Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    23611
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    56

Ostatnia wygrana Paweł Baran w dniu 25 Lipca

Użytkownicy przyznają Paweł Baran punkty reputacji!

5 obserwujących

O Paweł Baran

  • Urodziny 20.06.1975

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    PRZYSIETNICA . PTMA Warszawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    PRZYSIETNICA

Ostatnie wizyty

11872 wyświetleń profilu

Paweł Baran's Achievements

Słońce

Słońce (14/14)

  • Reacting Well Rare
  • First Post
  • Posting Machine Rare
  • Collaborator
  • Conversation Starter

Recent Badges

4,3 tyś

Reputacja

  1. Rządowa ofensywa kosmiczna 2021-08-05. Maciej Blacha Rok 2021 obfituje w nowości, jakie serwuje nam rząd w związku z planami rozwoju rodzimego sektora kosmicznego. Zmiany, jakie zachodzą pozwalają nawet optymistycznie założyć, że rządzący dostrzegli, że kosmos jest bliżej niż do tej pory myśleli. Satelitarny System Obserwacji Ziemi 27 stycznia w Jasionce na Podkarpaciu przedstawiciele Samorządu Województwa Podkarpackiego, polskiego operatora telekomunikacyjnego EXATEL, Politechniki Rzeszowskiej oraz Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu podpisali list intencyjny w sprawie powołania klastra kosmicznego. W wydarzeniu brali także udział przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej (MON) oraz Ministerstwa Aktywów Państwowych. W trakcie wydarzenia ogłoszono również rozpoczęcie prac nad Satelitarnym Systemem Obserwacji Ziemi. Swoje zaangażowanie zapowiedział MON, jako jednej z głównych beneficjentów technologii. Projekt finansowany miałby być w głównej mierze ze środków pochodzących z Krajowego Programu Odbudowy (KPO). W maju kierownictwo spółki Exatel, w całości kontrolowanej przez Skarb Państwa, podczas ogłaszania wyników finansowych za poprzedni rok, zapowiedziało utworzenie do 2026 roku konstelacji 6 mikrosatelitów (masa do 100 kg). Pierwszy obiekt miałby być umieszczony na orbicie już w 2023 roku. Instrumenty mają zapewnić obraz zarówno w paśmie widzialnym, podczerwieni, jak i w radarowym (SAR). Cały projekt ma kosztować prawie 700 mld PLN i ma być finansowany głównie ze środków KPO. Za cel długoterminowy, Exatel wyznaczył sobie umieszczenie swojego satelity telekomunikacyjnego na orbicie geostacjonarnej. Polsa – Nowe logo, prezes i statut Polska Agencja Kosmiczna przyzwyczaiła nas do ciągłych zmian. Ten rok nie należał do wyjątkowych. Najpierw 18 lutego po trzech miesiącach bezkrólewia na prezesa POLSA powołany został prof. dr hab. Grzegorz Wrochna. Kilka tygodni później stare logo agencji zastąpiony nowym. Bez oceniania estetyki nowego znaku, zdaniem autora można przyjąć, że ostatecznie była to dobra decyzja biorąc pod uwagę kontrowersje jakie narosły przy wyborze poprzedniego. To nie był jednak koniec nowości. 21 lipca opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii (MRPiT) w sprawie statusu POLSA. Zmiany motywowane zostały niedostosowaniem statutu do nowelizowanej ustawy o POLSA, której przepisy weszły w życie w 2020 roku. Zgodnie z projektem prezes PAK, kieruje agencją przy pomocy nie więcej niż dwóch wiceprezesów. W przeciwieństwie do wcześniejszych przepisów nie będą oni mieli przypisanych kompetencji ani podporządkowanych sobie struktur wewnątrz agencji. W projekcie statutu na nowo określona została struktura organizacyjna PAK. Wydzielone zostały następujące komórki organizacyjne: • Departament Strategii i Współpracy Międzynarodowej; • Departament Badań i Innowacji; • Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego; • Departament Obserwacji Ziemi; • Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej; • Departament Informacji i Promocji; • Biuro Organizacyjne. Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego, Departament Obserwacji Ziemi i Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej mają realizować zadania związane m.in. z potrzebami administracji publicznej w zakresie technologii satelitarnych oraz zwiększenia konkurencyjności polskiego przemysłu i rozwinięcia jego kompetencji. Nowy statut zakłada również możliwość powoływania zespołów zadaniowych oraz tworzenia zakładów i laboratoriów. Rozporządzenie o statusie POLSA należy rozpatrywać w powiązaniu z dokumentem, który ujrzał światło dzienne następnego dnia. Krajowy Program Kosmiczny (wersja 0.8) Próby uchwalenia KPK trwają od 2017 roku. Wszystkie kolejne wersje były odrzucane w trakcie procedowania. Ostatnia wersja stworzona przez PAK odrzucona została przez Ministerstwo Rozwoju w zeszłym roku. I to właśnie ta instytucja wzięła na siebie odpowiedzialność za dalsze prace nad projektem. Projekt Krajowego Programu Kosmicznego, jeśli zostanie uchwalony stanie się rządowym programem wieloletnim. Oznacza to w skrócie, możliwość finansowanie jego zadań bezpośrednio z budżetu państwa i środków UE. Wersja 0.8 stawia przed sobą takie cele jak: 1) rozbudowa kompetencji i zwiększenie konkurencyjności polskiego sektora kosmicznego; 2) zwiększenie wykorzystania danych satelitarnych przez administrację, naukę, przemysł i społeczeństwo; 3) wykorzystanie technologii satelitarnych do zwiększenia bezpieczeństwa i obronności kraju. Cele mają zostać osiągnięte przez interwencje w obszarach określonych jako priorytetowe. Priorytet I: Budowa zdolności konstruowania i wynoszenia obiektów kosmicznych (realizacja celu 1) Priorytet II: Budowa Systemu Satelitarnej Obserwacji Ziemi MikroGlob (realizacja celu 2 i 3 KPK) Priorytet III: Budowa Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej (NSIS) (realizacja celu 2 KPK) Priorytet IV: Rozbudowa Narodowego System Bezpieczeństwa Kosmicznego (cel 3 KPK) Koordynacją „potrzeb i planów” resortów, środowisk akademickich i przedsiębiorców, ma zająć się PAK. Zmiana statusu agencji wydaje się bezpośrednio wynikać z potrzeb realizacji priorytetów zawartych w KPK. Nowo powstałe departamenty odpowiadają obszarom, na które projekt stawia szczególny nacisk. W projekcie zawarto również bardzo interesujące ogólne informacje o polskim sektorze kosmicznym z perspektywy programu Polish Industry Incentive Scheme (link). Zgodnie z planami Ministerstwa Rozwoju w ramach realizacji Priorytetu I, środki przeznaczone będą na wsparcie badań naukowych, kształcenie kadry, inkubacje startupów, umieszczenie polskiego transpondera na orbicie geostacjonarnej, rozwój technologii rakietowych, a także co ciekawe przeprowadzenie narodowej badawczej misji kosmicznej. W ramach realizacji priorytetu planowane jest zwiększenie składki na programy opcjonalne ESA. Budżet na jego realizacje opiewa na kwotę 983 mln PLN. Priorytet II zakłada utworzenie systemu obserwacji satelitarnej MikroGlob. Zadania postawione w KPK zasadniczo pokrywają się z planami, jakie w maju ogłosił Exatel. Obejmują utworzenie konstelacji mikrosatelitów