Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość od 20.01.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 31 punktów
    Jak ciężko wraca się do pasji? Każdy niech sobie odpowie. Klimat nie rozpieszcza - te trzy słowa niby mówią wszystko, choć w rzeczywistości niedopowiedzenie jest ogromne. Jak musi wyglądać uprawianie naszej pasji w Kalifornii czy na Teneryfie, gdzie jedynym ograniczeniem jest w zasadzie Księżyc? Jak to jest jechać wtedy, kiedy ma się czas, siły i ochotę, a nie wtedy, gdy dziura w chmurach dyktuje tobie rozkład nie tylko obserwacji, ale i życia rodzinnego? Przegap jedno okno pogodowe, a stracisz miesiąc. Przegap trzy i jesteś out. Z czasem patrzysz na swoje sprzęty i myślisz ile miejsca zyskasz, co kupisz za ich wartość giełdową, dokąd pojedziesz, by zażyć nieco słońca. Jaki za to będziesz mieć rower, jaki szpej turystyczny, jakie cokolwiek. W międzyczasie wymyślasz sobie inne zajęcie, potem drugie i trzecie - i w którymś momencie stwierdzasz, że obserwacje w zasadzie jedyne co robią, to cholernie zaburzają rytm dobowy, tygodniowy i miesięczny. Łapiesz się w końcu na tym, że przebłysk garbatego Księżyca przyjmujesz z ulgą, bo oto na dobre minął kolejny nów i przez dwa tygodnie nie ma się co spinać. Witamy w Polsce, miejscu styku klimatu kontynentalnego z morskim. Chmury i pomieszanie zmysłów gwarantowane. ... Dziury w chmurach się trafiają. To te momenty, kiedy wyskakuję na balkon na piętnaście sekund, rozpoznaję Kapellę, mimo ciemnej wyrwy nie większej niż cała Lutnia, czasem nawet sięgam po lornetkę, żeby zerknąć czy po Nikonie WX da się obserwować czymś tańszym (da się, ale każde przyłożenie boli). Skanuję pola gwiezdne - co kiedyś uwielbiałem - ale teraz jakoś puls nie przyspiesza. I to nie tak, że Kosmos przestał być misterium. Wciąż jest, wciąż chętnie o nim czytam (może nawet więcej niż rok czy dwa temu). Ale jak mam popatrzeć, to stwierdzam, że zimno i nieprzyjemnie, a ja jestem zmęczony. ... Jest pogodny wieczór, kiedy idę po synka do szkółki tenisowej. Orion świeci dość wysoko, Syriusz mocno przebłyskuje między kostropatymi gałęziami drzew. Pojawia się myśl - a może wyskoczyć na chwilę za miasto? Zwątpienie jednak wykazuje się błyskawicznym refleksem: Ech, a co miałbym oglądać? Słabe i ulotne mgiełki, przy pewnie kiepskiej przejrzystości? Macham tylko ręką - w końcu i tak wszystko to już widziałem. Nie mogę się nadziwić, jak łatwo łykam własne kłamstwa. ... Czasami zastanawiam się, czy gotowość obserwacyjna nie jest rygorem, jak każdy inny. Jak regularne treningi, z których nie wolno wypaść, bo traci się kondycję i cały rytm związany z rozwojem mięśniowym i wydolnościowym? Z drugiej strony - rygor, który wymaga bycia w pełnej gotowości, ale do samego czynu nie zmusza, jest niezwykle męczący. Bądź gotowy, choć okno pogodowe może być za trzy tygodnie. Albo siedem. A kiedy przychodzi, ty masz ochotę na chwilę relaksu. Zastanawiam się, czy przypadkiem moje niechciejstwo wyjazdowe nie jest swego rodzaju buntem na pochmurną rzeczywistość, na frustrację naszym klimatem? Gotowość do obserwacji zaczyna być coraz bardziej męcząca, a ja przyjmuję wobec niej niemalże wrogą postawę. A pocałuj mnie, szanowna pogodo, o - tutaj. W samiućką rzyć. ... Na początku stycznia i meteo i sat24 pokazywały czyste niebo z wystarczającym wyprzedzeniem, by przygotować się psychicznie na wyjazd. Nie wiem, czy musiałem skorzystać, ale chciałem - choćby po to, by odpowiedzieć sobie na pytanie - czy jeszcze mnie to kręci? Sprzedawać sprzęt czy trzymać? Próbuję sobie przypomnieć, co dają na niebie, żeby nie skończyć na samych messierach Woźnicy i Oriona. Przeglądam swoje stare wątki i czytam jak cudze. Tam było coś ciemnego a tu obok jasnego? Dobrze wiedzieć. Sprzęt zapakowany, w końcu jadę, a w głowie dźwięczą słowa: "Co ty robisz tu? (uuu-uuu) Co ty tutaj robisz?" ... Każde z zamiejskich skrzyżowań wyznacza granicę coraz lepszego nieba - właśnie zostawiłem za sobą podmiejskie, teraz mijam słabe wiejskie, a zaraz zrobi się przyzwoicie. Klepsydra Oriona świeci coraz śmielej, ale zbywam to wzruszeniem ramion. W końcu docieram do Blizin, skręcam wzdłuż lasu. Marek jest już na miejscu, krząta się koło swojej Synty 10. Niebo jest ładne, szczególnie zaraz po zgaszeniu świateł auta. Niczego nie urywa, a ja wciąż nie wiem czy to warunki czy martwica w sercu. Ukochany wcześniej Fujinon 10x50 pokazuje M41 i M42 takimi, jakimi chciałem je w swej frustracji pamiętać. Są moją wyblakłą kliszą, są moją odpowiedzią na pytanie “czemu nie warto obserwować”. Cechuje je nijakość, mdła ulotność i ubogość. Uśmiech Kota z Cheshire jest wymuszony, kolejne messiery - kompletnie pospolite. Przypominam sobie o jakichś LDN-ach, które miały być po przeciwnej stronie Barnarda 34, a więc na południowy wschód od M37. Układ gwiazd jest wystarczająco charakterystyczny, by przypomnieć sobie gdzie należy wyzerkać LDN 1555 i 1550, rozdzielone trójkątem słabych słońc. O, to jest nawet ładne! Coś jakby drgnęło. Przerzucam się na Tereskę (22x85) i potwierdzam widoczność obu ciemnot. Przeskakuję między M37 i M36, by wyłapać owal Barnarda 34. Jego miękko wyrysowana elipsa jest ewidentna w większej lornecie. Wracam do M42 i M41 i wiem, że tej nocy potrzebuję nieco silniejszych bodźców z większej dwururki. Fujinon będzie od tej chwili głównie łapał wilgoć, zamiast fotonów, za to Tereska ma szkła pełne pracy. Wielka Mgławica w Orionie zaczyna w końcu intrygować. Mięsiste partie wokół czterech widocznych składników Trapezu odcinają się jasną, prostokątną plamą na tle szerokich skrzydeł, w których również da się wyłapać kilka pomniejszych smug. Powyżej majaczy miękki kleks Messiera 43, a jeszcze bardziej na północ zerkaniem przypomina o sobie Mgławica Biegacz. Poniżej bez większego trudu wyłapuję tycią NGC 1999 (Dziurkę od Klucza). Przesuwam kadr pod Syriusza, do M41. Gromada jest jakby przyćmiona, niemniej wyraźnie widać jej esowaty kręgosłup z dwiema czerwieniejącymi gwiazdami w centrum. Pamiętam jedną z relacji Łukasza Sujki, który wspominał o kolorach gwiazd w M41, jednak te zawsze mi umykały. Cóż, Tereska jest ze mną od niedawna - niby rok, ale tak naprawdę jest to nasza trzecia czy czwarta wspólna zimowa sesja. Mniejsze apertury nie miały dość mocy, by pokazać kolor gwiazd gromady. Przeskakuję do M35, a w jej okolicach odhaczam Collindera 89, a po nim NGC 2159, 2129 oraz parę IC 2156-7. Poniżej Choinka pokazuje tylko kontur, jakby jej wnętrze było wyprane z gwiazd. Zawsze tak miała, czy warunki siadają? Odpowiedzią jest trzecia opcja - wilgoć. Suszę więc obiektywy, a przerwę wykorzystuję na przeglądanie najnowszego zdjęcia Marcina Paciorka. Staram się zapamiętać układ ciemnych mgławic w okolicach NGC 663 w Kasjopei. Tak, tracę kawał adaptacji, ale zyskuję materiał obserwacyjny. Poza tym, i tak muszę czekać, aż szkła się nagrzeją. Dziesięć minut mija mi na niczym. Próbuję zagadać do koleżanki Marka, rozpaczliwie wyszukuję w głowie jakichś bardziej przyzwoitych dowcipów, żeby nie wyjść na kompletnego buraka, co nie do końca mi się udaje. ... Wracam do lornety. Wycelowuję w Kasjopeję bez większych nadziei na sukces. Tym razem to nie nastrój się udziela, a wcześniejsze doświadczenia z tutejszymi pyłami. Największym problemem tego kawałka nieba jest to, że każda większa przestrzeń między gwiazdami wydaje się być zapylona (przynajmniej dla kogoś, kto próbuje szukać ciemnotek). Dodatkowo, każda jaśniejsza gwiazda podbija kontrast z tłem, co dodatkowo może wprowadzać w błąd. Ogólnie rzecz ujmując, nie jest problemem wyłapać "wielkoskalowe" przepylenia w Kasjopei, jak dwustopniowej długości LDN 1310 - co do tych nie mam wątpliwości, że je naprawdę widzę. Prawdziwe trudności zaczynają się przy próbach wyłapania zwartych globuli i pasm, na które właśnie postanowiłem się zasadzić. Zdjęcie Marcina Paciorka, przedstawiające okolice gromady NGC 663. Źródło: http://www.astromarcin.pl/images/clusters/NGC663/ngc663_Area_2017_2000_desc.jpg Ku memu zaskoczeniu, pociemnienie na północ od NGC 654 okazuje się być nieźle widoczne, a zerkaniem zdaje się wyskakiwać z tła węższy i ciemniejszy kosmyk pyłowy. Jednak gdy dla upewnienia przerzucam zerkanie na południe od gromady, doświadczam podobnego efektu. Tak więc mimo widocznego pociemnienia okolic LDN 1332-1334-1337, ciężko mi jest odtrąbić pełen sukces wobec zlania się LDN-ek z ich tłem. Natomiast zaskakująco łatwo wyskakuje kleks po drugiej stronie barwnej pary gwiazd w okolicach NGC 659. Najlepiej odcina się południowy kraniec mgławiczki, daje się też zauważyć jej nieco elipsoidalny kształt. Z lekkim trudem, wypatruję owe pociemnienie również w 10x50. Chyba po raz pierwszy podczas tej sesji w końcu się uśmiecham - mam LDN 1343! Haczyk w tej sytuacji polegał jednak na tym, że pomyliłem kierunki na niebie i w rzeczywistości wyłapałem coś spoza katalogów - zdjęcia w podczerwieni czy obrazy z katalogu tokijskiego pokazały później, że faktycznie nie ma się czym podniecać - ot, kleks jakich wiele. Gwiazdy z tego raczej nie będzie, po co więc zaśmiecać katalogi? I co z tego, że widać w lornetce? Warunki zdają się nieco siadać, więc szukam łatwego celu - może będzie nim Karmazynowa Gwiazda Hinda, o ile nie jest w swoim minimum? Kilka konsultacji z Pocketem i Interstellarum i mam w polu widzenia słabą, lecz wyraziście czerwoną gwiazdę. Kolor widać znacznie lepiej w Teresce, ale i Fujinon daje sobie radę całkiem nieźle. Wołam towarzyszy. - Betelgeza przy niej jak sprane gacie, co? - pyta retorycznie Marek. No, nie da się ukryć. Łapię M79, również w Zającu, a następnie wykonuję skok do prawego ramienia Oriona, gdzie sama wpada w kadr wielka Głowa Małpy, a półtora kadru pod nią - NGC 2169 i 2194. Ta pierwsza nigdy nie robiła na mnie wrażenia, natomiast zawsze miałem słabość do drugiej z nich. Ładny byłby Obiekt Tygodnia, myślę, ale pewnie jest to kolejna gromada bez ciekawej historii. Ot, kolejna drobinka rzucona niedbale nieopodal równika galaktycznego. Niemniej, widok jak zawsze piękny. - Marku, nagrzejesz swoje auto? Bo w moim zapalą się światła, jak odpalę silnik. - Jasne. Dawaj te lornety. … Odpadam od Drogi Mlecznej, chcę przypomnieć sobie kilka pozagalaktycznych obiektów. Łapię M94 przy Cor Caroli i kolejną galaktykę zaraz za Betą CVn (NGC 4490). Ta jest nieco wydłużona i choć wyraźna, miękko zatopiona w tle. NGC 2903 w Lwie prezentuje się słabo w dziesięciu calach, ale zaskakująco ładnie w 22x85. I jak tu się przekonać do newtonów? Chłodny wiatr dmucha w polik. Jest zimnawo, ale na swój sposób przyjemnie. Biorę statyw z Tereską i odchodzę od lasu, poprzez zamarznięte brózdy pola. Czuję, że niebawem trzeba będzie się zbierać, nie ma co czekać, aż galaktyki wychyną zza lasu. Celuję w M81 i M82, są skromniejsze niż potrafią czasem być. Galaktyka Bodego jest wyraźnie ograbiona z halo swoich ramion, Cygaro również wydaje się być przykurczone. Wyłapuję słabo widoczną, jakby przymgloną NGC 3077 oraz zaskakująco wyraźną w tych warunkach, aksamitnie miękką NGC 2976. Do grupowego kompletu łapię NGC 2403 w Żyrafie, mgiełkę wciśniętą między parkę gwiazd, jakby lekko wydmuchniętą ku północy. Próbuję również sił z Tripletem Lwa, ale muszę zadowolić się duetem Messierów. Odpuszczam galaktyki, wracam jeszcze do kilku gromad. Warunki przy M48 poprawiają się. Wcześniej nieprzeciętnie mdła, teraz jakby przywołała swoje gwiezdne stadko do porządku. Poniżej łapię NGC 2506, która nie daje się rozbić, choć jej widok jest dziwnie niespokojny przy dłuższym wpatrywaniu się, jakby zerkaniem próbował uformować się nieco bardziej konkretny obraz. Leżąca bardziej na południe NGC 2539 jest rozbita, choć składniki przebijają się przez wiszącą wilgoć z najwyższym trudem. W 10x50 klaster wygląda jak ślad oddechu na optyce. Próbuję wyzerkać pojedyncze składniki, lecz całe rozbicie gromady, cała jej ziarnistość sprowadza się do tego, że mgiełka ledwo łapie dziury pomiędzy jaśniejszymi, nie do końca zdefiniowanymi punktami, a poszczególne źródła światła uparcie zlewają się ze sobą tworząc dziwną, kleistą sieć. Więcej z tej nocy nie wycisnę, naprawdę trzeba się zwijać. ... Na sam koniec łapię oddech. Przesuwam wzrok po polach Wielkiego Psa i Rufy. Początkowo w 22x85, później w 10x50. Pamiętam, że zawsze mnie to na swój sposób koiło - koi i teraz. To tylko nieco inne doświadczenie Kosmosu niż stanięcie pośrodku polany i zadarcie głowy w górę, gdy patrzysz na niby znane konstelacje i uświadamiasz sobie, jak specyficzną perspektywę łapiemy wszyscy, obserwując Wszechświat z tej nic nie znaczącej kupki gruzu, zwanej Ziemią. Ale to nie jest ważne. Ważny jest równy, spokojny oddech, który wraca w tej chwili. Oddech, który z powrotem porządkuje w głowie rzeczy, dzieląc je na ważne i nieważne. Oddech, po który jechałem.
  2. 29 punktów
    Zdjęcie główne wykonane zostało kamerą FLI 11002. Czasy ekspozycji L-30x300s, RGB-8x200s bin2. Osobne zdjęcia Mgławicy Płomień i Koński łeb były robione kamerą Atik One 6,0M. Czasy ekspozycji w Ha-20x900s, RGB wykorzystałem z kamery FLI. Lokalizacja: Lubiaszów Stary k/Piotrkowa Trybunalskiego. Sprzęt pozostały: teleskop ASA 10Nf3,6, montaż ASA DDM60. Programy użyte do obróbki zdjęć: PixInsight 1,8, PS.
