Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Zawartość

    16311
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    47

Ostatnia wygrana Paweł Baran w Rankingu w dniu 22 Luty

Paweł Baran posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

3754 Excellent

2 obserwujących

O Paweł Baran

  • Tytuł
    Syriusz
  • Urodziny 20.06.1975

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    PRZYSIETNICA . PTMA Warszawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    PRZYSIETNICA

Ostatnie wizyty

6760 wyświetleń profilu
  1. Powitanie na ISS. Przylecieli nowi członkowie załogi [WIDEO] 2019-07-21. SJ. MG. TM Rosyjski statek Sojuz MS-13 dotarł w niedzielę po północy czasu polskiego, po około sześciu godzinach lotu, na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Sojuz przywiózł trzech nowych członków załogi stacji. Rosyjski statek zacumował do ISS w niedzielę o godz. 00.48 czasu polskiego, w 50. rocznicę lądowania na Księżycu załogi amerykańskiego statku Apollo 11. Na pokładzie Sojuza MS-13 na ISS dotarło trzech nowych członków załogi stacji: 53-letni Rosjanin Aleksander Skworcow, 43-letni Amerykanin Andrew Morgan i 42-letni Włoch Luca Parmitano. Spośród nich tylko Morgan jest kosmicznym nowicjuszem - Skworcow bawił na ISS dwukrotnie, w roku 2010 i 2014, przez łącznie 345 dni, a Parmitano w roku 2013 przez 166 dni. Skworcow i Parmitano powrócą na Ziemię w lutym 2020 roku statkiem Sojuz MS-13 wraz 40-letnią Amerykanką Christiną Koch, która obok 47-letniego Rosjanina Aleksieja Owczynina i swego 43-letniego rodaka Nicka Hague tworzy obecną załogę ISS. Natomiast Morgan opuści stację orbitalną dopiero wiosną 2020 roku na pokładzie statku Sojuz MS-15, który wyruszy w kosmos pod koniec września br. Wraz z definitywnym wycofaniem w 2011 roku ze służby amerykańskich wahadłowców NASA została pozbawiona własnych środków transportowania astronautów i zaopatrzenia na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Wymiana członków załogi stacji następuje obecnie wyłącznie za pomocą rosyjskich statków Sojuz. Zamiast podjąć kosztowny własny program budowy nowych pojazdów do współpracy z ISS, agencja postanowiła zwrócić się do amerykańskich partnerów prywatnych, co uznano za tańsze rozwiązanie. Dzięki temu Boeing udostępni NASA swe załogowe statki Starliner, wynoszone w kosmos przez rakiety Atlas, a w przypadku SpaceX będą to jego statki Dragon w wersji załogowej (Crew Dragon) i jego rakiety nośne Falcon-9. Rakiety Atlas wytwarza spółka United Launch Alliance, której udziałowcami są Boeing i Lockheed. Statki Starliner i Crew Dragon mają po raz pierwszy dotrzeć z astronautami na ISS w listopadzie bieżącego roku. źródło: PAP https://www.tvp.info/43590119/powitanie-na-iss-przylecieli-nowi-czlonkowie-zalogi-wideo
  2. Nvidia sfałszowała moment lądowania na Księżycu za pomocą technologii RTX 2019-07-21. Wielu entuzjastów teorii spiskowych uważa, że ludzie nigdy nie byli na Księżycu, bo nasza cywilizacja nie dysponuje technologią, która by na to pozwalała. Dowodem na to ma być brak jakiejkolwiek misji na ten obiekt od 50 lat. NASA dysponuje setkami zdjęć i nagrań z misji Apollo na Srebrny Glob, które w swoim życiu na pewno widzieliście wielokrotnie. Fani teorii spiskowych uważają, że wszystkie filmy i zdjęcia zostały przygotowane w studiach w Hollywood. Nvidia, z okazji obchodzącej właśnie 50. rocznicy misji Apollo 11, postanowiła przygotować sfałszowane nagranie lądowania Orła i pierwsze kroki astronautów na Księżycu. „Tegoroczna rocznica lądowania na Księżycu, jednego z największych osiągnięć ludzkości, zainspirowała nas do radykalnego przyspieszenia naszej pracy przy stworzeniu dema lądowania na Księżycu, wzbogacając je technologią RTX. Piękne, niemal kinowe przedstawienie jednego z najwspanialszych momentów w historii. To dzięki ray tracing, które obsługują procesory graficzne Nvidia RTX, nasz zespół demonstracyjny stworzył interaktywną wizualizację, przedstawiającą światło i cienie w sposób, w jaki faktycznie tam występują, dając scenie niesamowity realizm” - napisała Nvidia. Firma zaprosiła do swojej siedziby drugiego człowieka na Srebrnym Globie, czyli Buzza Aldrina, by okrasił swoim komentarzem przygotowane dzieło i powiedział, co myśli o takich technikach. Celem inżynierów Nvidii było pokazanie najnowocześniejszych technik CGI i renderowania ich za pomocą technologi RTX. Efekt zapiera dech w piersi, ale nie trzeba być specjalistą, by dostrzec, że to jedynie wizualizacja, a nie prawdziwe nagranie. Minie jeszcze wiele lat, zanim technologie CGI wspierane sztuczną inteligencją pozwolą generować tak realistyczną grafikę, że ciężko będzie nam rozróżnić fikcję od rzeczywistości i oszukać nas, że mamy do czynienia z prawdziwym nagraniem. Tak czy inaczej, cieszcie oczy dziełem Nvidii i fajnym komentarzem wielkiego astronauty, który teraz marzy o Marsie. Źródło: GeekWeek.pl/Nvidia / Fot. Nvidia https://www.geekweek.pl/news/2019-07-21/nvidia-sfalszowala-moment-ladowania-na-ksiezycu-za-pomoca-technologii-rtx/
  3. 50. rocznica lądowania na Księżycu. „Meteoryt księżycowy jest najbardziej brzydki ze wszystkich" 2019-07-20. Kawałek księżyca można oglądać w muzeum geologicznym Polskiej Akademii Nauk przy ulicy Senackiej 3 w Krakowie. To mały odłamek meteorytu który spadł na Saharze w 2017 roku. Meteoryt księżycowy jest najbardziej brzydki ze wszystkich meteorytów, Księżyca nie chroni żadna atmosfera nie ma tam także żadnej tektoniki płyt. Tak naprawdę można go porównać do samochodu osobowego który trafił pod pociąg a potem pod ciężarówkę, to zupełnie zmielona skała. Można tam rozpoznać jeden minerał, pozostałe to posklejane różne substancje. Stało się to tak, że w Księżyc najprawdopodobniej uderzyła bryła lodu, zmieliła ona część skał które wyleciały w kosmos a potem spadły na ziemie - mówi Marcin Banaś z muzeum geologicznego PAN w Krakowie. Oprócz minerałów w muzeum można oglądać wystawę prezentującą całą historię drogi człowieka na księżyc. Zaczęło się od niemieckiego programu rakietowego, to naukowiec Von Braun zaczął tworzyć rakiety. Testowano rakiety A2 i A3, pierwsza w kosmos poleciała rakieta A4 którą my znamy jako rakietę V2 - opowiada Banaś. Mniej znane fakty to takie że ogromny wpływ na budowę silnika rakietowego mieli Polacy - Nie byłoby silnika bez Łukasiewicza i Zacha, którzy pierwsi wydestylowali ropę naftową i wykonali benzynę. Absolutnie też nic by się nie dało zrobić bez krakowskich uczonych, czyli Wróblewskiego i Olszewskiego - to oni wykonali pierwsze skraplanie tlenu. Ten wynalazek wykorzystują dziś wszystkie rakiety. Najbardziej genialny był zaś Konstanty Ciołkowski, to on szkicował konstrukcje rakietowe, narysował on model rakiety trójstopniowej, zasilanej benzyną i ciekłym tlenem. To Ciołkowski powiedział w 1935, że,, człowiek który poleci w kosmos już się narodził" - było to 10 miesięcy przed narodzinami Jurija Gagarina. Jest tu także mikroskop petrograficzny, dzięki niemu można zobaczyć skałę księżycową z bardzo bliska. Pod mikroskopem polaryzacyjnym ta skała budzi prawdziwy zachwyt - przekonuje Michał Banaś. Autor: Marek Wiosło Opracowanie: Sara Bounaou https://www.rmf24.pl/nauka/news-50-rocznica-ladowania-na-ksiezycu-meteoryt-ksiezycowy-jest-n,nId,3103988
