Skocz do zawartości

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. Nie mam zielonego pojęcia jak to wszystko opisać. Na pewno nie mogę narzekać – jak na to, że od blisko dwóch miesięcy większość czasu spędzam w zaświetlonym Krakowie, bilans obserwacyjny z ostatnich trzech tygodni mam naprawdę zadowalający, śmiem twierdzić, że lepszy nawet niż z czasów liceum. Najpierw udało mi się zerknąć w niebo tuż przed listopadowym świętem – 31 października, potem 7 listopada, kiedy to musiałam wrócić do domu z powodu egzaminu na prawo jazdy (), a na koniec w weekendową noc 10/11 listopada. Tylko kurczę, jak to ubrać wszystko w słowa tak, by było strawne dla czytelnika… Każda z tych sesji była w pewien sposób, hmm, wyjątkowa. W próbie opisania tego wszystkiego wcale nie pomaga fakt, że ostatnimi czasy lornetka uczyniła w mych oczach niebo niezwykle spójnym bytem, od którego czasem nie tak łatwo oderwać się nawet do sprawdzenia map, a co dopiero do pisania notatek! Kto by się spodziewał takiego obrotu spraw… Prawdę mówiąc z tego całego zamieszania (przynajmniej w mojej głowie), zaczęłam zastanawiać się czy może nie powinnam pozostawić tych obserwacji tylko dla siebie, ale zaraz potem pomyślałam, że jak to, przecież tak nie można, trzeba dbać o ten nasz wizual na Forum! No więc, kończąc już ten przydługi wstęp, siadłam i zaczęłam pisać… A w trakcie jakoś tak natchnienie samo przyszło. Ostrzegam, będzie długo, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Część I – Zdążyć przed Księżycem (31 października) Było po 20, kiedy wyszłam z lornetką na pole. Od razu zaczęłam rozkładać się do obserwacji, jednak ponieważ jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nowego sprzętu, nim przeszłam do konkretów, musiałam się troszkę „ogarnąć ze sobą”. W tym celu pobłądziłam trochę po chylącemu się ku zachodowi Łabędziu, przyjrzałam się moim wspaniałym omikronowi i omedze Cygni, zahaczyłam o pobliską NGC 6866… A potem odnalazłam Veila. Niby nic niezwykłego, ot klasyk letniego nieba, ale oglądając go uważnie pierwszy raz przez swoją lornetkę, mogłam spojrzeć na niego z całkiem innej perspektywy niż do tej pory. Bez teleskopu, a przede wszystkim bez filtra rysował się na niebie bardzo delikatnie. Najbardziej zachwyciła mnie jego wschodnia część, która wyglądała niczym ulotna mgiełka otulająca diamentowy pył niezwykle lśniących drobnych gwiazdek. Uroczy widok! Chciałam sprawdzić czy uda mi się wypatrzeć mój Obiekt Tygodnia – NGC 404 (Duch Mirach), ale póki co poległam, za to w pewnym momencie omsknęła mi się ręka i trafiłam na… M 33. Woo! Cudo! Jeszcze w żadnym innym sprzęcie tak mi się nie podobała. Puchata, jakby mięciutka, z kilkoma nieregularnościami w jasności, ułożonymi w kształt kojarzący mi się z trójkątem (hmm, Galaktyka Trójkąta, ciekawe ). Otoczenie eMki też nie zawiodło – rozstawienie gwiazd wokół niej przywodziło mi na myśl magiczną różdżkę/berło z mieniącą się wewnątrz „chmurką magii”. Jako, że to dopiero