  3. 28 punktów
    Pod koniec zimy pas Drogi Mlecznej odsuwa się na nieboskłonie ku zachodowi i pełną nocą praktycznie przestaje być widoczny. Coraz wcześniej górują gwiazdozbiory Wielkiej Niedźwiedzicy, Lwa i Panny. Ziemia swoją północną półkulą zwraca się ku biegunowi galaktycznemu. Materia międzygwiazdowa - gaz i pył wszechobecny w ramionach spiralnych płaszczyzny dysku przestaje zasłaniać głębię Wszechświata. Znikają z pola widzenia mgławice i gromady otwarte. Pojawia się za to coraz więcej subtelnych mgiełek, okrągłych lub owalnych, spłaszczonych lub zwiniętych spiralnie. Niecałe sto lat temu ich badania gwałtownie rozszerzyły Wszechświat. Ludzkość dowiedziała się wtedy, że nie tylko Ziemia nie stanowi jego centrum, lecz także nie jest nim Słońce ani nawet nie nasza „wyspa Wszechświata” – galaktyka zwana Drogą Mleczną. Stopniowo dotarło do nas, że takiego centrum w ogóle nie ma. W wielkich skalach Wszechświat jest jednorodny, brak w nim wyróżnionego punktu. Pogląd ten nazwano zasadą kosmologiczną lub kopernikańską. Źródło: http://cdn.sci-news.com/images/enlarge3/image_4192_2e-Gaia-Map.jpg Mnogość światełek odległych galaktyk w okolicach bieguna Drogi Mlecznej wynika częściowo z lepszej widoczności poprzecznie względem cienkiej warstwy galaktycznego dysku. Patrząc wzdłuż płaszczyzny dysku zobaczyć mogliśmy co najwyżej pobliskie galaktyki z Grupy Lokalnej i sąsiadujących grup, znajdujące się w odległości kilku milionów lat świetlnych. Galaktyki Andromedy i Trójkąta widać niemal na skraju Drogi Mlecznej, potężny blask IC 342 w gwiazdozbiorze Żyrafy przebija się nawet przez bogate w materię międzygwiazdową obszary Ramienia Perseusza. Jednak w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy zaczynają się coraz częściej pojawiać odleglejsze kuzynki naszej Galaktyki. Przy ruchu z północnego zachodu nieboskłonu na południowy wschód ich liczba szybko wzrasta. W gwiazdozbiorze Lwa na mapach nieba widać około dwudziestu obiektów z katalogu Messiera i NGC, w Psach Gończych, Warkoczu Bereniki i w Pannie dobrze ponad setkę. Dalej na południowy wschód, w gwiazdozbiorze Centaura ich liczba stopniowo maleje a w okolicach południowego bieguna niebieskiego nie widać ich wcale. Galaktyki leżą więc na nieboskłonie w pasie podobnym do Drogi Mlecznej, lecz rozciągającym się poprzecznie do niej. Ten pas to Supergromada Lokalna (Supergromada Virgo), widziana z peryferii na których znajduje się nasza Lokalna Grupa Galaktyk. Czy niewielka lornetka ma jakiekolwiek szanse by sięgnąć odleglejszych galaktyk i choć trochę poznać wielkoskalową strukturę Wszechświata? Spróbujmy kolejny raz. Tym razem za drogowskaz posłuży nam ogon Wielkiej Niedźwiedzicy, czy jak kto woli – dyszel Wielkiego Wozu. Jeśli końcowe gwiazdy dyszla, Alkaid (η UMa) i Mizar (ζ UMa) potraktujemy jako podstawę trójkąta równobocznego, to jego górnym, północno-wschodnim wierzchołkiem będzie galaktyka spiralna M101. Zaraz, zaraz - ktoś powie, przecież tam nic nie widać. I tak i nie – nie widać przy pierwszym spojrzeniu, nie widać na zaświetlonym niebie, nie widać, jak kto nie umie patrzeć. Jeśli jednak staranniej wpatrzymy się w ten rejon, rozpoznamy łańcuszek kilku słabych gwiazd na linii południowy zachód – północny wschód i będziemy poruszać lornetką wzdłuż niego, w polu widzenia pojawi się obiekt zaskakująco duży. Mgliste koło jest niewiele mniejsze od tarczy Księżyca, ma ok. 26 minut kątowych (‘) średnicy. Rozległość obiektu paradoksalnie utrudnia dostrzeżenie. Przy sporej jasności całkowitej (7,9 mag) ma on niską jasność powierzchniową. Sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku M33 – galaktyki w Trójkącie, która identycznie jak M101 zwana bywa Wiatraczkiem (Pinwheel). Okazały i w sumie jasny obiekt wcale nie rzuca się w oczy. Jeśli jednak prawidłowo rozpoznamy jego lokalizację, nie oprze się średniej lornetce i raz dostrzeżony będzie stałym celem naszych obserwacji. Galaktyka znajduje się w odległości 21 milionów lat świetlnych (mln ly) a część źródeł mówi nawet o 27 milionach. M101 jest wielką galaktyką, rozleglejszą o 70-90% od Drogi Mlecznej i jaśniejszą od niej 2,5x, czyli o 1 mag (jasność absolutna). Stanowi centrum nielicznej grupy zawierającej dodatkowo 6-8 galaktyk, głównie spiralnych. Przynależność dwóch spośród nich do grupy M101 nie jest jeszcze pewna. Były kłopoty z dostrzeżeniem M101? Nie powinno ich być w przypadku Galaktyki Wirowej (Whirlpool) – M51. Jest wprawdzie nieco ciemniejsza (8,4 mag), jednak przy średnicy kątowej ok. 8’ ma wielokrotnie większą jasność powierzchniową. W zasadzie jest to obiekt podwójny, bo spiralnej galaktyce M51 towarzyszy nieregularna NGC 5195, określana niekiedy jako M51b. Oddziaływania między tak bliskimi galaktykami są bardzo silne, stąd osobliwości w ich strukturze: jasne ramiona spiralne M51 i całkowicie zniekształcona forma NGC 5195. Galaktyki nie tylko nawzajem wpływają na swoją budowę, lecz także ciążą ku sobie. NGC 5195 spadając na znacznie większą M51 przeszyła jej dysk, zawróciła ściągnięta grawitacją i ponownie go przeszyła, oddalając się następnie na 2 miliony ly. Widoczne na fotografiach wydłużone ramię M51 z pasmem pyłowym pozornie łączące galaktyki znajduje się bliżej nas niż NGC 5195. Jaki to wszystko wygląda przez lornetkę? Terytorialnie galaktyki należą do gwiazdozbioru Psów Gończych, jednak znów warto poszukiwać ich rozpoczynając od gwiazdy η UMa (Alkaid). Półtora stopnia na zachód od niej znajduje się dość jasna (ok. 4,5 mag), biała gwiazda 24 CVn a 0,5° ponad nią słabsza (6,5 mag), pomarańczowa. Na linii tej pary, około 2° na południe, widać trójkącik z gwiazd 7 mag na powierzchni 1°x1°. Przyglądając mu się starannie dostrzeżemy jednak, że nie jest to trójkąt, lecz foremny trapez równoramienny z jednym narożnikiem utworzonym przez całkiem wyraźną plamkę świetlną. Widać ją już w lornetce 8x42. W powiększeniu 10x trudno jeszcze cokolwiek wnioskować o jej kształcie. W większych lornetkach, przy powiększeniach 15-20x, plamka rozciąga się nieco na północ, ukazując rodzaj dziobka na owalu. Nie zawsze można to zauważyć, ponieważ jasność NGC 5195 jest mniejsza o 1 mag od M51, zaś odległość kątowa między ich środkami wynosi zaledwie 5’. Odległość do M51 określa się obecnie na 23 mln ly z dokładnością do 4 mln ly. Starsze źródła mówią o odległości większej, nawet ok. 37-40 mln ly, podobnie jak w przypadku innych galaktyk należących do grupy M51. Grupa M51 składa się z 7-9 galaktyk i zbliżona jest w przestrzeni do grupy M101. Z pewnością będziemy świadkami jeszcze wielu korekt zarówno odległości między galaktykami jak ich przynależności do grup czy gromad. Należącą do tej samej grupy galaktykę M63 znajdziemy 5° dalej na południe, w 2/3 odległości między Alkaid (η UMa) a najjaśniejszą gwiazdą Psów Gończych – α CVn (Cor Caroli). Ze względu na charakterystyczne ramiona spiralne zwana jest Słonecznikiem (Sunflower). Dodatkowym drogowskazem do niej jest asteryzm o kształcie fajki, złożony z czterech gwiazd ok. 5 mag. M63 leży 1,5° ponad cybuchem fajki, zaś 5° na północny wschód od Cor Caroli. Zobaczymy ją jako owalną plamkę świetlną bez wyróżniającego się jądra. Ma całkowitą jasność 8,6 mag i wymiary 12’x7’. Znajduje się od nas w podobnej odległości jak M51. Niedaleko na nieboskłonie i w charakterystycznym miejscu poszukajmy także galaktyki M94. Jest jeszcze jaśniejsza (8,2 mag), niemal okrągła (średnica ok. 10’) i znajduje się w połowie odległości między α i β CVn, najjaśniejszymi gwiazdami Psów Gończych, 1,5° ponad łączącą je linią. Galaktyka ma jasne jądro przypominające niewielką gromadę kulistą i przy powiększeniu 7x można pomylić ją z gwiazdą. Jest najjaśniejsza w grupie złożonej z kilkudziesięciu galaktyk znajdujących się średnio w odległości 13 mln ly. Gwiazdozbiory Psów Gończych i Wielkiej Niedźwiedzicy zawierają więcej galaktyk dostępnych pod odpowiednio ciemnym niebem dla lornetki min. 70 mm. Obu „kołom” Wielkiego Wozu towarzyszą obiekty z katalogu Messiera. Obok β UMa (Merak), 1,5° na południowy wschód znajduje się M108, obiekt trudny dla średniej lornetki, o jasności 10 mag i rozmiarach 8’x2’. Podobnie usytuowana względem γ UMa (Phecda) jest M109. Nieco jaśniejsza i bardziej zwarta od poprzedniej (9,8 mag, 7’x4’), ma jednak mniejszą jasność powierzchniową. Niemal dokładnie w połowie odległości pomiędzy γ UMa i β CVn znajduje się wyraźnie jaśniejsza (9 mag) i dość rozległa galaktyka M106. Z jej ukośnie usytuowanego dysku o rozmiarach kątowych 19’x8’ w lornetce dostrzeżemy najwyżej połowę. M106 znajduje się w odległości 23 mln ly. Dzięki wykryciu w niej źródeł spójnego promieniowania mikrofalowego (maserów) można było stosunkowo dokładnie określić odległość a także badać masywną czarną dziurę w centrum galaktyki. W tej okolicy gwiazdozbioru jest jeszcze kilkadziesiąt galaktyk dostępnych dla większego sprzętu. Jednak na jego południowym skraju, 6° pod Cor Caroli (na południe) a 2° na południowy wschód od pary niemal identycznych pomarańczowych gwiazd (5,5 mag i 6 mag, odstęp ok. 10’) znajdziemy wydłużone pasemko galaktyki NGC 4631, możliwe do wychwycenia także przez lornetkę 10x50 (jasność 9,2 mag). Dzięki charakterystycznemu wydłużonemu kształtowi nazwano ją Wieloryb. Wielorybowi towarzyszy maleńki Wielorybek, dostępny tylko dla dużych teleskopów, a w odległości niecałego stopnia na wschód równie sławna zlewająca się para galaktyk NGC 4656-4657 (Kij Golfowy), na którą zapolować mogą właściciele dużych lornet (jasność 10,5 mag). W gwiazdozbiorze Lwa, podobnie jak w Wielkiej Niedźwiedzicy, liczba galaktyk rośnie podczas wędrówki z zachodu na wschód. Podobnie także, jeden z najłatwiejszych obiektów – galaktyka NGC 2903 znajduje się w zachodniej części gwiazdozbioru. Dzięki jasności ok. 9 mag i rozmiarom 12’x6’ dość łatwo ją odnaleźć 1,5° pod pomarańczową gwiazdą λ Leo (Alterf), stanowiącą dolną szczękę w sylwetce Lwa. Galaktyka jest samotniczką, prawdopodobnie nie należy do żadnej z pobliskich gromad galaktyk. Dalej na wschód, pod lwim brzuchem, znajdziemy dwa skupiska galaktyk. Są to grupy M96 i M66, czasem klasyfikowane wspólnie jako Grupa Galaktyk Leo 1. Cała grupa jest w odległości 35-38 mln ly od Ziemi. Na południe od pomarańczowej gwiazdy 52 Leo (5,49 mag), na owalnym obszarze 3°x 2° znajduje się osiem galaktyk związanych z M96, spośród których trzy, nazywane niekiedy Drugim Trypletem, dostępne są dla lornetek. Dwie z nich - M105 i M96 mają jasność wystarczającą do zauważenia przez średnią lornetkę (9,3 mag i 9,2 mag), zaobserwowanie ciemniejszej M95 może wymagać większej lornety (9,7mag). Najbardziej znane ugrupowanie znajduje się jednak bliżej lwiego zadu, lub - używając słów mistrza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - w partiach dolno-tylnych. Źródło: http://www.astronomy.com/observing/observing-podcasts/2016/05/cor-caroli-the-pearl-cluster-and-the-leo-triplet Grupa czy też podgrupa M66 składa się z trzech jasnych galaktyk spiralnych formujących sławny układ – Tryplet Lwa. Jest możliwe, choć nie do końca pewne, że należą do niej także dwie słabsze leżące w pobliżu. Poszukiwania rozpoczniemy od białej gwiazdy 3,3 mag θ Leo - Chertan. Dwa stopnie pod nią, tuż poniżej białej gwiazdy ok. 7 mag a 1° w lewo od pomarańczowej 73 Leo (5,5 mag), są dwie owalne plamki świetlne. Jaśniejsza i łatwiejsza do zauważenia jest M66 (jasność 9 mag, rozmiary 8,7’x4,4’). Znajdziemy ją ok. 20’ na południowy wschód (poniżej i w lewo) od wspomnianej gwiazdy 7 mag. Po prawo od sąsiadki a bezpośrednio pod gwiazdką-drogowskazem jest nieco słabsza i bardziej wydłużona galaktyka M65 (9,3 mag, 10’x3,3’). Większym wyzwaniem jest NGC 3628 znajdująca się 15’ powyżej naszego drogowskazu. Jest słabsza i bardzo wydłużona (9,5 mag, 15’x4’), częściowo przysłonięta własnym pasmem pyłowym. Pod wiejskim niebem cały Tryplet Lwa dostępny jest dla lornetki 15x70, choć z NGC 3628 nie każdy obserwator sobie poradzi. Największe zagęszczenie galaktyk napotkamy jednak na wschód od Lwa, zaś poniżej Psów Gończych. Zbliżamy się do wielkiej Gromady w Pannie (Virgo Cluster). W rzeczywistości jest to skraj gwiazdozbiorów Panny i Warkocza Bereniki. Źródło: http://www.nightskyinfo.com/archive/virgo_cluster/ Gromada stanowi centrum Lokalnej Supergromady, środek ciężkości i wybrzuszenie wieloramiennej gwiazdy czy dysku, w jaki układają się galaktyki i ich gromady w naszej części Kosmosu. Dysk ten rzutowany na nieboskłon daje właśnie owo pasmo – „drogę galaktyczną” obserwowaną z krańców supergromady, gdzie się znajdujemy. Nie jest to lokalizacja prestiżowa. Siedzimy na małej, skalistej planecie krążącej wokół żółtego karła szumnie nazywanego Słońcem. W dodatku owo Słońce leży gdzieś na skraju galaktycznego ramienia spiralnego (Ramię Oriona), daleko od centrum Galaktyki. Ta zaś znajduje się w małej Lokalnej Grupie Galaktyk na obrzeżach Supergromady Virgo. Krótko mówiąc – prowincja. Jednak może dlatego omijają nas potężne strumienie materii wysyłane przez jądra aktywnych galaktyk, fajerwerki supernowych i błyski promieniowania gamma generowane w magnetycznym piekle gwiazd neutronowych. Gromada w Pannie zawierać może nawet ponad 2000 galaktyk, w tym gigantyczne elipsy M87, M86 czy M49. Nic dziwnego, że nasza Grupa Lokalna odczuwa ich grawitację. Z czasem zapewne obie gromady zaczną się zbliżać i w końcu połączą. Odchylenia od przepływu Hubble’a, czyli od ruchu galaktyk związanego z rozszerzaniem się Wszechświata, obserwujemy także w większej skali. Cała Supergromada Lokalna „spada” w kierunku Supergromady w Hydrze i Centaurze. Znajdujące się tam masywne skupisko galaktyk i ciemnej materii nazwano Wielkim Atraktorem. Supergromady galaktyk grupują się w kompleksy, formując włókna i ściany - wielkie atraktory oddzielające puste obszary – wielkie pustki. Najbliższa z nich znajduje się w kierunku gwiazdozbiorów Oriona i Erydanu. W największej skali Wszechświat ma więc strukturę piany – baniek o ścianach z galaktyk i ich gromad, poprzedzielanych pustkami. Źródło: http://www.businessinsider.com/r-new-map-shows-milky-way-lives-in-laniakea-galaxy-complex-2014-9?IR=T Czy my, astroamatorzy z małym sprzętem, to widzimy? Oczywiście, że tak - Orion to galaktyczna pustynia, Erydan praktycznie też.* Za to w Warkoczu i w Pannie galaktyk dostępnych dla lornetki jest kilkanaście a dla solidnej lornety czy teleskopu – dziesiątki a nawet setki. Wymagać będą one lornetek co najmniej średnich, najlepiej ponad 50 mm i świetnych warunków obserwacyjnych (czyste, ciemne niebo wiejskie). Większość dostępnych dla nas galaktyk znajduje się w pasie szerokości 5° rozciągniętym poziomo na linii zachód-wschód między gwiazdami β Leo (Denebola) i ε Vir (Vindemiatrix). Cztery z nich mają jasność ok. 9 mag lub większą a dziewięć następnych – w okolicach 10 mag. Największa jest potężna galaktyka eliptyczna M87 o całkowitej masie nawet 200 razy przewyższającej Drogę Mleczną. Poruszając lornetką na wschód od Deneboli, po 6° natrafimy na tzw. asteryzm T, rozciągający się na 1,5° w kierunku północny i południowy wschód, po lewo od białej gwiazdy 6 Com (ok. 5 mag). Nieco koślawa litera T składa się z 6 gwiazd 5mag-7mag. Najbardziej charakterystyczny jest dolny fragment tego asteryzmu - smukły domek o rozmiarach 1,5°x0,5° złożony z 5 gwiazd, ze szpiczastym daszkiem celującym na południowy wschód. Tuż obok podstawy domku, od strony Deneboli, znajduje się galaktyka M98 (ok.10 mag) a wewnątrz domku nieznacznie jaśniejsza M99. Niedaleko ponad asteryzmem, 1° na północny wschód od jego podstawy (powyżej), a więc ciągle w polu widzenia każdej lornetki, jest jaśniejsza od nich i łatwiejsza do zauważenia M100 (9,3 mag). Nauczmy się rozpoznawać asteryzm T nawet jeśli nie dostrzegliśmy w nim galaktyk. Jak strzałka wskazuje on pobliskie jaśniejsze obiekty – galaktyki M84 (8,9 mag) i M86 (9,1 mag) oddalone o 20’ od siebie a 1,5° na południowy wschód od szpica daszku. Pod odpowiednim niebem lornetka 50 mm nie powinna mieć z nimi kłopotu. Galaktyki te leżą na dolnym, południowym skraju Łańcucha Markariana – rozciągniętego na 2° sierpa złożonego z 7 galaktyk o jasności w pobliżu 10 mag i kilku słabszych. Pół stopnia nad górnym, północnym skrajem Łańcucha jest galaktyka M88 (9,6 mag). Jeśli odnaleźliśmy M84 i M86 – dolne galaktyki Łańcucha Markariana, koniecznie próbujmy wypatrzyć jego górny skraj – M88. Gdy i to się uda, być może będziemy w stanie zauważyć pomiędzy nimi delikatne dodatkowe pojaśnienia – mgliste plamki innych galaktyk tego układu. Spróbujmy, jednak nie róbmy sobie jednak wyrzutów, jeśli ponad M84 i M86 będzie tylko pustka. Łańcuch Markariana jest obiektem niełatwym do obserwacji nawet przez spory teleskop. Źródło: http://www.astro-foto.pl/index.php/galeria/galaktyki/13-lancuch-markariana Średnia lornetka powinna jednak ukazać główną galaktykę Gromady w Pannie, czyli M87 (8,6 mag, ok. 7’ średnicy). Odległość do niej ocenia się na 53,5 mln ly Ma ona rzeczywistą jasność 129 miliardów Słońc. Jest silnym radioźródłem określanym jako Virgo A, świeci także w zakresie rentgenowskim. Na zdjęciach z wielkich teleskopów widać dżet, czyli wyrzut materii z centrum galaktyki. Przesuwając wzrok na wschód bez poruszania lornetką, cały czas na linii Denebola - Vindemiatrix, po 2° od M87 mamy szanse dostrzec galaktykę M58 (9,7 mag), ok. 1° dalej M59 (9,6 mag) a po dalszym 0,5° najjaśniejszą w szeregu M60 (8,8 mag). Z kolei nieznacznie na wschód i ponad M87 (ok.1°), możemy znaleźć M89 (9,8 mag), zaś 0,5° nad nią – M90 (9,5 mag). W rozciągającym się powyżej Warkoczu Bereniki najłatwiejszą do dostrzeżenia galaktyką jest M64 - Czarnooka lub Śpiąca Królewna (Sleeping Beauty). Jest jasna (8,5 mag) i średnio rozległa (9’x5’), co daje sporą jasność powierzchniową. Znaleźć ją można około 10° na północ od pomarańczowej gwiazdy ε Vir (Vindemiatrix), zaś w okolicach 35 Com (ok. 5 mag). Ta ostatnia leży w 1/3 odległości między najjaśniejszymi gwiazdami Warkocza – α Com i γ Com, 5° na północny zachód od α Com. Dysponując większym sprzętem można próbować dostrzec przyczynę nazwy galaktyki – czarny pas pyłu kontrastujący z jasnym rdzeniem. Na zdjęciach daje on efekt oka, oddzielając centralną „źrenicę”. M64 nie należy do Gromady Galaktyk w Pannie, znajduje się sporo bliżej. Niektóre źródła umieszczają ją w Grupie M94, razem z częścią galaktyk gwiazdozbioru Psów Gończych. Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Galaktyka_Czarne_Oko W Warkoczu Bereniki można także próbować odnaleźć obiekt trudny dla lornetki lecz bardzo ciekawy – NGC 4565, inaczej Igła (9,6 mag). Tę gigantyczną galaktykę spiralną obserwujemy dokładnie w płaszczyźnie jej równika. Widzimy więc, jak „cienki” jest jej dysk w porównaniu ze średnicą. Przez lornetkę o powiększeniu 10x lub większym szukajmy wąziutkiej smużki światła (16’x2’) ułożonej skośnie ok. 3° na wschód od centrum gromady Melotte 111, która jest rdzeniem gwiazdozbioru. Igła jest od nas bardziej oddalona niż Czarnooka, znajduje się w odległości 30-50 mln ly. W południowej, dolnej części messierowskiego „zagłębia galaktycznego” gwiazdozbioru Panny znajdują się dwie galaktyki dostępne dla niewielkich lornetek. Tylko 5° pod wielką M87 jest jej konkurentka – także eliptyczna galaktyka M49. Na nieboskłonie jest jaśniejsza i nieco rozleglejsza, ma jasność 8,4 mag i rozmiary 8’x7’. Jej masa jest jednak mniejsza niż M87. Galaktyka jest oddalona po 8° od dwóch pomarańczowych, jasnych gwiazd Panny – już wspomnianej ε Vir (Vindemiatrix) i leżącej 8° poniżej δ Vir (Minelauva lub Auva), tworząc z nimi trójkąt równoboczny. Znajdziemy ją w prawym, zachodnim wierzchołku trójkąta. Najjaśniejszą galaktyką w gwiazdozbiorze Panny jest jednak galaktyka spiralna M104 czyli Sombrero (8 mag, 9’x4’). Pomimo niskiego położenia na nieboskłonie widać ją już przez niewielką lornetkę jako owalną, jaśniejszą w środku plamkę światła. Znajduje się tuż ponad gwiazdozbiorem Kruka, na linii wskazywanej przez charakterystyczny asteryzm zwany Strzałką, 2° od jego szczytu. Charakterystyczną cechą M104 jest pasmo pyłowe przecinające owal i galaktyki i upodabniające ją do meksykańskiego kapelusza. W rzeczywistości jest to pierścień (torus) zawierający także wielkie ilości wodoru atomowego i molekularnego. Przynależność M104 do gromad galaktyk jest niepewna, być może tworzy własną Grupę M104 na skraju Gromady Virgo. Także dane na temat jej odległości są bardzo rozbieżne – od 29 do ponad 65 mln ly. Rozbieżnościom w ocenie odległości trudno się dziwić, występują także w piśmiennictwie dotyczącym innych galaktyk. Ostatnio odległości międzygalaktyczne korygowane są raczej w dół dzięki nowym, dokładniejszym pomiarom dystansu do kilku bliskich galaktyk. Czemu jednak ocena jasności wizualnej tego samego obiektu różni się często o ponad 1 mag, trudno dociec. Cytowałem tutaj głównie dość optymistyczne oceny jasności ze znanego amerykańskiego przewodnika The Night Sky Observer’s Guide, lecz wartości magnitudo podawane przez Wikipedię są z reguły wyższe, co oznacza mniejszą jasność. W dodatku, odpowiednie warunki do obserwacji galaktyk spotkamy rzadko a nasz sprzęt to nie teleskop Kecka czy Hubble’a. Nie dziwmy się więc, jeśli zamiast gromad i supergromad odnajdziemy tylko z trudem pojedyncze plamki galaktyk, albo nawet nic nie odnajdziemy. Nie szkodzi, one tam są. Za miesiąc czy za rok, z tego czy z innego miejsca ujrzymy je. W mglistym obrazie galaktyk znajdujemy obietnicę trwania. Gdy nasz gatunek już zniknie, gdy nie będzie Ziemi ani Słońca, one będą nadal istnieć. My zaś jesteśmy ich cząstką, składamy się z ich atomów a na niektórych spośród miliardów ich planet są zapewne istoty podobne do nas. Podobne jeśli nie ciałem, to umysłem, bo przecież widzą ten sam Wszechświat, podlegają tym samym prawom przyrody, poszukują odpowiedzi na te same pytania. Może właśnie dlatego obserwacje galaktyk, tych zwiewnych plamek widzianych w równym stopniu okiem wyobraźni, co przez lornetkę, są dla nas tak cenne, tak bardzo nas wciągają. Tony Hallas: NGC 1903. Źródło: http://apod.pl/apod/ap150410.html Źródło: http://www.dobresobie.pl/sztuka-i-architektura/233/jak-pierwotnie-nazwana-byla-rzezba-mysliciel * Dotyczy to okolic Erydanu na pograniczu z Orionem - patrz dalsza dyskusja.
