Skocz do zawartości

Paweł Baran

Użytkownik
  • Zawartość

    16813
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    50

Ostatnia wygrana Paweł Baran w Rankingu w dniu 31 Sierpień

Paweł Baran posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

3838 Excellent

2 obserwujących

O Paweł Baran

  • Tytuł
    Syriusz
  • Urodziny 20.06.1975

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    PRZYSIETNICA . PTMA Warszawa

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    PRZYSIETNICA

Ostatnie wizyty

7031 wyświetleń profilu
  1. Warsztaty dla przyszłych laureatów grantów ERC 2019-09-19. Naukowcy, którzy chcą ubiegać się o granty Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC), mogą wziąć udział w bezpłatnych warsztatach, organizowanych 24 października w Warszawie. Rejestracja na spotkanie z członkami ERC i polskimi laureatami konkursów trwa do 10 października. Osoby oceniające zgłaszane projekty oraz Polacy - zdobywcy grantów - podzielą się wskazówkami, jak przygotować skuteczny wniosek, jak przebiega proces jego oceny oraz jacy badacze mają szansę uzyskać ten prestiżowy grant. Trzy równoległe sesje będą dedykowane naukom społecznym i humanistycznym, naukom o życiu oraz naukom technicznym i inżynieryjnym. Gości powita wiceprezes PAN prof. Paweł Rowiński, a słowo wstępu wygłosi wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego. Przewidziano też dwa dłuższe wystąpienia. Prezes ERC Jean-Pierre Bourgignon objaśni, czym różnią się granty ERC od innych źródeł finansowania. Rodzaje grantów i procedury ewaluacyjne przedstawi Andrzej Jajszczyk, specjalista z zakresu sieci komputerowych i telekomunikacyjnych z Akademii Górniczo Hutniczej, jedyny członek rady naukowej ERC z Polski. Do Warszawy przyjadą również: sejsmolog Barbara Romanowicz z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, fizyk Tomas Jungwirth z Instytutu Fizyki Czeskiej Akademii Nauk, filozof Martin Stokhof z Uniwersytetu w Amsterdamie oraz mikrobiolog i genetyk Nektarios Tavernarakis z Uniwersytetu Kreteńskiego. Podczas panelu dyskusyjnego eksperci zastanowią się, czy granty ERC są atrakcyjne dla polskich badaczy i jakie działania mogłyby tę atrakcyjność zwiększyć. Do udziału w debacie zaproszono m.in. laureatów grantów ERC, MSCA, FNP, a także przedstawicieli Rady Młodych Naukowców i Akademii Młodych Uczonych PAN. Wszyscy naukowcy będą mogli przedstawić swój punkt widzenia i własne propozycje. Członkowie Rady Naukowej ERC przyjrzą się bliżej problemom, z którymi borykają się naukowcy w Polsce. Wnioski z dyskusji zostaną zapisane w dokumencie, który po serii konsultacji trafi do European Research Council oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Spotkaniu będzie towarzyszyła sesja posterowa, prezentująca pionierskie badania prowadzone w Polsce. Szkolenie "ERC Meeting with Members of the ERC Scientific Council" potrwa od godz. 9.00 do 16.00. Organizatorem warszatów jest Biuro ds. Doskonałości Naukowej PAN. Warsztaty odbędą się w Instytutcie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN w Warszawie, ul. Trojdena 4. Udział w warsztatach jest bezpłatny, jednak naukowcy muszą zarejestrować się na spotkanie. Formularz rejestracyjny i program spotkania znajduje się na stronie internetowej. PAP - Nauka w Polsce, Karolina Duszczyk kol/ zan/ http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C78632%2Cwarsztaty-dla-przyszlych-laureatow-grantow-erc.html
  2. Hubble obserwuje Saturna 2019-09-19. Krzysztof Kanawka Kosmiczny teleskop Hubble wykonał w czerwcu tego roku serię obserwacji Saturna. Kosmiczny teleskop Hubble (HST) jest także wykorzystywany do obserwacji planet w naszym Układzie Słonecznym. W tym roku zostały już m.in. wykonane obserwacje Jowisza. W czerwcu 2019 teleskop HST wykonał obserwacje Saturna. Poniższe nagranie prezentuje podsumowanie obserwacji Saturna. W tym roku nie ma na tej planecie znacznych zmian, takich jak duże (i krótkotrwałe) cyklony. Wyraźnie jednak widać stałe cechy atmosfery Saturna: pasy chmur oraz ciekawy heksagonalny obszar w rejonie północnego bieguna. Poniższe nagranie prezentuje ruch kilku księżyców Saturna wokół tej planety. (NASA) https://kosmonauta.net/2019/09/hubble-obserwuje-saturna/
  3. Rosyjski satelita-zombie w każdej chwili może zderzyć się z modułem orbitalnym 2019-09-18. Bigelow Aerospace poinformował, że moduł orbitalny Genesis II, który kiedyś ma stać się częścią Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, może wkrótce zostać zniszczony przez latające po orbicie szczątki satelity o nazwie Kosmos 1300. Europejska Agencja Kosmiczna i Bigelow Aerospace ocenili prawdopodobieństwo zderzenia na 5,6 procenta w ciągu najbliższych dni, więc nie jest to dużo, ale ta sytuacja jest kolejnym dowodem na to, że na ziemskiej orbicie zaczyna robić się tłoczno, i nie chodzi tutaj o funkcjonujące instalacje, a o kosmiczne śmieci, które latają bez żadnej kontroli. To dotyczy zarówno satelity Kosmos 1300, jak i amerykańskiego modułu Bigelow Aerospace. USAF i NASA bezustannie śledzą wszystkie już orbitujące oraz nowe urządzenia, a także większość szczątków satelitów, ale nie mają żadnego na te ostatnie wpływu. Aktualnie, dokonuje się obliczeń, by wysyłane w kosmos nowe urządzenia oraz już działające były w pełni bezpieczne. Jednak to bezpieczeństwo tyczy się tylko obiektów, z którymi jest łączność i są sprawne. Całemu problemowi nie sprzyjają również pomysły innych krajów świata. Niedawno Indie postanowiły zniszczyć prototyp satelity, by przetestować swoją potężną broń. W efekcie ich działań, po ziemskiej orbicie zostało rozrzuconych tysiące szczątków urządzenia, które mogą latać po niej jeszcze przez kilka lat, zanim spłoną w atmosferze. W tym czasie będą stanowiły poważne zagrożenie dla innych instalacji. To nie pierwsze tego typu wydarzenie w ciągu ostatniego miesiąca. Na początku września Europejska Agencja Kosmiczna musiała zmienić orbitę swojego satelity obserwacyjnego o nazwie Aeolus (zobacz tutaj). Inżynierowie obliczyli, że gdyby agencja nie zareagowała, to urządzenia StarLink, czyli kosmicznego Internetu od SpaceX, mogłyby doprowadzić do kosmicznej katastrofy, zderzając się z satelitą, a później doprowadzić do efektu domina. Źródło: GeekWeek.pl/Bigelow Aerospace / Fot. NASA/MaxPixel https://www.geekweek.pl/news/2019-09-18/rosyjski-satelita-zombie-na-kursie-kolizyjnym-z-eksperymentalnym-modulem-orbitalnym/
