Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 25.04.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 31 punktów
    Dawno mnie tu nie było, zdecydowanie za dawno. No, nawet jeśli już się czasem pojawiałam, to tylko na chwilę, przelotem. O napisaniu nowego odcinka Obiektu Tygodnia nie było co myśleć... Co tu dużo mówić - ten semestr zdecydowanie nie sprzyja mi w astronomii obserwacyjnej, w udzielaniu się na Forum bądź chociaż jego czytaniu również. Oj dobrze, że przynajmniej na zlot udało mi się przyjechać... (...) Takie astronomiczne wyrzuty sumienia zaczęły we mnie szczególnie wzbierać jakoś końcem kwietnia, miałam jednak wielką nadzieję na zneutralizowanie ich podczas przerwy majowej. Niestety cudowna polska pogoda doszczętnie zrównała ją z ziemią, zsyłając mi deszcz i chmury. Fakt ten bolał tym bardziej, że chciałam wtedy w końcu pokazać Filipowi co potrafi taka niepozorna "lorneteczka" jak APM 25x100... I tak sobie wzbierało we mnie jakieś astronomiczne rozgoryczenie, aż końcem tego tygodnia meteogramy ukazały mi jakieś światełko, dziurę w chmurach pełną nadziei - okienko w sobotę nad ranem. Szybko sprawdziłam tylko fazę naszego satelity. No to będzie sobie Księżyc. Poniżej widzicie szkic Księżyca z ostatniej nocy, wydarty spośród przewalających się chmur, jednych bardziej przeźroczystych, innych mniej (na tych bardziej przejrzystych miałam nawet możliwość ujrzeć muniowe halo, a nawet delikatny górny łuk styczny!). Przyznam, że nie zdążyłam się nim zająć całkowicie w ciągu nocy (zmęczenie wygrało koło 3:30), dlatego ostatnie poprawki nanosiłam już rano, mam tu na myśli głównie zwiększenie kontrastu na poszczególnych elementach tarczy, zaznaczonych wcześniej nad ranem delikatniejszym odcieniem. Pierwszy raz szkicowałam coś astronomicznie w takim rozmiarze - mój Księżyc ma ok. 10 cm średnicy. Dla ukazania skali naniosłam granicę pola widzenia okularu - to ten fragment łuku wokół tarczy. Wiem, że nie jest to jakoś szczególnie porywający obraz, w okolicy pełni próżno szukać ciekawie oświetlonych formacji i struktur, jednak tworzenie go dało mi dużo radości, naładowało trochę akumulatorów, no i jednak taki okrąglutki Księżyc, zwłaszcza okrywający się raz po raz cienkim chmurwnym welonem, potrafi być hipnotyzujący. A, jeszcze jedno. Za miesiąc mam sesję, więc do tego czasu pewnie nie będę pojawiać się tu szczególnie często, ale obiecuję, że we wakacje przynajmniej kilka obiektów tygodnia wyjdzie spod mojej ręki
  2. 28 punktów
    Po roku zbierania doświadczeń postanowiłem raz jeszcze naświetlić tą galaktykę. Sprzęt jest ten sam a tylko umiejętności się zmieniły Tutaj temat sprzed roku: Zdjęcie powstawało na raty. Luminancję zebrałem podczas zlotu w Zatomiu w bardzo dobrych warunkach seeingowych. Kanał niebieski spod domu - seeing znośny. A czerwień i zielony podczas ostatniego zlotu w Bieszczadach (Bukowiec) gdzie seeing był mega tragiczny Zatem luminancja jest dobra a z kolorem musiałem mocno walczyć, żeby wyszło coś sensownego. Nie wiem też czy nie pogubiłem się w balansie kolorów ale na razie musi być tak jak jest. Jak pojawią się uwagi to będę rzeźbił dalej W porównaniu z zeszłym rokiem subklatki są 2-3 razy dłuższe - i to bardzo pozytywnie wpłynęło na szczegół i zasięg zdjęcia. No i samego materiału jest znacznie więcej co mocno ułatwiło obróbkę. W przyszłym roku zrobię jeszcze jedno podejście do obiektu - mam nadzieję, że już nowym sprzętem bo czuję, że tym już jestem bardzo blisko granicy jakościowej detalu który mogę wyłuskać z fotki. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB L - 1000 x 10s RGB - 250 x 12s na kanał Kompozycja LRGB Dwie wersje - kolor i b/w (zdjęcie to delikatny resize do 90%) skala natywna zestawu przed resize - 0,41''/pix
  3. 26 punktów
    Galaktyka NGC 5907 - galaktyka spiralna ustawiona do nas krawędzią. Z tego też względu bywa nazywana "drzazgą" lub "ostrzem noża" Na niebie odnajdziemy ją w gwiazdozbiorze Smoka. Charakterystyką i wyglądem przypomina inne znane "krawędziówki" jak NGC 4565 (Igła z Panny) czy NGC 891 (z Andromedy) W większej skali możemy podziwiaj piękne pasma pyłowe - jednak tym razem bez wyraźnie zaznaczonych obszarów wodorowych. Ciekawostka - w prawym dolnym rogu zdjęcia widać galaktykę PGC 54419 o jasności 18,4mag i rozmiarach 0,7' x 0,3' - na niej również majaczy jakiś subtelny detal Początkowo myślałem że jej "pociągły" kształt to jakiś artefakt ze stackowania ale okazało się, że tak własnie wygląda. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB L - 800 x 11s (gain 82%) RGB - 300 x 13s (gain 86%) na kanał Kompozycja LRGB Dwie wersje - kolor i b/w (zdjęcie to resize do 80%) skala natywna zestawu przed resize - 0,41''/pix
  4. 26 punktów
    Zlot już dawno za nami, a tu dopiero pierwsza fotka jako tako gotowa ( Łukasz - Jolo, miałeś rację, że sporo czasu upłynie do publikacji pierwszego zdjęcia, ale chyba 5 tygodni to nie jest aż tak zły wynik ) Materiału niestety trochę mało, bo zaledwie 20 klatek luminancji, ale cóż... Trochę danych: NEQ-6 SYN SCAN, TS TRIPLET APO 90/600, TS 80/330, ALccd 5T, ATIK383L+ L 20x600s, RGB 10x300s na kanał
  5. 25 punktów
    Prawdopodobnie niektórzy z Was wiedzą, że w galaktyce Messier 100 pojawiła się supernowa oznaczona symbolem SN 2019ehk. Supernowe w M-kach nie są odkrywane zbyt często, średnio 1 na rok - pełna lista dotychczasowych supernowych w galaktykach z katalogu Messiera. Tak się też przypadkowo złożyło, że miałem przyjemność odkryć tę supernową. Słowo "przypadkowo" nie jest ani przesadą, ani kokieterią z mojej strony. Po prostu pewne zdarzenia z tej nocy skłaniają mnie do wniosku, że bardzo niewiele brakowało, aby odkrycie SN 2019ehk trafiło gdzie indziej. Początkowo chciałem pisać w tym wątku, jednak uznałem, że supernowa w M-ce zasługuje na odrębny temat. Pierwsza moja rejestracja 2019ehk (16.5m) nastąpiła 2019-04-29 o 22:27UT i po rozwianiu pewnych wątpliwości 1,5 godziny później zgłosiłem odkrycie do TNS. Obserwacje potwierdzające spłynęły dosyć szybko następnego dnia. Wykonane przez ATLAS, Grzegorza Duszanowicza, włoskich oraz hiszpańskich obserwatorów, oraz moje zdjęcie wykonane za pomocą teleskopu iTelescope.net T24 w Sierra Nevada. Bardzo szybko wykonane zostały już dwie obserwacje spektroskopowe (ATEL12707, ATEL12714). Mimo iż wskazują one obiekt jako supernową, to jej bardzo wczesny etap (jeszcze brak wyraźnych linii widmowych) powoduje, że bardziej precyzyjne określenie typu będzie możliwe dopiero w późniejszych obserwacjach. Aktualnie jest mowa o zgodności widma z profilem kolapsującej, masywnej gwiazdy na bardzo wczesnym etapie zjawiska. Przypuszczalnie będzie to więc supernowa typu II. Zachęcam Was do wybrania M100 jako astrofotograficznego celu najbliższym czasie. Jest też całkiem prawdopodobne, że za kilka lub kilkanaście dni SN2019ehk będzie też w zasięgu obserwacji wizualnej dla posiadaczy grubych newtonów. Warto, biorąc pod uwagę fakt, że supernowa w Messierze to niecodzienny widok, jak i ze względu na niewątpliwą urodę samej M100.
