Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'Lisek' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 3 wyniki

  1. Zdjęcie obejmujące obszar 3 gwiazdozbiorów , Strzały , części Liska i końcówki Łabędzia a w zasadzie tylko okolic Albireo. Na samym dole popularny Wieszak. Canon 500D , canon 100 /2.8/ , przysłona 3,5ISO 1600 30X 3 min na EQ3-2
  2. Stary już jestem. Chęci nie te. Siły nie te. To skandal, żeby na sześć pogodnych nocy wykorzystać ledwie dwie, z czego jedną na macanie sprzętu. Ale powrót po białonocnej przerwie rządzi się w końcu swoimi prawami, parę pierwszych godzin trzeba przecież poświęcić na sprawdzenie, czy optyka wciąż przepuszcza światło, czy aby M39 nie przesunęła się trochę w bok, czy Plejady się nie rozpierzchły, czy Welon nie rozpłynął się ostatecznie w nicości... Sesja w nocy z 4/5 września była dość osobliwa - Księżyc zachodził po godzinie pierwszej, więc w zasadzie miałem do dyspozycji dwie godziny ciemnego nieba zanim Słońce miało zacząć dawać znać o swej obecności na wschodzie. W planach miałem Liska, a dokładniej kilka wyraźnych - przynajmniej na zdjęciach - ciemnych mgławic. Niestety, Lisek był już ledwie 40° nad horyzontem, więc można było zapomnieć o skutecznym łowieniu i identyfikowaniu ciemnotek. Kilka ciemniejszych obszarów bez wątpienia wypatrzyłem, ale poza tym niewielkim, choć w sumie dość ważnym rekonesansem, nic więcej nie ugrałem. Stwierdziłem natomiast, że mógłbym dla odmiany poszukać pojaśnień zamiast pociemnień. Uzbrojony w niepozorny zeszycik "Objects in the Heavens", zacząłem przeczesywanie gwiazdozbioru. Używałem głównie swojego Ultraska 15x70, głównie z potrzeby polepszenia zasięgu, gdyż - jak wspomniałem - Lisek był już niezbyt wysoko. Mapka części gwiazdozbioru Liska, na żółto zaznaczone obiekty wspomniane w relacji. Skoro przy okazji ciemnotek kręciłem się w okolicy Wieszaka (Cr 399), to i stamtąd zacząłem dalsze skakanie, w miarę upływu czasu kierując się na wschód. Warunki nie pozwalały na łapanie NGC 6802 przy wschodnim krańcu Cr 399, zresztą ta gromada padła już parę razy moim łupem, lecz w znacznie lepszych warunkach. W zasadzie miałem zacząć na spokojnie od duetu NGC 6820/6823, ale skoro kręciłem się przy alfie Vulpeculae, zadałem sobie niewielki trud, by wyzerkać kilka słońc uroczej NGC 6800, leżącej jakieś pół stopnia na północny zachód od gwiazdy. Gromada ta nie prezentowała się tak pięknie, jak potrafi, ale cieszyłem się, że w tych nie najlepszych warunkach cokolwiek raczyło wyskoczyć z tła. Natomiast pobliskiej gromadzie Stock 1 nie poświęciłem czasu praktycznie wcale - mam ten obiekt opatrzony, więc raczej był dla mnie jednym z drogowskazów w rekonesansie pyłowym niż celem na sesję. Przeskoczyłem więc parę stopni w lewo (na wschód), do gromady otwartej NGC 6823, leżącej na tle mgławicy NGC 6820. Kilka - kilkanaście gwiazd gromady nieśmiało wyszło z tła, mgławica w tych warunkach była chyba raczej złudzeniem (wspomagając się dwoma UltraBlockami coś niby wyszło, ale to nie jest to, co może być). Czasem zastanawiam się, czy gdyby tłem dla obu obiektów nie było tak bogate pole gwiazdowe, to czy ta parka nie byłaby znacznie chętniej odwiedzanym miejscem - w końcu jasna gromada z mgławica w tle zwykle generuje spory ruch. Kolejny mały skok na wschód i kolejny mały klejnocik - gromada otwarta NGC 6830. Mała, urocza, bardzo