Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów '15x70' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 23 wyników

  1. 08.10.2021, Folwark Sulejewo Miał być zlot w Zatomiu, a było spotkanie w Sulejewie. Niestety tego wieczoru nie udało mi się dojechać na długo wyczekiwaną forumową nockę. Kilka spraw się skomplikowało i finalnie pojechałem na pobliski Folwark, gdzie ku mojemu zaskoczeniu była naprawdę spora ekipa. Niebo było wyśmienite, widoczna Droga Mleczna, dobra przejrzystość, zero wilgoci. Można było z powodzeniem polować na jesienne smaczki. Moim głównym celem tej nocy były dwie mgławice - Ślimak i Czaszka. Zacząłem jednak od „słabizn” w okolicy Liska. Najpierw NGC 6830. W lornetce 15x70 to bardzo mała gromada otwarta, wymaga nieco więcej skupienia aby ją namierzyć i zidentyfikować. Trochę lepiej jest z pobliską NGC 6823 - mam wrażenie że była trochę lepiej widoczna, być może przez swój kształt. Po jakimś czasie skierowałem lornetkę w stronę NGC 7293 w konstelacji Wodnika. Odsłonięty horyzont pozwolił z łatwością nawigować po gwiazdach, aż w końcu dotarłem do Helix Nebula lub jak kto woli Mgławicy Ślimak. Była widoczna zerkaniem jako pojaśnienie. Gdy założyłem filtry Orion UltraBlock to wskoczyła od razu w pole widzenia jako dość spora jasna plama. Trudno było wydobyć jej słabszą, kontrastową centralną część, coś tam majaczyło. Niestety to nie ta apertura i powiększenie, aby delektować się strukturami. Nie mniej jednak mgławica z filtrami wyraźnie widoczna. Następnie udałem się do gwiazdozbioru Wieloryba w poszukiwaniu NGC 246. Mgławica Czaszka, czyli Skull Nebula to obiekt dość trudny do zaobserwowania w niewielkiej lornetce. Bez filtrów w zasadzie nie widziałem nic, nawet zerkaniem. Dopiero z filtrami udało się dostrzec bardzo słabą niewielką mgławicę. Zapewne pod bardzo ciemnym niebem obiekt ten jest o wiele łatwiejszy, jednak tej nocy na nic więcej liczyć nie mogłem. Potem było kilka klasyków takich jak m. in. Plejady z wciąż niewidoczną mgławicą Merope, Gromada Podwójna w Perseuszu, czy też Galaktyka Trójkąta M33. W tej okolicy zatrzymałem się na dłużej, gdyż znajduje się tutaj przepiękna gromada otwarta NGC 752. W polu widzenia lornetki 15x70 wypełnia spory obszar, a zlokalizowane na jej krawędzi dwie jasne gwiazdy dodają uroku całemu widokowi. Będąc przy Andromedzie nie sposób pominąć M31. Tej nocy galaktyka wręcz świeciła swoim blaskiem. Pokazała się w pełnej klasie w rozmiarze i jasności na jaki czeka się z utęsknieniem. Bardzo dobrze widoczna była również M110 powyżej, a także M32 zlokalizowana poniżej jądra M31. Tutaj dość łatwo pomylić ją z gwiazdą, ale pomaga atlas - galaktyka jest po środku charakterystycznego trójkąta, którego wierzchołki stanowią widoczne gwiazdy. W międzyczasie spojrzałem jeszcze na Galaktykę Andromedy w stojących obok 10 calach - widok w takiej aperturze to już inny typ obserwacji, szczególnie gdy widać jej ciemniejsze i jaśniejsze obszary przy ramionach spiralnych. Całe obserwacje zleciały dość szybko. Ilość osób na polu, ciekawe rozmowy i interesujące testy sprzętowe to tylko niektóre atuty tego typu spotkań. Łącznie było nas około 10 osób co wcześniej zdarzyło się chyba tylko raz - podczas ubiegłej zimy przy -20 stopniach Celsjusza. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  2. 02.10.2021, Folwark Sulejewo Wyczekiwane pogodne noce w końcu się pojawiły, a razem z nimi nadszedł październik. Tym razem na Folwarku rozstawiliśmy się w głębi pola, a nie jak zazwyczaj przy głównej drodze. Nowa miejscówka położona jest na niewielkim obniżeniu terenu, dzięku czemu udało się wyciąć oślepiające światła z oddali. Dodatkowo zyskaliśmy pełen dostęp do północnej części nieba, co wcześniej stanowiło nie lada wyzwanie ze względu na znajdujące się w pobliżu śródpolne zadrzewienia. W moim odczuciu ta lokalizacja jest znacznie lepsza, nawet pomimo minimalnie gorszego dojazdu. Na obserwacje przyjechałem bez żadnego przygotowania, po prostu chciałem popatrzeć na losowe obiekty, ot tak. Zacząłem od Gromady Dzika Kaczka. Konstelacja Tarczy jest już dość nisko, dlatego M11 specjalnie nie zachwycała. Mimo to w lornetce 15x70 można było dostrzec jej charakterystyczny kształt, była bardzo jasna. Na chwilę odbiłem jeszcze w okolice Wężownika do gromad IC 4665, potem IC 4756 i do mojej ulubionej w tej okolicy NGC 6633 - zawsze urzeka mnie jej nietuzinkowy podłużny kształt. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę na okolice gwiazdy Altair i odbiłem na drugą część nieba. Tam ukazały się już dość wysoko Plejady. Powoli zaczyna się sezon na M45, więc chciałem spróbować dostrzec Mgławicę Merope, czyli NGC 1435 w okolicy gwiazdy o tej samej nazwie. Zainspirowany kilkoma postami i doniesieniami na forach, że mgławica jest widoczna nawet w 10x50 postanowiłem na nią zapolować z 15x70. Niestety bezskutecznie. Być może obiekt wciąż jest za nisko? Rok temu również nie udało mi się zobaczyć ani razu mgławicy. Broni nie składam, z pełną adaptacją wzroku będę tu wracać regularnie podczas kolejnych sesji. Skoro Łabędź jeszcze wysoko to wyciągnąłem lornetkę 10x50 z filtrami. Chciałem sprawdzić raz jeszcze, czy aby na pewno widać Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon. Tym razem obok mnie obserwował Polaris, więc liczyłem rownież na jego potwierdzenie widoczności tej ulotnej mgiełki. Przejrzystość nie była tak dobra jak ostatnio, ale pojaśnienie definitywnie majaczyło w tej lokalizacji. Przy dłuższej adaptacji wzroku wyskakiwał raz po raz nawet podłużny delikatny kształt. Widoczność Trójkąta potwierdził Polaris. Dostrzeżenie tego fragmentu w lornetce 10x50 traktuję jako spore osobiste osiągnięcie w obserwacjach wizualnych niewielką lornetką, gdyż nie oszukujmy się - jest to dość niewielki, a zarazem trudny i wymagający element mgławicy. Dla pewności spojrzałem jeszcze na ten obszar bez filtrów, aby upewnić się czy nie ma tam niczego, co mogłoby zakłócać odbiór - nic z tych rzeczy. Przy okazji wskoczyła mi w pole widzenia dość owalna i charakterystyczna gromada NGC 6940. Potem błąkałem się znów z filtrami, tym razem w okolicy gwiazdy Sadr delektując się jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami, które robiły wyglądały bajkowo. Odbijając do Deneba spojrzałem na Mgławicę Ameryka Północna - ta po raz kolejny prezentowała się jako wyraźnie odcięty od tła obszar. Postanowiłem znów ściągnąć filtry z 10x50. Spojrzałem raz jeszcze w kierunku NGC 7000 i bach! Jest! Delikatny zarys widoczny bez filtrów. Wiedząc czego możemy się spodziewać z filtrami przy tego typu obiektach dość łatwo możemy je dostrzec i bez nich. Choć muszę przyznać, że jeszcze rok temu sprawiało mi to spory kłopot. Na zakończenie sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, Gromadę Podwójną w Persueuszu, Stock 2, czy też przepiękne Hiady, które coraz śmielej wkraczają na nocne niebo zwiastując nadejście chłodniejszych dni. Orion coraz bliżej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  3. 02.09.2021, Folwark Sulejewo Niż i deszczowa aura w końcu odpuściły, na mapach zaczął coraz śmielej zaglądać wyż co skutkowało pogodnym niebem i to w dodatku bez Księżyca. Na miejscu jako pierwszy pojawił się Piotr, który przygotowywał sprzęt do łapania fotonów Galaktyki Trójkąta. Po krótkiej rozmowie rozstawiłem statyw z lornetką 15x70, a w międzyczasie Maciej spoglądał już na Gromadę Podwójną w Perseuszu przez swojego SkyGuide. Na wstępie skupiłem się na rejonach Wężownika. Miałem dość sporą ochotę na cztery obiekty z tego obszaru. Pierwszy rzut to spojrzenie na IC 4665. Obiekt zwany The Summer Beehive, czyli Gromada Letni Ul. Bardzo rozległa, wyraźna, wypełniająca spory obszar pola widzenia gromada otwarta. Nieco podobna do M44 w Raku, ale nie aż tak zwarta. Pod ciemnym niebem widoczna jako pojaśnienie, wystarczy wiedzieć gdzie spojrzeć. Potem przyszła pora na IC 4756 i NGC 6633. Dwie typowo lornetkowe gromady. W moim przekonaniu najlepiej wyglądają właśnie w powiększeniu 15x. Pierwsza z nich bardzo delikatna, składająca się z niezliczonej ilości drobnych jak pył gwiazd. W obserwacjach wizualnych przypominają bardzo subtelne iskrzące ziarenka piasku. Należy już do gwiazdozbioru Węża. Kierując lornetkę nieco na zachód dostrzeżemy drugą z gromad. Przy odpowiednim ułożeniu znajdą się one obydwie w jednym polu widzenia, co jest obrazem wręcz spektakularnym. NGC 6633 to obiekt zdecydowanie lepiej widoczny, lecz nieco mniejszy, a jego główne składniki tworzą razem podłużny pionowy kształt niczym nieśmiały rzeczny meander. Jeśli spojrzymy dokładnie na atlas i rozmieszczenie poszczególnych gwiazd to z lornetką 15x70 bez problemu zobaczymy także znajdującą się tuż obok mgławicę planetarną NGC 6572. Unosi się ona w przestrzeni jako wyraźny punkt o turkusowym delikatnym zafarbie. Dość łatwo ją przeoczyć, gdyż na pierwszy rzut oka wygląda po prostu jak gwiazda. Dopełnieniem sesji było uchwycenie gwiazdy 18 Scorpii, zlokalizowanej tuż pod Wężownikiem, ale należącej już do konstelacji Strzelca. Ta niby niczym nie wyróżniającą się gwiazda to pewnego rodzaju bliźniak naszego rodzimego Słońca. Jest bardzo podobna pod względem rozmiaru, koloru i wieku, a jej odległość to około 45 lat świetlnych. Teraz wyobraźcie sobie, że patrzycie z tamtych rejonów na Słońce - dla obserwatora będzie to widok praktycznie taki sam. Czyż to nie fascynujące? Jakbyśmy spoglądali na własne lustrzane odbicie w bezkresnym kosmosie. Tej nocy padło jeszcze sporo klasyków, w tym asteryzm Wieszak, M27, czy też wznosząca się M33. Wilgoć jednak dość mocno pochłaniała każdy milimetr obiektywów, w związku z czym nie pozostało nic innego jak zakończyć obserwacje. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  4. 11.08.2021, Mosina Druga obserwacyjna noc z rzędu to rarytas jakich mało. W jedną rękę zabrałem walizkę z lornetką 15x70, a w drugą statyw. Przeszedłem tak bez zmęczenia niecały kilometr, aż w końcu znalazłem się na pobliskim polu, gdzie pas Drogi Mlecznej rozciągał się przepięknie przez znaczny obszar nocnego nieba. Z teleskopem taki spacer byłby raczej niemożliwy i to właśnie cenię najbardziej w lornetkach - mobilność i obserwacje na zasadzie „grab & go”. Na miejscu był jeszcze ze mną kolega, który zabrał ze sobą lornetkę o takich samych parametrach, ale w innym „opakowaniu” - u mnie był to model DO Extreme ED, natomiast u znajomego DO SkyGuide. Porównywaliśmy przez chwilę widoki z obu lornetek - SkyGuide dawał w obrazach m. in. dość sporą aberrację chromatyczną, co najlepiej było widać na jasnych obiektach. I tak np. kiedy w modelu Extreme udawało się wyłuskać od czasu do czasu pierścienie na ostrym jak brzytwa owalnym punkcie będącym Saturnem, tak w SkyGuide był to po prostu placek z fioletowym zafarbem. Przejrzystość tej nocy była bardzo dobra, więc wycelowałem od razu w część wschodnią Mgławicy Veil. Nie miałem ze sobą żadnych filtrów, a mimo to podłużna wstęga była bez problemu widoczna jako delikatne pojaśnienie rozciągające się przez spory obszar dostępnego pola widzenia. Po raz kolejny przekonałem się, że obiekt ten można zobaczyć bez filtrów. Z drugiej strony zauważyłem też, że w dużej mierze jest to kwestia doświadczenia i umiejętności obserwacji, a w zasadzie świadomości tego co i jak jest widoczne - kolega obok tkwił w przekonaniu, że nic tam nie ma. Veila widziałem już wielokrotnie, także subtelne pojaśnienie było tym razem dla mnie kwestią bezdyskusyjną. Lato w pełni, więc zajrzałem do Wężownika. Gromada kulista M107 widoczna, lecz bez rewelacji. Natomiast M10 i M12 to już obiekty, przy których warto zatrzymać się na dłużej. Przy odpowiednim ustawieniu lornetki obydwie gromady kuliste mieszczą się przepięknie w jednym polu widzenia. Obiekty wyraźne, na pograniczu rozbicia przy krawędziach. Warto zajrzeć też na wschodnie obszary ogromnej konstelacji jaką jest Wężownik. Dostrzeżemy tam gromadę M14, a nieco wyżej nad gwiazdą β Oph urokliwą gromadę otwartą IC 4665. Obiekt ten wypełnia sporą część pola widzenia i stanowi dość łatwy cel nawet dla osób początkujących. Nieco dalej na wschód na pograniczu konstelacji jest jeszcze NGC 6633, a dalej IC 4756. Z tego miejsca w zasadzie można odbić do Dzikiej Kaczki, a dalej do skarbów w Strzelcu. Światło DSów wręcz samo wskakiwało co chwilę przez obiektywy - gdzie się nie spojrzało, tam skradał się kolejny obiekt. Ta noc ponownie potwierdziła, że obserwacje lornetką 15x70 to czysta finezja i rekreacja. Trudności w odnajdywaniu obiektów w zasadzie nie istnieją, po prostu spoglądamy na atlas, celujemy i jest! Bez zbędnego nawigowania po gwiazdach, czy też star hoppingu. Jeśli dodamy to tego niewielkie rozmiary obserwacyjnego zestawu jakim jest lornetka 15x70 i statyw to otrzymujemy idealne kompaktowe połączenie, które uchyli już spory rąbek tajemnic nocnego nieba, a do tego jest w pełni „mobilne”. