Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów '10x50' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

  1. 27.05.2022, Folwark Sulejewo Im gorsze prognozy tym więcej osób - tak było i tym razem na Folwarku. Do Sulejewa przyjechałem tym razem jako ostatni, a nagrodą za spóźnienie było przywitanie przez sporą liczbę chmur. Te jednak dość szybko przemijały oferując w przerwach nieskazitelne czyste niebo, o którym marzymy prawie codziennie podczas jesiennych deszczowych wieczorów. Tym razem na obserwacje zabrałem wyłącznie lornetkę APM 10x50 ED. Postawiłem na szybki przegląd nieba z ręki co pozwoliło mi na spontaniczne spoglądanie bez planu. Zacząłem od Lutni, gdzie Wega wraz z Double Double wypełniały znakomicie pole widzenia. Zerkaniem było widać także maleńką kropkę w postaci M57, ale z pierścionkiem nie miała ona nic wspólnego. W międzyczasie zerknąłem na ten sam obiekt u Polarisa w jego 8 calowym Newtonie na Dobsonie. Mieliśmy okazję porównać M57 z wykorzystaniem filtra Orion UltraBlock i Astronomik UHC. W tym drugim kontrast był nieco lepszy i mgławica wyglądała po prostu lepiej. Potem spojrzałem jeszcze w teleskopie na Crescent, czyli Mgławicę Rożek (NGC 6888), która dawała obraz pewnego rogalika zawieszonego między gwiazdkami. Widok równie ciekawy, jednak dla małej lornetki niedostępny. Czas wrócić do 10x50. Spojrzałem w stronę Kasjopei, aby namierzyć Gromadę Podwójną w Perseuszu, ale o tej porze roku wygląda ona dość mizernie. Niebo w tej części było zbyt jasne. Za to Galaktyka Bodego (M81) i Cygaro (M82) prezentowały się już całkiem przyzwoicie. Również w kątowej lornecie 100mm, którą przywiózł ze sobą Piotr. Po chwili zauważyłem, że chmury odsłoniły konstelację Skorpiona. Szybko przeskoczyłem w okolice gwiazdy Antares, gdzie bez problemu widoczna była gromada kulista M4 będąca dość sporym powierzchniowo pojaśnieniem, a nieco wyżej M80, która pomimo tego, że jest mniejsza i ciemniejsza to była lepiej widoczna. Potem kolejno padały obiekty takie jak M13 w Herkulesie, M3 w Psach Gończych nieopodal Wolarza, czy też M5 w konstelacji Węża. Trzy bardzo jasne gromady kuliste, które bez problemu pokaże zwykła lornetka 10x50. Widoczne są jako puchate śnieżne kulki, które trudno pominąć. Klasyki, które otwierają drogę do odkrywania kolejnych skarbów nocnego nieba dla każdej początkującej osoby. W Wężowniku zatrzymałem się nieco dłużej. Najpierw była M107, potem M10 i M12. Natomiast w górnej części konstelacji pięknie prezentowała się IC 4665. Jednak najlepszym lornetkowym obiektem w tym rejonie są dwie gromady otwarte - NGC 6633 oraz IC 4756, które mieszczą się w jednym polu widzenia zapewniając niezapomniany widok. Później była też M70 w Strzale i M27 czyli Mgławica Hantle w Lisku, która w 10x50 wyglądała jak specyficzna owalna kulka. Na koniec Polaris pokazał mi swoich 8 calach galaktykę Wieloryb, czyli NGC 4631 razem z NGC 4656. Nieco zmęczony zapamiętałem tylko nazwę Wieloryb, po czym zacząłem szukać na próżno tej konstelacji w SkySafari. Coś jednak mi nie grało, po czym przypomniałem sobie, że przecież Wieloryb jest widoczny dopiero w lipcu, a rok wcześniej polowaliśmy w tym rejonie nawet razem na podwójne podczas pełni. Po powrocie do domu olśniło mnie, że nie chodził mi po głowie żaden Wieloryb, a jedynie Delfin. W każdym razie też ssak, więc było blisko. Tej nocy nie mogłem sobie pozwolić na dłuższe obserwacje i pierwszy wróciłem do domu. Pomimo dość krótkiej sesji przekonałem się po raz kolejny, że dziury między chmurami zapewniają często lepszą przejrzystość niż niejedne bezchmurne noce. Tym bardziej, gdy do pary dodamy dość silny wiatr. Okolice Łabędzia i Lutni aż kipiały niezliczoną ilością gwiazd. To widok dla którego warto zaryzykować wyjazd, nawet gdy prognozy są bardzo niepewne. Kto był na miejscu, na pewno nie żałuje. Do tego w naszym lokalnym gronie powitaliśmy nową osobę, która mam nadzieję zostanie z nami na dłużej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  2. 07.01.2022, Folwark Sulejewo Minęło dokładnie 3 miesiące odkąd po raz ostatni byłem pod ciemnym niebem w Sulejewie. Jesień nie była łaskawa - ciągle chmury, chmury i jeszcze raz chmury. Nadzieja jednak umiera ostatnia i tak oto zjawiliśmy się z kilkoma osobami w czwartkowy wieczór na naszym niezastąpionym polu w towarzystwie zimowych konstelacji. Warto było czekać na takie warunki. Niewielki mróz, delikatny powiew wiatru i przejrzystość po sam horyzont ukazująca kilka gwiazd rzadko spotykanych konstelacji. Na tą noc miałem kilka celów, głównie mgławicowych. Na pierwszy rzut Mgławica Płomień. Skierowałem 15x70 w stronę Pasa Oriona, potem bliżej Alnitak i bach, jest. NGC 2024 widoczna z delikatnym ciemnym przecięciem zaraz na godzinie 10, blisko przy gwieździe. Szybko poszło, pomyślałem. Będąc w tej okolicy zaliczyłem jeszcze M78, która była wyraźną, lecz niewielką puchową poświatą. Chwilę potem wędrowałem już w okolicy Syriusza odwiedzając klasyki takie jak M50, czy też M41, która oferowała jak zawsze pełen kosz wysypujących się gwiazd. Pozostając w konstelacji Wielkiego Psa zjechałem do gwiazdy Wezen, aby potem odbić do NGC 2354 i następnie wyżej do nietuzinkowej pary gwiazd zwanej Zimowe Albireo. Nazwa trafna, gdyż ten układ podwójny bardzo przypomina letnie Albireo z Łabędzia. 145 CMa to obrazek bardzo plastyczny dla oka, także jeśli dysponujecie lornetką 15x70 i większą warto tutaj zajrzeć podczas zimowych obserwacji. Jeszcze niżej odwiedziłem gromady CR 132 i CR 140, a potem odbiłem do Rufy, aby odnotować M93. Niewielka gromada otwarta, która w jednym polu razem z wierzchołkiem konstelacji stanowi bardzo ciekawy kadr. Czas na Plejady. Niestety, tej nocy M45 nadal bez widocznej Mgławicy Merope. Skoro w takich warunkach i na takiej wysokości nie sposób jej dostrzec w 15x70 to chyba jej widoczność zależy jeszcze od innych czynników zwanych po prostu szczęściem. Może następnym razem. Przy okazji odwiedziłem gromady w Woźnicy, a także M33 i M31. Sezon na dobrą widoczność tej ostatniej mamy już za sobą. Pora na lornetkę 10x50 uzbrojoną w filtry Orion UltraBlock. Cel numer jeden - Mgławica Głowa Małpy. No to Orion, Betelgeza, potem wyżej i wyżej aż mgławica sama wpada w pole widzenia. NGC 2174 była bardzo dobrze widoczna, wewnątrz zauważalna na pewno jedna jasna gwiazda. Od razu dodam, że jest ona również do zobaczenia w 10x50 bez filtrów, co potwierdziłem jeszcze tej samej nocy. Przyszła pora na obiekt, który w zeszłym sezonie pozostawał dla mnie nieuchwytny. Mgławica Kalifornia, czyli NGC 1499. Konstelacja Perseusza zlokalizowana była tej nocy dość wysoko, także obserwacje z wykorzystaniem statywu odpadały. Nie pozostało nic innego jak spojrzeć w górę z lornetką w dłoniach i powędrować wśród konkretnych gwiazd, aby po chwili ujrzeć delikatną smugę ciągnącą się przez spory obszar pola widzenia nad gwiazdą Menkib. Kalifornia była dość dobrze widoczna jako subtelne pojaśnienie, podłużny owal wybijający się z tła, z jednej strony zdecydowanie szerszy. Spojrzenie na atlas nieba potwierdziło to co widziałem, rozłożenie gwiazd i mgławicy się zgadzało. W mojej ocenie NGC 1499 była widoczna tej nocy przede wszystkim dzięki swojemu położeniu blisko zenitu, a także za sprawą wyjątkowo dobrych warunków na niebie. Te dwa elementy w połączeniu z dobrą lornetką o sporym polu widzenia i filtrami dały owocne rezultaty. Kolejny obiekt to Mgławica Rozeta w gwiazdozbiorze Jednorożca, która była w zasadzie formalnością. NGC 2237 w polu widzenia lornetki 10x50 aż puchła. Znakomicie widoczna, wyraźna, wręcz jasna chmura. Bez filtrów w takim wydaniu niestety niemożliwa do zobaczenia. Dostrzeżemy wtedy głównie gromadę znajdującą się wewnątrz, czyli NGC 2244 i lekką poświatę mgławicy. Będąc w tych rejonach postanowiłem zapolować jeszcze na Mgławicę Mewa. IC 2177 to dość trudny obiekt, do tego nisko położony. Jednak prosty do zlokalizowania ze względu na bliskość Syriusza. Penetrując ten obszar od razu zauważyłem spore pojaśnienie będące tzw. głową Mewy, a nieco niżej delikatną smugę na granicy percepcji - podłużny obszar był raz lepiej, raz gorzej widoczny, jakby poprzecinany ciemniejszymi obszarami. Co mnie zaskoczyło to wielkość całej mgławicy - zajmowała dość duży fragment pola widzenia. Na zakończenie sesji padło jeszcze sporo klasyków w 10x50. M42 po prostu świeciła, M35 była wypełniona niezliczoną ilością gwiazd, Hiady błyszczały niczym diamenty, a pobliskie NGC 1647 i NGC 1746 nie stanowiły najmniejszego problemu dla lornetki. Również M1, czyli Mgławica Krab dawała o sobie znać jako maleńka kulka wyłaniająca się wśród gwiazd. Wisienką na torcie była konstelacja Raka z gromadą otwartą M44 zwaną Żłobek, czy też Ul. Otoczona przez trzy charakterystycznie ułożone gwiazdy w trójkąt pozwalała cieszyć oko przez dłuższy czas. Noc jakich mało. Poprzeczka postawiona naprawdę wysoko. Nie wiem, czy jeszcze tej zimy ujrzę tak dobre nocne niebo, ale jeśli tylko nadarzy się okazja - znów zagoszczę na Folwarku. W końcu kto nie chciałby po raz drugi zobaczyć Mgławicy Kalifornia? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  3. W celu uporządkowania moich relacji obserwacyjnych otwieram temat , do którego będą trafiały wszystkie "lornetkowe poczynania". Lornetki do obserwacji używam zdecydowanie rzadziej niż teleskopu, ale od kiedy mam sprzęt , który mogę wyostrzyć na gwiazdach poznałem zupełnie inny sposób zachwycania się pięknem wszechświata. 11.05.2021 - N Cas 2021 ( nowa w Kasjopei ) Dla kogoś kto nie interesuje się astronomią byłaby to zwykła gwiazda jakich wiele. Ja siedząc sobie przy otwartych drzwiach balkonowych podziwiałem efekt niewyobrażalnej eksplozji. Wciągającym zajęciem jest próba oceny jasności nowej. Analiza otaczających ją gwiazd w programie Stellarium to lepsze niż jakiś serial w Netflix 🙂
  4. 03.12.2021, Mosina Jesień to ciężki czas dla miłośników obserwacji astronomicznych. Permanentne zachmurzenie potrafi mocno zniechęcić, tym bardziej jeśli na horyzoncie brak jakiegokolwiek światełka w tunelu. Tak było przez większość października i w zasadzie cały listopad. Im bliżej grudnia tym na około coraz głośniej było o komecie C/2021 A1, zwanej Leonard. Nad ranem 3 grudnia kometa miała znajdować się w jednym polu widzenia z gromadą kulistą M3, co stanowiło nie lada gratkę dla wszystkich zainteresowanych. Kadr ten był bardzo kuszący gdyby nie dwie istotne kwestie: pogoda i godzina obserwacji. Ku mojemu zdziwieniu już kilka dni wcześniej prognozy dawały nadzieję na niewielkie przejaśnienia 3 grudnia nad ranem, ale ostatecznie było jakieś 50% szans na dobre warunki. Nie pozostawało nic innego jak nastawić budzik na godzinę 3:00 i sprawdzić co się dzieje na niebie. Niestety, gdy się przebudziłem niebo było pokryte po horyzont gęstą warstwą chmur. Kolejna szansa za godzinę… i w zasadzie już nie usłyszałem budzika, tylko sam się ocknąłem kwadrans po 4. Jakaś siła wyższa wiedziała co robi wybudzając mnie leniwie ze snu, niebo było czyste z każdej stron. 10 minut później stałem już z lornetką przy polu i podziwiałem skarby nocnego nieba… Przywitał mnie zjawiskowy bolid, który sunął w dół z okolic gwiazdozbioru Lwa praktycznie po sam horyzont. Do tego przyjemne -5, lekki powiem arktycznego powietrza i ta jedna myśl: udało się, warto było się poświęcić. Niebo było obłędne, krystalicznie czyste, gwiazdy iskrzyły jak opętane, żadnej chmury aż po horyzont. Tylko rozłożenie konstelacji jakieś nietypowe, bardziej wiosenne niż zimowe, gdyż zobaczyć Wolarza w grudniu to już prawdziwe poświęcenie. Pierwsze spojrzenie lornetką 10x50. Wycelowałem w Arktura i powędrowałem wyżej. M3 bez problemu wskoczyła w pole widzenia, a wraz z nią kometa, która prawie zlała się w jedną całość z gromadą kulistą. Muszę szczerze przyznać, że widok w 10x50 nie był spektakularny, kometa była w zasadzie delikatnym pojaśnieniem bez szans na zobaczenie warkocza. Wizualnie była też mniejsza niż sama gromada, więc o obserwacjach nieuzbrojonym okiem można było zapomnieć. Co innego w 15x70, tutaj Leonard nabrał już charakteru, a zerkaniem udało się wydobyć cieniutki ułożony w pion warkocz. Kometa była wyraźnie oddzielona od gromady, ale jej jasność nadal była niewielka. Co ciekawe w ciągu niecałej godziny można było zauważyć jej delikatne przesunięcie względem M3, a cały ten widok w wyjątkowym klimacie. Cisza, spokój i osobiste obcowanie z szeptami kosmosu. Poza kometą spojrzałem jeszcze na triplet Lwa, gdzie udało się zobaczyć M65, M66 oraz NGC 3628. Potem cofnąłem się na chwilę do M53, a przy okazji spojrzałem na rozległą Melotte 111 w gwiazdozbiorze Warkocza Bereniki. Jednak to nie te obiekty wywołały uśmiech od ucha do ucha. Po drugiej stronie nieba czaił się Orion, którego przywitałem po raz pierwszy w tym sezonie. Charakterystyczne pociemnienie przy mgławicy M42 potwierdziło bardzo dobre warunki tej nocy. Podziwiając Trójkąt zimowy spojrzałem na Syriusza, a nad nim na przepiękną gromadę M50. Potem były jeszcze Plejady, gromady w Woźnicy z M36 na czele, przepiękna M35 w Bliźniętach, a wisienką na torcie była Gromada M44 zwana Ul w Raku, którą była bez problemu widoczna gołym okiem, a w 10x50 wręcz wylewała się we wszystkie strony w polu widzenia. Kometa zaliczona, a zimowa aura z Orionem zawitała, w końcu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  5. 