  4. 26 punktów
    Widząc na Facebooku (szczególnie na słupskiej grupie) coraz to nowsze posty, i tutaj - statusy Forumowiczów, dotyczące pogody, obserwacji i astrofotografii, 14 stycznia coś we mnie pękło, a gromadzące się wyrzuty sumienia spowodowane ignorowaniem możliwości spojrzenia ku gwiazdkom wreszcie wzięły górę. Szczęśliwie moja cudowna klasa aktualnie debatowała nad ewentualnym przeniesieniem kartkówki z fizyki, a ja poparłam ich całym sercem, oferując pomoc w przekonaniu wychowawcy (nie jest to trudna sztuka, ale argumentacja w stylu "no proszę pana, obserwacje do konkursu robiłam" zawsze stanowi pewien gwarant bezpieczeństwa ). Zadanie z matematyki miałam już zrobione, z niemieckiego postanowiłam zgłosić "np" (nieprzygotowanie), a z resztą jakoś to będzie. Poprosiłam tatę o wyniesienie teleskopu. Pierwotnie plan prezentował się następująco: 21:30 idę spać, 3:00 - wstaję, ok. 6:00 - wracam do domku i zbieram się powoli do szkoły. W teorii było to perfekcyjne rozwiązanie - ponad 5 godzin snu (i tak więcej niż normalnie) i poranne spojrzenie na planety. Jak to jednak często w życiu bywa, wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Kierując się do kąpieli zerknęłam przez okno i... od razu poleciałam na pole. Znaczy się prawie od razu, wcześniej ubrałam 3 pary skarpetek, legginsy, spodnie, bluzkę, bluzę, kurtkę, rękawiczki i cieplutkie kozaczki. (Ola, która znosi wszystko z pokoju, by potem nie wracać i nie budzić rodziców ani siostry - lornetka, aparat ze statywem, pudełka z osprzętem, atlasy, ciepłe ubranie i kołderka do spania w pokoju gościnnym, a wszystko wzięte "na raz" ) Na zewnątrz czekało na mnie niebo, może nie najbardziej przejrzyste, może co jakiś czas snuły po nim chmury, ale jednak... tam były gwiazdy! Rozpakowałam cały kram, od razu rzucając się na Wielką Mgławicę w Orionie. Już wycelowałam, już umiejscowiłam okular w wyciągu, przyłożyłam oko i już chciałam ostrzyć... Hmm coś nie ogniskuje... To chyba niska temperatura sprawiła, że wyciąg przestał chodzić. Nie miałam ochoty bawić się w jakieś dłubanie przy teleskopie, więc załatwiłam sprawę bardzo prosto - ręcznie Tak więc wyostrzyłam, ujrzałam piękną, jasną i wręcz zdawałoby się trójwymiarową M 42. Poświęciłam jej trochę czasu, kierując się następnie do Płomienia. Już raz z życiu go widziałam, stąd też chciałam spróbować ponownie. Będąc zupełnie szczerą, nie dostrzegłam go od razu. Trochę poruszałam teleskopem, trochę poostrzyłam, przyłożyłam jedno oko, a potem drugie... Nie no, coś tam chyba jest. W dłoniach poczułam przeszywające zimno i szybko uciekłam do garażu. Do NGC 2024 wracałam potem jeszcze wielokrotnie, za każdym razem zauważając więcej, coraz pewniej wyłuskując tę mgławicę z nieba. Grzejąc się w garażu, zamarzyła mi się Rozeta, jednak gdy wróciłam do teleskopu, przez interesujący mnie fragment nieba akurat przewijały się chmury. Z braku laku zerknęłam na M 41, a wspomnienia z początków gimnazjum niemal natychmiast eksplodowały w mojej głowie... Obserwacje w ukryciu przed rodzicami, z pokoju, przez szybę, z teleskopem (SW 1141 EQ-1) na statywie o maksymalnie wyciągniętych nogach, który z okna ledwo łapał się na tę stosunkowo nisko położoną gromadę. I ta satysfakcja, kiedy już ją upolowałam. A przy tym dreszczyk emocji, gdy słyszałam szelest w pokoju rodziców, gotowa w każdej chwili czmychnąć do łóżka i udawać sen. Jakiś urok w tym był, w tych moich początkach teleskopowych podbojów nieba... Niebiosa wkrótce pozwoliły mi uraczyć się Rozetą, bowiem chmury stosunkowo szybko odpłynęły. Podobnie jak w przypadku Płomienia, było to dopiero drugie podejście mojego autorstwa do tej mgławicy. Bez problemu odnalazłam gromadę NGC 2244, założyłam filtr O-III, a zaraz potem z trudem coś wyzerkiwałam. Mimo to, poświęciłam temu obiektowi troszkę więcej czasu, a ten odwdzięczył mi się, stając się tak pięknym i oczywista jak tylko w tych warunkach mógł. Poczułam ochotę, by go narysować, jednak chęć skorzystania z okazji i spojrzenia na inne obiekty, a także zimno, skutecznie odpędziło te myśli. To ostatnie zresztą zdecydowało o ponownej przerwie w garażu. Ta pauza zaowocowała, kolejną w mojej obserwacyjnej karierze, próbą podejścia do Eskimosa. Trochę wstyd się przyznać, ale już tyle razy próbowałam, jednak ta mgławica wciąż pozostawała dla mnie niezdobyta. I tym razem nie nastawiałam się na jakieś wielkie sukcesy... Star hopping szedł mi dzisiaj wręcz wyborowo, mimo dość długiej przerwy od obsługi teleskopu. Jedna gwiazdka, druga, a koło niej kolejna, jakaś taka dziwna, jakby rozlana troszkę na niebie, napuchnięta... Wymieniłam okular na krótszy i zyskałam pewność - to NGC 2392. Ujrzałam jasny owal, na zewnątrz odrobinę ciemniejszy niż w środku. Nie mogłam nie sprawdzić co na to filtr O-III, jednak widok jaki ukazał zupełnie nie przypadł mi do gustu. Cały obiekt zlał się, zyskał całkiem jednolitą jasność, bijąc wręcz po oczach, wszystko zaś wokół stało się niesamowicie ciemne. Wyjęłam filtr i ponownie uraczyłam się mgławicą bez żadnych "ulepszaczy" Kolejna przerwa w ciepełku domu, kolejne obiekty. M 78 w Orionie, Płomień po raz 5 tej nocy, potem lornetka i Choinka, Plejady, gromady Woźnicy, i tak dalej... Około godziny 23:00 zimno przebiło się na wylot przez moje ciepłe kozaczki i 3 pary grubych, włochatych skarpetek. Wróciłam do domu, położyłam się spać, a po 3:00 obudziłam się z zamiarem dalszych obserwacji. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam... nic. Przyszły chmury, na przekór wszelkim prognozom na niebie nie dało się dostrzec żadnej gwiazdy. Budziłam się potem jeszcze parę razy z nadzieją na jakieś dziury w chmurach, jednak nic z tego nie wyszło. Ale co z tego... I tak jestem bardzo zadowolona
  5. 23 punktów
    Obiekty-niespodzianki lubię najbardziej. To te, które same wpadają w oko podczas skanowania nieba lub wyszukiwania innych obiektów. Niektóre z nich wgryzają się naprawdę głęboko i nie pozwalają odpuścić najmniejszej okazji na ponowne widzenie. Jednym z takich obiektów bez wątpienia jest dla mnie gromada NGC 2360 w Wielkim Psie. Odkryłem ją dla siebie podczas najbardziej leniwego z możliwych nalotu na parę Messier 46-47. A nalot zaczyna się od Syriusza i polega na przesunięciu pola widzenia o kilka stopni na wschód (w lewo) - po minięciu jasnych Ioty i Gammy Wielkiego Psa, trafiamy na 5,5-magową HD 56405, przy której znajdziemy naszą bohaterkę. Gromada jest jednym z najbardziej wyrazistych obiektów konstelacji Wielkiego Psa, a jej jasność - 7,2mag - pozwala na dostrzeżenie już w niewielkich instrumentach, na przeciętnym, podmiejskim niebie. Nalot na gromadę. źródło: Taki Star Atlas NGC 2360 została prawdopodobnie pierwszy raz zaobserwowana przez Karolinę Herschel 26 lutego 1783 roku, a więc niecałe 235 lat temu. Odkrywczyni opisała obiekt jako “piękną gromadę dość mocno ściśniętych gwiazd, o średnicy blisko połowy stopnia”. Trzy lata później jej brat, William, umieści klaster w swoim “Katalogu Tysiąca Nowych Mgławic i Gromad Gwiazd”, przypisując siostrze odkrycie. Wielkość obserwowana gromady obecnie oceniana jest na niemal połowę mniej, tj. około 13 minut kątowych, co przy szacowanej odległości w okolicy 3700 lat świetlnych, daje około piętnastu lat świetlnych rzeczywistej średnicy. Zamykając wątek katalogowy wspomnę, że alternatywne oznaczenia gromady to Caldwell 58, Melotte 64, a nazywana bywa także Gromadą Karoliny. Amerykański astronom, Olin Eggen badając gromadę w 1968 roku doszedł do wniosku, że wyglądająca na najjaśniejszą z gwiazd gromady, HD 56847 (którą znajdziemy nieznacznie oddaloną od rdzenia gromady, tuż na wschód od jej północnej części), nie jest rzeczywistym składnikiem NGC 2360. Eggen odkrył również, że w skład gromady wchodzą co najmniej dwaj błękitni maruderzy (do tej pory znamy już cztery takie gwiazdy w NGC 2360) - być może więc w przeszłości gromada była bardzo liczna i gęsta, gdyż o maruderach czyta się raczej przy okazji badań gromad kulistych. Po ponad dwóch miliardach lat od powstania klastra, pozostało w nim kilkadziesiąt dość przeciętnych gwiazd, z nieco wybijającymi się dość jasnymi olbrzymami typu widmowego K. Gromada mogła osiągnąć swój wiek w dobrej “grawitacyjnej kondycji” dzięki swemu położeniu na zewnętrznym skraju Ramienia Oriona lub już w przestrzeni między nim a Ramieniem Perseusza. Tam, pozbawiona bliskości masywnych obiektów, które mogłyby ją rozerwać, będzie sobie dryfować przez kolejne eony. Kolory gwiazd NGC 2360. W środkowej części zdjęcia, blisko lewej krawędzi widać niebieską HD 56847. źródło: https://cseligman.com/text/atlas/ngc23a.htm#2360 Przyznam, że dowiadując się kilku rzeczy o NGC 2360, byłem dość mocno zaskoczony wspomnianym wiekiem gromady - ta zdecydowanie nie wygląda na 2,2 mld lat. Wizualnie prezentuje się bliżej średnio wyewoluowanych klastrów, zwykle “wycenianych” na kilkaset milionów lat, a to dzieki kilku jaśniejszym składnikom, które widać w północnej części skupiska. Lornety o aperturach powyżej 80 mm i powiększeniach ponaddwudziestokrotnych pokazują w tym miejscu kilka wyraźnie jaśniejszych składników, pod którymi obrywa się krystaliczny deszcz słabszych sióstr, zanikający diamentowym gradientem ku południowemu wschodowi. Kolorów gwiazd nigdy nie udało mi się dostrzec, choć zdjęcia pokazują, że teleskopy powinny pozwolić na wyróżnienie kilku pomarańczowych olbrzymów. Mniejsze i średnie lornetki pokażą - w zależności od powiększenia i apertury - miękką, nieco ziarnistą plamkę, nieznacznie jaśniejszą w górnej (północnej) części. Co pokażą teleskopy? To jest pytanie do Was. NGC 2360 w szerokim polu. źródło: Aladin Obecnie Księżyc rośnie, ale już za tydzień zacznie go ubywać - gdyby trafiło się Wam choćby kilka kwadransów czystego nieba, koniecznie skierujcie swoje lornetki i teleskopy na północną część pogranicza Wielkiego Psa i Rufy, odnajdźcie NGC 2360 - i dajcie znać, jak poszło!