zwarta, o regularnym kształcie - i dość jasna. Jednak przez swoje położenie na bogatym w gwiazdy tle, można ją dość łatwo przeoczyć. Kolejny skok na wschód – i oczywiście w oko wpadły Hantle (M27) – obiekt, który cieszy oko w każdym powiększeniu (ostatnio najbardziej lubię go oglądać w 10-krotnym). Oczywiście ogryzkowaty kształt był wyraźny, nie mogłem też oprzeć się wrażeniu, że obiekt nie jest całkowicie szary, a ma delikatne zabarwienie niebieskawo-zielonkawe. Może to wyobraźnia dodawała ten kolorek (szczególnie w tych warunkach); miałem też wrażenie, że ów efekt jest ciut bardziej widoczny w lornetach o większej źrenicy wyjściowej. Niewielkie powiększenie w przypadku tego obiektu według mnie działa na jego korzyść – dzięki temu można łatwiej sobie wyobrazić, że w stosunkowo nieodległej przeszłości w tym miejscu była sobie zupełnie zwyczajna gwiazda. I tak samo oczyma wyobraźni czasem wodzę wzrokiem po okolicznych słońcach i zastanawiam się, które z nich odrzuci zewnętrzne fatałaszki jako kolejne, wzorem M27. Do tej pory atlas był w zasadzie zbędny. Ale przyszła kolej na parkę NGC 6882/6885, która miała być główną atrakcją wieczoru – w końcu ta całkiem jasna gromada jest jedną z tych, których do tej pory nie widziałem (choć coś mi świta, że na zlocie w Jodłowie w 2011 wyłapałem ją, podczas radosnego czesania lisiego futra). Polowaniu na tę parę obiektów towarzyszyła mała niepewność – czy w tych warunkach uda się dostrzec dwie gromady przyklejone do siebie i czy spora różnica w jasności obiektów pozwoli na oddzielne zidentyfikowanie obu gromad? Po podziwianiu Hantli w mniejszych powerach, przesiadłem się znów na dwururkę większego kalibru – kilka małych skoków i obiekty były w polu widzenia. Jaśniejsza z gromad (6885) od razu uderzyła po oczach. Grupa kilkunastu dość jasnych gwiazd, całkiem spora, z jedną wybijającą się (20 Vul). Gromada nie sprawia wrażenia tak jasnej, jak można się spodziewać po podawanej wartości - 6,0mag. Zdaje się, że 20 Vulpeculae zawyża znacząco jasność całości (lecz czegóż można spodziewać się po chytrym lisie, jeśli nie podstępu?). Niemniej, to skupisko gwiazd było bardzo łatwym i oczywistym celem, także w mniejszych lornetach trzymanych luzem w łapie. Natomiast okazało się, że NGC 6882 była również bardzo dobrze widoczna. Widać ją było jako małą (znacznie mniejszą od sąsiadki) grupkę kilku gwiazd o zbliżonej jasności, wklejoną w północno-zachodni kraniec większego klastra. Doczytałem, że nie jest do końca jasne, czy NGC 6882 jest częścią NGC 6885 czy też nie. W każdym razie, wizualnie nie miałem problemów z przypisaniem widocznych gwiazd do numeru katalogowego. W mniejszych lornetach widok nie był tak piękny jak w 15x70, ale również cieszył oczy. Mniejszy z klastrów nie dał się wyłapać od razu, ale po chwili jego obecność w 10x50 była ewidentna w postaci delikatnej, nie do końca jednorodnej mgiełki. Ostatnim nowym celem na liście była gromada otwarta Roslund 4. Wystartowałem od trójkąta gwiazd 18, 19 i 20 Vulpeculae. Właściwe namierzenie, która z okolicznych 5-magowych gwiazd jest tą, która wyznacza moją linię szukania gromady zajęło mi trochę czasu. Ostatecznie z pomocą przyszedł mi mały czworobok 7-8-magowych słońc leżący obok parki nieco jaśniejszych gwiazd, już chyba w gwiazdozbiorze Łabędzia. Upewniwszy się, że kadr jest właściwy, zacząłem zerkaniem szukać