gdy astronomowie określą jego orbitę. Ponieważ znajduje się zbyt blisko asteroidy, nie można jej wyraźnie zobaczyć przez teleskopy naziemne lub bliskie Ziemi, więc orbitę można określić albo podczas innych zaćmień, albo gdy Lucy zbliży się do asteroidy w 2027 roku. Zespół Lucy pierwotnie planował odwiedzić jedną asteroidę pasa głównego i sześć asteroid trojańskich, które podążają za Jowiszem po orbicie wokół Słońca. W styczniu 2021 roku zespół korzystający z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a odkrył, że jedna z asteroid trojańskich, Eurybates, ma mały księżyc. Obecnie ma odwiedzić dziewięć asteroid, w tym Polymela, w ciągu 12-letniej misji. Źródło: 123rf.com https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/odkryto-nowa-asteroide-z-wlasnym-ksiezycem
  12. Niebo w październiku 2022 roku 2022-10-02. Dominik Sulik Rozpoczął się październik, miesiąc w którym liście drzew zachwycają nas swoją brązowo–złotą barwą, a dni stają się coraz krótsze. Słońce wschodzi obecnie o 6:43, a zachodzi o 18:22. Dzień trwa więc 11 godzin i 39 minut. Wraz z upływem miesiąca wartości te zmienią się odpowiednio na 6:31 i 16:22, różnica wyniesie więc 9 godzin 51 minut. W tym miesiącu możemy obserwować wiele ciekawych zjawisk, zarówno na niebie nocnym jak i dziennym. Zaćmienie Słońca Pod koniec miesiąca – 25 października – będziemy mieli okazję podziwiać częściowe zaćmienie Słońca. Zjawisko to będzie widoczne z terenów całej Polski. Poniżej zamieszczamy tabelę opisującą zaćmienie dla kilku miast w Polsce. Zgodnie z powyższą tabelą, zjawisko potrwa najdłużej dla terenów północno-wschodniej Polski, najkócej zaś dla południowo-zachodniej. Będzie ono głębokim zaćmieniem, ponieważ maksymalna faza osiągnie około 46%. Słońce znajdzie się 26° nad horyzontem w punkcie maksimum zaćmienia, jego jasność zmniejszy się do -25,93 magnitudo. Przypominamy o bezpiecznym prowadzeniu obserwacji tego pięknego zjawiska. Pomimo zakrycia części tarczy naszej gwiazdy przez Księżyc będzie ona nadal bardzo jasna. Nie wolno kierować lornetek oraz teleskopów na Słońce bez użycia filtra. Księżyc Księżyc rozpocznie październik w konstelacji Wężownika jako sierp w fazie 27%. W ciągu kolejnych 3 dni będzie zwiększał oświetloną powierzchnię, by 3 października przejść przez pierwszą kwartę o 2:15. Znajdzie się wówczas w gwiazdozbiorze Strzelca. Następnie przejdzie do Koziorożca, gdzie wyprzedzi Władcę Pierścieni o 21:49 piątego dnia miesiąca. W swojej wycieczce po sferze niebieskiej odwiedzi dalej Wodnika i Ryby. 9 października o 22:54 nastąpi pełnia. Naturalny satelita Ziemi będzie wówczas 39° nad horyzontem. Kolejnymi gwiazdozbiorami na drodze Srebrnego Globu będą Baran i Byk. 15 października nad ranem dojdzie do koniunkcji Marsa i Księżyca. Dwa dni później o 19:16 Srebrny Glob przejdzie przez ostatnią kwartę. Znajdzie się wówczas nieco poniżej Polluksa w Bliźniętach. Następnie przemierzy gwiazdozbiory Raka i Lwa, by 22 dnia miesiąca trafić do konstelacji Panny. W Virgo dojdzie do częściowego zaćmienia Słońca, a tym samym przejścia Księżyca przez nów. To widowiskowe zjawisko będzie miało miejsce 25 października w południe. Nasz naturalny satelita skończy miesiąc przemierzając w ostatnim tygodniu Wagę, Skorpiona, Wężownika i Strzelca. Merkury Merkury widoczny będzie nisko nad horyzontem tuż przed wschodem Słońca. Jego obserwacje będą możliwe w pierwszej połowie miesiąca, dzięki dużej elongacji wschodniej, która będzie rosnąć, osiągając maksymalnie 17°58’ 8.10. Wenus Piekielna planeta znajduje się obecnie w odległości mniejszej niż 6° od środka tarczy Słońca, przez co jej obserwacje nie będą możliwe w październiku. Jej jasność wynosi -3,72 magnitudo i spadnie o 0,1 wielkości gwiazdowej do końca miesiąca. Mars Mars wschodzi obecnie 17 minut po godzinie 21 i jest widoczny do końca nocy. Wraz z postępem miesiąca jego widoczność będzie się poprawiać ze względu na coraz wcześniejszy wschód tej planety. Przedostatniego dnia października o godzinie 11:25 Mars rozpocznie ruch wsteczny, zmieniając kierunek ruchu na przeciwny do Słońca. Jowisz Największa planeta układu słonecznego wizytuje obecnie wschodnią część konstelacji Ryb. Elongacja Jowisza systematycznie maleje. W pierwszej połowie miesiąca będzie widoczny przez całą noc, zaś w drugiej do godziny 3:00-4:00. 8 października dojdzie do spotkania Jowisza z Księżycem. Koniunkcja nastąpi o 22:57, a odległość pomiędzy obiektami będzie wynosić 2°37’. W układzie księżyców jowiszowych dojdzie do następujących zjawisk (wybrano kilka wydarzeń możliwych do zaobserwowania): • tranzyt Io na tle tarczy planety – 3.10 o 1:13 • zaćmienie Słońca przez Jowisza na Ganimedesie – 9.10 o 1:31 (3:00 wyłonienie się Ganimedesa z cienia Jowisza) • koniunkcja Kallisto i Jowisza – 16.10 o 19:03 • tranzyt Ganimedesa na tle tarczy planety – 26.10 o 20:40 Saturn 23 października o godzinie 9:12 Saturn zmieni swój kierunek i rozpocznie ruch zgodny ze Słońcem zakreślając tym samym pętlę w pozornym ruchu na sferze niebieskiej. Planeta dumnie prezentuje swoje pierścienie w konstelacji Koziorożca. Będzie widoczna w pierwszej połowie nocy (zachód 1.10 o 2:09, zachód 31.10 o 23:10). Podobnie jak Jowisz Saturn zmniejsza swoją elongację. Wzrostowi ulega jasność planety, która wraz z końcem miesiąca osiągnie 1 magnitudo. Uran i Neptun Uran przebywa w konstelacji Barana i kreśli obecnie swoją pętlę. Podobnie jak we wrześniu w październiku dojdzie do bliskiego spotkania Urana z Księżycem. Podczas koniunkcji separacja pomiędzy obiektami wyniesie około 18’. Zjawisko nie będzie jednak widoczne, ponieważ dojdzie do niego kilkanaście minut przed godziną 10. Neptun przemieszcza się w kierunku centrum gwiazdozbioru Wodnika. Obie planety będą widoczne niemal przez całą noc. Orionidy i Drakonidy W październiku swoje maksimum mają Orionidy, czyli rój meteorów gwiazdozbioru Oriona. Można je obserwować już od początku miesiąca. Swoje maksimum mają 21 października, a są aktywne jeszcze do 7 listopada. Wartość ZHR (Zenithal Hourly Rate) w dniu maksimum wyniesie 20. Oznacza to, że pojedynczy obserwator w ciągu godziny zaobserwowałby około 20 meteorów, jeśli ich radiant znajdowałby się w zenicie. W dniu maksimum warunki obserwacyjne będą dobre, Księżyc znajdzie się bowiem kilka dni przed nowiem. Oprócz Orionidów w październiku występują również Drakonidy – deszcze meteorów, których radiant znajduje się w konstelacji Smoka. Ich aktywność przypada na okres 5-10 października z maksimum w nocy 9/10. Średnia prędkość Drakonidów jest ponad trzykrotnie mniejsza niż średnia prędkość Orionidów, w związku z tym mówi się o nich „wolne meteory”. Zdecydowanie są obowiązkowym punktem obserwacyjnym wśród deszczów meteorów. Czasy poszczególnych punktów zaćmienia (czas letni w Polsce) oraz fazy zostały obliczone za pomocą programu Stellarium. Gif obrazuje częściowe zaćmienie Słońca. Klatki zostały wykonane w programie Stellarium (zasymulowano brak atmosfery) co pięć minut zaczynając od godziny 11:05, a kończąc na 13:40 dla Krakowa. Źródło: Stellarium. https://astronet.pl/na-niebie/niebo-w-pazdzierniku-2022-roku/
