Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. jak w mniare szybko podrzucilbys stacka to zajrze do niego.
  3. Jakoś tak się złożyło że zachciało mi się poeksperymentować i żeby mieć większy FOV do Ed-ka 120 podpiąłem Canona 6d. Okazało się od razu że nie obsługuje on pełnej klatki i wyszła dosyć duża winieta , dlatego kadr to crop tak mniej więcej z rozmiaru FF do APS-C. Sama mgławica bardzo dobrze znana więc wiele tu nie będę się rozpisywał . Jedną ciekawą informację wyszperałem szukając informacji o Irysie. Normalnie mgławice refleksyjne mają kolor niebieski , jednak tutaj ta kolorystyka jest zaburzona . Okazuje się że jak centralna część jest niebieska ale już zewnętrzne otoczki mgławicy mają lekko różowy zafarb spowodowany znajdującymi się tam składnikami węglowodorowymi . SW ED120 canon 6D 52X300 sek ISO1600
  4. Dzisiaj
  5. soader

    Mam smaka na Maka

    Tutaj masz porównanie torów w różnych nasadkach: https://www.cloudynights.com/articles/cat/articles/mirror-vs-dielectric-vs-prism-diagonal-comparison-r2877
  6. Alice

    Mam smaka na Maka

    A czy zna ktoś może Amiciego 1,25" z krótkim torem? Poszukuję czegoś takiego, ale żeby nie był jakiś hiperdrogi też....
  7. Straszny gradient od lewej strony tam idzie od księżyca. I kiedy wyciągam więcej to robi się straszne ziarno. Czubek do gwiazdy Cyg 52 był widoczny już ładnie na pojedynczej klatce a zarys ,,miotły,, pojawił się dopiero pozestackowaniu. Będę próbował i zobaczymy co wyjdzie. Może w weekend uda się dodać trochę materiału i będzie łatwiej Pozdrawiam
  8. soader

    Mam smaka na Maka

    W refraktorach nie ma to znaczenia i kątówka 2" nie wydłuży ogniskowej. Zjawisko to występuje w teleskopach mak, sct i innych, w których ostrość reguluje się oddalaniem i zbliżaniem luster.
  9. robinek72

    Mam smaka na Maka

    @soader Jaki wpływ ma ogniskową ma kątówka lustrzana 2" w moim refraktorze SW 102/600? Jaka dużo wydłuży się ogniskowa?
  10. soader

    Mam smaka na Maka

    Jeżeli wady wynikające z ukształtowania powierzchni pryzmatu amiciego na jasnych obiektach przy dużych powiększeniach kolegom nie przeszkadzają to nie mam argumentu. Zresztą to bez znaczenia bo kolega GKG jest zadowolony z nasadki lustrzanej 2" mimo znacznego przeogniskowania. Czy pisząc o małym przelocie optycznym miałeś na myśli tylko pryzmaty amiciego czy diagonalne też?
  11. Delite 5mm jest niezły. Użytkuję około 2 lat. Obrazy ostrością nie do odróżnienia od orto, zwłaszcza na osi. Podobną jakość da Takahashi le 5mm, tyle, że er to 10mm. Jest jeszcze jedna opcja: barlow Tmb ED 1.8x z orciakiem. Też z powodzeniem stosuję takie połączenie z orciakami 18mm i 10mm. Można go czasem spotkać na giełdach w cenie używanego Pentaxa, jednak jeśli miałbym wybierać to wolę okulary z er bliskim 20mm.
  12. lolak89

    Mam smaka na Maka

    Też nie wiem co jest złego w Amici równie dobrze można powiedzieć, że Newton nie nadaje się do obserwacji astro bo ma 4 spajki od pająka podczas gdy Amici tylko dwa i to maleńkie. Teraz mam zwykły pryzmat Baadera ale z Amicim jakoś nie czułem się dyskryminowany. Inna sprawa, że te pryzmaty mają okropnie mały przelot optyczny, podchodzi pod 18 mm tak więc nada się do bino ale najwyżej z parką plossli 20 mm.
  13. dexter77

    Mam smaka na Maka

    Też mi odradzano Amiciego i straszono ze względu na tą linię. Zaryzykowałem i żadnej linii nigdy nigdzie nie widziałem. Dalej nie wiem co jest złego w pryzmacie Amiciego jeśli chodzi o astro, bo ja widzę same plusy w obserwacjach Księżyca i planet. Używałem pryzmat Amici Baader za około 200 zł.
  14. Tomek ma rację. Tło strasznie wycięte!
  15. soader

    Mam smaka na Maka

    Oczywiście, że do obserwacji plenerowych zdecydowanie najlepsza będzie kątówka 45 stopni z pryzmatem Amiciego. Pryzmat diagonalny poleciłem koledze w kontekście sporego przeogniskowania układu z kątówką 2", o którym pisał w recenzji. Pryzmaty Amiciego są dedykowane do obserwacji dziennych, o czym piszą nawet producenci dobrych nasadek jak WO: "NOTE: This erecting prism works very well for terrestrial observing but can occasionally produce a vertical diffraction spike when used for astronomy" Ja wieszam maczka na świetnym moim zdaniem montażu AZ4 na stali i brak mikroruchów mi nie przeszkadza przy odpowiednim wyważeniu tuby. Dodatkowym plusem jest, że montaż trzyma spokojnie mojego refraktora 150/750 z kątówką i okularem 2". Jak w przyszłości wymienię R150/750 na dużego newtona to może skuszę się na Portę do samego maka bo montaże EQ z przeciwagami jakoś kłócą mi się z mobilnością.
  16. kjacek

