Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Zawartość

    15816
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    47

Ostatnia wygrana Paweł Baran w Rankingu w dniu 22 Luty

Paweł Baran posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

3746 Excellent

2 obserwujących

O Paweł Baran

  • Tytuł
    Syriusz
  • Urodziny 20.06.1975

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    PRZYSIETNICA . PTMA Warszawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    PRZYSIETNICA

Ostatnie wizyty

6278 wyświetleń profilu
  1. Ogromna planetoida z własnym księżycem zbliża się do naszej planety 2019-05-25. Już za kilka dni na fanów astronomii czeka nie lada atrakcja, bo naszą planetę będzie mijać wyjątkowa planetoida z własnym księżycem, poruszająca się z prędkością ponad 77 tysięcy kilometrów na godzinę. Tak naprawdę mamy do czynienia z planetoidą podwójną, czyli ciałem niebieskim składającym się z dwóch związanych ze sobą siłami grawitacyjnymi planetoid o porównywalnych rozmiarach - jeśli któryś ze składników układu jest znacznie mniejszy od drugiego, to określamy go mianem księżyca. Z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia u 1999 KW4, który ma blisko milę szerokości i posiada księżyc. Planetoida została odkryta 20 lat temu, ale jak informuje CBS News, to właśnie 27 maja tego roku znajdzie się w najbliższej zanotowanej odległości od Ziemi. Las Cumbres Observatory (LCO) dodaje, że 1999 KW4 jest delikatnie spłaszczona na biegunach i posiada grzbiet górski wzdłuż równika, co nadaje jej wygląd orzecha włoskiego. Co więcej, 1999 KW4 jest sklasyfikowana jako potencjalnie niebezpieczny obiekt (PHO), czyli ciało niebieskie o średnicy co najmniej 150 metrów, poruszające się wokół Słońca po orbitach przecinających orbitę Ziemi lub znajdujących się w jej pobliżu, mogące się z nią zderzyć. Tym razem będziemy jednak bezpieczni, bo 1999 KW4 zbliży się do nas na odległość ok. 5 milionów kilometrów, co jest odległością 13 razy większą niż ta dzieląca naszą planetę i Księżyc. Tak czy inaczej, planetoida jest główną bohaterką tegorocznej kampanii International Asteroid Warning Network (IAWN), która będzie testować naszą zdolność do scharakteryzowania i przygotowania się na uderzenie różnych potencjalnie niebezpiecznych obiektów. Profesjonalne obserwacje będzie prowadzić m.in. Arecibo Observatory w Puerto Rico, gdzie znajduje się największy na świecie teleskop radiowy, a celem jest choćby poprawienie znanego obecnie modelu planetoidy w zakresie jej kształtu czy właściwości powierzchni (można tego dokonać właśnie przez wysłanie do planetoidy sygnału radiowego i zmierzenie odbijających się fal). Astronomowie-amatorzy również mogą podjąć próbę obserwacji 1999 KW4, pod warunkiem, że posiadają teleskop o średnicy co najmniej 8 cali - planetoida będzie wyglądać jak wolno spadająca gwiazda. Zdecydowanie łatwiej będzie jednak w maju 2036 roku, kiedy to planetoida jeszcze bardziej zbliży się do Ziemi. Źródło: GeekWeek.pl/geek.com https://www.geekweek.pl/news/2019-05-25/ogromna-planetoida-z-wlasnym-ksiezycem-zbliza-sie-do-ziemi/
  2. Ziemia zmieniła się w wielką kulę śnieżną. Zaczęło się od olbrzymich pęknięć skorupy ziemskiej 2019-05-25 700 milionów lat temu doszło do wyjątkowego zjawiska. Ziemia zmieniła się w wielką kulę śniegu. Lód pokrył cały glob na wysokość ponad kilometra. Teraz pojawiła się interesująca teoria, która wyjaśnia, jak i dlaczego do tego doszło. Ziemia w swej historii doświadczała zarówno olbrzymich ociepleń, jak i ochłodzeń, miliony lat przed tym, gdy po ziemi zaczął stąpać człowiek. Niektóre z nich były tak olbrzymie, że do dziś spędzają sen z powiek naukowcom. Pod koniec prekambru, a więc około 700 milionów lat temu, miało miejsce jedno z takich niezwykłych zdarzeń, a mianowicie globalne zlodowacenie. Lądolód nie pokrył jedynie obszarów położonych w strefie umiarkowanej, lecz sięgnął równika. Przez kilkaset tysięcy lat, a może nawet milion, cała nasza planeta była skuta lodem o grubości przeszło kilometra. Teoria tzw. Ziemi-Śnieżki powstała w latach 90. ubiegłego wieku. Kolejne badania geologiczne potwierdziły, że to nie teoria, lecz fakt, bo ślady lodu znaleziono we wszystkich osadach lądowych. Na Ziemi istniał wówczas superkontynent Rodinia, w większości położony na równiku. Jego całkowite pokrycie lodem ukazywało skalę tego zlodowacenia. Naukowcy z Uniwersytetu Teksańskiego sugerują, że mogło to być związane z płytami tektonicznymi, a dokładniej z rozpadem Rodinii. W przeszłości kontynenty na przemian łączyły się ze sobą i rozdzielały. Dziś mamy osiem kontynentów, ale w dalekiej przyszłości połączą się one tworząc jeden olbrzymi. Litosfera nie jest zwartą skorupą. Wiemy, że wciąż pęka, formują się płyty, które albo oddalają się od siebie, albo też na siebie nacierają. W wyniku tych gwałtownych, ale bardzo powolnych procesów, objawiających się w postaci trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów i powstania łańcuchów górskich, ma miejsce wędrówka kontynentów. Badacze