Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 18.10.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 28 punktów
    Zrobiłem sobie małą odskocznię od wodorówek aby sprawdzić co mogę osiągnąć swoim sprzętem na innych mgławicach. Padło na kompleks mgławic w Orionie. Pogoda mi dopisała co przełożyło się na ilość materiału jaki chciałem zebrać przez kilka nocy. Sprzęt jak zwykle ten sam TSAPO 130 F 7 i kamera QHY 163 M. Materiał zbierany w kanałach LRGB w ilości 13 godzin. Oto krótki opis. NGC 1977, NGC 1973 oraz NGC 1975 to grupa mgławic refleksyjnych powiązana z gromadą otwartą, znajdująca się w konstelacji Oriona po północnej stronie Wielkiej Mgławicy Oriona w odległości 1600 lat świetlnych . NGC 1977 została odkryta przez Williama Herschela 18 stycznia 1786 roku. W jej centrum znajduje się niebieski olbrzym 42 Orionis o jasności 4,6 magnitudo.
  2. 23 punktów
    Jednej nocy na ostatnim zlocie w Zatomiu, zerkając do Interstellarum, pierwszy raz zwróciłam uwagę na obiekt podpisany w atlasie jako Mirach’s Ghost. Od razu stwierdziłam, że brzmi ciekawie, a gdzieś w odmętach pamięci miałam wrażenie, że na Forum musiał się kiedyś ten twór przewinąć, może w którejś odsłonie Obiektu Tygodnia… Kiedy ostatnio przyszło mi rozważać, co mogłabym Wam zaprezentować w tym właśnie cyklu, doznałam niemałego zdziwienia odkrywszy, że nikt wcześniej o Duchu nie pisał. Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło… NGC 404 to karłowata galaktyka soczewkowata z aktywnym jądrem, położona ok. 9,8 mln lat świetlnych od nas, czyli w zasadzie tuż za rogiem naszej Grupy Lokalnej. Na niebie usytuowana jest w gwiazdozbiorze Andromedy, jakieś 7’ na północny zachód od gwiazdy Mirach (β And). To właśnie od tej pozornej bliskości wzięło się popularne określenie Duch Mirach. Galaktyka została odkryta 13 września 1784 r. przez, a jakże, Williama Herschela, jednak schowana w sąsiedztwie czerwonego olbrzyma, długo skrywała przed nami swoje tajemnice. W 2008 roku na przykład, zdjęcia z teleskopu GALEX wykonane w zakresie promieniowania ultrafioletowego ujawniły, że otoczona jest pierścieniem młodych gwiazd (wcześniej sądzono, że otula ją tylko otoczka gazowego wodoru), który prawdopodobnie powstał ok. 900 mln lat temu w wyniku kolizji z małą sąsiednią galaktyką. Po lewej: NGC 404 i β And w świetle widzialnym, po prawej – w ultrafiolecie. Pola widzenia na obu zdjęciach są takie same. Źródło: http://www.galex.caltech.edu/media/glx2008-02r_img01.html Z jasnością wizualną wynoszącą 10.1 mag i jasnością powierzchniową równą 12.8 mag\(’)2 NGC 404 zdecydowanie nie należy do słabizn, jednak blask Miracha nie pozwala ujrzeć jej w pełnej krasie. Chociaż… czyż nie jest czymś niezwykłym możliwość obserwowania w jednym polu widzenia gwiazdy oddalonej o 200 lat świetlnych i galaktyki położonej dziesiątki tysięcy razy dalej? Ja myślę, że to niesamowite doświadczenie. Oprócz walorów estetycznych, plusem bliskości tych dwóch obiektów bez wątpienia jest łatwość odnalezienia Ducha na niebie. Po prostu celujemy nasz sprzęt w β And i przesuwamy się delikatnie w kierunku północno-zachodnim, gdzie powinniśmy natrafić na owalną mgiełkę. W razie problemów z jej wyłapaniem, warto zastosować silniejsze powiększenia, by usunąć Miracha z pola widzenia i ograniczyć jego przeszkadzający blask. Tak nasza parka wygląda w 10-calowym teleskopie: Źródło: https://www.cloudynights.com/topic/551548-ngc-404-mirachs-ghost/ Nie podałam jeszcze jednej kluczowej informacji, a mianowicie przez co możemy wypatrzeć Ducha Miracha? Pod przyzwoitym niebem bez problemu dostrzeżemy go w 4-5 calach, jednak nawet w bardziej zaświetlonych miejscach warto próbować go odnaleźć. Przeczesując zagraniczne fora, najmniejszy sprzęt użyty do obserwacji NGC 404 jaki znalazłam, to achromat 80 mm i lornetka 15x70, oczywiście przy niewielkim zanieczyszczeniu światłem. Mi dane było oglądać tę galaktykę tylko dwukrotnie i jedynie przez GSO 10” - we wrześniu tego roku pod wspaniałym zatomskim niebem i kilka dni później w niezłych inwałdzkich warunkach, co zresztą opisałam w jednej z moich relacji: „[W Zatomiu] skierowałam się zatem ku mieniącemu się pomarańczowo-żółtym blaskiem Mirachowi i od razu w oczy rzucił mi się „jego duch”. Był bardzo wyraźny, z jednej strony (dalszej od gwiazdy) troszkę się wyciągał, stając się w tym miejscu ciemniejszym. Także i dzisiaj [w Inwałdzie] skierowałam GSO na tę mgławicę, a zastałam tam bardzo podobny widok co na zlocie z tym, że Duch trochę mniej wybijał się z tła.” Swoją drogą nie mam pojęcia, dlaczego zobaczyłam ten kształt jako rozciągnięty w jedną stronę, a nie owalny. Gdy tylko pogoda i okoliczności pozwolą, muszę przekonać się, co pokaże mi APM 25x100. A czy Ty widziałeś już Ducha? Jeśli nie – spróbuj i daj znać jak poszło!
  3. 23 punktów
    Ludziska piszą sobie relacje, a ja też bym chciał więc siadłem i piszę Niedziela, kolejny bezchmurny wieczór jednak różniący się od poprzednich. A to za sprawą stojącej na tarasie 10 calowej rureczki , czekającej aż przez nią spojrzę:) Ostatni raz obserwowałem już dość dawno temu, głównie z braku okularu. Pod koniec września nabyłem Luminosa 15mm (dzięki Ola za przetrzymanie go, aż będzie mnie na niego stać). Jak na połowę października jest ciepło ok. 13 stopni. Wyszedłem z domu po 21, od razu zauważyłem, że kolejny raz przejrzystość znacząco spadła. Zaraz po zmroku było widać multum gwiazd od razu po wyjściu z domu, a teraz musiałem porządnie się skupić by wyłuskać charakterystyczny układ gwiazd Strzały. O widoku M31 gołym okiem mogłem zapomnieć. Miło obserwować nie zarywając nocy, wczesna pora niesie ze sobą także minusy z których największy to światła latarni, a przede wszystkim lampa u sąsiada oświetlająca całe podwórko plus waląca w niebo (muszę coś z tym w końcu zrobić). Nie miałem planu obserwacji, wziąłem kilka stron z atlasu nieba dla początkujących by w ogóle coś znaleźć. Najpierw krążyłem po niebie bez celu, trafiając przypadkiem na M31 - jasna plama ale wrócę do niej później. Szybko obskoczyłem kilka obiektów które łatwo zlokalizować, zaczynając od M57, chyba po raz pierwszy patrzyłem na ogryzka M27, niepozorne kulki M56 i M71. Potem ambitnie poszedłem w stronę mgławicy Veil, jednak bez rezultatu. Obracając się w przeciwnym kierunku wróciłem do M31 która urosła w polu widzenia okularu, wylewając się poza jego krawędzie. Wtedy też trochę wstyd, ale pierwszy raz obserwowałem jej towarzyszki M32 i M110. Przyszła kolej na M33, zawsze miałem trudności z jej zlokalizowaniem, może poza jedną nocą gdy widziałem ją gołym okiem. Tym razem również parę minut zajęło, zanim do do niej dotarłem. Pojaśnienie zajmujące większą część pola widzenia, po dłuższym wpatrywaniu jakby majaczyła spiralna strukura. Wreszcie Gromada Podwójna wzniosła się nad dach, szybko obróciłem się i podziwiam masę błyskotek. Jednak te obiekty dużo bardziej podobają mi się w szerszym polu, przy 15mm są ciasno upakowane przy krawiędziach pola widzenia, trzeba oglądać każdy obiekt osobno z tej pięknej parki. Jeszcze szybki rzut okiem w stronę M76 oraz gromad otwartych w Kasjopei. Już miałem kończyć gdy przyszła mi myśl do głowy, że przecież kupiłem filtr OIII który czekał obok na montaż przed kamerą. A może by tak najpierw.... Było ciemno, a ja miałem tylko czerwoną latarkę z padniętymi bateriami która ledwo potrafiła oświetlić białe kartki atlasu. Ostrożnie wyjąłem filtr z pudełka, i podjąłem próbę wkręcenia go w 2" przedłużkę wyciągu. Nie widziałem zbyt wiele więc robiłem to powoli powtarzając sobie w myślach spokojnie Darku, ostrożnie, nie śpiesz się, żeby nie wyślizgnął Ci się z palców... i wtedy zgadnijcie co....:( Zadziwiające jest, jak wiele myśli potrafi przemknąć w ciągu ułamka sekundy. Najpierw w myślach poszła cała wiązanka przekleństw. Odruchowy ruch ręką by po omacku próbować złapać filtr, jednak poczułem tylko jak odbija się od dłoni. Kolejna myśl , że 600 zł poszło się je...., szybkie bicie serca, a w głowie ułożyły się dwa scenariusze: 1. Uderzenie o płytki i odgłos pękającego szkła. 2. Uderzenie o płytki, chwila ciszy i odgłos pękającego szkła 4 metry niżej. Czekam na nieuniknione. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie było moje zdziwienie gdy usłyszałem głuche tąpnięcie, przyglądam się, a filtr wylądował na stojącym obok plecionym krześle. Całe zdenerwoanie przeszło w niedowierzanie i poczucie ulgi. Aż usiadłem na chwilę by złapać kilka oddechów. Po uspokojeniu podjąłem drugą próbę wkręcenia filtra, tym razem robiłem to klęcząc na płytkach trzymając elementy nad samych krzesłem które przed chwilą okazało się ratunkiem dla filtra. OIII zamontowany, drugie podejście do Zachodniego Veila czas zacząć. Chwilę zajęło zanim doskakałem po gwiazdach w odpowiednie miejsce no i... jest! Bez trudu widoczny charakterystyczny spiczasty kształ , falujący i rozszerzający się ku drugiemu końcowi. Dłuższą chwilę przyglądałem się, czułem jednak pewien niedosyt, podejrzewam że w dłuższej ogniskowej widok byłby lepszy. Korzystając z założonego filtra jeszcze skok do M27, tym razem ta planetarka waliła po oczach mocno, wyraźnie wychodząc z tła ukazując charakterystyczny zarys ogryzka. Po nieco ponad godzinie zakończyłem szybkie obserwacje szczęśliwy z wielu powodów: pierwszych obserwacji od dawna, zaliczenia kilku nowych obiektów, oraz... ocaleniu filtra. Na koniec jeszcze dodam, że mimo ułatwienia jakie daje filtr w dostrzeżeniu niektórych obiektów, nie jestem zwolennikiem używania filtrów. Może to kwestia przyzwyczajenia , ale przeszkadza mi to przygaszanie gwiazd i zafarb jaki wprowadza filtr. Zdecydowanie wolę obraz naturalny, choć wtedy welonu bym nie mógł dopisać do listy zaliczonych obiektów. Ot taka sprzeczność na koniec "nie fajnie, ale fajnie" I to koniec historii, gdy śmierć spojrzała mi w OIII
  4. 22 punktów
    Tekst nadawał się to "Rozweselacza", ale tu też pasuje Wstęp: Pogoda nie rozpieszcza - chmury i mgły królują nad morzem. Księżyc prawie w pełni nie sprzyja obserwacji DSów, a i sam jest mniej atrakcyjny jako cel dla teleskopu. W życiu trzeba jednak dostrzec i łapać okazję jak tylko się pojawią. Prognozy obiecywały dwugodzinne okienko w chmurach dziś (22.10.2018) wieczorem, więc po powrocie z pracy wystawiłem MAKa 127 na balkon - tak na wszelki wypadek. Ponieważ teraz dość szybko robi się ciemno do głowy przyszedł mi pewien plan. Rozdział 1 - Co zrobić by przedszkolak wyszedł na obserwacje? Poczekałem aż przyszedł czas na wieczorne sprzątanie zabawek. Zaczynam się pakować i rzucam głośno mimochodem: "Biorę teleskop i idę oglądać Księżyc...". Haczyk został połknięty natychmiast. Mój sześciolatek przybiegł na przedpokój: "A gdzie idziesz?" - zapytał. "Tu przed blok. Chciałem pooglądać księżyc przez teleskop." - odpowiedziałem. Wyjście przed blok nie jest super atrakcyjne, ale spojrzał na swój pokój. Sprzątania jeszcze trochę zostało, a po sprzątaniu wiadomo... mycie zębów i spać. "A mogę iść z Tobą?" "Jasne ubieraj się." Zazwyczaj jak do tej pory pytałem o obserwacje przez teleskop, to była odpowiedź: "Nie, teraz nie mogę." No, ale jak się pyta dziecko podczas zabawy, to czego oczekiwać? Już mieliśmy wychodzić gdy nagle mój trzylatek pojawił się na przedpokoju. Spojrzał na nas i stwierdził stanowczo: "Ja też wyjść z domu!¿!¡" Po czym zaczął sam ubierać buty, nie czekając na moją odpowiedź. Jakikolwiek opór był bezcelowy. Mój młodszy syn nie zadaje pytań, on stwierdza fakty lub wydaje rozkazy. Mniej doświadczeni rozmówcy myślą czasem, że to są pytania. Ale ja wiedziałem, że łatwiej jest dotknąć łokciem własnego nosa, niż go namówić by został w domu. Rozdział 2 - Gdzie i czym obserwować? W trójkę wyszliśmy przed blok, bo próba wjechania samochodem poza miasto, o tej porze, skończyłaby się zaśnięciem w samochodzie. Znaleźliśmy miejsce skąd było widać księżyc i rozstawiłem sprzęt. Do obserwacji z dziećmi używam dedykowanych do tego celu okularów LET 28mm i NPL 15mm. Jak często bym nie tłumaczył, że nie wolno dotykać soczewki to i tak zupełnie niechcący zostanie dotknięta. Więc zamiast się denerwować, pogodziłem się z faktem, że dwa okulary trzeba "poświęcić". Tym razem miałem też dodatkowe asy w rękawie. Niedawno zakupiony EQ3-2 przerobiony na AZ i Red Dot Finder. Do tego aluminiowe nogi LT1, które bez rozsuwania są dość niskie. Rozdział 3 - Obserwacje Zazwyczaj długość obserwacji z moimi dziećmi była liczona w sekundach. Przesadzam, przecież czasami to było nawet 5 minut. Tym razem możliwość używania micro ruchów, z bardzo wygodnymi gałkami od EQ3-2, w połączeniu z Red Dot Finderem, do którego nie trzeba przytykać oka sprawdziło się idealnie. Po kilku minutach względnego spokoju zaczęła się pierwsza kłótnia. Na całe szczęście udało się kryzys opanować: starszy patrzy przez Red Dot Findera i wydaje polecenia, a młodszy kręci gałkami. Po pierwszej kłótni, jest też pierwszy sukces: Księżyc namierzony. Sprawdzam ostrość w okularze LET 28mm. Obserwacje rozpoczyna trzylatek: "Co widzisz?" - pytam. "Księżyc!" krzyczy maluch, po czym następuje dzieści podskoków radości. Nie wiem co widział, ale się podobało. Teraz starszy: "Podoba Ci się?" - dopytuję. "Tata, ale on ma ciemne plamy." - pada rzeczowe stwierdzenie. "Tak, to taka lawa jak z wulkanu." - tłumaczę. "Ale, ława jest czerwona." - lepiej się upewnić, bo pewnie Tata ściemnia. "Czerwona jak jest gorąca, ale jak wystygnie to jest czarna." - obstaje przy swoim - "I co ładny Księżyc?" - dopytuję. "Wygląda jakby był brudny." - pada odpowiedź. Dobra nie pytam nic więcej, bo jak może być ładny, jak wygląda jakby był brudny. Zresztą nie ma co drążyć tematu, bo zaraz młodszy zarządzi mycie Księżyca. Nie nie ma też czasu bo zaczyna się mała szarpanina. "Uwaga! Teraz zmienię tu jedną część i Księżyc będzie jeszcze większy. Kto chce zobaczyć?" - wygłaszam w przestrzeń. Zawieszenie broni szybko zostaje zawarte. Zmieniam okular na NPL 15mm i ustawiam ostrość. Trzylatek znów zadowolony. Sześciolatek zaczyna dyskusję: "Tata on jest mniejszy." "Większy?" "Nie, on jest mniejszy." "Daj, zobaczę..." Księżyc uciekł i został w okularze tylko jego mały rąbek. Poprawiłem, żeby przynajmniej połowa okularu była zajęta Księżycem. Specjalnie wyeksponowałem dół Księżyca, gdzie dobrze widać było kratery. "Synku, tutaj musisz sobie kręcić i wtedy będziesz widział ten fragment Księżyca, który chcesz." Dość długi czas bawił się mikro ruchami i sprawdzał w Red Dot Finderze który fragment księżyca obserwuje. Już chciałem mu tłumaczyć, o odwróconym obrazie w poziomie i nie odwróconym obrazie w pionie ... "Lepsze jest wrogiem dobrego." pomyślałem i dałem mu się w spokoju pobawić. "Fajne... widzę dziurki. To znaczy ten ..." "Kratery" - podpowiadam. "A możemy znów zrobić kratery w mące plasteliną?" Już chciałem się zgodzić na wspólną zabawę, jaką mieliśmy kiedyś gdy opowiadałem mu o Księżycu. Jednak nagle uświadomiłem sobie, że taki sześciolatek czasami lepiej zarzuca przynętę niż ja. "Ale kiedy?" - się dopytuje. "Jak wrócimy do domu." - odpowiada z uśmiechem na twarzy. "Jak wrócimy do domu, to będzie mycie zębów i spać, ale jutro możemy się pobawić." "Dobra... może być jutro." I teraz nastąpił absolutny szok gdy zapytał: "A co mi teraz pokażesz?" "Teraz to Twój brat może trochę poogląda." - odpowiedziałem. Musiałem zyskać na czasie. Mars za chmurami, Księżyc prawie w pełni i latarnie w koło. Jedyne co wymyśliłem to Mizar i Alkor. "Widzisz tą gwiazdę. Pomożesz bratu ustawić teleskop?" Współpraca wyglądała słabo... W końcu ustawili go właściwie. Wstawiłem znów LET 28mm i ustawiłem ostrość. Młodszy syn stwierdził: "Księżyca nie ma..." "No nie ma". "A Tobie jak się podoba?" - spytałam pierworodnego. "Nic nie widzę!" - odpowiedział "Daj sprawdzę..." Wszystko ładnie widać, ostrość dobrze ustawiona... "Spójrz jeszcze raz. Nie widzisz tych dwóch jasnych gwiazdek? Takie małe jasne kropeczki..." "Widzę, ale dlaczego takie małe? Zrób większe." "Ale gwiazdki są daleko i nie będą większe. Będą tylko jaśniejsze." "Szkoda, bo Księżyc to super duży się zrobił." "Wiem, ale z gwiazdkami tak nie będzie. A widzisz że tam jest więcej gwiazdek? Bez teleskopu ich nie widać." "No widzę... A mogę pokręcić?" "Jasne..." Starszy oglądał sobie jeszcze różne gwiazdy przez teleskop, gdy młodszy zaczął już poważnie dokazywać. Zakończenie: "Dobra chłopaki! Zbieramy się!" - zarządziłem. Szybko odkręciłem statyw od montażu i wyjąłem wszystkie rzeczy z pudełka od teleskopu: "Ty masz pudełko, a Ty statyw. Musicie to zanieść do samochodu. Ale ostrożnie i powoli, żeby nic nie upuścić." Oczywiście wszystko co nieśli nadawało się do upuszczania, ale ich powolne dreptanie dało mi chwilkę na spakowanie wszystkiego na spokojnie. Wróciliśmy do domu i podczas zasypiania pierworodny zapytał: "A jutro też możemy Księżyc oglądać?" "Jak nie będzie chmur Kochanie." "Nie lubię chmur - najfajniej by było gdyby kałuże były bez deszczu i chmur." "Lubisz kałuże, co???" "Tak, lubię kałuże i kalosze, ale Księżyc też był fajny."