    Omegon radiant finder

    To chyba też ma nazwę telrad.
  17. Witam, kupię filtr Baader CCD O III (8,5 nm) 36 mm nieoprawiony.
  18. Przy okularach z małym ER należy wyrobić sobie nawyk odsuwania głowy, kiedy chce się mrugnąć. Dzięki temu soczewki znacznie rzadziej ulegają zabrudzeniu.
  19. Mars 2020 na rakiecie Atlas 5 2020-07-10. Krzysztof Kanawka Siódmego lipca nastąpiła integracja łazika Mars 2020 Perseverance z rakietą Atlas 5. Pod koniec lipca nastąpi start misji łazika Mars 2020 Perserverance. Jest to zwieńczenie lat badań, rozwoju technologii, integracji i testów sprzętu. Łazik Mars 2020 dotarł do ośrodka Kennedy Space Center (KSC) na Florydzie w lutym 2020. Od tego czasu trwały końcowe testy oraz integracja łazika z osłoną aerodynamiczną oraz stopniem międzyplanetarnym. Te prace zostały zakończone na ponad miesiąc przed początkiem okienka startowego. Siódmego lipca nastąpiła integracja łazika (a ściślej całego zestawu) wraz z osłoną aerodynamiczną z rakietą nośną Atlas 5. Prace przebiegły planowo. Integrację wykonano na wyrzutni LC-41 na Florydzie. Aktualnie start jest planowany na 30 lipca. W maju i czerwcu doszło do opóźnień z 17 na 30 lipca, głównie związanych z infrastrukturą naziemną. Każdego dnia okienko startowe wynosi około 2 godziny (dla 30 lipca jest to pomiędzy 13:50 a 15:50 CEST). Okienko startowe trwa do 15 sierpnia, aczkolwiek NASA jest przekonana, że możliwy jest start także kilka dni po tej dacie. Lądowanie łazika Mars 2020 planowane jest na 18 lutego 2021. Misja łazika Mars 2020 jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym. (NASA) https://kosmonauta.net/2020/07/mars-2020-na-rakiecie-atlas-5/
  20. Łazik Curiosity zaczyna wakacyjny trekking. W najbliższych miesiącach pokona prawie 2 kilometry 2020-07-09. Radek Kosarzycki W ciągu najbliższych kilku tygodni w kierunku Marsa wystartuje łazik Perseverance, niemalże bliźniak aktualnie jeżdżącego po Marsie łazika Curiosity, który wylądował tam prawie osiem lat temu. Nie oznacza to jednak, że Curiosity zamierza przejść na emeryturę. Szykuje mu się pracowite lato. W ostatnich dniach Curiosity rozpoczął podróż, w ramach której w ciągu najbliższych miesięcy pokona nieco ponad 1,5 km. Pod koniec tego trawersu łazik będzie w stanie rozpocząć badanie kolejnej sekcji wzgórza Aeolis Mons (Mt. Sharp), które bada od 2014 r. Znajdujący się na dnie Krateru Gale, szczyt Aeolis Mons składa się z warstw osadowych powstających na przestrzeni milionów lat. Każda warstwa opisuje zmiany zachodzące na Czerwonej Planecie, która miliardy lat temu przypominała Ziemię, posiadała jeziora, strumienie, rzeki i gęstą atmosferę i z czasem zamieniła się do suchej, mroźnej skały niemal całkowicie pozbawionej atmosfery. Najbliższym celem dla łazika Curiosity będzie fragment wzgórza bogaty w siarczany. Co do zasady siarczany, takie ja gips czy sól gorzka (siarczan magnezu), zazwyczaj powstają w pobliżu wody i jako takie stanowią kolejny dowód na to jak klimat i szanse dla rozwoju życia wyglądały 3 miliardy lat temu. Jednak między łazikiem a tymi siarczanami znajduje się rozległy piaszczysty obszar, który łazik musi ominąć, aby nie było ryzyka ugrzęźnięcia i właśnie stąd wynika konieczność tak długiej podróży. Operatorzy łazika, którzy w czasach pandemii sterują nim z domów, a nie z centrum kontroli misji, przypuszczają, że do celu dotrą z początkiem jesieni, aczkolwiek po drodze zespół naukowców może zadecydować o postoju, jeżeli po drodze trafi się coś ciekawego do zbadania. W zależności od terenu, maksymalna prędkość łazika Curiosity wynosi od 25 do 100 metrów na godzinę. Część drogi łazik pokona wykorzystując do tego system jazdy autonomicznej, który sam wybiera najbezpieczniejszą drogę. Inżynierowie umożliwiają łazikowi podejmowanie decyzji gdy nie mają odpowiednich zdjęć bezpośredniego otoczenia łazika. Curiosity nie może sam się przemieszczać bez nadzoru człowieka, jednak ma możliwość podejmowania prostych decyzji gdy musi ominąć większe głazy lub niepewny uskok. Jeżeli sam nie jest w stanie podjąć decyzji, zatrzymuje się i czeka na instrukcje z Ziemi – mówi Matt Gildner, główny badacz łazika z JPL. Znając życie, po drodze do obszaru bogatego w siarczany, Curiosity odkryje jeszcze kilka ciekawych obiektów, które będą wymagały dokładniejszego zbadania z bliska czy też pobrania próbki, niemniej nie powinno to w znaczący sposób wpłynąć na realizację misji. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, gdy Curiosity dotrze do celu, w drodze, między Ziemią a Marsem będzie znajdował się łazik Perseverance, którego lądowanie na Marsie planowane jest na 18 lutego 2021 r. Na poniższej animacji natomiast możesz zobaczyć jaką drogę musiał pokonać Curiosity, aby dotrzeć do Marsa. Lądowanie wygląda tutaj szczególnie fascynująco (od 0:58). Powyższe wychodnie uformowała woda miliardy lat temu. łazik Curiosity odkrył je przemierzając zbocze Greenheugh Pediment 24 lutego 2020 r. Źródło: NASA/JPL-Caltech Mozaika złożona ze 116 zdjęć przedstawia obszar, który w najbliższych miesiącach będzie pokonywał łazik Curiosity. Źródło: NASA/JPL-Caltech/MISS NASA Mars Science Laboratory (Curiosity Rover) Mission Animation [HDx1280] https://www.youtube.com/watch?v=gwinFP8_qIM&feature=emb_logo https://spidersweb.pl/2020/07/letni-trekking-lazik-curiosity.html