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  5. 10.06.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Czerwcowe obserwacje mają swój urok. Pomimo tego, że zaczynają się białe noce jest coś magicznego w spoglądaniu na letnie konstelacje. Przyjemna temperatura, wschodzące gazowe olbrzymy, czy też dźwięki wieczornego lata z szczekającym psem sąsiada w oddali. Te wszystkie elementy tworzą naprawdę klimatyczną kompozycję. Tego dnia do obserwacji zachęciła mnie zachodząca Wenus. Wysoko zlokalizowana tuż po zachodzie słońca dała sygnał niczym latarnia, że to będzie dobra noc. Zaopatrzony w lornetki 10x50 i 15x70 udałem się na miejscowy „folwark”. Finalnie na miejscu byliśmy w cztery osoby, a cel był jeden - zobaczyć jak najwięcej w konstelacji Skorpiona i Strzelca. Pierwsza do boju została wystawiona lornetka 10x50. Jej priorytetowym zadaniem było rozdzielenie dwóch składników gwiazdy Acrab w górnej części gwiazdozbioru Skorpiona. Stabilizacja statywu miała tu kluczowe znaczenie. Dzięki eliminacji drgań udało się odseparować mniejszy składnik od strony północno-zachodniej. Separacja była jednak na tyle mała, że gdybym o niej nie wiedział to bym ją z pewnością przeoczył. Później lornetka 15x70 tylko potwierdziła widoczność dwóch składników w pełnej klasie. Pozostając przy 10x50 wycelowałem na ślepo w okolice Strzelca. Ku mojemu zdziwieniu w polu widzenia znalazły się od razu dwa bardzo duże i jasne obiekty. Pierwsze co pomyślałem - Mgławica Laguna. Jednak spojrzenie przez bardziej doświadczonego kolegę i analiza sąsiednich gwiazd w aplikacji SkySafari dały jasno do zrozumienia, że mamy tutaj do czynienia z urzekającą Mgławicą Omega nad którą górowała równie jasna Mgławica Orzeł. Obydwa obiekty oznaczone jako M17 i M16 były bardzo dobrze widoczne w jednym polu widzenia. Wyraźne, jasne, charakterystyczne. Detali oczywiście nie można było wydobyć, ale nie to jest celem lornetki o takich parametrach. Nieco niżej dostrzegalna była także gromada otwarta M18. Znając już lokalizację, w której się znalazłem zjechałem nieco niżej na południowy-wschód przecinając dość sporą gromadę M24, aż dotarłem do głównego celu tej nocy. Oczom ukazała się jedyna w swoim rodzaju Mgławica Laguna. Widok, który można śmiało porównać do M42 w Orionie podczas zimowych sesji obserwacyjnych. Mgławica Laguna, czyli M8 to obiekt majestatyczny o sporych rozmiarach. Przy dobrej lokalizacji i warunkach widoczny nieuzbrojonym okiem. Takim obrazem można się delektować przez długi czas. Nieco powyżej, ale cały czas w tym samym polu widzenia zlokalizowana jest kolejna Mgławica, tym razem M20 znana jako Trójlistna Koniczyna, a zaraz obok gromada otwarta M21. Czas na nieco większy kaliber - jako działo załadowałem lornetkę 15x70. Schodząc do gwiazdy Lambda Sagittarii namierzyłem M28. Niewielka, ale dobrze widoczna „kulka”. Następnie odbiłem do M22 - łatwa do zlokalizowania, będąca zarówno jedną z najjaśniejszych i najbliższych Ziemii gromad kulistych. Gdyby nie jej niskie położenie i niezbyt korzystna widoczność z naszego rodzimego podwórka, byłaby obiektem do obserwacji znacznie lepszym niż M13 w Herkulesie. Na chwilę zawróciłem do Skorpiona, aby potwierdzić widoczność M4, po czym raz jeszcze zajrzałem do mgławic w Strzelcu. Przeczesując kolejno jeden obiekt za drugim strzelałem w emki lornetką 15x70. Tym razem były jeszcze lepiej widoczne i wyraźne, można było wyłuskać pewne subtelne detale. Gwiazdozbiór Strzelca to prawdziwa skarbnica DSów. Niestety ze względu na swoje położenie konieczny jest dostęp do ciemnego, niezaświetlonego nieba z dobrym i niezasłoniętym widokiem na południe. Nawet jeśli wymaga to przejechania dłuższej drogi w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji - zapewniam, że naprawdę warto. Ewentualne zmęczenie zostanie wynagrodzone przez niezapomniane widoki, które zapadną w pamięci na wiele lat. Tej nocy spoglądaliśmy także na Mgławicę Welon w Łabędziu, ale o tym już w kolejnej relacji… c.d.n. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  6. 10.05.2021 (godz. 22:30), Folwark Sulejewo Po dość deszczowej i chaotycznej końcówce kwietnia nadeszło długo oczekiwanie rozpogodzenie. Obserwując prognozy dzień po dniu można było przygotować wcześniej sprzęt i w zasadzie dobrze zaplanować obserwacje. Jak to bywa - nic z tych rzeczy. O tyle dobrze, że chociaż prognozy się sprawdziły. Niebo tego wieczoru było bezchmurne, więc zaopatrzony w lornetkę 15x70 dotarłem na Folwark. Jeśli w Sulejewie nie masz gdzie zaparkować auta, to wiedz że na miejscu jest już spora reprezentacja gwiezdnych maniaków. Tak właśnie było tym razem. Chłopaki testowali nowe nabytki, w tym nasadki bino z 10 calowymi Newtonami w najróżniejszych kombinacjach. Ja rozstawiłem swój statyw z lornetką i wycelowałem w Triplet Lwa. Wszystkie trzy galaktyki bez problemu widoczne, oczywiście NGC 3628 nie tak wyraźna jak M65 i M66. Obiekty przepięknie mieszczą się ze sporym oddechem w polu widzenia 15x70. Rys. 1. M65, M66 i NGC 3628 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Będąc w tej okolicy zaliczyłem jeszcze NGC 2903 przy głowie Lwa. Przelatując przez obiekty w Warkoczu Bereniki i przecinając konstelację Wolarza dotarłem do Herkulesa i majestatycznej M13. Wyraźna gromada aż iskrzyła swoją jasnością. Klasyczny obiekt zarówno dla lornetki, jak i teleskopu. Nie można było tutaj zapomnieć jeszcze o M92, już nie tak zjawiskowa jak poprzedniczka, ale bez problemu dostrzegalna. Rys. 2. M13 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Skoro wiosna, to czas na Pannę i Sombrero. Galaktyka M104 pomimo niskiego położenia była dobrze widoczna i wyraźna. Udało mi się ją dostrzec także w lornetce 10x50, jednak to w 15x70 wyglądała zdecydowanie lepiej. Wyraźny podłużny kształt, którego nie idzie przeoczyć, czy pomylić. W tym samym polu widzenia asteryzm Stargate. Gwiezdne Wrota, aż zachęcały by się w nich zanurzyć. Rys. 3. M104 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Skoro o asteryzmach mowa, to spojrzałem także na żaglówkę w konstelacji Małego Lwa. Wyraźny i charakterystyczny kształt łódki z żaglem, niestety obrócony o ponad 45 stopni, ale i tak cieszy oko. Rys. 4. Asteryzm żaglówka widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Tej nocy nie miałem jednak już weny na bardziej wyszukane obiekty. Aż do wyjazdu błąkałem się po niebie skanując najróżniejsze fragmenty nieba bez większego celu. W międzyczasie spojrzałem jeszcze na kilka obiektów przez bino w Newtonie u chłopaków, a Polaris w swoich 8 calach zaprezentował widoczność gromady NGC 5053, co tylko rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące jej dostrzeżenia (a raczej braku) w lornetce 10x50 podczas ostatnich obserwacji. Tego wieczoru nie była widoczna również w 15x70. Na koniec zaliczyłem jeszcze bardzo dobrze widoczną Nova Cas 2021. Trzeba przyznać, że faktycznie wyróżnia się jasnością pośród sąsiednich gwiazd. Następnie do końca pobytu zachwycałem się niebem już bez lornetki, od czasu do czasu robiąc pamiątkowe zdjęcia telefonem. Obserwacje można uznać zdecydowanie za udane, do tego w doborowym towarzystwie. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  7. 08.06.2021 (godz. 22:50), Mosina Obserwacje w czerwcu przed godziną 23 w zasadzie nie mają sensu. Niebo jest jeszcze na tyle jasne, że jedyne co można by było obserwować to Księżyc i planety. Po rozstawieniu sprzętu musiałem odczekać jeszcze dobre 30 minut, aby dostrzec cokolwiek z DSów. Na rozgrzewkę skanowałem okolice Łabędzia przy pomocy 15x70. Pomimo dość średnich warunków postanowiłem zapolować na Veila wschodniego bez użycia filtrów. Zadanie dość trudne jak na miejskie i rozświetlone niebo. Po kilkunastu minutowej adaptacji wzroku i odcięciu od jakichkolwiek bocznych źródeł światła zacząłem wpatrywać się w okolice mgławicy. Tkwiłem tak ponad 5 minut ani razu nie odrywając oczu od obiektywów lornetki. Próba okazała się niestety bezskuteczna. Zerkanie nie pozwoliło w tych warunkach wyłuskać jakiegokolwiek pojaśnienia. Chwilę przed północą do obserwacji dołączył do mnie znajomy, który dopiero co nabył lornetkę Delta SkyGuide 15x70, po czym przenieśliśmy się ze sprzętem na pobliską polanę odciętą od osiedlowych świateł. Tego wieczoru postanowiliśmy porównać widoczność tych samych obiektów używając naszych dwóch lornetek. Padło kilka klasyków jak M13, M3, czy też M53. Delta Extreme ED 15x70 pokazała DSy nieco bardziej wyraźnie, jaśniej, same gwiazdy były bardziej punktowe, do tego pole widzenia było trochę większe niż w SkyGuide. To potwierdza już znaną opinię, że podane przez producenta parametry dla SkyGuide są minimalnie przekłamane. Z drugiej strony lornetka jest prawie 800 zł tańsza od używanej przeze mnie Delty Extreme. Nie mniej jednak SkyGuide jest solidnie wykonana i sprawia dobre ogólne wrażenie. Do tego egzemplarz trzymał dobrze kolimację i był w komplecie z gustowną walizką do transportu. Po kilku testach wycelowałem we wschodzące letnie konstelacje. Na początek Mgławica Hantle, czyli M27 w gwiazdozbiorze Liska. Obiekt znakomicie widoczny, z charakterystycznym zarysem, do tego dość spory w ciekawej perspektywie. Rys. 1. M27 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Szukając M27 natknąłem się jeszcze na inny charakterystyczny obiekt. W konstelacji Strzały znajduje się dość wyraźna gromada M71. Jej zlokalizowanie jest bardzo proste. Wystarczy spojrzeć pomiędzy gwiazdy γ Sge i δ Sge. Pierwsza z nich to pomarańczowy olbrzym, najjaśniejsza gwiazda w konstelacji o jasności 3,5 mag. Gromada M71 lśni pomiędzy tymi dwoma ciałami niebieskimi. Rys. 2. M71 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Będąc w tej okolicy koniecznie trzeba spojrzeć na asteryzm o nazwie Wieszak oznaczony jako Collinder 399. Ta znajdująca się w gwiazdozbiorze Liska grupa liczy 10 gwiazd, a jej obszar na niebie jest większy niż Księżyc w pełni. Rys. 3. Asteryzm Wieszak widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie powędrowałem do Lutni, aby odwiedzić Double Double, czyli Epsilon Lutni będący podwójnym układem podwójnym. Nieco niżej widoczna była jako bardzo mały punkt Mgławica Pierścień. M57 była zdecydowanie lepiej zauważalna metodą zerkania. Patrząc na wprost nieznacznie zanikała. Na zakończenie sesji obserwacyjnej odwiedziłem Łabędzia, a dokładniej gwiazdę Sadr i obiekt M29. Całe pole widzenia lornetki 15x70 wypełniała niezliczona ilość gwiazd. Sama gromada tworzyła dość charakterystyczny kształt przypominający potworka z uszami po obydwu stronach. Pomimo dość niewielkiej ilości gwiazd w gromadzie widok urzekający. Rys. 4. M29 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Niestety czas pędzi nieubłaganie podczas nocnych wypadów. Wybiła godzina pierwsza w nocy, a gdy niebo zrobiło się już naprawdę przyzwoicie ciemne nastąpił czas na powrót do domu. Tym bardziej że wypadał akurat środek tygodnia, a kolejnego dnia czekała mnie wczesna pobudka. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  8. 