  4. Grupa asteroid przeleciała w odległości bliższej niż Księżyc Autor: admin (2019-09-18) W ciągu ostatnich tygodni w pobliżu Ziemi przeleciało bardzo blisko kilka asteroid. Najbliżej, bo na odległość około 30 tysięcy km zbliżył się 5 września obiekt znany jako 2019 RP1. Pod koniec sierpnia, nowo odkryta asteroida o sygnaturze 2019 QR8 przeleciała w pobliżu Ziemi w odległości 309 tysięcy km. Odpowiada to mniej więcej 0,8 średniego dystansu z Ziemi do Księżyca. Asteroida 2019 QR8 została wykryta 27 sierpnia bieżącego roku, dzień po przelocie obok Ziemi. Szacowana średnicę tego ciała niebieskiego wynosi około 15 m. Wyliczono, że obiekt znalazł się w perygeum o 8:51 czasu uniwersalnego, 26 sierpnia 2019 roku. Była to 42 znana asteroida, która przeleciała w tym roku w odległości mniejszej niż księżycowa. Już 2 września wypatrzono kolejną nieznaną wcześniej asteroidę 2019 RQ. Mimo, że przeleciała około 100 tysięcy kilometrów od powierzchni Ziemi, nie dało się jej obserwowac za pomocą niewielkich teleskopów, ze względu na niewielkie rozmiary. Srednica tego ciała jest szacowana na kilka metrów. Pod tym względem znacznie poważnie wygląda wspomniana już 17 metrowa asteroida 2019 RP1 z 5 września. Przeleciała ona szczęśliwie w odległości około 30 tysięcy kilometrów, czyli podobnej do tej po której zwykle latają satelity. Jej wpadnięcie w ziemską atmosferę mogłoby wyuwołac podobne skutki jak meteor czelabiński. Dwa dni później astronomowie wypatrzyli około 10 metrową asteroidę 2019 RC1. Przeleciała ona jakieś 150 tysięcy kilometrów od naszej planety. Była to już 45 asteroida od początku roku, która znalazła się w odległości mniejszej niż księżycowa. Uderzające jest to, że większość tych obserwacji dokonano już po przelocie asteroid. Dobitnie świadczy to o naszych mizernych zdolnościach do wykrycia na czas ewentualnie groźnych dla Ziemi obiektów z kosmosu. https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/grupa-asteroid-przeleciala-w-odleglosci-blizszej-niz-ksiezyc
  5. Bliski przelot 2019 QR8 (26.08.2019) 2019-09-18. Krzysztof Kanawka Dwudziestego szóstego sierpnia nastąpił bliski przelot planetoidy 2019 QR8. Obiekt przemknął w odległości 308 tysięcy kilometrów. Meteoroid o oznaczeniu 2019 QR8 przemknął obok Ziemi 26 października, z maksymalnym zbliżeniem około godziny 11:00 CEST. W tym momencie 2019QR8 znalazł się w odległości około 308 tysięcy kilometrów od Ziemi, co odpowiada 0,80 średniego dystansu do Księżyca. 2019 QR8 ma szacowaną średnicę około 8 metrów. Jest to 45 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów. (HT) https://kosmonauta.net/2019/09/bliski-przelot-2019-qr8-26-08-2019/
  6. Rozpad dużej asteroidy pół miliarda lat temu zwiększył bioróżnorodność Ziemi 2019-09-18. Rozpad dużej asteroidy w pasie planetoid 466 mln lat temu jest odpowiedzialny za epokę lodową i spadek poziomu oceanów w tamtym okresie. Wydarzenia te spowodowały wzrost bioróżnorodności ziemskich oceanów. W skrócie: • znaleziono dowody na to, że rozpad dużej asteroidy 466 mln lat temu miał duży wpływ na rozwój życia na Ziemi • ogromna ilość pyłu skalnego znalazła się wtedy w całym wewnętrznym Układzie Słonecznym • to doprowadziło do powstania nietypowej epoki lodowej, która przyczyniła się do wzrostu bioróżnorodności na naszej planecie Do dzisiaj rozpad asteroidy (typu chondrytu grupy L) o średnicy 150 km prawie pół miliarda lat temu jest odpowiedzialny za jedną trzecią wszystkich meteorytów spadających na Ziemię. Rozpad ten spowodował wtedy wzrost o setki albo nawet tysiące razy obecności skalnego materiału pozaziemskiego w stratosferze. Dodatkowy pył w całym wewnętrznym Układzie Słonecznym spowodował powstanie efektu “lodowej ziemi” (z ang. icehouse Earth) - spadła średnia temperatura powietrza, obniżył się poziom oceanów i zwiększyła różnorodność fauny. Naukowcy pod przewodnictwem grupy badawczej z Uniwersytetu w Lund odnaleźli w wapieniach na terenie Rosji i Szwecji materiał z meteorytów, które zaczęły spadać na Ziemię po rozpadzie asteroidy o średnicy 150 km. Geologowie już od dawna próbowali połączyć rozpad tej asteroidy z występującym w tym samym czasie wzrostem bioróżnorodności na naszej planecie. Wyniki ich obserwacji wskazują, że pył, który po rozpadzie trafił do ziemskiej atmosfery zwiększył odbijanie przez Ziemię promieni słonecznych, co doprowadziło do globalnego ochłodzenia planety. Dowody na zwiększoną częstotliwość upadków meteorytów podczas wielkiego wzrostu bioróżnorodności w okresie ordowiku były gromadzone przez ostatnią dekadę, ale do tej pory brakowało danych pozwalających związać rozpad dużej asteroidy ze zmianami klimatu i rozwojem różnorodności gatunków w oceanach. Aby policzyć dokładną zawartość materiału z rozpadu asteroidy prawie pół miliarda lat temu, naukowcy wykonali analizy izotopowe zawartości helu w chromitach (rodzaj minerału) w skałach wapiennych w południowej Szwecji oraz w okolicach Petersburga w Rosji. Pył skalny pochodzący z asteroid, w drodze na Ziemię był bombardowany przez wiatr słoneczny, który wzbogacił te minerały o hel. Następnie zawartości te porównali z wartościami mierzonymi tym samym sposobem dla meteorytów