twierdzą, że Rodinia zaczęła się dzielić na mniejsze kontynenty nie podczas zlodowacenia, lecz krótko przed nim, co może wskazywać na to, że to właśnie ruchy tektoniczne mogły wyzwolić ochłodzenie planety. Jak do tego doszło? Najprawdopodobniej za sprawą aktywności wulkanicznej. Częste i silne erupcje spowodowały emisję olbrzymich ilości popiołów, które na lata odcinały dopływ promieni słonecznych do powierzchni ziemi. Najpierw lodu zaczęło przybywać w strefach polarnych, a następnie w strefach umiarkowanych. Nie zdarzyło się to z roku na rok, lecz z biegiem setek, a nawet tysięcy lat. Gdy lodowce przekroczyły 30 stopni szerokości geograficznej rozpoczęła się reakcja łańcuchowa. Naukowcy wyliczyli, że przy tak dużym pokryciu lodem obszaru Ziemi, ilość energii słonecznej odbijanej przez lodowiec przewyższyła ilość energii pochłanianej, co skończyło się zlodowaceniem całej planety. Podobny mechanizm może zadziałać również w przyszłości. Nadmierna emisja dwutlenku węgla, spowodowana działalnością człowieka, podnosi temperaturę globalną, a co za tym idzie, roztapia lodowce, które powodują odprężenia w skałach, trzęsienia ziemi i przesuwanie się płyt tektonicznych. Te z kolei wywołują wybuchy wulkanów i emisje dużych ilości popiołów, które, podobnie jak 700 milionów lat temu, mogą znacząco ochłodzić klimat na Ziemi. Dotychczas wydawało się, że nie może się to stać jutro, ani za naszego życia, lecz za wiele wiele lat. Jednak nie można wykluczyć, że proces ten może przebieg znacznie szybciej. Źródło: TwojaPogoda.pl / Science Daily. https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-05-25/ziemia-zmienila-sie-w-wielka-kule-sniezna-zaczelo-sie-od-olbrzymich-pekniec-skorupy-ziemskiej/
  3. Satelity SpaceX widoczne na polskim niebie 2019-05-25. MIES.TO Niecodzienny widok można było zaobserwować w piątek, około godz. 23:40. Na niebie nad Warszawą można było dostrzec przelatujące jasne punkty, ustawione w linii prostej. Jak się wydaje, była to grupa satelitów umieszczonych na orbicie Ziemi przez amerykańską firmę SpaceX. Zdjęcie otrzymaliśmy od naszego czytelnika Kamila na platformę TWOJE INFO. Przelot był widoczny ok. 50 sekund – poinformował pan Kamil. SpaceX umieściła w piątek w nocy na orbicie Ziemi 60 niewielkich satelitów, za pośrednictwem których świadczone będą usługi dostępu do szybkiego Internetu w każdym miejscu na Ziemi. Może to być szczególnie użyteczne w miejscach, gdzie obecnie dostęp do sieci nie jest możliwy lub jest mocno ograniczony. Cała konstelacja satelitów będzie nosić nazwę Starlink i w pierwszym etapie ma składać się z 1,8 tys. takich urządzeń. Satelity wyniosła rakieta wielokrotnego użytku Falcon 9. Zostały uwolnione na wysokości ok. 440 km i mają za pomocą własnego napędu podnieść swoją orbitę do 550 km. Docelowo w kosmosie ma się znaleźć prawie 12 tysięcy satelitów. Umieszczenie konstelacji na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO) pozwoli na znaczące zmniejszenie opóźnień w porównaniu do istniejącego internetu satelitarnego, który wykorzystuje satelity na orbicie geostacjonarnej (GEO), znajdujące się ponad 35 tysięcy kilometrów nad powierzchnią Ziemi. źródło: Twoje Info, spacex.com.pl https://www.tvp.info/42786866/satelity-spacex-widoczne-na-polskim-niebie
  4. Filipiny o krok od własnej agencji kosmicznej 2019-05-25. Krzysztof Kanawka Senat Filipin uchwalił ustawę, która ma wzmocnić branżę kosmiczną tego państwa. Oznacza to m.in. stworzenie agencji kosmicznej. Filipiny to państwo aktywne w branży kosmicznej od lat 60. XX wieku. Pierwszy satelita tego państwa to Agila-1/Palapa B2-P, który został pozyskany od indonezyjskiego operatora po kilku latach prac na orbicie. W 1997 roku na orbicie znalazł się satelita telekomunikacyjny Agila 2. W 2016 i 2018 roku na orbicie znalazły się trzy małe filipińskie satelity. W ostatnich latach obserwujemy wzrost zainteresowania sektorem kosmicznym na całym świecie. W Azji – głównie z uwagi na rywalizację pomiędzy Chinami, Indiami, Japonią, Koreą Południową i innymi państwami – obserwujemy tzw. “azjatycki wyścig kosmiczny”. Efektem tego “wyścigu” są nowe satelity, próby współpracy m.in. z Europą, a także – zwiększone powiązania pomiędzy branżą kosmiczną a wojskiem. Przykładowo, Filipiny są stroną w sporze na Morzu Południowochińskim. W maju 2019 senat Filipin uchwalił ustawię, która ma wzmocnić branżę kosmiczną tego państwa. Oznacza to m.in. stworzenie agencji kosmicznej oraz zwiększenie wydatków związanych z sektorem kosmicznym. Wzmocnienie ma dotyczyć zarówno cywilnych jak i wojskowych form wykorzystana branży kosmicznej. Wstępny budżet na kosmos tego państwa to wartość około 15 milionów EUR. (PS, FBAZ) https://kosmonauta.net/2019/05/filipiny-o-krok-od-wlasnej-agencji-kosmicznej/