  6. 23 punktów
    Dawno nie napisałem „klasycznej”* relacji z obserwacji, a ponoć jest jakieś znikome zapotrzebowanie społeczne na tego typu tfurczość własną. Więc – czemu by nie? Na wczorajszy wypad pod – powiedzmy sobie szczerze – nienajlepsze, prawie podmiejskie niebo szykowałem się od kilku dni. Prognozy pogody obiecywały wiele, ale w tzw. międzyczasie pojawiły się doniesienia o pyle znad Sahary… Myślę se – dupa, przejrzystość siądzie i mowy być nie może o bardziej wymagających obiektach, a o tych nisko nad horyzontem to już w ogóle można zapomnieć… Owszem, pył był (widać go na karoserii auta), ale obawy o jego wpływ na jakość nieba okazały się moooocno przesadzone. Na miejscówkę dotarłem nieco po 21 – w sam czas, by pożegnać się z zachodzącym Orionem i Syriuszem. Było ciepło, sucho, a mocne podmuchy wiatru – wznoszącego tumany kurzu i uprzykrzającego życie od prawie tygodnia – ustały. Już pierwszy rzut oka na nieboskłon utwierdził mnie w przekonaniu, że będzie dobrze. I było – nawet nie dobrze, a kapitalnie, do czego swoje trzy grosze dołożył Pentax XL 7 mm i porządnie umyte lustro w moim Taurusie. Zaraz po złożeniu teleskopu (co staram się robić bez latarki, by możliwie szybko zaadaptować oczy do ciemności), a jeszcze przed daniami głównymi, postanowiłem porównać wydajność niedawno zakupionego Pentaxa i mojego zooma marki Omegon. Swego czasu, podczas testowania serii Vixenów SSW Omegon mocno mnie zaskoczył in plus, w kwestii transmisji i korekcji wad własnych nie odstając zbytnio od SSW 7 mm i ESika 6.7 mm. Tym razem nie miałem wątpliwości, że leciwy, kilkunastoletni japończyk (poprzednik serii XW, z nieco mniejszym polem) wygrał to starcie. Obiektami testowymi były niewielkie i dość słabe galaktyczki – przyczajona obok kulistego Messiera 3 NGC 5263 (13.4mag, 1.6’ x 0.4’) i „sąsiadka” Igły, czyli engiec 4562 (13.7mag, 2.4’ x 0.7’). Przy porównywalnej ogniskowej (7.5 mm vs 7 mm) to w Pentaxie oba maleństwa były po prostu jaśniejsze i łatwiejsze do wyłapania. Nie była to może jakaś przepaść, ale różnica na tyle wyraźna, że zoom resztę sesji spędził w walizce. Zaburzając nieco chronologię relacji wspomnę, że XL pięknie pokazał Hicksona 61 w Warkoczu Bereniki, czyli kompaktową grupę czterech galaktyk, rozmieszczonych na obszarze kilku minut kątowych. Stadko to, ze względu na wzajemne ułożenie składników określane bywa mianem Pudełka (The Box); nie jest ono jakimś super wyzwaniem dla teleskopu 300 mm, niemniej nieco krwi potrafi napsuć obserwatorowi najsłabsze „ogniwo”, czyli NGC 4173. To podłużne, subtelne pasemko ma najniższą jasność powierzchniową i najlepiej łapać je zerkaniem; jeśli niebo jest słabe czy apertura niewystarczająca kształt „pudełka” znika, a zostaje trójkącik złożony z engieców 4169, 4174 i 4175 (jasność w przedziale od ok. 12.5 do 13.5 mag). Drugim, nieco większym czelendżem, stały się tej nocy słynne Myszy (Arp 242) - wzajemnie oddziałujące NGC 4676 A i B. Parka jest bardzo fotogeniczna – obie galaktyki, będące w fazie łączenia, wytworzyły charakterystyczne wypustki. W „dwunastce” tych gwiezdnych „ogonków” nie widać, ale kiedy zdamy sobie sprawę z tego co obserwujemy, tudzież w jaki zakres jasności wchodzimy (bliżej niż dalej 15 mag ), tętno przyspiesza. Po dokładnym wstrzeleniu się we właściwy obszar początkowo nic nie dostrzegłem; dopiero po chwili kombinacji z najlepszą pozycją oka względem soczewki i delikatnym stuknięciu w górną klatkę teleskopu ujawniła się delikatna, szara zjawa, najlepiej widoczna zerkaniem. Przy powiększeniu w okolicy 200x i po dłuższej chwili skupienia nie miałem wątpliwości, że są tam dwie odrębne, subtelne plamki światła (a taki choćby Herschel dostrzegł tylko jeden podłużny obiekt; cienias, no nie? ). Może się wydawać, że łapanie galaktycznych duchów na granicy percepcji oka mija się z celem – nie ma w nich najmniejszego nawet śladu detalu, obiekty pojawiają się w okularze, by po chwili zakpić z obserwatora i zniknąć i znów się pojawić – taka trochę zabawa w kotka i myszkę. Nie wiem dlaczego, ale to wciąga jak mało co. Po ubiegłorocznym wypadku i rehabilitacji przez dłuższy czas nie mogłem użytkować dużego niutka – do dyspozycji była tylko lorneta i „krótki” achromat. Owszem, dwururka i szerokie kadry są fajne, ale tak naprawdę największy fun to ta chwila z okiem przyklejonym do okularu, wstrzymanym oddechem i pytaniem: wyskoczy czy nie? Tyle w temacie… Co tam dalej? O właśnie, @jolo w statusach zasugerował, bym rozejrzał się po galaktycznych gromadach z katalogu G. Abella - tych czterocyfrowych. Rada była jak najbardziej na miejscu, a wybór padł na A 1656 w Warkoczu Bereniki. Chyba zrobię z tego obiekt tygodnia, a tymczasem wspomnę tylko, że oprócz dwóch najjaśniejszych, od razu wpadających w oko składników (NGC 4874 i 4889, tworzące charakterystyczne „oczy”) moje niebo i teleskop „puściły” tylko ok. 10 członków tej gromady. Mam je odhaczone na szczegółowej mapce w atlasie „Interstellarum”. Tutaj trzeba było naprawdę się przyłożyć i nie ma lipy, jak mawia klasyk. Cierpliwość, zerkanie i kaptur na łeb – to jedyna droga do sukcesu. Niestety, przy okazji obserwacji przez stustopniowego ESa 14 mm w okolicy zenitu pojawia się u mnie problem „lewego” światła w okularze – po prostu w części pola widzenia wyskakują odblaski. Co ciekawe, problem znika gdy używam okularów o mniejszym polu własnym. Muszę rozkminić skąd to się bierze w sytuacji, gdy kratownicę okrywa szczelny „płaszczyk” z ciemnej tkaniny, a LW jest schowane dość głęboko w górnej klatce. Po 23 z łuny generowanej przez Zakopane i okolice wylazły dolne rejony Panny (jakkolwiek by to nie zabrzmiało ), no to wziąłem na warsztat kolejnego Abella, tym razem z nieco innego katalogu – znaczy tego z planetarkami. A 37 alias IC 972 jest całkiem łatwy, co zresztą można wnioskować już z samego faktu ujęcia go w Index Catalogue. W pow. ok. stukrotnym i z filtrem OIII, bez żadnych kombinacji z techniką zerkania wyskakuje niewielkie, blade kółeczko o raczej jednolitej jasności i dość wyraźnie zarysowanych krawędziach. Jestem przekonany, że z dobrym filtrem można pokusić się o usidlenie tego abello - icka w aperturach rzędu 10 czy nawet 8 cali. Problemem może być jedynie niska deklinacja – jakieś 17 stopni na południe od równika niebieskiego. Stosunkowo mało kłopotliwe okazały się też rozległe Abelle 35 i 36. Lat temu kilka wydały mi się trudne, ale to chyba kwestia trafienia w warunki. One są po prostu słabe (a nie ekstremalnie słabe ), a całą robotę odwalił za mnie Astronomik OIII i Asferyk 31 mm. Powiem tak – nie zetknąłem się dotychczas z lepszym zestawem do łapania rozlazłych, planetarnych słabizn o małej jasności powierzchniowej. Ten duecik wyciska z mojego teleskopu wszystko, co z tej apertury da się wycisnąć. Podczas tej krótkiej, bo niepełna trzygodzinnej sesji wreszcie nasyciłem się wiosennym niebem. Mając cynk od Panasa, obczaiłem se nowy obiekt tygodnia tuż przed jego oficjalną premierą, zahaczyłem o kompletnie nieatrakcyjne kulki typu NGC 5466 w Wolarzu i przeskanowałem kilka galaktycznych igiełek (w tym moje ulubione wiosenne, iglaste trio, czyli NGC 4216 z sąsiadkami). Kompletnie nie chciało mi się odjeżdżać z miejscówki, więc na koniec, już po spakowaniu Taurusa do auta, wyjąłem z bagażnika lornetkę 12x56. Z jej pomocą bez większego trudu namierzyłem Messiera 83. Blada, owalna plama światła w dość zasobnym w stosunkowo jasne gwiazdki polu widzenia prezentowała się fantastycznie. Zaraz, napisałem, że się nasyciłem? Cholera, tak naprawdę nie mogę się już doczekać kolejnej sesji. * czyli – zdaniem niektórych – nudnej, suchej wyliczanki wyłapanych obiektów
  7. 21 punktów
    Chciałbym mieć to już za sobą. Nie to, że nie sprawia mi to przyjemności, ale przez cały ten proces wracam wiele razy do tekstu i opis staje się czasem mdły, prawie denerwujący. Dobrze jest zostawić coś na wiele dni, czasem miesięcy i wtedy do tego wrócić, ale w przypadku relacji z obserwacji, a przynajmniej typowej relacji, jest to niewskazane, choćby z tego względu, że emocje, jakie towarzyszyły widokom, szybko wyparowują. Owszem, pozostaje główny obraz w pamięci, ale jest on, jakby wyprany z wrażeń. Ponad tydzień temu byłem zachwycony widokami z mojego teleskopu 12" i już czuję ten spadek podniecenia. Mam jednak ponad trzygodzinne nagranie z dyktafonu, na którym – wierzcie lub nie – jest cała gama moich emocji i krzyków. Niekiedy brzmiało to, jakby dziecko odpakowywało prezenty – efekt wywołany czysto wzrokowo. Domyślacie się pewnie, że chodzi o jakieś szlagiery, ale nie tylko; padł jeden obiekt ekstremalnie słaby i ekstremalnie mały. I też krzyczałem. Wysoko w górze połyskiwały gromady M13 i M3. Nad zachodnim horyzontem wisiał pomarańczowy sierp Księżyca, który po pewnym czasie zaplątał się w gąszcz niedalekiego drzewa i znikł mi z oczu. Teleskop ustawiłem nisko, celując w Kruka. Sombrero było niezłe, ale bez rewelacji. Coś ciemniejszego zalegało na jednej połowie. Mając okular 25mm, namierzyłem gromadę M3, chcąc sprawdzić, czy to ona jest widoczna gołym okiem. W teleskopie wyglądała pięknie. Następnie, idąc po łuku gwiazd do NGC 5466, przypadkiem trafiłem na jakąś małą galaktykę - prawdopodobnie NGC 5475. Do gromady Wolarza trzeba było wykonać jeszcze drugi łuk i oto była, pięknie skrząca drobinkami niezbyt jasnych gwiazd niczym okruchy szkła w nocnym blasku Księżyca. Spodobała mi się na tyle mocno, że poczułem zainteresowanie tym co robię. Dziwne, lecz prawdziwe. Bowiem poczułem to tutaj, nie przy jasnej M3, czy choćby Sombrero, które przypomina latający spodek. To dobry początek. W powiększeniu 107-krotnym ukazało się mnóstwo gwiazd, choć były one dość ciemne. Byłem ciekaw powiększeń 200-250 razy, ale mam tylko 319; początkowo myślałem, że gromada rozpłynęła się w ciemności, lecz po chwili ją znalazłem. Cóż, gwiazdki były, ale widoku nie określiłbym, jako zapierający dech. M3 w Esie 14mm wyglądała wspaniale. Wróciłem