Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    26164
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    60

Zawartość dodana przez Paweł Baran

  1. Odpowiada za 1/3 masy całego Pasa Planetoid. Ceres nie przypomina innych obiektów 2022-05-22. Radek Kosarzycki Ceres, czyli pierwszy obiekt odkryty w przestrzeni między Marsem a Jowiszem, to iście fascynujący obiekt. Początkowo uważany za planetę, następnie zdegradowany do roli planetoidy, aby w końcu stać się planetą karłowatą. Teraz jednak naukowcy dopisują jeszcze jeden element jego historii. • Ceres była pierwszą planetą odkrytą między Marsem a Jowiszem. Naukowcy spodziewali się coś tam znaleźć • Odkrycie kolejnych obiektów w tym samym miejscu sprawiło, że naukowcy uznali, że Ceres to nie planeta, a planetoida • Sferyczny kształt sprawił, że w 2006 r. Ceres została uznana za planetę karłowatą • Amerykańska sonda Dawn badająca Ceres z orbity dostarczyła nowych informacji o tym obiekcie. Ceres okazała się inna niż pozostałe planetoidy • Naukowcy podejrzewają, że Ceres powstała daleko za Saturnem, a dopiero potem przyleciała do Pasa Planetoid Już pod koniec XVIII wieku naukowcy przekonani byli, że nie poznaliśmy jeszcze całego Układu Słonecznego. Patrząc na układ orbit kolejnych znanych podówczas planet, badaczy strasznie denerwowała "za duża" w ich mniemaniu luka między orbitą Marsa i Jowisza. Idealnie byłoby, gdyby także i tam znajdowała się jakaś planeta. Przekonanie o tym było na tyle silne, że naukowcy obserwujący niebo sformowali nawet grupę, nazwaną później policją planetarną, której zadaniem było wytropienie brakującej planety, "która zapewne gdzieś tam jednak jest". Ceres widziana po raz pierwszy Pomysł był dobry, ale poszukiwany przez policjantów obiekt, został odkryty przez astronoma nienależącego do grupy. 1 stycznia 1801 roku, czyli pierwszego dnia XIX wieku astronom Giuseppe Piazzi z Uniwersytetu w Palermo trafił na obiekt, którego szukał. Ceres znajdowała się dokładnie tam, gdzie dodatkowej planety spodziewali się naukowcy. Wkrótce potem planeta trafiła do oficjalnego spisu i została uznana za planetę. Historia jednak okazała się nieco dziwniejsza, bowiem mimo odkrycia planety naukowcy zaczęli w tej samej przestrzeni orbitalnej odkrywać coraz więcej podobnych obiektów. Drugim obiektem była Pallas, odkryty zaledwie nieco ponad rok później. W ciągu kolejnych siedmiu lat do spisu dołączyły także Juno i Westa. Na skutek zawirowań historycznych taki stan utrzymał się przez kolejne czterdzieści lat. Gdy jednak w 1845 roku astronomowie wrócili do obserwacji, owych planet między Marsem i Jowiszem pojawiało się coraz więcej. W ciągu kolejnych dwóch dekad ich liczba powiększyła się do stu. To musiało mieć swoje konsekwencje. Nikt nie chciał układu planetarnego składającego się z setki planet. Wtedy też naukowcy ustalili, że obiekty między Marsem i Jowiszem to nie planety, a planetoidy. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nawet na tle planetoid, Ceres niesamowicie się wyróżniała. Przy średnicy bliskiej 1000 km była co najmniej dwukrotnie większa od jakiejkolwiek innej planetoidy. Co więcej, odpowiada ona za 1/3 masy całego Pasa Planetoid. Przy takich rozmiarach miała ona już na tyle dużą grawitację, aby doprowadziła ona do przyjęcia przez Ceres kształtu kulistego. Mniejsze obiekty nie mają takiej możliwości i zazwyczaj są nieregularnymi obiektami skalnymi. Ceres z wyglądu przypomina Księżyc (aczkolwiek mniejszy). To właśnie ten kształt kulisty sprawił, że przy zmianie nomenklatury w 2006 roku Ceres została zaliczona wraz z Plutonem do kategorii planet karłowatych. Jak się jednak okazuje, Ceres ma jeszcze wiele innych tajemnic do odkrycia. Pierwotnie uważano, że Pas Planetoid składa się z gruzu, z którego 4,5 miliarda lat temu mogła uformować się planeta. Jej powstanie miałaby jednak uniemożliwiać grawitacja masywnego Jowisza, który bezustannie grawitacyjnie zaburzał obłok materii nieco bliżej Słońca. Pierwsza sonda na orbicie wokół Ceres Dzięki sondzie Dawn, która w latach 2015-2018 krążyła wokół Ceres wiemy znacznie więcej o jej składzie chemicznym. W toku misji sonda ustaliła, że nad powierzchnią Ceres unosi się niezwykle rzadka atmosfera. Promienie słoneczne padające na powierzchnię tego globu prowadzą do odparowywania lodu wodnego i amoniakowego, które ulatują w przestrzeń kosmiczną. Warto zauważyć, że w pozostałych planetoidach takiego procesu się nie zauważa. One po prostu nie mają już czego odparowywać. Ceres jest imigrantką z odległych ostępów Układu Słonecznego Najnowsze badania wskazują, że może być jeszcze inaczej. Opublikowany w periodyku naukowym Icarus artykuł autorstwa Rafaela Ribeiro de Sousy z Uniwersytetu w Sao Paulo w Brazylii wskazuje, że Ceres mogła powstać w zupełnie innej części Układu Słonecznego, a dopiero po jakimś czasie przenieść się do Pasa Planetoid. To by mogło tłumaczyć dlaczego tak bardzo różni się od swoich sąsiadów. To właśnie doprowadziło naukowców do wniosku, że Ceres musiała powstać gdzie indziej, gdzie faktycznie woda i amoniak w stanie ciekłym mogły przyjmować formę stałą na powierzchni, a dopiero potem - w pełni uformowana - emigrować w bliższe okolice Słońca. Badacze przekonują, że Ceres powstała daleko za orbitą Saturna, gdzie na wczesnym etapie istnienia Układu Słonecznego znajdowało się mnóstwo amoniaku. Dopiero wzrost i powstanie gazowych olbrzymów grawitacyjnie wciągnęło Ceres do wnętrza układu planetarnego, gdzie obiekt ten mógł w końcu znaleźć nowy dom w Pasie Planetoid. Symulacje ewolucji Układu Słonecznego zdają się wspierać taką historię Ceres. Możliwe zatem, że sonda Dawn zbadała w Pasie Planetoid obiekt pochodzący ze znacznie odleglejszych rejonów Układu Słonecznego. Powstaje pytanie, jakie tajemnice Ceres jeszcze przed nami skrywa? Nie dowiemy się tego, dopóki do tego fascynującego globu nie poleci kolejna sonda. Flying over the craters of dwarf planet Ceres / Flug über Zwergplanet Ceres https://www.youtube.com/watch?v=_GyvLHwEyzw New Findings From NASA's Dawn Mission at Dwarf Planet Ceres https://www.youtube.com/watch?v=PRgpuvjV_Vs https://spidersweb.pl/2022/05/ceres-planeta-karlowata-nie-powstala-w-pasie-planetoid.html
  2. Trzy loty z satelitami Starlink od SpaceX w 5 dni! 2022-05-21. W przeciągu 5 dni firma SpaceX wykonała aż trzy misje orbitujące zestawy swoich satelitów Starlink. 18 maja 2022 r. rakieta Falcon 9 wyniosła w przestrzeń kosmiczną zestaw statków Starlink 4-18. Lot został przeprowadzony ze stanowiska SLC-39A na kosmodromie Kennedy Space Center na Florydzie. Dwustopniowa rakieta Falcon 9 wystartowała 18 maja o 6:59 rano czasu lokalnego. Lot rakietowy przebiegł pomyślnie. Górny stopień rakiety wykonał dwa odpalenia, po który umieścił siebie wraz z ładunkiem na wstępnej orbicie. 53 satelitów Starlink zostało wypuszczonych na raz 54 minuty i 53 sekund po starcie. W misji Starlink 4-18 wykorzystano używany dolny stopień rakiety Falcon 9 o oznaczeniu B1052. Latał on już wcześniej w czterech misjach: Arabsat 6, STP-2 (w obu jako boczny człon Falcona Heavy), CSG-2 oraz Starlink 4-10. Po raz piąty po wykonanej pracy człon powrócił na Ziemię i wylądował na barce ASOG na Oceanie Atlantyckim. O sieci Starlink Starlink 4-18 to już 15. przeprowadzona w tym roku misja poświęcona budowie sieci Starlink. Obecnie firma SpaceX realizuje średnio jeden start rakietowy na tydzień, z czego większość to właśnie loty z satelitami tej sieci. Starlink to budowana przez firmę SpaceX konstelacja satelitów umożliwiających szerokopasmowy i o niskich jak na usługę satelitarną opóźnieniach dostęp do sieci Internet. Głównymi klientami sieci są osoby i organizacje zlokalizowane w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne. W maju 2021 r. SpaceX zakończył budowę pierwszej powłoki orbitalnej sieci satelitów Starlink. Teraz firma zapełnia kolejną powłokę, oznaczoną cyfrą 4 (stąd nazwy misji 4-X). Są to orbity o wysokości 540 km i inklinacji 53,2 stopni. W 2022 r. wszystkie loty kierowane są na tą powłokę. Do końca roku SpaceX chce przeprowadzić 40 lotów z satelitami Starlink. Do tej pory we wszystkich misjach Starlink wysłano łącznie ponad 2500 satelitów! Obecnie w misjach są wysyłane satelity Starlink wersji V1.5. Każdy z nich ma masę około 300 kg. Ich ładunek telekomunikacyjny składa się z anten obsługujących pasma radiowe Ka i Ku oraz laserów i systemów odbiorczych do międzysatelitarnej komunikacji laserowej. Statki mają też zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od nich. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową. Podsumowanie Był to już 21. start rakiety Falcon 9 w 2022 r. Dla porównania firma SpaceX wykonała 21 lotów w całym 2018 roku i już wtedy była liderem na amerykańskim rynku rakiet orbitalnych. Firma SpaceX planuje jeszcze jedną misję orbitalną w maju - współdzielony lot dla wielu zewnętrznych klientów Transporter 5. Na świecie przeprowadzono do tej pory (stan na 21 maja 2022 r.) 56 udanych lotów rakiet orbitalnych. Więcej informacji: • Oficjalna strona sieci Starlink Na podstawie: NSF/SpaceX Opracował: Rafał Grabiański Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca po wschodzie słońca z satelitami Starlink 4-18. Źródło: SpaceX. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/trzy-loty-z-satelitami-starlink-od-spacex-w-5-dni
  3. W niedzielę bliski przelot kilometrowej planetoidy 2022-05-21. W niedzielę 22 maja o godzinie 14:26 czasu uniwersalnego planetoida 7335 (1989 JA) z grupy Apolla minie Ziemię w odległości 4 mln kilometrów. Ma średnicę ponad jednego kilometra – to największe z tego typu ciał przelatujących w pobliżu naszego kosmicznego domu w ostatnich miesiącach. Na prowadzonej przez NASA, internetowej stronie CNEOS znajduje się stale aktualizowana lista tzw. planetoid bliskich Ziemi, czyli obiektów znajdujących się w stosunkowo bliskiej (aczkolwiek wciaż niezagrażającej) odległości od naszej planety. Wśród najbliższych tego typu zdarzeń wyróżnia się spotkanie z planetoidą o numerze 7335, znaną też pod tymczasowym oznaczeniem 1989 JA. Obiekt ten został odkryty 1 maja 1989 roku. Dokonała tego Eleanor Helin w Palomar Observatory w USA. Orbita obiektu jest dobrze poznana. W roku odkrycia znajdował się w zbliżeniu do naszej planety, potem nastąpiło to w 1996 i 2015 roku, aczkolwiek na dalszym dystansie. Asteroida minie nas z prędkością względną 13,12 km/s, czyli ponad 47 tysięcy kilometrów na godzinę. Najmniejsza odległość wyniesie około 4 miliony kilometrów, czyli trochę ponad 10 razy dalej niż dystans Ziemia-Księżyc. Oszacowania wielkości wskazują na 1,8 km średnicy, aczkolwiek nowsze obliczenia każą zmniejszyć szacunki - mówią o wartości do ok. jednego kilometra. Obserwacje radarowe wykazały, że okres rotacji wynosi 12 godzin. Ciało jest planetoidą klasy S, czyli skalistą, zbudowaną z materiałów krzemianowych (to jeden z najpowszechniejszych rodzajów planetoid). NASA prowadzi witrynę internetową, na której można śledzić rozmieszczenie ciekawszych (zdaniem agencji) planetoid w Układzie Słonecznym. Obiekt 7335, jego orbitę i aktualne położenie można sprawdzić na stronie NASA . Źródło:PAP Fot. NASA/eyes.nasa.gov SPACE24 https://space24.pl/bezpieczenstwo/zagrozenia-kosmiczne/w-niedziele-bliski-przelot-kilometrowej-planetoidy