  5. Pierwsza paczka Starlink na orbicie 2019-05-24. Krzysztof Kanawka Dwudziestego czwartego maja firma SpaceX z sukcesem umieściła 60 satelitów konstelacji Starlink na orbicie. Do startu rakiety Falcon 9 z satelitami Starlink doszło 24 maja o godzinie 04:30 CEST. Start nastąpił z wyrzutni LC-40 na przylądku Canaveral. Lot rakiety Falcon 9 przebiegł prawidłowo i satelity Starlink znalazły się na odpowiedniej orbicie wstępnej o nachyleniu około 53 stopni. Po skończonej pracy pierwszy stopień udanie wylądował na platformie morskiej. Z reguły starty rakiety Falcon 9 wywołują duże zainteresowanie z uwagi na lądowanie pierwszego stopnia po wykonanej pracy. Tym razem fakt udanego lądowania wydaje się być na drugim planie – na pierwszym zaś był ładunek tego lotu. W tym starcie na pokładzie rakiety Falcon 9 znalazło się aż 60 satelitów konstelacji Starlink. Był to pierwszy start dla Starlink – konstelacji, którą firma SpaceX chce szybko zbudować i zacząć oferować usługi telekomunikacyjne. Ten start był jednocześnie najcięższym dotychczasowym ładunkiem dla Falcona 9 (łączna masa startowa ponad 13 ton) oraz największą liczbą satelitów wyniesionych w jednym starcie przez firmę SpaceX (60). Co ciekawe, wszystkie satelity Starlink zostały uwolnione w jednym momencie, co jest dość nietypowe. Zwykle podczas startów z wieloma satelitami następuje stopniowe (albo też “jednostajne” w dłuższym okresie czasu) uwalnianie satelitów. W tym przypadku wszystkie satelity jednocześnie opuściły górny stopień Falcona 9, po czym powoli zaczęły się od siebie oddalać. Na tym nie koniec ciekawostek związanych z satelitami Starlink. Górny stopień Falcona 9 umieścił te satelity na wstępnej orbicie o wysokości około 440 km. Około pięć i pół godziny po starcie każdy z satelitów Starlink uruchomił swój silnik jonowy typu Halla (napędzany kryptonem) i rozpoczął podwyższanie orbity. Docelowo satelity mają operować z wysokości 550 km. Łącznie SpaceX ma zamiar użyć trzech “powłok” dla swojej konstelacji: około 7500 satelitów ma operować na niskiej orbicie o wysokości około 340 km, 1600 na orbicie o wysokości około 550 km i 2900 na orbicie o wysokości 1150 km. Niektóre środowiska naukowe branży kosmicznej uważają, że ta ostatnia “powłoka” może być bardzo niebezpieczna z uwagi na swoją dużą wysokość oraz obecność innych “kosmicznych śmieci”. W tej kwestii z pewnością niebawem będą musiały zostać wprowadzone regulacje, gdyż nie tylko SpaceX ma zamiar zbudować swoje “mega konstelacje” satelitarne. Dwa kolejne starty konstelacji Starlink są planowane jeszcze na ten rok. Start tej “paczki” satelitów Starlink jest komentowany w wątku na Polskim Forum Astronautycznym. (PFA, S-X) https://kosmonauta.net/2019/05/pierwsza-paczka-starlink-na-orbicie/
  6. Apollo 10 – 50 lat temu 2019-05-24. Krzysztof Kanawka Mija właśnie 50 lat od misji Apollo 10 – “ostatniego testu” przed historycznym lądowaniem człowieka na Srebrnym Globie. Celem misji Apollo 10 było przetestowanie lądownika księżycowego oraz procedur lądowania na Srebrnym Globie. Misja Apollo 10 odbywała się w dniach 18 – 26 maja 1969, z czego w dniach 21 – 24 maja 1969 statek Apollo oraz lądownik LM przebywał na orbicie Księżyca. Misja zakończyła się sukcesem i otworzyła drogę do załogowego lądowania, które nastąpiło w lipcu 1969 roku. Ponadto, oprócz testów lądownika księżycowego, w trakcie misji Apollo 10 wykonano setki zdjęć Srebrnego Globu. Te zdjęcia posłużyły do dokładnego planowania kolejnych misji programu Apollo, w szczególności etapu lądowania na Księżycu. Dzięki temu udało się m.in. ograniczyć wielkość elipsy lądowania dla misji Apollo 11. Misja Apollo 10 wykonała w około 70% zakładane cele fotograficzne na tę wyprawę. Udało się m.in. uzyskać dużą ilość fotografii drugiej strony Księżyca, w tym obszarów, które dotychczas były niewystarczająco dobrze sfotografowane. W trakcie tej misji lądownik LM zbliżył się do powierzchni Księżyca na minimalną odległość 15,6 km. Nie wszystko jednak przebiegło w tej misji planowo – przykładowo doszło do nieoczekiwanego obrotu części powrotnej lądownika LM po separacji członów. Późniejsza analiza wykazała, że było bardzo blisko do utraty kontroli nad tym segmentem lądownika, co w konsekwencji doprowadziłoby do uderzenia w powierzchnię Księżyca i śmierci dwóch astronautów. Z załogi misji Apollo 10 żyje dziś tylko Thomas Stafford – dowódca misji. John Young zmarł w 2018 roku, zaś Eugene Cernan odszedł w 2017 roku. (NASA) https://kosmonauta.net/2019/05/apollo-10-50-lat-temu/
  7. Jasny meteor rozświetlił niebo nad Melbourne Autor: tallinn (2019-05-24) Meteor rozświetlił niebo w całej Australii Południowej. Całe nocne niebo przybrało na chwilę kolor jaskrawej pomarańczy, gdy biała, żółtawa kula przecinała horyzont. Pokaz świetlny oszołomił obserwatorów w Australii. Zachwyceni widzowie opowiadają obiekt, że „nie był tak jasny jak Wenus, ale jaśniejszy niż Jowisz”. Obiekt spłonął na wysokości co najmniej 80 km i wszedł w atmosferę z prędkością 11 km/s. Do zdarzenia doszło późnym wieczorem 21 maja około 23.15 czasu lokalnego. Spektakularne zjawisko można było obserwować w stanach Południowej Australii i Wiktorii, w tym w dużych miastach, na przykład w Adelajdzie i w Melbourne. Jasny błysk rozświetlił niebo, a spontaniczny pokaz uwieńczony został silnym hukiem eksplozji. Naukowcy mówią nawet o małej asteroidzie, ale nie są zgodni w tej kwestii. Nie potrafią na razie jednoznacznie stwierdzić, czy fragmenty ciała niebieskiego dotarły do powierzchni Ziemi, czy też całkowicie spłonęły w atmosferze, donosi Australian Broadcasting Corporation. Ten sam obiekt obserwowali również prawdopodobnie mieszkańcy Korei Południowej. Jest wiele doniesień z tego kraju. https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/jasny-meteor-rozswietlil-niebo-nad-melbourne