obserwacyjnych, w tym jednego w technologii SAR. Nowością jest opcjonalne wyniesienie satelity z ładunkiem naukowym lub środowiskowym. Środki w wysokości 1 032,15 mln PLN mają pochodzić z KPO i budżetu państwa W Priorytecie III KPK skupia się na stworzeniu systemu obsługi danych satelitarnych. Celem jest dostarczenie serwisów monitoringowych, informacji, narzędzi analitycznych i usług dla administracji publicznej i podmiotów prywatnych. Dane satelitarne pozyskiwane mają być w ramach programu Copernicus, a po rozwinięciu zdolności z priorytetu II, również za pomocą własnych instrumentów. Budżet na realizacje wynosi 281,36 mln PLN Priorytet IV skupia się na bezpieczeństwie. W jego ramach przewiduje się rozwój: Sieci naziemnych i kosmicznych sensorów optycznych obserwacji przestrzeni kosmicznej w tym sensorów laserowych; komponentów sensorycznych pogody kosmicznej; komponentów naziemnej radarowej sieci sensorycznej w tym radaru. Planowany budżet to 272 mln PLN. Projekt KPK do 16 sierpnia pozostaje w konsultacjach społecznych. Podsumowanie W ostatnich działaniach strony rządowej można doszukiwać się oznak pewnej zmiany mentalnej jaka zaszła u naszych decydentów. Podpisania listu intencyjnego w obecności przedstawicieli rządowych, jak i późniejsze plany rozwoju konstelacji Exatela we współpracy z MON, czy ostatecznie zmiana statusu POLSA i projekt nowego KPK, sprawiają wrażenie, że rządzący zaczynają dostrzegać, potencjał drzemiący w tym sektorze. Z informacji otrzymanych od Ministerstwa Rozwoju wynika, że prowadzone są również prace na ustawą regulującą działalność kosmiczną, która ma także zawierać przepisy dotyczące rejestracji obiektów kosmicznych. Projekt ma zostać opublikowany jesienią bieżącego roku. Zmiany prawne to jedno inną kwestią jest już sama ich ocena. W KPK możemy znaleźć kilka zapisów, które mogą rodzić pytania, co najmniej o ich sensowność. Choćby plany rozwijania zdolności wynoszenia rakiet suborbitalnych z terytorium Polski. Miejscem wynoszenie najprawdopodobniej byłby poligon wojskowym w Ustce. Abstrahując od aspektów technicznych takiego przedsięwzięcia, jednym z powodów rozwinięcia tych zdolności ma być aspekt ekologiczny, ponieważ „umożliwienie lotów z Polski wyeliminuje ślad węglowy związany z transportem systemów rakietowych np. do Skandynawii”. Jako alternatywne rozwiązanie zaproponowano Airlaunch, czyli technologie startu rakiety przytwierdzonej wcześniej do samolotu. Nie podano jednak budżetu, jaki miałby zostać na to przeznaczony. Pytań jest oczywiście więcej, a projekt KPK nie został jeszcze przyjęty i przechodzi przez etap konsultacji społecznych. W obliczu zmian prawnych i w odpowiedzi na potrzeby, przed jakimi stoi sektor kosmiczny w Polsce, redakcja Kosmonauty przygotowała ankietę zaadresowaną do podmiotów zainteresowanych rozwojem tego sektora. Zebrane wnioski z przeprowadzonego badania zostaną opublikowane na portalu. (Link do ankiety) (MB) Grzegorz Wrochna prezes POLSA – Credits – Ministerstwo Rozwoju https://kosmonauta.net/2021/08/rzadowa-ofensywa-kosmiczna/
  2. Fabryka Elona Muska to istne cacko. Blednie przy niej kino science-fiction 2021-08-05. Radek Kosarzycki Już od dłuższego czasu wieści z frontu rozwoju Starshipa przycichły. Nie ma żadnych kolejnych startów, lądowań czy eksplozji. Jeżeli jednak myślicie, że SpaceX wyhamował, to jesteście w ogromnym błędzie. Przez pierwszą połowę roku mogliśmy się co chwilę cieszyć kolejnymi próbami startu i lądowania podejmowanymi przez kolejne prototypy Starshipa — nowej, wielkiej rakiety rozwijanej przez SpaceX. Wszystko skończyło się, jak ręką odjął, 6 maja 2021 r., kiedy prototyp o oznaczeniu SN15 wystartował, wzbił się na 10 km, a następnie bezpiecznie wylądował. Początkowo byłem przekonany, że po takim sukcesie częstotliwość startów wzrośnie i Starship będzie osiągał tylko coraz to większe wysokości. Tymczasem od tego lądowania startu nie było żadnego. Elon Musk chce Starshipa na orbitę Jak się okazało w kolejnych tygodniach, firma zdecydowała, że skoro udało się wylądować, to znaczy, że najwyższa pora przejść do kolejnego zadania. Teraz trzeba zrobić wszystko, aby Starship trafił na orbitę. Sama pięćdziesięciometrowa rakieta jednak na orbitę się nie wyniesie, bo potrzebuje do tego pierwszego stopnia rakiety. W tym przypadku pierwszym stopniem będzie siedemdziesięciometrowy Super Heavy, który jest większą wersją Falcona 9 - rakiety, która wynosi satelity na orbitę i astronautów na pokład stacji kosmicznej. Aby jednak skorzystać z Super Heavy, Elon Musk musiał wybudować najpierw potężną wieżę, przy której na wysokim na 70 m silosie, będzie mógł za pomocą dźwigów stawiać 50-metrowego Starshipa. Wieża powstawała w iście kosmicznym tempie, co zresztą było bezustannie relacjonowane przez wielu jutuberów, którzy prowadzą kanały zasadniczo poświęcone tylko śledzeniu postępów prac w należącym do SpaceX kompleksie Boca Chica. Montujemy silniki Pierwsze dni sierpnia to już jednak istny galop w wykonaniu SpaceX. Inżynierowie pracują zasadniczo 24 godziny na dobę, jakby starali się jak najszybciej wysłać Starshipa na orbitę. Dwa dni temu, w ciągu zaledwie 24 godzin do kompleksu dotarło 29 silników Raptor, które będą odpowiadały za wyniesienie zestawu Starship Super Heavy w pierwszej części lotu na orbitę. Co więcej, w tym samym czasie wszystkie silniki niemalże na bieżąco zainstalowano na Super Heavy. Dzisiaj natomiast Elon Musk opublikował w sieci zdjęcie pokazujące, że także sześć silników, które po odłączeniu Super Heavy pozwolą Starshipowi dotrzeć na orbitę okołoziemską, jest już na swoim miejscu. O Elonie Musku i SpaceX można mieć bardzo różne zdanie, bowiem jest to firma i postać bardzo polaryzująca. Jednak trzeba przyznać, że absolutnie żadna firma nie jest w stanie działać w takim tempie i osiągać takie spektakularne rezultaty. Warto także już przy okazji obejrzeć pierwszą część relacji wycieczki po kompleksie Boca Chica z Elonem Muskiem, zrealizowanej przez amerykańskiego jutubera Everyday Astronaut. Pomijając już fakt, że na nagraniu można zobaczyć prawdziwą skalę komponentów Super Heavy czy Starshipa, to można też zobaczyć, w jaki sposób działa Elon Musk. Jeżeli podczas oprowadzania jutubera po swojej fabryce, Elon jest w stanie wpaść na pomysł jakiejś modyfikacji, którą warto wprowadzić w powstającej już rakiecie… naprawdę robi wrażenie. Warto jednak pamiętać, że zanim Starship wzniesie się w powietrze, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) musi wydać na to zezwolenie, a to raczej szybko się nie stanie. Z drugiej strony, już kilka miesięcy temu Gwynne Shotwell, prezes SpaceX przekonywała, że Starship trafi na orbitę jeszcze w tym roku, a być może w sierpniu. Cóż, nie dałbym sobie ręki uciąć, że SpaceX nie dopnie swego. Zdjęcie główne: Elon Musk/Twitter Starship | SN15 | High-Altitude Flight Test https://www.youtube.com/watch?v=z9eoubnO-pE Super Heavy + Starship Starbase Factory Tour with Elon Musk [Part 1] https://www.youtube.com/watch?v=t705r8ICkRw https://spidersweb.pl/2021/08/spacex-starship-boca-chica.html