moje drugie podejście do tej lornetki, nie do końca opanowałam jeszcze orientację z jej pomocą. Z tego względu zagubiona odrobinę pośród gwiazd, trafiłam na jakąś gromadę otwartą. Szybkie sprawdzenie w atlasie powiedziało, że to NGC 752 w gwiazdozbiorze Andromedy. Moją uwagę w tym obiekcie szczególnie przykuły pewne trzy gwiazdki w jej wnętrzu. Nie wiem jak to odpowiednio ująć - miałam wrażenie, że są najostrzejsze pośród pozostałych, a jedna z nich wydawała się lśnić najczystszą i najintensywniejszą bielą, taką, hmm, jakby najbardziej skondensowaną (trudno ubrać mi to lepiej w słowa). Interesujące odczucia, nie powiem! Obok gromady zaintrygowały mnie kolejne dwie błyskotki o zbliżonej jasności, ale, że tak to ujmę, o różnym balansie kolorów – jedna z nich wpadała bowiem w chłodny odcień, druga natomiast emanowała ciepłym światłem, przy czym obie wciąż pozostawały białawe! Po tych barwnych wrażeniach postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę i zagrzać się trochę w domu, a gdy wróciłam na zewnątrz, zmianie uległa moja formuła obserwacji – z racji zbliżającego się nieubłaganie wschodu Księżyca, przestałam zapisywać na bieżąco notatki dotyczące widzianych obiektów i dopiero po zakończeniu sesji, bazując na mojej pamięci i mapach, z których korzystałam, dokonałam spisu zaobserwowanych DSów. Po powrocie z przerwy stanęłam przed dylematem pod tytułem „gdzie teraz skierować lornetkę”, problem ten rozwiązałam jednak stosunkowo szybko. Po prostu wcelowałam losowo gdzieś w kierunku Perseusza, od razu trafiając na jakieś zgrupowanie gwiazd, które, po szybkim sprawdzeniu w Interstellarum, okazało się być NGC 1528. Po przyjrzeniu się wspomnianej gromadzie rozpoczęłam działanie podobne do tego z pierwszych obserwacji tą lornetą - powolne przeczesywanie nieba, ale tym razem wzbogacone o zahaczanie po drodze o konkretne obiekty. W ten sposób zapoznałam się z NGC 1545 i NGC 1513, a następnie, mijając gwiazdy 48 i 53 Persei, postanowiłam spróbować z ciemnymi mgławicami, oznaczonymi jako B 15-17. Zważywszy na miejsce obserwacji nie spodziewałam się fajerwerków. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się niczego, aczkolwiek muszę przyznać, że w miejscu, w którym rzeczone Barnardy miały się znajdować gwiazd było zdecydowanie mniej. Nieopodal usytuowana była NGC 1605. Mówiąc szczerze, trochę czasu zajęło mi stwierdzenie, które dokładnie miejsce na nieboskłonie zajmuje ta gromada, w tym celu naprawdę dokładnie przeanalizowałam całe jej gwiezdne sąsiedztwo. O wiele łatwiej poszło mi z niedaleką NGC 1582, poniżej niej znalazłam zaś błyskotkę o numerze 57 Persei i pięknym otoczeniu pełnym gwiazd, przybierających rozmaite fantazyjne kształty, a na wschód od tej – 59 Persei i dalej – NGC 1664. No, ta należąca już do Woźnicy gromada była zdecydowanie większa od poprzedniczek, ale ja nie poprzestałam na niej – wędrując dalej minęłam ε Aur, Kapellę i dotarłam do NGC 1857, St 10, ASCC 13 i 15 (swoją drogą