jakiegoś pojaśnienia. Po ledwie paru sekundach pojawiło się słabe maleństwo, jednolita plamka światła o rozmiarach około 4’. I nie wiem czemu, ale ten widok sprawił mi najwięcej chyba satysfakcji tej nocy. Chyba po prostu lubię takie ulotne duszki. Mniejszymi lornetami nie próbowałem niczego tam łapać, ale w dobrą noc ten obiekt z pewnością jest w zasięgu 10x50. Tradycyjnie też zerknąłem na przepiękną, kipiącą gwiazdami NGC 6940, którą chyba najłatwiej "odkryć" przy okazji szukania Veila. Jednak przy okazji tej sesji nie zatrzymałem się jakoś dłużej na tym widoku (jako, że go bardzo dobrze znam). Z pewnością przynajmniej tyle, co opisałem można wyciągnąć pod dobrym niebem przez 10x50 jeśli zaczniemy łapać Liska wyżej nad horyzontem. Nie mam wątpliwości, że wrócę do tego obszaru także pod lepszym niebem, żeby wycisnąć maksimum przy pomocy lornet, które mam – tylko czy znajdę w sobie chęć na łowienie pojaśnień, skoro tyle pięknych ciemnych chmur się tam kłębi? Autor zdjęcia: Loki. Źródło: http://astropolis.pl/topic/41900-vdb-126-wieszak-m27-ngc-6820-i-6823-i-czego-jeszcze-dusza-zapragnie/
  3. Letnia Droga Mleczna gotuje się od obfitości innych niż nasze słońc. Miejscami jakby kipi, hipnotyzuje i zwodzi zmysły w duszne, lipcowe noce. Mam to szczęście (jak długo jeszcze?) móc ją widzieć i to całkiem nieźle, już parę kilometrów poza domem. Powiedzieć, że najlepszym instrumentem do podziwiania jej piękna jest niczym nie fatygowane gołe oko, to nic nie powiedzieć. A powiedzieć, że może jednak jakaś lornetka, to… też nic nie powiedzieć a do tego jeszcze skłamać! Bo w jakim celu kupuje się kolejną, mniejszą, a przy tym prawie trzy razy droższą dwururkę? Po co ci człowieku 15x70 kiedy masz 20x80 a mógłbyś mieć już całkiem niezły teleskop? Odpowiedź na to pytanie kryje się pod osłoną nocy. Na przykład takiej nocy jak ta z 20/21 lipca. Czasami dobre rzeczy po prostu dzieją się same i łączą we wspaniały sposób, zaskakując człowieka, kiedy się tego nie spodziewa. Czasami po astro-zakupie, naprawdę panuje pogoda, zdarza się, że delegacje są odwoływane, bywa że następnego ranka można być niewyspanym, pracuje się w domu, a pierworodny wreszcie zasypia chyba najtwardszym snem niemowlęcia na tej planecie. To oznaczało, że mój limit szczęścia prawdopodobnie osiągnął już debet i trzeba było szybko planować. Otworzyłem zatem Pocket Sky Atlas na karcie z numerem 62 i poczuwszy znany i jakże lubiany mętlik w głowie wsiąkłem już na dobre. Co daje prawdziwe szanse a co tylko płonne nadzieje? Od czego zacząć? Kurczę, przydałyby się już jakieś filtry... I czy w ogóle jest sens zaprzątać sobie głowę tymi ciemnym mgławicami, co to, ponoć, nie są aż tak wymagające a za to bardzo wciągające? Do tego nowa lornetka i słodki ból głowy gwarantowany. Mechanizm uwalniania endorfin w tym przypadku jest bardzo prosty. Myślę, że ich ilość rośnie wykładniczo w zależności od wszelkich możliwych symboli i kolorów użytych na stronach atlasu nieba. A trzeba wiedzieć, że studiowany przeze mnie kawałek papieru był jednym z gęściej zadrukowanych w całym wspomnianym już opracowaniu. Nic dziwnego, bo tej nocy chciałem wycelować obiektywy D.O. Extreme 15x70 w okolice zenitu. Tam, gdzie właśnie o tej porze lis dybie na łabędzia. Lubię lato. Choć noce są jeszcze krótkie, to potrafią się odwdzięczyć przyjemną temperaturą. Tak było i tym razem. Z