Recenzje generalnie mają pewien problem z wiarygodnością ocen. Swego czasu miałem analogiczny zgrzyt na serwisie Lubimy Czytać - odnosiłem wrażenie, że większość książek ma oceny z przedziału 6,5-8, zarówno z grupy gniotowatych, jak i naprawdę dobrych pozycji (z mojego punktu widzenia, oczywiście). Tymczasem mechanizm zdaje się być prosty - przykładowy kryminał, który będzie w mojej ocenie słaby, większość ocen dostanie od miłośników kryminałów (więc ocena w rodzaju 7,5/10 sama się robi).
Wydaje mi się, że w przypadku gatunku SF jesteśmy nieco inną grupą odbiorców, trochę bardziej świadomą jeśli chodzi o zagadnienia kosmiczne. Bardziej dociekliwą, bardziej wymagającą. Przecież dlaczego tak bardzo zajaraliśmy się czarną dziurą w "Interstellar"? Czy to samo w sobie było tak absolutnie piękne? A może uderzyło w nas to, jak inaczej wizualizowaliśmy ją sobie, czy to, ile zagadnień da się omówić (wygląd dysku akrecyjnego, wielokrotność zakrzywień drogi światła) przy okazji tego jednego widoku? Tak samo, jak widok w okularach lornetki (czy okularze teleskopu) nie będzie dla nas "tylko mgiełką" ale całym zestawem pojęć i wyobraźni nakarmionej wiedzą.
Co do samego filmu (PHM), syn poszedł i wrócił zadowolony. Ja zaś poczekam na spokojnie, aż pojawi się na Prime. Książka była wystarczająco zniechęcająca*.
*wiem, jakość książki i filmu nie musi być podobna, koljarzę zupełnie dobre filmy na podstawie zupełnie słabych czy przeciętnych książek - lecz to są raczej wyjątki od reguły.