Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'lornetka' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 67 wyników

  1. Witam Sprzedam lornetkę Nikon EII 8x30 z ogromnym polem widzenia 8,8 stopnia. Jest to po prostu mały klasyk w bardzo dobrym stanie optycznym i mechanicznym. Komplet jak na zdjęciu (lornetka + oryginalne zatyczki + pokrowiec + dowód zakupu) Cena (ostateczna) 1880zł + koszty wysyłki
  2. Witajcie sprzedam lornetkę 15/70 stan idealny, szkła Bak-4, walizka do transportu, koszty przesyłki w cenie 1450 zł
  3. Hej. Stałem się posiadaczem dużej lornetki kątowej i pojawił się problem mocowania do montażu. Lornetka ma taka stópkę i gwint centralny chyba 3/8"?. Mam montaż SkyTee i chciałem ta lornetkę zamocować na górnym adapterze aby nie bawić się w żadne boczne adaptery typu "L". Jednak na ta chwilę mam otwór z gwintem z lornetce i otwór z gwintem (jakimś mniejszym) w adapterze montażu i utknąłem. Można by rzec, kup sobie śrubkę, tylko co to mi by dało?. Wkręcam śrubkę w gniazdo montażu i co? kręcę 7,5kg lornetą aż dokręcę do oporu?, bez sensu upierdliwe, a i nie ma gwarancji że ustawi się dobrze kątowo. Tutaj chyba potrzeby jest jakiś stabilny adapter na dwie boczne śruby, a nie centralną, nie wiem czy dobrze rozumuję naprowadźcie mnie. Tak to wygląda w montażu.
  4. Witam, tak sobie myślę - a może lornetka ? Nie wiem czy to jest to co bym chciał na pewno kupić. Temat zakładam by zorientować się w temacie - duża lornetka z centralną regulacją ostrości. Czy są takie ? Mam na myśli 70-100 mm. Najlepiej z dużym ER. Cena ? Myślałem o okolicy 1000 zł (chyba, że warto dołożyć do 1500 zł) gdyż do tego doliczyć trzeba jeszcze statyw za 300-600 zł (oddzielny temat). Dlaczego taka regulacja ? Ponieważ ma ona służyć do wielu celów. Obserwacja nieba, przyrody, dalekie obserwacje, samolotów - praktycznie do tego samego do czego używa się małych lornetek (którą planuje też kupić). I chce z nią podróżować na rowerze, głównie. Model 20x80 waży 2,5 kg więc nadaje się jeszcze z zapasem do plecaka. Ja znalazłem tylko SkyMastera Pro 20x80. Czy jest coś jeszcze ? Co sądzicie o SkyMasterze ? Czy ktoś potwierdzi, że wersja 20x80 to to samo co 15x70 (w sensie jakości) ?
  5. Witam, z bólem serca sprzedałem po 8 latach użytkowania swojego Nikona Action VII 10x50 i teraz szukam godnego jego następcy. Szukam czegoś o średnicy od 30 mm do 42 mm. 30-35 mm porro, powyżej dachopryzmatyczna. Musi posiadać: duże pole własne okularów, co najmniej 63° dobrze skorygowaną dystorsje duże ER dobrą ostrość w centrum (gwiazdy "szpilki") ostrość choć 60% a potem bez drastycznego spadku (w Nikonie po 50-60% robiły się nagle krechy) Lornetka ma służyć do obserwacji przyrody i przeglądu nieba. Często chce ją zabierać na rower. W miarę możliwości ma być "pancerna". Ogólnie chce poczuć przeskok jakościowy. Budżet. Hymm ... Przejrzałem optyczne.pl i spodobał mi się Nikon Monarch HG 10x42. Tylko cena mówiąc delikatnie powala. Chyba poniżej 3 tyś zł nie da rady go kupić używanego ? Jest też na AM Vanguard Endeavor ED II 10x42 za około 1200 zł. I brał bym ją, nie było by w ogóle tematu ale w tej chwili nie mam pieniędzy (czekam aż się sprzedadzą graty) więc może ona w każdej chwili zniknąć. Wydaje mi się jednak ona najlepszym wyborem. Nie kosztuje majątku jak Nikon, spełnia moje wymagania - ma okulary o polu 65,4°, dystorsja prawie zerowa, ostrość prawie po brzegi, duże ER. Jedynie co wyczytałem negatywnego na ornitologicznym forum, że ostrość ma owszem "stałą" ale stale słabą. Jak rozumiem nie punktuje gwiazd, nie ostrzy ptaszków tak jak inne za ~2 000 zł ? Czy jeśli nie patrzyłem żadną dobrą lornetką, tylko moim Nikonem to odczuje jakość w ostrości gwiazd, ptaszków, drzew ? Czy jest aż tak źle jak piszą na tamtym forum ? W dzień patrzyłem tylko moim Nikonem a w nocy Nikonem EX 10x50, WO 10x50, WO 22x70 APO ale prawdę mówiąc tylko chwilę. Najdłużej patrzyłem tą 70-tką i było widać jakość. Szczególnie fajne, że przy takiej źrenicy wyjściowej (3,2 mm) udało się zobaczyć Kalifornie bez filtrów. Czyli sprzedać graty i ja będzie aktualne brać Vanguard Endeavor ED II 10x42 ? A nawet gdy zniknie to warto kupić nowego ?
  6. Mając w końcu trochę wolnego, mogłam ponadrabiać zaległości z ostatnich paru miesięcy. Od przedwczoraj padło kilkadziesiąt obiektów (część z nich wielokrotnie), głównie gromady w rejonie Rufy i Wielkiego Psa oraz trochę galaktyk w okolicach Panny. Ciekawym doświadczeniem było dla mnie wyłapywanie tych właśnie kosmicznych wysp w lornecie - przyzwyczajona do 10-calowego lustra i silniejszych powiększeń łapię dopiero wyczucie w wyzerkiwaniu drobnych mgiełek w prawie 3-stopniowym polu widzenia dwururki, jak na razie z różnym skutkiem. Warunki nie były wymarzone, a to głównie za sprawą gromadzących się w przyziemnej warstwie atmosfery zanieczyszczeń, zasilanych dodatkowo przez kominy okolicznych domostw (nawiasem mówiąc, jak czasem taki zakopcił to się tworzyło coś na kształt niewielkiej chmury, zazwyczaj zmierzającej w rejon nieba, który akurat mnie interesował ), jednak nie narzekam i ostatnie noce zaliczam do udanych. Myślałam trochę czy by nie napisać jakiejś relacyjki, ale przyznam, że nie miałam szczególnego pomysłu ni weny, a że nie ma co kombinować na siłę, tym razem prezentuję Wam trzy szkice. Nie przedstawiają w prawdzie jakichś bardzo oryginalnych obiektów, powstały jednak, gdy pod wpływem widoku w okularach doznawałam potrzeby uwiecznienia tego co widzę i podzielenia się tym z innymi. Standardowo - rysowałam ołówkami o najróżniejszych twardościach, DSy w negatywie, Księżyc w pozytywie. Potem zdjęcia szkiców poddałam obróbce w programie graficznym. Polegała ona na odwróceniu kolorów w przypadku szkiców w negatywie, delikatnym wyrównaniu tła i wyciągnięciu jego ciemnego koloru (sam negatyw ze zdjęcia często jest po prostu szary). W przypadku mgławicy pozwoliłam sobie zastosować na niej lekkie rozmycie, by całość wyglądała bardziej naturalnie. Przyznam, że szkicowanie przy lornetce jest o wiele wygodniejsze niż przy teleskopie - mogę dowolnie dopasować wysokość dwururki na statywie, by siedząc wygodnie opartą na krzesełku mieć ją na wysokości oczu. Najwięcej czasu poświęciłam na rysowanie gromad otwartych, ale jednocześnie z tego szkicu jestem najbardziej zadowolona. Aaa, nie napisałam nawet jeszcze jakie konkretnie obiekty uwieczniłam, ale może po prostu sami spójrzcie A jak wygląda taki szkic w stanie surowym, dopiero co powstały przy obserwacji? Przyznam Wam, że jak tak czasem patrzę, to takie w ogóle nie ruszone niczym szkice podobają mi się najbardziej i to mimo, że czasem są w negatywie, mają jakiś urok w sobie, nawet jeśli gorzej odwzorowują prawdziwy widok
  7. KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK Postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami z tygodniowego wyjazdu na jedną z Wysp Kanaryjskich. Co skłoniło mnie do napisania tej relacji? No cóż, po bardzo długiej przerwie znowu zobaczyłem gwieździste niebo i mogłem cieszyć się nim choć przez chwilę. Przeprowadziłem dwie krótkie sesje obserwacyjne i pomimo, że obiekty jakie udało mi się zobaczyć można chyba zaliczyć do klasyki klasyk, to jeszcze raz okazało się, że wystarczy lornetka w ręku, mapa i czyste niebo. WOW!! - CZYLI JADĘ NA WYSPY KANARYJSKIE. Wiadomość o wyjeździe spadła na mnie nagle. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że chciałoby się powiedzieć - Jeszcze nie zdążyłem się spakować a już wróciłem. Zaraz po świętach znajomi zaproponowali mi i mojej żonie wspólny wypoczynek na Lanzarote. Termin nieodległy. Trzeba było szybko się decydować bo wylot miał być już 5 stycznia. To zaledwie 10 dni na przygotowania i ogarnięcie wszystkich spraw w domu i w pracy. Nie muszę chyba Wam mówić, że to dość niewiele czasu a jeszcze po drodze był przecież Sylwester. To miał być pierwszy od dłuższego czasu wyjazd zorganizowany całkowicie na luzie. Co to znaczy? To znaczy bez dźwigania ciężkiego plecaka, łażenia po górach tam i z powrotem w górę i w dół oraz wczesnego wstawania. Mieliśmy spać na plaży w namiotach, kolega miał łowić ryby w oceanie, ja wieczorami obserwować niebo a za dnia mieliśmy zwiedzać wyspę. Tak ... to ma sens! Jedziemy! MAŁA REFLEKSJA Jeszcze przed odlotem sprawdziłem jak wyglądała sytuacja z Łysym tzn. Księżycem. Cudownie. Nów wypadał 6 stycznia, czyli prawie ideał. My wylatywaliśmy 5-tego w nocy a więc praktycznie cały okres urlopu był czarny. Przy sprzyjającej pogodzie mogę prowadzić obserwację co wieczór. No dobra, to jeszcze rzut oka na "Light Pollution Map". Konsternacja. Ta mała wyspa wyglądała jak rozświetlona choinka. To nie wróżyło zbyt dobrze, przynajmniej pod względem obserwacyjnym. Trudno, biorę co jest, przecież to nie jest wyjazd stricte astronomiczny, więc czym tu się przejmować? Doświadczenie mówiło mi, że właśnie podczas takich wypadów zaliczałem najlepsze sesje. Cholera! tym razem też tak było. DROGA NA LOTNISKO Dojazd do Pyrzowic zajął nam jakieś 4h. Wylot miał być o 2.45 ale na lotnisku trzeba było się zameldować jakieś 2h wcześniej. Droga obfitowała w całe spektrum jakie może zaoferować zepsuta pogoda. Deszcz ze śniegiem, wiatr a miejscami nawet bardzo śliską nawierzchnię. Dodatkowo jeszcze było ciemno. W głowie krążyły gdzieś myśli o całym tygodniu spędzonym w namiocie z powodu deszczu i złej aury. Nic nie zobaczę i jeszcze zmoknę. Ech.. to chyba standard każdego podróżnika. Na szczęście się myliłem. WYSPA Czyli de facto miejsce obserwacji. Dolecieliśmy szczęśliwie i co Was będę kłamał przywitało nas słońce, bezchmurne niebo i temperatura pow. 20 st. Najlepsze, że to Styczeń!! Lanzarote, bo właśnie tam się wybraliśmy, jest najbardziej wysuniętą wyspą na Pn-Wsch w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Jej długość tak na oko to około 60 km a szer. może około 20km. Położenie geograficzne - ( 29°N; 13° 40min. W ). Zamieszczam orientacyjną mapkę poniżej oraz kilka zdjęć. Teren bardzo surowy, miejscami iście marsjański. Dominują stożki wulkaniczne o wys. 100 - 600m i skaliste wybrzeża. Roślinność bardzo uboga i zlokalizowana raczej w terenach zaludnionych. Palmy, winnice, niskie krzaczki i trochę trawy. Co taki kawałek lądu ma do zaoferowania miłośnikowi astronomii przybywającemu w ten rejon świata? Na pewno w pierwszej kolejności wymieniłbym szer. geograficzną. To ponad 22° więcej nieba na Pd niż mamy w kraju. Druga rzecz to oczywiście widoczność aż po horyzont z każdej strony. Trzecia to brak łuny nad oceanem od wielkich miast co skutkuje idealnym odcięciem czerni przy widnokręgu. Czwarta to brak wielkich aglomeracji emitujących zanieczyszczenia i smog do atmosfery. Czyli powietrze powinno być znacznie czystsze. No i na koniec. Możliwość dojazdu praktycznie w każde miejsce. Czy jest to jednak mekka obserwatora tudzież astro-fotografa? No niestety nie. Domyślacie się na pewno co psuje cały efekt? Tak, to rejon typowo turystyczny upchnięty na małej powierzchni. Jest bardzo dużo ośrodków wczasowych a co za tym idzie sporo światła. Łuny widać z każdego miejsca. Nie da się odjechać na tyle daleko żeby to zgubić bo wyspa jest po prostu za mała.Startujące samoloty z włączonymi reflektorami generują dodatkowe lumeny w postaci smug. Wszędzie są jakieś drogi i ścieżki po których kręcą się auta. Wieją tam dość silne wiatry, co też może utrudniać obserwacje. Skąd w takim razie najlepiej patrzeć na gwiazdy? Moim skromnym zdaniem z odległych małych plaż zlokalizowanych z dala od świateł i osłoniętych od wiatru. My właśnie tak wybraliśmy. Wszystkie miejscówki położone wyżej na pewno mają lepszą widoczność, jednak wieje tam mocniej, trudniej się do nich dostać no i widać lepiej wszystkie światła. Orientacyjne położenie Lanzarote. POGODA Nie jestem fachowcem w tym temacie i byłem tam tylko 8 dni. Moja ocena będzie mocno subiektywna. Przez wszystkie dni nie spadła na nas kropla deszczu. Mieliśmy słońce i małe zachmurzenie za dnia. W nocy średnie lub większe zachmurzenie, które wyeskalowało wcześniej. Około 3-4 w nocy niebo potrafi się oczyścić. Nie jest to jednak regułą. Wiatr to ciągły towarzysz ale raczej o średnim nasileniu. Mówię tu oczywiście o miejscach osłoniętych bo są i takie, gdzie zrywa czapki z głów. Szczególnie na wzniesieniach. Temp. w dzień 21°-23° a w nocy 15°-18°. Tak to wyglądało przez cały czas. Nie wiem jak jest w innych miesiącach niż styczeń, ale biorąc pod uwagę że jest to wyspa położona w określonej strefie geograficznej pewne tendencje mogą się stale utrzymywać. PO ZMROKU No i powoli dochodzimy do momentu, w którym należałoby opisać jakość nieba po zmroku. Niestety to chyba jedyny punkt z całego wyjazdu który mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś więcej a dostałem trochę mniej. Ale do rzeczy. Zaliczyłem tylko dwie pogodne sesje z czego tylko jedna z widocznością aż po horyzont. Zasięg gwiazdowy wg. mojej oceny nie przekraczał 5,0 wlk. gw. w zenicie i spadał do 4,5 na wys. około 45° nad horyzontem. M31 widoczna gołym okiem, ale raczej kątem niż na wprost. M33 nie było szans wypatrzeć. Droga mleczna widoczna w postaci jasnej smugi bez wyraźnych granic między obszarami ciemnymi i jasnymi. Tło nieba w najciemniejszych miejscach mocno szare. Po adaptacji oka otoczenie dookoła dość dobrze widoczne. Powiem tak. Niebo nad Lanzarote to praktycznie ta sama jakość czerni co w Polsce na terenach oddalonych o około 30km od średnich miast. Wiem, bo trochę już jeżdżę po świecie i mogłem się przyjrzeć temu zjawisku. Mam możliwość porównania tego w tzw. "realu" a wierzcie mi różnica potrafi być ogromna. Niecałe dwa lata temu widziałem naprawdę czarne niebo na Kaukazie wysoko w górach. Tam jak w środku nocy wyjdziesz na sikanko to nie daj Bóg zgubić latarkę bo do namiotu już nie wracasz. Wszyscy, którzy byli kiedyś na pustyni, w górach albo w innych mocno odludnych miejscach wiedzą o czym mówię. LIGHT POLLUTION MAP - refleksja Po powrocie do kraju z ciekawości zrobiłem sobie małe porównanie w kontekście tego co widziałem a co pokazuje mapa zaświetlenia. Generalnie muszę powiedzieć, że mniej więcej się to zgadza, jednak biorąc pod uwagę zasięg gwiazdowy dwie pierwsze miejscówki powinny odpowiadać raczej klasie 6 wg. skali Bortlea a nie 4 jak podaje LPM. Miejscówka na Kaukazie to prawie klasa 1 bo wynosi 21.98 mag./arc sec2 co dość dobrze oddaje to co widziałem. Zastanawia mnie co może być przyczyną tej rozbieżności? Niestety wydaje mi się, że w pierwszej kolejności to mój wzrok a potem dokładność samej mapy. Dla zainteresowanych zamieszczam mapki. Opisy dotyczą mojej oceny. 