Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'lornetka' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

  1. 10.07.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Weekend, nów i bezchmurna wakacyjna noc. Połączenie idealne, gdyby nie nagłe pojawienie się niezapowiedzianych gości w postaci cirrusów. Tego wieczoru na obserwacje przyjechało sporo osób, a pole zmieniło się w parking na którym zabrakło miejsc. Do dyspozycji mieliśmy najróżniejsze sprzęty - lornetki, refraktory, newtony i nasadki bino. Było w czym wybierać. Ja spakowałem tradycyjnie lornetkę 10x50, a towarzyszył jej większy parametr w postaci 28x110. Głównym celem tej nocy było zobaczenie M7, Ameryki Północnej z filtrami Orion UltraBlock i mgławicy ciemnej Barnard 168. Obserwacje rozpoczęliśmy od okolic Skorpiona i Strzelca. Dość szybko okazało się, że M7 jest poza zasięgiem ze względu na przejrzystość, także mogłem od razu wykreślić ten obiekt z listy. W międzyczasie zachwycaliśmy się perełkami w Strzelcu - od Laguny aż po Orła (który jest już w konstelacji Węża). Możliwość spojrzenia na te obiekty w różnych sprzętach to ciekawe doświadczenie. M8 wyglądała naprawdę świetnie w refraktorze z użyciem filtra - mgławica aż puchła w oczach. Pomimo, że tej nocy warunki nie były idealne to i tak można było zaliczyć bardzo dużo obiektów z tej okolicy. Następnym celem było przetestowanie nowego nabytku - pary filtrów Orion UltraBlock w połączeniu z lornetką 10x50. Widok Ameryki Północnej NGC 7000 był obłędny, jej zatoka była wyraźna i rozległa, bez problemu można było dostrzec ciemniejsze i jaśniejsze obszary. Jedynym minusem było położenie konstelacji Łabędzia. Obserwacje lornetką nie należały do najbardziej komfortowych, gdyż z niskim statywem trzeba było się mocno nagimnastykować. Slik Pro 700 DX stał obok z załadowaną lornetą APM 28x110 i nie chciało mi się kombinować, po prostu skorzystałem z zastępczego statywu Velbon Sherpa 600r. Szkoda jednak, że nie zabrałem leżaka - byłoby to połączenie idealne. Potem spojrzałem jeszcze na Veila. Poza widoczną częścią wschodnią udało się dostrzec minimalne wąskie pojaśnienie fragmentu zachodniego. Tutaj przydałoby się już większe powiększenie rzędu 15x, także jest plan na następne obserwacje przy nowiu. W każdym razie tzw. miotła wiedźmy była do zobaczenia bez konieczności zerkania. Po udanych testach z filtrami przyszedł czas na rozprawienie się z ciemną mgławicą Barnard 168. Kilka dni wcześniej miałem już do niej podejście z 28x110, ale pole 2,3° okazało się po prostu zbyt małe. Szukałem, szukałem i nic. Przyznam jednak szczerze, że lektura z cyklu obiekt tygodnia na forum astronomicznym mocno mnie zainspirowała. Rok wcześniej widziałem bardzo słabo słynne „E” (Barnard 142), ale tutaj z lornetką 10x50 spodziewałem się czegoś więcej. Tak też się stało. Podłużny ciemny pas wyróżniał się znakomicie z tła. Do obiektu trafimy dość łatwo kierując się od gwiazdy Deneb w Łabędziu w stronę gromady M39, a później nieco w dół w okolice mgławicy Kokon IC 5146 - to właśnie tutaj możemy zobaczyć początek rozległej mgławicy. Ze względu na specyfikę obiektu wymagane jest dość ciemne niebo i lornetka o niewielkim powiększeniu z jak największym polem widzenia. W 10x50 obiekt prezentuje się wyśmienicie. Mogę śmiało napisać, że był to dla mnie pewnego rodzaju debiut jeśli chodzi o tego typu obiekty w pełnej klasie i już mam ochotę na więcej. Nim się obejrzałem 28x110 na drugim statywie była już cała zaparowana, a chłopaki stali z suszarką przy teleskopie, aby wygrać walkę z wilgocią. Mnie niestety ona pokonała, do tego krążące cirrusy nie dawały już nadziei na lepsze warunki, w związku z czym spakowałem sprzęt i wróciłem do domu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  2. 28.06.2021 (godz. 23:30), Maksymilianów Tej nocy zupełnie niespodziewanie znalazłem się w innej niż dotychczas lokalizacji jeśli chodzi o obserwacje astronomiczne. Na giełdzie pojawiła się lorneta APM 28x110, a że znajdowała się w tym samym województwie udało mi się spotkać z Tomkiem (jej ówczesnym właścicielem) mniej więcej w połowie trasy, aby na własne oczy przekonać się co może pokazać taka dwururka. Na spotkanie jechałem bez żadnego konkretnego nastawienia, chciałem po prostu spojrzeć przez parametr, który dla lornetki prostej jest już powiększeniem w zasadzie maksymalnym. Wieczór był wyjątkowo ciepły, a na niebie spektakularnie towarzyszyły nam przez cały czas obłoki srebrzyste. Rozstawiliśmy się przy bocznej drodze. W zasięgu wzroku było kilka zabudowań, ale nie chcieliśmy tracić więcej czasu na poszukiwania lepszego miejsca. Zresztą mapa wskazywała SQM na wartość około 21.32, także były to już naprawdę przyzwoite warunki. Na obserwacje wybrałem się przede wszystkim z ciekawości, wiedziałem, że to dość kapryśna lorneta i może miewać swoje nastroje jeśli chodzi o kolimację. Jednak urzekła mnie ona już od pierwszego spojrzenia. Widok mgławic w Strzelcu w zasadzie przesądził o decyzji. Ku mojemu zdziwieniu sprzęt dawał piękny nierozdwojony obraz, wystarczyło tylko odpowiednio ustawić okulary pod swój rozstaw oczu i delektować się widokiem. Mgławica Laguna, Trójlistna Koniczyna, Omega, Orzeł, M13 w Herkulesie, M11 Dzika Kaczka, czy też Chichoty w Perseuszu - to tylko niektóre klasyki, które tej nocy odegrały pierwsze skrzypce. Gwiazdy były punktowe jak szpilki, a kolory Albireo w Łabędziu po prostu iskrzyły jak soczyste owoce z ulotki. Lornetę męczyłem przez ponad dwie godziny. Czułem, że rzuciła na mnie swój urok, dawała widoki zbliżone do refraktora SW 120/600, tylko że dwuocznie. Można powiedzieć, że to niewielki teleskop spakowany do formatu lornetki, wymiatacz DSów podczas spontanicznych wypadów o każdej porze roku. Na deser delektowaliśmy się widokiem wschodzącego Księżyca, Saturna oraz Jowisza. Gazowe olbrzymy prezentowały się w zupełnie innej perspektywie. Nie były to już tylko jasne lornetkowe punkty, lecz planety, na których można było z łatwością dostrzec pierścienie, czy też pasy. Podejrzewam, że przy dobrych warunkach można będzie się pokusić o jakiś większy detal. Noc trwała w najlepsze, zegar pokazywał już wtorek, ale powrót tym razem nie był najkrótszą trasą. Po krótkiej negocjacji zupełnie nieplanowanie lorneta wróciła ze mną do domu dopełniając jako brakujące ogniwo lornetkowy zestaw do obserwacji astronomicznych. Czuję, że parametr 28x110 zostanie ze mną na dłużej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  3. Cześć i czołem, na sprzedaż mam lornetkę z tytułu. Kupiłem ją w kwietniu, a zatem stan jest jak nowy. Lornetka nie ma śladów użytkowania oraz zarysowań. W zestawie mam opakowanie, oryginalne pudełko oraz wszelkie dokumenty zakupu. CENA: 440 do negocjacji
  4. 11.06.2021 (godz. 00:20), Folwark Sulejewo Tej nocy po udanej obserwacji rejonów Strzelca i Skorpiona postanowiłem przyjrzeć się widoczności obiektu Eastern Veil Nebula w niewielkiej lornetce Delta Optical Extreme 10x50 ED. Pamiętam jak jeszcze rok temu podczas jednej z wrześniowych sesji obserwacyjnych byłem zauroczony jej widokiem w tej samej lornetce, ale z użyciem filtrów Baader UHC-S. Tym razem już ich nie miałem, ale na miejscu był do dyspozycji jeden filtr UHC Explore Scientific, którego mogłem użyć chociaż na jeden obiektyw. Wycelowałem w gwiazdozbiór Łabędzia, a po chwili odnalazłem kilka gwiazd obok których zlokalizowany jest Veil. Z założonym filtrem UHC na lewy obiektyw spoglądałem raz jednym, raz drugim okiem. Różnica była znacząca. Obiekt był od razu widoczny z użyciem filtra na wprost bez konieczności zerkania. Bez niego niestety nic nie dostrzegłem. Widoczność potwierdziła na miejscu jeszcze jedna osoba, która swoją drogą posiadała identyczną lornetkę. O ile mgławica Eastern Veil Nebula była widoczna, tak „Miotła Wiedźmy”, czyli Western Veil Nebula pozostawał tym razem poza zasięgiem. Minęło jakieś 30 minut, niebo zrobiło się naprawdę przyzwoicie ciemnie. Znów spojrzałem w tą samą okolicę, ale już bez żadnego filtra i ku mojemu zdziwieniu wyłapałem metodą zerkania delikatne pojaśnienie tła. Trochę nie wiedząc, czy to moja wyobraźnia, czy też faktyczna widoczność mgławicy poprosiłem o spojrzenie przez kolegę obok - po chwili potwierdził, że Veil Wschodni jest widoczny bez filtrów. Co więcej, udało się także wyłapać zatokę w obiekcie Ameryka Północna w pobliżu. To tylko dało nam do zrozumienia, że tej nocy mieliśmy znakomitą przejrzystość powietrza. Takie warunki zdarzają się naprawdę rzadko, tym bardziej podczas czerwcowych, jasnych nocy. Następnego dnia stało się to czego się obawiałem. Zacząłem szukać filtrów. W planie było kupno „sezonowych” tanich filtrów UHC Svbony od sprzedawcy z dalekiego wschodu, a skończyło się na dwóch sztukach Orion UltraBlock, które czekają teraz na dogodne warunki do obserwacji. Co więcej pokusiłem się o „nakładkę” Bino Bandit odcinającą poboczne światła. Tak naprawdę to zwykły kawałek materiału, ale potrafi zwiększyć mocno komfort obserwacji, gdy w pobliżu znajduje się jakieś dodatkowe źródło światła. Podsumowując - Veil wschodni w 10x50 bez filtrów zaliczony. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  5. 10.06.