do M104. Galaktyka dziwnie się rozciągnęła i zamiast owalną bułkę, przypominała bardziej igłę. Kruk, którego bardziej kojarzę z tym obiektem, zmierzał nieubłaganie w kierunku łuny od Lublina oddalonego o ponad 60 kilometrów, chyba największej z kilku łun, jakie widziałem tej nocy. Droga Mleczna zaczynała nabrzmiewać i gęstnieć, wisiała ciężko niczym burzowa chmura nad północno-wschodnim niebem. Tymczasem ja wypatrywałem gdzieś w zakątku Cefeusza gromadę kulistą Palomar 1, której nie udało mi się ostatecznie zobaczyć, jak i nie udało się także dostrzec Palomara 4 w Wielkiej Niedźwiedzicy - w jego miejscu przemknął tylko jakiś satelita i to było wszystko. W okolicy Pal 1 złowiłem jedynie galaktykę NGC 1184, stosunkowo wyraźną i niewielką smużkę niby ziarno owsa. O ile Pal 4, to była dla mnie nowość i nie wiedziałem czy jest trudny, to numer 1 kiedyś już raz widziałem. Jedyne co mi się nasuwa, to to, że obiekt teraz dołował, był około 40 stopni nad horyzontem - to wciąż sporo, ale kiedy góruję, jest to ponad 60 stopni. To była trzecia porażka tej wiosny i moja wiara w sens posiadania teleskopu powoli podupadała. Miałem obawy, że coś się kończy; Synta płowieje i traci zasięg, oczy się psują, rzadko obserwuję marnotrawiąc pogodę, więc nie trafiam na dobrą przejrzystość, albo do Ziemi z każdym dniem dociera coraz mniej fotonów z Kosmosu, na rzecz rozrastającego się, wszędobylskiego smogu świetlnego (to ostatnie pewnikiem się dzieje, tak czy inaczej). Jak się miało okazać później w nocy, wygląda na to, że wszystko jest w porządku, i mimo iż Palomar wciąż pozostawał nieuchwytny, byłem z każdą minutą coraz bardziej szczęśliwy. Przebywałem w Warkoczu Bereniki. W domu pobieżnie zapamiętałem położenie pewnej grupy i teraz, gdy w okularze ukazała się mała galaktyka, pomyślałem, że pewnie nie odnajdę mojego celu. Lecz już po chwili okazało się, że wcale nie ma tam jednej galaktyki, ale cztery. Lukost niejednokrotnie wspominał o Hicksonie 61 zwanym The Box. Cieszę się, że w końcu go zobaczyłem, to świetny cel. W 60 razach widać było upakowane na niewielkiej przestrzeni cztery galaktyki, choć w pierwszych chwilach nie byłem jeszcze tego pewny w stu procentach, bo dopiero się pojawiały. Sprawdziłem wszystko w okularze 14mm. Tak, to one. Na górze, po lewej, widniała najjaśniejsza z całej czwórki - NGC 4169. Po prawo, idąc zgodnie ze wskazówkami zegara, była słabsza NGC 4174, poniżej zaś jeszcze słabsza NGC 4175. Najsłabiej świeciła ta po lewej na dole - NGC 4173, która była mocno rozciągnięta, o słabej jasności powierzchniowej. Pan "kitowiec" 10mm także pokazał cztery składniki (to wcale nie żart). Załadowałem 4,7mm; wszystkie były widoczne, wraz z najsłabszą, tą podłużną. Wróciłem do 60 razy i teraz NGC 4173 było widać z łatwością. Będąc w okolicy Melotte 111, gdzie zaraz na prawo znajduje się ów pudełkowaty Hickson 61, skręciłem do NGC 4565. W 60 razy widać było obecność ciemnego pasa. Tuż obok świeciła słabo niewielka, blada poświata NGC 4562. W Esie 14mm dysk Igły rozciągał się pięknie na boki, wystrzeliwując strumienie światła na daleką odległość. Ciemna smuga pyłu była widoczna głównie w okolicy centrum. NGC 4562 wciąż mieściła się z zapasem w jednym polu widzenia. W okularze 4,7mm Igła nie była galaktyką, jaką miałem nadzieję zobaczyć, ale i nie dałem jej dużo czasu. Następnie odnalazłem parę galaktyk: NGC 4298 oraz nieco słabszą NGC 4302. Sądziłem, że obiekty te mają ze sobą coś wspólnego, ale Wikipedia podaje, że chyba nie. Wizualnie znajdują się bardzo blisko siebie i ze względu na ustawienie, wyglądają ciekawie - jedna okrągława, druga widoczna krawędzią dysku w kierunku Ziemi, co sprawia, że obie przypominają porzucone w zapomnieniu ziemskie przedmioty. W Esie 14mm widok był bardzo dobry. Widziałem szkice, które ukazują ciemne pasmo w NGC 4302, ale pochodziły one z większych instrumentów. Przeskoczyłem następnie do asteryzmu Y w Pannie i tuż przy nim podejrzałem małą galaktykę NGC 4596 i jeszcze mniejszą, niemal gwiazdową NGC 4608. Następnie zobaczyłem Łańcuch Markariana, rozpoczynając standardowo od M84, M86 i podłużnej NGC 4388, dopełniającej z nimi trójkąt. Wewnątrz owego trójkąta świeciła malutka NGC 4387. Następnie dostrzegłem NGC 4413 a nad Messierami NGC 4402. Ruszyłem szlakiem, który stanowiły "Oczy" czyli NGC 4438 i NGC 4435, dalej NGC 4461 oraz NGC 4458, następnie minąłem NGC 4473, a po niej NGC 4477, wraz z niewielką i słabą towarzyszką NGC 4479. Jeszcze wyżej zobaczyłem, tuż za gwiazdą, NGC 4459 i nieco w bok, i trochę dalej, NGC 4474. Przypuszczam, że mogłem widzieć jeszcze NGC 4468 i wziąć ją za gwiazdę. Potem zerknąłem na M87 i jakąś jeszcze galaktykę obok, po czym skończyłem krótki rekonesans w tym rejonie nieba. Adaptacja wzroku była w bardzo dobrym stadium, toteż zalegająca nisko nad odległym o niecały kilometr lasem łuna od Lublina wydawała się teraz bardzo silna, spowijając ów las koszmarnym całunem. Zorientowałem się, że Kruk począł już tonąć z wolna w tej świetlistej mgle. Spojrzałem na Skorpiona; było go widać rewelacyjnie jak na tę wysokość i nie mogłem się doczekać gromady M4. Tymczasem skierowałem jeszcze teleskop na prostokąt Małej Niedźwiedzicy, gdzie odnalazłem dwie maleńkie galaktyki - eliptyczną NGC 5912 (13.8mag) oraz spiralną NGC 5909 (14mag). Nie wiem, czy są ze sobą powiązane, ale wyglądają, jakby były parą. W okularze 14mm widoczne bez kłopotu, NGC 5909 trochę słabsza. W powiększeniu 60 razy to były dwa naprawdę maleńkie obiekty niczym gwiazda podwójna, oddzielone od siebie niemal na styk. Wykonałem skok do gromady otwartej NGC 188 i uznałem, że nie widziałem jej chyba nigdy wcześniej tak dobrze rozbitej na gwiazdy. Mnogość bardzo wyraźnych światełek prezentowała się bardzo dobrze w 60-krotnym powiększeniu. W 107 razach gromada stała się chyba już zbyt rozległa. Droga Mleczna przemieszczała się ciężko, coraz bardziej górując nad polami swym ramieniem. Wycelowałem wylot tuby nisko na południe – ku Skorpionowi. M4 była wyraźna w szukaczu. W okularze natomiast ujrzałem piękną gromadę o dziwnym kształcie, odmienną niż inne gromady kuliste. Zerkaniem była bardzo ostra i mocno rozbijała się na mnóstwo składników. Gwiazdy lśniły w bladej poświacie. Wyjąłem okular 25mm i wsadziłem 14mm. Rdzeń gromady, ów charakterystyczny sznureczek, składał się z maleńkich jak grudki soli gwiazdek i nie był żadnym zamglonym słupkiem. Skusiłem się na absurdalne jak na tę wysokość powiększenie 319-krotne; gromada była spora, ale gwiazdy już nieostre. Wróciłem do okularu 25mm, gdzie pomimo bladego w tamtym rejonie tła, M4 wyglądała przecudnie. Antares migotał na pomarańczowo i żółto. Nieopodal odnalazłem niewielką poświatę gromady kulistej NGC 6144, do której było niemal przyklejone jakieś słońce. Spojrzałem jeszcze na M80, która rozpadała się na obrzeżach, ukazując gwiezdne drobinki, a następnie zahaczyłem o gwiazdę Acrab, wyraźnie odseparowaną od swojej towarzyszki i jeszcze szerszą Jabbah. Kolory gwiazd były jakby wyprane, białawe. W okolicy świecił bardzo jasno Jowisz. Głodny widoków, sprawdziłem M92, która okazała się wspaniała, bardzo ostra i wyrazista. Następna była widowiskowa M13, choć przyznam, że bardziej oczarowała mnie ta pierwsza. Spróbowałem jeszcze raz sił z Palomarem 1, ale nie było nic. Chwilę później namierzyłem galaktykę M51. W 60 razach świeciła niewiarygodnie jasno i mając wyraźnie odsłonięte ramiona, wyglądała jak namalowana. Pomiędzy jej centrum a NGC 5195, widać było jakiś skrawek ramienia, który nad wyraz jasno świecił, a po przeciwnej stronie jądra, ramię spiralne wybiegało w przestrzeń, jakby chciało opuścić galaktykę. Załadowałem 14mm i cudowny widok trwał, ramiona zaś pięknie zawijały się dookoła. NGC 5195 była trochę niesymetryczna, nieregularna. W 319 razy M51 powoli odsłaniała gigantyczne skrawki ramion. Wróciłem do 60 razy, gdzie świeciła niczym żarnik wolframowy. Z pobliskiego lasu co chwilę odzywał się puszczyk niby jakiś duch. Jego głos od czasu do czasu wpadał w lekkie drżenie. Złożyłem wizytę NGC 4244 w Psach Gończych, która wyglądała całkiem nieźle, a następnie odwiedziłem parę galaktyk NGC 4490 i NGC 4485. Widać było jak zwężona końcówka NGC 4490, skręca w kierunku mniejszej towarzyszki. Potem padła NGC 4656 zwaną Motyką czy też Kijem hokejowym, która prezentowała jaśniejsze miejsce z jednej i zagiętą końcówkę z drugiej strony, a chwilę później w okularze pojawiła się NGC 4631 czyli Wieloryb. W okolicy centrum świeciła gwiazdka, a nieco dalej NGC 4627 – Wielorybiątko. Nagle przypomniałem sobie o jeszcze jednym celu, który zaplanowałem. Bez większych nadziei ustawiłem teleskop na gwiazdy Giausar (lambda Draconis) oraz 2 Draconis, które stanowią koniuszek ogona Smoka. Odrobinę na północ odnalazłem stosunkowo jasną galaktykę NGC 3735 i minąwszy ją, przesunąłem się nieco dalej. Byłem pewny, że jedyną szansą jest okular 4,7mm i powiększenie 319-krotne. Jednak po wielu minutach wpatrywania w mętną otchłań, ogłosiłem porażkę. Nie ma Hicksona 55. A potem zmieniłem okular na Es 14mm i po chwili krzyknąłem. Jest! Ku...., jest! Ja p......