1. Park Krajobrazowy Chełmy koło Legnicy. Polska 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - dobrze widoczne nad horyzontem. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,45mag. 2. Lanzarote. Wyspy Kanaryjskie. Pn-Zch. wybrzeże. 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem od strony zabudowań. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - od strony zabudowań dobrze widoczne nad horyzontem. Od strony oceanu brak. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,0 mag. 3. Góry Kaukaz. Okolice Przełęczy Latphari. Ok. 2830 mnpm. 1. Droga Mleczna widoczna bardzo wyraźnie. Widać poszarpane struktury z ciemnymi szczelinami. Wyraźnie się odcina od ciemnych obszarów nieba. Widoczność 180°. 2. Tło nieba smolisto - czarne. 3. Otoczenie ledwo widoczne i wydaje się być oświetlone przez światło z gwiazd. 4. LP - brak. 5. Zasięg gwiazdowy - jeszcze nie sprawdzony. SPRZĘT OBSERWACYJNY Od jakiegoś czasu jestem posiadaczem dwóch lornetek: - Kowa - 8x32 BD - XD Prominar - 7,5° - Fujinon - 10x50 - FMT-SX-2 - 6,5°. OBSERWACJE Obserwacje, jak pisałem, wcześniej, przeprowadziłem podczas 2 sesji, bo tylko tyle miałem pogodnego nieba. Prowadziłem je z wolnej ręki, dwoma lornetkami - j.w., siedząc na kamieniu lub stojąc a czasem nawet popijając miejscową Sangrię. Wszystkie uwagi i spostrzeżenia notowała moja żona, która była ze mną przez cały czas. Dzięki Kochanie. Jako mapy nieba używałem starego atlasu 2000.0 wydanego w 1991r. Było to bardzo sentymentalne przeżycie, bo to opracowanie towarzyszyło mi ponad 20 lat temu kiedy zaczynałem swoją przygoda z astronomią. Wiele obiektów tam zawartych jest niedostępnych do obserwacji lornetkowych, ale ja nie miałem nic innego pod ręką i nie zdążyłem lepiej się przygotować przed wyjazdem. Postanowiłem skupić się na gromadach otwartych, które są dość prostym celem i mimo, że odławiałem łatwiejsze sztuki to przyjemność ich obserwowania w szerokim polu była ogromna. Wpadały w moje sieci jedna po drugiej. Jest godz. 20.30 czasu miejscowego. Niebo tej nocy nad Lanzarote wygląda mocno inaczej niż u nas o tej porze. Orion przewrócony na prawy bok wygląda jakby chciał zamachnąć się na Byka, który leci na niego z góry. Betelgeza i Rigiel są ustawione prawie na jednej linii poziomej. Prostują sie dopiero koło północy. Wielka Niedźwiedzica schowana do połowy w oceanie macha łapą znad horyzontu od Pn-Wsch. Po przeciwnej stronie widać ogon Łabędzia z Denebem. Ptak nurkuje w wodzie. Gwiazdy tych konstelacji u nas świecą sporo jaśniej, tu są jakby przygaszone. Centralnie nad głową mam Andromedę oraz Perseusza i muszę nieźle się wyginać żeby spojrzeć im w oczy. Stoję, patrzę na to i nie wierzę. Jak to się wszystko poobracało! He..he.. jak tak dalej pójdzie to nawet Plejad nie znajdę. Nic nie zobaczę i głodny się położę. Musiałem trochę się przestawić. Tylko 22° na południe i od razu widać że Ziemia jest kulą. 46P/Wirtanen - Znalazłem ją dość szybko chociaż celowałem trochę na czuja. Siedziała kilka stopni na Pd-Zach. od gwiazdy Muscida w Wielkiej Niedźwiedzicy. Lornetka 10x50 pokazała słabą mgiełkę bez konkretnego jądra, jednolitą i pozbawioną jakiegokolwiek halo czy ogona. Jasność całkowitą ocieniłem na słabszą niż M31 i trochę jaśniejszą niż M33 czyli jakieś 4,7mag. Widok nie powalał, ale znowu naszły mnie wspomnienia. Dwadzieścia dwa lata temu obserwowałem kometę Hale¢a-Boppa z okolic podmiejskich. Zdjęcia które wtedy wykonałem z przyjacielem pokazały piękny ogon pyłowy koloru białego i ogon gazowy koloru niebieskiego. Coś fantastycznego. M41 - Okolice Syriusza w Wielkim Psie tego wieczoru nie wyglądały zbyt okazale. Konstelacja była jeszcze stosunkowo nisko nad horyzontem i akurat w pobliżu świateł. Wiedziałem, że gromada jest jakieś 4° na Pd od najjaśniejszej gwiazdy nieba. Lekki ruch ręki w prawo i jest! Naprawdę piękny widok. Miałem możliwość obserwowania gwiazdy i gromady nieomal w jednym polu widzenia, ale nawet w mniejszej lornetce trochę zabrakło. Poszczególne gwiazdy widoczne jako drobniutkie punkciki w kolorze ciepłym, pomarańczowo-żółtym. Jasność całk. odczytana z atlasu to 5,0 mag a średnica 38 min, Obiekt górował około 00.30 czasu miejscowego na wys. 40°. Pomyślałem, że fajnie by było mieć trochę większą lornetkę żeby przyjrzeć mu się lepiej bo jest naprawdę jasny. M38, M36, M37 - Kiedy spojrzałem na Woźnicę zobaczyłem jego wielobok zawieszony około 60° nad Pn-Wsch horyzontem. Kapella była nieco po lewej a Menkalinan i Mahasim były ustawione poziomo obok siebie. Gromady wbijają się lekkim łukiem prawie w środek układu niejako celując w stronę najjaśniejszej Kapelli lecz trochę ją mijając z prawej. Skierowałem tam mniejszą lornetkę i nie miałem żadnego problemu ze stwierdzeniem na co patrzę. Wszystkie trzy wyskakują z tłumu słabszych gwiazd i teoretycznie mieszczą się w 7° polu widzenia. Nie jest to jednak komfortowe patrzenie, bardziej gimnastyka obserwacyjna, ale dwie na raz to już zupełnie inna bajka. Ogólnie rzecz ujmując wyglądają jak drobniutkie ziarnka jasnego pyłu skoncentrowane wokół swoich środków. Nie muszę chyba dodawać, że stałem tak dobrych kilka minut gapiąc się urzeczony ich widokiem. Dopiero po chwili przeanalizowałem sytuację. Pierwsza z nich M38 wydała mi się największa a poszczególne gwiazdy tylko lekko widoczne. Środkową M36 oceniłem na najmniejszą, bardziej zwartą i jaśniejszą niż poprzednia. Ostatnia w kolejności M37 była jak dla mnie większa niż M36 i mniejsza niż M38. Miała najbardziej zwarte jądro oraz składniki najtrudniej dostrzegalne. Kolorystyka wszystkich gromad zdawała się być taka sama. Jasno-biała i raczej bez konkretnego zafarbu. Rano zerknąłem do atlasu na informacje w tabelach. M38 - jas. całk 7.0mag , śred. 21min. M36 - jas. całk 6.5mag , śred. 12min. M37 - jas. całk 6.0mag , śred. ? - Wikipedia podaje 24min. NGC 1647 i NGC 1746 - Między rogami Byka znajdują się następne dwie ciekawe gromady, które bardzo łatwo można namierzyć przez lornetkę. Pierwsza leży trochę na lewo od Aldebarana tzn. jakieś 3° na Pn-Wsch. a druga nieco dalej w kierunku gwiazdy Elnath. Mój atlas podaje jas. całk. 6.8 mag. i 45min. dla NGC 1647 oraz jas. całk. 6.0 mag. i 42min. dla NGC 1746. Obydwie są bardzo rozległe, co faktycznie dobrze widać, słabo skupione oraz mają dobrze widoczne składniki. Mimo to muszę powiedzieć, że co do ich średnicy to zdawało mi się, że to NGC 1746 jest bardziej rozległa. Udało mi się także zauważyć trzy jaśniejsze gwiazdy wyróżniające się dość mocno na tle NGC 1647, ale nie mam pojęcia czy należą do gromady, czy są tylko optyczną zmyłką. Reasumując piękny widok. M35 i NGC 2174/2175 - Obszar gdzie znajdują się te "maleństwa" to prawie trójstyk trzech konstelacji. Bliźniąt, Oriona i Byka. Znajdują się dość blisko siebie tworząc trójkąt równoboczny wraz z gwiazdą Tejat (Gem). Żeby namierzyć M35 wystarczy tylko lekko przesunąć wzrok od w/w gwiazdy w kier. Pn-Zach. Dotarcie do drugiego obszaru od gromady to już prosta sprawa, gdyż leży on około 4° w kier Pd. M35 - Pierwsze wrażenie jakie mnie ogarnęło po spojrzeniu na jedną z najpiękniejszych gromad na naszym niebie to, że widzę mały trójkącik zbudowany z drobniutkich punktów. Konfrontacja ze zdjęciem wyjaśniła to zjawisko. Widziałem tylko najjaśniejszą część która akurat może przypominać taki kształt. Reasumując. Mocne skupisko gwiazd o centralnym charakterze a sama struktura wyraźna i lekko trójkątna. Nie udało mi się zauważyć żadnej dominanty kolorystycznej. Zanotowałem to co podał atlas tzn. - jas. całk 5.6mag , śred. 28min. NGC 2174/2175 - Przesunąłem lornetkę lekko w prawo i od razu ją dostrzegłem. Małe skupisko zanurzone w lekkiej mgiełce. Poszczególne składniki praktycznie niedostrzegalne. Kształt jakiś taki nieregularny. To tyle i aż tyle. Dane odczytane z tab. w atlasie odnoszące się do gromady: jas. całk. 6.8 mag. a śred. 18min. Akurat tutaj żałuję, że nie miałem pod ręką jakiejś większej lufy może udałoby się coś więcej wyłuskać. Pozostało mi cieszyć się z widoku w szerokim polu, skądinąd, bardzo ładnego. M50 - Znalazłem ją jakieś 9°na lewo od Syriusza. Generalnie znajduje się na obszarze konstelacji Jednorożca, jednak tym razem było mi łatwiej nawigować od najjaśniejszej na niebie. Sama gromada była w moim odczuciu średniej wielkości a jej składniki raczej słabo widoczne. Mniejsza, słabsza i nie taka okazała jak M41. Barwa obiektu bez dostrzegalnych zafarbów. Obiekt jednak z obszaru, na który w kraju raczej rzadko się zapuszczam, tak więc cenna zdobycz. Jej jasność odczytana z atlasu to 6,4 mag. a śred. 16.5 min. M34 - Bardzo ładny obiekt do obserwacji lornetkowych i łatwy do znalezienia. Udało mi się to wręcz od niechcenia kiedy popijałem już chyba czwarty kubek sangri. Właściwie było to już na drugi dzień kiedy niebo prześwitywało przez mnóstwo chmur odsłaniając od czasu do czasu pewne obszary. Perseusz, bo tam znajduje się ta gromada był prawie w zenicie. Celowanie jakbym pił kolejny kubek do dna. Dojazd od najsłynniejszej gwiazdy zmiennej zaćmieniowej czyli Algola. Należy kierować się jakieś 5° na Pn-Zach. w kierunku gwiazdy Almach w konstelacji Andromedy. Lornetka 8x32 pokazała ładną średniej wielkości plamkę z dobrze widocznymi składnikami. Regularny kształt i dobrze widoczne gwiazdy czynią z niej obiekt o wysokich walorach estetycznych. Świetnie prezentuje się w małym powiększeniu. A jakie informacje podał atlas? Ano takie: jas. całk 5.8mag , śred. 35min. KILKA SŁÓW NA KONIEC Obszar obejmujący konstelacje Wielkiego Psa i Rufy dość mocno obfituje w gromady otwarte. Dostrzegłem to dopiero po powrocie do domu kiedy zerknąłem do Stellarium. Byłoby cudownie zaznajomić się z tamtym rejonem. U nas mogę o tym tylko pomarzyć, jest dużo gorzej. Niestety nie było mi to dane. Miałem po temu sposobność, ale zabrakło możliwości. Po części to moja wina a po części warunków jakie zastałem. Nie wróciłem jednak z pustymi rękami. Wyjazd w ten rejon świata połączony z uprawianiem hobby, które tak bardzo nas rozpala to nie lada gradka. Chcę też powiedzieć, że po raz pierwszy od bardzo dawna moje obserwacje były tak bardzo swobodne i na luzie. Bez napinania i bez stresu spokojnie przeszukiwałem kolejne obszary nieba. Miałem z tego powodu ogromną przyjemność. Szerokie pole lornetki nadaje się do tego wręcz wyśmienicie. To zupełnie inny od teleskopowych rodzaj obserwacji. Wiem, że piszę wielokrotnie powtarzane frazesy, ale dopiero teraz odczułem to na własnej skórze i jestem pod ogromnym wrażeniem. Kiedy kupowałem kilka lat temu swój 152mm refraktor nie miałem pojęcia, że może pójść to w tą stronę. Lornetka była dla mnie tylko narzędziem uzupełniającym. Tymczasem....? Mogłem te wszystkie drobinki wszechświata zobaczyć z innej perspektywy. A najlepsze....Najlepsze, że widziałem je po raz pierwszy.