  5. 22 punktów
    Jeśli nie lubisz słabych opisów z obserwacji przejdź do pytań proszę... na samym dole... Wstęp - można pominąć: W kwietniu 2017 roku kupiłem swój pierwszy teleskop: MAK 127. W nim królowały planety i gwiazdy podwójne z balkonu. Uwielbiam oglądać kuleczki M13, M92 i M5. Udało się też upolować M81 i M82 oraz M42, M57 i M27. Odkąd w maju tego roku kupiłem refraktor SW 120ED moje obserwacje diametralnie się zmieniły. Okazało się, że gromady otwarte są piękne i to co do tej pory omijałam bo nie zachwycało mnie w MAKu w EDku okazało się wspaniałe. Niestety ostatnio zrozumiałem, że wpadłem w schemat: Chichotki, gromady otwarte w Kasjopei, Plejady, M31, M57, M27, M39, M35, M42… Złapałem się nawet na tym, że nawet przestałem oglądać gromady kuliste, które tak lubiłem… Nadchodzi Wiktor: Patrząc na prognozy pogody wprost nie mogłem uwierzyć - wyż Wiktor króluje nad Polską. Oczywiście miała nas odwiedzić w tym czasie rodzinka, która u nas nie była prawie sześć lat. I ktoś mnie teraz przekona, że ogólne prawa Murphy'ego nie istnieją... Mimo tych niedogodności stwierdziłem, że na obserwacje muszę pojechać. Co więcej miały to być obserwacje inne niż poprzednie. Obserwacje przełamujące utarty schemat. Wyjąłem: Wydrukowaną Tabelę Wimmera Komórkę z Mobile Observatory i SkySafari Pro I komputer z książkami: "Turn Left at Orion" Consolmagno, Guy; Davis, Dan M. "A Year of Star Hopping: [...]" Hearn, David "Star Watch: [...]" Harrington, Philip S. Notatki ze swoich starych obserwacji Wydrukowany atlas gwiazd i zacząłem robić listę obiektów, których nigdy nie widziałem lub widziałem tylko raz czy dwa razy w życiu. No i postanowiłem wykorzystać okazję i poczytać o tych obiektach trochę. To były chyba najdłuższe przygotowywania do obserwacji w mojej, jak krótkiej karierze astronomicznej. Bliziny 11.10.2018 Wiedziałem, że w weekend nie będzie czasu. Więc w czwartek jak tylko dzieci zasnęły zacząłem pakować sprzęt do samochodu. Do Blizin jechałem prawie godzinę mając w głowie cały czas silne postanowienie - oglądamy same nowe (dla mnie) DSy. Szybko rozstawiam sprzęt - tym razem na SkyTee obok SW120ED powiesiłem swój nowy nabytek AT72ED. To maleństwo wyposażone w okular SWAN 33mm i red dot finder sprawia, że poszukiwanie obiektów jest bajecznie proste. Niektórzy pewnie powiedzą, że to barbarzyństwo używać taki teleskop jako szukacz. Z drugiej strony jak już mam, to czemu nie używać, jak się sprawdza? Normalnie zacząłbym od Chichotek, potem sprawdził czy dam radę określić jasność Algola i uderzyłbym w Kasjopeję... Ale dziś miało być wszystko inaczej. Szybkie zerknięcie w notatki i jest pierwszy cel: M34. Znaleziony bez problemu. Jak to się stało, że do tej pory przeoczony? Nie mam zielonego pojęcia. Ach ta różnica w jasności tych gwiazd w tej gromadzie... To wygląda świetnie... Dobra następny... Ale moment po co się spieszyć. To, że zaplanowałem oglądać nowe nie znaczy, że mam oglądać szybko. Więc popatrzyłem przez różne okulary w dwóch teleskopach. Głęboki oddech i czas iść dalej: M33 - w notatkach zaznaczone, że próba odnalezienia na początku roku w MAKu 127 się nie udała. Notatki zdradzają, że miejscówka była słaba z dużym zanieczyszczeniem światłem. W Tabeli Wimmera nie ma tego obiektu. Tym razem galaktyka odnaleziona bez większego problemu. Widoczna zerkaniem maleństwie AT72ED i znacznie wyraźniej w SW 120ED. Ale bez żadnego konkretnego kształtu. W małym powiększeniu wyglądała jak mgiełka zamknięta w pudełku z gwiazdek. Mała przerwa na przegląd nieba lornetką. Pomyślałem, że jak oczy troszkę odpoczną to może za chwilę jakiś kształt się ukaże w okularze. Niestety muszę uwierzyć na słowo, że w większym teleskopie ta galaktyka przypomina wiatraczek, bo sam tego nie dostrzegłem. Czas na zaniedbane puchatki* - na początek M15. Nie wiem czy to wina M13, który jest tak piękny, że zawsze chce się do niego wracać. Jednak M15 widziałem do tej pory tylko dwa razy w życiu. Więc i ta gromada kulista znalazła się na liście. I dobrze! Szybko odnaleziona cieszyła oko dość długo. Z jakiegoś dziwnego powodu przywołała wspomnienia z pierwszych obserwacji M13 w MAKu. Ta myśl sprowokowała całą lawinę myśli i emocji. M13 - pierwszy DS oglądany w życiu przez teleskop... Obiekt, który sprawił, że porzuciłem balkon z widokiem na rozświetlony port kontenerowy i zacząłem jeździć coraz dalej w poszukiwaniu ciemności i gwiazd. M15 może nie tak okazały, ale ES 11mm w 120EDku pokazał gwiazdki na obrzeżach gromady. Zachęcony przeskoczyłem do M2. Aż nie do wiary, ale do tej pory widziałem go tylko raz w życiu. Wydał się mniejszy i nie byłem w stanie rozbić gwiazdek, ale był też niżej niż jego sąsiad. Tak to jest, jak się nie umie planować obserwacji... trzeba było zacząć od tych właśnie gromad kulistych. Z silnym postanowieniem, że na każdej obserwacji powinna być choć jedna kuleczka wziąłem kolejny obiekt z listy: Caldwell 4 (Iris Nebula). Kurcze??? Jak on się znalazł na liście? No tak, przecież ostatnio błądząc po wirtualnym niebie w SkySafari zaintrygował mnie ten kształt. Dodałem go później do listy z adnotacją, że może być ciekawe połączenie mgławicy refleksyjnej z gromada otwartą o jasności 7.1 mag. Niestety nie udało mi się jej odnaleźć. Już raczej dla zabawy założyłem filtr Baader UHC-S. Warunki były dobre, więc może zmęczenie odegrało tu jakąś rolę. Po ok 15-20 minutach stwierdziłem, że może nie ma się co frustrować, tylko czas iść dalej. Stwierdziłem, że skoro mam już filtr to może nagnę trochę reguły gry. Wycelowałem w M27. Znalazłem ją bez trudu. Z filtrem wyglądała przepięknie. Czasami jednak warto wrócić do znanych obiektów. Niektóre po prostu się nie nudzą. Zawsze się zastanawiam jak musiał wyglądać moment powstania takiej mgławicy. No i w tej mgławicy schował się największy biały karzeł znany ludzkości... Filtr miałem wkręcony w kątówkę, a że na SkyTee mam dwa teleskopy zamiast bawić się w wkręcanie i wykręcanie filtra po prostu zamieniłem kątówki. Tak filtr naprawdę pomaga w oglądaniu M27. No to jak już łamiemy reguły to szybki skok do M57. Dziurka w obwarzanku widoczna, ale filtr tu już nie za bardzo pomagał. Czas odłożyć filtr i odszukać coś naprawdę nowego: M71, jak już jesteśmy w pobliżu. Z mag 8.2 to najciemniejszy obiekt podczas tych obserwacji. Ale łatwo znaleziony i prezentował się zaskakująco fajnie w 120EDku. Myślałem czy nie skończyć na dziś, bo zmęczenie już brało górę, ale na liście były jeszcze trzy obiekty, które musiałem zobaczyć. Gromady otwarte w Woźnicy. Odkąd na samym początku zabawy z astronomią nie mogłem ich znaleźć, trafiły chyba na czarną listę w mojej podświadomości. Szybki rzut okiem Nikonem 7x35 na Woźnicę. Wszystkie trzy gromady widoczne... Jak ja ich mogłem nie znaleźć? Na pierwszy strzał poszło M36 - kilka jaśniejszych diamencików na tle innych ciemniejszych gwiazd. Takie gromady otwarte chyba lubię najbardziej: dość gęste, z gwiazdami o zróżnicowanej jasności. Zmęczenie jakoś uleciało i zacząłem spokojnie oglądać i zmieniać okulary. M37 - większa, bardziej rozległa, ale ciemniejsza gromada. Mi najbardziej podobała się w małym powiększeniu, gdzie na obrzeżach okularu widać było pojedyncze jaśniejsze gwiazdy, które kontrastowały z gromadą i dodawały jej uroku. Na sam koniec M38. Ta gromada zaskakuje obfitością gwiazd. Jednak zmęczenie już wraca z podwójną siłą. Powoli pakuje cały sprzęt i wracam do domu. Droga powrotna zawsze się dłuży. Myślę, że ta obserwacja jest jedną z przełomowych... Bliziny 15.10.2018 Jest poniedziałek wieczór, a Wiktor nie odpuszcza. Sprzęt do samochodu udało mi się już pakować dzień wcześniej, ale wyjechać się wczoraj nie udało. Dziś dzieci po przedszkolu zmęczone szybko zasnęły. Dojechałem dość szybko do Blizin i sprzęt w konfiguracji sprzed kilku dni został rozstawiony błyskawicznie. Znów Chichotki kuszą aby od nich zacząć, ale nie... Stwierdziłem że zaczniemy przewrotnie od innych dwóch gromad otwartych w Perseuszu: NGC 1528 i NGC 1545. W małym powiększeniu w SW 120ED udało mi się umieścić w jednym polu widzenia. To nie są Chichotki, ale te gromady mają swój nieodparty urok i do tego te trzy jasne gwiazdy, jakby oddzielające je od siebie. Nasuwa mi się taka myśl, że to trochę jak z odkrywaniem albumu muzycznego. Zaczynasz od kawałka promującego album i jesteś nim zachwycony. Więc przesłuchujesz całą płytę i nagle okazuje się, że te mniej znane utwory mają swój nieodparty urok.** Te dwie gromady mają taki swój nieodparty urok. Nie są hitem omawianym w każdej książce dla zaczynających przygodę z astro, ale na pewno znalazły stałe miejsce w moim sercu. Następnie przechodzę do Łabędzia. Tu zawsze oglądałem M39 i Albiero. Więc tym razem poluję na M29 - notatki zdradzają, że gromada poszukiwana była na początku maja 2017 i nie odnaleziona, ale w październiku 2017 znaleziona bez problemu, jednak od tamtego czasu nie obserwowana. To jest niesamowite jak bardzo każda obserwacja rozwija. Szczególnie to jest odczuwalne na początku przygody, kiedy ma się jeszcze mało doświadczenia. Ta gromada jest tak zwarta, że pokusiłem się o jej obserwowanie w ES 11mm. Pamiętam dokładnie jak obserwowałem ją w MAKu i taki powrót po roku ma w sobie coś magicznego. Z jednej strony wiem dokładnie czego się spodziewać, a z drugiej strony obserwuję ten obiekt zupełnie inaczej. Delektuję się szczegółami, których jeszcze rok temu nie dostrzegałem. Przypomina mi to słuchanie jazzu.