  4. Eksperci: trudno określić dokładne terminy dalszej eksploracji kosmosu 2019-07-20. Katarzyna Florencka Na Księżyc ludzie powrócą na pewno, ale trudno przewidzieć, kiedy zrealizowane zostaną plany dalszej eksploracji kosmosu. Kluczowe będzie obniżenie kosztów wynoszenia materiałów w przestrzeń kosmiczną - mówią PAP b. szef PAK Grzegorz Brona i dziennikarka Ewelina Zambrzycka. Z zapowiedzi zarówno agencji kosmicznych, jak i prywatnych inwestorów, jednoznacznie wynika, że człowiek powróci na Księżyc - i to najprawdopodobniej jeszcze w nadchodzącej dekadzie: amerykańska NASA zapowiedziała niedawno wysłanie astronautów na południowy biegun Księżyca już w 2024 r.; do 2028 r. chce stworzyć tam stałą bazę. Co dalej? Plany są ambitne: mowa o nowych stacjach kosmicznych, podróżach załogowych na Marsa czy nawet o ewentualnej kolonizacji tej planety. O historii - i przyszłości - eksploracji kosmosu opowiada książka "Człowiek - istota kosmiczna" - zapis rozmowy dziennikarki naukowej Eweliny Zambrzyckiej oraz fizyka, byłego szefa Polskiej Agencji Kosmicznej Grzegorza Brony. ZA ILE NA ORBITĘ? Jak podkreśla w rozmowie z PAP Zambrzycka, trudno jednak ocenić, czy człowiek zamieszka na innych światach jeszcze za naszego życia. "Chciałam zwrócić uwagę, że w 1969 roku - po tym, jak pierwsi ludzie wylądowali na Księżycu - media ogłosiły, że już za chwilę polecimy na Marsa i stworzymy tam kolonię. Minęło raptem 50 lat - i nic z tego. W międzyczasie pojawiło się tyle różnych problemów, że okazało się to w zasadzie niemożliwe. Trudno jest więc określić konkretne daty" - stwierdza. "Kluczowa jest cena tej przyjemności" - dodaje Grzegorz Brona. Koszt wyniesienia w kosmos zaledwie jednego kilograma ładunku to wciąż kwota rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Cena jest niewiele lepsza przy wysyłce hurtowej: za kilogram płaci się wówczas ok. 5 tys. dolarów. "A tutaj nie wystarczy tylko wynieść człowieka w kosmos. Trzeba zapakować mu do pojazdu wszystko, co potrzebne do przeżycia: powietrze, pożywienie, wodę, sprzęty. Dopóki nie będziemy w stanie wynosić w kosmos tego wszystkiego, nie będziemy mogli kolonizować na stałe innych planet" - ocenia. Jak dodaje były szef PAK, po obniżeniu kosztów transportu kolejnym krokiem będzie produkowanie wszystkich niezbędnych do życia substancji, przedmiotów czy narzędzi już poza Ziemią. Prowadzone są już prace w tym kierunku: planowana jest choćby europejska misja na Księżyc, której celem będzie przebadanie możliwości wytwarzania np. wody czy tlenu ze skał księżycowych. PORTRET KOLONIZATORA Nie oznacza to jednak, że po pokonaniu tych barier na innych planetach od razu zamieszkają zwykli ludzie. "Pierwszym krokiem do kolonizacji jest wysłanie pionierów" - mówi Brona. "To wciąż będą jeszcze bardzo dobrze wyszkoleni specjaliści z dziedzin związanych z inżynierią. Towarzyszyć im będą prawdopodobnie także żołnierze, którzy będą potrafili współpracować ze sobą w niewielkich grupach. To jest jednak daleki lot w kosmos, który wymaga odseparowania się od Ziemi na dobre kilkadziesiąt czy też kilkaset dni i nie zapewnia możliwości powrotu w jakimkolwiek szybszym terminie. To będzie musiała być bardzo zgrana ekipa, w której nie będą panować żadne konflikty" - mówi. "Dopiero za nimi ruszą całe rzesze ludzi, którzy taką powstającą kolonię będą musieli utrzymać. Jedna rzecz to utworzyć zalążek kolonii, a druga - utworzyć samowystarczalną kolonię, w której mieszkańcy będą mogli po prostu przyjemnie żyć" - dodaje Brona. NOWA ERA KOSMICZNA JUŻ TRWA Rozmówcy PAP oceniają przy tym, że już rozpoczęła się nowa era kosmiczna, której ukoronowaniem może być właśnie kolonizacja innych światów. "Trwa już nowy wyścig kosmiczny pomiędzy supermocarstwami - Chinami, USA i innymi krajami. Mamy też coś, czego wcześniej nie było, czyli konkurencję między prywatnymi firmami w obrębie sektora kosmicznego" - stwierdza Brona. Dodaje przy tym, że przejawy nowej ery kosmicznej można dostrzec m.in. w korzystających z danych satelitarnych systemach - wszechobecnym GPS czy w telekomunikacji. Na orbitę zaczynają również trafiać satelity dostarczające Internet. Pod koniec maja firma Elona Muska SpaceX umieściła na orbicie 60 z planowanych 12 tys. niewielkich satelitów, za pośrednictwem których świadczone będą usługi dostępu do szybkiego Internetu. "Niedawno natomiast (szef Amazona) Jeff Bezos ogłosił, że - śladem Muska - zamierza wysłać własną konstelację satelitów dostarczających Internet. Czyli istnieje szansa, że na niebie pojawią nam się dwie gigantyczne konstelacje mikrosatelitów!" - opowiada Ewelina Zambrzycka. ORBITALNE WYSYPISKO Z tymi liczbami wiąże się jednak duży problem. "Niedawno astronomowie wpadli w panikę, bo stwierdzili, że jeżeli kolejne firmy wyślą tyle satelitów, ile planują, to będziemy mieć na Ziemi problem z oglądaniem gwiazd" - mówi Zambrzycka. Jak dodaje, w planach jest wysłanie na orbitę dodatkowych 30 tys. nowych obiektów. Jest to gigantyczny przeskok: w tym momencie po orbicie krąży bowiem ok. 2,5 tys. satelitów działających oraz drugie tyle nieużywanych. "Wszystko jest ok, jeżeli taki system wielu satelitów mamy pod kontrolą. Gorzej, jeśli on się spod tej kontroli wymknie; takie satelity będą stanowiły zagrożenie jeden dla drugiego" - zauważa z kolei Grzegorz Brona. Takie zderzenie może spowodować reakcję łańcuchową: powstać może z niego dużo dodatkowych, niebezpiecznych śmieci kosmicznych, które będą zderzać się z kolejnymi satelitami. "Scenariusz może wygenerować tyle śmieci kosmicznych, że w przyszłości rzeczywiście nie wydostaniemy się poza Ziemię, bo każda misja kosmiczna będzie zagrożona" - podkreśla. W rzeczywistości jednak nie jest aż tak źle. "O tych kwestiach myślą na szczęście wszystkie firmy, które chcą dokonać wielkich inwestycji kosmicznych" - dodaje Brona. Wśród pomysłów na to, jak zapobiec zderzeniom orbitujących Ziemię satelitów prym wiedzie propozycja umieszczenia na nich silników - dzięki którym możliwe byłoby wykonywanie manewrów unikowych. A GDZIE W TYM WSZYSTKIM POLACY? Po wejściu do Unii Europejskiej polscy naukowcy i przedsiębiorcy zyskali możliwość udziału w programach realizowanych przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Aktualnie w Polsce działa kilkadziesiąt firm i instytutów naukowych, które realizują szereg programów m.in. dla ESA - w ciągu ostatnich 5 lat zrealizowały one ok. 300 projektów dla europejskiej agencji. "Mamy własne programy rakietowe" - podkreśla Grzegorz Brona. Dodaje przy tym, że w latach 70. Polska była jednym z pierwszych krajów, które posiadały rakiety zdolne do wzniesienia się na wysokość większą niż 100 km - czyli ponad umowną granicę między atmosferą Ziemi a przestrzenią kosmiczną. "Teraz w pewnym sensie do tego programu wracamy. Mamy aktualnie dwa ośrodki - jeden w Gdańsku, drugi w Warszawie - które budują niewielkie rakiety suborbitalne" - opowiada. "Zaczynamy też mieć ambicje związane z małymi satelitami, które dostarczają pewnych wycinków danych na potrzeby gospodarki. Mamy systemy przetwarzania danych satelitarnych w Polsce, jesteśmy ważnym partnerem dla ESA" - dodaje były szef PAK. "Wydaje się, że zaczynamy bardzo śmiało podążać tam, gdzie jeszcze żadnego Polaka nie było, czyli coraz dalej w przestrzeń kosmiczną" - podsumowuje. PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka kflo/ ekr/ http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C77961%2Ceksperci-trudno-okreslic-dokladne-terminy-dalszej-eksploracji-kosmosu.html