02.10.2021, Folwark Sulejewo Wyczekiwane pogodne noce w końcu się pojawiły, a razem z nimi nadszedł październik. Tym razem na Folwarku rozstawiliśmy się w głębi pola, a nie jak zazwyczaj przy głównej drodze. Nowa miejscówka położona jest na niewielkim obniżeniu terenu, dzięku czemu udało się wyciąć oślepiające światła z oddali. Dodatkowo zyskaliśmy pełen dostęp do północnej części nieba, co wcześniej stanowiło nie lada wyzwanie ze względu na znajdujące się w pobliżu śródpolne zadrzewienia. W moim odczuciu ta lokalizacja jest znacznie lepsza, nawet pomimo minimalnie gorszego dojazdu. Na obserwacje przyjechałem bez żadnego przygotowania, po prostu chciałem popatrzeć na losowe obiekty, ot tak. Zacząłem od Gromady Dzika Kaczka. Konstelacja Tarczy jest już dość nisko, dlatego M11 specjalnie nie zachwycała. Mimo to w lornetce 15x70 można było dostrzec jej charakterystyczny kształt, była bardzo jasna. Na chwilę odbiłem jeszcze w okolice Wężownika do gromad IC 4665, potem IC 4756 i do mojej ulubionej w tej okolicy NGC 6633 - zawsze urzeka mnie jej nietuzinkowy podłużny kształt. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę na okolice gwiazdy Altair i odbiłem na drugą część nieba. Tam ukazały się już dość wysoko Plejady. Powoli zaczyna się sezon na M45, więc chciałem spróbować dostrzec Mgławicę Merope, czyli NGC 1435 w okolicy gwiazdy o tej samej nazwie. Zainspirowany kilkoma postami i doniesieniami na forach, że mgławica jest widoczna nawet w 10x50 postanowiłem na nią zapolować z 15x70. Niestety bezskutecznie. Być może obiekt wciąż jest za nisko? Rok temu również nie udało mi się zobaczyć ani razu mgławicy. Broni nie składam, z pełną adaptacją wzroku będę tu wracać regularnie podczas kolejnych sesji. Skoro Łabędź jeszcze wysoko to wyciągnąłem lornetkę 10x50 z filtrami. Chciałem sprawdzić raz jeszcze, czy aby na pewno widać Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon. Tym razem obok mnie obserwował Polaris, więc liczyłem rownież na jego potwierdzenie widoczności tej ulotnej mgiełki. Przejrzystość nie była tak dobra jak ostatnio, ale pojaśnienie definitywnie majaczyło w tej lokalizacji. Przy dłuższej adaptacji wzroku wyskakiwał raz po raz nawet podłużny delikatny kształt. Widoczność Trójkąta potwierdził Polaris. Dostrzeżenie tego fragmentu w lornetce 10x50 traktuję jako spore osobiste osiągnięcie w obserwacjach wizualnych niewielką lornetką, gdyż nie oszukujmy się - jest to dość niewielki, a zarazem trudny i wymagający element mgławicy. Dla pewności spojrzałem jeszcze na ten obszar bez filtrów, aby upewnić się czy nie ma tam niczego, co mogłoby zakłócać odbiór - nic z tych rzeczy. Przy okazji wskoczyła mi w pole widzenia dość owalna i charakterystyczna gromada NGC 6940. Potem błąkałem się znów z filtrami, tym razem w okolicy gwiazdy Sadr delektując się jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami, które robiły wyglądały bajkowo. Odbijając do Deneba spojrzałem na Mgławicę Ameryka Północna - ta po raz kolejny prezentowała się jako wyraźnie odcięty od tła obszar. Postanowiłem znów ściągnąć filtry z 10x50. Spojrzałem raz jeszcze w kierunku NGC 7000 i bach! Jest! Delikatny zarys widoczny bez filtrów. Wiedząc czego możemy się spodziewać z filtrami przy tego typu obiektach dość łatwo możemy je dostrzec i bez nich. Choć muszę przyznać, że jeszcze rok temu sprawiało mi to spory kłopot. Na zakończenie sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, Gromadę Podwójną w Persueuszu, Stock 2, czy też przepiękne Hiady, które coraz śmielej wkraczają na nocne niebo zwiastując nadejście chłodniejszych dni. Orion coraz bliżej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  6. 10.09.2021, Folwark Sulejewo Kolejny piątek z idealną pogodą - lepiej być nie może. Jak tylko dostałem informacje od chłopaków, że na miejscu jest „igła” zacząłem pakowanie sprzętu. Na miejscu pojawiłem się ostatni i od razu pojawił się problem z zaparkowaniem, gdyż tej nocy było nas na polu naprawdę sporo. Znakomita przejrzystość podpowiedziała mi jedno - czas na noc z 10x50 i filtrami Orion UltraBlock. Lornetki 15x70 nawet nie zabrałem, chciałem na spokojnie pomęczyć przede wszystkim obiekty mgławicowe. Ciepła wrześniowa noc, zero wilgoci i rozgwieżdżone niebo - połączenie wyborne. Zanim zamontowałem filtry spojrzałem na ciemną mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Zarys litery był bez problemu widoczny, a lśniący obok Altair dodawał uroku. Potem Barnard 168 w Łabędziu. Widok jeszcze lepszy, mgławica zdecydowanie rzucała się w oczy, a jej podłużny kształt wypełniał spory obszar pola widzenia. Po zamontowaniu filtrów zerknąłem w kierunku NGC 281 i… Wow. Oddałem pokłony pogodzie, dopiero tej nocy zobaczyłem co potrafią filtry w sprzyjających warunkach. Ostatnio również widziałem Pacmana, ale teraz on po prostu świecił. Potem przelot w kierunku IC 1805 i IC 1848. Serce i Dusza widoczne lepiej niż podczas ostatniej sesji - teraz ta para była jeszcze bardziej wyraźna, wręcz oczywista. Chciałem spróbować sił z mgławicą Kalifornia, ale to jednak jeszcze nie ta wysokość na niebie - będę wracać w te okolice w ciągu najbliższych kilku miesięcy, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Przyszła pora na mgławicę Welon, ale jej położenie praktycznie w zenicie nie sprzyjało obserwacjom przy pomocy lornetki. Pomęczyłem się chwilę ze statywem, kręgosłup prawie odmówił posłuszeństwa, aż w końcu obecny na miejscu Tomek wpadł na pomysł, aby wykorzystać jego turystyczne krzesełko. Ku mojemu zaskoczeniu podczas siedzenia miało ono zbliżony format do leżaka… Jak zmienił się komfort obserwacji możecie się tylko domyślać. W pozycji pół leżącej spojrzałem na Veila i… O kurde. Czy ja na pewno widzę cały kompleks mgławicy? Pętla Łabędzia w jednym polu widzenia podczas obserwacji wizualnych to dla mnie rzadkość, a raczej coś niespotykanego. Tymczasem poza częścią wschodnią widziałem wyraźne pojaśnienie w centralnej części, a zachodni fragment świecił jako delikatna podłużna nić zahaczająca o gwiazdę 52 Cyg. Trójkąt Pickeringa, czyli centralny obszar mgławicy widziałem jakiś czas temu w Newtonie 8”, także dostrzeżenie tego obszaru jako pojaśnienie w lornetce było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Spoglądałem tutaj przez dłuższy czas chcąc nabrać pewności, że nic mi się nie wydaje. W końcu mogłem potwierdzić - widzę część wschodnią, centralną i zachodnią Veila. Przyszedł czas na mgławicowy finał tej nocy - Ameryka Północna. Jeśli poprzednie widoki wieczoru wprawiały mnie w zachwyt, to widok NGC 7000 po prostu spowodował tzw. opad szczęki. Całe pole widzenia w lornetce było wypełnione jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami - mgławica aż kipiała swoim blaskiem, jej zarys był widoczny nie tylko w okolicy tzw. zatoki, ale także w innych miejscach. Dopiero położenie tego obiektu w okolicy zenitu dodało potężnego kopa jeśli chodzi o jakość obrazu i detal, ale nie bez znaczenia były tutaj też panujące tej nocy warunki. Muszę mocno zaktualizować swoją wizualizację dotyczącą tego obiektu w lornetce - to już nie jest zwykłe pojaśnienie tła. Pod koniec sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, gromadę Sól i Pieprz (czyli M52), a wisienką na torcie były Plejady, które każdej nocy nabierają rozpędu wznosząc się na nocnym niebie coraz wyżej i wyżej. Aby dodać nieco klimatu do kadru podszedłem pod rosnące wzdłuż drogi drzewa - w polu widzenia widziałem teraz nie tylko siedem sióstr, lecz także znajdujące się na pierwszym planie nietuzinkowe gałęzie, które w sposób wręcz epicki dodały estetyki do całej kompozycji powodując jeszcze większe wzmocnienie efektu 3D - takie widoki to ja po prostu uwielbiam. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  7. 03.09.2021, Folwark Sulejewo Druga pogodna noc z rzędu, do tego w piątek. Nawet się nie zastanawiałem czy jechać - po prostu spakowałem sprzęt i czym prędzej udałem się na pobliski Folwark. Na miejscu był już Polaris, który swoimi 8 calami rozkładał na czynniki pierwsze Jowisza i Saturna. Ten drugi wyglądał jak z obrazka - detal aż wylewał się z okularu. Razem ze mną przyjechał jeszcze Maciej. Zgodnie stwierdziliśmy, że poprzednia noc była lepsza jeśli chodzi o przejrzystość, ale mimo wszystko Droga Mleczna i tak prezentowała się bardzo dobrze. Po jakimś czasie dojechał jeszcze Wojtek z refraktorem uzbrojonym w nasadkę bino. Obserwacje zacząłem od południowego nieba, tam czekały znów gromady otwarte w okolicy Woźnicy, a zaraz poniżej Orła „Dzika Kaczka”, czyli M11. W pobliżu zerknąłem jeszcze na gromadę kulistą NGC 6712, jednak była ona tylko delikatnym pojaśnieniem. Potem była m. in. M71 w Strzale i słynna Mgławica Hantle M27, która jeszcze lepiej wyglądała, gdy założyłem do lornetki 15x70 filtry Orion UltraBlock. Następnie odbiłem do Mgławicy Pierścień w Lutni, ale zanim tam dotarłem zahaczyłem o M56. „Pierścionek”, czyli M57 to obiekt raczej mały zachwycający w niewielkiej lornetce, jednak bez problemu do dostrzeżenia. Wystarczy zestawić gwiazdy widoczne w polu wiedzenia z atlasem i z łatwością zlokalizujemy ten niewielki krążek unoszący się w przestrzeni. Potem odbiłem do M15 i M2 po wschodniej stronie nieba, aż dotarłem do obiektu westchnień każdej osoby zaczynającej przygodę z astronomią - Galaktyki Andromedy. Myślę, że chyba większość z nas poczuła to „wow”, gdy zobaczyła M31 po raz pierwszy. Teraz już tak nie zachwyca, ale od czasu do czasu warto wrócić na stare podwórko i przypomnieć sobie dawne widoki. Bez problemu mogłem dostrzec M110, ale jeśli chodzi o M32 to szczerze powiem, że nie wiem - po prostu o niej zapomniałem. Po Andromedzie skierowałem się w stronę Galaktyki Trójkąta. M33 oczywiście widoczna, ale przez swoją powierzchnię łatwiej „wyciąć” ją z tła w 10x50 niż w 15x70. Nim się obejrzałem cała lorneta pływała w wilgoci i zamiast soczystych chichotek widziałem dwie rozbryzgane plamy mleka. Czas 15x70 tej nocy już minął. Wyciągnąłem 10x50 po czym od razu wkręciłem do niej dwa filtry Orion UltraBlock. W międzyczasie myśliwi dali znać, że rykowisko rozpoczęte, a ja po raz enty zastanawiałem się, czy na pewno wiedzą o naszej obecności w pobliżu. Wycelowałem w NGC 281. Mgławica Pacman w Kasjopei była bez problemu widoczna. Zarys samej mgławicy był oczywisty i dość spory. Na pewno trudno przy takiej skali dostrzec kształt przypominający potworka, ale kontrastowy obszar był niepodważalny. Mgławica Serce i Dusza. Para, która tliła się w mojej głowie już od dawna, jednak dopiero tej nocy warunki i sprzęt były takie, aby móc naprawdę spróbować. Wiedziałem, że potrzeba szerokiego pola. Wiedziałem, że potrzeba filtrów. Wiedziałem, że potrzeba dobrego nieba. To wszystko chyba udało zgrać właśnie tej nocy. W końcu stanąłem „oko w oko” z tym nietuzinkowym obiektem, a w zasadzie to dwoma - IC 1805 i IC 1848. O ile Serce było praktycznie na skraju dostrzeżenia w formie niewielkiego pojaśnienia w okolicy centrum, tak Dusza była widoczna poniżej jako delikatny, lecz wyraźny kształt odcinający się od reszty tła. Wymagało to odpowiedniej adaptacji wzroku, a aby nabrać przekonania, że to nie złudzenia to spojrzałem na ten sam obszar jeszcze bez filtrów. Wtedy już wiedziałem, że to co widzę to właśnie Serce i Dusza, a „rozciągliwość” obiektu i porównanie z atlasem tylko dodało pewności. Nad „głównym” Sercem można było dostrzec jeszcze jeden widoczny z filtrami obszar - NGC 896, który jest jaśniejszym składnikiem całej mgławicy. Na lepszy widok trzeba będzie jeszcze poczekać aż okolice Kasjopei sięgną prawie zenitu. Nie mniej jednak już ten obraz zapewnił sporo pozytywnych emocji. W ten oto sposób znów pojawiło się to fajne uczucie, gdy światło danego obiektu trafia do naszych oczu po raz pierwszy. To jak spojrzenie kilka lat temu na Andromedę i obcowanie z nią sam na sam bez obecności świadków. Choć obraz nie taki jak ze zdjęcia, to właśnie wtedy można sobie uzmysłowić, że właśnie wyciągamy rękę w stronę kosmosu i praktycznie go dotykamy. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  8. 