  3. Gdzie te eksplozje z tych dawnych lat? Spitzer spojrzał w kosmos i już wie 2021-08-04. Radek Kosarzycki Masywne gwiazdy żyją stosunkowo krótko (im masywniejsze, tym krócej), a swoje życie kończą w spektakularnych eksplozjach supernowych. Liczba takich eksplozji we wszechświecie zgadza się z przewidywaniami teoretycznymi. Problem jednak w tym, że bardzo daleko we wczesnym wszechświecie jest ich zaskakująco mało. Teraz naukowcy odkryli, dlaczego tak mogło nam się wydawać. Jakby nie patrzeć supernowe w danych astronomicznych stosunkowo łatwo dostrzec. Przez ten jeden moment, w maksimum eksplozji umierająca gwiazda świeci jaśniej niż cała galaktyka, w której się znajduje. Dlatego też, jako jedne z najjaśniejszych eksplozji we wszechświecie, są stosunkowo łatwe do dostrzeżenia. A co się działo w przeszłości? Masywne gwiazdy żyją bardzo krótko, niektóre zaledwie po kilkadziesiąt milionów gwiazd, a więc do takich samych eksplozji powinno w przeszłości dochodzić równie często co obecnie. Dane obserwacyjne wskazują jednak coś innego. Liczba supernowych obserwowanych współcześnie zgadza się z teorią, ale już we wczesnym wszechświecie astronomowie obserwowali ich znacznie mniej, niż się spodziewali. W ramach najnowszych badań jednak naukowcy postanowili sprawdzić, jak wyglądają odległe galaktyki w danych z teleskopu kosmicznego Spitzer. Spitzer był teleskopem, który obserwował wszechświat w podczerwieni. To właśnie ten zakres promieniowania pozwolił rozwiązać zagadkę brakujących supernowych. Spitzer rozwiązuje zagadkę Kiedy teleskopy badające wszechświat w zakresie widzialnym patrzą na gęste obłoki pyłowo-gazowe, widzą fantazyjne kłęby gazu i pyłu, skrywające w swoich wnętrzach np. formujące się dopiero gwiazdy. Samych gwiazd jednak w zakresie widzialnym nie widać, bo przesłania je nieprzezroczysty pył i gaz. W takich sytuacjach korzysta się właśnie z teleskopów podczerwonych. W tym zakresie promieniowania pył staje się przezroczysty, dzięki czemu astronomowie mogą zaglądać do środka takich obłoków protogwiazdowych i badać znajdujące się w nich obiekty. Tak samo dane ze Spitzera pozwoliły ustalić, że we wczesnym wszechświecie supernowych było dokładnie tyle, ile przewidzieli naukowcy. Problem polegał jednak na tym, że we wczesnym wszechświecie galaktyki pełne były gazu i pyłu, z którego dopiero formowały się gwiazdy w procesach gwiazdotwórczych. I to właśnie w tych kłębach pyłu i gazu eksplodowały supernowe, których dotychczas nie widzieliśmy. Okazało się, że poszukując supernowych w dawnych galaktykach, astronomowie odkrywali jedynie połowę. Druga połowa skrywała się skutecznie w gęstym pyle i gazie. Wkrótce będziemy mieli nowe podczerwone oczy na wszechświat Można się zatem spodziewać, że już za kilka lat naukowcy będą odkrywać te supernowe, o których do teraz nie wiedzieliśmy, w zastraszającym tempie. Jakby nie patrzeć bowiem, już za kilka miesięcy na orbitę trafi Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba oraz Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman. Oba te instrumenty będą obserwowały wszechświat w podczerwieni. Czy zatem za kolejne 10 lat astronomia będzie wyglądała zupełnie inaczej niż obecnie? Tego nie wiadomo, ale będziemy was o tym na bieżąco informować. https://spidersweb.pl/2021/08/supernowe-we-wczesnym-wszechswiecie-znalezione.html Gdzie te eksplozje z tych dawnych lat Spitzer spojrzał w kosmos i już wie.dib
  4. Naukowcy wiedzą jak zbadać wnętrze Księżyca. Nie potrzeba do tego kolejnego kreta 2021-08-04. Radek Kosarzycki Gdyby tak ktoś chciał zbadać, co znajduje się pod skorupą Księżyca, to musiałby głęboko kopać. Naukowcy przekonują, że jest jednak inna droga. Na krótko po uformowaniu się Księżyca, jego powierzchnia była pokryta głównie magmą. Stopniowo stygnąc, jego struktura zaczęła się komplikować. Cięższe pierwiastki i minerały zaczęły opadać do wnętrza globu, a płynna magma na powierzchni zaczęła się zestalać, tworząc widoczną obecnie skorupę. Wiedza o tym, z czego składa się skrywany pod skorupą płaszcz, mogłaby geologom powiedzieć mnóstwo o procesie formowania się nie tylko samego Księżyca, ale także planet skalistych naszego układu planetarnego. Także na Ziemi procesy te wyglądały dokładnie tak samo. Już po tym, jak uformował się Księżyc, nadszedł okres Wielkiego Bombardowania, kiedy to mnóstwo kosmicznych pozostałości po dysku protoplanetarnym bezustannie bombardowało powierzchnię Ziemi, Marsa, czy właśnie Księżyca. Tu i ówdzie fragmenty płaszcza są na powierzchni Naukowcy przekonują jednak, że niektóre silniejsze uderzenia były w stanie przebić się przez skorupę naszego satelity i dotrzeć aż do jego płaszcza. W efekcie płynne wnętrze miało okazję wydostać się na powierzchnię Księżyca. Badania, w których naukowcy analizowali historię powierzchni Księżyca, pozwoliły ustalić, w którym miejscu na jego powierzchni można znaleźć fragmenty skał, które właśnie w ten sposób wydostały się z płaszcza Księżyca. To niezwykle kusząca informacja, bowiem - jakby nie patrzeć - zarówno Amerykanie jak i Rosjanie czy Chińczycy posiadają już możliwość wysłania sondy kosmicznej, która takie skały zbierze i dostarczy na powierzchnię Ziemi. Z pewnością niejedno laboratorium na naszym globie zainteresowałoby się fragmentami płaszcza Księżyca. Naukowcy z NASA, którzy na podstawie analizy próbek gruntu przywiezionych z Księżyca stworzyli modele geofizyczne i geochemiczne, starają się zrozumieć procesy zachodzące w formującym się płaszczu Księżyca i ich wpływ na obecną powierzchnię globu. Uzbrojeni w tę wiedzę przyjrzeli się powierzchni Księżyca za pomocą orbiterów Lunar Prospector i Lunar Reconnaissance Orbiter. W ten sposób powstała mapa, na której zaznaczono miejsca, w których na powierzchni mogą znajdować się fragmenty skał pochodzących z płaszcza Księżyca. Najbardziej atrakcyjnym miejscem do pobrania takich próbek wydaje się północno-zachodni fragment Basenu Biegun Południowy-Aitken, aczkolwiek równie ciekawe mogą być rejony samego bieguna, w które będą celowali astronauci w ramach załogowych misji Artemis. Możliwe zatem, że już za kilka lat na Ziemię trafią próbki skał, które miliardy lat temu znajdowały się głęboko we wnętrzu Księżyca. https://spidersweb.pl/2021/08/naukowcy-wiedza-jak-zbadac-wnetrze-ksiezyca-nie-potrzeba-do-tego-kolejnego-kreta.html
