Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 22.06.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 32 punktów
    U mnie ciągle chmury - tylko od czasu do czasu małe okienka pogodowe. Ale udało mi się cyknąć jedną fajną fotę - chmury zrobiły naturalnego HDRa przesłaniając część Księżyca nie będącą w cieniu Ziemi i gasząc jego blask BTW, te chmury też mają swój urok Canon 500D + SW 250/1200
  2. 26 punktów
    Ok. 14 na imprezę helikopterem przybywa prezydent Chile Sebastián Piñera, który odwiedza m.in. 3.6 m teleskop. Nas zaszczyca sam Dyrektor Generalny ESO, Prof. Xavier Barcons, z którym zamieniamy kilka słów i robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Na imprezie obecna jest oczywiście również prasa - dziennikarz The New York Times Sebastian Modak (The 52 Places Traveler) przeprowadza z nami wywiad (głównym bohaterem jest Bernie, bo tylko jego nazwisko ktoś w USA jest w stanie wymówić J). Do przeczytania tutaj (str. 5). NYTimes-The52PlacesTraveler.pdf 14:30 – 15:20 Kolejna atrakcja dnia – koncert gitarzysty z legendarnego zespołu Marillion: Steve’a Rothery wraz z przyjaciółmi. Panowie wymiatają na scenie u stóp nieczynnego już szwedzkiego radioteleskopu Submillimetre Telescope (SEST). Magia! 15:23 Pierwszy kontakt rozpoczyna zaćmienie. Obserwujemy wizualnie przez lornetki Fujinon 10x50, Kowa Highlander 32x82, stabilizowaną Canon 10x42L i inne. Chłopaki robią też zdjęcia. W miarę zbliżania się do totality szukamy zjawisk, o których opowiadał nam Bernie i czekamy w napięciu, wraz z tysiącem innych osób. Obserwujemy obrazy Słońca przez camera obscura – wystarczy do tego zwykła kartka z dziurkami. Światło dnia zmienia się nie do poznania. Bliżej totality nawet gołym okiem widać sierp Słońca na niebie. Spada znacząco temperatura (jakby poprzednio było ciepło) i wszyscy wyciągają puchowe kurtki. Kilkadziesiąt sekund przed totality część z nas obserwuje shadow bands – niewielkie fluktuacje atmosfery porówywane zwykle do refleksów na dnie basenu w słoneczny dzień. Tomek obserwuje, że ich natężenie jest znacząco mniejsze niż w 2017. Zapewne istotną rolę odgrywa mniejsza ilość słupa powietrza nad nami (jesteśmy na wysokości 2400m). 16:39 – 16:41 TOTALITY. Nie da się opisać słowami jak to wyglądało. Kompletna miazga, dziura w niebie, czarne Słońce – można użyć każdej przenośni. Zdjęcia również nie oddają tego zjawiska w pełni. Zaćmione Słońce jest ogromne (zdecydowanie większe niż na foto), obok niego wiszą na granatowym niebie planety i gwiazdy. Część z nas obserwuje tylko wizualnie, bo to ich first time. Inni cykają fotki na dłuższe ogniskowej dzięki czemu mamy poniższy materiał. Zaglądamy w okulary bino gdy kończy się diamond ring rozpoczynający totality. Korona rozciąga się na całe pole widzenia okularów 21x (63 stopnie) symetrycznie wydłużona. Na godzinie 6 widać różowe protubernacje. Kosmos. Kilka sekund później (jak nam się wtedy wydawało) Bernie oznajmia, że zaraz koniec – jak to, już? No tak, 1 minuta i 52 sekundy. Odrywamy oczy od bino, by móc przez chwilę podziwiać zjawisko gołym okiem. I zdecydowanie taki sposób obserwacji polecamy. Kończący diamond ring wygląda nieziemsko. 16:42 – 20:00 Faza całkowita się kończy, ale zaćmienie trwa nadal. Choć trzeba przyznać, że spora część ludzi zwija już swoje sprzęty i udaje się w stronę busów z obawy (słusznej) przed korkami w drodze powrotnej. Zgodnie z programem jednak ostatni transport na dół wyjeżdża ok 21.00, a to oznacza, że będziemy mogli zostać w La Silla do nocy astronomicznej! Słońce kończy ten piękny dzień w niesamowitej scenerii, ale dla nas zostało jeszcze coś na deser. Teren La Silla jest dzisiaj wyjątkowo oświetlony ze względów bezpieczeństwa, ale i tak nad Andami wschodzi pięknie Droga Mleczna z czerwonym airglow. Bartkowi udaje się złapać bolida w jednym kadrze z radioteleskopem, a ja fotografuję światło zodiakalne w miejscu gdzie jeszcze niedawno wisiało czarne Słońce… Na zdjęciach widać sznury świateł samochodów stojących w korkach. 90% ludzi wraca na południe do La Sereny. Dobre planowanie się jednak opłaciło – my jedziemy na północ w kierunku Vallenar, gdzie korków praktycznie nie ma. ---------------------------------------------------------------------------------- W okolicy La Silla, oprócz imprezy ESO, odbywało się co najmniej kilka innych eventów zaćmieniowych, skupionych w obozach u podnóża gór przy autostradzie. Łącznie w okolicy przebywało tego dnia kilka tysięcy osób. Czyli kilkset razy więcej niż na co dzień J. Zaćmienie było punktem kulminacyjnym naszej wyprawy. 2 dni później, czyli w ostatni czwartek, wyruszliśmy z powrotem w stronę Europy. To co, w grudniu 2020 r. środkowe Chile/Argentyna, a potem w 2021 r. Antarktyda? Pozdrawiamy Jakub, Mateusz, Krzysztof, Bartek, Marek, Bernie, Tomek i Maks
  3. 25 punktów
  4. 22 punktów
    Pogoda wczoraj na szczęście dopisała i było mi dane cieszyć się kolejnym pięknym zjawiskiem na niebie. Uwielbiam ten magiczny moment oczekiwania na wschód Księżyca, kiedy wreszcie wyłoni się zza drzew nad pobliskim lasem mając w świadomości, że tym razem będzie inaczej niż zwykle. Minuty płyną wtedy długo, spoglądam na Stellarium – tam już się pokazał nad horyzontem, u mnie jeszcze go nie widać. Ale w końcu jest! Prześwituje przez drzewa! Statyw z moim starym poczciwym SL1000 już przygotowany, akumulatory naładowane. Przestawiam aparat w tryb manualny i zaczynam robić zdjęcia na różnych ustawieniach. Księżyc wyłania się w całej okazałości, zawisa nad drzewami i pozwala się fotografować, widać już na nim cień. Niebo jest czyste, nie ma chmur więc jest nadzieja, że uda się uchwycić całe zjawisko. I kolejna piękna chwila – spoglądam na ekran aparatu ustawionego z zoomem x40 i widzę jak na tarczy Księżyca przelatują w oddali jakieś ptaki, czarne sylwetki machające skrzydłami dodają smaku całemu zjawisku, jest pięknie. Za moment tarcza naszego naturalnego satelity „zaczepia” o dach sąsiada i mam na zdjęciu zaćmionego „Pacmana” Około godziny 23:10 przelatuje nad Księżycem w kierunku wschodnim jakiś bardzo jasny satelita. Spokojnie i systematycznie co jakieś 5-10 minut robię po kilka zdjęć, niebo jest ciągle czyste. Dopiero pod koniec sesji pokazała się jakaś mgiełka i zaczęły płynąć pierwsze chmury. Na całe szczęście udało się udokumentować całe zjawisko. Kilka godzin czystej przyjemności, ponad setka zdjęć. Poniżej składanka z wybranych klatek, kolejna pamiątka do kolekcji
  5. 22 punktów
    Tak mi się pokazał ładnie nad lasem: I kilka klatek z sesji, później zrobię składankę z całości.