11.06.2021 (godz. 00:20), Folwark Sulejewo Tej nocy po udanej obserwacji rejonów Strzelca i Skorpiona postanowiłem przyjrzeć się widoczności obiektu Eastern Veil Nebula w niewielkiej lornetce Delta Optical Extreme 10x50 ED. Pamiętam jak jeszcze rok temu podczas jednej z wrześniowych sesji obserwacyjnych byłem zauroczony jej widokiem w tej samej lornetce, ale z użyciem filtrów Baader UHC-S. Tym razem już ich nie miałem, ale na miejscu był do dyspozycji jeden filtr UHC Explore Scientific, którego mogłem użyć chociaż na jeden obiektyw. Wycelowałem w gwiazdozbiór Łabędzia, a po chwili odnalazłem kilka gwiazd obok których zlokalizowany jest Veil. Z założonym filtrem UHC na lewy obiektyw spoglądałem raz jednym, raz drugim okiem. Różnica była znacząca. Obiekt był od razu widoczny z użyciem filtra na wprost bez konieczności zerkania. Bez niego niestety nic nie dostrzegłem. Widoczność potwierdziła na miejscu jeszcze jedna osoba, która swoją drogą posiadała identyczną lornetkę. O ile mgławica Eastern Veil Nebula była widoczna, tak „Miotła Wiedźmy”, czyli Western Veil Nebula pozostawał tym razem poza zasięgiem. Minęło jakieś 30 minut, niebo zrobiło się naprawdę przyzwoicie ciemnie. Znów spojrzałem w tą samą okolicę, ale już bez żadnego filtra i ku mojemu zdziwieniu wyłapałem metodą zerkania delikatne pojaśnienie tła. Trochę nie wiedząc, czy to moja wyobraźnia, czy też faktyczna widoczność mgławicy poprosiłem o spojrzenie przez kolegę obok - po chwili potwierdził, że Veil Wschodni jest widoczny bez filtrów. Co więcej, udało się także wyłapać zatokę w obiekcie Ameryka Północna w pobliżu. To tylko dało nam do zrozumienia, że tej nocy mieliśmy znakomitą przejrzystość powietrza. Takie warunki zdarzają się naprawdę rzadko, tym bardziej podczas czerwcowych, jasnych nocy. Następnego dnia stało się to czego się obawiałem. Zacząłem szukać filtrów. W planie było kupno „sezonowych” tanich filtrów UHC Svbony od sprzedawcy z dalekiego wschodu, a skończyło się na dwóch sztukach Orion UltraBlock, które czekają teraz na dogodne warunki do obserwacji. Co więcej pokusiłem się o „nakładkę” Bino Bandit odcinającą poboczne światła. Tak naprawdę to zwykły kawałek materiału, ale potrafi zwiększyć mocno komfort obserwacji, gdy w pobliżu znajduje się jakieś dodatkowe źródło światła. Podsumowując - Veil wschodni w 10x50 bez filtrów zaliczony. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  9. 10.07.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Weekend, nów i bezchmurna wakacyjna noc. Połączenie idealne, gdyby nie nagłe pojawienie się niezapowiedzianych gości w postaci cirrusów. Tego wieczoru na obserwacje przyjechało sporo osób, a pole zmieniło się w parking na którym zabrakło miejsc. Do dyspozycji mieliśmy najróżniejsze sprzęty - lornetki, refraktory, newtony i nasadki bino. Było w czym wybierać. Ja spakowałem tradycyjnie lornetkę 10x50, a towarzyszył jej większy parametr w postaci 28x110. Głównym celem tej nocy było zobaczenie M7, Ameryki Północnej z filtrami Orion UltraBlock i mgławicy ciemnej Barnard 168. Obserwacje rozpoczęliśmy od okolic Skorpiona i Strzelca. Dość szybko okazało się, że M7 jest poza zasięgiem ze względu na przejrzystość, także mogłem od razu wykreślić ten obiekt z listy. W międzyczasie zachwycaliśmy się perełkami w Strzelcu - od Laguny aż po Orła (który jest już w konstelacji Węża). Możliwość spojrzenia na te obiekty w różnych sprzętach to ciekawe doświadczenie. M8 wyglądała naprawdę świetnie w refraktorze z użyciem filtra - mgławica aż puchła w oczach. Pomimo, że tej nocy warunki nie były idealne to i tak można było zaliczyć bardzo dużo obiektów z tej okolicy. Następnym celem było przetestowanie nowego nabytku - pary filtrów Orion UltraBlock w połączeniu z lornetką 10x50. Widok Ameryki Północnej NGC 7000 był obłędny, jej zatoka była wyraźna i rozległa, bez problemu można było dostrzec ciemniejsze i jaśniejsze obszary. Jedynym minusem było położenie konstelacji Łabędzia. Obserwacje lornetką nie należały do najbardziej komfortowych, gdyż z niskim statywem trzeba było się mocno nagimnastykować. Slik Pro 700 DX stał obok z załadowaną lornetą APM 28x110 i nie chciało mi się kombinować, po prostu skorzystałem z zastępczego statywu Velbon Sherpa 600r. Szkoda jednak, że nie zabrałem leżaka - byłoby to połączenie idealne. Potem spojrzałem jeszcze na Veila. Poza widoczną częścią wschodnią udało się dostrzec minimalne wąskie pojaśnienie fragmentu zachodniego. Tutaj przydałoby się już większe powiększenie rzędu 15x, także jest plan na następne obserwacje przy nowiu. W każdym razie tzw. miotła wiedźmy była do zobaczenia bez konieczności zerkania. Po udanych testach z filtrami przyszedł czas na rozprawienie się z ciemną mgławicą Barnard 168. Kilka dni wcześniej miałem już do niej podejście z 28x110, ale pole 2,3° okazało się po prostu zbyt małe. Szukałem, szukałem i nic. Przyznam jednak szczerze, że lektura z cyklu obiekt tygodnia na forum astronomicznym mocno mnie zainspirowała. Rok wcześniej widziałem bardzo słabo słynne „E” (Barnard 142), ale tutaj z lornetką 10x50 spodziewałem się czegoś więcej. Tak też się stało. Podłużny ciemny pas wyróżniał się znakomicie z tła. Do obiektu trafimy dość łatwo kierując się od gwiazdy Deneb w Łabędziu w stronę gromady M39, a później nieco w dół w okolice mgławicy Kokon IC 5146 - to właśnie tutaj możemy zobaczyć początek rozległej mgławicy. Ze względu na specyfikę obiektu wymagane jest dość ciemne niebo i lornetka o niewielkim powiększeniu z jak największym polem widzenia. W 10x50 obiekt prezentuje się wyśmienicie. Mogę śmiało napisać, że był to dla mnie pewnego rodzaju debiut jeśli chodzi o tego typu obiekty w pełnej klasie i już mam ochotę na więcej. Nim się obejrzałem 28x110 na drugim statywie była już cała zaparowana, a chłopaki stali z suszarką przy teleskopie, aby wygrać walkę z wilgocią. Mnie niestety ona pokonała, do tego krążące cirrusy nie dawały już nadziei na lepsze warunki, w związku z czym spakowałem sprzęt i wróciłem do domu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  10. 10.06.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Czerwcowe obserwacje mają swój urok. Pomimo tego, że zaczynają się białe noce jest coś magicznego w spoglądaniu na letnie konstelacje. Przyjemna temperatura, wschodzące gazowe olbrzymy, czy też dźwięki wieczornego lata z szczekającym psem sąsiada w oddali. Te wszystkie elementy tworzą naprawdę klimatyczną kompozycję. Tego dnia do obserwacji zachęciła mnie zachodząca Wenus. Wysoko zlokalizowana tuż po zachodzie słońca dała sygnał niczym latarnia, że to będzie dobra noc. Zaopatrzony w lornetki 10x50 i 15x70 udałem się na miejscowy „folwark”. Finalnie na miejscu byliśmy w cztery osoby, a cel był jeden - zobaczyć jak najwięcej w konstelacji Skorpiona i Strzelca. Pierwsza do boju została wystawiona lornetka 10x50. Jej priorytetowym zadaniem było rozdzielenie dwóch składników gwiazdy Acrab w górnej części gwiazdozbioru Skorpiona. Stabilizacja statywu miała tu kluczowe znaczenie. Dzięki eliminacji drgań udało się odseparować mniejszy składnik od strony północno-zachodniej. Separacja była jednak na tyle mała, że gdybym o niej nie wiedział to bym ją z pewnością przeoczył. Później lornetka 15x70 tylko potwierdziła widoczność dwóch składników w pełnej klasie. Pozostając przy 10x50 wycelowałem na ślepo w okolice Strzelca. Ku mojemu zdziwieniu w polu widzenia znalazły się od razu dwa bardzo duże i jasne obiekty. Pierwsze co pomyślałem - Mgławica Laguna. Jednak spojrzenie przez bardziej doświadczonego kolegę i analiza sąsiednich gwiazd w aplikacji SkySafari dały jasno do zrozumienia, że mamy tutaj do czynienia z urzekającą Mgławicą Omega nad którą górowała równie jasna Mgławica Orzeł. Obydwa obiekty oznaczone jako M17 i M16 były bardzo dobrze widoczne w jednym polu widzenia. Wyraźne, jasne, charakterystyczne. Detali oczywiście nie można było wydobyć, ale nie to jest celem lornetki o takich parametrach. Nieco niżej dostrzegalna była także gromada otwarta M18. Znając już lokalizację, w której się znalazłem zjechałem nieco niżej na południowy-wschód przecinając dość sporą gromadę M24, aż dotarłem do głównego celu tej nocy. Oczom ukazała się jedyna w swoim rodzaju Mgławica Laguna. Widok, który można śmiało porównać do M42 w Orionie podczas zimowych sesji obserwacyjnych. Mgławica Laguna, czyli M8 to obiekt majestatyczny o sporych rozmiarach. Przy dobrej lokalizacji i warunkach widoczny nieuzbrojonym okiem. Takim obrazem można się delektować przez długi czas. Nieco powyżej, ale cały czas w tym samym polu widzenia zlokalizowana jest kolejna Mgławica, tym razem M20 znana jako Trójlistna Koniczyna, a zaraz obok gromada otwarta M21. Czas na nieco większy kaliber - jako działo załadowałem lornetkę 15x70. Schodząc do gwiazdy Lambda Sagittarii namierzyłem M28. Niewielka, ale dobrze widoczna „kulka”. Następnie odbiłem do M22 - łatwa do zlokalizowania, będąca zarówno jedną z najjaśniejszych i najbliższych Ziemii gromad kulistych. Gdyby nie jej niskie położenie i niezbyt korzystna widoczność z naszego rodzimego podwórka, byłaby obiektem do obserwacji znacznie lepszym niż M13 w Herkulesie. Na chwilę zawróciłem do Skorpiona, aby potwierdzić widoczność M4, po czym raz jeszcze zajrzałem do mgławic w Strzelcu. Przeczesując kolejno jeden obiekt za drugim strzelałem w emki lornetką 15x70. Tym razem były jeszcze lepiej widoczne i wyraźne, można było wyłuskać pewne subtelne detale. Gwiazdozbiór Strzelca to prawdziwa skarbnica DSów. Niestety ze względu na swoje położenie konieczny jest dostęp do ciemnego, niezaświetlonego nieba z dobrym i niezasłoniętym widokiem na południe. Nawet jeśli wymaga to przejechania dłuższej drogi w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji - zapewniam, że naprawdę warto. Ewentualne zmęczenie zostanie wynagrodzone przez niezapomniane widoki, które zapadną w pamięci na wiele lat. Tej nocy spoglądaliśmy także na Mgławicę Welon w Łabędziu, ale o tym już w kolejnej relacji… c.d.n. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  11. 11.04.2021 (godz. 22:30), Folwark Sulejewo Tego dnia na obserwacje wybrałem się w ostatniej chwili dzięki wieczornej wizycie na forum. Po informacji, że kilka osób wybiera się w teren zacząłem pakowanie. Tym razem postanowiłem zabrać jedynie lornetkę 10x50, aby delektować się szerokimi kadrami. Na miejscu zjawiłem się ostatni, niebo z każdą minutą robiło się coraz bardziej przejrzyste, tylko na północy coś cały czas się tliło. Rejony południowe i wschodnie były bardzo przyzwoite. Nie czekając ani chwili zacząłem celować obiekt po obiekcie. Na wstępie M3, jasna gromada w gwiazdozbiorze Psy Gończe. Wyraźna kulka o sporej jasności, idealna dla każdej osoby rozpoczynającej przygodę z lornetką. Potem Warkocz Bereniki z obiektami Mel 111, M64 i M53. Przy ostatnim zatrzymałem się na nieco dłużej. Próbowałem dostrzec zlokalizowaną w tym samym polu widzenia NGC 5053. Po kilku minutach wpatrywania się mógłbym stwierdzić, że widzę majaczące pojaśnienie zerkaniem. Poprosiłem Polarisa, żeby spojrzał i potwierdził widoczność obiektu. Niestety najprawdopodobniej była to jedynie gwiazda 9,7 mag granicząca z gromadą. Rys. 1. M53 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie skierowałem lornetkę nieco wyżej w górne obszary konstelacji Psów Gończych. Celem były dwie galaktyki w tym rejonie. Najpierw M63, czyli Galaktyka Słonecznik - bez trudu widoczna, delikatna owalna mgiełka. Można było dostrzec jej nieco podłużny kształt. Rys. 2. M63 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie galaktyka M94, jeszcze bardziej widoczna, o wiele jaśniejsza, lecz mniejsza i bardziej zwarta. Przypominała bardziej gromadę kulistą niż galaktykę. Obydwa obiekty gwiazdozbioru Psów Gończych w lornetce 10x50 były niewielkie, ale łatwo dostrzegalne. Charakteru dodało szerokie pole widzenia, dzięki któremu można było zachwycić się galaktykami z innej ciekawej perspektywy. Rys. 3. M94 widoczna w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Zachęcony widokiem powędrowałem do M51, M101 i M106. Dwie pierwsze galaktyki dość wyraźne, ostatnia nieco słabsza, ale bez problemu do zaliczenia. Na zakończenie sesji odwiedziłem jeszcze kilka klasyków oraz wznoszącego się Herkulesa z gromadą M13. Tej nocy obserwacje były bardzo udane, temperatura przyjemna i miło było popatrzeć w szerokim polu na rozległe połacie gwiazd wśród wiosennych konstelacji. Klasyczny lornetkowy parametr 10x50 znów pokazał na co go stać pod przyzwoitym niebem. Czekam na więcej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  12. 