  5. Jak wyglądało lądowanie astronautów na Księżycu? Przebieg misji Apollo 11 (część 2.) 2019-07-20. Podczas 5. dnia misji Apollo 11 przeprowadzono pierwsze w historii lądowanie człowieka na powierzchni Księżyca. Jak przebiegało lądowanie i co robili astronauci 20 lipca 1969 roku? Astronauci misji Apollo 11: Neil Armstrong, Edwin Aldrin i Michaels Collins obudzili się 5. dnia misji, gdy ich statek kończył 9. orbitę wokół Księżyca. Po szybkim śniadaniu Aldrin i Armstrong zaczęli przygotowywać lądownik Eagle i skafandry kosmiczne do późniejszych wydarzeń. Specjalna strona Uranii poświęcona 50. rocznicy pierwszego lądowania na Księżycu Podczas 13. orbity, gdy astronauci znajdowali się za Księżycem z punktu widzenia Ziemi, przeprowadzono odcumowanie lądownika. Od tego momentu Aldrin z Armstrongiem znajdowali się w lądowniku, a Collins obserwował ich z pokładu modułu serwisowego i dowodzenia. Po odłączeniu lądownika Armstrong i Aldrin przystąpili do ostatnich przygotowań do lądowania. Podczas 13. orbity wokół Księżyca astronauci odpalili silnik DPS lądownika, aby zejść na ostatnią orbitę przed lądowaniem. Podczas 14. orbity rozpoczęto procedurę lądowania. Uruchomiony został kolejny raz silnik DPS - tym razem zainicjował on zniżanie się do powierzchni Księżyca. DPS działał początkowo z ciągiem 10%, później zwiększył ciąg do maksimum. Armstrong obserwował cele na powierzchni, wyliczając na podstawie tego, że lądownik dotknie powierzchni ponad 4 km dalej niż planowano. W dalszej fazie Armstrong obrócił lądownik, by skierować widok z okien w stronę miejsca lądowania i aktywować radar wysokościowy. Astronauci po krótkim czasie zobaczyli pierwszy alarm na komputerze pokładowym (kod 1202). Byli tym zaskoczeni, sami nie doświadczyli tego podczas symulacji. Centrum kontroli misji wiedziało jednak, że ten i kolejne alarmy 1202 i 1201 nie stanowią bezpośredniego zagrożenia jeżeli nie występują za często. Oznaczały bowiem one nadmierne przeciążenie komputera, który umiał sobie z tym radzić. Na wysokości około 5 km Armstrong przejął kontrolę nad sterowaniem lądownikiem od autopilota. Gdy lądownik znalazł się na wysokości niecałych 200 m Armstrong zmienił nieco orientację lądownika, celem wyminięcia gęstych głazów występujących w rejonie krateru West. Krótko po tym Aldrin zaraportował pojawienie się cienia lądownika na powierzchni. O 15:17:40 czasu w Houston Aldrin zakomunikował “Contact light”, co oznaczało, że próbnik na jednej z nóg lądownika dotknął powierzchni Księżyca. Parę sekund później Eagle znalazł się bezpiecznie na powierzchni. Po krótkiej komunikacji związanej z procedurą wyłączenia i zabezpieczenia silnika DPS, Armstrong wypowiedział historyczne słowa: “Houston, Tranquility Base here. The Eagle has landed.”. Kilka minut po wylądowaniu Aldrin zaczął opisywać rodzaj podłoża na jakim się znaleźli. Później załoga lądownika miała krótki odpoczynek, po którym zaczęły się przygotowania do pierwszego w historii ludzkości spaceru księżycowego. Astronauci musieli przygotować plecaki z systemami podtrzymywania życia, założyć skafandry i przygotować lądownik do dehermetyzacji. W następnym artykule opiszemy jak przebiegał pierwszy spacer kosmiczny na powierzchni Księżyca. Źródło: NASA Więcej informacji: • opis wydarzeń podczas lądowania misji Apollo 11 Na zdjęciu: Moduł serwisowy i dowodzenia (CSM) widoczny z pokładu lądownika Eagle po oddokowaniu przed lądowaniem. Źródło: NASA. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-wygladalo-ladowanie-astronautow-na-ksiezycu-przebieg-misji-apollo-11-czesc-2
  6. Pierwsza tego typu obserwacja supernowej z wykorzystaniem satelity TESS 2019-07-20. Autor. Vega Gdy w kwietniu 2018 r. NASA wystrzeliła w kosmos satelitę TESS, miał on ściśle określony cel: przeszukiwać Wszechświat w poszukiwaniu nowych planet. Jednak w niedawno opublikowanym badaniu zespół astronomów z Uniwersytetu Stanowego Ohio wykazał, że TESS może być również wykorzystywany do monitorowania określonego typu supernowej, dając naukowcom więcej wskazówek na temat tego, co powoduje wybuchy białych karłów – i na temat pierwiastków, które z tych wybuchów powstają. Ich badania przedstawiają pierwsze opublikowane odkrycia dotyczące supernowej obserwowanej przy użyciu TESS, i dodają nowe spojrzenia na temat długo utrzymywanych teorii o pierwiastkach pozostawionych po eksplozji białego karła w supernową. Astronomowie uważają, że biały karzeł eksploduje w specyficzny rodzaj supernowej, typu Ia, po zgromadzeniu masy z pobliskiej gwiazdy towarzyszącej i rośnie zbyt duży, by pozostać stabilnym. Ale jeżeli to prawda, to eksplozja powinna zostawić śladowe ilości wodoru, kluczowy składnik gwiazd i całego Wszechświata. (Białe karły już ze swojej natury wypaliły cały swój wodór, a zatem nie byłby źródłem wodoru w supernowej.) Jednak do czasu obserwacji supernowej opartych na TESS astronomowie nigdy nie widzieli śladów wodoru w następstwie eksplozji: ta supernowa jest pierwszą tego typu, w której astronomowie dokonali pomiarów wodoru. Ten wodór może zmienić naturę tego, co astronomowie wiedzą supernowych powstałych z białych karłów. Wodór może oznaczać, że biały karzeł pochłonął pobliską gwiazdę. W tym scenariuszu druga gwiazda byłaby normalną gwiazdą w środku swojego życia – a nie drugim białym karłem. Ale kiedy astronomowie zmierzyli krzywą zmian blasku tej supernowej, wykazała ona, że druga gwiazda była w rzeczywistości także białym karłem. Skąd więc pochodzi wodór? Krzysztof Stanek, profesor astronomii z Ohio University, współautor artykułu, powiedział, że jest możliwe, że wodór pochodzi od gwiazdy towarzyszącej – standardowej gwiazdy – ale uważa, że bardziej prawdopodobne jest, że pochodzi od trzeciej gwiazdy, która akurat znajdowała się w pobliżu eksplodującego białego karła i została przypadkowo pochłonięta przez supernową. Dla swoich badań, Stanek i zespół astronomów z całego świata połączyli dane z TESS, 10-metrowego teleskopu SALT oraz z przeglądu ASAS-SN (All-Sky Automated Survey for Supernovae). ASAS-SN jest kierowany przez Ohio State i składa się z małych teleskopów rozmieszczonych na całym świecie, obserwujących niebo w poszukiwaniu supernowych w odległych galaktykach. Dla porównania, TESS jest przeznaczony do poszukiwania planet w pobliskiej. Oznacza to, że zespół był w stanie wykorzystać dane z TESS, aby zobaczyć co dzieje się wokół supernowej w pierwszych chwilach po eksplozji – niespotykana okazja. Zespół połączył dane z TESS i ASAS-SN z danymi pochodzącymi z SALT, aby ocenić pierwiastki pozostające w śladzie supernowej. Znaleziono tam zarówno wodór, jak i hel, dwa pierwiastki wskazujące, że eksplodująca gwiazda w jakiś sposób pochłonęła pobliskiego towarzysza. Supernowa, którą zespół obserwował, była typu Ia, rodzajem supernowej, która może wystąpić, gdy dwie gwiazdy okrążają się nawzajem – co astronomowie nazywają układem podwójnym. W niektórych przypadkach supernowej typu I jedną z tych gwiazd jest biały karzeł. Biały karzeł spalił całe paliwo jądrowe, pozostawiając jedynie bardzo gorące jądro. (Temperatura białego karła przekracza 100 000 K). Jeżeli gwiazda nie powiększyła się poprzez kradzież fragmentów energii i materii z pobliskiej gwiazdy, biały karzeł spędza następny miliard lat ochładzając się, zanim zmieni się w bryłę czarnego węgla. Ale jeżeli biały karzeł i inna gwiazda są w układzie podwójnym, biały karzeł powoli przybiera masę od drugiej gwiazdy, aż w końcu eksploduje w postaci supernowej. Supernowe typu Ia są ważne dla nauki o kosmosie – pomagają astronomom mierzyć odległości w kosmosie i pomagają im obliczyć, jak szybko Wszechświat się rozszerza (odkrycie tak ważne, że zdobyło Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki w 2011 r.) „Jest to najsłynniejszy rodzaj supernowej – doprowadził do odkrycia ciemnej materii w latach ‘90. Są one odpowiedzialne za istnienie tak wielu pierwiastków we Wszechświecie. Ale tak naprawdę nie rozumiemy fizyki stojącej z nimi. I właśnie to naprawdę lubię w połączeniu danych TESS i ASAS-SN, że możemy wykorzystać je, aby dowiedzieć się trochę więcej o tych supernowych” – mówi Stanek. Odkrycie to dostarcza pewnych dowodów, że gwiazda towarzysząca w tego typu supernowych jest prawdopodobnie drugim białym karłem. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: Ohio State University https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/07/pierwsza-tego-typu-obserwacja.html