chyba pierwszy raz się spotkałam z takim katalogiem), M 38 i 36, NGC 1907 i 1893, Mel 31… I w tym momencie zauważyłam, że Księżyc znajduje się już ponad horyzontem i to całkiem wysoko. Chwyciłam statyw z lornetką i udałam się w miejsce, gdzie spomiędzy drzew mogłam dostrzec świecącego w kwadrze Munia. Wtedy zwróciłam też uwagę, że po nieboskłonie zaczęły przewijać się raz po raz niegroźne obłoki. Sunęły szybko, przybierając wydłużone kształty i otulając Srebrny Glob mglistą pierzynką. Falowały wokół niego, wykonując ruchy podobne do tych, jakimi charakteryzują się obłoki srebrzyste, tyle że o wiele szybciej. I wyglądały jakby iryzowały, przybierając perłowe kolorki! Obok przeleciał samolot, a na chmurach koło Księżyca na chwilę uwidocznił się cień rzucany przez smugę kondensacyjną. Sam nasz naturalny satelita prezentował się nie mniej efektownie – terminator na jego powierzchni rysował piękne kontury. Chyba jedynie seeing nie współgrał z resztą okoliczności sprawiając, że szczegóły Księżyca delikatnie falowały… Muniowi poświęciłam chyba kilkadziesiąt minut i mimo że zmarzłam, było warto! Oh, jak dobrze, że tego dnia przywiozłam sprzęt z Krakowa! Część II – Krótka zapowiedź zimy (7 listopada) Perspektywa przyjazdu do domu na jedną noc w środku tygodnia nieszczególnie mi się uśmiechała, do czasu aż nie sprawdziłam prognoz pogody – szykowały się piękne warunki. Mimo konieczności wyspania się przed następnym dniem, nie mogłam pozwolić na zaprzepaszczenie tak wspaniałego zbiegu okoliczności i w połowie nocy wybrałam się na chwilę z lornetką. Zaczęłam oczywiście od mojego OT, z którym bezskutecznie próbowałam zawalczyć ostatnim razem. Tej nocy na szczęście było inaczej i dość szybko udało mi się dostrzec drobny, trochę nieostry, świetlisty punkt blisko Miracha w miejscu, w którym powinien się znajdować. Następnie przeniosłam się do Plejad, by podziwiać ich lodowate światło skąpane w delikatnej mgiełce Mgławicy Merope, a potem, przesuwając powoli pole widzenia, skierowałam się ku Hiadom i dalej – aż do M 1, mijając po drodze piękne obszary nieba usiane gwiazdami. Krab jawił mi się jako rozmyta plamka, delikatnie wydłużona z jednej strony. Nagle wcelowałam w M 42, przesunęłam się trochę, by rozpoznać skrytą w blasku Alnitaka Mgławicę Płomień wraz z dzielącą ją na pół ciemną przerwą, a następnie trafiłam na M 78 rozwarstwioną na dwie części podobnie jak poprzedniczka. Zawróciłam znów do M 42 i otwierając szczegółową jej mapę w Interstellarum, poczęłam rozkładać jej otoczenie na czynniki pierwsze. I tak – poniżej naszej głównej bohaterki zidentyfikowałam gromadę NGC 1980 (przy okazji chyba rozdzielając gwiazdę Σ 752), powyżej M 43 natomiast – NGC 1981. Tymczasem pomiędzy dwoma ostatnimi obiektami znajdowało się coś. To coś było tam od kiedy pamiętam, ale muszę się Wam przyznać, że chyba nigdy na to coś nie zwróciłam szczególnej uwagi, po prostu przyjmowałam do wiadomości jego obecność tam. Co mam na myśli? Oczywiście