04.04.2021 (godz. 22:00), Mosina Film „Kontakt” na bazie powieści Carla Sagana o tym samym tytule traktuje kosmos i nieodkryte dla nas światy jako miejsce, w którym ludzka duchowość osiąga zupełnie inny, metafizyczny stan. Nie będę ukrywał - film ten kilkanaście lat temu był dla mnie mocnym i istotnym bodźcem, który pchnął mnie jeszcze bardziej w fascynujący świat astronomii. Możliwości istnienia innych światów, życia, czy nawet życia po życiu w zupełnie nieznanym metafizycznym dla nas stanie to tylko niektóre tematy, dzięki którym ogień ciekawości i głód wiedzy nigdy nie wygasł. Tego dnia moje obserwacje miały właśnie taki charakter - łapanie fotonów migoczących punktów, ulotnych mgiełek i myśli - czy tam coś jest? Czy tam ktoś jest? Czy kiedyś się dowiemy? A może tam trafimy? Wszystkie prognozy zapowiadały na wieczór pogodne niebo i tak też się stało. Tym razem nie udałem się do Sulejewa, a zaryzykowałem obserwacje z własnego podwórka. Było warto. Nie planowałem długiej listy obiektów, zaledwie kilka podstawowych, bez większego wyzwania. Zaopatrzony w lornetkę 10x50 do ręki i 15x70 na statywie wycelowałem od razu w wiosenne konstelacje. Najpierw skierowałem obiektywy w stronę Warkocza Bereniki. Tam czekał już na mnie majestatyczny obiekt Mel 111. Gromada otwarta składająca się z kilkudziesięciu gwiazd. Swój urok pokazuje dopiero w małych lornetkach. Pole w 15x70 jest zbyt ciasne, zdecydowanie lepiej gromada wygląda w 10x50. Po chwilowej adaptacji wzroku obiekt mogłem bez problemu obserwować nieuzbrojonym okiem. Ilość wylewających się gwiazd powodowała nostalgiczne wspomnienia, przebłyski z ubiegłych lat, powrót do młodzieńczych czasów kiedy to w ciepłą wiosenną noc obserwowałem niebo przy jeziorze leżąc na pomoście bez większego zastanawiania się co właściwie obserwuję. Rys. 1. Mel 111 widoczne w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Operując lornetką 15x70 na statywie zawróciłem do Arktura i odbiłem nieco w górę, aby przyjrzeć się puchatej kulce M3 - widoczna niczym zimowa śnieżka na rozgwieżdżonym nieboskłonie. Następnie powróciłem znów do Warkocza Bereniki, aby zobaczyć M53 - tutaj oczywiście bez niespodzianek, obiekt widoczny bardzo wyraźnie w pięknym otoczeniu rozmaitych gwiazd. Wykonując delikatny ruch w górę zapolowałem na M64. Galaktyka zwana Czarne Oko poddała się od razu - widoczne bardzo wyraźnie pojaśnienie. Skoro tak ładnie widać ten obiekt to może uda się zobaczyć coś trudniejszego? Niestety z NGC 4725 nie miałem szans, także kaliber tego formatu już tego wieczoru odpuściłem. Rys. 2. M3 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Rys. 3. M53 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. W pełni okazały Lew zaprezentował pięknie M65 i M66. W tych warunkach trzeciego składnika z Tripletu Lwa, czyli NGC 3628 nie dojrzałem. Przypomniał mi się natomiast obiekt tygodnia NGC 2903, którego wcześniej nigdy nie obserwowałem. Przesunąłem lornetką w okolice głowy króla zwierząt, potem krótki star hopping i jest. Mgiełka, ulotna, lecz widoczna. Potem na chwilę odwiedziłem Hydrę z gromadą M48. Pomimo niskiej lokalizacji nad horyzontem gromada bardzo wyraźna. Rys. 4. M48 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Później były klasyki. M44, M67, czy też pożegnanie z zimowymi konstelacjami z M42 i Plejadami na czele. O tej porze roku lubię spoglądać na Bliźnięta i Woźnicę. Pod względem obserwacji przy pomocy lornetki konstelacje te są wówczas idealnie ustawione, a do tego w mojej lokalizacji tło stanowi wyłącznie ciemne niebo bez żadnej poświaty pobliskich miast. Przy M35 po prostu się rozpływam. Gwiazdy same wysypują się ze środka gromady. Przypominają o sobie co chwilę nawołując i wręcz krzycząc „delektuj się chwilą”. Jednak niezapomnianym widokiem tego dnia był inny obiekt, a w zasadzie 2+1. M36, M38 i asteryzm Kot z Cheshire w jednym polu widzenia. W takim powiększeniu i horyzontalnym, wygodnym położeniu to po prostu klasa sama w sobie. Rys. 5. M36, M38 i kot z Cheshire widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. To widok przy którym można nabrać zupełnie innej perspektywy do otaczającego nas świata, problemów, błahostek. Człowiek zaczyna po prostu zdawać sobie sprawę, jak niewielkim okruchem jest w tym całym kosmicznym spektaklu. Jak nieznaczącym pikselem próbującym odegrać jakąś niby istotną rolę próbuje być. Z drugiej strony zaczynamy się zastanawiać, czy te migoczące punkty, inne odległe i nieznane nam światy to czyjeś miejsce? Czy ktoś lub coś spogląda gdziekolwiek na nas w taki sam sposób jak my? Czasami warto puścić wodze fantazji, zanurzyć się w niemożliwych scenariuszach niczym dziecko. I poza wszelkimi regułami. Poza prawami płynącymi z fizyki i innych nauk - pomarzyć. Ot tak, po prostu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  13. 21.12.2020 (godz. 16:30), Krosinko Na ten dzień czekało wielu miłośników astronomii. Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna nadeszła. Można śmiało przyznać, że spora część województwa wielkopolskiego wygrała dziś na loterii. Trafić warunki pogodowe o tej porze roku to naprawdę wielkie szczęście. O tym, że jest spora szansa na widoczność koniunkcji dowiedziałem się już w ciągu dnia spoglądając co jakiś czas na zapisy zdjęć satelitarnych. Jednak im bliżej wyznaczonej godziny, tym szanse nieco topniały, gdyż na południu zaczęły się gromadzić rozległe cirrusy. Spojrzałem przez okno chwilę przed końcem obowiązków - bez zmian, chociaż widoczne prześwity. Pojawiła się nadzieja, tym bardziej że cały wschód, zachód i północ były wręcz czyste. Przygotowałem nieśmiało lornetkę 10x50. Nagle z pokoju obok słyszę wołanie: "Tato, widać Księżyc!" Skoro widać Księżyc to zapewne Jowisza i Saturna również - pomyślałem. Ruszyłem na polowanie. Nie myliłem się. Nieuzbrojone oko pozwoliło dostrzec wyraźnie Jowisza. Gazowe olbrzymy były tak blisko siebie, że światło tego pierwszego wręcz przygaszało Saturna niczym gwiazda podwójna. Spojrzałem przez okno używając lornetki 10x50 - widok był przepiękny. Cztery księżyce galileuszowe w postaci kropek, kulą będąca Jowiszem, a obok Saturn, który nie był punktem, a wyraźnym obwarzankiem. Chwilę później oglądałem ten sam obrazek w lornetce 15x70 na pobliskiej polanie. Planety były już na tyle nisko, że pływająca atmosfera stworzyła pewnego rodzaju filtr. Światło nie oślepiało, a Saturn ukazał delikatnie widoczność swoich pierścieni, co pozwoliło wyłuskać nawet ich ulotne odseparowanie od samej planety, co zdarzyło mi się po raz pierwszy w lornetce 15x. Planety były bajecznie i blisko ustawione obok siebie. Dzieliła je odległość zaledwie około 6 minut kątowych! To naprawdę robi wrażenie! Spoglądałem na tą parę przez dobrych kilkanaście minut. W końcu warstwa zanieczyszczeń na niebie zrobiła się tak duża, że musiałem zakończyć sesję obserwacyjną. Wizualizacja Jowisza i Saturna w polu widzenia lornetki 15x70 Źródło: Aplikacja Stellarium Co ciekawe jeszcze kilka miesięcy temu kupując teleskop myślałem właśnie o tym dniu. Rzeczywistość dość mocno weryfikuje plany i dziś zamiast teleskopu miałem przy sobie niezawodną i zawsze gotową do użycia lornetkę (teleskop zaś stał w pomieszczeniu gospodarczym). Napiszę więcej - wcale nie żałuję tej decyzji. Ktoś zapyta: "Ale jak to? Planety i lornetka?" Oczywiście, że tak. Trzeba być jednak świadomym, że w tego typu obserwacjach nie chodzi o wyłapywanie detali, lecz o kontekst i perspektywę. Dzięki temu mogłem doświadczyć tego zjawiska w zupełnie odmienny sposób, który z całą pewnością zostanie w pamięci na całe życie. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna 2020 - obserwacje lornetką 15x70 Źródło: Zdjęcie własne
  14. Do niedawna, na pytanie miłośnika astronomii: „Jaką lornetkę polecacie w cenie około 500 zł?”, odpowiedź była niezmienna: „Bierz Nikona 10x50 EX”. Jednak na rynku pojawiła się lornetka, która może być konkurencją dla Nikona EX, świetnego w swojej klasie, jednak nie pozbawionego wad. Czy pojawienie się lornetki Ecotone Kamakura 10x50 ZWCF to koniec monopolu Nikona EX na dobrą i niedrogą lornetkę dla miłośnika astronomii? Wrażenia ogólne i mechanika Przyjrzyjmy się zatem Kamakurze. Lornetka spakowana jest w kolorowy karton z napisem binoculars, zapewne standardowy dla wielu lornetek, ponieważ dopiero naklejki mówią nam, jaki model jest w środku. W kartonie znajdziemy lornetkę w czarnym, miękkim futerale z cienkim paskiem na ramię. Dodatkowo otrzymujemy pasek do lornetki i szmatkę do czyszczenia optyki. Futerał, mimo iż miękki, robi dobre wrażenie. Ma solidny rzep i obszyty skórą spód. Dodatkowy pasek neoprenowy do lornetki jest wykonany bardzo starannie i na długim odcinku jest szeroki, miękki i elastyczny. Dzięki temu lornetkę nosi się bardzo wygodnie. Wspomnę jeszcze, że rzep futerału jest bardzo mocny i głośny przy otwieraniu. Warto o tym pamiętać, szczególnie w nocy. Sama lornetka sprawia wrażenie bardzo kompaktowej, a jej wzornictwo jest niezwykle ascetyczne, bez cech wyróżniających, co dla niektórych może być rozczarowaniem. Ciekawym rozwiązaniem jest wykorzystanie dwóch różnych materiałów ogumowania korpusu lornetki. Otulina tubusów jest twardsza i bardziej śliska, natomiast guma na części pryzmatowej jest bardziej miękka, grubsza i ma wyraźnie wyczuwalne właściwości antypoślizgowe. Otulina jest gładka i dobrze spasowana z korpusem. Lornetka jest dobrze wyważona i wygodnie się ją trzyma w dłoniach. Oprócz napisu ECOTONE, na tylnej ściance korpusu nadrukowane są standardowe szczegóły specyfikacyjne lornetki. W dolnej części znajdziemy wstawkę z napisem CHINA i numerem seryjnym (Kamakura Koki Ltd. to firma japońska, ale warto dodać, że model 10x50 jest produkowany w Hongkongu). Zatyczki obiektywów to typowe plastikowe dekielki, a ochrona okularów to zintegrowana zatyczka gumowa z uszkami do przewleczenia paska. Zarówno zatyczki obiektywowe, jak i zatyczka okularowa dobrze trzymają się na lornetce. Mostek okularowy jest solidny i dopiero mocny nacisk powoduje lekkie ugięcie. Regulacja rozstawu okularów działa stabilnie, z należytym oporem. Przy poruszaniu słychać ciche, krótkie mlaski smaru. Pokrętło ostrości również pracuje bez zarzutu, choć nieco ciężko. Jednak dzięki drobno karbowanemu ogumowaniu jest bardzo wygodne w użyciu. I tu również słychać ciche mlaski. Pełny zakres obrotu to nieco ponad 360°. W warunkach zimowych, po około dwóch godzinach obserwacji przy temperaturze -10°C smar w pokrętle ostrości stężał i odmówił współpracy. Przedni koniec osi mostka zakończony jest gwintem na adapter statywowy zabezpieczony nakręcaną zaślepką, a tylna część osi zakończona jest zaślepką z podziałką rozstawu okularów w zakresie od 60 do 70 mm, co 2 mm. Podziałka jest dość dobrze wyregulowana, z przesunięciem jedynie ok. 1 mm „w dół”. Rzeczywisty zakres rozstawu okularów to 59-72 mm. Pokrętło regulacji wyrównania dioptrii w prawym okularze pracuje płynnie i z należytym oporem, jednak dwie wypustki regulacyjne są niefortunnie rozstawione względem siebie na obwodzie pokrętła w odległości ok. 120°. Zdecydowanie poręczniejszym rozwiązaniem jest kąt 180°. Pokrętło nie ma żadnej podziałki, a punkt zerowy oznaczony jest małą białą kropką. Muszle oczne są regulowane obrotowo i dobrze ogumowane. Pracują bardzo płynnie, jednak nie mają pośrednich blokad położenia. Delikatne „klik” wyczuwamy tylko w położeniach skrajnych. Dzięki wygodnej gumie muszle wygodnie przylegają do oczodołów, a zakres ich wysuwu jest idealnie zgrany z odsunięciem źrenicy wyjściowej okularów. Zewnętrzna średnica muszli to niecałe 44 mm. Waga lornetki to dokładnie 1 kg, co wpisuje się w standardowe wartości dla solidnych sprzętów o podobnych parametrach optycznych. Optyka i wyczernienie Teraz przyjrzymy się bliżej optyce i wnętrzu lornetki. Opisy na korpusie lornetki mówią nam, że jest ona wodoodporna, a optyka jest Fully-Multi Coated. Powłoki obiektywów są zielonkawe o średniej intensywności, a na pryzmatach powłoki wpadają w seledyn. Okulary mienią się zielenią i fioletem. Nie jest to specjalnie bogata paleta, ale widać, że producent podszedł do sprawy uczciwie. Przy skierowaniu lornetki na jasne tło, w okolicach źrenic wyjściowych widać pojaśnienia, ale bez wyraźnie jaskrawych fragmentów. Patrząc od strony obiektywów widać element konstrukcyjny, który wchodzi w tor optyczny i jest on również widoczny od strony okularów, ścinając źrenice wyjściowe w stopniu nieco większym niż w innych znanych mi lornetkach z porównywalnej półki jakościowej. Wnętrze tubusów jest bardzo dobrze zmatowione, jednak nie idealnie czarne. Dalej, w części z pryzmatami jest bardziej szaro niż czarno, choć wciąż matowo. W każdym torze optycznym widać po dwie paćki jasnego kleju oraz bezbarwną substancję nałożoną na klej i element konstrukcyjny korpusu. Całość wygląda solidnie, choć z typowymi dla tego segmentu niedociągnięciami. Odsunięcie źrenicy wyjściowej (eye-relief) jest komfortowe