05.04.2021 (godz. 22:20), Mosina (średni czas czytania relacji: 4~5 min) Rzadko kiedy udaje się odbyć dwie sesje obserwacyjne dzień po dniu, tym bardziej w momencie gdy nie przeszkadza Księżyc, a do tego przypada dzień wolny od obowiązków zawodowych. W zasadzie nawet nie przypuszczałem, że tego dnia wieczorem cokolwiek zobaczę - w ciągu dnia co chwilę jedna śnieżna zamieć goniła kolejną, do tego temperatura oscylowała w okolicach zera. Jednak tuż po zachodzie Słońca deszczowy front zaczął odpuszczać co potwierdzały dane z satelity. Z minuty na minutę było widać na niebie coraz więcej gwiazd, a jedynym minusem była arktyczna temperatura i silny wiatr, który stanowczo potęgował uczucie zimna. To jednak mnie nie zniechęciło. Doświadczenie podpowiadało, że po przejściu takiego frontu niebo może być krystaliczne czyste, a lekki przymrozek i wiatr mogły tu bardzo pomóc. Po kilku minutach byłem już na pobliskim stanowisku z lornetką 15x70. Dla przypomnienia - zazwyczaj obserwuję jakieś 200m od własnego „podwórka”. Za plecami od strony północno-wschodniej znajduje się dość spore osiedle wraz z latarniami, jednak od strony południowo-zachodniej rozciągają się jedynie (jeszcze) pola uprawne. Według mapy SQM w tym miejscu to 20.50 mag./arc sec2. Tej nocy nieuzbrojonym okiem widziałem gwiazdy o jasności w okolicy 5 mag, także biorąc pod uwagę miasteczko zlokalizowane jakieś 20 km od Poznania to wynik naprawdę przyzwoity. Dane danymi, ale wieczorne niebo tego dnia było faktycznie nieskazitelnie czyste, a gwiazdy iskrzyły jedna obok drugiej niczym latarnie. Można było się poczuć przez chwilę jak w scenie z filmu science-fiction. Lista obserwacyjna była bardzo krótka - odwiedzić wiosenne konstelacje, maksymalnie kilka obiektów. Tak też zrobiłem, gdyż uczucie zimna doskwierało od samego początku - cała sesja trwała zaledwie godzinę. Zacząłem od M64 w Warkoczu Bereniki - galaktyka wyraźnie widoczna, podłużne delikatnie pojaśnienie. Potem odbiłem w prawo do M85 - tutaj również dostrzegalna jasna plamka, oczywiście o pobliskiej NGC 4394 mogłem tylko pomarzyć. Rys. 1. M64 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Potem skierowałem się do gwiazdozbioru Panny, aby zapolować na galaktykę M60. Zaliczona, pojaśnienie odcinające się od tła, chociaż już nie tak wyraźne. Obszar ten to wręcz skupisko „emek”. Wędrowałem od jednego obiektu do drugiego, ale na dłużej zatrzymałem się przy M49 - światło tej galaktyki po prostu samo wpadało w pole widzenia lornetki. Z tego co można wyczytać jest to druga odkryta galaktyka spoza Grupy Lokalnej. Rys. 2. M49 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Na zakończenie zawitałem kolejny dzień z rzędu do M65 i M66 w konstelacji Lwa, a na dopełnienie całej sesji obserwacyjnej potwierdziłem widoczność (z dnia wcześniejszego) obiektu NGC 2903 - tym razem był jeszcze bardziej wyraźny co mnie ucieszyło. Rys. 3. NGC 2903 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Jak widać dobra lornetka 15x70 to znakomity sprzęt nie tylko do obserwacji wyraźnych i rozległych gromad otwartych, ale także przyzwoite narzędzie do delikatnych galaktyk w postaci mgiełek. Trzeba tutaj jednak pamiętać, że przy obserwacjach tego typu obiektów przez lornetkę nie chodzi o studiowanie struktury i detali, a jedynie o możliwość dostrzeżenia ich w szerokim, bogatym w gwiazdy polu widzenia. Na zakończenie pamiątkowa fotka wykonana telefonem z miejsca obserwacji z zachodzącym w tle Orionem : ) Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  9. 04.04.2021 (godz. 22:00), Mosina Film „Kontakt” na bazie powieści Carla Sagana o tym samym tytule traktuje kosmos i nieodkryte dla nas światy jako miejsce, w którym ludzka duchowość osiąga zupełnie inny, metafizyczny stan. Nie będę ukrywał - film ten kilkanaście lat temu był dla mnie mocnym i istotnym bodźcem, który pchnął mnie jeszcze bardziej w fascynujący świat astronomii. Możliwości istnienia innych światów, życia, czy nawet życia po życiu w zupełnie nieznanym metafizycznym dla nas stanie to tylko niektóre tematy, dzięki którym ogień ciekawości i głód wiedzy nigdy nie wygasł. Tego dnia moje obserwacje miały właśnie taki charakter - łapanie fotonów migoczących punktów, ulotnych mgiełek i myśli - czy tam coś jest? Czy tam ktoś jest? Czy kiedyś się dowiemy? A może tam trafimy? Wszystkie prognozy zapowiadały na wieczór pogodne niebo i tak też się stało. Tym razem nie udałem się do Sulejewa, a zaryzykowałem obserwacje z własnego podwórka. Było warto. Nie planowałem długiej listy obiektów, zaledwie kilka podstawowych, bez większego wyzwania. Zaopatrzony w lornetkę 10x50 do ręki i 15x70 na statywie wycelowałem od razu w wiosenne konstelacje. Najpierw skierowałem obiektywy w stronę Warkocza Bereniki. Tam czekał już na mnie majestatyczny obiekt Mel 111. Gromada otwarta składająca się z kilkudziesięciu gwiazd. Swój urok pokazuje dopiero w małych lornetkach. Pole w 15x70 jest zbyt ciasne, zdecydowanie lepiej gromada wygląda w 10x50. Po chwilowej adaptacji wzroku obiekt mogłem bez problemu obserwować nieuzbrojonym okiem. Ilość wylewających się gwiazd powodowała nostalgiczne wspomnienia, przebłyski z ubiegłych lat, powrót do młodzieńczych czasów kiedy to w ciepłą wiosenną noc obserwowałem niebo przy jeziorze leżąc na pomoście bez większego zastanawiania się co właściwie obserwuję. Rys. 1. Mel 111 widoczne w polu widzenia 6,5° - lornetka 10x50 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Operując lornetką 15x70 na statywie zawróciłem do Arktura i odbiłem nieco w górę, aby przyjrzeć się puchatej kulce M3 - widoczna niczym zimowa śnieżka na rozgwieżdżonym nieboskłonie. Następnie powróciłem znów do Warkocza Bereniki, aby zobaczyć M53 - tutaj oczywiście bez niespodzianek, obiekt widoczny bardzo wyraźnie w pięknym otoczeniu rozmaitych gwiazd. Wykonując delikatny ruch w górę zapolowałem na M64. Galaktyka zwana Czarne Oko poddała się od razu - widoczne bardzo wyraźnie pojaśnienie. Skoro tak ładnie widać ten obiekt to może uda się zobaczyć coś trudniejszego? Niestety z NGC 4725 nie miałem szans, także kaliber tego formatu już tego wieczoru odpuściłem. Rys. 2. M3 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Rys. 3. M53 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. W pełni okazały Lew zaprezentował pięknie M65 i M66. W tych warunkach trzeciego składnika z Tripletu Lwa, czyli NGC 3628 nie dojrzałem. Przypomniał mi się natomiast obiekt tygodnia NGC 2903, którego wcześniej nigdy nie obserwowałem. Przesunąłem lornetką w okolice głowy króla zwierząt, potem krótki star hopping i jest. Mgiełka, ulotna, lecz widoczna. Potem na chwilę odwiedziłem Hydrę z gromadą M48. Pomimo niskiej lokalizacji nad horyzontem gromada bardzo wyraźna. Rys. 4. M48 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Później były klasyki. M44, M67, czy też pożegnanie z zimowymi konstelacjami z M42 i Plejadami na czele. O tej porze roku lubię spoglądać na Bliźnięta i Woźnicę. Pod względem obserwacji przy pomocy lornetki konstelacje te są wówczas idealnie ustawione, a do tego w mojej lokalizacji tło stanowi wyłącznie ciemne niebo bez żadnej poświaty pobliskich miast. Przy M35 po prostu się rozpływam. Gwiazdy same wysypują się ze środka gromady. Przypominają o sobie co chwilę nawołując i wręcz krzycząc „delektuj się chwilą”. Jednak niezapomnianym widokiem tego dnia był inny obiekt, a w zasadzie 2+1. M36, M38 i asteryzm Kot z Cheshire w jednym polu widzenia. W takim powiększeniu i horyzontalnym, wygodnym położeniu to po prostu klasa sama w sobie. Rys. 5. M36, M38 i kot z Cheshire widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. To widok przy którym można nabrać zupełnie innej perspektywy do otaczającego nas świata, problemów, błahostek. Człowiek zaczyna po prostu zdawać sobie sprawę, jak niewielkim okruchem jest w tym całym kosmicznym spektaklu. Jak nieznaczącym pikselem próbującym odegrać jakąś niby istotną rolę próbuje być. Z drugiej strony zaczynamy się zastanawiać, czy te migoczące punkty, inne odległe i nieznane nam światy to czyjeś miejsce? Czy ktoś lub coś spogląda gdziekolwiek na nas w taki sam sposób jak my? Czasami warto puścić wodze fantazji, zanurzyć się w niemożliwych scenariuszach niczym dziecko. I poza wszelkimi regułami. Poza prawami płynącymi z fizyki i innych nauk - pomarzyć. Ot tak, po prostu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  10. Ostatnio na forum pojawiło się kilka interesujących relacji z obserwacji. Natchniony, postanowiłem również dodać coś od siebie 🙂 Jak pozwoli czas i pogoda postaram się wrzucić kolejne relacje, opisujące moje zmagania lornetkami na podmiejskim niebie. Chciałbym tutaj pokazać, jakie skarby można dostrzec w małej aperturze i niekoniecznie idealnych warunkach. W styczniu pogodnych nocy miałem jak na lekarstwo. Na przyzwoite warunki trafiłem raz 12.01 i skierowałem lornetkę w stronę Panny, aby spróbować swych sił z najjaśniejszymi galaktykami. Od tego czasu z pogodą bywało słabo. Zapowiadana na połowę stycznia „bestia ze wschodu” przyniosła mi głównie zachmurzenie, mróz i śnieg. Niewielkim przełomem, a raczej wyłomem w chmurach była koniunkcja Księżyca, Marsa i Urana z 21.01. Od tego dnia aura nieco się poprawiła i częściej wyciągałem lornetkę z pokrowca. Ostatni tydzień lutego to prawdziwa wiosna, ale bezchmurne niebo zmasakrował pył znad Sahary, a dzieła dokończyła wilgoć niczym z amazońskiej dżungli. Dodatkową "atrakcję" stanowił Księżyc, którego mimo wszystko bardzo lubię. Zerkając w dziennik od stycznia do końca lutego zaliczyłem 13 krótkich sesji, głównie balkonowych. Pod tak średnie warunki wybrałem obiekty wcześniej przeze mnie pomijane – gwiazdy podwójne/wielokrotne. W niniejszej relacji zebrałem tylko najciekawsze obiekty, które aż wstyd przyznać, zaobserwowałem świadomie po raz pierwszy. 21.01.2021 W poszukiwaniu inspiracji na nadchodzącą noc, natrafiłem w Binoculars Highlights na opis trzech gwiazd podwójnych znajdujących się w Wolarzu. Mowa tutaj o δ Boo, μ Boo oraz parce ν¹ Boo ν² Boo. Uzbrojony w 15x70 na statywie skierowałem lornetkę w kierunku Arktura. Następnie odbiłem w kierunku północno-zachodnim, aby znaleźć pierwszy cel δ Boo. Wspomniana gwiazda jest układem podwójnym powiązanym z sobą grawitacyjnie. Dzięki sporej separacji wynoszącej około 104 sekundy kątowe, układ ten rozbijemy już w niewielkiej lornetce. Jeśli chodzi o kolory to zaobserwowałem dwie barwy: żółtą/pomarańczową (składnik A) oraz białą (składnik B). Dalej ruszyłem w kierunku μ Boo nazywanej inaczej Alkalurops, co z greki oznacza laskę pasterza. Wspomniana gwiazda w rzeczywistości jest układem poczwórnym, ale lornetką jesteśmy w stanie wyłowić jednego towarzysza oddalonego od głównego składnika o 108”. Nieopodal μ Boo znajduje się prawdziwa petarda, a właściwie dwie ν¹ Boo ν² Boo. Wspomniany układ to parka gwiazd o różnych kolorach, oddalona od siebie o 628”. ν¹ mieni się na pomarańczowo z kolei ν² przykuwa uwagę chłodną, niebieską tonią. Pierwsze skojarzenie – Albireo! Dzięki sporej separacji parka ta jest idealną propozycją dla małych lornetek. Moim zdaniem duet ten o wiele lepiej prezentował się w powiększeniu 8x, ponieważ łapiemy sporo gwiezdnego tła, a nawet wspomnianą μ Boo. 31.01.2021 Tej nocy zimowy firmament rozświetlał jasny Księżyc, a na niebie zalegały chmury piętra wysokiego. Obiekty DS z marszu odpadają, musiałem poszukać czegoś innego. Tym razem wybór padł na gwiazdozbiór Lwa oraz dwie gwiazdy podwójne - τ Leo oraz 83 Leo. Zacznijmy od łatwej do rozbicia na dwa składniki τ Leo. Gwiazda ta jest układem podwójnym, widocznym gołym okiem (5 mag). Dzięki separacji wynoszącej 89” układ ten rozbijemy już w małych aperturach. W 15x70 dostrzeżenie mniejszej towarzyszki o jasności 7,5 mag. nie jest żadnym wyzwaniem. Powyżej τ Leo uwagę przykuwa druga gwiazda podwójna 83 Leo. Układ ten tworzą gwiazdy: 83 Leo A (HD 99491) oraz 83 Leo B (HD 99492). Składniki mają zbliżoną jasność, a ich kolor określiłbym, jako mocny, ciemny pomarańcz. Położenie τ Leo oraz 83 Leo dodatkowo wzbogacają liczne gwiazdy o wielkości rzędu 6-7 magnitudo, tworząc razem malowniczą kompozycję. 