ę, chyba jest! Zerwałem się z krzesła, by po chwili ponownie na nie wrócić i ponownie spojrzałem w okular. Muszę nabrać powietrza. Dotlenić mózg. Co najmniej pięć oddechów. Byłem podekscytowany patrząc na maleńki paproch, który zmaterializował się w okularze mojego teleskopu. Chwilowo przerwałem i odwróciłem instynktownie głowę na południe, by zobaczyć tam niezwykle gęsty i wielki obłok w Tarczy, a potem znowu przytknąłem oko do okularu. W miarę upływu minut, w 14mm Hickson 55 stawał się coraz łatwiejszy. Ku mojemu zaskoczeniu, było go również widać w okularze 25mm. Raz znikł na moment i już prawie zacząłem się niepokoić, ale po chwili znów się pojawił. Był jak delikatne, przypadkowe dotknięcie kartki koniuszkiem ołówka. W rzeczywistości Hickson 55 (alias Arp 329), to maleńki łańcuch galaktyk, pasmo odległych wysp przypominające na zdjęciach gąsienicę. Mimo że wychwytywałem tylko słabe, pojedyncze – być może lekko podłużne, ale nie w sposób było tego określić – światełko, byłem zachwycony. Z tego, co udało mi się ustalić później w domu, ten galaktyczny robak znajduje się jakieś 700 milionów lat świetlnych od Ziemi. Oto odnalazłem zagubiony sens mojego teleskopu. Poczułem w tamtym momencie obserwacyjne spełnienie. Hickson 55 to jeden z tych celów, które z jakiegoś powodu stają się obserwacyjnymi pragnieniami i właściwie to mogłem już wtedy spakować sprzęt i wracać do domu. Na szczęście tego nie zrobiłem. Już wcześniej, w trakcie sesji, zorientowałem się, że chyba będę tej nocy oglądał Strzelca. Nie spodziewałem się jednak, że obiekty, które już znałem, zobaczę inaczej, że zobaczę je tak dobrze, jakby to były jakieś obrazy. Euforia zaczęła się już gołym okiem. W ogóle, to było czad; widać było masakryczną Drogę Mleczną; wielka chmura w Tarczy, potem jeszcze jedna chmura jakaś, potem... chmura, no, jakaś jeszcze jedna, to chyba, nie wiem, M24, i potem jeszcze jedna chmurka - to M8. Skierowałem teleskop na M8. Mgławica Laguna składała się z kilku intensywnych pojaśnień i grupy słońc NGC 6530, w której naliczyłem około dwóch tuzinów gwiazd. Nieregularna była także M20 Trójlistna Koniczyna, która była dwoma okrągłymi poświatami – jeden większy, drugi mniejszy jak bezgłowy bałwan. Przez tą większą poświatę przechodziły chyba jakieś ciemne pasma, choć jeszcze wtedy, w okularze 25mm, nie byłem tego pewny. Poczułem burczenie w brzuchu i wyjąłem z kieszeni kanapkę z masłem orzechowym. Tak, ewidentnie ma na sobie jakieś pasemka – powiedziałem przeżuwając powoli, by masło nie zalepiło mi gęby. Nie chciało mi się popijać teraz wodą, tym bardziej, że otwarcie drzwi samochodu oznaczało zapalenie się na chwilę lampki, a tego nie chciałem. Nieczęsto zdarza mi się obserwować Strzelca i okoliczne rejony po dwóch godzinach adaptacji wzroku na odludziu. Co do gromady M21, to nie była szczególnie efektowna – ot niewielka grupka jasnych słońc, może tuzin. Chwilę później oniemiałem. To było coś niesamowitego. Przemierzałem zwykłe pole gwiazdowe i nagle wpadłem do ogromnego skarbca. W okularze lśniła niezliczona ilość słońc. Patrzyłem na nieprzebrane bogactwo gwiazd M24, które mieniło się teraz w okularze. W całym tym królestwie odnalazłem piękny klejnot – NGC 6603. Zauważyłem, że rozbija się na gwiazdy, co w Esie 14mm widać było wyraźnie. W środku znajdował się jakiś sznureczek słońc, podobny trochę do tego, jaki ciągnie się przez gromadę kulistą Messier 4. I ujrzałem ogromne kłęby Laguny, i Trójlistną Koniczynę, a przecinały ją wyraźne linie, które wiły się niby ciemny strumyk albo jaki wąż. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem. I pomyśleć, że nie chciało mi się jechać, pakować sprzętu, rozkładać i składać. Koniczyna była wspaniała, M24 była wspaniała, M8 była wspaniała i... Gdzie jest M17? Łoo, a to co? Szukacz już dawno zaparował, toteż początkowo, przy niektórych obiektach, nie bardzo wiedziałem z czym mam do czynienia. W okularze ukazała się teraz jakaś wielka, bardzo wyraźna mgławica, przyozdobiona w słońca. Co to jest? M16? A potem wreszcie trafiłem na M17 i wciągnąłem raptownie powietrze. O, w dupę! O ile Strzelec był punktem kulminacyjnym tej sesji, o tyle mgławica Omega była punktem kulminacyjnym Strzelca. Łabędź świecił niezwykle jasno, po zachodniej stronie zaś roztaczała się wielka mgławica. Owszem, była nieporównywalnie słabsza, ale widoczna pewnie. Pod szyją owego łabędzia mgławica była tak mocno odcięta, iż w miejscu tym widniała jakby dziura. W 14mm widać było wyraźnie, że po prawo, za łabędzim kuprem rozciągała się jeszcze jedna partia mgławicowa. Ale czad! Mgławica Orzeł była teraz niezwykle wyraźna. Pomyślałem o filarach stworzenia. Może gdybym znał lokalizację, to kto wie. Potem natknąłem się jasną gromadę – pewno M25. Następnie spędziłem trochę czasu na poszukiwaniu M22. W końcu się udało. Była wcale niezła, przejawiała obfitość i bogactwo gwiazd, które, gdyby świeciły wyżej, pokazałyby z pewnością pazur. Obok M22 złapałem coś jeszcze, może M28, a może jakąś inną kulistą, niemniej również bardzo jasną. Przeskoczyłem do Wagi i odnalazłem po raz pierwszy NGC 5897. Spodziewałem się małej, jasnej kulki, tymczasem zastałem dosyć sporą i niezbyt jasną plamę. W okolicy centrum jawił się jakby jaśniejszy obszar. Padło również coś, co mogło być M26, a potem widowiskowa M11, która miała na sobie dziury i była jakaś taka prostokątna. Robiło się zimno. Łabędź i Orzeł wznosiły się coraz wyżej. Lutnia zbliżała się do szczytu firmamentu, więc zobaczyłem jeszcze M57. Mgławica Pierścień była bardzo jasna, a w 319 razy, świecąc przepięknie, jak zwykle sprawiała wrażenie bardzo delikatnego koloru świecącej figurki. W pewnym momencie dostrzegłem nad południowo-zachodnim horyzontem jakąś ciemną smugę na niebie, która wyglądała jak chmura szarańczy na filmach. Wróciłem do M20 i powiększyłem Koniczynę 319 razy. Nawet w tym powiększeniu widać było ciemne szczeliny. Szaleństwo czy nie, nie zamierzałem się tym przejmować. Sprawdziłem M17 w tej skali i był to jak najbardziej słuszny eksperyment. Potem zasłoniłem oczy i wyjąłem z samochodu Nikona 10/50. Musiałem to zrobić, czy tego chciałem czy nie. Poza tym, chciałem posmakować jeszcze odrobinę Strzelca z perspektywy obserwatora całego lasu, a nie pojedynczych drzew. Było to osobliwie piękne, jak spojrzenie na pasące się stado jeleni na polanie przy strumieniu, coś innego niż bliska obserwacja pojedynczego osobnika. Na tle chmury gwiazd M24, rysowały się sylwetki ciemnych mgławic, a za M17 i M16 widać było ślad NGC 6604. Gromada M4 była całkiem spora jak na 10-krotne powiększenie. Pod koniec wycelowałem teleskop w Jowisza, ale nie ukazał on nic, poza dwoma pasami i czterema księżycami. Chłód zamieniał się powoli w lodowaty uścisk. Jeszcze raz zobaczyłem Omegę w teleskopie. Niebo na północnym wschodzie wyraźnie zbladło i pojaśniało.
  8. 21 punktów
    Popycham powolutku niedawno zebrany materiał i dziś na monitorze wylądowało Cygaro. Ale po złożeniu 400 klatek po jednej minucie każda, okazało się, że (pozornie) w pobliżu M82 znaleźć można dwie gromadki galaktyk położone jednak znacznie, znacznie dalej. Pierwsza z nich oddalona jest o 2600 milionów lat świetlnych http://simbad.u-strasbg.fr/simbad/sim-id?Ident=%408444694&Name=XMMXCS J0953.7%2b6947 Druga nieco dalej - o 3000 milionów lat świetlnych http://simbad.u-strasbg.fr/simbad/sim-id?Ident=%4010548357&Name=SDSS J095324.38%2b693648.7 Natomiast M82 oddalona jest o 12 milionów lat świetlnych. Ponieważ kocham takie odległe światy, z tej okazji uczyniłem sobie poglądową fotkę Na zdjęciu zarejestrowały się galaktyki do około 22mag. 21-22.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, L 400x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, częściowo Księżyc.
  9. 20 punktów
    Canon 650d, Newton 200/1000, 90 x 6 minut. Zebrane 60 km od Warszawy
  10. 20 punktów
    Witam Wszystkich! W wątku chciałbym zaprezentować zdjęcia ze zdalnego obserwatorium e-EyE w Hiszpanii. Na początku roku po kilkunastu latach fotografowania z Polski i foto wyjazdowego postanowiłem wspólnie z kolegami Tomkiem Piwkiem i Pawłem Łańcuckim zainstalować swój sprzęt w zdalnym obserwatorium w Hiszpanii. Po ponad dwóch latach testów i przygotowań obserwatorium e-EyE ruszyło na dobre i wreszcie mamy możliwość fotografowania pod przyzwoicie ciemnym niebem. Niestety w tym roku nawet w Hiszpanii pogoda jest bardzo kapryśna i raczej daleka od tej jako tam powinna panować 😑 Pierwszym zdjęciem jakie chciałem zaprezentować jest ostatnio wykonana przeze mnie fotografia galaktyki M-63 zwana Galaktyką Słonecznik. Jest to moje bezapelacyjnie najdłuższe zdjęcie galaktyki jeśli chodzi o naświetlanie Łączny czas 31 godzin oczywiście łącznie z klatkami Ha dla mgławiczek wodorowych. Celem było pokazanie zasięgu galaktyki M63 z delikatną pętlą daleko sięgającą poza granice obiektu. Może nie do końca jestem zadowolony z wydobycia i pokazania właśnie tych najsłabszych części Słonecznika ale mimo to praca nad tym zdjęciem dała mi wiele zadowolenia. Pozostawiłem oryginalną skalę lekko kadrując obiekt z uwagi na nie najlepszy początkowy kąt kamery. Sprzęt: Paramount MyT, TEC 140 f/5,2 QHY695A Ekspozycje: 31h (Ha,L,R,G,B) L 115x600s, R 24x300s , G 24x300s, B 24x300s, Ha 17x1200s (binx1)
  11. 20 punktów
    Przyszła pora znowu na galaktyki więc chciałem przedstawić swoje zmagania z M81 i M 82 w majaczącej otoczce IFN. Wszystko było zbierane na podmiejskim niebie przy niezbyt korzystnych warunkach za pomocą refraktora TSAPO 130 i kamery QHY 163 M. Zdjęcie jest składanką HLRGB w ilości 14 godz.i 40 min. Jak na razie jestem zadowolony z efektu.
  12. 19 punktów
    Odkąd pamiętam zawsze marzyło mi się utrwalenie Gdyńskiej torpedowni z drogą mleczną , udało mi się to dopiero teraz dokładnie z 7na8 maja , pierwszy raz widziałem tam tak dobre niebo (jednak to Gdynia) zarys widoczny był gołym okiem, lecz oczywiscie bez filtra sfotografowanie było by trudniejsze na zdj składa się 20kl po180s dla DM i 5 po 240s dla torpedowni canon 550mod astronomik eosclip samyang14mm (przymknięty do F4) niestety gwiazdki dookoła się rozjechały -czy to wina zbyt niskiej przysłony ? czy może przez filtr?- pierwszy raz robiłem zdjęcie tym obiektywem z filtrem.
  13. 18 punktów
  14. 18 punktów
    Do kadru z M82 sprzed kilku postów dodałem kolor. Jeszcze przyda się trochę wodoru, ale LRGB też ma swój urok. Z wodorem w M82 jest taki szkopuł, że on zaświetla te ładne pasma pyłowe, które się potem robią czerwone. 21-22.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, L 400x60 sekund, RGB 80:50:60 x 30 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, częściowo Księżyc.
  15. 18 punktów
    Materiał zbierany przy sporym wietrze, ale efekt mile mnie zaskoczył. Canon 650d, Newton 200/1000, 50 x 8 minut.