  13. Niebo w październiku 2022 - Zaćmienie Słońca 2022-10-02. Ależ ten Jowisz błyszczy! Wprawdzie jest już po Wielkiej Opozycji, jednak blask największej planety Układu Słonecznego na październikowym niebie wciąż hipnotyzuje... Najważniejsze jednak rozegra się nie nocą, lecz w samo południe. 25 października dojdzie do zaćmienia Słońca. Zakreślamy datę w kalendarzu i już przygotowujemy się do obserwacji. Jak to zrobić? Po szczegóły zapraszamy do naszego filmowego kalendarza astronomicznego. Wyjątkowo silny blask Jowisza skłania do sięgnięcia po lornetkę lub teleskop, albo aparat wyposażony w nawet niewielki teleobiektyw na statywie. Wystarczy sekunda ekspozycji i już możemy oglądać Jowisza oraz cztery jego galileuszowe księżyce w postaci drobnych punkcików tuż obok, a wśród nich - Europę. Jest to najnowszy cel sondy Juno, od 2016 roku orbitującej wokół gazowego giganta. 29 września próbnik przeleciał nad powierzchnią jego księżyca tak nisko, jak nad nami lata Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS), czyli na wysokości ok. 400 km. Efektem są najbardziej detaliczne zdjęcia Europy jakie dotąd zrobiono, o rozdzielczości 1 km na piksel. Obserwacje Juno pomogą m.in. w wyborze programu dla misji Europa Clipper, która ma wystartować w 2024 roku. Sześć lat później sonda zbada nie tylko atmosferę i powierzchnię Europy. Zajrzy też do jej wnętrza próbując znaleźć miejsca potencjalnie sprzyjające istnieniu żywych organizmów. Pokryty kilkukilometrową skorupą lodu księżyc skrywa bowiem ogromny ocean słonej wody. Jest jej tam dwa razy więcej niż na Ziemi. Spękania powierzchni Europy sugerują, że od czasu do czasu spod spodu wydobywa się woda, m.in. w postaci parujących gejzerów, których pióropusze w 2012 roku odkrył Teleskop Kosmiczny Hubble'a, a w ślad za nim odkrycie potwierdził naziemny teleskop Kecka. Jeśli Juno miała szczęście, jej instrumenty pokładowe powinny wykryć tego rodzaju aktywność. Podczas bliskiego przelotu próbnik mierzył też temperaturę i skład lodowej pokrywy Europy. A my oglądając Jowisza na niebie wciąż zachwycamy się zdjęciami planety wykonanymi przez Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba. Ten skierował swe wielkie oko także na sąsiadującego z Jowiszem na firmamencie Neptuna i wypatrzył... pierścienie planety. Nie jest to odkrycie, bowiem znamy je od 1984 roku, a w 1989-tym z bliska od nocnej strony sfotografował je Voyager 2. Po 33 latach znów mamy ich szczegółowy obraz - tym razem w podczerwieni i z okolic Ziemi. Jest on zarazem kolejną demonstracją ogromu możliwości Teleskopu Kosmicznego Jamesa Webba. Przez amatorski teleskop Neptuna ujrzymy tylko jako kropkę wśród gwiazd. Na szczęście pozostałe planety (poza Uranem) są dla nas bez trudu osiągalne gołym okiem. A z pomocą w ich identyfikacji przychodzi Księżyc. 05 października wieczorem odnajdziemy go poniżej Saturna. Trzy dni później jest całkiem blisko Jowisza i jeszcze bliżej pełni. 11 października nasz satelita mija Urana, by 14-go dołączyć do Marsa. Osamotniony wydaje się tylko Merkury. Jego łowcy mają swój czas w pierwszej połowie miesiąca. Planeta wznosi się rankiem nad wschodnim horyzontem w postaci wyraźnego punktu, blaskiem dorównującego najjaśniejszym gwiazdom. Najlepszy czas na obserwacje wypada od 07 do 15 października. 24-go o wpół do siódmej rano Merkurego dogania cieniuteńki sierpik Księżyca. Jest to jednak koniunkcja trudna do zaobserwowania ze względu na niskie położenie obu obiektów oraz jasną zorzę poranka. Za to 25 października - jeśli dopisze pogoda - nie będzie żadnego problemu z obserwacjami częściowego zaćmienia Słońca. Jest to najgłębsze zaćmienie widoczne z Polski od ponad 7 lat. Mniej więcej w "urodziny godziny", czyli o 11:11 Księżyc zacznie nasuwać się na słoneczną tarczę; dokładny czas zależy od miejsca obserwacji i może różnić się o kilka minut. Około 12:20 zaćmienie osiągnie swoje maksimum, by po 13:30 nie pozostawić po sobie śladu. W szczytowym momencie Słońce będzie zakryte w ponad 40%; największa faza będzie dostrzegalna z Suwalszczyzny, a relatywnie najmniejsza - z okolic Wałbrzycha. Wizualnie obejrzymy słoneczną tarczę w postaci grubego rogala. Musimy jednak pamiętać o podstawowych zasadach prowadzenia bezpiecznych obserwacji. Ze Słońcem nie ma żartów, stąd absolutnie nie wolno patrzeć w jego kierunku przez jakikolwiek sprzęt optyczny - grozi to natychmiastową utratą wzroku! Chcąc patrzeć gołym okiem postarajmy się o specjalne okulary wykonane z folii mylarowej, dostępne praktycznie w każdym sklepie ze sprzętem astronomicznym. Są niedrogie, a dają nam gwarancję bezpiecznych obserwacji. Podobny efekt daje użycie szkła spawalniczego. Okopcone szkło lub zdjęcie RTG także może się przydać, ale pamiętajmy, żeby spoglądać na Słońce z przerwami: rzut oka na kilka sekund i przerwa na minutę-dwie. Taki sposób uchroni nas przed szkodliwym wpływem promieniowania podczerwonego, które podstępnie podgrzewa dno oka, choć wcale tego nie czujemy... Kiedy chcemy użyć teleskopu, zastosujmy metodę projekcyjną. Polega ona na rzutowaniu obrazu zaćmionego Słońca z teleskopu na ekran w postaci np. białej kartki papieru lub ściany w jasnym kolorze. Tutaj także warto stosować przerwy, bo nieustanne działanie silnych promieni słonecznych może uszkodzić nasz sprzęt. Można też spróbować obserwacji bezpośrednich. Na obiektyw teleskopu zakładamy filtr ze wspomnianej już folii mylarowej (najlepiej o współczynniku ND-5), dzięki czemu możemy spojrzeć na Słońce przez okular. Musimy jednak mieć absolutną pewność, że filtr jest dobrze wykonany i zamocowany, a folia nie jest uszkodzona. Takie obserwacje najlepiej prowadzić pod okiem doświadczonego astronoma lub miłośnika astronomii. Bywa, że do dyspozycji mamy dedykowany sprzęt w postaci teleskopu słonecznego, wyposażonego w filtr H-alfa, dzięki któremu możemy podziwiać nie tylko przebieg zaćmienia, ale i powierzchnię Słońca, erupcje słonecznej materii w postaci protuberancji, a także plamy słoneczne. Ponieważ nasza gwiazda dzienna śmiało wkroczyła już w nowy cykl aktywności magnetycznej, 25 października mamy duże szanse na bonus w postaci okazałej plamy lub nawet grupy plam. Udanych obserwacji! Piotr Majewski NIEBO W PAŹDZIERNIKU 2022 | Zaćmienie Słońca https://www.youtube.com/watch?v=7JifbGVCRfs https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/niebo-w-pazdzierniku-2022-zacmienie-slonca
  14. Dwa miliardy lat temu w Ziemię uderzył prawdziwy kolos. Planetoida od dinozaurów to przy nim pikuś 2022-10-02. Radek Kosarzycki Planetoida, która uderzyła w Ziemię 65 milionów lat temu i usunęła z powierzchni Ziemi dinozaury, wcale nie była największą, jaka kiedykolwiek uderzyła w Ziemię. Dwa miliardy lat temu mieliśmy do czynienia ze znacznie większym zderzeniem. Na terytorium obecnej Republiki Południowej Afryki znajdują się pozostałości po kraterze, który powstał blisko dwa miliardy lat temu. Krater Vredefort jest obecnie największym kraterem uderzeniowym na Ziemi. Niestety dwa miliardy lat historii i aktywności zarówno tektonicznej jak i atmosferycznej starły niemal cały krater z powierzchni Ziemi. W zasadzie jedynym jego elementem wciąż widocznym na powierzchni jest wzniesienie centralne. Sam krater Vredefort ma jednak średnicę 300 kilometrów. Dla porównania krater Chicxulub powstały 65 mln lat temu ma średnicę około 180 km. Co zatem wydarzyło się 2 mld lat temu? Krater Vredefort badany jest od dawna. Dotychczas jednak zakładano, że za jego powstanie odpowiada uderzenie planetoidy o średnicy 15 kilometrów, która weszła w atmosferę Ziemi z prędkością 15 km/s, czyli 54 000 km/h. Najnowszy model stworzony przez naukowców z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore specjalnie do odtworzenia procesu powstawania krateru wskazuje jednak, że zderzenie było dużo poważniejsze. Planetoida, która pożegnała się z życiem, uderzając w powierzchnię Ziemi, miała od 20 do 25 kilometrów i przemieszczała się z prędkością 54-72 tysięcy kilometrów na godzinę. Celem symulacji tak naprawdę jest zrozumienie procesów