chondrytowych grupy L. Zgodność tych pomiarów wskazuje na pozaziemskie pochodzenie tych minerałów w badanych skałach osadowych z okresu środkowego ordowiku. Jak podkreśla Birger Schmitz, główny autor pracy, wyniki go zaskoczyły - Przez ostatnich 25 lat kierowaliśmy się w stronę różnych hipotez tłumaczących związek rozpadu asteroidy ze zwiększeniem poziomu bioróżnorodności. Dopiero ostatnie pomiary zawartości helu sprawiły, że wszystkie elementy układanki się połączyły. Na Ziemi obserwujemy teraz zjawisko globalnego ocieplenia, wywołane głównie emisjami dwutlenku węgla. Opisywane tutaj badanie pokazuje, że pył z asteroid miał w historii naszej planety duży wpływ na zmniejszenie globalnych temperatur. Już wcześniej powstawały modele jak umieszczenie asteroid jako sztucznych satelitów Ziemi mogłoby uratować naszą planetę przed zwiększaniem się temperatur. Wyniki omawianych badań pozwolą lepiej zrozumieć jak taki mechanizm mógł działać rzeczywiście w przeszłości. Artykuł naukowy prezentujący odkrycie został opublikowany na łamach czasopisma Science Advances. Na podstawie: Science Advances. Opracował: Rafał Grabiański Więcej informacji: • Higher probability of compound flooding from precipitation and storm surge in Europe under anthropogenic climate change Na zdjęciu tytułowym: Wizualizacja rozpadu asteroidy. Źródło: Don Davis. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rozpad-duzej-asteroidy-pol-miliarda-lat-temu-zwiekszyl-bioroznorodnosc-ziemi
  7. Trójwymiarowe modele miejsca lądowania łazika Rosalind Franklin 2019-09-18. Radek Kosarzycki Naukowcy z Politechniki w Dortmundzie opracowali precyzyjne, trójwymiarowe modele terenu w elipsie lądowania łazika Rosalind Franklin, który w ramach misji ExoMars przygotowywany jest przez ESA oraz Roskosmos. Modele DTM (Digital Terrain Models) charakteryzują się rozdzielczością około 25 centymetrów na piksel i pomogą naukowcom poznać geografię i charakterystykę geologiczną regionu, a tym samym zaplanować drogę łazika po okolicy. Aby poprawić dokładność modeli, badacze opracowali innowacyjną technikę, która integruje dane atmosferyczne z cyfrowo wytworzonymi sceneriami. Modele zostały zaprezentowane przez Kaya Wohlfartha podczas spotkania EPSC-DPS w Genewie. Modele DTM bazują na wysokiej rozdzielczości zdjęciach Marsa wykonanych za pomocą instrumentu HiRISE zainstalowanego na pokładzie sondy Mars Reconnaissance Orbiter. Zdjęcia z tego instrumentu szeroko stosowano w klasycznej metodzie łączenia dwóch zdjęć wykonanych pod różnymi kątami w celu odtworzenia trójwymiarowego obrazu terenu. Niemniej jednak konwencjonalne techniki stereo mają swoje ograniczenia, gdy stosuje się je do pozbawionych cech charakterystycznych, jednorodnych obszarów, które charakteryzują wiele pyłowych i piaszczystych powierzchni planetarnych, takich jak m.in. miejsce lądowania nowego łazika. Oxia Planum, miejsce lądowania wybrane przez grupę ExoMars Landing Site Selection Working Group dla łazika Rosalind Franklin, jest stosunkowo płaskie, dzięki czemu zminimalizowano ryzyko twardego lądowania i zapewniono dostęp łazika do wielu obszarów, w których będzie realizował swoją misję. Wybrany obszar obfituje w minerały ilaste i struktury z dawnych koryt rzecznych, które mogą przechowywać ślady dawnego życia na Marsie. Aby poprawić DTM, naukowcy z TU Dortmund University zastosowali technikę “Shape from Shading” (Odczytywanie kształtu z cieni), w której intensywność odbijanego światła na zdjęciu przekładana jest na informacje o nachyleniu powierzchni. Dane o nachyleniach są następnie nakładane na zdjęcia stereo, dzięki czemu uzyskuje się lepsze szacunki co do trójwymiarowego kształtu powierzchni. Kay Wohlfarth tłumaczy: “Dzięki tej technice, możemy odtwarzać nawet małoskalowe szczegóły, takie jak zmarszczki wydmowe wewnątrz krateru”. Marcel Hess, pierwszy autor opracowania mówi: “Skupiliśmy się przede wszystkim na interakcji światła z powierzchnią Marsa. Obszary nachylone w stronę Słońca wydają się jaśniejsze niż te nachylone w stronę przeciwną. Nasze podejście obejmuje ilość odbitego światła uwzględniając przy tym model atmosfery, który obejmuje także efekty atmosferyczne prowadzące do rozpraszania światła”. Łazik Rosalind Franklin będzie wyposażony w instrumenty naukowe do badania skał oraz materii powierzchniowej w Oxia Planum. Na pokładzie łazika znajdzie się także wiertło, które pozwoli nam zajrzeć pod powierzchnie i pobrać próbki, które następnie będą transportowane do pokładowego laboratorium zaprojektowanego do wykrywania biosygnatur, jak również instrumenty do mierzenia podpowierzchniowej zawartości wody. Łazik zostanie wyniesiony w przestrzeń kosmiczną latem 2020 roku na pokładzie rosyjskiej rakiety Proton-M i dotrze do Marsa w marcu 2021 roku. Źródło: EuroPlanet https://www.pulskosmosu.pl/2019/09/18/trojwymiarowe-modele-miejsca-ladowania-lazika-rosalind-franklin/
  8. Gwiezdne żłobki odległych galaktyk 2019-09-18.Autor. Vega Międzynarodowy zespół astronomów odkrył, że właściwości obłoków molekularnych i liczba wytwarzanych przez nie gwiazd różni się w zależności od tego, czy znajdują się one w odległych czy pobliskich galaktykach. Gromady gwiazd powstają w wyniku skupienia obłoków molekularnych, mas zimnego, gęstego gazu, które znajdują się w każdej galaktyce. Właściwości fizyczne tych obłoków w naszej własnej galaktyce i pobliskich galaktykach znane są od dawna. Ale czy są one identyczne w odległych galaktykach, które leżą ponad 8 mld lat świetlnych stąd? Po raz pierwszy międzynarodowy zespół pod kierownictwem Uniwersytetu Genewskiego (UNIGE) był w stanie wykryć obłoki molekularne w przodku Drogi Mlecznej, dzięki niespotykanej zdolności rozdzielczej przestrzennej osiągniętej w tak odległej galaktyce. Obserwacje te pokazują, że odległe obłoki