Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Parker Solar Probe: pierwsze peryhelium
2018-11-06. Krzysztof Kanawka


Sonda Parker Solar Probe przeszła przez pierwsze peryhelium swojej misji, ustanawiając jednocześnie nowy rekord w prędkości pojazdu kosmicznego.
Misja Parker Solar Probe rozpoczęła się 12 sierpnia 2018 o godzinie 09:31 CEST. Rakieta Delta IV Heavy umieściła tę sondę na bardzo eliptycznej trajektorii, której peryhelia będzie z czasem przebiegać coraz bliżej Słońca. Pierwsze peryhelium zostało osiągnięte przez Parker Solar Probe 6 listopada 2018. Wówczas sonda znajdzie się w odległości około 25,4 miliona kilometrów od naszej Dziennej Gwiazdy.
Podczas pierwszego peryhelium Parker Solar Probe osiągnęła prędkość ponad 95,33 km/s. Jest to nowy rekord prędkości poruszania się statku kosmicznego. Poprzedni rekord prędkości heliocentrycznej, liczonej względem Słońca, wyniósł 68,6 km/s. Ten rekord został ustanowiony 16 kwietnia 1976 roku przez sondę Helios 2.
Dwa kolejne peryhelia Parker Solar Probe nie będą się różnić w parametrach (oraz prędkości) od tego pierwszego. Dopiero pod koniec stycznia 2020 sonda zbliży się na odległość ok 19,4 mln kilometrów od naszej Dziennej Gwiazdy. Wówczas maksymalna prędkość ruchu wyniesie 109 km/s.
Co ciekawe, wyniki z pierwszego peryhelium sondy otrzymamy dopiero za kilka tygodni. Aktualnie sonda znajduje się w niedogodnym położeniu względem Ziemi i Słońca, co praktycznie uniemożliwia przesyłanie danych.
Sonda Parker Solar Probe będzie prowadzić pomiary korony słonecznej. Badania będą wykonywane z coraz większych zbliżeń do Słońca, aż do rekordowo bliskiej odległości 6,2 milionów kilometrów od fotosfery. Przed ogromnymi temperaturami sondę będzie chroniła ważąca specjalna osłona termiczna skonstruowana przez inżynierów z Applied Physics Laboratory.
Projekt misji, zaakceptowany przez NASA w 2008 roku, zakładał pierwotnie start rakiety nośnej Delta IV Heavy z Cape Canaveral w 2015, jednak został przesunięty na lato 2018 roku. W ciągu 7 lat po starcie będzie następowało dostosowanie orbity heliocentrycznej do wymagań misji. Do czasu, aż sonda znajdzie się na ostatecznej orbicie w 2024 roku, wykona 7 przelotów obok Wenus i obiegnie Słońce 24 razy.
Polecamy szczegółowy opis misji Parker Solar Probe.
Misja Parker Solar Probe jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(NASA)
https://kosmonauta.net/2018/11/parker-solar-probe-pierwsze-peryhelium/

Parker Solar Probe pierwsze peryhelium.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Od pyłu do życia - Czyli ciekawa książka o ewolucji Układu Słonecznego
2018-11-06.
Narodziny i ewolucja naszego Układu Słonecznego są tajemnicą, która pewnego dnia może dostarczyć odpowiedzi na pytanie o ludzkie pochodzenie. Ta książka opowiada niezwykłą historię tego, jak ciała niebieskie składające się na układ słoneczny powstały ze wspólnych początków miliardy lat temu i jak naukowcy i filozofowie przez wieki starali się rozwikłać tę tajemnicę, posługując się wskazówkami, które umożliwiły im wywnioskować budowę Układu Słonecznego, jego wiek i prawdopodobny sposób jego powstania.
Opierając się na historii astronomii i najnowszych odkryciach w dziedzinie astrofizyki i nauk planetarnych, John Chambers i Jacqueline Mitton oferują najbardziej aktualne i autorytatywne podejście do tematu. Badają, w jaki sposób ewoluujący Wszechświat przygotował scenę do pojawienia się naszego Słońca i jak mglista chmura gazu i pyłu, która towarzyszyła młodej gwieździe, ostatecznie przekształciła się w planety, komety, księżyce i asteroidy, które istnieją dzisiaj. Badają, w jaki sposób każda z planet uzyskała swoje unikalne cechy, dlaczego niektóre są kamieniste, a inne gazowe, i dlaczego jedna planeta w szczególności - nasza Ziemia - zapewniła niemal doskonałą przystań dla pojawienia się życia.

Od pyłu do życia jest obowiązkową lekturą dla każdego, kto chce dowiedzieć się więcej o tym, jak powstał system słoneczny. Ta kusząca książka zabiera czytelników w granice współczesnych badań, angażując się w najnowsze spory i dyskusje. Ujawnia, w jaki sposób trwające odkrycia odległych planet pozasłonecznych i systemów planetarnych przekształcają nasze zrozumienie zdumiewającej historii naszego własnego Układu Słonecznego i jego możliwego losu.


Wydanie: 1, 2018
Autor: John Chambers, Jacqueline Mitton
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
Typ oprawy: miękka
Data premiery: 10.10.2018
Gdzie kupić? ksiegarnia.pwn.pl
https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=833

Od pyłu do życia - Czyli ciekawa książka o ewolucji Układu Słonecznego.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Odkryto najstarszą gwiazdę we Wszechświecie
2018-11-06. Autor. Agnieszka Nowak
Astronomowie odkryli coś, co może być jedną z najstarszych gwiazd Wszechświata, ciało prawie w całości stworzone z materii wyplutej z Wielkiego Wybuchu.
Odkrycie tej gwiazdy, której wiek szacowany jest na 13,5 mld lat oznacza, że prawdopodobnie istnieje więcej gwiazd o bardzo niskiej masie i bardzo niskiej zawartości metalu – być może nawet niektóre z nich są pierwszymi gwiazdami Wszechświata.

Gwiazda ta jest niezwykła, ponieważ w przeciwieństwie do innych gwiazd o bardzo niskiej zawartości metalu, jest częścią „cienkiego dysku” Drogi Mlecznej – części Galaktyki, w której znajduje się nasze Słońce.

A ponieważ gwiazda ta jest tak stara, naukowcy twierdzą, że jest możliwe, że nasze galaktyczne sąsiedztwo jest co najmniej 3 mld lat starsze, niż wcześniej sądzono.

Pierwsze gwiazdy po Wielkim Wybuchu składałby się w całości z pierwiastków, takich jak wodór, hel i niewielka ilość litu. Następnie gwiazdy te wytworzyły w swoich jądrach pierwiastki cięższe od helu i rozsiały je po Wszechświecie podczas eksplozji w postaci supernowej.

Nowo odkryty układ gwiazd okrąża Drogę Mleczną po orbicie kołowej, która niczym orbita Słońca nigdy nie oddala się zbytnio od płaszczyzny Galaktyki. Z drugiej strony, większość skrajnie ubogich w metale gwiazd ma orbity, które przenoszą je przez Galaktykę i z dala od jej płaszczyzny.

Następna generacja gwiazd utworzyła się z obłoków materii splecionych z tymi metalami. Metaliczność gwiazd we Wszechświecie wzrasta w cyklach ich narodzin i śmierci.

Odkryta niedawno gwiazda o niskiej metaliczności wskazuje, że w kosmicznym drzewie genealogicznym może to być zaledwie jedno pokolenie pochodzące z Wielkiego Wybuchu. Rzeczywiście, to nowa gwiezdna rekordzistka z najmniejszą ilością ciężkich pierwiastków – ma mniej więcej taką samą zawartość pierwiastków ciężkich, jak Merkury. W przeciwieństwie do niej, Słońce ma tysiące pokoleń i zawartość ciężkich pierwiastków równą 14 Jowiszom.

Astronomowie odkryli około 30 pradawnych gwiazd „skrajnie ubogich w metale” o masie zbliżonej do Słońca. Gwiazda odkryta przez zespół Kevina Schlaufmana ma zaledwie 14% masy Słońca.

Gwiazda jest częścią układu podwójnego. Zespół odkrył maleńką, prawie niewidoczną, słabą gwiazdę po tym, jak inna grupa odkryła tę jaśniejszą (główną) w układzie. Zespół ten zmierzył skład głównej gwiazdy, badając  wysokiej rozdzielczości widmo światła. Badając obecność lub brak ciemnych linii w widmie gwiazdy, astronomowie mogą identyfikować zawarte w niej pierwiastki, takie jak węgiel, tlen, wodór, żelazo i inne. W tym przypadku gwiazda miała wyjątkowo niską metaliczność. Astronomowie ci zaobserwowali także niezwykłe zachowania w tym układzie, które sugerowało obecność gwiazdy neutronowej lub czarnej dziury. Schlaufman i jego zespół stwierdzili, że to nieprawda i dzięki temu odkryli znacznie mniejszą towarzyszkę obserwowanej gwiazdy.

Obecność mniejszego gwiezdnego towarzysza okazała się wielkim odkryciem. Zespół Schlaufmana był w stanie wywnioskować jego masę, badając lekkie „chybotanie” gwiazdy głównej, gdy przyciągała ją grawitacja tej małej.

Jeszcze w późnych latach dziewięćdziesiątych astronomowie uważali, że w najwcześniejszych stadiach Wszechświata mogły powstać tylko masywne gwiazdy, i że nie można ich już obserwować, bo wypaliły swoje paliwo i  bardzo szybko umarły.

Ale kiedy symulacje astronomiczne stały się bardziej zaawansowane, zaczęli sugerować, że w pewnych sytuacjach może ciągle istnieć gwiazda z tego okresu o szczególnie niskiej masie, nawet 13 mld lat po Wielkim Wybuchu. W przeciwieństwie do olbrzymich gwiazd, te o niskiej masie mogą żyć przez długi czas.

Odkrycie tej nowej gwiazdy o niskiej metaliczności, nazwanej 2MASS J18082002–5104378 B, otwiera nowe możliwości obserwacji nawet starszych gwiazd.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Johns Hopkins University

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2018/11/odkryto-najstarsza-gwiazde-we.html

Odkryto najstarszą gwiazdę we Wszechświecie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie znaleźli galaktyczną fontannę

2018-11-07

Obserwacje przy pomocy ALMA oraz dane ze spektrografu MUSE na teleskopie VLT ujawniły gigantyczną fontannę gazu molekularnego zasilaną przez czarną dziurę znajdującą się w najjaśniejszej galaktyce gromady Abell 2597 - pełen galaktyczny cykl przepływu do wewnątrz i na zewnątrz, który zasila kosmiczną fontannę, nigdy wcześniej nie był obserwowany w jednym systemie.


Jeden miliard lat świetlnych od nas położona się pobliska gromada galaktyk Abell 2597, w której znajduje się olbrzymia galaktyczna fontanna. Zaobserwowano, iż masywna czarna dziura w sercu odległej galaktyki pompuje ogromny strumień gazu molekularnego w przestrzeń kosmiczną, a następnie opada on z powrotem na czarną dziurę niczym wewnątrzgalaktyczna ulewa. Tego typu wielka kosmiczna fontanna, zawierająca przepływy w jedną i drugą stronę, nigdy wcześniej nie była obserwowana. Zaczyna się w wewnętrznych 100 000 lat świetlnych najjaśniejszej galaktyki w gromadzie Abell 2597.

- To prawdopodobnie pierwszy system, w którym znaleźliśmy wyraźny dowód na przepływ zimnego gazu molekularnego zarówno w kierunku czarnej dziury jak i wypływ na zewnątrz z dżetów, które generuje czarna dziura. Supermasywna czarna  dziura w centrum tej gigantycznej galaktyki działa jak mechaniczna pompa w fontannie - wyjaśnił Grant Tremblay z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics, były stażysta w ESO, który kierował badaniami.

Tremblay i jego zespół użyli ALMA do śledzenie pozycji i ruchu cząsteczek tlenku węgla w mgławicy. Okazało się, że te zimne molekuły o temperaturze minus 50-260°C spadają na czarną dziurę. Badacze wykorzystali także dane z instrumentu MUSE na Bardzo Dużym Teleskopie (VLT) do śledzenia cieplejszego gazu, który jest wystrzeliwany przez czarną dziurę na zewnątrz w formie dżetów.

- Unikalnym apektem jest tutaj bardzo dokładna analiza źródła przy użyciu danych zarówno z ALMA, jak i MUSE. Oba urządzenia tworzą razem niesamowicie potężną kombinację - dodał Tremblay.

Oba te zestawy danych razem dają kompletny obraz procesu: zimny gaz spada na czarną dziurę wzbudzając jej aktywność i powodując wystrzeliwanie szybkich dżetów plazmy w przestrzeń. Dżety te wypływają z okolic czarnej dziury w formie spektakularnej galaktycznej fontanny. Będąc bez szans na ucieczkę z uścisków grawitacji galaktyki, plazma ochładza się, zwalnia i ostatecznie opada z powrotem na czarną dziurę, gdzie cykl zaczyna się na nowo.

Te bezprecedensowe obserwacje mogą rzucić nowe światło na cykl życia galaktyk. Naukowcy spekulują, że proces ten może być nie tylko powszechny, ale także kluczowy do zrozumienia formowania się galaktyk. O ile spadek i wypływ zimnego gazu molekularnego były wcześniej wykrywane, to po raz pierwszy oba zostały wykryte jednocześnie w jednym systemie, jest to więc pierwszy dowód na to, że oba stanowią elementy tego samego gigantycznego procesu.