powstawania największych kraterów. Z jednej strony wiedza ta może nam powiedzieć dużo o kraterach odkrywanych na Ziemi, a z drugiej także o potencjalnych kraterach odkrywanych na księżycach i planetach tak w Układzie Słonecznym, jak i poza nim. Większa planetoida, a nie było masowego wymierania? Fakt. Uderzenie tak potężnej planetoidy musiało mieć znaczący wpływ zarówno na atmosferę, jak i na klimat ówczesnej Ziemi. Olbrzymie ilości pyłu, który trafił do stratosfery, musiały przesłonić promieniowanie słoneczne na długie lata, znacząco obniżyć temperatury na powierzchni Ziemi, a następnie doprowadzić do efektu cieplarnianego, który z kolei podniósł temperatury. Całe to zamieszanie jednak nie miało większego wpływu na życie, bo dwa miliardy lat temu Ziemia zamieszkana była jedynie przez jednokomórkowe organizmy i ani o zwierzętach, ani o roślinności nie było mowy. Kontynenty dzisiaj a dwa miliardy lat temu Z pewnością każdy pamięta ze szkoły, że kontynenty nie zawsze wyglądały tak jak teraz, a historia Ziemi obfituje w łączenie i oddzielanie się kolejnych mas kontynentalnych. Nic zatem dziwnego, że materia wyrzucona z krateru Vredefort odnajdywana jest przez badaczy nawet w Rosji. Być może dzisiaj Rosja znajduje się zupełnie gdzie indziej niż RPA (zarówno geograficznie, jak i pod względem rozwoju cywilizacyjnego), ale dwa miliardy lat temu, oba te obszary najwyraźniej znajdowały się znacznie bliżej siebie. Tego jednak z dzisiaj dostępnych danych nie da się już dokładnie ustalić. The Largest Impact Crater on the Planet; Vredefort Crater in South Africa https://www.youtube.com/watch?v=py5r5pdg-I0 History of the Earth https://www.youtube.com/watch?v=Q1OreyX0-fw https://spidersweb.pl/2022/10/krater-vredefort-uderzenie-planetoidy.html
  15. Warszawa z ISS 2022-10-02. Krzysztof Kanawka Najnowsze zdjęcie stolicy Polski z pokładu ISS. Jak wygląda Warszawa z pokładu ISS? 25 września 2022 włoska astronautka Samantha Cristoforetti zaprezentowała zdjęcia stolicy Polski. Samantha Cristoforetti, aktualnie przebywająca na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), zaprezentowała 25 września 2022 dwa zdjęcia Warszawy: jedno za dnia, a drugie w nocy. W słowach Samanthy Warszawa jest bardzo łatwa do dostrzeżenia z orbity (o ile oczywiście nie ma chmur!). Na obu zdjęciach widać m.in. główne ulice tego miasta oraz rzekę Wisłę. Na zdjęciu dziennym widać świetnie lotnisko Okęcie, Stadion Narodowy oraz gęstą zabudowę centrum stolicy. Z kolei na zdjęciu nocnym pasy lotniska Okęcie są niewidoczne – bardzo jasny jest natomiast obszar terminali tego portu lotniczego. Na zdjęciu nocnym widać także dużą ilość ja Wycinek dziennego zdjęcia Warszawy wykonanego z pokładu ISS przez Samathę Cristoforetti / Credits – ESA, Samatha Cristoforetti Poniżej tweet Samanthy, skąd można pobrać zdjęcia w pełnej rozdzielczości. snych świateł w centrum miasta. To nie pierwszy raz, gdy Warszawa jest fotografowana z orbity. W styczniu 2017 Thomas Pesquet fotografował stolicę Polski nocą. (SC) https://kosmonauta.net/2022/10/warszawa-z-iss/
  16. Powstała gigantyczna dziura ozonowa, aż 80 razy większa od Polski. „To bardzo niepokojące” 2022-10-02. Miała powoli zanikać, a puchnie coraz bardziej. Dziura ozonowa jest już 80 razy większa od Polski. Takiej nie widziano od 7 lat. Co to może oznaczać? Większość z nas myśli, że dziura ozonowa utrzymuje się nad Antarktyką przez cały rok. Nieprawda, pojawia się ona wraz z początkiem wczesnej wiosny (na półkuli północnej panuje wtedy wczesna jesień), gdy spod topniejącego lodu Antarktyki wydobywają się olbrzymie ilości gazów, głównie metanu. Powoduje on niszczenie warstwy ozonowej. Zazwyczaj ubytek ozonu rozpoczyna się w lipcu, a następnie postępuje bardzo gwałtownie. W ciągu jednej doby dziura ozonowa potrafi się powiększyć nawet o kilka milionów kilometrów kwadratowych. Maksymalne rozmiary dziura osiąga między wrześniem a październikiem, a następnie zaczyna bardzo szybko zanikać i najpóźniej na początku grudnia nie ma już po niej śladu. Powraca ponownie w lipcu i tak bez końca. Właśnie teraz osiąga swoje największe rozmiary na tle całego roku. Naukowcy od 1979 roku, gdy na orbitę wyniesiony został satelita, którego zadaniem było bieżące monitorowanie zawartości ozonu w ziemskiej atmosferze, porównują maksymalne zasięgi dziury ozonowej na tle lat. To właśnie dzięki temu możemy dowiedzieć się, czy warstwa ozonowa regeneruje się, czy też nie. Tym razem nie ma powodu do zadowolenia, ponieważ 27 września jej maksymalny zasięg wyniósł aż 24,9 miliona kilometrów kwadratowych. Tak dużej dziury ozonowej nie było od 2015 roku, a więc od 7 lat, gdy miała ona 28,2 mln km kw. Jeśli porównać ją do średnich maksymalnych rozmiarów z ostatniego dziesięciolecia, to jest ona nieznacznie większa, ponieważ norma wynosi 23 mln km kw. Nieco mniejszy zasięg ubytek ozonu nad południową półkulą miał w poprzednich 2 latach. Wtedy powierzchnia dziury ozonowej wyniosła 24,8 miliona kilometrów kwadratowych. Znaczne jej rozmiary trzeci sezon z rzędu w żadnym razie nie są efektem działań człowieka. Nie wynikają z nadmiernych emisji gazów niszczących ozon, które zostały zakazane. Źródłem tej anomalii jest tzw. Nagłe Ocieplenie Stratosferyczne. Temperatura między wysokością 10 a 50 kilometrów nad Antarktyką gwałtownie wzrosła o dziesiątki stopni. Pod wpływem zmiany warunków propagacji fal planetarnych doszło do przemieszczenia się wiru okołobiegunowego nad umiarkowane szerokości geograficzne, gdzie uległ on częściowemu zniszczeniu. Na powłokę ozonową wpływają temperatury panujące w wysokich warstwach atmosfery. Gdy są one ekstremalnie niskie, to dziura ozonowa powiększa swe rozmiary, zaś, gdy są duże wyższe niż zazwyczaj, to dziura ozonowa kurczy się. Walka z degradacją ozonu Tuż po wysłaniu satelity meteorologicznego, w latach 80. ubiegłego wieku zaobserwowano gwałtowny zanik powłoki ozonowej nad Antarktyką. W ciągu zaledwie 3 lat obserwacji satelitarnych dziura ozonowa powiększyła się przeszło 10-krotnie. Naukowcy zaczęli bić na alarm. Za winnego utraty ozonu nad biegunem południowym wskazano m.in. freon, który w tamtych czasach był powszechnie używany jako czynnik chłodzący w lodówkach. Mimo rewolucji w sprzęcie AGD dziura ozonowa puchła i puchła bez końca. Między 1979 a 1987 rokiem jej powierzchnia zwiększyła się aż 23-krotnie. Najgorzej było jednak począwszy od lat. 90. Zasięg dziury ozonowej notorycznie przekraczał 25 milionów kilometrów kwadratowych. W latach 2000 i 2006 padły absolutne rekordy w wielkości dziury ozonowej, która miała wówczas aż 30 milionów kilometrów kwadratowych. Naukowcy tłumaczyli, że mimo wymiany lodówek i klimatyzatorów na nowe, regeneracja warstwy ozonowej przebiegała bardzo powoli, a na efekty tzw. zielonej rewolucji, trzeba było jeszcze poczekać. Jednak pierwsza dekada bieżącego wieku nie przyniosła większego przełomu. Po 2006 roku dziura zaczęła się zmniejszać, ale powoli i kiedy myślano już, że na dobre rozpoczął się jej zanik, to nagle w 2015 roku dziura ponownie się powiększyła i miała jedną z największych powierzchni w historii pomiarów satelitarnych, aż 28 milionów kilometrów kwadratowych. Przez kolejne 2 lata jej zasięg znów się zmniejszał. W 2017 roku mieliśmy kolejny przełom, który napawał nas optymizmem na przyszłość. Jej powierzchnia zmniejszyła się do niecałych 20 milionów kilometrów kwadratowych, a w 2019 roku do zaledwie 16 mln km kw., co było najlepszym wynikiem od prawie 30 lat. Freon jest całkowicie zakazany Rewolucja sprzed ponad 25 lat, której jednym z głównych założeń było pozbycie się