mają większą masę, gęstość i wewnętrzne turbulencje, niż obłoki znajdujące się w pobliskich galaktykach i że tworzą znacznie więcej gwiazd. Astronomowie przypisują te różnice warunkom otaczającego środowiska międzygwiazdowego w odległych galaktykach, które są zbyt ekstremalne, aby obłoki molekularne typowe dla pobliskich galaktyk mogły przetrwać. Obłoki molekularne składają się z gęstego, zimnego wodoru wirujące z prędkością naddźwiękową, generującego wahania gęstości, które skupiają się i tworzą gwiazdy. W pobliskich galaktykach takich jak Droga Mleczna, obłok molekularny wytwarza między 103 i 106 gwiazd. Jednak w odległych galaktykach, znajdujących się ponad 8 mld lat świetlnych stąd astronomowie zaobserwowali olbrzymie gromady gwiazd zawierające do 100 razy więcej gwiazd. Skąd taka różnica? Wyjątkowa obserwacja możliwa dzięki kosmicznej lupie Aby odpowiedzieć na to pytanie, astronomowie byli w stanie wykorzystać naturalny teleskop – zjawiska soczewkowania grawitacyjnego – w połączeniu z ALMA, interferometrem złożonym z 50 anten radiowych, które rekonstruują cały obraz galaktyki natychmiast. „Soczewki grawitacyjne są naturalnym teleskopem, który tworzy efekt szkła powiększającego, gdy masywny obiekt znajduje się między obserwatorem a odległym obiektem. Dzięki temu efektowi niektóre części odległych galaktyk rozciągają się na niebie i można je badać w niezrównanej rozdzielczości 90 lat świetlnych!” – wyjaśnia Miroslava Dessauges, badaczka na Wydziale Astronomii na Wydziale Naukowym UNIGE i pierwsza autorka badania. Tymczasem ALMA można wykorzystać do pomiaru poziomu tlenku węgla, który działa jak znacznik wodoru molekularnego tworzącego zimne obłoki. Rozdzielczość ta umożliwiła indywidualne scharakteryzowanie obłoków molekularnych w odległej galaktyce, nazwanej „Kosmicznym Wężem”, oddalonej o 8 mld lat świetlnych. Astronomowie byli zatem w stanie porównać masę, rozmiar, gęstość i wewnętrzne turbulencje obłoków molekularnych w pobliskich i odległych galaktykach. Obłoki molekularne odporne na ekstremalne warunki Nowe obserwacje pokazały, że obłoki molekularne w odległych galaktykach miały masę, gęstość i turbulencje od 10 do 100 razy wyższe, niż w pobliskich galaktykach. „Takie wartości zmierzono tylko w obłokach znajdujących się w pobliżu oddziałujących galaktyk, które mają warunki międzygwiezdne przypominające warunki odległych galaktyk” – dodaje Miroslava Dessauges. Naukowcy mogli porównać różnice we właściwościach fizycznych obłoków ze środowiskami galaktycznymi, które są bardziej ekstremalne i wrogie w odległych galaktykach, niż w tych bliższych. „Obłok molekularny zwykle występujący w pobliskiej galaktyce natychmiast zapadłby się i zostałby zniszczony w ośrodku międzygwiezdnym odległych galaktyk, stąd jego zwiększona gęstość i turbulencje gwarantują jego przetrwanie i równowagę” – wyjaśnia Miroslava Dessauges. „Charakterystyczna masa obłoków molekularnych w Kosmicznym Wężu wydaje się doskonale zgadzać z przewidywaniami naszego scenariusza podziału turbulentnych dysków galaktycznych. W rezultacie scenariusz ten można przedstawić jako mechanizm formowania się masywnych obłoków molekularnych w odległych galaktykach” – dodaje Lucio Mayer, profesor w Centre for Physical and Cosmological Theory Uniwersytetu w Zurychu. Zespół odkrył także, że wydajność formowania się gwiazd w galaktyce Kosmicznego Węża jest szczególnie wysoka, prawdopodobnie wywołana wysoce naddźwiękową wewnętrzną turbulencją obłoków. W pobliskich galaktykach obłok molekularny tworzy gwiazdy stanowiące około 5% jego masy. W odległych galaktykach liczba ta wzrasta do 30%. Astronomowie będą teraz badać inne odległe galaktyki w celu potwierdzenia wyników obserwacji uzyskanych dla Kosmicznego Węża. Miroslava Dessauges podsumowuje: „Podniesiemy również jeszcze bardziej rozdzielczość, korzystając z wyjątkowej wydajności interferometru ALMA. Analogicznie, musimy bardziej szczegółowo zrozumieć zdolności obłoków molekularnych w odległych galaktykach do tak skutecznego formowania gwiazd.” Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: UNIGE Urania https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/09/gwiezdne-zobki-odlegych-galaktyk.html
  9. Inżynier ESA dla Uranii o możliwościach pierwszego europejskiego łazika marsjańskiego 2019-09-18. Podczas 5. edycji zawodów European Rover Challenge porozmawialiśmy z Pantelisem Poulakisem - inżynierem Europejskiej Agencji Kosmicznej, odpowiedzialnym za konstrukcję systemu jezdnego pierwszego europejskiego łazika Rosalind Franklin. Europejski pojazd poleci w kierunku Czerwonej Planety w 2020 roku w ramach kontynuacji misji ExoMars. Rafał Grabiański: Czy możesz opowiedzieć krótko o swojej roli w Europejskiej Agencji Kosmicznej? Pantelis Poulakis: Od ostatnich pięciu lat jestem członkiem zespołu misji ExoMars i pracuje w zespole konstruktorów łazika Rosalind Franklin. ExoMars to program misji marsjańskich Europejskiej Agencji Kosmicznej. W 2016 wysłaliśmy w kierunku Marsa sondę Trace Gas Orbiter, która będzie służyć jako stacja przekaźnikowa dla łazika. W 2020 roku wyślemy misję składającą się ze statku transportowego, lądownika dostarczonego przez rosyjską agencję kosmiczną (Roskosmos - przyp. red.) i łazika, który jest właściwie głównym elementem całej misji. To łazik będzie odpowiedzialny za wszystkie planowane badania naukowe na powierzchni Marsa. Inżynierowie pracujący nad łazikiem są podzieleni na kilka zespołów. Ja zajmuje się modułem jezdnym łazika. Moduł jezdny jest odpowiedzialny za wszystkie aspekty związane z poruszaniem się pojazdu. Jest to też najcięższy podsystem łazika - waży około 80 kg. W jego skład wchodzi: zawieszenie, wszystkie mechaniczne elementy układu zawieszenia i elektronika kontrolująca wszystkie ruchy. Naszym zadaniem było