  7. Trump zapowiada nową erę eksploracji Kosmosu 2019-07-20 SJ. MG Amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział w sobotę „nową erę eksploracji” Kosmosu. Oświadczył, że pracowników NASA poinstruował, by wysłali na Księżyc kolejnych ludzi, w tym pierwszą kobietę, oraz by wysłali Amerykanów na Marsa. „Aby uhonorować tych, którzy byli przed nami, oraz dla lepszej przyszłości całej ludzkości, zobowiązujemy się rozpocząć nową erę eksploracji, rozszerzając naszego pionierskiego ducha na najdalsze zakątki Kosmosu. (...) Poinstruowałem Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), by wysłała kolejnego mężczyznę i pierwszą kobietę na Księżyc oraz by dokonała kolejnego gigantycznego kroku – wysłania Amerykanów na Marsa” – czytamy w przesłaniu prezydenta Trumpa z okazji przypadającego na sobotę Dnia Eksploracji Kosmosu. Szef państwa dodał, że jego administracja chciałaby przywrócić Stanom Zjednoczonym „dominację oraz przywództwo w przestrzeni kosmicznej na nadchodzące stulecia”. Trump podkreślił, że lądowanie na Księżycu misji Apollo 11, którego 50. rocznica obchodzona jest w sobotę, było „spektakularnym pokazem amerykańskich zdolności technicznych i przywództwa w przestrzeni kosmicznej” oraz jest „trwałym przykładem tego, co może osiągnąć (...) amerykańskie serce, odwaga i determinacja”. „W tym Dniu Eksploracji Kosmosu cieszymy się z naszych ogromnych technologicznych osiągnięć” i „oddajemy cześć tym, których straciliśmy w drodze do odkryć” – napisał amerykański prezydent. Jak przypomina agencja EFE, w kwietniu 2017 roku, niedługo po wkroczeniu do Białego Domu, Trump polecił NASA przyspieszyć działania w zakresie eksploracji przestrzeni kosmicznej; rozważa się m.in. dotarcie człowieka na Marsa w latach 30. XXI wieku. Amerykańska misja Apollo 11 wystartowała 16 lipca 1969 roku. Neil Armstrong i Buzz Aldrin wylądowali na powierzchni Srebrnego Globu modułem księżycowym cztery dni później, 20 lipca. Źródło PAP https://www.tvp.info/43589701/trump-zapowiada-nowa-ere-eksploracji-kosmosu
  8. Znaczek pocztowy na 50 lat od lądowania na Księżycu Dzisiaj do obiegu wszedł znaczek Poczty Polskiej upamiętniający 50. rocznicę pierwszego załogowego lądowania na Księżycu. W 1969 roku amerykański astronauta Neil Armstrong jako pierwszy człowiek postawił stopę na innym ciele niebieskim. Znaczek ma nominał 8,40 zł i został wydanie w formie bloczka. Tytuł emisji to "50-lecie lądowania człowieka na Księżycu". Na znaczku przedstawiony został Księżyc na symbolicznym tle gwieździstego nieba. W centralnej części Księżyca czerwoną strzałką wskazano symbolicznie miejsce lądowania Apollo 11. Na dolnej krawędzi znaczka znajduje napis: 50-LECIE LĄDOWANIA CZŁOWIEKA NA KSIĘŻYCU oraz oznaczenie wartości, a wzdłuż lewej krawędzi - napis POLSKA. Znaczek został wydrukowany techniką offsetową, na papierze fluorescencyjnym, w formacie: 31,25 x 43 mm, w bloku formatu 90 x 70 mm, w nakładzie 100 000 sztuk. Wydano również kopertę FDC. Autorem projektu jest Andrzej Gosik. Warto dodać, iż Poczta Polska zdecydowała się na wyemitowanie rocznicowego znaczka m.in. dzięki sugestiom od Polskiego Towarzystwa Astronomicznego i innych ogólnokrajowych podmiotów astronomicznych i kosmicznych. Źródło: Poczta Polska Autor: Krzysztof Czart Na zdjęciach: Znaczek Poczty Polskiej z emisji "50-lecie lądowania człowieka na Księżycu" oraz koperta FDC. Źródło: Poczta Polska. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/znaczek-pocztowy-na-50-lat-od-ladowania-na-ksiezycu
  9. Człowiek – istota kosmiczna, czyli po ludzku o kosmosie 2019-07-20. Aleksandra Stanisławska Jeśli chcielibyście dostać do rąk przystępne kompendium wiedzy o kosmosie, jego pełnej trudów eksploracji, o wybuchach supernowych i tajnikach ewolucji Wszechświata, a wreszcie o możliwościach podboju innych światów – to ta książka jest właśnie dla Was. Wszystko opowiedziane z werwą przez fizyka, a jednocześnie szefa jednej z największych polskich firm kosmicznych i byłego szefa Polskiej Agencji Kosmicznej. Czyta się to świetnie! Są takie tematy, które przyciągają mnie jak magnes, a wśród nich kosmos zajmuje jedno z najważniejszych miejsc. Są tacy ludzie, którzy mają wiedzę i taki dar opowiadania, że dech zapiera. Na styku fascynującej tematyki i osobowości powstała książka „Człowiek – istota kosmiczna”, którą Wam gorąco polecam. Kim jest dr Grzegorz Brona? Na początek trochę historii, bo dzięki niej współtwórca tej książki, dr Grzegorz Brona, przestanie być „byłym szefem Polskiej Agencji Kosmicznej”, jak napisano na okładce, a stanie się postacią z krwi i kości. Dlaczego to właśnie z nim dziennikarka Ewelina Zambrzycka przeprowadziła wywiad-rzekę? Ostatecznie nie każdy były szef agencji kosmicznej ma do powiedzenia tyle, żeby warto było o tym pisać książkę. Ale ten ma. Na przykład to, że sprawdzał równania widoczne w tle w serialu „The Big Bang Theory” i okazało się, że są najzupełniej poprawne i zgodne ze współczesną wiedzą fizyczną. Albo to, że w 1969 roku, kiedy astronauci misjo Apollo 11 spacerowali po Księżycu, w Krakowie stanął pomnik Neila Armstronga ukazanego na Srebrnym Globie, a PRL-owskie władze natychmiast go zdemontowały. Dr. Bronę, fizyka i przedsiębiorcę, poznałam kilka lat temu jako dziennikarka zajmująca się nowymi technologiami. Tworząc artykuł o polskim przemyśle kosmicznym, wprosiłam się do cleanroomu zarządzanej przez niego spółki Creotech Instruments. Siedziba firmy znajduje się niemal po sąsiedzku z moim domem, więc nie lada szokiem było dla mnie to, że w moim rodzinnym Piasecznie mieściło się jedyne wówczas w Polsce certyfikowane „czyste pomieszczenie”, w którym można składać satelity bądź wyposażenie dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). I faktycznie już wtedy, w 2015 roku, Creotech dostarczał komponenty elektroniczne do sprzętu, który rok później trafił na ISS. Warto pamiętać, że działo się to raptem niespełna trzy lata po przystąpieniu Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), dzięki czemu nasze rodzime firmy zyskały wreszcie szerszą możliwość zaistnienia w sektorze kosmicznym. Dziś trudno o ważny projekt z tej dziedziny realizowany w Polsce, w którym nie byłoby Creotechu. Nie zdziwiło mnie więc i to, że Grzegorz Brona został w ubiegłym roku prezesem Polskiej Agencji Kosmicznej, bo to był rzeczywiście właściwy człowiek na właściwym miejscu. Dlaczego