  8. Cześć, chciałem napisać kilka słów na temat książki Binocular Highlights, którą niedawno zakupiłem. Autorem jest Gary Seronik (https://garyseronik.com/). Autor ten miał także udział w tworzeniu Pocket Sky Atlas. Obydwie pozycje są z tego samego wydawnictwa, także jeśli chodzi o jakość i rozmiar są praktycznie identyczne. Wytrzymały papier odporny na wilgoć, do tego wszystko na funkcjonalnej rolce. Jest to typowa książka dla posiadaczy lornetek 10x50, gdyż to na niej autor się skupia cały czas. Przy każdej mapce pokazane jest pole widzenia, dodatkowo załączone są także mapki sezonowe. Książka zawiera 109 najbardziej popularnych obiektów. Myślę, że to idealna pozycja na początek dla każdego miłośnika obserwacji przez lornetkę, uważam że jest lepsza niż "Niebo przez lornetkę", którą i tak ciężko dostać, a cena tak naprawdę podobna. Książka jest nowsza, a co za tym idzie ładniej wydana i może służyć w terenie. Kolorowe grafiki i zdjęcia mogą zachęcić wiele osób - przynajmniej mnie tym urzekła. Poniżej kilka zdjęć, jeśli ktoś ma jakieś pytania chętnie odpowiem ps. książkę zamówiłem tutaj (podobnie jak Pocket Sky Atlas), przesyłka jest za darmo. Zamawiałem tydzień przed świętami, doszła przed sylwestrem Kosztowała równo 70 zł (cena się zmienia co jakiś czas): https://www.bookdepository.com/Binocular-Highlights-Revised-Expanded-Gary-Seronik/9781940038445?ref=grid-view&qid=1546348359401&sr=1-1
  9. Jakiś czas temu postanowiłem zamienić Fujinona 10x70 na coś zdecydowanie mniejszego, tak by weszło do torby fotograficznej czy plecaka gdyby się okazało że spędzam bezchmurną noc gdzieś w górach z dala od cywilizacji. Uznałem że parametry 12x50 pozwolą mi wyciągnąć maksimum z możliwości 50mm obiektywów, powiększenie 10x czasem jest mi za małe. Wiedząc że 12x50 zostało pomarzyć o Nikonie SE lub poszukać czegoś innego, a wybór przy parametrach 12x50 jest mniejszy niż przy popularnym 10x50. Ostatecznie postanowiłem wypróbować klon Lunta do którego obudowy APM wsadził szkła ED i sprzedaje lornetki pod własnym brandem. Takie: http://www.apm-telescopes.de/de/fernglaeser/fernglaeser-50mm-oeffnung/lunt-engineering-12-x-50-magnesium-series-fernglas.html. Nie czuję się na siłać pisać pełnej recenzji takżę na razie tylko garść spostrzeżeń. Wykonanie na przyzwoitym poziomie choć chińszczyzna: ogumowanie czy inne pokrycie korpusu lornetki w jednym miejscu MINIMALNIE jest niespasowane, powtarzam minimalnie jednak sprzęt tani nie jest więc oczekiwałem super wykończenia. Okulary ostrzą na nieskończoności przy ustawieniach dla mnie ok -1 i -3, to kolejna niedoróbka bo w Fujinonie dla obu oczu mam identyczne ustawienia. Zakładam że to nie przypadek, i oboje oczu mam 'równe'. Muszle okularowe są kiepskie, za twarde i mam wrażenie że przy -10 stopniach któregoś roku popękają. Moja wieloletnia Fuji wciąż trzyma się znakomicie pod tym względem i ma genialne mięciutkie muszle. To w zasadzie koniec wad, nie ma co marudzić ale moje porównania odnoszę do Fujinonów więc najwyższej półki. Lornetka jest dość lekka (specyfikacja u producenta), dobrze leży w dłoniach. ER jak dla mnie wystarczający choć źrenica wyjściowa 4,2 mm wymaga dopasowania lornetki do oczu. Jak tam szkła ED (FK-61)? Pierwsze oględziny szkieł - rewelacja. Powłoki lepiej tłumią odbicia na soczewkach głównych i okularowych w porównaniu do Fuji. Różnice między zwykłymi Luntami a APMem widać na zdjęciu w tym wątku: http://www.cloudynights.com/topic/562176-apm-10x50-ed-apm-16x70-ed-apm-20x70-ed-vs-lunt-10x50-lunt-16x70-vs-pentax-20x60-sp-wp/page-3. Te szkła faktycznie wyglądają dobrze. Źrenice wyjściowe okrągłe, żadnych ścięć, odblaski bardzo ładnie kontrolowane. O oddaniu kolorów nie piszę - daltonizm lekki mam :). Teraz do rzeczy, nocne obserwacje: powiem tak (żeby nie było że jestem wiernym fanem APMa) - po pierwszych spojrzeniach w niebo chciałem odesłać lornetkę do Niemiec. Miałem wrażenie że w lewej części pola widzenia koma jest niemal wszędobylska poza centrum. Po prawej stronie całkiem fajnie. Chyba miałem kłopot z prawidłowym przyłożeniem oczu, przyzwyczaiłem się do Fuji gdzie cała filozofia kończy się na tym żeby patrzeć w lornetkę od dobrego końca, poważnie. Gdy rozpogodziło się zabrałem lornetki dalej od miasta żeby ostatecznie zadecydować czy APM wraca do Niemiec czy nie. Otóż nie wraca. Obraz w centrum pola widzenia jest rewelacyjny, gwiazdki punktowe jak w rzadko której lornetce, te najjaśniejsze jak Syriusz mają bardzo, bardzo słabiutkie 'spajki' zależnie od ułożenia oczu. Nie przpominam sobie tak punktowych gwiazd w żadnej lornetce (poza moim większym APMem), no może Nikon 12x50SE, ale nie pamiętam na 100%. W APM ładne jest ok 50% pola widzenia a potem stopniowo pojawia się koma, gwiazdki zyskują po dwa ogonki skierowane do krawędzi pola, efekt początkowo jest bardzo delikatny, staje się wyraźny ok 20% pola widzenia od diafragm. Same brzegi są kiepskie, ale w 65* stopniu pola widzenia trudno tak mocno rozglądać się na boki. Tak wygląda sytuacja w poziomie, w pionie mam wrażenie jest znacznie lepiej, obraz jest całkiem dobry aż w pobliże krawędzi pola widzenia. Mi takie obrazy przypadły do gustu (najbardziej jestem uczulony na astygmatyzm którego praktycznie tu nie ma), piękne, bardzo ostre centrum pola widzenia. Spojrzenie na Księżyc dzień po pełni zrobiło na mnie wrażenie - aberracja w zasadzie nie widoczna, detal, kolor, coś pięknego. Powiększenie 12x jest wyraźnie większe niż 10x, widać więcej szczegółów. Syriusz również nie pokazał AC, na Wenus nie zdążyłem zapolować. DSów nie udało mi się połapać - toż to prawie pełnia. Może w nadchodzących dniach. Podsumowując - bardzo fajny tańszy zamiennik Nikona SE, który z tego co pamiętam daje genialny obraz niemal do krawędzi pola widzenia, jest też lżejszy. No ale kosztuje więcej i nie pamiętam czy aż tak dobrze radzi sobie z AC. Może kiedyś uda mi się je porównać obok siebie.. Na razie to tyle, do pogodnego!