i jej wartość użyteczna pozwala na objęcie całego pola widzenia w okularach korekcyjnych. Jest to zasługa płasko zakończonych muszli ocznych i niewielkiego wpuszczenia soczewek ocznych w obudowę okularów. Diafragma odcina się ostro i ma bardzo delikatne, cienkie niebieskie zabarwienie. Soczewki oczne okularów mają średnicę 22,5 mm. Zmierzone na gwiazdach pole widzenia to 6,13°, co jest wartością mniejszą niż deklarowane przez producenta 6,5°. Minimalna odległość ostrzenia to ok. 8 metrów. Kolimacja lornetki nie budzi zastrzeżeń. Obserwacje dzienne Przejdźmy zatem do właściwości optycznych. Obserwacje w dzień pokazały, że lornetka bardzo dobrze radzi sobie z aberracją chromatyczną. Przy osiowym patrzeniu w centrum pola widzenia obwódki chromatyczne praktycznie nie występują, obraz jest jasny, czysty, o przyzwoitym kontraście. Odwzorowanie bieli jest na dobrym poziomie, choć kolorystyka jest odczuwalnie przesunięta ku „chłodnej bieli”, co potęguje wrażenie jasności obrazu. Aberracja chromatyczna pojawia się poza ścisłym centrum pola, ale w stopniu dopuszczalnym dla lornetki achromatycznej. Jej poziom nieco rośnie do połowy promienia pola widzenia i do samej diafragmy pozostaje już stały. Od połowy promienia pola widzenia widać już kolorowe obwódki, ale poziom aberracji chromatycznej oceniam na wysoce akceptowalny. Tak czy inaczej, nawet osoby przeczulone na punkcie aberracji chromatycznej, o ile będą trzymać obiekt w szerokim centrum pola widzenia, o tyle nie powinny narzekać na jakość obrazu. Nie dopatrzyłem się natomiast śladu, tak znienawidzonego przez obserwatorów, typowego „fioletu”. Powyższa ocena to wynik wnikliwej analizy obrazu z kontrastowymi krawędziami w polu widzenia – anteną telewizyjną, gałęziami drzew i sylwetami ptaków w warunkach jednolitego oświetlenia przy zachmurzonym niebie. Przy obserwacjach zróżnicowanego w formie i kolorystyce krajobrazu wpływ aberracji chromatycznej jest niezauważalny. Dystorsja poduszkowa jest widoczna, ale jej wartość jest mniejsza lub porównywalna do tej, występującej w innych lornetkach w podobnej cenie. Zakrzywienie pionowych krawędzi zaczyna się zaraz za ścisłym centrum pola widzenia, ale jest niewielkie i nie wzrasta lawinowo. Nieostrość widoczna jest w okolicach diafragmy i jest spora. Na szczęście, psuje ona obraz jedynie w najbardziej zewnętrznych częściach pola widzenia. Jeśli chodzi o odblaski, ich wpływ widać w sytuacji, w której niemal każda lornetka pokazuje swoją słabość (choć w różnym stopniu) – przy obserwacji ciemniejszych elementów krajobrazu z jasnym niebem ponad polem widzenia. W takich warunkach dolna część pola widzenia rozjaśniona jest łukowatą poświatą. Obserwacje nocne Testy nocne jak zwykle zacząłem od Srebrnego Globu. W naszym klimacie tak to dziwnie bywa, że większości pogodnych nocy towarzyszy Księżyc. Muszę przyznać, że Kamakura bardzo dobrze radzi sobie z odblaskami z jasnym obiektem w centrum pola widzenia. Z Księżycem krótko po pełni w środku pola obraz jest piękny – czysty, kontrastowy, z naturalną poświatą wokół księżycowej tarczy. Niewielkie „duszki” stają się widoczne jedynie podczas kolistych ruchów lornetką z Księżycem w polu widzenia. Sama tarcza jest naturalna kolorystycznie, jasna i praktycznie pozbawiona aberracji chromatycznej, a kratery przy terminatorze pięknie się odcinają. Jedynie bardzo uważny obserwator może stwierdzić obecność cieniutkich kolorowych obwódek na krawędzi tarczy. Po przesunięciu Księżyca poza pole widzenia pojawiają się odblaski w przeciwległych do kierunku Księżyca częściach pola widzenia, ale nie uniemożliwiają one obserwacji pobliskich gwiazd. Po przekroczeniu połowy promienia pola widzenia pojawia się lekka aberracja chromatyczna na krawędzi tarczy księżycowej, a przy diafragmie nieostrą już tarczę Księżyca dodatkowo deformuje dystorsja. Obrazy gwiazd są ostre z bardzo niewielkim efektem iskrzenia – oznaką lekkiego astygmatyzmu. Kolorystyka gwiazd oddana jest prawidłowo, nie mam też zastrzeżeń co do jasności obrazów. Mimo wzrostu komy po przekroczeniu połowy promienia pola widzenia, obrazy gwiazd są wciąż akceptowalne. Poziom komy delikatnie, choć równomiernie wzrasta w kierunku diafragmy, a wyraźna nieostrość spowodowana krzywizną pola widoczna jest w ostatnich kilkunastu procentach promienia pola. Tu też wpływ komy jest największy. Z moich spostrzeżeń wynika, że do jakichś 75-80% promienia pole jest w pełni użyteczne. Aberracja chromatyczna, nawet w przypadku jasnych gwiazd, jest pomijalna niemal w całym polu widzenia. Wprawne oko dostrzeże jej obecność dopiero w najbardziej skrajnych rejonach pola widzenia, a bardziej wymagających obserwatorów może denerwować wspomniana już nieostrość spowodowana krzywizną pola. Ogólnie rzecz biorąc, korekcja pola widzenia jest bardzo przyzwoita, a biorąc dodatkowo pod uwagę cenę lornetki, wręcz zaskakująco dobra. Szkoda, że nie mamy do dyspozycji deklarowanych 6,5°. Porównanie z Nikonem 10x50 EX W czasie recenzowania Kamakury miałem możliwość dwukrotnego porównania jej z Nikonem 10x50 EX. Pierwsze było pobieżne, w warunkach galerii handlowej, i byłoby jedynym porównaniem, gdyby nie uprzejmość kolegi z forum, który użyczył mi swojego Nikona (kupionego w maju 2010) na kilka dni. I to porównanie, jako dokładniejsze, wykorzystam w tej recenzji. Muszę przyznać, że wizualne porównanie tych lornetek jednoznacznie wskazuje na Nikona, jako zwycięzcę. Wzornictwo, zastosowane materiały, wykończenie – to wszystko w Nikonie wzbudza zaufanie. Również praca pokrętła ostrości jest bardziej przyjazna w Nikonie, a dodatkową zaletą są pośrednie stopnie blokady muszli ocznych. Sztywność mostka okularowego jest praktycznie taka sama w obu lornetkach. Jeśli chodzi o ergonomię, obydwie lornetki trzyma się równie wygodnie, choć ogumowanie Kamakury jest bardziej antypoślizgowe. To samo można powiedzieć o ogumowaniu muszli ocznych. Natomiast wyniki porównania właściwości optycznych były dla mnie zaskakujące. Z moich oględzin wynika, że obiektywy Nikona mają co najmniej jedną powierzchnię optyczną nie pokrytą warstwami antyodblaskowymi i odbijają wyraźnie więcej światła niż obiektywy Kamakury. Pryzmaty Nikona wydają się być powleczone pojedynczą warstwą o sinym odcieniu, która zbyt mocno odbija światło. Okulary Nikona również nie są w tej kwestii ideałami. Refleksy w ich optyce tworzą istną dyskotekę, a kolorystyka odblasków sugeruje, że część powierzchni optycznych nie ma powłok. Skutkuje to podatnością na powstawanie „duszków” przy świetle bocznym i tylnym. Kamakura jest tu zdecydowanym zwycięzcą. Na wszystkich powierzchniach szklanych widać powłoki, od strony okularów optyka mieni się zdecydowanie słabiej, a zarówno od strony okularów, jak i obiektywów widać, że Kamakura ma mniejsze straty światła, a refleksy na powłokach są bardziej stłumione. Porównanie powłok antyodblaskowych na obiektywach Kamakury (po lewej) i Nikona EX (po prawej) Porównanie powłok antyodblaskowych na okularach Kamakury (po lewej) i Nikona EX (po prawej) Obserwacje dzienne były dużym zaskoczeniem. O ile aberracja chromatyczna i dystorsja poduszkowa są podobnie korygowane przez obie lornetki, o tyle odwzorowanie bieli Nikona okazało się fatalne w porównaniu z Kamakurą. Już na pierwszy rzut oka widać było kremowe zabarwienie, a obraz był wyraźnie ciemniejszy niż w Kamakurze. W przypadku tej drugiej, kolorystyka była bardziej zbliżona do naturalnej, „gołoocznej”, a obraz jaśniejszy. Przysiadające na pobliskich drzewach sroki obserwowane przez Kamakurę zachowywały naturalną biało-czarną kolorystykę, natomiast w Nikonie biel stawała się nienaturalnie kremowa. Również w przypadku ptaka z rodziny drozdowatych, brązowo-rdzawe podgardle lepiej kontrastowało z jasnym podbrzuszem w polu widzenia Kamakury. Jeśli chodzi o pole widzenia, w obu lornetkach jest identyczne. Natomiast zaletą Nikona jest mniejsza nieostrość spowodowana krzywizną pola, dzięki czemu rozmycie przy krawędzi jest mniejsze i nie przeszkadza tak, jak w Kamakurze, oraz nieco lepsza głębia ostrości, dzięki której w Nikonie nieco łatwiej ocenić ostrość obrazu w dzień. W warunkach ciemniejącego nieba spojrzałem na Księżyc w pierwszej kwadrze. To, co zobaczyłem potwierdziło moje wrażenia z obserwacji dziennych. Obraz w Nikonie był ciemniejszy i mało kontrastowy, a niebo traciło swój błękitno-niebieski odcień na rzecz szaro-kremowego, „brudnego niebieskiego”. I w tym przypadku to słabe odwzorowanie bieli było szczególnie dobrze widoczne przy bezpośrednim porównaniu z Kamakurą, w której obraz jest wyraźnie jaśniejszy, a kolorystyka nieba przyjemnie naturalna, z lekkim przesunięciem ku chłodnej. Ta duża różnica odwzorowania bieli skłoniła mnie do porównania obu lornetek z Nikonem 12x50 SE. Potwierdziło ono moje spostrzeżenia na temat przesunięcia kolorystyki obrazów Kamakury i Nikona EX, plasując Nikona SE pomiędzy, w okolicy kolorystyki wzorcowej. To rozstrzelenie charakterystyki barwowej Kamakury i Nikona potęguje różnice w dawanych przez nie obrazach, jednak jaśniejsza i chłodniejsza charakterystyka Kamakury jest przyjemniejsza dla oczu. Niestety pech sprawił, że jedyne pogodne noce w czasie, gdy miałem do dyspozycji obie lornetki, wypadły w okresie między pierwszą kwadrą a pełnią i nie mogłem wykorzystać pogodnego nieba tak, jakbym sobie tego życzył. Nocny obraz Księżyca w fazie bliskiej pełni obnażył podatność Nikona na odblaski i „duszki”. Jeśli chodzi o kolorystykę, obraz w Nikonie był nieco ciemniejszy, a tarcza Księżyca bardziej żółta, co akurat w tym przypadku nie przeszkadzało w obserwacjach. Kamakura pokazała Księżyc jaśniejszy i bardziej naturalny kolorystycznie, a tło czystsze. Jednak obraz samej tarczy księżycowej przypadł mi do gustu w obu lornetkach. Podczas obserwacji Księżyca w fazie 98%, odwzorowanie bieli Nikona zdawało się pozytywnie wpływać na redukcję aberracji chromatycznej wokół krawędzi księżycowej tarczy. Ogólnie rzecz biorąc, koma, astygmatyzm i aberracja chromatyczna są bardzo podobnie korygowane w obu lornetkach, nie rzuciła mi się w oczy różnica w punktowości gwiazd w centrum pola, ale nieostrość spowodowana krzywizną pola jest nieco większa w Kamakurze. Obie lornetki, zamocowane na statywie, podobnie rozdzieliły parkę 40/41 Draconis (STF 2308; 5,95mag/5,65mag; sep. 19,3”). Jednak ze względu na żółtawy kolor gwiazd, odwzorowanie bieli Nikona dodatkowo podkreśliło ich barwę. Natomiast rozdzielenie bardzo ładnej parki STF 747 w Orionie (4,3mag/5,7mag; sep. 35,7”) nie wymagało zamocowania lornetek na statywie. W warunkach zaświetlenia poświatą średniego miasta i sporego Księżyca zanotowałem podobny zasięg gwiazdowy. Dało się wypatrzeć dwie słabsze gwiazdy z trójkącika przy η Tau w Plejadach (TYC 1800-1607-1 8,3mag oraz TYC 1800-2222-1 8,7mag), jednak w tak trudnych warunkach to w Kamakurze szybciej wyłapałem słabą mgiełkę komety C/2013 US10 (Catalina), choć po zidentyfikowaniu kometa była widoczna w obu lornetkach (wysokość ok. 33° w łunie dużego miasta). W nocy potwierdziła się również wrażliwość optyki okularów Nikona na oświetlenie boczne i tylne. Każde jaśniejsze światło padające na słabe powłoki okularów Nikona powodowało spadek kontrastu i bliki. Ogólne wrażenie jest takie, że w warunkach dziennych i podczas obserwacji Księżyca widać słabe odwzorowanie bieli i ciemniejsze obrazy w Nikonie. Podczas obserwacji pól gwiazdowych nie jest to tak oczywiste, choć na jasnych białych gwiazdach daje się dostrzec delikatną różnicę w ich odcieniu. Żałuję, że nie miałem okazji porównać tych lornetek pod ciemnym niebem na słabych obiektach mgławicowych, ale myślę, że zebrany materiał jest wystarczający, by wyrobić sobie wstępną opinię. Podsumowanie Muszę przyznać, że była to dla mnie najtrudniejsza recenzja, jaką miałem okazję napisać. I to nie ze względu na Kamakurę. Po drodze musiałem zmierzyć się z żywą legendą, jaką jest Nikon 10x50 EX, a ocenianie legendy nigdy nie jest łatwe i bywa kontrowersyjne. Dlatego do porównania Kamakury z Nikonem podszedłem ostrożnie, mając „z tyłu głowy” swoje własne doświadczenia z serią EX oraz setki opinii innych użytkowników, jednak to bezpośredni pojedynek tych lornetek wpłynął na ostateczny opis moich wrażeń. Mam wrażenie, że Kamakura postawiła sobie za cel ukrycie bardzo przyzwoitej optyki w niezwykle przeciętnej obudowie. Ta przeciętność to wygląd lornetki, która niemal niczym nie różni się od wielu bardzo słabych mechanicznie i optycznie modeli, jakich wiele na rynku i to w cenie dużo niższej. Jednak po bliższym zapoznaniu z Kamakurą okazuje się, że dostajemy coś więcej. Stabilny mostek okularowy, solidne, wykręcane muszle oczne i ciekawe rozwiązanie ze zróżnicowanym ogumowaniem korpusu. Szkoda, że pokrętło