  5. Przygotowanie do Olimpiady Astronomicznej 2021-08-04. Michał Stefanik Fotometria to dział optyki zajmujący się badaniem cech charakterystycznych dla światła dostrzeganych przez ludzkie oko. Istotne jest tu wrażenie, jakie odnosimy. Dla astronomów fotometria to między innymi porównywanie jasności czy widm gwiazd. W tym artykule przedstawione zostaną elementarne własności światła i zjawiska z nimi związane. Czym jest światło? Dla ścisłości na początku powiemy sobie, czym światło w ogóle jest. W naszych rozważaniach będzie ono pewnym rodzajem promieniowania elektromagnetycznego. Sama nazwa światło jest zarezerwowana dla fal elektromagnetycznych o długości fal z zakresu około 400 nm (kolor fioletowy) – 700 nm (kolor czerwony). Niemniej jednak jeśli będziemy mówić o własnościach światła, to zazwyczaj będą one dotyczyć promieniowania z całego zakresu. Czasami piszemy o falach, czasem o promieniowaniu, a czasem o strumieniu fotonów. Cały czas odnosimy się jednak do tego samego zjawiska, które czasem lepiej potraktować z konkretnej perspektywy, mianowicie jako falę lub jako strumień cząstek. Te dość odmienne sposoby patrzenia na światło nie przeczą sobie. W pewnych warunkach lepiej jest nam modelować światło jako falę, a w innych jako strumień cząstek. Są to równie ważne modele. Więcej na Stronie: https://astronet.pl/autorskie/oa/fotometria-3-podstawowe-wlasnosci-swiatla-i-efekt-dopplera/
  6. „Bezmózgi kleks” poleci w kosmos. Zostanie poddany kluczowym testom 2021-08-04.ŁZ,MNIE Naturalnie występujący jednokomórkowy śluzowiec nazwany przez naukowców Blob (Physarum polycephalum) zostanie poddany na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ważnym testom. Naukowcy chcą zbadać wpływ mikrograwitacji na jego zachowanie oraz sprawdzić czy promieniowanie będzie miało wpływ na jego ewolucję. „Składający się tylko z jednej komórki, bezmózgi kleks wciąż jest w stanie się poruszać, żywić, organizować się, a nawet przekazywać wiedzę podobnie myślącym, śluzowatym pleśniom” – wskazuje Europejska Agencja Kosmiczna. Blob wyleci na Międzynarodową Stację Kosmiczną 10 sierpnia podczas 16. komercyjnej misji zaopatrzeniowej NASA Northrop Grumman. Na miejscu astronauci dodadzą do niego wody, która go obudzi. Naukowcy będą badać, jak dwa Bloby reagują na siebie w środowisku bez jedzenia oraz w sytuacji, gdy żywność jest dostępna. Cały czas będą im robione zdjęcia. Eksperyment dla uczniów Co ciekawe, uczniowie szkół na Ziemi przeprowadzą podobne eksperymenty i będą porównywać wyniki z filmem poklatkowym z kosmosu. Będą obserwować różnice w prędkości, kształcie i rozwoju Bloba w obu przypadkach. Celem jest zaciekawienie dzieci we Francji i innych państwach członkowskich ESA naukami biologicznymi. Blob to wyjątkowe doświadczenie, które pobudza ciekawość uczniów takimi tematami, jak wpływ środowiska na organizmy i rozwój żywych organizmów – powiedziała w oświadczeniu Evelyne Cortiade-Marché, szefowa działu edukacji CNES. Eksperyment potrwa siedem dni, a Blob będzie automatycznie nagrywany co 10 minut w czterosekundowych sekwencjach. źródło: Spider's Web, CNES Blob poleci na ISS 10 sierpnia (fot. ESA/CNES) https://www.tvp.info/55205403/esa-blob-physarum-polycephalum-poleci-w-kosmos-na-miedzynarodowa-stacje-kosmiczna
  7. Statek Starliner niczym moduł Nauka. Nie zazdroszczę astronautom, którzy nim polecą 2021-08-04. Radek Kosarzycki Załogowy statek CST-100 Starliner nie poleciał ostatecznie na orbitę w dniu wczorajszym. Wbrew zapowiedziom nie poleci także i dzisiaj. Boeing CST-100 Starliner, tak brzmi pełna nazwa statku załogowego, który miał być alternatywą dla Crew Dragona zbudowanego przez SpaceX. Oba statki opracowane w ramach programu Commercial Crew miały wozić amerykańskich astronautów na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. O ile Crew Dragon wozi astronautów na pokład orbitalnego laboratorium już od maja 2020 r. tak Starliner wciąż nie wykonał nawet jednego udanego lotu testowego. Podczas pierwszego lotu testowego Starliner nie dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Nieprawidłowa praca silników sprawiła, że nie był w stanie dotrzeć na odpowiednią orbitę. Co więcej, podczas schodzenia z orbity w atmosferę ziemską pojawiły się kolejne problemy i o mały włos statek nie dotarłby na Ziemię w całości. Nie była to z pewnością dobra wiadomość dla astronautów, którzy już powoli szykowali się do pierwszej misji załogowej Starlinera. Okazało się, że będą musieli jeszcze trochę poczekać. Raport po nieudanym locie testowym wskazywał na ponad 60 usterek, które należało wyeliminować przed drugim lotem testowym. Minęły blisko dwa lata… W końcu pod koniec lipca 2021 r. Starliner zainstalowany na szczycie rakiety Atlas V wyjechał już na stanowisko startowe w oczekiwaniu na drugi lot testowy zaplanowany na 30 lipca. Do lotu jednak nie doszło z uwagi na problemy związane z modułem Nauka, który zaczął obracać całą stacją kosmiczną na orbicie dzień wcześniej. Lot przełożono na 3 sierpnia, aby upewnić się, że odzyskano już pełną kontrolę nad stacją kosmiczną. Jeżeli jednak ktoś się spodziewał startu, to się wczoraj srogo zawiódł. Zaledwie kilka minut po rozpoczęciu odliczania do startu (na 4 godziny przed lotem), lot przesunięto o 24 godziny, bowiem dostrzeżono nieprawidłowy odczyt jednego z zaworów. Po kilkunastu godzinach prób rozwiązania problemu, w nocy z wtorku na środę Boeing poinformował, że przełożony na dzisiaj (środa) lot także się nie odbędzie, bowiem usterka nie została jak na razie rozwiązana. Początkowo inżynierowie podejrzewali, że za błędnymi odczytami stoi błąd oprogramowania, jednak tę możliwość już wykluczono, a więc konieczne będzie sprawdzenie samego sprzętu. Jak na razie nie wiadomo kiedy Boeing podejmie kolejną próbę wysłania Starlinera na orbitę. Z jednej strony dobrze to świadczy o firmie, która nie chce drugi raz zaliczyć wpadki i sprawdza każdą usterkę i każdy błąd tak, aby statek wystartował kiedy będzie działał w pełni prawidłowo. Z drugiej strony problemy trapiące Starlinera - szczególnie w przeciwieństwie do tego, jak działa Crew Dragon - sprawiają, że współczuję astronautom, którzy jako pierwsi polecą nim w przestrzeń kosmiczną. Historia licznych usterek i opóźnień z pewnością nie zagwarantuje im komfortu psychicznego. https://spidersweb.pl/2021/08/starliner-znowu-nie-polecial-na-orbite.html