  10. Właśnie stałem się posiadaczem nowej lornetki Levenhuk 16x42 KARMA PRO . Potrzebowałem czegoś kompaktowego z dość sporym powiększeniem do obserwacji dziennych i natknąłem się na tą firmę, która raczej m nic nie mówiła...Lornetka jest rzeczywiście kompaktowa i pierwsze wrażenia są raczej pozytywne (choć czego można się spodziewać za 550zł ). Lornetka ma o dziwo dożywotnią gwarancję, jest wodoodporna , nadaje się akurat do plecaka na piesze wycieczki..Postaram się coś naskrobać po pierwszych obserwacjach.. Poniżej kilka fotek
  11. Kilka lat temu w ofercie Delta Optical pojawiła się lornetka SkyGuide 15x70. Była to na naszym rynku nowość, coś pośredniego pomiędzy budżetowym Celestronem SkyMaster a solidnymi, ciężkimi, ale też dość drogimi modelami z serii BA8, sprzedawanymi pod różnymi markami. Niestety, po pewnym czasie lornetki SkyGuide zniknęły z oferty i długo były niedostępne. Niedawno sytuacja się zmieniła. Delta Optical ponownie wprowadziła model SkyGuide do sprzedaży, co wzbogaciło wybór w popularnym segmencie lornetek 15x70. Przyjrzyjmy się obecnej edycji nieco dokładniej. Wrażenia ogólne i mechanika Lornetka SkyGuide 15x70 jest przedstawicielką serii BA5 z szerokiej oferty chińskiego producenta lornetek United Optics z Kunming. Dostarczana jest w standardowej walizce z dopasowaną wkładką piankową, a w zestawie jest również pasek na ramię, niestety bez miękkiej wstawki chroniącej skórę szyi. Choć walizka jest typowym masowym wyrobem chińskim, jest to zdecydowany krok naprzód w stosunku do miękkiego futerału Celestrona SkyMaster i nawiązanie do standardów panujących w wyższym segmencie lornetek astronomicznych. Wnętrze wykonane jest przyzwoicie, choć bez dbałości o szczegóły wykończenia. Ogumowanie lornetki jest jednorodne, z ozdobnym karbowaniem na korpusie z pryzmatami, które jest wyprofilowane na ułożenie palców wskazującego i środkowego. Spód tej części korpusu również posiada karbowanie w postaci wypustek–półkul na pewny chwyt kciuków. Tubusy obiektywowe są ogumowane standardowo, a gładka guma nachodzi na przednie krawędzie tubusów, co pozwala postawić lornetkę pionowo bez obaw o zarysowania. Soczewki obiektywów są przy tym bezpiecznie cofnięte w głąb tubusów. Całość ogumowania ściśle przylega do metalowego korpusu i jest starannie dopasowana do jego kształtu. Ogumowana jest również oś środkowa mostka. Od przodu oś zakończona jest gwintem na adapter statywowy (z gwintowaną plastikową zaślepką), a od tyłu podziałką rozstawu okularów, której wskazania są fabrycznie mocno przesunięte „w dół”. Lekkie odkręcenie śrubki pozwoli najprawdopodobniej na regulację podziałki, jednak ja nie chciałem ingerować w oryginalne ustawienie. Podziałka ma oznaczenia co 5 mm, zbyt skromne do szybkiego ustawienia „swojego” rozstawu. Tylna część korpusu nie jest ogumowana. Widać na niej po 5 śrub z każdej strony i nadruki specyfikacyjne. Ogólnie lornetka sprawia wrażenie solidnej i odpornej na rozkolimowanie przy byle stuknięciu. Waga lornetki gotowej do obserwacji to 1740 gramów (pamiętajmy, że korpus jest metalowy). Jest to o około 400 gramów więcej niż waga Celestrona SkyMaster i około 800 gramów mniej niż lornetka Delta Optical 15x70 Extreme ED. To, co mechanicznie wyróżnia SkyGuide od tańszych Celestronów, to system regulacji ostrości. Zamiast ostrzenia centralnego z mostkiem okularowym, otrzymujemy system ostrzenia indywidualnego w okularach. To zdecydowanie lepsze i solidniejsze rozwiązanie dla miłośników astronomii. Unikamy ugięć na mostku, a zyskujemy na trwałości raz ustawionej ostrości. Z drugiej strony, tracimy możliwość szybkiej regulacji w przypadku dynamicznych obserwacji ziemskich. Jednak sama nazwa lornetki sugeruje, że jest ona dedykowana miłośnikom obserwacji nocnego nieba. Regulacja ostrości w okularach działa lekko i stabilnie, ale trudno określić jej pracę jako płynną. Szczególnie w przypadku lewego okularu ma się wrażenie, że producent poskąpił na smarze, przez co pracę okularu nazwałbym chropowatą. Okulary mają na obwodzie karbowanie, które pomaga w ustawianiu ostrości i są równomiernie osadzone w tulejach. Regulacja dioptrii to od –4 do +4 na każdym okularze, choć faktyczny obrót pozwala na znacznie szerszą regulację, nierównomiernie rozłożoną w każdym okularze po każdej stronie obrotu. Muszle oczne to standardowe gumowe nakładki, które dość łatwo dają się odginać. Niestety, już pierwsze obserwacje wykazały, że muszle oczne są za długie w stosunku do odsunięcia źrenicy wyjściowej. Aby objąć całe pole widzenia, trzeba mocno docisnąć muszle do oczodołów, co szybko staje się niewygodne i skutkuje bólem. Następstwa zastosowania zbyt długich muszli opiszę nieco później. Regulacja rozstawu okularów działa płynnie i z należytym oporem. Deklarowany zakres rozstawu to 60–74 mm, jednak zmierzony zakres różni się od deklarowanego i wynosi 63–75 mm. Gumowe dekle obiektywów bardzo dobrze trzymają się na tubusach. Są wciskane, co wydatnie wpływa na stabilność łączenia. Podobne rozwiązanie pamiętamy z lornetki Lunt 11x70, recenzowanej już na Astronocach. Ochrona okularów to gumowe dekielki połączone elastycznym mostkiem, które nachodzą głęboko na muszle oczne i pewnie się na nich trzymają. Dekielki mają po obu stronach uszka do przewleczenia paska. Optyka i wyczernienie Czas spojrzeć lornetce w oczy. Producent deklaruje zastosowanie powłok FMC. Soczewki obiektywów posiadają powłoki w standardowej zieleni wpadającej w seledyn, a ich intensywność jest średnia. Jak na mój gust, powłoki odbijają nieco zbyt wiele światła. Za to wnętrze tubusów jest zaskakująco dobrze zmatowione i wyczernione, choć przed pryzmatami widać pierścień–przysłonę ograniczający przelot optyczny, który przy mocnym oświetleniu odbija sporo światła. Pryzmaty BaK-4 wydają się być pokryte zielonkawą powłoką, a ich mocowanie jest w pełni wyczernione, oprócz niewielkich placków szarego kleju, po jednym na każdy tor optyczny. Soczewki okularów mają powłoki zielonkawo-seledynowe z domieszką fioletu. Okolice źrenic wyjściowych są nieco za jasne, z widocznymi odblaskami w okolicy pryzmatów, z dwoma szczególnie jasnymi, położonymi w dole i na zewnątrz przy każdej ze źrenic. Widoczny jest też jasny okrąg generowany najprawdopodobniej w optyce okularów. Patrząc od strony obiektywów na jasne tło, krawędzie pryzmatów i elementy konstrukcyjne w części pryzmatowej dość wyraźnie „świecą”. Odsunięcie źrenic jest dość komfortowe, ale brakuje nieco odległości do wygodnych obserwacji w okularach korekcyjnych. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest mniejsze niż deklarowane 18 mm. Diafragma odcina się ostro i ma delikatne, niebieskie zabarwienie. Kolimacja lornetki nie budzi zastrzeżeń. Pole widzenia zmierzone na gwiazdach wynosi 4,12° i jest węższe niż deklarowane 4,4° w specyfikacji. Co ciekawe, na korpusie lornetki widnieje wartość 4,0°, która jest nieco niższa niż zmierzona. Tak czy inaczej, pole własne okularów to ponad 60°, więc o efekcie studni nie ma mowy. Obserwacje dzienne Lornetka SkyGuide daje naprawdę sporo frajdy podczas obserwacji dziennych. Obraz jest ostry, odwzorowanie bieli bardzo dobre. Kolorystyka jest naturalna, kontrast wysoki, co daje ogólne wrażenie dużego skoku jakościowego w porównaniu do SkyMastera, którego obrazy można opisać jako nieco „mdłe”, z przesunięciem ku zażółceniu. Przy osiowym ustawieniu oczu aberracja chromatyczna w środku pola widzenia jest bardzo niewielka, lecz poza ścisłym środkiem jest dość wyraźna, w postaci zielono-fioletowych obwódek na kontrastowych krawędziach, a przy diafragmie wręcz duża. Również zejście z osi optycznej skutkuje nagłym wzrostem aberracji. Jednak w środku pola, obraz nawet tak wymagających szczegółów jak gałęzie na jasnym tle nieba broni się swoją jakością i jedynie bardzo krytyczny obserwator może doczepić się do obecności szczątkowych obwódek chromatycznych. Za połową promienia pola widzenia daje się zauważyć lekka nieostrość, jednak dopiero przy diafragmie staje się ona wyraźna, ale wciąż nie dyskwalifikująca. W oczy rzuca się natomiast spora dystorsja poduszkowa, szczególnie gdy w polu widzenia mamy pionowe i poziome krawędzie i podczas przesuwania pola widzenia na bardziej zróżnicowanym krajobrazie. Jakość obrazu w ścisłym centrum pola widzenia oceniam wysoko. W codziennych obserwacjach odblaski nie przeszkadzają, choć są widoczne w specyficznych warunkach oświetleniowych. Na przykład, jako dość jednorodny, niewielki spadek kontrastu w dole pola widzenia przy jasnym tle nieba ponad krawędzią pola. Poprzestaję tu na ocenie standardowych obserwacji dziennych, bez bardzo jasnego obiektu w polu widzenia. Oceniając całe pole widzenia, mimo opisanych wad, pole jest w pełni użyteczne i nawet te trzy wady optyczne razem nie powodują wyraźnej degradacji obrazu. Dodając do tego fakt, że oczy skupiają się na środku pola, nie rejestrując w pełni jego jakości bliżej diafragmy, wrażenia obserwacyjne i odbiór całego pola widzenia są bardzo pozytywne. Bardzo dobrze oceniam też obserwacje samolotów na wysokościach przelotowych. Na maszynach można zidentyfikować malowania, rodzaj linii lotniczych oraz rozpoznać typ samolotu. Samoloty są ostre, a aberracja chromatyczna na ich krawędziach niewielka. A jak wpływają na obrazy dzienne zbyt długie muszle oczne? Przy komfortowym, lekkim dociśnięciu muszli do oczodołów widać jaśniejszy okrąg dzielący pole widzenia w połowie promienia. Dopiero mocne dociśnięcie muszli sprawia, że widzimy równomiernie oświetlone pole widzenia. Obserwacje nocne Testy nocne rozpocząłem od Księżyca na kilka dni przed pełnią i w czasie jej trwania. Księżycowa tarcza była ostra, kontrastowa, o naturalnej kolorystyce. W osi optycznej aberracja chromatyczna była znikoma, poza osią pojawiały się zielone i fioletowe obwódki, które nie zaburzały odbioru całości. Szczegóły wzdłuż terminatora były również ostre i kontrastowe. Po przesunięciu tarczy Księżyca poza połowę długości promienia pola widzenia, dystorsja zaczyna ją deformować i wzrasta aberracja chromatyczna na krawędzi księżycowej tarczy. Jednak to, co rzuca się w oczy to potężne odblaski w postaci jasnej obwódki wokół Księżyca (nie mylić z poświatą!) oraz „duszków”. Z początku myślałem, że to wina moich okularów korekcyjnych, ale bez nich sytuacja się nie polepszyła. Dopiero po dosunięciu oczu do okularów lornetki przy wywiniętych muszlach ocznych obraz stał się czysty, niemal pozbawiony odblasków, jedynie z naturalną poświatą wokół Księżyca i delikatnymi „duszkami”. Niestety, powód jest prozaiczny. Przy tak dopasowanych muszlach ocznych względem odsunięcia źrenicy wyjściowej, podczas obserwacji bez okularów korekcyjnych (czyli przy nie wywiniętych muszlach ocznych) nie da się uniknąć odblasków. Dopiero wywinięcie muszli ocznych i dosunięcie oczu eliminuje odblaski. Co gorsze, nawet przy wywiniętych muszlach ocznych, podczas obserwacji w okularach korekcyjnych nie ma możliwości takiego ustawienia oczu, by wyeliminować odblaski. Jeśli chodzi o odblaski podczas obserwacji najbliższych okolic Księżyca mając go poza polem widzenia, są one spore, jasne, o różnych kształtach i to niezależnie od kombinacji muszle oczne–oczy. Za długie muszle oczne są również przyczyną winietowania. Po tym gorzkim