  6. 20 punktów
    Krótka fotorelacja (telefon + lorneta😞 Wschód Księżyca gdzieś nad Tatrami
  7. 19 punktów
    Na północy kraju królują białe noce. Mimo wszystko w ostatnie obserwacje były bardzo udane. Na liście obserwacyjnej był jeden nowy obiekt, specjalnie wybrany do obecnych warunków i jego widok w 12" mnie nie zawiódł. NGC 7662 jest mgławicą planetarną w gwiazdozbiorze Andromedy, której wielkość gwiazdowa wynosi 8,3 mag, a jasność powierzchniowa 6,04 mag. Tak duża jasność powierzchniowa sprawia, że obiekt jest widoczny mimo dużego zanieczyszczenia światłem. Nawet więcej, jest to jeden z nielicznych obiektów głębokiego nieba w, którym można dostrzec kolor podczas obserwacji wizualnych. Stąd też potoczna nazwa obiektu: Błękitna Śnieżka. Mam też nadzieję, że dzisiejsza bohaterka wpisuje się w ostatnie prośby o łatwiejsze obiekty w tym cyklu. Phil Harrington w swojej książce "Star Watch" obiecuje, że uda się ją dostrzec w małej lornetce o siedmiokrotnym powiększeniu. Zastrzega jednak, że mgławica będzie wtedy wyglądała jak niebieskawa rozmyta gwiazda. Podczas białych nocy nie dostrzegłem jej nawet w Nikonie EX 10x50, ale jak przyjdzie jesień, kto wie... Bohaterka jest łatwa do odnalezienia. Nad Andromedą i Pegazem można dostrzec cztery charakterystyczne gwiazdki konstelacji Andromeda: Lambda, Kappa, Iota i Omicron. Przesuwając się od gwiazdy Iota o 2.5* w kierunku Omicron bez trudu odnajdujemy mgławicę NGC 7662. Mobile Observatory Błękitna Śnieżka odkryta została przez Williama Herschela w 1784 roku. Różne źródła podają różny rozmiar dla tej mgławicy. Różnica jest naprawdę spora od 12" do 38". Podobnie jest z odległością od ziemi od 2200 do 5000 lat świetlnych. A już najfajniej jest z kolorem. Cytując za świetnym "Przewodnikiem po wybranych obiektach nocnego nieba Tom II - Jesień" kolegi @Setaarius "Jeżeli wykorzystamy teleskop co najmniej 4-6 calowy i duże powiększenie możemy ujrzeć jej charakterystyczny niebieskawy kolor. W 8-10 calowych i większych teleskopach mgławica jest wyraźnie widoczna w całości jako niebieska poszarpana kula śniegu." Oczywiście nie należy się spodziewać jaskrawo niebieskiego obłoczka a raczej: lekko niebieskawego blasku (“slightly bluish glow” - Stephen James O'Meara) słabo niebieskawego światła (“faint bluish light” - Christian Luginbuhl i Brian Skiff) żywego blado niebieskiego dysku (“vivid pale blue disk” - Ernst J. Hartung) W swojej książce "Deep-Sky Companions: The Caldwell Objects" Stephen James O'Meara rozważa, ile z tego koloru naprawdę widzimy, a ile jest wywołane sugestią. Dlaczego? Ponieważ w widmie dla tej mgławicy dominują linie emisyjne o długości 4959Å i 5007Å. Są to długości odpowiadające barwie zielonej i zielono-niebieskiej. Wiec może rację ma David A. Allen, który po obserwacjach w swoim 60" teleskopie określił kolor mgławicy jako: “rich green”. Jednak nie ma się co martwić. Obserwacje wizualne to bardzo indywidualna sprawa. Michael E. Bakich w swojej książce: "1,001 Celestial Wonders to See Before You Die" zebrał określenia jakimi obserwatorzy opisują tą mgławicę: "pale blue, faint blue, light blue, Robin’s-egg blue, slightly blue, whitish-blue, and, occasionally, various shades of light green." Podkreśla też, że prawdopodobnie każdy ma rację, więc jak Błękitna Śnieżka będzie wyglądała jak zielone zgniłe jajo to jest OK. Bazując na różnych zdjęciach wykonanych naszej bohaterce od 1934 szacuje się że gwiazda centralna mgławicy ma jasność 11.5 - 13 mag. Nie jest pewne, czy jest to gwiazda zmienna, czy może tylko niestabilność atmosfery podczas robienia zdjęć. Robert Burnham Jr. w "Burnham’s Celestial Handbook" sugerował, że hobbyści, tacy jak my starają się to rozwikłać. Ciekawe ilu z was należy do tej grupy... Należałoby też wspomnieć, że NGC 7662 jest mgławica w której występują FLIER (fast low-ionization emission regions). Czyli miejsca emisji gazu o niskiej jonizacji, który porusza się z prędkością naddźwiękową, w pobliżu osi symetrii mgławicy planetarnej. Niestety na temat tego zjawiska nie znalazłem jeszcze dużo materiałów. A Ty już widziałeś Błękitną Śnieżkę? Jest niebieska czy zielona - spróbuj i daj znać jak poszło. "Deep-Sky Companions: The Caldwell Objects" Stephen James O'Meara
  8. 19 punktów
    W Radomiu słabo, bo szybko przyszły chmury i deszcz:(
  9. 19 punktów
    U mnie do fazy maksymalnej czyste niebo. Dosłownie w 10 minut nadciągnęły z północy chmury. Na razie dwie fotki z balkonu. 5D, ISO1250, 2s, f/5.6, 105mm
  10. 18 punktów
  11. 18 punktów
    Od dawna miałem w swoim planach niecne zamiary wobec Nikona D610 i w końcu... nabyłem drugi egzemplarz, który kilka dni później przeszedł u kolegi Michała stosowną operację plastyczną, w wyniku której, niebo stało się dla mnie (i dla aparatu) "bardziej czerwone". Poniżej pierwsze światło i debiucik mojego D610mod. Materiał zebrany 2 tygodnie temu w Roztokach Górnych przez 2 noce. Parametry: 47x120s Samyang135mm/2@2.8+NikonD610mod@iso1600 + HEQ5 Celem stał się kompleks wodorowych mgławic w centrum Łabędzia. Chyba było warto :) i wersja dla kartografów: pozdr i
  12. 17 punktów
  13. 17 punktów
  14. 17 punktów
    Dzisiaj to był koncert. Bardzo jasne i od początku bardzo rozległe. Fotki zrobione ok 22:55.