** Wracasz do jakiegoś kawałka i zamiast na saksofonie skupiasz się na basie i odkrywasz piękno, które niby było tam od zawsze, ale dopiero teraz je doceniasz. Następnie NGC 6871. Na tle drogi mlecznej gromada słabiej jest wyeksponowana i zlewa się z innymi gwiazdami, ale te kilka jasnych gwiazdek sprawia, że nie tylko ją łatwo znaleźć, ale że nabiera ona indywidualnego charakteru. Gromada NGC 6940 - odnaleziona bez problemu, ale niestety mnie nie urzekła. Za to NGC 6811 to prawdziwe cudo. Ten nietypowy kształt... Ta gromada ma potencjał na bycie jedną z moich ulubionych. Tak jak Chichotki zdominowały moje dotychczasowe obserwacje w Perseuszu, tak w Byku zawsze oglądane były Plejady. Pora obejrzeć NGC 1647 i NGC 1746. Obie nigdy wcześniej nie oglądane. Pierwsza odnaleziona błyskawicznie. Dość wyraźnie wyróżnia się od tła, tak jak lubię. Sąsiadka znaleziona równie szybko i zachwyciła mnie swoim nieregularnym kształtem. Na sam koniec coś co widziałem już kilkakrotnie, ale odnajdywanie tych obiektów zajmowało zawsze dłuższą chwilę. M81 i M82 tym razem odnalezione błyskawicznie. Czy to mój AT72ED w roli szukacza tak dobrze się sprawdza, czy może to doświadczenie zdobywane z każdą obserwacje procentuje. Jedno jest pewne - coś się zmieniło, bo między początkiem roku a teraz, to jest niebo a ziemia. Same galaktyki prezentowały się przepięknie. Widać je było tak wyraźnie, że spróbowałem odszukać Nikonem 7x35. W idealnych warunkach te obiekty ponoć są dostrzegalne okiem nieuzbrojonym. W tym małym Nikonie były ledwie widoczne przy zastosowaniu metody zerkania. Choć nawet nie jestem teraz pewien czy na pewno dostrzegłem je w lornetce, czy mi się tylko wydawało. Uznałem, że już wystarczy i pora się zbierać do domu. Droga powrotna jakoś szybko zleciała i była mniej uciążliwa niż zwykle. Na twarzy uśmiech, a w głowie myśl - to były naprawdę dobre obserwacje. O pierwszej położyłem się spać, a o trzeciej przyszedł do mnie mój młodszy syn i wskazując na mnie zawołał: "Kakao chce!". Zaczął się nowy dzień - pomyślałem - troszkę wcześniej niż planowałem. Wnioski - pewnie oczywiste dla wielu z was: Warto: Robić notatki z obserwacji - są bezcenne jak chcemy wrócić do czegoś. Ja to zaniedbałam i bardzo tego żałuje. Poświęcić trochę czasu i zaplanować obserwacje. Mieć listę ciekawych, nowych rzeczy, które warto zobaczyć. Czytać relacje z obserwacji, które są często inspirujące. Wracać do obiektów, których nie udawało się odnaleźć lub którymi się zawiedliśmy. Czasami poszukać nowej miejscówki i poświęcić czas na dojazd. Poczytać bo: "Pure visual spectacle is only one reason to hunt down deep-sky targets; the other is the intellectual enjoyment of contemplating what you are viewing." - "Binocular Highlights: [...]", Seronik, Gary Nie warto: Zniechęcać się niepowodzeniem Odpuszczać wyjazdów z powodu wszechobecne panującego Prawa Murphy'ego Pytania: Jak planujecie swoje obserwacje? Czego używacie do planowania obserwacji? (książki, atlasy, aplikacje, inne) Kupiłem ostatnio "Cosmic Challenge" Harrington, Philip S. - polecacie może jakąś inną książkę, która wyjdzie poza najbardziej znane obiekty? Myślałem o zakupie zakupie atlasu Interstellarum - myślicie że warto? Mam filtr Baader UHC-S - czy warto inwestować w coś innego uwzględniając, że mój duży EDek ma tylko 120mm. Dokumentujecie swoje obserwacje? * Zapożyczone od @Janko, który swoja relacją z obserwacji z balkonu uświadomił mi jak bardzo zaniedbałam gromady kuliste. ** Przyznaję się - podczas obserwacji słuchałem Johna Coltrane'a.
  6. 20 punktów
    Nie ma tego złego... Czasami zbliżające się pogorszenie pogody potrafi nadać dramatyzmu prozaicznej koniunkcji Księżyca z Marsem Czystego nieba!
  7. 20 punktów
    Hej. Moje starcie z tym obiektem zaczęło sie rowno 3lata temu. Majac ED80+QHY8L zrozumiałem ze trzeba palic wiecej niz 5-10 klatek na obiekt. Stara M33. Doświadczenie w astroobrobce bylo na poziomie pierwszych krokow w PS - błądzenie po omacku przez pierwsze 3 miesiace. Tym razem trzeba bylo sprawdzic jak zachowa sie obecny steupik ze zbyt dużą ilościa subow. Nie żalowalem sobie. Ostatnie dni mocno rozpieszczały pogodą. Nie bylo żalu i cisnienia, ze zabraknie nocy/pogody Poniżej prezentuje wersje LRGB, crop na krawedzie po stacku, resize do zastosowan internetowych. Do koloru podchodzilem 2 lub 3 razy w rozny sposob i za kazdym razem wychodzilo mniej to samo. Nigdy tego nie robie, ale tym razem chciałem spróbować i przejrzeć sieć w poszukiwania referencyjnego koloru. Niestety nic nie udało mi sie znaleść. Postanowilem, wiec sie niczym nie sugreowac i obrobic material tak jak mi wychodzi. Bez sztucznego naciagania i podciagania pod czyjąs wizję tego obiektu. Zastosowałem również nowy sposob odszumiania. W połączeniu ze starymi technikami przynosi fajne efekty. L mocno kontrastowa, aby nie stracic struktur podczas łączenia z kolorem. CCD QHY9m, TS APO100Q, NEQ6 L @10min, RGB @5min koniecznie muszę dopalic wodór!
  8. 18 punktów
    Przedstawiam gromadę otwartą w Cefeuszu otoczoną mgławicą zwaną Czarodziej. Gromada powstała ok 4 mln lat temu, a jej odkrywcą była Caroline Herschel w 1787 roku. NEQ-6 SYN SCAN, TS TRIPLET APO 90/600, TS 80/330, ALccd 5T, ATIK383L+ 51x600s Ha 18x900s OIII 21x600S SII Łącznie 16,5h HST
  9. 17 punktów
    Zaryzykowałem i postanowiłem jeszcze raz w tym roku spróbować z tym obiektem. Dość jasny wg map ale bardzo słaby powierzchniowo. Dlatego subklatki musiały być długie i nie zebrałem ich tyle ile bym chciał. Przez to nie udało się ładnie obrobić tła. No ale przynajmniej detal na galaktyce wyszedł w miarę ok - na pewno lepiej niż w zeszłym roku Jest to jedna z moich ulubionych galaktyk ze względu na swój piękny spiralny kształt. Dość mocno odcinają się w kanale czerwonym obłoki wodorowe więc można je później bez problemu wyeksponować w kolorze. Podobnie pola młodych gwiazd które dominują w kanale niebieskim. Rozmiar galaktyki to 10,5' x 10' a jasność obserwowalna to około 10 mag (nie znalazłem info o powierzchniowej ale na pewno jest sporo mniejsza) Najjaśniejszy członek grupy galaktyk M74. W wiuzalu galaktyka jest bardzo łatwa do odnalezienia ze względu na sąsiedztwo jasnych gwiazd stanowiących drogowskaz. W 10'' teleskopie pod niebem 5,5-6mag widoczna bez problemu jako blada mgiełka. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB Kompozycja LRGB L – 700 x 17s (gain 82%), nieguidowane RGB - 150 x 20s (gain 86%) na kanał Offset - 50 300 darków na kanał skala setupu – 0,41''/pix downsize 80%
  10. 17 punktów
    ...czyli upojna noc pod Złatnym niebem pełnym gwiazd. Ale, ale po kolei... Październik po słabym wrześniu okazał się wyjątkowo łaskawy pod względem pogody. Tak naprawdę można było obserwować niemal codziennie przez ponad dwa tygodnie. Już od jakiegoś czasu planowałem przygodę z dwudziestką pod wyjątkowym niebem. Nie była moja, ale czy to ważne. Liczy się przyjemność, którą mogła sprawić, no i trzeba było jeszcze namówić znajomych, żeby przywieźli ją w leśne ostępy i pozwolili obcować tak długo, aż uda się spełnić oczekiwania, które w niej pokładałem, a byłem pewien, że razem z nią dojdę do mojego wymarzonego celu. Na poważnie wyjazd zaplanowaliśmy na tydzień przed spodziewanym wydarzeniem, gdy wiedzieliśmy, że pogoda pozwoli nam obcować razem niemal całą noc. To była pamiętna noc z 12 na 13 października 2018 roku. Spokojna i bezwietrzna pogoda budowała lekki nastrój niepokoju i tajemniczości. Pierwsza grupa wyruszyła z Andrychowa wioząc dwudziestkę (Grubą Bertę) w dwóch samochodach. Ja wyruszyłem z Bielska-Białej i spotkaliśmy się mniej więcej, w połowie drogi w okolicach Żywca skąd ruszyliśmy razem do celu w Złatnej. Miejscówka jest umieszczona w leśnej kotlinie, do której dostajemy się po zjechaniu z drogi asfaltowej, drogą pożarową po około 2,1 km. Wokoło jest tylko las i nie ma żadnych, ale to żadnych świateł, żadnych lamp w oddali, a sama miejscówka znajduje się na wysokości 820 metrów oferując niebo około SQM - 21,60 mag/arc2. Nie są to Bieszczady, ale kontrast ciemnego lasu i zasłonięty częściowo dookoła horyzont buduje niesamowity nastrój. Dotarliśmy na miejsce dość wcześnie bo około 19.10. Wiedzieliśmy, że musi to być początek wieczoru, gdyż o tej porze roku noc szybko wstaje, a musieliśmy mieć czas, żeby ubrać naszą dwudziestkę no i musiała się odpowiednio wychłodzić, żeby mogła nam dobrze służyć już od wczesnych godzin wieczornych, aż po świt. Czekaliśmy do około 21-wszej, aż będzie gotowa i dobrze wychłodzena delikatnie podpatrując widoki, które nam oferowała zanim będzie w pełni gotowa, żeby zabrać nas do raju kosmicznych doznań. Zaczęło się od Andromedy w Naglerze 31mm. Z przykrością stwierdziłem, że przydałby nam się jakiś filtr księżycowy bo psuła akomodację oka do ciemności sprawiając, iż po odejściu od okularu długo widziało się białą plamę. Widok powalał, a podnoszenie powiększenia pozwalało lepiej studiować jej piękno. Nagler 13mm pokazał, iż liczne pasma pyłowe sprawiały wrażenie jakby była częściowo zebrą. Żałuję, że nie mieliśmy ze sobą jej mapy, żeby studiować poszczególne obiekty, które widzieliśmy w jej strukturze. Jej sąsiadki prezentowały się również fantastycznie, a szczególnie jedna z moich ulubionych galaktyk czyli M110. Następny cel to M57, która wraz z poodnoszeniem powiększenia robiła się coraz jaśniejsza i jaśniejsza. Doszliśmy x413 łącząc Naglera 13mm z Powermate x2,5 gdzie zajmowała olbrzymią część okularu pokazując w urzekający sposób swoją strukturę. Noc robiła się coraz ciemniejsza, a nasza dwudziestka coraz bardziej gotowa, żeby spełnić swoją rolę więc postanowiliśmy zapolować na mój wymarzony