doświadczeniu przyszedł czas na gwiazdy. Tu już lornetce należą się same pochwały. Obrazy gwiazd są przyzwoicie punktowe, szczególnie w przypadku tych słabszych. Na jaśniejszych gwiazdach widać lekkie iskrzenie – objaw astygmatyzmu. Ostrość gwiazd jest bardzo dobrze kontrolowana w całym polu widzenia. Dopiero blisko diafragmy widać wpływ komy, jednak nie jest to degradacja duża i widać ją przede wszystkim na jasnych gwiazdach. Szczątkowa aberracja chromatyczna widoczna jest jedynie na najjaśniejszych gwiazdach. Kolorystyka gwiazd jest bardzo dobrze oddana. Skanowanie pól gwiazdowych to prawdziwa przyjemność. Mimo przeciętnego pola widzenia można zatopić się w kosmosie. Wiele gromad otwartych jest pięknie rozbitych, a wysoki kontrast pozwala na wyławianie z tła słabszych obiektów. Parametry 15x70 to ogromny skok w stosunku do standardowych lornetek 10x50 i widać to doskonale. W czasie recenzowania lornetki miałem jeszcze sesję obserwacyjną przy Księżycu w fazie 63%, wiszącym wysoko na niebie. To praktycznie uniemożliwiło mi wyciągnięcie jakichkolwiek poważniejszych wniosków co do zasięgu lornetki na obiektach głębokiego nieba. Mogę jednak napisać, że w tak trudnych warunkach przez lornetkę udało się dostrzec galaktyki M64 i M104. Natomiast w obserwacjach gwiazd podwójnych Księżyc tak bardzo nie przeszkadza. Szersze układy, o separacji od około dwudziestu sekund łuku wzwyż, są rozdzielane wyraźnie. Przykładami są 40/41 Dra (5,7mag/6,0mag; sep. 19”) oraz 24 Com (5,1mag/6,3mag; sep. 20”). Więcej problemów sprawiają układy ciaśniejsze lub o wyraźnie jaśniejszym składniku A. Gwiazda α CVn (2,9mag/5,5mag; sep. 19”) została rozdzielona po chwili wpatrywania się, natomiast Mizar (ζ UMa; 2,2mag/3,9mag; sep. 15”) sprawił nieco kłopotu, jednak po odpowiednim ustawieniu gwiazdy w polu widzenia i wycentrowaniu oczu w osiach optycznych, składnik B pojawił się zaraz przy składniku A. W tym przypadku rozdzielenie utrudnia widoczny astygmatyzm i lekka „plackowatość” jaśniejszej gwiazdy. Podczas obserwacji obiektów głębokiego nieba obniżony komfort wynikający z niedopasowanych muszli ocznych nie doskwiera tak, jak w przypadku obserwacji w dzień, jednak wciąż najwygodniej i najwydajniej obserwuje się przy wywiniętych muszlach bez okularów korekcyjnych. Obejmujemy wtedy całe pole widzenia i unikamy winiety. Każda inna kombinacja wprowadza poczucie niedosytu jeśli chodzi o ergonomię obserwacji. Podsumowanie Lornetka Delta Optical SkyGuide, jako przedstawiciel średniej półki jakościowej, jest dobrym przykładem lornetki wyraźnie lepszej od popularnych tanich lornetek 15x70 (Celestron SkyMaster, Delta Optical StarLight), w cenie, którą wielu miłośników astronomii może zaakceptować. Solidna metalowa konstrukcja, indywidualne ogniskowanie w okularach i wodoodporność to jej zdecydowane zalety. Do tego dochodzi walizka, która może nie jest najsolidniejsza, ale spełnia swoje zadanie zapewniając bezpieczne przechowywanie i transport optyki. I to wszystko w cenie niższej niż 800 zł (ceny różnią się w zależności od sklepu). To cena dwa razy wyższa niż cena Celestrona SkyMaster i w tym przypadku jest to różnica w pełni uzasadniona, odzwierciedlająca skok jakościowy. Z drugiej strony, porównując z serią BA8 (np. lornetki Delta Optical Extreme ED), jest to niemal dwa razy taniej. Nie każdemu pasuje też lornetka dużo cięższa i mniej poręczna, jak przedstawicielki serii BA8. Niestety, nie udało się uniknąć wpadek. Największym grzechem tej lornetki są odblaski, z którymi optyka sobie po prostu nie radzi. Do tego dochodzą zbyt długie muszle oczne, które utrudniają komfortowe obserwacje i potęgują problem z odblaskami, oraz nieco zbyt duża dystorsja. Martwi też ograniczenie przelotu optycznego, które wpływa na obcięcie efektywnej apertury, a swoją wartością porównywalne jest do obcięcia znanego z serii BA1. Czy miłośnik astronomii, mający już w swoim arsenale mniejszą lornetkę, a chcący sięgnąć głębiej, powinien rozważyć zakup lornetki SkyGuide 15x70? Jeśli ma ograniczony budżet i nie stać go na serię BA8, Lunta czy Fujinona, zdecydowanie tak. Powinien też zignorować istnienie Celestrona SkyMaster. SkyGuide jest solidniejsza, lepiej wykonana, ma lepszą optykę i idealne w przypadku obserwacji astronomicznych indywidualne ogniskowanie. Lornetka ta jest solidnym łącznikiem pomiędzy tanimi, delikatnymi sprzętami serii BA1 a solidnymi, ciężkimi lornetami serii BA8. Lornetkę do recenzji udostępniła firma Delta Optical Oryginalny tekst ukazał się w miesięczniku Astronomia we wrześniu 2016 (wersję on-line znajdziesz również na stronie www.astronoce.pl)
  12. Dziś skromnie, bo tylko dwie. Obydwie bardzo ładne. Ja obserwowałem je 20x60, ale rozdzieli je każda przyzwoita 10x50 czy 12x50. 24 Com STF 1657 5,1/6,3 20" pomarańczowa i niebieska iota Cnc STF 1268 4,1/6,0 31" żółta i biała
  13. Zatom 22/23.09.2012, 21:30-03:30 Sprzęt zaczęliśmy rozstawiać około 21:30, kiedy na niebie zauważyliśmy wyraźne oznaki nadciągającej pogody. Druga część soboty minęła pod znakiem ulew, burz i wichrów, ale wszystkie prognozy wskazywały na przejście frontu po godzinie 22 i przewidywały całkowicie czyste niebo do rana. Obawialiśmy się jedynie wilgoci, ale obecny całą noc wiaterek, mimo obniżania temperatury odczuwalnej, był zbawienny dla optyki która praktycznie, przy zachowaniu podstawowych zasad ochrony przed wilgocią, nie "rosiła". Jeszcze przez niknące chmury udało nam się popatrzeć na nisko zawieszony nad drzewami Księżyc w pierwszej kwadrze, a po godzinie wyczyściło się całkowicie, i oprócz ostatnich niegroźnych obłoków, do rana mieliśmy do dyspozycji piękne, klarowne i przejrzyste niebo. Nie wspomniałem jeszcze z czym przyjechałem do Zatomia. Jako podstawowy sprzęt wziąłem swój nowy nabytek - lornetkę Vixen Giant Ark 16x80, oraz dodatkowo Nikona EX 10x50. Okazało się, że całą noc przesiedziałem przy Vixenie, a Nikona wziąłem tylko na dzienną wycieczkę po lesie. Co więcej, ani razu w czasie sesji nie podszedłem do innych teleskopów, a obok stały 8-, 10-, a nawet 16-calowce. Słyszałem rozmowy "Mam Sowę!", "Jest Veil!", a ja spokojnie to samo miałem w lornetce :) Jedynie pod sam koniec obserwacji zerknąłem przez 10" Marka z Gdańska z nasadką bino na Jowisza, oraz przez 16" Heńka na Koński Łeb w paśmie Hβ. Warunki, jak już wspomniałem, były bliskie ideału (wioska przeżyła zaciemnienie z okazji zlotu!). Powietrze było przewiane, nic nie "wisiało", wiatr zapobiegał osiadaniu wilgoci, jedynie temperatura mogłaby być wyższa. Między 3 a 4 nad ranem zanotowaliśmy +4°C, a odczuwalną oceniliśmy na od 1°C do 2°C. Całą niedzielę odczuwałem skutki bliskiego kontaktu dłoni z zimnymi elementami statywu. A trzeba było wziąć rękawiczki. Thomas by powiedział: "Lepiej nosić niż się prosić". Jak tylko zaszedł Księżyc, zabrałem się za obiekty głębokiego nieba. To była, po pewnej pięknej nocy w Zwoli, dopiero moja druga sesja pod ciemnym niebem z Vixenem, więc chciałem ją w pełni wykorzystać na wyciśnięcie z lornetki całej mocy apertury 2x80 mm. Zacząłem nietypowo, bo od nisko wiszącej Wielkiej Niedźwiedzicy (do której zresztą wróciłem w drugiej połowie nocy). Oczywiście zaliczyłem standardy, czyli M51 z NGC 5195 - widoczne jako wyraźne dwie plamki, M101, M81/M82 wraz z towarzyszkami NGC 3077 oraz NGC 2976. Dużo niżej wyłapałem też parkę M108 i M97 (Sowa). M108 była dość wyraźną podłużną smużką, a M97 jeszcze wyraźniejszą, sporą okrągłą plamką. Następnie przesunąłem się na wstęgę letniej Drogi Mlecznej, w okolice gwiazdozbiorów w okolicy równika niebieskiego, stopniowo idąc na północ. W Orle wypatrzyłem mój osobisty hit tego gwiazdozbioru - kompleks ciemnych mgławic Barnard 142 i 143 czyli "E Barnarda", gromadę kulistą NGC 6760 (z pomocą Panasamarasa), oraz gromadę otwartą NGC 6755. Niestety, nie udało mi się wypatrzeć pobliskiej NGC 6756, ale pamiętając ile mi to maleństwo napsuło krwi w 8", nie spodziewałem się tu zwycięstwa. Oczywiście, nie odmówiłem sobie przyjemności spojrzenia na parkę jakże różnych gromad otwartych na pograniczu Wężownika i Ogona Węża - mniejszej i jaśniejszej NGC 6633 oraz większej i bardziej eterycznej IC 4756. Pobliski Delfin kusił aby powtórzyć podejście do jego dwóch małych kulistych. Leżąca niecałe 4° na południe od gwiazdy ε Del NGC 6934 jest nieco jaśniejsza. Leży pół stopnia na północ od parki gwiazd o jasnościach 6,5 mag i 7mag (BD+06 4584 i BD+06 4576) i była widoczna w Vixenie jako składnik dwóch ciasnych parek słabych gwi azd (ok. 9-10 magnitudo). Przy dokładnym przyjrzeniu się parce wschodniej widać było, że wschodnia "gwiazdka" jest nieco rozmyta, a zerkanie jeszcze pogłębiało to wrażenie. Słabsza z kulistych Delfina - NGC 7006 - jest bardzo trudnym celem dla lornetki. Mała i słaba, leży w dość nieciekawym polu gwiazdowym, choć przy odrobinie wyobraźni można tu zastosować starhopping. Około 3,5° dokładnie na wschód od gwiazdy γ Del natkniemy się na spory trójkąt równoramienny, który z nieco słabszą gwiazdką na południowym wschodzie tworzy bardzo pochylony romb. Jeśli wrócimy od tej gwiazdki pół stopnia w kierunku trójkąta, natkniemy się na słabiutkie, niemal gwiazdowe, pojaśnienie. Leży ono na przedłużeniu linii w kierunku północnego wschodu tworzonej przez dwie gwiazdki. To będzie NGC 7006. Należy uważać aby nie pomylić jej z pobliską słabą gwiazdką (jedną z dwóch tworzących linię na północny wschód). Gromadka widoczna była zerkaniem, wyskakując raz po raz z tła. W Lisku padł oczywiście Wieszak czyli Cr 399, a także, ku mojej radości, wypatrzyłem w końcu słabą, podłużną gromadkę otwartą NGC 6802. W lornetce pokazała swój charakterystyczny kształt rozciągnięty w linii północ-południe. Z luźnych, rozległych gromad otwartych warto wspomnieć NGC 752 w Andromedzie oraz NGC 1647 i NGC 1746 w Byku, które tej jesieni rozdzielone są jasnym Jowiszem. Kiedy niebo letnie przesunęło się ku zachodowi, a na południowym wschodzie zaczęły piąć się gwiazdozbiory jesienne, skierowałem się najpierw ku Łabędziowi, a następnie w rejony na południowy wschód od Pegaza. W Łabędziu odwiedziłem rejon Sadra gdzie padły gromady otwarte: NGC 6910 (którą uwielbiam w teleskopie), Cr 421, oraz najprawdopodobniej Dolidze 6. Po drugiej stronie Sadra zwróciła moją uwagę M29 - malutka gromada otwarta. Pokazała ona wyraźny czworoboczny kształt z ładnie rozdzielonymi głównymi gwiazdkami gromady. Ze szlagierów, oczywiście Ameryka Północna czyli NGC 7000, która w polu 4° po prostu fenomenalnie odcinała się od tła pokazując kształt znany z fotografii. Obszar na wschód od niej również nie był całkowicie ciemny - widać było, że tam również rozlega się spory, ale bardzo słaby, obszar mgławicowy. Dał się też wyzerkać kształt pobliskiego Pelikana (IC 5070). Na pograniczu Łabędzia i Cefeusza odwiedziłem znaną parkę NGC 6946 (galaktyka) i NGC 6939 (gromada otwarta), a po drugiej stronie Łabędzia wspaniałą lornetkową M39 z ciągnącym się od niej ciemnym, nieregularnym pasem ciemnej mgławicy Barnard 168. Muszę tu wspomnieć o wspaniałej widoczności gołym okiem detali pasa Drogi Mlecznej, wraz z potężnymi "dziurami" i "pasmami" ciemnych mgławic przecinających go na północ od Deneba. Nie sposób było pominąć kompleksu Veila. W polu 4° mieścił się cały, choć nie tak komfortowo abym mógł