  8. Ulatniające się dyski protoplanetarne 2019-05-24. Redakcja AstroNETu Wokół młodych gwiazd tworzą się pyłowe obłoki nazywane dyskami protoplanetarnymi. To właśnie z tych dysków formują się planety. Dyski nie istnieją przez cały czas życia gwiazdy, ponieważ są na tyle gęste, że ich materia opada powoli na gwiazdę. Dodatkowo, promieniowanie centralnej gwiazdy podgrzewa je i rozprasza, aż nie pozostanie z nich nic z wyjątkiem kilku planet. Czas potrzebny na ulotnienie się dysku informuje naukowców o tym, jak długo przebiega proces powstawania planet. Znikanie dysków protoplanetarnych może być jednak przyspieszane przez jeszcze jeden szczególny proces. Gwiazdy mają tendencję do tworzenia grup i w gęstych skupiskach mogą wywierać wpływ na dyski otaczające najbliższych sąsiadów. Największy wpływ mają masywne gwiazdy wytwarzające olbrzymie ilości promieniowania UV. Energia fotonów tego promieniowania jest w stanie nadać materii dysku protoplanetarnego przyspieszenie i doprowadzić do jej rozproszenia. Proces ten został nazwany fotoparowaniem. Astronomowie przez długi czas zastanawiali się, jak różne środowiska kosmiczne wpływają na ewolucję dysków protoplanetarnych. Autorzy pracy poświęconej fotoparowaniu poszli inną drogą. Postanowili sprawdzić, co dyski protoplanetarne są nam w stanie powiedzieć o środowisku, w którym się znalazły. W swojej pracy naukowcy skupili się na grupie gwiazd Cygnus OB2. Zaczęli od stworzenia symulacji, pozwalającej na śledzenie ruchu pojedynczego ciała. Przy dobraniu odpowiednich parametrów udało się odtworzyć obserwowalnego Cygnusa OB2 i przeanalizować jego ewolucję. Grupa zawiera kilka bardzo masywnych gwiazd, wytwarzających olbrzymie ilości promieniowania. W początkowej fazie to promieniowanie usuwa resztki gazu, zmniejszając studnię potencjału całej grupy. Dzięki temu szybkie gwiazdy są w stanie z niej uciec. Oprócz ruchu gwiazd symulacja śledzi ewolucję dysków protoplanetarnych wokół nich. Przeanalizowano zależność liczby zachowanych dysków od natężenia promieniowania w miejscu ich występowania. Okazało się, że uzyskane wartości pasowały do obserwowanych tylko dla wysokich wartości UV. Nie jest to zaskakujące, bo w symulacji pominięto efekt fotoparowania wywoływany przez gwiazdy centralne dysków. Ponadto symulacja pozwoliła oszacować początkową masę grupy. Według modelu, Cygnus OB2 uformował się z materii o masie około 80 tysięcy Słońc, a następnie stracił 75% masy w postaci ulatniającego się gazu. Astronomowie zbadali również związek pomiędzy masą dysków protoplanetarnych, a masą ich gwiazd centralnych. Okazało się, że istnieje widoczny związek pomiędzy tymi dwoma wartościami. Nie jest zaskakujące, że bardziej masywne gwiazdy są w stanie utrzymać wokół siebie bardziej masywne dyski. Interesujące jest natomiast to, że ta relacja jest bardziej widoczna dla miejsc o silnym promieniowaniu UV. Naukowcy twierdzą, że siła zewnętrznego fotoparowania zależy od masy centralnej gwiazdy dysku. Wokół mniejszych gwiazd energia fotonów może łatwiej i szybciej rozproszyć materię dysku, uwypuklając związek między masą dysku, a masą gwiazdy. Oznacza to, że dyski protoplanetarne w środowisku o dużym natężeniu UV różnią się od dysków w innych środowiskach. Z badania wynika, że można prześledzić historię grupy gwiazd na podstawie położenia i prędkości składników oraz badaniu ich dysków protoplanetarnych. Dzięki przeanalizowaniu związku pomiędzy masą dysku, a masą gwiazdy można określić natężenie promieniowania UV w przeszłości. Autorzy pracy podkreślają jednak, że zarówno zewnętrzne fotoparowanie jak i opadanie gęstego pyłu na gwiazdę zmniejsza masę dysku, dlatego czasem trudno określić, które zjawisko miało większy wpływ na ulotnienie się dysku. Pomimo tego badania pokazują, że promieniowanie UV może odcisnąć ślad na dyskach protoplanetarnych. Co to oznacza dla procesu formowania się planet? Przede wszystkim to, że duże natężenie UV zmniejsza ilość dostępnej materii i utrudnia lub uniemożliwia przeprowadzenie tego procesu. Artykuł napisał Radosław Kubiś. Source : astrobites https://news.astronet.pl/index.php/2019/05/24/ulatniajace-sie-dyski-protoplanetarne/