  8. Zła passa lekkiej chińskiej rakiety. Hyperbola-1 ponownie nieskuteczna 2021-08-04. Zainicjowany 3 sierpnia br. start lekkiej rakiety nośnej opracowanej przez chińską firmę iSpace zakończył się niepowodzeniem. Była to już druga nieudana próba wystrzelenia tego systemu nośnego w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Firma iSpace, przedstawiana jako największe prywatne przedsiębiorstwo chińskiego przemysłu kosmicznego w segmencie rakiet nośnych, podjęła 3 sierpnia próbę wyniesienia na orbitę misji pod nazwą RTF, czyli Return to Flight. W roli systemu nośnego użyto – po raz drugi w tym roku – rakiety Hyperbola-1 (Shian Quxian-1). Wystrzelenie przeprowadzono z państwowego ośrodka startowego Jiuquan na terenie pustynnym w północno-zachodnich Chinach. Oczekiwania chińskiej firmy co do pomyślności misji prawdopodobnie szybko zostały rozwiane, gdyż zgodnie z komunikatem postartowym, rakieta nie zdołała umieścić przewożonego ładunku satelitarnego na wyznaczonej orbicie. W skład tegoż wchodził co najmniej jeden wskazany z nazwy instrument orbitalny - Jilin-1 Mofang-01A (pierwszy z nowej serii komercyjnych satelitów obserwacji Ziemi). O ewentualnych pozostałych składnikach ładunku bliżej nie informowano. Zazwyczaj rząd Chińskiej Republiki Ludowej komunikuje loty rakiet kosmicznych wraz z zamknięciem przestrzeni powietrznej wokół różnych platform startowych i raczej nie podaje do publicznej wiadomości wielu szczegółów dotyczących misji, tym bardziej tych, które kończą się niepowodzeniem. W tym przypadku było podobnie. Firma iSpace oraz chińskie agencje informacyjne początkowo zwlekały z podaniem informacji o przebiegu lotu. W końcu, media państwowe potwierdziły, że satelita "nie wszedł na orbitę zgodnie z planem". Następnego dnia firma iSpace podała już przyczynę niepowodzenia, wskazując na nieprawidłowe oddzielenie osłony ładunku, co miało spowodować, że satelita nie był w stanie osiągnąć zamierzonej orbity. Zapowiedziano też dochodzenie w celu ustalenia, co dokładnie spowodowało awarię, a chińscy inżynierowie od razu podejmą się wprowadzenia zmian, aby uniknąć problemów przy kolejnych misjach. Nieudany lot z 3 sierpnia to drugie z rzędu niepowodzenie spółki iSpace, która jest jedną z najbardziej wspieranych finansowo komercyjnych firm branży kosmicznej w Chinach. Poprzedni nieudany start przeprowadzono w lutym 2021 roku, a zakończył się niepowodzeniem z powodu odpadającej izolacji piankowej. Pomyślnym wynikiem zakończył się zatem tylko pierwszy lot rakiety Hyperbola-1, który dostarczył ładunek na orbitę w lipcu 2019 roku. Dzięki temu iSpace została pierwszą prywatną chińską firmą, której system rakietowy osiągnął skutecznie tor orbitalny. Hiperbola-1 to lekka, czterostopniowa rakieta na stały materiał pędny, której konstrukcja budzi skojarzenia z chińskimi rakietami balistycznymi Dong Feng. Wskazuje się, że system nośny firmy iSpace zdolny jest do dostarczenia ładunku o masie 300 kg na orbitę heliosynchroniczną (o wysokości rzędu 550 km). Młode chińskie firmy prywatne z sektora kosmicznego rozwijają się szybciej po zmianach w polityce technologicznej, jakie zaszły w Państwie Środka począwszy od 2014 roku. W ich wyniku umożliwiono udział i przepływ prywatnego kapitału w chińskim przemyśle systemów nośnych oraz zwiększono możliwości uzyskiwania wkładu z budżetu centralnego. Firmy takie jak iSpace, założone w ciągu ostatnich kilku lat, szybko wprowadziły na rynek małe rakiety nośne napędzane stałym materiałem pędnym – uzyskując setki milionów USD w kolejnych rundach finansowania i wiele technologii wykazujących duże podobieństwo do tych opracowanych wcześniej w państwowych, nierzadko militarnych ośrodkach. Ruch ten jest postrzegany jako reakcja na bujny rozwój prywatnych firm kosmicznych w USA i Europie. Dotychczas jednak chińskie firmy prywatne nie były zbyt skuteczne w swoich zamiarach zdobycia rynku lekkich systemów nośnych. Spółki takie jak Landspace oraz Onespace doświadczyły awarii podczas swoich prób w październiku 2018 r. i marcu 2019 r. Podobnym negatywnym wynikiem zakończyły się oba starty zorganizowane przez firmę ExPace w 2020 r. (rakiet Kuaizhou-1A oraz Kuaizhou-11). Sukces w swojej pierwszej próbie odniosła natomiast ostatnio spółka Galactic Energy z Pekinu. Firma ta stała się drugim chińskim startupem, zarządzanym z założenia niezależnie od państwowych wykonawców, który wystrzelił rakietę na orbitę okołoziemską. Uczyniono to z wykorzystaniem rakiety CERES-1, którą odbyła dziewiczy lot w listopadzie 2020 r., wzlatując z kosmodromu Jiuquan. W swoim debiucie system wyniósł na orbitę eksperymentalnego satelitę telekomunikacyjnego Tianqi-11. Warto odnotować, że wcześniej (krótko po pierwszym udanym locie systemu Hyperbola-1) orbitę osiągnęła jeszcze inna chińska lekka rakieta komercyjna (jednak stworzona przez spółkę zależną dużego państwowego wykonawcy) - Jielong-1. Jej stworzenie przypisuje się firmie China Rocket Co. Ltd., przynależącej do państwowego przedsiębiorstwa technologicznego CALT (China Academy of Launch Vehicle Technology). Ten rozległy ośrodek przemysłowy jest dostawcą podstawowych chińskich systemów nośnych z serii Chang Zheng (pol. Długi Marsz). Opracowanie: Mateusz Mitkow/MK Fot. iSpace [i-space.com.cn] Fot. iSpace [i-space.com.cn] Źródło:SPACE24 https://www.space24.pl/zla-passa-lekkiej-chinskiej-rakiety-hyperbola-1-ponownie-nieskuteczna
  9. Lot Starlinera na ISS opóźnia się. Po incydencie z modułem Nauka, usterka kapsuły 2021-08-04. Z uwagi na serię niekorzystnych zdarzeń, amerykańska agencja NASA, firma Boeing oraz konsorcjum United Launch Alliance były zmuszone ponownie przełożyć (planowany domyślnie na schyłek lipca br.) start rakiety Atlas V z testową kapsułą Boeing CST-100 Starliner. Po incydencie z rosyjskim modułem Nauka (29 lipca br. - tuż po jego przyłączeniu do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej), misja została przesunięta początkowo na 3 sierpnia, lecz i ten termin okazał się nieosiągalny - start uniemożliwiła usterka zaworów systemu napędowego samej kapsuły Boeinga, wykryta na kilkadziesiąt minut przed planowanym odpaleniem z wyrzutni na Cape Canaveral. Kapsuła Starliner kontynuuje przedłużone oczekiwanie na swoje ponowne podejście do bezzałogowego lotu na ISS, w ramach testowej misji Orbital Flight Test 2. Rakietą, której powierzono zadanie wyniesienia statku kosmicznego, jest system nośny Atlas V umieszczony na wyrzutni na przylądku Canaveral. Start rakiety z kapsułą Boeinga został przesunięty najpierw z powodu problemów na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), które pojawiły się zaledwie kilka godzin po przyłączeniu rosyjskiego modułu laboratoryjnego Nauka, dostarczonego tam przez Roskosmos. W pewnym momencie system napędowy Nauki samoczynnie odpalił, powodując, że cała stacja obróciła się o co najmniej 45 stopni w stosunku do zakładanej pozycji na orbicie. Kierownik amerykańskiego programu ISS Joel Montalbano informował wówczas, że "utrata kontroli lotu" stacji kosmicznej, z siedmioma członkami załogi na pokładzie, trwała nieco ponad 45 minut. W tym czasie obsługa naziemna ISS przywracała jej odpowiednią orientację na orbicie za pomocą silników manewrowych. Według NASA, w krytycznym momencie stacja przechylała się z prędkością około pół stopnia na sekundę, a komunikacja z załogą, składającą się z dwóch rosyjskich kosmonautów, trzech astronautów NASA oraz astronautów z Japonii i Francji, została dwukrotnie na krótko utracona. Montalbano zapewnił przy tym, że "załoga w żadnym momencie nie znalazła się w bezpośrednim zagrożeniu". Dodał, że nie ma oznak uszkodzenia stacji kosmicznej w wyniku tego zdarzenia. To pozwoliło NASA nieznacznie tylko