się tym widokiem delektować. Wolałem osobno centrować w polu widzenia najpierw jaśniejsze NGC 6992/5, a potem słabszą NGC 6960 przechodzącą przez gwiazdkę 52 Cyg. Pomiędzy dało się dostrzec pojaśnienie przypominające o obecności Trójkąta Pickeringa. Pod Veilem zahaczyłem jeszcze gromadę otwartą NGC 6940. Wcześniej z przyjemnością odwiedzałem ją w lornetce 10x50. W większej 16x80 wygląda ona tak różnie, że z łatwością można ją pomylić, a nawet przeoczyć! Jest to świetny przykład obiektu który zupełnie inaczej wygląda w różnych konfiguracjach sprzętowych. Przesuwając się na wschód, trafiłem do Pegaza. Oczywiście, w teleskopach szlagierem jest tu NGC 7331 z pobliskim Kwintetem Stephana. Równie oczywiste jest to, że Kwintetu w lornetce nie upoluję, ale galaktykę NGC 7331 i owszem. Dojście do tego obszaru jest dość łatwe, chociaż pierwszy skok musimy wykonać nieco "na oko". Mając w polu widzenia dwie jasne gwiazdy β i η Peg (odległe od siebie o 5°, więc mając lornetkę o polu mniejszym, musimy to zrobić "skanując" tę odległość), przesuwamy się o kolejne 5° na północ, z lekkim odchyleniem na zachód, aż do granicy z Jaszczurką, gdzie w polu widzenia pojawią się dwie gwiazdki o jasności ok. 6mag (HR 8609 i HR 8604). Wtedy wracamy pół stopnia na południe do dwóch gwiazdek o jasności ok. 8,5mag położonych w linii naszego przesuwania (południe z lekkim wychyleniem na wschód). Od nich, kolejne pół stopnia na południe, powinniśmy dostrzec słabą, podłużną smużkę wyskakującą z tła przy zerkaniu. W nacelowaniu pomocna może być parka słabych gwiazdek ok. 9mag będąca miniaturką parki na granicy z Jaszczurką, leżąca nieco na północny zachód od galaktyki. Wszystkie opisywane gwiazdy starhoppingu z łatwością mieszczą się w polu widzenia nawet większych lornetek, więc nie powinniśmy mieć trudności z celowaniem nie tracąc żadnego z punktów odniesienia z pola. W tej okolicy Panasmaras naprowadził mnie na jeszcze jedną galaktykę - NGC 7217. Jest ona mniejsza i słabsza od NGC 7331, ale mając wyższą jasność powierzchniową, daje się wyzerkać w lornetce. Rozochocony zwycięstwami przygotowałem się na porażkę w starciu ze słabiutką galaktyką w Andromedzie - NGC 891. Dojście do niej nie jest trudne. Startując od gwiazdy γ And skierowałem się na wschód, w kierunku gromady otwartej M34. Nieco wcześniej niż w połowie drogi (trochę więcej niż 2° od γ) znajduje się specyficzny asteryzm złożony z 6 gwiazd w kształcie drabinki - dwa rzędy po trzy gwiazdki. Środkowa para celuje niemal dokładnie w galaktykę. Wystarczy przedłużyć linię wyznaczoną przez dwie środkowe gwiazdki drabinki o dwie odległości na wschód z lekkim przesunięciem na południe (nieco dalej na tej linii leży gwiazda 6,7mag BD+41 453). Wcześniej powinienem dostrzec zerkaniem lekkie, podłużne pojaśnienie tła poprzeczne do wspomnianej linii. JEST! Uważne, dłuższe wpatrywanie się zerkaniem ujawniło, że smużka lekko się wydłuża, a część centralna jest dobrze widoczna. Ten obiekt również dobrze znam z 8" - nie jest łatwy ze względu na niską jasność powierzchniową. Kluczowe są tu warunki, a przede wszystkim przejrzystość atmosfery. Po dłuższym badaniu NGC 891, przeszedłem przez M34, aby trafić w rejon mgławicy Kalifornia (NGC 1499). Jest to duży obszar mgławicowy który nie sposób zmieścić w polu okularu teleskopu. Pamiętam, jak zeszłej jesieni w Jeziorach Wielkich złapaliśmy Kalifornię w ED80 z okularem Nagler 31mm i filtrem UltraBlock. Było to po prostu pojaśnienie tła widoczne tylko jako kontrast do ciemniejszego tła poza mgławicą. W lornetce widać było podłużne, ulotne pojaśnienie tła bez szczegółów. Od Kalifornii jest już tylko jeden krok do Plejad - pięknie skadrowane w polu 4° z widocznymi mgławicami, szczególnie Merope (NGC 1435) rozciągającą się na południowy wschód od "swojej" gwiazdy. Z nieba zimowego wróciłem jeszcze na jesienne. Korzystając z ciemnego południowo-wschodniego widnokręgu postanowiłem zapolować na mało popularne u nas trio: galaktykę NGC 247 w Wielorybie oraz galaktykę NGC 253 i gromadę kulistą NGC 288 w Rzeźbiarzu. Z tego co pamiętam, NGC 253 (Galaktyka Rzeźbiarza) oraz mętne przebłyski kulistej NGC 288 widziałem już w Zwoli, ale chciałem wyłuskać całe trio pod naprawdę ciemnym niebem. I udało się. Wyraźne mgiełki NGC 253 i NGC 288 w jednym polu, z charakterystycznymi pobliskimi układami gwiazd wraz z widocznymi też w lornetce wierzchołkami drzew nad którymi wschodziła ta parka to widok jak z obrazka. Niezapomniane połączenie widoku pobliskich drzew z odległymi obiektami głębokiego nieba - gromady kulistej leżącej 30 tysięcy lat świetlnych i galaktyki leżącej ponad 11 milionów lat świetlnych od nas. Udało mi się też w końcu wyłuskać z tła podłużną smugę galaktyki NGC 247, która "rosła" przy zerkaniu o jakieś 30%. Leży ona w charakterystycznym miejscu, jedynie 3° pod gwiazdą β Cet, nad północno-wschodnim wierzchołkiem trójkąta prostokątnego z dość jasnych gwiazd. Jej południowy koniec dotyka gwiazdki 9,5mag. W Wielorybie zaliczyłem również galaktykę M77 i pobliską NGC 1055 (z pomocą Panasamarasa), która tworzy ładny trójkącik z dwiema gwiazdkami w pobliżu δ Cet, oraz jasną i sporą mgławicę planetarną NGC 246 w zachodniej części gwiazdozbioru. W Wodniku odwiedziłem Ślimaka - NGC 7293. Pod koniec sesji skierowałem się ponownie na niebo zimowe. Na wschodzie królował już Orion, więc po nasyceniu wzroku okolicami M42, podszedłem do mgławicy Płomień, czyli NGC 2024. Po namierzeniu ciemnej szczeliny na wschód od Alnitaka, wyzerkałem też lekkie pojaśnienia po obu jej stronach. W Woźnicy wyłuskaliśmy z Panasemmarasem gromadę otwartą NGC 1893. Wspomnę też nasze zmagania z Barnardem 33 czyli słynnym Końskim Łbem. Ta ciemna mgławica leży na tle "jasnej" mgławicy IC 434. Ze względu na specyfikę IC, zalecanym filtrem do wydobycia na jej tle B33 jest Hβ, który szczęśliwie mieliśmy na podorędziu. W 16", okularem ES 24 mm oraz filtrem, po dłuższym wpatrywaniu się w końcu dostrzegłem ciemniejsze, spore wcięcie w bladej poświacie IC 434. Ponieważ znałem już ten rejon po zmaganiach w 12", łatwiej mi było zorientować się w układzie słabych gwiazdek przy których widać Łeb. Po nakierowaniu kolegów, każdy potwierdził widoczność Barnarda 33. W sieci znalazłem zdjęcie, które nieco przerobiłem na użytek wizualizacji widoku w okularze, choć ostrzegam, że i tak odbiega ona od rzeczywistości. W okularze całość jest ulotna i dużo ciemniejsza niż na zdjęciu. Oprócz ciemnego nieba, B33 i IC 434 wymagają cierpliwości i dobrze opanowanej techniki zerkania. Ale jeśli wiemy czego możemy się spodziewać, obiekt jest spokojnie do wyłapania. Jak już wycelujemy w ten region, kluczowe jest zorientowanie się w okolicy i odnalezienie dwóch gwiazdek (w tym górna jest podwójna, ale tego raczej nie dostrzeżemy) leżących na południowy-wschód od nasady szyi Łba. Wiele obiektów w powyższym opisie pominąłem, jako standardy których nie trzeba przedstawiać (np. potężne pole z gromadami na pograniczu Perseusza i Kasjopei, M31 i M33, region M42...), ale mimo wszystko zachęcam do podejścia do nich w tak z pozoru banalnym sprzęcie jak lornetka. W szerszym polu przedstawiają się one zupełnie inaczej niż w okularze teleskopu. Niektóre z nich w ogóle nie nadają się do obserwacji w wąskim polu teleskopu, a część z nich niemal lub wręcz całkowicie "ginie" w powiększeniach rzędu 30x i wyższych. Sporo powyższych opisów jest też dość chaotycznych (za co przepraszam), ale w tym szaleństwie po prostu nie robiłem notatek... Wybaczcie staremu zgredzie ;) Na koniec przytoczę opinię Panasamarasa wyrażoną na prelekcji o lornetkach, a którą w pełni popieram: "Nie docenimy walorów i wartości obserwacyjnych lornetki, dopóki będzie ona tylko dodatkiem do stojącego obok teleskopu. Musimy wybrać się pod rozgwieżdżone niebo tylko z lornetką - wtedy okaże się, że wcale nie tęsknimy za teleskopem".
  14. Cześć! Mój pierwszy post, choć forum śledzę z ukrycia już dłuższy czas:) Astronomia to moje hobby, choć póki co zgłębiane tylko gołym okiem na niebie, w książkach i filmach. Chciałabym kupić pierwszą lornetkę do obserwacji nieba, ale też bym mogła jej używać do obserwacji przyrody w dzień. Pochodzę z Bieszczad, gdzie często bywam a warunki obserwacyjne są tam podobno najlepsze w Europie. Przeczytałam inne tematy na ten temat i różne recenzje. Zauważyłam, że początkującym często poleca się modele: Celestron SkyMaster 15x70 Delta optical SL 15X70 Nikon EX 10X50 Sama znalazłam- Nikon Aculon 10x50 Moja wiedza jest póki co niewielka, jednak zauważyłam, że do obserwacji z ręki, bez statywu powinnam wybrać lornetkę raczej mniejszą niż 12x70. Lepiej też nie brać lornetki z zoomem oraz powinna mieć sporą jasność. Możecie mi coś powiedzieć o wymienionych modelach? Szczególnie o Nikonie Aculon, który ma przystępną cenę - co niestety na chwilę obecną jest ważne ?
  15. Witam serdecznie! Mam na imie Maciek, lat juz zaraz 50, a wraz z nimi rosnie ilość pasji. W kwestii lornetek nie jestem calkiem świeży. Uzywam Nikona 8x30 EII, Zen-Raya ED2 7x36 i Delta Optical 15x70 ED, ze statywem Manfrotto (chyba 555, do tego głowica z dość wysokiej półki). Z teleskopami nie miałem do czynienia, przed wakacjami pewnie to nadrobię. Wtedy zapytam. Teraz nurtuje mnie jeden temat - kolejna lornetka. Przeznaczona do astro (przede wszystkim) i sporadycznie do popatrzenia sobie o zmierzchu na świat piekny i szeroki. Gwiazdy jednak mnie ciagną. I chociaz wiem, że w kosmos juz nie polecę (marzenie młodości), to niech sobie chociaz popatrzę, z jak najwiekszym komfotrem i jakością, jaki sie da osiagnąć z ręki. Delte na statywie postawie obok, ale znam zycie. jak sie skończy ognisko, albo jak wyląduje w plastikowym basenie, w lipcu, na Podkarpaciu, to chciałbym popatrzec tam, gdzie mnie ciagnęło. Latek przybywa, czasu ubywa i w pewnym momencie człowiek sobie uświadamia, że najlepsze chwile to włąsnie te, nad ranem. Do grobu pieniedzy nie wezmę i chociaz nimi nie tapetuje ścian, nie chce aby były ograniczeniem. Marzy mi sie lornetka idealna do patrzenia w niebo, z ręki. I przed wakacjami musze ja kupić. czytałem sporo na tym forum i... Własnie. Najbardziej sensownym wyborem wydaje się 7x50. 10 fajna sprawa, ale norwowy tryb zycia, sympatia do alkoholu, nadcisnienie i tzw. stres powoduja, że ręka drży (miałem to juz w mlodości, więc dochodza predyspozycje). Z tego powodu 10x to chyba już cienka, czerwona linia. Widziałem, że polecacie TS Optics 7x50 MX Marine i bardzo mi sie podoba ten "okular". Ale może mozna lepiej, na przykład Fujinon FTMR-SX2 7x50? A może jeszcze cos lepszego? W kwestii Fujiniona, myslałem też o FMTR-SX 10x70 (szkoda, że nie ma 7x70...). Szukam lornetki, która da mi prawdziwa frajdę z patrzenia na gwiazdy bez statywu, a czasem sobie przez nia zerknę na podwórko sąsiadów, w nocy (mam wrażenie, że to wampiry....). W związku z wiekiem, ilościa ngromadzonych fantów (podejrzewa sie u mnie chorobe psychiczną, cos związanego z kompulsywnymi zakupami), chciałbym zamknąć te poszukiwania jednym strzałem, prosto w samo serce. Da się? Wiem, że pytania w rodzaju "jaka jest absolutnie najlepsza lornetka tego typu" zasmiecja to forum od dawna. ale postanowiłem wystawic Wasza cierpilwość na próbe jeszcze raz. jak spełnic swoje marzenia tym jednym zakupem?