NGC o numerach 1973, 1975 i 1977. Wszystkie jej fragmenty przejawiały bardzo podobną jasność, no może jedynie ostatni (1977) wydawał się być odrobinę wyraźniejszy od pozostałych. Jak do tego doszło – nie wiem, ale naprawdę, pierwszy raz obserwowałam tę mgławicę świadomie. Potem pobuszowałam jeszcze po okolicach Jednorożca, już bez namierzania konkretnych obiektów, a następnie zwlekłam się do domu, trochę z powodu zimna i gigantycznej wilgoci, a trochę z konieczności wczesnej pobudki. Część III – Powinniście mnie za to ukatrupić! (10/11 listopada) Dobra, te obserwacje to w ogóle dziwne były. Naprawdę. Znaczy, zaczęły się normalnie – koło 23 wyszłam z domu, zachwyciłam się niebem i rozstawiłam sprzęt. Wcześniej przejrzałam trochę Interstellarum, by wybrać na tę noc jaki konkretniejszy rejon nieba, oprócz tego biłam się z myślami czy na bieżąco notować zaliczane obiekty, czy potraktować je po macoszemu i już po zakończeniu sesji tylko odnotować ewentualne ich zdobycie. Ostatecznie stwierdziłam, że poświęcę trochę czasu i będę zapisywać to co widzę… Tak więc na samym początku standardowo rozejrzałam się po wszystkim dobrze znanych klasykach, by następnie przejść do górnych partii Oriona, gdzie moim pierwszym celem stała się NGC 2169 ze swym ciekawym, wręcz intrygującym kształtem, który zresztą jest trafnie opisywany przez nazwę „The 37 Cluster”. Niewielki ruch lornetą pozwolił mi znaleźć się przy kolejnej gromadzie. NGC 2194 może na pierwszy rzut oka nie wyskakiwała agresywnie z tła, wręcz przeciwnie – stanowiła niepozorną bladą plamkę pośród lśniących wokół ostrych gwiazdek, ale wystarczyło dać jej trochę czasu, by, zwłaszcza zerkaniem, zaczęła przejawiać ziarnistość, jak gdyby powstała z wysypanego w tamtym miejscu drobniutkiego brokatu, który teraz delikatnie mienił się na tle nieba. Wraz ze swym bez wątpienia atrakcyjnym otoczeniem bardzo mi się spodobała. W planach miałam powolne poszukiwanie kolejnych gromad, ale jakoś tak wyszło, że pogubiłam się wśród ogromu gwiazd i ostatecznie krążyłam po całym Jednorożcu chłonąc jego bogactwo. Podróż przez te piękne widoki przerwały mi, a jakże, wilgoć oraz okropne zimno. Ponieważ od jakiegoś czasu zbierało mnie niewielkie przeziębienie, zrobiłam sobie przerwę w domu… i tak już zostało! Tak. Przeniosłam lornetę do, nie zgadniecie! Kuchni! Tamtejsze okno wychodzi niemal idealnie na południe, nie zasłania go od góry żaden daszek, no i oczywiście w kuchni nikogo nie obudzę, no może jedynie śpiącego na rogówce kota. A więc zrobiłam sobie pół litra herbaty w tacinym kuflu na piwo, kawę w jakimś kubku, dwururkę na statywie ustawiłam najniżej jak się da, by wygodnie obserwować siedząc na podłodze, do tego na taborecie rozłożyłam atlas i notatnik. Obok grzejnik – cieplutko, milutko, żyć nie umierać. Poczułam się trochę jak za początków moich obserwacyjnych podbojów, kiedy to wszystko odbywało się z okna mojego pokoju, również zwróconego ku południu, w ukryciu przed