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Czerwcowe obserwacje mają swój urok. Pomimo tego, że zaczynają się białe noce jest coś magicznego w spoglądaniu na letnie konstelacje. Przyjemna temperatura, wschodzące gazowe olbrzymy, czy też dźwięki wieczornego lata z szczekającym psem sąsiada w oddali. Te wszystkie elementy tworzą naprawdę klimatyczną kompozycję. Tego dnia do obserwacji zachęciła mnie zachodząca Wenus. Wysoko zlokalizowana tuż po zachodzie słońca dała sygnał niczym latarnia, że to będzie dobra noc. Zaopatrzony w lornetki 10x50 i 15x70 udałem się na miejscowy „folwark”. Finalnie na miejscu byliśmy w cztery osoby, a cel był jeden - zobaczyć jak najwięcej w konstelacji Skorpiona i Strzelca. Pierwsza do boju została wystawiona lornetka 10x50. Jej priorytetowym zadaniem było rozdzielenie dwóch składników gwiazdy Acrab w górnej części gwiazdozbioru Skorpiona. Stabilizacja statywu miała tu kluczowe znaczenie. Dzięki eliminacji drgań udało się odseparować mniejszy składnik od strony północno-zachodniej. Separacja była jednak na tyle mała, że gdybym o niej nie wiedział to bym ją z pewnością przeoczył. Później lornetka 15x70 tylko potwierdziła widoczność dwóch składników w pełnej klasie. Pozostając przy 10x50 wycelowałem na ślepo w okolice Strzelca. Ku mojemu zdziwieniu w polu widzenia znalazły się od razu dwa bardzo duże i jasne obiekty. Pierwsze co pomyślałem - Mgławica Laguna. Jednak spojrzenie przez bardziej doświadczonego kolegę i analiza sąsiednich gwiazd w aplikacji SkySafari dały jasno do zrozumienia, że mamy tutaj do czynienia z urzekającą Mgławicą Omega nad którą górowała równie jasna Mgławica Orzeł. Obydwa obiekty oznaczone jako M17 i M16 były bardzo dobrze widoczne w jednym polu widzenia. Wyraźne, jasne, charakterystyczne. Detali oczywiście nie można było wydobyć, ale nie to jest celem lornetki o takich parametrach. Nieco niżej dostrzegalna była także gromada otwarta M18. Znając już lokalizację, w której się znalazłem zjechałem nieco niżej na południowy-wschód przecinając dość sporą gromadę M24, aż dotarłem do głównego celu tej nocy. Oczom ukazała się jedyna w swoim rodzaju Mgławica Laguna. Widok, który można śmiało porównać do M42 w Orionie podczas zimowych sesji obserwacyjnych. Mgławica Laguna, czyli M8 to obiekt majestatyczny o sporych rozmiarach. Przy dobrej lokalizacji i warunkach widoczny nieuzbrojonym okiem. Takim obrazem można się delektować przez długi czas. Nieco powyżej, ale cały czas w tym samym polu widzenia zlokalizowana jest kolejna Mgławica, tym razem M20 znana jako Trójlistna Koniczyna, a zaraz obok gromada otwarta M21. Czas na nieco większy kaliber - jako działo załadowałem lornetkę 15x70. Schodząc do gwiazdy Lambda Sagittarii namierzyłem M28. Niewielka, ale dobrze widoczna „kulka”. Następnie odbiłem do M22 - łatwa do zlokalizowania, będąca zarówno jedną z najjaśniejszych i najbliższych Ziemii gromad kulistych. Gdyby nie jej niskie położenie i niezbyt korzystna widoczność z naszego rodzimego podwórka, byłaby obiektem do obserwacji znacznie lepszym niż M13 w Herkulesie. Na chwilę zawróciłem do Skorpiona, aby potwierdzić widoczność M4, po czym raz jeszcze zajrzałem do mgławic w Strzelcu. Przeczesując kolejno jeden obiekt za drugim strzelałem w emki lornetką 15x70. Tym razem były jeszcze lepiej widoczne i wyraźne, można było wyłuskać pewne subtelne detale. Gwiazdozbiór Strzelca to prawdziwa skarbnica DSów. Niestety ze względu na swoje położenie konieczny jest dostęp do ciemnego, niezaświetlonego nieba z dobrym i niezasłoniętym widokiem na południe. Nawet jeśli wymaga to przejechania dłuższej drogi w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji - zapewniam, że naprawdę warto. Ewentualne zmęczenie zostanie wynagrodzone przez niezapomniane widoki, które zapadną w pamięci na wiele lat. Tej nocy spoglądaliśmy także na Mgławicę Welon w Łabędziu, ale o tym już w kolejnej relacji… c.d.n. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  6. W celu uporządkowania moich relacji obserwacyjnych otwieram temat , do którego będą trafiały wszystkie "lornetkowe poczynania". Lornetki do obserwacji używam zdecydowanie rzadziej niż teleskopu, ale od kiedy mam sprzęt , który mogę wyostrzyć na gwiazdach poznałem zupełnie inny sposób zachwycania się pięknem wszechświata. 11.05.2021 - N Cas 2021 ( nowa w Kasjopei ) Dla kogoś kto nie interesuje się astronomią byłaby to zwykła gwiazda jakich wiele. Ja siedząc sobie przy otwartych drzwiach balkonowych podziwiałem efekt niewyobrażalnej eksplozji. Wciągającym zajęciem jest próba oceny jasności nowej. Analiza otaczających ją gwiazd w programie Stellarium to lepsze niż jakiś serial w Netflix 🙂
  7. 10.05.2021 (godz. 22:30), Folwark Sulejewo Po dość deszczowej i chaotycznej końcówce kwietnia nadeszło długo oczekiwanie rozpogodzenie. Obserwując prognozy dzień po dniu można było przygotować wcześniej sprzęt i w zasadzie dobrze zaplanować obserwacje. Jak to bywa - nic z tych rzeczy. O tyle dobrze, że chociaż prognozy się sprawdziły. Niebo tego wieczoru było bezchmurne, więc zaopatrzony w lornetkę 15x70 dotarłem na Folwark. Jeśli w Sulejewie nie masz gdzie zaparkować auta, to wiedz że na miejscu jest już spora reprezentacja gwiezdnych maniaków. Tak właśnie było tym razem. Chłopaki testowali nowe nabytki, w tym nasadki bino z 10 calowymi Newtonami w najróżniejszych kombinacjach. Ja rozstawiłem swój statyw z lornetką i wycelowałem w Triplet Lwa. Wszystkie trzy galaktyki bez problemu widoczne, oczywiście NGC 3628 nie tak wyraźna jak M65 i M66. Obiekty przepięknie mieszczą się ze sporym oddechem w polu widzenia 15x70. Rys. 1. M65, M66 i NGC 3628 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Będąc w tej okolicy zaliczyłem jeszcze NGC 2903 przy głowie Lwa. Przelatując przez obiekty w Warkoczu Bereniki i przecinając konstelację Wolarza dotarłem do Herkulesa i majestatycznej M13. Wyraźna gromada aż iskrzyła swoją jasnością. Klasyczny obiekt zarówno dla lornetki, jak i teleskopu. Nie można było tutaj zapomnieć jeszcze o M92, już nie tak zjawiskowa jak poprzedniczka, ale bez problemu dostrzegalna. Rys. 2. M13 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Skoro wiosna, to czas na Pannę i Sombrero. Galaktyka M104 pomimo niskiego położenia była dobrze widoczna i wyraźna. Udało mi się ją dostrzec także w lornetce 10x50, jednak to w 15x70 wyglądała zdecydowanie lepiej. Wyraźny podłużny kształt, którego nie idzie przeoczyć, czy pomylić. W tym samym polu widzenia asteryzm Stargate. Gwiezdne Wrota, aż zachęcały by się w nich zanurzyć. Rys. 3. M104 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Skoro o asteryzmach mowa, to spojrzałem także na żaglówkę w konstelacji Małego Lwa. Wyraźny i charakterystyczny kształt łódki z żaglem, niestety obrócony o ponad 45 stopni, ale i tak cieszy oko. Rys. 4. Asteryzm żaglówka widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Tej nocy nie miałem jednak już weny na bardziej wyszukane obiekty. Aż do wyjazdu błąkałem się po niebie skanując najróżniejsze fragmenty nieba bez większego celu. W międzyczasie spojrzałem jeszcze na kilka obiektów przez bino w Newtonie u chłopaków, a Polaris w swoich 8 calach zaprezentował widoczność gromady NGC 5053, co tylko rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące jej dostrzeżenia (a raczej braku) w lornetce 10x50 podczas ostatnich obserwacji. Tego wieczoru nie była widoczna również w 15x70. Na koniec zaliczyłem jeszcze bardzo dobrze widoczną Nova Cas 2021. Trzeba przyznać, że faktycznie wyróżnia się jasnością pośród sąsiednich gwiazd. Następnie do końca pobytu zachwycałem się niebem już bez lornetki, od czasu do czasu robiąc pamiątkowe zdjęcia telefonem. Obserwacje można uznać zdecydowanie za udane, do tego w doborowym towarzystwie. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  8. 08.06.2021 (godz. 22:50), Mosina Obserwacje w czerwcu przed godziną 23 w zasadzie nie mają sensu. Niebo jest jeszcze na tyle jasne, że jedyne co można by było obserwować to Księżyc i planety. Po rozstawieniu sprzętu musiałem odczekać jeszcze dobre 30 minut, aby dostrzec cokolwiek z DSów. Na rozgrzewkę skanowałem okolice Łabędzia przy pomocy 15x70. Pomimo dość średnich warunków postanowiłem zapolować na Veila wschodniego bez użycia filtrów. Zadanie dość trudne jak na miejskie i rozświetlone niebo. Po kilkunastu minutowej adaptacji wzroku i odcięciu od jakichkolwiek bocznych źródeł światła zacząłem wpatrywać się w okolice mgławicy. Tkwiłem tak ponad 5 minut ani razu nie odrywając oczu od obiektywów lornetki. Próba okazała się niestety bezskuteczna. Zerkanie nie pozwoliło w tych warunkach wyłuskać jakiegokolwiek pojaśnienia. Chwilę przed północą do obserwacji dołączył do mnie znajomy, który dopiero co nabył lornetkę Delta SkyGuide 15x70, po czym przenieśliśmy się ze sprzętem na pobliską polanę odciętą od osiedlowych świateł. Tego wieczoru postanowiliśmy porównać widoczność tych samych obiektów używając naszych dwóch lornetek. Padło kilka klasyków jak M13, M3, czy też M53. Delta Extreme ED 15x70 pokazała DSy nieco bardziej wyraźnie, jaśniej, same gwiazdy były bardziej punktowe, do tego pole widzenia było trochę większe niż w SkyGuide. To potwierdza już znaną opinię, że podane przez producenta parametry dla SkyGuide są minimalnie przekłamane. Z drugiej strony lornetka jest prawie 800 zł tańsza od używanej przeze mnie Delty Extreme. Nie mniej jednak SkyGuide jest solidnie wykonana i sprawia dobre ogólne wrażenie. Do tego egzemplarz trzymał dobrze kolimację i był w komplecie z gustowną walizką do transportu. Po kilku testach wycelowałem we wschodzące letnie konstelacje. Na początek Mgławica Hantle, czyli M27 w gwiazdozbiorze Liska. Obiekt znakomicie widoczny, z charakterystycznym zarysem, do tego dość spory w ciekawej perspektywie. Rys. 1. M27 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Szukając M27 natknąłem się jeszcze na inny charakterystyczny obiekt. W konstelacji Strzały znajduje się dość wyraźna gromada M71. Jej zlokalizowanie jest bardzo proste. Wystarczy spojrzeć pomiędzy gwiazdy γ Sge i δ Sge. Pierwsza z nich to pomarańczowy olbrzym, najjaśniejsza gwiazda w konstelacji o jasności 3,5 mag. Gromada M71 lśni pomiędzy tymi dwoma ciałami niebieskimi. Rys. 2. M71 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Będąc w tej okolicy koniecznie trzeba spojrzeć na asteryzm o nazwie Wieszak oznaczony jako Collinder 399. Ta znajdująca się w gwiazdozbiorze Liska grupa liczy 10 gwiazd, a jej obszar na niebie jest większy niż Księżyc w pełni. Rys. 3. Asteryzm Wieszak widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie powędrowałem do Lutni, aby odwiedzić Double Double, czyli Epsilon Lutni będący podwójnym układem podwójnym. Nieco niżej widoczna była jako bardzo mały punkt Mgławica Pierścień. M57 była zdecydowanie lepiej zauważalna metodą zerkania. Patrząc na wprost nieznacznie zanikała. Na zakończenie sesji obserwacyjnej odwiedziłem Łabędzia, a dokładniej gwiazdę Sadr i obiekt M29. Całe pole widzenia lornetki 15x70 wypełniała niezliczona ilość gwiazd. Sama gromada tworzyła dość charakterystyczny kształt przypominający potworka z uszami po obydwu stronach. Pomimo dość niewielkiej ilości gwiazd w gromadzie widok urzekający. Rys. 4. M29 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Niestety czas pędzi nieubłaganie podczas nocnych wypadów. Wybiła godzina pierwsza w nocy, a gdy niebo zrobiło się już naprawdę przyzwoicie ciemne nastąpił czas na powrót do domu. Tym bardziej że wypadał akurat środek tygodnia, a kolejnego dnia czekała mnie wczesna pobudka. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  9. 