  4. Ten piątek trzynastego nie będzie pechowy. Na niebie pojawi się widoczna gołym okiem planetoida 2022-05-20. Radek Kosarzycki Już wkrótce, 13 kwietnia 2029 r., trzynastego w piątek w pobliżu Ziemi przeleci planetoida Apophis. Tym razem będzie to naprawdę bliski przelot naprawdę dużego obiektu. Takie wizyty zdarzają się raz na 1500 lat. Może w kierunku planetoidy należy wysłać jakąś sondę kosmiczną? Dziewięćdziesiąt dziewięć procent artykułów opisujących przelot planetoidy w pobliżu Ziemi - tak jak ten sprzed kilku dni - mówi o przelocie tego czy innego głazu kosmicznego w odległości miliona, dwóch milionów czy trzech milionów kilometrów od Ziemi. Zważając na to, że odległość do Księżyca to 360 000 km, to ta "bliskość przelotu" jest mocno umowna. Tym razem będzie naprawdę blisko W kwietniu 2029 roku będzie jednak zupełnie inaczej. Planetoida Apophis, której rozmiary szacuje się na 260-290 metrów zbliży się do naszej planety na odległość 30 000 km. Niby nie jest to mało, ale trzeba pamiętać, że satelity geostacjonarne, które nadają nam chociażby telewizję znajdują się w odległości 36 000 km. To znaczy, że planetoida Apophis wejdzie bezpośrednio w strefę oddziaływań człowieka w przestrzeni kosmicznej. Zważając na to, że mówimy o głazie o rozmiarach średniej wielkości wieżowca, który - gdyby wpadł w atmosferę ziemską - mógłby narobić naprawdę poważnych regionalnych strat, to jest to wydarzenie warte uwagi i naukowcy czekają na ten dzień już od dawna. Od kilku lat znamy już orbitę Apophis na tyle dobrze, aby wiedzieć, że planetoida nie zagraża nam ani podczas przelotu w 2029 roku, ani przez najbliższe co najmniej sto lat. Będzie blisko, ale będzie bezpiecznie - idealnie. Od lat naukowcy zastanawiają się, czy nie warto wykorzystać tej wyjątkowej okazji do wysłania z Ziemi jakiejś sondy, która mogłaby podczas przelotu zbliżyć się do Apophis i sfotografować tę kosmiczną skałę, która postanowiła nam trochę pogrozić palcem (początkowo po odkryciu naukowcy obawiali się, że obiekt ten znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią). Badaczka planetoidy Bennu przeleci w pobliżu Apophis Od kilku tygodni wiadomo, że sonda OSIRIS-REx, która zmierza w kierunku Ziemi z próbkami skał z powierzchni planetoidy Bennu po tym jak zrzuci w ziemską atmosferę zasobnik z próbkami, poleci dalej, aby przelecieć w pobliżu planetoidy Apophis. Czasu jednak jest sporo, więc pojawiają się także nowe pomysły na sondy, które mogłyby odwiedzić planetoidę. Podczas niedawnego spotkania Lunar and Planetary Institute pojawił się pomysł realizacji dość osobliwej misji kosmicznej. Wyślijmy też mini-żagle kosmiczne Specjaliści z firmy Space Initiatives Inc. zaproponowali ostatnio wysłanie dwóch niewielkich satelitów wyposażonych w podstawowy zestaw instrumentów. Satelity miałyby byc wyniesione na orbitę za pomocą rakiety Black Brant. Pierwszy satelita zostałby wyrzucony na wysokości 75 km, a drugi na wysokości 1500 km. Każdy z satelitów wyposażony byłby w żagiel słoneczny. Znajdujący się na Ziemi laser miałby skierowany na te żagle i wypchnąć je na orbitę o apogeum w odległości ok. 30 000 km od Ziemi. W efekcie obie sondy mogłyby 13 kwietnia 2029 r. zbliżyć się do planetoidy Apophis. Jedna z nich mogłaby uderzyć w planetoidę pełnym impetem, a druga mogłaby obserwować całe to zdarzenie z bezpiecznej odległości. Według pomysłodawców zorganizowanie takiej misji zajmie około pięciu lat, więc jest jeszcze czas. Trzeba przyznać, że taka sonda byłaby niesamowitym dodatkiem do całego wydarzenia. Z jednej strony byłoby to jeszcze jedno źródło wiedzy i zdjęć planetoidy, a z drugiej - byłby to doskonały test technologii przyspieszania laserami miniaturowych sond kosmicznych, które przecież chcemy w przyszłości wysłać do Proximy Centauri. Nie wiem jak wy, ja mam nadzieję, że ktoś weźmie ten pomysł na poważnie i go po prostu zrealizuje. • W piątek, 13 kwietnia 2029 roku bardzo blisko Ziemi przeleci planetoida Apophis o średnicy ponad 250 metrów • Tak bliskie przeloty planetoid zdarzają się średnio raz na 1500 lat • Planetoidę odwiedzi amerykańska sonda OSIRIS-REx, która niedawno badała planetoidę Bennu • Naukowcy chcą wysłać dwie dodatkowe mikroskopijne sondy z żaglami słonecznymi • Sondy miałyby być napędzane wiązką laserową z Ziemi https://spidersweb.pl/2022/05/wyslijmy-zagle-kosmiczne-w-strone-apophis.html
  5. Słońce z nowej perspektywy 2022-05-20. Małgorzata Jędruszek Potężne rozbłyski, zapierające dech w piersiach widoki biegunów słonecznych i zadziwiający słoneczny „jeż” to tylko niektóre ze zjawisk zaobserwowanych ostatnio przez Solar Orbiter podczas jego pierwszego zbliżenia do Słońca. Mimo że naukowcy dopiero zaczęli analizować najnowsze dane, już mamy niezwykły wgląd w pole magnetyczne Słońca i jego wpływ na pogodę kosmiczną. Solar Orbiter osiągnął punkt najbliższy Słońcu, czyli peryhelium, 26 marca. Sonda znajdowała się bliżej Słońca niż Merkury, trzy razy bliżej naszej gwiazdy centralnej niż Ziemia. Temperatura na osłonie termicznej Solar Orbitera dochodziła do aż 500⁰C. Na pokładzie sondy znajduje się dziesięć instrumentów naukowych pracujących razem, aby umożliwić jak najlepsze zbadanie naszej gwiazdy centralnej. Niektóre z nich obserwują Słońce, podczas gdy inne monitorują warunki wokół Solar Orbitera. Dzięki temu naukowcy mogą „połączyć kropki” – na podstawie tego, jak wygląda Słońce i jakie warunki panują w okolicy sondy zrozumieć, jakie zdarzenia na powierzchni Słońca stoją za zmianami pogody kosmicznej. W trakcie peryhelium satelita jest w stanie wykryć jeszcze więcej detali. Sonda zaobserwowała z bliska parę rozbłysków słonecznych, w tym jeden skierowany w stronę Ziemi. Dzięki temu zasmakowaliśmy, jak w przyszłości będzie mogło wyglądać prognozowanie pogody kosmicznej, bardzo ważne dla przyszłych misji kosmicznych. Słoneczny jeż Większość zjawisk, które decydują o pogodzie kosmicznej, zachodzi w koronie słonecznej. Na podstawie danych o aktywności w tej części atmosfery gwiazdy, naukowcy próbują zrozumieć, co ją powoduje. Nie jest to jednak proste, ponieważ Solar Orbiter przekazał bardzo dużo danych. Po wykryciu zdarzenia, którego nie są w stanie od razu rozpoznać, naukowcy muszą sprawdzić, czy coś podobnego zostało już kiedyś zaobserwowane. Jednym z takich ciekawych zdarzeń jest tzw. „jeż”. Rozciąga się na powierzchni 25 000 kilometrów. Jego nazwa pochodzi od wielu pików zimnego i gorącego gazu, które są skierowane w różne strony. Łączenie kropek Głównym celem misji Solar Orbiter jest zrozumienie zależności między Słońcem i heliosferą. Heliosfera to obszar, w którym watr słoneczny, czyli strumień naładowanych cząstek wyemitowanych przez Słońce, jest silniejszy niż wiatr galaktyczny. Aby zrozumieć, jak Słońce wpływa na heliosferę, naukowcy analizują ruch cząsteczek i zmiany pola magnetycznego wykrywane przez Solar Orbitera. Następnie łączą je z zarejestrowanymi wcześniej wydarzeniami na powierzchni Słońca. Zadanie to nie jest proste, ponieważ pole magnetyczne wokół naszej gwiazdy centralnej jest niezwykle skomplikowane. Na szczęście im bliżej Słońca znajduje się Solar Orbiter, tym łatwiej jest podążyć za strumieniem cząsteczek do wydarzenia na Słońcu po liniach pola magnetycznego. Pierwsze peryhelium posłużyło jako test, czy takie śledzenie będzie możliwe, a jego wyniki są bardzo obiecujące. 21 marca, kilka dni przed osiągnięciem peryhelium, sonda wykryła chmurę naładowanych cząsteczek za pomocą EPD – detektora energetycznych cząstek. Te o największej energii dotarły jako pierwsze, a za nimi podążały coraz słabsze. Według naukowców może to oznaczać, że powstały w atmosferze Słońca, blisko powierzchni. Tego samego dnia sonda wykryła fale radiowe, wytwarzane przez elektrony poruszające się wzdłuż linii pola magnetycznego. Umożliwił jej to eksperyment RPW (wykrywacz fal radiowych i plazmy). W tym samym czasie Solar Orbiter zaobserwował na Słońcu zdarzenia, które mogły spowodować wyrzut plazmy. Umożliwiły mu to EUI, robiący zdjęcia w ultrafiolecie, i STIX, teleskop wrażliwy na fale rentgenowskie. To właśnie dzięki niemu możliwe było zaobserwowanie tych cząsteczek, które zostały w atmosferze Słońca. Przy zderzeniu z atomem elektron wytwarza fale rentgenowskie, rejestrowane przez STIX. Dzięki połączeniu danych z powyższych urządzeń możliwe było określenie, co dokładnie spowodowało wyrzut plazmy. Według naukowców mógł to być szok koronalny, spokojniejsza wersja rozbłysku. Możliwe jest także, że cząsteczki pochodziły z więcej niż jednego źródła. Kolejną ciekawą rzeczą związaną z tym zdarzeniem jest to, że magnetometr zamieszczony na sondzie nie wykrył żadnych anomalii, kiedy chmura przechodziła przez sondę. Nie jest to jednak nic dziwnego. Koronalnemu wyrzutowi masy zazwyczaj towarzyszy silne pole magnetyczne. Cząsteczki podróżują jednak znacznie szybciej niż wyrzut i zajmują zdecydowanie większy obszar. Dlatego bardziej prawdopodobne jest wykrycie samej chmury cząstek, bez zmian pola magnetycznego. Jeśli chodzi o pole magnetyczne Słońca, wszystko zaczyna się na jego powierzchni, fotosferze. To właśnie tam wytworzone we wnętrzu gwiazdy pole jest uwalniane na zewnątrz. Aby lepiej je poznać, Solar Orbiter obserwuje, gdzie powstają bieguny magnetyczne na Słońcu, a także zmarszczenia powierzchni spowodowane falami sejsmicznymi, podróżującymi w głębszych warstwach atmosfery. Oprócz tego Solar Orbiter ma na swoim pokładzie SPICE, specjalne urządzenie do obserwowania składu korony słonecznej. Mapy przez niego stworzone mogą być później porównane ze składem chmur rejestrowanych przez sondę, co pozwala na stwierdzenie, skąd dokładnie ona pochodzi. Prognozowanie pogody kosmicznej Dzięki połączeniu danych z tych wszystkich urządzeń, naukowcy będą w stanie opisać proces powstawania wiatru słonecznego od powierzchni Słońca w przestrzeń, do Solar Orbitera i Ziemi. Dzięki tej wiedzy w przyszłości możliwe będzie stworzenie systemu przewidywania pogody kosmicznej w okolicy Ziemi na żywo. Przedsmak takiego systemu dostaliśmy od sondy jeszcze przed osiągnięciem przez nią peryhelium. Solar Orbiter przemieszczał się w stronę Słońca, oddalając się od Ziemi. Przy takim położeniu pogoda kosmiczna, którą rejestrowała sonda, była taka sama jak na Ziemi parę godzin później. Dzięki temu, że satelita cały czas przesyłał dane na Ziemię z prędkością światła, docierały one do naukowców już po kilku minutach. W takim właśnie położeniu Solar Orbiter zarejestrował kilka koronalnych wyrzutów masy, skierowanych bezpośrednio w stronę Ziemi. Uderzyły one w sondę 10 marca. Przy użyciu danych z magnetometru naukowcy ustalili, kiedy wiatr uderzy w Ziemię. Ogłoszono tę informację w internecie, dzięki czemu pasjonaci astronomii mogli przygotować się na obserwację zorzy polarnej 18 godzin później, o przewidzianej godzinie. To doświadczenie dało nam przedsmak tego, co może nam dać prognozowanie pogody kosmicznej w przyszłości. To zagadnienie jest bardzo ważne, ponieważ może zwiększyć bezpieczeństwo przyszłych misji kosmicznych. ESA planuje misję Vigil, mającą znaleźć się na takiej orbicie wokół Słońca, która pozwoli jej obserwować koronalne wyrzuty masy przed ich dotarciem do Ziemi. W trakcie przebywania w peryhelium Solar Orbiter był ustawiony dokładnie w taki sposób. Za pomocą instrumentów Metis i SoloHI obserwował Słońce, aby następnie wysłać zebrane dane na Ziemię. Metis zajmuje się robieniem zdjęć korony Słonecznej, obejmujących od 1,7 do 3 promieni Słońca. Dzięki zaciemnieniu samej tarczy słonecznej jest w stanie zaobserwować także te ciemniejsze rejony korony. Te zdjęcia dają podobną ilość informacji co zdjęcia robione z Ziemi podczas zaćmień Słońca, ale są przesyłane przez cały czas, a nie tylko przez kilka minut. SoloHI robi zdjęcia światła słonecznego odbijanego przez elektrony wiatru słonecznego. 31 marca jeden z zaobserwowanych rozbłysków słonecznych okazał się być najsilniejszym spośród dotychczas zaobserwowanych. Dane zebrane w jego trakcie nie zostały jeszcze przeanalizowane, ponieważ Solar Orbiter jest zbyt daleko od Ziemi i nie jest w stanie ich przesłać w całości. Co dalej? Naukowcy mają teraz przed sobą dużo pracy. Pierwsze tak bliskie peryhelium było dużym sukcesem i przekazało na Ziemię mnóstwo danych o wysokiej jakości, w tym informacje o niezbadanych wcześniej biegunach Słońca. A jest to dopiero początek. Sonda już przymierza się do osiągnięcia kolejnego peryhelium, 13 października. Będzie wtedy jeszcze bliżej Słońca, około 0,29 au od niego. Zanim do tego dojdzie, 4 września Solar Orbiter już trzeci raz przeleci obok Wenus. 18 lutego 2025 roku Solar Orbiter minie Wenus czwarty raz. To zwiększy nachylenie orbity sondy do około 17 stopni. Piąte spotkanie z Wenus 24 grudnia 2026 roku zwiększy je do 24 stopni, co rozpocznie fazę misji na wysokich szerokościach geograficznych Słońca. W jej trakcie Solar Orbiter zaobserwuje z bliska bieguny gwiazdy. Dzięki temu możliwe będzie lepsze zrozumienie skomplikowanego pola magnetycznego tych regionów, co może przybliżyć nas do odkrycia sekretu jedenastoletnich cykli aktywności słonecznej. Pierwsze peryhelium dostarczyło olbrzymią ilość danych, a to dopiero początek misji. Co jeszcze uda nam się zrozumieć dzięki Solar Orbiterowi? Źródła: The Sun as you’ve never seen it before - ESA Zdjęcie słonecznego “jeża”. Źródło: ESA & NASA/Solar Orbiter/EUI Team Zdjęcie południowego bieguna Słońca. Źródło: ESA & NASA/Solar Orbiter/EUI Team Rozbłysk słoneczny Źródło: ESA & NASA/Solar Orbiter/EUI & STIX Teams https://astronet.pl/uklad-sloneczny/slonce-z-nowej-perspektywy/