  15. 16 punktów
    Dzisiaj jedna z najkrótszych nocy - tzw. biała noc. Niby dla obserwator nocnego nieba nie za ciekawa pora roku. A ja ją bardzo lubię, bo godzina 00.00, a ja w krótkich spodenkach, w krótkiej podkoszulce i boso stoję przed domem z lornetą. Na północy i zachodzie dość jasno, a i kilka niewielkich obłoków srebrzystych można tam wypatrzyć. Obracam się jednak w kierunku południa, a tam Jowisz z Saturnem są najjaśniejszymi punktami. Po adaptacji wzroku piękna wstęga Drogi Mlecznej z panującymi w niej ptakami: Orłem i Łabędziem. Oceniam warunki - gołym gwiazdki 5,3mag, zerkaniem 5,7mag. Nie jest źle tylko troszkę jednak od upałów powietrze faluje, co najbardziej widać było na Jowiszu i Saturnie, więc planety dzisiaj w powiększeniu 44x tylko przeglądowo. Zacząłem od nisko położonej M6 Gromady Motyl - oj to duży owad i z wyraźnymi skrzydłami - faktycznie kojarzy się z motylem, którego obrys wyznaczają dość jasne gwiazdy. Bardzo fajna szeroka gromadka dla lornety -naprawdę polecam. Później skanowanie coraz wyżej po Drodze Mlecznej. Oczywiście klasyka w Strzelcu i Tarczy: Laguna , Koniczynka, M22, M23, M24, M 25 i powyżej M 17 i M16. Mgławica Omega jakoś wyjątkowo świeciła po oczach i to bez filtrów. Oczywiście powyżej deser letniego nieba Gromada Dzika Kaczka (M11) dosłownie jak cukier puder usypany w jednym miejscu, a na prawo mój ulubiony piękny obłoczek Drogi Mlecznej przerwany pustą ciemna przestrzenią. Jak już jest tak pięknie to dalej Łabędź z Miotełką Czarownicy i Ameryka Północną - wyraźne mgławice widziane bez filtrów. No to tyle przyjemności luźnego obserwowania (wiadomo były jeszcze Hantelki i Pierścionek no bo jakże nie). Pomyślałem o czymś trudniejszym, niżej położonym - no to może NGC 6822 Galaktyka Bernarda z będącą powyżej mgławica planetarną NGC 6818, Do namierzenia w miarę proste obiekty, gdyż start wyznaczał Saturn, a potem po skosie góra i lewo, aż do trzech gwiazd, w tym zaczynając od pięknej podwójnej e1 Sgr, poprzez e2 Sgr i kończąc na Hip 97063, która wraz z przedmiotową galaktyka i mgławica planetarną powinna zmieścić się bez problemu w jednym polu widzenia lornety. No i faktycznie tak było, przy czym o ile mgławica planetarna widziana wyraźnie jako właściwie gwiazdka to już galaktyka nie taka prosta. Gdybym nie wiedział, gdzie ma być to pewnie nie wyłapałbym tej galaktyki. Mogę powiedzieć, że bardzo na siłę tylko czasami wyzerkana galaktyka, jako lekkie rozległe przymglenie. Na tym trudnym jak się okazało jak na białą noc (a może i nie tylko) obiekcie zakończyłem krótkie obserwacje, w krótkich spodenkach, w których też teraz napisałem bezpośrednio po obserwacjach tą krótka relację. Teraz idę na krótko spać bo rano pobudka do pracy.
  16. 16 punktów
    Trochę sreberek z piątku w Rowach, nieźle zaskoczyły mnie i Filipa swoją intensywnością 😁 Akurat zbieraliśmy się, żeby iść na nie zapolować, a tu po wyjściu z domku taaaakie cuda na pół nieba! Przyznam, że to były najrozleglejsze sreberka jakie było mi dane widzieć (zwłaszcza że zwykle widuję je niziutko z południowej Polski). Zdjęcia z telefonu.
  17. 16 punktów
    Nareszcie i mi się udało złapać srebrzaki , może nie były bardzo spektakularne ale jednak nad morzem mają swój klimat. 23.06.2019
  18. 16 punktów
    Niestety fotki tylko z komórki . Nie ma jak to wyjść z psem o 23:30
  19. 16 punktów
    Ustka.Nikon D-5100, ISO 320, F-5, 28 mm, 0,6 sek.
  20. 15 punktów
    Obserwowałem zaćmienie z balkonu, pojawiło się parę chmur ale i tak sukces pogodowy P900 1/80s ISO200
  21. 15 punktów
    Kilka fotek przez chmury - z wieżą zegarową, z Saturnem i z chmurami:
  22. 15 punktów
    W ramach testu guidingu, ditheringu, mojej cierpliwości i determinacji w obróce zdecydowałem się oczywiście, jakby nie inaczej, na obiekt położony nisko nad horyzontem, jak każdy poczatkujący Sprzet mam od marca, a guiding udało mi sie podłączyć dopiero pod koniec maja. Wiele rzeczy jeszcze nie do końca opanowałem, jak choćby dithering który raz sobie zadziała a raz nie potrafi montaż odzyskać stabilności prawdopodobnie. Sprzęt SW ED80 + dedykowany x0.85 ff, Canon 1100d mod. Guiding na 80/400 + klon ASI120. Wszystko wisi na HEQ5 belt mod. Niebo niestety mam śląskie i to pod Katowicami. Znalazłem jakieś w miare znośne miejsce na odludziu ale bez filtra ALP nie warto w moich okolicach w ogóle próbować foto. Wiele rzeczy mam do zarzucenia temu zdjęciu i ciągle jestem z niego niezadowolony. Wiele pytań i narazie brak odpowiedzi. Wiem, że gwiazdy mam pojechane lekko i korektor nie do końca spełnia swoją funkcje, mimo to zauważyłem że bez filtra gwiazdy mają kształt jakby korektor był za blisko, a z filtrem jakby był za daleko. Ostrze maską bahtinova jednak od pewnego czasu zauważyłem ze spajk na niej nie jest idealnie pionowy wzgledem gwiazdy. Czego może być to wynikiem? Modyfikacje canona robiłem sam, na żywioł i tez nie mam pewności czy matryca jest tak idealnie dokręcona. No i filtr niszczy mi gwiazdy. Mile widziane kometarze co do obróbki bo to moje 5 podejscie i prawie żadne mi sie nie podoba. Mam wrażenie, że za bardzo wyciągam detal na siłę, ale pare osób mi mówi, że przesadzam. Więc licze na komentarze tutaj Pozdrawiam 23x600s
  23. 15 punktów
    Z ostatnich dni, teraz wieje i popaduje.