zrezygnował z tej funkcji? Nie wiem i nie wnikam w politykę. Natomiast cieszę się, że dał radę odpowiedzieć na wnikliwe pytania Eweliny Zambrzyckiej, bo dzięki temu dowiedziałam się, że ma nie tylko wiedzę z zakresu astrofizyki, ale też o fascynującej mnie historii eksploracji kosmosu. A do tego umie o tym wciągająco opowiadać. Wojna na błędy Dzisiaj przypada 50. rocznica pierwszego lądowania na Księżycu i oczywiście to nie przypadek, że właśnie tuż przed tą datą została wydana ta książka. Lądowanie to było szczytowym osiągnięciem załogowych lotów kosmicznych i dziś tak mocno dominuje nasze wyobrażenie o tym, jak naprawdę zdobywano kosmos, że zapominamy o tym, iż poprzedziły je całe lata prób, błędów, a przede wszystkim – niepowodzeń. Warto sobie uświadomić, że były to czasy zażartego wyścigu między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR i obaj przeciwnicy byli gotowi niemal na wszystko, aby osiągnąć dominację w kosmosie. To wyłącznie wskutek tej wytężonej rywalizacji w ogóle doszło do lądowania na Księżycu. Namiętnie oglądam dokumentalne filmy o tym kosmicznym wyścigu zbrojeń, ale one ukazują tę historię niemal wyłącznie z punktu widzenia Amerykanów. Tyle że w tym czasie w przestrzeni pozaziemskiej pod niemal każdym względem prym wiedli Rosjanie. Oni umieścili na orbicie pierwsze sztuczne satelity – Ziemi i Księżyca, oni jako pierwsi wysłali na orbitę naszej planety żywe istoty (psy), a potem człowieka, jako pierwsi uderzyli bezzałogową sondą w Księżyc i jako pierwsi dokonali okrążenia Srebrnego Globu, po czym zaliczyli udane lądowanie z pasażerami – żółwiami, a one stały się pierwszymi żywymi istotami, które przetrwały lot z drugą prędkością kosmiczną. Swoje sukcesy Rosjanie opłacili ogromnymi stratami. Przed 1969 rokiem, kiedy to Neil Armstrong i Buzz Aldrin stanęli w końcu na Księżycu, ponad 20 radzieckich misji księżycowych nie doszło do skutku w efekcie awarii rakiet nośnych, a w sześciu zawiodły sondy kosmiczne. W 1967 roku, podczas testów pierwszego Sojuza, będącego dziś najbardziej niezawodnym statkiem kosmicznym w historii, zginął Władimir Komarow, który nie poradził sobie z ogromną liczbę awarii na pokładzie i w efekcie kapsuła rozbiła się o ziemię. I u Amerykanów próby lotów bezzałogowych w stronę Srebrnego Globu nie wyglądały różowo. Przed lipcem 1969 roku w aż siedmiu przypadkach awarii ulegały rakiety nośne i tyle samo razy zawodziły sondy kosmiczne, które nie realizowały swoich zadań albo epicko roztrzaskiwały się o powierzchnię Księżyca. Kulminacją niepowodzeń był tragiczny wypadek, w którym podczas testów w 1967 roku zginęła cała trzyosobowa załoga misji Apollo 1: Gus Grissom, Edward White i Roger Chaffee. Największy spektakl medialny Te wszystkie niepowodzenia przyćmiło widowisko pierwszego udanego lądowania na Księżycu. Amerykanie je genialnie wyreżyserowali, a transmisja telewizyjna skupiła przed odbiornikami aż 530 milionów ludzi na całym świecie, czyli 18 proc. ówczesnej populacji. I tu w pełni sprawdziły się wypowiedziane w 1962 roku słowa prezydenta Johna Kennedy’ego, które pchnęły NASA do pracy na zwiększonych obrotach i zapewniły tym wysiłkom poparcie społeczne: „Wierzę, że nasz naród powinien zaangażować się w osiągnięcie celu, którym jest lądowanie człowieka na Księżycu i jego bezpieczny powrót na Ziemię jeszcze przed końcem tej dekady. Żadne przedsięwzięcie nie będzie równie imponujące i żadne nie wywrze większego wpływu na przyszłą eksplorację kosmosu; jednak żadne nie będzie również trudniejsze do realizacji ani bardziej kosztowne”. Dokładnie tak było. Program kosmiczny Apollo kosztował ponad 25 mld dol., i to w czasach, kiedy dolar miał znacznie wyższą wartość niż obecnie (przy uwzględnieniu inflacji ta kwota dziś jest równoważna co najmniej 100 mld dol.). Z tych wypraw astronauci przywieźli 382 kg próbek księżycowego gruntu, co czyni z niego jeden z najdroższych surowców. Zanim człowiek postawił stopę na Srebrnym Globie, wykonano zaledwie sześć lotów próbnych. Dzisiaj na Księżyc latają sondy bezzałogowe, które są dużo tańsze, dużo bardziej niezawodne i wszechstronne niż loty załogowe. Cóż z tego, skoro my i tak bardziej podziwiamy tych dzielnych 12 astronautów, którzy, kosztem ogromnego wysiłku tysięcy osób, dotarli na Srebrny Glob na statkach kontrolowanych przez komputery miliony razy wolniejsze niż dzisiejsze smartfony. My, ludzie, uwielbiamy dobre opowieści z happy endem, a do takich należy historia lądowania na Księżycu. Dobrych, mięsistych opowieści jest w książce „Człowiek – istota kosmiczna” jeszcze bardzo wiele. Sądzę, że im się nie oprzecie. https://www.crazynauka.pl/czlowiek-istota-kosmiczna-czyli-po-ludzku-o-kosmosie/
  10. Deorbitacja Tiangong-2 2019-07-19. Krzysztof Kanawka Dziewiętnastego lipca 2019 roku chiński moduł orbitalny Tiangong-2 spłonął w atmosferze. [drocap]C[/dropcap]hiński moduł orbitalny Tiangong-2 (TG-2) od września 2016 znajdował się na orbicie. W październiku 2016 roku przycumowała do niego chińska misja załogowa Shenzhou-11. Lot trwał miesiąc – najdłuższa dotychczasowa wyprawa załogowa w ramach programu Shenzhou. Następnie, w kwietniu 2017 do TG-2 przycumował bezzałogowy pojazd zaopatrzeniowy Tianzhou-1 (TZ-1). Celem misji było przetestowanie procedur automatycznego cumowania, jako element przygotowań do prac przy chińskiej wielomodułowej stacji orbitalnej. Chiny chciały uniknąć sytuacji, która nastąpiła w przypadku poprzedniego modułu, TG-1. Moduł spłonął w atmosferze 2 kwietnia 2018, nad Pacyfikiem, z dala od naziemnej infrastruktury. Proces deorbitacji TG-1 nie był kontrolowany, po tym jak Chiny w marcu 2016 utraciły nad nim kontrolę. Po raz pierwszy we wrześniu 2018 roku Chiny ogłosiły kiedy dojdzie do deorbitacji TG-2. Wówczas informowano, że deorbitacja TG-2 nastąpi w lipcu 2019. Tak też się stało – TG-2 zszedł z orbity 19 lipca 2019. Poniższe nagranie prezentuje proces deorbitacji tego modułu orbitalnego. Deorbitacja nastąpiła po 15:00 CEST nad Pacyfikiem. Kolejnym krokiem dla Chin będzie budowa wielomodułowej stacji orbitalnej. Chiny ogłosiły niedawno, że ta stacja ma być w całości gotowa do 2022 roku. Stacja ma nieco przypominać radziecką/rosyjską stację Mir i być w stanie przyjmować załogi pojazdów Shenzhou na wielomiesięczne pobyty. Jest możliwe, że do tej stacji zawitają także astronauci (lub też “tajkonauci”) z różnych państw. (PFA, CCTV, NSF) https://kosmonauta.net/2019/07/deorbitacja-tiangong-2/
  11. Bliski przelot 2019 NF7 (09.07.2019) 2019-07-19. Krzysztof Kanawka Dziewiątego lipca nastąpił bliski przelot planetoidy 2019 NF7. Obiekt przemknął w odległości około 377 tysięcy kilometrów od Ziemi. Planetoida o oznaczeniu 2019 NF7 przemknęła obok Ziemi 9 lipca, ze zbliżeniem około godziny 13:00 CEST.W tym momencie 2019 NF7 znalazła się w odległości około 377 tysięcy kilometrów od Ziemi, co odpowiada 0,98 dystansu do Księżyca. 2019 NF7 ma szacowaną średnicę około 10 metrów. Co ciekawe, tego samego dnia nastąpił przelot planetoidy 2019 MB4. W odróżnieniu od 2019 MB4, 2019 NF7 została wykryta ponad tydzień po przelocie. Takie “późne” odkrycia planetoid są wciąż powszechne – małe obiekty nie są jasne i trudno je odkryć nawet przez duże obserwatoria astronomiczne. Jest to 33 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów. Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia 2018 doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja 2018 również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca 2018 doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę. (HT) https://kosmonauta.net/2019/07/bliski-przelot-2019-nf7-09-07-2019/