  6. Nowy sposób badania wczesnego Wszechświata 2022-05-21. Astronomowie od dawna starają się sięgnąć w głąb wczesnej historii naszego Wszechświata. Jaka była wtedy natura materii? W jaki sposób małe galaktyczne zalążki urosły do rozmiarów gazowych potworów widziane dzisiaj, i jaka była natura tajemniczej substancji, która obciąża ich halo, a jednocześnie wymyka się naszym ziemskim detektorom? Zespół astronomów być może odkrył nowe narzędzie, które pozwoli nam badać tę tajemniczą materię w mniejszej skali niż kiedykolwiek wcześniej. Spojrzenie wstecz na historię Wszechświata Jednym z kluczowych zadań współczesnej astronomii jest zrozumienie wczesnego Wszechświata oraz tego, jak ewoluował, aby osiągnąć stan, w którym znajduje się obecnie. Kosmiczny Teleskop Hubble’a przeniósł nas do czasów, gdy Wszechświat miał 500 milionów lat, a misja Planck pozwoliła nam spojrzeć na Wszechświat, gdy miał zaledwie 380 000 lat, wykorzystując kosmiczne mikrofalowe promieniowanie tła (CMB) – światło z bardzo wczesnego Wszechświata, które zostało rozciągnięte do reżimu mikrofalowego w miarę rozszerzania się Wszechświata. Jednym z kluczy do zrozumienia, jak w tym czasie zachowywała się zarówno zwykła, jak i ciemna materia. Wskazówka, jak ciemna materia zachowuje się w małych skalach, może znajdować się w halo ciemnej materii otaczającym galaktyki we wczesnym Wszechświecie. Te halo ciemnej materii były znacznie mniej masywne niż te, które otaczają galaktyki dzisiaj, więc badanie tych halo we wczesnym Wszechświecie dałoby nam nowe okno do przyjrzenia się ciemnej materii w mniejszych skalach i mogłoby pomóc nam zrozumieć naturę tej tajemniczej substancji, która przenika nasz kosmos. Badanie ciemnej materii w małych skalach Grupa naukowców pod kierownictwem Nashwana Sabti z King's College London wykorzystała dekadę obserwacji z HST do badania ciemnej materii w bardzo małych skalach przyglądając się odległym galaktykom i ich halo za pomocą metody uzupełniającej zakres sond lokalnych i CMB. W pierwszej kolejności zespół wyznaczył funkcję jasności galaktyk w ultrafiolecie, (UV FL) która ujmuje obfitość galaktyk w funkcji ich jasności w UV. Ponieważ UV FL zależy od rozkładu masy halo ciemnej materii, technika ta pozwoliła autorom pracy na pośrednie zbadanie, jak ciemna materia jest rozmieszczona w różnych skalach w tym wczesnym okresie historii Wszechświata, ukazując wskazówki dotyczące tego, jak formowała się i ewoluowała wczesna struktura naszego Wszechświata. Wykorzystanie możliwości szerokiego zakresu pomiarów Pomiary UV FL wykonane przez autorów obejmują szeroki zakres, od czasu, gdy Wszechświat miał 48 milionów lat aż do okresu, gdy miał 156 milionów lat, i badają skale wykraczające poza to, co pozwala nam zbadać CMB. Autorzy modelują wynikowe widmo mocy materii – miarę tego, jak materia grupuje się w różnych skalach przestrzennych – z różnymi parametrami, aby przetestować szereg modeli teoretycznych opisujących ciemną materię. Zespół stwierdził, że modelowane przez nich widma mocy są do pewnego momentu zgodne z przewidywaniami teoretycznymi modelu lambda zimnej ciemnej materii (standardowego modelu Wszechświata). Widma mocy są niekorzystne dla innych modeli, takich jak model ciepłej ciemnej materii, który nie przewiduje struktury zgodnej z tym, co zespół znalazł w małych skalach. Te nowe wyniki pokazują, że pomiar funkcji jasności UV jest unikalną, potężną techniką badania natury ciemnej materii. Nowo wystrzelony JWST oraz Kosmiczny Teleskop Grace Roman, który ma zostać wystrzelony w połowie 2027 roku, będą obserwować galaktyki znajdujące się dalej w historii Wszechświata i badać halo ciemnej materii w mniejszych skalach, co sprawia, że jest to ekscytujący czas dla astronomów zajmujących się ciemną materią! Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: AAS Urania Symulowane halo ciemnej materii wokół galaktyki. Źródło: Użytkownik Wikipedii Cosmo0. https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/05/nowy-sposob-badania-wczesnego.html
  7. Obłoki pyłu kosmicznego w 3D 2022-05-20. Astronomowie rozwiązują zagadkę różnej aktywności gwiazdotwórczej dwóch podobnie wyglądających obłoków molekularnych. Wykorzystując dziesiątki tysięcy gwiazd obserwowanych przez sondę kosmiczną Gaia, astronomowie z MPIA i Chalmers ujawnili trójwymiarowe kształty dwóch dużych gwiazdotwórczych obłoków molekularnych – Obłok Kalifornia i Obłok Oriona A. Na konwencjonalnych zdjęciach 2D wydają się one mieć podobną strukturę, zawierającą włókna pyłu i gazu o pozornie porównywalnej gęstości. Jednak w 3D wyglądają one zupełnie inaczej. W rzeczywistości ich gęstości są znacznie bardziej różne, niż wynikałoby to z ich obrazów wyświetlanych na płaszczyźnie nieba. Wynik ten rozwiązuje długoletnią zagadkę, dlaczego te dwa obłoki tworzą gwiazdy w różnym tempie. Kosmiczne obłoki gazu i pyłu są miejscem narodzin gwiazd. Dokładniej mówiąc, gwiazdy powstają w najgęstszych skupiskach tego materiału. Temperatura spada tam niemal do zera bezwzględnego, a gęsto upakowany gaz zapada się pod własnym ciężarem, tworząc w końcu gwiazdę. Gęstość, czyli ilość materii ściśniętej w danej objętości, jest jedną z kluczowych właściwości, które decydują o wydajności procesów gwiazdotwórczych – mówi Sara Rezaei Khoshbakht, astronom w Max Planck Insitute for Astronomy w Heidelbergu w Niemczech i główna autorka nowego artykułu opublikowanego 16 maja 20222 roku w The Astrophysical Journal Letters. W pilotażowym badaniu przedstawionym w tym artykule Sara Rezaei Khoshbakht i współautor pracy Jouni Kainulainen zastosowali metodę, która pozwala im zrekonstruować morfologię 3D obłoków molekularnych w dwóch olbrzymich obłokach gwiazdotwórczych. Kainulainen jest naukowcem z Chalmers University of Technology w Göteborgu w Szwecji, który wcześniej pracował również w MPIA. Obiektami tych badań były Obłok Oriona A i Obłok Kalifornia. Zazwyczaj pomiar gęstości w obłokach jest trudny. Wszystko, co widzimy podczas obserwacji obiektów w przestrzeni kosmicznej, to ich dwuwymiarowy rzut na wyimaginowaną sferę niebieską – wyjaśnia Jouni Kainulainen. Jest to eksperyment w dziedzinie interpretacji wpływu materii kosmicznej na światło gwiazd i obliczania gęstości na podstawie takich danych. Kainulainen dodaje: Konwencjonalnym obserwacjom brakuje niezbędnej głębi. Dlatego jedyną gęstością, jaką zwykle możemy wnioskować z takich danych, jest tak zwana gęstość kolumnowa. Gęstość kolumnowa to masa dodana wzdłuż linii widzenia podzielona przez rzutowany przekrój poprzeczny. Dlatego te gęstości kolumnowe niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywiste gęstości obłoków molekularnych, co jest problematyczne, gdy chodzi o powiązanie własności obłoków z aktywnością gwiazdotwórczą. Rzeczywiście, obrazy dwóch obłoków badanych w tej pracy, na których widoczna jest termiczna emisja pyłu, mają pozornie podobną strukturę i gęstość. Jednak ich znacząco różne tempo formowania gwiazd od wielu lat zastanawia astronomów. Nowa rekonstrukcja 3D pokazuje jednak, że te dwa obłoki wcale nie są do siebie tak podobne. Pomimo włóknistego wyglądu, jaki przedstawiają obrazy 2D, Obłok Kalifornia jest płaskim, długim na prawie 500 lat świetlnych płatem materii, poniżej którego rozciąga się wielki bąbel. Nie można zatem przypisać mu jednej odległości, co ma istotne konsekwencje dla interpretacji jego właściwości. Z naszej perspektywy na Ziemi jest on zorientowany niemalże krawędzią do góry, co tylko symuluje strukturę włóknistą. W rezultacie rzeczywista gęstość obłoku jest znacznie mniejsza niż sugeruje to gęstość kolumnowa, co wyjaśnia rozbieżność między poprzednimi oszacowaniami gęstości a tempem powstawania gwiazd w obłoku. A jak wygląda Obłok Oriona A w 3D? Zespół potwierdził jego gęstą włóknistą strukturę widoczną na zdjęciach 2D. Jednak jego rzeczywista morfologia również różni się od tego, co widzimy w 2D. Orion A jest dość złożony z dodatkowymi kondensacjami wzdłuż wyraźnego grzbietu gazu i pyłu. Średnio, Orion A jest znacznie gęstszy niż Obłok Kalifornia, co tłumaczy jego większą aktywność gwiazdotwórczą. Sara Rezaei Khoshbakht opracowała metodę rekonstrukcji 3D w trakcie swojej pracy doktorskiej. Polega ona na analizie zmian światła gwiazdowego podczas przechodzenia przez obłoki gazu i pyłu, co zostało zmierzone przez sondę Gaia i inne teleskopy. Głównym celem Gai jest precyzyjny pomiar odległości do ponad miliarda gwiazd w Drodze Mlecznej. Odległości te mają kluczowe znaczenie dla metody rekonstrukcji 3D. Przeanalizowaliśmy i skorelowaliśmy światło pochodzące od 160 000 i 60 000 gwiazd odpowiednio dla Obłoku Kalifornia i Obłoku Oriona A – mówi Sara Rezaei Khoshbakht. Dwójka astronomów zrekonstruowała morfologię i gęstość obłoków z rozdzielczością zaledwie 15 lat świetlnych. Nie jest to jedyna metoda, którą astronomowie stosują do wyznaczania przestrzennych struktur obłoków – dodaje Rezaei Khoshbakht. Ale nasze daje solidne i wiarygodne wyniki bez artefaktów numerycznych. Badanie to dowodzi, że dzięki dodaniu trzeciego wymiaru może ono poprawić badania nad formowaniem się gwiazd w Drodze Mlecznej. Myślę, że jednym z ważnych wyników tej pracy jest to, że rzuca ona wyzwanie badaniom, które polegają wyłącznie na progach gęstości kolumnowej w celu określenia właściwości formowania się gwiazd i porównania ich ze sobą – podsumowuje Sara Rezaei Khoshbakht. Praca ta jest jednak tylko pierwszym krokiem w kierunku, który astronomowie chcą osiągnąć. Sara Rezaei Khoshbakht realizuje projekt, który ostatecznie pozwoli na poznanie przestrzennego rozkładu pyłu w całej Drodze Mlecznej i odkrycie jego związku z formowaniem się gwiazd. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: MPG Urania Kształt Obłoku Kalifornia i Obłoku Oriona A z dwóch różnych perspektyw w rozdzielczości przestrzennej 15 lat świetlnych. Kolory oznaczają gęstość, przy czym kolor czerwony oznacza wyższe wartości. Obrazy są oparte na rekonstrukcji 3D wykonanej przez Sarę Rezaei Khoshbakht i Jouni Kainulainena. Źródło: Rezaei Khoshbakht & Kainulainen (2022) / MPIA. https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/05/oboki-pyu-kosmicznego-w-3d.html