01.02.2021 Pierwsza noc lutego przywitała mnie nieco mętnym niebem i lekkim mrozem wynoszącym 6 kresek poniżej zera. Około 22:00 postanowiłem odwiedzić ponownie Wolarza a dokładniej trójkę jego osiołków: Asellus Primus (θ Boo), Asellus Secundus (ι Boo) oraz Asellus Tertius (κ Boo). O tym urokliwym trio dowiedziałem się przeglądając jeden z wątków z serii Obiekt Tygodnia na naszym forum (dziękuję!). Asellus Secundus nie stanowił dla powiększenia 15x zbyt dużego wyzwania, mniejsza towarzyszka (7,4 magnitudo) od razu zaznaczyła swoją obecność. Kolorystycznie parka wydawała mi się delikatnie żółta (słabo/ lekko pomarańczowa?). Z kolei drugi składnik określiłbym mianem koloru białego. Zupełnie inaczej wyglądała sprawa z rozbiciem trzeciego osiołka (Asellus Tertius). Pomimo separacji wynoszącej 13,1” (wg. Stellarium) miałem problem z dostrzeżeniem mniejszej sąsiadki. Być może to kwestia warunków, a może wina sprzętu? Niemniej jednak miałem wrażenie jakbym przez chwilę widział drugi składnik. Zanotowałem w dzienniku, aby spróbować następnym razem. Dwa osiołki już opisałem, a gdzie zgubił się pierwszy osiołek? Tego układu lornetką 15x70 już nie ruszymy, ale mimo wszystko warto na κ Boo zerknąć i docenić piękno całej trójki. 11.02.2021 Tym razem na celownik wziąłem jeden z moich ulubionych obiektów lornetkowych – Melotte 111. O obecności gwiazd podwójnych w omawianej gromadzie dowiedziałem się ponownie z serii Obiekt Tygodnia edycja z 2015 roku. Do gromady tej wracam dość często jednak nigdy wcześniej nie szukałem w niej stricte gwiazd podwójnych. Jedynie przypadkiem natrafiłem niegdyś na leżącą nieopodal 23 Com, która od razu mnie zaintrygowała. Obserwacje rozpocząłem od gwiazdy wielokrotnej 12 Com, posiadającej dwie towarzyszki, jedną w odległości 36,7” i jasności 11,8 magnitudo oraz drugą, znacznie łatwiejszą w zlokalizowaniu o jasności 8,9 magnitudo i separacji 58,97”. W lornetce odnalazłem jaśniejszą towarzyszkę, której poświęciłem chwilę, po czym ruszyłem dalej do moim zdaniem najciekawszego obiektu tej nocy. Aby nie było zbyt nudno pora na mały asteryzm, czyli gwiazdę 16 Com (5 magnitudo). Wokół gwiazdy znajdują się 3 gwiazdy o jasności wynoszącej ~8,7-10 magnitudo, tworząc interesujący asteryzm znaku radioaktywności. W 15x70 miałem trudność dostrzec najsłabszą gwiazdę, ale po dłuższej chwili zaobserwowałem brakujący składnik. Ostatnim przystankiem była cefeida karłowata 17 Com. Zmienność gwiazdy waha się pomiędzy 5,2 a 5,4 magnitudo. Grawitacyjnie połączone z sobą składniki A i B oddalone są o komfortową dla lornetki odległość 144”. Łatwy cel dla małych sprzętów i bez konieczności rozstawiania statywu. 14.02.2021 Około godziny 18:30 wystawiłem na balkon 15x70 oraz usadowiłem się wygodnie na krzesełku. Mróz aż tak bardzo nie doskwierał, a wilgoć nie atakowała soczewek lornetki. Do obserwacji zachęciły mnie całkiem przyzwoite warunki, zwłaszcza w południowej części nieboskłonu, gdzie zimą z reguły króluje u mnie smog i spora łuna. Wędrując po Wielkim Psie oraz Rufie dotarłem w okolice wyjątkowej, wizualnie podwójnej parki gwiazd – 145 Cma, noszącej miano zimowego Albireo. Tak, kolejne nawiązanie do wiosennego klasyka. Informację o tym układzie znalazłem w Internecie na krótko przed obserwacjami. Pod względem kolorów parka ta oczarowała mnie podobnie jak oryginał. Kolory gwiazd są wręcz nieziemskie - HD 56578 o mocnym, niebieskim odcieniu oraz HD 56577 o pomarańczowej barwie. Co ciekawe niskie położenie nad horyzontem urozmaica obserwację, gdyż obraz drugiej gwiazdy degradowany przez atmosferę nabierał wręcz czerwonego zabarwienia. Wymienione tutaj obiekty dały mi sporo frajdy. Również po raz kolejny doceniłem lornetki, jako idealny sprzęt na krótkie, nawet na 30 minutowe sesje. Mam nadzieję, że nie zrobiłem żadnej gafy w podawanych liczbach czy oznaczeniach, dopiero odkrywam te interesujące obiekty jakimi są gwiazdy podwójne 🙂
  11. 20.01.2021 (godz. 21:00), Mosina Nie od dziś wiadomo, że najlepsze obserwacje to te, których nie planujemy. Tak było i tym razem. Pomimo dobrych prognoz na weekend ostatni wypad okazał się wielką klapą - mgła wymieszana ze smogiem, temperatura w okolicach -15 stopni i wilgoć, przez którą zamarzały obiektywy. Tym razem nikt nie zapowiadał bezchmurnej nocy, pogodne niebo pojawiło się nagle, bez zaproszenia i zapewniło jedne z lepszych obserwacji w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Tego wieczoru obecność Księżyca nie przeszkadzała ani trochę, obiekty wpadały do oka bez konieczności zerkania. One po prostu tam czekały, jeden za drugim. Wyposażony w lornetkę Delta Optical Extreme 15x70 ED na statywie Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6 spoglądałem bez najmniejszych problemów na wszystko co było w zasięgu. I przyznam szczerze - nie pamiętam kiedy ostatni raz przerosła mnie ilość dostępnych obiektów - można było obserwować z zachwytem do samego rana. Pomimo miejskiego nieba, gdzie niezbyt często widać gołym okiem Drogę Mleczną tym razem można było dostrzec nie tylko M31, ale także M44, czy NGC 869 i NGC 884 w Perseuszu. Jak na taką lokalizację to naprawdę bardzo dobre warunki. Zacząłem od typowych zimowych obiektów, kolejno obserwacje M41 i M50 w okolicy Syriusza. Obydwie gromady pięknie rozbite na gwiazdki z czego pierwsza z nich zdecydowanie lepiej - bardzo wyraźne i krystalicznie widoczne składniki. Następnie przepiękna para M46 i M47 w Rufie - obiekty widoczne w jednym polu widzenia. Pierwszy z nich bardzo delikatny, drugi wypełniony sporą ilością dostrzegalnych gwiazd. Rys. 1. M46 i M46 widoczne w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Lecimy trochę niżej - tam niewielka NGC 2362, a wyżej styczniowy klasyk - Zimowe Albireo, czyli 145 CMa - jaskrawa i pięknie ubarwiona para. Przesuwam się bardziej na lewo i pomimo dość niewielkiej wysokości bez problemu widoczna M93. Czas na przejście nieco wyżej do myśliwego. Orion już czeka, a z nim M42 i M43. Widok mgławicy był po prostu obłędny. Jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć tego obiektu dwuocznie w takiej jakości i detalu. Lornetka 15x70 pokazała przepięknie mgławicę, jej charakterystyczne przyciemnienie po lewej stronie i „wąsy” rozciągające się na boki. Rys. 2. M42 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Nieco wyżej widoczny obiekt NGC 1981. Następnie przyszła pora na Pas Oriona, czyli Cr 70. Szybki przeskok do M78 leżącej nieopodal, potem dalej do Cr 69 i jeszcze wyżej do bardzo rozległej gromady otwartej Cr 65. Będąc już przy gwiazdozbiorze Byka zaczaiłem się na M1. Mgławica Kraba widoczna bez żadnego problemu i to wyraźnie jako puchata kulka. Obiekt bardzo łatwy do zlokalizowania. Rys. 3. M1 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Pozostając w tej okolicy trzeba było odwiedzić urokliwe Hiady, czyli Mel 25 oraz NGC 1647 i NGC 1746 - klasyki lornetkowe tego obszaru. Kieruję lornetkę w stronę gwiazdozbioru Bliźniąt, a tam wyraźna M35. Widok bajeczny, gromada ta należy do mojej tzw. checklisty podczas obserwacji o tej porze roku. Ze względu na swoją powierzchnię i jasność stanowi idealny kąsek dla fanów lornetek. Żeby dopełnić zimowego klimatu poleciałem w stronę gwiazdozbioru Jednorożca do NGC 2264, czyli wdzięczny obiekt o nazwie Gromada Choinka. Kawałek dalej NGC 2244 razem z NGC 2238. Czy widziałem Mgławicę Rozetę? I tak i nie. Zapewne bardzo doświadczony obserwator bez najmniejszego problemu tego dnia wyłapałby subtelną różnicę w jasności tła. W mojej ocenie była ona na pograniczu dostrzegalności, bardziej widoczna po prawej stronie co przekonuje mnie, że mogłem ją faktycznie dostrzec. Wymagało to jednak skupienia i wpatrywania się przez dłuższą chwilę. Zachęcony tym widokiem pokierowałem się w stronę IC2177. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w tym rejonie to gromada NGC 2343 i bardzo jasne gwiazdy w najbliższym otoczeniu. Czy tutaj udało mi się dostrzec Mewę? Wydaje mi się, że podobnie jak w przypadku Rozety tak i tutaj obiekt był na pograniczu dostrzegalności - aczkolwiek moje doświadczenie jest w przypadku tego obiektu bardzo małe i przyjmuję, że zadziałała bardziej wyobraźnia niż realny obraz. Widziałem delikatne pojaśnienie przy V700 Mon, co może sugerować Głowę Mewy. Jednak czy lornetka 70 mm jest faktycznie w stanie pokazać ten obiekt? Trzeba będzie zweryfikować ponownie przy najbliższej okazji. Niedaleko obok zostały zaliczone kolejno obiekty NGC 2353, a także NGC 2345. Nadszedł czas na inną partię nieba. Przeszedłem kilkadziesiąt metrów ze sprzętem, aby zaczaić się w mniej zaświetlonym miejscu. Warto było. Najpierw M45. Plejady naprawdę nie potrafią się znudzić. W lornetce 15x70 prezentują się chyba najlepiej. Następnie M37, M36 i M38 wraz Kotem z Cheshire. Chyba każdy przyzna, że to M36 jest najbardziej urokliwą gromadą w Woźnicy jeśli chodzi o lornetkowe pole widzenia. Tej nocy każda z tych gromad była wyraźnie rozbita na gwiazdy. Do tego w szerokim otoczeniu z urokliwym zapasem. Rys. 4. M36 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. W międzyczasie zaliczyłem też M31 i M110, a następnie M33, NGC 752 i już byłem w Perseuszu przy Alpha Persei Cluster, czyli Mel 20. Rzut okiem na pobliską Głowę Demona. Gwiazda Algol tego dnia rozświetlona i bez skazy. Następnie NGC 1342 i powrót do M34 - gromada jarząca się gwiazdami, żywa i kryształowa. Do NGC 1499 nawet nie podchodziłem. Mgławica Kalifornia ostatnio mnie zniechęciła i nie dałem jej tym razem nawet szansy. Pozostając w Perseuszu odwiedziłem dwa położone obok siebie obiekty NGC 1545 i NGC 1528. Mieszczą się ładnie w jednym polu widzenia w otoczeniu jasnych gwiazd konstelacji Perseusza. Czas na przelot do matki Andromedy i żony Cefeusza, czyli Kasjopei. Po drodze minąłem niewielki obiekt Tr2 i zatrzymałem się przy NGC 884 i NGC 869. Chichotki jak zwykle przepiękne. Efekt przestrzenności i trójwymiarowości tej gromady podwójnej w lornetce jest niesamowity. Spoglądałem przez dłuższą chwilę na NGC 869 i jej centralną, jaśniejącą blaskiem część. Następnie skierowałem się obok do gromady otwartej Stock 2, aby dotrzeć w końcu do celu, czyli gwiazdozbioru Kasjopei. Zacząłem od NGC 7789 - delikatnej i subtelnej gromady otwartej. Róża Karoliny to odkryty przez Caroline Herschel wdzięczny obiekt położony między gwiazdami Sigma i Rhio Cassiopeiai. Dzięki temu bardzo łatwo go namierzyć, choć czasami nieco trudniej dostrzec. Rys. 5. NGC 7789 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Odbiłem na moment kawałek dalej, aby przy okazji zobaczyć M52 - oczywiście obiekt widoczny bez problemu. Powracamy do Kasjopei. Najpierw NGC 457 - Gromad Sowa lub ET jak kto woli. Dla mnie zdecydowanie to pierwsze określenie, zawsze widzę tutaj nadlatującego ptaka z wielkimi oczami. Rys. 6. NGC 457 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie rzucająca się w oczy gromada M103 i NGC 663. Obszar ten to znakomity punkt startowy do delikatnego gwiazdozbioru Żyrafy, a dokładniej do dwóch ciekawych asteryzmów. Pierwszy z nich to Kaskada Kemble’a - 20 gwiazd ułożonych w linii prostej z gromadą NGC 1502 na samym końcu. Rys. 7. Kaskada Kemble’a widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Drugi z nich to mniej popularny tzw. Latawiec Kemble’a - oczywisty i niedwuznaczny obiekt w kształcie latającego płótna ze sznurkiem na zakończeniu. Naprawdę warto poświęcić chwilę i odszukać te dwa asteryzmy. Rys. 8. Latawiec Kemble’a widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Na zakończenie zajrzałem do wspomnianego już na początku gwiazdozbioru Raka. Gromada M44 była tej nocy widoczna nieuzbrojonym okiem. Gromada Ul lub jak kto woli Żłobek w lornetce 15x70 pokazała swoją bogatą strukturę niezliczonych gwiazd. Będąc w tej okolicy nie zapomnijcie spojrzeć jeszcze na M67 - również widoczna gromada, chociaż już nie tak spektakularna jak jej poprzedniczka. Rys. 9. M44 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Zrobiło się dość późno, niebo było nadal krystalicznie przejrzyste, a z żadnej ze stron nie nadciągało zachmurzenie. Jak na styczeń przystało chłód zaczął doskwierać, więc uznałem, że na dziś wystarczy - tym bardziej, że zobaczyłem więcej niż mógłbym się spodziewać. Czy ktoś jeszcze mi powie, że lornetka nie nadaje się do obserwacji astronomicznych? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. tego dnia była także koniunkcja Marsa i Urana - oczywiście również zaliczona : ) Zdj. 1. Obserwacje astronomiczne - lornetka Delta Optical Extreme 15x70 ED + statyw Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6. Źródło: Zdjęcie własne.