rodzicami. Powiem Wam, że mimo świadomości jak straszną zbrodnię właśnie popełniałam, czułam się zaskakująco dobrze w swoim nowym „centrum dowodzenia”. Ku mojemu zdziwieniu, nie czułam żadnego dyskomfortu z faktu oglądania nieba przez szybę, jedynym utrudnieniem mogło być ograniczenie pola widzenia z każdej strony przez ściany domu, aczkolwiek akurat tak dobrałam sobie obserwacyjne plany, że wszystko pięknie się zgadzało, a interesujące mnie obiekty miałam idealnie na środku mojego okna. Kuchenne centrum dowodzenia i towarzysz obserwacji i wdzięcznym imieniu "Kiwi". (Proszę raz jeszcze, nie zjadajcie mnie za to ) Ponieważ wcześniej, podchodząc do obiektów zimowej Drogi Mlecznej od strony północnej, bardzo szybko pogubiłam się wśród jej bogactwa, tym razem postanowiłam spróbować trasy południowej. Zaczęłam od M 41, by mijając następnie Syriusza i kilka kolejnych gwiazd zatrzymać się na NGC 2360, znanej też jako Gromada Karoliny. Udało mi się wyróżnić z niej kilka pojedynczych klejnotów, podczas gdy reszta pozostała skryta w postaci mrowiącego pyłu, którego wygląd chyba najlepiej opisze zdecydowanie mniej poetyckie porównanie do suchej kaszy jęczmiennej zmieszanej z kaszą manną Nieco poniżej odnalazłam NGC 2358, która w przeciwieństwie do towarzyszki bardzo słabo wyróżniała się z tła, zlewając się z gwiazdami bogatego otoczenia. Ruszyłam z powrotem ku Gromadzie Karoliny, minęłam ją i przesuwając się dalej postanowiłam zająć się obiektem trochę innej natury niż poprzednie. NGC 2359 widziałam do tej pory tylko na zdjęciach i nawet nie podejrzewałam, że można ją zobaczyć „własnoocznie”, dopóki niedawno nie mignęła mi gdzieś informacja na temat jej obserwacji teleskopowych. A czy da się dostrzec ją w lornetce? Moja odpowiedź brzmi: „Tak, da się, i to nawet przez szybę 😈”. Oczywiście z początku nie byłam ufna czy zaobserwowane pojaśnienie przypadkiem mi się nie uroiło, toteż dokładnie przeanalizowałam gwiazdy wokół niego, porównując je skrupulatnie z mapą w atlasie. Oprócz tego potrząsałam delikatnie dwururką oraz odsuwałam kilkukrotnie oczy od okularów, by po chwili raz jeszcze sprawdzić czy widać to samo co wcześniej. Wszelka ekspertyza wykazała, że to musiał być Hełm Thora. Próbując odnaleźć kolejny obiekt naprawdę długo nie byłam pewna gdzież on się znajduje, jednak ostatecznie doszłam do tego, gdzie na niebie usytuowana jest NGC 2374. Bardzo podobnie było z kolejną gromadą – NGC 2396. Postanowiłam jeszcze raz przyjrzeć się „czapce nordyckiego boga”, a tu pole widzenia przeciął mi meteor! Wooooow! W zasadzie to już trzeci tej nocy, wcześniej jeden przeleciał mi również podczas patrzenia przez lornetę, ale w okolicy Rigela, a drugi, gdy gołym okiem podziwiałam gwiazdozbiór Jednorożca. Dla odmiany od poprzedniczek, wypatrzenie NGC 2353 okazało się zdecydowanie łatwiejsze. Gromadka usytuowana pomiędzy dwoma jasnymi błyskotkami bardzo ładnie uzupełniała je swoją najjaśniejszą gwiazdą, choć w sumie nie mam pewności, czy