  8. Statek Starliner wykonuje drugą próbę lotu do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 2022-05-20. Z kosmodromu Cape Canaveral na Florydzie rakieta Atlas V wystrzeliła w kierunku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej statek Starliner firmy Boeing. To powtórka nieudanego bezzałogowego testu statku z 2019 roku. Starliner w przyszłości ma wykonywać komercyjny kontrakt dla NASA na rotację załogi stacji, podobnie jak od paru lat robi statek Crew Dragon firmy SpaceX. Misja nazwana Orbital Flight Test 2 wystartowała 19 maja 2022 r. Dwustopniowa rakieta Atlas V ze statkiem Starliner na szczycie została wystrzelona ze stanowiska SLC-41 kosmodromu Cape Canaveral o 18:54 czasu lokalnego. Lot rakietowy przebiegł pomyślnie i około 15 minut po starcie statek oddzielił się od górnego stopnia Centaur, rozpoczynając wielogodzinny lot do stacji ISS. Znalazł się wtedy na wstępnej niestabilnej orbicie. Starliner po wypuszczeniu na tej wstępnej orbicie rozpoczął samodzielny lot do stacji. Najpierw musiał wykonać manewr podniesienia orbity za pomocą własnego naapędu. Właśnie ta faza lotu nie przebiegła pomyślnie podczas poprzedniej próby w 2019 roku. Starliner wtedy miał problemy z osiągnięciem prawidłowej stabilnej orbity transferowej i ostatecznie zrezygnowano z manewrów zbliżania do stacji i dokowania. Statek zademonstrował jednak udany “awaryjny” powrót na Ziemię. Teraz w serii manewrów orbitalnych statek sukcesywnie synchronizuje się z pozycją stacji na orbicie i zbliża do niej. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w piątkowy wieczór Starliner rozpocznie fazę ostatecznego zbliżania się do stacji. Dokowanie z kompleksem w porcie w module Harmony jest planowane na 21 maja o 1:10 w nocy czasu polskiego. Udana misja i przede wszystkim wykonanie kluczowych demonstracji jak zbliżenie do stacji i bezpieczne dokowanie z nią przybliży firmę Boeing do uzyskania zgody na kolejny lot demonstracyjny, tym razem już z astronautami na pokładzie. Jeżeli demonstracja załogowa przebiegnie również pomyślnie, to po dokładnej analizie agencja NASA przyzna komercyjny kontrakt załogowy na loty do stacji za pomocą statku Starliner dla swoich astronautów i astronautów międzynarodowych partnerów. Trudna historia statku Starliner NASA zdecydowała w 2010 roku, tuż przed zakończeniem programu wahadłowców aby rolę przewoźnika na niską orbitę okołoziemską przejęły prywatne firmy, wykonując komercyjne zlecenia agencji. Tak powstał program Commercial Crew Development. W jego wyniku w 2014 roku kontrakty na rozwój systemów załogowych na potrzeby lotów do ISS zdobyły firmy: SpaceX i Boeing. Program ze względu na swój skomplikowany charakter miał wiele lat opóźnień. W końcu jednak 2 marca 2019 r. pierwszą misję testową - jeszcze bez załogi - wykonała firma SpaceX. Lot był udany. Później firma doświadczyła jednak poważnego ciosu. Podczas przygotowań do kolejnego testu statek Crew Dragon eksplodował. Konieczne było przeprojektowanie elementów systemu napędowego silników awaryjnej ucieczki. Problematyczne były też spadochrony, które nie spełniały niektórych wymogów. W końcu jednak 30 maja 2020 r. firma SpaceX wykonała pierwszy historyczny komercyjny lot załogowy do ISS. W misji demonstracyjnej do stacji poleciało dwóch astronautów NASA. Od tego czasu SpaceX wykonało już 4 misje załogowe w ramach kontraktu. Boeing chciał dogonić firmę SpaceX i ostatecznie wykonał pierwszą bezzałogową demonstrację 20 grudnia 2019 r. Nie była to jednak udana próba, bo przez rozmaite problemy statek Starliner nie wykonał nawet podejścia do stacji. Jak wykazało późniejsze śledztwo statek firmy Boeing miał trzy bardzo poważne usterki. Na statku nie działał prawidłowo główny zegar misji, w konsekwencji czego niewykonane zostało automatycznie w odpowiednim czasie odpalenie silników podniesienia orbity. Okazało się, że w oprogramowaniu statku znajdował się błąd sekwencji odrzucenia modułu serwisowego przed powrotem na Ziemię. Błąd ten łatany był już na orbicie i gdyby nie wysłane poprawki istniało ryzyko całkowitej utraty statku. W demonstracji wystąpiły też problemy z łącznością ze statkiem i wysyłaniem do niego komend. Firma Boeing musiała wykonać na własny koszt drugą misję demonstracyjną. Ostatecznie przygotowała do niej statek w sierpniu 2021 r. Przygotowania zostały jednak przerwane tuż przed startem z uwagi na problem z zaworami silników manewrowych, które zacinały się. Okazało się, że zawory uległy korozji w wyniku interakcji tetratlenku diazotu będącym utleniającym składnikiem paliwa z parą wodną w wilgotnym powietrzu na Florydzie. Problem wymagał długotrwałego śledztwa i zastąpienia wadliwego modułu serwisowego nowym egzemplarzem. Na drugie podejście do bezzałogowej misji demonstracyjnej musieliśmy czekać w wyniku tych wszystkich problemów aż do maja 2022 r. Miejmy nadzieję, że tym razem misja zakończy się powodzeniem i agencja NASA będzie dysponować drugim systemem załogowym do lotów na niską orbitę. Na podstawie: NASA/Boeing Opracował: Rafał Grabiański Więcej informacji: • blog Komercyjnego Programu Załogowego Na zdjęciu: Rakieta Atlas V startująca w misji OFT-2 ze statkiem Starliner. Źródło: NASA/Joel Kowsky. Statek Starliner podczas ustawiania na szczycie rakiety Atlas V. Źródło: NASA/Boeing. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/statek-starliner-wykonuje-druga-probe-lotu-do-miedzynarodowej-stacji-kosmicznej
  9. Majowe starty rakiet 2022-05-21. Jeszcze nie skończył się ten miesiąc, a już w maju 2022 r. wykonano 11 startów rakiet orbitalnych. 10 zakończyło się powodzeniem, a jedna rakieta niestety nie osiągnęła orbity. Intensywny początek maja 2022 Weekend majowy zwieńczył 3 maja start rakiety Electron firmy Rocket Lab. W misji wyniesiono aż 34 niewielkich satelitów, ale lot ten zapamiętamy bardziej z pierwszej próby wyłapania dolnego stopnia rakiety podczas powrotu na spadochronie przez helikopter. Próba ta udała się częściowo. Dwa dni później z kosmodromu Taiyuan wystrzelono chińską rakietę Długi Marsz 2D z 8 komercyjnymi satelitami obserwacji Ziemi. 6 maja po drugiej stronie globu rakieta Falcon 9 wysłała w rekordowej misji zestaw satelitów Starlink 4-17. 9 maja ponownie mogliśmy oglądać start z Chin. W kierunku stacji kosmicznej Tiangong poleciał na rakiecie Długi Marsz 7 statek towarowy Tianzhou 4. Trzecia z rzędu awaria rakiety Hyperbola 1 Firma iSpace przeszła do historii stając się pierwszym prywatnym podmiotem z Chin, który osiągnął orbitę. 25 lipca 2019 r. ich niewielka wielostopniowa rakieta na paliwo stałe Hyperbola 1 wyniosła na orbitę kilka ładunków. Potem niestety każda kolejna misja tej konstrukcji nie była udana. W drugim locie w lutym 2021 r. izolacja termiczna nie oddzieliła się poprawnie w początkowej fazie wznoszenia i uszkodziła lotki stabilizujące lot, doprowadzając do utraty kontroli lotu we wczesnym etapie. Trzeci lot w sierpniu 2021 r. również nie poszedł zgodnie z planem. Tym razem zawiódł jednak mechanizm oddzielenia owiewki aerodynamicznej osłaniającej ładunek przed atmosferą w pierwszych fazach lotu. Firma iSpace powróciła ze swoją rakietą 13 maja 2022 r. W misji miała wynieść satelitę teledetekcyjnego Jilin-1 Mofang 01AR, który miał zastąpić utraconego w poprzedniej awarii tej rakiety satelitę Jilin-1 Mofang 01A. Niestety i tym razem - już trzeci raz z rzędu - rakieta nie osiągnęła orbity. W oficjalnej komunikacji otrzymaliśmy tylko zdawkową informację o nieudanej misji. Z amatorskich nagrań można jednak wywnioskować, że zawiódł drugi stopień rakiety, który nie zdołał się uruchomić po oddzieleniu pierwszego stopnia. Wysyp Starlinków W połowie maja firma SpaceX wykonała trzy misje ze swoimi satelitami Starlink w przeciągu zaledwie 5 dni! Firma wysłała już do tej pory ponad 2500 statków tej konstelacji. Wszystkie loty relacjonowaliśmy na łamach portalu w osobnych artykułach: • Starlink 4-13 • Starlink 4-15 • Starlink 4-18 Rosyjski satelita szpiegowski 19 maja 2022 r. z kosmodromu Plesieck przeprowadzono lot rakiety Sojuz 2.1a z satelitą wojskowym Bars-M 3 na szczycie. Bars-M to nowa seria rosyjskich satelitów obserwacji Ziemi wysokiej rozdzielczości, przeznaczona głównie do kartografii na potrzeby wojskowe. Zastępuje sieć Kometa, której ostatni satelita trafił na orbitę w 2005 r. Satelity Kometa wysyłały jeszcze na Ziemię kapsuły powrotne z zarejestrowanym na kliszy filmie. Statki Bars-M to pierwsze do dyspozycji Rosjan, które zdjęcia w wysokiej rozdzielczości wysyłają w formacie cyfrowym drogą radiową. Każdy statek Bars-M ma masę około 4 ton i jest przystosowany do pracy przez 5 lat. Pierwszy egzemplarz systemu został wysłany w 2015 roku, drugi w 2016 r. Teraz po sześciu latach przerwy na orbitę trafił kolejny satelita. Poprawka lotu Starliner do stacji ISS 20 maja rakieta Atlas V wyniosła na orbitę statek Starliner firmy Boeing. Lot rakietowy zaczął bezzałogową testową misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, która ma zademonstrować możliwość w przyszłości bezpiecznego transportu załogi do ISS za pomocą statku Starliner. To powtórka podobnej misji, która nie zakończyła się powodzeniem w 2019 roku. Więcej o tej próbie pisaliśmy w osobnych artykułach: o wyniesieniu statku Starliner na orbitę i udanym dokowaniu do stacji ISS. Chiński Starlink Z kosmodromu Jiuquan wystartowała 20 maja 2022 r. rakieta Długi Marsz 2C. W udanym locie na niską orbitę okołoziemską wyniosła trzy satelity. Jak to często bywa z chińskimi startami, niewiele wiemy o przeznaczeniu ładunków. Z oficjalnych informacji wynika, że chodzi o eksperymentalne satelity telekomunikacyjne. Być może to kolejne statki Ronghe Shiyan Weixing (3 statki tego typu były wysłane już wcześniej). Satelity RSW mogą służyć testom budowanej w przyszłości sieci satelitów dostępu do sieci Internet Xingwang. Konstelacja Xingwang ma składać się z kilku tysięcy statków i swoją architekturą przypominać komercyjny system Starlink amerykańskiej firmy SpaceX. Opracował: Rafał Grabiański Na zdjęciu tytułowym: Rakieta Długi Marsz 2C startująca w orbitalnej misji z 3 satelitami 20 maja 2022 r. Źródło: Wang Jiangbo/Xinhua. Start misji Starlink 14 maja 2022 r. Źródło: SpaceX. Statek Starliner podczas podejścia do stacji ISS. Źródło: NASA TV/Boeing. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/majowe-starty-rakiet
  10. Wideo dnia: Przeleć się tuż nad powierzchnią Słońca. Od samego widoku robi się gorąco 2022-05-20. Radek Kosarzycki Kilka miesięcy temu europejska sonda Solar Orbiter przeleciała w pobliżu Słońca, zbliżając się do naszej gwiazdy dziennej na odległość zaledwie 48 milionów kilometrów. Teraz mamy okazję zobaczyć, jak z jej perspektywy wyglądało Słońce. Najbliższa Słońcu planeta - Merkury - oddalona jest od niego o 58 milionów kilometrów. Solar Orbiter poleciał jeszcze bliżej i dokładnie 26 marca przeleciał w odległości 48 mln km od Słońca. W tym miejscu w przestrzeni kosmicznej temperatura wynosi około 500 stopni Celsjusza. Sonda na szczęście jest przygotowana na takie nieprzyjazne warunki pracy. Więcej, w ciągu kilku najbliższych lat będzie zbliżała się do Słońca na jeszcze mniejszą odległość. Sonda Solar Orbiter przeleciała obok Słońca. Jest nagranie Póki co podczas swojego rekordowego zbliżenia do Słońca, sonda uruchomiła wszystkie 10 instrumentów naukowych, aby jak najdokładniej zbadać zachowanie nie tylko samej gwiazdy i plazmy na jej powierzchni, ale także pola magnetycznego i emitowanego przez nie wiatru słonecznego. Sonda Solar Orbiter ma jeszcze dużo fascynujących odkryć przed sobą. Choć teoretycznie można pomyśleć, że przecież Słońce obserwujemy na co dzień i od stuleci jest przedmiotem badań heliofizyków, to warto zauważyć, że do niektórych rejonów Słońca nigdy nie mieliśmy dostępu. Wystarczy spojrzeć na uproszczony model Układu Słonecznego. W środku znajdziemy wirujące Słońce, a wokół niego znajdziemy okrążające je w jednej płaszczyźnie planety. Mniej więcej wszystkie planety poruszają się w płaszczyźnie równikowej Słońca. Co to oznacza? Jak dotąd nigdy nie widzieliśmy biegunów Słońca. Żadna sonda nie wzniosła się "nad" ani "pod" Słońce, aby zobaczyć jak wyglądają jego bieguny. Sonda Solar Orbiter właśnie tego dokona. Aby do tego doszło, Solar Orbiter podczas każdego przelotu w pobliżu Merkurego i Wenus będzie zwiększało nachylenie swojej orbity względem ekliptyki (płaszczyzny Układu Słonecznego), aby z czasem latać bezpośrednio nad biegunami Słońca. Naukowcy zauważają, że już do teraz sonda zebrała tyle nowych danych o najbliższej nam gwieździe, że gdyby dzisiaj przestała działać, to przesłane dotąd na Ziemię dane obserwacyjne wystarczyłyby na długie lata badań. Jeżeli jednak sonda wypełni całą swoją misję, naukowcy mają nadzieję poznać wszystkie mechanizmy stojące za powstawaniem wiatru słonecznego, stałego strumienia wysokoenergetycznych cząstek wypełniających cały Układ Słoneczny i definiujących tzw. pogodę kosmiczną w naszym bezpośrednim otoczeniu. Na pełen pakiet informacji musimy jeszcze poczekać - sonda będzie zbierała dane aż do 2030 roku, zbliżając się w tym czasie nawet na 40 mln km od Słońca. Solar Orbiter’s highest resolution image ever of the Su https://www.youtube.com/watch?v=X3CTpd21PhA Solar Orbiter’s space hedgehog https://www.youtube.com/watch?v=BNOf1IppiMs Awesome solar energy https://www.youtube.com/watch?v=yhWuXcdmFPI https://spidersweb.pl/2022/05/nagranie-slonce-z-bliska-solar-orbiter.html