domu wyruszyłem punktualnie o 23.00 i już po kilku minutach przechodziłem przez sad, którego drzewa odcinają mnie od ostatnich sztucznych świateł. Te prawie sto metrów owocowego ogrodu, to taki jakby przedsionek. Po ich pokonaniu jest już przyzwoicie ciemno. Lekkie, ciepłe powiewy przynosiły woń dojrzałych malin i ziemi oddającej mnóstwo ciepła. To drugie było zapewne powodem dość słabego seeingu. Przystanąwszy na chwilę, zerknąłem w górę. Nie było źle. Ale zaraz, zaraz… Czy czujesz Drogi Czytelniku coś jeszcze? Jest taki jeden charakterystyczny zapaszek dający już chyba tutaj o sobie znać. Tak! To po prostu moja relacja zaczyna zalatywać grafomaństwem. Zatem, do rzeczy. Zasięg w zenicie niewiele przekraczał mityczne 6,0mag. Bez szału? Wiem, ale mam to miejsce praktycznie pod nosem i da się tam być samemu, skupiając uwagę na tym co dzieje się na niebie a nie na odgłosach za plecami. Wziąłem ze sobą tylko nową 15x70 i przez jakieś pół godziny męczyłem ją na układach podwójnych (toż przecież jej pierwsze światło), co jakiś czas spoglądając jednak tylko niczym nie wspomaganymi oczyma na kredową wstęgę, która z każdą minutą zyskiwała coraz to nowe kontury. Następnie wycelowałem sprzęt w kierunku Łabędzia. Złoto i błękit Albireo zakrólowały na kilka pięknych chwil w polu widzenia aby następnie ustąpić miejsca innym „szlagierom”. Pierwszym z nich była M27, czyli Mgławica Hantle. W tego rozmiaru lornetce nie można jej przeoczyć, a jest widoczna jako owalna szara chmurka. Sądziłem, że mgławica nie zaprezentuje się lepiej w mniejszej lornetce, bo widok w SM 20x80 był naprawdę ładny. Srodze się myliłem. Obiekt, choć mniejszy, to przepięknie kontrastował z tłem nieba. Zupełnie jakby „chmurka” była tuż, tuż a to co za nią, dużo dalej. Długo na nią patrzyłem aby następnie powrócić jednak do Łabędzia. Wschodnia część Mgławicy Welon (NGC 6992/6995), przypominająca mi kształtem powyszczerbiany sierp, była piękna i naprawdę zwiewna (aby nie rzec: zwiewna niczym wyszczerbiony sierp…) ale przy tym bardzo dobrze widoczna. Znacznie gorzej było z częścią zachodnią (NGC 6960). W tym przypadku miałem tylko wrażenie jakby lekkiego pojaśnienia w bliskiej odległości od gwiazdy oznaczonej numerem 52. Myślę jednak, że „to było to”. Jakże podobne odczucia mną targały w przypadku Ameryki Północnej (NGC 7000) i Pelikana (IC 5070). Podczas gdy kontury Zatoki Meksykańskiej nie pozostawiały złudzeń co do istnienia kontynentu, to obecność ptaszyska nie była już tak oczywista. Po kilku minutach zmagań, byłem jednak skłonny uznać, że subtelny ślad mgławicy był rzeczywiście widoczny. Bardzo żałowałem, że nie mogłem ich potraktować żadnymi filtrami. Wspomniane tu obiekty wypadają bez wątpienia lepiej w 15x70. Po pierwsze, jest to czego bardzo mi brakuje w 20x80 – więcej przestrzeni, która w przypadku tak rozległych mgiełek pozwala na ich zobaczenie w szerszej perspektywie, co z kolei ułatwia lepsze porównanie do tła. Drugi aspekt to jakość obrazu, który jest po prostu lepszy. Zastanawiałem się jak pójść dalej i nie zgubić się w tym przebogatym obszarze. W końcu jednak przy pomocy gwiazd dzeta, ro, pi2, oraz pi1, zacząłem nadgryzać północne rubieże gwiazdozbioru. Nie wiązałem specjalnych nadziei z Mgławicą Kokon (IC 5146), dlatego też nie było rozczarowania, gdy w jej miejscu nie zobaczyłem nic prócz kilku słabych gwiazdek oraz… no