emitujących freon lodówek, okazała się więc bardzo potrzebna. Obecnie użycie tetrachlorometanu jest zredukowane do absolutnego minimum, a jego obrót w handlu jest ściśle regulowany. Wynika to z faktu, że uważa się, że jest on wyjątkowo groźny dla środowiska, a zwłaszcza dla warstwy ozonowej. Większość gazów zawartych w Protokole Montrealskim została całkowicie wycofana z użytku od początku 2015 roku. W 2014 roku wyprodukowano mniej niż 5 procent gazów niszczących ozon w porównaniu z 1987 rokiem. Jednak, jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ), dane satelitarne wskazują, że we wschodniej Azji od 2013 roku gwałtownie rośnie stężenie freonu-11 w atmosferze. ONZ nie wskazał konkretnego państwa, jednak raczej nie ma wątpliwości, że są to Chiny. W Polsce, zgodnie z nowymi przepisami Ministerstwa Środowiska, od początku 2015 roku nikt nie naprawi nam już starych lodówek i klimatyzatorów. To ma być definitywny koniec poprzedniej, nieekologicznej epoki. Kiedy dziura zniknie? Mimo iż prognozy zmieniają się i podają coraz to późniejszą datę ostatecznego zregenerowania się warstwy ozonowej, to jednak jest niemal pewne, że stanie się to jeszcze za życia naszych dzieci. Dziura ozonowa może zaniknąć w ciągu następnych 50 lat, czyli znacznie później niż wynikałoby to z wcześniejszych symulacji komputerowych. Dziura ozonowa jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za znacznie powolniejsze ocieplanie się Antarktydy i wciąż bardzo duże ilości opływającego ją lodu. Jest także sprawcą niezwykle malowniczego zjawiska jakim są obłoki perłowe. Obecnie największe problemy z dziurą ozonową, poza polarnikami, mają także mieszkańcy Australii, Nowej Zelandii i Ameryki Południowej, gdzie promieniowanie ultrafioletowe w porze letniej często przekracza dopuszczalny poziom i stanowi poważne zagrożenie dla ludności, na przykład zażywającej słonecznej kąpieli. To oznacza, że problem dziury ozonowej nie wygasł. Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA. Dziura ozonowa nad Antarktydą. Fot. ESA. Maksymalny tegoroczny zasięg dziury ozonowej nad Antarktydą w dniu 27 września 2022 roku. Dziura ozonowa oznaczona jest kolorem niebieskim. Dane: NASA. 2020 09 13 ozone 3D animation CW38 - RMIB https://www.youtube.com/watch?v=UbJEYgShpYE Fot. Max Pixel. Lodówki nie są już chłodzone freonem szkodliwym dla warstwy ozonowej. Fot. Max Pixel. https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-10-02/powstala-gigantyczna-dziura-ozonowa-az-80-razy-wieksza-od-polski-to-bardzo-niepokojace/
  17. Coraz bliżej dokładnej prognozy pogody kosmicznej 2022-10-02. Franek Badziak Naukowcy z Uniwersytetu Kolumbia właśnie odkryli dokładny proces, w którym wysokoenergetyczne cząsteczki opuszczają wysoce aktywne obszary, takie jak atmosfera Słońca. Cząsteczki te stwarzają realne zagrożenie dla astronautów i delikatnej aparatury satelitów oraz mogą wpłynąć na działanie rakiet, stacji i innych obiektów technologicznych na orbicie ziemskiej. Przeprowadziwszy symulacje przy użyciu superkomputerów, naukowcy odkryli, że cząsteczki te pochodzą z plazmy w atmosferze Słońca. Zewnętrza warstwa Słońca, korona słoneczna, składa się przede wszystkim z plazmy, czyli morza zjonizowanych cząsteczek. Sądzono, że to właśnie z tego obszaru pochodzą naładowane cząsteczki, jednakże nigdy nie udało się dokładne zbadanie procesów dotyczących odrywania się ich grup i pokonywania przez nich wielkich odległości. Teraz jednak, dzięki znacznie większej mocy obliczeniowej, powiodły się niemal idealnie dokładne symulacje. Jak mówi Luca Comisso, badacz z Uniwersytetu Columbia i współautor pracy, badania te pozwolą na lepsze zrozumienie, a więc i dokładniejsze przewidywanie pogody kosmicznej na całym świecie, szczególnie, jeśli uda się zaobserwować ten efekt sondzie Parker Solar Probe. Ponadto, badania te dotyczą także obszarów poza Układem Słonecznym, gdyż znaczna większość gwiazd składa się z podobnego rodzaju plazmy. Korekta – Matylda Kołomyjec Źródła: • space.com: Robert Lea; Scientists trace high-energy particles back to sun's plasma 2 października 2022 Fotografia przedstawia aktywność na powierzchni Słońca. Źródło: NASA https://astronet.pl/uklad-sloneczny/coraz-blizej-dokladnej-prognozy-pogody-kosmicznej/
  18. AGN-y i niezwykły algorytm uczenia maszynowego 2022-10-02. Zespół kierowany przez Marię Dainotti (NAOJ) wykazał istnienie ścisłej korelacji między wartościami przesunięcia ku czerwieni przewidywanymi przez algorytm uczenia maszynowego a rzeczywistymi, obserwowanymi przesunięciami ku czerwieni potężnych galaktyk zwanych AGN-ami. To pierwszy przypadek wyznaczenia tych wartości dla AGN-ów obserwowanych przez Kosmiczny Teleskop Fermiego przy użyciu uczenia maszynowego. Wyniki te dają szanse na możliwość wiarygodnego wyznaczania nieznanych redshiftów tych obiektów. AGN-y są jednymi z najbardziej energetycznych obiektów we Wszechświecie. Ich centra są aktywnymi obszarami emitującymi ogromne ilości promieniowania. Dzięki temu są one widoczne na dużych odległościach, mając przy tym silnie zróżnicowane przesunięcia ku czerwieni. Jednak pomiar przesunięć ku czerwieni (ang. redshift) tych galaktyk jest już trudny, gdyż wymaga żmudnych obserwacji spektroskopowych. Jest to także czasochłonna praca. Problem jest jeszcze większy w przypadku tych AGN-ów, które obserwuje się głównie w zakresie promieniowania gamma. Na przykład w przypadku Teleskopu Fermiego, najnowocześniejszego instrumentu do obserwacji w tym zakresie, jedynie około 50% AGN-ów ma wyznaczony spektroskopowo redshift – z ponad 3000 dotychczas zaobserwowanych. To istotna przeszkoda dla naukowców wykorzystujących AGN-y w badaniach. Przesunięcie ku czerwieni danej galaktyki mówi nam o tym, jak daleko się ona znajduje, a zatem ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia Wszechświata i znajdujących się w nim galaktyk. Dlatego potrzebne są techniki, które pozwolą szybko i dokładnie oszacować przesunięcia ku czerwieni tych galaktyk, bez konieczności wykonywania długotrwałych pomiarów spektroskopowych. Aby było to możliwe, zespół zastosował zaawansowane algorytmy uczenia maszynowego. Były one początkowo szkolone na próbkach AGN-ów z katalogu Fermi’s Fourth LAT Catalog (4LAC), mających już wyznaczone wartości przesunięcia ku czerwieni. Algorytmy te „uczono” wynajdywania korelacji pomiędzy przesunięciem ku czerwieni galaktyk a ich innymi właściwościami mierzalnymi w zakresie promieniowania gamma. Na podstawie znajomości tych korelacji modele próbowały następnie przewidzieć przesunięcia ku czerwieni dla innych galaktyk. Dzięki temu, że wykorzystane w procesie szkolenia algorytmów parametry AGN-ów są obserwowane bezpośrednio przez teleskop Fermiego, można je stosunkowo łatwo uzyskać. Określenie fundamentalnej korelacji pomiędzy nimi a redshiftem danej galaktyki pozwala zatem ostatecznie na szybkie i dokładne przewidzenie wartości tego redshiftu. Istnieje jednak szeroki zakres modeli uczenia maszynowego i duży wybór co do tego, który model powinno się przyjąć. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, przez co jest bardziej lub mniej odpowiedni dla danego zbioru danych. Modele, które najlepiej sprawdzają się w przypadkach pewnych konkretnych danych astronomicznych, mogą na przykład wcale nie radzić sobie dobrze z AGN-ami Fermiego. Chcąc rozwiązać ten problem i móc posłużyć się najlepszym możliwym modelem, zespół postanowił wykorzystać technikę o nazwie SuperLearner. SuperLearner należy do kategorii algorytmów uczenia maszynowego zwanych uczeniem zespołowym. Oznacza to, że może łączyć w sobie wiele różnych modeli uczenia maszynowego w celu wygenerowania jednego modelu, lepszego niż wszystkie pozostałe. W ten sposób wykorzystuje mocne strony i minimalizuje słabości wielu modeli, dzięki czemu uczeni mogą faktycznie zastosować modele uczenia maszynowego najlepiej pasujące do danych, otrzymując najlepsze wyniki. Uzbrojeni w tę potężną technikę badacze wyszkolili sześć modeli na danych z teleskopu Fermiego, które zostały następnie wprowadzone do programu i połączone w SuperLearnerze celem otrzymania oszacowań dla przesunięć ku czerwieni, które okazały się mieć aż 74% zgodność (korelację) z rzeczywistymi, obserwowanymi redshiftami. Jest to najlepsza korelacja, jaką udało się osiągnąć dla AGN-ów obserwowanych przez Fermiego. Zespół nie poprzestał na tym. Wykorzystując ten skuteczny model uczenia maszynowego, przewidział dodatkowo wartości redshiftów dla 305 AGN-ów z katalogu 4LAC, które wcześniej nie miały zmierzonych przesunięć ku czerwieni. W ramach sprawdzania możliwości modelu w warunkach rzeczywistej pracy oszacowano też redshift 47 AGN-ów, które nie były używane do szkolenia modelu. W tym przypadku również uzyskano korelację na poziomie 73%. Te nowatorskie badania dowodzą, że szybkie i dokładne oszacowanie przesunięć ku czerwieni AGN-ów jest możliwe przy użyciu jedynie ich własności obserwowanych w zakresie fal gamma. Udowodniono również, że brakujące wartości w katalogu 4LAC i innych podobnych katalogach można poddać imputacji, dzięki czemu nie do końca kompletne obserwacje także mogą zostać użyte w szkoleniu omawianych modeli. Trzy opublikowane przez zespół artykuły naukowe są obecnie jedynymi pracami na temat wyznaczania przesunięć ku czerwieni AGN-ów głośnych w zakresie gamma z katalogu 4LAC. Opisane wyniki są częścią badań prowadzonych w Zakładzie Astronomii Gwiazdowej i Pozagalaktycznej Obserwatorium Astronomicznego Uni Jagiellońskiego. Badania zostały dofinansowane z grantu Narodowego Centrum Nauki UMO-2018/30/M/ST9/00757 i grantu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego DIR/WK/2018/12. Czytaj więcej: • Dainotti et al. Predicting the Redshift of γ-Ray-loud AGNs Using Supervised Machine Learning, The Astrophysical Journal,2021 • Narendra et al., Predicting the Redshift of Gamma-Ray Loud AGNs Using Supervised Machine Learning. II, The Astrophysical Journal 2022 • Gibson et al., Using Multivariate Imputation by Chained Equations to Predict Redshifts of Active Galactic Nuclei, Frontiers in Astronomy and Space Sciences 2022 Źródło: OAUJ/NAOJ Opracowanie: Elżbieta Kuligowska Na ilustracji:Teleskop Kosmiczny Fermi Gamma-ray. Źródło: NASA. Na ilustracji: Diagram korelacji przedstawiający przesunięcia ku czerwieni (obserwowane vs. przewidywane). Źródło: Publikacja Zespołu. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/agn-y-i-niezwykly-algorytm-uczenia-maszynowego
  19. Potencjalnie pierwszy ślad najwcześniejszych gwiazd we Wszechświecie 2022-10-01. Obserwacja odległego kwazara ujawnia dowody na gwiazdę pierwszej generacji, która zginęła w eksplozji „supernowej”. Astronomowie mogli odkryć starożytne chemiczne pozostałości pierwszych gwiazd, które rozświetliły Wszechświat. Wykorzystując nowatorską analizę odległego kwazara obserwowanego przez 8,1-metrowy teleskop Gemini North na Hawajach, naukowcy znaleźli niezwykłą proporcję pierwiastków, które, jak twierdzą, mogły pochodzić jedynie ze szczątków powstałych w wyniku pochłaniającej wszystko eksplozji gwiazdy pierwszej generacji o masie 300 Słońc. Pierwsze gwiazdy powstały prawdopodobnie, gdy Wszechświat miał zaledwie 100 milionów lat, czyli mniej niż jeden procent obecnego wieku. Te pierwsze gwiazdy – znane jako gwiazdy III populacji – były tak masywne, że kiedy skończyły swoje życie jako supernowe, rozpadały się na kawałki, zasiewając przestrzeń międzygwiezdną charakterystyczną mieszanką ciężkich pierwiastków. Jednak pomimo dziesięcioleci starannych poszukiwań astronomów, do tej pory nie udało się znaleźć bezpośrednich dowodów na istnienie tych pierwotnych gwiazd. Analizując jeden z najodleglejszych znanych kwazarów, który znajduje się w odległości 13,1 miliarda lat świetlnych i ma przesunięcie ku czerwieni wynoszące 7,54, astronomowie doszli do wniosku, że zidentyfikowali materię pozostałą po wybuchu gwiazdy pierwszej generacji. Używając innowacyjnej metody do określenia pierwiastków chemicznych zawartych w obłokach otaczających kwazar, zauważyli bardzo nietypowy skład – materiał zawierał ponad 10 razy więcej żelaza niż magnezu w porównaniu do proporcji tych pierwiastków występujących w naszym Słońcu. Naukowcy uważają, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tej uderzającej właściwości jest to, że materiał został pozostawiony przez gwiazdę pierwszej generacji, która wybuchła jako supernowa powstająca w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton. Te niezwykle potężne wersje wybuchów supernowych nigdy nie były obserwowane, ale uważa się, że są one końcem życia olbrzymich gwiazd o masach od 150 do 250 razy większych od Słońca. Wybuchy tego typu supernowych zdarzają się, gdy fotony w centrum gwiazdy spontanicznie zmieniają się w elektrony i pozytony – dodatnio naładowany odpowiednik elektronu z antymaterii. Ta konwersja zmniejsza ciśnienie promieniowania wewnątrz gwiazdy, pozwalając grawitacji pokonać je i prowadząc do kolapsu, a następnie wybuchu. W przeciwieństwie do innych supernowych, te dramatyczne wydarzenia nie pozostawiają po sobie pozostałości gwiazdowych takich jak gwiazda neutronowa czy czarna dziura, a zamiast tego wyrzucają całą swoją materię do otoczenia. Są tylko dwa sposoby, aby znaleźć na nie dowody. Pierwszym jest uchwycenie takiej supernowej w trakcie jej powstawania, co jest bardzo mało prawdopodobnym przypadkiem. Drugi sposób to zidentyfikowanie ich sygnatury chemicznej z materii, którą wyrzucają w przestrzeń międzygwiazdową. Do swoich badań astronomowie wykorzystali wyniki wcześniejszych obserwacji za pomocą spektrografu Gemini Near-Infrared Spectrograph (GNIRS). Spektrograf rozdziela światło emitowane przez ciała niebieskie na składowe długości fal, które niosą informacje o tym, jakie pierwiastki zawierają te obiekty. Wydedukowanie ilości każdego z obecnych tam pierwiastków jest jednak trudnym przedsięwzięciem, ponieważ jasność linii w widmie zależy od wielu innych czynników poza obfitością pierwiastka. Dwóch współautorów analizy, Yuzuru Yoshii i Hiroaki Sameshima z Uniwersytetu w Tokio, rozwiązało ten problem, opracowując metodę wykorzystania intensywności długości fal w widmie kwazara do oszacowania obfitości występujących tam pierwiastków. To właśnie dzięki zastosowaniu tej metody do analizy widma kwazara odkryli oni wyraźnie niski stosunek magnezu do żelaza. Było dla mnie oczywiste, że kandydatką na supernową będzie supernowa powstająca w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton, gwiazdy populacji III, w której cała gwiazda eksploduje, nie pozostawiając za sobą żadnej pozostałości – powiedział Yoshii. Byłem zachwycony i nieco zaskoczony, gdy odkryłem, że supernowa powstająca w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton gwiazdy o masie około 300 razy większej od Słońca zapewnia stosunek magnezu do żelaza, który zgadza się z niską wartością, jaką uzyskaliśmy dla kwazara. Wśród gwiazd w halo Drogi Mlecznej przeprowadzono już wcześniej poszukiwania chemicznych dowodów na istnienie poprzedniej generacji gwiazd o dużej masie z populacji III, a w 2014 roku przedstawiono co najmniej jedną wstępną identyfikację. Yoshii i jego współpracownicy