cel czyli Pease 1 w M15. Tutaj także doszliśmy do powiększenia x413 i rozpoczęły się łowy. Uzbrojony w kilka zdjęć wraz z mapką rozpocząłem poszukiwania. Na początek starałem się odszukać charakterystyczne układy gwiazd wchodzących w skład M15 i jednocześnie stwierdzić istnienie takiego samego układu na zdjęciach. Gdy udało się dobrze ustalić, gdzie należy jej szukać to potwierdzenie obecności nie stanowiło problemu. Była rozmytą małą plamką o szerokości „mniej więcej dwóch położonych blisko siebie gwiazd” co zostało kolejno potwierdzone przez pozostałych obserwatorów. W „Grubej Bercie” odnaleźliśmy ją bez większych problemów i bez użycia filtra. Nie było też konieczne wykorzystanie zerkania. Kolejny cel to M33 z jej wspaniałymi ramionami w kształcie sierpów i wyskakującymi, wręcz mocno wybijającymi się obiektami NGC 604 i NGC 595. Widzieliśmy też wiele innych obiektów w jej strukturze jednak i w tym przypadku nie mieliśmy mapy galaktyki… W międzyczasie dotarły kolejne dwa samochody z astro napaleńcami oraz ósemką i razem kontynuowaliśmy naszą wędrówkę ku gwiazdom. Tło nocy stawało się coraz bardziej czarne, kolejne obiekty dzięki dwudziestce były odkrywane niemal na nowo. Złatna to miejsce, gdzie w lornetce bez problemu można oglądać Veila nie korzystając z filtrów oraz na przykład część ramion M33. Tak też Veil był jednym z obiektów, które sprawiły nam ogromną przyjemność prezentując się niemal jak ze zdjęć. Nagler 31mm wraz z UB Oriona sprawiły, iż przeogromna rozległa struktura, częściowo włóknista, a częściowo kłębiąca się w nierównomierne kształty odbierała dech w płucach. Jedne z najpiękniejszych wrażeń tej nocy dostarczyło nam „Cygaro” „rozdzielone na dwie części”. Gdy potraktowaliśmy je Pentaxem 7mm co dało powiększenie x307 ujrzeliśmy kłęby struktury na całym obiekcie. Tak pięknej M82 jeszcze nie doświadczyłem. Jak się okazało po chwili niczym w uroku nie ustępuje jej Silver – Silver Galaxy czyli NGC 891. Niesamowicie przecięta wzdłuż na całej długości nieregularnym pasmem pyłu wyglądała niczym kosmiczny spodek oświetlony na swoich krańcach tak jakby jednocześnie w jego centralnym obszarze ktoś wyłączył światła, żeby podróżując przez przestrzeń podziwiać bezkres kosmosu. Wyglądała majestatycznie. Ale, ale zrobiło się już dość późno więc czas wymierzyć w okolice Oriona. Na początek poszedł Płomień, który wyglądał niczym „świąteczna choinka”, a potem majacząca Horsehead Nebula. Tej nocy wiele obiektów wzniosło na wyżyny majestat doznań estetycznych, a całość zakończyliśmy wśród piękna Królowej Mgławic czyli M42, która pokazała swój różowo-fioletowy odcień struktury. To była najbardziej upojna noc z dwudziestką w moim życiu…tak, było warto, tylko proszę nie mówcie nic mojej żonie…
  11. 16 punktów
    Na tę wiadomość czekaliśmy od dawna. Uprawomocniła się decyzja o miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla wschodniej części Niedźwiad. Zapisy planu ograniczają budowę nowych budynków wokół obserwatorium na obszarze 165 hektarów. Więcej szczegółów na stronie http://www.ppsae.pl
  12. 16 punktów
    W gwiazdozbiorze Smoka znajduje się bardzo ciekawy obiekt – a w sumie to grupa obiektów. Bohaterem zdjęcia, kilku rozważań i małej ciekawostki będzie galaktyka spiralna z poprzeczką NGC 4319 wraz z widocznym obok kwazarem (bądź grupą kwazarów – ale o tym za chwilę) skatalogowanym jako Markarian 205 (Mrk 205). Pewnie większość z Was wie czym są kwazary – dla niewtajemniczonych: są to źródła promieniowania elektromagnetycznego (o ogromnej mocy). Wizualnie przypominają gwiazdy jednak w rzeczywistości są czymś na podobieństwo miniaturowych galaktyk aktywnych z ogromną masywną czarną dziurą w środku (stąd pochodzenie ich nazwy Kwazar → Quasar → quasi-stellar object). Leżą w ogromnych odległościach od nas liczonych najczęściej w miliardach lat świetlnych. Najbardziej odległe znajdują się na granicy obserwowalnego Wszechświata (o ile można tak pisać ) w odległości około 11 miliardów lat świetlnych. Markarian 205 to kwazar o jasności około 15,4mag i rozmiarach rzędu 10''. Jest malutki więc na większości zdjęć amatorskich przypomina gwiazdę. Na moim zdjęciu widać już jego lekko wydłużoną strukturę którą w pełnej okazałości możemy obserwować na zdjęciach z HST. Dodatkowo widać też bliskiego towarzysza Mrk 205 – punktowy obiekt który prawdopodobnie również jest kwazarem (separacja między Mrk205 a tym obiektem to około 3'') I tu dochodzimy do ciekawostki. Zgodnie z prawem Hubble'a odległości we Wszechświecie możemy szacować na podstawie przesunięcia ku czerwieni widma danego obiektu. Nie będę tu się rozpisywał na temat tego zjawiska – jest to do „wyguglania” w 5 minut (do czego zachęcam). Galaktyka NGC 4319 ma przesunięcie ku czerwieni równe z=0,007 (mniej więcej, są różne źródła) i na tej podstawie oszacowano, że leży w odległości około 100 milionów lat świetlnych od nas. Mrk 205 posiada przesunięcie ku czerwieni równe z=0,07 więc zgodnie z prawem Hubble'a powinien leżeć około 10x dalej. Więc około miliarda lat świetlnych od nas. Jest tylko jeden problem. Na zdjęciach z 1970 wykonanych 50cm teleskopem przez Pana D.Strange widać most materii łączący NGC 4319 i Mrk 205 (poniżej link do tego zdjęcia). http://lempel.pagesperso-orange.fr/strange_01.jpg Świadczyć by to mogło o tym, że galaktyka spiralna i kwazar nie są tylko sąsiadami na niebie ale rzeczywiście (fizycznie) sąsiadują ze sobą w przestrzeni (!) Istnienie tego mostu potwierdził też Halton Arp (ten od katalogu osobliwych galaktyk) który wydał kilka pozycji książkowych i prac traktujących o „kontrowersji przesunięcia ku czerwieni” gdzie oprócz tego przykładu podaje jeszcze kilka obiektów które wykazują fizyczne połączenia (w różnych zakresach widma) ale jednocześnie posiadają drastycznie różne przesunięcia ku czerwieni wskazujące, że znajduję się w ogromnych odległościach od siebie. Zdjęcia z HST ( http://hubblesite.org/news_release/news/2002-23 ) nie pokazują już tego mostu materii, jednak po mocniejszej obróbce i skontrastowaniu materiału staje się on doskonale widoczny ( http://lempel.pagesperso-orange.fr/NGC_4319_T.jpg ) Co najciekawsze – nawet na mojej fotografii, bo ekstremalnym wyciągnięciu fotki kontrastem i levelsami oraz zrobieniu negatywu widać dość wyraźnie tą strukturę. Tak więc nie ulega wątpliwości, że ona tam jest. Pozostaje pytanie – czy to rzeczywiście fizyczne połączenie, a może tylko jet materii z galaktyki NGC 4319 który przypadkowo ustawił się w takiej orientacji do Mrk205. Istnieje też hipoteza (przy ciągłym założeniu, że teoria przesunięć ku czerwieni i skorelowanych z nią odległości jest prawdziwa), że jest to materia (jet materii) będący efektem oddziaływania kwazarów wewnątrz obiektu Mrk 205 – okazało się bowiem, że nie jest to pojedynczy kwazar ale zbiór kilku obiektów będących bardzo silnymi źródłami radiowymi. Jednak przeciwko tej hipotezie może świadczyć fakt, że każdy z tych obiektów wykazuje inne przesunięcie ku czerwieni, pomimo tego, że znajdują się w jednym obłoku wodorowym (źródła: https://biblescienceforum.com/2016/03/30/the-distances-to-quasars/ ) Halton Arp próbował udowodnić, że przesunięcie ku czerwieni nie zależy tylko od odległości. Wg niego wskaźnik ten składa się z dwóch komponentów - wewnętrznego i prędkościowego. Ten prędkościowy miałby być zgodny z prawem Hubblea natomiast ten drugi - wewnętrzny - jest właściwością materii w obiekcie i zmienia się on skokowo z upływem czasu (jest więc wskaźnikiem wieku obiektu). Podsumowując i maksymalnie upraszczając – wg Haltona Arpa – przesunięcie ku czerwieni nie jest definiowane tylko przez odległość (jak mówi prawo Huuble'a) ale też przez wiek danego kwazara (właściwości te były obserwowane tylko w przypadku obiektów będących silnymi źródłami radiowymi). Oczywiście hipoteza ta podważa prawo Hubble więc została poddana sporej krytyce niemniej nie została w 100% obalona. (Tutaj dwa fajne źródła jakby ktoś chciał poczytać, w tym jedno po polsku, bardzo polecam! : https://www.salon24.pl/u/pirogronian/521600,czlowiek-ktory-obalil-prawo-hubble-a,2 http://lempel.pagesperso-orange.fr/les_os_du_redshift_02_uk.htm ) Ostatnia z teorii mówi też o wpływie absorpcji promieniowania przez obłoki wodorowe co miałoby mieć wpływ na przesunięcie ku czerwieni obiektów będących za takim obłokiem. https://biblescienceforum.com/2016/03/30/the-distances-to-quasars/ Tak czy inaczej most materii pomiędzy Mrk205 a NGC 4319 jest widoczny – natomiast czym jest i gdzie się znajduje nadal nie zostało całkowicie wyjaśnione. Poniżej zdjęcia galaktyki NGC 4319 i obiektu Markarian 205 które wykonałem w ostatnią sobotę 13 października podczas maratonu dobrej pogody którą mieliśmy ostatnio Cała noc była poświęcona na naświetlanie tylko tego obiektu. Niestety obecnie jest on przez większość nocy dość nisko pod Gwiazdą Polarną. Pomimo tego udało mi się zarejestrować całkiem fajny detal (seeing był znośny) Materiał odszumiony bo materiału było jednak za mało jak na tak ciemny obiekt. A żeby wydobyć go z tła musiałem wszystko dość mocno wyciągać krzywymi i levelsami. Dane akwizycji: Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB Kompozycja LRGB L – 800 x 12s (gain 82%), nieguidowane RGB - 300 x 12s (gain 86%) na kanał Offset - 50 300 darków na kanał skala setupu – 0,41''/pix No i zdjęcia razem z zaznaczeniem przesunięć ku czerwieni dla obiektów: PS: Inspiracją tej pracy był oczywiście obiekt wyszukany przez Olę @Ciekawska Nie spodziewałem się, że dodatkowo skrywa on taką ciekawostkę!!