zaprojektowanie, zbudowanie i przetestowanie tego modułu i jego możliwości. Jakie są możliwości systemu jezdnego łazika Rosalind Franklin? Jakie są zakładane odległości, które łazik ma pokonać w podstawowym czasie misji? Warto poruszyć tutaj kilka zdolności w jaki wyposażył łazik jego system jezdny. Pierwsza rzecz to odległość jaką zakładamy, że łazik pokona w podstawowym czasie misji trwającym 280 dni marsjańskich. Ta ma wynieść maksymalnie 4 km. To ambitny cel. Jeżeli łazik będzie sprawnie funkcjonował po tym podstawowym czasie, misja zostanie rozszerzona. Ale łazik został zbudowany tak, by dać mu “gwarancję” przejechania 4-4,5 km podczas podstawowego czasu misji. Oczywiście w testach musieliśmy wykazać, że zbudowany system jest w stanie przejechać znacznie więcej - wielokrotności tego zakładanego dystansu. Łazik ma sześć kół o stosunkowo niewielkiej średnicy (25 cm - przyp. red.). Duża masa pojazdu i niewielkie koła nie są dobrym połączeniem, dlatego wpadliśmy na interesujące rozwiązanie, które przypomina koła samochodowe, jednak zbudowane ze stali nierdzewnej i tytanu. Podczas poruszania się łazika, koła te ulegają deformacji co zwiększa ich roboczą średnicę. Dzięki temu uzyskujemy lepsze rozłożenie obciążenia. Elastyczne koła dopasowują się też lepiej do terenu, co może na przykład poprawić wjeżdżanie na skały, czy jazdę bo grząskim piasku. Kolejną ciekawą cechą systemu jezdnego jest system 6x6 - czyli mamy sześć kół, wszystkie napędzane i sterowane. Możemy dzięki temu poruszać się na przykład bokiem, efektywniej planować przemieszczanie się po terenie. Jeszcze inna szóstka może reprezentować sześć silników rozkładających system jezdny. Łazik podróżuje przed wylądowaniem w kapsule, złożony w kostkę. Dopiero po wylądowaniu rozkłada się, używając sześciu silników zamontowanych na ramionach zawieszenia. Taki sposób rozłożenia systemu jezdnego nie był jeszcze wykorzystywany. Silniki rozkładające mogą też służyć jako nogi łazika. Algorytm może wykorzystać dane z szybkości obrotu kół łazika i dostosować tak ruch zawieszenia, aby pojazd poruszał się jak dżdżownica, jednocześnie nie trąc kołami o powierzchnię. Taki skoordynowany ruch nazwaliśmy “wheel-walking” - jednoczesne chodzenie i jazda robota marsjańskiego. Ogromną zaletą takiego rozwiązania jest to, że gdybyśmy kiedykolwiek ugrzęźli łazikiem w trudnym terenie - podobnie jak to miało miejsce w przeszłości z łazikami Spirit i Opportunity - to mamy w zanadrzu technikę, która umożliwi ucieczkę z takiej sytuacji. Dzięki temu systemowi możemy wjechać łazikiem na bardzo stromy teren - coś co przetestowaliśmy niedawno. Jakie są maksymalne nachylenia na jaki gotowy jest łazik? Dowiedliśmy do tej pory, że możemy pokonać łazikiem nachylenia do 26 stopni na niektórych typach powierzchni. Oczywiście ta liczba jest bardzo zależna od podłoża. To 26 stopni jest dla żwirowego podłoża. Ale myślimy, że łazik może pokonać znacznie bardziej stromy teren. Te zdolności jezdne łazika dają nam dużą pewność. Inna zaleta tego, o której nie pomyślałbym przed podjęciem tej pracy to fakt, że operator łazika dzięki tym zdolnościom pojazdu prędzej może zgodzić się na wjazd na trudniejszy teren - tam gdzie naukowcy chcą, by łazik pojechał. W innym przypadku musielibyśmy być znacznie bardziej konserwatywni, dla bezpieczeństwa łazika. Jakie były najtrudniejsze wyzwania przed jakimi stanął twój zespół podczas budowy tego systemu? Podstawa to niezawodność. Lecąc w przestrzeń kosmiczną tracisz możliwość interwencji, jeśli coś pójdzie nie po twojej myśli. Twój moduł musi wytrzymać trudne warunki transportu i te panujące na planecie i musi być niezawodny w czasie operacji. Ta niezawodność to najtrudniejszy aspekt budowy łazika, szczególnie w przypadku Europy, gdzie w misję zaangażowanych jest wiele państw i ogromna ilość podwykonawców i dostawców. Potrzebny jest margines w projekcie systemu i wysokie standardy jakości. Za tym idzie kolejna trudność. Jeśli chcesz zwiększyć niezawodność i solidność konstrukcji idzie za tym zwiększenie masy i potrzebnych środków. Potrzebujesz więcej materiału, żeby zrobić trwalszą konstrukcję, a w misjach kosmicznych dążymy do jak najmniejszych mas ładunków z powodu ograniczeń zdolności nośnych rakiet. Dlatego wyzwaniem jest zachowanie równowagi pomiędzy niezawodnością i masą rozwiązania. Czy miałeś już okazję zobaczyć pojazdy biorące udział w konkursie European Rover Challenge 2019? Miałem już okazję spojrzeć na niektóre konstrukcje. Co o nich myślisz? Coś przykuło twoją uwagę? Tak, parę rzeczy przykuło moją uwagę. Możesz tam znaleźć sporo dobrych rozwiązań, ale też takich pomysłów, które nie działają. To przypomina mi czasy, gdy jeszcze studiowałem czy też pierwsze kontakty z robotyką, kiedy z nabraniem doświadczenia dochodzisz do wniosku, że pewnych rzeczy już byś tak nie zrobił. Dlatego taki konkurs to świetny sposób na to, by rozwijać pomysły, sprawdzać co zadziała. Odkrywanie złych rozwiązań pozwala ci się rozwijać. Tak samo użyteczne jest wpadanie na dobre jak i złe pomysły. Dam taki przykład. Zobaczyłem tam robota z bardzo dużym korpusem i dużym ramieniem robotycznym, ale bardzo małymi kołami. Ciśnienie wywierane na powierzchnię zakopywało pojazd. Platforma była dobra i wystarczyłoby zwiększyć koła. Doskonale rozumiem ten zespół, bo sami mieliśmy podobne problemy z wielkością kół w łaziku Rosalind Franklin. Ale w tym samym zespole zauważyłem świetne rozwiązanie - łazik zmieniał położenie ramienia robotycznego, aby skorygować ten balans. To było sprytne rozwiązanie, które zwiększało efektywność robota. Przeczytaj relację z zawodów European Rover Challenge 2019 Na koniec powróćmy jeszcze do misji ExoMars. Jak testowany był system jezdny łazika? Testowanie łazika to tyle samo pracy, co jego projektowanie i