  16. 16 punktów
    Katalog gromad otwartych King zawiera 27 obiektów, z których tylko jeden - King 3 alias NGC 609 - został odkryty wizualnie. Pozostałe wytropiono na kliszach i płytach fotograficznych w latach 1949 - 1966. To przeważnie gromady bogate w słabe gwiazdy i nawet w większych aperturach teleskopów rzadko pokazują pojedyncze składniki. Piękne opracowanie na temat katalogu King zamieścił na swojej stronie Uwe Glahn ( www.deepsky-visuell.de ), gdzie poza wrażeniami obserwacyjnymi każdą gromadę ilustruje zdjęcie z Deep Sky Survey. 11 "kingów" leży w Kasjopei, 4 w Cefeuszu, 3 w Woźnicy, po 2 w Perseuszu i w Orle i po 1 w Żyrafie, Jaszczurce, Małym Psie, Rufie i Lisku. Zbliżają się letnie noce, Cefeusz coraz wyżej wznosi się na wieczornym niebie i właśnie ku tej konstelacji proponuję skierować lornety i teleskopy, by zapolować na jasną i łatwą gromadę King 10. To niewielka gromadka, zajmująca na niebie raptem 4 minuty kątowe średnicy i zawierająca około 40 gwiazd odległych od nas o mniej więcej 11 000 lat świetlnych. Nie udało mi się znaleźć w sieci informacji o jasności wizualnej tej gromady, ale z własnych wrażeń obserwacyjnych dałbym jej ok. 10.0 mag. Poszukiwania na niebie warto rozpocząć od słynnej gwiazdy zmiennej Delta Cephei, która leży w wierzchołku trójkąta dopełnionego przez Epsilon i Zeta Cephei. Na przedłużeniu trójkąta szukamy sześciu dość jasnych gwiazd układających się w powichrowaną linię: Między pierwszą a drugą gwiazdką od prawej w tej linii świeci duża i luźna gromada otwarta NGC 7429 której nie znajdziecie w Stellarium, ale zaznaczona jest w Interstellarum Deep Sky Atlas: W dużej lornecie to luźne, trudne do odróżnienia od tła skupisko gwiazd. Teraz już blisko. Od NGC 7429 schodzimy "w dół" i szukamy fajnego asteryzmu - 5 gwiazd o jasności 8-9 mag układa się w równiutki i duży znak X. Od prawej górnej gwiazdki owego X odchodzi łuk 4 słabych gwiazdek i dalej widzimy kolejny ładny asteryzm - gwiazdki 9-10 mag układają się w kształt przypominający złożony wachlarz, 3 gwiazdki w środku tego wachlarza to taki mini pas Oriona. Gromada King 10 to ta mała, ulotna mgiełka leżąca pomiędzy ostatnią z wspomnianego łuku 4 gwiazd i tym mini pasem Oriona. Tak to wygląda na moim nieudolnym szkicu z obserwacji lornetą 45x141: Tak na szkicu Uwe Glahna z 4" bino (55x pod ciemnym niebem): http://www.deepsky-visuell.de/Zeichnungen/King10.htm - tutaj widać tylko część wspomnianego X, 3 gwiazdki Tak na zdjęciu DSS (tu z kolei nie widać w ogóle X, tylko 2 ostatnie gwiazdki z łuku 4, ale za to King 10 pięknie rozbita na pojedyncze gwiazdki): Na gromadę spoglądałem początkiem maja przez lornetę 45x141 pod przyzwoitym niebem SQM-L 21.19 mag /s2. Gromadka jest bardzo fajna, łatwa do zidentyfikowania, smaczku dodają opisane wyżej asteryzmy. Wybaczcie przepisywane z dziennika obserwacyjnego określenia typu "u góry", "na prawo" i podobne. Obserwuję lornetą, obraz mam nieodwrócony. Jeżeli skierujesz ku Cefeuszowi teleskop Newtona, kierunki się pomieszają. Ale w szukaczu 8x50 bez problemu powinieneś przejść przez proponowany wyżej star-hopping aż do namierzenia asteryzmu X, potem będzie już łatwo upolować Kinga 10 w okularze teleskopu. Przypuszczam, że użycie powiększenia 100x pozwoli rozbić gromadę na pojedyncze gwiazdki. Gromady otwarte to popularne cele obserwacyjne na letnie noce. Szczerze polecam wyjść poza katalogi Messiera i NGC. Gromada King 10 i jej otoczenie to naprawdę piękny kawałek nieba. Więc na najbliższą pogodną i bezksiężycową noc przygotuj sobie mapki, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  17. 16 punktów
    Kolejny obiekt upolowany tej wiosny to wyjątkowy oklepaniec, czyli M51. To chyba najczęściej przeze mnie fotografowana galaktyka (no, może poza M82). M51 wraz z towarzyszką NGC5195 to wyjątkowej urody tandem. Tym razem chciałem się skupić na wydobyciu jak największej ilości detalu z obiektu. W połowie kwietnia zdarzyło się kilka pogodnych nocek z dobrym seeingiem, choć niestety Księżyc królował na niebie przez sporą część nocy. Z tego powodu zdjęcie nie sięga tak "głęboko" jak to sobie wymarzyłem, a zewnętrzne otoczki nie są zbyt rozległe. W tle można znaleźć sporo farfocli. W lewej części kadru, nieco pod trójkątem z jaśniejszych gwiazd stadko słabizn, które wg SDSS odległe są od nas o 3-5 miliardów lat świetlnych. Na prawo od M51 też można znaleźć sporo takich obiektów. 19-21.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, LRGB 400:40:30:40x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, częściowo Księżyc. M51 luminancja M51 LRGB A pod linkiem https://astrojolo.com/tag/m51/ reszta moich wirówek M51
  18. 15 punktów
    Po trzech tygodniach wyczekiwania przyszedł kolorek dla NGC2903. Warunki takie sobie, Księżyc już wschodził. 31.03,01.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, L 290x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry. 21.04.2019, Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, RGB 40:30:30x60 sekund, gain=100, niebo podmiejskie. Przejrzystość dobra, seeing dobry, Księżyc.
  19. 14 punktów
    O uwiecznieniu tego obiektu marzyłem od 6 lat, odkąd pierwszy raz go zobaczyłem. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia w tej idealnej harmonii kolorowych mgławic refleksyjnych i emisyjnych, okraszonych ciemnymi pyłami z dodatkiem gromad kulistych. Wszystkie możliwe obiekty z wyjątkiem galaktyk w jednym miejscu. W końcu udało mi się skompletować odpowiedni sprzęt, oraz znaleźć się we właściwym miejscu i właściwym czasie na zlocie w Bieszczadach Przejrzystość powietrza tej nocy była idealna, mimo zagrażającego pyłu znad Sahary. Niestety wschodzący Księżyc znacznie ograniczył czas akwizycji, ale i tak efekt wyszedł (moim zdaniem) fenomenalny. Zupełnie nie spodziewałem się takiego efektu przy zaledwie 40 min materiału z Polski. Nikon D750 mod + Samyang 135 + iOptron SkyTracker Pro 20 x 2 min, f/2.5, ISO800
  20. 13 punktów
    W obliczu ostatnich prezentowanych super wersji tej galaktyki, moja jest słaba, ale jest moja. TLAPO804, Canon 1200D, 27x5min. ISO 800 nieba czystego, wiatru słabego i seeingu dobrego, pozdrawiam
  21. 13 punktów
    Materiał z ubiegłego roku, ale jeszcze nie prezentowany na Forum. Obrabiałem zdjęcie wiele razy i to jest ostatnia najlepsza wersja. Obiekt robiony z Mazowsza, więc szału nie ma. Canon 500d, Newton 200/1000, 75 x 3 minuty.
  22. 12 punktów
    W kwietniu głównie testowałem kamerki. Pierwsze zdjęcie zrobione ASI 183 Mono i filtrami LRGB przedstawia się następująco: Zdjęcie zrobione z balkonu w Warszawie (Wilanów) w następującej konfiguracji: L: 100x90s, R, G, B: po 40x90s. Obróbka w DSS i GIMP. Następnie z Chin przyszła kamerka RisingCam IMX 178 kolorowa. W ramach testów wykonałem w sumie 215 klatek po 120s (z uruchomionym po raz pierwszy guidingiem). Z obróbką walczyłem sporo, dłużej niż w przypadku ASI mono. Głównie z szumami tła, dlatego zdjęcie poniżej to jeden wielki kompromis. Można wyciągnąć więcej, ale wtedy obiekt wygląda moim zdaniem gorzej. W maju już powinny się pojawić pierwsze próby z filtrami Ha, OIII, SII
  23. 12 punktów
    Asi 1600 Pro TS eda apo 71 mm L 58 x 300 sec RGB 25 x 300 sec
  24. 12 punktów
    Mój tranzyt wygląda tak. Sprzęt to Newton SW 200/1000 z folią ND5, GH4 w ognisku głównym, całość na EQ3-2 z napędem w jednej osi. W aparacie była ustawiona elektroniczna migawka i wyzwalanie zablokowane na szybkiej serii. Ruchomy obrazek to timelapse złożony z 29 klatek, a ostanie foto to crop 100%. Dodam, że to było moje pierwsze podejście i do ISS i do tranzytu i do Słońca.
  25. 12 punktów
    Wczorajszy, w różnych odsłonach. Miejscówka księżycowo - planetarna. Za miastem, ukojony w subtelnych objęciach majowego wiatru ... Księżyc. Zdjęcie główne... Na tle gasnącego błękitu nieba... Wkomponowany w urokliwe towarzystwo. Światło popielate w wersji Reaper
  26. 12 punktów
    Dziś trochę lepiej wyszło. SW 14",EOS 450D
  27. 12 punktów
    Wersja stereo i w kolorze. Kolor z Broku. 18x300 na kanał.
  28. 12 punktów
    28 Kwietnia zaskoczył, po godzinie 13 przyszło rozpogodzenie, chmury dość szybkim tempem wędrowały na południowy zachód, pozostawiając za sobą wspaniały błękit nieba. Pojechałem na nową miejscówkę pół godziny jazdy od domu, według LPmap zasięg to 21.82mag/arc sec. Jest ciemno, goły horyzont od W do SW, południowa strona zasłonięta tak do 10°. Ale do konkretów Rozstawienie szesnastu cali by Pablito to w sumie sama przyjemność, wyciągnięcie go z samochodu i złożenie to 10 minut roboty, a po kolejnych 3 minutach jest już skolimowany. Poczekałem 40 minut na wychłodzenie się lutra i jak to się mówi hej przygodo. Plan obserwacji był jasny... nie ma planu, przy pomocy DSC i Skysafari miałem wędrować po niebie i celować tam, gdzie będę miał ochotę, co notabene sprawia mi największą radość Pierwsze wpadł Triplet Lwa, czyli M65, M66 i NGC3628. Obiekty jak to na Messiery widoczne piękne, cała trójka widoczna w całym polu maxvision 20 mm, następna trójka to M105,M95 i M96. Ogromne wrażenie galaktyczne pola w Pannie, mnogość obiektów i świadomość, że każda ta mgiełka w moim oku to wielka galaktyka, a czasem w jednym polu było ich kilka. Nie będę wymieniał po kolei, bo nawet nie zidentyfikowałbym wszystkich 😛 Ciekawie natomiast prezenowała się galaktyka Igła, jej poświęciłem chwile, długa podłużna z widocznym wypukłym jasnym jądrem, ładnie odcięta po całej długości, jeden z tych obiektów "łał". Miał być szkic, ale poległem Ciut wyżej powędrowałem pierwszy raz do galaktyki Wieloryb, NGC 4631. Jasna galatyka, podobna do cygara, ale bez żadnych pasów pyłowych, z widoczną mgiełką przylegającą do niej. Ciekawsza jest NGC 4656, w okularku 20 mm majaczył jej ogonek, dopiero ES 8.8mm pokazał wyraźne rozciągnięcie, piękny widok. Zahaczyłem także o NGC 4676A, w 20 mm majaczyła, natomiast ES 8.8mm pokazał jeszcze NGC 4676B. Tu muszę wrócić i przyjrzeć się dokładniej. Nie mogłem, nie spojrzeć oczywiście na galaktyczne klasyki, przy których opad szczęki to mało powiedziane... M51 wraz z towarzyszką. Piękna, jej ramiona wyskakują na pierwszy plan, chodź pomaga tu zerkanie. Tu 16 cali robi robotę No i M81 i M82 galaktyka cygaro jasna, takiego widoku jeszcze nie widziałem, wyraźne na jej tle pociemnienia a M81 wielka, zajmuje dużą część pola widzenia okularu 20 mm... Przed godziną pierwszą zaczołem się powoli zwijać i tak mi minęły dwie godziny pod pięknym niebiem.16 cali pod ciemnym niebem to ogrom obiektów, które same wpadają w okular, całkiem inne wrażenia obserwacyjne porównując do gso 10 cali. Pozdrawiam
  29. 12 punktów
  30. 11 punktów
    Kolejny jasny szlagier - M106 z gwiazdozbioru Psów Gończych. Obiekt zbierany na raty podczas kilku sesji w trakcie ostatnich tygodni. Przy czym luminancja była zbierana w dobrych warunkach seeingowych a kolor w losowych Ledwo upchnąłem ją w kadr Galaktyka charakteryzuje się bardzo jasnym jądrem względem otaczających ją, bardziej subtelnych obszarów. Dlatego też jest to dość ciężki obiekt do astrofoto krótkoczasowego - centrum wyjdzie zawsze super, ale zewnętrzne obszary trzeba bardzo ciągnąć za uszy i wyłazi szum. Zresztą tego szumu też nie mogłem za bardzo usunąć bo nie chciałem ubić detalu galaktyki która wypełnia praktycznie cały kadr. Zostawiłem ten obiekt na koniec ponieważ myślałem, że materiał jest słaby ale wyszło całkiem nieźle. Dopaliłem tez kilkaset klatek H-alhpa (na szeroko 35nm) żeby zobaczyć czy coś wyjdzie z tych czerwonych języków wodorowych - okazało się, że trochę majaczą i dodatkowo ładnie podbiły się wszystkie wodorówki w ramionach - jak będę miał czas to dopalę jeszcze trochę wodoru żeby mocniej zaakcentować te obszary. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB L - 1200 x 11s (gain 82%) RGB - 400 x 15s (gain 86%) na kanał Ha35nm - 200 x 30s (gain 88%) Kompozycja LRGB + Ha Dwie wersje - kolor i b/w (zdjęcie to resize do 80%) skala natywna zestawu przed resize - 0,41''/pix
  31. 11 punktów
  32. 11 punktów
    Z wczorajszych wojaży. Okolice ... Mosty. SQM 21,89 mag./ars sec2
  33. 11 punktów
    Sklejka wodoodporna z drewna liściastego. Zajawka całości. Dolna klatka i dobson będą mniejsze - zaprojektowałem z zapasem do wyważenia. Na razie wygląda jak panna z za dużym tyłkiem
  34. 11 punktów
    Wczorajszy popołudniowy z balkonu P900 1/160s f/7,1
  35. 11 punktów
    Ciężki los antropocentryka we Wszechświecie. Najpierw okazuje się, że twój świat nie jest centrum Kosmosu. Degradują twoją planetę, gwiazdę, galaktykę. Potem okazuje się, że cała obserwowana materia to ledwie 5% bilansu Wszechświata. A potem otwierasz oczy w pewien poniedziałek i doczytujesz to: https://www.kwantowo.pl/2019/05/12/ile-czego-jest-we-wszechswiecie/ Jak żyć?