  9. Potwierdzono istnienie wulkanów pod powierzchnią Ziemi 2019-5-24. Naukowcy po raz pierwszy odkryli dowody potwierdzające, że głęboko pod powierzchnią Ziemi mogą tworzyć się wulkany. Mezosfera to warstwa we wnętrzu Ziemi położona między astenosferą a barysferą na głębokości ok. 350 km do 2900 km. Odznacza się ciągłym wzrostem prędkości fal sejsmicznych z głębokością. W wyniku panującego w obrębie mezosfery wysokiego ciśnienia, w pobliżu jej dolnej granicy, półpłynny materiał skalny osiąga bardzo dużą gęstość i zaczyna krystalizować. Najnowsze badania wykazały, że w mezosferze mogą tworzyć się wulkany. Naukowcy od dawna wiedzieli, że wulkany pojawiają się, gdy płyty tektoniczne na wierzchu płaszcza Ziemi się ścierają tworząc gorące punkty. Do tej pory nie było pewności, że wulkany mogą powstawać także w mezosferze. - Znaleźliśmy nowy sposób tworzenia wulkanów. Po raz pierwszy mamy wyraźne dowody, że wulkany mogą tworzyć się w mezosferze, głęboko pod powierzchnią Ziemi - powiedział prof. Esteban Gazel z Uniwersytetu Cornell, jeden z autorów badań. Naukowcy dokonali odkrycia badając próbkę rdzenia o długości 790 m, która została wywiercona na Bermudach w 1972 r. Oczekiwano, że analizy wykażą, że Bermudy powstały z płaszcza w podobny sposób co Hawaje. Ale okazało się coś innego. Wydaje się, że to szczególne miejsce w mezosferze - położonej głęboko pod Oceanem Atlantyckim - zostało częściowo stworzone w wyniku subdukcji podczas tworzenia superkontynentu Pangea. Około 30 mln lat temu zaburzenie w mezosferze ukierunkowało magmę w stronę powierzchni Ziemi. Ta z kolei utworzyła obecnie uśpiony wulkan pod Oceanem Atlantyckim, który odpowiada za powstanie Bermudów. Teraz, gdy już wiadomo, że zakłócenia w mezosferze mogą prowadzić do powstawania wulkanów, naukowcy prawdopodobnie będą poszukiwać innych przykładów tego zjawiska. https://nt.interia.pl/technauka/news-potwierdzono-istnienie-wulkanow-pod-powierzchnia-ziemi,nId,3006106
  10. Zobacz 12 nowych, niesamowitych obłoków, których darmo było dotąd szukać w Atlasie Chmur 2019-05-24 Mijają 2 lata od oficjalnej publikacji zaktualizowanego po wielu latach Międzynarodowego Atlasu Chmur, w którym znalazło się 12 chmur, które dotąd nie zostały jeszcze opisane, nie miały też swoich nazw. Niektóre zaobserwowano po raz pierwszy całkiem niedawno. Zobaczcie na zdjęciach jakie są piękne. W 2005 roku Witta Priester w regionie Canterbury w Nowej Zelandii, sfotografowała zadziwiającą chmurę, której darmo było szukać w Międzynarodowym Atlasie Chmur. Serwisy społecznościowe zawrzały, bo nie brakowało opinii, że zdjęcie "podkręcono" w Photoshopie. Jednak rok później Jane Wiggins podobną chmurę uwieczniła nad Cedar Rapids w stanie Iowa w USA. Wieści o kolejnych zdjęciach zaczęły napływać z różnych stron, zarówno z USA, jak i świata. Widywano je także nad Polską, m.in. w sierpniu 2011 roku nad Warszawą, w lipcu 2012 roku nad Poznaniem oraz kwietniu 2015 i we wrześniu 2016 roku nad Łodzią. Wówczas było już jasne, że zagadkowe zjawisko nie jest mistyfikacją. Tematem zainteresował się Gavin Pretor-Pinney, założyciel Towarzystwa Oceny Chmur. Postanowił on wprowadzić zmiany w oficjalnej klasyfikacji chmur, ale nie było to wcale proste. Jako że chmura przypominała wzburzone i falujące morze, zdecydowano się na nazwę Undulatus Asperatus, która na łamach Atlasu Chmur została skrócona do Asperitas. Ta odmiana dotyczy chmur Altocumulus i Stratocumulus. Jednak nie tylko chmury Asperitas dołączyły do nowego Międzynarodowego Atlasu Chmur wydanego w 2017 roku przez Światową Organizację Meteorologiczną (WMO), najbardziej prestiżową tego typu publikację. Znalazły się tam jeszcze inne gatunki i odmiany chmur, niektóre widywano od zawsze, ale dotąd pozostawały bez nazwy. Volutus to gatunek niskiej, poziomej, pojedynczej chmury w kształcie rurki, która zazwyczaj toczy się wokół osi poziomej. Wcześniej nazywana była potocznie "chmurą rotorową". Chmura ta zazwyczaj towarzyszy chmurom Stratocumulus i rzadziej Altocumulus. Z wyglądu przypomina chmurę szelfową, towarzyszącą burzy, jednak nie ma z nią nic wspólnego. Najczęściej można ją obserwować w rejonie wybrzeży, z największym natężeniem w północnej Australii, gdzie zwie się ją "poranną Glorią" Fluctus to chmury, które przypominają fale na niebie. Po raz pierwszy opisali to zjawisko pod koniec dziewiętnastego wieku Lord Kelvin i Hermann von Helmholtz. Stąd też dotychczas mówiono o nich chmury Kelvina-Helmholtza. Obłoki te powstają, gdy przepływ poszczególnych warstw powietrza zostaje zakłócony przez przeszkodę, np. wzniesienia. Cavum to chmura w chmurze, potocznie nazywana wcześniej dziurkaczem. Dziura ma kolisty lub owalny kształt, w zależności od kąta obserwacji. Obłoki te muszą być silnie wychłodzone, a więc temperatura w nich musi przekraczać minus 30 stopni, a przy tym kropelki wody nie mogą zamarzać. Proces ten nazywamy przechłodzeniem cieczy. Dochodzi do niego, gdy w atmosferze nie ma gwałtownych ruchów powietrza i jest ono czyste, nie ma więc też drobin, choćby kurzu, na których kropelki mogłyby osiąść i zamarznąć. Taki spokój może zostać przerwany przez samolot pozostawiający za sobą spaliny. Wówczas wchodzą one w kontakt z przechłodzonymi kroplami wody, które natychmiast zamarzają tworząc kryształki lodu. Te pod wpływem ciężaru zaczynają opadać, ale nie