odłożyć następną próbę dotarcia Starlinera na Międzynarodową Stację Kosmiczną do 3 sierpnia. "Chcieliśmy mieć pewność, że mamy chwilę wytchnienia, aby w pełni ocenić sytuację na stacji przed dodaniem kolejnego obiektu do konfiguracji ISS" – tłumaczyła Kathy Lueders, kierownik lotów kosmicznych NASA, odnosząc się do przesunięcia startu rakiety Atlas V z kapsułą CST-100. Lueders powiedziała również, że w czasie incydentu statek kosmiczny SpaceX Crew Dragon, który obecnie przyłączony jest do ISS, został postawiony w stan gotowości i był przygotowany do ewakuacji załogi, gdyby zaszła taka potrzeba. Moduł Nauka wystartował 21 lipca br. z pomocą rakiety Proton-M - z rosyjskiego kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Po ośmiu dniach lotu w kosmosie, moduł zadokował do rosyjskiego segmentu ISS, Zwiezda. Było to pierwsze od 11 lat przyłączenie rosyjskiego modułu stacyjnego. W przypadku Starlinera, to już drugie podejście do bezzałogowego lotu na ISS. Pierwsza próba połączenia statku ze stacją w grudniu 2019 r. zakończyła się niepowodzeniem - podczas wyprawy nieprawidłowo zadziałał system sekwencjonowania zadań (w złym momencie rozpoczął się automatyczny cykl podnoszenia orbity) i kapsuła musiała powrócić na Ziemię. Oznaczało to dodatkową poważną stratę Boeinga względem konkurencyjnego SpaceX, które wysłało swojego pierwszego Crew Dragona w udaną bezzałogową misję testową w marcu 2019 roku. Od tamtego czasu firma Elona Muska przewiozła już na ISS trzy osobne załogi, z czego dwie czteroosobowe w misjach użytkowych. Tymczasem w końcowych godzinach oczekiwania na aktualnie przekładany start Starlinera (3 sierpnia br.), Boeing ogłosił jednak (około trzy godziny przed odpaleniem zaplanowanym na 19:20 czasu polskiego), że wystrzelenia tego dnia nie będzie. W oświadczeniu wydanym niedługo później firma stwierdziła, że inżynierowie wykryli „nieoczekiwane wskazania dotyczące ustawienia zaworu w układzie napędowym” statku kosmicznego. Problem miał zostać wstępnie zauważony podczas przeglądu systemów kapsuły po wyładowaniu atmosferycznym, do jakiego doszło w pobliżu wyrzutni w Cape Canaveral dzień wcześniej. Statek kosmiczny umieszczony już na szczycie rakiety Atlas 5 został wyprowadzony na platformę startową wcześniej tego dnia. Firma nie wyjaśniła szczegółów wystąpienia problemu, ani nie zgłosiła żadnych innych usterek mogących być powodem decyzji o przerwaniu odliczania. Lot 3 sierpnia pozostawał jednak pod znakiem zapytania także z powodu niezbyt korzystnych prognoz pogody (z 50% szansą na akceptowalne warunki podczas startu). Termin kolejnego podejścia ma być niebawem wskazany - obecnie podkreśla się, że nie nastąpi to podczas okna startowego 4 sierpnia. Kolejna okazja w takiej sytuacji to 7 sierpnia - pod warunkiem, że Boeing zdoła do tego czasu wykryć powód usterki w systemie sterowania ustawieniami zaworów. Fot. Boeing [boeing.com] Fot. Boeing [boeing.com] Źródło:SPACE24. https://www.space24.pl/lot-starlinera-na-iss-opoznia-sie-po-incydencie-z-modulem-nauka-nowa-usterka-kapsuly
  10. Zdjęcie Apollo 17 sprzed lat zdradza jeden z największych sekretów Księżyca 2021-08-04. Pochodzące sprzed dekad zdjęcia z misji Apollo rzuciły nowe światło na poszukiwania wody na Księżycu. To potencjalnie toruje drogę astronautom misji Artemis do większej autonomii w przyszłej bazie księżycowej. Mimo, że Księżyc jest zwykle postrzegany jako suchy i opustoszały, uważa się, że na jego biegunach znajdują się spore ilości lodu wodnego. Nowe badania wskazują jednak, że lód może być jeszcze bardziej rozpowszechniony. Lód na biegunach znajduje się w kraterach, które nigdy nie doświadczają światła słonecznego. Jednym z celów projektu Artemis jest znalezienie sposobu na wykorzystanie tej wody do stworzenia bardziej zrównoważonej bazy księżycowej, gdy astronauci powrócą na Srebrny Glob. Ostatnio zaobserwowano dowody na istnienie lodu wodnego na powierzchni Księżyca w znacznie większych ilościach - także tam, gdzie promienie słoneczne mogą powodować niemal natychmiastowe jego odparowanie. - Obserwacje te były początkowo sprzeczne z intuicją: woda nie powinna przetrwać w tak surowym środowisku. To rzuca wyzwanie naszemu zrozumieniu powierzchni Księżyca i rodzi intrygujące pytania o to, jak substancje lotne, takie jak lód wodny, mogą przetrwać na ciałach pozbawionych powietrza - powiedział Björn Davidsson z Jet Propulsion Laboratory NASA. Uczeni z JPL opublikowali nową pracę, potencjalnie wyjaśniającą, jak lód może przetrwać na Księżycu. Powierzchnia Srebrnego Globu nie jest regularna i płaska. Zamiast tego, jej skalista struktura - w połączeniu z bardzo cienką atmosferą - może tworzyć "kieszenie", w których lód jest trwały. Dzięki uwzględnieniu zdjęć z misji Apollo w latach 1969-1972, kiedy to NASA wysłała misje załogowe na Księżyc, naukowcy mogli włączyć głazy i kratery do komputerowego modelu tworzenia się i topnienia lodu. Rezultatem jest sieć wcześniej przeoczonych zacienionych obszarów. "Poprzez uwzględnienie tej chropowatości powierzchni w swoich modelach komputerowych zespół Davidssona wyjaśnia, jak to możliwe, że szron tworzy się w małych cieniach i dlaczego rozkład wody zmienia się w ciągu dnia" - czytamy w komunikacie NASA. Nagrzane obszary Księżyca mogą osiągnąć temperaturę ok. 120oC. Ponieważ jednak atmosfera jest tak cienka, ciepło ma tendencję do nierozprzestrzeniania się nawet do pobliskich obszarów ekstremalnego chłodu. Dlatego w cieniu temperatura może spaść nawet do -210oC. W miarę jak Słońce oświetla Księżyc, powierzchniowy szron, który może gromadzić się w tych zimnych, zacienionych obszarach, jest powoli wystawiany na działanie promieni słonecznych i kierowany do egzosfery Księżyca. Cząsteczki wody następnie ponownie zamarzają na powierzchni, ponownie gromadząc się jako szron w innych zimnych, zacienionych miejscach. Nowe badanie opiera się na wcześniejszych pracach, które próbowały zintegrować dane dotyczące chropowatości powierzchni. Jednak uwzględnia również to, w jaki sposób cząsteczki wody mogą pozostać na powierzchni Księżyca w postaci szronu. Implikacje są więcej niż tylko teoretyczne. - Jeśli woda jest dostępna w postaci szronu w oświetlonych Słońcem regionach Księżyca, przyszli odkrywcy mogą wykorzystać ją jako źródło paliwa i wody pitnej - podsumował Hosseini. W następnej kolejności prowadzone będą dalsze badania nad tym, jak dużo może być lodu wodnego, jak bardzo jest on dostępny i jak może przemieszczać się po powierzchni Księżyca w czasie. Opracowywane są nowe czujniki - m.in. Heterodyne OH Lunar Miniaturized Spectrometer (HOLMS) - które w przyszłych misjach będą mierzyć poziom grup hydroksylowych, które mogą być wskaźnikiem obecności wody. Zdjęcie Apollo 17 z 1972 roku. Cienie mogą powodować gromadzenie się szronu nawet w ciągu dnia /NASA Proces powstawania szronu /NASA Źródło:INTERIA.Tech https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/misje/news-zdjecie-apollo-17-sprzed-lat-zdradza-jeden-z-najwiekszych-se,nId,5397935