  12. 21.12.2020 (godz. 16:30), Krosinko Na ten dzień czekało wielu miłośników astronomii. Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna nadeszła. Można śmiało przyznać, że spora część województwa wielkopolskiego wygrała dziś na loterii. Trafić warunki pogodowe o tej porze roku to naprawdę wielkie szczęście. O tym, że jest spora szansa na widoczność koniunkcji dowiedziałem się już w ciągu dnia spoglądając co jakiś czas na zapisy zdjęć satelitarnych. Jednak im bliżej wyznaczonej godziny, tym szanse nieco topniały, gdyż na południu zaczęły się gromadzić rozległe cirrusy. Spojrzałem przez okno chwilę przed końcem obowiązków - bez zmian, chociaż widoczne prześwity. Pojawiła się nadzieja, tym bardziej że cały wschód, zachód i północ były wręcz czyste. Przygotowałem nieśmiało lornetkę 10x50. Nagle z pokoju obok słyszę wołanie: "Tato, widać Księżyc!" Skoro widać Księżyc to zapewne Jowisza i Saturna również - pomyślałem. Ruszyłem na polowanie. Nie myliłem się. Nieuzbrojone oko pozwoliło dostrzec wyraźnie Jowisza. Gazowe olbrzymy były tak blisko siebie, że światło tego pierwszego wręcz przygaszało Saturna niczym gwiazda podwójna. Spojrzałem przez okno używając lornetki 10x50 - widok był przepiękny. Cztery księżyce galileuszowe w postaci kropek, kulą będąca Jowiszem, a obok Saturn, który nie był punktem, a wyraźnym obwarzankiem. Chwilę później oglądałem ten sam obrazek w lornetce 15x70 na pobliskiej polanie. Planety były już na tyle nisko, że pływająca atmosfera stworzyła pewnego rodzaju filtr. Światło nie oślepiało, a Saturn ukazał delikatnie widoczność swoich pierścieni, co pozwoliło wyłuskać nawet ich ulotne odseparowanie od samej planety, co zdarzyło mi się po raz pierwszy w lornetce 15x. Planety były bajecznie i blisko ustawione obok siebie. Dzieliła je odległość zaledwie około 6 minut kątowych! To naprawdę robi wrażenie! Spoglądałem na tą parę przez dobrych kilkanaście minut. W końcu warstwa zanieczyszczeń na niebie zrobiła się tak duża, że musiałem zakończyć sesję obserwacyjną. Wizualizacja Jowisza i Saturna w polu widzenia lornetki 15x70 Źródło: Aplikacja Stellarium Co ciekawe jeszcze kilka miesięcy temu kupując teleskop myślałem właśnie o tym dniu. Rzeczywistość dość mocno weryfikuje plany i dziś zamiast teleskopu miałem przy sobie niezawodną i zawsze gotową do użycia lornetkę (teleskop zaś stał w pomieszczeniu gospodarczym). Napiszę więcej - wcale nie żałuję tej decyzji. Ktoś zapyta: "Ale jak to? Planety i lornetka?" Oczywiście, że tak. Trzeba być jednak świadomym, że w tego typu obserwacjach nie chodzi o wyłapywanie detali, lecz o kontekst i perspektywę. Dzięki temu mogłem doświadczyć tego zjawiska w zupełnie odmienny sposób, który z całą pewnością zostanie w pamięci na całe życie. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) Wielka Koniunkcja Jowisza i Saturna 2020 - obserwacje lornetką 15x70 Źródło: Zdjęcie własne
  13. 18.12.2020 (godz. 22:00), Mosina Przez ostatnie dni prognozy pogody nie były łaskawe. Przyznaję też, że po prostu przestałem je śledzić. Tymczasem dzisiejsze popołudnie zaczęło się dość obiecująco, chwilę po zachodzie Słońca można było już zauważyć zbliżającą się wielkimi krokami koniunkcję Jowisza i Saturna. Para gigantów wygląda bajecznie już przy obserwacjach nieuzbrojonym okiem, a podręczna lornetka 10x50 tylko podkreśliła ten obrazek ujawniająć dodatkowo zawieszone w przestrzeni księżyce galileuszowe. Wieczorem nieśmiało zerknąłem przez okno. Ku mojemu zaskoczeniu niebo wciąż było pogodne. Jeszcze więcej radości dał mi Orion, który w końcu zaczał być w pełni widoczny z mojego balkonowego tarasu. Kilka minut póżniej stałem już na dworze ze statywem i lornetką 15x70. Temperatura dość niska, odczuwalna jesienna aura, do tego nadchodzącą i odchodzaca naprzemiennie mgła. Jednak mimo to niebo było dość przejrzyste jak na miejskie warunki. Zaczałem od Oriona. M42 klasycznie przepiękna, bez problemu mogłem dostrzec cztery składniki w Trapezie. Poświata mgławicy delikatnie widoczna w polu lornetki, chociaż to nie to samo co pod ciemnym niebem. Następnie przesunąłem się trochę wyżej, a tam Sigma Orionis wyraźnie świeciła ukazując piękno całego układu. Czas na Pas Oriona, który wypełnił całe pole widzenia i pozwolił na płynne przejście do M78 widocznej zerkaniem. Później kolejno trochę przeskakiwanie. Plejady, Hiady, NGC 1647, NGC 1746 i poszukiwania M1 przy Zeta Tauri. Nie jestem pewien, czy widziałem zerkaniem Mgławicę Kraba - może to tylko wyobrażnia, a może faktycznie tam była? Pozostając w tym obszarze zjechałem nieco niżej do rozległego obiektu jakim jest Collinder 65. Obfity w gwiazdy pozwolił nacieszyć oko przez dłuższą chwilę. Czas na Woźnicę. Tutaj znów klasycznie M37, M36 i M38. Szybkie przejście do konstelacji Bliżniąt i M35 już na widelcu - zjawiskowa, wyraźnie rozbita gromada. W tym momencie dostrzegłem już znakomicie widoczny Trójkąt Zimowy. Syriusz wznosi się coraz wyżej, a niedaleko Procjon przypomniał mi, że czas na konstelację Jednorożca. Wystartowałem od gwiazdy Alhena w Bliżniętach i już kilka sekund później dostrzegłem świąteczny klasyk - NGC 2264 w pełnej okazałości. Gromada Choinka niczym ozdobiona światełkami błyszczała z każdej strony. Jeśli jeszcze jej nie widzieliście to naprawdę polecam. W lornetce 15x70 prezentuje się zjawiskowo. Źródło: Sky Safari 6 Kiedy tylko nacieszyłem oko świątecznym drzewkiem skierowałem się nieco niżej do Mgławicy Rozeta. Tutaj widoczna tylko centralna część, czyli gromada NGC 2244. Jednak już teraz nie mogę się doczekać wyjazdu z filtrami pod ciemne niebo. Oby jak najszybciej! Nim się obejrzałem znów nadciągnęła mgła, która tym razem skutecznie pogoniła mnie do domu. Dzisiejsze obserwacje poraz kolejny uświadomiły mi, jak łatwo dostępne, a zarazem ciekawe może być niebo przez lornetkę. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt minut, aby móc zajrzeć w głąb nocnego nieba podczas zupełnie spontanicznych wieczornych obserwacji. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -)
  14. Słowem wstępu - od czasu do czasu zdarza mi się skrobnąć relację z obserwacji. Dotychczas tekst lądował zawsze w wątku, w którym z ekipą umawiamy się na spotkania, przez co po chwili ginie on pośród pozostałych postów. Postanowiłem więc wydzielać relacje z obserwacji do oddzielnych wątków pod szyldem "Szepty kosmosu", może dzięki temu trafią one do szerszego grona. 15.09.2020 (godz. 22:00), Sulejewo Folwark (Poznań) Wczorajsze warunki nie należały do najgorszych. Można było jednak zauważyć wpływ ciepłych mas powietrza na widoczność, więc z planetami dość słabo, ale gromady prezentowały się bardzo przyzwoicie. Jak na środek tygodnia na placu boju liczna ekipa, łącznie 5 osób i do dyspozycji sprzęt: GSO 8", GSO 10", SW Flex 10", Taurus 13", Nikon EX 10x50, Delta Extreme 10x50 i Delta Extreme 15x70. Tym razem wybrałem się wyłącznie z lornetkami Delta 10x50 i 15x70, dawno ich nie używałem, dlatego też sesja obserwacyjna sprawiła mi sporo frajdy i pozwoliła spojrzeć z nieco szerszej perspektywy na wrześniowe niebo. Na pierwszy ogień poszła para Mizar i Alkor w Wielkiej Niedźwiedzicy, w 15x mogłem bez problemu rozdzielić Mizara na dwa składniki A i B. Potem kadr przeniosłem na M81 i M82, po czym przeskoczyłem do M13 w Herkulesie. Obiekty widoczne wyraźne. Jako, że Orzeł jeszcze dość wysoko na niebie, skierowałem się w jego dziób i potem do Tarczy, aby zobaczyć Gromadę Dzika Kaczka. Pozostając w tych rejonach nieba skierowałem lornetkę trochę wyżej w stronę gwiazdy Altair, a następnie do Tarazed. Potem nieco w prawo, aby zapolować na dość ciemny obiekt jakim jest Mgławica E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Wczorajsze warunki nie były spektakularne, ale zerkaniem mogłem dostrzec w lornetce 15x70 delikatne pociemnienie z zamierzonym kształtem, co pozwoliło uznać ten obiekt za zaliczony. Po chwili przerzuciłem się w rejony nieba położone na północy i wschodzie. Klasycznie mogłem bez problemu zobaczyć Galaktykę Trójkąta i NGC 752 znajdującą się obok, Andromedę, Chichoty, Stock 2, Owl Cluster (dla mnie to wciąż lecąca Sowa, a nie stwór E.T.) i M103. Dość sporo czasu spędziłem w okolicach Kasjopei, dawno tam nie zaglądałem z lornetką, mogłem na spokojne delektować się widokiem na dwoje oczu przemierzając bardziej i mniej znane obszary tego rejonu nocnego nieba. Jako, że wczoraj przypadał światowy "dzień kropki" - o czym przypomniał mi syn wracając z przedszkola - postanowiłem zapolować na Urana i Neptuna z lornetką 15x. Wspomagając się aplikacją SkySafari bez problemu szybko je odnalazłem w polu widzenia. Neptun, który kilka dni temu był w opozycji znajduje się obecnie w okolicach Wodnika. Widać było wyraźne błękitne zabarwienie kropki w okolicach innych gwiazd. Dość łatwo można go wyszukać kierując się na lewo od gwiazdy φ Aquarii. Neptun tworzy tam obecnie trójkąt równoboczny z innymi gwiazdami i stanowi jeden z wierzchołków figury. Z Uranem było nieco trudniej, krążyłem chwilę nad ogonem w konstelacji Wieloryba, ale w końcu go upolowałem. Odcień cyjankowy zdradził jego pozycję. Z ciekawości spojrzałem jeszcze na dwie inne kropki - Marsa i Jowisza. Tutaj oczywiście bez żadnego detalu, ale Mars to już widoczna "kula". Jowisz za nisko, natomiast Saturn z wyraźnym kształtem sugerującym obecność pierścieni. Niedługo potem widać było już ładnie Plejady i wznoszącą się Kapellę z Woźnicą. Niestety próby dostrzeżenia gromad bez skutku - przeszkadzało drzewo. Na zakończenie na statyw wrzuciłem 10x50 i spoglądałem w te same okolice. W szerszym kadrze te same obiekty nabierają zupełnie innej perspektywy. Gromada Alpha Persei Cluster (Melotte 20) w Perseuszu jak zawsze spektakularna - wygląda idealnie w przybliżeniu od 7x do 10x. Wschodzące konstelacje jesienno-zimowe przypomniały nam, że za chwilę północ, a rano trzeba wstać, także wszyscy po kolei rozjechaliśmy się we własnym kierunku. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : -) ps. kilka pamiątkowych zdjęć z telefonu:
  15. Witam wszystkich użytkowników forum! Czytałam sporo i wiem, że tego typu wpisów jest w Internecie mnóstwo, ale myślę, że jest to raczej zrozumiałe przy początkach. Więc tak, posiadam lornetkę raczej kiepskiej jakości, ma też swoje latka, a marka jest już niewidoczna starła się. Jedyne co wiem o niej: 6x-24x50 Zoom. Mimo tego, że nie była najdroższa to wczoraj zaobserwowałam nią galaktykę Andromedy i jestem w totalnym szoku, była piękna, choć mieszkam w dość jasnym miejscu. Od jakiegoś czasu myślę nad poważniejszym sprzętem i tu mam wątpliwości. I mam też do was, drodzy astromaniacy, jedno zasadnicze pytanie. Budżet to 800-900 zł. 1. Dobra lornetka ze statywem czy teleskop? Jeśli chodzi o lornetkę mam na oku tą z Delta Optical Starlight 15x70. Teleskopy znalazłam takie (wszystkie to Sky-Watchery): N-150/750 EQ3-2; SK1309EQ2; BK1149EQ2. Prosiłabym was o doradzenie. Jeśli te sprzęty to średni wybór i znacie coś lepszego w tej cenie, co może wy używacie, będę wdzięczna za odpowiedź. Przypominam, że budżet mam ograniczony do jakiś 800-900 zł. Warunki do obserwacji mam naprawdę bardzo dobre, mimo tego, że mieszkam w małym miasteczku, latarnie gasną o 23 w nocy, a wtedy zostaje nam rozkoszowanie się ciągnącą się przez nieboskłon wstęgą drogi mlecznej, noce są przepiękne. Proszę o wyrozumiałość, cały czas się uczę. Chcę jeszcze dodać, że rozpoznaję większość gwiazdozbiorów (niektóre jeszcze sprawiają mi problem). Pozdrawiam!