tak! Ale to jest… czarne. Naprawdę długa smuga B168, która zajmowała około połowę pola widzenia, od razu rzuciła mi się w oczy. Wyglądała jak wyłom w materii nieba prowadzący wprost do innego świata. Pięknie! Co chwila wyróżniałem jakieś nowe szczegóły jej kształtu, chyba była rozwidlona, a jej poszarpane brzegi potęgowały wrażenie trójwymiarowości. Po czymś takim, musiałem poszukać innych „dziur w niebie” i kilka razy tej nocy wracałem jeszcze do B 166. Tymczasem jednak, tuż obok leży sobie M39, gdzie z łatwością doliczyłem się około 18 gwiazd. Koncentrując wzrok trochę bardziej na południe, jednak ciągle mając „eMkę” w tym samym polu, dostrzegłem również bardzo ładne zbiorowisko gwiazd, z którym jednak mam problem interpretacyjny. Powinienem, bowiem widzieć NGC 7082, i myślę że ją poprawnie zidentyfikowałem, ale do końca nie jestem pewien. Jest ona raczej jasna i sporych rozmiarów (+7,2mag, 25’) ale bardzo trudno było mi określić jej granice i jakby tego było mało, ciągle tym samym kadrem, powinienem być w stanie objąć również NGC 7062. Gapiłem się tam kilka minut, ale mrowie gwiazd nie zdradzało żadnych wyraźnych dla mnie granic. Odpuściłem, pierwszy i jak się okaże, nie ostatni raz tej nocy. Następny, zaskakująco łatwy do odnalezienia obiekt, krył się pod odstraszającą nazwą LDN 970. Prawda że B 361 brzmi ładniej? Dopiero później doczytałem, że kilka „LDN’ów” to mniejsze części tego „Barnarda”. Szalenie wręcz spodobało mi się to znalezisko. Obiekt wywoływał u mnie skojarzenia z atramentowym kleksem, do którego drobnymi, krętymi strużkami spływała ekstremalnie czarna ciecz. Owych stróżek było na pewno dwie, a co do trzeciej, miałem już spore wątpliwości. Były one przy tym jakby ciemniejsze od „kleksa”. Trzeba było iść za ciosem. W pobliżu gwiazdy pi1, leży B 164 i choć pisząc te słowa, nie mam jeszcze pewności, to sądzę, że znów topologia tego ciemnego obszaru jest bardziej skomplikowana niż to widać na pierwszy rzut oka przez lornetkę. Tym razem widziałem dość bezgwiezdny obszar, 2-3 razy większy niż B 361, ale dopiero w okolicach jego środka kryło się prawdziwe jądro ciemności – malutka, może około piętnastominutowa czarna plamka, która koncentrowała całą moją uwagę na sobie. Cóż.. trzeba będzie zaopatrzyć się w jakieś mapy tych ciemnych typów i wrócić w te strony. Będąc w tych okolicach, polecam również zerknąć na NGC7086. Lubię tego rodzaju obiekty. Niewielka (9’) gromada otwarta, którą od razu widać jako rozmytą, trochę okrągłą plamkę, a która pokazuje więcej gdy się na nią zerka. Gromada, staje się wtedy ziarniasta i widać wyraźnie, że jej zagęszczenie rośnie w kierunku centrum. Co następne? Znów dziury w niebie, czyli B 362 oraz B 364. Czy moje wrażenie, że B362 łączy się w jakiś sposób z obszarem Le Gentil 3 jest słuszne? Jeszcze nie wiem, będę weryfikował. Wydawało mi się, że o ile zachodnia część pociemnienia B362 jest w jakiś sposób skoncentrowana z jaśniejszym tłem, to od wschodu zlewa się z tym ogromnym obszarem. Ostatnia z zaplanowanych ciemnych mgławic (tak, tak, bo przypadkiem też coś znalazłem), czyli B 364 jawi się, w moim odczuciu, jako dużo mniej atrakcyjny obszar niż np. B 168, czy też B 361. Ot! Kawałek ciemnego nieba. Ponadto, miałem też trudności z dokładnym wyznaczeniem jej konturów, bardziej generalnie rzecz ujmując, to „łapiąc” coś ciemnego w zasadzie w całym