  12. Astronomowie nie są w stanie wykluczyć zderzenia asteroidy 2006 QV89 z Ziemią już we wrześniu tego roku Autor: admin (2019-07-19) Asteroida 2006 QV89 to ciało niebieskie, które zostało odkryte 13 lat temu, latem 2006 roku. Obiekt ten zbliżył się wtedy do Ziemi na odległość kilku milionów kilometrów. Jego bezpośrednie obserwacje pozwoliły na obliczenie jej orbity. Wtedy właśnie okazało się że 9 września 2019 roku istnieje szansa kolizji tego ciała niebieskiego z Ziemią Obiekt znany jako 2006 QV89 należy do grupy Apolla - zbiorowiska asteroid, które sporadycznie wchodzą z kolizję orbita ziemską. Jej kolejne zbliżenie, które ma mieć miejsce 9 września 2019 mogło się zakończyć wejściem w ziemską atmosferę jak przypadku innego przedstawiciela grupy Apolla, znany jako meteor czelabiński. Asteroida 2006 QV89 nie jest zbyt duża, jej wymiary to jedynie 20 na 50 metrów, tak, że nawet w przypadku zderzenia z Ziemią, nie wywołała by ona globalnej katastrofy. Gdyby jednak taki obiekt wpadł do oceanu, nie można wykluczyć że do brzegu dotarły by jakieś fale tsunami. Ewentualność kolizji 2006 QV89 z Ziemią spowodowało, że europejscy astronomowie uważnie prześledzili dane z przelotu w 2006 roku. Do tego próbowali wykonać nowe obserwacje tego obiektu za pomocą teleskopu VLT w Chile. Ze względu na duże odległości i niewielkie rozmiary asteroidy, jest ją bardzo trudno zauważyć.Dlatego naukowcy skupili się na pewnych wąskich obszarach, gdzie, według różnych szacunków i wyliczeń orbity, miała się znajdować 2006 QV89. Rozdzielczość teleskopu VLT była wystarczająca aby go zobaczyć, ale nie ma po niej śladu. Oznacza to, że trajektoria lotu asteroidy 2006 QV89 jest dla nas nieznana i coś mogło na nią wpłynąć grawitacyjnie na tyle, że nie było jej tam gdzie się spodziewano. W związku z tym nie sposób wykluczyć, że do zderzenia 9 września bieżącego roku na pewno nie dojdzie. Astronomowie szacują jednak, że ryzyko jest bardzo niewielkie i wynosi jak od 1 do 7 tysięcy. https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/astronomowie-nie-sa-w-stanie-wykluczyc-zderzenia-asteroidy-2006-qv89-z-ziemia-juz-we
  13. Teleskopy kosmiczne ukazują atmosferę planety średnich rozmiarów 2019-07-19. Autor. Vega Dwa teleskopy kosmiczne NASA połączyły swoje siły, aby po raz pierwszy zidentyfikować szczegółowy „odcisk palca” planety o rozmiarach między Ziemią a Neptunem. Takich planet nie znajdziemy w Układzie Słonecznym, ale są powszechne w innych układach planetarnych. Planeta Gliese 3470 b (znana również jako GJ 3470 b) może być krzyżówką Ziemi i Neptuna, z dużym skalistym jądrem zakopanym pod głęboką, miażdżącą atmosferą wodorowo-helową. Ważąca 12,6 masy Ziemi planeta jest bardziej masywna niż nasza planeta ale lżejsza od Neptuna (17 mas Ziemi). Wiele podobnych światów zostało odkrytych przez misję Kepler, która zakończyła swoją pracę w 2018 roku. W rzeczywistości 80% planet w naszej galaktyce może mieścić się w tym zakresie mas. Jednak astronomowie do tej pory nigdy nie byli w stanie zrozumieć chemicznej natury takiej planety. Dzięki inwentaryzacji zawartości atmosfery GJ 3470 b astronomowie są w stanie odkryć wskazówki dotyczące natury i pochodzenia planety. Astronomowie wykorzystali dane z teleskopów Hubble i Spitzer uzyskane na wielu długościach fal, aby wykonać pierwsze badanie atmosfery GJ 3470 b. Osiągnięto to poprzez pomiar absorpcji światła gwiazd, gdy planeta przechodziła przed tarczą gwiazdy (tranzyt) i utraty odbijanego światła z planety, gdy przechodziła za gwiazdą (zaćmienie). W sumie teleskopy kosmiczne obserwowały 12 tranzytów i 20 zaćmień. Nauka analizowania chemicznych odcisków palców na podstawie światła nazywana jest spektroskopią. Atmosfera GJ 3470 b okazała się być przeważnie czysta, z jedynie cienkimi mgiełkami, co umożliwiło naukowcom spojrzenie w głąb atmosfery. „Spodziewaliśmy się atmosfery silnie bogatej w ciężkie pierwiastki, takie jak tlen i węgiel, które tworzą obfitą parę wodną i metan, podobnie jak to, co widzimy na Neptunie. Zamiast tego znaleźliśmy atmosferę tak ubogą w ciężkie pierwiastki, że jej skład przypomina bogatą w wodór/hel kompozycję Słońca” – powiedział Björn Benneke z University of Montreal w Kanadzie. Uważa się, że inne egzoplanety, zwane „gorącymi Jowiszami”, formują się daleko od swoich gwiazd i z czasem migrują znacznie bliżej. Ale wydaje się, że ta planeta powstała dokładnie tam, gdzie jest dzisiaj. Według Benneke najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że GJ 3470 b urodziła się niebezpiecznie blisko czerwonego karła, którego masa stanowi ok. połowy masy Słońca. Podaje hipotezę, że powstała ona jako sucha skała i szybko akreowała wodór z pierwotnego dysku gazu, gdy jej gwiazda była bardzo młoda. Dysk taki nazywa się dyskiem protoplanetarnym. „Widzimy obiekt, który był w stanie akumulować wodór z dysku protoplanetarnego, ale nie uciekł, by stać się gorącym Jowiszem. To intrygujące” – powiedział Benneke. Jedno z wyjaśnień jest takie, że dysk rozproszył się, zanim planeta mogła się dalej powiększyć. „Planeta utknęła, stając się pod-Neptunem” – mówi Benneke. Nadchodzący Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba będzie mógł badać jeszcze głębiej w atmosferze GJ 3470 b, dzięki swojej niespotykanej czułości w podczerwieni. Nowe wyniki wzbudziły już duże zainteresowanie amerykańskich i kanadyjskich zespołów opracowujących instrumenty dla Webba. Będą obserwować tranzyty i zaćmienia GJ 3470 b na długościach fal świetlnych, na których mgły atmosferyczne stają się coraz bardziej przezroczyste. Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: Spitzer Urania https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/07/teleskopy-kosmiczne-ukazuja-atmosfere.html
  14. Niezrealizowane misje załogowe na Księżyc i przyczyny ich porażek 2019-07-19. Kamil Serafin Dokładnie 50 lat temu Neil Armstrong, jako pierwszy przedstawiciel homo sapiens, postawił zamkniętą w skafandrze stopę na powierzchni Księżyca. Misja Apollo 11, której półwiecze dziś świętujemy, pokazała światu, co jest w stanie osiągnąć człowiek, zaledwie 66 lat po tym, jak udało mu się oderwać od Ziemi. Próby dotarcia do Srebrnego Globu nie zaczęły się jednak ani nie skończyły na historycznym “wielkim skoku dla ludzkości”. Większość z nich nie zapisała się również w historii jako udane przedsięwzięcia. Przed Wami krótka lista najciekawszych misji i programów kosmicznych, które miały zabrać ludzi na powierzchnię naszego satelity, jednak z jakiegoś powodu odniosły porażkę. Data: 11 kwietnia 1970 Załoga: James Lovell, John Swigert, Fred Faise Przyczyna niepowodzenia: Eksplozja zbiorników z tlenem Zaczynamy od absolutnego klasyka. Historia Apollo 13, trzeciej misji mającej dostarczyć człowieka na powierzchnię Srebrnego Globu, wstrząsnęła całym narodem amerykańskim, który przez sześć długich dni wyczekiwał na powrót astronautów, zdanych na łaskę uszkodzonego statku kosmicznego. Przyczyna usterki okazała się efektem tak nieprawdopodobnej serii zbiegów okoliczności, uszkodzeń powstałych jeszcze na Ziemi i zwyczajnego pecha, że dopiero długie i żmudne dochodzenie pozwoliło odtworzyć tragiczny w