  16. Kilka lat temu w ofercie Delta Optical pojawiła się lornetka SkyGuide 15x70. Była to na naszym rynku nowość, coś pośredniego pomiędzy budżetowym Celestronem SkyMaster a solidnymi, ciężkimi, ale też dość drogimi modelami z serii BA8, sprzedawanymi pod różnymi markami. Niestety, po pewnym czasie lornetki SkyGuide zniknęły z oferty i długo były niedostępne. Niedawno sytuacja się zmieniła. Delta Optical ponownie wprowadziła model SkyGuide do sprzedaży, co wzbogaciło wybór w popularnym segmencie lornetek 15x70. Przyjrzyjmy się obecnej edycji nieco dokładniej. Wrażenia ogólne i mechanika Lornetka SkyGuide 15x70 jest przedstawicielką serii BA5 z szerokiej oferty chińskiego producenta lornetek United Optics z Kunming. Dostarczana jest w standardowej walizce z dopasowaną wkładką piankową, a w zestawie jest również pasek na ramię, niestety bez miękkiej wstawki chroniącej skórę szyi. Choć walizka jest typowym masowym wyrobem chińskim, jest to zdecydowany krok naprzód w stosunku do miękkiego futerału Celestrona SkyMaster i nawiązanie do standardów panujących w wyższym segmencie lornetek astronomicznych. Wnętrze wykonane jest przyzwoicie, choć bez dbałości o szczegóły wykończenia. Ogumowanie lornetki jest jednorodne, z ozdobnym karbowaniem na korpusie z pryzmatami, które jest wyprofilowane na ułożenie palców wskazującego i środkowego. Spód tej części korpusu również posiada karbowanie w postaci wypustek–półkul na pewny chwyt kciuków. Tubusy obiektywowe są ogumowane standardowo, a gładka guma nachodzi na przednie krawędzie tubusów, co pozwala postawić lornetkę pionowo bez obaw o zarysowania. Soczewki obiektywów są przy tym bezpiecznie cofnięte w głąb tubusów. Całość ogumowania ściśle przylega do metalowego korpusu i jest starannie dopasowana do jego kształtu. Ogumowana jest również oś środkowa mostka. Od przodu oś zakończona jest gwintem na adapter statywowy (z gwintowaną plastikową zaślepką), a od tyłu podziałką rozstawu okularów, której wskazania są fabrycznie mocno przesunięte „w dół”. Lekkie odkręcenie śrubki pozwoli najprawdopodobniej na regulację podziałki, jednak ja nie chciałem ingerować w oryginalne ustawienie. Podziałka ma oznaczenia co 5 mm, zbyt skromne do szybkiego ustawienia „swojego” rozstawu. Tylna część korpusu nie jest ogumowana. Widać na niej po 5 śrub z każdej strony i nadruki specyfikacyjne. Ogólnie lornetka sprawia wrażenie solidnej i odpornej na rozkolimowanie przy byle stuknięciu. Waga lornetki gotowej do obserwacji to 1740 gramów (pamiętajmy, że korpus jest metalowy). Jest to o około 400 gramów więcej niż waga Celestrona SkyMaster i około 800 gramów mniej niż lornetka Delta Optical 15x70 Extreme ED. To, co mechanicznie wyróżnia SkyGuide od tańszych Celestronów, to system regulacji ostrości. Zamiast ostrzenia centralnego z mostkiem okularowym, otrzymujemy system ostrzenia indywidualnego w okularach. To zdecydowanie lepsze i solidniejsze rozwiązanie dla miłośników astronomii. Unikamy ugięć na mostku, a zyskujemy na trwałości raz ustawionej ostrości. Z drugiej strony, tracimy możliwość szybkiej regulacji w przypadku dynamicznych obserwacji ziemskich. Jednak sama nazwa lornetki sugeruje, że jest ona dedykowana miłośnikom obserwacji nocnego nieba. Regulacja ostrości w okularach działa lekko i stabilnie, ale trudno określić jej pracę jako płynną. Szczególnie w przypadku lewego okularu ma się wrażenie, że producent poskąpił na smarze, przez co pracę okularu nazwałbym chropowatą. Okulary mają na obwodzie karbowanie, które pomaga w ustawianiu ostrości i są równomiernie osadzone w tulejach. Regulacja dioptrii to od –4 do +4 na każdym okularze, choć faktyczny obrót pozwala na znacznie szerszą regulację, nierównomiernie rozłożoną w każdym okularze po każdej stronie obrotu. Muszle oczne to standardowe gumowe nakładki, które dość łatwo dają się odginać. Niestety, już pierwsze obserwacje wykazały, że muszle oczne są za długie w stosunku do odsunięcia źrenicy wyjściowej. Aby objąć całe pole widzenia, trzeba mocno docisnąć muszle do oczodołów, co szybko staje się niewygodne i skutkuje bólem. Następstwa zastosowania zbyt długich muszli opiszę nieco później. Regulacja rozstawu okularów działa płynnie i z należytym oporem. Deklarowany zakres rozstawu to 60–74 mm, jednak zmierzony zakres różni się od deklarowanego i wynosi 63–75 mm. Gumowe dekle obiektywów bardzo dobrze trzymają się na tubusach. Są wciskane, co wydatnie wpływa na stabilność łączenia. Podobne rozwiązanie pamiętamy z lornetki Lunt 11x70, recenzowanej już na Astronocach. Ochrona okularów to gumowe dekielki połączone elastycznym mostkiem, które nachodzą głęboko na muszle oczne i pewnie się na nich trzymają. Dekielki mają po obu stronach uszka do przewleczenia paska. Optyka i wyczernienie Czas spojrzeć lornetce w oczy. Producent deklaruje zastosowanie powłok FMC. Soczewki obiektywów posiadają powłoki w standardowej zieleni wpadającej w seledyn, a ich intensywność jest średnia. Jak na mój gust, powłoki odbijają nieco zbyt wiele światła. Za to wnętrze tubusów jest zaskakująco dobrze zmatowione i wyczernione, choć przed pryzmatami widać pierścień–przysłonę ograniczający przelot optyczny, który przy mocnym oświetleniu odbija sporo światła. Pryzmaty BaK-4 wydają się być pokryte zielonkawą powłoką, a ich mocowanie jest w pełni wyczernione, oprócz niewielkich placków szarego kleju, po jednym na każdy tor optyczny. Soczewki okularów mają powłoki zielonkawo-seledynowe z domieszką fioletu. Okolice źrenic wyjściowych są nieco za jasne, z widocznymi odblaskami w okolicy pryzmatów, z dwoma szczególnie jasnymi, położonymi w dole i na zewnątrz przy każdej ze źrenic. Widoczny jest też jasny okrąg generowany najprawdopodobniej w optyce okularów. Patrząc od strony obiektywów na jasne tło, krawędzie pryzmatów i elementy konstrukcyjne w części pryzmatowej dość wyraźnie „świecą”. Odsunięcie źrenic jest dość komfortowe, ale brakuje nieco odległości do wygodnych obserwacji w okularach korekcyjnych. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest mniejsze niż deklarowane 18 mm. Diafragma odcina się ostro i ma delikatne, niebieskie zabarwienie. Kolimacja lornetki nie budzi zastrzeżeń. Pole widzenia zmierzone na gwiazdach wynosi 4,12° i jest węższe niż deklarowane 4,4° w specyfikacji. Co ciekawe, na korpusie lornetki widnieje wartość 4,0°, która jest nieco niższa niż zmierzona. Tak czy inaczej, pole własne okularów to ponad 60°, więc o efekcie studni nie ma mowy. Obserwacje dzienne Lornetka SkyGuide daje naprawdę sporo frajdy podczas obserwacji dziennych. Obraz jest ostry, odwzorowanie bieli bardzo dobre. Kolorystyka jest naturalna, kontrast wysoki, co daje ogólne wrażenie dużego skoku jakościowego w porównaniu do SkyMastera, którego obrazy można opisać jako nieco „mdłe”, z przesunięciem ku zażółceniu. Przy osiowym ustawieniu oczu aberracja chromatyczna w środku pola widzenia jest bardzo niewielka, lecz poza ścisłym środkiem jest dość wyraźna, w postaci zielono-fioletowych obwódek na kontrastowych krawędziach, a przy diafragmie wręcz duża. Również zejście z osi optycznej skutkuje nagłym wzrostem aberracji. Jednak w środku pola, obraz nawet tak wymagających szczegółów jak gałęzie na jasnym tle nieba broni się swoją jakością i jedynie bardzo krytyczny obserwator może doczepić się do obecności szczątkowych obwódek chromatycznych. Za połową promienia pola widzenia daje się zauważyć lekka nieostrość, jednak dopiero przy diafragmie staje się ona wyraźna, ale wciąż nie dyskwalifikująca. W oczy rzuca się natomiast spora dystorsja poduszkowa, szczególnie gdy w polu widzenia mamy pionowe i poziome krawędzie i podczas przesuwania pola widzenia na bardziej zróżnicowanym krajobrazie. Jakość obrazu w ścisłym centrum pola widzenia oceniam wysoko. W codziennych obserwacjach odblaski nie przeszkadzają, choć są widoczne w specyficznych warunkach oświetleniowych. Na przykład, jako dość jednorodny, niewielki spadek kontrastu w dole pola widzenia przy jasnym tle nieba ponad krawędzią pola. Poprzestaję tu na ocenie standardowych obserwacji dziennych, bez bardzo jasnego obiektu w polu widzenia. Oceniając całe pole widzenia, mimo opisanych wad, pole jest w pełni użyteczne i nawet te trzy wady optyczne razem nie powodują wyraźnej degradacji obrazu. Dodając do tego fakt, że oczy skupiają się na środku pola, nie rejestrując w pełni jego jakości bliżej diafragmy, wrażenia obserwacyjne i odbiór całego pola widzenia są bardzo pozytywne. Bardzo dobrze oceniam też obserwacje samolotów na wysokościach przelotowych. Na maszynach można zidentyfikować malowania, rodzaj linii lotniczych oraz rozpoznać typ samolotu. Samoloty są ostre, a aberracja chromatyczna na ich krawędziach niewielka. A jak wpływają na obrazy dzienne zbyt długie