Gromada Abell 2597 widoczna w gwiazdobiorze Wodnika. Jej nazwa pochodzi od katalogu bogatych gromad galaktyk (Abell). Katalog zawiera także gromady takie, jak Fornax, Hercules, czy Pandora.
INTERIA.PL/informacje prasowe

 

https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-astronomowie-znalezli-galaktyczna-fontanne,nId,2654833

 

Astronomowie znaleźli galaktyczną fontannę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Arabowie i NASA wspólnie zbudują szpitale na orbicie i miasta na Marsie
2018-11-07
Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich chcą zbudować szpitale na ziemskiej orbicie oraz miasta na Srebrnym Globie i Marsie. W realizacji planów pomoże NASA.
Arabowie ostatnimi czasy otwierają się na cały świat, a nawet kosmos, i dokonują ogromnych inwestycji w przemysł kosmiczny. Niedawno wsparli projekt kosmicznej turystyki Virgin Galactic, okrągłym miliardem dolarów, a także wybudują na pustyni pierwszą marsjańską bazę Mars Science City, w której będą przeprowadzać eksperymenty i symulacje życia na Czerwonej Planecie.
Władze kraju i przedstawiciele Amerykańskiej Agencji Kosmicznej nawiązali bardzo szeroką współpracę w tematach podboju kosmosu. Na początek plan przewiduje możliwość lotów astronautów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).
W tej chwili rząd ma już przygotowaną grupę dziewięciu kandydatów, świetnie przeszkolonych i gotowych do lotu w kosmos. NASA ma wybrać cztery osoby. Część z nich poleci na ziemską orbitę w przyszłym roku.
Przy okazji ambitnych planów Arabów, warto dodać, że chcą oni już w 2117 roku zbudować pierwsze miasto na Marsie, w ramach projektu 2117. Przewiduje on budowę miasta, które stanie się domem dla ok. 600 tysięcy Ziemian. Będzie ono nie tylko obiektem badawczym Marsa, jego księżyców czy innych planet, ale również miejscem docelowym dla kosmicznych turystów.
Ale to nie wszystko. Ministerstwo Zdrowia i Prewencji Emiratów Arabskich (MoHP), na konferencji Arab Health 2018, poinformowało o swoich planach budowy pierwszego w historii szpitalu w kosmosie. Jako że przyszłością ludzkości jest kolonizacja obiektów przemierzających Układ Słoneczny i ich eksploracja, to już teraz istnieje potrzeba stworzenia odpowiedniej infrastruktury w kosmosie, która pomoże dbać o zdrowie astronautów i przyszłych kolonizatorów.
Władze ZEA chcą również zapewnić jeszcze doskonalszą opiekę medyczną mieszkańcom swojego kraju. W przyszłości kraj ten planuje budowę stacji orbitalnych, zlokalizowanych nie tylko obok Ziemi, ale również Księżyca czy Marsa.
W odległych kosmicznych szpitalach będą odbywali specjalistyczne kuracje astronauci borykający się z najgroźniejszymi chorobami (cukrzycą czy nowotworami). Tymczasem do punktów medycznych zbudowanych na ziemskiej orbicie będą mogli przybywać chorzy mieszkańcy naszej planety, aby w warunkach mikrograwitacji szybciej się kurować i powrócić do pełnej sprawności.
NASA wielokrotnie wykazała, że wiele dostępnych na Ziemi specyfików o wiele skuteczniej działa w kosmosie. Dlatego władze ZEA są pewne, że postęp technologiczny, jaki dokona się na przestrzeni kolejnych dekad w nanotechnologii i sztucznej inteligencji, pozwoli umieszczać nanoroboty w ludzkim krwiobiegu i na bieżąco monitorować stan zdrowia astronautów czy dokonywać u nich potrzebne zabiegi.
Niebotyczne fundusze pochodzące ze sprzedaży ropy, jakimi dysponują obecnie Arabowie, pozwolą tworzyć nowe technologie, które dadzą nadzieję na zrealizowane największych kosmicznych planów i bezpieczne kolonizowanie przez ludzi pozaziemskich światów. W końcu nasze marzenia o staniu się cywilizacją kosmiczną i zamieszkaniu między gwiazdami, przestaną być tylko fikcją i staną się rzeczywistością.
Źródło: GeekWeek.pl/Engadget/MoHP / Fot. NASA/PxHere/MoHP
http://www.geekweek.pl/news/2018-11-07/arabowie-i-nasa-wspolnie-zbuduja-szpitale-na-orbicie-i-miasta-na-marsie/

Arabowie i NASA wspólnie zbudują szpitale na orbicie i miasta na Marsie.jpg

Arabowie i NASA wspólnie zbudują szpitale na orbicie i miasta na Marsie2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zielony błysk o zachodzie Słońca. Czym jest to zagadkowe zjawisko?
2018-11-07
Podczas zachodu Słońca czasem można dostrzec bardzo nietypowe zjawisko, które całymi latami spędzało sen z powiek fotografom. Mowa o zielonym błysku. Jak on powstaje i dalszego?
Fotografom, którzy polują na romantyczny zachód Słońca, udaje się uwiecznić bardzo rzadkie zjawisko zwane zielonym błyskiem. Fenomen ten jest trudny do zaobserwowania z powodu bardzo krótkiego czasu trwania. Występuje nad wschodzącym lub zachodzącym Słońcem.
Jest spowodowany załamywaniem się promieni świetlnych w atmosferze ziemskiej, która tak jak pryzmat, rozszczepia białe światło słoneczne na szereg barw. Najmniej rozpraszany jest kolor czerwony, a najbardziej kolor niebieski i fioletowy.
Kiedy atmosfera ziemska jest wyjątkowo czysta i spokojna, zielony błysk światła nad brzegiem zachodzącego Słońca, znajdującego się blisko odległego horyzontu, może być obserwowany tylko przez sekundy.
Na Saharze zdarza się, że trwa nawet kilka minut. Jeszcze trudniej zaobserwować niebieski błysk, gdyż wtedy nie może dojść do rozproszenia i osłabienia załamanego niebieskiego światła.
Długo czekałem, aby to zjawisko zobaczyć na własne oczy i je uwiecznić, w końcu się udało na plaży w Ustce". Zdjęcie wykonałem aparatem Canon EOS 550D z obiektywem o ogniskowej 250 mm. Czas ekspozycji 1/400 s, odchylenie ekspozycji -1.3 krok, ISO 100, jednostka przysłony f/7.1 - powiedział nasz czytelnik Tadeusz Piotrowski.
Na zdjęciach, które publikujemy w artykule, widoczne jest Słońce zachodzące za horyzont. Poziome kreski to górne części Słońca zniekształcanego przez atmosferę. Zazwyczaj zielono-niebieski błysk stanowi tylko niewielki fragment zjawiska, ale czasem zdarza się, że pogrąża się w nim cała tarcza słoneczna.
Źródło: TwojaPogoda.pl
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-11-07/zielony-blysk-o-zachodzie-slonca-czym-jest-to-zagadkowe-zjawisko/

Zielony błysk o zachodzie Słońca. Czym jest to zagadkowe zjawisko.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Udany start rakiety Sojuz z Plesiecka
2018-11-07. Michał Moroz
Trzeciego listopada z kosmodromu Plesieck wystartowała rakieta nośna Sojuz-2.1b z górnym stopniem Fregat-M. Rosjanie wynieśli satelitę nawigacyjnego GLONASS.

Start rozpoczął się o 21:17 czasu CET ze stanowiska 43/44 z kosmodromu Plesieck w Północnej Rosji. Na orbitę o parametrach: 19122 x 19163 km i inklinację 64,82 stopni wyniesiony został satelita GLONASS typu Uragan-M numer 757. Po starcie nadano mu nazwę Kosmos 2529.
GLONASS jest rosyjskim systemem nawigacji satelitarnej, porównywalnym do amerykańskiego GPS, europejskiego Galileo, czy chińskiego Beidou. Pierwsze satelity systemu powstały jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Projekt był rozwijany w latach siedemdziesiątych a pierwszy radziecki satelita nawigacyjny trafił na orbitę w 1982 roku. Najnowszy GLONASS prawdopodobnie zastąpi satelitę konstelacji Uragan-M o numerze 723 znanego również jaki Kosmos 2436.
Satelita o masie 1415 kg został wyprodukowany w zakładach NPO PM. Jego pracę zaplanowano na siedem lat. Był to 86 udany start orbitalny w 2018 roku.
https://kosmonauta.net/2018/11/udany-start-rakiety-sojuz-z-plesiecka/

Udany start rakiety Sojuz z Plesiecka.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jak odbierać sygnał PW-Sata 2?
2018-11-07. Redakcja

Na 19 listopada 2018 roku spodziewane jest wyniesienie satelity PW-Sat2 na orbitę na pokładzie rakiety Falcon 9! PW-Sat2 podczas swojej czterdziestodniowej misji będzie nadawał w paśmie amatorskim i każdy, kto posiada odpowiedni sprzęt radioamatorski, będzie w stanie odbierać i dekodować dane. Wspólnie z firmą SoftwareMill udostępniamy narzędzia, dzięki którym będzie to możliwe!
PW-Sat2 będzie jednym z ładunków misji SpaceFlight SSO-A, realizowanej za pomocą rakiety Falcon 9 firmy SpaceX. Kilka godzin po odłączeniu od ostatniego członu rakiety satelita PW-Sat2 zacznie nadawać co 60 sekund ramki zawierające jego telemetrię. W transmitowanych danych znajdą się najważniejsze informacje o stanie satelity. Dane przesyłane na Ziemię przez PW-Sat2 będą “otwarte” i dostępne do odbioru i dekodowania dla każdego! Aby to ułatwić, udostępniamy na licencjach open source odpowiednie narzędzia, oparte o GNU Radio oraz stworzony wspólnie z SoftwareMill serwis radio.pw-sat.pl.
Instrukcję pracy krok po kroku można znaleźć na specjalnej stronie projektu. Na tej stronie znajdują się także informacje m.in. o przewidywanych sygnałach z PW-Sata 2 czy używanych częstotliwościach przez tego satelitę.
Każdy entuzjasta łączności radiowej i systemów satelitarnych zaproszony jest do udziału w projekcie poprzez odbieranie i przekazywanie danych. Przewidujemy karty okolicznościowe QSL dla osób, które skutecznie odbiorą i przekażą nam poprawną ramkę danych. Dla osób, które udostępnią najwięcej ramek, odbiorą pierwszą i ostatnią ramkę przewidziane są upominki związane z projektem. Więcej szczegółów na temat konkursu można znaleźć na podstronie projektu PW-Sat 2.
Organizatorzy projektu PW-Sat 2 składają podziękowania firmie SoftwareMill, której wsparcie pozwoliło nam wystawić na świat specjalną aplikację webową pod adresem radio.pw-sat.pl. Mamy nadzieję, że posłuży nie tylko radioamatorom, ale również osobom, które nigdy nie interesowały się odbieraniem sygnałów z satelitów. Aplikacja umożliwi przegląd wszystkich zebranych danych i śledzenie stanu satelity PW-Sat2 niemal na żywo.
Zachęcamy do uruchomienia aplikacji, testowania jej działania i swoich stacji naziemnych przed rozpoczęciem misji PW-Sata2. Szczegóły zostały na naszej Wiki. W razie wszelkich pytań, wątpliwości, problemów, zauważonych błędów – nasz zespół aktywnie śledzi ten wątek i będzie starał się udzielić wszelkiej pomocy. Można również skontaktować się z nami przez kanały społecznościowe oraz e-mail: kontakt@pw-sat.pl.
Informacje o stanie misji, aktualizacjach narzędzi do odbioru, planowane akcje (zmiana przepływności bitowej nadawanej telemetrii, uruchamianie eksperymentów) będą dostępna na naszym Twitterze: https://twitter.com/PWSat2
Redakcja serwisu Kosmonauta.net serdecznie dziękuje Panu Dominikowi Roszkowskiemu z zespołu PW-Sat 2 za przesłane materiały.
(PW-Sat 2)
https://kosmonauta.net/2018/11/jak-odbierac-sygnal-pw-sata-2/

Jak odbierać sygnał PW-Sata.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Urania nr 5/2018

Spis treści

Słowo wstępne do numeru


Artykuły

 

1I/'Oumuamua - Gość spoza Układu Słonecznego, Mikołaj Sabat
Z zawrotną prędkością minął Słońce, a teraz znów kieruje się w stronę przestrzeni międzygwiazdowej. ‘Oumuamua — pierwszy odkryty przybysz z innego układu planetarnego nie przypomina dobrze nam znanych planetoid i komet. Mimo zaangażowania największych naziemnych i kosmicznych teleskopów, wciąż skrywa przed nami wiele tajemnic. Czym jest i skąd pochodzi jedno z najbardziej zagadkowych ciał kosmicznych znanych nauce?

Gdy planeta zakrywa planetę (II) - Mars na tle pierścieni Saturna, Przemysław Rudź
Wyjątkowo spektakularną i ciekawą grupę zjawisk, jakie możemy obserwować na nocnym niebie, są zakrycia planet przez inne planety bądź księżyce. Niektóre takie zjawiska są wyjątkowo rzadkie i zdarzają się raz na kilka tysięcy lat, zaś inne można dostrzec kilka razy w roku. Dzięki dzisiejszej technologii jesteśmy w stanie łatwo sprawdzić, kiedy one nastąpią, zweryfikować historyczne relacje i – być może – przygotować się do obserwacji.