  36. 11 punktów
    Wczorajsze prognozy pogody były cholernie niespójne... Niby miało rozpogodzić się ok. 2 nad ranem (co obiecywała pogodynka.pl), ale strona ICM mówiła, że niekoniecznie. Analiza zdjęć na Sat24 też nie napawała optymizmem – owszem, zachód Polski był już czysty, ale centrum i południe zawalone chmurami. Sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie, dziury w zachmurzeniu pojawiały się i znikały. Czas zabijałem wertowaniem wysłużonego atlasu Interstellarum, planując mocno niepewną sesję. Chciałem zahaczyć o Palomara 5, złapać kilka uciekających wraz z wiosną galaktyk, no i przywitać się z klasykami letniego nieba. Jakoś kilka minut po pierwszej stwierdziłem, że czas na decyzję – a co, zaryzykuję, w końcu do przejechania mam raptem kilkanaście kilometrów. Wrzuciłem do auta Syriusza 350/1500 (w małym hatchbacku niestety ledwo się mieści, więc za kilka dni trafi pewnie do Myślenic, gdzie przejdzie metamorfozę w Taurusa), atlas i torbę z okularami i dotarłem jakoś na Domański Wierch – z dobsonem mieszczącym się na styk na przednim fotelu pasażera i tubą podpartą o zagłówki. W drodze towarzyszył mi nisko zawieszony, kłujący w oczy Jowisz, potwierdzając słuszność decyzji o wyjeździe. Taaak, ryzyko opłaciło się - i to jak. Przejrzystość atmosfery po intensywnym deszczu okazała się fantastyczna; fakt, część nieboskłonu była wyłączona z użytku, ale jakość nieba na południu i w zenicie wynagrodziła wszystkie niedogodności. Nie wiem jak zmieściłem się w tych 70 minutach – bo tyle trwało okienko pogodowe – ale zrobiłem wszystko, co zaplanowałem, znaczy opędziłem letnie klasyki (kapitalny, domknięty Crescent, the Thin Thread odchodząca od Trójkąta Pickeringa czy Messier 17 - nie będący żadnym tam Łabędziem, tylko pełnoprawną literą omega, z piękną strukturą), połapałem resztki wiosny (jakieś tam Arpy w chylącej się ku zachodowi Pannie), no i te fantastyczne kilkanaście minut z subtelnymi kłaczkami - Sekstetem Seyferta i Gromadą w Herkulesie. To było to czego potrzebowałem! Właśnie – Arpy. Wydany w 1966 roku atlas galaktycznych osobliwości pana Haltona Arpa to obfite źródło inspiracji dla posiadaczy większych teleskopów. Również i tym razem dał radę – z głupia frant skierowałem tubę w nieznaną mi, wyniuchaną w IDSA godzinkę wcześniej parkę galaktyk – NGC 5560 (3.6'x0.9', 12.4mag) i 5566 (6.6'x2.3', 10.7mag). Obie to spiralki z poprzeczką, odległe o ok. 90 milionów lat świetlnych od Ziemi. Jak już wspomniałem, nie widziałem ich nigdy wcześniej, więc nie mam doświadczenia z widokami z apertur innych niż 14", ale bankowo da się je wyłapać z pomocą mniejszych luster, rzędu 8-10". W sieci znalazłem fajny szkic z jedenastocalowego SCT, wykonany przez obserwatora z Belgii (swoją drogą, gdzie oni tam mają dostęp do ciemnego nieba?) http://www.asod.info/?paged=1040&s Stustopniowy ESik 14 mm pokazał, że NGC 5566 ma stosunkowo wyraźnie zarysowane jądro, otoczone rozległym, nieco rozciągniętym halo. Z kolei pobliska 5560 – mimo iż nominalnie słabsza - wydała mi się nawet łatwiejsza do dostrzeżenia od mdłej, rozmytej sąsiadki; ot, taki stosunkowo jasny przecinek, o równomiernej jasności powierzchniowej i bez wyróżniającej się części centralnej. Jest ona zniekształcona/rozciągnięta właśnie wskutek oddziaływań grawitacyjnych z dużą (średnica ok. 150 tys. lat świetlnych) NGC 5566. Czas gonił, już miałem dać im spokój, ale... w polu widzenia okularu majaczyło jeszcze coś – coś widoczne zerkaniem, małe i ulotne, wyglądające jak oderwany od 5566 kłaczek bardzo subtelnej mgiełki. Dopiero po powrocie do domu i odpaleniu stronki sky-map.org okazało się, że dostrzegłem trzeci i najsłabszy składnik układu – NGC 5569 (1.7'x1.6', 13.7mag). Czyli mamy trio! W mniejszych aperturach (patrz szkic powyżej) Arp 286 będzie jednak tylko duetem. Całe to kosmiczne zamieszanie doczekało się nawet swego APODa: źródło: https://apod.nasa.gov/apod/ap100813.html A, zapomniałbym o starhoppoingu - galaktyczną trójcę odnajdziemy nieco powyżej linii łączącej gwiazdki tau i 109 Vir (obie o jasności ok. 4 mag), na wschodnich rubieżach Panny. Wiecie co? Cholernie cieszy, że moje przekonanie, iż widziałem (prawie) wszystko co rusz okazuje się fałszywe. Ostatnio podziwiałem zapodaną przez kolegę @pmochocki NGC 2859, teraz to. Wystarczy krótka, wiosenna noc, by przekonać się, jak wiele jest jeszcze do odkrycia. A Ty? Spróbujesz i dasz znać, jak poszło?
  37. 11 punktów
    Dziura w chmurach i jest.
  38. 11 punktów
    Zachodzące 9 procent.
  39. 11 punktów
    Takie teraz kłębowicho nad Ustką ale od 00 ma być ładnie i sprzecicho zaraz wystawiam Canonkiem 550D z kiciakiem na automatykę ustawionym.
  40. 11 punktów
    Zebra nad Ustką przed chwilą.
  41. 11 punktów
    Czasami chyba sam nie wierzę, że lornety i galaktyki to połączenie wybitnie frajdogenne. Na szczęście, przypadki chodzą po obserwatorach, a pewnego razu pod dość ciemnym niebem zdarzyło mi się przypadkowo zerknąć na sam dół strony D3 w Interstellarum... Co tam znalazłem? Dwie czerwone elipsy, każda nachylona pod nieco innym kątem, czcionka przyjaźnie pogrubiona… Tak więc dziś chciałem zaproponować dwie bohaterki. Dwie z dość prostego powodu - do pewnych powiększeń, ciężko będzie ich nie zobaczyć w tym samym kadrze, gdyż ich odległość kątowa na niebie to zaledwie pół stopnia. Tytułowe NGC 4536 i NGC 4527 są galaktykami spiralnymi, należącymi do jednej z największych podgrup Gromady w Pannie - Obłoku S, zwanego czasami Grupą M 61. Odległość do obu? Dobre pytanie. Astronomowie proponują parę źródeł, a te zawierają spory rozrzut: - od 11.1 do 20.3 Mpc dla NGC 4527 - od 12.4 do 19.6 Mpc dla NGC 4536. Za duży rozrzut pomiarów odpowiada między innymi dynamika całej grupy, która jest w fazie kolapsu w większe kłębowisko. A skoro jest ruch, są i większe prędkości radialne. Dorzućmy do tego spore zróżnicowanie owych prędkości w grupie i dostajemy wartość przesunięcia ku czerwieni obarczoną większym błędem. W popularniejszych źródłach (Wiki, NASA/IPAC Extragalactic Database) podawane wartości to 14.09 Mpc (45.9 mln l.ś.) dla NGC 4527 i 15.03 Mpc (49 mln l.ś.) dla NGC 4536. Możemy więc dość bezpiecznie przyjąć, że w rzeczywistości obie galaktyki dzieli odległość nieco ponad trzech milionów lat świetlnych. Kto wie, może stamtąd Droga Mleczna i Galaktyka Andromedy wyglądałyby dziwnie znajomo... NGC 4527 (u góry) i 4536 (u dołu) w przepięknym ujęciu Łukasza Szczepańskiego. Źródło: KLIK W przeciwieństwie do serca Gromady w Pannie (Virgo I), na wspomniany Obłok S składają się głównie galaktyki spiralne. Obie nasze bohaterki mają dość rozbudowane oznaczenie morfologiczne: SAB(s)bc i SAB(rs)bc, czyli spiralne (S) z nieznacznie zaznaczonymi poprzeczkami (AB) i “umiarkowanie zluzowanymi” ramionami (bc). Klasyfikacja różni się tylko brakiem struktury pierścieniowej (s) w przypadku NGC 4527 i nieznacznie zauważalną taką strukturą w przypadku NGC 4536. Obie są zaliczane do galaktyk gwiazdotwórczych, przy czym Wiki podaje, że “młodsza numerantka” jest raczej w początkowej fazie swego zakwitania aktywnymi obszarami. A co się dzieje w południowej sąsiadce, pięknie widać na poniższym zdjęciu wykonanym przy pomocy pewnego emerytowanego teleskopu: Źródło: KLIK W NGC 4527 udało się zaobserwować trzy supernowe (w latach 1915, 1991 i 2004), a jedyna znana taka gwiazda w NGC 4536 dała o sobie znać w marcu 1981 roku. Jeśli chodzi o podawane wartości jasności obserwowanej, to znów mamy rozrzut: 10,5 - 11,4 magnitudo dla NGC 4527 oraz 10.3 - 11.1 magnitudo dla NGC 4536. Druga z galaktyk wydaje się być nieco trudniejsza do wyłowienia, ale tak czy siak, warto próbować już w kilkucentymetrowych aperturach (czytaj: lornetkach), szczególnie, że rozmiary kątowe obu są przyzwoite (6,2'×2,1' dla 4527 oraz 7,6'×3,2' dla 4536). Nalot nie jest specjalnie trudny, szczególnie dysponując polem widzenia rzędu 2-3 stopni. Standardowo startuję przy Vindemiatrix, potem przez Y[1] i łódź podwodną przy M49[2], dalej - spadek w dół przez czwórkę słońc w ławie[3] i przez ubogą omegę*[4] do trzech parek[5] - i już jesteśmy niemal na miejscu. Punktem docelowym jest kolejna parka gwiazd niespełna dziewiątej wielkości, którą to parkę nasze galaktyki flankują wizualnie od północy i południa. Strona D3 z Interstellarum. Co widać? Tereska (22x85) wyraźnie pokazuje kąt pozycyjny obu dysków. NGC 4527 leży sobie w osi dziesiąta-czwarta, a NGC 4637 w osi ósma-druga. Zupełnie przyjemny widok. 16x70 również powinna pokazać kąt pozycyjny północnej galaktyki, południowa zaś - to walka o dostrzeżenie w ogóle. W 10x50 nie dałem rady dostrzec żadnej z galaktyk, ale pod bardzo dobrym niebem takie zadanie powinno być wykonalne. Sporym zaskoczeniem był widok z dwudziestocalowca z Ethosem 21 na pokładzie. O ile NGC 4527 pozostała eliptyczną plamką, o tyle NGC 4536 pokazała wyraźną “eskę” wyciągniętych ramion. Pod zatomskim niebem ramiona te były na tyle wyraźne, że wyglądały na osiągalne do dostrzeżenia w 16-calowcach lub w jeszcze mniejszych instrumentach. Inne raporty obserwacyjne wspominają też o śladzie struktur pyłowych w NGC 4527. Jako kolejny bonus dla dużych luster, można dorzucić maleńką 13.8-magową galaktyczkę NGC 4533, widoczną na zdjęciu Łukasza pod środkową parką gwiazd. A jak jest w nie-zatomskiej rzeczywistości? Chętnie dowiem się od tych, którzy spróbują i dadzą znać, jak poszło! *nie mylić z Ubogim Ninją 😉
  42. 10 punktów