11.04.2021 (godz. 22:30), Folwark Sulejewo Tego dnia na obserwacje wybrałem się w ostatniej chwili dzięki wieczornej wizycie na forum. Po informacji, że kilka osób wybiera się w teren zacząłem pakowanie. Tym razem postanowiłem zabrać jedynie lornetkę 10x50, aby delektować się szerokimi kadrami. Na miejscu zjawiłem się ostatni, niebo z każdą minutą robiło się coraz bardziej przejrzyste, tylko na północy coś cały czas się tliło. Rejony południowe i wschodnie były bardzo przyzwoite. Nie czekając ani chwili zacząłem celować obiekt po obiekcie. Na wstępie M3, jasna gromada w gwiazdozbiorze Psy Gończe. Wyraźna kulka o sporej jasności, idealna dla każdej osoby rozpoczynającej przygodę z lornetką. Potem Warkocz Bereniki z obiektami Mel 111, M64 i M53. Przy ostatnim zatrzymałem się na nieco dłużej. Próbowałem dostrzec zlokalizowaną w tym samym polu widzenia NGC 5053. Po kilku minutach wpatrywania się mógłbym stwierdzić, że widzę majaczące pojaśnienie zerkaniem. Poprosiłem Polarisa, żeby spojrzał i potwierdził widoczność obiektu. Niestety najprawdopodobniej była to jedynie gwiazda 9,7 mag granicząca z gromadą. Rys. 1. M53 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie skierowałem lornetkę nieco wyżej w górne obszary konstelacji Psów Gończych. Celem były dwie galaktyki w tym rejonie. Najpierw M63, czyli Galaktyka Słonecznik - bez trudu widoczna, delikatna owalna mgiełka. Można było dostrzec jej nieco podłużny kształt. Rys. 2. M63 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie galaktyka M94, jeszcze bardziej widoczna, o wiele jaśniejsza, lecz mniejsza i bardziej zwarta. Przypominała bardziej gromadę kulistą niż galaktykę. Obydwa obiekty gwiazdozbioru Psów Gończych w lornetce 10x50 były niewielkie, ale łatwo dostrzegalne. Charakteru dodało szerokie pole widzenia, dzięki któremu można było zachwycić się galaktykami z innej ciekawej perspektywy. Rys. 3. M94 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Zachęcony widokiem powędrowałem do M51, M101 i M106. Dwie pierwsze galaktyki dość wyraźne, ostatnia nieco słabsza, ale bez problemu do zaliczenia. Na zakończenie sesji odwiedziłem jeszcze kilka klasyków oraz wznoszącego się Herkulesa z gromadą M13. Tej nocy obserwacje były bardzo udane, temperatura przyjemna i miło było popatrzeć w szerokim polu na rozległe połacie gwiazd wśród wiosennych konstelacji. Klasyczny lornetkowy parametr 10x50 znów pokazał na co go stać pod przyzwoitym niebem. Czekam na więcej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  10. Dziś skromnie, bo tylko dwie. Obydwie bardzo ładne. Ja obserwowałem je 20x60, ale rozdzieli je każda przyzwoita 10x50 czy 12x50. 24 Com STF 1657 5,1/6,3 20" pomarańczowa i niebieska iota Cnc STF 1268 4,1/6,0 31" żółta i biała
  11. Hej. Nabyłem z drugiej ręki lornetkę APM 28X110, rozkolimowaną (wiedziałem o tym i byłem tego świadomy). Mam praragon i kartę gwarancyjną z 2020r więc mam jeszcze rok gwarancji i sprawa niby prosta ale....no właśnie. 1. TELESKOPY.PL - najprostsza droga, wysłać do kolimacji tam gdzie kupiona. Na stronie sklepu i karcie gwarancyjnej jest cała procedura opisana - mają własny serwis. Tylko mam trochę wątpliowści co do "skuteczności" tej drogi akcji serwisowej. Słyszałem o kilku przypadkach gdzie lornetka była wysłana skolimowana przez ww serwis i wracała jeszcze bardziej rozkolimowana, i tak np. cztery razy. Chciałbym bardzo uniknąć takiej straty czasu i nerwów, czy ktoś z kolegów może napisać (potwierdzić/zaprzeczyć)?. 2. APM Teleskopes -nie wiem jak to wygląda od strony grawancji i rękojmi jeśli ominę sklep (oficjalną drogę), to tracę gwarancję? i czy w ogóle można zrobić taki "manewr". 3. Kolimacja z pomocą, któregoś z kolegów lornetkowców z forum. 4. Kolimacja samemu, wg dostępnych informacji i instrukcji - czyli strach ma wielkie oczy, a tak naprawdę nic strasznego nie było, czy tak jest?.
  12. Cześć, ostatnio słyszałem, że opłaca się kupić bardzo dobrą lornetkę, używaną z lat 80/90 bo są one lepsze niz niektóre aktualnej daty. Co o tym sądzicie? Mowa, oczywiści o lornetkach typowo astro 10x50 lub 15x70
  13. 05.04.2021 (godz. 22:20), Mosina (średni czas czytania relacji: 4~5 min) Rzadko kiedy udaje się odbyć dwie sesje obserwacyjne dzień po dniu, tym bardziej w momencie gdy nie przeszkadza Księżyc, a do tego przypada dzień wolny od obowiązków zawodowych. W zasadzie nawet nie przypuszczałem, że tego dnia wieczorem cokolwiek zobaczę - w ciągu dnia co chwilę jedna śnieżna zamieć goniła kolejną, do tego temperatura oscylowała w okolicach zera. Jednak tuż po zachodzie Słońca deszczowy front zaczął odpuszczać co potwierdzały dane z satelity. Z minuty na minutę było widać na niebie coraz więcej gwiazd, a jedynym minusem była arktyczna temperatura i silny wiatr, który stanowczo potęgował uczucie zimna. To jednak mnie nie zniechęciło. Doświadczenie podpowiadało, że po przejściu takiego frontu niebo może być krystaliczne czyste, a lekki przymrozek i wiatr mogły tu bardzo pomóc. Po kilku minutach byłem już na pobliskim stanowisku z lornetką 15x70. Dla przypomnienia - zazwyczaj obserwuję jakieś 200m od własnego „podwórka”. Za plecami od strony północno-wschodniej znajduje się dość spore osiedle wraz z latarniami, jednak od strony południowo-zachodniej rozciągają się jedynie (jeszcze) pola uprawne. Według mapy SQM w tym miejscu to 20.50 mag./arc sec2. Tej nocy nieuzbrojonym okiem widziałem gwiazdy o jasności w okolicy 5 mag, także biorąc pod uwagę miasteczko zlokalizowane jakieś 20 km od Poznania to wynik naprawdę przyzwoity. Dane danymi, ale wieczorne niebo tego dnia było faktycznie nieskazitelnie czyste, a gwiazdy iskrzyły jedna obok drugiej niczym latarnie. Można było się poczuć przez chwilę jak w scenie z filmu science-fiction. Lista obserwacyjna była bardzo krótka - odwiedzić wiosenne konstelacje, maksymalnie kilka obiektów. Tak też zrobiłem, gdyż uczucie zimna doskwierało od samego początku - cała sesja trwała zaledwie godzinę. Zacząłem od M64 w Warkoczu Bereniki - galaktyka wyraźnie widoczna, podłużne delikatnie pojaśnienie. Potem odbiłem w prawo do M85 - tutaj również dostrzegalna jasna plamka, oczywiście o pobliskiej NGC 4394 mogłem tylko pomarzyć. Rys. 1. M64 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Potem skierowałem się do gwiazdozbioru Panny, aby zapolować na galaktykę M60. Zaliczona, pojaśnienie odcinające się od tła, chociaż już nie tak wyraźne. Obszar ten to wręcz skupisko „emek”. Wędrowałem od jednego obiektu do drugiego, ale na dłużej zatrzymałem się przy M49 - światło tej galaktyki po prostu samo wpadało w pole widzenia lornetki. Z tego co można wyczytać jest to druga odkryta galaktyka spoza Grupy Lokalnej. Rys. 2. M49 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Na zakończenie zawitałem kolejny dzień z rzędu do M65 i M66 w konstelacji Lwa, a na dopełnienie całej sesji obserwacyjnej potwierdziłem widoczność (z dnia wcześniejszego) obiektu NGC 2903 - tym razem był jeszcze bardziej wyraźny co mnie ucieszyło. Rys. 3. NGC 2903 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Jak widać dobra lornetka 15x70 to znakomity sprzęt nie tylko do obserwacji wyraźnych i rozległych gromad otwartych, ale także przyzwoite narzędzie do delikatnych galaktyk w postaci mgiełek. Trzeba tutaj jednak pamiętać, że przy obserwacjach tego typu obiektów przez lornetkę nie chodzi o studiowanie struktury i detali, a jedynie o możliwość dostrzeżenia ich w szerokim, bogatym w gwiazdy polu widzenia. Na zakończenie pamiątkowa fotka wykonana telefonem z miejsca obserwacji z zachodzącym w tle Orionem : ) Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  14. 04.04.2021 (godz. 22:00), Mosina Film „Kontakt” na bazie powieści Carla Sagana o tym samym tytule traktuje kosmos i nieodkryte dla nas światy jako miejsce, w którym ludzka duchowość osiąga zupełnie inny, metafizyczny stan. Nie będę ukrywał - film ten kilkanaście lat temu był dla mnie mocnym i istotnym bodźcem, który pchnął mnie jeszcze bardziej w fascynujący świat astronomii. Możliwości istnienia innych światów, życia, czy nawet życia po życiu w zupełnie nieznanym metafizycznym dla nas stanie to tylko niektóre tematy, dzięki którym ogień ciekawości i głód wiedzy nigdy nie wygasł. Tego dnia moje obserwacje miały właśnie taki charakter - łapanie fotonów migoczących punktów, ulotnych mgiełek i myśli - czy tam coś jest? Czy tam ktoś jest? Czy kiedyś się dowiemy? A może tam trafimy? Wszystkie prognozy zapowiadały na wieczór pogodne niebo i tak też się stało. Tym razem nie udałem się do Sulejewa, a zaryzykowałem obserwacje z własnego podwórka. Było warto. Nie planowałem długiej listy obiektów, zaledwie kilka podstawowych, bez większego wyzwania. Zaopatrzony w lornetkę 10x50 do ręki i 15x70 na statywie wycelowałem od razu w wiosenne konstelacje. Najpierw skierowałem obiektywy w stronę Warkocza Bereniki. Tam czekał już na mnie majestatyczny obiekt Mel 111. Gromada otwarta składająca się z kilkudziesięciu gwiazd. Swój urok pokazuje dopiero w małych lornetkach. Pole w 15x70 jest zbyt ciasne, zdecydowanie lepiej gromada wygląda w 10x50. Po chwilowej adaptacji wzroku obiekt mogłem bez problemu obserwować nieuzbrojonym okiem. Ilość wylewających się gwiazd powodowała nostalgiczne wspomnienia, przebłyski z ubiegłych lat, powrót do młodzieńczych czasów kiedy to w ciepłą wiosenną noc obserwowałem niebo przy jeziorze leżąc na pomoście bez większego zastanawiania się co właściwie obserwuję. Rys. 1. Mel 111 widoczne w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Operując lornetką 15x70 na statywie zawróciłem do Arktura i odbiłem nieco w górę, aby przyjrzeć się puchatej kulce M3 - widoczna niczym zimowa śnieżka na rozgwieżdżonym nieboskłonie. Następnie powróciłem znów do Warkocza Bereniki, aby zobaczyć M53 - tutaj oczywiście bez niespodzianek, obiekt widoczny bardzo wyraźnie w pięknym otoczeniu rozmaitych gwiazd. Wykonując delikatny ruch w górę zapolowałem na M64. Galaktyka zwana Czarne Oko poddała się od razu - widoczne bardzo wyraźnie pojaśnienie. Skoro tak ładnie widać ten obiekt to może uda się zobaczyć coś trudniejszego? Niestety z NGC 4725 nie miałem szans, także kaliber tego formatu już tego wieczoru odpuściłem. Rys. 2. M3 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Rys. 3. M53 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. W pełni okazały Lew zaprezentował pięknie M65 i M66. W tych warunkach trzeciego składnika z Tripletu Lwa, czyli NGC 3628 nie dojrzałem. Przypomniał mi się natomiast obiekt tygodnia NGC 2903, którego wcześniej nigdy nie obserwowałem. Przesunąłem lornetką w okolice głowy króla zwierząt, potem krótki star hopping i