Przez słowa do gwiazd, Jadwiga Jęcz
Słowa związane z astronomią widowiskowo spadły z nieba na ziemię, znajdując zastosowanie w języku potocznym, o czym świadczą przysłowia, powiedzenia i sentencje. „Kosmiczna” terminologia zainspirowała także pisarzy, dla których Słońce, Księżyc i gwiazdy niespodziewanie stały się źródłem natchnienia podczas tworzenia nie tyle samych dzieł, lecz także (często za pośrednictwem tłumaczy) ich tytułów.

Sieć Solaris-Panoptes w programie ESA SPaec Surveillance and Tracking, Agnieszka Sybilska
SST (od jego angielskiej nazwy Space Surveillance and Tracking) to system detekcji, śledzenia i monitorowania ruchu satelitów i śmieci kosmicznych prowadzony przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Jest on częścią większej inicjatywy ESA dotyczącej świadomości sytuacyjnej w przestrzeni kosmicznej — analizowania potencjalnych zagrożeń dla naszych zasobów orbitalnych i naziemnych oraz próby ich minimalizowania. Wywodząca się z Polski sieć teleskopów Solaris-Panoptes, dzięki dedykowanym obserwatoriom, owocnej współpracy międzynarodowej, nowoczesnym technologiom sterowania siecią sensorów oraz oprogramowania do redukcji i analizy danych, osiąga znaczącą pozycję w europejskim SST.

Poszukiwanie fal grawitacyjnych poprzez chronometraż pulsarów?, Beata Zjawin
Detekcja fal grawitacyjnych, odkrycie nagrodzone w 2017 r. Nagrodą Nobla, rozpoczęło nową erę badań astrofizycznych. Zmarszczki czasoprzestrzeni przewidziane przez ogólną teorię względności od lat były zagadką dla naukowców, próbowano ich więc szukać na wiele sposobów. Jak dotąd jedynym skutecznym okazało się być budowanie kosztownych interferometrów, takich jak LIGO czy Virgo.

 

Dawno temu w Uranii

Zorza polarna z ds. 25-26 stycznia 1938

Wielka plama słoneczna

Śmierć G.E. Hale'a

Śmierć dwóch zannych astronomów amerykańskich

Osobliwa gwiazda zaćmieniowa

Temperatura planety Wenus

 

Kronika

czerwiec 2018 - lipiec 2018

 

Mała Urania

3.  'Oumuamua

 

Wywiady

Jak dokładne jest Stellarium?

 

Ciekawe strony internetowa

Czy coś piszczy w traiwe? Nie, w kosmosie...

 

Przeczytane w Nature i Science

Jak powstają gwiazdy?

 

W skrócie

Astronomowie dokonali ekstremalnego testu teorii Alberta Einsteina

Duet Obłokó Magellana może pochodzić z tercetu

VLBA podaje dokładną pozycję asteroidy... i mierzy ją

Naukowcy przewidują przyszły kształt korony słonecznej

Medal Karla Schwarzschilda dla prof. Andrzeja Udalskiego

Startuje konkurs KosmoSzkoła z PAK

Astronomia pozostanie osobną dyscypliną naukową!

Znamy pierwszego turystę na lot wokół Księżyca

Zrób sobie kosmiczne selfie z apką NASA!

Śledząc międzygwiezdny obiekt 'Oumuamua do jego domu

XLIV Ogólnopolskie Młodzieżowe Seminarium Astronomiczne

60 lat NASA

Studenci z Politechniki Świętokrzyskiej wygrali tegoroczny European Rover Challenge

 

Ciemne niebo

Zanieczyszczenie atmosfery a jasność nocnego nieba

 

Czytelnicy obserwują

Czas na potrójne zaćmienie b Persei

 

Astropodróże

Podróż do wnętrza gwiazd

 

Cyrqlarz No 229

Podróż do Krateru Meteorowego Barringera

 

Poradnik obserwatora

Teleskop Sky-Watcher BKP 150750 EQ3-2 - czy warto?

 

Kącik olimpijczyka

Rozwiązanie zadania obserwacyjnego zawodów finałowych LV Olimpiady Astronomicznej

 

Komeciarz

Wybuch komety C/2017 S3 (PanSTARRS)

 

Kącik olimpijczyka

Rozwiązanie zadania zawodów I stopnia LXI Olimpiady Astronomicznej

LXII Olimpiada Astronomiczna 2018/2019 - pierwsza seria zadań zawodów I stopnia

 

W kraju

Statek kosmiczny Astroshow 2018!

 

Kalendarz astronomiczny

Niebo nad Polską w listopadzie i grudniu 2018

Spójrz w niebo: Z jeienno-zimowego pogranicza

 

Astronomia i muzyka

Wojna światów w Olsztyńskim Planetarium


Konkurs na fotki z Uranią

Kierunek Mars!

 

Obserwator Słońca

Alarm! Czy warto jeszcze obserwować?

Raport nr 7/2018

Raport nr 8/2018

 

Astrofotografia amatorska

Lipcowe zaćmienie Księżyca


Inne materiały

Poczta

Zaproszenia, odczyty, wykłady, wydarzenia

Relaks z Uranią - krzyżówka

Astrożarty Jacka D.

 

Zamów ten numer

lub
zamów wersję cyfrową

 

http://www.urania.edu.pl/urania/urania-nr-5-2018.html

URANIA.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sonda New Horizons zbliża się do Pasa Kuipera
Wysłane przez kuligowska w 2018-11-07
Zespół New Horizons przygotowuje się do historycznego przelotu sondy przez odległy Pas Kuipera. Już niebawem rozpocznie się krytyczny, dziewięciodniowy okres bliskich podejść, podczas którego Ultima Thule pojawi się przed sondą, a my zobaczymy ją niemal na własne oczy.
Przypomnijmy - New Horizons to sonda, której głównym celem było zbadanie karłowatej planety Pluton. Przesłała na Ziemię jej wysokiej rozdzielczości zdjęcia w roku 2015. Znajduje się teraz prawie miliard kilometrów dalej i zmierza właśnie do kolejnego celu swej długiej podróży, pokonując ponad milion kilometrów dziennie.
Celem jest duży obiekt Pasa Kuipera o nazwie 2014 MU69, od niedawna znany też jako Ultima Thule. Ta druga nazwa pochodzi z łaciny i oznacza tyle, co: "poza najdalszymi granicami". Została wybrana w publicznym konkursie właśnie ze względu na to znaczenie: odkrywamy teraz najdalszy obiekt, jaki kiedykolwiek odwiedziliśmy w kosmosie.
Cel ten odkryto w 2014 roku z pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a. Orbita Ultimy, prawie kołowa i leżąca w odległości 6,6 miliarda kilometrów od Słońca, należy do specjalnego obszaru Pasa Kuipera. Jest on zwany zimnym pasem klasycznym. Podczas gdy większość obiektów krążących dziś w Pasie Kuipera utworzyła się pośród planet olbrzymów, a następnie powoli przemieściła się na swe obecne orbity, ciała pasa zimnego faktycznie uformowały się właśnie w nim. Obiekty takie jak Ultima Thule stanowią więc cenną próbkę pierwotnej materii Układu Słonecznego.
Czym jest Ultima Thule? To obiekt kometarny lub asteroida o średnicy 25-30 kilometrów, o rząd wielkości większy i tysiąc razy bardziej masywny niż typowe komety Pasa Kuipera. Na razie wiemy o nim niewiele więcej. Może jednak skrywać w sobie ważne informacje na temat procesów tworzenia się planet skalistych.
Ta część misji właśnie się rozpoczyna. Sonda jest wciąż odległa o dziesiątki milionów kilometrów od Ultima Thule, ale ma do niej dotrzeć już 1 stycznia 2019 roku. Czuły, teleskopowy rejestrator obrazów LORRI (ang. Long Range Reconnaissance Imager) zaczął już fotografować coraz mniej odległy, skalisty obiekt. Zbierane zdjęcia będą w kolejnych miesiącach przesyłane na Ziemię raz w tygodniu. Zespół nawigacyjny i naukowy misji wykorzysta je do uzyskania nowej wiedzy na temat budowy i orbity Ultimy, a następnie do obliczenia trajektorii korygującej obecny tor ruchu sondy New Horizons i kierujący ją na ów cel.
Zdjęcia posłużą ponadto do wyszukiwania księżyców i innych drobnych ciał krążących wokół Ultimy - mogą one bowiem stanowić zagrożenie dla sondy. W przypadku ich wykrycia trzeba będzie również zmienić trajektorię na taką, która poprowadzi ją nieco dalej od obiektu Pasa Kuipera. Jak dotąd nie znaleziono takich zagrożeń, ale z każdym dniem szanse na zauważenie słabszych pierścieni i mniejszych satelitów rosną. Coraz wyższa będzie też rozdzielczość celu.
Jednocześnie New Horizons bada promieniowanie cząstek i pyłowe środowisko Pasa Kuipera w rejonie Ultima Thule. Ta charakterystyka pomoże nam zrozumieć, jak środowisko Pasa Kuipera ukształtowało powierzchnię Ultimy.
 
Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    New Horizons koryguje kurs w drodze do Ultima Thule
 
Źródło: NASA/Sky&Telescope
Na zdjęciu: Ultima Thule - obraz utworzony po cyfrowym połączeniu 20 zdjęć z rejestratora LORRI uzyskanych 24 września tego roku.
Źródło: NASA / JHU-APL / SwRI / KinetX
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/sonda-new-horizons-zbliza-sie-pasa-kuipera-4788.html

Sonda New Horizons zbliża się do Pasa Kuipera.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

SOFIA odkrywa tajemnice powstawania gromad gwiazd
Napisany przez Radek Kosarzycki dnia 07/11/2018
Słońce, tak jak wszystkie gwiazdy, powstało z olbrzymiego zimnego obłoku gazu molekularnego i pyłu. Mogło także posiadać dziesiątki lub nawet setki rodzeństwa – gromadę gwiazd – ale te wczesne towarzyszki Słońca do teraz już rozprzestrzeniły się po całej Drodze Mlecznej. Choć pozostałości po tym swoistym akcie stworzenia już dawno się rozeszły, proces narodzin gwiazd trwa do dzisiaj tak w naszej galaktyce jak i poza nią. Gromady gwiazd powstają w sercach optycznie ciemnych obłoków, gdzie wczesne fazy powstawania gwiazd zawsze pozostawały ukryte przed naszymi oczyma. Jednak te zimne, pyłowe obłoki świecą jasno w podczerwieni, dlatego teleskopy takie jak Stratospheric Observatory for Infrared Astronomy, SOFIA, mogą zacząć odkrywać przed nami te od dawna skrywane sekrety.
Tradycyjne modele twierdzą, że siła grawitacji może być samodzielnie odpowiedzialna za powstawanie gwiazd i gromad gwiazd. Nowsze obserwacje wskazują, że pola magnetyczne, turbulencje lub oba te czynnii na raz także mają wpływ, a nawet mogą dominować w procesie powstawania gwiazd. Ale co uruchamia procesy prowadzące do powstania gromad gwiazd?
Astronomowie korzystający z zainstalowanego na SOFIA instrumentu German Receiver for Astronomy at Terahertz Frequencies, w skrócie GREAT, odkryli nowe dowody przemawiające za tezą, że gromady gwiazd powstają wskutek kolizji gigantycznych obłoków molekularnych.
Wyniki tych obserwacji opublikowano w periodyku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
“gwiazdy zasilane są reakcjami jądrowymi, które prowadzą do powstania nowych pierwiastków chemicznych” mówi Thomas Bisbas, badacz na University of Virginia w Charlottesville w stanie Wirginia oraz główny badacz artykułu opisującego nowe odkrycie. “Samo istnienie życia na Ziemi jest produktem gwiazdy, która eksplodowała miliardy lat temu, ale wciąż nie wiemy w jaki sposób te gwiazdy – włącznie z naszym własnym słońcem – powstają”.
Badacze analizowali rozkład i ruch zjonizowanego węgla wokół obłoku molekularnego, w którym mogą powstawać gwiazdy. W trakcie obserwacji dostrzegli dwa różne komponenty gazu molekularnego zderzające się ze sobą z prędkością ponad 30 000 kilometrów na godzinę. Rozkład i prędkość gazu cząsteczkowego i zjonizowanego zgadzają się z wynikami symulacji zderzeń obłoków, co wskazuje, że gromady gwiazd powstają wskutek kompresji gazu w fali uderzeniowej powstałej w trakcie zderzenia obłoków.
“Te modele formowania gwiazd są niezwykle trudne do zweryfikowania obserwacyjnie” mówi Jonathan Tan, profesor na Chalmers University of Technology w Goteburgu w Szwecji oraz na University of Virginia oraz główny badacz w tym projekcie. “Znajdujemy się w fascynującym punkcie projektu, w którym dane otrzymane z SOFIA mogą faktycznie posłużyć do testowania symulacji”.
Choć wciąż nie ma jeszcze wśród naukowców zgody co do mechanizmu odpowiedzialnego za napędzanie procesu powstawania gromad gwiazd, nowe obserwacje przeprowadzone za pomocą obserwatorium SOFIA pomogły naukowcom wykonać ważny krok na drodze do rozwiązania tej zagadki. To pole badań pozostaje niezwykle aktywne, a nowe dane dostarczają kluczowych dowodów przemawiających za modelem kolizji. Autorzy spodziewają się, że przyszłe obserwacje przetestują ten scenariusz, aby określić czy proces zderzenia obłoków jest unikalnym dla tego regionu, bardziej powszechnym czy uniwersalnym mechanizmem formowania gromad gwiazd.
“Naszym kolejnym krokiem jest wykorzystanie obserwatorium SOFIA do obserwacji większej ilości obłoków molekularnych, w których powstają gromady gwiazd” dodaje Tan.
Obserwatorium SOFIA to Boeing 747SP zmodyfikowany do przenoszenia teleskopu o średnicy zwierciadła wynoszącej 106 cali.
Źródło: NASA
https://www.pulskosmosu.pl/2018/11/07/sofia-odkrywa-tajemnice-powstawania-gromad-gwiazd/