  13. 14 punktów
    Chmura molekularna Perseusz (Per MCld) jest gigantyczną chmurą molekularną w konstelacji Perseusza (RA: 03 46 Dec: +32 07) zbudowaną z gazu i pyłu o masie ponad 10 000 mas Słońca widocznej na powierzchni 6 na 2 stopnie. Obszar intensywnie świeci w zakresie dalekiej podczerwieni z uwagi na nagrzewanie kurzu wokół nowo utworzonych gwiazdy o niskiej masie. Kompozycja 35 klatek każda o ekspozycji 5min. iso 2000, astrograf 106mm, f3.65, #NIKON810A.
  14. 14 punktów
    Jeszcze nie tak dawno (choć wydaje się, że było to wieki temu) lornetki Celestron SkyMaster 15x70 były jedynym budżetowym wyborem dla miłośnika astronomii oferującym osiągi większe niż standardowe lornetki 10x50. O ile egzemplarze z wczesnych lat produkcji uchodziły za przyzwoicie wykonane, o tyle modele obecnie produkowane to najniższa półka jakościowa nie licząc lornetkopodobnych wyrobów dostępnych na bazarach. Trzeba mieć sporo szczęścia by za pierwszym razem trafić na dobrze skolimowany i mechanicznie sprawny egzemplarz. Jednak w roku 2015 Celestron zaprezentował serię SkyMaster Pro, która obejmuje modele 15x70 i 20x80, wypełniającą lukę między budżetową serią SkyMaster a modelami Echelon, pretendującymi do miana lornetek segmentu premium. Mimo trzech lat obecności na rynku, lornetki SkyMaster Pro są u nas praktycznie nieznane. Podstawowe dane specyfikacyjne serii Pro są zachęcające: optyka z powłokami FMC XLT i wypełnienie azotem to tylko niewielka część zalet, którymi kusi nowe dziecko Celestrona. Na przykładzie modelu 15x70 przekonamy się jak seria Pro sprawdza się w codziennym użytkowaniu. Wrażenia ogólne Lornetka spakowana jest w duży karton z estetyczną oprawą graficzną, a w kartonie znajdziemy dwuczęściową piankową formę. Głębsza część formy skrywa lornetkę z akcesoriami, a płytsze wieko miękki, schludnie wykonany futerał z miejscowymi usztywnieniami. Futerał jest idealnie dopasowany do samej lornetki, jednak projektanci zapomnieli chyba o deklach obiektywowych, bo z nimi lornetka wchodzi do futerału z dużym oporem. Do dyspozycji mamy dwa paski: jeden do futerału oraz jeden do lornetki. Ten drugi jest wygodniejszy i lepiej wykonany, z szeroką częścią opasującą szyję. W skład zestawu wchodzi też solidny adapter statywowy, nakładka z szyną umożliwiającą podłączenie celownika Red Dot, oraz wymienne skrzydełkowe muszle oczne. Dekielki na okulary to dość standardowy element gumowy głęboko i bezpiecznie nachodzący na muszle oczne. Solidnie wyglądające dekle na obiektywy są również gumowe i dość dobrze trzymają się na tubusach, a nowością są nasuwane na tubusy gumowe pierścienie, dzięki którym nie musimy martwić się o dekle w czasie obserwacji. Pierścienie z deklami można też zsunąć z tubusów. Całości dopełnia standardowa szmatka do czyszczenia optyki i wielojęzyczna instrukcja obsługi. Sama lornetka wykonana jest zdecydowanie atrakcyjniej i solidniej niż standardowe modele z serii SkyMaster. Ogumowanie jest antypoślizgowe i przyjemne w dotyku, a co więcej, niemal bezwonne. Wstawki upiększające w postaci srebrnych pierścieni na tubusach, pomarańczowych pierścieni na okularach i wklejonych w ogumowanie napisów zdają się przekonywać nas, że mamy do czynienia ze sprzętem solidnym jakościowo, wykonanym z dbałością o szczegóły. Ogumowanie dobrze przylega do korpusu lornetki i jedyne do czego można się przyczepić to niechlujne docięcie ogumowania przy pierścieniach utrzymujących soczewki obiektywów. Można to było wykonać zdecydowanie dokładniej. Najważniejsze cechy specyfikacyjne lornetki widnieją na tylnym kapslu osi mostka lornetki. Waga lornetki gotowej do obserwacji to 1,56 kg. Ergonomia i mechanika Lornetka dobrze leży w dłoniach, a wyprofilowane wgłębienia na kciuki na korpusie z pryzmatami ułatwiają chwyt, jednak środek ciężkości leży nieco bliżej obiektywów, przez co podczas obserwacji dziennych idealny balans uzyskamy przy dłoniach spoczywających w całości na tubusach. Szeroka część korpusu z pryzmatami sprawia, że do regulacji ostrości trzeba nieco przesunąć dłoń w stronę pokrętła. Samo pokrętło jest dość standardowe, ogumowane, jednak z płytkim i niezbyt chwytnym karbowaniem, co w połączeniu z dużym oporem pracy może sprawiać nieco problemów podczas obserwacji, szczególnie obiektów szybko poruszających się. Muszę jednak przyznać, że regulacja ostrości jest płynna w całym zakresie obrotu, który wynosi około 550 stopni. Regulacja rozstawu okularów również pracuje z dużym oporem i bardzo płynnie. Podziałka na tylnym kapslu osi pokazuje wartości od 58 mm do 72 mm z czterema punktami pośrednimi. Rzeczywisty zakres to 55-73 mm. Po dokładniejszym przyjrzeniu się elementom osi i mostka które nie są pokryte ogumowaniem widać, że jest to wciąż rozwiązanie budżetowe. Mostek ugina się pod naciskiem, choć nie tak drastycznie jak w podstawowej serii SkyMaster. Inne są natomiast tuleje okularów i pierścień regulacji dioptrii o dość płytkim, twardym karbowaniu. On również pracuje dość ciężko i płynnie w całym zakresie obrotu, jednak producent nie przewidział tu podziałki dioptrii. Przy obracaniu pierścienia słychać specyficzny szum tarcia, choć w jego pracy nie wyczuwa się braku smarowania mechanizmu. Wartość specyfikacyjna odsunięcia źrenicy wyjściowej (eye relief) to 17 mm, co w połączeniu z płytkim osadzeniem soczewek ocznych daje możliwość objęcia całego pola widzenia w okularach korekcyjnych, choć jest to wartość graniczna i trzeba nieco docisnąć okulary do szkieł korekcyjnych. Całe szczęście, że pomarańczowe pierścienie zwieńczające oprawy okularów lornetki są delikatnie wykończone i nie rysują szkieł korekcyjnych w przypadku obserwacji ze zdjętymi muszlami ocznymi. Same muszle oczne są nieco szersze od strony oczu i odniosłem wrażenie, że są wręcz nieco zbyt szerokie, jednak jest to odczucie indywidualne. Guma jest giętka i podatna na wywijanie, jednak przy próbie powrotu do stanu pierwotnego (odwinięcia) muszle niemal za każdym razem zeskakują z pierścieni na okularach. To zapewne efekt zastosowania nieco zbyt miękkiej gumy i płytkiego kołnierza mocującego. W zestawie z lornetką otrzymujemy również skrzydełkowe muszle oczne do obserwacji astronomicznych, które są wygodne i całkiem dobrze spełniają swoje zadanie. W ich przypadku również mamy do czynienia z odpadaniem przy próbie odwinięcia, jednak „okularnicy” nie korzystają z muszli skrzydełkowych, a wywijanie ich mija się z celem do którego służą. Dołączony do zestawu adapter statywowy jest solidny, jednak ma dość wąski profil jak na średniej wielkości lornetkę. Mimo tego drgania tłumione są zaskakująco szybko. Ogumowane, karbowane pokrętło adaptera jest duże i wygodne, natomiast nawet po maksymalnym dokręceniu adaptera nie uzyskujemy ścisłego połączenia i lornetka daje się dość łatwo obracać na śrubie adaptera co prowadzi do powstawania luzu. Ciekawym dodatkiem jest nasadka z klamrą na celownik Red Dot. Zasada jej mocowania na adapterze jest prosta i nawiązuje do blokowania wysokości siodełka rowerowego, czyli śruba + zacisk. Optyka Już na pierwszy rzut oka widać, że optyka lornetki ma dobrej jakości powłoki FMC o średniej intensywności. Nawet przy dokładnej inspekcji nie widać powierzchni optycznych bez powłok. Obiektywy mienią się kolorem fioletowym, niebieskozielonym, żółtym i różowym. Pryzmaty mają powłoki zielono-seledynowe, a okulary żółto-fioletowe. Wygląda to solidnie i zapowiada dobrą transmisję. Cieniem na tym sielskim obrazku rzuca się spora rysa na prawym obiektywie egzemplarza testowego. Wnętrze tubusów jest wyczernione i drobno karbowane, jednak nie jest ani zmatowione ani sterylnie czyste. Dalej mamy mocno połyskliwą diafragmę, a za nią pryzmaty w przyzwoicie wyczernionych oprawach. Same pryzmaty są czyste, ich mocowanie prezentuje się całkiem solidnie, jednak staranność wykonania i wykończenia ich opraw pozostawia wiele do życzenia. Muszę tu wspomnieć o kolejnym zgrzycie w prawym torze optycznym. Chodzi o dwie skazy na pryzmacie położone naprzeciwko siebie po obwodzie oprawy pryzmatu, które widać również w świetle źrenic wyjściowych. Podsumowując, po dobrym wrażeniu jakie sprawia lornetka od zewnątrz, spodziewałem się lepszego wykonania wewnątrz i lepszej kontroli jakości. Po skierowaniu lornetki na jasne tło widać rozjaśnione okolice źrenic wyjściowych. Soczewki oczne okularów mają średnicę 25 mm, a amatorski test latarkowy wykazał wartość 68 mm, czyli jedynie 2 mm mniej niż deklarowana apertura obiektywów. Obserwacje dzienne Pierwsze wrażenie podczas obserwacji w dzień to zaskoczenie bardzo dobrą kolorystyką i odwzorowaniem bieli oraz wysokim kontrastem obrazu. Nie ma tu co porównywać do standardowej serii SkyMaster. Seria Pro, wyposażona w powłoki XLT, zapewnia w tym zakresie zupełnie inne wrażenia obserwacyjne. Nawet jeśli