  21. Witamy gości z innej galaktyki. Superkomputery odkryły strumień gwiazd wpadający do Drogi Mlecznej 2020-07-09. Radek Kosarzycki Dzięki najnowszym danym zebranym przez kosmiczne obserwatorium Gaia, naukowcy zidentyfikowali w naszym bezpośrednim gwiezdnym otoczeniu rozległy strumień gwiazd, które nie powstały w naszej galaktyce, a dopiero teraz do niej dołączają. Nix, bo taką nazwę nadano temu osobliwemu strumieniowi, najprawdopodobniej stanowi pozostałość po galaktyce karłowatej, która zderzyła się z Drogą Mleczną. Najczęściej tego rodzaju strumienie stanowią jedynie wspomnienie po dawnych gromadach kulistych lub galaktykach karłowatych, które wskutek oddziaływań pływowych z Drogą Mleczną zostały najpierw rozciągnięte, a z czasem rozerwane i pochłonięte przez naszą galaktykę. Do odkrycia Nix doszło w dosyć nietypowy sposób, który doskonale pokazuje w jaki sposób dochodzi do nowych odkryć naukowych w dzisiejszej astronomii i astrofizyce. FIRE! Lina Necib zajmuje się kinematyką gwiazd i ciemnej materii w Drodze Mlecznej. Jeżeli mamy jakieś grupy, zagęszczenia gwiazd poruszające się w ten sam, charakterystyczny sposób, to zazwyczaj jest też jakiś powód, dla którego one poruszają się w taki sam sposób. Od 2014 r. w ramach projektu FIRE (Feedback in Realistic Environments) badacze z kilku amerykańskich uczelni pracowali nad stworzeniem bardzo szczegółowych symulacji realistycznych galaktyk. W symulacjach tych uwzględniona jest cała nasza aktualna wiedza o tym w jaki sposób powstają i ewoluują galaktyki. Zaczynając w momencie Wielkiego Wybuchu, symulacje prowadzą do powstania galaktyk takich, jakie obserwujemy w obecnym wszechświecie. Tworzenie mapy Drogi Mlecznej Jeszcze przed rozpoczęciem projektu FIRE, w 2013 r. w przestrzeń kosmiczną wyniesiono kosmiczne obserwatorium Gaia. Jego głównym zadaniem jest stworzenie precyzyjnej, trójwymiarowej mapy około miliarda gwiazd w Drodze Mlecznej i w jej otoczeniu. Obserwatorium Gaia mierzy położenie, odległości, prędkości i kierunek ruchu wszystkich obserwowanych gwiazd. Dla siedmiu milionów gwiazd mamy już także pomiary prędkości w trzech wymiarach, co oznacza, że wiemy dokładnie gdzie te gwiazdy są i w którą stronę i jak szybko się poruszają. Dzięki takim danym można teraz przeprowadzać rozległe analizy, które pozwalają naukowcom szerzej spojrzeć na strukturę całej Drogi Mlecznej. Odkrycie strumienia Nix było możliwe dzięki połączeniu danych z tych dwóch projektów astrofizycznych i wykorzystaniu metod nauczania maszynowego. Zarówno FIRE jak i Gaia starają się odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób Droga Mleczna stała się takim systemem jaki obserwujemy dzisiaj. Galaktyki bardzo często rosną pochłaniając inne galaktyki. Zakładaliśmy, że Droga Mleczna raczej nie miała zbyt wiele zderzeń z innymi galaktykami i przez jakiś czas nas to dziwiło, ponieważ nasze symulacje wskazują na mnóstwo zderzeń. Teraz, dzięki temu, że mamy dostęp do danych o dużej liczbie mniejszych struktur, okazuje się, że wcale nie było tu tak cicho jak się może wydawać. Aby jednak dojść do takiego wniosku, potrzebowaliśmy zarówno narzędzi, jak i danych obserwacyjnych i symulacji. Jesteśmy dopiero na początku drogi do prawdziwego poznania historii formowania się Drogi Mlecznej. Gaia wymaga algorytmów głębokiego uczenia Tworzenie mapy miliarda gwiazd to istne przekleństwo. Z jednej strony każdy naukowiec marzy o tak szczegółowych danych, a z drugiej strony takiej ilości danych nikt nie jest w stanie sam przeanalizować. Nie da się spojrzeć na dane dotyczące siedmiu milionów gwiazd i ogarnąć co one robią, jak się zachowują. W tym celu naukowcy stworzyli sztuczne katalogi Gai. W oparciu o symulacje galaktyk w FIRE naukowcy tworzyli sztuczne katalogi gwiazd, na których testowali kolejne modele, które miały za zadanie, na podstawie ruchu gwiazd w symulacji, dzielić je na te które powstały w galaktyce, a które zostały przejęte z zewnątrz. Często różnice między takimi gwiazdami są bardzo niewielkie i subtelne, niemniej jednak modele komputerowe powinny być w stanie je wyłuskać z danych. Po przeszkoleniu modeli przetestowano je na danych z