docierają do powierzchni ziemi, ponieważ przy wysokiej temperaturze wyparowują. Tworzą one charakterystyczne koliste lub eliptyczne dziury najczęściej w chmurach Altocumulus lub Cirrocumulus, a wewnątrz tych dziur rodzi się chmura cirrus, zbudowana z miniaturowych kryształków lodu, które często opadają w postaci firany. Murus, Cauda i Flumen to zjawiska, które pojawiają się wraz z tornadem klinowym, nazywanym też wielolejowym. Tornado tego typu jest równie szerokie, co wysokie i najczęściej osiąga najwyższe kategorie w skali intensywności. Chmura stropowa niemal ciągnąca się po ziemi, którą rotuje i może być źródłem tornad, nazwana została Murus, a jej ogon to Cauda. Z kolei Flumen to chmura, która tworzy się w strumieniu powietrza płynącym w kierunku superkomórki burzowej. Cataractagenitus to chmura, która występuje w pobliżu rozległych wodospadów, nazywana potocznie bryzą. Gdy woda spada, tworzy się prąd zstępujący, który jest kompensowany przez ruchy wznoszące powietrza. Flammagenitus to chmura powstającą z ognisk masywnych pożarów lasów lub kraterów wulkanicznych podczas erupcji. Najczęściej tworzą one chmurę Cumulus, nazywaną wcześniej potocznie Pyrocumulusem. Na skutek intensywnej konwekcji chmura kłębiasta może się przeobrażać w rozbudowana chmurę deszczowo-burzową Cumulonimbus, a co za tym idzie, przynosić deszcze i błyskawice, wzniecające nowe ogniska pożarów. Homogenitus to chmura będąca skutkiem działalności człowieka, a dokładniej emisją pary wodnej i niewielkich ilości pyłu zawieszonego np. z kominów elektrociepłowni. Najczęściej przeistaczają się one w chmury kłębiaste Cumulus. Silvagenitus to chmury, które spotkacie w lasach, szczególnie górskich, gdzie nad drzewami unosi się para wodna na skutek parowania liści, igiełek i kory drzewnej. Homomutatus to krzyżujące się ze sobą smugi kondensacyjne pozostawiane przez przelatujące samoloty. Przy silnym wietrze mogą się one rozprzestrzeniać nawet na całe niebo. Niezmienne pozostaje 11 głównych rodzajów chmur, do których dołącza się odpowiednie gatunki, odmiany i wreszcie zjawiska towarzyszące. Wszystkie nazwy są zapisywane po łacinie i mogą mieć nawet więcej niż 5 członów. Źródło: TwojaPogoda.pl / WMO / Międzynarodowy Atlas Chmur. https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2019-05-24/zobacz-12-nowych-niesamowitych-oblokow-ktorych-darmo-bylo-dotad-szukac-w-atlasie-chmur/
  11. Odkryto 18 nowych planet podobnych do Ziemi 2019-05-23. MP. KF 18 planet o rozmiarach podobnych do Ziemi odkryli naukowcy na podstawie zarejestrowanych danych pochodzących z Kosmicznego Teleskopu Keplera, które zostały opisane na łamach pisma „Astronomy & Astrophysics”. Jedna z planet znajduje się w ekosferze, czyli w takiej odległości od gwiazdy, która pozwala na rozwój życia. Jak dotąd, znanych jest ok. 4 tys. planet orbitujących wokół gwiazd innych niż Słońce. Jednak 96 proc. z nich jest dużo większych od Ziemi. Wiele z nich przypomina ogromnego Jowisza. Wynika to m.in. z tego, że większe planety jest łatwiej wykryć, a mniejsze często mogą być pomijane. Tymczasem to właśnie nieduże, podobne do Ziemi planety są miejscami, na których ewentualnie mogłoby rozwinąć się życie. Odkrycie to, jest wynikiem ponownej analizy danych dostarczonych przez Kosmiczny Teleskop Keplera. Teleskop do tej pory pozwolił na wykrycie ponad 2600 planet. Autorzy nowej publikacji opracowali nowy algorytm, który pozwala na dokładniejszą analizę dostarczonych przez teleskop danych. Z jego pomocą badacze przeanalizowali pochodzące z drugiej fazy działania teleskopu dane dotyczące 517 gwiazd, wokół których znaleziono planety. „Nasz algorytm pozwala na uzyskanie bardziej realistycznego obrazu populacji obecnych w kosmosie egzoplanet. Ta metoda to duży krok naprzód, szczególnie, jeśli chodzi o poszukiwania planet podobnych do Ziemi” – twierdzi jeden z autorów odkrycia Michael Hippke. Tylko jedna planeta z 18 nowo odkrytych stanowi wyjątek. Okrąża ona macierzystego czerwonego karła prawdopodobnie w odległości pozwalającej na utrzymanie ciekłej wody i ewentualny rozwój życia. Naukowcy liczą na znalezienie kolejnych, jak szacują, nawet 100 podobnych do Ziemi planet w czasie planowanej analizy danych pochodzących z pierwszej fazy misji Teleskopu Keplera. Nowe algorytmy mogą się też przydać w kolejnych misjach. źródło: PAP https://www.tvp.info/42760193/odkryto-18-nowych-planet-podobnych-do-ziemi