budowa. Oczywiście na Marsie mamy inną grawitację, więc nie testujemy systemu jezdnego w dokładnie tej samej konfiguracji. Łazik jest zaprojektowany do pracy z marsjańską grawitacją, dlatego w pełnej skali w warunkach naszej planety byłby znacznie cięższy. Żeby takie testy przeprowadzić zbudowaliśmy specjalny ośrodek w Szwajcarii, przeznaczony wyłącznie do testów łazika. Współpracowaliśmy z instytucjami geologicznymi, aby jak najlepiej odwzorować typy gruntu występujące na Marsie, później musieliśmy poszukać i kupić wymagane typy gleb. Zbudowaliśmy ogromną platformę, na której możemy umieszczać ten grunt w różnych konfiguracjach. Odwzorowaliśmy także rodzaje przeszkód terenowych jakie może napotkać nasz łazik. Następnie pozbawiliśmy testowy łazik wszystkich systemów. Został tylko jego system jezdny. Na tym zawieszeniu umieściliśmy specjalną strukturę, która miała odwzorować obciążenia jakie dozna właściwy łazik na powierzchni Marsa. Dzięki temu mogliśmy skupić się na testach naszego podsystemu w warunkach jak najbardziej zbliżonych do tych jakie spotka na Marsie. Tak testowane są wszystkie elementy misji kosmicznych. Na przykład jeden z naszych głównych podwykonawców, firma Airbus zagospodarowała pomieszczenie takie jak to, w którym rozmawiamy, gdzie na płaskiej powierzchni umieściła wszystkie komponenty elektroniczne i testowała w ten sposób oprogramowanie łazika. System jezdny ma swoje specyficzne cechy jeśli chodzi o testowanie. Cały ośrodek testowy w Szwajcarii naszpikowaliśmy różnego rodzaju czujnikami, żeby zebrać jak najwięcej danych o osiągach systemu jezdnego. Trudnością było też zaprojektowanie odpowiednich scenariuszy testowych - w jaki sposób mamy przetestować jazdę po wzniesieniu, jak przetestować przejazd przez przeszkody, jak przetestować zjazd z platformy lądującej - najryzykowniejszy element misji już po szczęśliwym wylądowaniu. Platforma może stanąć na skale, na nachylonej powierzchni. Na przykład w przypadku łazików Spirit i Opportunity obawiano się, że pojazdy mogą utknąć w poduszkach powietrznych. Dlatego w Zurychu zbudowaliśmy model platformy lądującej i wykonaliśmy dziesiątki testów wyjazdu łazika z platformy lądownika w wielu różnych konfiguracjach - różne nachylenia, różne ustawienia ramp zjazdowych. Testy te wykazały, że o ile sam łazik dobrze poradził sobie z tym zadaniem to pewne założenia projektu lądownika okazały się być przez nas nieprzewidziane. Musieliśmy przystosować się bardzo szybko do tych obserwacji i wykonać ponowne testy. Mamy nadzieję, że start i lądowanie łazika Rosalind Franklin powiedzie się! Misje kosmiczne są trudne. Europa po raz pierwszy wysyła pojazd na Marsa, NASA ma w tym już większe doświadczenie. Ostatnio mamy też problemy ze spadochronami. Tak, czytałem, że dwa testy głównych spadochronów nie zakończyły się powodzeniem. Spadochrony na Marsie to niezwykle trudna rzecz. Przez bardzo cienką atmosferę, muszą otwierać się przy bardzo dużych prędkościach. To powoduje ogromne siły oddziałujące na jego strukturę podczas otwarcia. Trudnością jest też to, że nie istnieją ośrodki naziemne, w których można by takie testy wykonywać. Każdy pełnoskalowy test jest bardzo kosztowny. Mamy jeszcze dwa testy w przyszłym roku, mamy nadzieję, że uda się naprawić ten problem. Przeczytaj też: Budowa pierwszego łazika marsjańskiego ukończona Też na to liczymy! Taki już jest urok misji kosmicznych. Są ekscytujące, trudne, niesamowicie satysfakcjonujące, ale zawsze idzie za nimi duże ryzyko. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Możesz pracować nad czymś latami, po czym misja może nawet nie dotrzeć do celu. Trzymamy kciuki za udany start misji w 2020 roku i udane lądowanie łazika na powierzchni w 2021! Więcej informacji: • strona misji ExoMars Na zdjęciu tytułowym: Pantelis Poulakis pozujący z najnowszym numerem czasopisma Urania - Postępy Astronomii. https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/rozmowa-z-konstruktorem-systemu-jezdnego-pierwszego-europejskiego-lazika-marsjanskiego
  10. Kolejny test lotny rakiety ILR-33 BURSZTYN 2019-09-18. 10 września 2019 roku Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa przeprowadziła kolejny test lotny rakiety ILR-33 BURSZTYN z Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce. Był to pierwszy lot rakiety cywilnej z polskiego wybrzeża od czasów programu Meteor. Pierwszą próbę startów z poligonu w Ustce podjęto we wrześniu 2018 r. Zespół z Instytutu Lotnictwa przygotował dwie wersje rakiety – standardową oraz nową, z systemem kontroli orientacji rakiety. Ze względu na złe warunki pogodowe, które objawiały się występowaniem silnych prądów strumieniowych na pułapie około 12 km, tzw. jet streamów, których prędkość przekraczała 200 km/h, nie doszło startu rakiety. Lot w takich warunkach był niedopuszczalny ze względów bezpieczeństwa. Pomimo gotowości rakiet oraz czterodniowego okna startowego podjęto decyzję o odwołaniu testów. Lot 10 września 2019 r. zakończył się pełnym powodzeniem, tj. zrealizowany został nominalny scenariusz misji oraz sukcesem zakończyła się próba podjęcia głowicy rakiety z Morza Bałtyckiego. Osiągnięto pułap 23 km. Możliwości osiągowe rakiety ILR-33 Bursztyn są znacznie wyższe, natomiast kierowano się względami bezpieczeństwa przy testach aktywnego sterowania powierzchniami sterowymi, ograniczeniami obszaru poziomego zabezpieczonego akwenu oraz warunkami pogodowymi. W ramach lotu przetestowane zostały rozwiązania techniczne, infrastrukturalne oraz procedury bezpieczeństwa. Potwierdzona została niezawodność komponentów, łączność z rakietą oraz sprawdzono zachowanie konstrukcji podczas manewrów sterowania. Do obsługi startu wykorzystano rozwiniętą przez Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa infrastrukturę, tj. m. in.: stanowisko kontroli lotu, układ nadążny do śledzenia rakiety, strefę integracji rakiety, mobilną stację do tankowania rakiety, naziemną łączność pomiędzy obsługą startową a zespołem znajdującym się w innych lokalizacjach, balonowy sondaż meteorologiczny, wyrzutnię startową z mechanizmem kontroli sekwencji startowej oraz naziemny system wideorejestracji. Na bieżąco wykonywano analizy lotu wraz z obliczaniem strefy upadku, co pozwoliło na zachowanie bezpieczeństwa oraz sprawną realizację podjęcia odzyskiwanego modułu z morza. Do celu odzysku wykorzystano łódź oraz samolot, co zostało skoordynowane z działaniami wojskowymi na poligonie. Przeprowadzenie badań możliwe było dzięki współpracy z Wojskiem Polskim oraz Polską Agencją Kosmiczną. Poprzednie działania (dzięki wsparciu Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych RP, Szefostwa Służby Ruchu Lotniczego Sił Zbrojnych RP, Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej oraz Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce wydzielono granice przestrzeni powietrznej nad poligonem w Ustce (EA 220 oraz AMBER01) z uwzględnieniem ograniczenia pułapu maksymalnego do wartości UNLIMITED, a co za tym idzie umożliwiono rakietom loty na pułapy do tej pory w Polsce niedostępne) pozwoliły na wykorzystanie powiększonej strefy powietrznej. Akwen morski, w którym mogła wylądować rakieta, zabezpieczony został przez okrętowe siły ochrony rejonu strzelania Marynarki Wojennej, tzw. OSORS. Przeprowadzony test lotny jest kolejnym krokiem w ramach konsekwentnie realizowanego przez Sieć Badawczą Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa programu rozwoju systemów wynoszenia. ILR-33 BURSZTYN. Jest ona pierwszą na świecie rakietą wykorzystującą nadtlenek wodoru o tak wysokim stężeniu (98%+). Swój pierwszy lot rakieta odbyła w październiku 2017 r. Stopniowe zwiększanie pułapu lotów ma na celu sukcesywne osiąganie gotowości do realizacji przekroczenia bariery 100 km. Zrealizowany test kończy etap prac rozwojowych nad aktualną konstrukcją i umożliwia przejście do ostatecznej fazy projektu, w ramach której powstanie nowa wersja, tj. ILR-33 BURSZTYN 2K. Kolejnym krokiem milowym będzie lot wersji 2K na zwiększony pułap, a następnie przekroczenie granicy 100 km. Paweł Z. Grochowalski Źródło: Sieć Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejny-test-lotny-rakiety-ilr-33-bursztyn
  11. Stephen Hawking się mylił. Czarne dziury są "łyse"? 2019-09-18. Natura czarnych dziur od dawna stanowi zagadkę dla astronomów z całego świata. Próbował ją rozwikłać także Stephen Hawking, który twierdził, że czarne dziury mają "miękkie włosy", którymi są przytwierdzone do czasoprzestrzeni. Najnowsze badania sugerują jednak, że obiekty tego typu są w istocie "łyse". Czarna dziura to obiekt pochłaniający wszystko, co wpadnie do jego wnętrza, nawet światło. To tylko część prawdy. By opisać czarną dziurę, wystarczy podać jej masę, moment pędu, ładunek elektryczny, a także fale grawitacyjne, które zakotwiczają je w przestrzeni. Amerykański fizyk John Wheeler jako pierwszy użył stwierdzenia, że czarne dziury "nie mają włosów" odnosząc się do tzw. zasady holograficznej. Mówi ona, że entropia (funkcja stanu określająca stopień nieuporządkowania materii, będąca miernikiem zmian zachodzących w układzie) czarnej dziury jest równa zeru. - Kiedy fizycy twierdzą, że czarne dziury nie mają "włosów", oznacza to, że są bardzo proste. Różnią się one od siebie tylko na trzy sposoby: szybkością wirowania, masą i ładunkiem elektrycznym. Ale w rzeczywistości czarne dziury prawdopodobnie nie różnią się znacznie ładunkiem elektrycznym, więc dzieli je jedynie masa i spin. Fizycy nazywają te obiekty czarnymi dziurami Kerra - powiedział Maximiliano Isi, fizyk z MIT. Stephen Hawking z tym stwierdzeniem się nie zgodził. Jego zdaniem nie wszystkie czarne dziury są "łyse", a niektóre mają "miękkie włosy", czyli fale grawitacyjne zakotwiczające je w przestrzeni. Fale grawitacyjne zmierzone w 2017 r. przez interferometr LIGO rzucają nowe światło na twierdzenia Hawkinga. Uchwycone fale grawitacyjne powstały podczas kolizji dwóch czarnych dziur. Zespół astronomów spojrzał na nie ponownie i znalazł coś, czego sprawdzenie zajmie dekady. Czarne dziury prawdopodobnie są jednak "łyse". Kolejnych informacji o naturze czarnych dziur może dostarczyć nam aktualizacja LIGO, do której dojdzie w połowie lat 20. obecnego wieku. Jeszcze pełniejszego obrazu dostarczy nam Laser Interferometer Space Antenna (LISA), obserwatorium, które zostanie wyniesione na orbitę po 2030 r. Do tego czasu (a może i dłużej) debata o "fryzurze" czarnych dziur będzie wciąż żywa . Źródło INTERIA https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-stephen-hawking-sie-mylil-czarne-dziury-sa-lyse,nId,3210064
  12. Astronomowie obiecują zaprezentować wkrótce pierwsze nagranie wideo czarnej dziury Autor: admin (2019-09-18 ) Mimo, że od czasu, kiedy międzynarodowy zespół naukowców zaskoczył świat pierwszym w historii zdjęciem czarnej dziury nie minęło wiele czasu, planowana jest już kontynuacja tego dzieła. Tym razem powstać ma sekwencja wideo pokazująca wchłanianie przez czarną dziurę masywnych obłoków gazu. Przy wykorzystaniu Event Horizon Telescope zostały już przeprowadzone niezbędne obserwacje i obecnie trwa okres przetwarzania dużych ilości danych, aby stworzyć taki niepowtarzalny film. Według zapowiedzi astrofizyków, może być on gotowy najwcześniej w 2020 roku. Zdaniem astronomów, do końca następnej dekady będziemy w stanie stworzyć wysokiej jakości wideo, które zademonstruje nie tylko wygląd bezpośredniego otoczenia czarnej dziury, ale także występujące tam procesy w czasie rzeczywistym. Pierwsze zdjęcie czarnej dziury, opublikowane 10 kwietnia bieżącego roku, było preludium nowych możliwości obserwacji z dużą rozdzielczością. Kilka dni temu zespół 347 naukowców zaangażowanych w projekt otrzymał prestiżową naukową nagrodę w wysokosci na 3 mln dolarów. Wcześniej astronomowie byli w stanie obserwować jedynie efekty luminescencji materii rozgrzewanej przed wpadnięciem do czarnej dziury, ale obrazom tym zwykle brakowało jakości aby określić kształt struktur, emitujących to promieniowanie. Ta przeszkoda została ostatecznie przezwyciężona, gdy zespół badaczy połączył ze sobą dane uzyskane przez wiele teleskopów, to de facto umożliwiło stworzenie czegoś na kształt olbrzymiego wirtualnego teleskopu, dzięki któremu można obserwować kosmiczne zjawiska w niespotykanej dotychczas wysokiej rozdzielczości. https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/astronomowie-obiecuja-zaprezentowac-wkrotce-pierwsze-nagranie-wideo-czarnej-dziury