jest. Mgiełka, ulotna, lecz widoczna. Potem na chwilę odwiedziłem Hydrę z gromadą M48. Pomimo niskiej lokalizacji nad horyzontem gromada bardzo wyraźna. Rys. 4. M48 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Później były klasyki. M44, M67, czy też pożegnanie z zimowymi konstelacjami z M42 i Plejadami na czele. O tej porze roku lubię spoglądać na Bliźnięta i Woźnicę. Pod względem obserwacji przy pomocy lornetki konstelacje te są wówczas idealnie ustawione, a do tego w mojej lokalizacji tło stanowi wyłącznie ciemne niebo bez żadnej poświaty pobliskich miast. Przy M35 po prostu się rozpływam. Gwiazdy same wysypują się ze środka gromady. Przypominają o sobie co chwilę nawołując i wręcz krzycząc „delektuj się chwilą”. Jednak niezapomnianym widokiem tego dnia był inny obiekt, a w zasadzie 2+1. M36, M38 i asteryzm Kot z Cheshire w jednym polu widzenia. W takim powiększeniu i horyzontalnym, wygodnym położeniu to po prostu klasa sama w sobie. Rys. 5. M36, M38 i kot z Cheshire widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. To widok przy którym można nabrać zupełnie innej perspektywy do otaczającego nas świata, problemów, błahostek. Człowiek zaczyna po prostu zdawać sobie sprawę, jak niewielkim okruchem jest w tym całym kosmicznym spektaklu. Jak nieznaczącym pikselem próbującym odegrać jakąś niby istotną rolę próbuje być. Z drugiej strony zaczynamy się zastanawiać, czy te migoczące punkty, inne odległe i nieznane nam światy to czyjeś miejsce? Czy ktoś lub coś spogląda gdziekolwiek na nas w taki sam sposób jak my? Czasami warto puścić wodze fantazji, zanurzyć się w niemożliwych scenariuszach niczym dziecko. I poza wszelkimi regułami. Poza prawami płynącymi z fizyki i innych nauk - pomarzyć. Ot tak, po prostu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  15. 20.01.2021 (godz. 21:00), Mosina Nie od dziś wiadomo, że najlepsze obserwacje to te, których nie planujemy. Tak było i tym razem. Pomimo dobrych prognoz na weekend ostatni wypad okazał się wielką klapą - mgła wymieszana ze smogiem, temperatura w okolicach -15 stopni i wilgoć, przez którą zamarzały obiektywy. Tym razem nikt nie zapowiadał bezchmurnej nocy, pogodne niebo pojawiło się nagle, bez zaproszenia i zapewniło jedne z lepszych obserwacji w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Tego wieczoru obecność Księżyca nie przeszkadzała ani trochę, obiekty wpadały do oka bez konieczności zerkania. One po prostu tam czekały, jeden za drugim. Wyposażony w lornetkę Delta Optical Extreme 15x70 ED na statywie Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6 spoglądałem bez najmniejszych problemów na wszystko co było w zasięgu. I przyznam szczerze - nie pamiętam kiedy ostatni raz przerosła mnie ilość dostępnych obiektów - można było obserwować z zachwytem do samego rana. Pomimo miejskiego nieba, gdzie niezbyt często widać gołym okiem Drogę Mleczną tym razem można było dostrzec nie tylko M31, ale także M44, czy NGC 869 i NGC 884 w Perseuszu. Jak na taką lokalizację to naprawdę bardzo dobre warunki. Zacząłem od typowych zimowych obiektów, kolejno obserwacje M41 i M50 w okolicy Syriusza. Obydwie gromady pięknie rozbite na gwiazdki z czego pierwsza z nich zdecydowanie lepiej - bardzo wyraźne i krystalicznie widoczne składniki. Następnie przepiękna para M46 i M47 w Rufie - obiekty widoczne w jednym polu widzenia. Pierwszy z nich bardzo delikatny, drugi wypełniony sporą ilością dostrzegalnych gwiazd. Rys. 1. M46 i M46 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Lecimy trochę niżej - tam niewielka NGC 2362, a wyżej styczniowy klasyk - Zimowe Albireo, czyli 145 CMa - jaskrawa i pięknie ubarwiona para. Przesuwam się bardziej na lewo i pomimo dość niewielkiej wysokości bez problemu widoczna M93. Czas na przejście nieco wyżej do myśliwego. Orion już czeka, a z nim M42 i M43. Widok mgławicy był po prostu obłędny. Jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć tego obiektu dwuocznie w takiej jakości i detalu. Lornetka 15x70 pokazała przepięknie mgławicę, jej charakterystyczne przyciemnienie po lewej stronie i „wąsy” rozciągające się na boki. Rys. 2. M42 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Nieco wyżej widoczny obiekt NGC 1981. Następnie przyszła pora na Pas Oriona, czyli Cr 70. Szybki przeskok do M78 leżącej nieopodal, potem dalej do Cr 69 i jeszcze wyżej do bardzo rozległej gromady otwartej Cr 65. Będąc już przy gwiazdozbiorze Byka zaczaiłem się na M1. Mgławica Kraba widoczna bez żadnego problemu i to wyraźnie jako puchata kulka. Obiekt bardzo łatwy do zlokalizowania. Rys. 3. M1 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Pozostając w tej okolicy trzeba było odwiedzić urokliwe Hiady, czyli Mel 25 oraz NGC 1647 i NGC 1746 - klasyki lornetkowe tego obszaru. Kieruję lornetkę w stronę gwiazdozbioru Bliźniąt, a tam wyraźna M35. Widok bajeczny, gromada ta należy do mojej tzw. checklisty podczas obserwacji o tej porze roku. Ze względu na swoją powierzchnię i jasność stanowi idealny kąsek dla fanów lornetek. Żeby dopełnić zimowego klimatu poleciałem w stronę gwiazdozbioru Jednorożca do NGC 2264, czyli wdzięczny obiekt o nazwie Gromada Choinka. Kawałek dalej NGC 2244 razem z NGC 2238. Czy widziałem Mgławicę Rozetę? I tak i nie. Zapewne bardzo doświadczony obserwator bez najmniejszego problemu tego dnia wyłapałby subtelną różnicę w jasności tła. W mojej ocenie była ona na pograniczu dostrzegalności, bardziej widoczna po prawej stronie co przekonuje mnie, że mogłem ją faktycznie dostrzec. Wymagało to jednak skupienia i wpatrywania się przez dłuższą chwilę. Zachęcony tym widokiem pokierowałem się w stronę IC2177. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w tym rejonie to gromada NGC 2343 i bardzo jasne gwiazdy w najbliższym otoczeniu. Czy tutaj udało mi się dostrzec Mewę? Wydaje mi się, że podobnie jak w przypadku Rozety tak i tutaj obiekt był na pograniczu dostrzegalności - aczkolwiek moje doświadczenie jest w przypadku tego obiektu bardzo małe i przyjmuję, że zadziałała bardziej wyobraźnia niż realny obraz. Widziałem delikatne pojaśnienie przy V700 Mon, co może sugerować Głowę Mewy. Jednak czy lornetka 70 mm jest faktycznie w stanie pokazać ten obiekt? Trzeba będzie zweryfikować ponownie przy najbliższej okazji. Niedaleko obok zostały zaliczone kolejno obiekty NGC 2353, a także NGC 2345. Nadszedł czas na inną partię nieba. Przeszedłem kilkadziesiąt metrów ze sprzętem, aby zaczaić się w mniej zaświetlonym miejscu. Warto było. Najpierw M45. Plejady naprawdę nie potrafią się znudzić. W lornetce 15x70 prezentują się chyba najlepiej. Następnie M37, M36 i M38 wraz Kotem z Cheshire. Chyba każdy przyzna, że to M36 jest najbardziej urokliwą gromadą w Woźnicy jeśli chodzi o lornetkowe pole widzenia. Tej nocy każda z tych gromad była wyraźnie rozbita na gwiazdy. Do tego w szerokim otoczeniu z urokliwym zapasem. Rys. 4. M36 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. W międzyczasie zaliczyłem też M31 i M110, a następnie M33, NGC 752 i już byłem w Perseuszu przy Alpha Persei Cluster, czyli Mel 20. Rzut okiem na pobliską Głowę Demona. Gwiazda Algol tego dnia rozświetlona i bez skazy. Następnie NGC 1342 i powrót do M34 - gromada jarząca się gwiazdami, żywa i kryształowa. Do NGC 1499 nawet nie podchodziłem. Mgławica Kalifornia ostatnio mnie zniechęciła i nie dałem jej tym razem nawet szansy. Pozostając w Perseuszu odwiedziłem dwa położone obok siebie obiekty NGC 1545 i NGC 1528. Mieszczą się ładnie w jednym polu widzenia w otoczeniu jasnych gwiazd konstelacji Perseusza. Czas na przelot do matki Andromedy i żony Cefeusza, czyli Kasjopei. Po drodze minąłem niewielki obiekt Tr2 i zatrzymałem się przy NGC 884 i NGC 869. Chichotki jak zwykle przepiękne. Efekt przestrzenności i trójwymiarowości tej gromady podwójnej w lornetce jest niesamowity. Spoglądałem przez dłuższą chwilę na NGC 869 i jej centralną, jaśniejącą blaskiem część. Następnie skierowałem się obok do gromady otwartej Stock 2, aby dotrzeć w końcu do celu, czyli gwiazdozbioru Kasjopei. Zacząłem od NGC 7789 - delikatnej i subtelnej gromady otwartej. Róża Karoliny to odkryty przez Caroline Herschel wdzięczny obiekt położony między gwiazdami Sigma i Rhio Cassiopeiai. Dzięki temu bardzo łatwo go namierzyć, choć czasami nieco trudniej dostrzec. Rys. 5. NGC 7789 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Odbiłem na moment kawałek dalej, aby przy okazji zobaczyć M52 - oczywiście obiekt widoczny bez problemu. Powracamy do Kasjopei. Najpierw NGC 457 - Gromad Sowa lub ET jak kto woli. Dla mnie zdecydowanie to pierwsze określenie, zawsze widzę tutaj nadlatującego ptaka z wielkimi oczami. Rys. 6. NGC 457 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie rzucająca się w oczy gromada M103 i NGC 663. Obszar ten to znakomity punkt startowy do delikatnego gwiazdozbioru Żyrafy, a dokładniej do dwóch ciekawych asteryzmów. Pierwszy z nich to Kaskada Kemble’a - 20 gwiazd ułożonych w linii prostej z gromadą NGC 1502 na samym końcu. Rys. 7. Kaskada Kemble’a widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Drugi z nich to mniej popularny tzw. Latawiec Kemble’a - oczywisty i niedwuznaczny obiekt w kształcie latającego płótna ze sznurkiem na zakończeniu. Naprawdę warto poświęcić chwilę i odszukać te dwa asteryzmy. Rys. 8. Latawiec Kemble’a widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Na zakończenie zajrzałem do wspomnianego już na początku gwiazdozbioru Raka. Gromada M44 była tej nocy widoczna nieuzbrojonym okiem. Gromada Ul lub jak kto woli Żłobek w lornetce 15x70 pokazała swoją bogatą strukturę niezliczonych gwiazd. Będąc w tej okolicy nie zapomnijcie spojrzeć jeszcze na M67 - również widoczna gromada, chociaż już nie tak spektakularna jak jej poprzedniczka. Rys. 9. M44 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Zrobiło się dość późno, niebo było nadal krystalicznie przejrzyste, a z żadnej ze stron nie nadciągało zachmurzenie. Jak na styczeń przystało chłód zaczął doskwierać, więc uznałem, że na dziś wystarczy - tym bardziej, że zobaczyłem więcej niż mógłbym się spodziewać. Czy ktoś jeszcze mi powie, że lornetka nie nadaje się do obserwacji astronomicznych? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. tego dnia była także koniunkcja Marsa i Urana - oczywiście również zaliczona : ) Zdj. 1. Obserwacje astronomiczne - lornetka Delta Optical Extreme 15x70 ED + statyw Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6. Źródło: Zdjęcie własne.