    Hej. Od prawie dwóch miesięcy posiadam lornetę kątową marki APM, model Semi Apo 100mm/90 stopni. Jestem po dwóch właściwych obserwacjach terenowych i kilku akcji „patrzających”. Jak to zwykle bywa po zakupie przeważnie nie ma długo nieba….u mnie było trochę inaczej. Połowa Marca i pierwsza połowa Kwietnia były ogólnie z ładną pogodą, jednak nie mogłem sprawdzić nowego zakupu bo nie miałem na czym go postawić. Długo zbierałem się za projektem łączki/adaptera aby zamocować montaż SkyTee ze słupem rodem z Uniwersala. W końcu się udało – aczkolwiek nie jestem w 100% zadowolony z projektu i na pewno podejdę do niego jeszcze raz. Po 1,5 miesiąca mogłem połączyć wszystko i zacząć próby obserwacyjne. Sama lorneta jest oczywiście pokaźnych rozmiarów (jak na lornetę) i słusznej wagi, która wynosi 7,5kg netto (bez uzbrojenia). Jednocześnie porównując ją do jakiegokolwiek Newtona 8” wzwyż czy refraktora 6”, APM jest bardzo kompaktowym sprzętem. Lorneta składa się z dwóch refraktorów achromatycznych (faunhoffer) i wg opisu producenta posiada 3 soczewki – jedna korygująca (nie za bardzo wiem co, ale uznaję prywatnie że to taki „Bresser” z wsadzonym Petzwallem w środku). Ogniskowa wynosi 550mm czyli światłosiła to F5,5. W zestawie dostajemy parkę okularów APM Ultra Flat Field o ogniskowej 18mm, co daje nam powiększenie x30,5 i źrenicę około 3,3mm.Lornetka przyszła zapakowana w sztywny karton, owinięta folią bąbelkową i wsadzona w obudowę z grubej sztywnej pianki – aktualnie szukam plecaka abym mógł sobie nią nosić na plecach, co jest najbardziej komfortowe i najmniej obciążające (masa rozkłada się na dużej powierzchni). Sama lorneta jest bardzo dobrze wykonana, wszystko jest idealnie spasowanie – nie wykazuje luzów, wszystko jest z metalu (podobno jakiś stop magnezu), nawet wysuwane odrośniki są metalowe. Pierwsze obserwacje po zakupie odbywały się z ręki, podpierając przód tubusów na barierce balkonowej lub krześle. Położony nisko Księżyc był niesamowicie plastyczny i wyraźny, Nie omieszkałem zerknąć na zachodzącego już Oriona i M42 celem porównania do niedawno posiadanego refraktora 6” – widok bardzo podobny, przy okazji sprawdziłem zasięg próbując złapać z mojego podmiejskiego nieba M78, którą refraktorem przy bardzo czystym niebie też wyciągałem z tła, tutaj lorneta mnie zaskoczyła – niebo było w miarę ale nie idealne, a M78 złapałem praktycznie od razu – oczywiście jako mgiełka ale od razu wyskoczyła z tła mimo że Orion chylił się ku Zachodowi a ja obserwowałem z podparcia drgających rąk. Od tego momentu z niecierpliwością czekałem na poskładanie montażu do kupy i wypad w ciemną miejscówkę. Aha…. Jeszcze przy okazji sprawdziłem aberrację – Księżyc coś koło 58-60% i Syriusz. Oczywiście aberracja była i jest. Na Księżycu patrząc w osi widać żółtą tarczę dookoła a jak tylko zejdziemy z osi zmienia się kolor na fiolet. Jest to o tyle ciekawe, że jako były posiadacz refraktora 6” F8 mam odniesienie i nauczyłem się patrzeć z aberracją. Ciekawe jest to, że w refraktorze zawsze widziałem fiolet tylko po zewnętrznej stronie globu, a tutaj mam żółtą ramkę dookoła tego co aktualnie widać i przy ruchu zmienia się w fiolet na zewnętrznej tarczy i żółta cześć jest po stronie terminatora. Na Syriuszu czy jakiejkolwiek innej jasnej gwieździe (Wega, Arktur, Denebola itp.) aberracja występuje ale ma inny charakter niż w moim byłym refraktorze. Refraktor na Ksieżycu czy Syriuszu dawał takie równe fioletowe halo, jakby dodatkową atmosferę dookoła obiektu. W lornecie nazwanej „Semi Apo” Aberracja pojawia się jako mocniejsza (jaśniejsza) obwódka ale zdecydowanie cieńsza – konkretniejsza, nie ma tutaj halo jest po prostu kólko przyklejone do tarczy obiektu o określonej szerokości, zdecydowanie mniejszej niż w refraktorze ale też bardziej intensywnie świecące fioletem - przynajmniej ja to tak widzę. Aberracja, aberracją ale sprzęt kupiłem do oglądania DS-ów i tutaj jest naprawdę bardzo dobrze. Szczerze powiem, że pierwszy wypad tydzień temu jakoś nie zrobił na mnie dużego wrażenia – owszem złapałem sporo klasyków ale jakoś nie pamiętam abym zrobił WOW. Bardziej spodobał mi się stojący obok ED80, który mimo że mały jak na teleskop bardzo pozytywnie mnie zaskoczył obrazami DS.-ów jakie wyciągał z tła. Pamiętam, że nie udało mi się namierzyć Łańcucha Markariana. Drugie podejście, bardzo spontaniczne bo w tygodniu pracy – wypadło rewelacyjnie i na nim się skupię opisowo. To był ostatni Czwartek – nadchodził wieczór i wracając do domu już wiedziałem, ze szykuje się bardzo ładne niebo. Byłem się z myślami czy wystawiać się na balkonie i zrobić pierwszą porządną sesję balkonową (w końcu jednym z zamysłów zakupu lornety były szybkie obserwacje balkonowe), czy brać tobołek i ruszac 20km. Na Południe pod ciemniejsze niebo, decyzje pomógł mi podjąć kolega Daniel, który niespodziewanie zadzwonił z propozycją szybkiego wypadu pod miejscówkę. Decyzja zapadła – jadę, ale najpierw i tak się rozłożę na balkonie – przynajmniej sprawdzę warunki naocznie i schłodzę już bino. Test wypadł pozytywnie – z balkonu złapałem M65 i M66, wiem że górną NGC3628 też jestem w stanie złapać ale musiałyby zgasnąć lampy dookoła Biedronki a to dopiero gdzieś po 23. Jadę. Dotarłem pierwszy, postanowiłem sprawdzić ile się będę rozkładał – wyszło mi coś koło 3,5 minuty, rewelacja, Wcześniej rozkładając CG5 GT i refraktor często do pełni obserwacji uciekało mi więcej niż pół godziny. Niebo było bardzo czyste, nie takie jakie się zdarza kilka razy w roku ale też jedno z lepszych. Na pierwszy ogień Triplet Lwa. Cała trójka bez problemu złapana w okularze 18mm. M65 i 66 widoczne z wyraźnym kształtem już nie jako mgiełki ale jako wyraźnie mgławicowe obiekty na niebie, poprzeczna NGC3638 też widoczna na wprost bardziej jako mgiełka, przy zerkaniu już można była złapać wyraźniejszy charakterystyczny podłużny kształt. Szybko przerzuciłem się na pozostałe obiekty w tej konstelacji. Oprócz M95,M96 i M105 złapałem jeszcze kilka innych mgiełek (tak na oko) z 7 -8 łącznie. Przy okazji przypomniałem sobie o jeszcze jednym obiekcie, który kiedyś udało mi się złapać z balkonu na podmiejskim niebie to tylko raz (oczywiście 6” refraktorem). Bez problemu została złapana dość duża mgiełka znana jako NGC2903. W międzyczasie przyjechał kolega Daniel i rozstawił się ze swoim 10” dobsonem rodem z GSO. Ja natomiast postanowiłem przerzucić się na obiekty widocznego na zachodniej stronie w Woźnicy. Wpatrywałem się dość długo i to kilkakrotnie w gromady otwarte M36,M37,M38 co ciekawe jakoś bardziej odpowiada mi widok zwartej struktury w okularze 18mm, niż bardziej rozbita w okularze 12mm - BST ED. To samo wrażenie mam na chichotkach, które wywołał Daniel swoimi 10”. Od tego momentu zaczęły się częste porównania pomiędzy 4” lornetą a 10” Dobsonem. Bezpośrednie porównanie kulki M13 wygrało 10”, z tym że źrenice były nierówne bo Daniel zapowerował okularem Meade 8,8mm co dało mu powiększenie X150 i źrenicę 1,66 (idealna do rozbijania gromad) ja musiałem się zatrzymać na moich 12-tkach dających powiększenie X46 i źrenicę 2,2. Zrobiliśmy też porównanie z Dobsonem uzbrojonym w Meade 14mm. Ale tutaj też gromada kulista była mocniej rozbita. Co do widoku samej M13 w APMie, widoczna struktura kuli zwartej w od środka do połowy średnicy, później widoczne robicie które postępuje i jest coraz bardziej wyraźne aż do brzegów umownej struktury „kuli”. Szybki przeskok na M57 no i tutaj APM wygrywa, wielkość podobna widok też podobny ale jednak kontrast robi swoje „obwarzanek” bardziej wyraźny i kontrastowy, przypominał mi widok z 6” refraktora z tym, że chyba jeszcze trochę większy. Przyszła pora na Wielką Niedźdzwiedzicę i jej skarby. M81 i M82 – tutaj postawiłbym na remis, zarówno 10” jak i APM 4” pokazały bardzo zbliżony detal, galaktyki bardzo wyraźnie z doskonale widocznym kształtem zewnętrznym – co prawda Daniel gdy zerknął APMem stwierdził, że takie widoki pamięta ze swoje dawnej Synty 12”, ale to chyba bardziej komplement, że 4” bino może tak pokazać DS.-y. Nadszedł czas na „gwiazdę programu” a raczej galaktykę M51. Jak zawsze miałem problem z jej namierzeniem, więc najpierw w ruch poszła przeglądówka nieba Vortex Kaibab 18x56. Już widok w Vortexie był rewelacyjny - mały bałwanek z widocznym spiralnym ułożeniem ramion, widok ze 100mm bino był kumulacją dzisiejszych obserwacji. Widok właściwie jak ze zdjęć na forum tylko, że czarno-biały. Doskonale widoczne dwie galaktyki z pasem łączącym, w M51 po chwili wpatrywania uwidoczniły się ramiona spiralne w kształcie jaśniejszych i ciemniejszych fragmentów układających się w całość spirali, nie widziałem jeszcze takiej galaktyki….nigdy. Tutaj 10” nie było w stanie złapać takiego detalu jak moje bino. Na koniec postanowiłem zapolować na gromady galaktyk w Pannie i w Warkoczu Bereniki. Jakoś ciężko mi było złapać te ulotne mgiełki, czasami patrzałem i ciężko mi było określić czy to co widzę to galaktyka czy bardziej jakaś rozmyta gwiazda. Znowu sięgnąłem po Vortexa, widok taki sobie, przynajmniej dla mnie po prostu parę rozmytych punktów bardzo małych i tyle. APM wszedł trochę głębiej i najjaśniejsze obiekty w tym rejonie były już wyraźnymi galaktykami z jakimiś tam szczegółami kształtów ale jakoś słabo mi się ten rejon obserwuje – teraz pisząc tą recenzję wiem, że do tych gromad galaktyk trzeba być przygotowanym – powtórzyłem obserwacje kilka dni później z balkonu mieszkania ale na spokojnie z mapą nieba w ręku, ale o tym w następnej recenzji. Wzeszedł Jowisz….kierując się w jego stronę po drodze złapałem jeszcze gromadę M5, ładniutka kuleczka z porozrywanymi na punkty brzegami. W końcu Jowisz, był nisko może z 10 stopni nad horyzontem, aby go złapać musieliśmy stanąć na foteliku dziecięcym, zresztą fotelik odegrał znaczącą rolę w obserwacjach w szczególności około zenitalnych (Bode i M51), aby było wygodnie klęczeliśmy na nim – wyglądało komicznie, jak do modlitwy ale było miękko i stabilnie. Wracając do Jowisza…..przede wszystkim wielki, największy jaki do tej pory widziałem, ale to wynikało z tego ze był nisko i atmosfera go powiększyła. Ładna pomarańczowo/ żółta kula z widocznymi bardzo wyraźnie czterema Księżycami, aberracji brak. Daniel jeszcze pokazał mi w dobbsie obiekty których nigdy nie widziałem – Planetarkę „Sowa” i coś jeszcze powyżej niej chyba M100 lub M101 ale już nie pamiętam. Na samiuśki koniec znowu spojrzenie na Jowisza, który już wychodził z pasa rozmycia atmosferycznego, kulka już była bardziej biała i mniejsza – taka podobna jak w refraktorze z powiększeniem maksymalnym (przynajmniej dla mnie) który stosowałem na planety x218. Jednakże widok tarczy bez żadnych szczegółów, za jasny obiekt dla tego powiększenia. Skończyliśmy koło 01:20 obserwacje zajęły około 2,5 godziny. Po raz pierwszy spakowałem sprzęt mniej więcej w tym samym czasie co Daniel rozłożył i zapakował Dobsona – cholera jestem zadowolony. Podsumowując wrażenia obserwacyjno-sprzętowe. 