  11. Galaktyki bez ciemnej materii. Jest to możliwe? 2022-05-20. Wiktor Piech Odkryte galaktyki DF2 i DF4 wydają się być pozbawione ciemnej energii. Według obecnej wiedzy dotyczącej mechanizmów powstawania galaktyk, nie powinno do tego dojść. Co może tłumaczyć taki stan rzeczy? Według ustaleń naukowców za brak ciemnej materii w obu przypadkach może odpowiadać skomplikowane kosmiczne zderzenie galaktyk. Badacze w czasopiśmie Nature wykonali model, który sugeruje, że 8 miliardów lat temu dwie galaktyki karłowate, które krążyły wokół większej galaktyki NGC 1052, zderzyły się ze sobą. Ich prędkość osiągnęła aż 300 km na sekundę. Uderzenie z taką prędkością spowodowało, że obie galaktyki przeszły przez siebie, co skutkowało oddzieleniem "ciemnej materii od gazu" i ukształtowaniem nowych form ze śladową jej ilością. Doprowadziło to do powstania tzw. śladu ultra-rozproszonych galaktyk, które są tak duże jak nasza Droga Mlecza, lecz posiadają o wiele mniej gwiazd. Posiadają także znacznie mniejszą ilość ciemnej materii niż jej przodkowie. Zespół badawczy uważa, że część pierwotnych galaktyk karłowatych (które są bogatsze w ciemną materię), wciąż istnieje, zaś galaktyki bez materii tego typu są rozproszone pomiędzy nimi. Badane obiekty DF2 i DF4 zaliczane byłyby wówczas do tych galaktyk śladowych, powstałych po kosmicznej kolizji. Oba obiekty mają około 100 razy mniej ciemnej materii, niż pozwalałaby na to teoria dotycząca powstawania galaktyk. Wiedza dotycząca ciemnej materii sugeruje, że oddziałuje ona jedynie grawitacyjnie na "normalną" materię i dlatego mogła być oddzielona od wspomnianych galaktyk podczas szybkiej kolizji. Zmodyfikowana dynamika Newtona (MOND) jest alternatywną teorią dla ciemnej materii. Wychodzi ona z założenia, że niektóre prawa fizyki są błędne i muszą zostać zmodyfikowane, aby wyjaśnić to, co się dzieje we wszechświecie. Jednak istnienie wyżej wspomnianych galaktyk może kwestionować założenie MOND, gdyż sugeruje, że ciemna materia jest rzeczywiście substancją, "czymś co galaktyki mogą mieć lub nie". Nowe odkrycie jest niezwykle istotne w rozwijaniu teorii kosmologicznych oraz w zrozumieniu działania ciemnej materii. Kosmos wciąż zadziwia naukowców - galaktyki bez ciemnej materii? /123RF/PICSEL Przykład scenariusza kolizyjnego z udziałem NGC 1052 /van Dokkum, P., Shen, Z., Keim, M.A. et al. A trail of dark-matter-free galaxies from a bullet-dwarf collision. Nature 605, 435–439 (2022). https://doi.org/10.1038/s41586-022-04665-6/Open Access /materiały prasowe INTERIA https://geekweek.interia.pl/nauka/news-galaktyki-bez-ciemnej-materii-jest-to-mozliwe,nId,6035184
  12. Pamiętacie Sygnał Wow? Naukowcy znaleźli właśnie nowe potencjalne źródło tego sygnału 2022-05-20. Radek Kosarzycki Piętnastego sierpnia 1977 roku nieistniejący już radioteleskop Big Ear w Ohio zarejestrował bardzo nietypowy, silny sygnał z kosmosu - nazwano go Wow. Mimo upływu 45 lat, wciąż nie wiadomo tak naprawdę, skąd ten sygnał do nas przybył i kto/co go wysłało. Właśnie pojawił się nowy kandydat na źródło tego sygnału. • Sygnał Wow! to silny sygnał z kosmosu zarejestrowany w 1977 roku przez radioteleskop Big Ear • Od ponad 40 lat naukowcy starają się wyjaśnić pochodzenie Sygnału Wow! • Poszukiwacze sygnałów od pozaziemskiej inteligencji uważają, że mógł zostać nadany przez obcych • Dane z obserwatorium kosmicznego Gaia wskazują, że źródłem Sygnału Wow może być gwiazda podobna do Słońca, oddalona od nas o 1800 lat świetlnych Oczywiście większość miłośników astronomii po cichu ma nadzieję na to, że Sygnał Wow był tak naprawdę pierwszą odebraną na Ziemi wiadomością od obcej cywilizacji, która np. sprawdzała, czy ktoś inny istnieje we wszechświecie. Jakby nie patrzeć istnieje niezerowa szansa na to, że faktycznie takie jest pochodzenie tego sygnału. Do dzisiaj zresztą Sygnał Wow! uważany jest przez środowisko SETI, tj. badaczy poszukujących sygnałów pochodzących od pozaziemskich inteligencji za jeden z najbardziej obiecujących sygnałów spośród wszystkich zarejestrowanych z przestrzeni kosmicznej. Niestety, zanim zatrzymamy się na tak atrakcyjnym wyjaśnieniu, trzeba sprawdzić także wszystkie inne, które nie wymagają istnienia obcych cywilizacji. Kto lub co wysłało do nas Sygnał Wow? Przesłuchaj nagranie Na przestrzeni lat pojawiało się wiele różnych wyjaśnień tego pojedynczego sygnału, który w 1977 roku docierał do Ziemi przez minutę i 12 sekund, aby nigdy więcej się już nie pojawić. Jednym z ostatnich były dwie komety przelatujące w momencie obserwacji przez obszar nieba monitorowany przez radioteleskop. Ta teoria została także już poddana w wątpliwość. Teraz jednak badacze wskazują, że Sygnał Wow może pochodzić z okolic gwiazdy podobnej do Słońca oddalonej od nas o 1800 lat świetlnych w kierunku gwiazdozbioru Strzelca. Naukowcy postanowili przeszukać fragment nieba obserwowany przez radioteleskop Big Ear w dniu pojawienia się sygnału, wykorzystując do tego najnowszy katalog gwiazd stworzony przez europejskie obserwatorium kosmiczne Gaia. Naukowcy odnajdują gwiazdę podobną do Słońca To właśnie w tych danych udało się znaleźć gwiazdę 2MASS 19281982-2640123, która zarówno pod względem temperatury, rozmiarów i jasności przypomina Słońce. Według autora odkrycia, wypadałoby teraz sprawdzić, czy wokół tej gwiazdy nie krążą jakieś planety. Jeżeli tak, to wypadałoby ustalić, czy któraś z nich znajduje się w ekosferze gwiazdy. W ten sposób można byłoby ustalić, czy przypadkiem nie istnieją tam warunki na istnienie życia takiego jak nasze. Sygnał Wow! przynajmniej na razie pozostanie fascynującą zagadką. Z jednej strony można twierdzić, że na pewno taki sygnał ma pochodzenie naturalne, którego jeszcze nie udało nam się ustalić. Z drugiej, automatyczne dyskredytowanie możliwości tego, że mamy do czynienia z sygnałem wyemitowanym przez obcą cywilizację nie ma żadnego uzasadnienia. Jakby nie patrzeć sami wysyłamy w przestrzeń kosmiczną mnóstwo sygnałów. Co więcej, część z nich wysyłamy w kosmos właśnie po to, aby oznajmić, że tu jesteśmy. Zrobiliśmy tak chociażby w 1974 r. wysyłając tzw. wiadomość z Arecibo w kierunku gromady gwiazd M13. Skoro my to zrobiliśmy, to równie dobrze mógł to zrobić ktoś inny. Sygnał Wow! WOW Signal recieved at SETI on Aug 15 1977 https://www.youtube.com/watch?v=ZAKy_08klrg Sygnał Wow – nagranie https://spidersweb.pl/2022/05/sygnal-wow-pochodzenie-zrodlo.html
  13. Elon Musk ma problem. Konkurencyjny statek kosmiczny Starliner poleciał w swój drugi lot testowy do ISS 2022-05-20. Radek Kosarzycki Załogowy statek kosmiczny Boeing CST-100 Starliner wystartował w lot testowy do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Jeżeli cały lot się powiedzie, Stany Zjednoczone będą w końcu miały drugi statek służący do wożenia astronautów na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Bezzałogowy lot testowy OFT-2 (Orbital Flight Test-2) rozpoczął się zgodnie z planem o godzinie 00:54 polskiego czasu, kiedy to rakieta Atlas V uruchomiła swoje silniki i oderwała się od powierzchni kompleksu startowego na Przylądku Canaveral na Florydzie. Trzydzieści jeden minut później zakończył się manewr wejścia na orbitę i statek rozpoczął mozolną podróż w kierunku stacji kosmicznej. Według harmonogramu lot potrwa niemal nieco ponad 24 godziny, po czym o godzinie 1:10 polskiego czasu w nocy z piątku na sobotę Starliner zacumuje do portu Harmony na stacji kosmicznej. Jeżeli i ten manewr przebiegnie prawidłowo właz łączący statek ze stacją zostanie otwarty o 17:45 polskiego czasu w sobotę. Na pokładzie statku znajduje się ok. 250 kg ładunku i zapasów dla członków Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Według planu statek odłączy się od stacji kosmicznej w środę, 25 maja i powróci na Ziemię dzień później. Starliner poleciał do stacji kosmicznej. Trzy lata opóźnienia Jeżeli cały lot wraz z powrotem na Ziemię zakończy się prawidłowo i bez żadnych niespodzianek, Stany Zjednoczone już wkrótce będą miały do dyspozycji dwa niezależne statki zdolne do transportowania załóg astronautów na stację kosmiczną. Starliner będzie latał do orbitalnego laboratorium na zmianę ze statkiem Crew Dragon przygotowanym przez SpaceX. Na pokładzie Starlinera znajdują się miejsca dla czteroosobowej załogi. Pierwszy lot testowy Starlinera, który odbył się w grudniu 2019 roku usiany był licznymi problemami. Podczas lotu statek doświadczył kilkudziesięciu usterek, przez które nie był w stanie nawet dolecieć do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Kilka godzin po starcie zdecydowano o sprowadzeniu statku w ziemską atmosferę bez próby cumowania. Od tego czasu przez ponad dwa lata inżynierowie Boeinga pracowali nad usunięciem wszystkich możliwych usterek i niedociągnięć. Czy im się to udało? Dowiemy się w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin. Atlas V Launches Starliner's Orbital Flight Test 2 (OFT-2) https://www.youtube.com/watch?v=_5KGePUTq_g Statek Starliner po odłączeniu od rakiety Atlas V https://spidersweb.pl/2022/05/drugi-lot-testowy-boeing-starliner.html
  14. 12 Letnia Szkoła EAAE: 29 czerwca – 6 lipca 2022-05-18. Powracamy w tym roku do Orla, gdzie już mieliśmy okazję trzykrotnie doskonalić nasze umiejętności dydaktyczne i obserwacyjne! Polski Oddział organizacji European Association for Astronomy Education wspólnie z Młodzieżowym Obserwatorium Astronomicznym w Niepołomicach zapraszają na kolejną – już dwunastą – Letnią Szkołę Astronomiczną. Organizowana jest ona p przede wszystkim z myślą o nauczycielach i innych osobach chcących doskonalić metody nauczania astronomii i rozwijać swoje własne umiejętności w tej dziedzinie. Zaproszeni są również wszystkich zainteresowanych astronomią i obserwacjami nocnego i dziennego nieba. XII Letnia Szkoła odbędzie się w dniach od 29 czerwca do 6 lipca w Stacji Turystycznej Orle położonej wysoko w Izerskim Parku Ciemnego Nieba. W programie przewidziane są – jak zwykle – wykłady profesjonalnych astronomów, warsztaty oraz obserwacje nieba, gdy tylko pogoda na to pozwoli. Uczestnicy będą mieli dostęp do bogato wyposażonej pracowni astronomicznej (teleskopy, aparaty fotograficzne, laptopy). Planowo część "wykładowa" powinna zakończyć do 3 lipca, a następne dni to już między innymi praktyczne zajęcia warsztatowe, fotografowanie nieba i wydarzenia turystyczne. Pierwsza Szkoła Letnia odbyła się w Niepołomicach w roku 2011. Być może tym razem uda się zrealizować zamierzenie polegające na wjechaniu wieczorem kolejką gondolową ze Świeradowa Zdroju na Stóg Izerski, aby nocne godziny wykorzystać do fotografowania nieba z wieży widokowej na Smrku, znajdującego się już na terenie Czech. Powrót nastąpi tą samą drogą następnego dnia, zatem będzie to nie wycieczka, ale prawdziwa wyprawa. Posiadaczy sprzętu obserwacyjnego i fotograficznego organizatorzy zachęcają do zabrania go ze sobą – okazji do użycia będzie sporo. Udział w szkole jest bezpłatny, trzeba jednak opłacić na miejscu koszty utrzymania, przede wszystkim noclegi (dla uczestników szkoły są w cenie 50 lub 65 zł). Można nocować też we własnym namiocie. W bufecie można zamawiać wyżywienie całodzienne lub wedle życzenia (uwaga: sklepów w okolicy nie ma). Czytaj więcej: • Komunikat oficjalny na stronie obserwatorium w Głogowie • Strona z linkiem do formularza zgłoszeniowego Źródło: MOA Niepołomice/Obserwatorium w Głogowie Opracowanie: Elżbieta Kuligowska Na zdjęciu: Otoczenie schroniska Orle w Górach Izerskich. Źródło: MOA https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/12-letnia-szkola-eaae-29-czerwca-6-lipca