muszle oczne? Przy komfortowym, lekkim dociśnięciu muszli do oczodołów widać jaśniejszy okrąg dzielący pole widzenia w połowie promienia. Dopiero mocne dociśnięcie muszli sprawia, że widzimy równomiernie oświetlone pole widzenia. Obserwacje nocne Testy nocne rozpocząłem od Księżyca na kilka dni przed pełnią i w czasie jej trwania. Księżycowa tarcza była ostra, kontrastowa, o naturalnej kolorystyce. W osi optycznej aberracja chromatyczna była znikoma, poza osią pojawiały się zielone i fioletowe obwódki, które nie zaburzały odbioru całości. Szczegóły wzdłuż terminatora były również ostre i kontrastowe. Po przesunięciu tarczy Księżyca poza połowę długości promienia pola widzenia, dystorsja zaczyna ją deformować i wzrasta aberracja chromatyczna na krawędzi księżycowej tarczy. Jednak to, co rzuca się w oczy to potężne odblaski w postaci jasnej obwódki wokół Księżyca (nie mylić z poświatą!) oraz „duszków”. Z początku myślałem, że to wina moich okularów korekcyjnych, ale bez nich sytuacja się nie polepszyła. Dopiero po dosunięciu oczu do okularów lornetki przy wywiniętych muszlach ocznych obraz stał się czysty, niemal pozbawiony odblasków, jedynie z naturalną poświatą wokół Księżyca i delikatnymi „duszkami”. Niestety, powód jest prozaiczny. Przy tak dopasowanych muszlach ocznych względem odsunięcia źrenicy wyjściowej, podczas obserwacji bez okularów korekcyjnych (czyli przy nie wywiniętych muszlach ocznych) nie da się uniknąć odblasków. Dopiero wywinięcie muszli ocznych i dosunięcie oczu eliminuje odblaski. Co gorsze, nawet przy wywiniętych muszlach ocznych, podczas obserwacji w okularach korekcyjnych nie ma możliwości takiego ustawienia oczu, by wyeliminować odblaski. Jeśli chodzi o odblaski podczas obserwacji najbliższych okolic Księżyca mając go poza polem widzenia, są one spore, jasne, o różnych kształtach i to niezależnie od kombinacji muszle oczne–oczy. Za długie muszle oczne są również przyczyną winietowania. Po tym gorzkim doświadczeniu przyszedł czas na gwiazdy. Tu już lornetce należą się same pochwały. Obrazy gwiazd są przyzwoicie punktowe, szczególnie w przypadku tych słabszych. Na jaśniejszych gwiazdach widać lekkie iskrzenie – objaw astygmatyzmu. Ostrość gwiazd jest bardzo dobrze kontrolowana w całym polu widzenia. Dopiero blisko diafragmy widać wpływ komy, jednak nie jest to degradacja duża i widać ją przede wszystkim na jasnych gwiazdach. Szczątkowa aberracja chromatyczna widoczna jest jedynie na najjaśniejszych gwiazdach. Kolorystyka gwiazd jest bardzo dobrze oddana. Skanowanie pól gwiazdowych to prawdziwa przyjemność. Mimo przeciętnego pola widzenia można zatopić się w kosmosie. Wiele gromad otwartych jest pięknie rozbitych, a wysoki kontrast pozwala na wyławianie z tła słabszych obiektów. Parametry 15x70 to ogromny skok w stosunku do standardowych lornetek 10x50 i widać to doskonale. W czasie recenzowania lornetki miałem jeszcze sesję obserwacyjną przy Księżycu w fazie 63%, wiszącym wysoko na niebie. To praktycznie uniemożliwiło mi wyciągnięcie jakichkolwiek poważniejszych wniosków co do zasięgu lornetki na obiektach głębokiego nieba. Mogę jednak napisać, że w tak trudnych warunkach przez lornetkę udało się dostrzec galaktyki M64 i M104. Natomiast w obserwacjach gwiazd podwójnych Księżyc tak bardzo nie przeszkadza. Szersze układy, o separacji od około dwudziestu sekund łuku wzwyż, są rozdzielane wyraźnie. Przykładami są 40/41 Dra (5,7mag/6,0mag; sep. 19”) oraz 24 Com (5,1mag/6,3mag; sep. 20”). Więcej problemów sprawiają układy ciaśniejsze lub o wyraźnie jaśniejszym składniku A. Gwiazda α CVn (2,9mag/5,5mag; sep. 19”) została rozdzielona po chwili wpatrywania się, natomiast Mizar (ζ UMa; 2,2mag/3,9mag; sep. 15”) sprawił nieco kłopotu, jednak po odpowiednim ustawieniu gwiazdy w polu widzenia i wycentrowaniu oczu w osiach optycznych, składnik B pojawił się zaraz przy składniku A. W tym przypadku rozdzielenie utrudnia widoczny astygmatyzm i lekka „plackowatość” jaśniejszej gwiazdy. Podczas obserwacji obiektów głębokiego nieba obniżony komfort wynikający z niedopasowanych muszli ocznych nie doskwiera tak, jak w przypadku obserwacji w dzień, jednak wciąż najwygodniej i najwydajniej obserwuje się przy wywiniętych muszlach bez okularów korekcyjnych. Obejmujemy wtedy całe pole widzenia i unikamy winiety. Każda inna kombinacja wprowadza poczucie niedosytu jeśli chodzi o ergonomię obserwacji. Podsumowanie Lornetka Delta Optical SkyGuide, jako przedstawiciel średniej półki jakościowej, jest dobrym przykładem lornetki wyraźnie lepszej od popularnych tanich lornetek 15x70 (Celestron SkyMaster, Delta Optical StarLight), w cenie, którą wielu miłośników astronomii może zaakceptować. Solidna metalowa konstrukcja, indywidualne ogniskowanie w okularach i wodoodporność to jej zdecydowane zalety. Do tego dochodzi walizka, która może nie jest najsolidniejsza, ale spełnia swoje zadanie zapewniając bezpieczne przechowywanie i transport optyki. I to wszystko w cenie niższej niż 800 zł (ceny różnią się w zależności od sklepu). To cena dwa razy wyższa niż cena Celestrona SkyMaster i w tym przypadku jest to różnica w pełni uzasadniona, odzwierciedlająca skok jakościowy. Z drugiej strony, porównując z serią BA8 (np. lornetki Delta Optical Extreme ED), jest to niemal dwa razy taniej. Nie każdemu pasuje też lornetka dużo cięższa i mniej poręczna, jak przedstawicielki serii BA8. Niestety, nie udało się uniknąć wpadek. Największym grzechem tej lornetki są odblaski, z którymi optyka sobie po prostu nie radzi. Do tego dochodzą zbyt długie muszle oczne, które utrudniają komfortowe obserwacje i potęgują problem z odblaskami, oraz nieco zbyt duża dystorsja. Martwi też ograniczenie przelotu optycznego, które wpływa na obcięcie efektywnej apertury, a swoją wartością porównywalne jest do obcięcia znanego z serii BA1. Czy miłośnik astronomii, mający już w swoim arsenale mniejszą lornetkę, a chcący sięgnąć głębiej, powinien rozważyć zakup lornetki SkyGuide 15x70? Jeśli ma ograniczony budżet i nie stać go na serię BA8, Lunta czy Fujinona, zdecydowanie tak. Powinien też zignorować istnienie Celestrona SkyMaster. SkyGuide jest solidniejsza, lepiej wykonana, ma lepszą optykę i idealne w przypadku obserwacji astronomicznych indywidualne ogniskowanie. Lornetka ta jest solidnym łącznikiem pomiędzy tanimi, delikatnymi sprzętami serii BA1 a solidnymi, ciężkimi lornetami serii BA8. Lornetkę do recenzji udostępniła firma Delta Optical Oryginalny tekst ukazał się w miesięczniku Astronomia we wrześniu 2016 (wersję on-line znajdziesz również na stronie www.astronoce.pl)
  17. Rynek lornetkowy wypełnia się coraz bardziej - tym razem nowością jest solidny średniak Celestrona, SkyMaster Pro. W porównaniu do swojego niskobudżetowego imiennika, nowy produkt Celestrona ma mieć lepsze powłoki (XLT, na wszystkich powierzchniach), optykę, konstrukcję, pryzmaty (na zdjęciach widać znacznie większą puszkę pryzmatów, możliwe więc, że lornetka będzie miała pełną iluminację źrenicy wyjściowej w centrum). Sama estetyka dużo bardziej przypomina Echelona niż starego SkyMastera, choć muszle oczne okularów wyglądają dziwnie znajomo. Z użytecznych cech - lornetki z tej serii są wyposażone w gwinty filtrowe 1,25". Ponadto Celestron chwali się szyną “Reflex Sight Ready” (RSR), która umożliwia doczepienie szukacza typu red-dot (o ile dobrze zrozumiałem, dotyczy to modelu 20x80). Zdjęcie tymczasowe, ze strony Celestrona. Patrząc na cenę (ok. $199), zapowiada się solidny produkt ze średniej półki, być może porównywalny ze śp. SkyGuidem. Producent zapewnia, że jest to zdecydowanie najlepszy sprzęt w tej klasie cenowej. Linia SkyMaster Pro obecnie obejmuje dwa modele - 15x70 i 20x80. Niewykluczone, że zostanie uzupełniona z czasem przynajmniej o model 10x70. Jeśli chodzi o moje oczekiwania, mam nadzieję, że 20x80 okaże się solidnym kawałkiem sprzętu, z rozsądnymi kompromisami, deklasującym raczej kiepskie modele 20x80 z niskiej i średniej półki, które są obecnie dostępne na naszym rynku. http://www.celestron.com/browse-shop/astronomy/astronomy-binoculars/skymaster-pro-15x70-binocular http://www.celestron.com/browse-shop/astronomy/astronomy-binoculars/skymaster-pro-20x80-binocular Polecam też wpaść do sąsiadów - dwa zdjęcia z targów mówią znacznie więcej niż tymczasowe zdjęcie producenta: http://astropolis.pl/topic/47989-skymaster-pro-nowa-propozycja-celestrona/?p=565515
  18. Witam szukałem na forum odpowiedzi na moje pytanie ale nie znalazłem tematu... Jaki byście polecili kompakt do uwieczniania obiektów na niebie przez lornetkę ? Budżet jaki ustaliłem to półtysiąca (używany/nowy) Jaki model i markę polecacie ? Na co warto zwrócić uwagę ? Lepsza lustrzanka która jest o wiele większa? Czy mały kompakt ?