SOFIA odkrywa tajemnice powstawania gromad gwiazd.jpg

SOFIA odkrywa tajemnice powstawania gromad gwiazd2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tlenek glinu w atmosferze ultra-gorącego jowisza
Napisany przez Radek Kosarzycki dnia 08/11/2018
Międzynarodowy zespół badaczy prowadzony przez astrofizyczkę Carolinę von Essen, wykorzystał spektrograf OSIRIS zainstalowany na teleskopie GTC (Gran Telescopio Canarias) do zbadania składu chemicznego planety, której temperatura równowagi wynosi około 3200°C.
WASP-33, układ planeta-gwiazda, który jest przedmiotem opisywanych badań, znajduje się jakieś 380 lat świetlnych od Ziemi. Gwiazda macierzysta jest pierwszą gwiazdą Delta Scuti, w pobliżu której udało się odkryć krążącego wokół niej gorącego jowisza. Znaczące pulsacje gwiazdy, wykazujące okresowość porównywalną do czasu trwania tranzytu, utrudniają modelowanie samych tranzytów planety. Dlatego też prawidłowa charakteryzacja własności fizycznych egzoplanety bez uwzględnienia zmienności gwiazdy jest ekstremalnie trudnym zadaniem.
Planeta WASP-33b jest bardzo interesująca sama w sobie: jej temperatura wynosi 3200°C, przez co znajduje się ona pośród zaledwie kilku dotąd odkrytych ultra-gorących jowiszów. Okres orbitalny wynosi zaledwie 29 godzin, a orbita planety jest ustawiona niemal prostopadle do płaszczyzny równika gwiazdy.
Badania, których wyniki opublikowano w periodyku Astronomy & Astrophysics, skupiają się na analizie składu chemicznego atmosfery rzeczonej planety. To istotne badania ponieważ “Obecne modele atmosfer egzoplanetarnych przewidują, że ultragorące jowisze powinny być pozbawione chmur i charakteryzować się w widmie widzialnym paletą tlenków takich jak tlenek wanadu, tlenek tytanu i tlenek glinu” mówi Carolina von Essen z University of Aarhus w Danii, główna badaczka projektu. “Jednak istnieje ograniczona liczba egzoplanet, w których udało się odkryć te związki w dużej ilości, co sprawia, że kwestionujemy nasze modele”.
Szczegółowe określenie składu chemicznego ultra-gorących jowiszów ma zatem potencjał podważenia obecnych modeli atmosfer egzoplanetarnych. Istnieje jednak pewna symbioza modeli z obserwacjami, której doskonałym przykładem są opisywane tu badania, bowiem w ich trakcie odkryto tlenek glinu w atmosferze WASP-33b, czyli to co przewidywała teoria.
“Czułość GTC oraz OSIRIS były kluczowa dla sukcesu tych wymagających obserwacji” mówi Herve Bouy, współautor niniejszego artykułu. “Połączenie tych dwóch instrumentów sprawiło, że GTC  w ostatnich latach, stał się wiodącym teleskopem na polu badań atmosfer egzoplanetarnych” dodaje Antonio Cabrera Lavers, dyrektor operacji naukowych GTC.
Bardzo precyzyjne dane zebrane za pomocą GTC/OSIRIS umożliwiło badaczom stworzenie fizycznie uzasadnionego modelu widzialnej zmienności gwiazdy macierzystej. Pulsacje WASP-33 oraz zmiany ich amplitudy w zależności od długości fali promieniowania zostały uwzględnione podczas określania chromatycznej zmienności rozmiaru planety. “Wykorzystując współczesne metody określania składu chemicznego WASP-33b, odkrywamy, że elementy obserwowane w widmie transmisyjnym WASP-33b między 450 a 550 nm można najlepiej wytłumaczyć obecnością tlenku glinu w atmosferze” mówi von Essen. Badacze nie dostrzegli znaczących dowodów obecności innych związków, ale stosunkowo wysoką obfitość tlenku glinu. Dlatego też do potwierdzenia tej detekcji potrzebne będą dalsze obserwacje prowadzone zarówno z Ziemi jak i z przestrzeni kosmicznej.
Źródło:IAC
https://www.pulskosmosu.pl/2018/11/08/tlenek-glinu-w-atmosferze-ultra-goracego-jowisza/

Tlenek glinu w atmosferze ultra-gorącego jowisza.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Hermaszewski: na Marsa nie lecę!
Napisany przez Redakcja dnia 08/11/2018
Na pokładzie jego statku nie było komputera, wszystko liczył na kartce papieru. Jedyny Polak i 89 człowiek w kosmosie opowiada o tym, jak roztopione aluminium chlapało po szybach, o orbitalnej diecie, a także o swoich duchowych przeżyciach. Szczegóły mocno przemawiają do wyobraźni.  
Kosmiczna przygoda Mirosława Hermaszewskiego znów budzi zainteresowanie.
Z perspektywy czasu, minęło już 40 lat, najciekawsze wydają się szczegóły. Przykład? Wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że przeciętny samochód osobowy jest dziś lepiej wyposażony w elektronikę niż radziecki statek kosmiczny z lat 70. Trudno to sobie wyobrazić, ale trajektorię lotu astronauci rysowali wtedy ołówkiem, a od prawidłowych obliczeń zależało przecież ich życie.
Nie mieliśmy żadnego komputera na pokładzie, na statku Sojuz-30 nie było. Wszystko mieliśmy w głowie. Teraz jest łatwiej, my musieliśmy to liczyć sami. Samo zejście z orbity jest bardzo skomplikowane. Trzeba wylądować, a to nie jest samolot, po drodze jest bariera cieplna. Pojawiała się wątpliwość: czy myśmy to wszystko dobrze policzyli? Jeśli trajektoria będzie zbyt płaska, to wrócimy na Ziemię w formie skwarek, a jeśli zbyt stroma, to zniszczą nas przeciążenia – w programie „Z tymi co się znają” opowiada Mirosław Hermaszewski, pierwszy i jak dotąd jedyny Polak w kosmosie.
O lądowaniu, a zwłaszcza o przebijaniu atmosfery w drodze powrotnej, opowiada w niezwykle barwny sposób.
– Płomienie robią się coraz mocniejsze, tuż przy twarzy jest 20 milionów stopni. Szyby zmieniają kolor od żółtego, przez brązowy, po czarny, chlapie na nie roztopione aluminium, nic nie widzimy i pojawiają się potworne przeciążenia, tak duże, że mówić jest trudno, a oddychać trzeba przeponą – wspomina Mirosław Hermaszewski.
Dramatyczne momenty to jednak nie wszystko. Astronauci mają też ten przywilej, że Ziemię i kosmos mogą oglądać z zupełnie innej perspektywy. Mirosław Hermaszewski w szczegółach pamięta moment, gdy po starcie statek wchodził już na orbitę, udało się go ustabilizować, i znalazł się czas na to, by rzucić pierwsze spojrzenie przez iluminator.
– Zobaczyłem pięknie zachodzące słońce i dynamiczne przejście barw: błękit, granat
i wreszcie czerń kosmosu. To jest przeżycie głęboko estetyczne. Nie wierzyłem wtedy, że jestem w kosmosie. Później przeżycie estetyczne przeradza się w duchowe. Mnogość przemyśleń i zjawisk sprawia, że patrzysz na tę głębię kosmosu i zadajesz sobie pytania: skąd to się wzięło? Jesteśmy w składzie galaktyki, w której jest 200 miliardów gwiazd podobnych do słońca, a galaktyk nieprzeliczalna liczba. To kim ty jesteś, człowieku? – mówi Mirosław Hermaszewski.
Od czasu jego wyprawy zmieniło się bardzo wiele – teraz miałby do dyspozycji najpotężniejsze komputery. Na pytanie, czy poleciałby dziś na Marsa, gdyby dostał taką propozycję, odpowiada jednak krótko: – Niech lecą beze mnie.
Więcej można się dowiedzieć z obszernej rozmowy polskiego astronauty z Marcinem Prokopem w programie „Z tymi co się znają”. To też unikalna okazja, żeby zobaczyć dietę astronautów sprzed ponad 40 lat. Mirosław Hermaszewski zaprezentował m.in. oryginalny chleb z tamtych czasów – to bochenek o rozmiarach 2 na 1 cm, w hermetycznym opakowaniu, do zjedzenie w jednym kęsie, a do tego prasowane: owoce, słodycze, cytryna czy herbata. Takie szczegóły, zwłaszcza gdy można je zobaczyć, też przemawiają do wyobraźni.
Wszystkie odcinki programu „Z tymi co się znają” są emitowane na kanale YouTube Browar Namysłów TV. Premiera nowego odcinka w każdy piątek o godz. 17.00. Oprócz Mirosława Hermaszewskiego, wśród gości Marcina Prokopa znaleźli się m.in. Przemek Kossakowski, Urszula Dudziak, Tomasz Bagiński, filmowiec i współtwórca serialowego “Wiedźmina”, znany youtuber Sylwester Wardęga czy dr Aleksandra Przegalińska, specjalistka w dziedzinie sztucznej inteligencji.
 
Program „Z tymi co się znają” można oglądać na kanale >>Browar Namysłów TV<<
https://www.pulskosmosu.pl/2018/11/08/hermaszewski-na-marsa-nie-lece/

Hermaszewski na Marsa nie lecę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie odnajdują pary czarnych dziur w łączących się galaktykach
2018-11-08. Autor. Agnieszka Nowak
Po raz pierwszy zespół astronomów zaobserwował kilka par galaktyk w końcowych etapach łączenia się w pojedyncze, większe galaktyki. Patrząc przez grube zasłony gazu i pyłu otaczające jądra łączących się galaktyk, zespół badaczy uchwycił pary supermasywnych czarnych dziur – z których kiedyś każda znajdowała się w centrum jednej z dwóch mniejszych galaktyk – zbliżające się do siebie, zanim połączą się w jedną, olbrzymią czarną dziurę.
Prowadzony przez Michaela Kossa zespół zbadał setki pobliskich galaktyk, korzystając ze zdjęć z Obserwatorium Kecka znajdującego się na Hawajach oraz z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Obserwacje z HST reprezentują 20-letni zbiór archiwum teleskopu.

Obrazy o wysokiej rozdzielczości dają bliższe spojrzenie na zjawiska, które według astronomów były częstsze we wczesnym Wszechświecie, gdy zderzenia między galaktykami następowały częściej. Kiedy czarne dziury wreszcie się zderzą, zaczną wyzwalać potężną energię w postaci fal grawitacyjnych – zmarszczek w czasoprzestrzeni, ostatnio wykrytych po raz pierwszy przez detektory LIGO.

Obrazy zwiastują także to, co może się wydarzyć za kilka miliardów lat, kiedy nasza Droga Mleczna połączy się z sąsiednią galaktyką Andromedy. Obie galaktyki posiadają w swoich jądrach supermasywne czarne dziury, które ostatecznie zderzą się i połączą w jedną większą czarną dziurę.

Zespół został zainspirowany zdjęciami z Hubble’a dwóch oddziałujących ze sobą galaktyk, nazwanych NGC 6240, które później służyły jako prototyp do badań. Najpierw zespół wyszukał aktywne czarne dziury, przekopując się przez dane rentgenowskie z 10 lat obserwacji wykonanych przez Burst Alert Telescope (BAT) znajdującym się na pokładzie obserwatorium Swift.

Zaletą BAT Swift jest to, że obserwuje on wysokoenergetyczne, „twarde” promieniowanie X. Promienie te przenikają przez gęste chmury pyłu i gazu otaczające  aktywne galaktyki, pozwalając BAT widzieć rzeczy, które są niewidoczne na innych długościach fali.

Następnie naukowcy przeczesali archiwum Hubble’a, skupiając się na łączących się galaktykach, które zauważyli w danych rentgenowskich. Potem użyli super ostrego widzenia w bliskiej podczerwieni teleskopu Kecka, aby zaobserwować większą próbkę czarnych dziur wytwarzających promieniowanie rentgenowskie, które nie zostały znalezione w archiwum Hubble’a.

Zespół skupił się na galaktykach zlokalizowanych w odległości średnio 330 mln lat świetlnych od nas – stosunkowo blisko jak na kosmiczne odległości. Wiele galaktyk jest podobnych do Drogi Mlecznej i Andromedy. W sumie zespół przeanalizował 96 galaktyk zakonserwowanych przy użyciu teleskopu Kecka oraz 385 z archiwum Hubble’a.

Ich wyniki sugerują, że ponad 17% galaktyk zawiera parę czarnych dziur w swoim centrum, które są zamknięte w późnych stadiach orbitowania coraz bliżej wokół siebie, zanim połączą się w jedną, niezwykle masywną czarną dziurę. Naukowcy byli zaskoczeni, że znaleźli tak duży odłam późnych etapów fuzji, ponieważ symulacje sugerują, że większość par czarnych dziur spędza bardzo mało czasu w tej fazie.