obserwatorium Gaia. Stworzonej przez nas sieci neuronowej poleciliśmy zidentyfikowanie gwiazd spoza Drogi Mlecznej na podstawie tego czego się nauczyła w symulacjach FIRE – mówi Necib. W trakcie analizy modele przyporządkowywały każdej gwieździe spoza galaktyki stopień pewności od 0 do 1, ze faktycznie jest ona spoza galaktyki. Naukowcy ustawiali punkt odcięcia na różnych poziomach pewności i analizowali uzyskiwane w ten sposób wyniki. Aby sprawdzić czy modele faktycznie wyłapują te gwiazdy, które powinny, sprawdzano czy są one w danych z Gai wyłapać te gwiazdy, o których już i tak wiemy, że nie powstały w naszej galaktyce. Wśród takich obiektów znalazła się Kiełbasa – pozostałość galaktyki karłowatej, która połączyła się z Drogą Mleczną jakieś 6-10 mld lat temu i ma bardzo charakterystyczny, przypominający kiełbasę, kształt. Jeżeli nasza sieć neuronowa działa tak jak tego chcieliśmy, to powinna od razu zidentyfikować gwiazdy należące do Kiełbasy. I faktycznie, Kiełbasa natychmiast została zauważona przez sieć. Tak samo stało się z pozostałymi obiektami jakie według naukowców, sieć powinna dostrzec: strumień Helmi będący pozostałością po innej galaktyce karłowatej, która połączyła się z naszą galaktyką w odległej przeszłości, a odkryty dopiero w 1999 roku, czy też samo halo galaktyczne. Nowy obiekt: Nix Model zidentyfikował także kolejną strukturę w danych: gromadę 250 gwiazd okrążającą także centrum Drogi Mlecznej wraz z dyskiem, ale także wyraźnie kierującą się do centrum Drogi Mlecznej. W pierwszym odruchu stwierdziłam, że to błąd. Pomyślałam „O nie!” Nawet o tym nie wspomniałam innym członkom zespołu przez trzy kolejne tygodnie. W tym czasie jednak uświadomiłam sobie, że to nie błąd w danych, to faktycznie nowa struktura, której nigdy wcześniej nie wdzieliśmy. Zaczęłam analizować całą literaturę i sprawdzać czy aby na pewno nikt wcześniej jej nie widział. Okazało się, że nie. Dzięki temu miałam unikalną okazję nazwać ten nowy strumień – a jak wiemy to najbardziej ekscytujący przywilej w całej astrofizyce. Nazwałam ją Nix, na cześć greckiej bogini nocy. To niezwykle wyjątkowa struktura, bowiem bez nauczania maszynowego mielibyśmy niewielkie szanse w ogóle ją dostrzec. Cały projekt wymagał bardzo zaawansowanych i dużych mocy obliczeniowych na wielu etapach. Symulacje FIRE i FIRE-2 są jednym z największych komputerowych modeli galaktyk jakie kiedykolwiek stworzono. Każda z dziewięciu głównych symulacji wymagała wielu miesięcy obliczeń prowadzonych na największych i najszybszych superkomputerach na świecie. Do ich stworzenia wykorzystano komputery Blue Waters oraz Stempede2. Inni badacze wykorzystali klastry na Uniwersytecie w Oregon do głębokiego uczenia modeli i do zastosowania ich do olbrzymich baz danych z obserwatorium Gaia. Aktualnie kontynuują oni swoją pracę na Fronterze, najszybszym systemie uniwersyteckim na świecie. Każdy element tego projektu wymagał olbrzymich mocy obliczeniowych i byłby niemożliwy do zrealizowania bez superkomputerów – dodaje Nacib. Co dalej? Necib wraz ze swoim zespołem planuje przeprowadzenie obserwacji Nix za pomocą teleskopów naziemnych. Dzięki temu możliwe będzie ustalenie składu chemicznego całego strumienia i innych szczegółów, które pozwolą ustalić kiedy Nix dołączył do Drogi Mlecznej, a tym samym skąd pochodzi. Kolejny zestaw danych z obserwatorium Gaia, który zostanie opublikowany w 2021 r. będzie zawierał dane dotyczące kolejnych 100 milionów gwiazd, które także mogą dostarczyć nowych strumieni. Obserwatorium kosmiczne Gaia https://spidersweb.pl/2020/07/gwiazdy-spoza-galaktyki-strumien-nix.html
  22. W pobliżu Słońca odkryto gromadę gwiazd pochodzących z innej galaktyki Autor: admin (2020-07-09) Amerykańscy astronomowie zaadaptowali najnowszą metodę modelowania komputerowego do przetwarzania danych z teleskopu i przypadkowo odkryli nieznaną wcześniej gromadę kosmiczną gwiazd w Drodze Mlecznej. Zespół naukowców pod przewodnictwem Liny Nesib z California Institute of Technology, przetwarzał przy użyciu modeli komputerowych i sztucznej inteligencji, ogromne porcje danych z obserwatorium kosmicznego Gaia. Tą metodą udało się odnaleźć dużą gromadę gwiazd, która dotychczas nie ujawniała swojego pozagalaktycznego pochodzenia. Naukowcy poinformowali o wynikach swoich badań w czasopiśmie Nature Astronomy. Nesib i jej grupa badają, w jaki sposób powstały i ewoluowały galaktyki, od wczesnych czasów do współczesności. Ich metodą jest stworzenie złożonego modelu galaktyki, obejmującego miliony gwiazd, dla których oprócz współrzędnych, masy i jasności znane są trzy składowe prędkości w osiach x, y, z. Jeśli weźmiemy pod uwagę wzajemny wpływ gwiazd na siebie, wszystkie projekcje sił, które na nie działają, a