1. APM100mm – bardzo szybki i mobilny sprzęt do obserwacji – przygotowanie do obserwacji zajmuje kilka minut, wychłodzenie średnio 15 minut. 2. Widoki DSów w porównaniu do 10” newtona. - gromady kuliste – tutaj trochę brakuje, są mniej rozbite aczkolwiek i tak wyglądają spektakularnie. - gromady otwarte – widok podobny jednak kontrast i punktowość gwiazd oraz przestrzeń jakie daje lorneta przemawiają za obrazem z APMa. 3. Galaktyki – tutaj detal porównywalny albo nawet w pojedynczych przypadkach lepszy niż w 10” newtone. 4. Inne – co do mgławic jeszcze nie wiem, co do planetarek widok podobny ale jak przy gromadach otwartych – obraz jest o większym kontraście i bardziej przestrzenny. Długo szukałem swojego docelowego sprzętu, teraz po kilku obserwacjach wiem ze na DS.-y mam już dedykowany sprzęt. W porównaniu do 6” refraktora o ogniskowej 1200mm widzę, że zmieniło się jedno. Dużo chętniej i bez oporów lecę do piwnicy po „zestaw obserwacyjny”, z refraktorem mój głód obserwacyjny musiał się „nazbierać” i wiele fajnych czystych nocek olewałem – nawet na balkonie. Wiedząc, że newton 10” będzie za duży na obserwacje balkonowe i zbyt krowiasty na taszczenie go po bloku, wpadłem na pomysł użycia dużego bino. Tutaj muszę podziękować sobie i innym za udział w zlocie Zatom 2017 (wiosna), dużo mi to dało, a niektóre widoki zostaną na zawsze w pamięci. Jednym z nich jest widok ze 100mm bino kątowego skierowanego na galaktykę Bodego, obserwacje w różnych sprzętach pozwala na samoocenę wg własnych upodobań. Co teraz…..brakuje mi teleskopu planetarnego, mam prawie wszystko do jego budowy – będzie to odrestaurowanie Uniwersała S.C. 150/2800. Powyższe dedykuję tym co nadal szukają….w szczególności Jackowi_2, który sprzedaje swojego Dobsona 14” i pewnie szuka czegoś bardziej mobilnego i do użycia na balkonie i na co dzień – zastanów się 10tka nadal będzie wielka. Aha, przypomniało mi się, że M51 widziałem taką (nawet większą) wcześniej – właśnie z 14tki Jacka_2 na zlocie w Zatomiu. CDN….. Parę zdjęć na koniec.
  43. 10 punktów
    L 32 x 300 sec RGB x 10 x 300 sec Ed apo 71 mm i asi 1600 pro Skala nie powala na kolana ,ale chociaż wiem że następnym razem zmniejszę gain .
  44. 10 punktów
    Znana i lubiana Andromeda. - Canon EOS 600d (unmod), Jupiter 21M (200mm), FASTRON-5m. - łączny czas naświetlnia - nieco ponad 52 minuty (21 x 150s) - klatki kalibracyjne: 8 x dark, 15 x bias - ISO 800, f/4 - Obróbka: DSS, LR, PS. - crop.
  45. 10 punktów
    Urzekająca na fotografiach, zwrócona do nas "twarzą", a zarazem potrafiąca napsuć krwi niewprawionemu obserwatorowi. Odkryta przez Pierre`a Mechaina w 1781 roku, opisał ją słowami " mgławica bez gwiazd, ciemna i dość duża o średnicy 6" do 7", między lewą ręką Wolarza a ogonem Wielkiej Niedźwiedzicy" To właśnie Pierre poinformował Charlesa Messiera, który następnie dodał ją jako ostatnią do swojego jakże sławnego katalogu pod numerem sto pierwszym. Musiały minąć 64 lata, bo właśnie wtedy w 1845 roku trzeci Lord Rosse obserwował M 101 przez 72 calowy reflektor. On jako pierwszy zauważył aż dziewięć skupisk obszarów zjonizowanego wodoru rozrzuconych po spiralnych ramionach galaktyki. Poniżej jego szkic, któż by nie chciał zobaczyć takiego widoku na swoje oczy: Galaktyka wiatraczek jest o 70% większa od naszej rodzimej galaktyki, oddalona od nas o 21 mln lat świetlnych. Jej jasność to aż 8 mag a rozmiary na niebie to 24,5` x 23,4`. Chodź jej dość spora jak na galaktykę jasność, to i tak by zobaczyć więcej niż jasne jądro potrzebujemy jak to przy takich obiektach ciemnego nieba i miejscówki. Podobno przy bardzo dobrych warunkach galaktykę można dostrzec już lornetce 10x50, na ile to prawda ciężko powiedzieć, może ktoś z Was ją widział w takim sprzęcie. Na pewno dostrzeżemy ją w 6 i 8 calowym newtonie, pojawi nam się jako jasna plamka z niewyraźnym halo. Zabawa zaczyna się w większych lustrach, w nich możemy śmiało podziwiać spiralną budowę galaktyki. W galaktyce możemy zaobserwować obszary zjonizowanego wodoru (HII), które mają swoje oznaczenia w New general Catalogue: źródło:NASA No to jeszcze jak odnaleźć naszą bohaterkę, zaczynamy od odnalezienia Mizara, następnie kierując się po jasnych gwiazdach począwszy od UMa83(4.6mag) kończąc na HD 1222007(6.9mag), od tej ostatniej dzieli nas tylko już odległość 55`. Widziałeś naszą bohaterkę? Może dopiero planujesz ją zobaczyć... każdym bądź razie daj znać jak Ci poszło!
  46. 10 punktów
    Na NEQ6 zamiast 80ED pojawił się zupełnie standardowy newton 8". Dokładnie 200/1000 SkyWatcher. Teleskop używany, głównie parkujący w garażu kumpla. Toteż pomyślałem sobie - może by tak popróbować większej skali? Udało mi się zebrać 32 klatki po 300 sek z iso 800 rejestrując je Canonem 1100D mod. Uzbierało się tego 2h 40 min. Do obróbki zacząłem używać jakiś czas temu Astro Pixel Processora i powiem szczerze, jeszcze się w tym programie nie odnajduję. Szczególnie jeśli chodzi o kolory. Ale łącząc siły APP i PS powstało coś takiego jak w załączniku. Powstaje w mojej głowie pytanie, jak to wygląda na Waszych monitorach. Bo ja już małego kręćka dostaję i potrzebuję od tego materiału odpocząć Nie wrzucam pełnej rozdzielczości bo jakieś dziwne artefakty trzeba zamaskować Aa no i skopałem flata, także nie do końca udało mi się poukrywać paprochy ;/ Jeszcze trochę testy 8" i APP potrwają.
  47. 10 punktów
    Bez komentarza Brawo Jarek! Setup: FS 128 i ATIK 6.0 na ASA DDM 60. L: 15x600, RGB: 7x300 na kanał.
  48. 10 punktów
    Na pewno większość wie jaki rozmiar ma giwnt filtrowy 1.25 czy 2 cale. Ale jakby ktoś szukał bardziej egzotycznych rozmiarów, żeby na przykład zamówić sobie złączkę czy adapter to znalazłem fajną stronkę na ten temat https://agenaastro.com/astronomy-threads-explained.html Poniżej najpopularniejsze gwinty w naszych astrogratach, ale na tej stronie jest jeszcze podane sporo innych. Jak znacie inne źródła informacji na ten temat, to podawajcie TPI - to skok gwintu calowego w zwojach na cal (threads per inch)
  49. 10 punktów
    Takie se trzy mazurskie zachody:
  50. 10 punktów
    Wracam do Igły (NGC 4565), gdyż ta galaktyka wczoraj stała się testem nowych przydomowych warunków, z których niestety z braku czasu na wyjazdy pewnie będę coraz częściej zmuszony korzystać. Otóż ku mojemu zaskoczeniu (i trochę dzięki mojej interwencji) udało się wyłączyć kilka przydomowych ulicznych latarni, które to psuły mi bardzo nocne obserwacje prowadzone przed domem. Jak bardzo mi te latarnie psuły jakość nieba miały pokazać wczorajsza króciuteńka, półgodzinna sesyjka - czyli pierwszy raz przy wyłączonych lampach (kilka latarni nieco dalej jednak zostało). Do tej pory przed wyłączeniem latarni gołym okiem widział pewnie gwiazdy w zakresie 5- 5,5 mag w zależności od jakości atmosfery. Wczoraj natomiast przy wyłączonych latarniach około 22,00 i średnio-dobrej przejrzystości powietrza gwiazdy widziane na wprost to coś ok. 5,6 - 5,7 mag, natomiast zerkaniem widziałem gwiazdę np. 90Leo o jasności wg Stellarium 6,25 mag. czyli już wiedziałem, że wyłączone latarnie zrobiły ogromną różnicę. Nie mając czasu używałem tylko lornetki 10x50 na statywie. I właśnie przypomniałem sobie o pięknej Igle. Po 10 min. adaptacji do nowej ciemności przed domem wycelowałem lornetkę w kierunku przedmiotowej galaktyki. No i co, ano zamiast igły wyszły nici z obserwacji - nic nie widzę, nawet najmniejszej igiełki. Zmieniłem więc kierunek obserwacji na słynny Triplet Lwa i od razu M 66 widoczna, a chwile potem na prawo słabsza M65. Oczywiście w lornetce 10x50 obydwie galaktyki bardzo maleńkie. No ale gdzie jest trzeci składnik tj. Hamburger. Po kolejnych kilku minutach zerkaniem wyszedł i Hamburger. Czyli wiem że potrzebuje jakieś 20min. adaptacji i w nowych przydomowych warunkach Triplet Lwa w lornetce 10x50 jest zaliczony. No ale co z Igłą, a więc po 20 min. po trio z Lwa wracam do Igły. Pierwsze spojrzenie i znowu rozczarowanie. Poprawiam statyw bo galaktyka wysoko i dla lornetki troszkę niewygodnie, a w zamian wyszło szydło, wróć Igła z worka. Maleńka, bardzo bardzo wąska smużka światła. A więc Igła (NGC 4565) jest do zobaczenia w lornet 10x50 choć trochę trzeba się pomęczyć i wspomóc metodą zerkania. Generalnie jest sukces, bo mimo coraz mniejszego czasu na astro, przy wyłączonych latarniach i przydomowe króciutkie sesje stają się w miarę sensowne nawet z niepozorna lornetką 10x50.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)