uważają, że nowy wynik dostarcza najczystszej sygnatury supernowej powstającej w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton w oparciu o wyjątkowo niski stosunek obfitości magnezu do żelaza przedstawiony w tym kwazarze. Jeżeli rzeczywiście jest to dowód na istnienie jednej z pierwszych gwiazd oraz pozostałości po supernowej powstającej w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton, odkrycie to pomoże nam uzupełnić obraz tego, w jaki sposób materia we Wszechświecie ewoluowała w to, czym jest dzisiaj, łącznie z nami. Aby dokładniej przetestować tę interpretację, potrzeba o wiele więcej obserwacji, aby sprawdzić, czy inne obiekty mają podobne cechy. Ale być może uda nam się znaleźć chemiczne ślady bliżej domu. Chociaż gwiazdy III populacji o dużej masie wymarły już dawno temu, chemiczne ślady, które pozostawiają po sobie w wyrzuconym materiale, mogą przetrwać znacznie dłużej i mogą utrzymywać się do dziś. Oznacza to, że astronomowie mogą być w stanie znaleźć ślady eksplozji supernowych powstających w wyniku niestabilności wywołanej kreacją par elektron-pozyton, które odcisnęły się na obiektach w naszym lokalnym Wszechświecie. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: NOIRLab Urania Wizja artystyczna masywnej gwiazdy III populacji we wczesnym Wszechświecie. Źródło: NOIRLab/NSF/AURA/J. da Silva/Spaceengine. https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/10/potencjalnie-pierwszy-slad.html
  20. Coś chroni Obłoki Magellana. Dane z Hubble'a pomagają rozwiązać zagadkę 2022-10-01. Sławomir Matz Galaktyki satelitarne, związane grawitacyjnie z Drogą Mleczną, przez miliardy lat poddawane były niebezpiecznemu wpływowi grawitacyjnemu. W tym czasie ich integralność była naruszana, a część materii, z której się składały, pozostawała w kosmosie. Mimo że teoretycznie zostały one pozbawione sporej ilości gazu, wciąż zachowują swoją aktywność poprzez intensywne procesy gwiazdotwórcze. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w danych zebranych przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a i emerytowanego satelitę Far Ultaviolet Spectroscopic Explorer (FUSE). Zespół astronomów kierowany przez Dhanesha Krishnarao z Colorado College zauważył w nich osobliwą cechę, która mogła zapewnić ochronę Wielkiemu Obłokowi Magellana. Okazuje się, że galaktyka karłowata jest otoczona tarczą ochronną składającą się z naładowanego gorącego gazu. Zapobiega to wysysaniu tworzącej ją materii przez sporo większą Drogę Mleczną, umożliwiając dalsze procesy gwiazdotwórcze. Pewnych rzeczy nie widać od razu Odkrycie zostało opisane w Nature, urozmaicając dotychczasowe podejście do ewolucji galaktyk karłowatych o przekonanie, że otaczają się one czymś podobnym do gazowych kokonów. Te z kolei działają niczym tarcze obronne przed wpływem innych galaktyk. Astronomowie domyślali się ich istnienia już kilka lat temu. Uwzględnienie ich w symulacjach Obłoków Magellana spadających na Drogę Mleczną po raz pierwszy pozwoliło określić masę utraconego gazu. Badaczka, Elena D’Onghia z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, współuczestnicząca w odkryciu zauważa, że naukowcy wiedzieli o tym, że masa Wielkiego Obłoku Magellana powinna pozwalać na powstanie wokół niego wspomnianej tarczy ochronnej. Ta rozciąga się na przestrzeni 100 000 lat świetlnych od Obłoków Magellana, pokrywając przy tym znaczny obszar południowego nieba, ale jest praktycznie niewidoczna. Jej odkrycie wymagało przeszukania 30 lat zarchiwizowanych danych. Naukowcy twierdzą, że tarcza może się składać z gazu, który tworzył galaktyki karłowate miliardy lat temu. Mimo że już wcześniej obserwowano podobne twory w okolicach innych galaktyk, do tej pory nie udało ich się szczegółowo zbadać. Bezpośrednie obserwacje wiele mówią Wiele modeli mówi naukowcom o tym, jak w ciągu miliardów lat powinna postępować ewolucja galaktyk karłowatych. Niestety do tej pory ciężko było owe przewidywania zaobserwować w praktyce. To dlatego, że galaktyki karłowate są zdecydowanie trudniejsze do wykrycia. Obłoki Magellana są nam zdecydowanie bliższe, a nowa wiedza na ich temat rozszerza horyzonty badawcze. W poszukiwaniu dowodów na kokon ochronny otaczający Obłoki Magellana, zespół przeszukał dane z FUSE i Hubble’a. Wyznacznikiem jego obecności stało się światło emitowane przez kwazary. Naukowcy stwierdzili, że chociaż bańka ochronna otaczająca galaktyki karłowate jest słabo widoczna, to niczym mgła powinna zakłócać blask odległych kwazarów. To był strzał w dziesiątkę. W podobny sposób wykryto kokon otaczający Galaktykę Andromedy. Galaktyki karłowate w okolicy Drogi Mlecznej są chronione. Czym dokładnie? /phys.org / Facebook /123RF/PICSEL INTERIA https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-cos-chroni-obloki-magellana-dane-z-hubble-a-pomagaja-rozwiaz,nId,6316265
  21. Wielka ciemna plama na Ziemi. Niezwykłe zdjęcie z ISS, wykonane zwykłym aparatem 2022-10-01. Sławomir Matz Astronauta sfotografował coś, co na pierwszy rzut oka przypomina obraz ogromnej katastrofy ekologicznej. Na szczęście w rzeczywistości obraz ma związek z naturalnym zjawiskiem, które odbyło się dawno temu. Już nie raz astronauci zaskakiwali nas niesamowitymi fotografiami pochodzącymi wprost z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, oferując przy tym możliwość spojrzenia na Ziemię z wyjątkowej perspektywy. Tym razem opublikowano coś naprawdę niesamowitego. Astronauta dostrzegł i sfotografował ciemną plamę na powierzchni Ziemi. Wielka ciemna plama na Ziemi Fotografia powstała, gdy Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przelatywała nad Nowym Meksykiem w Stanach Zjednoczonych. Wykonano wówczas cztery, które połączono w mozaikę przedstawiającą rozległy obszar zastygłej lawy znany pod nazwą Little Black Peak. Na północy tego obszaru znajduje się Carrizozo Malpaís, będący najwyższym punktem większego wulkanu tarczowego. Wielka ciemna plama w Nowym Meksyku to efekt wybuchu otworu wentylacyjnego, do którego doszło około 5000 lat temu, a który trwał kilkadziesiąt lat. To jeden z najmłodszych wylewów lawy w Nowym Meksyku, a przy tym również jeden z najdłuższych wylewów pochodzących z epoki holocenu. Obszar rozciąga się na długości około 75 kilometrów przez pustynię Chihuahua. Zróżnicowane cechy terenu Fotografia ukazuje zróżnicowaną kolorystykę całego obszaru. Niektóre z elementów składających się na Little Black Peak są jaśniejsze. Odpowiadają za to różne rodzaje cech lawy takie, jak szczeliny, zapadnięcia i depresje, albo nawet brak lawy. Obecnie rosną tam rośliny pustynne takie, jak opuncja, kwiaty wieloletnie i jałowce. Droga, która przecina górną część sfotografowanego obszaru, łączy miasto San Antonio z Carizozo. Jak wynika z informacji udostępnionej przez NASA, ujęcie powstało 30 czerwca 2022 roku i stało się zdjęciem dnia 26 września 2022 roku na stronie NASA Earth Observatory. Do jego stworzenia, użyto aparatu Nikon D5 z obiektywem o ogniskowej 400 milimetrów. Autorem fotografii jest członek załogi 67 ekspedycji na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Fotografia została obrobiona poprzez poprawę kontrastu, wykadrowanie oraz usunięcie artefaktów obiektywu. Little Black Peak to obszar, którego zdjęcie zostało wyróżnione przez NASA. /Facebook / NASA Earth /123RF/PICSEL INTERIA https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-wielka-ciemna-plama-na-ziemi-niezwykle-zdjecie-z-iss-wykonan,nId,6314065