także miliardy lat od Wielkiego Wybuchu, wynik jest niesamowity. W ramach projektu FIRE zespół astronomów wykorzystuje wszystkie dostępne moce superkomputerów od 2014 roku, a także korzysta z uczenia maszynowego (machine learning) do tworzenia wirtualnych modeli galaktyk podobnych do Drogi Mlecznej. Projekt FIRE to nie tylko piękne zdjęcia i wiarygodne symulacje. Bez takiego narzędzia astronomowie nigdy nie odszyfrowaliby danych obserwacyjnych obserwatorium kosmicznego Gaia, uruchomionego w 2013 r. przez Europejską Agencję Kosmiczną, ani danych z innych misji. Gaia przedstawiła społeczności naukowej trójwymiarową szczegółową mapę 7 milionów gwiazd w Drodze Mlecznej i poza nią. Przetwarzanie takiego zestawu danych bez algorytmów modelowania i sztucznej inteligencji jest tym samym, co ręczne liczenie ziaren piasku na plaży. Połączenie obserwacji i modelowania komputerowego pozwoliło naukowcom znaleźć gwiazdy, które ich zdaniem znajdują się w naszej galaktyce z powodu połączenia się z mniej masywnymi sąsiadami. Po przeszukaniu katalogów naukowcy nie znaleźli opisu odkrytych gwiazd. Okazało się, że odnaleziono gromadę 250 gwiazd, które nazwano Nyx - na cześć greckiej bogini nocy. Aby zweryfikować obce pochodzenie Nyx, badacze sprawdzili, czy model „widzi” inne gwiazdy, które powstały poza Drogą Mleczną, które były już znane naukowcom. „Zadaniem testowym” modelu była identyfikacja galaktyki Gaia Enceladus, którą Droga Mleczna pochłonęła od 6–10 miliardów lat temu, oraz galaktyki karłowatej Stream Helmi, która również połączyła się z naszą Galaktyką w odległej przeszłości. Podane przez model prawdopodobieństwo przechwycenia przez Drogę Mleczną gwiazd z tych galaktyk naukowcy wzięli za punkt odniesienia i porównali z tym prawdopodobieństwo pozagalaktycznego pochodzenia Nyx. Wszystko wskazywało na to, że ten strumień gwiazd był pozostałością skonsumowanej niegdyś galaktyki karłowatej. Naukowcy zauważają, że struktura Knicks jest raczej niezwykła i bardzo trudno byłoby zobaczyć ten klaster bez pomocy sztucznej inteligencji. Źródło: NASA /HST Źródło: https://doi.org/10.1038/s41550-020-1131-2 https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-poblizu-slonca-odkryto-gromade-gwiazd-pochodzacych-z-innej-galaktyki
  23. Kometa na tle obłoków srebrzystych. Nadal można ją oglądać na niebie 2020-07-09. Od kilku dni nad Polską możemy obserwować kometę. Na Kontakt 24 otrzymaliśmy zdjęcia, na których widać ją w towarzystwie obłoków srebrzystych. Jak mówi popularyzator astronomii Karol Wójcicki, w ciągu najbliższych dni nadal będziemy mieć bardzo dobre warunki, aby ją zobaczyć. Kometę C/2020 F3 NEOWISE, którą można zaobserwować na nocnym niebie, odkryto w marcu tego roku. Dokonała tego misja NASA NEOWISE. Jak powiedział w rozmowie z redakcją tvnmeteo.pl Karol Wójcicki, popularyzator astronomii i autor bloga "Z głową w gwiazdach", na całej półkuli północnej budzi ona duże zainteresowanie wśród miłośników astronomii za sprawą tego, że od długiego czasu nie mieliśmy okazji zobaczyć żadnej jasnej i dobrze widocznej komety. - W tym roku już kilka komet miało zadatki na to, żeby stać się jasną, dobrze widoczną, i niestety nic z tego nie wyszło. Kometa NEOWISE jednak wszystkich bardzo pozytywnie zaskoczyła, bo choć te oczekiwania studziliśmy, okazało się, że w ubiegłym tygodniu przeszła w bezpośrednim sąsiedztwie Słońca i przetrwała ten przelot bardzo dobrze - wyjaśnił Wójciki. Jak dodał, jej jasność gwałtownie wzrosła i pod tym względem stała się porównywalna do najjaśniejszych gwiazd na niebie. - To dało nam szansę na obserwację tej komety nisko nad północno-wschodnim horyzontem jako obiekt widoczny gołym okiem z lekko zarysowanym warkoczem - powiedział popularyzator astronomii. W towarzystwie obłoków srebrzystych NEOWISE widoczna jest teraz nad północno-wschodnim horyzontem w pobliżu konstelacji Woźnicy, nieopodal najjaśniejszej gwiazdy tego gwiazdozbioru, czyli Kapelli. Można dostrzec ją w całej Polsce, jednak z uwagi na krzywiznę Ziemi i jej obrót, najwcześniej w ciągu nocy są w stanie zobaczyć ją mieszkańcy północno-wschodniej części kraju. Najpóźniej widoczna jest na południowym zachodzie. W Polsce trwa obecnie sezon na obłoki srebrzyste, czyli najwyższe chmury obserwowane z Ziemi. Na Kontakt 24 otrzymaliśmy zdjęcia komety na tle tych malowniczych obłoków. Ostatniej nocy Reporter 24 Łukasz Górski uchwycił ją w okolicach Chojnic (województwo pomorskie). Wójcicki przyznał, że kometę da się zobaczyć praktycznie gołym okiem, ale momentami przeszkadzać mogą nam właśnie obłoki srebrzyste. Trzeba pamiętać, że kometa gołym okiem nie będzie widoczna jak na fotografii. Do lepszej obserwacji może przydać się na przykład lornetka. - Już drugi rok z