  12. Czy na Wenus kiedyś mogło istnieć życie? 2019-05-23. Radek Kosarzycki Choć obecnie Wenus jest bardzo nieprzyjazną do życia planetą z temperaturami przy powierzchni dochodzącymi do 480 stopni Celsjusza, dowody geologiczne wspierane przez modele komputerowe wskazują, że miliardy lat temu mogło tam być znacznie chłodniej, a na powierzchni mógł istnieć ocean wody. Nie tylko temperatura i żrąca atmosfera odróżniają obecną Wenus od Ziemi. Wenus bardzo wolno obraca się wokół własnej osi – jeden dzień na Wenus trwa 243 ziemskie dni. Niemniej jednak miliardy lat temu planeta mogła obracać się znacznie szybciej, co także mogłoby sprawiać, że planeta bardziej sprzyjałaby życiu. Oddziaływania pływowe hamują tempo rotacji planety poprzez oddziaływania prądów z morskim podłożem. Obecnie na Ziemi, takie zmiany wydłużają długość dnia na naszej planecie o 20 sekund na każdy milion lat. Najnowsze badania przeprowadzone przez Mattiasa Greena z Uniwersytetu w Bangor i jego współpracowników z NASA i Uniwersytetu w Waszyngtonie pozwoliły oszacować tempo tego hamowania na dawnej Wenus. badacze wykazali, że oddziaływania pływowe w wenusjańskim oceanie mogły być na tyle silne, że wydłużały tempo rotacji Wenus o kilkadziesiąt ziemskich dni na każdy milion lat. To wskazuje, że hamulec pływowy mógł spowolnić tempo rotacji planety do jej obecnego stanu w ciągu 10-50 milionów lat, sprawiając przy tym, że planeta przestała sprzyjać istnieniu na niej życia w tym samym czasie. Dr Green dodaje: “Nasze prace wskazują jak ważne mogą być pływy podczas odtwarzania tempa rotacji planety, nawet jeżeli ocean istniał na niej przez kilkaset milionów la oraz jak ważne są do tego, aby powstało na niej życie. Źródło: Bangor University https://www.pulskosmosu.pl/2019/05/23/czy-na-wenus-kiedys-moglo-istniec-zycie/
  13. Trzy egzokomety krążące wokół Beta Pictoris 2019-05-23. Radek Kosarzycki W zaledwie rok po wyniesieniu w przestrzeń satelity TESS, dane z teleskopu pozwoliły na odkrycie trzech pierwszych komet krążących wokół pobliskiej gwiazdy Beta Pictoris. Głównym zadaniem TESS jest poszukiwanie egzoplanet – planet krążących wokół innych gwiazd. Rozpoznanie sygnału pochodzącego od dużo mniejszych egzokomet w porównaniu do planet wymaga analizy precyzyjnych krzywych zmian blasku, które możemy teraz uzyskiwać korzystając z wyjątkowych zdolności nowego teleskopu kosmicznego. Sebastian Zieba, student należący do zespołu Konstanze Zwiztza na Uniwersytecie w Innsbrucku odkrył sygnał egzokomet badając uzyskane za pomocą TESS w marcu tego roku krzywe blasku gwiazdy Beta Pictoris. “Dane wskazują znaczący spadek intensywności światła obserwowanej gwiazdy. Takie zmiany, dzięki pociemnieniu obiektu na orbicie gwiazdy, można przypisać komecie” mówi Zieba. Astrophysics. Trzy podobne układy egzokomet odkryto niedawno wokół innych gwiazd w danych z kosmicznego teleskopu Kepler. Badacze wskazują, że egzokomety częściej występują wokół młodych gwiazd. “Kosmiczny Teleskop Kepler skupiał się na starszych gwiazdach podobnych do Słońca, na stosunkowo niewielkim wycinku nieba. TESS natomiast obserwuje gwiazdy na całym niebie, wraz z młodymi gwiazdami. Dlatego też spodziewamy się kolejnych odkryć tego typu” mówi Konstanze Zwintz. W swojej pracy naukowej Zwintz skupia się na młodych gwiazdach i postrzegana jest za międzynarodowego eksperta w dziedzinie astrosejsmologii. Dr Grant Kennedy z Wydziału Fizyki na Uniwersytecie w Warwick pomagał w pracach nad modelowaniem i interpretacją danych: “To odkrycie jest naprawdę ważne dla nauki o kometach spoza Układu Słonecznego. Beta Pictoris uważana była za gwiazdę, która może posiadać komety, już od ponad trzech dekad w oparciu o badania przeprowadzone inną metodą. Dane z TESS dostarczyły niezależnych dowodów na ich istnienie. Naszym celem jest szukanie podobnych sygnatur w otoczeniach innych gwiazd, a to odkrycie potwierdza, że TESS doskonale sobie z tym radzi”. Odkrycie egzokomet wokół Beta Pictoris już w 1999 roku przewidziało trzech astrofizyków: Alain Lecavelier des Etangs, Alfred Vidal-Madjar oraz Roger Ferlet. “Wraz z kolegami z Lejdy i Warwick, możemy teraz oficjalnie potwierdzić ich teorię” mówią Zieba i Zwintz. Naukowcy spodziewają się odkrycia wielu innych komet i planetoid w tym rejonie. “W przyszłości chcielibyśmy dowiedzieć się jak często występują komety i jak ich liczba maleje wraz z wiekiem gwiazdy. Informacje tego typu są ważne, bowiem analizując komety krążące wokół młodej gwiazdy, możemy dowiedzieć się wiele o historii naszego własnego układu planetarnego”. W przyszłości badacze chcą zająć się badaniem składu chemicznego egzokomet, na przykład pod kątem zawartości w nich wody. Same komety są dużo mniejsze od egzoplanet, ale pozostawiają za sobą bardzo długie ogony, które mogą rozciągać się na wiele milionów kilometrów. To co my widzimy to nie jest samo jądro komety, ale materia wywiana z jego powierzchni i przemieszczająca się za nim. Dlatego też dane z TESS nie mówią nam nic o rozmiarach komet, ponieważ ogon pyłowy może być bardzo rozległy i rzadki, albo mniejszy i gęsty. W obu przypadkach mielibyśmy dokładnie taką samą krzywą blasku” tłumaczy Zwintz. Źródło: University of Innsbruck https://www.pulskosmosu.pl/2019/05/23/trzy-egzokomety-krazace-wokol-beta-pictoris/