skutkach przebieg wypadków. Wystarczy wspomnieć, że składały się na nią między innymi: zbyt mały zakres czujników temperatury, pomyłka jednego z producentów przy pomiarze napięcia oraz upuszczenie na podłogę platformy nośnej dla zbiorników z tlenem modułu serwisowego (oryginalnie demontowanych z Apollo 10). To właśnie eksplozja tych ostatnich pozbawiła załogę nie tylko zapasów życiodajnego gazu, ale również znacznie ograniczyła dostępne zasoby energii elektrycznej oraz wody. Na skutek całego zajścia trzyosobowa załoga musiała spędzić cztery dni w module księżycowym, przeznaczonym na okres dwóch dni dla jednej pary astronautów. Lovell, Swigert i Faise przez okna statku mogli jedynie obserwować upragnioną powierzchnię Księżyca, podczas jego okrążania na kursie powrotnym do domu. Ustanowili wtedy rekord odległości istoty ludzkiej od Ziemi – 400 171 kilometrów w linii prostej. Wodowali na Oceanie Indyjskim, po niemal 143 godzinach lotu, 17 kwietnia 1970 roku, nie przywożąc ze sobą ani księżycowych skał, ani zdjęć innych niż te wykonane z wnętrza statku. Cała misja okazała się jednak niezwykle ważną lekcją dla NASA i całego przemysłu kosmicznego, udowadniając, że człowiek w przestrzeni kosmicznej może sobie poradzić nawet z najbardziej dramatycznymi sytuacjami. Ponadto, nie ukrywajmy – wszyscy kojarzymy film Apollo 13 Rona Howarda z 1995. Tom Hanks i jego słynne “Houston, we have a problem” przeszło do legendy kinematografii. Data: 1972 – 1974 Załoga: Richard Gordon, Vance Brand, Harisson Schmitt | Fred Haise, Gerald Carr, William Pogue | Stuart Roosa, Jack Lousma, Don Lind Przyczyna niepowodzenia: Anulowanie programu Apollo Wypadek Apollo 13 stał się pretekstem dla Kongresu Stanów Zjednoczonych, aby ograniczyć wydatki na kolejne misje, mające wysłać człowieka na Księżyc. Pieniądze były przecież potrzebne na prowadzenie Zimnej Wojny, a skoro wyścig kosmiczny został wygrany, to po co dalej inwestować tak duże środki w rakiety? Ponadto, większą uwagę zaczęto ponownie zwracać w kierunku orbity okołoziemskiej i realizowania na niej kolejnych misji, tym razem mających na celu stworzenie stacji badawczej. 4 stycznia 1970 roku, nieco ponad cztery lata przed planowanym startem Apollo 20, NASA zmuszona była anulować ostatnią z misji. Rakieta Saturn V, która miała być w niej wykorzystana, przeznaczona została na realizację Programu Skylab (stacja orbitalna działająca od 1973 roku), a cięcia budżetowe nie pozwoliły na produkcję kolejnego jej egzemplarza. 2 września tego samego roku skasowano także misje z numerami 18 i 19. Nie jest do końca jasne, gdzie dokładnie miały lądować trzy załogi, które ostatecznie pozostały na Ziemi. Pewnym pozostaje jednak, że anulowanie Apollo 18, 19 oraz 20 sprawiło, że poznaliśmy Księżyc w mniejszym stopniu, niż pierwotnie zakładał cały program. W 1971 roku prezydent Richard Nixon zasugerował anulowanie również Apollo 16 i 17, twierdząc, że sukces dotychczasowych misji był tak spektakularny, iż kolejne nie są w ogóle potrzebne. Pragnął od razu przejść do realizacji Skylab, został jednak od tego pomysłu odwiedziony przez swoich doradców. Data: 1956 – 1991 Załoga: nieokreślona Przyczyna niepowodzenia: Przegrana w wyścigu kosmicznym Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich mógł pochwalić się wieloma sukcesami na kosmicznym polu, o których Stany Zjednoczone mogły jedynie pomarzyć. Pierwsi umieścili na orbicie okołoziemskiej sztucznego satelitę, Sputnika 1, który przez trzy miesiące krążył nad światem, przypominając Amerykanom o ich porażce na tym etapie Wyścigu Kosmicznego. 12 kwietnia 1961 roku Jurij Gagarin stał się pierwszym człowiekiem w kosmosie (nie uwzględniając licznych, niepotwierdzonych ofiar poprzednich podobnych lotów radzieckich). Ceną sukcesu ZSRR były liczne wypadki, brak zachowania podstawowych środków ostrożności i brak poszanowania dla życia kosmonautów. J.F. Kennedy, obierając dotarcie na Księżyc przed końcem ówczesnego dziesięciolecia za priorytetowy cel dla całego narodu, rzucił rękawicę władzom komunistycznym. Wyzwanie zostało podjęte i równolegle z programem Apollo sowieci testowali własne pomysły dotarcia na Srebrny Glob. Chociaż Sergei Korolev (odpowiednik Wernhera von Brauna po stronie sowieckiej) był bardziej zainteresowany lotami w kierunku Wenus i Marsa, naciski polityczne zmusiły go do skupienia się “tylko” na Księżycu. Wśród jego planów było między innymi okrążenie ziemskiego satelity przez załogę Soyuza 7K-L1 w ramach Programu Zond w 1968 roku, osadzenie na ziemskim satelicie jednoosobowego lądownika LK z wykorzystaniem rakiety N1, a nawet budowa bazy księżycowej o chwytliwej nazwie Gwiazda. Już pierwszy z tych pomysłów odniósł porażkę, kiedy problemy techniczne nie pozwoliły na start lotu, przez brak odpowiedniego przygotowania całego sprzętu na czas. Apollo 8 okrążyło Księżyc, pozostawiając ZSRR w tyle i przekreślając cały Program Zond. Rosjanie podjęli desperacką próbę wyprzedzenia Neila Armstronga i Buzza Aldrina o 13 dni, jednak rakieta N1 eksplodowała podczas próby startu, czwarty raz z rzędu, niszcząc przy tym cały kosmodrom. Gdy informacja o sukcesie misji Apollo 11 obiegła świat, rząd ZSRR stracił zainteresowanie całym programem kosmicznym, jednak nie zdecydował się na całkowite jego zamknięcie. Nieśmiałe próby powrotu na Księżyc trwały do 1974 roku, kiedy to zdecydowano się skupić całą uwagę na stacjach orbitalnych. Data: 1938 Załoga: nieokreślona Przyczyna niepowodzenia: Brak jakichkolwiek możliwości realizacji pomysłu W 1938 roku Brytyjskie Towarzystwo Międzyplanetarne zaproponowało jeden z pierwszych konkretnych sposobów wysłania człowieka na Księżyc. Pięciostopniowa rakieta na paliwo stałe miała wynieść lądownik księżycowy na orbitę i wysłać go na kurs w kierunku naszego naturalnego satelity. On sam, bardzo podobnie jak w misjach Apollo, miał wylądować na powierzchni a później z niej wystartować. Na Ziemię miała wrócić jedynie kapsuła, wyposażona w spadochron. W projekcie zaproponowano nawet wytworzenie sztucznej grawitacji wewnątrz statku poprzez ruch obrotowy. Niestety, świat stał wtedy u progu kolejnej wojny światowej, a dostępna technologia nie była jeszcze na tyle rozwinięta, by ktokolwiek na poważnie myślał o tym pomyśle. Data: 14 stycznia 2004 – 11 października 2010 Załoga: nieokreślona Przyczyna niepowodzenia: Anulowanie programu przez prezydenta Baracka Obamę Po katastrofie promu Columbia jasnym stało się, że eksploracja kosmosu z wykorzystaniem wahadłowców kosmicznych nie wchodzi już w grę. Prezydent George Bush potrzebował więc nowego pomysłu, którym mógłby udowodnić, że potęga amerykańskiego przemysłu astronautycznego nie jest jeszcze zatracona i nie opiera się wyłącznie na rozwijaniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rozwiązaniem miał być Program Constellation, zaproponowany przez prezydenta podczas przemówienia w siedzibie NASA. Człowiek miał wrócić na porzucony w 1972 Księżyc najpóźniej w 2020 roku. Celem miała być też późniejsza, postępująca eksploracja Marsa oraz innych planet. Ambitny plan zakładał wykorzystanie rakiet Ares IV i Ares V, opartych na konstrukcji Saturna V oraz wahadłowców kosmicznych. Z ich pomocą na orbitę okołoziemską miał zostać wyniesiony statek Orion, wraz z czteroosobową załogą, która następnie wyruszyłaby na jego pokładzie w stronę Księżyca. Statek miał samodzielnie okrążać Srebrny