  15. Nowy sposób pomiarów i detekcji młodych gwiazd i ich dysków protoplanetarnych 2022-05-19. Astronomowie z Boston University opracowali nowy sposób pomiaru i wykrywania obecności dysków protoplanetarnych wokół młodych gwiazd w najbardziej nieprzezroczystych regionach kosmosu. Wyobraź sobie, że idziesz przez gęstą mgłę w środku nocy, widząc w oddali migoczące plamy świateł z samochodów i miast. Niemal niemożliwe jest stwierdzenie, czy światła są głęboko we mgle, czy poza nią. Astronomowie próbujący znaleźć młode gwiazdy borykają się z podobnym problemem: światło z poszukiwanych przez nich gwiazd migocze przez wielkie obszary mglistego gazu i pyłu w przestrzeni kosmicznej, zwane obłokami molekularnymi. Jednak serca tych obłoków są często wylęgarniami młodych gwiazd i planet, idealnymi miejscami do prób zrozumienia, jak tworzą się ciała niebieskie – zakładając, że astronomowie są w stanie dostrzec przez mgłę, co się dzieje. Teraz grupa naukowców z wydziału astronomii BU znalazła niedrogi sposób na przebicie się przez tę mgłę. Opracowali oni nową metodę, która mierzy zamglenie obłoku pyłu i pozwala wykryć obecność struktur planetotwórczych, znanych jako dyski protoplanetarne – dyski gazu i pyłu, które są obecne wokół młodych gwiazd i dostarczają materiału do formowania się planet. Wykorzystali swoją technikę, aby uzyskać pełniejszy wgląd we wnętrze obłoku molekularnego znajdującego się 450 lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Byka. Znajduje się tam układ dwóch gwiazd, których dyski protoplanetarne są wciąż obecne i prawdopodobnie są w trakcie tworzenia wielu nowych planet. W rzeczywistości próbujemy spojrzeć przez mgłę obłoku, aby zobaczyć, co robią te gwiazdy, które są jak latarki świecące przez chmurę – mówi Dan Clemens, profesor College of Arts & Sciences i kierownik katedry astronomii oraz główny autor pracy opisującej techniki zastosowane w celu bliższego przyjrzenia się dyskom protoplanetarnym gwiazd. Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Astrophysical Journal. Naukowcy nie wiedzą dokładnie, jak powstają gwiazdy i planety – choć znają niektóre składniki, takie jak gaz, pył, grawitacja i pola magnetyczne – dlatego badanie takich układów może dać wgląd w przebieg tego procesu. W Obłoku Molekularnym w Byku młoda małomasywna gwiazda oraz brązowy karzeł krążą wokół siebie co pół miliona lat – brązowy karzeł jest czasem nazywany nieudaną gwiazdą, ponieważ nie zaszedł w nim proces spalania wodoru i helu, jak się to dzieje w przypadku jaśniejszych gwiazd. Zarówno brązowy karzeł, jak i młoda gwiazda mają otaczające je dyski protoplanetarne. Zespół z BU po raz pierwszy zbadał dyski w Obłoku Byka, gdy Anneliese Rilinger, studentka piątego roku studiów magisterskich na wydziale astronomii BU, zaczęła badać układ gwiazd za pomocą fal radiowych zbieranych przez Atacama Large Millimeter Array (ALMA). Rilinger opublikowała wcześniej pracę wraz z Catherine Espaillat, profesorem nadzwyczajnym astronomii w CAS i współautorką nowej pracy, w której badały i szczegółowo modelowały struktury dysków otaczających gwiazdy. Jej praca z wykorzystaniem fal radiowych zainteresowała Clemensa, który razem z resztą zespołu, w tym Rilinger i Espaillat, postanowił sprawdzić obserwacje Rilinger tego samego układu przy użyciu światła w bliskiej podczerwieni – fali o krótszej długości niż fale radiowe, niewiele dłuższej od tej, którą jest w stanie wykryć ludzkie oko. Chcieli pokazać, że możliwe jest dokładne modelowanie położenia dysków protoplanetarnych za pomocą alternatywnych – i w rezultacie bardziej dostępnych – narzędzi. Kiedy gwiazdy emitują światło, jest ono niespolaryzowane (co oznacza, że fale świetlne rozchodzą się w wielu kierunkach). Jednak gdy światło przechodzi przez gęsty obłok molekularny, staje się ono spolaryzowane – fale światła oscylują w jednym kierunku – ze względu na właściwości ziaren pyłu i pole magnetyczne wbudowane w obłok. Badacze użyli polarymetru pracującego w bliskiej podczerwieni w Perkins Telescope Observatory BU, aby zmierzyć polaryzację światła przechodzącego przez obok. Pomiar polaryzacji pozwolił zespołowi dostrzec sygnatury gwiazd, co pozwoliło określić orientację dysków. Wyzwanie polegało na tym, jak odjąć wpływ otaczającego obłoku, aby określić naturę światła pochodzącego od gwiazd i ujawnić orientację dysków protoplanetarnych – szukając pyłu wewnątrz obłoku pyłowego. Zespół potwierdził, że dane o polaryzacji w bliskiej podczerwieni zgadzają się z danymi na falach radiowych, co pokazuje, że możliwe są pomiary dysków protoplanetarnych bez użycia wielkoskalowych narzędzi, takich jak ALMA. Ich praca ujawniła również coś ciekawego w tym układzie: dyski znajdują się w dziwnym ułożeniu, które nie często jest obserwowane przez astronomów – równolegle do siebie i prostopadle do pola magnetycznego większego obłoku. Często dyski protoplanetarne obracają się równolegle do pola magnetycznego obłoku pyłu, co czyni ten układ rzadkim i daje naukowcom możliwość uzyskania nowych informacji na temat formowania się planet z dysków. To było ekscytujące i stanowiło wyzwanie, aby rozwinąć wiedzę o tym, jak usunąć wkład obłoków z wewnętrznych polaryzacji gwiazd i młodych obiektów gwiazdowych – jest to coś, czego wcześniej nie robiono – mówi Clemens. Wykonana przez nas polarymetria w bliskiej podczerwieni dała nam unikalny wgląd w dyski, jak również możliwość zajrzenia w głąb tych optycznie nieprzezroczystych regionów, gdzie formują się nowe gwiazdy. Ich narzędzia mogą być wykorzystane do badania obecności i orientacji dysków w innych głęboko ukrytych regionach kosmosu. Chociaż proces formowania się planet wciąż trwa, brązowy karzeł i młoda gwiazda w Obłoku w Byku już teraz wydają się mieć towarzyszy o mniejszej masie, którzy balansują na granicy między byciem planetą a innym brązowym karłem. W tym kawałku kosmosu planety prawdopodobnie będą się formować w ciągu najbliższych pięciu milionów lat. Opracowanie: Agnieszka Nowak Więcej informacji: • Seeing through the Fog—Pinpointing Young Stars and Their Protoplanetary Disks • Near-infrared Polarization from Unresolved Disks around Brown Dwarfs and Young Stellar Objects Źródło: Boston University Na ilustracji: Wizja artystyczna przedstawiająca brązowego karła. Źródło: NASA/JPL-Caltech. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/nowy-sposob-pomiarow-i-detekcji-mlodych-gwiazd-i-ich-dyskow-protoplanetarnych
  16. O kosmosie przy kawie: co kosmos mówi nam o klimacie? 2022-05-19. Redakcja Centrum Nauki Kopernik zaprasza 25 maja o godzinie 18:00 na spotkanie z cyklu „O kosmosie przy kawie”. Temat: co kosmos może nam powiedzieć o klimacie. Spotkanie odbędzie się online, ZAPISZ SIĘ PRZEZ FORMULARZ! Problem zmian klimatycznych jest obecnie jednym z głównych wyzwań społeczno-ekonomicznych, stojących przed ludzkością. To, w jaki sposób obywatele mogą i powinni wpływać na działania polityków oraz instytucji, które są odpowiedzialne za decyzje dotyczące poszanowania dobrostanu naszej planety, zależy od dostępu do informacji. Do danych z satelitów obrazujących Ziemię. Duża ich część pozyskiwana jest właśnie dzięki kosmicznym technologiom. Połączenie problematyki klimatycznej z kosmiczną jest tematem spotkania. Uczestnicy porozmawiają o: • danych satelitarnych i wykorzystaniu ich w badaniach i edukacji klimatycznej • zależnościach między takimi zjawiskami jak powodzie, a zmianami klimatu • źródłach informacji, które można wykorzystać na potrzeby edukacyjne • wybranych scenariuszach lekcji, opracowanych dla różnych poziomów edukacyjnych, w których wprowadzamy kontekst kosmiczny: o na poziomie szkół ponadpodstawowych o na poziomie szkół podstawowych • wyzwaniu Climate Detectives Narzędzia, które warto poznać Platforma porównywania zdjęć satelitarnych przed/po zdarzeniach https://climate.nasa.gov/images-of-change Symulacje klimatyczne Climate Interactive. https://www.climateinteractive.org/tools/#games-workshops więcej informacji: https://esero.kopernik.org.pl/o-kosmosie-przy-kawie-kosmiczny-klimat/ Wydarzenie FB: https://www.facebook.com/events/544156117387340/ https://kosmonauta.net/2022/05/o-kosmosie-przy-kawie-co-kosmos-mowi-nam-o-klimacie/
  17. Sektor kosmiczny 16 – 31 maja 2022 2022-05-19. Redakcja Zapraszamy do relacji z sektora kosmicznego z dni 16 – 31 maja 2022. Tu taj https://kosmonauta.net/2022/05/sektor-kosmiczny-16-31-maja-2022/
  18. Nowa teoria rozwoju życia na Ziemi 2022-05-19 Niemiecki zespół, na łamach prestiżowego magazynu „Nature”, przedstawił nową koncepcję, według której ewolucja życia rozpoczęła się od cząsteczek zbudowanych z RNA i peptydów. Pomysł ten pozwala rozwiązać główne problemy dotychczasowej teorii. Jakie warunki musiały panować na Ziemi, aby powstały pierwsze cegiełki życia, i jak takie cząsteczki wyglądały? Jedna z uznawanych szeroko odpowiedzi opisuje tzw. świat RNA opisany w 1986 r. przez Waltera Gilberta - noblistę (choć nagrodę tę otrzymał on za inne dokonanie). Według tej hipotezy z tzw. pierwotnej zupy wyłoniły się nukleotydy - podstawowe cegiełki kwasów nukleinowych, takich jak RNA. Nukleotydy te (A, C, T, U) łączyły się właśnie w niedługie łańcuchy RNA, niosąc już w ten sposób pewną niewielką informację genetyczną. Te pojedyncze nici RNA mogły także łączyć się w pary, co sugeruje też możliwość powielania takich łańcuchów. Z upływem czasu taka replikacja mogła ulec udoskonaleniu, co w końcu mogło doprowadzić rozwoju coraz bardziej złożonego życia. „Pomysł świata RNA daje ogromną przewagę, nakreślając drogę, w której mogą powstać skomplikowane biomolekuły, takie jak kwasy nukleinowe, posiadające jednocześnie zdolności katalityczne i dotyczące kodowania informacji” - zwraca uwagę Thomas Carell z Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana w Monachium (LMU). Przechowujące informację genetyczną zwierząt czy roślin DNA bardzo przypomina RNA. Hipoteza świata opartego na RNA rodzi jednak pewne problemy. Po pierwsze cząsteczki te są wrażliwe, szczególnie przy większych długościach. Przede wszystkim jednak nie wiadomo, jak połączyć cząsteczki RNA ze światem białek, które dzisiaj budują wszystkie organizmy żywe. DNA (czasami RNA) przechowuje informację potrzebną do budowy białek. Nie znano jednak dotąd sposobu na to, aby w dotychczasowej teorii te dwa światy połączyć. Naukowcy z Monachium, ma łamach periodyku „Nature” opisali eleganckie, możliwe rozwiązanie. Jak wyjaśniają, RNA - oprócz podstawowych cegiełek niosących informację genetyczną - zawiera także czasami dodatkowe, nietypowe elementy. Są one ważne dla działania takiej cząsteczki. To właśnie one mogą być pomostem między światem RNA i światem białek. Okazuje się bowiem, że potrafią one przyłączać do siebie aminokwasy - podstawowe elementy białek, a nawet małe peptydy (krótkie łańcuchy aminokwasów). To właśnie klucz dla ewolucji życia - uważają badacze. W takich strukturach aminokwasy mogą nawet reagować z sobą, tworząc większe peptydy. Badacze pokazali już te mechanizmy w eksperymentach. „W ten sposób wytworzyliśmy w laboratorium złożone z RNA i peptydów cząsteczki, które mogą kodować genetyczną informację, i jednocześnie tworzyć wydłużające się peptydy” - donosi prof. Carell. Pradawne, dające początek życiu cząsteczki miały się więc składać ze zbudowanego z RNA rdzenia, z "rosnącymi" na nim łańcuchami peptydów. „To było bardzo zaskakujące odkrycie” - twierdzi prof. Carell. - „Możliwe, że nigdy nie było czystego świata RNA, a peptydy współistniały z RNA od początku, w tych samych cząsteczkach”. Obecną koncepcje należałoby więc zmienić, mówiąc o świecie RNA i peptydów. Oba te rodzaje związków wspierały nawzajem swoją ewolucję - uważają naukowcy. „RNA powoli ewoluowało w coraz lepiej działający katalizator, przyłączający aminokwasy” - wyjaśnia prof. Carell. Relacja między RNA i peptydami utrzymała się do dzisiaj. Najważniejszym tego typu katalizatorem zbudowanym z RNA jest rybosom - skomplikowana, zbudowana z RNA struktura, która we wszystkich komórkach tworzy wszelkie białka na podstawie informacji genetycznej. „Świat oparty na RNA i peptydach rozwiązuje problem jajka i kury. Nowa idea stwarza fundament, na bazie którego można wytłumaczyć stopniowe powstawanie życia” - twierdzi ekspert. Więcej informacji na stronach: https://www.lmu.de/en/newsroom/news-overview/news/the-origin-of-life-a-paradigm-shift.html https://www.nature.com/articles/s41586-022-04676-3 Marek Matacz mat/ zan/ Fot. Adobe Stock https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C92347%2Cnowa-teoria-rozwoju-zycia-na-ziemi.html