  11. Lądownik Orzeł z misji Apollo 11 do dziś może orbitować wokół Księżyca 2021-08-04. Wygląda na to, że pojazd, dzięki któremu załodze Apollo 11 udało się zdobyć Księżyc, po wykonaniu zadania wcale nie rozbił się o powierzchnię, tylko wciąż może orbitować wokół Srebrnego Globu. Ten kultowy pojazd może być teraz celem poszukiwań naukowców z NASA i pierwszych kolonizatorów. Jeden z astronomów postanowił bowiem sprawdzić, gdzie naprawdę znajduje się lądownik Eagle. Wyliczenia wskazują, że nie rozbił się o powierzchnię. Przypominamy, że załoga Apollo 11 wylądowała w nim na powierzchni Księżyca, a później poderwała go z powierzchni i udała się na orbitę, skąd odlecieli ku Ziemi na pokładzie kapsuły. Tymczasem Orzeł oddalił się w siną dal. Dotychczas naukowcy uważali, że jakiś czas później zaczął obniżać orbitę i ostatecznie rozbił się o powierzchnię. James Meador z Kalifornijskiego Instytutu Technologii uważa, że tak się nie stało, i ma na to kilka dowodów. Po pierwsze, nie ma żadnych wskazówek świadczących o tym, że robił się o powierzchnię, ponieważ NASA miała za mało danych na temat jego późniejszej pozycji, by mieć pewność, co do tego. Po drugie, NASA nie dysponuje żadnymi zdjęciami z powierzchni, na których możemy zobaczyć zniszczonego Eagle. Meador wyliczył, że Orzeł na orbicie, wysokości 125 kilometrów od powierzchni Księżyca, z taką masą i prędkością lotu bez problemu mógłby na niej pozostać. To stabilna orbita. Być może naukowcy z NASA o tym wiedzieli, ale chcieli pozostawić tę niespodziankę do czasu powrotu ludzi na Księżyc. Swoją drogą, to taki księżycowy Titanic, od ponad pół wieku krążący po orbicie, byłby rewelacyjną atrakcją turystyczną i celem podróży dla kosmicznych turystów, którzy polecą w kosmos na pokładzie statku Starship od SpaceX. Źródło: GeekWeek.pl/Smithsonian Magazine / Fot. NASA https://www.geekweek.pl/news/2021-08-04/ladownik-orzel-z-misji-apollo-11-do-dzis-moze-orbitowac-wokol-ksiezyca/
  12. Gdyby nie było Księżyca, nie byłoby i nas. To on odpowiada za tlen w atmosferze Ziemi 2021-08-04. Radek Kosarzycki Przez pierwsze dwa miliardy lat atmosfera Ziemi sprzyjała powstawaniu życia beztlenowego. Dopiero 2,4 mld lat temu w atmosferze pojawiło się znacznie więcej tego pierwiastka. Skąd on się wziął? O tym, że tlenu w atmosferze Ziemi nie zawsze było tak dużo jak teraz wiemy już dawno. Czego naukowcy jednak nie wiedzieli to to, co odpowiada za tę fundamentalną (szczególnie z naszej perspektywy) zmianę. W najnowszym opracowaniu opublikowanym na łamach periodyku Nature Geoscience naukowcy wskazują, że za pojawienie się większych ilości tlenu w atmosferze Ziemi może odpowiadać spowolnienie tempa rotacji naszej planety, do którego doszło ponad 2 mld lat temu. Wcześniej Ziemia mogła wykonywać pełny obrót wokół własnej osi w ciągu zaledwie 6 godzin, obecnie są to już 24 godziny. Nie był to bynajmniej proces nagły, a trwający setki miliony lat. Jednak, jak przekonują naukowcy, dłuższa ekspozycja na światło słoneczne pozwoliła matom mikrobialnym uwalniać więcej tlenu do atmosfery. Więcej światła oznaczało dłuższe okresy uwalniania tlenu przez cyjanobakterie fotosyntetyczne. Do takiego wniosku doszli naukowcy, którzy badają współczesne maty mikrobialne żyjące w studniach krasowych znajdujących się kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią Jeziora Huron w Stanach Zjednoczonych. Naukowcy przekonani są, że znajdujące się tam wielobarwne maty mikrobialne przypominają pierwsze jednokomórkowe organizmy, które istniały na Ziemi miliardy lat temu i pokrywały zarówno lądy jak i dna oceaniczne. W trakcie obserwacji naukowcy dostrzegli wyraźną zależność między rosnącą długością dnia a ilością uwalnianego przez mikroorganizmy tlenu. W studni krasowej Middle Island Sinkhole na dnie jeziora Huron, o miejsce na górze walczą cyjanobakterie fotosyntetyzujące oraz bakterie siarkowe. Te drugie wykorzystują siarkę jako źródło energii. Obserwacje prowadzone w ciągu doby wskazują, że bakterie siarkowe fizycznie pokrywają cyjanobakterie rano i wieczorem, blokując im dostęp do światła słonecznego. Im dłuższy jednak jest dzień, tym bardziej bakterie siarkowe migrują w dół i na powierzchni maty pojawiają się cyjanobakterie, które w procesie fotosyntezy zaczynają uwalniać tlen. Tak też mogło być ponad 2 miliardy lat temu. Gdy dzień był krótki, przez większą część czasu to inne bakterie, np. siarkowe, mogły znajdować się na powierzchni mat mikrobialnych. Gdy jednak Ziemia zwalniała stopniowo, a dzień się wydłużał, w końcu cyjanobakterie fotosyntetyzujące zaczęły pojawiać się w wierzchniej warstwie maty i uwalniać tlen. Co więcej, spowalniająca rotacja Ziemi mogła doprowadzić - tak przynajmniej wskazują modele - do dwóch charakterystycznych okresów, tzw. katastrof tlenowych, w których ilość tlenu w atmosferze drastycznie wzrosła, a które miały miejsce 2,4 i 2 mld lat temu. Tlen na Ziemi a Księżyc W tym kontekście warto zauważyć, że tempo rotacji Ziemi zmniejsza się wskutek oddziaływań pływowych ze strony krążącego wokół Ziemi Księżyca. Możliwe zatem, że gdyby Księżyca nie było, to i nie miałby kto pisać/czytać tego artykułu. Fascynujące. Zdjęcie główne: Phil Hartmeyer, NOAA Thunder Bay National Marine Sanctuary Nurek obserwujący wielobarwne maty mikrobialne na dnie jeziora Huron. Źródło: Phil Hartmeyer, NOAA Thunder Bay National Marine Sanctuary Lake Huron Sinkhole gives Clues to Oxygen Production on Early Earth https://www.youtube.com/watch?v=93sBj0CMuRA https://spidersweb.pl/2021/08/ksiezyc-tlen-atmosfera-katastrofa-tlenowa.html
  13. Apollo 15 – 50 lat temu 2021-08-04. Krzysztof Kanawka 50 rocznica księżycowej misji. Mija właśnie 50 lat od misji Apollo 15 – załogowej wyprawy księżycowej. W tej misji astronauci zbadali okolicę kanionu Hadley. Start misji Apollo 15 nastąpił 26 lipca 1971 roku. Lądowanie na Srebrnym Globie nastąpiło 30 lipca. Astronauci spędzili blisko 2 dni i 19 godzin na powierzchni naszego Księżyca. Powrót na Ziemię nastąpił 7 sierpnia 1971 roku. Załogę misji Apollo 15 stanowili: • David Scott, dowódca misji, trzecia i ostatnia wyprawa w kosmos • Alfred Worden, pilot modułu dowodzenia, pierwsza i jedyna misja • James Irwin, pilot modułu księżycowego, pierwsza i jedyna misja Apollo 15 była pierwszą z misji typu “J”. Była to bardzo ambitna załogowa wyprawa księżycowa, w której zmodernizowano sprzęt oraz wykorzystano nowe typy sprzętu. Jednym z nich był pojazd księżycowy (Lunar Roving Vehicle, LRV). Dzięki pojazdowi LRV astronauci (Scott i Irwin) byli w stanie przemierzyć większą odległość niż podczas wcześniejszych wypraw programu Apollo. Łącznie astronauci przejechali 27,8 km. Na Ziemię astronauci sprowadzili 77 kg próbek. Ciekawostką jest także wykonanie