  6. 20 punktów
    Nie wyobrażam sobie podróży przez zimowe niebo bez przystanków przy mgławicach refleksyjnych. Czym jest ten rodzaj mgławicy i na jakiej zasadzie "świeci" - każdy z nas wie. Z ciekawszych rzeczy doczytałem jednak, że pośród mikroskopijnych cząstek pyłu odpowiedzialnych za rozpraszanie światła gwiazd mogą znajdować się też związki węgla w postaci diamentowego kurzu. Działa na wyobraźnię, prawda? Część mgławic refleksyjnych jest znana szerokiej publiczności, tym bardziej, że umieścił je w swym katalogu pan Messier – taki numer 78 czy poświata spowijająca Plejady to najbardziej klasyczne z klasyków; często obserwowana jest też Zmienna Mgławica Hubble'a. Coś jeszcze? Ano, pewnie w tym momencie zapadnie cisza. A przecież jest całkiem sporo perełek, pomijanych zwykle przez obserwatorów; no bo ilu z Was zahaczyło o IC 353 w Perseuszu czy kompleks mgławic refleksyjnych w Jednorożcu, na który składają się NGC 2245 (najjaśniejsza i najwyraźniejsza z całej czwórki), NGC 2247, IC 446, IC 2169 (spora, choć dość słaba, nazywana mgławicą Dreyera)? W małych powiększeniach całość wygląda naprawdę ładnie - zdziwiłem się, ile pojaśnień da się wyłuskać na tak małym obszarze nieba; jest tam oczywiście ciemny obłok, skatalogowany przez pana Edwarda Emersona Barnarda pod numerem 37. Dobra, ale to dygresja była, ja przeca nie o nich chciałem. Miało być o NGC 1999, ze względu na charakterystyczny kształt zwanej Dziurką od Klucza (drugą "keyhole" znajdziemy na niebie południowym, w mgławicy Carina). Numer 1999 znajduje się w odległości szacowanej na 1500 lat świetlnych, na krawędzi Obłoku Molekularnego Oriona. Rozświetla ją gorąca i masywna gwiazda zmienna V380 Orionis (której jasność waha się w przedziale 10.2-10.7mag), a ściślej - młody układ wielokrotny. We wnętrzu mgławicy znajduje się czarna plama, widoczna wizualnie w większych aperturach i powiększeniach. Pierwszym i intuicyjnym wytłumaczeniem tego stanu rzeczy wydawałaby się obecność wysoce nieprzezroczystej, ciemnej mgławicy; tymczasem okazało się, że w tej rzekomej globuli nie zachodzą żadne procesy gwiazdotwórcze, a rozwiązanie zagadki jest jeszcze prostsze - mianowicie plama ta nie zawiera żadnej materii. Wiki podpowiada mi, że pusta przestrzeń została utworzona, gdy strugi gazu pochodzące z młodych gwiazd narodzonych w tym rejonie przebiły powłokę gazu i pyłu tworzącą NGC 1999, a dodatkowym czynnikiem wspierającym utworzenie pustki jest promieniowanie V380 Orionis. NGC 1999 i otoczenie; źródło: http://www.caelumobservatory.com Starhopping jest banalny – po prostu schodzimy około stopień na południe od M42, wypatrując nietypowej, otulonej jasną mgiełką gwiazdki. Obiekt nie jest wymagający – przy rozmiarze 2'x2' można ją dostrzec już w dużych lornetach, takiej 25x100 na przykład. Jeśli jednak chcemy wyłapać coś więcej niż mglistą poświatę, trza zaprząc do roboty duże lustro i wejść w wyższy zakres powiększeń. Mgławica ma na tyle dużą jasność powierzchniową, że świetnie znosi powiększenia rzędu 200-250x i niewielkie źrenice wyjściowe. Nie spodziewajmy się jednak widoków, hmm, fotograficznych; w dwunastu calach nie da się zidentyfikować kształtu dziurki od klucza, a jedynie dość wyraźne pociemnienie blisko środka obiektu, przylegające do jasnej i doskonale widocznej gwiazdy świecącej w jego centrum. Sama mgławica jest okrągła, a jej granice delikatnie rozpływają się w czerni nieba (krawędzie nie są wyraźnie odcięte). Całość przypomina mocno mgławicę planetarną. Swego czasu popełniłem dość nieudolny szkic, ale tak to z grubsza wygląda: Na ostatnim, zimowym zlocie w Lipowcu (Beskid Niski) miałem okazję obserwować engieca w nasadce bino, podpiętej do Taurusa 300/1500. Widok kapitalny – w okularach 20 mm bynajmniej nie było za ciemno, zaś efekt przestrzenności obrazu – bezcenny. Podziwiasz akurat Messiera 42? Cóż szkodzi zejść nieco niżej, spróbować i dać znać jak poszło.
  7. 19 punktów
    Kolejny truposz czyli mgławica planetarna. Znana i lubiana NGC 2392 - Mgławica Eskimos (czasem za oceanem mówią też "Klaun" ). Jej rozmiary kątowe to około 45'' (sekund łuku) a jasnośc wynosi 9,1mag. Otacza gwiazdę macierzystą HD 59088 o jasności obserwowalnej 10,5 mag (temperatura powierzchniowa 40 000 K, typ widmowy O8e). Mała różnica jasności gwiazdy i mgławicy utrudnia zbieranie materiału i późniejszą obróbkę. Po prostu gwiazda zaświetla mgławicę Kompozycja LRGB. Newton 250/1250 + ASI 178MM-C. Skala 0,41 arcsec/pixel Ekspozycja: L - 500 x 800ms (gain 75%) RGB - 100 x 1,5s na kanał (gain 75%) Dwa ujęcia - crop na mgławicę i pełna klatka (obciąłem tylko amp glow) EDIT: Nowa ostrzejsza wersja
  8. 18 punktów
    Czasami, z różnych powodów (np kosztów, albo chęci pomajsterkowania) decydujemy się na wykonanie napędu do kontroli wyciągu, który pozwoli nam na ustawianie ostrości za pomocą silniczka. Zrobienie odpowiedniego kontrolera, który przy okazji będzie posiadał interfejs ASCOM umożliwiający komunikację z różnymi programami opisałem w tym wątku https://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/6506-szyte-na-miarę-astropudełko-na-arduino/. Ale taki kontroler to dopiero połowa pracy - pozostaje jeszcze napędzanie wyciągu odpowiednim silnikiem. Opiszę kilka rozwiązań, które przetestowałem w czasie mojej zabawy ze sprzętem astronomicznym. Komercyjny napęd zamontowany na wyciągu Moonlite - sterownik możemy zrobić samemu Jaka jest wymagana dokładność ustawienia wyciągu? Wyciąg to urządzenie precyzyjne - musi pozwolić na ustawienie okularu albo zestawu fotograficznego z dużą dokładnością. Ale z jak dużą? To zależy głównie od światłosiły posiadanego instrumentu i opisane jest wielkością CFZ (ang. Critical Focus Zone), która, mówiąc po ludzku, określa zakres odległości, w którym zostanie zachowana ostrość obrazu. Wielkość CFZ dla kilku wybranych wielkości światłosiły pokazana została poniżej Światłosiła CFZ w mikrometrach f/3 22 f/4 40 f/5 52 f/6 90 f/7.5 140 f/10 249 f/15 560 Wyciąg napędzany silnikiem musi mieć rozdzielczość co najmniej 3-4 razy większą od CFZ. Czyli na przykład dla instrumentu o światłosile f/4, w którym wyciąg napędzany jest przez silnik krokowy, rozmiar pojedynczego kroku powinien być nie większy, niż 10-15um. Taka rozdzielczość nie jest trudna do osiągnięcia. Większość wyciągów Crayforda posiada ośkę o średnicy 6mm, której obwód wynosi około 18mm, czyli 18000um. Zakładając rozdzielczość 10um na każdy obrót ośki wyciągu potrzebujemy 18000 / 10 = 1800 kroków. Można to osiągnąć za pomocą prostego silnika krokowego o rozdzielczości 200 kroków na obrót oraz przekładni 1:10. Jeśli nasz instrument ma światłosiłę f/10, możemy użyć silnika o rozdzielczości 400 kroków na obrót bez żadnej dodatkowej przekładni. Widzimy też, że nawet w przypadku instrumentów o światłosile f/3 nie jest zupełnie potrzebne posiadanie wyciągu o rozdzielczości większej niż 4-5um. Jaka jest moc wymagana do napędzania wyciągu? W tym wypadku moc to nie jest precyzyjne określenie - do poruszenia ośki wyciągu potrzebujemy momentu obrotowego. Moment obrotowy wyrażany jest w jednostkach Nm albo Ncm. Wyobraźmy sobie dźwignię o długości 10cm umocowaną do ośki naszego wyciągu. Siłą z jaką musimy nacisnąć koniec tej dźwigni aby poruszyć wyciąg to właśnie jest moment obrotowy. Jeśli siła ta wynosi 0.5N (co odpowiada mniej więcej ciężarowi 50g), to moment obrotowy wynosi 0.5 * 10 [N * cm] = 5 Ncm. Dla wyciągów Crayforda moment wymagany moment obrotowy do poruszenia ośki mikroruchów wynosi najczęściej 1-3 Ncm, a do poruszenia ośki głównej wyciągu to około 10 Ncm. Dla wyciągów R&P wymagany moment może być nieco większy. Zawsze jednak warto mieć pewien zapas na wypadek nieprzewidzianych okoliczności (większy opór przekładni na mrozie, brud w przekładni). Kiedy używamy przekładni redukującej, osiągnięcie wymaganego momentu obrotowego nie jest problemem, ponieważ dla przykładu przekładnia 1:20 zmniejsza nam prędkość obrotową 20 razy, ale jednocześnie zwiększa nam moment obrotowy również 20 razy (zakładając brak strat na przekładni). Jeśli natomiast nie używamy przekładni i łączymy oś silnika krokowego bezpośrednio z osią wyciągu, musimy zadbać o to, żeby silnik ten posiadał odpowiednio duży moment obrotowy. Rozwiązania komercyjne Na rynku dostępne są komercyjne rozwiązania silników do napędzania wyciągów. Sprzedawane są one zazwyczaj przez producentów wyciągów, albo przez producentów kontrolerów. Wiele z nich jest kompatybilne z pewnego rodzaju standardem, jakim jest Robofocus. Wśród kompatybilnych rozwiązań znajdują się produkty takich firm jak Robofocus, Moonlite, USB Focus, Pegasus Astro, a z niewielkimi przeróbkami Starlight MicroTouch czy Seletek. Na krajowym rynku takie kompatybilne rozwiązania to USBFocus Korneliusza czy AstroHub i AstroLink. Wykorzystanie rozwiązania komercyjnego to najwygodniejsza, ale zazwyczaj najdroższa opcja. Rozwiązanie takie najczęściej bazuje na niewielkim silniku krokowym wyposażonym w dodatkową przekładnię. Silnik krokowy z dodatkową przekładnią napędzający główną oś wyciągu Podłączenie silnika krokowego z dodatkową przekładnią do osi głównej wyciągu Ten sposób podłączenia jest najpopularniejszy w rozwiązaniach komercyjnych. Składa się z silnika krokowego o niewielkim momencie obrotowym połączonym z przekładnią redukującą o przełożeniu od 1:10 do 1:200. Oś na wyjściu przekładni sprzężona jest z osią główną wyciągu. Cena takiego rozwiązania jest dość wysoka, ze względu na dodatkowy koszt przekładni. Kolejną wadą takiej konstrukcji jest backlash, który jednak z łatwością można skompensować odpowiednim parametrem w ustawieniach sterownika. Rozwiązanie to ma wiele zalet: niski pobór energii, brak wymagania zasilania w spoczynku, łatwe osiągnięcie dużej rozdzielczości i dużego momentu obrotowego oraz kompatybilność z wieloma rozwiązaniami komercyjnymi (jeśli użyjemy unipolarnego silnika krokowego na napięcie 12V). Przykładowe silniki z przekładniami, które możemy wykorzystać w ten sposób: https://www.omc-stepperonline.com/geared-stepper-motor/nema-16-stepper-motor-bipolar-l33mm-w-gear-raio-141-planetary-gearbox-16hs13-0604s-pg14.html https://www.omc-stepperonline.com/geared-stepper-motor/nema-17-stepper-motor-bipolar-l33mm-w-gear-raio-271-planetary-gearbox-17hs13-0404s-pg27.html silniki 35BY412 z przekładnią 1:42 do kupienia w serwisach ebay i aliexpress Podłączenie niewielkiego silnika krokowego do osi mikrofocusera To rozwiązanie jest stosunkowo proste w implementacji. Wymaga silnika krokowego o niewielkim momencie obrotowym (wykorzystujemy przekładnię wyciągu), który jest połączony z osią mikroruchów wyciągu. Każdy silnik krokowy na napięcie 9-12V się nada, jeśli tylko zapewni moment obrotowy większy od 2-3Ncm. Rozwiązanie to jest proste i niedrogie. Jego wadą jest wyeliminowanie pokrętła mikroruchów, którego nie możemy używać do ręcznego ostrzenia, oraz wrażliwość na nieosiowe zamontowanie silnika - wtedy przekładnia planetarna może się ślizgać. Przykładowe silniki, które się sprawdzą w takim rozwiązaniu: https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/nema-8-bipolar-18deg-3ncm-425ozin-03a-12v-20x20x38mm-4-wires-8hs15-0304s.html https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/nema-14-bipolar-18deg-14ncm-20ozin-04a-12v-35x35x26mm-4-wires-14hs10-0404s.html https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/round-nema-14-bipolar-09deg-5ncm-708ozin-05a-85v-%CF%8636x12mm-4-wires-14hr05-0504s.html https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/nema-16-bipolar-18deg-21ncm-297ozin-04a-12v-39x39x34mm-4-wires-16hs13-0404s.html Podłączenie dużego silnika krokowego bezpośrednio do osi głównej wyciągu Rozwiązanie to wymaga silnika o większym momencie obrotowym, który łączymy bezpośrednio z główną osią wyciągu. W przypadku instrumentów o światłosile większej niż f/10 uzyskana rozdzielczość w takim rozwiązaniu jest zbyt mała i silnik musi być sterowany w trybie mikrokrokowym. Potrzebujemy do tego specjalnego sterownika. Rozwiązanie to jest mało popularne w komercyjnych rozwiązaniach. Wśród krajowych konstrukcji takie sterowanie mikrokrokowe stosowane jest w urządzeniu DreamFocuser, a także jako dodatkowy moduł mikrokrokowy do AstroLinka. Przy sterowaniu mikrokrokowym problemem staje się osiągnięcie odpowiedniego momentu obrotowego. Przy rozdzielczości 1/64 kroku moment obrotowy potrzebny do przemieszczenia silnika o 1/64 kroku spada do 2.5% pełnokrokowego momentu silnika (wg https://www.micromo.com/technical-library/stepper-motor-tutorials/microstepping-myths-and-realities ). Dla rozdzielczości 1/32 kroku to 5%, przy 1/16 kroku to 10% i przy 1/8 kroku to 20% pierwotnego momentu obrotowego silnika. Jak łatwo policzyć, stosując całkiem spory silnik o momencie obrotowym 40Ncm i zakładając, że do poruszenia wyciągu potrzebujemy momentu 10Ncm, to moment taki osiągniemy przy rozdzielczości najwyżej 1/8 kroku. Przy sterowaniu z większą rozdzielczością, np 1/64 kroku, moment będzie niewystarczający do poruszenia osi wyciągu, która poruszy się dopiero, kiedy sygnał sterujący przesunie ją o 1/8 lub więcej kroku. Jednak taka rozdzielczość powinna bez problemu wystarczyć do większości instrumentów o średniej światłosile. Jedynie dla jasnych teleskopów f/3 - f/5, jeśli dodatkowo wyciąg jest mocno obciążony, trzeba sobie przeliczyć czy takie rozwiązanie nie będzie słabym punktem zestawu. Podłączenie takie jest stosunkowo proste w implementacji. Teoretycznie eliminuje też backlash, choć jeśli moment obrotowy silnika będzie niewystarczający, to backlash będzie wciąż obecny. Silnik sterowany mikrokrokowo wymaga też ciągłego zasilania, nawet w spoczynku. Powoduje to wydzielanie się ciepła w okolicy wyciągu, gdzie nie zawsze tego chcemy, a dodatkowo jest to niezbyt korzystne przy zasilaniu zestawu z akumulatora. No i rozwiązanie takie nie jest kompatybilne ze standardem Robofocusa - musimy mieć dedykowany sterownik mikrokrokowy. Do implementacji tego rozwiązania polecam silniki w rozmiarze co najmniej Nema 16 (krajowy odpowiednik to silniki serii 39...): https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/nema-16-bipolar-18deg-18ncm-255ozin-065a-455v-39x39x34mm-4-wires-16hs13-0654s.html https://www.omc-stepperonline.com/hybrid-stepper-motor/nema-17-bipolar-18deg-36ncm-51ozin-085a-54v-42x42x39mm-4-wires-17hs15-0854s.html Silnik krokowy napędzający oś mikroruchów wyciągu Czym połączyć silnik z osią wyciągu? Najpopularniejsze rozwiązanie to sprzęgło helikalne. Na zagranicznych portalach (np aliexpress) do znalezienia jest pod hasłem "shaft coupler". Musimy znaleźć odpowiedni model, który z jednej strony nałożymy na oś silnika, a z drugiej na oś wyciągu. Do napędzania osi mikroruchów wystarczy sprzęgiełko z tworzywa sztucznego, ale do napędzania osi głównej wyciągu zalecam sprzęgło aluminiowe. Inne rozwiązanie to pasek zębaty i odpowiednie zębatki (ang. toothed belt, toothed belt pulleys) lub zwykłe zębatki. Możemy w tym przypadku uzyskać dodatkowe przełożenie, ale w praktyce nie większe niż 1:4 (przy paskowej przekładni jednostopniowej). Jak zamocować silnik na wyciągu? Większość wyciągów posiada od spodu otworki przeznaczone do mocowania napędu do wyciągu. Często są one zaślepione robaczkami. Jeśli nasz wyciąg takowych nie ma, możemy do zamocowania wykorzystać otwory i śruby, którymi oś wyciągu dociśnięta jest do korpusu wyciągu. Należy zastosować dłuższe śruby mocujące, które będą jednocześnie utrzymywały nasze mocowanie wyciągu. A samo mocowanie najłatwiej chyba wykonać z blachy aluminiowej (polecam 3mm, ewentualnie może być 2-2.5mm jeśli mamy stop o większej wytrzymałości PA6 PA7 PA11) i kawałka kątownika. Należy zwrócić uwagę na osiowość zamontowania silnika i wyciągu. Sprzęgło helikalne pracuje w pewnym zakresie tolerancji, ale jeśli błąd zamocowania będzie zbyt duży, całość nie będzie działała poprawnie. Moje całkiem pierwsze rozwiązania sprzed wielu lat Zachęcam do dzielenia się zdjęciami i opisami własnych rozwiązań
  9. 18 punktów
    W Perseuszu ,,leżą" sobie takie dwie gromadki skatalogowane po raz pierwszy przez Hipparcha. Oddalone od Ziemi około 7000 lat świetlnych. Są to stosunkowo młodziutkie gromadki. NGC 869 jest jaśniejsza i zawiera więcej gwiazd (około 200) niż NGC 884, która z kolei jest bardziej rozproszona. (za Wikipedią). Pierwszy obiekt w tym roku, przy którym była i ładna i stosunkowo długa nocka do astrofotografii. Dawno na nie polowałem ale prawdę mówiąc spodziewałem się od strony kolorków więcej, mimo iż fotki w Necie nie były porywające. No cóż, tak miało być i tak mi wyszło przy 30 180s. klatkach. Wwaliłem do jednego wora w PIXie do nich 20 darków i 50 biasków. Później po wypluciu pliku pod nazwą Light Binning 1 pobawiłem się nim w w/w Pixie a później w PS5 Łapała QHY183C przez Apusia TS 90/600. Gwiazdki pilnował guiderek 60/240 z poczciwym QHY5 a wszystko wisiało na iOptronku ZEQ25. Robiona z Ustki nad zaświetlonym portem. Lub tak:
  10. 18 punktów