Glob, podczas gdy wszyscy astronauci dotarliby na powierzchnię za pomocą lądownika Altair. Następnie, podobnie jak w misjach Apollo, miało nastąpić wyrzucenie Altaira w górę i przechwycenie go przez pierwotny statek. Warto również wspomnieć, że miał on utrzymać załogę przy życiu nawet przez 210 dni i pozwolić na wchodzenie do wnętrza bez konieczności szybkiego zdejmowania uszkodzonego skafandra. Zawierał też innowacyjną toaletę, wzorowaną na tej z ISS, kosmiczną mikrofalówkę, a nawet przeszklony kokpit. Lądownik miał również w zamyśle działać bezzałogowo, dostarczając na Księżyc m.in elementy konstrukcyjne dla budowy bazy. Niestety, żaden egzemplarz nie został skonstruowany. W 2010 roku następca Busha, Barack Obama, uznał Program Constellation za nieopłacalny i nieprzemyślany, usuwając go z planów NASA. Data: 2017 – obecnie Załoga: nieokreślona Możliwa przyczyna ewentualnego niepowodzenia: Za mało czasu na pracę dla NASA Pierwsza pozycja na naszej liście, która wciąż ma szanse powodzenia. I to nawet spore. Donald Trump lubi od czasu do czasu przypodobać się Amerykanom jakimś doniosłym przedsięwzięciem. Tym razem jego wybór padł na kolejny załogowy lot w kierunku Srebrnego Globu. Początkowy plan zakładał lądowanie w 2028 roku, ale prezydent zdecydował się przyspieszyć całą operację tak, by zmieściła się jeszcze w jego kadencji. Tak więc według obecnego planu, człowiek ponownie postawi stopę na południowym biegunie Księżyca już w 2024, zgodnie z ogłoszeniem wiceprezydenta Mike’a Pence’a. Na program składają się, póki co, jedynie trzy misje: Artemis 1, Artemis 2 oraz Artemis 3. Najpierw ma nastąpić bezzałogowy przelot statku Orion wokół naszego satelity, potem przelot wraz z załogą, a dopiero na samym końcu lądowanie. Skojarzenia z Apollo nie są przypadkowe, wliczając w to również pośpiech, z jakim musi liczyć się NASA, aby już w przyszłym roku rozpocząć planowane testy kapsuły MPCV Orion i rakiet SLS (Space Launch System) oraz zacząć dostarczać wyposażenie na Księżyc. Oczywiście, na możliwość zarobu liczy przy tym cała rzesza podwykonawców, którzy chętnie zainkasują spore sumy za zrealizowanie określonych elementów programu. Firma Blue Orgin zaledwie dwa miesiące temu zaprezentowała swój projekt lądownika Blue Moon, a Elon Musk wyraźnie zaznaczył chęć udzielenia swojej technologii w programie. Pomimo znacznych środków, jakie Kongres USA (najpewniej) przekaże na Artemis, szanse na realizację wszystkich celów w terminie są bardzo nikłe, oczywiście zachowując konieczne środki bezpieczeństwa i unikając ofiar w ludziach. Przed kilkoma dniami Jim Bridenstne z NASA poinformował, że pierwsze próby sprawdzenia działania rakiet SLS zostały przesunięte z 2020 roku na 2021. Nie są one jeszcze bowiem ukończone, mimo że prace nad nimi trwają już od 2010 roku, a gotowe miały być w… 2017! W lutym firma Boeing, pracująca nad centralnym stopniem rakiety poinformowała o zbliżającym się zakończeniu budowy tego elementu, jednak przed inżynierami wciąż wiele testów i problemów do rozwiązania, które spowodują kolejne opóźnienia. Według pierwotnych planów, w 2028 roku na orbicie Księżyca ma zacząć funkcjonować Gateway, czyli czteroosobowa stacja orbitalna, mająca służyć jako baza wypadowa dla przyszłych misji, również marsjańskich. Będzie krążyć po wysokiej eliptycznej orbicie, co 6 dni okrążając Srebrny Glob. Wokół tego pomysłu narosło jednak wiele kontrowersji, głównie z powodu opinii wyrażanych przez były astronautów i pracowników NASA, którzy Gateway określają jako ślepy zaułek w eksploracji kosmosu. Gateway to najgorszy pomysł w historii NASA ~ Robert Zubrin, założyciel Mars Society Najpewniej jednak stacja, o ile w ogóle zacznie funkcjonować, to w zupełnie innej formie, bowiem stworzenie jej w ciągu najbliższych dziewięciu lat wydaje się mało prawdopodobne. Zwłaszcza że planowo jej tworzenie miało się rozpocząć już w przyszłym roku… Data: 2030 Załoga: nieokreślona Możliwa przyczyna ewentualnego niepowodzenia: Taka sama jak w 1969 To, że 50 lat temu ZSRR przegrało walkę o Księżyc, nie oznacza, że przestało o nim myśleć. Prezydent/premier/car Rosji, Vladimir Putin, już od dawna zapowiada, że jego naród finalnie osiągnie upragniony cel i doleci do ziemskiego satelity. Ma to umożliwić między innymi rakieta Soyuz 5 Super-Heavy, pozwalająca wynieść na orbitę ponad 70 ton ładunku. Rosjanie są na razie dalej od lądowania na jakimkolwiek kosmicznym obiekcie od USA i pozostałych kosmicznych graczy, jednak z pewnością myślą o tym poważnie, przynajmniej w dłuższej perspektywie. Obecnie mówi się o potencjalnym lądowaniu w okolicach 2030 roku. Data: 2023 Załoga: Yusaku Maezawa, Damien Chazelle, kilku innych artystów i załoga SpaceX Możliwa przyczyna ewentualnego niepowodzenia: Opóźnienia w natłoku pracy SpaceX Spośród wszystkich szalonych pomysłów Elona Muska, ten jeden jest z całą pewnością najbardziej przez nas wszystkich podziwiany. Miliarder zamierza wysłać na pokładzie Super Heavy Rocket (BFR) grupę artystów, którzy lecąc dookoła Księżyca, będą na pokładzie rakiety tworzyć swoje arcydzieła, zainspirowani kosmicznym uniesieniem i “wschodem Ziemi”, który z pewnością zobaczą. Ich prace mają zostać opublikowane jeszcze przed powrotem na Ziemię, który ma nastąpić po sześciu dniach lotu. Planowany start – 2023 rok. Misja ma, w opinii Maezawy, wybranego na pierwszego pasażera, przyczynić się do rozpowszechniania pokoju na świecie. Wszystko ładnie brzmi, jednak problemem mogą okazać się inne priorytety SpaceX, takie jak wsparcie NASA przy programie Artemis. A może Musk uzna, że interesuje go wyłącznie rozwój jego własnego projektu i całkowicie poświęci wszystkie środki na wycieczkę dookoła Księżyca? Jeśli rzeczywiście uda się zrealizować ten projekt, SpaceX popchnie eksplorację kosmosu znacznie do przodu, przerywając ciągłe obietnice o załogowym locie poza ziemską orbitę i naprawdę je realizując. Oby. Source : dearMoon, Smithsonian, Geekwire, Geekwire https://news.astronet.pl/index.php/2019/07/20/niezrealizowane-misje-zalogowe-na-ksiezyc-i-przyczyny-ich-porazek/
  15. W kosmicznym obiektywie: Kwiaty wiśni 2019-07-19. Alicja Pietrzak Na powyższym zdjęciu z teleskopu Hubble galaktyka NGC 1156 przywodzi na myśl kwitnące na wiosnę drzewo wiśni. Jasne, liczne „kwiaty” są tak naprawdę regionami, w których nowe gwiazdy zaczynają swoje życie. Emitowane przez nie energetyczne światło wydostaje się na zewnątrz, gdzie napotyka blisko położone wodorowe obłoki, które pobudza do wydzielania charakterystycznej różowej poświaty. Opisywana struktura znajduje się w gwiazdozbiorze Barana. Klasyfikuje się ją jako nieregularną galaktykę karłowatą, co oznacza, że nie posiada widocznej spirali oraz zaokrąglonego kształtu, choć jednocześnie pomimo swych małych rozmiarów, ma relatywnie duży region centralny pełen gęściej rozmieszczonych gwiazd. Niektóre chmury gazu wewnątrz NGC 1156 obracają się w przeciwnym kierunku niż reszta galaktyki, co sugeruje, że w przeszłości miało miejsce bliższe spotkanie pomiędzy nią a podobną tego typu strukturą. Grawitacja drugiej galaktyki i chaos podobnej interakcji, mógł być powodem zaburzenia prawdopodobnie bardziej uporządkowanej rotacji materii wewnątrz NGC 1156, które możemy obserwować do dziś. Source : ESA https://news.astronet.pl/index.php/2019/07/19/w-kosmicznym-obiektywie-kwiaty-wisni/
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)