rzędu, zwłaszcza w ostatnich dniach, obłoki srebrzyste pokazywały nam się w formach, jakich nie obserwowaliśmy od lat na naszym niebie, a być może jeszcze nigdy. Są na tyle jasne, że mogą tłumić blask komety przy kompletnie bezchmurnym niebie - powiedział. "Szykują się bardzo dobre warunki do obserwacji" Jak powiedział autor bloga "Z głową w gwiazdach", przez kilka najbliższych nocy kometę przede wszystkim będziemy obserwowali nad ranem, tuż przed świtem. Natomiast za kilka dni, mniej więcej po weekendzie, na tyle oddali się od Słońca, że z naszej perspektywy stanie się tak zwanym obiektem okołobiegunowym. Wyjaśnił, że obserwowana na niebie nie będzie zachodzić ani wschodzić, a cały czas krążyć. - Będziemy mogli ją więc zobaczyć, gdy Słońce zniknie z pola widzenia. Najpierw wieczorem, po zachodzie Słońca, później będzie przemieszczała się niziutko nad północnym horyzontem, a potem znowu będzie się nad ranem wznosić nad północno-wschodnią częścią widnokręgu. Szykują się nam naprawdę bardzo dobre warunki do obserwacji tej komety - tłumaczył. Jak długo będzie widoczna? - Z kometami nigdy nic wiadomo. One potrafią mocno zaskakiwać, czasami pozytywnie, a czasami niestety rozczarowująco, ale można śmiało założyć, że przez najbliższy tydzień będziemy mieli wciąż dobre warunki do jej obserwacji - powiedział. Źródło: Kontakt 24, tvnmeteo.pl Autor: ps/aw https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/kometa-na-tle-oblokow-srebrzystych-nadal-mozna-ja-ogladac-na-niebie,323748,1,0.html
  24. Bliski przelot 2020 NB 2020-07-09. Krzysztof Kanawka Piątego lipca nastąpił bliski przelot planetoidy 2020 NB. Obiekt przemknął w odległości około 188 tysięcy kilometrów od Ziemi. Planetoida o oznaczeniu 2020 NB zbliżyła się do Ziemi 5 lipca, z maksymalnym zbliżeniem około godziny 23:35 CEST. W tym momencie 2020 NB znalazła się w odległości około 188 tysięcy kilometrów, co odpowiada 0,49 średniego dystansu do Księżyca. 2020 NB ma szacowaną średnicę około 21 metrów. Jest to 49 (wykryty) bliski przelot planetoidy lub meteoroidu w 2020 roku. Z roku na rok ilość odkryć rośnie: w 2019 roku odkryć było 80, w 2018 roku odkryć było ich 73, w 2017 roku – 53, w 2016 roku – 45, w 2015 roku – 24, zaś w 2014 roku – 31. W ostatnich latach coraz częściej następuje wykrywanie bardzo małych obiektów, rzędu zaledwie kilku metrów średnicy – co jeszcze pięć lat temu było bardzo rzadkie. Ilość odkryć jest ma także związek z rosnącą ilością programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów. (HT, Tw, ML) https://kosmonauta.net/2020/07/bliski-przelot-2020-nb/
  25. Wakacyjny powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo. Najlepszy okres do obserwacji w tym roku! 2020-07-09. Andrzej Ostatnie wieczorne przeloty Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) mogliśmy podziwiać końcem maja. W końcu po tak długiej przerwie ponownie możemy cieszyć swój wzrok tą popularną wśród miłośników astronomii atrakcją. Ciepłe lipcowe wieczory w połączeniu z dogodnymi godzinami przelotów stacji (ISS) będą sprzyjać prowadzeniu obserwacji. Przeloty stacji (ISS) będziemy mogli podziwiać aż do 2 sierpnia. Czeka nas więc najlepszy okres obserwacyjny stacji w tym roku. Wyobraźmy sobie, że nagle nad naszym domem przelatuje olbrzymi statek kosmiczny, szeroki niczym boisko do piłki nożnej, zbudowany z ogniw słonecznych. Ten niesamowity obiekt pojawia się niemal codziennie na nocnym niebie i możemy obserwować go bez większego wysiłku nieuzbrojonym okiem. Stacja jest na tyle duża, a jej moduły baterii słonecznych odbijają tyle światła słonecznego, że jest widoczna z Ziemi jako bardzo jasny obiekt poruszający się po niebie z jasnością nawet do -5,8 magnitudo podczas perygeum przy 100% oświetleniu. Przy obecnych danych dostępnych w internecie oraz możliwości śledzenia położenia stacji na żywo jesteśmy w stanie przewidzieć pojawienie się jej na nocnym niebie z dokładnością do kilkunastu sekund. Poniżej przedstawiamy widoczne przeloty stacji (ISS) na najbliższe dni. Przypominamy również o możliwości śledzenia aktualnego położenia stacji na naszym portalu. Dane przelotów zostały wygenerowane przez portal heavens-above.com Zobacz też: - Sprawdź aktualne zachmurzenie - Kalendarz zjawisk astronomicznych w 2020 roku - Aktualne położenie ISS (Międzynarodowej Stacji Kosmicznej) - Astrofotografia 2020 Źródło: astronomia24.com, heavens-above.com Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1000