    Kolejny jasny szlagier w dużym wydaniu - Galaktyka Cygaro (Messier 82) w Wielkiej Niedźwiedzicy. Pewnie jeszcze zapoluję na nią w tym sezonie żeby zebrać więcej luminancji i wyeliminować szum. Jak na razie i tak jestem zadowolony z efektu. Tym razem też chyba trafiłem z kolorystyką - zresztą tu nie ingerowałem zbytnio (podbiłem tylko saturację) i zostawiłem tak jak wyszło z RGB. Materiał: L - 250 x 2,5s RGB - 50 x 5s na kanał Kompozycja LRGB Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB Dwie wersje - full i crop na galaktykę EDIT: Nowe lekko poprawione wersje (tło + gwiazdy) Stare wersje:
  11. 17 punktów
    W końcu po miesiącu udało mi się dopalić kolor do Kraba (Messier 1) Widziałem, że bardzo fajnie na tej mgławicy wychodzi kompozycja Ha+LRGB a ponieważ filtra Ha jeszcze nie posiadam to postanowiłem użyć sygnału z kanału czerwonego do podbicia struktur. Na razie to max co wycisnąłem z obróbki - może jeszcze raz podejdę na spokojnie w przyszłości Jest to skala 0,41''/pix. Zdjęcie bez resize - tylko lekko scropowane bo nie kalibrowałem klatek i musiałem jakoś wywalić ampglow. Newton 250/1250 na NEQ-6 + ASI 178MM-C + Baader LRGB Kompozycja R+LRGB L - 750 x 7s (gain 75%) RGB - 100 x 10s (gain 75%) na kanał Dwie wersje - full i crop na mgławicę EDIT: bieżące wersje fotki Fotki sprzed "poprawek"
  12. 17 punktów
    Witam wszystkich. Postanowiłem, że moim pierwszym wpisem na forum będzie relacja z ostatnich obserwacji, a właściwie dwie relacje. Zasadniczo, po pochmurnym grudniu i jeszcze gorszym styczniu, trzy pogodne noce na początku lutego (3 na 4, 4 na 5 oraz 6 na 7 lutego) były dla mnie czymś wyjątkowym... na tyle wyjątkowym, że postanowiłem opisać, co widziałem. Sprzęt, którym obserwowałem to teleskop GSO 8" oraz lornetka Celestron Sky Master 15/70. Pierwsza część opisuje noc z 6 na 7 lutego, a druga czerpie ze wszystkich trzech nocy, jednak stanowi tylko moje zmagania lornetką z mgławicami. Skarby zimowych konstelacji: Zacząłem od M42 - jak zawsze niezawodnej. W ósemce prezentowała się wspaniale: ciemny Rybi Pysk, kontrastował z jasną, południową częścią mgławicy, której nieregularna struktura była doskonale widoczna. Zachodnia część wyraźnie szersza i głębiej wcinająca się w czerń nieba. Trapez w środku mgławicy przypominał diamentowe szpileczki i magicznie przyciągał wzrok. Wielka Mgławica, jak zresztą zawsze, jawiła mi się niczym olbrzymi ptak, wyciągający skrzydła do lotu. Objąłem wzrokiem także Mgławicę de Mariana - wyraźną, jakby o trochę innej strukturze niż okolica. Spojrzałem na obszary południe od Wielkiej Mgławicy – tutaj znajdowała się NGC 1980 – gromada całkiem jasnych gwiazd na tle szarej mgiełki. Powędrowałem trochę na północ, mijając M42, by trafić wprost na mgławicę NGC 1977, tzw. Running Man Nebula, prezentującą się jako wyraźne pojaśnienie na tle okolicznych, młodych gwiazd. Ponad nią wznosiła się gromada gwiazd NGC 1981 – spojrzałem na nią tylko przelotnie. Pozostawiając Miecz Oriona, skierowałem lustro teleskopu dalej na północ, w kierunku Pasa. Już przy pierwszym najeździe dojrzałem pojaśnienie na wschód od Alnitaka będące w istocie mgławicą NGC 2024, szerzej znaną jako Mgławica Płomień. W pierwszej chwili wydał mi się jakby niesymetrycznym rozciągnięciem blasku Alnitaka, jednak w miarę upływu czasu, dostrzegłem jej wyraźną odrębność, a nawet słabe, prawie niewidoczne pociemnienia wewnętrznych struktur. Gorzej poszło z IC 434, w której lokalizację musiałem się całkiem długo wpatrywać, zanim zobaczyłem coś na kształt linii rozdzielającej swoją ciemniejszą wschodnią i jaśniejszą zachodnią stronę. Końskiego Łba, czyli Barnard 33 w ogóle nie dostrzegłem – skierowałem wzrok lekko na wschód. Szukając wzrokiem NGC 2026 widniejącej w katalogu Van den Bergha pod numerem 52, wyśrodkowałem obraz na niespełna ośmio-magnitudowej gwieździe HIP 26816. Wydawała się posiadać troszeczkę zbyt dużą poświatę, jak na swoją jasność, dlatego uznałem, że chyba dostrzegłem mgławicę. Znów przeniosłem się około stopień na północ w poszukiwaniu M78. Pokazała się od razu, bez żadnego problemu, razem z okoliczną NGC 2071 – obie wydawały się być wlotem i wylotem rozświetlonego wewnątrz tunelu. Obok (lekko na wschód) dojrzałem jeszcze słabiutką gromadę otwartą NGC 2112, a następnie wróciłem na południe, do wspaniałego Alnitaka, by spojrzeć na Pas Oriona w jego pełnej krasie. Przesuwając się stopniowo na zachód, poprzez Alnilama, aż do Mintaki, eksplorowałem także słabsze gwiazdy gromady otwartej Collinder 70. Opuszczając asteryzm, nie zaprzestałem ruchu w kierunku zachodnim, docierając do pomarańczowej gwiazdy pi6 Orionis. Zatrzymałem się w tym miejscu i skierowałem się bardziej na północ. Stanąłem tylko na chwilę, by podziwiać piękno jasnej, czerwonawej 5 Orionis w sąsiedztwie Al Taj III czyli pi5 Orionis, mającej z kolei wyraźnie niebieską barwę, doskonale kontrastującą z czerwonym sąsiadem. Następnie, poruszając się po łuku oglądałem w kolejności pozostałe cztery pi Orionis, tworzące (razem z dwoma wcześniej widzianymi) asteryzm Tarczy Oriona. Będąc na jej szczycie przesunąłem się stopień na zachód, znajdując niemal od razu niewielką gromadę otwartą NGC 1662, która mimo to wydała mi się całkiem jasna i kontrastująca. Około pięć stopni dalej na zachód, już w Byku, znajduje się serce gromady Hiady, w której znalazłem się po chwili. Eksplorowałem ją przez kilka dłuższych chwil, podziwiając piękną barwę Aldebarana oraz ciekawy, symetryczny sześciobok utworzony przez Hyadum III i IV, 80 i 81 Tau oraz HIP 21053 i 21029, będący chyba nieskatalogowanym nigdzie asteryzmem, pozostającym jednak moim stałym punktem w programie obserwacji Hiad. Oderwałem się od teleskopu, ponieważ chciałem zobaczyć Dżdżownice w nieco szerszym, 4,4 stopniowym polu widzenia lornetki. Dwururka ukazała piękny, wręcz kolorowy spektakl rozgrywający się wewnątrz gromady. Zdawało się, że najjaśniejszy, czerwonawy Aldebaran przyćmiewał towarzyszy swym blaskiem, podczas gdy każdy z nich, starając się wybić, prezentował własną wyjątkowość. Razem, niczym perełki, zachwycały na każdym z siedemdziesięciu milimetrów szkła mojej lornetki. Wpatrywałem się w gromadę jeszcze przez dłuższy moment, po czym przeskoczyłem w kierunku zachodnim, zatrzymując się na znajdujących się sześć stopni dalej gromadzie Plejad. Jak zawsze, zachwycające, w szerokim polu, zdawały się być skarbem, zatopionym na dnie czarnego morza. Ich błękit przywodził na myśl lazurową barwę wody lub błękitną głębię bezchmurnego nieba. Najpierw podziwiałem wspaniałą Merope, wraz z jej jasnym i wyraźnym jęzorem mgławicy NGC 1435, skierowanym na południe. Jak po stopniach schodów, po dwóch gwiazdach zszedłem nieco niżej do Elektry i jej towarzyski Caleano; następne były Maja, Tajgeta oraz powyżej Sterope i Asterope: wszystkie cztery, niczym płaszczem, okryte były delikatną mgiełką mgławicy NGC 1432. Później, jakby przez bramę, przeszedłem pomiędzy dwiema gwiazdami w kierunku Alkione. Tutaj było nieco gęściej ze względu na trzech okolicznych sąsiadów gwiazdy. Podziwiałem ją przez chwilę, a potem także Plejone i Atlas, a następnie opuściłem gromadę. W tym momencie znów przesiadłem się na teleskop, który niemal natychmiast skierowałem na następny punkt mojego programu, a mianowicie gromadę otwartą NGC 1647 w centrum Byka. Rozróżniłem poszczególne gwiazdy topiące się w szarawym, mdłym świetle, będącym skumulowanym blaskiem gromady, a następnie przesunąłem się dalej na północ w kierunku gromady NGC 1746 – większej i troszkę jaśniejszej od poprzedniczki. Kierując się pięć stopni na południowy wschód, znalazłem dwie gromady NGC 1807 oraz 1817. Obie miały kształt malutkiego łuku i wydawały się jakby okalać z dwóch stron niewidoczną, czarną sferę. Teraz zdecydowałem się na dobrze znany obiekt otwierający Katalog Messiera. Przemieszczając się pół stopnie na zachód od zeta Tauris, ujrzałem Mgławicę Krab, tak jak zawsze – jako rozciągniętą, szarą mgiełkę, z nieregularną strukturą. Jej charakterystyczny kształt, niemożliwy do pomylenia z niczym innym, przyciągał mój wzrok podczas każdych zimowych obserwacji. Przeszedłem do Woźnicy. Na pierwszy ogień w tym gwiazdozbiorze obrałem M37, M36 oraz M38 (w tej kolejności). Wszystkie trzy prezentowały się wspaniale. Ich gwiazdy jaśniały na tle jasnoszarych sfer, tworząc wrażenie gromady kulistej. Nie liczyłem gwiazd, które byłem w stanie odróżnić, jednak uważam, że we wszystkich trzech przypadkach otrzymałbym liczby rzędu kilkudziesięciu. Czy coś więcej można powiedzieć o tych gromadach? Czy słowa są dobrym nośnikiem, by zobrazować ich piękno? Zlokalizowałem kolejną gromadę na terenie gwiazdozbioru, a mianowicie NGC 1857 – nie była trudnym do znalezienia celem, prezentowała się dosyć wyraźnie – a następnie powędrowałem dalej na południe, by odnaleźć charakterystyczne gwiazdy ułożone w kąt prosty, którego dłuższe ramię pokierowało mnie w stronę kolejnego obiektu – NGC 1778. Gromada kontrastowała szarą mgiełką z ciemnością nieba. Rozróżniłem kilka gwiazd. W tym momencie znów przyłożyłem do oczu lornetkę, by podziwiać skarby Woźnicy. Widok autentycznie zapierał dech w piersiach. Zacząłem od M37 i wędrowałem na zachód dostrzegając kolejne gromady otwarte. Całość wydawała mi się ogromną siecią aglomeracji miejskich, a gromady, niczym olbrzymie miasta, swym blaskiem przyćmiewały okolicę. Na skraju rozlewało się jezioro Mgławicy Płonąca Gwiazda, która w 70 milimetrach szkła mojej lornetki jawiła się jako zakrzywiony jęzor wodorowego pyłu, którego największe zagęszczenie obejmowało obszary wokół tytułowej bohaterki obiektu – gwiazdy zmiennej AE Aurigae. Całość prezentowała się naprawdę świetnie, a odchodząc od lekko poetyckiego tonu, warto zaznaczyć, że w dwururce dostrzegłem także perłowe gromady NGC 1907 oraz 1893, przy czym nie dostrzegłem mgławicowego obszaru otaczającego tę drugą. Pozostawiłem Woźnicę samą sobie i przesiadając się z powrotem na teleskop znów wstąpiłem w granice Oriona. Skierowałem lustro teleskopu na gromadę Collinder 69, tworzącą Głowę Oriona. Jej ułożenie gwiazd, wraz z jasną Meisą i Heką tworzyło ciekawą figurę, której poświęciłem kilkadziesiąt sekund, kierując się następnie do samego centrum maczugi mitycznego bohatera. Zatrzymałem się na gromadzie NGC 2169 – jasnej, pięknie kontrastującej z tłem grupie gwiazd, układających się w asteryzm, przypominający liczbę 37. Przeniosłem się wyżej w poszukiwaniu mgławicy Głowa Małpy, którą, wydaje się dostrzegłem jako leciutkie pojaśnienie tła, ale nie jestem pewien. Dwa stopnie dalej, w kierunku północno-zachodnim, znalazłem całkiem jasną gromadę otwartą NGC 2129, od której, mijając 1 Geminorum, przeszedłem wprost do gromady M35 – pięknej, jasnej, rozległej grupy wielu gwiazd. Według Wikipedii zawiera ona 120 gwiazd jaśniejszych od 13m – i to naprawdę rzuca się w oczy. Powędrowałem do okolicznej jasnej gwiazdy zwanej Propus i szukałem w jej sąsiedztwie mgławicy IC 443 – niestety bez powodzenia. Muszę się zająć nią przy następnych obserwacjach, ponieważ zaliczyłem wpadkę, gdyż obszar w którym jej szukałem prawdopodobnie nie obejmował najjaśniejszych fragmentów mgławicy. Trochę zrezygnowany wróciłem na południe i wtargnąwszy do gwiazdozbioru Jednorożca, szukając chyba pocieszenia, skierowałem teleskop od razu na NGC 2237, czyli popularną Rozetę. Obiekt dostrzegalny gołym okiem, jako nikła mgiełka na pograniczu, pomiędzy postrzeganiem, a sugestią, która w miarę upływu czasu stała się coraz bardziej oczywista, jednak wciąż lepiej widoczna metodą zerkania. W okularze teleskopu obiekt wyglądał naprawdę dobrze. Piękna, jasna gromada NGC 2244 w jej środku rozświetlała wyraźne, jasnoszare pyły na obrzeżach, przypominające płatki kwiatu. Oczywiście, nie było to tak dostrzegalne, jak w przypadku np. M42, ale można było zauważyć niejednorodne struktury Rozety. Przeniosłem się na południowy wschód, mknąc jak burza, z chwilą tylko przerwy przy gromadzie NGC 2301 oraz przy dość nieoczywistej NGC 2268, by wreszcie dotrzeć do jasnej NGC 2232, której gwiazdy ustawione w dwa rzędy, niczym ramiona, wskazują kierunki północny oraz południowy. Następnym, zaplanowanym etapem obserwacji podczas tamtej nocy był kompleks gromad znajdujących się na wschodnich i północnych peryferiach Wielkiego Psa oraz także kilka obiektów w północnej części wyłaniającej się zza horyzontu Rufy. Chciałem zatoczyć koło, by ostatecznie znów znaleźć się w okolicach oglądanych chwilę wcześniej gromad w Jednorożcu, dlatego rozpocząłem od skierowania lustra teleskopu na najjaśniejszą gwiazdę nieba północnego. Mocny, zimny i ostry niczym sople lodu blask Syriusza wbijał się w siatkówkę, powodując lekkie zmrużenie oka. Przez chwilę jeszcze pochłaniałem czyste -1,45 magnitudo blasku, po czym udałem się na poszukiwania psiego serca. Jakieś cztery stopnie na południe ukazało się moim oczom pod postacią M41. Może nie tak duża i posiadająca mniejszą ilość gwiazd niż M35, jednak dalej wspaniała. Całkiem rozległa i jasna, zasługująca na nadane jej przeze mnie miano serca Canis Majoris. Wyodrębniłem także jej najjaśniejszy składnik – niespełna siedmio-magnitudową HIP 32406 o barwie Aldebarana czy Betelgezy. Następnie przeniosłem się około siedmiu stopni w kierunku południowo-wschodnim, mijając gromadę Collinder 121, przy której zatrzymałem się tylko na krótką chwilę, by znaleźć się na linii łączącej omegę Canis Majoris z jaśniejszym od niej Wezenem. Jeden stopień na północ i już byłem w centrum NGC 2354 – rozległej gromady gwiazd. Powyżej i trochę na wschód od razu trafiłem na kolejny cel – gromadę NGC 2362 czyli Caldwell 64. Oczarowała mnie od pierwszego spojrzenia – w całości skupiała się wokół znajdującego się w jej środku błękitnego nadolbrzyma tau Canis Majoris, a inne przynależące do niej gwiazdy wydawały się do niego lgnąć; były mniejsze, niczym szpilki wyłaniające się z jasnoszarego tła. Dalej pokonałem półtora stopnia, przemieszczając się na północ, znajdując kolejną nieoczywistą gromadę NGC 2367. Klucząc wśród gwiazd odnalazłem dwie następne, sąsiadujące ze sobą gromady: NGC 2384 oraz 2383, które przypominały mi pewne dwie gromady zlokalizowane w Byku, powyżej wymienione. Następnie znalazłem, nie bez problemów NGC 2421, jednak prawie natychmiast przeszedłem do następnego obiektu, widząc niebezpiecznie zbliżające się zachmurzenie. Oderwałem wzrok od teleskopu, lekko zaalarmowany jakimś odgłosem w pobliżu mnie, spojrzałem na niebo – było w ponad połowie zachmurzone, a chmury szybko przemieszczały się z północy na południe. Wiedziałem, że moje obserwacje z tego powodu zbliżają się do końca, jednak postanowiłem dojść jak najdalej, na liście obiektów, które sobie zaplanowałem. Kolejnym celem była gromady NGC 2409 oraz Bochum 5 leżące w swoim bliskim sąsiedztwie. Dostrzegłem je, choć druga z nich nie była taka łatwa. Później Czernik 29, którego znalezienie było niemałym wyzwaniem, jednak ostatecznie zobrazował się na okularze teleskopu, ledwo widoczny (być może z sąsiedzką gromadą Hafner 10, jednak co do tego nie jestem pewien, czy rzeczywiście ją widziałem, czy tylko mi się wydawało). Idąc na wschód bez problemu znalazłem NGC 2414 – jasną i wyraźną. Ostatecznie dotarłem do celu tego rajdu wśród gromad, osiągając M46 oraz M47. Obie piękne, na tle jasnoszarych pojaśnień tła. Wodziłem teleskopem od jednej do drugiej, podziwiając je w całej ich krasie – następnie zlokalizowałem okoliczne NGC 2425 i 2423. Kiedy jednak kierowałem teleskop ponownie na M46, by spróbować zlokalizować mgławicę planetarną w jej wnętrzu, widniejącą pod numerem 2438 w New General Catalogue, zauważyłem wyraźne pogorszenie widoczności. Oderwałem wzrok od okularu teleskopu, by stwierdzić, że niebo w większości okryte jest płaszczem chmur, a okolice obserwowanych przed momentem gromad spowija szarawa snuja. Moje plany obserwacji kompleksu gromad na zachód i północ od M47, a także widocznej części Rufy, zostały skutecznie pokrzyżowane przez warunki atmosferyczne. Postanowiłem wrócić w te rejony podczas następnej, pogodnej nocy. Lornetkowe batalie mgławicowe: Wielka Mgławica Oriona M42 i okolice – W szerokim polu lornetki widoczne wraz z północnymi NGC 1977 oraz 1981 i z położoną ponad mgławicą, otaczającą gromadę młodych gwiazd NGC 1980. Sama Wielka Mgławica wraz z M43 widoczna wspaniale – trapezowaty, szerszy po zachodniej stronie jasny jej kształt kontrastuje z powyższymi ciemnymi chmurami tak zwanego Rybiego Pyska z wieńczącą go, diamentową gromadą Trapez. Mgławica Płomień (NGC 2024) i IC 434 wraz z Końskim Łbem B33 – Podczas każdej z trzech nocy obserwacyjnych, wynik pozostawał taki sam: płomień na początku nieoczywisty, ale widoczny jako niesymetryczne zgrubienie blasku bijącego od Alnitaka, po pewnym czasie trochę bardziej odrębny. IC 434 niewidoczna za każdym razem, nie mówiąc już o B33... Rozeta czyli NGC 2337 – Rozeta zauważona już za pierwszym razem. W szerokim polu lornetki widoczna jako wyraźne, szarawe pojaśnienie otaczające gromadę otwartą gwiazd o charakterystycznym, podłużnym