Łabędziu, tuż obok też najczęściej jest jakaś ciemność, którą można (no ale czy zawsze należy?) brać pod uwagę jako jakieś ewentualne odnogi ciemnych mgławic. Nawet to ciekawe. Jak jakaś rzeka spowijająca dopływami cały ten gwiezdny archipelag. Gdyby jeszcze istniały jakieś jej sensowne mapy… B361, źródło: http://www.cloudynights.com/topic/497478-barnard-361/ We wschodnim skrzydle Łabędzia widziałem dwie gromady otwarte. Większą – NGC 6811, oraz około dwa razy mniejszą (6’) – NGC 6866. Pierwsza z nich jest dosyć znana z tego, że ma dziurę w środku. No, mocny początek. A co widziałem? Rzeczywiście, coś na kształt wianuszka ułożonego z bardzo słabych, i o bardzo podobnej jasności gwiazd, chyba nie widocznych „na wprost” – kurczę nie pamiętam. W każdym razie jest urocza. Na pewno jednak druga gromada zawierała jakieś jaśniejsze słońca, które można bez problemu odseparować. Gromada ma nieregularny, trudny do określenia kształt. Wreszcie, trafiłem w mitologiczną pierś ptaka, czyli gwiazdę Sadr (gamma Cygni), skąd to miałem zamiar kierować się powoli znów do Albireo. Wiedziałem już od dawna, że ten malutki kawałek nieba pomiędzy obiema gwiazdami jest kwintesencją piękna obserwacji lornetkowych, ale te, powiedzmy 2-3 kadry, literalnie przerosły moje wszelkie oczekiwania. Pierwsze co pomyślałem to mniej-więcej: „O żesz… ile tego tam jest”. Można pisać poemat, można też rzucić wiązankę, której nie powstydziłby się nawet żaden amator ośmiorniczek z pewnej warszawskiej restauracji. Nie ważne. Żaden opis nie jest wystarczająco dobry by oddać piękno i bogactwo (tutaj to raczej synonimy) tego obszaru. To trzeba zobaczyć. Bardziej szczegółowa eksploracja pozwala na identyfikację kilku pobliskich obiektów. Po pierwsze-M29, czyli kilka jasnych gwiazdek na dość malej przestrzeni, o urodzie – jak dla mnie, nieco wątpliwej, ale przydająca się do orientacji. Następnie, znów miałem pewne trudności z wyodrębnieniem gromad Cr419 oraz NGC 6910. O ile w przypadku „engieca” można wyróżnić jakby szereg kilku bardzo słabych gwiazd, to Collinder, jak zresztą ich wiele, nie ma znaków szczególnych. Naprawdę bardzo chciałem również dostrzec, choćby jakiekolwiek, nawet najmniejsze oznaki obecności obszarów mgławicowych bezpośrednio dookoła gammy Cygni, ale pod tym względem, nie mam tam chyba więcej czego szukać. Jak już wspomniałem, nie liczyłem na zobaczenie Mgławicy Kokon ale podobne szanse dawałem sobie w przypadku Mgławicy Półksiężyc (NGC 6888). Mam więc teraz spory orzech do zgryzienia, bowiem miejsce sią zgadzało, a sam obiekt był na granicy percepcji. Nie, nie twierdzę, że to była na pewno ona. Ale w takim razie czym były 2 bardzo słabiutkie łukowate pojaśnienia? Nie wiem. Wiem natomiast, że to będzie pierwsze miejsce które odwiedzę podczas kolejnej sesji. Następnie poczyniłem jeszcze jeden krok do Albireo, a tym razem na mojej drodze pojawiła się przecudnej wprost urody parka: NGC6871 oraz NGC6883. Pierwsza z nich jest w zasadzie łańcuchem dość jasnych gwiazd na południe od gwiazdy oznaczonej numerem 27 i skąpanym w mgiełce a całość mierzy około poł stopnia. Druga z pary, jest oddalona około 1 stopnia na zachód od poprzedniej i na początku prezentuje się jako mglista plamka, ale można z niej wyłowić kilka gwiazd. I w tym momencie rzuciło mi się w oczy kolejne podejrzane pociemnienie. Późniejsze dochodzenie wykazało, że