spaceru kosmicznego w przestrzeni pomiędzy Ziemią a Księżycem. Alfred Worden wykonał spacer w “głębokiej przestrzeni” – pierwszy tego typu w historii astronautyki. Polecamy wątek na Polskim Forum Astronautycznym dotyczący misji Apollo 15. (PFA, NASA) David Scott podczas testowych przejazdów podczas EVA-2. W oddali widać rozstawioną poprzedniego dnia stację ALSEP. Na pojeździe LRV widoczne są: mapa obszaru badań, kamery, a także Buddy Secondary Life Support System (BSLSS), który zawieszony jest za fotelem astronauty. BSLSS zawiera system węży, które umożliwiają współdzielenie zasobów wody i tlenu przez astronautów. (NASA) Apollo 15 Remastered (50th Anniversary) [4K] Podsumowanie misji Apollo 15 / Credits – Homemade Documentaries (na bazie materiałów NASA) https://www.youtube.com/watch?v=HPGsPlB1MDw Apollo 15 in 60fps: Rover Traverse To Station 4 Misja Apollo 15 – jazda łazikiem LRV / Credits – NASA, Dutchsteammachine https://www.youtube.com/watch?v=boFZ3cAws20 Apollo 15 CMP Al Worden Deep Space EVA Spacer “w głębokiej przestrzeni” – misja Apollo 15 / Credits – NASA https://www.youtube.com/watch?v=LMa_ckwfiVk https://kosmonauta.net/2021/08/apollo-15-50-lat-temu/
  14. Perseidy 2021 - kiedy obserwować "spadające gwiazdy"? 2021-08-03. Perseidy możemy obserwować co roku na niebie na przełomie lipca i sierpnia. Nie inaczej jest teraz. Kiedy dokładnie poszukiwać "spadających gwiazd"? Perseidy to jeden z najbardziej regularnych rojów meteorów, którego orbita przecina się co roku z ziemską między 17 lipca a 24 sierpnia, z maksimum przypadającym na 12-13 sierpnia. Perseidy są obserwowane od 2000 lat, można je oglądać na całym niebie. Apogeum Perseid, powszechnie znane jako "noc spadających gwiazd", przypada na noc z 12 na 13 sierpnia. To wtedy na niebie można dostrzec najwięcej meteorów - nawet 100 ciał niebieskich na godzinę. Cały spektakl powinien rozpocząć się ok. godziny 21. Aby oglądać Perseidy, należy spoglądać w kierunku północno-wschodnim. Do obserwacji wcale nie trzeba wspinać się na żaden szczyt, ważne, by znaleźć miejsce odpowiednio zaciemnione, z dala od miejskich świateł. Nie potrzeba żadnego specjalistycznego sprzętu, Perseidy można obserwować gołym okiem. Trzeba pamiętać, by podczas polowania na spadające gwiazdy jak najmniej korzystać z urządzeń elektronicznych (smartfony, tablety), by oczy zdążyły się przyzwyczaić do ciemności (może to potrwać nawet kilkadziesiąt minut). Największe szanse na wypatrzenie Perseid jest w przypadku obserwacji gwiazdozbioru Perseusza (stamtąd Perseidy pochodzą). Można go dość łatwo odnaleźć dzięki mapom nieba lub aplikacjom mobilnym dla amatorów astronomii. Noc spadających gwiazd już 12 sierpnia /123RF/PIKSEL Źródło:INTERIA.Tech/ https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/informacje/news-perseidy-2021-kiedy-obserwowac-spadajace-gwiazdy,nId,5397987
  15. Optoelektronicy współtworzą fotometr do badań heliosfery w eksperymencie NASA 2021-08-03. W pomiarach niezbędnych do zaprojektowania fotometru GLOWS – instrumentu do badań m.in. wiatru słonecznego - połączą siły naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych PAN i Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej, gdzie przeprowadzone zostaną testy w zakresie promieniowania ultrafioletowego. Optoelektronicy zbadają interferencyjne filtry EUV (ang. extreme ultraviolet – skrajny nadfiolet) oraz pokrycia powierzchni optycznych przyrządu tworzonego w ramach misji NASA. Wstępne pomiary przeprowadzili w 2020 r. płk. prof. dr hab. inż. Przemysław Wachulak (rektor-komendant WAT), dr. hab. inż. Andrzej Bartnik oraz Tomasz Fok z zespołu prof. dr. hab. Henryka Fiedorowicza. Jak podkreśla dr hab. Maciej Bzowski, szef zespołu eksperymentu GLOWS z Zakładu Fizyki Układu Słonecznego i Astrofizyki CBK PAN, badania przeprowadzone w laboratoriach WAT były niezbędne do pomyślnego zakończenia faz opracowania eksperymentu GLOWS, zakończonych odbiorem prac przez stronę amerykańską. DETEKTORY DO BADAŃ WIATRU SŁONECZNEGO GLOWS, czyli czyli GLObal solar Wind Structure to fotometr do obserwacji fluorescencyjnej poświaty heliosferycznej wodoru w Układzie Słonecznym. Dane uzyskane dzięki fotometrowi umożliwią zbadanie zależności strumienia wiatru słonecznego od szerokości heliograficznej oraz rozkładu w przestrzeni międzyplanetarnej wodoru międzygwiazdowego. Eksperyment GLOWS stanowi część misji badawczej NASA dotyczącej heliosfery. Misja o akronimie IMAP - Interstellar Mapping and Acceleration Probe zakłada, że w 2025 r. rakieta firmy SpaceX wyniesie na orbitę satelitę badawczego IMAP. Zostanie on wyposażony w dziesięć instrumentów naukowych, z których jeden – właśnie GLOWS - powstaje w CBK PAN we współpracy m.in. z WAT. Sonda ta będzie działać ok. 1,5 mln km od Ziemi w pobliżu tzw. punktu Lagrange’a L1. Jest to wyimaginowany punkt w przestrzeni, gdzie równoważą się potencjały grawitacyjne Ziemi i Słońca. Dzięki temu umieszczony w jego pobliżu statek kosmiczny łatwiej jest utrzymać stałym położeniu względem Ziemi i Słońca. TRUDNE NAZIEMNE POMIARY W PRÓŻNI W laboratoriach WAT wykonane zostaną pomiary parametrów niezbędnych do zaprojektowania fotometru GLOWS i sprawdzenia, jak on działa. Jednym z takich parametrów jest tzw. dwukierunkowa funkcja odbicia i rozpraszania promieniowania Lyman-alfa. Promieniowanie to odbija się od powierzchni optycznych fotometru, pokrytych specjalnym, bardzo czarnym materiałem, który silnie absorbuje promieniowanie. Naukowcy zbadają również charakterystyki przepuszczalności spektralnej filtrów optycznych, które zostaną użyte w tym przyrządzie. W 2020 roku płk. prof. Przemysław Wachulak, dr. hab. inż. Andrzej Bartnik oraz mgr. inż. Tomasz Fok zmierzyli promieniowane transmitowane przez filtr przeznaczony do selekcji promieniowania elektromagnetycznego w pobliżu Lyman–alfa, na długości fali ok 120 nm, rozpraszanego pod różnymi kątami, na dostarczonym, specjalnie poczernionym materiale. Jak wyjaśnia dr hab. Maciej Bzowski, laboratoryjne pomiary w bardzo dalekim, tak zwanym próżniowym ultrafiolecie są trudne. Wymagają one wygenerowania samego promieniowania, co można uzyskać na przykład poprzez impulsowe wytwarzanie plazmy laserem o ogromnej mocy, która emituje następnie to promieniowanie. Sam pomiar musi się odbywać w wysokiej próżni. „Wojskowa Akademia Techniczna, jako jedna z nielicznych instytucji w Polsce, dysponuje tego typu technologią oraz doświadczeniem laboratoryjnym pozwalającym z niej korzystać” – ocenił szef zespołu eksperymentu GLOWS. Więcej na ten temat w serwisie Nauka w Polsce – tutaj. PAP – Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk kol/ ekr/ fot. Uniwersytet Princeton/CBK PAN https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C88682%2Coptoelektronicy-wspoltworza-fotometr-do-badan-heliosfery-w-eksperymencie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)