faktycznie należy ona do tego klastra, czy to tylko przypadkowe ułożenie na niebie. Jakkolwiek by nie było, całość stanowiła cudowny widok. Niecałe 2° wyżej natrafiłam na rozrzedzone skupisko gwiazd o tajemniczym oznaczeniu Al 21 (podejrzewam, że skrót ten oznacza katalog Alessi, aczkolwiek nie znalazłam na jego temat zbyt wielu informacji). W pobliżu napotkałam jeszcze dwa drobne klastry – NGC 2349 oraz Dias 3 (kolejny egzotyczny katalog), by następnie udać się do M 50. Prawdę mówiąc nie mam pewności czy kiedykolwiek wcześniej widziałam tę eMkę, teraz jednak nie miało to szczególnego znaczenia, bo teraz oto gromada ta niezwykle efektownie prezentowała się przede mną, zachwycając zróżnicowaniem jasności mnóstwa gwiazd zanurzonych w delikatnej poświacie słabszych składników usytuowanych gdzieś w tle. Przecudowne! Niżej, w okolicy Mgławicy Mewa wyodrębniłam dwa klastry położone w jej granicach – NGC 2335 i 2343, a gdy jeszcze dalej odnalazłam NGC 2345 w polu widzenia śmignął mi kolejny meteor. Miałam zamiar skierować się do zachodnich rejonów Jednorożca, jednak na drodze stanęła mi… ściana, toteż powędrowałam na północ, gdzie wypatrzyłam delikatną, lecz przy tym łatwo wpadającą w oczy NGC 2324, a także NGC 2319 i ASCC 31, które z kolei słabo wyróżniały się pośród gwiezdnego otoczenia. Robiąc dość duży skok w kierunku wschodu natrafiłam na drobną i również niezbyt wyraźną NGC 2394, by potem nagle przenieść się do Messierów o numerach 46 i 47. Jak ja dawno na nie nie patrzyłam! Gromady pięknie uzupełniały się nawzajem swoją odmiennością: pierwsza – delikatna, pełna drobniutkich gwiazdek lśniących niczym śnieg w świetle Słońca, druga zaś jakby szkatułka skrzących się intensywnie białawych klejnotów, jednak w mniejszej liczbie niż u sąsiadki. Chciałam pokręcić się jeszcze trochę po okolicy wspomnianej parki, ale coś stanęło mi na przeszkodzie… Nie, tym razem nie była to ściana. To rejon tych pięknych gromad wkroczył właśnie w obszar, na którym królowała ledowa łuna pobliskiej lampy ulicznej, zmuszając mnie do znalezienia jakiejś alternatywy… Wędrując więc na wschód stwierdziłam, że mieniący się niezwykłym pomarańczowym blaskiem Alphard (α Hydrae) prezentuje się naprawdę zacnie, podobnie zresztą jak lśniąca żółtym światłem 27 Hydrae z położoną tuż obok niebieską sąsiadką. Sunąc tak przez wiosenne gwiazdozbiory zatrzymałam się na Lwie, by sprawdzić jak nowa lornetka pokaże mi tamtejsze galaktyki. A zatem – Triplet Lwa! Messiery 65 i 66 rzuciły się w oczy praktycznie z marszu, Hamburger zaś potrzebował troszkę więcej czasu, ale po chwili także ukazał swoje oblicze. Pozostając w obrębie tej samej konstelacji zaliczyłam jeszcze M 95 i M 96, M 105 oraz NGC 3384 tudzież NGC 3412. Godzina 5:02, noc astronomiczna się skończyła, z pokoju wyżej dochodzą jakieś dźwięki – dziadek się obudził, za chwilę pewnie przyjdzie i zaświeci światło. A ja? Prawie zasypiam. Ale było fajnie. I bardzo komfortowo. Dobranoc.
  3. Jacek E.