  24. 15 punktów
    Przez ostatni tydzień zaliczyłem pięć nocek obserwacyjnych. Ciemno robi się ok. 23.30, a czas zdatny do obserwacji to jakieś 2,5 godziny. Nietrudno policzyć, że paczanie kończy się zwykle ok. 2 nad ranem - a do urlopu jeszcze kilka dni. Rezultat? Mogę wystąpić w „Świcie żywych trupów” czy innej tego typu produkcji, bez specjalnych przygotowań i charakteryzacji… Podczas tych sesji kilkakrotnie odwiedziłem jedną z gromad kulistych ujętych w katalogu Palomar, pod pozycją 7. Dostąpiła ona również zaszczytu znalezienia się w Index Cataloque (numer 1276), co w przypadku kulek „palomarskich” regułą bynajmniej nie jest. To wskazówka, że mamy do czynienia z obiektem zaledwie trudnym, a nie ekstremalnie trudnym. Łatwiej namierzyć tylko Palomara 9 w Strzelcu, który ma swoje miejsce „aż” w New General Cataloque (6717). Gromady „palomarskie” są albo cholernie odległe, albo przesłonięte przez pył, gaz i inne wewnątrzgalaktyczne dziadostwo. Numer 7 akurat znalazł się na niebie w obszarze zapylonym, przez co ubogim w gwiazdy. To, co przebija się przez tą zasłonę jest mocno osłabione i zażółcone jak optyka starych ruskich lornetek. Obiekt jest spory (źródła wskazują na wielkość w granicach 21 minut łuku), ale wizualnie widać tego znacznie mniej. Podawana przez Wiki jasność to ok. 10 mag (czyli teoretycznie sporo), ale jeśli weźmiemy pod uwagę rozmiar kątowy i marną, XI klasę koncentracji, to robi się nieciekawie. IC 1276 znajduje się w odległości ok. 17600 lat świetlnych, w kierunku konstelacji Węża (ogon). Odkrywcy to Lewis Swift (1889 r.) i – niezależnie – George Abell, ten od palomarskiego przeglądu nieba (1952 r.). Kulkę (zresztą, jaką kulkę – raczej rozlały, blady kleks) można spokojnie łapać już w sprzętach sześcio-, ośmiocalowych. Warunkiem jest przejrzystość i brak LP. Jeśli trafisz na przyzwoite warunki, można próbować nawet lornetą 100 mm. Mi się udało – Argus 25x100 wyciągnął bardzo ulotne pojaśnienie tła, wyskakujące zerkaniem dokładnie tam, gdzie trzeba. W sobotnią noc z 29/30 czerwca, przy znacznie gorszych warunkach, z kolegą Grześkiem (GKG) też ją zrobiliśmy; w użyciu był APM z zestawowymi okularami 18 mm. Tym razem okazała się jednak obiektem trudnym i napsuła nam nieco krwi, pozostawiając u Grześka pewne wątpliwości co do rezultatu przedsięwzięcia. Jakichkolwiek rozterek nie ma po sięgnięciu po cięższy arsenał, takiego Taurusa 350 mm na przykład. W średnim powiększeniu (źrenica ok. 3 mm) blada „ciapa” na niebie staje się dość oczywista. Nie ma jednak mowy o rozbiciu gromady, nawet z wyłapaniem ziarnistości czy granulacji jest pewien problem. Na tle szarawej poświaty wyskakuje zaledwie kilka słabych gwiazdek, bodajże trzy lub cztery, z czego jedna nieco jaśniejsza od pozostałych. W bezpośrednim sąsiedztwie gromady też próżno szukać gwiezdnego bogactwa – jest czarno i dość ponuro. źródło: http://www.astrophoton.com/IC1276.htm Mimo to liczę, że znajdzie się kilka osób skłonnych spróbować i dać znać jak poszło.
  25. 15 punktów
    No to mieliśmy ten sam widok.
  26. 15 punktów
    Dawno nie fotografowałem Księżyca nad radioteleskopem w Centrum Astronomii UMK w podtoruńskich Piwnicach. Pomyślałem, że czerwcowa pełnia będzie dobrą okazją aby to zmienić. Na początku miesiąca zaplanowałem wszystko i czekałem tylko na odpowiedni dzień – 17 czerwca, kiedy to miały być idealne warunki. Czytaj całość
  27. 15 punktów
    Wczorajsze obłoki srebrzyste. Animacja złożona ze 173 zdjęć wykonanych między 22:00 a 23:00.
  28. 15 punktów
    Dzisiejsze łowy,bez obróbki.
  29. 14 punktów
    I jeszcze takie zabawy Faza 12% czyli końcówka zaćmienia kiedy już bardziej się wypogodziło. Tym razem setup to: SW 250/1200 na NEQ6 + ASI178 MM-C + filtr IR850nm Niestety tylko B/W no bo taka kamera
  30. 14 punktów
    Prawie jak Gwiazda Śmierci
  31. 14 punktów
    Z poprzedniego tygodnia. Na pierwszym planie Kcynia. 135mm
  32. 14 punktów
    23.06.2019 godz. 23.20 Moje pierwsze świadomie oglądane i sfotografowane srebrzaki.
  33. 14 punktów
    Witam,ponieważ NLC z mojego poprzedniego posta okazały się najlepsze jakie do tej pory zrobiłem,postanowiłem się do nich przyłożyć i lekko je obrobić,tym bardziej , że po raz pierwszy były kolorowe. Obróbka bez ingerencji w kolor. ( oprócz pierwszej fotki ) Mile widziane uwagi co do jakości mojej obróbki.
  34. 13 punktów
    …na przestrzeni dziewięciu dni to znaczy kolejne dwie noce obserwacji pod rząd. Po drugiej nocy ledwo wróciłem do domu. Prawie spałem za kierownicą…ale było warto. Tym razem walczyłem w jedną noc sam z Patrixem, a w drugą dołączył do nas Marek. To były naprawdę pełne uroku noce. Nad nami wspaniale malowała się wstęga Drogi Mlecznej, a czarny pył galaktyczny niczym cienie pająków kłębił się rozcinając ją na wiele części. Całość wrażeń dopełniały słyszane, w tle piękne odgłosy natury tak obecne w tym miejscu i w pełni uzasadnione cykania niczym cykad migawek w lustrzankach łapiących kolejne fotony Obserwacje prowadziliśmy w noc z 26/27 czerwca i 27/28 czerwca. Pomiary SQM-L na Smerekowie Wielkim, w białe noce najczęściej dają wartości w okolicach 21,30 – 21,40 mag/arcsecond² i tym razem było podobnie. Nasza wędrówka rozpoczęła się od gromady kulistej M13, niby standard można pomyśleć, ale skłoniły nas ku temu dwa aspekty. Po pierwsze obecnie M13 przelatuje w zenicie, a po drugie chcieliśmy zobaczyć śmigło. Nigdy wcześniej nie podchodziłem do tego obiektu co okazało się dużym błędem. To taki trochę zapomniany biały kruk w Wielkiej Gromadzie Kulistej Herkulesa chociaż biały to on nie jest Żeby zobaczyć te ciemne pasma warto skorzystać z dużych powiększeń i oczywiście w miarę dużego teleskopu. Podobno niektórym udaje się je zobaczyć w 6 calach, ale nie mieliśmy takiego ze sobą tylko 10 cali, w którym nie stanowiło to większego wyzwania. Śmigło jest widoczne w południowo wschodniej części gromady i wygląda jak litera Y trochę przechylona na lewy bok i dość blisko centrum obiektu. Na początek zaczęliśmy od Panoptica 24mm, który dał powiększenie 52-krotne. Jest to zdecydowanie za mało dla komfortowych obserwacji tego obiektu. Coś tam delikatnie majaczy, a przy zerkaniu jest trochę lepiej. Rozpoczęliśmy więc rozbijanie gromady i podniosłem powiększenie do x138 gdy w wyciągu wylądował Nagler 9mm. Tutaj w zasadzie nie było już żadnych wątpliwości, ale M13 wciąż wołała do mnie, żeby jednak pójść krok, a może nawet dwa kroki dalej. Tak też uczyniłem i kolejno wykorzystałem Pentax XW 7mm, gdzie obiekt zdecydowanie zyskał na uroku, a następnie Nagler 13mm wraz z Powermate 2,5 dając powiększenie x240, a potem Nagler 9mm również z Powermate 2,5 dając powiększenie x347 i tutaj zakończyliśmy szaleństwo dla 10 cali Zdecydowanie najlepiej właśnie w powiększeniu 347-krotnym śmigło budowało swoją potęgę będąc obiektem oczywistym i bezproblemowym, ale