  16. 11.01.2021 (godz. 21:00), Mosina Rok 2021 pod względem pogody zaczął się dość kiepsko. W zasadzie można powiedzieć, że bezchmurnego nieba przez ostatnie 10 dni nie było. W takich warunkach na wagę złota jest każdy incydent bezchmurnego nieba, nawet gdy od zachodu widać podążającą warstwę kłębiastych przyjaciół. Jak najszybciej chwyciłem w dłoń lornetkę Delta Optical Extreme 7x50 ED i skierowałem wzrok w okolice południowego nieba. Tam czekał już na mnie zimowy akcent, iskrzący i krystalicznie dominujący Syriusz. Gwiazda, która swoim blaskiem potrafi przyćmić całego Oriona. Obserwacje zacząłem od okolic zenitu, czyli trzy gromady w Woźnicy, następnie Plejady, Hiady i Gromada Podwójna w Perseuszu. Czasu jednak nie było zbyt dużo. Zaopatrzony w niewielką lornetkę postanowiłem porozglądać się w okolicach gwiazdozbioru Wielkiego Psa. Położenie dość niskie, do tego w oddali zabudowa skutecznie oświetlająca skrawek czystego nieba. Mimo wszystko stabilność lornetki 7x50 przy obserwacjach z ręki pozwoliła mi nacieszyć się ławicą niezliczonych gwiazd. Messier 50, dobrze znana gromada otwarta w gwiazdozbiorze Jednorożca. Punktem odniesienia jest oczywiście Syriusz, wystarczy jedno przesunięcie pola widzenia i światło gromady wpada bezlitośnie przez obiektywy lornetki. Za pierwszym razem widziałem jedynie delikatną plamkę, jednak po dłuższej adaptacji wzroku puchata mgiełka zaczęła być wyraźna jeszcze bardziej. W szerokim polu 7,5 stopnia obiekt prezentuje się bardzo przyjemnie - inna perspektywa, oddech, zupełnie odmienny kontekst niż w obserwacjach teleskopem. (kliknij, aby powiększyć zdjęcie) Rys. 1. M50 w polu widzenia 7,5° - lornetka 7x50. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Do tej gromady mam pewien sentyment, gdyż był to pierwszy obiekt DS jaki zobaczyłem w życiu, a do tego przez lornetkę. Było to kilka lat temu w bardzo mroźny wieczór przy sporej ilość śniegu. Wyszedłem na pobliskie pole z otrzymaną kilka godzin wcześniej lornetką Nikon EX 10x50. Wycelowałem wtedy w Syriusza i zacząłem błądzić na około. Nagle natknąłem się na jakąś dziwną plamkę. Nie wiedząc kompletnie nic na temat tego jak wyglądają tego typu obiekty w lornetce uznałem, że po prostu widzę niewielką chmur. Jednak ona wcale się nie przesuwała i została tam już na stałe. Jakie było moje zdziwienie kiedy po obserwacjach analizując atlas doszedłem do wniosku, że właśnie przed chwilą widziałem M50. Dziś spoglądając na tą gromadę nie czuję się już jak odkrywca, ale obiekt dalej zachwyca jak za pierwszym razem. Tego dnia Syriusz wskazał mi także drogę do innego pobliskiego obiektu. M47, czyli gromada otwarta w gwiazdozbiorze Rufy. Obiekt bardzo łatwy do zlokalizowania, jednak ze względu na niskie położenie niedostępny dla wszystkich obserwujących z terenów zabudowanych. Główne składniki gwiazdowe doskonale widoczne, gromady nie sposób pomylić, ani pominąć. Pobliskiej M46 nie udało mi się wyłuskać, małe powiększenie oraz dość mocno zaświetlone miejskie niebo zrobiło swoje. Warto jednak udać się w te okolice dla samej M47, gdyż widok gromady w szerokim polu ponownie nadaje jej inny wymiar. (kliknij, aby powiększyć zdjęcie) Rys. 2. M47 w polu widzenia 7,5° - lornetka 7x50. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Nim się obejrzałem chmury znów rozlały się po całym niebie. Może to i dobrze, gdyż temperatura nie zachęcała do dłuższego spoglądania. Pierwsze lornetkowe obserwacje tych obszarów w sezonie mogę jednak uznać za zaliczone. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -)
  17. 30.12.2020 (godz. 21:30), Piła Pełnia Księżyca to chyba najgorszy moment na obserwacje astronomiczne, ale jeśli trafia się pogoda to nawet to nie zniechęca przed spojrzeniem w nocne niebo. Tym bardziej jeśli na stole czeka nowy i dopiero co nabyty sprzęt. Lornetka DO Extreme 7x50 ED musiała do mnie trafić cztery razy zanim zdecydowaliśmy się zaprzyjaźnić na stałe. Pierwsze podejście było w styczniu 2020 roku, finalne natomiast pod koniec grudnia, czyli kilka dni temu. Droga dotarcia odpowiedniego egzemplarza była dość zawiła - zwroty, pomyłki, wymiany. Historia jednak doczekała się happy endu i dziś mogłem przez chwilę spjojrzeć na rozgwieżdzone, choć mocno przytłumione i zaświetlone miejskie niebo. To co podoba mi się najbardziej w modelu 7x50 to wolność obserwacji i stabilny obraz. Po pierwsze lornetka nie wymaga statywu. Leży stanowczo i pewnie w dłoniach, jest dobrze wyważona, ręce się nie męczą, można ją zabrać na tzw. astro spacer po okolicy. Po drugie dzięki przybliżeniu 7x obraz jest na tyle nieruchomy i pozbawiony drgań, że obserwacje stają się naprawdę komfortowe i przyjemne. W porównaniu z modelem 10x50 mam wrażenie jakbym tutaj po prostu płynął po spokojnym oceanie składającyn się z setek gwiazd. Na dokładne testy i opisy tej lornetki przyjdzie jeszcze czas. A co może pokazać taki parametr podczas wieczornego spaceru? Całkiem sporo, pomimo pełni i miejskiego ktajobrazu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że gołym okiem nie widzę nawet Plejad. Słabo majaczyły Hiady, a właściwie tylko jej najjaśniejsza gwiazda, czyli Aldebaran. Wycelowałem lornetkę i rozkoszowałem się widokiem. To co mnie urzekło to widok tej gromady w szerokim polu, o wiele szerszym niż w 10x50. Pole kątowe 7,5 stopnia zaprezentowało obiekt w pełnej klasie pomimo miejskiej scenerii. Plejady jak zawsze urzekły, jednak szybko skierowałem lornetkę ku Orionowi. Tutaj czekał na mnie chyba jeden z piękniejszych widoków dedykowanych dla 7x50, czyli Pas i Miecz Oriona w jednym polu widzenia. Bez przemęczenia wzroku i nadwyrężania barków mogłem cieszyć się tym widokiem przez dłuższy moment. Orion w polu widzenia lornetki 7x50 - wizualizacja. Źródło: Aplikacja SkySafari 6 Po drugiej stronie nieba majaczyła jeszcze dość wyraźnie widoczna gołym okiem Deneb. Przelatując przez gromadę podwójną w Perseuszu zacząłem podążać wzdłuż Drogi Mlecznej do Łabędzia. Pomimo miasta i pełni Księżyca obecne tam mrowie gwiazd po prostu mnie przytłoczyło, niczym miejski migoczący pył rozsiany z każdej strony nocnego nieba. Oczywiście (i co warto zaznaczyć), nie ma co porównywać tego z wiejską scenerią. Jednak zastany tam obrazek udowodnił, że tak naprawdę w każdym miejscu można przez chwilę się zatrzymać i po prostu zachwycić tym co nad nami, wystarczy kawałek bezchmurnego nieba. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -)
  18. 21.12.2020 (godz. 16:30), Krosinko Na ten dzień czekało wielu miłośników astronomii. Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna nadeszła. Można śmiało przyznać, że spora część województwa wielkopolskiego wygrała dziś na loterii. Trafić warunki pogodowe o tej porze roku to naprawdę wielkie szczęście. O tym, że jest spora szansa na widoczność koniunkcji dowiedziałem się już w ciągu dnia spoglądając co jakiś czas na zapisy zdjęć satelitarnych. Jednak im bliżej wyznaczonej godziny, tym szanse nieco topniały, gdyż na południu zaczęły się gromadzić rozległe cirrusy. Spojrzałem przez okno chwilę przed końcem obowiązków - bez zmian, chociaż widoczne prześwity. Pojawiła się nadzieja, tym bardziej że cały wschód, zachód i północ były wręcz czyste. Przygotowałem nieśmiało lornetkę 10x50. Nagle z pokoju obok słyszę wołanie: "Tato, widać Księżyc!" Skoro widać Księżyc to zapewne Jowisza i Saturna również - pomyślałem. Ruszyłem na polowanie. Nie myliłem się. Nieuzbrojone oko pozwoliło dostrzec wyraźnie Jowisza. Gazowe olbrzymy były tak blisko siebie, że światło tego pierwszego wręcz przygaszało Saturna niczym gwiazda podwójna. Spojrzałem przez okno używając lornetki 10x50 - widok był przepiękny. Cztery księżyce galileuszowe w postaci kropek, kulą będąca Jowiszem, a obok Saturn, który nie był punktem, a wyraźnym obwarzankiem. Chwilę później oglądałem ten sam obrazek w lornetce 15x70 na pobliskiej polanie. Planety były już na tyle nisko, że pływająca atmosfera stworzyła pewnego rodzaju filtr. Światło nie oślepiało, a Saturn ukazał delikatnie widoczność swoich pierścieni, co pozwoliło wyłuskać nawet ich ulotne odseparowanie od samej planety, co zdarzyło mi się po raz pierwszy w lornetce 15x. Planety były bajecznie i blisko ustawione obok siebie. Dzieliła je odległość zaledwie około 6 minut kątowych! To naprawdę robi wrażenie! Spoglądałem na tą parę przez dobrych kilkanaście minut. W końcu warstwa zanieczyszczeń na niebie zrobiła się tak duża, że musiałem zakończyć sesję obserwacyjną. Wizualizacja Jowisza i Saturna w polu widzenia lornetki 15x70 Źródło: Aplikacja Stellarium Co ciekawe jeszcze kilka miesięcy temu kupując teleskop myślałem właśnie o tym dniu. Rzeczywistość dość mocno weryfikuje plany i dziś zamiast teleskopu miałem przy sobie niezawodną i zawsze gotową do użycia lornetkę (teleskop zaś stał w pomieszczeniu gospodarczym). Napiszę więcej - wcale nie żałuję tej decyzji. Ktoś zapyta: "Ale jak to? Planety i lornetka?" Oczywiście, że tak. Trzeba być jednak świadomym, że w tego typu obserwacjach nie chodzi o wyłapywanie detali, lecz o kontekst i perspektywę. Dzięki temu mogłem doświadczyć tego zjawiska w zupełnie odmienny sposób, który z całą pewnością zostanie w pamięci na całe życie. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna 2020 - obserwacje lornetką 15x70 Źródło: Zdjęcie własne