  16. Na polskich i zagranicznych forach astronomicznych można się natknąć na opisy i recenzje dość nietypowych lornetek o małym powiększeniu i wielkim kącie widzenia – a więc idealnych do relaksacyjnego skanowania nocnego nieba – dla których pierwowzorem był radziecki BGSZ 2,3x40. http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7503-lornetka-inna-ni%C5%BC-inne-pierwowz%C3%B3r-bgsz-23-x-40/#comment-132805 https://www.astromaniak.pl/viewtopic.php?f=22&t=35171&hilit=2%2C3x40 http://astropolis.pl/topic/40875-lornetka-inna-ni-inne-23x40/ Oprócz lornetki, o której mowa podobne parametry mają m.in. lornetki: Vixen SG 2,1x42 Kasai 2,3x40 Gucki 2,3x40 Sky Rover 2,3x40 http://www.thebinocularshop.com/vixen-sg21x42-widefield-binoculars.html http://global.rakuten.com/en/store/kyoeioptics/item/kasai_widebino28/ http://www.aokswiss.ch/d/tel/bino/gucky/gucky.html http://pl.aliexpress.com/store/product/Sky-Rover-2-3X40-Observing-the-starry-sky-meteor-showers-binocular-telescope/1371081_32463231738.html?storeId=1371081 Problem ze wspomnianymi lornetkami jest taki, że radziecka BGSZ 2,3x40 jest obecnie na rynku wtórnym dość trudno dostępna, natomiast jej zachodnie czy azjatyckie klony są drogie. W zależności od marki trzeba bowiem na nie wydać od kilkuset do ponad tysiąca złotych za sztukę. To dość dużo jak za sprzęt o mało przekonujących na papierze parametrach, ponieważ powiększenie ok. 2x nawet dla wielu wytrawnych astro amatorów wydaje się wyjątkowo mało atrakcyjne. Jest to tym bardziej zrozumiałe jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że przez tego rodzaju, słabo powiększający sprzęt nie tylko nie zobaczymy wielu subtelności Kosmosu, ale również kiepsko się on sprawdzi jako sprzęt do obserwacji ptaków, samolotów czy sąsiadek. Z drugiej jednak strony perspektywa objęcia lornetką całego Wielkiego Wozu czy widoku tysięcy gwiazd Drogi Mlecznej w szerokim polu musi wydawać się kusząca. Tak było i ze mną, zwłaszcza od czasu gdy przy poszukiwaniu informacji na temat tego rodzaju, ultraszerokokątnego sprzętu do przeglądu nieba przypadkowo natknąłem się w Internecie na zagraniczne strony, gdzie miłośnicy astronomii opisywali swoje doświadczenia z lornetkami ATM. Ich konstrukcja z reguły opiera się na zastosowaniu popularnych telekonwerterów fotograficznych (i jak się domyślam, z tego powodu nazywane są one „Telekonbino”). W większości przypadków były one zbudowane z dwóch telekonwerterów Nikon TC-E2 dedykowanych do aparatów fotograficznych Nikon Coolpix. Chodzi dokładnie o ten, podlinkowany model, konstrukcyjnie będący tak jak wskazane wcześniej firmowe modele, lunetką Galileusza: http://www.cyfrowe.pl/archiwum/aparaty/nikon-tc-e2-telekonwerter-2x.html Jego używane egzemplarze w bardzo dobrym stanie można nabyć na rynku wtórnym już za ok. 60zł – 80 zł za sztukę. Do kupienia zarówno w Polsce, jak i na znanym zagranicznym portalu aukcyjnym. http://kikuta.bbs.coocan.jp/bbs/images/user/322_32.jpg http://homepage2.nifty.com/KIKUTA/jpg/99-10-1.jpg http://www.bea.hi-ho.ne.jp/bokuto/kosaku/wb1.jpg http://blogimg.goo.ne.jp/user_image/63/5d/cfcdf1a8230f7e2f79058d39fd3e6d5a.jpg W opisach przeważały informacji o wysokiej jakości obrazów generowanych przez telekonwerter Nikon TC-E2, przez co idealnie nadaje się on do wykorzystania jako sprzęt obserwacyjny określany popularnie jako „WideBino” albo „Sowie Oczy” („Owl Eyes”). Powiększenie wspomnianego telekonwertera to 2x, a więc jest zbliżone do dostępnych na rynku, seryjnie produkowanych lornetek tego typu. Ma on natomiast nad nimi dużą przewagę jeśli chodzi o wielkość obiektywu, tj. 50mm wobec 40mm, co ma kapitalne znaczenie jeśli chodzi o ilość zbieranego przez lornetkę światła. O ile dobrze pamiętam obiektyw 50mm zbiera aż 50% światła więcej od obiektywu 40mm, mimo że to tylko 1cm więcej średnicy. Zapewne ta różnica nie pozostaje bez wpływu na jasność lornetki i jakość generowanych przez nią obrazów. Napisałem „zapewne”, ponieważ nigdy nie miałem okazji bezpośrednio porównać lornetki bazującej na ww. telekonwerterach Nikona chociażby z popularną rosyjską lornetką BGSZ 2,3x40. Jednakże z opisów dostępnych w Internecie można wywnioskować, że fabrycznie produkowane, dostępne na rynku lornetki tego typu, zwłaszcza rosyjski BGSZ 2,3x40 pod wieloma względami ustępują ATM-owym, o których mowa. Zachęcony pozytywnymi opiniami na temat omawianego sprzętu do szerokich pól nabyłem jakiś czas temu dwa telekonwertery Nikon TC-E2 w idealnym stanie z myślą o zbudowaniu z nich lornetki we własnym zakresie. Zdecydowałem się na ten krok po pierwsze z czystej ciekawości, po drugie zniechęcony długotrwałym, bezskutecznym poszukiwaniem budżetowych „Sowich Oczu” na rynku wtórnym (przy dość zaporowych cenach tych lornetek w sklepach), po trzecie zaś możliwościami takiej lornetki ATM, których fabryczne sprzęty albo nie oferują, albo oferują za słoną opłatą. Mam tutaj na myśli przede wszystkim naprawdę duże obiektywy (dokładnie takie jak w popularnych lornetkach 10x50) – zwłaszcza że według obiegowej opinii, z którą oczywiście można dyskutować, 50mm to minimum do astro. Po drugie, ograniczenia związane z wykorzystaniem ww. telekonwerterów do tych celów, polegające na braku fabrycznej konstrukcji z klasycznym lornetkowym mostkiem i koniecznością ATM-owego kombinowania w tym zakresie – są paradoksalnie istotną zaletą. Umożliwiają bowiem wybór przyszłej konstrukcji tego instrumentu – tj. albo klasycznej obsługiwanej „ręcznie” (tak jak prawie wszystkie lornetki dostępne na rynku), albo w formie okularów (gogli) mocowanych do głowy, tak jak umożliwia to np. producent lornetek Kasai 2,3x40. http://backyard.c.ooco.jp/mart/T003.html http://backyard.c.ooco.jp/mart/T004.html http://forum.astronomie.de/phpapps/ubbthreads/ubbthreads.php/ubb/download/Number/37746/filename/Mephisto_40mm.jpg Widząc oczyma wyobraźni wygodne leżakowe obserwacje sierpniowych Perseidów w szerokim polu z rękami założonymi pod głowę, zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie. Czyli nie będę budował sprzętu do trzymania w rękach, skoro mam szanse na komfortowe gwiezdne obserwacje „bez trzymanki”, opcjonalnie z zimnym piwem w ręku zamiast typowej, ciężkawej lornetki. Szlaki zostały już wcześniej z powodzeniem wytyczone. http://farm8.staticflickr.com/7046/6899560556_87a62c74a4_b.jpg http://homepage2.nifty.com/KIKUTA/jpg/2014/99-10-12 http://homepage2.nifty.com/KIKUTA/jpg/99-21 W ramach hasła „Też tak chcę!” w tym celu kupiłem w markecie budowlanym OBI wygodne, dostosowujące się do kształtu twarzy metalowe okulary spawalnicze w cenie ok. 18 zł za sztukę, w których zamierzam osadzić konwertery Nikona jako obiektywy przyszłej lornetki. https://www.obi.pl/decom/product/Pirotec_Okulary_ochronne_regulowane_z_szybk%C4%85_z_poliw%C4%99glanu/4722484 Jeszcze myślę nad szczegółową koncepcją, jak to zrobić tak aby omawiane rozwiązanie miało ręce i nogi, jednak ogólnie jestem dobrej myśli. W końcu z lenistwa nie takie rzeczy ludzie wymyślali. Tymczasem używałem rozwiązania tymczasowego w postaci dwóch wspomnianych obiektywów połączonych prowizorycznie i rezultaty były bardzo obiecujące. To, co mnie od razu pozytywnie zaskoczyło to przede wszystkim naprawdę duża jasność tej „lornetki”, a także jej zaskakujący kontrast oraz ostrość (choć oczywiście Fujinon FMT-SX to nie jest). Gwiazdy przyzwoicie punktowe. Potwierdziły się tym samym zaczytane opinie o wysokiej jakości optycznej ww. konwerterów Nikona. Na pierwszy rzut oka ten ostrzący w nieskończoność galileuszowy sprzęt prawie nie powiększa, ale wystarczy spojrzeć jednym okiem uzbrojonym w taki obiektyw, a po chwili drugim nieuzbrojonym żeby przekonać się, że to jednak nieprawda. Wszystko w tej lornetce jest istotnie dwukrotnie większe. To wystarczy, żeby pod ciemnym niebem zobaczyć jakieś trzy-cztery razy więcej gwiazd niż gołymi oczami. A zatem skóra jak najbardziej warta wyprawki. Imponujące jest także ogromne pole widzenia tego sprzętu, szacowane na jakieś 30*. Żeby uzmysłowić jego ogrom wystarczy stwierdzić, że jest ono prawie pięć razy większe niż w popularnej lornetce Nikon Action EX 10x50. W zasadzie czasami można odnieść wrażenie, że w ogóle nie obserwuje się przez lornetkę. Wprawdzie pole to nie jest idealnie skorygowane, ponieważ chyba jak we wszystkich tego typu przyrządach optycznych gwiazdy tracą na punktowości przy krawędzi, ale i tak patrzenie przez wspomniany sprzęt dostarcza nieziemskich (w końcu obserwujemy Kosmos, czyż nie?) wrażeń. Według mnie pole jest ostre w ok. 75%, zatem w granicach tolerancji i zdaje się porównywalne pod tym kątem do seryjnie produkowanych lornetek typu Sowie Oczy. Duży plus to także niezauważalna dla mnie aberracja chromatyczna oraz duża głębia ostrości. Minimalną odległość ogniskowania oceniam na jakieś 50-60 cm. Co istotne, obiektywy w postaci telekonwerterów Nikon TC-E2 cechują się dobrym odwzorowaniem kolorów, w tym także bieli. Zdjęcie przestawiające test białej kartki poniżej. Oprócz tego zamieszczam kilka innych zdjęć poglądowych zaznaczając, że były robione dzisiaj, w dość pochmurny dzień (to w kwestii jasności tych obiektywów). Do minusów natomiast można zaliczyć, oprócz wspomnianej już wcześniej nieostrości brzegowej także flary na intensywnie świecących, dużych obiektach podczas obserwacji nocą, np. na latarniach czy Księżycu. Osoby z wadami wzroku mogą być także zawiedzione brakiem regulacji dioptrii. Poza tym omawiany sprzęt ma także inne wady charakterystyczne dla seryjnie produkowanych lornetek tego typu z układem Galileusza, a więc wymaga precyzyjnego ułożenia oka w osi oraz odpowiedniej odległości od soczewki, tak aby uzyskać możliwie najostrzejszy obraz w szerokim polu widzenia. Mam jednak wrażenie, że aby z nich korzystać nie trzeba jednak wciskać oczu do „okularów” tak mocno, jak (o czym można znaleźć informacje na forach) w BGSZ 2,3x40. ER jednak nie mierzyłem. Przy nieodpowiednim ułożeniu oka daje się we znaki także zauważalna dystorsja, ale to samo można przeczytać o lornetkach produkowanych seryjnie, w tym także drogim Vixenie SG 2,1x42 za ok. 1.200 zł. Reasumując, jeśli ktoś nie ma cierpliwości do szukania na giełdach tanich używanych egzemplarzy BGSZ 2,3x40 w dobrym stanie, a kwota 500 zł czy 1.000 zł za jej nowy azjatycki odpowiednik to dla niego za dużo jak na lornetkę o specyficznym, a przy tym dość wąskim zastosowaniu, powinien zainteresować się możliwością zbudowania sprzętu o podobnych właściwościach we własnym zakresie. Przy czym jest możliwe, że taka samodzielnie zbudowana lornetka nie tylko okaże się tańsza, ale również pod niektórymi względami lepsza od modeli oferowanych fabrycznie. Podpowiedzi z czego oraz jak to zrobić bez trudu można znaleźć w Internecie. Dla zainteresowanych kilka dodatkowych linków: http://homepage3.nifty.com/imdiygo/Teleconbino1.htm http://blog.goo.ne.jp/2clldp/e/d1f2cebfda32b542171d18e2303aa4bd http://homepage2.nifty.com/KIKUTA/99-terebino.html http://www.webastro.net/forum/showthread.php?t=125105
  17. Pomyślałem że skoro udało mi się dopracować montowanie sporej lornetki Skymaster 25x100, tak że obserwacje nią mogę uznać za komfortowe to może warto byłoby się tym podzielić. Może komuś się przyda. Wiele ATM-u tu nie ma, prawie wcale, jednak trochę inwencji własnej było. Po pierwsze: samo mocowanie lornety do dowolnej głowicy w wersji fabrycznej jest beznadziejne. Jest śruba metryczna 10mm a w niej gwint do głowicy fotograficznej 1/4 cala. Nie znam głowic gdzie można wkręcić śrubę 10mm, próba przykręcenia dowolnej stopki krótkim gwinetm 1/4 cala też nie wydaje się dobrym pomysłem. Nawet jeśli ta śruba nie pęknie (co wydaje mi się realne) to sztywnośc tego mocowania jest kiepska. Temat poruszałem już tutaj: http://astropolis.pl/topic/22114-kupiles-lornetke-podziel-sie-wrazeniami/?p=577523 Zrobiłem tak: użyłem płytkę mocującą z głowicy Triopo nb-3s, dziurkę w której jest śruba 1/4 cala rozwierciłem do 10mm. Płytka w tym miejscu jest dość cienka więc od dołu wcisnąłem w nią podtoczony krążek stalowy tak że idalnie wpasował się w otwór. Wpasował gdy płytkę rozgrzałem a stalowy krążek był schłodzony. Jak się temperatura wyrównała krążek jest nie do ruszenia. Całość nagwinotawłem i teraz w płytkę mogłem wkręcić 10mm mocowanie lornety. Nic nie ma prawa się urwać a drgania tłumione są nieporównywalnie lepiej. Płytka mocująca z widocznym pierścieniem stalowym i wrkęconą lornetą: Jak widać trafiłem pod dziwnym kątem ale używam głowicy kulowej więc to nie ma znaczenia. Po drugie: statyw. Na początek próbowałem fotograficzny ale był za mało stabilny, spojrzenie w zenit to koszmar. Kupiłem żuraw lornetkowy Astrokrak, duży ale z modyfikacjami. Poprosiłem Pana Janusza żeby zamiast standardowego mocowania lornetki zrobił mocowany identycznie kołnierz z gwintem foto 3/8 cala. Tak to wygląda: I z głowicą: Założenie było takie żeby do żurawia zamocować głowicę kulową i do niej lornetkę. Miało to dać większą swobodę w manewrowaniu lornetką, przykładowo cały czas siedzę na krzesełku mając statyw po swojej lewej stronie. Mogę wyciągnąć nogi dowolnie daleko bez obaw że będę kopał statyw. Mogę leżeć, siedzieć, do woli bez względu czy patrzę na horyzont czy zenit. Tak byłoby patrząc na horyzont: a tak w okolicach zenitu: Trzecia ważna rzecz: oryginalnie żuraw buja się góra-dół bez większego oporu. Strasznie mi to przeszkadzało, zwłaszcza gdy manewrowałem lornetką - wówczas przeciwwaga ciągnęła swoją stronę w dół bo część wagi lornetki była w moich rękach. Udręka. Podmieniłem więc w śrubie trzymającej ramię żurawia podkładki na jak największe i skręciłem ją dość mocno. Wystrczyło. Mogę poruszać lornetkę góra-dół bez kłopotu ale wymaga to celowego użycia siły. Manewry lornetką nie powodują ruchu ramienia żurawia. Na zdjęciach widać też dodatkowy ciężarek przeciwwagi, zwykły 1kg z hantli. Oryginalna przeciwwaga była minimalnie za lekka pewnie ze względu na sporą wagę głowicy Triopo NB-3s. Mogłem przesunąć mocowanie ramienia żurawia skracając je od strony lornetki ale to zabiłoby wygodę obserwacji. 1kg więcej załatwił sprawę. To wsystko, mam za sobą kilka sesji z tym setupem i jestem bardzo zadowolony. Pod ciemnym niebem można skupić się na obserwacjach a nie majstrowaniem przy sprzęcie i kręceniu śrubkami. Łabędź w zenicie nie stanowił kłopotu. Na koniec mocowanie filtrów mgławicowych 1,25'': Zaawansowane mocowanie które każdy wykona w 30 sekund a działa:)
  18. Witam wszystkich jestem tutaj nowy. Chciałbym kupić porządną lornetkę do obserwacji nieba cena max 1tyś zł. Rozglądałem się za celestronem skymaster 15x70 ale ponoć jest kiepskiej jakości, a słyszałem że stare radzieckie lornetki są dobrej jakości. Innych marek niestety nie znam. Co byście polecili? Znalazłem takie coś: https://www.olx.pl/oferta/nowa-lornetka-tento-bpc-20x60-made-in-ussr-carl-zeiss-CID767-IDdjBub.html#433529aaa6 Niby optyka zeissa, jak myślicie?