dłuższe oglądanie innych obszarów M13 dało wspaniały efekt w postaci dojrzenia większej ilości majaczących ciemnych obszarów. Po zakończeniu obserwacji M13 naszła mnie taka refleksja, że czasem zbyt rzadko poświęcamy obiektom wystarczającą ilość uwagi przez co tracimy ich ulotne piękno, a zaliczamy je po prostu jeden za drugim. Warto dłużej zwiedzać te poszczególne kosmiczne rubieże, żeby odzyskać utracony artyzm obserwacji astronomicznych… Kolejnym obiektem była para NGC 4485 i NGC 4490 (Cocoon Galaxy). Na początku znów poszedł Panoptic 24mm i para ukazała się jako dwie nieduże mgiełki. Następnie w wyciągu wylądował Nagler 9mm, a obydwie zyskały zdecydowanie na wyrazistości przy czym jaśniejsza i większa NGC 4490 rysowała delikatnie różnice w doświetleniu poszczególnych obszarów. Bardzo piękna para galaktyk ustawiona względem siebie pod kątem około 90 stopni naprawdę urzeka charakterystycznym pięknem. Skoro oglądamy tej nocy pary galaktyk to w pobliżu mieliśmy NGC 4618 i jej słabszą sąsiadkę NGC 4625. Znów zaczynamy od powiększenia x52 z wykorzystaniem Panoptica 24mm. Obydwie galaktyki nie stanowią dużego problemu jednak NGC 4625 jawi się jedynie jako delikatna plamka. Krok dalej czyli w wyciągu wędruje Nagler 13mm, a potem Nagler 9mm i duet nabiera uroku, ale trudno o jakiekolwiek szczegóły w tej wielkości lustrze. Postanowiliśmy tej pierwszej nocy pozostać na dłużej w okolicach Psów Gończych czasem przekraczając granice sąsiednich gwiazdozbiorów i udajemy się do M106 tworzącą piękną parę z NGC 4248. Próbując różnych powiększeń znów dochodzimy do wniosku, że Nagler 9mm sprawdzi się tutaj najlepiej. O ile NGC 4248 pozostaje niewyraźną mgiełką o tyle M106 delikatnie rysuje różną intensywność w poszczególnych obszarach. Myślę, że tutaj potrzeba minimum 12-14 calowego lustra, żeby docenić jej piękno. Następnym celem staje się NGC 4449, która okazuje się dość intensywnym obiektem, który nie boi się powiększeń i w Pentaxie 7mm wygląda naprawdę mięsiście Następną parą staje się NGC 4088 i NGC 4085. Niestety żadna z nich nie zdradza swoich struktur, a jedynie pozostają dość jednorodnymi mgiełkami nie mniej jednak warto do nich zajrzeć. Pary i grupy galaktyk zawsze stanowiły dla mnie szczególny rodzaj piękna. To coś na wzór kosmicznych rodzin tańczących razem w przestrzeni. Skoro mamy dwupaki dni i dwupaki galaktyk to zwieńczeniem pierwszej nocy było NGC 5005 i NGC 5033 (Waterbug Galaxy). Wspaniała para z dość wyraźnymi jądrami delikatnie rysująca swe dość zróżnicowane intensywności poszczególnych obszarów. Drugą noc rozpoczęliśmy w Łabędziu, ale nie od mgławic czy planetarek, ale od galaktyki Pod piękną Pętlą Łabędzia kryje się zapomniana przez wielu galaktyka NGC 7013 będąca galaktyką spiralną. Znajduje się w pobliżu dość jasnej gwiazdy 8,5 mag i ma niezbyt dużą wielkość gwiazdową w okolicach 12,9 mag, a powierzchniową 13,74 mag co stanowi pewne wyzwanie dla teleskopu 10 calowego. Odszukanie jej zajęło chwilę, ale warto było ponieważ sprawiała wrażenia jakby delikatnie się zlewającej z pobliską gwiazdą na wzór supernowej. Widok naprawdę warty poświęconych trudów. Następnie odwiedziliśmy Pętlę Łabędzia z filtrem UB, która rysowała się bardzo zjawiskowo, gdy przemierzaliśmy jej poszczególne obszaru prowadząc dobsona niczym statek kosmiczny zatopiony w uroku każdej struktury. Veil potrafi zatrzymać każdego na dłużej zamykając w więzieniu swego piękna. Każda poszczególna struna prowadzi jak przez wrzeciono do kolejnych obszarów…zapomnieliśmy się na dłuższą chwilę tonąc w jego głębi… Czas odzyskać wolność z pomocą Smoka, gdzie głównie spędziliśmy pozostałą część tego wieczoru. Jednym z pierwszych obiektów był triplet Smoka będący tak naprawdę kwintetem jednak najsłabsze składniki wymagają naprawdę dużego lustra ponieważ ich jasność jest w granicach 15mag. Sam triplet jest dość jasny i urokliwy jednak nie ujawnia zbytnich szczegółów w strukturze jedynie zarysy różnicy w intensywności poszczególnych obszarów. To naprawdę ładna grupa galaktyk, która zasługuje na dłuższą chwilę obserwacyjną i dostosowanie powiększeń do aktualnych warunków obserwacyjnych. Skierowaliśmy się następnie do NGC 5987, w której jeżeli dobrze pamiętam na pierwszy plan wybijało się dość jasne jądro skąpane w lekkiej mlecznej poświacie. Nagler 9mm prezentował ją całkiem dobrze chociaż trochę przeszkadzała znajdująca się obok gwiazda 6,45 mag. Warto próbować zostawić ją po za okularem. Kolejnym celem stała się para NGC 5905 i 5908. Para jest niemal tej samej jasności w okolicach 12 mag. To dwie galaktyki spiralne, a jedna z nich ma poprzeczkę. Ponownie Nagler 9mm sprawdził się najlepiej prezentując ich jądra w mlecznym otoczniu. Wybraliśmy się do NGC 5907 + NGC 5906 (Splinter, Galaxy Knife-Edge Galaxy, Cat Scratch Galaxy). Ciekawostką jest, że jest to jedna galaktyka podzielona na dwa obszary przedzielone pyłem. Przypomina trochę Igłę (którą notabene również odwiedziliśmy tej nocy) lub spłaszczone Sombrero. Obiekt ze wszech miar godny polecenia. Następnie odwiedziliśmy przepiękną i bardzo dużą NGC 4236. Był to jeden z najpiękniejszych obiektów tego wieczoru. Galaktyka ma dość niską jasność powierzchniową na poziomie około 15 mag, ale jest 10-tej wielkości gwiazdowej więc jest obiektem bez problemu osiągalnym w niedużej lornetce. Ciężko niestety o jakieś szczegóły powierzchni gdyż jest dość rozproszona. Myślę, że w 14-16 calowym lustrze może doświadczyć wielu przyjemnych wrażeń. Niestety noce obserwacyjne trwają około 2h więc nie pozwalają na zbyt długie oglądanie, a Smok ma naprawdę wiele do zaoferowania. Warto wziąć sobie mapę jednego gwiazdozbioru i poświęcić mu minimum jedną długą noc. Myślę, że każdy gwiazdozbiór zasługuje na minimum jedną noc dogłębnego studiowania ze szczegółową mapą w ręku…to może być wartościowe doświadczenie  Aha jeszcze gdzieś w trakcie wieczoru odwiedziliśmy też Kwintet Stephana (Stephan's Quintet, Hickson 92), który pomimo, iż najlepiej oglądać jesienią udało się odnaleźć w 10 calowym lustrze bez problemu. Na pewno widzieliśmy 3 jaśniejsze składniki, a środkowa para majaczyła jako jeden obiekt. Trzeba będzie wrócić w te okolice jesienią i pobawić się powiększeniami. Zerknęliśmy również na M57, która delikatnie rysowała swoją strukturę przy użyciu Naglera 9mm i Powermate 2,5. Zdecydowanie w tym 347-krotnym powiększeniu nie straciła na świetle, a zyskała na uroku. Pamiętam jak oglądałem ją w 20 calach i 413-krotnym powiększeniu ze wspaniałymi szczegółami przypominającymi Helixa. W zasadzie wydawało się wtedy, że nie ma limitu dla dalszego powiększenia jej, a jedynie możliwości prowadzenia za obiektem. I tak minął nam kolejny dwupak…bardzo udany i pogodny, żegnając nim białe noce wrócimy pełną parą do obserwacji z nowymi siłami na koniec lipca, gdzie w końcu odzyskamy prawdziwą noc… Czystego nieba!