odniosłem wrażenie minimalnego przesunięcia kolorystyki w stronę barw chłodnych, nie burzyło to wrażenia naturalności obrazu. Diafragma odcina się ostro i ma lekkie zabarwienie niebieskie. Przy tej okazji zauważyłem, że zarówno standardowe, jak i skrzydełkowe muszle oczne są nieco za długie i trzeba docisnąć je do oczodołów by komfortowo objąć wzrokiem pełny obwód diafragmy. Ostrość obrazu w środku pola widzenia oceniam na zadowalającą, jednak wymaga ona dokładnej regulacji z bardzo niewielką tolerancją. Nieco czasu zajęło mi ustawienie optymalnej ostrości i przyzwyczajenie do niej wzroku. Od lornetki z centralną regulacją ostrości oczekiwałbym bardziej wyrazistej ostrości w centrum pola, co jest szczególnie ważne podczas obserwacji scen z dynamicznie poruszającymi się obiektami. Od mniej więcej połowy promienia pola widzenia obraz zaczyna dość równomiernie tracić ostrość, jednak nie na tyle, by efekt ten był szczególnie uciążliwy. Spadek ostrości spowodowany jest krzywizną pola. Aberrację chromatyczną w centrum pola widzenia oceniam na małą do średniej, a jej poziom szybko wzrasta przy choćby minimalnie nieosiowym ustawieniu oczu względem okularów. Najbardziej jest ona widoczna na kontrastowych krawędziach i tu faktycznie przeszkadza. Choć obserwatorzy ptaków mogą narzekać na kolorowe obwódki, to jednak podczas obserwacji zróżnicowanego krajobrazu aberracja chromatyczna jest praktycznie niedostrzegalna. Przy osiowym patrzeniu jej stopień wzrasta od połowy promienia pola widzenia i przy diafragmie obwódki na kontrastowych krawędziach są już wyraźne. Dystorsja poduszkowa pojawia się zaraz za ścisłym centrum pola widzenia, ale nawet przy diafragmie jej poziom oceniam na umiarkowany. Jeśli chodzi o odblaski podczas obserwacji dziennych, Celestron SkyMaster Pro radzi sobie z nimi całkiem przyzwoicie. Odblaski pojawiają się jako jaskrawe łukowate pojaśnienia wokół diafragmy w postaci refleksów od światła padającego w tubusy od góry i z boków, ale jedynie w przypadku gdy podczas rozglądania się po polu widzenia źrenice oczu skierujemy w jego dolną część. Ścisłe spasowanie muszli ocznych z oczodołami i trzymanie oczu w osi optycznej okularów zdecydowanie ogranicza pojawianie się tych odblasków i pozwala utrzymać jednolity kontrast obrazu. Dużo gorzej wygląda to podczas obserwacji w okularach korekcyjnych ze zdjętymi lub wywiniętymi muszlami ocznymi, gdy musimy ciągle uważać na osiowe ustawienie oczu. Sama intensywność odblasków świadczy o tym, że kuleje tu wyczernienie i zmatowienie wnętrza lornetki (w tym tulei okularowych) oraz krawędzi elementów optycznych. W trudnych warunkach obserwacyjnych pod jaskrawe światło słoneczne można trafić też na ogólny spadek kontrastu w całym polu widzenia. Zmierzona minimalna odległość ostrzenia to około 13 metrów. Obserwacje nocne Parametry 15x70 uchodzą za jedne z najbardziej uniwersalnych do obserwacji nocnego nieba i łączą spore powiększenie i aperturę z gabarytami i wagą, które nie są zbyt wymagające dla statywów i ich głowic. Sprawia to, że lornetki 70 mm o powiększeniach 15-16 razy są chętnie wybierane przez miłośników astronomii, którzy chcą zrobić wyraźny krok naprzód w porównaniu do możliwości standardowych lornetek 10x50, ale bez konieczności zakupu ciężkich statywów z głowicami olejowymi. Na recenzję Celestrona pod ciemnym niebem poświęciłem ciepłą i suchą noc majową. Pole widzenia lornetki zmierzone na gwiazdach wyniosło 4°18’ czyli 4,3 stopnia, co przy deklarowanym powiększeniu 15x daje pole widzenia okularów 64,5 stopnia. Deklarowane pole widzenia to 4,4 stopnia. Niebo wiosenne nie obfituje w gromady otwarte czy bogate pola gwiazdowe, więc pozostały mi galaktyki, gromady kuliste i gwiazdy podwójne. Na początek jednak opiszę wrażenia związane z korekcją pola widzenia. W szerokim centrum pola widzenia gwiazdy są ostre, bez oznak wyraźnego iskrzenia. Najjaśniejsze gwiazdy są nieco plackowate i pojawia się na nich delikatna aberracja chromatyczna. Od około połowy promienia pola widzenia obrazy gwiazd zaczynają tracić ostrość, po kolejnej 1/4 promienia nieostrość jest już wyraźna, a przy diafragmie znaczna. Ta nieostrość wynikająca z krzywizny pola jest tu wadą dominującą, z niewielkim dodatkiem komy. Z powodzeniem mogłem całkiem przyzwoicie wyostrzyć obrazy gwiazd przy krawędzi pola widzenia kosztem jego centrum. Ogólnie rzecz biorąc korekcja obrazu jest na bardzo zadowalającym poziomie. Z ciekawszych obiektów wiosennych Celestron pokazał mi dwa nisko położone obiekty Messiera: gromadę kulistą M68 i galaktykę M83. Co oczywiste, były to jedynie mgliste plamki, jednak dość dobrze odcinające się od rozjaśnionego tła nieba nad widnokręgiem. Z klasyków wiosennych dostrzegłem też galaktykę Igła (NGC 4565) oraz galaktyki NGC 4631 (Wieloryb), NGC 4559 i M64 (Czarnooka). W Lwie padły obydwa triplety: M65/M66/NGC 3628 oraz trudniejszy: M95/M96/M105 z możliwym śladem NGC 3384. Przy jasnej gromadzie kulistej M53 majaczyła poświata NGC 5053, jednak tylko przez część czasu i tylko metodą zerkania. Za to piękna kulista M13 wspaniale prezentowała się w polu widzenia Celestrona. Przypominała miękką puchową kulkę z wyraźnym, płynnym przejściem od jasnego, gęstego centrum do rzadszego, słabszego halo. Gwiazdy podwójne to wymagające obiekty dla lornetek i trudny test ich optyki. Na tę noc wybrałem kilka łatwiejszych układów, a następnie trudniejsze: 40/41 Dra (STF 2308 5,7mag+6,0mag sep. 19”) i 100 Her (STF 2280 5,8mag+5,8mag sep. 14”), z którymi Celestron poradził sobie bez problemu. Odwiedziłem też bardzo ładny układ 2+2 w Lutni, czyli STF 2470 i STF 2474 (7,0mag+8,4mag sep. 14” i 6,8mag+7,9mag sep. 16”) i z ich rozdzieleniem Celestron również dał sobie radę. Kolorystykę gwiazd oceniłem na gromadzie Steph 1 w Lutni, która dopiero podnosiła się na północnym wschodzie. Gwiazda δ2 Lyrae wyraźnie odcinała się swoją pomarańczową barwą. Z innych barwnych układów gwiazd odwiedziłem trójkąt o1, o2 i 30 Cygni i gwiazdę podwójną 61 Cygni. Cała sesja obserwacyjna spędzona przy Celestronie pokazała, że sprawdza się on jako uniwersalna lornetka dająca przyjemne w odbiorze obrazy. Żadna z wad optycznych nie razi, jedynie na bogatych polach gwiazdowych może nieco dokuczać nieostrość przy diafragmie. Tej nocy udało mi się wychwycić gwiazdy β i ο Hydrae o deklinacji odpowiednio: -34°01’ i -34°51’. W drugiej połowie maja udało mi się wygospodarować jeszcze jedną sesję obserwacyjną, którą również w całości poświęciłem Celestronowi. Na wieczornym niebie wisiał jeszcze 4,5-dniowy sierp Księżyca, który został moim pierwszym celem. Obraz Księżyca ustawionego w środku pola widzenia rysował się ostro, w naturalnej kolorystyce. Krawędź jego oświetlonej części była zabarwiona cienką obwódką aberracji chromatycznej, ale terminator odcinał się kontrastowo, a szczegóły wzdłuż niego były ostre i wyraźne. Wokół Księżyca obecna była naturalna poświata i pojedyncze, słabe duszki. Po przesunięciu Księżyca w stronę diafragmy, duszki przesuwają się na przeciwległą stronę pola widzenia, natomiast po przesunięciu Księżyca poza pole widzenia widoczna jest rozległa słaba poświata, która obniża kontrast w niemal całym polu. Korzystając z odrobiny czasu do zachodu Księżyca, zerknąłem też na Jowisza. Na jego tarczy nie dostrzegłem żadnych szczegółów, natomiast nie zanotowałem też żadnych flar, a aberracja chromatyczna była szczątkowa. Trafiłem też na ciekawe ustawienie dwóch z jego czterech księżyców galileuszowych. Io i Europa tej nocy mijały się, tworząc księżycowy „układ podwójny” o separacji 17”. Po zachodzie Księżyca przerzuciłem się na bardziej zwiewne cele. Rozpocząłem od egzotycznej parki: galaktyki M108 i mgławicy planetarnej M97, następnie wycelowałem w M106, M94, M63 i dalej, w M51 z wyraźnie widoczną NGC 5195. W Herkulesie wychwyciłem malutką gromadę kulistą NGC 6229, która tworzy malowniczy trójkąt z parą gwiazd. Jednak najciekawszą zdobyczą tej nocy była parka galaktyk M109 i NGC 3953. Jak widać, pod ciemnym niebem Celestron spisuje się bardzo dobrze. Ostatnim testem na odblaski był Księżyc krótko przed pełnią w fazie 86% i 97%. To trudny egzamin dla każdej lornetki. Trzymając Księżyc idealnie w środku pola widzenia, oprócz naturalnej poświaty obraz jest czysty i bardzo przyjemny w odbiorze z rozsądnie kontrolowaną aberracją chromatyczną widoczną jako cieniutka obwódka na krawędzi księżycowej tarczy, jednak każde przesunięcie skutkuje pojawieniem się zielonkawych duszków o średniej intensywności. Z Księżycem przesuniętym poza diafragmę, w polu widzenia pojawiają się łukowate pojaśnienia i odblaski o różnej intensywności, rozmiarach i kształcie, niektóre dość jasne, w tym „fałszywe Księżyce”. Dokucza też ogólny spadek kontrastu. Kłania się słabe zmatowienie wnętrza lornetki i niedostateczne