kształcie: NGC 2244. Naprawdę fajnie prezentuje się w szerokim polu lornetki. Mgławica Płonąca Gwiazda czyli Caldwell 31 – jasna, wyraźna i oczywista. Szaro biała, łukowata smuga z jasną AE Aurigae na skraju. Pięknie prezentowała się w towarzystwie znanych powszechnie gromad otwartych Woźnicy. Widoczna oczywiście za pierwszym razem, co nie przeszkadzało do niej wracać podczas każdej z trzech nocy. Mgławica Merope (NGC 1435) oraz Mgławica Maja (NGC 1432) w Plejadach – Mgiełka wokół Merope wyraźna, jasna i oczywista, dostrzegalna na wprost, o kształcie, zakrzywionego jęzorka. Z Mgławicą Mają było nieco gorzej, jednak po krótkiej chwili także się ujawniła łącząc Plejady: Tajgetę, Maję, Steropę i Asterope. Dostrzeżone pierwszej nocy. Serce i Dusza czyli IC 1805 i 1848 – W lornetce obie mgławice nie były tak oczywiste jak w teleskopie. Jeśli chodzi o pierwszą z nich, to na pierwszy rzut oka widać było tylko gromady gwiazd Melotte 15 znajdującą się w centrum IC 1805 oraz gromadę NGC 1027 na jej peryferiach. Samą mgławicę udało mi się jednak przełamać pierwszej nocy po kilku minutach intensywnego wpatrywania. Ukazało się, wbrew pozorom całkiem dużo – wyraźne pojaśnienie na obszarze pomiędzy obiema gromadami, oraz jakby ciemne plamki gdzieniegdzie. Nie jestem pewien czy z powodu sugestii, czy rzeczywiście widziałem delikatną mgiełkę w rejonach lokalizacji IC 1795 czyli Fish Head Nebula. Z Duszą zaś było trochę trudniej – musiałem czekać na jakikolwiek sygnał trochę dłużej, jednak ostatecznie dojrzałem lekkie rozjaśnienie na tle ciemnego nieba. Obie mgławice zaliczyłem pierwszej nocy. Mgławica Kalifornia czyli NGC 1499 – Tutaj tak łatwo nie było i walka trwała dłużej niż w poprzednich przypadkach, jednak na początku powiem: udało się. Pierwsza i druga noc obserwacji nie przyniosły żadnych rezultatów. Jakkolwiek intensywne wpatrywanie się w lokalizację niczym nie skutkowało. Kiedy nadeszła trzecia noc – wydawało mi się, że warunki nieco się poprawiły, że seeing jest trochę lepszy. Zlokalizowałem miejsce, w którym mgławica jest najjaśniejsza i, tak jak już dwa razy wcześniej, zablokowawszy lornetkę na statywie, zacząłem się wpatrywać w czerń kosmosu. Z każdą sekundą byłem coraz bardziej przekonany, że nie uda mi się jej dostrzec, jednak... po jakimś czasie coś zaczęło świtać – w pewnym miejscu dostrzegłem jakby lekkie rozjaśnienie. By się upewnić, że to nie wytwór mojej wyobraźni, patrzyłem się jeszcze przez chwilę, by stwierdzić, że tam rzeczywiście coś jest. Delikatne niczym piórko targane wiatrem, na skraju postrzegania, widoczne zerkaniem, ale jednak jest. Kalifornię uznałem za zaliczoną, choć niewątpliwie następnej pogodnej nocy znów tu zajrzę. Mgławica Głowa Wiedźmy czyli NGC 1909 – Obiekt rozkładał mnie na łopatki za każdym razem, kiedy do niego podszedłem. Trzy próby i trzy porażki, wszystko na marne. Po prostu czarne i tyle, a tam, gdzie powinna byś najjaśniejsza część mgławicy, nie ma nic, jak długo bym się nie wpatrywał... A wy widzieliście Wiedźmę przez lornetkę? Pozdrawiam
  13. 17 punktów
    Fota nie zasługuje na żaden opis, gdyż jest to jedno ze zdjęć, o których chciałbym bardzo szybko zapomnieć. Materiał wyjątkowo kiepski, obróbka też... Jednym zdaniem, otwieram temat, w którym krytyka będzie uzasadniona pod każdym względem Rok 2017 zakończylem z bardzo kiepskim rezultatem, jeśli chodzi o liczbę zdjęć, ale teraz w nowym planuję tą złą passę odwrócić i ruszyć z kopyta (choć po zdjęciu widać, że łatwo nie będzie ) Sprzęt: NEQ-6 SYN SCAN, TS TRIPLET APO 90/600, TS 80/330, ALccd 5T, ATIK383L+ 25x900s Ha 12x300s RGB
  14. 17 punktów
    Po rozmowie w statusach kilka moich modeli ( mam hopla na temat wszystkiego co jest związane z Titanicem): Kuter Maryeld ( model drewniany, długość ok. 50 cm) i Titanic w skali 1:400 Pierwsza strona London Herald informująca o katastrofie: Kuter holenderski ( model drewniany, pływający, zdalnie sterowany - w budowie) Tylnokołowiec Mississippi III i jego detal ( długość 110 cm,model pływający zdalnie sterowany z generatorem dymu ) Gemini 7: Eagle-lądownik Apollo 11:
  15. 16 punktów
    Ostatnim obiektem tygodnia, zaproponowanym przez Marka, była przepiękna gromada otwarta NGC 2360. Przyjrzałem się jej dokładnie podczas wczorajszej sesji – prawdziwie zimowej, z mrozem szczypiącym policzki i skrzypiącym śniegiem pod stopami. Zabrałem ze sobą jedynie Argusa 25x100 – od jakiegoś czasu ta przerośnięta nieco dwururka jest najczęstszym towarzyszem moich obserwacji. Argus, przynajmniej dla mnie, stanowi idealny kompromis między sporą (już) aperturą, szerokim (jeszcze) polem i przyzwoitym powiększeniem, a wagą i gabarytami. Jako zagorzały zwolennik dużych niutków przyzwyczajony jestem do tego, że obiekty są "podane na tacy" – a dwa stumilimetrowe obiektywy zapewniają to w baaaardzo wielu przypadkach. Ale to dygresja była, nie o tym przeca chciałem; w tym tygodniu pozostajemy przy gromadach otwartych i pięknie zimowej Drogi Mlecznej. Po odhaczeniu engieca 2360 (i upewnieniu się, że jej najjaśniejsze składniki całkiem ochoczo wyskakują na tle srebrnej, gwiezdnej drobnicy) pozostałem na pograniczu Wielkiego Psa, Jednorożca i Rufy. Skanując ten obszar lornetą czy teleskopem o nieco większym polu widzenia, co rusz natykamy się na mniej lub bardziej znane gromadki; tym razem przypomniałem sobie o jednej z tych rzadziej obserwowanych, a odwiedzanych przeze mnie każdej zimy – Melotte numer 71. Brytyjczyk Philibert Melotte, wieloletni pracownik Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego w Greenwich, prócz odkrywania planetoid czy księżyców Jowisza, zajął się zestawieniem 245 gromad gwiazd, który to katalog raczył nazwać swoim nazwiskiem. Część zawartych w nim obiektów jest znana szerokiemu gronu miłośników astronomii – takiej Mel 20 czy 111 po prostu nie da się przeoczyć. A o Mel 71 słyszeli? Nie? Błąd, bo zdecydowanie warto ją namierzyć. Klaster znajduje się jakieś 10 tys. lat świetlnych od Ziemi, w kierunku zewnętrznych rubieży Galaktyki. Nalot jest banalny – po prostu odbijamy ok. 2.5 stopnia na północ od Messiera 47, po drodze mijamy NGC 2423 i jesteśmy w domu. Pozwolę sobie wykorzystać mapkę z ostatniego odcinka OT: Pod przyzwoitym niebem gromada jest do zidentyfikowania już w lornetce 12x56, będąc widoczna jako dość ulotna, mglista plamka. Powiedzmy, że w tej aperturze oczu nie wypala, ale nie jest też specjalnym wyzwaniem. Znacznie ciekawiej robi się, gdy do pracy zaprzęgniemy cuś nieco większego – taką "setkę" na przykład. W lornecie 25x100 plama (o jasności ok. 7mag i rozmiarze 9' ) cały czas pozostaje nierozdzielona, jednak po dłuższej chwili zerkania ma się wrażenie pewnej niejednorodności i ziarnistości obiektu – coś jak szum w telewizorze po utracie sygnału. Niemniej, mimo uważnego paczania nie mogę powiedzieć, że wylazły w niej pojedyncze składniki – ta gwiezdna kaszka wymaga jednak nieco większych instrumentów (czy raczej powiększeń), by ujawnić swoją prawdziwą naturę.Wyjątkiem są trzy nieco jaśniejsze słońca o jasności ok. 10mag, przylegające do południowych granic gromady i układające się w kształt trójkąta. źródło: http://jthommes.com/Astro/Melotte71.htm Gdy dorwiemy się do teleskopu, pierwsze wrażenie (szczególnie przy zastosowaniu małych powiększeń) wskazuje na luźną gromadę kulistą, w której upakowano sporo słońc o zbliżonej jasności; według klasyfikacji Trumplera gromada jest typu II (wydzielona, o słabej koncentracji w kierunku centrum), 2 (o umiarkowanym zróżnicowaniu jasności składników) oraz r jak rich – czyli bogata w gwiazdy. Na zdjęciach widać, iż zawiera nieco pomarańczowych gwiazd, w bardziej zaawansowanych stadiach ewolucji. Niestety, w lornecie nie dostrzegłem tej różnorodności, a jak jest w teleskopie – zwyczajnie nie pamiętam, bo jednoocznie macałem ją ostatnio jakiś rok temu... Wydaje mi się jednak, że barwy powinny dać się zidentyfikować – w tym zakresie liczę na obserwacje forumowiczów i podzielenie się ich wynikami. To jak, masz ochotę na spotkanie z Mel 71? Jeśli tak, nie zwlekaj, bo okienko obserwacyjne wkrótce się skończy, tylko spróbuj i koniecznie daj znać, jak poszło.
  16. 16 punktów
    Dla niektórych regionów Polski wczorajsza noc była gwieździsta. Miałem to szczęście zobaczyć gwiazdki. Niczym wygłodniały pies do miski dorwałem się do teleskopu. Nie patrzyłem gdzie celuje, byle tylko łapać fotony... No dobrze, troszkę poważniej: Jak już nie raz podkreślałem moje południowe niebo nie jest pierwszej klasy. Stad i niewiele się załapało. Materiału malutko bo czasu było mało. Podkreślę, że nie jest to produkt ostateczny. Myślę, że potrzeba tu z 10h materiału. Ja na razie mam 2h. A wyszło tak: Dane: Obiekt: NGC 2264 Data: 06-02-2018 Teleskop: SW 150/750 Ddtektor: ATIK 383L+Mono Czas: Ha 12x600s (resize i crop materiału)
  17. 16 punktów
  18. 16 punktów
    M 78 mgławica refleksyjna w gwiazdozbiorze Oriona znajdująca się w odległości około 1600 lat świetlnych. Jest najjaśniejszą częścią Obłoku Molekularnego w Orionie. Materiał był zbierany za pomocą TSAPO 130 F 7 i kamery QHY 163 M. Luminancja 5 godz. 20 min. RGB 4 godziny.
  19. 15 punktów
    NGC 457 W gwiazdozbiorze Kasjopei niedaleko gwiazdy drugiej wielkości Ruchba (delta Cassiopeiae, δ Cas) swoje miejsce ma piękna, otwarta gromada gwiazd NGC 457. eNGieeCka ta na stałe przyswoiła sobie trzy bardzo wymowne nazwy. Częstą zwą ją gromada Ważka, Sowa lub E.T. Wszystkie jej miana odnoszą się do jej wyglądu, tak właśnie większość z nas opisuję tą gromadę podczas obserwacji. Mnie osobiście najbardziej pasuje do niej nazwa Sowa. NGC 457 (skatalogowana też jako Caldwell 13) jest otwartą gromadą gwiazd. Odkrył ją William Herschel 18 października 1787 roku. Oddalona jest od Słońca o 7900 lat świetlnych i zawiera około 150 gwiazd, które charakteryzuje dosyć duża różnica jasności. Jej wiek ocenia się na 21 milionów lat. Poniższy szkic powstał 6 lutego pod bezchmurnym niebem. Do obserwacji służyłem się wtedy zwierciadlanym teleskopem GSO z 20 centymetrowym lustrem. Tak wygląda gromada Sowa (NGC 457) obserwowana przez ośmiocalowy teleskop w 40-krotnym powiększeniu. M97 i M108 Jeśli nakierujesz swój teleskop na okolicę β Andromedae to już po chwili powinieneś wpaść na dwa piękne obiekty. Mgławica planetarna M97 ma swoje miejsce w naszej Galaktyce (2030 ly od Słońca), tuż obok znajduje się ponad 20 tysięcy razy bardziej oddalona galaktyka M108. Razem stanowią prawdziwe perełki Wielkiej Niedźwiedzicy. Obserwacja tych dwóch pięknych obiektów w powiększeniu pozwalającym na umieszczenie ich w jednym polu widzenia zawsze wywołuje u mnie kołatanie serca. Są takie wyraźne i dosłowne. Oglądana przez teleskop 8-calowy M97 to taka sporych rozmiarów puchata kuleczka posiadająca podobną jasność powierzchniową jak jej sąsiadka. M108 byłaby zapewne jeszcze bardziej okazała gdyby nie jej boczne ustawienie względem naszej Galaktyki. Poniższy szkic również powstał 6 lutego. Do szkicowania użyłem ołówków HB i B3, same mgławice rozmyte zostały fiszorem. Po powrocie do domu zastosowałem standardową obróbkę w Gimpie: desaturacja i inwersja plus mała korekta rozjechanych gwiazd i usunięcie tego co zbędne i przypadkowe. M97 (na górze) i M108 z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy obserwowane w jednym polu widzenia. Mgławica planetarna M97 odkryta została 16 lutego 1781 roku przez francuskiego astronoma Pierra Méchaina. William Parsons obserwujący ją w 1848 roku wykonał szkic tejże mgławicy uwidaczniający jej skomplikowane kształty. Na szkicu tym M97 wygląda jak głowa sowy, od tamtej pory znana jest szerzej jako Mgławica Sowa. Jej wiek szacowany jest na około 8000 lat. Mgławica mająca masę około 0,13 mas Słońca składa się z materii odrzuconej przez centralną gwiazdę, biały karzeł znajdujący się obecnie w centrum mgławicy posiada masę wynoszącą 0,7 masy naszej dziennej gwiazdy. Méchainowi przypisuje się także odkrycie galaktyki spiralnej M108 znajdującej się w odległości 50 minut kątowych od M97. Galaktyka M108 należy do grupy galaktyk Wielkiej Niedźwiedzicy (należy do niej także m.in. M109), ta z kolei jest częścią większego zgrupowania galaktyk, które wielu miłośników astronomii zna jako Supergromada Galaktyk w Pannie. Według niektórych źródeł M108 to galaktyka spiralna z poprzeczką (SBc), inne podają, że jej typ to Sc (galaktyka spiralna). Jej całkowita masa to około 125 miliardów mas Słońca. Do galaktyki tej należy także około 290 gromad kulistych. M108 posiada bardzo gęsty dysk galaktyczny, obserwuje się w nim sporą liczbę obszarów powstawania nowych gwiazd (obszary H II) oraz młodych gromad gwiazdowych. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  20. 15 punktów
    Trochę lata f/1.6, 13s, iso2000
  21. 15 punktów
    Temat spektroskopii przyswajam już teoretycznie od trzech lat i zaraz mi pęknie czaszka, więc czas zrobić coś konkretnego. Na pierwszy instrument wybrałem rozwiązanie klasyczne - czyli spektroskop składa się w nim z czterech elementów: szczelina przez którą światło kierowane jest do instrumentu kolimator, który obraz szczeliny rozlewa po siatce dyfrakcyjnej siatka dyfrakcyjna odbiciowa, która odbija światło z kolimatora i tworzy właściwe widmo soczewka obrazująca tworząca obraz widma w kamerce Założenia do instrumentu były następujące: powinien być niewielki i niezbyt ciężki "niedrogi" powinien umożliwiać pozycjonowanie i guiding dodatkową kamerką na żywym obrazie - a więc w grę wchodzi jedynie szczelina lustrzana powinien umożliwiać wymianę siatki dyfrakcyjnej w celu badania obiektów przy niskiej i średniej rozdzielczości powinien zapewniać jak największą sprawność, żeby można było zdejmować widma słabych obiektów W załączniku jest arkusz Excela, w którym przeprowadziłem konieczne obliczenia. I na ich podstawie rozpocząłem zakupy Jako szczelinę wybrałem taki element https://en.ovio-optics.com/jetons-fentes-radiales-pr-193206.html . Jest to szczelina lustrzana, która jednocześnie będzie odbijała światło nie przechodzące przez szczelinę do osobnej kamerki. W ten sposób załatwia się jednocześnie sprawę pozycjonowania obiektu na szczelinie i guidingu. Koszt - 40EUR. Według moich wyliczeń optymalnie będzie z moim zestawem użyć szczeliny 30um. Tak wyglądają szczeliny lustrzane (pojedyncza i kółko z wieloma szczelinami do wyboru), oraz przykładowy obraz z kamerki dodatkowej podczas zbierania danych: Jako kolimator posłuży soczewka o ogniskowej 100mm i średnicy 25mm. Klejony dublet achromatyczny z powłokami MgF2 - do kupienia za 25-35$. Często jako kolimator stosuje się obiektyw fotograficzny, ale tutaj nie jest konieczna wysoka rozdzielczość (przy szczelinie 30um), a soczewka jest tańsza, mniejsza i lżejsza. Siatka dyfrakcyjna będzie wymienna. Do niskiej rozdzielczości (około 6-7Å) użyję siatki 600 lpmm. A do wysokiej rozdzielczości (około 2Å) siatki 1800 lpmm (chyba że znajdę siatkę 25x25mm 2400lpmm). Siatka będzie profilowana (ang. blazed) przez co większość odbitego promieniowania będzie przypadała na widmo pierwszego rzędu. Koszt siatki 25x25mm to około 100EUR. Z obliczeń wyszło mi, że jako obiektyw muszę mieć szkło o ogniskowej 50mm i światłosile 1.5 (do siatki 1800), więc na allegro zanabyłem manualnego Pentaxa SMC 50/1.4. Cena - 300zł. Obiektyw musi być stosunkowo dobrej jakości, bo to on jest odpowiedzialny za tworzenie obrazu w kamerce. A tam wiadomo - piksele małe, to obiektyw musi mieć wystarczającą rozdzielczość. Konstrukcja którą chcę wykonać powinna mniej więcej wyglądać tak (tylko zamiast większego obiektywu będzie soczewka achromatyczna): Towar w drodze A ja myślę nad konstrukcją. Pierwszy prototyp chcę uruchomić w obudowie wykonanej ze sklejki albo MDF o grubości 5-6mm. A potem jak wszystko zagra, urządzenie będzie umieszczone w obudowie z blachy aluminiowej 3-4mm. Znacie jakieś sprawdzone miejsca, gdzie laserowo z takiej blachy wycinają pojedyncze elementy według projektu? SimSpec_V4_0.xls
  22. 15 punktów
    To już chyba ostatnie zdjęcie z 26 stycznia. Mozaika z 50 paneli. Pierwszy raz do takiej się zabrałem, więc nie obyło się bez wpadek . Podczas nagrywania musiał przechodzić jakiś mały cirrus, na ekranie tego nie widziałem, ale po złożeniu wszystkiego 3 fragmenty miały inną jasność niż reszta. Chcąc zaoszczędzić na ilości paneli, robiłem małe zakładki co zemściło się, bo nie uwzględniłem delikatnego dryfu Munia który sprawiał że z każdą kolejną klatką zakładka się zmniejszała aż zrobiła się dziura... Muńka uratowałem heroicznym przeszczepem danego fragmentu ze zdjęcia robionego Canonem Dzięki temu jako tako Muniek wygląda i nie musi się wstydzić pod warunkiem, że nie patrzy się na niego z bliska Wszystkie niedociągnięcia wymusiły zmianę wielkości do 50% oryginału by dało się zaakceptować widok tego tworu niczym ze stołu Frankensteina Wniosek na przyszłość - robić chociaż 80 paneli i upewnić się czy cirrus nie szwenda się po niebie. NEQ6, GSO10", GSO 2,5x, ASI224, GSO red. 50 paneli + przeszczep fragmentu ze zdjęcia kilka postów wyżej.