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    Częstego używania atlasu w same pogodne noce przez 100 najbliższe lat
  4. Ciekawska

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    Wszystkiego najlepszego, a prezent niech Ci służy jak najdłużej i pod jak najczystszym i najciemniejszym niebem
  5. Dzisiaj
  6. Charon_X

    Zaległa prezentacja teleskopu - DK 14"

    Już sądziłem, że zrezygnowałeś z astro i stronę porzuciłeś. A ty tylko na teleskop czekałeś.
  7. To takie obiekty gdzie 30-50% czasu to praca z mapą - choć ja polecam zalinkowane powyżej zdjęcie a reszta to próba wypatrzenia. Tu jest potężna mapa (!): https://ned.ipac.caltech.edu/level5/ANDROMEDA_Atlas/Hodge2.html A to przykład: Szkoda, że nie ma danych o konkretnych gromadach (chociaż jasność). Jakieś tabele są ale nie ogarniam. Są tylko numery i tyle. Jeśli ktoś rozpracuje chociaż jedną taką mapkę to ukłony i ogromne brawa.
  8. orzeszek1916

    Obiekt tygodnia - zestawienie

    Panowie i Panie. Ten cykl nie może umrzeć! Po ustrzeleniu 95% obiektów z H400 (reszta potrzebuje specjalnych warunków), ten dział jest dla mnie dużą inspiracją. Również zgłaszam chęć zrobienia jakiegoś odcinka. Dajcie mi jednak trochę czasu aż coś wymyślę i poobserwuje. Załatwcie też pogodę w okolicach grudniowego nowiu No i daleko mi będzie napisać tak dobry teks jak poprzednicy ale może dramatu nie będzie
  9. ignisdei

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    Boże kiedy to było 20 lat Nawet nawet 38 już dawno temu było Wszelakiego spełnienia życzę
  10. ignisdei

    KALENDARZ Forum Astronomicznego

    Zatem Jacek2 proszę o przesłanie na mojego maila fotek. Projekt kalendarza opracuję do końca tygodnia.
  11. orzeszek1916

    Obiekt tygodnia 14.11.2018 Gromady kuliste M31

    Sceptycznie do niej podchodziłem a widoczna w Newtonie 13" bez najmniejszych problemów. Widziałem ją ze 3 razy. Trochę kłopotu sprawia mi "dojście" do niej ale powiedzmy 10 minut skupienia wystarcza Generalnie widać ją jako okrągłą mgiełkę (nie wychodziłem z powiększeniem większym niż 200 x) ale podzielam entuzjazm Karola. Fakt oglądania gromady kulistej w innej galaktyce niż nasza jest bardzo przyjemny Co do innych G.. to nie próbowałem. Musze to jednak kiedyś zmienić.
  12. Ciekawska

    [S] JAK NOWA Omegon Kamera CCD Solar System Imager

    Nowa cena: 200 zł
  13. Barnard 10 i LBN782 L 90x300s,, dark, flat, bias x 50 gain120, offset81
  14. mebelek

    QHY163 - potrzebna pomoc

    Programu do akwizycji. Chociaz teraz mam najnowszą wersję i działa dobrze.
  15. esteon

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    Wszystkiego najlepszego!
  16. KrisQ

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    Świetny atlas. Miałem okazję go "pomacać". Gratuluję zakupu i najlepszego z okazji urodzin. 😊
  17. lukost

    KALENDARZ Forum Astronomicznego

    Ano, podesłałem moje propozycje.
  18. Jacek E.

    KALENDARZ Forum Astronomicznego

    W tym roku mieliśmy troszeczkę odstąpić od Henia fotek. Nie całkiem ale miały być tez rzadkie obiekty. Około 30 paru sztuk wysłałem Jackowi miał też wysłać Łukasz Lukost - myślę, ze wysłał i Jacek ma już komplet fotek.... Parę postów wyżej o tym pisaliśmy.
  19. ignisdei