były to najprawdopodobniej B144 i B145, lub przynajmniej ich fragmenty. NGC 6888, źródło: http://www.ngcicproject.org/ngcicdb.asp Byłem już z powrotem przy Albireo, z zamiarem zabrania się za Liska, ale wcześniej chciałem jeszcze sprawdzić trzy, jak się okazało bardzo niewdzięczne obiekty w Łabędziu. Wszystkie to mgławice planetarne: NGC6811 (Mgławica Migająca), NGC7048, oraz NGC7027. Rezultat? W sumie śmieszny – trzy porażki z trzech powodów. Skąd miałem wcześniej wiedzieć, że NGC7027 leży tuż (ok. 1’) przy gwiazdce o podobnej jasności, czyniąc obserwacje lornetkowe raczej niemożliwymi? No właśnie…NGC7027 nie widziałem z powodu już przytoczonego (mniej więcej podobna sytuacja), jak również faktu, że aby szukać w tym obszarze mgławicy, która w najlepszym wypadku będzie wyglądać jak nadliczbowa gwiazdka na granicy widoczności, trzeba mieć naprawdę szczegółowy atlas i chyba całą noc. Wiązałem pewne nadzieje jeszcze z NGC6811, ale jej nie widziałem bo… nie miałem już siły patrzeć tak wysoko. To była już druga godzina gapienia się w zenit i mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Musiałem nieco zejść - w sam raz na Liska. Stock 1 jakoś mnie nie porywał i szybko byłem już przy Wieszaku (Cr399), skąd miałem zamiar namierzyć gromadkę otwartą NGC6802. Patrzyłem na pewno we właściwe miejsce a jej jasność nie powala, ale też nie powinno to być coś poza moim zasięgiem. Nic. Zatem, to kolejny punkt do „powtórki”. Nie miałem, natomiast żadnych problemów z odnalezieniem pary NGC6823/NGC6820 – czyli gromady zanurzonej w obszarze mgławicowym. Rzeczywiście widziałem kilka słabych gwiazdek na rozmytym tle. Jednak co do samego tła, to jestem prawie pewien, że pochodzi ono po prostu od słabych gwiazd NGC6823 a nie jest mgławicą. Niemniej jednak, to bardzo ciekawy obiekt. Chciałbym go zobaczyć w jakimś dużym lustrze. Idąc trochę na zachód w kierunku M27, wpada się na dość słabą i małą NGC6830. Widziałem i ją, choć nie przykuła mojej uwagi na dłużej. W pewnym momencie, zacząłem się obawiać, że zastanie mnie świt. Zostały 2 obiekty: NGC 6940 i znów para, tym razem gromad otwartych NGC6882 oraz NGC6885. Po kilku podejściach do wspomnianego duetu bez sukcesu, odłożyłem go na później (ostatecznie o nim zapomniałem…). Tymczasem NGC 6940 należy bez wątpienia do grupy obiektów które równie dobrze mógłby być M111 i kolejnymi. To naprawdę piękna gromada o wielkości porównywalnej do Księżyca. Choć właściwie obiekt składa się z gwiazd o wielkości 9mag lub mniejszej, to nie należy być zaskoczonym widokiem dużo jaśniejszych słońc na przepięknym ziarnistym, lub mglistym tle. Choć te jasne gwiazdy nie należą do NGC6940, to błyszczą w niej jak małe brylanty. Kolejna piękna chmura gwiazd. Nowa lornetka, która jest w zasadzie moją trzecią z kolei, daje mi około jednego stopnia więcej i relatywny brak roziskrzonych gwiazd (zresztą jeszcze parę innych rzeczy też), ale nagle zapragnąłem mieć w ręku jeszcze mniejszą, z jeszcze większym polem, z jeszcze większą źrenicą i jeszcze lepiej korygowanymi wadami, taką na przykład 8x56 o jak najlepszej transmisji. Ta „choroba”, jak widać, postępuje bardzo szybko i wątpię czy naprawdę „do trzech razy sztuka”. W tym przypadku jest to po prostu trzecia sztuka. NGC 6940, źródło: http://www.lex.sk.ca/astro/DeepSky/NGC6940.HTM
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)