  26. NASA pokazała pierwszy dowód, że polski Kret znowu działa na Marsie [FILM] 2020-07-09. Wygląda na to, że ostatni pomysł na podejście do reanimacji polskiego Kreta drążącego na Czerwonej Planecie okazał się strzałem w dziesiątkę i karkołomne zadanie w końcu zakończyło się pełnym sukcesem. Przynajmniej tak pokazuje nowe nagranie opublikowane przez NASA. Możemy zobaczyć na nim łyżkę robotycznego ramienia, która wibruje w trakcie pracy Kreta HP3. Oznacza to, że urządzenie siedzi w dziurze i nie wydostaje się już na powierzchnię. Naukowcy tłumaczą, że reanimacja odnosi upragniony skutek. Nie otwierają jednak jeszcze szampanów, ponieważ chcą mieć 100-procentową pewność. Dostaną ją za jakiś czas, gdy przeprowadzą wszystkie zaplanowane testy. Przypomnijmy, że w ramach misji sondy InSight, w listopadzie 2018 roku na powierzchni Marsa wylądował Kret HP3, który został zbudowany przez Polaków. Od samego początku były z nim problemy, ale nie było to winą naszych naukowców. Eksperci z NASA zwyczajnie nie docenili unikalności powierzchni Czerwonej Planety. Pokryta jest ona niezwykle drobnym pyłem, który swoją strukturą na myśl przywodzi mąkę. Niestety, urządzenie nie zostało przystosowane do pracy w takich warunkach, gdyż naukowcy byli pewni, że sonda wyląduje na bardziej stabilnej powierzchni. Naukowcy wybrali miejsce do wbicia się w grunt tuż obok lądownika. Próbnik miał wbijać się w piasek, a później w grunt w 10 fazach po pół metra. Nie była to dobra decyzja. Urządzenie już po pierwszych sekundach swojego kopania natrafiło na przeszkodę. Początkowo eksperci myśleli, że problemem jest skała, ale teraz wiemy już, że jest to zbyt luźne podłoże. Urządzenie wydrążyło otwór w gruncie, ale marsjański pył jest na tyle sypki, że zasypując otwór nie zapewnił Kretowi odpowiedniego tarcia, by mógł się on wbić jeszcze głębiej. W rezultacie czego inżynierowie wysyłali do niego komendy do wbicia się, a on usiłował ruszyć się z miejsca, ale nie mógł i tylko poszerzał otwór, a nie go pogłębiał. Eksperci z NASA zdecydowali więc, że robotyczne ramię sondy zasypie część otworu z prawej jego strony Kreta i dociśnie do go podłoża. Ten manewr początkowo się powiódł, ale po kolejnych operacjach, Kret znowu się wysunął. Naukowcy załamali się, ale wciąż nie tracili nadziei. Wpadli na pomysł dociśnięcia samego urządzenia łyżką zwieńczającą robotyczne ramię. Nigdy nie było to brane pod uwagę, ani nawet przetestowane. NASA jednak zaryzykowała i udało się. Nie było to zadanie proste, ponieważ taki zabieg mógł nieodwracalnie uszkodzić taśmę komunikacyjną i zakończyć żywot urządzenia. Na najnowszych obrazach z powierzchni Marsa, wykonanych przez sondę InSight, możemy zobaczyć na własne oczy, że po dociśnięciu go łyżką, Kret wbił się głębiej w grunt, więc możemy mówić o wielkim przełomie. Jednak do pełni sukcesu jest jeszcze trochę drogi do pokonania. Urządzenie musi się teraz wbić jeszcze głębiej w grunt. Wówczas będzie mogło rozwinąć system czujników i rozpocząć pomiary strumienia ciepła pochodzącego z wnętrza planety. Dzięki niemu będziemy mogli dowiedzieć się, czy Mars wciąż jest aktywny geologicznie. Jeśli tak jest, to ten fakt będziemy mogli wykorzystać w przyszłych planach kolonizacyjnych tej planety. Niestety, już pewne jest, że nie zostanie zrealizowany cały plan, gdyż Kret nie wbije się na głębokość 5 metrów, tylko maksymalnie 2-3 metrów. Naukowcy twierdzą, że to wystarczy do realizacji podstawowych badań. Większą ich ilość wykonają nowe roboty lub już pierwsi kolonizatorzy. Według planu, próbnik miał dokonać najgłębszego odwiertu w gruncie w historii eksploracji tej planety. Urządzenie jest dość wąskie i wysokie, ma grubość 25 milimetrów, waży ok. 500 gramów, wykonane jest ze stopów tytanu, stali i wolframu, a swoim wyglądem przypomina samochodowy amortyzator. Kret został zbudowany przez polską firmę Astronika. Źródło: GeekWeek.pl/DLR/NASA/ESA / Fot. NASA https://www.geekweek.pl/news/2020-07-09/nasa-pokazala-pierwszy-dowod-ze-polski-kret-znowu-dziala-na-marsie-film/
  27. Zaglądając pod pył, czyli promieniowanie z centrum naszej Galaktyki. 2020-07-09. Dzięki 20 latom zbierania danych obserwacyjnych astronomowie z Uniwersytetów Wisconsin-Madison, UW-Whitewater i Embry-Riddle Aeronautical ustalili najprawdopodobniej, ile energii naprawdę przenika centrum Drogi Mlecznej. Zrozumienie źródła tej energii i mechanizmów rządzących promieniowaniem pochodzącym ze środka naszej Galaktyki może pomóc nam wyjaśnić nie tylko naturę Drogi Mlecznej, ale i innych podobnych do niej galaktyk. W artykule opublikowanym w Science Advances astronomowie Dhanesh Krishnarao, Bob Benjamin i Matt Haffner donoszą o badaniach, z których wynika, że w centrum Drogi Mlecznej występują pośrednie ilości promieniowania galaktycznego, typowe dla tzw. galaktyk typu LINER. W rzeczywistości nasza Droga Mleczna pod wieloma względami należy do najbardziej tajemniczych galaktyk. Choć dla nas jest domem, widok na jej gęste, aktywne centrum przesłaniają nam ogromne chmury pyłu. Jednak