    KALENDARZ Forum Astronomicznego

    Okej może ja w tym roku spróbuję... Jako że swobodnie poruszam się w Gimpie. Jacek2 napisz mi wytyczne odnośnie wielkości grafik na każdy miesiąc, formaty do drukarni i tak dalej. Jolo, daj mi kalendarz wydarzeń na rok 2019. JacekE, Postaraj się proszę o oryginały nadesłanych zdjęć na konkurs z pierwszej trójki.
  20. Moi Drodzy! 🙂 Pierwszy odcinek z trzech planowanych nowej serii pt."W poszukiwaniu źródeł czasu" – jest już gotowy i tym samym nadszedł czas jego długo wyczekiwanej premiery! Chciałbym tym samym zaprosić Was serdecznie na jego premierę oraz przede wszystkim pięknie podziękować całemu mojemu wspaniałemu zespołowi, patronom medialnym, a także wszystkim sponsorom, bez których realizacja tego wspaniałego dzieła nie byłaby możliwa. To, co zobaczycie poniżej mamy nadzieję z zainteresowaniem, to efekt naszej zespołowej wytrwałej kilkumiesięcznej pracy, dzielonej głównie pasją do nocnego nieba. Postaraliśmy się nie zapomnieć o żadnym detalu, który mógłby sprawić, że film ten nie miałby prawidłowego wydźwięku artystycznego oraz naukowego – czego oczywiście nikt by z nas nie chciał. Wszelkie zdjęcia oraz filmy kosmosu postaraliśmy się, aby były jak najlepsze jak najciekawsze, pobudzające Waszą wyobraźnię do granic możliwości, wspaniałymi zdjęciami z mnóstwem bajecznych, fantastycznych kolorów pokazujących piękno wszechświata, natury, a do tego mała szczypta kosmicznej muzyki... Bo kosmos jest przecież piękny. Czy może być coś piękniejszego niż tajemnicza natura wszechświata? Bo kosmos to WSZYSTKO. Cała nasza przestrzeń, czas i wszystkie prawa, które rządzą naszym kosmicznym teatrem. To wszystkie formy energii i materii. Mamy więc cichą nadzieję, że premiera tego filmu to taki wspólny projekt nas wszystkich — zwykłych ludzi, których łączy wspólna pasja, nasza ciekawość, nasze marzenia, nasze sny i nasza wspólna, niepowtarzalna chwila. Wspólna chwila, którą właśnie teraz mamy wielkie szczęście spędzać wspólnie z Wami. Pamiętajmy - "Jest jedna zasadnicza rzecz określająca wyjątkowość człowieka – pasja". Pasja... To coś, co pomaga nam uciec od codzienności problemów. Coś, co pozwala nam wyzwolić z siebie emocje, stać się prawdziwym sobą. Jest nią taniec, muzyka, pisanie, ale również astronomia. Pasja jest czymś bardzo ważnym w życiu każdego z nas. Nazwać pasją można wszystko, co kochamy robić, w czym czujemy się naprawdę spełnieni... Scenariusz i reżyseria: Adam Tużnik Montaż i skład graficzny: Roman Stencel Narracja: Łukasz Mykowski Szczególne podziękowania za wszelką pomoc w realizacji filmu kierujemy także w stronę: Mariusz Kulma, Mary Cybulska, Tomasz Dzierżak, Radek Grabarek, Mateusz Kalisz, Sławomir Matz oraz w stronę środowiska naukowego Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. PATRONI MEDIALNI Astronomia - miesięcznik dla miłośników nocnego nieba Astronomia24 Blisko wszechświata ISS Tracker PL GalNet Radio We Need More Space Astrobaza Radom Obserwatorium Astronomiczne w Koszalinie KMY.pl Space24.pl Gwiazdy w dłoniach World Space Week Wrocław LINK DO FILMU:
  21. Setaarius

    Prezent z okazji okrągłej rocznicy :)

    No to Stówa, a mój taki atlasik przyjechał do mnie tydzień temu 😊
  22. elektron

    M42 z hyperstara

    Mam odnosnie tego zdjecia pytanie . Jak wygladal surowy obraz tego zdjecia jak zostalo wykonane ? Mam rozumiec ze reszta wygladu to zasluga obrobki programem .
  23. wessel

    M42 z hyperstara

    No jako tako udana. Warto popracować nad: - winietą ( zapewne brak flata się kłania) - wyrównaniem tla - wyjaśnieniem dlaczego gwiazdki nie są okrągłe - poprawą nasycenia koloru gwiazd To tak na początek
  24. LukSol

    Astrofotografia po Niemiecki. Wart zobaczyc

    Za 200€ z kamera niezly zestaw. tylko nie wiem czy ten NT to guider ???
  25. lukost

    Astrofotografia po Niemiecki. Wart zobaczyc

    Ależ to stabilne musi być na tym montażu...
  26. Możecie polecić jakieś wyciągi do Newtona 10", o dużej nośności. Chodzi o taki co by się nie giął pod obciążeniem dość długiego zestawu spektroskopowego. Cena - powiedzmy 3 tys. max. Będę wdzięczny za każdą rzeczową opinię.

  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)