wyczernienie krawędzi elementów optycznych. Muszę też wspomnieć, że lornetka podatna jest na wyraźne odblaski powodowane wpadaniem jaskrawego światła pod kątem do tubusów, co może doskwierać podczas obserwacji miejskich. Podsumowanie Celestron SkyMaster Pro 15x70 już na pierwszy rzut oka daje wrażenie wyraźnego skoku jakościowego w porównaniu do serii SkyMaster, choć sama konstrukcja mostka okularowego może przypominać tanie rozwiązanie rodem z segmentu budżetowego. Podobnie sprawa ma się z optyką i wnętrzem lornetki. Powłoki XLT wyglądają świetnie, jednak zmatowienie i wykończenie wnętrza pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Tak czy inaczej, rozpatrując tę lornetkę jako instrument do obserwacji nocnego nieba, muszę przyznać, że sprawdza się ona świetnie. Wraz z kolejnymi sesjami obserwacyjnymi przekonywałem się, że jej wady które opisałem nie przeszkadzają mi w pozytywnym odbiorze obrazu jako całości. Ta lornetka stanowi dobry kompromis między bardzo budżetowymi, słabymi optycznie i mechanicznie SkyMasterami, a solidnymi i sprawdzonymi, jednak dużo droższymi lornetkami astronomicznymi z indywidualną regulacją ostrości w okularach. W czasie dwóch głównych sesji pod ciemnym niebem Celestron wystarczył mi jako główny instrument obserwacyjny bez poczucia niedosytu powiększenia, zasięgu i pola widzenia. Myślę, że ta lornetka stanowi rozsądną, solidną alternatywę dla lornetki Delta Optical SkyGuide 15x70 dla tych, którzy preferują centralną regulację ostrości. Niezależnie od tego czy z czasem nie zawiedzie kolimacja i trwałość elementów mechanicznych, czego nie sposób przewidzieć i sprawdzić w czasie tak krótkiego czasu użytkowania, biorąc pod uwagę ogół wrażeń, recenzję muszę uczciwie zakończyć rekomendacją Celestrona SkyMaster Pro 15x70 jako lornetki, której zakup warto rozważyć z perspektywy miłośnika astronomii. Lornetkę do celów recenzji wypożyczyła firma Delta Optical
  15. 14 punktów
    Abell 82 to mgławica planetarna, którą można znaleźć na liście najczęściej fotografowanych obiektów - ale raczej na jej zupełnym końcu Na niebie odnaleźć ją można w konstelacji Kasjopei, niedaleko gromady otwartej NGC7789 - Różna Karoliny. Rozmiary kątowe mgławicy podobne są do rozmiarów mgławicy Pierścień, ale obserwowana jasność jest kilkaset razy mniejsza. Abell 82 nie jest zbyt dobrze zbadanym obiektem. Wg strony https://www.aanda.org/articles/aa/full_html/2011/02/aa13984-09/T4.html jej gwiazda centralna jest typu widmowego K0, a gwiazda taka nie emituje wystarczająco dużo energii w zakresie ultrafioletu, żeby pobudzić mgławicę do świecenia. Gwiazda K0 nie mogła też zrodzić mgławicy planetarnej, ponieważ po odrzuceniu zewnętrznych warstw stałaby się białym karłem. Ciężko znaleźć więcej informacji na temat tej mgławicy - choć podejrzewam, że lukost już na nią polował Na wycinku zdjęcia w pasmie Ha widać podobieństwo kształtu do Hantli 30.09, 10.05.2018, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, RGB 35:25:30 x 30 sekund, Ha 95x300 sekund, Oiii 45x300 sekund gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość średnia, seeing średni. Sygnał Ha, wycinek w skali 1:1
  16. 14 punktów
    Zima idzie. Tegoroczny ciepły październik pozwala o tym nie myśleć, ale... niebo nie ma litości. Wznoszące się coraz wyżej Plejady to dla mnie każdorazowo ostrzeżenie, by nie zapomnieć o ciepłych gaciach (znaczy bieliźnie termoaktywnej) przed wyjazdem na obserwacje. A skoro zima – to Orion. Jeśli Orion to... nieee, nie Messier 42, tylko coś równie charakterystycznego, a rzadko obserwowanego. Czyli – Pętla Barnarda. Powiecie, że to cel dla astrofotografów. Guzik prawda. Harrington w "Cosmic Challenge" opisuje ją jako wyzwanie dla obserwatora gołoocznego. Phil pozwala wspomagać się filtrami mgławicowymi, ale z góry mówię – mi nie pomogły. Nawet pod bieszczadzkim niebem ten czelendż okazał się zbyt wymagający. Spróbuję jeszcze z lorneteczką BGSZ 2.1x40, z umieszczonymi przed obiektywami filtrami UHC. Się zobaczy, co pokaże ten zestawik. Na razie z jego pomocą wyłuskałem piękną, wyraźnie zarysowaną Amerykę Północną (NGC 7000) i bardzo, ale to bardzo ulotną Kalifornię (NGC 1499). Ale do rzeczy. Nasz cel (podobno) widział sir William Herschel już w XVIII wieku. Ostatecznie istnienie Pętli potwierdził pan E. E. Barnard na zdjęciu naświetlonym w październiku 1894. Kadr został opisany tymi słowy: "Great nebula extending in a curved form over the entirebidy of Orion". Nic dodać, nic ująć. "Oficjalny" numer katalogowy Pętli to Sharpless 2-276. To mgławica emisyjna, rozciągnięta łukowato na obszarze ok. 10 stopni. Faktycznie ma rozmiar ok. 300 lat świetlnych, a znajduje się w odległości ok. 1600 lat świetlnych. Uważa się ją za pozostałość po wybuchu supernowej sprzed 2 milionów lat. Wiki podpowiada mi, że o wybuchu może świadczyć szybki ruch kilku gwiazd uciekających, w tym AE Aurigae,MI Columbae i 53 Arietis, co do których sądzi się, że mogły być składnikami układu wielokrotnego, w którym jeden składnik eksplodował. Za jonizację gazu i jego świecenie mają odpowiadać gwiazdy wewnątrz Wielkiej Mgławicy w Orionie. Tyle suchych faktów, pora na wrażenia obserwacyjne. Po raz pierwszy Pętlę widziałem w newtonie 400/1800, ale ciekawszą obserwację przeprowadziłem w styczniu 2016 r., z użyciem refraktora 150/750, superplossla Meade 26 mm i H-bety Lumicona. Zanotowałem wówczas, że "namierzyłem widoczną już w szukaczu emkę 78. To mgławica refleksyjna, a ponieważ nie chciało mi się ściągać rękawiczek i wykręcać filtra, obiekt został niemożebnie przygaszony, spaskudzony wręcz. (...) Pętelkę mam już co prawda odhaczoną (poddała się podczas jednej z ubiegłorocznych, zimowych sesji spędzonej z szesnastocalowym Columbusem), niemniej zżerała mnie ciekawość, co może pokazać achromat. Okazało się, że pokazał ni mniej, ni więcej, tylko pazur – rozległe, szerokie pojaśnienie, zaczynające się gdzieś na wysokości Alnitaka i zmierzające po delikatnym łuku na północny – zachód, było nie do przeoczenia. Nieznaczne poruszanie tubusem teleskopu pomogło w upewnieniu się, że widzę dokładnie to, co trzeba, bo różnica w jasności tła nieba w obrębie mgławicy i poza nią była naprawdę spora. Pokuszę się o stwierdzenie, że jasność powierzchniowa najwyraźniej zarysowanej części Pętli nie odbiega znacząco od słabszych rejonów mgławicy Kalifornia (na którą notabene też nie omieszkałem zerknąć podczas tej sesji). NGC 1499 to już całkiem spory obłoczek, ale przy Pętli to pikuś. Udało mi się zidentyfikować ją z całą pewnością, na długości ok. 4-5 stopni (jako punkt odniesienia do tego "pomiaru" przyjąłem dwustopniowe pole widzenia uzyskane z okularem 26 mm). Skanując ten rejon nieba, natknąłem się rzecz jasna na gromadę otwartą NGC 2112; obiekt ten – przefiltrowany w paśmie Hβ – zaprezentował się jednakowoż mało spektakularnie - ot, słaba, mglista plamka." Kolejne podejście to już tegoroczny październik i łączka przy Cichej Dolinie w Roztokach Górnych. Tym razem w akcji było nie tylko achro 150 mm z filtrem UHC i Naglerem 31 mm, ale lorneta 25x100. Okazuje się, że taki sprzęcik pod dobrym niebem to aż nadto, by zidentyfikować subtelne, szerokie pojaśnienie generowane przez Pętlę, mimo braku jakichkolwiek filtrów. Pomocne jest oczywiście relatywnie duże pole widzenia dwururki, pozwalające uchwycić krawędź mgławicy. Bezproblemowy był też engiec 2112, choć to naprawdę słabizna. O obiekcie przypomniał mi Marcin (MaPa) i jego kadr "Rzeka w Orionie": źródło: https://astropolis.pl/topic/64642-rzeka-w-orionie/ A jakie są Wasze doświadczenia związane z tym obiektem? Jeśli żadne, to tym bardziej spróbujcie i dajcie znać jak poszło!
  17. 13 punktów
  18. 13 punktów
    Dzisiejszy 91,1% tarczy P900, stack 10x1/250s ISO100 PIPP, RegiStax 6, PSE9
  19. 11 punktów
    Poniższe zdjęcie to kompozycja HaRGB, która powstała przy okazji dogrywania montażu po opaskowaniu, a że pogoda przy tym dopisywała to w sumie uzbierała sie niemal doba naświetlania. Zdjecie zrobione starym dobrym Canonem 450D. Orion Optics VX8 - NEQ-6 - CANON 450D MONO h-alpha 7nm- 30x1200s + kolor CANON 450D MOD 115x420s
  20. 11 punktów
  21. 11 punktów
    Dzisiejszy zachód. Miał być timelapse (i to ładny), ale rozładowana bateria skutecznie pokrzyżowała plany
  22. 11 punktów
    Korzystając z ostatnich dni dobrej pogody, dzisiejszy zachód. W październiku z mojej perspektywy, Słońce chowa się za horyzont w dość ciekawych okolicznościach przyrody Canon 450+Tamron 70-300.
  23. 11 punktów
    Dla odmiany zachód Słońca z Kołobrzegu, sprzed kilku dni.
  24. 10 punktów
    Tak było w lutym 2015 pod Morskim Okiem.
  25. 10 punktów
    Takie niebo w paski się pod wieczór porobiło Pozdrawiam EDIT: a po zachodzie tak chmury ewoluowały;
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)