Aby sprawdzić te wyniki, naukowcy porównali badane galaktyki z grupą kontrolną 176 innych galaktyk z archiwum Hubble’a, które nie posiadają aktywnie rosnących czarnych dziur. W tej grupie tylko około 1% badanych galaktyk podejrzewano o posiadanie pary czarnych dziur w późnych etapach łączenia się.

Ten ostatni krok pomógł badaczom potwierdzić, że świecące jądra galaktyk odkryte w spisie oddziałujących z pyłem galaktyk są rzeczywiście sygnaturą par szybko rosnących czarnych dziur zmierzających do zderzenia. Według naukowców odkrycie to jest zgodne z przewidywaniami teoretycznymi, ale do tej pory nie zostało zweryfikowane przez bezpośrednie obserwacje.

Nie jest łatwo znaleźć jądra galaktyczne tak blisko siebie. Większość wcześniejszych obserwacji łączenia się galaktyk uchwytywało scalające się czarne dziury na wczesnych etapach, kiedy znajdowały się 10 razy dalej od siebie. Późny etap procesu łączenia jest tak nieuchwytny, ponieważ galaktyki wchodzące w interakcje są otoczone gęstym pyłem i gazem, co wymaga obserwacji na bardzo wysokich rozdzielczościach, które mogą przechodzić przez chmury i lokalizować dwa łączące się jądra.

Przyszłe teleskopy na podczerwień, takie jak długo wyczekiwany Teleskop Jamesa Webba (JWST), którego start planowany jest na 2021 r. zapewnią lepszy wgląd w połączenia w zapylonych, silnie zasłoniętych galaktykach. JWST powinien również być w stanie mierzyć masy, szybkość wzrostu i inne parametry dla każdej czarnej dziury z bliskiej pary.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
University of Maryland

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2018/11/astronomowie-odnajduja-pary-czarnych.html

Astronomowie odnajdują pary czarnych dziur w łączących się galaktykach.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Skąd woda na Ziemi? Jest nowa teoria...

2018-11-08

Naukowcy z Arizona State University mają nową teorię na temat pochodzenia wody na Ziemi. Ich zdaniem, poza wodą którą przyniosły na naszą planetę planetoidy i ewentualnie komety, na Ziemi może być woda pochodząca bezpośrednio z gazów, pozostałych w otoczeniu Słońca po jego powstaniu. Do jej utworzenia przyczynił się wodór zgromadzony we wnętrzu naszej planety. Hipoteza, opisana w pracy opublikowanej na łamach czasopisma "Journal of Geophysical Research: Planets" może pomóc w analizie procesów powstawania planet pozasłonecznych i ocenie szans na istnienie tam warunków, sprzyjających powstaniu życia.

Pytanie, skąd pochodzi woda na Ziemi i jak się tu znalazła, spędza naukowcom sen z powiek od dawna. Obecnie przyjęte hipotezy stanowią, że została przyniesiona na naszą planetę z kosmosu, za sprawą spadających na jej powierzchnię planetoid i komet. Przekonują o tym między innymi wyniki badań izotopowych, pokazujące, że proporcja wodoru do jego cięższego izotopu, deuteru jest w ziemskich oceanach podobna, jak na planetoidach. Zdaniem Jun Wu, Stevena Descha i Petera Busecka ze School of Earth and Space Exploration i School of Molecular Sciences na Arizona State University, to jednak może być tylko część prawdy.
Komety zawierają dużo lodu i mogą być źródłem części wody, planetoidy też zawierają wodę, choć nie w tak dużej ilości - mówi Steven Desch. Ale o źródłach wody w początkach Układu Słonecznego można też myśleć w inny sposób. Woda powstaje z wodoru i tlenu, na Ziemi tlenu jest dużo, wiec za źródło wody można uznać praktycznie każde źródło wodoru - dodaje. Wodór był czołowym składnikiem mgławicy słonecznej, z której ostatecznie powstały i nasza gwiazda, i planety naszego układu, a mimo to, jak podkreśla pierwszy autor pracy, Jun Wu, nie przywiązywano do niego w dotychczasowych teoriach dostatecznej wagi.
Wyniki nowych analiz wskazują, że przynajmniej część z naszej wody może pochodzić bezpośrednio z chmur pyłu i gazu, które pozostały po utworzeniu się naszej gwiazdy w postaci tak zwanej mgławicy słonecznej. Autorzy pracy piszą, że owszem, badania proporcji wodoru do deuteru w wodzie oceanicznej przynoszą wyniki podobne do proporcji w planetoidach i to może nasuwać przypuszczenia, że cała woda dotarła na Ziemię właśnie za ich pośrednictwem, zwracają jednak uwagę na doniesienia wskazujące, że w przypadku wodoru głęboko pod powierzchnią, w płaszczu Ziemi, ta proporcja jest inna. Także gazy szlachetne spod powierzchni Ziemi mają skład izotopowy odziedziczony po mgławicy słonecznej.
By to wyjaśnić, naukowcy sformułowali nowy model teoretyczny formowania się Ziemi. Zgodnie z nim, przed miliardami lat wokół Słońca zaczęły pojawiać się nasączone wodą planetoidy, podczas gdy duża część gazu i pyłu pozostawała wciąż w formie mgławicy słonecznej. Planetoidy zderzały się i łączyły, tworząc między innymi planety, a energia ich zderzeń prowadziła do stapiania się ich powierzchni w postać magmy. Gazy z mgławicy słonecznej, w tym wodór i gazy szlachetne, były potem grawitacyjnie ściągane w pobliże tych dużych obiektów. Wodór, uboższy w deuter, niż ten wchodzący w skład pierwotnie obecnej w planetoidach wody rozpuszczał się w płynnej lawie i wnikał do wnętrza, także do stopionego żelaznego jądra. Wodór bogatszy w deuter pozostawał przy powierzchni. Tam też wodę dodawały uderzające w Ziemię komety i planetoidy.

Na szczęście wydaje się, że nie trzeba będzie zmieniać szkolnych podręczników. Sprawa dotyczy bowiem w przypadku naszej planety zaledwie około 2 proc. wody. Nowa teoria może mieć jednak konsekwencje dla naszego rozumienia procesu tworzenia się planet pozasłonecznych i oceny szans, że tam pojawią się warunki sprzyjające powstaniu życia. Wnioski dla planet pozasłonecznych mogą być bardzo interesujące. Nawet jeśli utworzyły się one w rejonach wokół gwiazd, gdzie nie było bogatych w wodę planetoid, prędzej czy później woda musiała się tam pojawić, może nie w takiej ilości jak na Ziemi, ale jednak...
Grzegorz Jasiński


 
https://www.rmf24.pl/nauka/news-skad-woda-na-ziemi-jest-nowa-teoria,nId,2655447

Skąd woda na Ziemi Jest nowa teoria....jpg

Skąd woda na Ziemi Jest nowa teoria...2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronarium nr 71 o misjach do Jowisza
Wysłane przez czart w 2018-11-08

Dzisiaj premiera kolejnego odcinka Astronarium. Jego tematem będą misje do Jowisza - największej planety Układu Słonecznego.
Co takiego dowiedzieliśmy się i czego dowiemy się dzięki sondom takim jak Galileo, Juno czy JUICE? Badały one nie tylko Jowisza, ale także jego księżyce. W odcinku przedstawione będą najciekawsze rezultaty dotychczasowych misji sond kosmicznych oraz planowana misja JUICE. Opowiedzą o niej polscy naukowcy i inżynierowie przygotowujący instrumenty dla tego projektu prowadzonego przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA).
Premiera odcinka dzisiaj o godz. 17:00 i 20:30 w TVP 3, powtórki w sobotę, a później będzie dostępny także na YouTube.
Astronarium to seria popularnonaukowych programów telewizyjnych o astronomii i kosmosie. Prezentuje zagadki Wszechświata i naukowców, którzy je badają. Kamery programu odwiedzają różne instytuty naukowe w Polsce i poza granicami naszego kraju pokazując najnowszą wiedzę o Wszechświecie, jaką dysponują współcześni astronomowie i fizycy.
Producentami programu są Polskie Towarzystwo Astronomiczne (PTA) oraz Telewizja Polska (TVP), a partnerem medialnym czasopismo i portal "Urania - Postępy Astronomii". Dofinansowanie produkcji zapewnia Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Więcej informacji:
•    Witryna internetowa „Astronarium”
•    „Astronarium” na Facebooku
•    "Astronarium" na Instagramie
•    „Astronarium” na Twitterze
•    Odcinki „Astronarium” na YouTube
•    Oficjalny gadżet z logo programu: czapka z latarką
•    Ściereczka z mikrofibry z logo Astronarium
•    Podkładka pod mysz z logo Astronarium
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/astronarium-nr-71-misje-do-jowisza-4790.html

Astronarium nr 71 o misjach do Jowisza.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Europejska wersja Sojuza wynosi satelitę meteorologicznego Metop-C
Wysłane przez grabianski w 2018-11-08
W środę z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej wystartowała rakieta Sojuz ST-B z satelitą Metop-C należącym do europejskiej organizacji meteorologicznej EUMETSAT.
Rakieta wystartowała z ładunkiem w środę, 7 listopada o 1:47 czasu polskiego. Satelita po udanym locie trafił na docelową orbitę heliosynchroniczną.
O ładunku

Metop to seria satelitów, wyposażonych w sprzęt do obserwacji pogody na Ziemi. Do tej pory na orbicie znajdowały się dwa ładunki tej sieci. Satelity Metop wchodzą w skład międzynarodowego programu Initial Joint Polar System (IJPS), w ramach którego amerykańskie i europejskie instytucje wymieniają się pozyskanymi danymi meteorologicznymi między sobą.
Metop-C waży 4084 kg i został wyposażony w zestaw instrumentów teledetekcyjnych. Amerykańska organizacja NOAA dostarczyła dla statku sprzęt obrazujący w podczerwieni i świetle widzialnym AVHRR/3, radiometr mikrofalowy AMSU-A oraz urządzenie badania środowiska kosmicznego SEM-2. Te same instrumenty były już wykorzystywane w satelitach amerykańskiego programu POES.
Na satelicie znalazły się także: radiometr mikrofalowy MHS do badania wilgotności, interferometr atmosferyczny do obserwacji w podczerwieni IASI, skaterometr ASCAT do pomiaru prędkości wiatru, spektrometr GOME-2 do obserwacji warstwy ozonowej, zawartości aerozoli i gazów cieplarnianych w atmosferze oraz odbiornik GPS GRAS do profilowania atmosfery ziemskiej na bazie obserwowanych zakryć sygnału GPS.
Oprócz ładunku meteorologicznego na pokładzie satelity znalazło się miejsce dla przekaźnika danych z boi i stacji badawczych oraz nadajników na dzikich zwierzętach A-DCS.
Metop-C to ostatni satelita 1. generacji systemu. W planach jest wysyłanie w latach 20. satelitów programu Metop-SG z nowymi urządzeniami meteorologicznymi.
Podsumowanie

Był to już trzeci udany start rakiety z rodziny Sojuz po awarii jaka miała miejsce podczas lotu z astronautami w ramach misji Sojuz MS-10 w październiku. Specjalna komisja ogłosiła wyniki śledztwa, które ustaliło przyczynę nieudanego lotu.
Do końca tego roku może odbyć się jeszcze 5 startów tej rakiety. 18 listopada w stronę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej powinien polecieć Sojuz-FG z zaopatrzeniem dla załogi. To będzie generalny test tej samej wersji rakiety, która na początku grudnia wyniesie trójkę astronautów do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w statku Sojuz MS-11.
Źródło: NS/Arianespace
Więcej informacji:
•    informacje o misji i satelicie od operatora rakiety, firmy Arianespace
 
Na zdjęciu: Start rakiety Sojuz ST-B z satelitą Metop-C. Źródło: Arianespace.
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/europejska-wersja-sojuza-wynosi-satelite-meteorologicznego-metop-c-4792.html

Europejska wersja Sojuza wynosi satelitę meteorologicznego Metop-C.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