  19. Gwiezdny przybysz z supernowej. Meteoryt znaleziony w 1996 roku w Egipcie okazał się starszy niż Układ Słoneczny 2022-05-19. Robert Bernatowicz To może być najdziwniejszy meteoryt, jaki kiedykolwiek dotarł do Ziemi. Tajemnicza "skała z kosmosu" o nazwie Hypatia może pochodzić z eksplozji supernowej. Meteoryt znaleziony na pustyni w Egipcie w 1996 roku to pierwszy namacalny ślad po gwiezdnej eksplozji poza Układem Słonecznym. W 1996 roku na pustyni znajdującej się na terytorium Egiptu geolog Aly Barakat znalazł bardzo dziwny kamień. Był ciemny, miał żółte plamy i wyraźne pęknięcia. Niezwykły głaz nazwany został Hypatią na cześć starożytnej, aleksandryjskiej filozofki i matematyczki. Początkowo nikt nie przypuszczał, że kamień może pochodzić z kosmosu. W 2013 roku naukowcy z Uniwersytetu w Johannesburgu opublikowali sensacyjne wyniki badań kamienia. W skład Hypatii wchodziły izotopy argonu, a to wykluczało ziemskie pochodzenie. Ale to miał być zaledwie początek dziwnych odkryć dotyczących Hypatii. Nikt z naukowców nie przypuszczał, że być może trafił im się najdziwniejszy meteoryt na Ziemi. Gwiezdny przybysz z supernowej Od samego początku kamień zdumiewał naukowców. Ta ważąca zaledwie 30 gramów "skała z kosmosu" miała skład niepodobny do żadnego znanego meteorytu. Hypatia nie przypominała szczątków komet czy planetoid. Uczeni zauważyli, że kamień z Egiptu zawiera bardzo nietypowe kombinacje pierwiastków, z którymi nigdy się nie spotkali. Stwierdzono dziwne anomalie w składzie izotopowym gazów szlachetnych, azotu oraz węgla. Kolejne badania w 2018 roku wykazały, że Hypatia ma dużą zawartość węgla i zaskakująco mało krzemu. W kamieniu z Egiptu znaleziono wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (an. PAH), które są znajdywane w kosmosie m.in. w materii międzygwiezdnej. Kolejne badania przeprowadzono metodą mikro-PIXE. Polega ona na skierowaniu na powierzchnię badanego obiektu wiązki protonów, co w żaden sposób nie niszczy badanej próbki. Wniosek był jeden: skała nie powstała na Ziemi i nie pochodzi z żadnego znanego meteorytu lub komety. Kolejne badania wykazały, że kosmiczna skała nie powstała także z pyłu w Układzie Słonecznym, ani też z pyłu międzygwiazdowego. Naukowcy z RPA zrozumieli, że być może historia meteorytu jest o wiele dziwniejsza niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Stało się jasne, że kamień może pochodzić spoza Układu Słonecznego. A to oznaczało, że dla nauki o historii Ziemi i kosmosu jest bezcenny. W najnowszym wydaniu naukowego pisma "Icarus" przedstawiono hipotezę dotyczącą meteorytu, który od dekady jest badany przez naukowców z Johannesburga w RPA. Zgodnie z nią kamień to pozostałość po eksplozji supernowej typu la. Kosmiczny przybysz z samego jądra supernowej po długiej podróży w przestrzeni kosmicznej dotarł na Ziemię i wylądował w Egipcie. Naukowcy zrozumieli, że mają do czynienia z naukową sensacją - pierwszym, fizycznym dowodem na eksplozje supernowych. Można powiedzieć, że „złapaliśmy” wybuch supernowej Ia „na żywo”. Atomy gazu powstałe po eksplozji stworzyły ten meteoryt. Jeśli ta hipoteza jest poprawna, kamień Hypatii byłby pierwszym namacalnym dowodem znalezionym na Ziemi na wybuch supernowej typu Ia Jan Kramers z Uniwersytetu w Johannesburgu. Uczeni z RPA podejrzewają, że do wybuchu supernowej (który stworzył kamień) doszło miliardy lat temu w mgławicy, z której powstał nasz system planetarny. To oznacza, że Hypatia może być starsza niż Układ Słoneczny i jest prawdopodobnie najstarszym meteorytem, jaki kiedykolwiek znaleziono na Ziemi. Niezwykły kamień znaleziony w Egipcie powstał w eksplozji supernowej. Naukowcy z RPA opublikowali sensacyjne wyniki badań / foto: Romano Serra /domena publiczna Meteoryt znaleziony w Egipcie powstał na skutek wybuchu tzw. supernowej i przywędrował na Ziemię /123RF/PICSEL INTERIA https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-gwiezdny-przybysz-z-supernowej-meteoryt-znaleziony-w-1996-ro,nId,6035053
  20. Na Księżycu może być mnóstwo wody dla astronautów. Kilka metrów pod powierzchnią 2022-05-19. Radek Kosarzycki Choć obecnie Księżyc wydaje się być martwym geologicznie globem pozbawionym atmosfery, to jednak nie zawsze takim był. Najnowsze badania wskazują, że jego młodość była znacznie bardziej fascynująca, a jej pozostałością mogą być duże pokłady lodu wodnego tuż pod powierzchnią. Miliardy lat temu formowanie się powierzchni Księżyca mogło być zdominowane przez setki erupcji wulkanicznych bezustannie wstrząsających księżycem. To zresztą właśnie te erupcje odpowiadają za powstanie ciemnych plam na powierzchni Księżyca, tak zwanych mórz i oceanów widocznych gołym okiem. Teraz badacze z Boulder w Kolorado przekonują, że w owych erupcjach na powierzchnię Księżyca wydostały się olbrzymie ilości wody, która dzisiaj w formie lodu wciąż może znajdować się tuż pod powierzchnią Księżyca lub w jego kraterach. Jak przekonują, gdyby wtedy na Księżycu znajdowali się ludzie, mogliby obserwować powstawanie szronu na granicy między dzienną a nocną stroną Księżyca. Niestety jednak takie procesy na Księżycu zachodziły wtedy, kiedy jeszcze nawet na Ziemi nie było żadnego życia wielokomórkowego. Jeden z autorów opracowania, Paul Hayne z Uniwersytetu Kolorado w Boulder przekonuje, że obecnie ta zamierzchła woda może znajdować się zaledwie 5-10 metrów pod powierzchnią Księżyca. To niezwykle interesująca informacja szczególnie w kontekście powrotu ludzi na Księżyc. Jakby nie patrzeć, gdyby się udało potwierdzić istnienie tej wody, naukowcy mogliby wziąć ją pod uwagę jako źródło zapasów dla członków załóg księżycowych, szczególnie tych, którzy za kilkanaście lat zamieszkają w teoretycznych bazach księżycowych i będą tam spędzać nie po kilka dni naraz, a po kilka miesięcy. Haynes przekonuje, że woda może się znajdować pod powierzchnią Księżyca na obszarze nawet 15 000 kilometrów kwadratowych, przy czym głównie na biegunach tego globu. Tam też lód miałby być zgromadzony zaledwie kilka metrów pod cienką warstwą księżycowego regolitu. https://spidersweb.pl/2022/05/astronauci-i-woda-na-ksiezycu.html
  21. Po 45 latach sonda Voyager 1 zaczyna wariować w przestrzeni międzygwiezdnej 2022-05-19. Radek Kosarzycki W 1977 roku w odstępie zaledwie kilku tygodni od siebie w przestrzeń kosmiczną wystartowały sondy Voyager 1 oraz Voyager 2. Od tego czasu obie sondy przeleciały przez Układ Słoneczny i każda w swoją stronę rozpoczęła podróż w przestrzeń międzygwiezdną. Teraz jedna z nich zaczyna szwankować. Jak na razie naukowcy tak naprawdę nie wiedzą, co poszło nie tak na pokładzie sondy Voyager 1. Co do zasady, sonda nadal przesyła na powierzchnię Ziemi ograniczone, ale jednak wciąż dane naukowe. Co więcej, sonda bez problemu otrzymuje i wykonuje wszystkie wysyłane w jej kierunku polecenia z Ziemi. Problem natomiast leży w instrumencie AACS, który służy do kontrolowania orientacji sondy w przestrzeni. Jest to dość istotny element sondy Voyager 1, bo to właśnie on odpowiada za to, aby antena wysokiego zysku znajdująca się na pokładzie sondy kosmicznej wiecznie była skierowana w stronę Ziemi i zapewniała nam jakąkolwiek komunikację z aparatem. Tymczasem 45-letni już układ zaczyna przesyłać na powierzchnię Ziemi nietypowe informacje. Dane telemetryczne wyglądają, jakby pochodziły z generatora liczb losowych i nie mają żadnego sensu. Co ciekawe, sonda Voyager 1 zdaje się utrzymywać bardzo dobrze orientację w przestrzeni. Sygnał wysyłany w kierunku Ziemi nie słabnie, co mogłoby wskazywać, że antena znajdująca się na pokładzie sondy zaczyna się od nas odwracać. To akurat byłoby bardzo niebezpieczne dla przyszłości misji. Gdyby sonda się od nas odwróciła, stracilibyśmy kontrolę nad nią i możliwość jakiejkolwiek komunikacji. Sonda Voyager 1 jest już w przestrzeni międzygwiezdnej Niestety już nikt nie poleci do Voyagera 1, aby usunąć usterkę, gdyby taka się pojawiła. Sonda aktualnie znajduje się w przestrzeni międzygwiezdnej, ponad 23 miliardy kilometrów od Ziemi i każda wiadomość wysłana z niej na Ziemię potrzebuje aż 20 godzin i 33 minut, aby dotrzeć do celu. Aktualnie inżynierowie z centrum kontroli misji starają się usunąć usterkę. Jeżeli to się nie powiedzie, to być może trzeba będzie wyłączyć wadliwie działający element i skorzystać z innego systemu awaryjnego. Wbrew pozorom nie byłby to pierwszy raz w przypadku tej misji. W 2017 roku, gdy awarii uległ jeden z głównych silników Voyagera 1, inżynierowie postanowili wyłączyć go i uruchomić zestaw innych silniczków, który wcześniej wykorzystywany był podczas przelotów w pobliżu planet Układu Słonecznego. Silniki zadziałały bez najmniejszego problemu, choć wcześniej pozostawały wyłączone przez 37 lat. Pozostaje trzymać kciuki za to, że i problemy z AACS uda się rozwiązać i zapewnić sondzie jeszcze kilka lat spokojnego życia. Sonda Voyager 1 opuszcza Układ Słoneczny. https://spidersweb.pl/2022/05/voyager-1-awaria.html