  14. Mija termin zgłoszeń do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci - szansa m.in. na sfinansowanie udziału w obozach astronomicznych 2019-05-23. Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci prowadzi 37. już rekrutację stypendystów - młodych naukowców i twórców z całej Polski. Termin nadsyłania nowych wniosków mija 31 maja, a więc za tydzień. Stypendia KFnrD to m.in okazja na zdobycie finansowania na wyjazdy na obozy astronomiczne - z tej formy dofinansowania w ubiegłych latach skorzystało np. kilkoro laureatów ESO Astronomy Camp. Do programu Funduszu mogą zgłaszać się uczennice i uczniowie o zainteresowaniach naukowych, literackich i technicznych, a także - uzdolnieniach plastycznych i muzycznych (instrumentaliści). W rekrutacji na nadchodzący rok szkolny biorą udział również aktualni stypendyści (z wyjątkiem maturzystów). Fundusz zapewnia swoim stypendystom bezpłatny udział w zajęciach prowadzonych przez pracowników wyższych uczelni i instytutów Polskiej Akademii Nauk, obozach naukowych, stażach badawczych, seminariach. Organizuje warsztaty wielodyscyplinarne, muzyczne i plastyczne, koncerty i wystawy. Pomaga też finansowo w realizacji działań służących rozwojowi, np. w udziale w muzycznych kursach mistrzowskich i konkursach międzynarodowych, zakupie sprzętu laboratoryjnego. Fundusz bardzo zachęca wszystkich nauczycieli, edukatorów i popularyzatorów nauki, żeby przekazali informację o ofercie Funduszu uczniom, którzy mogą skorzystać z takich zajęć, ich rodzicom i opiekunom. Szczególnie wartościowe są zgłoszenia uczniów spoza dużych miast, którzy w swoim otoczeniu nie mają podobnej oferty. - Nasz program od wielu lat prowadzimy z myślą o młodych ludziach, którzy chcą rozwijać zainteresowania i zdolności, pracując nad naprawdę trudnymi zagadnieniami i mierząc się z prawdziwymi problemami naukowymi - podkreśla Maria Mach, dyrektor biura KFnrD i dawna stypendystka. - Właśnie dlatego dajemy naszym podopiecznym dostęp do laboratoriów, bibliotek i archiwów, możliwość podejmowania pracy badawczej pod kierunkiem znakomitych specjalistów, koncertowania, wystawiania prac plastycznych i udziału w warsztatach prowadzonych przez wybitnych artystów. Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci istnieje od 1981 roku i ma status organizacji pożytku publicznego (KRS 44710). W tym roku szkolnym ma pod opieką 533 uczennic i uczniów z całej Polski, w tym: 349 nastolatków o zainteresowaniach naukowych i literackich, 154 młodych muzyków i 30 zdolnych plastyków. Mimo, że znacznie więcej zgłoszeń napływa z dobrych szkół w dużych miastach, rokrocznie około 40% osób zakwalifikowanych do programu pochodzi z małych miejscowości. Dodatkowe informacje o programie i zgłoszeniach na stronie: fundusz.org/rekrutacja Więcej informacji: • Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci (KFnrD) • Strona o rekrutacji do KFnrD (jest to komunikat KFnrD z drobnymi zmianami redakcyjnymi) https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/mija-termin-zgloszen-do-krajowego-funduszu-na-rzecz-dzieci
  15. Rozpoczęcie konkursu o staż ARP S.A. i ZPSK 2019-05-23. W dniu 22 maja 2019 r. wystartował I etap konkursu o staż w ramach projektu „Rozwój kadr sektora kosmicznego”. Jest to już IV edycja konkursu organizowanego przez Agencję Rozwoju Przemysłu oraz Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego. Technologie kosmiczne mają coraz większy wpływ na rozwój gospodarki światowej. Od momentu przystąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w roku 2012 sektor kosmiczny w naszym kraju rozwija się bardzo dynamiczne. I jak każdy segment gospodarki „high tech” potrzebuje wysoko wykwalifikowanej kadry. W 2016 roku Agencja Rozwoju Przemysłu S.A., realizując misję wspierania innowacji oraz wychodząc naprzeciw niniejszej potrzebie, zainicjowała program stażowy w ramach projektu „Rozwój kadr sektora kosmicznego”. Do tej pory odbyły się trzy edycje konkursu (2016, 2017, 2018), które cieszyły się ogromnym pozwodzeniem wśród studentów i absolwentów uczelni. Wszystkie poprzednie edycje odniosły duży sukces, zwłaszcza w kontekście pozyskiwania talentów do podmiotów tworzących polski sektor kosmiczny. W związku z sukcesem poprzednich edycji ARP S.A. wspólnie ze Związkiem Pracodawców Sektora Kosmicznego (ZPSK) postanowili uruchomić kolejną, IV odsłonę konkursu. Wybrane zostanie w niej 15 firm i instytucji naukowych, w których odbędą się staże. Konkurs składa się z dwóch etapów. Etap I przeznaczony jest dla firm i instytucji zrzeszonych w ZPSK. Organizatorzy zapraszają te podmioty i zachęcają je do zgłaszania swoich kandydatur w dniach 22– 31 maja 2019 r. do godziny 17.00 poprzez wypełnienie formularza, który znajduje się w załączniku i wysłanie go na adres e-mail: staze@space.biz.pl. O wyborze firm będzie decydowała kolejność zgłoszeń. W II etapie konkursu będzie miał miejsce wybór jego uczestników – studentów oraz absolwentów. Dokładna data rozpoczęcia tego etapu zostanie podana przez organizatorów w dniu 3 czerwca br. Natomiast rozpoczęcie staży planowane jest na wrzesień br. Więcej informacji oraz regulamin na stronie Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. Paweł Z. Grochowalski Źródło: ZPSK https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rozpoczecie-konkursu-o-staz-arp-sa-i-zpsk
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)