  19. 18.12.2020 (godz. 22:00), Mosina Przez ostatnie dni prognozy pogody nie były łaskawe. Przyznaję też, że po prostu przestałem je śledzić. Tymczasem dzisiejsze popołudnie zaczęło się dość obiecująco, chwilę po zachodzie Słońca można było już zauważyć zbliżającą się wielkimi krokami koniunkcję Jowisza i Saturna. Para gigantów wygląda bajecznie już przy obserwacjach nieuzbrojonym okiem, a podręczna lornetka 10x50 tylko podkreśliła ten obrazek ujawniająć dodatkowo zawieszone w przestrzeni księżyce galileuszowe. Wieczorem nieśmiało zerknąłem przez okno. Ku mojemu zaskoczeniu niebo wciąż było pogodne. Jeszcze więcej radości dał mi Orion, który w końcu zaczał być w pełni widoczny z mojego balkonowego tarasu. Kilka minut póżniej stałem już na dworze ze statywem i lornetką 15x70. Temperatura dość niska, odczuwalna jesienna aura, do tego nadchodzącą i odchodzaca naprzemiennie mgła. Jednak mimo to niebo było dość przejrzyste jak na miejskie warunki. Zaczałem od Oriona. M42 klasycznie przepiękna, bez problemu mogłem dostrzec cztery składniki w Trapezie. Poświata mgławicy delikatnie widoczna w polu lornetki, chociaż to nie to samo co pod ciemnym niebem. Następnie przesunąłem się trochę wyżej, a tam Sigma Orionis wyraźnie świeciła ukazując piękno całego układu. Czas na Pas Oriona, który wypełnił całe pole widzenia i pozwolił na płynne przejście do M78 widocznej zerkaniem. Później kolejno trochę przeskakiwanie. Plejady, Hiady, NGC 1647, NGC 1746 i poszukiwania M1 przy Zeta Tauri. Nie jestem pewien, czy widziałem zerkaniem Mgławicę Kraba - może to tylko wyobrażnia, a może faktycznie tam była? Pozostając w tym obszarze zjechałem nieco niżej do rozległego obiektu jakim jest Collinder 65. Obfity w gwiazdy pozwolił nacieszyć oko przez dłuższą chwilę. Czas na Woźnicę. Tutaj znów klasycznie M37, M36 i M38. Szybkie przejście do konstelacji Bliżniąt i M35 już na widelcu - zjawiskowa, wyraźnie rozbita gromada. W tym momencie dostrzegłem już znakomicie widoczny Trójkąt Zimowy. Syriusz wznosi się coraz wyżej, a niedaleko Procjon przypomniał mi, że czas na konstelację Jednorożca. Wystartowałem od gwiazdy Alhena w Bliżniętach i już kilka sekund później dostrzegłem świąteczny klasyk - NGC 2264 w pełnej okazałości. Gromada Choinka niczym ozdobiona światełkami błyszczała z każdej strony. Jeśli jeszcze jej nie widzieliście to naprawdę polecam. W lornetce 15x70 prezentuje się zjawiskowo. Źródło: Sky Safari 6 Kiedy tylko nacieszyłem oko świątecznym drzewkiem skierowałem się nieco niżej do Mgławicy Rozeta. Tutaj widoczna tylko centralna część, czyli gromada NGC 2244. Jednak już teraz nie mogę się doczekać wyjazdu z filtrami pod ciemne niebo. Oby jak najszybciej! Nim się obejrzałem znów nadciągnęła mgła, która tym razem skutecznie pogoniła mnie do domu. Dzisiejsze obserwacje poraz kolejny uświadomiły mi, jak łatwo dostępne, a zarazem ciekawe może być niebo przez lornetkę. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt minut, aby móc zajrzeć w głąb nocnego nieba podczas zupełnie spontanicznych wieczornych obserwacji. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -)
  20. Słowem wstępu - od czasu do czasu zdarza mi się skrobnąć relację z obserwacji. Dotychczas tekst lądował zawsze w wątku, w którym z ekipą umawiamy się na spotkania, przez co po chwili ginie on pośród pozostałych postów. Postanowiłem więc wydzielać relacje z obserwacji do oddzielnych wątków pod szyldem "Szepty kosmosu", może dzięki temu trafią one do szerszego grona. 15.09.2020 (godz. 22:00), Sulejewo Folwark (Poznań) Wczorajsze warunki nie należały do najgorszych. Można było jednak zauważyć wpływ ciepłych mas powietrza na widoczność, więc z planetami dość słabo, ale gromady prezentowały się bardzo przyzwoicie. Jak na środek tygodnia na placu boju liczna ekipa, łącznie 5 osób i do dyspozycji sprzęt: GSO 8", GSO 10", SW Flex 10", Taurus 13", Nikon EX 10x50, Delta Extreme 10x50 i Delta Extreme 15x70. Tym razem wybrałem się wyłącznie z lornetkami Delta 10x50 i 15x70, dawno ich nie używałem, dlatego też sesja obserwacyjna sprawiła mi sporo frajdy i pozwoliła spojrzeć z nieco szerszej perspektywy na wrześniowe niebo. Na pierwszy ogień poszła para Mizar i Alkor w Wielkiej Niedźwiedzicy, w 15x mogłem bez problemu rozdzielić Mizara na dwa składniki A i B. Potem kadr przeniosłem na M81 i M82, po czym przeskoczyłem do M13 w Herkulesie. Obiekty widoczne wyraźne. Jako, że Orzeł jeszcze dość wysoko na niebie, skierowałem się w jego dziób i potem do Tarczy, aby zobaczyć Gromadę Dzika Kaczka. Pozostając w tych rejonach nieba skierowałem lornetkę trochę wyżej w stronę gwiazdy Altair, a następnie do Tarazed. Potem nieco w prawo, aby zapolować na dość ciemny obiekt jakim jest Mgławica E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Wczorajsze warunki nie były spektakularne, ale zerkaniem mogłem dostrzec w lornetce 15x70 delikatne pociemnienie z zamierzonym kształtem, co pozwoliło uznać ten obiekt za zaliczony. Po chwili przerzuciłem się w rejony nieba położone na północy i wschodzie. Klasycznie mogłem bez problemu zobaczyć Galaktykę Trójkąta i NGC 752 znajdującą się obok, Andromedę, Chichoty, Stock 2, Owl Cluster (dla mnie to wciąż lecąca Sowa, a nie stwór E.T.) i M103. Dość sporo czasu spędziłem w okolicach Kasjopei, dawno tam nie zaglądałem z lornetką, mogłem na spokojne delektować się widokiem na dwoje oczu przemierzając bardziej i mniej znane obszary tego rejonu nocnego nieba. Jako, że wczoraj przypadał światowy "dzień kropki" - o czym przypomniał mi syn wracając z przedszkola - postanowiłem zapolować na Urana i Neptuna z lornetką 15x. Wspomagając się aplikacją SkySafari bez problemu szybko je odnalazłem w polu widzenia. Neptun, który kilka dni temu był w opozycji znajduje się obecnie w okolicach Wodnika. Widać było wyraźne błękitne zabarwienie kropki w okolicach innych gwiazd. Dość łatwo można go wyszukać kierując się na lewo od gwiazdy φ Aquarii. Neptun tworzy tam obecnie trójkąt równoboczny z innymi gwiazdami i stanowi jeden z wierzchołków figury. Z Uranem było nieco trudniej, krążyłem chwilę nad ogonem w konstelacji Wieloryba, ale w końcu go upolowałem. Odcień cyjankowy zdradził jego pozycję. Z ciekawości spojrzałem jeszcze na dwie inne kropki - Marsa i Jowisza. Tutaj oczywiście bez żadnego detalu, ale Mars to już widoczna "kula". Jowisz za nisko, natomiast Saturn z wyraźnym kształtem sugerującym obecność pierścieni. Niedługo potem widać było już ładnie Plejady i wznoszącą się Kapellę z Woźnicą. Niestety próby dostrzeżenia gromad bez skutku - przeszkadzało drzewo. Na zakończenie na statyw wrzuciłem 10x50 i spoglądałem w te same okolice. W szerszym kadrze te same obiekty nabierają zupełnie innej perspektywy. Gromada Alpha Persei Cluster (Melotte 20) w Perseuszu jak zawsze spektakularna - wygląda idealnie w przybliżeniu od 7x do 10x. Wschodzące konstelacje jesienno-zimowe przypomniały nam, że za chwilę północ, a rano trzeba wstać, także wszyscy po kolei rozjechaliśmy się we własnym kierunku. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) ps. kilka pamiątkowych zdjęć z telefonu:
  21. Ja wiem, że to wygodnictwo z mojej strony. Do planet potrzebny jest specjalistyczny sprzęt – odpowiedni teleskop, filtry a także stanowisko obserwacyjne z dala od nagrzanych budynków zakłócających seeing. Ale ja jestem oportunistą. Mam to, co lubię – lornetki oraz niewielką lornetę kątową i nie zamierzam inwestować w nic innego. Zaś przed moim rozgrzanym balkonem pojawiają się wieczorem jasne planety. Czy mam ich nie obserwować przez mój ulubiony, choć „nieprawomyślny” sprzęt? To było oczywiście pytanie retoryczne. Wczoraj po nieboskłonie chodziły luźne chmury, ale też były łaty czystego nieba. Jeszcze przed zajściem Słońca udało się wypatrzyć Wenus, wkrótce potem Jowisza. Wenus o wiele jaśniejsza, jednak w lornetkach 12x56 i 15x56 to Jowisz ukazał znacznie większą tarczkę. Faza Wenus, około połowy tarczy – nieoczywista w tych warunkach i w tym sprzęcie. Zbyt jasna i zbyt mała, by była wyraźna. Uruchamiam Miyauchi 77 mm, najpierw z okularami 20x, potem także 32x. Łażący cirrus przesłania nieco planetę i ten naturalny filtr pozwala dostrzec wyraźny niewielki półokrąg tarczy Wenus. Widoczność zmienia się dynamicznie lecz zdarzają się momenty, gdy jest naprawdę dobra. Niby po nieboskłonie cały czas coś się snuje, jednak niżej powietrze jest raczej czyste. Teraz Jowisz. Po prawdzie to było na zmianę – raz Wenus, raz Jowisz – lecz dla dobra narracji niech będzie kolejno. Więc tarczka jak groszek przy powiększeniu 12x, niewiele większa przy 15x. Jednak przy 20x już całkiem pokaźna, nie mówiąc o powiększeniu 32x (piłeczka pingpongowa?). Pojawiają się księżyce galileuszowe, wszystkie ustawione w rządek z prawej strony planety. Obraz ewoluuje w miarę ściemniania się i przelotu chmur. W pewnym momencie, przy powiększeniu 15x na tarczce coś się ukazuje. Zaś lorneta 20x77 cierpliwie używana pozwala dostrzec dwa subtelne prążki. Widoczne są momentami, lecz coraz częściej i całkiem oczywiście. Wtykam okulary 32x. Po wyostrzeniu jest jeszcze lepiej. Prążki są widoczne już przez większość czasu, ni to zerkaniem, ni to na wprost – trudno jednoznacznie określić. Delektuję się złotawymi niteczkami pasów, przebłyskującymi na tarczy planety, podziwiam nieczęsty układ księżyców galileuszowych. Oczywiście co raz to zerkam także na królową zmierzchu – Wenus, oraz patroluję prześwity między chmurami w poszukiwaniu boga kupców (i złodziei) – Merkurego. Tego ostatniego nie udało mi się jednak przyłapać ani wczoraj ani dzisiaj, gdy powtórzyłem akcję. Więc oportunizm to chyba nic złego, przynajmniej wtedy, gdy jest rozsądnym dostosowaniem się do okoliczności. Nie tylko ułatwia życie, lecz także potrafi dostarczyć niezapomnianych wrażeń, nawet pomimo nieprawomyślnego sprzętu i miejsca obserwacji.