  19. Witam, Jestem na etapie zakupu budżetowej lornetki dla brata, ktory się interesuje obserwacją nieba . Oczywiście głównym ograniczeniej jak zwykle w takich przypadkach są pieniądze, z tematów na tym forum jak również astronocach wyłoniłem dwóch kandydatów i tu proszę Was o pomoc w ostatecznym wyborze : Lornetka Delta Optical 12x60 Starlight Lornetka Celestron SkyMaster 15x70 oczywiście do tego dojdzie jakiś statyw z góry dzięki za odzew
  20. Witam serdecznie jestem nowy na forum proszę Was bardzo o poradę chcę kupić lornetkę małą na wyjazd w Tatry, osoby korzystające z lornetki to wiek od 36 do 41, używana tylko w dzień., cena ok 350 zł max raczej, co byście polecili?
  21. Witam. Jestem początkującym amatorem. Oglądanie nieba gołym okiem jest dla mnie fascynujące, ale chciałbym pogłębić doznanie i zainwestować w lornetkę. Po przeczytaniu kilkunastu/kilkudziesięciu tematów związanych z lornetkami postanowiłem postawić na Nikona Action EX 10x50 CF, niestety, sprzęt chciałbym wziąć na raty. Problem w tym, że nie mogę znaleźć atrakcyjnej oferty ratalnej, także w tej chwili skłaniam się ku Nikonowi Action EX 12x50 CF. W tej chwili chciałbym obserwować "z ręki", ale nie wykluczam zakupu adaptera i statywu w przyszłości. Nie znalazłem zbyt wielu opinii na temat 12x50, a jeśli już, to żeby raczej inwestować w 10x50. Proszę Was o opinie dotyczące tego zakupu. Dobry wybór? Wstrzymać się i lepiej zakupić 10x50 (oczywiście wciąż rozmawiamy o Nikonie Action EX) w przyszłości? Z dodatkowych informacji: mieszkam w bloku na przedmieściach Gdańska, ale jestem zmotoryzowany i chętny na ucieczki w miejsca mniej zanieczyszczone światłem. Póki co narazie wychodzę przed dom, obserwuję sobie gołym okiem, wspomagam się też aplikacjami typu SkyView, ale jestem przekonany, że lornetka i atlas nieba w dłoni da o wiele większą frajdę z obserwacji i nauki :-)
  22. Od jakiegoś czasu myślę o zakupie małej lornetki z szerokim polem widzenia do przeglądania nieba. Upatrzyłem takie: Kowa 6x30 YF dająca 8 stopniowe pole i Nikon Aculon 7x35 z ponad 9 stopniowym polem. Którą warto kupić? Jest jeszcze sporo droższa wersja Nikona 7x35 EX, parametry niby te same co Aculon ale jest cięższa no i pytanie czy te 200-300zł różnicy jest faktycznie zauważalne w jakości wykonania i dawanych obrazów?
  23. Dane mi było jeszcze raz stanąć pod usianym gwiazdami niebem, zachłysnąć się bogactwem Gromady Podwójnej, podziwiać Serce Łabędzia, zadumać się nad tajemnicą Galaktyki w Andromedzie. Po burzliwym tygodniu wyrywam się w czwartek na wieś. Choć rano leje a w południe mży, prognozy na noc są dobre. Więc może, może. „Daj mi tę noc…” Wieczór rzeczywiście jest już pogodny. Spoglądam na Jowisza, potem Saturna – olbrzymich sąsiadów naszej poczciwej Ziemi. Jest widno, bardzo widno. Robi się późno. Chyba nie doczekam nocy. Po tygodniu, wielu tygodniach wstawania przed 6.00, obolałe od ćwiczeń cielsko ciągnie do poziomu. Jednak nocą budzę się i wyglądam przez okno. Rozpoznaję przez nie Wężownika. Jest dobrze, choć Księżyc III kwadry wylazł już wysoko. Naciągam polary, wkładam gumiaki i czapkę, chwytam torbę z lornetkami i na dwór. Latarnie szczęśliwie już pogasły, przed Księżycem chronię się w cieniu domu. Gwiazdy widać pięknie. Nie tylko gwiazdy. Przez Vortexa 15x56 widzę „kulki Wężownika” – M10 i M12. Tym lepiej świecą „klejnoty rodowe” Herkulesa – całkiem spora i jasna M13 oraz mniejsza lecz intensywna M92. Więc teraz obowiązkowo Perseusz z Kasjopeją. Kontrast „zbryzganego gwiazdami” otoczenia Mirfaka (gromada Melotte 20) i szpileczek Gromady Podwójnej wraz z „Mięśniakiem” (Muscleman lub Fat Man, gromada Stock 2). Źródło: http://www.astro-foto.pl/index.php/galeria/gromady-gwiazd/36-ngc-869-ngc-884-gromada-podwojna-w-perseuszu Szukam kolejnego Obiektu Tygodnia, gromady Collinder 463. Nie ma jej na przedłużeniu lewego ramienia Kasjopei, lecz grupkę gwiazd dostrzegam błądząc nieco wyżej. No tak, wprawdzie nie boli, lecz nachodzić się trzeba . Gwiazdozbiór Andromedy też widać. Czerwony, oj jak czerwony Mirach (β And) niechybnie naprowadza na leżącą powyżej Wielką Galaktykę M31. Jest tajemnicza, rozległa i piękna. Czuję, że żyją tam i patrzą na nas istoty rozumne. Nigdy tego na pewno nie będę jednak wiedzieć. Wyżej ślady Drogi Mlecznej. Tylko ślady, bo tyle widać przy tym wspaniałym skądinąd Księżycu. Jednak Łabędź szybuje wysoko i dostojnie. Widzę jego serce – Sadra (γ Cyg). Wraz z wianuszkiem otaczających gwiazd jest moim stałym celem nawet z miejskiego balkonu. Piękny asteryzm otoczony kłębami mgławic. Warto go szerzej opisać. Może jako Obiekt Tygodnia? Może, może… Źródło: Wikipedia Zaś o poranku słońce i błękitne niebo. Krzyczą żurawie z oddali, gwiżdże wilga. Świat jest cudowny, niebo jest wspaniałe, życie jest piękne!
  24. Czołem Chciałbym poprosić o radę w kwestii zakupu lornetki do max. 1000 PLN. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem całkowicie zielony w temacie. Moje doświadczenie z lornetkami to nawet spora i ciężka chyba ruska lornetka kupiona kilkanaście lat temu na Stadionie Dziesięciolecia za jakieś 200 PLN. Nie była nawet taka zła. Kratery na księżycu widać było nawet fajnie i jak na moje ówczesne oczekiwania - bardziej niż wystarczająco Nie podam dokładnych parametrów póki jej nie znajdę ale raczej nie ma się czym chwalić Zakupu dokonałem bez żadnej wiedzy technicznej. Była duża i fajna za rozsądną cenę więc szczeniak kupił (i na szczęście był zadowolony). Niedawno odświeżyłem temat, zachciało się popatrzeć w niebo i stąd moja obecność u Was. Nie jestem hardkorowym pasjonatem lornetek czy teleskopów. Zwyczajnie zawsze chciałem mieć fajną lornetkę i pogapić się daleko na horyzont, poobserwować chmury ze szczególnym uwzględnieniem samolotów rejsowych ledwo widocznych na niebie. Nocą zaś nie ograniczać się do gapienia na księżyc tylko zobaczyć coś więcej a z tego co zdążyłem wyczytać, dobra lornetka mi to umożliwi. Wiem że jak na początek kwota którą chcę przeznaczyć na lornetkę jest dosyć wysoka. Niemniej jednak chciałbym kupić coś na kilkanaście lat użytkowania. Lornetka to nie odkurzacz - nie trzeba zmieniać co 3-4 lata Sprzętu zamierzam używać raczej stacjonarnie więc gdyby zaszła konieczność użycia statywu dla mocniejszego urządzenia - nie widzę najmniejszego problemu. Lornetkę zamierzam bardziej hołubić i używać z szacunkiem więc nieco delikatniejsza opcja też wchodzi w grę. Reasumując - chcę kupić raz i mieć radochę z obserwacji przez kilkanaście najbliższych lat - tak w dzień jak i (w miarę możliwości) nocą. Chciałbym pogapić się bardziej na coś co jest bardzo daleko niż podglądać sąsiadki po drugiej stronie ulicy I bardzo proszę o bardzo konkretne propozycje. Poczytałem trochę forum i rozważania na temat różnic między markami i kosmetyczne różnice w specyfikacjach przyprawiają mnie o dosyć mocny zawrót głowy. Napiszcie co mam kupić a ja ograniczę się do zakupu i korzystania z lornetki Pozdrawiam serdecznie!
  25. Ja wiem, że to wygodnictwo z mojej strony. Do planet potrzebny jest specjalistyczny sprzęt – odpowiedni teleskop, filtry a także stanowisko obserwacyjne z dala od nagrzanych budynków zakłócających seeing. Ale ja jestem oportunistą. Mam to, co lubię – lornetki oraz niewielką lornetę kątową i nie zamierzam inwestować w nic innego. Zaś przed moim rozgrzanym balkonem pojawiają się wieczorem jasne planety. Czy mam ich nie obserwować przez mój ulubiony, choć „nieprawomyślny” sprzęt? To było oczywiście pytanie retoryczne. Wczoraj po nieboskłonie chodziły luźne chmury, ale też były łaty czystego nieba. Jeszcze przed zajściem Słońca udało się wypatrzyć Wenus, wkrótce potem Jowisza. Wenus o wiele jaśniejsza, jednak w lornetkach 12x56 i 15x56 to Jowisz ukazał znacznie większą tarczkę. Faza Wenus, około połowy tarczy – nieoczywista w tych warunkach i w tym sprzęcie. Zbyt jasna i zbyt mała, by była wyraźna. Uruchamiam Miyauchi 77 mm, najpierw z okularami 20x, potem także 32x. Łażący cirrus przesłania nieco planetę i ten naturalny filtr pozwala dostrzec wyraźny niewielki półokrąg tarczy Wenus. Widoczność zmienia się dynamicznie lecz zdarzają się momenty, gdy jest naprawdę dobra. Niby po nieboskłonie cały czas coś się snuje, jednak niżej powietrze jest raczej czyste. Teraz Jowisz. Po prawdzie to było na zmianę – raz Wenus, raz Jowisz – lecz dla dobra narracji niech będzie kolejno. Więc tarczka jak groszek przy powiększeniu 12x, niewiele większa przy 15x. Jednak przy 20x już całkiem pokaźna, nie mówiąc o powiększeniu 32x (piłeczka pingpongowa?). Pojawiają się księżyce galileuszowe, wszystkie ustawione w rządek z prawej strony planety. Obraz ewoluuje w miarę ściemniania się i przelotu chmur. W pewnym momencie, przy powiększeniu 15x na tarczce coś się ukazuje. Zaś lorneta 20x77 cierpliwie używana pozwala dostrzec dwa subtelne prążki. Widoczne są momentami, lecz coraz częściej i całkiem oczywiście. Wtykam okulary 32x. Po wyostrzeniu jest jeszcze lepiej. Prążki są widoczne już przez większość czasu, ni to zerkaniem, ni to na wprost – trudno jednoznacznie określić. Delektuję się złotawymi niteczkami pasów, przebłyskującymi na tarczy planety, podziwiam nieczęsty układ księżyców galileuszowych. Oczywiście co raz to zerkam także na królową zmierzchu – Wenus, oraz patroluję prześwity między chmurami w poszukiwaniu boga kupców (i złodziei) – Merkurego. Tego ostatniego nie udało mi się jednak przyłapać ani wczoraj ani dzisiaj, gdy powtórzyłem akcję. Więc oportunizm to chyba nic złego, przynajmniej wtedy, gdy jest rozsądnym dostosowaniem się do okoliczności. Nie tylko ułatwia życie, lecz także potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń, nawet pomimo nieprawomyślnego sprzętu i miejsca obserwacji.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)