  23. 15 punktów
    Dzisiejszy z czerwoną poświatą.
  24. 15 punktów
    Kilka dni temu prognozy dawały szansę na krótkie dziury w chmurach . Rzeczywiście były krótkie bo zdążyłem zrobić tylko 4 klatki 6 min nieba i zaszły chmury. Dorobiłem 2 min klatkę tła i wyszła taka kompozycja zimowa w okolicy mojego domu . Zdjęcie z Canona 6d i Tamrona 28-70 / 28 mm/.
  25. 15 punktów
    Pierwsze podejście do tego obiektu robiłem w zeszłym roku ale uzbierałem mało materiału i byłem bardzo rozczarowany efektem końcowym. Ostatecznie materiał wylądował w koszu. Obiekt jednak jest tak piękny i zróżnicowany, że nie mogłem odpuścić. Tym razem do tego celu wykorzystałem świeżo przerobionego na mono Canona 450D. Body od roku leżało i tylko czekało na podmiankę matrycy ale nie mogłem się do tego zebrać. Kolorek jest z drugiego Canona 450D mod. Orion Optics VX8 - NEQ-6, CANON 450D MONO - H-alpha 7nm - 20x1200s + kolor Canon 450d Mod - 33x420s
  26. 15 punktów
    Ten obszar nieba , miałem już od jakiegoś czasu na celowniku . Gwiazdozbiór Byka to bardzo bogaty rejon w ciemne mgławice pyłowe. Obłok Molekularny w Byku to najbliższy nam tego typu obiekt , znajduje się w odległości około 450 lat świetlnych. Przed kilku laty był obiektem szczegółowych badań z użyciem teleskopu APEX (Atacama Pathfinder Experiment) w Chile . Badania przeprowadzono na falach milimetrowych, ponieważ świetle widzialnym niewiele da się tam zobaczyć , jest ono blokowane przez ciemny pył. Jak wiadomo , takie obłoki to „gwiezdne żłobki” , gdzie dochodzi do tworzenia się gwiazd . Na skutek sił grawitacyjnych , dochodzi do zapadania się gazu i fragmentaryzacji takich obłoków . Następnie tworząc coraz gęstsze jądra dochodzi do powstawania młodych gwiazd. .Podczas badań obszaru Barnarda 211 i 213 w okolicy gwiazdy T Tauri okazało się ,że są one na dwóch różnych etapach ewolucji . W Barnardzie 213 już zaszły procesy fragmentacji i tworzenia gęstych jąder gwiazd , natomiast Barnard 211 jeszcze ich nie wytworzył , trwa dopiero fragmentacja obłoku. Można sobie zobaczyć jak wygląda ten rejon w świetle widzialnym i świetle milimetrowym https://www.eso.org/public/poland/images/comparisons/eso1209a/ Chciałem zrobić ten obszar na zimowym zlocie pod dobrym niebem , niestety pogoda nie dopisała , a koło domu to nie to samo niebo. Canon 6D Canon 200/2,8L f3,5 ISO 1600 60X4 min iOptron CEM25
  27. 15 punktów
    Sądzę, że każdą, nawet najgorszą noc można jakoś wytrzymać. O ile oczywiście wszystko sobie dobrze rozplanujesz i przygotujesz się jak należy. Ciepłe ubranie, listę obiektów, wygodne siedzenie, przerwy, aby móc odrobinę się ogrzać i napić gorącej herbaty lub coś zjeść, jeśli masz taką ochotę, czy suszarkę, gdy w powietrzu jest dużo wilgoci. Ale ja nie przygotowałem się dobrze. Noc, która trwała jedenaście i pół godziny, astronomiczna noc, noc zimna i mroźna, z niewygodnym siedziskiem w postaci cholernego pluszowego konia (to ostatni raz koleś, kiedy ze mną obserwujesz) i dłońmi odzianymi w dwie pary cienkich rękawic, pozwoliła na wykorzystanie mniej niż połowę czasu w którym na niebie świeciły gwiazdy. Gdy mróz i wiatr połączą siły, wówczas mało które stworzenie ma ochotę wychylać z norki swój łepek czy tyłek – o ile jakieś zwierze wychodzi ze swej kryjówki tylną częścią ciała – i woli pozostać w swoim domu, w ciepłym pokoju, albo nawet pod kołdrą, jeśli tak wolisz. Mróz dziobie jak natrętny ptak, a wiatr tnie po twarzy jak nożem. Krążąc dookoła ciebie jak dwa owady, których wcale nie zaczepiałeś, których nie śmiałbyś przecież denerwować, dziobią i tną, dziobią i tną. Ale choćbyś nie wiem jak był zły, wiec, że ich to nie obchodzi. Natura ma tę przerażającą twarz, oblicze, które wydaje się być obojętne. Jak tornada, huragany, trzęsienia ziemi czy tsunami, kiedy ocean, który nagle dostaje torsji, wyrzyguje na brzeg to, co mu wówczas ciąży. I nie zastanawia się bynajmniej przy tym, gdzie to zrobi. Najważniejsze by to zrobić, podobnie jak pijany mężczyzna (rzadziej kobieta) na dyskotece, który wybiega nagle z sali na dwór, nie bacząc na stłoczoną przy wejściu grupkę imprezowiczów rozmawiających, palących papierosy i trzymających butelki z piwem (albo puszki) i skręca w lewo lub prawo, albo nigdzie nie skręca i biegnie prosto aż dotrze do najbliższego płotu lub upadnie na kolana wcześniej, może w połowie drogi, i zrobi to. Wyrzuci z siebie to, co mu ciąży. Natura czasem zdaje się być całkiem obojętna niczym najzimniejszy morderca. No dobra, już dobrze. Nie było przecież wcale tak źle. Nie było żadnego tornada – co najwyżej w moich snach – nie było powodzi, a mroźne owady nie pogryzły mnie aż tak bardzo. Udało mi się wyrwać cztery, może pięć godzin obserwacji, przebrnąć przez pierwszą cześć listy, którą sporządziłem sobie wstępnie dzień wcześniej, i zaczerpnąć odrobinę drugiej części. Tylko odrobinę, bo zwyczajnie nie miałem ochoty dłużej na harce z mrozem, któremu kompanii dotrzymywał wiatr, a tym bardziej z koniem, który zrzucał mnie ciągle z siodła. Dobra. Już. Przechodzę do rzeczy. Oto jeszcze trochę obiektów. W poniedziałek, 16 Stycznia, o czwartej po południu zaparzyłem herbatę i zrobiłem kanapki, po czym zasiadłem do nauki lokalizacji obiektów z mojej listy. Z przerwami na różne rzeczy, zabrało mi to o wiele więcej czasu niż sądziłem. Wzrok zacząłem adaptować dopiero o osiemnastej czterdzieści, a obserwacje rozpocząłem około dziewiętnastej. Podzieliłem rejony tak, jak sobie to dzieliłem podczas planowania i zapamiętywania lokalizacji. Trzy sprawy w Perseuszu i Andromedzie Takie rzeczy jak Chichoty, Kasjopeja, M31, Almach w Andromedzie i Mirfak w Perseuszu świecą na niebie w pewnym okręgu. Gdzieś niedaleko są również jasny Algol w Perseuszu i wyraźna gwiazda Mirach w Andromedzie. Mniej więcej w środku tego okręgu świecą dwie inne jasne gwiazdy widoczne gołym okiem i wokół których miałem trzy sprawy do załatwienia. Jedna z tych gwiazd to 51 And (Nembus) a druga Phi Per. To właśnie w kierunku Phi Per skierowałem najpierw swój stojący od trzech godzin na dworze teleskop 12". Od niej zrobiłem już tylko maleńki krok do HD 10498 (HIP 8063), obok której świeci mgławica Małe Hantle – Messier 76. W okularze 25mm, w powiększeniu 60-krotnym, zobaczyłem podwójną strukturę. Widok przypominał mi odrobinę mgławicę M27, jaką widywałem w lornetce 15/70. Wzrok początkowo musiał się trochę przyzwyczaić do okularu, ale z każdą chwilą podwójny kształt był coraz lepiej widoczny. Zmieniłem okular na 14mm. Mgławica urosła, obraz stał się ciekawszy. Teraz podwójna struktura była dużo lepiej widoczna. Odniosłem wrażenie, że wokół mgławicy roztacza się delikatne halo. Prawa część mgławicy (to chyba południowo-zachodnia) świeciła jaśniej, natomiast lewa (północno-wschodnia) była bardziej rozmyta. W okularze 10mm obraz pociemniał, a mgławica stała się trochę większa. Teraz wyraźnie było widać, że jest miejsce, które świeci jaśniej na całej mgławicy, z prawej, natomiast lewa strona nadal była bardziej rozmyta. Włożyłem 4,7mm. Jaśniejsze gwiazdy nie wyglądały zbyt dobrze w tym powiększeniu – seeing tej nocy nie był chyba zbyt dobry. Ale detal teraz był najlepiej widoczny. W prawej części, poniżej najjaśniejszego obszaru mgławicy, dostrzegłem przylegającą doń słabiutką gwiazdkę. W lewej części także coś zabłysło kilka razy na tle obiektu – a przynajmniej tak mi się wydawało. Środek mgławicy świecił słabiej, jakby lekko zwężony względem boków, nieco bardziej przeźroczysty. Wróciłem do jasnej gwiazdy Phi Per i wkroczywszy na teren Andromedy, odbiłem na południowy zachód, tworząc trasą od M76 niemal idealny kąt prosty z Phi Per. Odnalazłem dokładnie te same układy gwiazd co na zdjęciu i ujrzałem w pewnym miejscu słabą gwiazdkę. To była mgławica PK 130+11.1 alias Minkowski 1-1. Znajduje się w podobnej odległości od Phi Per co M76. Obiekt zauważyłem od razu w 14mm, lecz nie mogłem odróżnić go od gwiazd. Dopiero w powiększeniu 319-krotnym dało się dostrzec pewną różnicę względem okolicznych słońc, lecz wciąż było to maleństwo. Sprawdziłem potem, czy widać Minkowskiego w 60 razach. Było widać. Przypominał słabą tycią gwiazdkę. Tak się zastanawiam, czy pisząc, że obiekt wyglądał prawie jak gwiazda, ktoś kiedykolwiek jeszcze po tym zechce tam skierować swój teleskop. Mimo wszystko fajnie jest odnajdywać obiekty nawet takie, które ciężko odróżnić od gwiazd. Przecież część frajdy, to właśnie szukanie, planowanie, nauka lokalizacji albo – jak to bywa u większości – oświetlanie w środku nocy bladym czerwonym światłem mapy nieba. Czasami nie rozumiem ludzi, którzy kupują teleskop z Go-To głównie po to, by ów system znajdował za nich wszystkie obiekty. Może dla bajeru; duży, zdalnie sterowany teleskop na podstawie – to jest coś. Niemniej dla osoby, która chciałaby się uczyć nieba, będzie to poniekąd krzywdzące, a w każdym razie nie sprzyjające jego poznaniu. No i zabiera wspomnianą frajdę, satysfakcję. To trochę tak, jakby zamiast wspinać się na szczyt góry, ktoś nas tam podrzucił helikopterem. U celu będzie fajnie, ale ominie nas coś bardzo istotnego. Poza tym - ja jeszcze o tym naprowadzaniu - coś mi mówi, że dla obiektów takich jak PK 130+11.1 powyżej, system Go-To odrobi tylko pierwszą część lekcji. Bo kiedy teleskop się zatrzyma, w okularze wciąż będzie świecić sporo gwiazd. A mgławica będzie jedną z nich. Będzie twarzą, którą szukamy pośród bardzo odległego tłumu. Twarzą Minkowskiego. Albo Kohoutka tudzież Pereka, jeśli wolicie. Obserwator i tak będzie musiał się zapoznać z mapą (zdjęciami) najbliższego regionu. Nawet jeśli ów cel winien znajdować się na środku pola widzenia. No chyba, że będziemy powiększać obraz dopóty, dopóki nie zobaczymy twarzy o trzech nazwiskach. Ale jeśli ktoś woli szukać w taki sposób obiektów i czerpie z tego przyjemność, niechaj to robi. Wszak nie ważne, jak obserwujemy Kosmos – przez lornetkę czy teleskop, z Go-To czy ręcznie, ważne, że nasza pasja daje nam przyjemność. Przejechałem na południowy wschód o podobną odległość, jaka dzieli Minkowskiego i M76 i odnalazłem asteryzm, który jest niemal idealnym równoległobokiem. Tuż przy jego gwiazdach wypatrywałem dwóch galaktyk. Jedną z nich, PGC 6255 o jasności (o ile dobrze podało źródło) 14.6mag, dostrzegłem bez większego problemu w okularze 14mm. Była także słabo widoczna w 319-krotnym powiększeniu. Pozycja idealnie się zgadzała, zarówno przed jak i po obserwacjach. Poległem niestety na PGC 6220 o jasności (o ile dobrze podało źródło) 14.9 mag. W pewnym miejscu, tuż obok, dostrzegłem słabe światło, ale pozycja była minimalnie z boku – nie pomiędzy dwoma słabymi gwiazdkami, jakie zapamiętałem w domu. Potem okazało się, że światełko było zbitką czterech słabych gwiazd. Widać je na poniższym zdjęciu, tuż pod galaktyką. Trzy sprawy w Andromedzie Właściwie to miałem tutaj porachunki z G2 oraz chciałem spróbować sił okazyjnie z galaktyką UGC 338, która chyba przechodzi (obraz do nas dociera) przez inną galaktykę – w każdym bądź razie coś tam się dzieje (albo to taki dziwny błąd mapy). Najpierw jednak przyjrzałem się chwilę G1, która pokazała niby uszy zerkaniem. Potem odnalazłem UGC 330, która świeciła raz lepiej, raz gorzej, ale była obiektem oczywistym – taki słaby owalny duszek. Nie udało się potwierdzić widoczności G2, choć było kilka momentów (a jeden bardzo dobry) w których coś świeciło niby w jej pozycji. Nie wykluczam zarówno gromady jak i autosugestii. Bądź co bądź, nie mogę tego zaliczyć. Skoro galaktyka o jasności 14.9 mag się nie poddaje, mała galaktyka rozmiarowo, to zasięg może być dużo niższy niż jasność G2 (15.8mag). Spędziłem tam bardzo dużo czasu i UGC 338, tuż obok, potraktowałem już trochę po macoszemu. Obraz nie wydawał się dość dobry, co nie dawało mi zbyt dużych nadziei, toteż nic nie zobaczywszy, szybko odpuściłem. Teleskop do tej pory stał na środku podwórka i byłem na odsłoniętym terenie, wystawiony na wiejący z południa wiatr, który ciągle zabierał mi na bok tubę swym niewidzialnym, niezgrabnym paluchem. W końcu nie wytrzymałem i przeniosłem teleskop za północną ścianę domu. Było lepiej. Teraz miałem właściwie na głowie tylko jednego owada - mróz. Na razie mi nie przeszkadzało, że teleskop stał odrobinę krzywo na nierównym podłożu. Sześć spraw w Żyrafie i Kasjopei W zasadzie to pięć w Żyrafie i jedna w Kasjopei. Nalot do pierwszego obiektu, który znajdował się w Kasjopei, rozpocząłem od gromady Pazmina (Stock 23) w Żyrafie – tuż przed granicą do Cassi. Jasne gwiazdy zalśniły na moment w okularze, w oczy rzuciła się parka blisko położonych słońc w gromadzie i pomknąłem chwilę później (po gwiazdkach) do celu. W okularze 25mm ujrzałem maleńkie szare kółeczko, jakim była mgławica planetarna IC 289. W 107-krotnym powiększeniu kółeczko naturalnie urosło. Podczas gdy tak patrzyłem na tę mgławicę otoczoną przez wciąż płonące gwiazdy, pomyślałem, że wygląda jak trup pośród żywych. W powiększeniu 319-krotnym trupia główka już nie sprawiała za bardzo wrażenia okrągłej. Obiekt był jakiś taki dziwny; ni to kartoflany, ni to kanciasty, niemniej widoczny łatwo. Czasem był poniekąd takim trochę łatwiejszym i jaśniejszym Abellem 4. Wróciwszy do Żyrafy, namierzyłem gromadę otwartą Tombaugh 5, posiłkując się dwoma jasnymi gwiazdami CS Cam oraz CE Cam. Potem minąłem kolejne dwie pary słabszych już gwiazd, i pozostawiając za sobą asteryzm z gwiazd w kształcie sierpa, trafiłem do Tombaugh. W powiększeniu 60-krotnym była, trochę bardziej niż otoczenie, zagęszczoną polanką gwiazd. W okularze 14mm gwiazdy gromady zdawały się być spowite bardzo delikatną mgłą, która mogła być poświatą słabych słońc, będących poza zasięgiem mojego teleskopu. Z okularem 25mm namierzyłem Kaskadę Kemble'a. Gwiazdy biegły stróżką w dół, jakby prowadziły do jakiegoś źródła, toteż ruszyłem w ślad za nimi. Zjechawszy po słońcach, jak nurtem rzeki, dotarłem prosto do gromady NGC 1502. Świeciła pięknie. Na jej tle wyróżniała się bardzo ładna podwójna SZ Cam (Σ485). W 107-krotnym powiększeniu gromada nie prezentowała się już tak dobrze jak w 60 razy. Buszując na terytorium Żyrafy, zmieniłem okular na 25mm i powędrowałem zapamiętaną ścieżką do miejsca, gdzie powinna być mgławica planetarna NGC 1501. Obiekt ten, jak i następny, który zobaczę po nim, zaplanowałem po części dzięki Łukaszowi (Lukost), który niejednokrotnie polecał NGC 1501, a także wspominał kiedyś o przyjemnym wizerunku gromady, którą miałem odnaleźć później. Ale na razie o mgławicy. Była ślicznym kółeczkiem o sporej jasności, bardzo ładnym zarówno w okularze 25 jak i 14mm. Czasami odnosiłem wrażenie, że