  22. Załogowa misja na Marsa według NASA. Pierwsze pomysły 2022-05-19. Radek Kosarzycki O tym, że kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości NASA chciałaby w końcu wysłać ludzi na Marsa, słyszymy od wielu lat. Ostatnio, wszelkie tego typu pomysły - przynajmniej według opinii publicznej - niejako zawłaszczył Elon Musk. Nie zmienia to jednak faktu, że NASA jak dotąd swoich planów nie zmieniła. Teraz usłyszeliśmy po raz pierwszy jakiś wstępny zarys takiej misji. Oczywiście, jak na razie NASA skupiona jest w całości na przygotowaniach do załogowego powrotu na Księżyc. Pomimo 50 lat ogromnego rozwoju, przygotowanie misji księżycowej okazuje się równie trudne - jeżeli nie trudniejsze - co w latach sześćdziesiątych. Pierwotnie człowiek miał wrócić na Księżyc już w 2024 roku. Teraz jednak już wiemy, że do tego nie dojdzie, a start zostanie przesunięty na 2026, a być może na 2027 rok. Rakieta SLS, która ma wynosić astronautów w drogę na Księżyc, jak dotąd nigdy nie oderwała się od powierzchni Ziemi, astronauci nie mają jak na razie żadnych skafandrów księżycowych, a do stworzenia i przetestowania załogowego lądownika księżycowego jeszcze bardzo długa droga. Póki co zatem plany księżycowe wydają się niezwykle ambitne i niezwykle trudne w realizacji. Jednocześnie, jak przyznają eksperci z NASA, zanim rozpoczną się jakiekolwiek przygotowania do załogowej misji marsjańskiej, musimy być już ekspertami w szybkim i bezproblemowym lataniu na Księżyc. Nic zatem dziwnego, że od jakichkolwiek misji marsjańskich dzieli nas co najmniej kilkanaście, jeżeli nie kilkadziesiąt lat. Nie zmienia to jednak faktu, że planowanie załogowej misji na Marsa należy rozpocząć już teraz. Nic zatem dziwnego, że NASA już teraz zaprasza środowisko naukowe do składania swoich propozycji i komentarzy co do tego, jak należy zaprojektować rozwój od misji księżycowych do misji marsjańskich. Kurt Vogel, dyrektor architektury lotów kosmicznych w NASA przedstawił właśnie swoje wstępne propozycje pierwszej załogowej misji na Marsa. Trzeba przyznać, że brzmi ona ciekawie. Pierwsza załogowa misja na Marsa Według pomysłu Vogela pierwsi astronauci mieliby udać się w wielomiesięczną wyprawę na Marsa na pokładzie statku, który w toku misji służyłby za swoisty habitat kosmiczny dla całej załogi. Sam statek napędzany byłby napędem hybrydowym składającym się z silników konwencjonalnych i elektrycznych. Kiedy już statek dotrze w otoczenie Marsa, bezpiecznie wejdzie na stabilną orbitę wokół niego, stając się tymczasowym satelitą Czerwonej Planety. Niczym w przypadku misji Apollo, po wejściu na orbitę Marsa od statku miałby się odłączyć lądownik z dwójką astronautów, która miałaby wylądować na powierzchni Marsa. Na pokładzie statku pozostałyby dwie kolejne osoby. Lądownik musiałby wylądować w pobliżu miejsca, w którym wcześniej wylądowałby 25-tonowy statek towarowy, który dostarczyłby na powierzchnię Marsa źródło zasilania, zapasy wody i pożywienia, ciśnieniowy łazik załogowy oraz przygotowany do lotu moduł wznoszenia, którym astronauci mieliby wrócić na pokład statku orbitującego wokół Marsa. Warto tutaj zauważyć, że jak na razie najcięższym ładunkiem, który udało się bezpiecznie dostarczyć na powierzchnię Marsa, były łaziki Curiosity i Perseverance, których masa oscyluje w okolicach 1 tony. Dostarczenie 25-tonowego statku będzie wymagało wymyślenia zupełnie nowej technologii lądowania w rzadkiej, marsjańskiej atmosferze. Załóżmy jednak, że uda się taki system wynaleźć, zapasy bezpiecznie czekają na pierwszych astronautów, a statek z załogą właśnie zbliża się do powierzchni. Dopiero tutaj zaczynają się istotne problemy. Przede wszystkim na Marsie nie ma jeszcze żadnych habitatów, w których astronauci mogliby zamieszkać. Według Vogela będą oni na początku musieli mieszkać w łaziku, który jednocześnie będzie stanowił ich źródło transportu na powierzchni Marsa. Kolejnym problemem jest stan fizyczny załogi, która ostatnie 6-8 miesięcy spędziła w warunkach mikrograwitacji. Wynikające z długiego pobytu w przestrzeni kosmicznej osłabienie z pewnością będzie dawało się we znaki astronautom, którzy wylądują na powierzchni Marsa. Nie będzie zatem tak, że od razu po wylądowaniu astronauci wyjdą na powierzchnię Marsa, aby wygłosić słowa w rodzaju "to mały krok dla człowieka...". Po wylądowaniu załoga będzie musiała przetransportować się do łazika i przez kilka pierwszych dni, z trwającej 30 dni misji na powierzchni, będą raczej jeździć łazikiem po Marsie, jednocześnie przyzwyczajając się do grawitacji marsjańskiej. Dopiero po jakimś czasie będą mogli w miarę bezpiecznie założyć skafandry i wyjść na zewnątrz. Pierwsza załogowa misja na Marsa, co widać już po powyższym opisie, będzie wiązała się z astronomicznymi wyzwaniami i iście kosmicznymi kosztami. Zakładając trzydziestodniowy pobyt na powierzchni Marsa, cała misja potrwa niemal dwa lata. Z czasem, wraz z rozwojem technologii, ale także z postępującą budową infrastruktury na Marsie, możliwe byłoby także wydłużenie pobytu astronautów na Marsie do nawet 500 dni. Tego typu misja trwałaby już jednak niemal 1000 dni. Przyznam szczerze, że chciałbym zobaczyć realizację takiej załogowej misji marsjańskiej, aczkolwiek biorąc pod uwagę skalę trudności realizacji takiego programu, obstawiam, że w pierwszej połowie XXI wieku nie uda się tego dokonać. Obym się mylił. Rakieta księżycowa Space Launch System (SLS) NASA Seeks Input on Moon to Mars Objectives https://www.youtube.com/watch?v=Kd4nmO222i8 https://spidersweb.pl/2022/05/zalogowa-misja-na-marsa-nasa-pomysly.html
  23. Podstawowy efekt w fizyce cząstek elementarnych zaobserwowany 2022-05-19 Naukowcy z CERN po raz pierwszy bezpośrednio zaobserwowali tak zwany efekt martwego stożka - fundamentalne zjawisko w fizyce cząstek elementarnych. Dzięki eksperymentowi ALICE na Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC) naukowcy zaobserwowali zjawisko nazywane efektem martwego stożka (ang. dead-cone effect). Jest to fundamentalna cecha teorii oddziaływań silnych. W wyniku oddziaływań silnych cząstki elementarne, takie jak kwarki i gluony, łączą się w protony oraz neutrony, aby ostatecznie mogły powstać jądra atomowe. Dodatkowo, eksperyment ujawnił nowe fakty na temat pojedynczego kwarku powabnego. Wyniki pracy opublikowano w ,,Nature’’. Jak zaobserwowano efekt martwego stożka? Autorzy eksperymentu podkreślają, że bezpośrednie zaobserwowanie efektu martwego stożka jest niezwykle trudnym zadaniem. W tym celu wykorzystano dane ze zderzeń proton-proton w LHC z okresu trzech lat oraz zaawanasowane techniki analityczne. Kwarki i gluony tworzą razem inną cząstkę elementarną, która nazywa się partonem. Partony powstają w wyniku zderzeń w LHC. Gdy powstają, przechodzą przez szereg zmian (,,deszcz’’ partonów, ang. parton shower), podczas których tracą energię poprzez emitowanie promieniowania w postaci gluonów. Charakterystyka promieniowania zależy od masy partonu emitującego gluony. Obszar, w którym emisja gluonu jest tłumiona nazywa się właśnie martwym stożkiem. Efekt martwego stożka obserwowano pośrednio już trzydzieści lat temu podczas zderzeń cząstek. Jednak nigdy tego zjawiska nie udało się zaobserwować bezpośrednio. Stało się to możliwe dzięki eksperymentowi ALICE na LHC. Zastosowano zaawansowane techniki analizy danych do badania dużej próbki zderzeń proton-proton. Wykorzystana metoda analizowała przebieg ,,deszczu’’ partonów od początku aż do powstania produktów końcowych. Były nimi sygnały pozostawione w detektorze przez rozproszony strumień cząstek zwany dżetem. Kwark powabny. Nowe informacje W trakcie eksperymentu naukowcy zidentyfikowali również cząstkę zawierającą tak zwany kwark powabny. ,, Masy kwarków są podstawowymi wielkościami w fizyce cząstek elementarnych. Andrea Dainase, CERN Zastosowane techniki analizy danych umożliwiły odtworzenie historii emisji gluonów przez tę cząstkę. Czym jest CERN i Wielki Zderzacz Hadronów? CERN to największa i najnowocześniejsza placówka naukowo-badawcza na świecie z siedzibą znajdującą się na przedmieściach Genewy w Szwajcarii. Ośrodek powstał w 1954 roku. Koncentruje swoje badania wokół fizyki cząstek elementarnych. W laboratoriach CERN znajduje się największe urządzenie badawcze na świecie – Wielki Zderzacz Hadronów, który dostarcza ogromne ilości informacji. Tylko jeden eksperyment ALICE w każdej sekundzie swojej pracy wytwarza 3 terabajty danych pomiarowych. źródło: CERN Eksperyment ALICE w CERN. Fot. CERN/Mona Schweizer https://nauka.tvp.pl/60271795/podstawowy-efekt-w-fizyce-czastek-elementarnych-zaobserwowany
  24. Stonehenge mógł zostać przeniesiony. Odkryto ważne poszlaki 2022-05-19.ŁZ.MNIE Jedna z najsłynniejszych budowli megalitycznych – Stonehenge – mogła powstać z elementów wcześniejszej konstrukcji na terenie Walii – informuje TVP Nauka. Najnowsze badania wskazują, że dzisiejsze Stonehenge mogło po raz pierwszy stanąć 3 tysiące lat p.n.e. w pobliżu walijskich wzgórz Preseli. Archeolodzy z Uniwersytetu w Southampton zaczęli dokładnie analizować Waun Mawn – miejsce rozebranego neolitycznego, kamiennego kręgu na terenie Walii. Jeśli hipoteza naukowców potwierdzi się, to oznacza, że części Stonehenge zostały dostarczone z miejsca oddalonego o ponad 200 km. Datowanie dziur po usuniętych kamieniach na terenie Walii było kluczowe dla weryfikacji związku ze Stonehenge. Do ustalenia daty osadu zawartego w otworach wykorzystano technikę zwaną Optycznie Stymulowaną Luminescencją (OSL). Określa ona czas, w którym ziarna mineralne w osadzie były ostatnio wystawione na działanie światła dziennego, bezpośrednio przed osadzeniem. Data budowy zastanawia Dzięki temu naukowcy określili datę budowy Waun Mawn na 3400-3200 lat p.n.e. To oznacza, że konstrukcja powstała na krótko przed pierwszym etapem budowy Stonehenge. Co więcej, naukowcom udało się potwierdzić, że odłamek skały wulkanicznej dolerytu, który został znaleziony w jednym z otworów Waun Mawn, idealnie pasuje do jednego z 43 kamieni tego rodzaju w Stonehenge. Poszlak jest więcej. Krąg Waun Mawn ma średnicę 110 m, tyle samo co Stonehenge. Niektóre z zagłębień pozostałych w ziemi po rozebranym walijskim pomniku odpowiadają rozmiarom poszczególnych kamieni w Stonehenge. Obie budowle są też zorientowane w ten sam sposób względem wschodu słońca podczas przesilenia letniego. Dowody łączące Waun Mawn ze Stonehenge są poważne. Nasuwa się jednak pytanie dotyczące demontowania i przenoszenia kamieni. Badacze uważają, że dekonstrukcja Waun Mawn i powstanie Stonehenge mogły być częścią większej migracji ze wzgórz Preseli na równinę Salisbury. Inna z hipotez sugeruje, że kamienie symbolizowały przodków ówczesnej społeczności. Ocenia się, że zabierając ze sobą skalne konstrukcje, mieszkańcy Preseli przenosili się do nowego miejsca pozostając w symbolicznej relacji ze zmarłymi. źródło: TVP Nauka, Science.org Części Stonehenge mogły zostać z miejsca oddalonego o ponad 200 km (fot. Pexels) https://www.tvp.info/60268910/wielka-brytania-stonehenge-mogl-zostac-przeniesiony-z-waun-mawn
  25. Czegoś takiego nie było od dawna. W kierunku Ziemi pędzi potężna asteroida 2022-05-18.MK.MNIE Spora asteroida przemknie w pobliżu naszej planety już w niedzielę. Ma średnicę ponad jednego kilometra – to największe z tego typu ciał przelatujących w pobliżu Ziemi w ostatnich miesiącach. Obiekt stale monitoruje NASA, które przedstawiło nowe dane na temat trajektorii i prędkości planetoidy. Na prowadzonej przez NASA, internetowej stronie CNEOS znajduje się stale aktualizowana lista tzw. planetoid bliskich Ziemi, czyli obiektów przemykających w dość bliskiej odległości od naszej planety. NASA z dokładnością do... 153 km Wśród najbliższych tego typu zdarzeń wyróżnia się spotkanie z planetoidą o numerze 7335, znaną też pod tymczasowym oznaczeniem 1989 JA. Obiekt ten został odkryty 1 maja 1989 roku. Dokonała tego Eleanor Helin w Palomar Observatory w USA. Orbita obiektu jest dobrze poznana. W roku odkrycia miał zbliżenie do naszej planety, potem przelatywał w 1996 i 2015 r., ale było to sporo dalej. Zbliżenie tegoroczne nastąpi na mniejszy dystans niż w 1989 r. Ciało minie nas w niedzielę 22 maja o godzinie 14.26 czasu uniwersalnego z prędkością względną 13,12 km/s, czyli ponad 47 tys. km na godzinę. Najmniejsza odległość wyniesie około 4 mln km, czyli trochę ponad 10 razy dalej niż dystans Ziemia-Księżyc. Naukowcy są pewni swoich obliczeń z dokładnością do zaledwie 153 km, więc możemy spać spokojnie – zderzenie nam nie grozi, uspokajają astronomowie z NASA. Oszacowania wielkości wskazują na 1,8 km średnicy, ale nowsze obliczenia każą zmniejszyć skalę – mówią o wartości do ok. 1 km. Obserwacje radarowe wykazały, że okres rotacji wynosi 12 godzin. Ciało jest planetoidą klasy S, czyli skalistą, zbudowaną z materiałów krzemianowych (to jeden z najpowszechniejszych rodzajów planetoid). NASA prowadzi witrynę internetową, na której można śledzić rozmieszczenie ciekawszych planetoid w Układzie Słonecznym. Obiekt 7335, jego orbitę i aktualne położenie można sprawdzić na stronie NASA. źródło: portal tvp.info, PAP Astronomowie szacują średnicę asteroidy 1989 JA na 1,8 km (fot. eyes.nasa.gov) https://www.tvp.info/60235579/kosmos-potezna-asteroida-1989-ja-pedzi-w-kierunku-ziemi-minie-nasza-planete-w-niedziele-nasa-wyjasnia-czy-jest-sie-czego-obawiac
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)