To się nazywa mieć wyjątkowe "szczęście". Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił
2018-11-08
Prawdopodobieństwo, że na człowieka spadnie meteoryt statystycznie jest minimalne. A jednak w spisanej historii zdarzyło się to kilkukrotnie. 9 lat temu kosmiczny kamień spadł na 14-latka w Niemczech, a 7 lat temu wbił się w dom na Mazurach.
Co jakiś czas na ziemię spadają kosmiczne skały. Większość z nich jest bardzo małych, a to oznacza, że szansa na to, że uderzą w człowieka jest bardzo niewielka. 5 lat temu meteoryt przeleciał nad głowami mieszkańców Czelabińska w Rosji i wtedy też na nowo rozgorzała dyskusja na ten rzadko poruszany dotychczas temat.
Czy meteoryt mógłby spaść na ludzi? Odpowiedź brzmi: tak. Latem 2009 roku doszło do takiego niecodziennego zdarzenia. 14-letni chłopiec z niemieckiego miasta Essen został trafiony w rękę przez meteoryt wielkości groszku.
Prędkość uderzenia była tak wielka, że kosmiczna skała zdołała wbić się w ziemię. Naukowcy zabrali tajemniczy obiekt do analizy. Okazało się, że uderzył chłopca z prędkością kilkudziesięciu tysięcy kilometrów na godzinę. Nastolatek miał wyraźną, głęboką szramę na ręce.
Większość meteoroidów wchodząc w ziemską atmosferę rozpada się na kawałki, które wyparowują zanim jeszcze dotrą do powierzchni ziemi. Tak się dzieje nawet z największymi meteoroidami, które mają rozmiary samochodu. Zdarza się jednak, że niewielkie ich części spadają na ziemię, zwłaszcza, jeśli są one zbudowane z solidnego materiału jakim jest metal.
Spadały na ludzi, zwierzęta i samochody
Na przestrzeni wielu lat zdarzyło się kilka przypadków uderzenia meteorytu w człowieka lub w pobliżu niego, czasem skończyło się to jego śmiercią. Tak było w lutym 2007 roku w indyjskim stanie Radżastan, leżącym przy granicy z Pakistanem.
Mieszkańcy mówili o olbrzymim wybuchu, a w miejscu uderzenia meteorytu powstał wielki krater. Niestety zdarzenie skończyło się tragicznie, gdyż meteoryt po przemierzeniu przestrzeni kosmicznej spadł wprost na głowy Hindusów. Zginęły 2 osoby, a kolejne 5 osób zostało ciężko rannych.
Meteoryt wbił się w ziemię z astronomiczną prędkością 50 kilometrów na sekundę. Dla porównania z taką prędkością meteoryt mógłby przemieścić się z Warszawy do Krakowa w ciągu niespełna 6 sekund.
Znacznie więcej było przypadków uderzenia meteorytów w domy. 30 listopada 1954 roku w stanie Alabama 1,4-kilogramowy meteoryt przebił dach domu, odbił się od mebli i uderzył gospodynię domową w biodro nabijając jej pokaźnego siniaka.
9 października 1992 roku meteoroid przeciął niebo nad wschodnią częścią Stanów Zjednoczonych rozpadając się na kilka kawałków. W miejscowości Peekskill w stanie Nowy Jork uderzył w samochód, ale szczęśliwie właściciela nie było wtedy w środku.
21 czerwca 1994 roku w pobliżu Madrytu w Hiszpanii prawie 1,5-kilogramowy meteoryt uderzył w przednią szybę jadącego samochodu, zgiął kierownicę i zatrzymał się na tylnym siedzeniu. Podróżujące autem małżeństwo przeżyło szok, ale nie doznało żadnych obrażeń.
Nie tylko ludzie ginęli od uderzenia meteorytem, podobnie było również ze zwierzętami. Historia zna jeden przypadek upadku niewielkiego meteorytu na psa. Choć kosmiczny "kamyk" był niewielki, to jednak podróżował z tak zawrotną prędkością, że dosłownie przebił pupila na wylot.
Meteoryt spadł też na Mazurach
W Polsce pierwszy od 17 lat meteoryt spadł 30 kwietnia 2011 roku na gospodarstwo agroturystyczne we wsi Sołtmany niedaleko Giżycka w woj. warmińsko-mazurskim. O godzinie 6:06 kosmiczny "kamień" przebił zadaszenie budynku gospodarczego przerobionego na łazienki dla agroturystów. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale donośny huk postawił mieszkańców na równe nogi.
Gospodarze poszukując źródła zniszczeń znaleźli niewielki kamień rozbity na dwie części wielkości pięści. Wyróżniał się on kolorem i budową od innych kamieni, dlatego od razu pomyślano, że może to być meteoryt. Niedługo potem pierwszym od lat meteorytem żyła już cała Polska.
Naukowcy przez kilka miesięcy analizowali kawałki skał i ogłosili, że to meteoryt kamienny należący do chondrytów oliwinowo-hiperstenowych. Waży on 1066 gramów i pochodzi z pasa głównego planetoid znajdującego się między orbitami Marsa i Jowisza, a więc z odległości 500 milionów kilometrów od Ziemi.
Meteoryt obecnie znajduje się w kilku częściach. Jedną posiadają sami gospodarze, a dwie kolejne właśnie zostały przekazane przez nich Planetarium w Olsztynie i wystawione w gablocie w holu budynku. Na mniejszym kawałku meteorytu widoczny jest fragment skorupy obtopieniowej, powstałej podczas przejścia meteorytu przez ziemską atmosferę.
Deszcz meteorytów nad Poznaniem
Kosmiczne okruchy spadały na ziemie polskie w przeszłości wielokrotnie. Jedna z najstarszych naocznych obserwacji miała miejsce w 1277 roku w Krakowie, ale skały nie udało się odnaleźć.
Absolutnie najstarsze uderzenie meteorytu w obszar znajdujący się dzisiaj w granicach Polski, miało miejsce 5 tysięcy lat temu. Na terenie dzisiejszego Rezerwatu przyrody Meteoryt Morasko, położonego w północnej części Poznania, miał miejsce największy w Europie deszcz meteorytów.
"Łowcy meteorytów" Łukasz Smuła i Magdalena Skwirzewska z Opola największy meteoryt odnaleźli 8 października 2012 roku. Był to żelazny meteoryt o stożkowatym kształcie, o wadze 300 kilogramów, wysokości 50 cm, szerokości 40 cm i długości 71 cm. W najszerszym miejscu meteoryt ma obwód 2 metry.
Obecnie na całym świecie w zbiorach znajduje się około 30 tysięcy meteorytów różnej wielkości i ta kolekcja wciąż się powiększa.
Źródło: TwojaPogoda.pl
http://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-11-08/to-sie-nazywa-miec-wyjatkowe-szczescie-meteoryt-spadl-na-nastolatka-ale-go-nie-zabil/

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił2.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił3.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił4.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił5.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił6.jpg

To się nazywa mieć wyjątkowe szczęście. Meteoryt spadł na nastolatka, ale go nie zabił7.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Oficjalna akceptacja misji Lucy
2018-11-08. Krzysztof Kanawka

Amerykańska agencja NASA oficjalnie potwierdziła projekt misji bezzałogowej Lucy. Projekt przechodzi w fazę realizacji.
Czwartego stycznia 2017 NASA rozstrzygnęła trzynasty konkurs na misję Discovery. Wieloetapowa selekcja projektów trwała kilka lat. W pierwszej połowie 2015 roku NASA otrzymała aż 28 propozycji na misję tej klasy. Z tej puli NASA wybrała pięć projektów do dalszych studiów, które trwały przez kolejny rok. Wreszcie NASA ogłosiła zwycięzców, którymi zostali:
•    Psyche, wyprawa ku planetoidzie 16 Psyche. Jest to największa metaliczna planetoida, typ obiektu, który jeszcze nigdy nie został odwiedzony przez żadną misję kosmiczną.
•    Lucy, która ma przelecieć obok sześciu planetoid trojańskich Jowisza. Ta misja łącznie mogłaby trwać aż 11 lat, gdyż ostatni przelot planowany jest na 2032 rok.
W finale „odpadły” dwie misje wenusjańskie oraz NEOCam – poszukiwanie planetoid i komet bliskich Ziemi. Start Lucy ma nastąpić w 2021 roku, zaś start Psyche – w 2023 roku.
Przez prawie dwa lata trwały prace nad misją Lucy. Ostatecznie, 30 października 2018 NASA na oficjalnie zatwierdziła tę misję, poprzez akceptację planu prac oraz szczegółowego kosztorysu wydatków. Misja Lucy przeszła w etap realizacji.
Aktualnie start misji Lucy jest planowany na październik 2021. Wyprawa tej sondy ma trwać 12 lat. W trakcie całej misji Lucy zbada jedną planetoidę Pasa Głównego oraz sześć planetoid trojańskich.
Planetoida Pasa Głównego, do której zbliży się Lucy, nosi nazwę 52246 Donaldjohanson oraz oznaczenie 1981 EQ5. Jest to planetoida o średnicy 4 km. Lucy powinna przelecieć obok tej planetoidy 25 sierpnia 2025. Z kolei sześć planetoid trojańskich, które odwiedzi Lucy to 3548 Eurybates (ok 65 km średnicy, zbliżenie 12 sierpnia 2027), 15094 Polymele (ok 21 km średnicy, zbliżenie 12 września 2027), 11351 Leucus (ok 35 km średnicy, zbliżenie 18 kwietnia 2028), 21900 Orus (ok 50 km średnicy, zbliżenie 11 listopada 2028) i 617 Patroclus (podwójna planetoida, średnice ok 115 i 105 km, zbliżenie 2 marca 2023).
(NASA)
https://kosmonauta.net/2018/11/oficjalna-akceptacja-misji-lucy/

Oficjalna akceptacja misji Lucy.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

HTV-7 opuszcza ISS – przygotowania do powrotu HSRC
2018-11-08. Krzysztof Kanawka
Siódmego listopada japoński pojazd bezzałogowy opuścił Międzynarodową Stację Kosmiczną. Trwają przygotowania do deorbitacji, w trakcie której na Ziemię powróci mała kapsuła HSRC.
Start HTV-7 nastąpił 22 września 2018 o godzinie 19:52 CEST z kosmodromu Tanegashima za pomocą rakiety H-2B. Jest to już siódma misja japońskiego bezzałogowego pojazdu zaopatrzeniowego HTV.
Na pokładzie HTV-7 znalazło się ładunek o łącznej masie 6,2 tony, z czego 4,3 tony zostało zainstalowane w części ciśnieniowej pojazdu. Pozostałe 1,9 ton to przede wszystkim 7 akumulatorów litowo-jonowych, które zastąpią wysłużone już akumulatory niklowo-wodorkowe.
HTV-7 dotarł do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) w dniu 27 września. Tego dnia nastąpiło przechwycenie przez ramię robotyczne Stacji (SSRMS), a następnie przyciągnięcie i instalacja pojazdu w jednym z węzłów modułu Harmony.
Przez kolejne tygodnie trwał rozładunek HTV-7. Następnie, wnętrze tego pojazdu wypełniono zbędnym sprzętem, który ma być zniszczony podczas deorbitacji. Wreszcie, 7 listopada 2018 nastąpiło odłączenie HTV-7 od ISS. Poniższe nagranie prezentuje ten proces.
HTV-7 pozostanie na orbicie przez kolejne dni. W sobotę, 10 listopada, dojdzie do deorbitacji HTV-7. Tym razem jednak pewna część tego pojazdu wróci na Ziemię. Na pokładzie HTV-7 zainstalowano kapsułę powrotną o nazwie HTV Small Re-entry Capsule (HSRC). Jeśli test powrotu HSRC się powiedzie, wówczas możliwe będzie sprowadzanie małych ładunków z ISS.
Łącznie HSRC będzie w stanie dostarczyć na Ziemię do 20 kg eksperymentów naukowych. Kapsuła ma średnicę 84 cm i wysokość 65,7 cm, zaś masę niższą od 180 kg.
(PFA)
https://kosmonauta.net/2018/11/htv-7-opuszcza-iss-przygotowania-do-powrotu-hsrc/

HTV-7 opuszcza ISS – przygotowania do powrotu HSRC.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

SpaceX buduje małą wersję statku BFS. Pierwsze starty już w 2019 roku
2018-11-09
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zanim zobaczymy futurystyczny, pełnowymiarowy statek Big Falcon Spaceship, pojawi się jego mniejsza wersja.
Elon Musk zdradził kilka bardzo ciekawych szczegółów na temat budowanej właśnie przez jego firmę SpaceX najpotężniejszej rakiety w historii przemysłu kosmicznego, a mianowicie Big Falcon Rocket i statku kosmicznego Big Falcon Spaceship.
Na swoim profilu na Twitterze napisał, że inżynierowie pracują nad małą wersją statku, którego określił słowami Mini-BFR. Miliarder początkowo nie chciał za bardzo wdawać się w szczegóły, ale ciągnięty za język przez swoich fanów, ujawnił co nieco. Okazuje się, że będzie to mały statek przeznaczony do testów. Wykonany zostanie na bazie starego, ale sprawdzonego w boju drugiego stopnia rakiety Falcon-9.
Plan przewiduje wyposażonego tej części rakiety w skrzydła i osłony termiczne, aby inżynierowie mogli sobie poćwiczyć wejścia urządzenia w atmosferę z olbrzymimi prędkościami. Nie będzie to łatwe, tak samo jak miało to miejsce w przypadku pierwszych lądowań pierwszych stopni Falcona-9 na lądzie i pływających mobilnych platformach.
Musk zdradził, że pierwsze testy powietrzno-kosmiczne Mini-BFR mają rozpocząć się już 8 miesięcy. Fani SpaceX i entuzjaści eksploracji kosmosu będą więc mieli masę frajdy, oglądając częste testy technologii wartej ok. 5 miliardów dolarów, która pozwoli nam w niedalekiej przyszłości powrócić na Srebrny Glob, odbyć pierwszą załogową misję na Czerwoną Planetę i zbadać inne obiekty przemierzające Układ Słoneczny.
Przypomnijmy, że pierwszym pasażerem gotowej rakiety BFR i statku BFS będzie Yusaku Maezawa, 42-letni japoński miliarder, który znajduje się w pierwszej dwudziestce najbogatszych ludzi w Kraju Kwitnącej Wiśni. Majątku dorobił się na branży modowej i kolekcji sztuki. Co ciekawe, nie będzie sam na pokładzie statku kosmicznego BFS w swojej misji okrążenia Księżyca. Elon Musk poinformował, że Japończyk zabierze ze sobą jeszcze 6-8 swoich znajomych architektów, projektantów i artystów. Lot planowany jest na rok 2023.
Źródło: GeekWeek.pl/Elon Musk/Twitter / Fot. SpaceX
http://www.geekweek.pl/news/2018-11-09/spacex-buduje-mala-wersje-statku-bfs-pierwsze-starty-juz-w-2019-roku/

SpaceX buduje małą wersję statku BFS. Pierwsze starty już w 2019 roku.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pierwszy lot rakiety BIGOS 4
2018-11-09. Krzysztof Kanawka
Drugiego listopada firma SpaceForest przeprowadziła pierwszy lot rakiety BIGOS 4.
Rakieta BIGOS 4 to konstrukcja rakietowa, służąca do rozwijania technik napędowych firmy SpaceForest. Rakieta ma masę startową 100 kg i długość 5,5 metra. Rakieta ma być zdolna do osiągnięcia maksymalnej prędkości 1,9 Mach i pułapu około 15 km (aktualny limit pułapu w Polsce). BIGOS 4 ma być zdolny do ponownego lotu w ciągu 72 godzin.
Pierwszy lot rakiety BIGOS 4 odbył się 2 listopada 2018 roku. Był to lot krótki lot, którego celem było sprawdzenie poprawnej pracy silnika rakietowego oraz odzyskanie całej rakiety. Lot zakończył się pełnym sukcesem, co otwiera drogę do kolejnych testów. Poniższe nagranie prezentuje ten lot.
Firma SpaceForest sp. z o.o. ma siedzibę w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni i zatrudnia ponad 25 osób. Realizuje m.in. projekty technologiczne dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oraz w ramach programów badawczo rozwojowych Unii Europejskiej. Ponadto, SpaceForest realizuje własne projekty badawczo-rozwojowe, m.in. w dziedzinie napędów rakietowych. Jest to aktualnie jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm polskiego sektora kosmicznego, opierająca prace o własne, zaawansowane koncepcje i technologie.
(SF)
https://kosmonauta.net/2018/11/pierwszy-lot-rakiety-bigos-4/

Pierwszy lot rakiety BIGOS 4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dobre wieści - warstwa ozonowa się regeneruje

2018-11-09

Najnowszy raport ONZ wskazuje, że działania podjęte w ramach Protokołu Montrealskiego działają i doprowadziły do długotrwałego spadku substancji zubożających warstwę ozonową (SZWO). Dzięki temu może się ona zregenerować do 2060 r.