jedna krawędź mgławicy świeci jaśniej. W 319-krotnym powiększeniu była spora i wciąż całkiem jasna. Teraz dostrzegłem bardzo ładnie świecącą w samym centrum okręgu mgławicy gwiazdę. Po zmianie na 14mm okazało się, że gwiazdę także po chwili widać, ale z trudem. Zmieniłem na 60 razy, by zobaczyć jeszcze raz mgławicę przypominającą plasterek w małej skali i ruszyłem dalej. Kolejnym przystankiem była gromada otwarta IC 361, którą podobnie jak mgławicę NGC 1501 widziałem po raz pierwszy. Gromada bardzo mi się spodobała, mimo iż w 60-krotnym powiększeniu była tylko okrągłą poświatą, jakby jaśniejszą ku centrum. Przypominała trochę głowę bardzo rozmytej komety. W 107 razy dostrzegłem słabe iskierki na tle klastra. Początkowo nie byłem pewny, czy to rzeczywiście gwiazdki gromady, ale z upływem czasu pobłyskiwały coraz śmielej niczym zagrzebane w piasku odległe diamenty w blasku słońca. Albo jak promyki na śniegu w słoneczny dzień. Wsadziłem okular 10mm i teraz było niby łatwiej dostrzec maleńkie diamenty, ale szybko zmieniłem na duży kaliber. Jak przyłożyłem gromadzie okularem 4,7mm, to szybko jej się te gwiazdki pokazały. Może to nie powiększenie czy źrenica do tego obiektu, ale czasem ciekawe rzeczy widać w takiej skali. A ja lubię to sprawdzać. Okazało się, że teraz gwiazdki wyskakiwały dość łatwo i jest ich całkiem sporo. Gromada IC361 leży z jednej strony pewnych dwóch jasnych słońc – HD 26755 oraz HD 26553 – przedłużając ich linie na północny wschód o podobną odległość, jaka dzieli te dwie gwiazdy. Przedłużywszy na powrót linię dwóch owych gwiazd, udałem się w przeciwną stronę, na południowy zachód, i również o podobną odległość od gwiazd. Tam odnalazłem mgławicę planetarną PK 147+4.1 alias Minkowski 2-2 (znów ci goście). Obiekt był widoczny w każdym powiększeniu, ale tylko chyba w 319 razy było widać jednoznacznie, że to nie gwiazda; przypominał rozmytą, maleńką kulkę. Jednak wprawny obserwator planetarnych być może zdołałby odróżnić ją już w 14mm. Ja niestety nie wiedząc, że to mgławica, pomyślałbym chyba, że to gwiazda - no może ciut szarawa. Cztery sprawy w Byku i Perseuszu Trzy z czterech obiektów w tym rejonie leżą blisko dwóch jasnych gwiazd między Kalifornią a Plejadami – Zety i Omirkon Persei. Czwarta po drugiej stronie Plejad. Wszystkie są mgławicami planetarnymi. Tu powoli zaczęły się kłopoty. Robiło się zimno i coraz częściej marzyłem, by moja lista planów na tę część dobiegła końca. Mało tego, było nie wygodnie. To chyba koniec epizodu obserwacji z końmi. Nawet chyba kolor zmienił dziad jeden. Na początku wydawał się brązowy, a teraz jest pomarańczowy. A miałem już mu nadać jakieś imię - może Barnard albo Kohoutek. To drugie jakoś bardziej mi odpowiada, ale mniejsza o to. Do IC 351 nie trafiłem. Coś mnie zmyliło i nie odnalazłem jej. Nalot robiłem dobrze. Do pewnego momentu. Ale trzeba było jeszcze ciut przeskoczyć, co mi umknęło, i nie odnalazłem znajomych gwiazd. Jednak później w nocy, choć będzie już nisko, skieruję tam teleskop i zobaczę ją. Kolejna mgławica planetarna okazała się być stosunkowo dość jasna. Już w okularze 14mm odniosłem wrażenie, że widać maleńką tarczkę IC 2003, jako maleńki owal na kształt cytrynki. Jednak nie byłem już tego taki pewien po zmianie okularu na 4,7mm, w którym to planetarna wciąż była bardzo mała, choć wyraźnie odróżniała się od gwiazd. Porażkę zaliczyłem przy mgławicy PK 171-25.1 alias Baade 1 – tej pod Plejadami. Miejsce raczej namierzałem dobrze, ale zwyczajnie nie mogłem się na niej skupić. Teleskop, jak wspomniałem wcześniej, stał ciut krzywo i przy tym obiekcie dało się to we znaki. Miejsce mgławicy ciągle uciekało z pola widzenia. Było zimno a obraz (seeing) sprawiał bardzo słabe wrażenie. Kohoutek zrobił się okropny i ciągle się z niego zsuwałem, a gdy się poprawiałem, uciekał z krzesła na ziemię. Tak czy owak, miejsce musiałem namierzać od nowa setki razy i ani razu spokojnie się nie przyjrzałem. A z tego co mi wiadomo, będzie ona wymagać nieco skupienia. Jej jasność wynosi bodaj około 14mag i chyba nie jest ona z tych gwiazdopodobnych. Ostatnim celem była NGC 1514, leżąca nieco na lewo od Zety i Omirkon Per. W okularze 25mm gwiazda centralna była widoczna wyraźnie, a otulała ją spora otoczka, lecz ta z kolei nie była czymś zanadto wyrazistym – ot przeźroczysta, jak szum, okrągława otulina. Powiększenie 107-krotne nie wiele wniosło. Podobnie w 319 razy. Tu początkowo widoczna była tylko gwiazda centralna, lecz po upływie chwili pojawiła się oczywista, lecz dość słaba otoczka. Było jakoś po dwudziestej drugiej, gdy wróciłem do domu na przerwę. W planach była dalsza część listy, ale byłem zmęczony, a warunki jednoznacznie przemawiały za zwinięciem sprzętu. Oczy chciały spać. Jednakże wyszedłem jeszcze raz, choć na trochę, bo szkoda mi było nocy. Było około pierwszej. Planetarna w Woźnicy "Następnie usiłowałem wypatrzeć mgławicę planetarną IC 2149 w Woźnicy, ale nawet w powiększeniu 319 razy miałem problem i nie byłem w stanie wskazać mgławicy. Jedna gwiazda zdawała się zerkaniem mocno rozświetlać i nieco rosnąć, ale muszę podejść do niej jeszcze raz z dokładnym położeniem." To moja notatka z relacji z przed trzech lat, kiedy na niebie królowała przepiękna kometa C/2014 Q2 (Lovejoy). Teraz postanowiłem wrócić do tej mgławicy i ją zidentyfikować. Teleskop wycelowałem w jasną Betę Aur (Menkalinan), po czym zrobiłem mały krok, około jednego stopnia, do Pi Aur. Tuż obok odnalazłem IC 2149. Tym razem znałem idealnie położenie – wszak nie jest one trudne. Mgławica wyglądała jak gwiazda w mniejszym i średnim powiększeniu. Jedynie w 4,7mm była trochę bardziej rozmyta, przy czym wydawała może ciut większa. Cóż, może wtedy, przed trzema laty, również ją widziałem nieświadomie. Powrót do Perseusza W tym momencie wróciłem do planetarki w Perseuszu, obierając nieco inny nalot. Udało się zobaczyć coś, co chyba było mgławicą, a zdjęcia w domu jakoby potwierdziły położenie. IC 351 nawet w 319 razy była nieostra (jakby któreś gwiazdy w tym powiększeniu były rzeczywiście tej nocy ostre) i gwiazdopodobna. Do tego widok był słaby. Dwie planetarne w Bliźniętach Odnalazłem cukierek. Mgławicę Cukierek a dokładnie NGC 2371. W okularze 25mm od razu zobaczyłem, że jest podłużna. W 14mm widać było już, że świecą dwie części, z czego jedna chyba mocniej. W powiększeniu 319 razy było najlepiej. Wyraźnie świeciły dwa kawałki mgławicy, a czasem przypominały trójkąty świecące naprzeciwko siebie. Potem pojawiło się coś na środku, pomiędzy nimi, coś co mogło być gwiazdą centralną, niemniej było to słabe. Widok w tej skali skojarzył mi się trochę ze szkieletem ryby; z jednej strony głowa z drugiej ogon. Potem namierzyłem mgławicę Eskimos, którą w przeciwieństwie do Cukierka widywałem już wcześniej. W powiększeniu 60-krotnym centralna gwiazda była wyraźna, plus okrągła otoczka. W okularze 14mm w zasadzie było podobnie, poza skalą. W 4,7mm nie upewniłem się tym razem, czy widać dwuczęściowa otoczkę, ale kiedyś już mi się udało ją raz zobaczyć. Dwie przymiarki i dwie galaktyki Jak wspomniałem, nie obserwowało mi się zbyt dobrze i niestety takie rzeczy jak Abel 21 i Jones Emberson 1 zostały tylko poniekąd namierzone. Nie udało mi się nic ujrzeć w obu przypadkach. No, może poza minimalnym wrażeniem pojaśnień, co myślę, że było raczej autosugestią. Brak filtrów, to jednak brak dodatkowych atrakcji. A brak wygodnego siedziska, to obniżenie efektywności w wyłapywaniu słabych rzeczy. Przeniosłem się do Wielkiej Niedźwiedzicy i chcąc odnaleźć IC 2574, wycelowałem w M81 i M82. Spojrzałem na nie tylko w powiększeniu 60-krotnym. Nie upewniłem się tym razem co do ramienia w galaktyce M81. Z kolei M82 pokazywała już jakiś detal. Mijając po drodze mglistą NGC 3077, udałem się w kierunku mgławicy Coddingtona. IC 2574 zaskoczyła mnie tym, jak była słabo widoczna. Co prawda ujrzałem ją natychmiast po najechaniu w ten rejon nieba z okularem 25mm, lecz była ona bardzo słaba. W powiększeniu 107-krotnym wydała mi się gorzej widoczna, toteż zmieniłem z powrotem na okular 25mm. Ogólnie widziałem jedno bardziej zagęszczone miejsce, gdzie znajduje się najjaśniejszy obszar gwiazdotwórczy w całej galaktyce i inne, wyraźnie słabsze miejsce. Pojawiła się także w okolicy słaba gwiazdka, gdzieś pomiędzy obydwoma pojaśnieniami, tylko na boku, jakby po przeciwnej stronie. Na koniec wycelowałem teleskop w galaktykę M51. Nie zawiodła, choć widywałem ją już lepiej widoczną, co tylko mnie utwierdziło, że warunki nie były najlepsze tej nocy. Ramiona bardzo ładnie widoczne, zarówno w 60 jak i 107 razy. W 319-krotnym powiększeniu nie było zbyt dobrze, mimo to ramiona były dostrzegalne. Najładniejszy widok tym razem miałem w okularze Es14mm. I to by było tyle. Zaniosłem teleskop do sieni, gdzie jest cieplej niż na dworze, ale chłodniej niż w domu, wrzuciłem do środka Kohoutka i poszedłem do ciepłego pokoju, gdzie mogłem w spokoju zapisać notatkę. Jakieś trzy godziny przed obserwacjami... Źródła screenów: Stellarium oraz Aladin Lite.
  28. 14 punktów
    Szybkie strzały pomiędzy chmurami... 10.02.2018 godz. 12:53 CET SW ED 80/600 + barlow Hyperion zoom 2.25x , Nikon D 3200, ND 3,8 + Baader O III ISO 200, czas 1/400 s. pojedyncza klatka, PIPP, FastStone Image Viewer 5.5 A potem przyszły chmury i chyba tyle na dziś ze słoneczka....
  29. 14 punktów
    Dziś rano tak świecił: Meade ACF 10", QHY163M.
  30. 14 punktów
    Jeszcze jedna porcja zakamarków Okolice Claviusa. Okolice Anaxagorasa: I jeszcze jedno ujęcie Copernicusa wraz z kraterami poniżej: Reinhold i Lansberg
  31. 14 punktów
  32. 14 punktów
    Dzisiejszy z 18:10 Odległość: 360272 km, 79.8% tarczy P900 1x1/80s f/6.5 PSE9
  33. 14 punktów
    Tak skromniutko prezentuję mój jeden, bo pozostałe na letniej miejscówce, a starsze już w proch się obróciły
  34. 13 punktów
    Oprócz Kraba tamtej nocy złapałem jeszcze za nos Eskimosa. Warunki takie same - przejrzystość słaba, seeing dobry, niebo podmiejskie. Meade ACF 10" f/10, AP CCDT67, EQ6, QHY163M, Baader Ha 30x1 minuta.
  35. 13 punktów
    Witam Trochę niefortunne, ale pierwsze światło z nowego sprzętu. TLAPO804, niemod. Canon 1200D M42 - 2,5h materiału M44 - 45minut materiału
  36. 13 punktów
    I klasyki zimowego nieba pod miejskim niebem: 1. M45 26x40s iso 400, f=2.5, Nikon D7500+Samyang 135, WB=3330oK 2. M42 33x40s iso 400, f=2.5, Nikon D7500+Samyang 135, WB=3330oK
  37. 13 punktów
    99,3% z 30-01 , stack z 65klatek iso 100 , pipp,registax6 i agresywnie tym razem PS
  38. 13 punktów
    Muniek z 26.01.2018 GSO 10" + Canon 50d, stack z 165 klatek, iso100, 1/150s
  39. 13 punktów
    Dla odmiany Mooniek ode mnie w szerokim planie nad szczytami w Tatrach. Fotka dzisiejsza z 16:44, którą zrobiłem telefonem wracając z Morskiego Oka (miejsce >tutaj<, w środku Horwacki Wierch, po prawej na tle chmur Spismichałowa Czuba). Fotka nie przerabiana, bardzo bliska rzeczywistości ale oczywiście nie oddaje tego jaki to był zapierający dech widok.
  40. 13 punktów
    Kopernik z dzisiaj - już dość daleko od terminatora, więc taki dość plaskaty. Seeing średni, ale jestem na głodzie pogodowym Meade ACF 10" f/10, TV x2, IR pass, ASI290MM, 100 klatek z 2000.
  41. 13 punktów
    Pierwsza fotka pstryknięta na szybkiego nowym aparatem i obiektywem
  42. 12 punktów
    Zima w tym roku na Dolnym Śląsku nie rozpieszcza, ale w końcu trafiła się nocka, która pozwoliła na 2 godziny hulanki na świeżym powietrzu przy ok. -10 st.C. i... co tu ukrywać, co Samyang z Nikusiem nałapał, tom ci ja farbek i suwaków nie żałował, a czy było warto... Samyang 135mm/2@2.8 + NikonD610@iso1600 30x60s zdjęcie to crop (ok 1/3 zdjęcia musiałem usunąć przez dużego paprocha, który podczas powrotu do domu zmienił pozycję na matrycy i flat zrobiony w domu nic już nie pomógł). Warunki: Pozdr i
  43. 12 punktów
    Dzisiejsze Słońce złapane podczas kilkunastominutowej przerwy pomiędzy chmurami. Ostrość i tak rozmywały jakieś cirrusy. Refraktor Bresser 102/1000 mm, Canon 450D, 20 x 1/3200s, ISO 100, szklany filtr słoneczny.
  44. 12 punktów
  45. 12 punktów
    Cóż mogę napisać żeby nie zabrzmiało to banalnie Na początek gratulacje dla Jacka – potwierdziła się Twoja klasa i doświadczenie jako astrofotografa. Praca doskonała. Łukasz – jolo – jak zobaczyłem, że nasze prace będą rywalizować w wyścigu o 2 miejsce to ogłosiłem żonie, że zająłem już trzecie Świetna i doskonała technicznie praca. Zresztą tak można było by napisać o wszystkich zdjęciach które znalazły się w wielkim finale. „Crème de la crème” polskiej astrofotografii. Ja czułem się wygrany już po ankiecie rocznej kiedy to okazało się, że moja praca znajdzie się „na pudle”. To było niesamowite uczucie kiedy miesiące pracy (nie tylko nad tym jednym projektem, ale ogólnie) są nagradzane w ten sposób. Być tak docenionym i wybranym wśród tak wielkiej liczby doskonałych prac. Zwłaszcza z pracą o tematyce „planetarnej”. To jest uczucie jak przekraczanie mety na zwycięskim biegu, jak Mazurek Dąbrowskiego na mistrzostwach, jak zwieńczenie pewnej drogi (może przesadzam, ale tak się teraz czuję). Pamiętam jak zgłaszałem swoją pierwszą pracę do konkursu w marcu 2015 i jak byłem szczęśliwy jak zdobyła 3 głosy. Teraz, po prawie 3 latach jestem na drugim końcu tej drogi. Niesamowite... Daliście mi ogromną motywację na przyszłość, nie wiem co więcej napisać i powiedzieć, więc mówię tylko: EDIT: kurczę, bym zapomniał. @Jacek E. wielkie podziękowania za ciągnięcie całego tego "bałaganu" konkursowego do przodu. Wiem ile to kosztuje pracy, wysiłku i zaangażowania. Pomyśl, że jesteś i zostaniesz ojcem sukcesu który odniósł ten konkurs. Dzięki za to, że Ci się chce!!
  46. 12 punktów
    Wczorajszy zachód Słońca
  47. 12 punktów
    To i ja też dzisiejszy do kompletu ACF10", QHY163M, filtr G, mozaika z 4 części.
  48. 12 punktów
    Byłam dziś świadkiem pięknego widowiska. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, lecz po kilku minutach słaby słup słoneczny stał się bardzo wyraźny. Całość miała miejsce między 7:14 a 7:30. Na koniec, tuż nad wschodzącym słońcem pojawiła się ciekawa chmurka. Z początku wyglądała jak żuraw, jednak w momencie, gdy robiłam zdjęcie przekształciła się już raczej w coś podobnego do parasola lub grzyba
  49. 11 punktów
    Jowisz, Stack 1000 najlepszych klatek z 3000. Synta 12 i ASI120MM. Złożone w Astostakkert i obrobione w Registax
  50. 11 punktów
    Zrobiłem sobie trochę przyjemności obrabiając ponownie wspomnienie po wizycie w innej galaktyce
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)