  22. KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK Postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami z tygodniowego wyjazdu na jedną z Wysp Kanaryjskich. Co skłoniło mnie do napisania tej relacji? No cóż, po bardzo długiej przerwie znowu zobaczyłem gwieździste niebo i mogłem cieszyć się nim choć przez chwilę. Przeprowadziłem dwie krótkie sesje obserwacyjne i pomimo, że obiekty jakie udało mi się zobaczyć można chyba zaliczyć do klasyki klasyk, to jeszcze raz okazało się, że wystarczy lornetka w ręku, mapa i czyste niebo. WOW!! - CZYLI JADĘ NA WYSPY KANARYJSKIE. Wiadomość o wyjeździe spadła na mnie nagle. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że chciałoby się powiedzieć - Jeszcze nie zdążyłem się spakować a już wróciłem. Zaraz po świętach znajomi zaproponowali mi i mojej żonie wspólny wypoczynek na Lanzarote. Termin nieodległy. Trzeba było szybko się decydować bo wylot miał być już 5 stycznia. To zaledwie 10 dni na przygotowania i ogarnięcie wszystkich spraw w domu i w pracy. Nie muszę chyba Wam mówić, że to dość niewiele czasu a jeszcze po drodze był przecież Sylwester. To miał być pierwszy od dłuższego czasu wyjazd zorganizowany całkowicie na luzie. Co to znaczy? To znaczy bez dźwigania ciężkiego plecaka, łażenia po górach tam i z powrotem w górę i w dół oraz wczesnego wstawania. Mieliśmy spać na plaży w namiotach, kolega miał łowić ryby w oceanie, ja wieczorami obserwować niebo a za dnia mieliśmy zwiedzać wyspę. Tak ... to ma sens! Jedziemy! MAŁA REFLEKSJA Jeszcze przed odlotem sprawdziłem jak wyglądała sytuacja z Łysym tzn. Księżycem. Cudownie. Nów wypadał 6 stycznia, czyli prawie ideał. My wylatywaliśmy 5-tego w nocy a więc praktycznie cały okres urlopu był czarny. Przy sprzyjającej pogodzie mogę prowadzić obserwację co wieczór. No dobra, to jeszcze rzut oka na "Light Pollution Map". Konsternacja. Ta mała wyspa wyglądała jak rozświetlona choinka. To nie wróżyło zbyt dobrze, przynajmniej pod względem obserwacyjnym. Trudno, biorę co jest, przecież to nie jest wyjazd stricte astronomiczny, więc czym tu się przejmować? Doświadczenie mówiło mi, że właśnie podczas takich wypadów zaliczałem najlepsze sesje. Cholera! tym razem też tak było. DROGA NA LOTNISKO Dojazd do Pyrzowic zajął nam jakieś 4h. Wylot miał być o 2.45 ale na lotnisku trzeba było się zameldować jakieś 2h wcześniej. Droga obfitowała w całe spektrum jakie może zaoferować zepsuta pogoda. Deszcz ze śniegiem, wiatr a miejscami nawet bardzo śliską nawierzchnię. Dodatkowo jeszcze było ciemno. W głowie krążyły gdzieś myśli o całym tygodniu spędzonym w namiocie z powodu deszczu i złej aury. Nic nie zobaczę i jeszcze zmoknę. Ech.. to chyba standard każdego podróżnika. Na szczęście się myliłem. WYSPA Czyli de facto miejsce obserwacji. Dolecieliśmy szczęśliwie i co Was będę kłamał przywitało nas słońce, bezchmurne niebo i temperatura pow. 20 st. Najlepsze, że to Styczeń!! Lanzarote, bo właśnie tam się wybraliśmy, jest najbardziej wysuniętą wyspą na Pn-Wsch w archipelagu Wysp Kanaryjskich. Jej długość tak na oko to około 60 km a szer. może około 20km. Położenie geograficzne - ( 29°N; 13° 40min. W ). Zamieszczam orientacyjną mapkę poniżej oraz kilka zdjęć. Teren bardzo surowy, miejscami iście marsjański. Dominują stożki wulkaniczne o wys. 100 - 600m i skaliste wybrzeża. Roślinność bardzo uboga i zlokalizowana raczej w terenach zaludnionych. Palmy, winnice, niskie krzaczki i trochę trawy. Co taki kawałek lądu ma do zaoferowania miłośnikowi astronomii przybywającemu w ten rejon świata? Na pewno w pierwszej kolejności wymieniłbym szer. geograficzną. To ponad 22° więcej nieba na Pd niż mamy w kraju. Druga rzecz to oczywiście widoczność aż po horyzont z każdej strony. Trzecia to brak łuny nad oceanem od wielkich miast co skutkuje idealnym odcięciem czerni przy widnokręgu. Czwarta to brak wielkich aglomeracji emitujących zanieczyszczenia i smog do atmosfery. Czyli powietrze powinno być znacznie czystsze. No i na koniec. Możliwość dojazdu praktycznie w każde miejsce. Czy jest to jednak mekka obserwatora tudzież astro-fotografa? No niestety nie. Domyślacie się na pewno co psuje cały efekt? Tak, to rejon typowo turystyczny upchnięty na małej powierzchni. Jest bardzo dużo ośrodków wczasowych a co za tym idzie sporo światła. Łuny widać z każdego miejsca. Nie da się odjechać na tyle daleko żeby to zgubić bo wyspa jest po prostu za mała.Startujące samoloty z włączonymi reflektorami generują dodatkowe lumeny w postaci smug. Wszędzie są jakieś drogi i ścieżki po których kręcą się auta. Wieją tam dość silne wiatry, co też może utrudniać obserwacje. Skąd w takim razie najlepiej patrzeć na gwiazdy? Moim skromnym zdaniem z odległych małych plaż zlokalizowanych z dala od świateł i osłoniętych od wiatru. My właśnie tak wybraliśmy. Wszystkie miejscówki położone wyżej na pewno mają lepszą widoczność, jednak wieje tam mocniej, trudniej się do nich dostać no i widać lepiej wszystkie światła. Orientacyjne położenie Lanzarote. POGODA Nie jestem fachowcem w tym temacie i byłem tam tylko 8 dni. Moja ocena będzie mocno subiektywna. Przez wszystkie dni nie spadła na nas kropla deszczu. Mieliśmy słońce i małe zachmurzenie za dnia. W nocy średnie lub większe zachmurzenie, które wyeskalowało wcześniej. Około 3-4 w nocy niebo potrafi się oczyścić. Nie jest to jednak regułą. Wiatr to ciągły towarzysz ale raczej o średnim nasileniu. Mówię tu oczywiście o miejscach osłoniętych bo są i takie, gdzie zrywa czapki z głów. Szczególnie na wzniesieniach. Temp. w dzień 21°-23° a w nocy 15°-18°. Tak to wyglądało przez cały czas. Nie wiem jak jest w innych miesiącach niż styczeń, ale biorąc pod uwagę że jest to wyspa położona w określonej strefie geograficznej pewne tendencje mogą się stale utrzymywać. PO ZMROKU No i powoli dochodzimy do momentu, w którym należałoby opisać jakość nieba po zmroku. Niestety to chyba jedyny punkt z całego wyjazdu który mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś więcej a dostałem trochę mniej. Ale do rzeczy. Zaliczyłem tylko dwie pogodne sesje z czego tylko jedna z widocznością aż po horyzont. Zasięg gwiazdowy wg. mojej oceny nie przekraczał 5,0 wlk. gw. w zenicie i spadał do 4,5 na wys. około 45° nad horyzontem. M31 widoczna gołym okiem, ale raczej kątem niż na wprost. M33 nie było szans wypatrzeć. Droga mleczna widoczna w postaci jasnej smugi bez wyraźnych granic między obszarami ciemnymi i jasnymi. Tło nieba w najciemniejszych miejscach mocno szare. Po adaptacji oka otoczenie dookoła dość dobrze widoczne. Powiem tak. Niebo nad Lanzarote to praktycznie ta sama jakość czerni co w Polsce na terenach oddalonych o około 30km od średnich miast. Wiem, bo trochę już jeżdżę po świecie i mogłem się przyjrzeć temu zjawisku. Mam możliwość porównania tego w tzw. "realu" a wierzcie mi różnica potrafi być ogromna. Niecałe dwa lata temu widziałem naprawdę czarne niebo na Kaukazie wysoko w górach. Tam jak w środku nocy wyjdziesz na sikanko to nie daj Bóg zgubić latarkę bo do namiotu już nie wracasz. Wszyscy, którzy byli kiedyś na pustyni, w górach albo w innych mocno odludnych miejscach wiedzą o czym mówię. LIGHT POLLUTION MAP - refleksja Po powrocie do kraju z ciekawości zrobiłem sobie małe porównanie w kontekście tego co widziałem a co pokazuje mapa zaświetlenia. Generalnie muszę powiedzieć, że mniej więcej się to zgadza, jednak biorąc pod uwagę zasięg gwiazdowy dwie pierwsze miejscówki powinny odpowiadać raczej klasie 6 wg. skali Bortlea a nie 4 jak podaje LPM. Miejscówka na Kaukazie to prawie klasa 1 bo wynosi 21.98 mag./arc sec2 co dość dobrze oddaje to co widziałem. Zastanawia mnie co może być przyczyną tej rozbieżności? Niestety wydaje mi się, że w pierwszej kolejności to mój wzrok a potem dokładność samej mapy. Dla zainteresowanych zamieszczam mapki. Opisy dotyczą mojej oceny. 1. Park Krajobrazowy Chełmy koło Legnicy. Polska 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - dobrze widoczne nad horyzontem. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,45mag. 2. Lanzarote. Wyspy Kanaryjskie. Pn-Zch. wybrzeże. 1. Droga Mleczna widoczna jako jasna smuga bez wyraźnych struktur. Znika jakieś 30°nad horyzontem od strony zabudowań. 2. Tło nieba ciemnoszare. 3. Otoczenie dość dobrze widoczne. Szczególnie duże kształty. 4. LP - od strony zabudowań dobrze widoczne nad horyzontem. Od strony oceanu brak. 5. Zasięg gwiazdowy max. 5,0 mag. 3. Góry Kaukaz. Okolice Przełęczy Latphari. Ok. 2830 mnpm. 1. Droga Mleczna widoczna bardzo wyraźnie. Widać poszarpane struktury z ciemnymi szczelinami. Wyraźnie się odcina od ciemnych obszarów nieba. Widoczność 180°. 2. Tło nieba smolisto - czarne. 3. Otoczenie ledwo widoczne i wydaje się być oświetlone przez światło z gwiazd. 4. LP - brak. 5. Zasięg gwiazdowy - jeszcze nie sprawdzony. SPRZĘT OBSERWACYJNY Od jakiegoś czasu jestem posiadaczem dwóch lornetek: - Kowa - 8x32 BD - XD Prominar - 7,5° - Fujinon - 10x50 - FMT-SX-2 - 6,5°. OBSERWACJE Obserwacje, jak pisałem, wcześniej, przeprowadziłem podczas 2 sesji, bo tylko tyle miałem pogodnego nieba. Prowadziłem je z wolnej ręki, dwoma lornetkami - j.w., siedząc na kamieniu lub stojąc a czasem nawet popijając miejscową Sangrię. Wszystkie uwagi i spostrzeżenia notowała moja żona, która była ze mną przez cały czas. Dzięki Kochanie. Jako mapy nieba używałem starego atlasu 2000.0 wydanego w 1991r. Było to bardzo sentymentalne przeżycie, bo to opracowanie towarzyszyło mi ponad 20 lat temu kiedy zaczynałem swoją przygoda z astronomią. Wiele obiektów tam zawartych jest niedostępnych do obserwacji lornetkowych, ale ja nie miałem nic innego pod ręką i nie zdążyłem lepiej się przygotować przed wyjazdem. Postanowiłem skupić się na gromadach otwartych, które są dość prostym celem i mimo, że odławiałem łatwiejsze sztuki to przyjemność ich obserwowania w szerokim polu była ogromna. Wpadały w moje sieci jedna po drugiej. Jest godz. 20.30 czasu miejscowego. Niebo tej nocy nad Lanzarote wygląda mocno inaczej niż u nas o tej porze. Orion przewrócony na prawy bok wygląda jakby chciał zamachnąć się na Byka, który leci na niego z góry. Betelgeza i Rigiel są ustawione prawie na jednej linii poziomej. Prostują sie dopiero koło północy. Wielka Niedźwiedzica schowana do połowy w oceanie macha łapą znad horyzontu od Pn-Wsch. Po przeciwnej stronie widać ogon Łabędzia z Denebem. Ptak nurkuje w wodzie. Gwiazdy tych konstelacji u nas świecą sporo jaśniej, tu są jakby przygaszone. Centralnie nad głową mam Andromedę oraz Perseusza i muszę nieźle się wyginać żeby spojrzeć im w oczy. Stoję, patrzę na to i nie wierzę. Jak to się wszystko poobracało! He..he.. jak tak dalej pójdzie to nawet Plejad nie znajdę. Nic nie zobaczę i głodny się położę. Musiałem trochę się przestawić. Tylko 22° na południe i od razu widać że Ziemia jest kulą. 46P/Wirtanen - Znalazłem ją dość szybko chociaż celowałem trochę na czuja. Siedziała kilka stopni na Pd-Zach. od gwiazdy Muscida w Wielkiej Niedźwiedzicy. Lornetka 10x50 pokazała słabą mgiełkę bez konkretnego jądra, jednolitą i pozbawioną jakiegokolwiek halo czy ogona. Jasność całkowitą ocieniłem na słabszą niż M31 i trochę jaśniejszą niż M33 czyli jakieś 4,7mag. Widok nie