Protokół Montrealski powstał w 1987 r. w odpowiedzi na fakt, że wiele chemikaliów stosowanych w aerozolach, systemach chłodniczych, lodówkach i rozpuszczalnikach przemysłowych niszczy stratosferę Ziemi, tworząc dziurę ozonową. Ta z kolei umożliwia przenikanie szkodliwego promieniowania ultrafioletowego, które może być jednym z czynników powodujących raka skóry. Międzynarodowe działania zmusiły organizacje do wycofywania substancji niszczących warstwę ozonową, takich jak chlorofluorowęglowodory, wodorochlorofluorowęglowodory i halony.

 
Co cztery lata powstaje raport oceniający stan warstwy ozonowej. Ten z 2018 r. pokazuje, że poziomy ozonu na odcinkach stratosfery regenerują się w tempie 1-3 proc. od 2000 roku. Jeżeli wskaźniki te utrzymają się na właściwym poziomie, to dziura ozonowa na półkuli północnej zregeneruje się w latach 20. obecnego wieku, na półkuli południowej w latach 50. obecnego wieku, a w regionach polarnych przed 2060 r.

- Protokół Montrealski jest jednym z najbardziej udanych porozumień wielostronnych w historii z jakiegokolwiek powodu. Ostrożna mieszanka autorytatywnej nauki i wspólnych działań, które określiły protokół na ponad 30 lat, są w stanie wyleczyć naszą warstwę ozonową - powiedział Erik Solheim, szef departamentu środowiska ONZ.


Jeżeli Poprawka Kigali zostanie ratyfikowana w 2019 r. korekty dodadzą konkretne cele i harmonogramy w celu znalezienia przyjaznych dla środowiska alternatyw dla wodorofluorowęglowodorów. Według raportu pozwoli to uniknąć do 0,4 proc. globalnego ocieplenia w tym stuleciu.


https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/ziemia/news-dobre-wiesci-warstwa-ozonowa-sie-regeneruje,nId,2654434

Dobre wieści - warstwa ozonowa się regeneruje.jpg

Dobre wieści - warstwa ozonowa się regeneruje2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA wsparła misję Breaktrough Initiatives w celu poszukiwania życia na Enceladusie
2018-11-09
Jako że rosyjski przemysł kosmiczny ma się nie najlepiej, w swoje ręce przyszłość eksploracji kosmosu w celach badawczych ostro wzięli się tamtejsi miliarderzy.
Nie, to nie są propagandowe hasełka Kremla, tylko prawdziwe plany, które zaczęła już wspierać Amerykańska Agencja Kosmiczna. Majętni Rosjanie zaczynają poważnie myśleć o eksploracji najbliższego nam kosmosu, nie tylko pod względem realizacji pięknej dla nich wizji kosmicznego górnictwa i walki o kosmiczne zasoby, ale przede wszystkim dla poszukiwania życia.
Jednym z najbardziej znanych multimiliarderów z Rosji jest Jurij Milner. To on jest pomysłodawcą projektu Breaktrough Initiatives, który powstał w celu poszukiwań obcego życia poza Ziemią. W projekt był również zaangażowany znany fizyk, Stephen Hawking. Wspólnie chcieli oni wysłać sondy w okolice Alfa Centauri, aby sprawdzić, czy przypadkiem na jednej z planet nie zamieszkuje tam obca cywilizacja.
Niedawno Milner, który piastuje 14. pozycję na liście najbogatszych ludzi na Ziemi, zainicjował kolejny projekt. W jego ramach chce wysłać na Enceladusa, księżyc Saturna, sondę o nazwie BI. Chciałby zrobić to zanim uczyni to NASA, czyli mówimy tu o wczesnych latach 20. bieżącego wieku.
Ten obiekt ostatnimi czasy spędza sen z powiek astrobiologów, a to za sprawą odkrycia tam molekularnych śladów wodoru, azotu, węgla i tlenu oraz procesów hydrotermalnych (zobaczcie tutaj). To wszystko jest silną przesłanką świadczącą o możliwości istnienia tam życia, egzystującego pod kilkukilometrową skorupą lodową, na dnie wielkiego i głębokiego oceanu.
Rosjaninowi marzy się, podobnie jak amerykańskim miliarderom, przemiana ludzkości w cywilizację kosmiczną, która zamieszkiwałaby najróżniejsze zakątki Układu Słonecznego i odbywała podróże po całej galaktyce, jak od zawsze możemy to widzieć na różnej maści filmach sci-fi.
Technologie potrzebne w realizacji tych wielkich celów są już dostępne, potrzeba tylko funduszy i chęci na ich wdrożenie. Niestety, do tej pory najbogatsi ludzie świata uzależnieni byli finansowo od agencji kosmicznych i zysku z prowadzenia swoich misji, dlatego do niedawna ich wizje były tylko pieśnią przyszłości. Teraz jednak się to zmienia na lepsze.
Prywatny sektor przemysłu kosmiczne rozwija się w niesłychanym tempie. Najlepiej jest to widoczne w USA, ale powoli i z determinają chcą im dorównać również należące go miliarderów firmy z Chin i Rosji. Co ciekawe, plany Milnera właśnie wsparła NASA. Agencja wyłoży 70 tysięcy dolarów na opracowanie studnium wykonalności misji badawczej na Enceladusa. Trzymajmy wszyscy kciuki za bogaczy, bo dzięki nim szybciej odkryjemy największe zagadki skrywane przez obiekty przemierzające otchłań Układu Słonecznego.
Źródło: GeekWeek.pl/Breaktrough Initiatives / Fot. Twitter/NASA
http://www.geekweek.pl/news/2018-11-09/nasa-wsparla-misje-breaktrough-initiatives-w-celu-poszukiwania-zycia-na-enceladusie/

NASA wsparła misję Breaktrough Initiatives w celu poszukiwania życia na Enceladusie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jowisz nie orbituje wokół Słońca
Tomasz Nowak
Wbrew temu co podpowiada ci wiedza wyniesiona ze szkoły, ta informacja cię zaskoczy. Środek orbity Jowisza nie znajduje się w środku Słońca.
Jedna z metod poszukiwania planet poza układem słonecznym, polega na obserwacji położenia gwiazd na niebie. To tak zwana astrometria. Każdy dzieciak bawił się ciężarkiem na sznurku i kręcił nim w kółko. Przy tej zabawie pojawiają się różne siły, ta która powoduje, że ciężarek chce odlecieć nazywa się odśrodkową – ona powoduje, że sznurek „ciągnie” za palec, sznurek przeciwdziała tej sile i powoduje, że jednak nie odlatuje. Tych sił jest więcej są takie, które odpowiadają za prędkość ciężarka i takie, które powodują że sam zwalnia. Podobnie jest w układzie gwiazda planeta. To są dwie ogromnie ciężkie kule materii, a jedna krąży wokół drugiej. Te dwie wielkie masy oddziałują na siebie. Siły między nimi powstające powodują, że środek gwiazdy minimalnie się przesuwa. Jest to wywołane przesunięciem środka ciężkości układu planeta-gwiazda. W efekcie oba obiekty poruszają się wokół wspólnego środka ciężkości, a nie wokół środka gwiazdy. Jeśli ustawimy narzędzia pomiarowe teleskopu na gwiazdę, u której podejrzewamy istnienie układu planetarnego i będziemy dostatecznie długo mierzyć położenie środka gwiazdy otrzymamy informację czy posiada ona układ planetarny, czy też nie.
Identyczna sytuacja zachodzi między planetami w układzie słonecznym, a najciekawszy związek jest między Jowiszem i Słońcem. Jowisz, największa planeta układu słonecznego, jest 2,5 razy cięższa niż wszystkie pozostałe razem wzięte. Powoduje to, że środek ciężkości układu Jowisz-Słońce jest przesunięty poza obrys naszej gwiazdy. W przypadku innych, lżejszych obiektów, krążących wokół gwiazd czy planet, wpływ zjawiska jest niewielki. Na przykład, gdy po orbicie Ziemi krąży sztuczny satelita, to oczywiście przesunięcie środka ciężkości następuje, ale jest on tak blisko środka planety, że zmiana jest niewykrywalna.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku Jowisza. Ten gazowy olbrzym jest tak niedorzecznie wielki, że środek ciężkości układu gwiazda-planeta przesuwa się poza obrys gwiazdy. Punkt w przestrzeni, który jest środkiem ciężkości układu jest przesunięty o 7% poza powierzchnię Słońca. Mimo wielkości planety, nadal jest ona tylko ułamkiem masy gwiazdy. Jednak jeśli ktoś zapyta cię o jakąś zwariowaną kosmiczną ciekawostkę, zawsze możesz powiedzieć, że Jowisz nie orbituje wokół Słońca tylko wokół punktu, który znajduje się około 49000 km od jego powierzchni.
https://www.rp.pl/Kosmos/181109740-Jowisz-nie-orbituje-wokol-Slonca.html?fbclid=IwAR2lSRqS0hXw0weHTl9P_7H8rQcjhYknfJoY-t06HdI_o9EYfZiHvGK4JZI

Jowisz nie orbituje wokół Słońca.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Uczniowie z ZST w Grudziądzu odkryli 31 asteroid
Uczniowie z Zespołu Szkół Technicznych w Grudziądzu w ramach zajęć Międzyszkolnego Koła Astronomicznego działającego przy Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym odkryli aż trzydzieści jeden asteroid osiągając NAJLEPSZY WYNIK W KRAJU.
Poszukiwania asteroid odbywają się w ramach narodowych kampanii IASC (International Astronomical Search Collaboration) na całym świecie. Koordynatorem kampanii w naszym kraju jest prof. Lech Mankiewicz z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN. W związku z odkryciem uczniowie otrzymali list gratulacyjny od głównego koordynatora kampanii IASC - Cassidy Davisa (Hardin-Simmons University, Teksas, USA). Zajęcia Międzyszkolnego Koła Astronomicznego są prowadzone przez Grzegorza Rycyka (ZST - Planetarium)
Nigdy do tej pory nie udało się odkryć aż tylu obiektów w ramach poprzednich kampanii All-Poland IASC. Odkrycia asteroid przyczyniają się między innymi do lepszej ochrony naszej planety przed obiektami typu NEO (Near Earth Object). Obiekty typu NEO potencjalnie mogą znaleźć się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Planuje się również coraz więcej misji sond kosmicznych, które najpierw będą badały, a docelowo nawet eksploatowały surowce znajdujące się na asteroidach. Może któraś z odkrytych asteroid stanie się kosmiczną kopalnią metali ...a może nawet diamentów?
Po przeprowadzeniu dalszych obserwacji, w przyszłości będzie istniała możliwość nadania nazw własnych części odkrytych asteroid.
(J.R)
http://grudziadz365.pl/pl/11_wiadomosci/71935_uczniowie_z_zst_w_grudzi_dzu_odkryli_31_asteroid.html#