ostrości jest standardowe, znane z tańszych modeli, choć oprócz mlaskania smaru i tężenia na mrozie trudno się przyczepić do jego pracy. I tak, w tej skorupce odkrywamy optykę o jakości, która broni się sama. I to bez drastycznego sztucznego przysłaniania toru optycznego dla zredukowania wad optycznych kosztem apertury. Do wad Kamakury zaliczyłbym braki w wyczernieniu okolic pryzmatów, ścięcie źrenic wyjściowych, które z moich wyliczeń wynosi ok. 2,8% na tor optyczny, oraz pole widzenia mniejsze niż deklarowane. Nieco wyższy mógłby być też kontrast, choć może wymagam zbyt wiele. Pamiętajmy, że to wciąż lornetka budżetowa, a lornetki o zbliżonej jakości optycznej dostępne są na rynku w cenach oscylujących między 700 a 900 złotych. Jako ciekawostkę podam, że przeszukując szeroką ofertę lornetek 10x50 natknąłem się na identyczną Kamakurę pod szyldem Fomei 10x50 ZCF Leader RW. Porównanie odblasków w okolicach źrenic wyjściowych (Kamakura na górze, Nikon EX na dole) W zbliżonej cenie Ecotone Kamakura ma praktycznie jednego konkurenta – Nikona 10x50 EX, i dobrze by było, gdyby nie była od niego droższa, a najlepiej nieco tańsza. Problemem Kamakury może być renoma i stabilna pozycja Nikona na rynku, jego powtarzalność jakościowa, na pierwszy rzut oka atrakcyjniejszy wygląd serii EX i, co dla wielu jest równie ważne, bardziej gustowne opakowanie. Niebagatelną przewagą Nikona są setki pozytywnych opinii na temat serii EX oraz zaufanie do marki. Mało kto zechce zaryzykować kupno nieznanej szerzej Kamakury, która z wyglądu przypomina tanie wyroby United Optics z Kunming. Jednak Nikon ma swoje wady – brak pełnego pokrycia optyki powłokami antyodblaskowymi, słabe odwzorowanie bieli oraz odblaski, które Kamakura całkiem dobrze kontroluje. Warto wspomnieć też o nieco większym użytecznym odsunięciu źrenicy wyjściowej w Kamakurze – na tyle, by obserwując w okularach korekcyjnych wyczuć różnicę na korzyść Kamakury. Jednak należy też zaznaczyć, że Nikon nie zaliczył wpadki ze ściętymi źrenicami i lepiej kontroluje nieostrość spowodowaną krzywizną pola. Ogólne porównanie powłok antyodblaskowych obiektywów (Kamakura na górze, Nikon EX na dole) Ogólne porównanie powłok antyodblaskowych okularów (Kamakura na górze, Nikon EX na dole) Dobrze, że pojawiła się lornetka o przyzwoitych parametrach mechanicznych i optycznych będąca alternatywą dla marketingowego „samograja”, jakim jest Nikon EX, bo niezależnie od ostatecznego wyboru, najważniejsze, że wybór istnieje. Ważną kwestią jest jednak powtarzalność jakościowa Kamakury oraz mechaniczna trwałość, by lornetka nie zbierała negatywnych opinii. Tak jak w przypadku wyboru jakiejkolwiek lornetki, zalecam, w miarę możliwości, osobiste sprawdzenie danego modelu, bo dużą rolę odgrywają tu indywidualne odczucia i preferencje. Życzę udanych wyborów i wielu udanych sesji obserwacyjnych. Lornetkę do recenzji wypożyczyła firma ECOTONE, www.ecotone.com.pl Oryginalny tekst ukazał się w miesięczniku Astronomia w marcu 2016 (wersję on-line znajdziesz również na stronie www.astronoce.pl)
  15. Słowem wstępu - od czasu do czasu zdarza mi się skrobnąć relację z obserwacji. Dotychczas tekst lądował zawsze w wątku, w którym z ekipą umawiamy się na spotkania, przez co po chwili ginie on pośród pozostałych postów. Postanowiłem więc wydzielać relacje z obserwacji do oddzielnych wątków pod szyldem "Szepty kosmosu", może dzięki temu trafią one do szerszego grona. 15.09.2020 (godz. 22:00), Sulejewo Folwark (Poznań) Wczorajsze warunki nie należały do najgorszych. Można było jednak zauważyć wpływ ciepłych mas powietrza na widoczność, więc z planetami dość słabo, ale gromady prezentowały się bardzo przyzwoicie. Jak na środek tygodnia na placu boju liczna ekipa, łącznie 5 osób i do dyspozycji sprzęt: GSO 8", GSO 10", SW Flex 10", Taurus 13", Nikon EX 10x50, Delta Extreme 10x50 i Delta Extreme 15x70. Tym razem wybrałem się wyłącznie z lornetkami Delta 10x50 i 15x70, dawno ich nie używałem, dlatego też sesja obserwacyjna sprawiła mi sporo frajdy i pozwoliła spojrzeć z nieco szerszej perspektywy na wrześniowe niebo. Na pierwszy ogień poszła para Mizar i Alkor w Wielkiej Niedźwiedzicy, w 15x mogłem bez problemu rozdzielić Mizara na dwa składniki A i B. Potem kadr przeniosłem na M81 i M82, po czym przeskoczyłem do M13 w Herkulesie. Obiekty widoczne wyraźne. Jako, że Orzeł jeszcze dość wysoko na niebie, skierowałem się w jego dziób i potem do Tarczy, aby zobaczyć Gromadę Dzika Kaczka. Pozostając w tych rejonach nieba skierowałem lornetkę trochę wyżej w stronę gwiazdy Altair, a następnie do Tarazed. Potem nieco w prawo, aby zapolować na dość ciemny obiekt jakim jest Mgławica E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Wczorajsze warunki nie były spektakularne, ale zerkaniem mogłem dostrzec w lornetce 15x70 delikatne pociemnienie z zamierzonym kształtem, co pozwoliło uznać ten obiekt za zaliczony. Po chwili przerzuciłem się w rejony nieba położone na północy i wschodzie. Klasycznie mogłem bez problemu zobaczyć Galaktykę Trójkąta i NGC 752 znajdującą się obok, Andromedę, Chichoty, Stock 2, Owl Cluster (dla mnie to wciąż lecąca Sowa, a nie stwór E.T.) i M103. Dość sporo czasu spędziłem w okolicach Kasjopei, dawno tam nie zaglądałem z lornetką, mogłem na spokojne delektować się widokiem na dwoje oczu przemierzając bardziej i mniej znane obszary tego rejonu nocnego nieba. Jako, że wczoraj przypadał światowy "dzień kropki" - o czym przypomniał mi syn wracając z przedszkola - postanowiłem zapolować na Urana i Neptuna z lornetką 15x. Wspomagając się aplikacją SkySafari bez problemu szybko je odnalazłem w polu widzenia. Neptun, który kilka dni temu był w opozycji znajduje się obecnie w okolicach Wodnika. Widać było wyraźne błękitne zabarwienie kropki w okolicach innych gwiazd. Dość łatwo można go wyszukać kierując się na lewo od gwiazdy φ Aquarii. Neptun tworzy tam obecnie trójkąt równoboczny z innymi gwiazdami i stanowi jeden z wierzchołków figury. Z Uranem było nieco trudniej, krążyłem chwilę nad ogonem w konstelacji Wieloryba, ale w końcu go upolowałem. Odcień cyjankowy zdradził jego pozycję. Z ciekawości spojrzałem jeszcze na dwie inne kropki - Marsa i Jowisza. Tutaj oczywiście bez żadnego detalu, ale Mars to już widoczna "kula". Jowisz za nisko, natomiast Saturn z wyraźnym kształtem sugerującym obecność pierścieni. Niedługo potem widać było już ładnie Plejady i wznoszącą się Kapellę z Woźnicą. Niestety próby dostrzeżenia gromad bez skutku - przeszkadzało drzewo. Na zakończenie na statyw wrzuciłem 10x50 i spoglądałem w te same okolice. W szerszym kadrze te same obiekty nabierają zupełnie innej perspektywy. Gromada Alpha Persei Cluster (Melotte 20) w Perseuszu jak zawsze spektakularna - wygląda idealnie w przybliżeniu od 7x do 10x. Wschodzące konstelacje jesienno-zimowe przypomniały nam, że za chwilę północ, a rano trzeba wstać, także wszyscy po kolei rozjechaliśmy się we własnym kierunku. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) ps. kilka pamiątkowych zdjęć z telefonu:
  16. Dziwna ta zima, podczas której śnieg widzieliśmy tylko przez godzinę, a mrozów nie było praktycznie wcale. Jedynie w pogodne noce niestrudzony Myśliwy, wraz z wiernymi psami powtarza mantrę o porze roku, której nie ma. Gdy we wtorkowy wieczór łowca znów się zjawił, jego psy zawyły głośniej niż zwykle, a ja zebrałem się błyskawicznie. Czasu miałem niewiele - okno pogodowe dawało mi maksymalnie półtorej godziny obserwacji. Ale nie chodziło przecież o długi maraton, a raczej o chwilę spokoju i sprawdzenie, czy wszystkie messiery świecą na swoich miejscach. Po dwudziestu paru kilometrach jazdy odbijam w lewo, w błotnistą drogę po lasem - auto zaczyna tańczyć, koła buksują raz po raz, ale ten nieco stresujący, trzystumetrowy poślizg doprowadza mnie w końcu do trawiastej zatoczki pod lasem. Tu się stoi niemal pod drzewami, których gałęzie zabierają kawał wschodu i zachodu, za to mniej dokucza wiatr i nie trzeba brodzić w błocie. Temperatura jest znośna, a ziemia i trawy są przesiąknięte wonią przedwiośnia. Toczący się nisko nad zachodnim horyzontem wał chmur każe się spieszyć, więc nie tracę czasu na wyjmowanie atlasu, a od razu wieszam Tereskę na Sliku, a Fujinona na szyi. Parę głębokich wdechów i szybkie spojrzenie w niebo, by wiedzieć czego szukać, a co odpuścić. Klepsydra Oriona wyraźnie się już przechyla w prawo, Zając zagrzebuje łapy w ciemnych zabudowaniach na horyzoncie, a Byk kładzie pokornie głowę. Od wschodu, tam gdzie Spica ledwo wystaje ponad linię drzew, słychać głośno krzyczące żurawie. Pod Lwem zieje pustka ledwo zaznaczona grzbietem Hydry, ginącym w coraz wyższych łunach nieodległych miejscowości. Pierwsze spojrzenie na M 42 rozczarowuje. Może to brak adaptacji, a może warunki nie są najlepsze. Przeskakuję na Chichoty, ale coś je odziera z blichtru. Myślę, że to trójmiejska łuna, ale szybko okazuje się, że w ciągu paru chwil nadciągnęła forpoczta zachmurzenia. Jakieś drobne, ledwo widoczne włókna wyraźnie przygaszają nawet najjaśniejsze obiekty głębokiego nieba. Wycelowuję w piętę Kastora, Messier 35 nie powala. Podobnie jest ze słabą w tych warunkach M 41. Chyba długo nie zabawię, ale głód każe mi jeszcze zostać. Zostawiam Tereskę, i skaczę sobie beztrosko po klasykach z Kową 12x56. Chwilę później zamieniam ją na Fujinona 10x50. Cóż, zawsze się to tak kończy - chyba, że w pobliżu jest Nikon WX. Gołym okiem wyłapuję asteryzm Kij Lacrosse, chwilę później jestem tam już z Fujinonem. Cała menażeria wokół Kota z Cheshire jest wyraźna i przestrzenna. Kawałek w lewo kipi jasna M36. Przypominam sobie o Barnardzie 34 i LDN 1550, ale tego pierwszego nie widzę, a położenia drugiej nie pamiętam dość dokładnie. Muszę się więc zadowolić ledwo widoczną lub wyobrażoną smugą LDN 1555 i 1557. Chyba jednak wyobrażoną. Wracam do Koźląt - tutaj wyobraźnia nie musi nic dodawać, widzę ślad wachlarza LDN 1477, a na prawo jakieś dalsze pociemnienia. Notuję jeszcze w pamięci wyciągnięty romb wokół Collindera 62 i odwiedzam Perseusza, tu i ówdzie okraszonego przepływającymi, rdzawymi od lamp chmurami. Miejscami daje to niesamowity efekt, jakby ktoś wyciął ze zdjęć dobry tuzin barnardów i nałożył je na widoczny w lornetce kadr. Rzeczywiste ciemnotki są znacznie skromniejsze - ślad Tokyo 994 jest nikły, choć pobliskie Melotte 20 i NGC 1528 mają swoje lepsze momenty. Przeskakuję na wschód, gdzie niebo jest chyba mniej zapaskudzone. Galaktyki są skromne, a przepływające chmury zabierają nawet te, które zwykle są nietrudne do wyłapania. W Lwie dostrzegam tylko M 66, NGC 2903 gdzieś mi się gubi. Odwracam się ku Niedźwiedzicy przebijającej przez gałęzie. Jest coś urzekającego w parce messierowych smug nad Dubhe. Messier 51 również daje się łatwo złapać, lecz Sowa jest już nieco wątpliwa. Wpadam jeszcze nad ogon Niedźwiedzicy po Messiera 101, wyłuskuję Słonecznik (M 63) i małą krągłą M 94 nad Sercem Karola. Ponownie odwiedzam M 42 i tym razem jest nadspodziewanie pięknie. Wracam do Tereski, a ta potwierdza, że niebo się przeczyściło. Wielka Mgławica rozpościera zachodnie ramię na ponad 20 minut łuku. Nie przypominam sobie, żeby tak daleko sięgał jej płaszcz. Wschodnie ramię jak zwykle - bardziej wyraziste, lecz wąskie i krótkie. Nic się nie zmienia od lat, ale oko wciąż nie może się napatrzeć. Rybi Pysk wżera się mocno i wyraziście, a tuż pod Trapezem laserunek mgławicy przechodzi w mocny impast. Przechodzę wyżej, przez wyraźne M 43 i NGC 1981 do M 78. Zachodnia krawędź jest mocno odcięta za sprawą LDN 1627, wschodnia rozlewa się wachlarzem i urywa szybko. Bez trudu łapię najjaśniejszy fragment Pętli Barnarda i wiszącą obok NGC 2112. Jeszcze raz odwiedzam piękną już M 35 z towarzyszkami (NGC 2158 i 2129), lecz moją uwagę najskuteczniej przyciąga Collinder 89. To chyba jeden z moich najulubieńszych kadrów zimowych, w którego przestrzeni, kolorystyce i asteryzmach zatapiam się przez dłuższą chwilę. Robię się zmęczony, więc lista klasyków gwałtownie się kurczy. Łapię w Teresce cały Triplet Lwa, jeszcze raz odwiedzam M 51 z jej magellanem, chwilę męczę kark na trójcy M 81 - M 82 - NGC 3077 i wracam do Fujinona. Zatrzymuję się na obu messierach w Raku, ale moją uwagę dłużej przykuwa sześćdziesiąty siódmy. Dostrzegam wyraźny pierścień Rozety, a kawałek nad Betelgezą - uroczą plamkę NGC 2194. Tej ostatniej poświęcam parę minut, próbując dostrzec ślad ziarnistości, ale tu nawet 22x85 się poddaje. Chwilę jeszcze wpatruję się w tę gromadę przez Fujinona, odcinając wszelkie myśli. Ale w końcu przychodzi ta, która każe się zwijać. Na parkingu pod domem Lew wisi zaskakująco wysoko, a ja dobrą chwilę się zastanawiam, czy w Blizinach był niżej nad horyzontem, czy po prostu bliżej.