dzięki obserwacjom z wykorzystaniem teleskopu Wisconsin H-Alpha Mapper (WHAM) naukowcom niedawno udało się znaleźć przypadkową drogę ku lepszemu zrozumieniu warunków energetycznych panujących w samym sercu Drogi Mlecznej. Kilka lat temu Benjamin dokonał przeglądu informacji zbieranych przez WHAM w ciągu dwudziestu lat. Były to obserwacje rozkładu zjonizowanego wodoru w całej Galaktyce. Ten zjonizowany gaz pochłaniał tam wystarczającą ilość energii do pozbawienia jego atomów elektronów, dzięki czemu mógł emitować charakterystyczne, widoczne dla tego teleskopu, czerwonawe światło. Naukowiec zauważył w nim jednak pewną anomalię. W bańce wystającej spod ciemnego pyłu w kierunku na centrum naszej Galaktyki część gazu zdawała się kierować w stronę Ziemi, co jednak nie powinno być możliwe. - To nie miało sensu, ponieważ sama rotacja galaktyczna nie jest w stanie wytworzyć takiego rodzaju ruchu - stwierdza Benjamin. Ten błądzący gaz nie tylko aż prosił się o wyjaśnienie, ale i dawał nową nadzieję na zrozumienie ogromnych ilości energii, jakie przenikają centrum Galaktyki. Bąbel gazu wystaje z najcięższych obłoków pyłu, dzięki czemu pozwolił naukowcom wejrzeć jeszcze dalej w kierunku na centrum Drogi Mlecznej - dużo głębiej, niż jest to zwykle możliwe. Pomiary ilości zjonizowanego gazu w tym obszarze dałyby im z kolei informację o tym, ile tego energetycznego promieniowania znajduje się właściwie w środku naszej Galaktyki. Teleskop WHAM został następnie skierowany dokładnie na tę odstającą bańkę, w celu zebrania dodatkowych informacji na temat zjonizowanego azotu, tlenu i wodoru, które mogły w tym rejonie rezydować. Uczeni zwrócili też uwagę na 40-letni już model gazu galaktycznego, który mógł pomóc im wyjaśnić te nowe dane obserwacyjne. Model użyto do próby wyjaśnienia zasięgu gazu neutralnego (niejonizowanego) w wystającym bańce. Krishnarao najpierw udoskonalił przewidywanie teoretyczne wynikające z tego modelu i dotyczące kształtu gazu, a następnie dostosował go tak, aby uwzględnić również gaz zjonizowany. Dzięki połączeniu surowych danych z WHAM ze zaktualizowanym modelem astronomowie byli następnie w stanie oszacować trójwymiarowy rozmiar, lokalizację i skład tego obłoku zjonizowanego gazu. Wyniki dowodzą, że bardzo duża ilość zjonizowanego gazu przenika centrum Drogi Mlecznej. To coś, czego wcześniej nie obserwowano. - To było zaskakujące, ponieważ wcześniej znaliśmy pod tym kątem jedynie gaz neutralny - dodaje Benjamin. - Ale w porównaniu z innymi galaktykami, które obserwowaliśmy, ta ilość zjonizowanego gazu wyglądała całkiem normalnie. Zespół Krishnarao zauważył również, że skład zjonizowanego gazu - a więc i natura promieniowania, które go wytwarza - zmienia się w miarę oddalania się od centrum Galaktyki. Może to oznaczać, że to, co dzieje się w samym jądrze naszej Galaktyki, czyli bardzo blisko jej centralnej supermasywnej czarnej dziury, znacznie różni się od tego, co dzieje się już nieco dalej. Całkowite promieniowanie centrum naszej Galaktyki umieszcza ją też w kategorii znanej jako LINER. Około jedna trzecia wszystkich galaktyk, które obserwują naukowcy, to właśnie LINER-y. Jest to ogólne określenie galaktyk ze zwiększonym promieniowaniem z centrum, w odróżnieniu od galaktyk zdominowanych przez procesy formowania się gwiazd, oraz galaktyk z dużo silniejszą emisją z centrum - tak jak w przypadku promieniowania centralnego wytwarzanego przez galaktyczne “silniki” pochłaniających okoliczną materię, supermasywne czarne dziury, znane też jako aktywne jądra galaktyczne (AGN-y). LINER-y to zatem jakby pośrednie galaktyki, które wykazują dość dużo promieniowania z centrum - ale nie za dużo. Badacze byli także w stanie wyjaśnić niezwykłą trajektorię zaobserwowanego gazu. Trójwymiarowa mapa pokazuje, że znajduje się on na orbicie zmierzającej powoli w kierunku Układu Słonecznego - z powodu eliptycznego obrotu poprzeczki Drogi Mlecznej. Natomiast źródło promieniowania galaktyk typu LINER wciąż pozostaje tajemnicą. Ale teraz, gdy już wiadomo, że Droga Mleczna należy do tej kategorii, naukowcy mają przynajmniej możliwość obserwacji źródeł tego promieniowania z bliska. Czytaj więcej: • Cały artykuł • Oryginalna publikacja naukowa: Discovery of Diffuse Optical Emission Lines from the Inner Galaxy: Evidence for LI(N)ER-like Gas, D. Krishnarao, R. A. Benjamin & L. M. Haffner, 2020 July 3, Science Advances • Więcej zdjęć i filmów na temat odkrycia Źródło: University of Wisconsin-Madison Opracowanie: Elżbieta Kuligowska Zdjęcie: University of Wisconsin-Madison https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/zagladajac-pod-pyl-czyli-promieniowanie-z-centrum-naszej-galaktyki
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)