  13. Niebywałe znalezisko na Marsie. Oto co sfotografowała sonda Nowe zdjęcia powierzchni Marsa pokazują, jak lodowe bieguny planety są niszczone przez gejzery gazów i piasku. To zjawisko tworzy czarne smugi na powierzchni wydm i jest uważane za początek marsjańskiej wiosny. Podczas, gdy na całej planecie wiosna oznacza spokojną zamianę lodu w stan gazowy, tak w rejonie pól wydmowych Marsa, ciśnienie CO2 uwięzionego między piaskiem, a lodem stopniowo narasta https://video.wp.pl/niebywale-znalezisko-na-marsie-oto-co-sfotografowala-sonda-6425782630741633v
  14. Radarowy obraz Baja California 2019-09-18. Krzysztof Kanawka Dane z radarowych satelitów Sentinel-1 pozwoliły na stworzenie ciekawego obszaru Baja California w północnym Meksyku. Rregion Baja California jest przykładem intensywnego wpływu człowieka na lokalne środowisko naturalne. Rzeka Colorado przepływa przez ten region i jest ważnym źródłem wody dla rolnictwa, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na środowisko. Niegdyś delta rzeki Colorado była rozległa – dziś większość wody jest wykorzystana w różnych celach zanim dotrze do ujścia rzeki. Europejskie satelity Sentinel-1 wykonują radarowe obserwacje Ziemi na paśmie C z rozdzielczością rzędu 5, 20 lub 20×40 metrów. Tego typu obserwacje mogą być wykonywane bez względu na porę dnia czy nocy, obecność chmur czy opady. Z tego powodu dane radarowe są obecnie coraz powszechniej używane w monitorowaniu zmian na Ziemi. Poniższe nagranie prezentuje opis regionu Baja California z danymi z satelitów Sentinel-1. Pełne zdjęcie tego regionu można zobaczyć pod tym linkiem. (ESA) https://kosmonauta.net/2019/09/radarowy-obraz-baja-california/
  15. Pentagon oficjalnie potwierdził autentyczność trzech nagrań z UFO 2019-09-18. W końcu nastąpił nieoczekiwany przełom w kwestii rejestrowania, a następnie upubliczniania i informowania społeczeństwa przez armię USA o incydentach związanych z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, czyli UFO. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przyznała, że trzy zarejestrowanie na materiałach filmowych spotkania amerykańskich pilotów z zagadkowymi obiektami są autentyczne i pochodzą z należących do armii myśliwców m.in. F/A-18E. Warto tutaj podkreślić, że wojskowi dysponują nagraniami o wiele lepszej jakości, ale z wiadomych dla wszystkich względów, zachowali je dla siebie i nigdy ich nie zobaczymy. Niestety, chociaż filmy zostały opublikowane w globalnej sieci, przedstawiciele Pentagonu i eksperci nie mają pojęcia, z czym tak naprawdę mamy na nich do czynienia. Dlatego obiekty zostały określone mianem UFO, czyli niezidentyfikowanych obiektów latających. Nie oznacza to jednak, że są to statki kosmiczne należące do przedstawicieli obcych cywilizacji. Pentagon zobowiązał się, że teraz każdy tego typu incydent będzie indywidualnie analizowany przez specjalny wydział. Eksperci mają prowadzić szczegółowe śledztwa i, jeśli zdarzenia te nie będą związane z bezpieczeństwem narodowym, zostaną podane do wiadomości publicznej. Co ciekawe, przedstawiciele Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych przekazali senatorom i prezydentowi wszystkie zebrane materiały związane z obserwacjami. Podobno Donald Trump nie był nimi szczególnie zainteresowany, ale już więcej informacji na ich temat chcą uzyskać senatorowie. Obawiają się oni o bezpieczeństwo kraju. W przeciwieństwie do nich, Trump nie wierzy w kosmitów i uważa takie incydenty za bajki. Tymczasem w rzeczywistości niezidentyfikowane obiekty latające pojawiają się dość często. Przynajmniej takie relacje zgłaszają piloci. Pentagon nie ukrywa, że śledztwa nie są prowadzone w kierunku manifestacji obecności obcych cywilizacji, tylko zagrożeniu ze strony wrogich państw, a mianowicie Rosji i Chin. Chodzi tutaj o możliwość posiadania przez nich superzaawansowanej technologii pojazdów latających, które mogą przemieszczać się z ogromnymi prędkościami i manewrować w powietrzu w taki sposób, jaki daleko wykracza poza granice możliwości tradycyjnych samolotów. Czy zatem USAF uważa, że Rosja i Chiny dysponują statkami kosmicznymi, którymi od czas do czasu prowokują USA, by zademonstrować swoją potęgę? Tego nie wiadomo, ale na pewno Pentagon nie obawia się i nie przygotowuje na konflikt z obcymi cywilizacjami. Z ujawnionych danych Projektu Blue Book wynika jasno, że do pierwszych masowych manifestacji UFO zaczęło dochodzić tuż po zakończeniu II wojny światowej. Jeśli będziemy na nie patrzyli z punktu widzenia futurystycznych technologii opracowanych przez nazistowskich naukowców, którzy po wojnie kontynuowali swoje prace m.in. w Rosji i USA, możemy uświadomić sobie, o co w tym wszystkim chodzi. Źródło: GeekWeek.pl/USAF/YouTube / Fot. USAF/US Navy/Pentagon https://www.geekweek.pl/news/2019-09-18/pentagon-oficjalnie-potwierdzil-autentycznosc-trzech-nagran-z-ufo/
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)