  17. Cześć, chciałem napisać kilka słów na temat książki Binocular Highlights, którą niedawno zakupiłem. Autorem jest Gary Seronik (https://garyseronik.com/). Autor ten miał także udział w tworzeniu Pocket Sky Atlas. Obydwie pozycje są z tego samego wydawnictwa, także jeśli chodzi o jakość i rozmiar są praktycznie identyczne. Wytrzymały papier odporny na wilgoć, do tego wszystko na funkcjonalnej rolce. Jest to typowa książka dla posiadaczy lornetek 10x50, gdyż to na niej autor się skupia cały czas. Przy każdej mapce pokazane jest pole widzenia, dodatkowo załączone są także mapki sezonowe. Książka zawiera 109 najbardziej popularnych obiektów. Myślę, że to idealna pozycja na początek dla każdego miłośnika obserwacji przez lornetkę, uważam że jest lepsza niż "Niebo przez lornetkę", którą i tak ciężko dostać, a cena tak naprawdę podobna. Książka jest nowsza, a co za tym idzie ładniej wydana i może służyć w terenie. Kolorowe grafiki i zdjęcia mogą zachęcić wiele osób - przynajmniej mnie tym urzekła. Poniżej kilka zdjęć, jeśli ktoś ma jakieś pytania chętnie odpowiem ps. książkę zamówiłem tutaj (podobnie jak Pocket Sky Atlas), przesyłka jest za darmo. Zamawiałem tydzień przed świętami, doszła przed sylwestrem Kosztowała równo 70 zł (cena się zmienia co jakiś czas): https://www.bookdepository.com/Binocular-Highlights-Revised-Expanded-Gary-Seronik/9781940038445?ref=grid-view&qid=1546348359401&sr=1-1
  18. Witam, Od dłuższego czasu zastanawiam się czy warto przejść z Nikon Action EX 10x50 CF na Delta Optical Extreme 10x50 ED. Czy rzeczywiście będzie to przeskok pod względem jakości obrazu - może, ktoś miał podobny problem? Od razu piszę, że Fujinon FMTR-SX 10x50 na razie odpada ;)
  19. Witam! Jestem nowym użytkownikiem forum, na razie kompletnie zielonym z astronomii. Mam pewnie pytanie do specjalistów z tej dziedziny, ale nie chodzi o zagadnienie naukowe dot. kosmosu, lecz o czysto techniczne. W dawnych czasach - jeszcze w latach '90 mój ojciec będąc na wczasach zakupił od pewnego przybysza zza wschodniej granicy lornetkę Berkut BPC 10x50 (a dokładnie Беркут БПЦ 10x50). Ostatnio ją odnalazłem i na moje oko jest świetna. Niemniej to nie do końca mój sprzęt, a chciałbym nabyć jakiś własny. Z racji tego, że jest to jedyna lornetka z jaką miałem styczność nie mam odpowiedniego porównania. prosiłbym ekspertów, którzy "siedzą" w temacie o opinię, a właściwie porównanie z innymi lornetkami - o ile ktoś z szanownych forumowiczów z takąż lornetką miał styczność. Zastanawiałem się nad Delta Optical 15x70, Olympus DPS 7x35, lub 8x40. Jak się mają jakościowo do Berkuta? Czy są niższej, czy wyższej jakości? Czy też powinienem kupić którąś z rosyjskich lornetek, Berkuta właśnie lub Baigish? Z tego co widzę cenowo stoją niżej do lornetek o tych samych parametrach (przynajmniej jeśli chodzi o stosunek przybliżenia do średnicy soczewek) wyprodukowanych w cywilizowanych krajach. Pytanie, czy warto? Zauważyłem np. że Berkut tak jakby w ogóle nie posiadał żadnych warstw antyodblaskowych, soczewki wyglądają na gołe szkło. Czy to źle? Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam serdecznie.
  20. Cześć wszystkim, Od czerwca/lipca jestem szczęśliwym posiadaczem Synty 8 Dobson, ale niestety z powodu przeprowadzki do bloku (centrum Krakowa), jej gabaryty praktycznie nie umożliwiają mi korzystanie z niej (znoszenie i wnoszenie na ostatnie piętro bez windy prawdopodobnie zniechęciło by mnie i mój kręgosłup). Prawdopodobnie będę wymieniał sprzęt na bardziej mobilny, mam już na oku Sky-Watcher Synta R-120/600, ale to pewnie po nowym roku. Nie mniej jednak po przeczytaniu paru relacji lornetkowych i paru obserwacjach pożyczoną lornetką, chciałbym nabyć jedną - 10x50. Budżet mniej więcej do 1000zł, z zaznaczeniem że potrzebuję także kupić statyw. Nie chciałbym za bardzo nadwyrężyć danej kwoty. Przekopałem trochę tematów i w czołówce jest Nikon Action EX 10x50 CF i Ecotone Kamakura WP2 10x50. Tu też się rodzi moje pytanie czy w tej kwocie znajdę coś lepszego? Czy przyżółcenie obrazu nikona jest bardzo mocne? Ludzie bardzo różnie piszą na ten temat. Znalazłem jeszcze lornetkę Delta Optical Titanium 8x56. Warto ją rozważać jako lornetkę w głównej mierze do obserwacji astronomicznych?
  21. Niedosyt czasami bywa piękną siłą sprawczą - lub kopniakiem w rzyć, jak kto woli. Po śladowych ilościach siedzenia pod gwiazdami w lipcu i sierpniu, za to wypoczęty po urlopie, obiecywałem sobie dużo po wrześniowym nowiu. Tymczasem upalne lato kiedyś musiało się skończyć, a wilgoć - zacząć kłębić w przestworzach, by potem gwałtownie przemieszczać się pionowo w dół. Do tego stabilne wcześniej fronty zachwiały się na Europą, przeciągając całe masy powietrza z jednego krańca na drugi. W tę przejściową pogodę wpisał się Zatom. W pewnym sensie wizyta na zlocie przypominała wizytę w klubie go-go - zostawiłem tam trochę kasy, niby naładowałem baterie, ale - jako, że do niczego konkretnego nie doszło - wyjeżdżałem bez satysfakcji. Ze wspomnień obserwacyjnych mogę więc przywołać jedynie tępe spojrzenie w czeluść w miarę pogodnego nieba w pierwszy wieczór, kiedy byłem potwornie zmęczony. Niedosytu wywiozłem więc ze zlotu pod dostatkiem. Ale to ów niedosyt miał mnie wypchnąć parę dni później, mimo przeciętnych prognoz. Kiedy powoli zacząłem się już godzić z myślą, że wrześniowy nów mi umknie, kiedy niebo okazało się być niespodziewanie łaskawe w piątkowy wieczór - spakowałem więc manatki (10x50 i gościnnie - 20x80) i tuż po 21:00 byłem gotowy do drogi na miejscówkę. Spoglądając na niebo tuż przed wejściem do auta, zauważyłem przechodzące obłoczki - i mimo, że mogły oznaczać, że obserwacji nie będzie wcale, a w najlepszym razie - że będzie ich niewiele, zaryzykowałem. Bliziny powitały mnie jeszcze całkiem ciepłym powietrzem, niewielką wilgotnością i kapitalną przejrzystością. Obłok Gwiezdny Tarczy, mimo nieznacznej wysokości nad horyzontem, mocno przykuwał wzrok, Droga Mleczna świeciła mocno, jak rzadko kiedy w tej bliskości aglomeracji trójmiejskiej, a wyraźne gwiazdy w Strzelcu muskały nieznacznie zaświetlony południowo-zachodni horyzont. – Świeć. … – Rozkazuję ci, świeć! … – Cholerna bateria... Cholerna bateria lub niedbale włożona do torby (czyżby jeszcze w Zatomiu?) włączona latarka i brak zapasowego źródła światła spowodowały, że byłem bliskie zakończenia sesji przed czasem - przynajmniej jeśli chodzi o próbę wyłapania jakiegokolwiek nowego obiektu. Tym razem na szczęście, wujek G. jest wszędzie - naprędce ściągnąłem aplikację Red Telescope Flashlight, która zabarwiła ekran smartfona na czerwono. Rozwiązanie oczywiście nie było idealne, ale na bezlatarczu i smartfon latarka. … Sesję rozpocząłem od Obłoku Gwiezdnego Tarczy. Dzika Kaczka (M11) już dawno przestała być dla mnie magnesem, padła jednak jako pierwsza, gdyż jej jasność czyni zeń świetną boję nawigacyjną w rejonie. Rzeczywistym celem były wspaniałe międzygwiezdne chmury pyłowe, których w Tarczy jest prawdziwe zatrzęsienie. Wycelowałem 10x50 tuż na zachód od M11, w ścisłe okolice sporego asteryzmu Konik Morski (vel Poznański Haczyk na Poznańskie Ryby z Poznania), tam, gdzie blask gwiezdnego obłoku urywa się nagle za sprawą dryfujących bliżej Słońca ciemnych mgławic, jak skalpel ucinających zachodnią granicę jasnego tła ramienia Galaktyki. Region ten zgrubnie określany jest jako Barnard 103, choć sam Barnard pod tym numerem skatalogował niewielką koncentrację w gęstej międzygwiezdnej pyłowej zupie. Wizualnie wzrok przykuwała wyraźna, wąska smuga wędrująca niemal południkowo, odcinająca jedną z przebitek jasnego tła. Kolejna przebitka odległego Ramienia Tarczy, skatalogowana jako NGC 6682, również świetnie odcinała się od pyłowych wspaniałości pierwszego planu. Największą uwagę poświęciłem jednak samej B103 z przyległościami. Przez pewien czas wodziłem wzrokiem wzdłuż Konika Morskiego, śledząc granicę światła i cienia, wymiennie przez 10x50 i 20x80. Następnie odbiłem od boi nawigacyjnej nieco ku północy, obejmując w szerokim kadrze wielkie półkole Barnarda 111. Przejrzystość nieba pozwoliła całkiem wyraźnie zidentyfikować nie tylko wschodnią granicę obiektu (zwykle dobrze widoczną), ale również i zachodnią. Za to wyodrębnianie mniejszych obiektów wewnątrz samej B111 poszło znacznie gorzej, niż mogłyby wskazywać na to warunki. źródło: A Photographic Atlas of Selected Regions of the Milky Way (E.E. Barnard) Zacząłem od próby wydzielenia B110 i B113. O ile na zdjęciach ich obecność potrafi rzucać się w oczy, o tyle wizualnie ginęły one na dość ciemnym tle B111. Momentami wydawało mi się, że widzę nieznaczne pociemnienie tam, gdzie powina być B110, jednak obecność dwóch gwiazd 8 wielkości mogła sugerować wyobraźni wytyczenie granicy pomniejszej mgławicy właśnie przy nich. Niewiele lepiej poszło mi z B320. Mogę ją teoretycznie zaliczyć jako zaobserwowaną, jeśli (nie bezpodstawnie) uznamy, że numer ten odnosi się do południowo-wschodniego krańca księżycowatej B111. Niemniej, jakikolwiek detal - tak wyraźny na zdjęciach - był poza zasięgiem, po raz kolejny też nie udało mi się oddzielić B320 od B111. Widząc, że również niewiele wskóram próbując rozdzielić drobne pyłowe kłaczki na wschód od wyraźnej B119a,omiotłem tylko wzrokiem plamę B112 i strużki B114-118 (z wszystkimi numerami po kolei) i przeniosłem się jeszcze kawałek dalej w lewo, szukając szczęścia gdzieś przy stopie Antinousa. Po napatrzeniu się na jasną połać Obłoku Gwiezdnego Tarczy, tło gwiezdne parę stopni na wschód nie mogło nie wydać się ubogie. Twardo jednak okryłem się kapturem, by w pełni zaadoptować wzrok i poczekałem na nieznaczne pojaśnienie tła. Z czasem zacząłem widzieć więcej w tym miejscu, lecz leżące tu Barnardy 133 i 134 nie kwapiły się zbytnio z coming-outem. Dodatkowo każde niecierpliwe spojrzenie na mapę było okupione małą utratą adaptacji - lecz w końcu zamajaczyła mi we właściwym miejscu eliptyczna, nieco wydłużona sylweta B133. Z każdą chwilą stawała się coraz wyraźniejsza, choć powiedzieć o niej “wyraźna” nie mogłem nawet pod koniec naszego tête-à-tête. Mimo niewielkich rozmiarów, ciemnotka poddała się nawet w 10x50. Za to B134 pozostała poza zasięgiem obu dwururek. Obiekty w Tarczy i okolicach z wolna zaczęły tracić kontrast. Dobiegało końca okienko między zapadnięciem ciemności nocy astronomicznej a sensowną wysokością rejonu nad horyzontem. Przeniosłem się więc do delikatniejszego, wyżej świecącego Obłoku Gwiezdnego Gammy Orła i kolejnych ciemnych mgławic, które świecą na jego tle bądź go okalają. źródło: http://astropolis.pl/topic/45658-konstelacja-orla/ Na pierwszy ogień poszła oczywiście “E” Barnarda, czyli duet B142-143. Zazdroszcząc najwyraźniej