  35. 13 punktów
  36. 13 punktów
    A tak NLC widać ze starych fyrtli wrzeszczańskich. Inaczej mówiąc projekt "NLC w tkance miejskiej".
  37. 13 punktów
    centralna Polska, 3 dni pod rząd zbliżone kadry (te same bele słomy)
  38. 13 punktów
    Nad Poznaniem znów pięknie.
  39. 13 punktów
    Ale wczoraj się działo na niebie ;)
  40. 13 punktów
    Tym razem (21.06.) obłoki zaszalały niezwykłym zabarwieniem w kolorze... czerwieni! W okolicach Torunia wieczór był pochmurny po ulewnym froncie - rozchmurzyło się na dobre dopiero krótko przed północą, kiedy "srebrzaki" wisiały już niziutko nad pn-zach horyzontem. Były wyjątkowo jasne, a tak niecodzienny ich kolor widziałem po raz pierwszy w życiu (NLC śledzę od ponad 30 lat). Efekt "nałożenia się" resztek deszczowego frontu czy zwiększonej obecności cząstek żelaza w obszarze występowania Obłoków Srebrzystych...?
  41. 12 punktów
    I moje kilka zdjęć robionych między chmurami. ED 102/714 + Canon 550D.
  42. 12 punktów
  43. 12 punktów
    Kolego mikro-kosmos, pozwolę się odnieść do całej twojej ostatniej twórczości: spotykasz się z coraz większym lekceważeniem naszej społeczności i wiedz, że uczciwie na to lekceważenie zapracowałeś. Czym? Na przykład ignorowaniem rozmówców. Ile razy konkretnie odnosiłeś się do pytań zadanych przez kolegów? Ile razy zaglądałeś do materiałów linkowanych w odpowiedziach kolegów? Wcale lub niemal wcale - tyle przynajmniej wynika z lektury dyskusji z Tobą. Skoro więc olewasz rozmówców, to czemu się dziwisz, że jesteś traktowany zgodnie z zasadą wzajemności? Grzeczny ton twoich wypowiedzi nie zamaskuje faktu, że głos twoich rozmówców zwyczajnie olewasz ciepłym moczem. Zwrotka w takich sytuacjach jest nieunikniona. Metody dyskusji również masz de facto prymitywne: "just asking questions", flooding i inne zachowania typowe dla trolli. Oczekujesz szacunku czy poważnego traktowania? No sorry. Teraz jeszcze wyjeżdżasz z chemtrailsami, co pokazuje jak idiotyczne masz podejście do rzeczywistości. Co dalej? Płaska ziemia? Jerzy Zięba i antyszczepionkowcy? A może ufo rozbiło się w Wąchocku? Temat wątku został zmieniony, żeby wchodzący w temat od razu wiedzieli, z kim i czym mają do czynienia. Uwierz mi, w każdy początek wakacji trafia się ktoś, kto myśli że oto dowiedział się z jutuba jak działa świat. Może to urazi twoje ego, ale jesteś zaledwie kolejną osobą w naszej niezbyt chlubnej galerii osobliwych gości-meteorów (tak tak, chwilę poświecisz i zaraz zgaśniesz i większość osób zapomni o tych pierdoletach). Moja cierpliwość już się kończy. Dodaj do tego bardzo przejrzysty panel moderatora i banalnie prostą opcję "ban". Jeśli interesujesz się światem i zadajesz pytania - to super, naprawdę. Szkoda tylko, że szukasz odpowiedzi po rynsztokach. Nadrób zaległości wiedzy i porzuć teorie spiskowe. Albo idź być debilem gdzie indziej. PS klik i klik - doczytaj i nie pitol już więcej, bo to tylko świadczy o skrajnej ignorancji.