  22. Ważka poleci na Tytana. Na powierzchni księżyca Saturna wyląduje przesyłka z Ziemi 2022-10-01. Radek Kosarzycki To będzie jedna z najbardziej fascynujących misji kosmicznych przyszłej dekady, zarówno ze względu na wykorzystywaną technologię, jak i na badany obiekt. Naukowcy już teraz badają miejsce lądowania na Tytanie. Już w 2034 roku, za zaledwie dwanaście lat na powierzchni największego księżyca Saturna i zarazem jedynego księżyca pokrytego gęstą atmosferą wyląduje przesyłka z Ziemi. W przesyłce tej znajdzie się pokaźnych rozmiarów owad. Mechaniczna ważka o masie blisko 500 kilogramów, będzie niczym innym jak dużym dronem, który przez kolejne kilka lat będzie badał powierzchnię tego fascynującego świata. Choć do lądowania pozostało jeszcze dwanaście lat, już teraz naukowcy badają konkretne miejsce lądowania na tym fascynującym globie. Okolice krateru Selk były wielokrotnie fotografowane przez sondę Cassini w trakcie trwającej niemal 13 lat misji w układzie Saturna. Cassini wielokrotnie przelatywał blisko powierzchni księżyca i wykonywał jego zdjęcia zarówno za pomocą kamer jak i radarów. To właśnie dane radarowe pozwoliły badaczom wybrać możliwie najlepsze miejsce lądowania w okolicach równika księżyca. Jak się można było spodziewać, naukowcy wybrali miejsce względnie równe, pokryte w dużej mierze wydmami. Są to okolice krateru Selk. Dragonfly będzie latał w metanowym deszczu Dragonfly, bo tak będzie nazywał się dron, będzie pierwszym urządzeniem latającym jakie dotrze na powierzchnię jakiegokolwiek globu w zewnętrznej części Układu Słonecznego. Warto tutaj jednak przypomnieć, że zdecydowanie nie będzie to pierwsze urządzenie z Ziemi, które dotarło na Tytana. To miano zarezerwowane jest dla lądownika Huygens, który dotarł na powierzchnię księżyca w styczniu 2005 roku, po tym jak dowiozła go tam wspomniana już sonda Cassini. Opadając ku powierzchni księżyca przez ponad dwie godziny lądownik wykonał zdjęcia i pomiary zarówno atmosfery, jak i powierzchni Tytana. Od tego czasu jednak żadnego innego lądowania w zewnętrznej części Układu Słonecznego nie było. Czas najwyższy to zmienić. Dragonfly wyląduje i będzie latał w niezwykle wymagających warunkach. Owszem, atmosfera Tytana jest gęsta i mroźna. Co więcej, można się tam spodziewać także opadów deszczu, przy czym akurat na tym świecie z nieba pada deszcz ciekłego metanu, a nie wody. Na powierzchni Ważka będzie musiała zmagać się z wydmami, górami i tu i ówdzie kraterami uderzeniowymi. Warto tutaj wspomnieć, że wydmy na Tytanie ciągną się całymi kilometrami, a ich wysokość dochodzi w niektórych miejscach do 100 metrów. Czego więcej można się spodziewać - nie wiadomo. Naukowcy przyznają, że aktualnie najlepsze mapy powierzchni Tytana mają rozdzielczość rzędu 300 metrów na piksel. To z kolei oznacza, że Ważka na swojej drodze może napotkać nie tylko wydmy, ale także rzeki. Wiadomo bowiem, że Tytan jest jedynym obiektem Układu Słonecznego poza Ziemią, na powierzchni którego znajdują się morza i jeziora. Tak samo jednak jak z deszczem, jeziora Tytana wypełnione są ciekłymi węglowodorami, a nie wodą. Woda na powierzchni Tytana występuje jedynie w formie lodu, bowiem temperatura powietrza tam przez cały rok wynosi ok. -179 stopni Celsjusza. Mimo silnego efektu cieplarnianego, do Tytana dociera zaledwie 0,1 proc. światła docierającego na powierzchnię Ziemi. A skoro są jeziora, to i Ważka może się natknąć na rzeki czy strumienie. Na Tytanie istnieją mikroorganizmy? Start całej misji aktualnie planowany jest na 2027 rok. Kiedy już sonda zostanie wyniesiona poza atmosferę ziemską, rozpocznie się trwająca 7 lat podróż do Saturna. Po dotarciu na powierzchnię Tytana dron przypominający z wyglądu wojskowy helikopter i korzystający z zasilania radioizotopowego będzie miał około trzech lat na latanie i zwiedzanie powierzchni tego fascynującego świata. Z samym lataniem nie powinno być absolutnie żadnego problemu, bowiem atmosfera Tytana jest czterokrotnie gęstsza od atmosfery Ziemi, a więc wirniki urządzenia będą z pewnością miały się od czego odpychać. Badania Tytana mają się okazać jednym z najbardziej fascynujących przedsięwzięć sektora kosmicznego w historii. Jakby nie patrzeć nie tylko to będzie świat nieprzypominający w żaden sposób Ziemi, Księżyca czy Marsa, ale przede wszystkim będzie to pierwszy badany bezpośrednio glob, na którym może istnieć życie zupełnie niepodobne do tego, jakie znamy z Ziemi. Naukowcy dopuszczają bowiem możliwość istnienia tam mikroorganizmów, które mogłyby czerpać energię z węglowodorów powstających w górnych warstwach atmosfery, a następnie w formie deszczu opadających na powierzchnię. Jest zatem na co czekać. What Huygens Saw On Titan - New Image Processing https://www.youtube.com/watch?v=9L471ct7YDo The Science of Dragonfly https://www.youtube.com/watch?v=GlwzLPytW9A The Bizarre Characteristics of Titan | Our Solar System's Moons: Titan https://www.youtube.com/watch?v=B7497mQRn2Y https://spidersweb.pl/2022/10/dragonfly-saturn-tytan-miejsce-krater-selk.html
  23. Odkryto układ planetarny z pięcioma planetami skalistymi 2022-09-30, Międzynarodowe badania potwierdziły odkrycie pięciu egzoplanet w tym samym układzie planetarnym, z których dwie są podobne do Merkurego. Odkrycie dostarcza wskazówek na temat tego, jak tworzą się te niezwykłe, bardzo gęste planety. Międzynarodowy zespół astronomów znalazł układ planetarny orbitujący wokół chłodnej gwiazdy HD 23472, w skład którego wchodzą trzy superziemie i dwie planety określanych mianem supermerkury. Chcieliśmy obserwować ten układ planetarny, aby scharakteryzować skład małych planet i zbadać przejście między posiadaniem atmosfery lub jej brakiem, co może być związane z odparowaniem atmosfery z powodu napromieniowania gwiazdy – wyjaśnia Susana Barros, naukowiec z Instituto de Astrofísica e Ciências do Espaço's (IAC), która kierowała badaniem. Co zaskakujące, zespół odkrył, że układ ten składa się z trzech superziem ze znaczącą atmosferą i dwóch planet typu supermerkury, które są najbliższymi planetami gwiazdy. Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics 27 września 2022 roku. Pięć planet w układzie HD 23472, z których trzy mają masy mniejsze od Ziemi, to jedne z najlżejszych egzoplanet, których masy mierzono metodą prędkości radialnych. Technika ta wykrywa drobne zmiany w prędkości gwiazdy na linii naszego widzenia wywołane przez orbitującą planetę. Odkrycie było możliwe dzięki bardzo wysokiej precyzji spektrografu ESPRESSO zamontowany na Bardzo Dużym Teleskopie (VLT) ESO w Chile. Enigmatyczne pochodzenie supermerkurych Superziemie i supermerkure są pod względem składu odpowiednikami Ziemi i Merkurego o wyższej masie. Różnią się tym, że supermerkure mają większą zawartość żelaza (i żelazne jądro). Tego typu egzoplanety są rzadkie. W rzeczywistości znanych jest tylko osiem, licząc dwie niedawno odkryte. Merkury jest jedną z najgęstszych planet w Układzie Słonecznym i nie wiadomo, dlaczego ma stosunkowo większe i masywniejsze jądro niż Ziemia i inne planety naszego Układu. Niektóre możliwe wyjaśnienia mówią o gigantycznym uderzeniu, które usunęło część płaszcza planety lub, ponieważ Merkury jest najgorętszą planetą, jego wysoka temperatura mogła spowodować odparowanie części płaszcza. Odkrycie innych gęstych, podobnych do Merkurego planet wokół innych gwiazd jest kluczem do zrozumienia powstawania takich obiektów. W rzeczywistości, odkrycie dwóch supermerkurych w tym samym układzie planetarnym, zamiast jednego, oferuje naukowcom odkrywczy obraz. Po raz pierwszy, używając spektrografu ESPRESSO, odkryliśmy układ z dwoma supermerkurymi. To pomaga nam zrozumieć, jak te planety się uformowały – mówi Alejandro Suárez, naukowiec z IAC i współautor tego badania. Możliwość dużego zderzenia w celu wytworzenia supermerkurego jest już bardzo mało prawdopodobna, dwa olbrzymie zderzenia w tym samym układzie wydają się bardzo nieprawdopodobne. Zrozumienie, w jaki sposób uformowały się te dwa supermerkure, będzie wymagało dalszej charakterystyki składu tych planet, komentuje Jonay González, naukowiec z IAC współautor tego badania. Przyszły Ekstremalnie Wielki Teleskop (ELT) i jego pierwsza generacja spektrografu wysokiej rozdzielczości ANDES, zapewni po raz pierwszy zarówno wymaganą czułość, jak i precyzję, aby zbadać skład ich powierzchni lub istnienie i skład potencjalnej atmosfery. Dla zespołu jest to tylko pierwszy krok w kierunku ich ostatecznego celu: znalezienie innej Ziemi. Istnienie atmosfery dałoby nam wgląd w formowanie się i ewolucję układu planetarnego, a także ma wpływ na zdatność do zamieszkania planet. Chcielibyśmy rozszerzyć ten rodzaj badań planet o dłuższym okresie, które mają bardziej przyjazne temperatury – podsumowuje Barros. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: IAC Urania Wizja artystyczna układu z pięcioma egzoplanetami. Źródło: NASA/JPL-Caltech. https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/09/odkryto-ukad-planetarny-z-piecioma.html
  24. Chińskie rakiety wysyłają nowe satelity tajnych serii Shiyan i Yaogan 2022-09-30. W ostatnich dniach września 2022 roku Chiny przeprowadziły dwa starty rakiet orbitalnych. Z kosmodromów Xichang i Taiyuan wyniesiono na orbitę łącznie 6 satelitów. Nowa seria wojskowa Yaogan 36 26 września 2022 r. z kosmodromu Xichang przeprowadzono udany start rakiety Długi Marsz 2D. W misji umieszczono na orbicie trzy satelity oznaczone jako Yaogan 36. Grupy satelitów Yaogan pełnią rolę teledetekcyjną, często na potrzeby zwiadu wojskowego. W przypadku tej misji nie podano nawet zdawkowych, oficjalnych informacji na temat przeznaczenia ładunków. To pierwsza wysłana grupa satelitów Yaogan 36. Dwa satelity z trzech zostały zbudowane w zakładach DFH Satellite należących do CAST w Pekinie, a jeden w fabryce szanghajskiej spółki SAST. Yaogan 36 przypomina serię Yaogan 35 wysyłaną bardzo często w tym roku. Ostatni jej start przeprowadzono również z kosmodromu Xichang za pomocą rakiety Długi Marsz 2D na początku września 2022 r. Analitycy podejrzewają, że w przypadku serii Yaogan 35 jeden ze statków (C) to satelita radarowy, a pozostałe (A i B) to satelity obrazowania optycznego. Inne teorie mówią, że może chodzić o satelity zwiadu elektronicznego (ELINT) do identyfikacji i lokalizacji źródeł radiowych. Inklinacja tamtej serii satelitów wynosi około 35 stopni co dobrze je sytuuje do prowadzenia misji w obszarze Tajwanu i Morza Południowochińskiego. Eksperymentalne trio Już dzień później z kosmodromu Taiyuan przeprowadzono kolejną chińską misję orbitalną. W przestrzeń kosmiczną poleciała rakieta Długi Marsz 6, wynosząc na orbitę trzy tajne ładunki: Shiyan 16 A i B oraz Shiyan 17. Mianem Shiyan od 2004 roku nazywane są tajne chińskie satelity testowe. Według oficjalnych informacji wysłane statki mają służyć do prowadzenia obserwacji na potrzeby cenzusu lądu, planowania przestrzennego i reagowania na klęski żywiołowe. Są to jednak stałe oficjalne formułki, które mogą mieć niewiele wspólnego z rzeczywistym przeznaczeniem ładunków. Możemy na razie tylko stwierdzić, że wysłane satelity są stosunkowo małe, bo całkowity udźwig rakiety Długi Marsz 6 na niską orbitę to około 1 t. Podsumowanie Chiny przeprowadziły już w tym roku 42 starty rakiet orbitalnych. Ustępują na tym polu jedynie Stanom Zjednoczonym, które mają już ponad 60 przeprowadzonych misji. Do tej pory w 2022 roku na świecie przeprowadzono 121 udanych lotów na orbitę. Opracował: Rafał Grabiański Na podstawie: Xinhua/NSF Na zdjęciu tytułowym: Rakieta Długi Marsz 2D startująca z satelitami grupy Yaogan 36. Źródło: Qui Lijun/Xinhua. Start rakiety Długi Marsz 6 z satelitami Shiyan 16 A/B i Shiyan 17. Źródło: Zheng Bin/Xinhua. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/chinskie-rakiety-wysylaja-nowe-satelity-tajnych-serii-shiyan-i-yaogan
  25. Tego się chyba nikt nie spodziewał. Miliarder chce polecieć z misją serwisową do teleskopu Hubble’a 2022-09-30. Radek Kosarzycki Pamiętacie miliardera, który w 2021 roku wraz z wybranymi trzema osobami (którym zafundował wyprawę w kosmos) wybrał się na orbitę okołoziemską na pokładzie Crew Dragona? Dokładnie ten sam Jared Isaacman postanowił teraz dokonać w kosmosie czegoś naprawdę wartościowego. O turystach kosmicznych można mieć naprawdę różne zdanie. W dobie szalejącego kryzysu informacje o wyczynach miliarderów, którzy lekką ręką wydają setki milionów dolarów na kilkudniowe wycieczki w kosmos, bardzo często wywołują irytację i oburzenie. Jared Isaacman w ubiegłym roku wraz z trzema innymi osobami poleciał na pokładzie wyprodukowanego przez SpaceX statku Crew Dragon. Załoga statku w ramach misji Inspiration4 przez trzy dni krążyła wokół Ziemi, po czym bezpiecznie wróciła na powierzchnię planety. Już po samym lądowaniu było wiadomo, że Isaacman nie zamierza na tym poprzestać. Pod koniec 2021 r. ogłoszono, że Isaaacman ponownie poleci w przestrzeń kosmiczną z firmą Elona Muska. Co więcej, kolejny lot, podczas którego dojdzie do pierwszego spaceru kosmicznego zrealizowanego podczas lotu całkowicie prywatnego, będzie początkiem całego programu kosmicznego nazwanego Polaris. Program ma się zakończyć po kilku lotach pierwszym lotem turystycznym na pokładzie Starshipa, potężnej 120-metrowej rakiety, która jak na razie jeszcze nigdzie nie poleciała. Wtem! Polećmy do Hubble’a Na zorganizowanej w czwartek, 29 września konferencji przedstawiciele Isaacmana, NASA oraz SpaceX poinformowali o jeszcze jednym, zupełnie nieoczekiwanym pomyśle. Ubierając cały pomysł bardzo ostrożnie w słowa, Isaacman poinformował, że w ramach współpracy SpaceX i NASA powstał pomysł zrealizowania za pomocą statku Crew Dragon misji serwisowej Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Starzejący się teleskop, mimo coraz częściej pojawiających się usterek, wciąż potrafi nie tylko zachwycić wspaniałymi zdjęciami, ale także dostarczyć fenomenalnych danych naukowych, których żaden inny obecnie istniejący teleskop, włącznie z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba, zebrać nie jest w stanie. Teoretyczna przyszła misja kosmiczna mogłaby znacząco wydłużyć życie teleskopu. Przedstawiciele prasy natychmiast zwrócili uwagę na jeden niepokojący aspekt całego pomysłu. Jakby nie patrzeć, Isaacman był już w kosmosie, ale nie jest ani naukowcem, ani inżynierem. Skąd zatem pomysł, aby zająć się serwisowaniem najważniejszego instrumentu naukowego w historii? Miliarder jednak ograniczył swoją odpowiedź do stwierdzenia, że jedynie chce pomóc, bowiem rozumie wartość odkryć dokonywanych przez teleskop. Można oczywiście założyć, że Isaacman chciałby stanąć w szeregu miliarderów-naukowców i zmyć z siebie łatkę miliardera-turysty kosmicznego. Pytanie jednak, czy cały pomysł nie jest jednak wart zachodu. Jakby nie patrzeć, astronomowie od kilku lat widzą znaki starzenia się teleskopu i z roku na rok przyzwyczajają się do myśli, że jego koniec jest bliżej niż dalej. Być może zatem w takiej sytuacji warto zaryzykować misję serwisową, jeżeli jest chociaż cień szansy na to, aby teleskop odświeżyć i wydłużyć mu życie o kilka lat, czy nawet dekadę? https://spidersweb.pl/2022/09/isaacman-spacex-naprawa-teleskop-hubblea.html
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.