Lukostowi wyłuskanego pod bieszczadzkim niebem detalu, przykleiłem się do muszli okularowych większej z lornet, by wycisnąć jak najwięcej w dobrych blizińskich warunkach. Wszystkie równoleżnikowe poprzeczki kompleksu pyłowego były świetnie widoczne, zwracał również uwagę gradient powoli ginących ku południowemu zachodowi dość wyraźnych (i najwyraźniej bezimiennych) przepyleń, ograniczających południową część Obłoku Gammy Orła od wschodu. Moją uwagę przykuła mocniej odwiedzana wcześniej mała łukowata smuga oznaczona jako B337 i B334. Obiekt ten wypatrzyłem już w zeszłym roku, jednak teraz postanowiłem wykorzystać większą moc 20x80. Po spokojniejszej adaptacji, pyłowy łuk wyraźnie się przełamał, więc w końcu udało mi się jednocznacznie wyodrębnić obie składowe jako osobne obiekty - większy, północno-wschodni Barnard 337 i tworzący jakby niższy schodek, południowo-zachodni Barnard 334. Na tym duecie lorneta 20x80 spisała się świetnie - zostawiając spory zapas pola dała jednocześnie na tyle mocny zasięg gwiazdowy, żeby wyciągnąć odpowiednio jasne tło i umożliwić wyjście obu Barnardów z tła gwiezdnego obłoku. Małej, zwartej kropy B336 nie dostrzegłem - niejednorodność drugiego planu sugerowała co prawda kilka pociemnień, mogących być Barnardem 336, lecz wobec bliskiego położenia dość jasnej gwiazdy pierwszego planu, odpuściłem. Przeskoczywszy na drugi brzeg Obłoku Gammy Orła, spróbowałem odszukać trzy kolejne Barnardy o kształtach dość fantazyjnie zakreślonych na mapach. Pierwszym z brzegu (północnego) był Barnard 333. Wobec braku wyraźnych boi nawigacyjnych i zatrzęsienia mniejszych asteryzmów, wycelowanie w pożądany rejon zajęło mi dłuższą chwilę. Niebawem jednak wschodnia granica B333 zaczęła się dość sugestywnie odcinać. Nie wyłapałem górnego zawijasa zaznaczonego w atlasie, lecz bez problemu dojrzałem środkową część mgławicy opartą o złamany łańcuszek drobnych gwiazd. Podobnie jak w przypadku B110, gwiazdki mogą sugerować więcej, niż faktycznie widać, lecz porównanie jasności tła po obu stronach łańcuszka pozowoliło na jednoznaczne zaliczenie sobie tego obiektu. Nieco trudniejszy - i do odszukania, i do identyfikacji - okazał się kolejny obiekt, Barnard 332. Lecz i tutaj udało mi się (po nieco dłuższych zmaganiach) odnaleźć fragmenty ciemnego łuku pokrywające się z zaznaczeniem w Uranometrii. Zanotowałem w pamięci widoczność północnej i południowej części obiektu z jednoczesnym rozmyciem czy zamazaniem środkowego wygięcia ku zachodowi. Trzeba przyznać jednak, że sam Barnard sporo namieszał, oznaczając w rejonie parę wątpliwych pasm. Czyżbym więc zaobserwował coś w rodzaju pyłowego asteryzmu? ;) Na sam koniec omiatania Obłoku Gammy Orła, odszukałem B331 - lecz tutaj poza bardzo mało wyraźnym śladem środkowej części smugi pyłowej, nie zaobserwowałem niczego, co by odcinało się od mało kontrastowego tła. Kolejna konsultacja z atlasem pozwoliła mi odszukać kolejne przepylenie - B140. Tutaj, mimo braku wyraźnego pojaśnienia tła, poszło mi całkiem łatwo, do czego przyczyniła się banalnie łatwa nawigacja - wystarczyło odbić nieco ponad stopień na zachód od δAql i powędrować w górę trzystopniowego asteryzmu przypominające wenecką drukowaną nutę renesansową (taa, wiem - dowaliłem… ale biorąc pod uwagę, że swego czasu trochę nagapiłem się na faksymile, skojarzenie przyszło automatycznie). Samej ciemnotki należy szukać w romboidalnym zwieńczeniu asteryzmu. I tutaj gwiazdy zdawały się wyznaczać granice, lecz ponownie - porównanie jasności mgławicy i tła jednoznacznie wydzieliły B140. W przeciwieństwie do poprzedniej trójki, ten obiekt okazał się być w miarę łatwy również dla mniejszej lornetki. Bawiąc w okolicy Delty Orła nie mogłem nie zahaczyć o dość wyraźny łuk Barnarda 138 (w którym nie doszukiwałem się detalu ze względu na coraz gorsze warunki poniżej równika niebieskiego), a potem przeskoczyłem w prawo, ku granicy z Ogonem Węża. Celem był sporej wielkości obłok LDN 617. Ciemnotka ta jest o tyle ciekawa, że - po pierwsze - jest zaznaczona w kilku atlasach nieba (w tym w Pocket Sky Atlas), a po drugie - wydaje się być ciężka do wyłapania ze względu na ubogie gwiezdne tło. Za to nalot jest dość prosty - namierzywszy podwójny blask Alyi, trzeba odbić w dół ku dość szerokiej parce gwiazd i przedłużyć ten dystans mniej więcej jeszcze raz ku południu. Mgławica okazała się być całkiem łatwa i dość osobliwa - z jednej strony bardzo okazała, wielka i mięsista, a z drugiej - dość subtelna. Jej równoleżnikowo ułożona wstęga zajmowała około dwóch stopni szerokości i około pół stopnia grubości. Najwyraźniejsza była jej północna krawędź, południowa - nieco mniej wyrazista. Za to na wschodzie i zachodzie po prostu w którymś momencie kompletnie gubiła kontur. Podejrzewam, że gdyby leżała na jaśniejszym tle, byłaby bardzo łakomym kąskiem wizualnym. Zanim przeszedłem do wyżej położonych rejonów, pokręciłem się jeszcze w okolicy Terazeda, próbując szczęścia z Barnardem 340. O dziwo, ten wyskoczył całkiem łatwo, choć ze względu na dość jasną towarzyszkę wizualną - πAql o jasności 6,5mag (a także całkiem nieodległy blask γAql) - raczej nie mogło być mowy o wyłapaniu jakiegokolwiek detalu zakonturowanego przez Barnarda. W pełni zadowoliłem się jednak owalnym pociemnieniem - może niezbyt rzucającym się w oczy, lecz bez wątpienia ewidentnym podczas poruszania lornetką. Ku memu jeszcze większemu zadowoleniu, B340 również dał się dojrzeć w 10x50. Prawdę mówiąc, chyba po raz pierwszy opuszczałem konstelację Orła naprawdę zadowolony. Wcześniej ta konstelacja zawsze zostawiała jakiś niedosyt, zgrzyt wynikający z proporcji wielkości i położenia gwiazdozbioru, a ilością obiektów głębokiego nieba możliwych do wyłapania. Przecież taki kawał nieba w sercu Drogi Mlecznej nie może mieć bilansu kilku marnych gromad i wątłych mgławic planetarnych! Z czasem okazało się, że choć pojaśnień zbyt wiele wyłuskać się nie da, pociemnień jest pod dostatkiem.
  22. Przeglądając dziś CloudyNights natknąłem się na wzmiankę o lornetkach produkowanych przez Lunt Engineering. Początkowo myślałem, że będzie chodziło o sprzęt do Słońca, ale wygląda na to, że firma zdecydowała się uzupełnić swą ofertę lornetkową (do tej pory miała w ofercie kątową 100 ED z wymiennymi okularami) i uderzyć w segment premium: http://luntengineering.com/lunt-engineering-magnesium-series-binoculars/ Cechy serii Magnesium podawane przez producenta to: - świetna optyka, płaskie i ostre pole (deklarują, że zdecydowali, iż albo zrobią coś wielkiego, albo pakują się do domu); - pryzmaty Bak-4 i powłoki FMC na wszystkich elementach optycznych; - wypełnienie azotem i szczelność ma zapewnić mgło- i wodoodporność; - magnezowa obudowa zapewniająca lekkość i wytrzymałość; - spory ER; - indywidualne ostrzenie. Lornetki są produkowane w czterech klasycznych rozmiarach: 7x50, 10x50, 11x70 i 16x70. Masywność lornet przywiodła oczywiście skojarzenia z serią BA8 i patrząc na solidną puszkę pryzmatów w 10x50 jestem przekonany, że środek źrenicy ma pełną iluminację. Z zalet wymienianych przez producenta warto zatrzymać się na dwóch parametrach. Pierwszym jest magnezowa obudowa, co z pewnością pozytywnie wpływa na ciężar tych dwururek - producent deklaruje wagę modelu 10x50 na 1340g, a dla 16x70 - 1925g. Dla porównania dodam, że odpowiedniki TS Marine ważą 1600g i 2650g. Różnica jest szczególnie widoczna na przykładzie większej lornety, ale warto zdać sobie sprawę, że i 260g różnicy in plus dla mniejszej lornety oznacza czasem utrzymać czy nie utrzymać w rękach przez dłuższy czas (waga jest mniej więcej w połowie między BA8 a Nikonem Ex!). Drugą cechą zdającą się wyróżniać tę serię jest ER deklarowany na 20 mm dla 10x50 i 16x70. Oczywiście zagadką pozostaje zagłębienie soczewki ocznej w oprawie okularów - przykład serii BA8 pokazuje, że teoretycznie świetny ER na poziomie 19 mm można zaprzepaścić osadzając optykę na prawie centymetr w jej obudowę. Zdjęcia niewiele zdradzają, ale z tego, co widać wydaje się, że soczewki oczne są osadzone dość głęboko. Niemniej, firma się chwali tą cechą, więc liczę, że osoby obserwujące w okularach naprawdę będą mogły cieszyć się pełnym polem tych lornet. Uzupełnię tylko, że ER modeli 7x50 i 11x70 wynosi 23 mm (pole widzenia okularów to niecałe 53°, więc raczej standardowo). Jeśli chodzi o cechy fizyczne, rzucają mi się trochę w oczy tubusy lornet 70-milimetrowych, wyglądających na nieco smuklejsze niż w BA8 15x70. Może to oznaczać inną (mniejszą) światłosiłę, dzięki której możemy się spodziewać lepszej korekcji. Nie biorę jednak pełnej odpowiedzialności za te słowa, bo oczywiście może się okazać, że obicie gumą jest mniej masywne, nie licząc tego, że czarny kolor wyszczupla ;). Ceny wyraźnie sugerują, że Lunt widzi klientów w osobach skłaniających się ku dobrym lornetom małego i średniego kalibru (czyli tych, co do tej pory wahały się między Fujinonem a którymś z klonów BA8 produkowanych przez Kunming United Optics). Na ten moment koszt takiego zakupu plasuje się gdzieś pomiędzy BA8 a Echelonem - dla lornet 15-16x70 wygląda to tak: Oberwerk Ultra - $379 Lunt Magnesium - $545 Celestron Echelon - $699 (ceny na 18.12.2014) Całości oczywiście ma dopełniać adapter i torba na ramię - nieco inna niż zwyczajowe (trochę bardziej turystyczna ;)) Lornetki są na razie dostępne na amerykańskiej stronie Lunta, w paru innych sklepach można wpisać się na listę oczekujących. Jeśli chodzi o dostępność w Europie, zapewne pojawią się za jakiś czas na stronie apm-telescopes.de (właściciel APM, Markus Ludes, ma udziały w Lunt Engineering). Robi się ciekawie - oprócz niedawnego pojawienia się serii Echelon Celestrona, jest chyba równie ciekawa alternatywa. Czas pokaże, czy zawojuje rynek :)
  23. Witam. Czy ktoś miał możliwość sprawdzenia, jak owa lornetka sprawdza się w obserwacjach nocnego nieba? Ewentualnie może ktoś ma ją na stanie, używa i mógłby napisać kilka zdań? Na internecie praktycznie w ogólnie nie ma informacji o VH 10x50 w temacie astronomii. Jak ktoś ma jakieś linki do zagranicznych stron, gdzie opisane są wrażenia z obserwacji tą lornetką i byłby tak miły się tym podzielić, to byłbym bardzo wdzięczny :) Pozdrawiam. Mateusz.
  24. Witam. Myślę nad kupnem lornetki do obserwacji astronomicznych i nie wiem którą wybrać: Nikon Action Ex 10x50 czy Celestron Skymaster 20-100x70. Prozę o pomoc.
  25. Co sądzicie o lornetce Nikon Action EX 10x50 CF? mam do wydania max. 600 zł, mieszkam w mieście oraz jestem początkowym. Chciałbym żeby do lornetki nie był potrzebny statyw. Czy biorąc pod uwagę cenę oraz moje warunki znajdę coś lepszego czy kupować tego Niakona?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)