Uczniowie z ZST w Grudziądzu odkryli 31 asteroid.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Start i lądowanie rakiety Falcon 9 z polskim satelitą PW-Sat2
2018-11-09. Radek Grabarek
Na 19 listopada 2018 roku, na 19:32 polskiego czasu, planowany jest następny start Falcona 9 z wyjątkową misją o nazwie SSO-A, podczas której wystrzelonych zostanie wiele mniejszych satelitów zamiast jednego dużego. Firma Spaceflight kupiła lot rakietą SpaceX, aby następnie odsprzedać miejsce wielu innym podmiotom i organizacjom.
Misja SSO-A może przejść do historii – najprawdopodobniej zostanie użyty pierwszy stopień Falcona 9, który już 2 razy był w kosmosie. Oznaczałoby to, że po raz pierwszy w historii, F9 poleciałby po raz trzeci na orbitę.
Polski satelita PW-Sat2 na pokładzie Falcona 9
Misja SSO-A wyniesie na orbitę 15 małych satelitów i aż 49 malutkich satelitów typu Cubesat. Pochodzą one z 17 krajów świata i od 34 różnych klientów. Wśród nich jest także polski cubesat o rozmiarze 2U (dwóch podstawowych jednostek) o nazwie PW-Sat2. Jego twórcami są studenci z Politechniki Warszawskiej. Celem misji PW-Sat2 jest przetestowanie czujnika światła, rozkładanych paneli słonecznych oraz algorytmów sterowania satelitą. Ale najbardziej widowiskowym celem ma być przetestowanie żagla deorbitacyjnego, który po rozłożeniu zwiększy powierzchnię cubesata i pozwoli na szybsze ściągnięcie z orbity poprzez zwiększenie oporu aerodynamicznego.
Już wkrótce na łamach We Need More Space ukaże się większy materiał na ten temat. Redakcja WNMS została także zaproszona na wspólne oglądanie startu Falcona 9 z PW-Sat2 na pokładzie do gmachu Politechniki Warszawskiej. Możecie się zatem spodziewać relacji z tego wydarzenia. I zapraszamy do wspólnego oglądania na żywo. Pora dnia jest wyjątkowo dogodna.
Dane startu Falcona 9 z satelitą PW-Sat2
•    Data: 19 listopada 2018
•    Godzina: 19:32 czasu polskiego
•    Rakieta: Falcon 9 Block 5
•    Ładunek: 15 małych satelitów oraz 49 satelitów typu cubesat
•    Miejsce startu:Baza Sił Powietrznych Vandenberg – SLC-4E, Kalifornia
•    Miejsce lądowania: autonomiczna barka JRTI
Start rakiety Falcon 9 z satelitą PW-Sat2 wideo transmisja na żywo
Tutaj znajdzie się link do wideo ze startem na żywo
Kalendarz Starty Rakiet Na Żywo
Jeśli nie chcesz przegapić następnych startów i wiedzieć dokładnie kiedy i której startuje następny Falcon 9 pobierz Kalendarz Starty Rakiet na Żywo. Wystarczy kliknąć w poniższy baner i zapisać się na newsletter We Need More Space.
https://weneedmore.space/start-i-ladowanie-rakiety-falcon-9-z-polskim-satelita-pw-sat2/

Start i lądowanie rakiety Falcon 9 z polskim satelitą PW-Sat2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Marsjański wschód Słońca zamieniony w muzykę
2018-11-09. dmir, mnie
Zdjęcie z pięciotysięcznego wschodu Słońca zarejestrowanego przez łazik Opportunity naukowcy przetworzyli w muzyczną kompozycję. Barwom, natężeniu światła czy wysokości terenu przypisali melodie i tonację, aby oddać nastrój panujący na planecie.
Czy można posłuchać marsjańskiego krajobrazu? Specjaliści z Anglia Ruskin University i University of Exeter twierdzą, że tak.

W tym celu stworzyli muzyczny utwór, skanując po kolei wszystkie piksele zdjęcia wykonanego przez łazik Opportunity, a konkretnie – zrobionej przez robota pięciotysięcznej fotografii wchodu Słońca.
Zależnie od jasności i koloru pikseli oraz informacji o wysokości przedstawianego przez nie fragmentu terenu przypisano im specyficzną melodię i tonację.

Na przykład ciche, wolne fragmenty odpowiadają ciemnym obszarom tła, a szybsze melodie w wyższych tonach pojawiają się w miarę zbliżania się do centrum zdjęcia przedstawiającego słoneczny dysk.
Utwór nazwany „Mars soundscapes” zostanie zaprezentowany w czasie Supercomputing SC18 Conference w Dallas 13 listopada.
Oprócz płynącej z głośników muzyki goście będą mogli też poczuć przekazywane specjalnym urządzeniem odpowiadające dźwiękom wibracje.
Jesteśmy podekscytowani prezentacją tej pracy na temat tak fascynującej planety – mówi dr Domenico Vicinanza z Anglia Ruskin University.

Sonifikacja zdjęć to bardzo elastyczna technika eksploracji naukowych zagadnień i można ją wykorzystać w różnych dziedzinach  – od badania pewnych własności powierzchni i atmosfer planet, po analizę zmian pogody czy erupcji wulkanów. W naukach o zdrowiu może dostarczyć nowe metody analizy pojawiania się pewnych kształtów czy kolorów, co może być przydatne przy diagnostyce opartej na obrazach – opowiada specjalista.
źródło: PAP
https://www.tvp.info/39875684/marsjanski-wschod-slonca-zamieniony-w-muzyke

Marsjański wschód Słońca zamieniony w muzykę.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli weźmiemy się do pracy, to mamy szansę wysłać misję na „statek obcych”
2018-11-09
Kilka dni temu świat obiegła wiadomość, że tajemnicza planetoida Oumuamua tak naprawdę może być statkiem kosmicznym wysłanym przez obcą cywilizację.
Zakamuflowany pojazd miał poszukać śladów życia w otchłani kosmosu, a całkiem prawdopodobne, że przyjrzeć się bliżej planetom Układu Słonecznego, w tym Ziemi. Może brzmi to wszystko jak bajka, ale takie wizje mają naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Harvarda. Ich zdaniem o tym może świadczyć nienaturalne przyspieszanie obiektu, które obserwowane jest od jakiegoś czasu.
Nie zgadzają się oni z teorią, jakoby dziwne przyspieszenie obiektu, o którym pisaliśmy wyżej, było związane z uwalnianiem się gazów z wnętrza obiektu. Gdyby tak było, wówczas zakręciłby się on w miejscu, a tego nie zaobserwowano. Naukowcy sądzą, że źródłem jego napędu i mocy jest promieniowanie słoneczne.
Astronomowie, Shmuel Bialy i Abraham Loeb, nie zgadzają się z teorią, jakoby dziwne przyspieszenie obiektu, o którym pisaliśmy wyżej, było związane z uwalnianiem się gazów z wnętrza obiektu. Gdyby tak było, wówczas zakręciłby się on w miejscu, a tego nie zaobserwowano. Naukowcy sądzą, że źródłem jego napędu i mocy jest promieniowanie słoneczne.
Jakby tego było mało, najnowsze obserwacje wskazują na to, że dziwny obiekt o kształcie cygara, ma na sobie związki takie jak metan, metanol i zamrożony tlenek węgla, które podczas kosmicznej podróży zostały zbombardowane promieniowaniem kosmicznym, tworząc trwałą powłokę, grubą nawet na kilkadziesiąt centymetrów.
Świat naukowy chce wysłać sondę kosmiczną na ten obiekt, aby ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości. Misja będzie nosiła nazwę Lyra (Lutnia) na cześć gwiazdozbioru, z kierunku którego miała ona do nas przybyć. Największym problemem są jednak fundusze i zaawansowana technologia. Mamy też coraz mniej czasu, bo 'Oumuamua porusza się z ogromną prędkością ponad 60 km/s.
Tajemniczy obiekt 1 stycznia 2019 roku znajdzie się już na orbicie Saturna, a 2 lata później na orbicie Urana. Jeśli chcemy go dogonić i na nim bezpiecznie wylądować, musimy się spieszyć i opracować napęd sondy kosmicznej, która będzie przemierzała kosmos z prędkością grubo ponad 60 km/s. Co ciekawe, niedawno sonda New Horizons, z pomocą której zbadaliśmy Plutona, rozpędziła się do rekordowej prędkości 16 km/s, a do 60 km/s jeszcze daleko.
Astronomowie oczekują, że aktualny wyścig zbrojeń pomiędzy USA, Rosją i Chinami oraz rozwój technologii kosmicznych na potrzeby powrotu na Księżyc i lotu na Marsa, zaowocują budową nowych rodziajów napędów, które umożliwią szybki lot na obiekt 'Oumuamua i dokładne go zbadanie.
Bardzo ciekawie zapowiadają się nowe rakiety o napędzie jądrowym. Niedawno o pracach nad nich poinformowała NASA oraz rosyjski Roskosmos (zobaczcie tutaj). Astronomowie czekają również na propozycje od wszystkich zainteresowanych tematem, w kwestii planu przeprowadzenia całej misji. Jeśli uda się naukowcom zebrać potrzebne fundusze i przeprowadzić całą misję, to będziemy mieli okazję zbadać jeden z najbardziej zagadkowych obiektów, jakie przyszło nam zaobserwować na niebie.
Przypomnijmy, że nazwa własna ciała została wybrana przez jego odkrywców, czyli zespół Pan-STARRS, pracujący w obserwatorium Haleakala na Hawajach. ʻOumuamua to słowo hawajskiego pochodzenia, oznaczające zwiadowcę lub posłańca z odległej przeszłości. Najnowsze obserwacje wskazują, że przybysz ma ok. 800 metrów długości i tylko 100 metrów szerokości, rdzawy kolor, składa się z metalu, odbija tylko 4% światła słonecznego, jego obrót wokół własnej osi trwa ok. 7 godzin.
Źródło: GeekWeek.pl/
http://www.geekweek.pl/news/2018-11-09/jesli-wezmiemy-sie-do-pracy-to-mamy-szanse-wyslac-misje-na-statek-obcych/

Jeśli weźmiemy się do pracy, to mamy szansę wysłać misję na statek obcych.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zmodernizowana sieć VLBA wróci do NRAO
Wysłane przez kuligowska w 2018-11-09
Kontynentalna sieć radioteleskopów VLBA (Very Long Baseline Array) znów należeć będzie do północnoamerykańskiego National Radio Astronomy Observatory (NRAO). Przy okazji przejdzie modernizację techniczną, która ma znacznie poprawić jej możliwości obserwacyjne.
Sieć VLBA “opuściła” NRAO i stała się częścią niezależnego obiektu o nazwie Long Baseline Observatory (LBO) w roku 2016. Teraz, po podpisaniu nowej umowy o wsparciu współpracy w zakresie VLBA, radioteleskopy oficjalnie znów należeć będą do NRAO. Zdaniem ekspertów oznacza to lepszą dostępność obiektu w kontekście kluczowych badań, a także nowe fundusze na modernizację techniczną, która sprawi, że VLBA będzie jeszcze bardziej wartościowym narzędziem obserwacyjnym.
VLBA otwarto w roku 1993. Sieć interferometryczna jest obsługiwana zdalnie z centrum kontroli zlokalizowanym w Domenici Science Operations Center w Socorro (Nowy Meksyk). Składa się na nią dziesięć dużych anten, które rozmieszczone są na terytorium USA, od Pacyfiku aż po Karaiby. Anteny znajdują się m.in. na Mauna Kea (Hawaje), w Kalifornii, w Los Alamos, w Fort Davis w Teksasie, oraz na Wyspach Dziewiczych. Nie należy ich jednak mylić z radioteleskopami należącymi do globalnej sieci interferometrycznej VLBI, które znajdują się również w wielu krajach Europy i do której należą dwa radioteleskopy z Obserwatorium Astronomicznego UMK w Piwnicach
Rejestrowane z kosmosu dane obserwacyjne z każdej anteny VLBA są zapisywane na dyskach o dużej pojemności i wysyłane do Socorro, gdzie następnie łączy się je elektronicznie z danymi ze wszystkich pozostałych anten. W ten sposób cała sieć działała jak pojedynczy radioteleskop o ogromnej, kontynentalnej średnicy -  i o niezwykle dużej zdolności rozdzielczej, pozwalającej na obserwowanie nawet bardzo niewielkich i odległych detali.
Modernizacja techniczna poprawi komunikację pomiędzy antenami a centrum kontroli poprzez dodanie połączeń światłowodowych do pięciu anten, które obecnie łączy takich nie posiadają. Ma to zapewnić także bardziej wydajny mechanizm diagnozowania problemów w czasie rzeczywistym, lepszą obsługę krytycznych czasowo obserwacji, oraz aktualizację systemów operacyjnych i oprogramowania z wykorzystaniem większej przepustowości łącza światłowodowego. Prace te mają zakończyć się za rok.
VLBA w wysokim stopniu przyczyniła się do rozwoju wielu dziedzin astronomii - od badań galaktyk bardzo wczesnego Wszechświata po obserwacje asteroid w Układzie Słonecznym. Zespół anten pomógł też w wykonaniu najdokładniejszych pomiarów odległości dla obiektów znajdujących się poza Drogą Mleczną. Niedawno z użyciem sieci VLBA wykonano kluczowe obserwacje, które rozwiązały ważne pytanie dotyczące następstw zderzenia się ze sobą dwóch gwiazd neutronowych - było to zarazem pierwsze zjawiska we Wszechświecie, które naukowcy mogli badać jednocześnie za pomocą fal grawitacyjnych i elektromagnetycznych.
Co ciekawe, VLBA można również wykorzystywać do precyzyjnego określenia położenia anten, co umożliwia geofizykom mierzenie zasięgu i skutków dryfu kontynentów i zmian klimatu.

Czytaj więcej:
•    Cały artykuł
•    Interferometria wielkobazowa
•    Więcej na temat VLBA
 
Na zdjęciu: Wschodnia stacja VLBA, Saint Croix, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych. Źródło: Wikipedia
http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/zmodernizowana-siec-vlba-wroci-nrao-4794.html

Zmodernizowana sieć VLBA wróci do NRAO.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2018)