  44. 12 punktów
    Na północy jest zorza no i srebrzaki i pewnie też inne atrakcje… Generalnie oczywiście nie tylko na Smerekowie astromaniacy południowi biorą mini rewanż na tych z północy Polski za powyższe atrakcje o tej porze roku, w większości przypadków niedostępne dla nas Ale, ale do rzeczy…to były dwie całkiem dobre noce obserwacyjne, a seeing dość udany. Pomiary SQM-L jak na ten okres obserwacyjny wykazały w pierwszą noc z 26/27 czerwca w najlepszym okresie wartości w granicach 21,40 do 21, 49 mag/arcsecond² natomiast drugiej nocy z 27/28 czerwca wahały się w przedziale 21,35 do 21,39 mag/arcsecond². Zatem te białe noce nie wypadają tutaj najgorzej chociaż zgodnie z LP Map niebo, w tym miejscu ma potencjał 21,60 mag/arcsecond², a pamiętam noc gdy pomiary wskazywały wielokrotnie powyżej tej wartości, żeby osiągnąć w kulminacyjnym momencie 21,71 mag/arcsecond². Ze względu na środek tygodnia to pierwszej nocy byliśmy w trójkę, a drugiej tylko w dwóch. Efektywne obserwacje oczywiście zaczynały się po północy i kończyły przed drugą w nocy jednak każdego wieczoru przyjeżdżaliśmy wcześniej by po majowej fatalnej pogodzie móc na spokojnie się spotkać i porozmawiać w blasku Jowisza i wstającego później Saturna, a także podziwiać piękno gór. Walczyliśmy głównie Syntą Flex 10. Po wieloletnich doświadczeniach i wymianach sprzętu jest to dla mnie maksymalna wielkość lustra jaką mogę przetransportować z bloku schodząc z drugiego piętra i idąc z nim 100 metrów do parkingu podczas jednego spaceru z walizką pełną akcesoriów na plecach. 14 cali wymagało ode mnie 3-ch takich spacerów co zwłaszcza po powrocie z obserwacji nad ranem było męczące, a nie chciałem ryzykować zostawienia teleskopu w aucie, aż odeśpię. Flex 10 to kawał dobrego sprzętu dobrze trzymającego kolimację i dającego naprawdę niezłe możliwości obserwacyjne. Po ustawieniu kolimacji w domu przed wyjazdem, przez dwa dni transportu nie wymagała poprawek. Teleskop przeszedł małą modyfikację poprzez dodanie z dołu po bokach w dobsonie dwóch metalowych rączek made in Jula w celu poprawy możliwości transportowych . Dzięki temu usprawnieniu zabieram go na raz bez zdejmowania tuby z dobsona. Jeszcze nie sprawdziłem czy cały wchodzi do bagażnika bo wrzucałem, go na tylne siedzenie (8 cali flex się mieścił w całości w bagażniku bez zdejmowania z Dobsona) ale i tak nie sprawia problemów transportowych. Podczas obserwacji dodatkowo mieliśmy trochę sprzętu foto i trzy lornetki czyli Krzyśka z made in AliExpress 8x42, mojego SkyMastera 15x70 oraz Patryka Helios 25x100 o ile dobrze pamiętam. Zanim zapadła noc rozstawiliśmy sprzęt, żeby się chłodził i gdy zaczęło zmierzchać byliśmy świadkami niesamowitego spektaklu. Od dzieciństwa czegoś takiego nie widziałem! Ogrom świetlików przelatywał wśród nas pomiędzy sprzętem, samochodami, siadał wokoło na łące. Fascynujące zjawisko trwało dłużej niż pół godziny oczywiście z różnym natężeniem, ale momentami kumulowały się na niewielkim obszarze w grupy składające się z co najmniej kilkunastu osobników. Wspaniały spektakl przyrody wynagradzał wszystkie trudy nie przespanej nocy. Dosłownie chodziliśmy po łące podziwiając ich piękno. Sprawiały wrażenie jakby gwiazdy zstąpiły pomiędzy nas…to był spacer wśród gwiazd!!! Gdy świetliki zakończyły swój nocny taniec i zapadała noc to przez obydwie noce od początku do końca obserwacji towarzyszył nam śpiew derkacza. Kilka godzin przez całą jedną i długą noc z przerwami nie dłuższymi niż na kilka sekund, niezmordowany derkacz raczył nas swoim koncertem. Wreszcie zapadła noc i mogliśmy rozpocząć obserwacje. Na początku jak zwykle przy testowaniu nowego sprzętu trzeba sprawdzić, czy standardy są na miejscu czyli uderzyliśmy w M13, która w Pentaxie XW 7mm i powiększeniu x178 prezentowała się fantastycznie. Flex 10 pod dobrym niebem potrafi pokazać pazur. W tym samym okularze sprawdziliśmy M27 i M57, które aż prosiły się o duże powiększenia tylko zyskując na szczegółowości i pięknie. Veila zwiedziliśmy w Panopticu 24mm i powiększeniu x52 wraz z filtrem UB chociaż i bez filtra był dostrzegalny bez zerkania nawet w lornetce 15x70 nie sprawiając problemu (w mniejszej nie sprawdziłem) natomiast w teleskopie wspaniale budował swoją „wrzecionowatą” strukturę. Podchodziłem do teleskopu kilkakrotnie, żeby móc uszczknąć jak najwięcej z jego piękna. Królowa Andromeda wraz z towarzyszkami również nie została zapomniana i dłuższą chwilę poświęciłem jednej z moich ulubienic, a mianowicie M110 przypominającej „Cygaro”. A skoro o nim mowa to również nie zostało zapomniane i w Naglerze 9mm i powiększeniu x138 wspaniale widoczne przecięcie i „kłębiasta” struktura. Zahaczyliśmy na chwilę o sąsiednią M81 i NGC 3077 oraz szalone wiry M51, które w 10 calach wyglądały zjawiskowo. Następnie padło na Wiatraczek i to był ten obiekt, w którym szczególnie było widać, że to białe noce i nie 14 cali… Krótki ukłon złożyliśmy też M15, która w 24mm wyglądała pięknie ze swoim mocno skondensowanym jądrem, ale i rozbita w 7mm dawała fantastyczne doznania. Przewędrowaliśmy przez szereg gromad rozpoczynając od Dzikiej Kaczki i zwiedzając Tarczę, Orła i Wężownika by zacząć schylać się ku południowym krańcom nieba do M6 i M7. A właśnie południe jest w Smerekowie bardzo przyzwoite. Droga mleczna buduje się od samego horyzontu, a deklinacja sięgała poniżej -37 stopni gdy podziwialiśmy wstającą nad drzewami gwiazdę Shaula. Podziwialiśmy kilka południowych kulek takich jak M22, M28, M19, M62, M54, M69, M70, M4, M80 i jeszcze kilka innych. Następnie założyliśmy filtr UB i oddaliśmy się pięknu Laguny, Omegi i Orła. Różnica w stosunku do braku filtra robiła ogromne wrażenie, ale najbardziej swym pięknem zaskoczyła mnie Trójlistna Kończyna, która szczególnie efektownie prezentowała się po zmianie powiększenia z x52 na x138. Jedyne czego jej brakowało to kolorów z astrofotografii, ale za to pięknie prezentowały się pasma pyłu pomiędzy i w poszczególnych jej obszarach. Dla mnie była Queen of the night Gdzieś tam w środku nocy odwiedziliśmy Ceres, Pacmana, Amerykę, M5, E.T., M71, M92 i kilka innych, ale skupialiśmy się właśnie na skarbach południowego horyzontu. Przez całą noc towarzyszący nam Jowisz i Saturn byli co kilka chwil raczeni naszą uwagą. Bez problemu widoczna przerwa Cassiniego i dwa-trzy pasma w atmosferze Saturna przywoływały w umyśle zdjęcia uzupełniając widok wyobraźnią. Oczywiście Jowisz również zapierał dech odkrywając kilka pasm atmosfery prezentując ich nieregularność i zarys budowy. W lornetkach ustrzeliliśmy też kilka ciemnych Barnardów i wiele ze wspomnianych wcześniej w teleskopie DS-ów…jednak chyba i tak trochę wygrały świetliki…
  45. 11 punktów
    Tak mi się chudzina wmontował w panoramkę. Nawet trochę światła popielatego się załapało.