powalał, ale znowu naszły mnie wspomnienia. Dwadzieścia dwa lata temu obserwowałem kometę Hale¢a-Boppa z okolic podmiejskich. Zdjęcia które wtedy wykonałem z przyjacielem pokazały piękny ogon pyłowy koloru białego i ogon gazowy koloru niebieskiego. Coś fantastycznego. M41 - Okolice Syriusza w Wielkim Psie tego wieczoru nie wyglądały zbyt okazale. Konstelacja była jeszcze stosunkowo nisko nad horyzontem i akurat w pobliżu świateł. Wiedziałem, że gromada jest jakieś 4° na Pd od najjaśniejszej gwiazdy nieba. Lekki ruch ręki w prawo i jest! Naprawdę piękny widok. Miałem możliwość obserwowania gwiazdy i gromady nieomal w jednym polu widzenia, ale nawet w mniejszej lornetce trochę zabrakło. Poszczególne gwiazdy widoczne jako drobniutkie punkciki w kolorze ciepłym, pomarańczowo-żółtym. Jasność całk. odczytana z atlasu to 5,0 mag a średnica 38 min, Obiekt górował około 00.30 czasu miejscowego na wys. 40°. Pomyślałem, że fajnie by było mieć trochę większą lornetkę żeby przyjrzeć mu się lepiej bo jest naprawdę jasny. M38, M36, M37 - Kiedy spojrzałem na Woźnicę zobaczyłem jego wielobok zawieszony około 60° nad Pn-Wsch horyzontem. Kapella była nieco po lewej a Menkalinan i Mahasim były ustawione poziomo obok siebie. Gromady wbijają się lekkim łukiem prawie w środek układu niejako celując w stronę najjaśniejszej Kapelli lecz trochę ją mijając z prawej. Skierowałem tam mniejszą lornetkę i nie miałem żadnego problemu ze stwierdzeniem na co patrzę. Wszystkie trzy wyskakują z tłumu słabszych gwiazd i teoretycznie mieszczą się w 7° polu widzenia. Nie jest to jednak komfortowe patrzenie, bardziej gimnastyka obserwacyjna, ale dwie na raz to już zupełnie inna bajka. Ogólnie rzecz ujmując wyglądają jak drobniutkie ziarnka jasnego pyłu skoncentrowane wokół swoich środków. Nie muszę chyba dodawać, że stałem tak dobrych kilka minut gapiąc się urzeczony ich widokiem. Dopiero po chwili przeanalizowałem sytuację. Pierwsza z nich M38 wydała mi się największa a poszczególne gwiazdy tylko lekko widoczne. Środkową M36 oceniłem na najmniejszą, bardziej zwartą i jaśniejszą niż poprzednia. Ostatnia w kolejności M37 była jak dla mnie większa niż M36 i mniejsza niż M38. Miała najbardziej zwarte jądro oraz składniki najtrudniej dostrzegalne. Kolorystyka wszystkich gromad zdawała się być taka sama. Jasno-biała i raczej bez konkretnego zafarbu. Rano zerknąłem do atlasu na informacje w tabelach. M38 - jas. całk 7.0mag , śred. 21min. M36 - jas. całk 6.5mag , śred. 12min. M37 - jas. całk 6.0mag , śred. ? - Wikipedia podaje 24min. NGC 1647 i NGC 1746 - Między rogami Byka znajdują się następne dwie ciekawe gromady, które bardzo łatwo można namierzyć przez lornetkę. Pierwsza leży trochę na lewo od Aldebarana tzn. jakieś 3° na Pn-Wsch. a druga nieco dalej w kierunku gwiazdy Elnath. Mój atlas podaje jas. całk. 6.8 mag. i 45min. dla NGC 1647 oraz jas. całk. 6.0 mag. i 42min. dla NGC 1746. Obydwie są bardzo rozległe, co faktycznie dobrze widać, słabo skupione oraz mają dobrze widoczne składniki. Mimo to muszę powiedzieć, że co do ich średnicy to zdawało mi się, że to NGC 1746 jest bardziej rozległa. Udało mi się także zauważyć trzy jaśniejsze gwiazdy wyróżniające się dość mocno na tle NGC 1647, ale nie mam pojęcia czy należą do gromady, czy są tylko optyczną zmyłką. Reasumując piękny widok. M35 i NGC 2174/2175 - Obszar gdzie znajdują się te "maleństwa" to prawie trójstyk trzech konstelacji. Bliźniąt, Oriona i Byka. Znajdują się dość blisko siebie tworząc trójkąt równoboczny wraz z gwiazdą Tejat (Gem). Żeby namierzyć M35 wystarczy tylko lekko przesunąć wzrok od w/w gwiazdy w kier. Pn-Zach. Dotarcie do drugiego obszaru od gromady to już prosta sprawa, gdyż leży on około 4° w kier Pd. M35 - Pierwsze wrażenie jakie mnie ogarnęło po spojrzeniu na jedną z najpiękniejszych gromad na naszym niebie to, że widzę mały trójkącik zbudowany z drobniutkich punktów. Konfrontacja ze zdjęciem wyjaśniła to zjawisko. Widziałem tylko najjaśniejszą część która akurat może przypominać taki kształt. Reasumując. Mocne skupisko gwiazd o centralnym charakterze a sama struktura wyraźna i lekko trójkątna. Nie udało mi się zauważyć żadnej dominanty kolorystycznej. Zanotowałem to co podał atlas tzn. - jas. całk 5.6mag , śred. 28min. NGC 2174/2175 - Przesunąłem lornetkę lekko w prawo i od razu ją dostrzegłem. Małe skupisko zanurzone w lekkiej mgiełce. Poszczególne składniki praktycznie niedostrzegalne. Kształt jakiś taki nieregularny. To tyle i aż tyle. Dane odczytane z tab. w atlasie odnoszące się do gromady: jas. całk. 6.8 mag. a śred. 18min. Akurat tutaj żałuję, że nie miałem pod ręką jakiejś większej lufy może udałoby się coś więcej wyłuskać. Pozostało mi cieszyć się z widoku w szerokim polu, skądinąd, bardzo ładnego. M50 - Znalazłem ją jakieś 9°na lewo od Syriusza. Generalnie znajduje się na obszarze konstelacji Jednorożca, jednak tym razem było mi łatwiej nawigować od najjaśniejszej na niebie. Sama gromada była w moim odczuciu średniej wielkości a jej składniki raczej słabo widoczne. Mniejsza, słabsza i nie taka okazała jak M41. Barwa obiektu bez dostrzegalnych zafarbów. Obiekt jednak z obszaru, na który w kraju raczej rzadko się zapuszczam, tak więc cenna zdobycz. Jej jasność odczytana z atlasu to 6,4 mag. a śred. 16.5 min. M34 - Bardzo ładny obiekt do obserwacji lornetkowych i łatwy do znalezienia. Udało mi się to wręcz od niechcenia kiedy popijałem już chyba czwarty kubek sangri. Właściwie było to już na drugi dzień kiedy niebo prześwitywało przez mnóstwo chmur odsłaniając od czasu do czasu pewne obszary. Perseusz, bo tam znajduje się ta gromada był prawie w zenicie. Celowanie jakbym pił kolejny kubek do dna. Dojazd od najsłynniejszej gwiazdy zmiennej zaćmieniowej czyli Algola. Należy kierować się jakieś 5° na Pn-Zach. w kierunku gwiazdy Almach w konstelacji Andromedy. Lornetka 8x32 pokazała ładną średniej wielkości plamkę z dobrze widocznymi składnikami. Regularny kształt i dobrze widoczne gwiazdy czynią z niej obiekt o wysokich walorach estetycznych. Świetnie prezentuje się w małym powiększeniu. A jakie informacje podał atlas? Ano takie: jas. całk 5.8mag , śred. 35min. KILKA SŁÓW NA KONIEC Obszar obejmujący konstelacje Wielkiego Psa i Rufy dość mocno obfituje w gromady otwarte. Dostrzegłem to dopiero po powrocie do domu kiedy zerknąłem do Stellarium. Byłoby cudownie zaznajomić się z tamtym rejonem. U nas mogę o tym tylko pomarzyć, jest dużo gorzej. Niestety nie było mi to dane. Miałem po temu sposobność, ale zabrakło możliwości. Po części to moja wina a po części warunków jakie zastałem. Nie wróciłem jednak z pustymi rękami. Wyjazd w ten rejon świata połączony z uprawianiem hobby, które tak bardzo nas rozpala to nie lada gradka. Chcę też powiedzieć, że po raz pierwszy od bardzo dawna moje obserwacje były tak bardzo swobodne i na luzie. Bez napinania i bez stresu spokojnie przeszukiwałem kolejne obszary nieba. Miałem z tego powodu ogromną przyjemność. Szerokie pole lornetki nadaje się do tego wręcz wyśmienicie. To zupełnie inny od teleskopowych rodzaj obserwacji. Wiem, że piszę wielokrotnie powtarzane frazesy, ale dopiero teraz odczułem to na własnej skórze i jestem pod ogromnym wrażeniem. Kiedy kupowałem kilka lat temu swój 152mm refraktor nie miałem pojęcia, że może pójść to w tą stronę. Lornetka była dla mnie tylko narzędziem uzupełniającym. Tymczasem....? Mogłem te wszystkie drobinki wszechświata zobaczyć z innej perspektywy. A najlepsze....Najlepsze, że widziałem je po raz pierwszy.
  23. Hej. Stałem się posiadaczem dużej lornetki kątowej i pojawił się problem mocowania do montażu. Lornetka ma taka stópkę i gwint centralny chyba 3/8"?. Mam montaż SkyTee i chciałem ta lornetkę zamocować na górnym adapterze aby nie bawić się w żadne boczne adaptery typu "L". Jednak na ta chwilę mam otwór z gwintem z lornetce i otwór z gwintem (jakimś mniejszym) w adapterze montażu i utknąłem. Można by rzec, kup sobie śrubkę, tylko co to mi by dało?. Wkręcam śrubkę w gniazdo montażu i co? kręcę 7,5kg lornetą aż dokręcę do oporu?, bez sensu upierdliwe, a i nie ma gwarancji że ustawi się dobrze kątowo. Tutaj chyba potrzeby jest jakiś stabilny adapter na dwie boczne śruby, a nie centralną, nie wiem czy dobrze rozumuję naprowadźcie mnie. Tak to wygląda w montażu.
  24. Witam, tak sobie myślę - a może lornetka ? Nie wiem czy to jest to co bym chciał na pewno kupić. Temat zakładam by zorientować się w temacie - duża lornetka z centralną regulacją ostrości. Czy są takie ? Mam na myśli 70-100 mm. Najlepiej z dużym ER. Cena ? Myślałem o okolicy 1000 zł (chyba, że warto dołożyć do 1500 zł) gdyż do tego doliczyć trzeba jeszcze statyw za 300-600 zł (oddzielny temat). Dlaczego taka regulacja ? Ponieważ ma ona służyć do wielu celów. Obserwacja nieba, przyrody, dalekie obserwacje, samolotów - praktycznie do tego samego do czego używa się małych lornetek (którą planuje też kupić). I chce z nią podróżować na rowerze, głównie. Model 20x80 waży 2,5 kg więc nadaje się jeszcze z zapasem do plecaka. Ja znalazłem tylko SkyMastera Pro 20x80. Czy jest coś jeszcze ? Co sądzicie o SkyMasterze ? Czy ktoś potwierdzi, że wersja 20x80 to to samo co 15x70 (w sensie jakości) ?
  25. Witam, z bólem serca sprzedałem po 8 latach użytkowania swojego Nikona Action VII 10x50 i teraz szukam godnego jego następcy. Szukam czegoś o średnicy od 30 mm do 42 mm. 30-35 mm porro, powyżej dachopryzmatyczna. Musi posiadać: duże pole własne okularów, co najmniej 63° dobrze skorygowaną dystorsje duże ER dobrą ostrość w centrum (gwiazdy "szpilki") ostrość choć 60% a potem bez drastycznego spadku (w Nikonie po 50-60% robiły się nagle krechy) Lornetka ma służyć do obserwacji przyrody i przeglądu nieba. Często chce ją zabierać na rower. W miarę możliwości ma być "pancerna". Ogólnie chce poczuć przeskok jakościowy. Budżet. Hymm ... Przejrzałem optyczne.pl i spodobał mi się Nikon Monarch HG 10x42. Tylko cena mówiąc delikatnie powala. Chyba poniżej 3 tyś zł nie da rady go kupić używanego ? Jest też na AM Vanguard Endeavor ED II 10x42 za około 1200 zł. I brał bym ją, nie było by w ogóle tematu ale w tej chwili nie mam pieniędzy (czekam aż się sprzedadzą graty) więc może ona w każdej chwili zniknąć. Wydaje mi się jednak ona najlepszym wyborem. Nie kosztuje majątku jak Nikon, spełnia moje wymagania - ma okulary o polu 65,4°, dystorsja prawie zerowa, ostrość prawie po brzegi, duże ER. Jedynie co wyczytałem negatywnego na ornitologicznym forum, że ostrość ma owszem "stałą" ale stale słabą. Jak rozumiem nie punktuje gwiazd, nie ostrzy ptaszków tak jak inne za ~2 000 zł ? Czy jeśli nie patrzyłem żadną dobrą lornetką, tylko moim Nikonem to odczuje jakość w ostrości gwiazd, ptaszków, drzew ? Czy jest aż tak źle jak piszą na tamtym forum ? W dzień patrzyłem tylko moim Nikonem a w nocy Nikonem EX 10x50, WO 10x50, WO 22x70 APO ale prawdę mówiąc tylko chwilę. Najdłużej patrzyłem tą 70-tką i było widać jakość. Szczególnie fajne, że przy takiej źrenicy wyjściowej (3,2 mm) udało się zobaczyć Kalifornie bez filtrów. Czyli sprzedać graty i ja będzie aktualne brać Vanguard Endeavor ED II 10x42 ? A nawet gdy zniknie to warto kupić nowego ?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)