  46. 11 punktów
    W końcu, po prawie dwumiesięcznej przerwie, udało mi się wybrać na dwugodzinne obserwacje na moją najlepszą miejscówkę w Podłaziu k/Kielc. Niebo dopisało, dobra przejrzystość, SQM-L po północy wskazywał 20.94 mag/s2, po godzinie było jeszcze lepiej, 21.01 mag/s2. W użyciu był atlas Interstellarum oraz lorneta Miyauchi BR-141, szansę na pokazanie czegoś ciekawego na niebie dostała każda z par okularów (25x, 33x, 45x). A co obserwowałem? Poniżej fragmenty zapisków. Sesja 547. 02.07.2019 2320-0120. [...] Ponieważ ładnie wyglądały południowe fragmenty nieba, zrobiłem na rozgrzewkę szybką przebieżkę po jasnych DS-ach w Skorpionie i Strzelcu. Z okularami 45x namierzyłem M4 (widoczne pojedyncze gwiazdki) z sąsiednią bladą NGC 6144, M80, M62, M19, M6, M7 (niziutko, w polu widzenia lornety majaczyły źdźbła wysokich traw). Następnie skierowałem się ko Wężowi, by zapolować na najnowszy Obiekt Tygodnia, czyli gromadę kulistą Palomar 7 (IC 1276). Udało się zobaczyć blady, okrągły i dość spory duszek we właściwym miejscu. Po sąsiedzku wyłapałem jeszcze dwie "kulki" - bladą i dość dużą NGC 6539 oraz mniejszą i sporo łatwiejszą (mimo niższej jasności wizualnej) NGC 6517. Jeden Palomar to za mało, więc szybciutko przeskoczyłem do Strzelca, gdzie wyłapałem Palomara 8 (ok. 11 mag; 13.6') jako blade kółko, widoczne bez problemu na wprost. Do tego dołożyłem Palomara 9 (NGC 6717), który jest bardzo łatwy - widoczny jako wyraźna, jasna, mała kulka tuż pod jasną, żółtą gwiazdą. Pozostałem chwilkę dłużej w tej okolicy, wyłapałem niewielką gromadę otwartą NGC 6716 (7.5 mag; 10') a w niej kilkanaście słabych gwiazd. W pobliżu świeci dość słaba, ale wyraźna gromada kulista NGC 6440 (9.3 mag; 4.4') i w tym samym polu widzenia słynna mgławica planetarna NGC 6445 (11.2 mag; 0.7') znana również jako "The Box Nebula". W powiększeniu 45x to wyraźnie niegwiazdowa, dość blada mgiełka. Świetnie reaguje na filtry NBP DGM Optics (przepuszczają zakres OIII), po włożeniu okularów 33x uzbrojonych w owe filtry mgławiczka wyraźnie pojaśniała. Na pożegnanie z tym fragmentem nieba spojrzałem na dwie gromady otwarte: NGC 6507 (7', dość duże zgrupowanie słabych gwiazd) oraz podobnie prezentującą się NGC 6469 (8.2 mag; 8'). Gwiazda Barnarda - każdy z nas słyszał tę nazwę. To czerwony karzeł, leżący ok. 6 lat świetlnych od Ziemi i znany z tego, że na niebie szybko się przemieszcza. Każdy słyszał, ale ilu z Was faktycznie widziało (zidentyfikowało) Gwiazdę Barnarda na niebie? Ja też nie, więc postanowiłem zmienić ten stan rzeczy i posiłkując się dokładną mapką zamieszczoną na stronie 149 "Cosmic Challenge" Phila Harringtona namierzyłem ją bez problemu. Star hopping jest prosty. Wystarczy skierować lornetę na gwiazdę 66 Oph (która jest punktem odniesienia na ww mapce), następnie odszukać charakterystyczny asteryzm "grot strzały" ("the arrow head"), a ten mniej więcej pokazuje na najbliższe sąsiedztwo Gwiazdy Barnarda. A że w sąsiedztwie są tylko słabizny, podczas gdy nasza bohaterka świeci z jasnością ok.9.5 mag, identyfikacja jest formalnością. Co ciekawe, nie dopatrzyłem się czerwonego koloru. W pobliżu udało mi się jeszcze wyłapać dwie słabe galaktyki: NGC 6509 (12.5 mag, SB 13.1 mag; 1.6'x1.2', zerkaniem, ukośna smużka, trudna) oraz NGC 6384 (10.4 mag, SB 13.8 mag; 6.2'x4.1', duże, blade kółko, lekko jaśniejsze w centrum). Tak, tak - nawet w letnie noce lorneta 141mm jest w stanie pokazać galaktykę 12.5 mag 🙂 Zaliczyłem Gwiazdę Barnarda, to może spojrzeć po raz kolejny na Galaktykę Barnarda? Czemu nie? Szybko namierzyłem w szukaczu pogranicze Orła i Strzelca, gdzie świeci NGC 6822. W powiększeniu 45x to bardzo słaby, okrągły i spory duszek. Ładniej pokazały go okulary 33x. Zaliczyłem Gwiazdę Barnarda, Galaktykę Barnarda, to może spojrzeć po raz kolejny na ciemne mgławice "E Barnarda"? Czemu nie? Szybko zmieniłem okulary na 25x (pole 1.8 stopnia), namierzyłem biało-żółtego Altaira, a w pobliżu... O matko, ale pięknie! Czemu ja wcześniej nie spoglądałem na "E" z tymi okularami? Cudowny widok, ciemne smugi przecinają mrowie gwiazd, "E" jak na dłoni ze sporym zapasem nieba wokół! Można powiedzieć, że tej nocy na nowo odkryłem okulary 25x, traktowane póki co trochę po macoszemu. Oprócz "E" pięknie pokazały M31 z sąsiadkami (mimo niskiego położenia), Chichotki i przede wszystkim Obłok Gwiazdowy w Strzelcu (M24). Gdybym tak mógł je sprawdzić pod naprawdę ciemnym niebem... Resztę sesji poświęciłem na przyjemności. Okulary 33x wyposażone w filtry NBP pokazały świecące na czarnym tle nieba M16, M17, M8, M20, M27 (z wyraźnie zielonkawym kolorem), Veila (oba fragmenty i Trójkąt Pickeringa) i znalezionego z pamięci Crescenta. A na sam koniec okulary 45x rozbiły na pojedyncze gwiazdki M13, M92, śliczną M22, jasną M15. Saturn z pierścieniami oraz Jowisz z kompletem księżyców galileuszowych i dwoma głównymi pasami na tarczy również prezentowały się ślicznie. Było chłodno (11st), ale nie było rosy i nie cięły komary. Tak powinny wyglądać letnie noce. Czystego nieba! Paweł
  47. 11 punktów
    Dzisiejszy wschód przed jutrzejszym pełnym zaćmieniem - szkoda że nie u nas !
  48. 11 punktów
    Znalazłem trochę czasu aby zabrać się za zaległe fotki. Na warsztat wziąłem Łańcuch Markariana który nie jest jakiś nadzwyczajny jeśli chodzi o kolorystykę ale sam fakt ułożenia galaktyk przykuwa uwagę, więc warto go mieć w swojej kolekcji. Łańcuch Markariana są to galaktyki należące do Gromady w Pannie odległej od nas o około 50 milionów lat świetlnych w skład której wchodzi 2000 galaktyk. Nazwa nawiązuje do widocznego z Ziemi ułożenia poszczególnych galaktyk na zakrzywionej linii. Został on odkryty przez ormiańskiego astrofizyka Beniamina Markariana w połowie lat 70. XX wieku. Główne galaktyki należące do łańcucha to M84, M86 które są największymi eliptycznymi galaktykami tego ciągu, NGC 4477, NGC 4473, NGC 4461, NGC 4458, oraz zdeformowana NGC 4438 i mniejsza NGC 4435, które tworzą parę nazwaną często jako Oczy. Deformacja nastąpiła około 100 milionów lat temu poprzez zbliżenie się obu galaktyk do siebie. Co najmniej siedem galaktyk porusza się w sposób spójny, lecz inne wydają się być nałożone w łańcuch przez przypadek. W tle widać bardzo dużą liczbę galaktyk tej gromady. Materiał zbierany zdalnie Refraktorem TSAPO130 i kamerą QHY 163M w ilości 5 godz. Luminancji i 3 godz. RGB.
  49. 11 punktów
    Ja z kolei mam na dysku wczesniejsze obłoki z 17 i 18 czerwca:
  50. 11 punktów
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)