  19. 30.07.2016 Noc w sensie astronomicznym zaczynała się ok. kwadrans po 23. Zanim jednak zrobiło się naprawdę ciemno, zacząłem mały rekonesans. Wszak, moje ostatnie sensowne gapienie się w niebo miało miejsce jakoś w kwietniu. Planu na tę noc nie miałem żadnego. Po takim czasie od ostatnich obserwacji to miał być po prostu relaksujący spacer wzdłuż Mlecznej Drogi. Pierwszym widokiem był Saturn z wyraźną szczeliną pomiędzy tarczą a pierścieniem planety, choć były i momenty z fatalnym obrazem. Coś tam nawet zacząłem kręcić przy ustawieniach ostrości lornetki, ale jak się oczywiście okazało zupełnie niepotrzebnie. W tym modelu nic nie ma prawa samo się przestawić – to iście pancerna konstrukcja. A pomyśleć, że nie tak dawno, w przypływie jakiegoś szaleństwa myślałem o jej sprzedaży z zamiarem jednoczesnego zakupu 10x50… (tę ostatnią i tak kupię). Mars? No cóż; pomarańczowa kropa. Tymczasem mleko rozlało się na dobre, a 23 też już bezpowrotnie minęła. Niebo nad południowym horyzontem, z powodu Kielc pozostawia sporo do życzenia ale coś tam jednak widać. Ponadto, ze wzrostem deklinacji, następuje wyraźna poprawa pozwalająca na wyłuskanie gwiazdek do ok. 6mag w okolicach zenitu. Skierowałem dwururkę w okolice Strzelca. M22 była ogromna, piękna i oczywista. Również M28, położona blisko niej, choć sporo mniejsza, nie stanowiła problemu. Nie było sensu psuć sobie nastroju poszukując słabszych obiektów z oznaczeniem NGC. Było za nisko i za jasno. Epsilon Sagittarii raz po raz znikała pomiędzy czubkami drzew. Przyjemny spacer Drogą Mleczną zaczął się od mgławic M8 i M20. To naprawdę jasne obiekty, nie pozostawiające miejsca na domysły co do ich natury nawet w lornetce i nawet na moim podmiejskim niebie. Widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej – choć ciemne pasma w samej Lagunie nie były aż tak wyraźne. Na pewno dało się też rozdzielić pojedyncze gwiazdy w przyległej do M8 gromadzie NGC6530, naliczyłem ich około 10. Tuż powyżej Laguny, w tym samym kadrze widać jeszcze M20, tym razem nie udało mi się dostrzec żadnych ciemnych strug dzielących mgławicę a sama ona dała się rozpoznać jedynie w postaci silnie rozmytych otoczek wokół 2-3 gwiazd. Moją uwagę przykuło jednak coś jeszcze. Na szkicu De Laeta też to jest. Mianowicie 4, naprawdę blade, prawie okrągłe plamy. Na pewno widziałem 2 z nich, dokładnie w tych samych miejscach jak na szkicu. Co to jest? Zakładam, że fragmenty mgławicy. Ale której? I dlaczego tak trudno je znaleźć w atlasach? Może ktoś rozwieje moje wątpliwości? W bardzo bliskiej odległości od Trójlistnej Koniczyny znajduje się gromada otwarta M21 i te 3 eMki widoczne jednocześnie obok siebie to jeden z piękniejszych widoków letniego nieba. M8, M20, M21. Szkic autorstwa Ronego De Laeta. O M23 można powiedzieć, że jest na pewno duża (27’) i łatwa do odnalezienia. Ja dodam jeszcze, że jest dokładnie w moim typie J, a to oznacza gromadkę w stylu zimowej M35; niezliczona ilość jasnych, dość gęsto upakowanych gwiazd, które tworzą grupę z wyraźnie wyznaczonymi granicami – piękna sprawa dla 15x70. Tylko co w takim razie napisać o Chmurze Gwiazd Strzelca (M24)? Na to już brak słów! Obiekt o rozmiarze prawie 2 stopni, widoczny gołym okiem. Właśnie teraz potrzebna była mniejsza lornetka. 2 czarne plamy Barnardów 92 i 93 niesamowicie intensywnie kontrastowały ze światłem emitowanym przez cały obłok. Chmura Gwiazd Strzelca (M24) z ciemnymi mgławicami B92 i B93 (środek zdjęcia). Pole widzenia to ok. 4,5o. Zdjęcie ze strony Aladin Lite. Poświęciwszy stosowną ilość czasu rzucającej się w oczy M18 i całkiem sporej M25, powoli, acz wytrwale brnąłem coraz wyżej. Na początku M17 nie zdradzała żadnych detali, z każdą minutą nabierałem jednak pewności, że widzę coś na kształt grubej, poziomej krechy, jakby przyciętej i ostrej od góry i rozmytej na dole. Chciałem załączyć jakiś szkic do tego opisu, ale na wszystkich jest wyraźny łabędź, a w lornecie brakowało powiększenia do takiego efektu. Choć jestem prawie pewien że właśnie tylko o powiększenie tu chodziło, sama mgławica była bardzo wyraźna bez użycia jakichkolwiek filtrów. Podobnie rzecz się miała z Mgławicą Orzeł – gwiazdy były wyraźnie skąpane w mglistej poświacie, na pewno nie będącej efektem wilgoci na optyce, pod tym względem tamta noc była wspaniała. Tym oto sposobem, dotarłem do Tarczy Sobieskiego – konstelacji małej, niepozornej i mocno przysłoniętej przez ciemne obłoki, które jednak stanowią o jej pięknie. Fragment nieco na prawo od, swoją drogą cudnej M11, gdzie czerń B103 ucina nagle blask Drogi Mlecznej był widokiem numer 1. W ogóle cała zachodnia część Tarczy wygląda fenomenalnie. Niebo w tym rejonie chyba się ciągle gotuje i wiem, że się powtarzam, ale tylko dwoje oczu w pełni pokaże obraz w tak plastyczny, trójwymiarowy sposób.d Oprócz Dzikiej Kaczki (M11), zaliczone zostały też M26, NGC6664 oraz NGC6712. W Orle, przystankiem obowiązkowym jest zawsze „E” czyli B142-3, (http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/8473-pod-wrześniowym-niebem/#comment-113836). I tak poprzez Liska i Strzałę z ich gromadami gwiazd i jedną mgławicą planetarną (M27) dotarłem do dość przyzwoitego nieba. Łąbędzia w 15x70 mam już w jakimś stopniu rozpracowanego, ale na 2 obiekty po prostu musiałem rzucić okiem. Część Veila oznaczoną jako NGC6995/6992 widuję w zasadzie za każdym razem, mgławica jest widoczna na wprost i bez uciekania się do jakichkolwiek trików. Natomiast część przy 52 Cygni zawsze stwarza mi więcej problemów. Tym razem jednak i ona pojawiła się dość chętnie, jednak znikając od czasu do czasu z pola widzenia. Części środkowej jeszcze nigdy nie widziałem w 15x70. Szkic Mgławicy Veil. Żółte obwódki oznaczają obszary widoczne przeze mnie w lornetce 15x70. Część po lewej stronie jest dużo wyraźniejsza i w lornetce również ukazuje „poszarpaną” strukturę. Ameryka Północna była jednym z ostatnich obiektów obserwowanych tamtej nocy. Mój sposób na odnalezienie NGC7000 jest taki, aby poprowadzić linię pomiędzy mocno pomarańczową Zeta Cygni i Denebem (obie powinny się mieścić jeszcze w 15x70), a następnie próbować odszukać „Zatokę Meksykańską” którą ta linia przecina i która jest najbardziej kontrastowym brzegiem mgławicy. Mniejsze lornetki są nawet lepsze do tego zadania, gdyż tak rozległe obiekty muszą mieć więcej przestrzeni wokół aby lepiej kontrastować. Mniej więcej w połowie odcinka pomiędzy wspomnianymi gwiazdami leży też 57 Cygni, wokół której można wypatrywać śladów mgławicy Pelikan. Ona też była widoczna, choć nie jest tak wyraźna jak Ameryka. Mgławice Ameryka Północna i Pelikan. 3 gwiazdy prawie w jednej linii to Deneb, 57 Cygni i Zeta Cygni. Moim zdaniem, warto mieć lornetkę choćby dla tych parudziesięciu stopni pomiędzy Strzelcem a Łabędziem. A z północnego wschodu już dźwiga się Kasjopeja i Perseusz…
  20. Witam. Ostatnio zrobiłem oprawki na filtr ND5 do lornetki TS 15x70. Całość zrobiona z tektury (nie licząc folii ND5 :P ), przy pomocy butaprenu, opasek zaciskowych, czy jak kto woli trytytek, nożyka do tapet, cyrkla, ołówka i linijki. O czasie, jaki był potrzebny na wykonanie tego nie będę pisał, bo jestem leniem i ogólnie 3 dni wystarczą na zrobienie tego na cymuś ;) Teraz pozostały jeszcze kwestie kosmetyczne, choć znając siebie wykończenie tego zajmie mi pewnie kolejny rok. Podobnie zresztą jak z oprawką do MAK'a 127, którą zrobiłem niespełna rok temu, zaraz po zakupie MAK'a i która do tej pory nie doczekała się wykończenia :D Może kiedyś...
  21. Oględnie rzecz ujmując; skwaru nie było. Pierwszego wieczoru roku 2016, gdy wychodziłem z domu ok. 21, termometr pokazywał 13 kresek poniżej zera, 2-go stycznia, ok. godziny 22, było już -15oC. I choć na kielecczyźnie takie wskazania nie powinny robić wrażenia na początku stycznia, to wiatr niemalże dwukrotnie podbijał te wartości. Musiałem to więc zaplanować jako sztafetę: 2x30 minut x2 wieczory. Pół godziny - bo tyle wytrzymywała optyka w stanie względnej suchości. Choć po prawdzie, to był raczej przyjemny spacer z licznymi przystankami, które zresztą tworzą treść tej relacji. Następnie, żuraw zostawał w polu a ja i lornetka jechaliśmy na jakieś pół godziny do domu, na suszenie i herbatę. Później następował powrót, stwierdzenie, że szczęśliwie żadne mniej-lub bardziej leśne zwierzę nie zainteresowało się statywem, adaptacja wzroku w aucie i tak dalej… Obserwowałem obiekty, których nigdy wcześniej nie widziałem, jak również te, które były moim celem już dziesiątki lub setki razy, a obok których po prostu nie sposób przejść obojętnie. W użyciu była D.O. Extreme 15x70. Po dosłownie 2 dniach (sic!) łaskawych warunków listopadzie i grudniu, to był dopiero mój pierwszy kontakt z zimowym niebem 2015/2016. Ale za to jaki! Dawno nie było tak wspaniałych warunków. A byłem tutaj: Miejscówka jest dość fajna. Ponadto, ma bardzo łatwy dojazd i nawet po największych deszczach nie powinno być problemów. Jeśli ktoś miałby ochotę, to zapraszam tam na wspólne obserwacje. Jeśli zaś idzie o te najistotniejsze widoki, to było ich razem 13: (wszystkie zdjęcia Kosmosu pochodzą ze strony: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ ) źródło: Stellalrium Widok 1. Przyznam szczerze, że ten kawałek nieba jakoś zawsze traktowałem po macoszemu. Ledwie, jesienne galaktyki odeszły na zachód a już człowiek patrzył z utęsknieniem nad wschodni horyzont w poszukiwaniu zimowych skarbów. Jednak tym razem, już na samym początku, skierowałem szkła na południe i to dość nisko. Doskonale pamiętałem dojście do NGC 1360, czyli mgławicy planetarnej w konstelacji Pieca i odnalezienie 2 gwiazdek, pomiędzy którymi znajduje się ten obiekt zajęło mi mniej niż minutę. Natomiast sporo więcej czasu poświęciłem na samo patrzenie. Dopiero po kilku(nastu?) minutach stosowania przeróżnych trików, tajemnych zaklęć i tańców dokoła żurawia (no dobra; trochę poruszałem lornetką, sycząc złośliwie że tracę czas), wiedziałem na pewno, że jest tam dość spore, owalne pojaśnienie. Próbując wyłuskać tę mgławicę w małej aperturze warto pamiętać, że nie szukamy „nieostrej gwiazdki”, ale około sześciominutowego jaja. Dla porównania: wymiary M27 to ok.6x8’. Choć, oczywiście NGC nie ma tak dużej jasności. Wydaje mi się też, że momentami widziałem gwiazdkę centralą (ok. 11mag). Ten obiekt był naprawdę trudny i na granicy percepcji, choć i ja trochę zaspałem, bo oglądałem go kiedy już pikował ku ziemi. mgławica NGC 1360 Widok 2. Gromadę kulistą M79 (8,1mag) widziałem już wiele razy i nawet w mniejszej lornetce nie stanowi ona problemu. Jest dość mała w porównaniu np. do M10, M12, M5, nie mówiąc już o M13. Ma też bardzo małe halo. Żółtą gwiazdkę o jasności ok. 5,1mag (HIP25045, HR1771), będącą drogowskazem do tej kulki widziałem gołym okiem. Ona sama jest układem potrójnym, ale ja mogłem dostrzec tylko jednego z jej towarzyszy – składnik C, który ma jasność 9,2mag i jest oddalony od niej o 63”. Jakkolwiek rozdzielenie tej gwiazdy nie jest jakimś wyzwaniem, to warto porównać separację gwiazd; 1’ ze średnicą gromady wynoszącą prawie 9’ [1]. M 79 oraz gwiazda HIP25045 (HR1771) z jej słabszym składnikiem Widok 3. Kolejny kadr był mi znany – można powiedzieć – w połowie. M46 oraz M47 tkwią w mojej pamięci jako 2 przecudnej urody gromady otwarte, przy czym ich piękno uzupełnia się nawzajem na zasadzie kontrastu. M47 potrafi być widoczna gołym okiem a w lornetce naliczyłem kilkanaście gwiazd ukazujących się od z marszu i jakieś drugie tyle zerkając. Natomiast M46, choć nie ustępuje poprzedniej pod względem wielkości, to jasności już tak. Na pierwszy rzut oka, to mglista plama światła, która jednak już po chwili cierpliwości, zdradzając ziarnistość, ukazuje swoją prawdziwą klastrową naturę. Bardzo bogata w gwiazdy, przypomina mi M37. Mając parę eMek w polu widzenia, dostrzegłem jeszcze 2 inne gromady otwarte, na które jakoś wcześniej nie zwracałem uwagi. NGC 2423, znajdująca się w kierunku NW, jest jakby połączona sznurem jaśniejszych gwiazd z M47 i bardzo oczywista. Trochę więcej czasu spędziłem na identyfikacji NGC 2414, która jest wyraźnie mniejsza i słabsza od poprzedniej i „przyklejona” do odwracającej uwagę gwiazdki. M46, M47, NGC 2423 oraz NGC 2414 Widok 4. Niebo było naprawdę dobre. Jak na moje okolice, to chyba najlepsze od bardzo dawna. I co? I nic. Mógłbym napisać o pewnym gradiencie jasności nieba pomiędzy beta oraz psi Eridani, ale nie w tym rzecz. Głowy Wiedźmy (IC 2118) po prostu nie dostrzegłem. Opcje wydają się być trzy: · Albo zobaczę ją w innym instrumencie, po czym wrócę do lornetki 15x70 i mruknę coś w stylu: „jak wcześniej mogłem nie zauważyć tej delikatnej krawędzi mgławicy” – jak już „wyhaczysz” coś pierwszy raz – zazwyczaj potem tam po prostu jest. · Tło nieba musi być naprawdę czarne, ergo: jedź na odludzie, a najlepiej na odludzie w górach. · A może mniejsza (tak, mniejsza) lornetka obejmująca większe pole? Ewentualnie jakaś kombinacja powyższych. Czy ktoś, coś wie na temat IC 2118 w kontekście lornetki? IC 2118 – „Głowa Wiedźmy” Widok 5. Uwielbiam ten moment, kiedy M42 rośnie w oczach wraz z upływem czasu. Zazwyczaj po kilku dobrych minutach, mgławica jest prawie dwukrotnie większa niż na początku obserwacji. Nie będę pisał tu więcej o mgławicy, o której napisano już chyba wszystko. Doskonale widziałem też M43, która stanowiła jakby rozmycie, czy też roztarcie jakby świeżo pomalowanej 42 Ori. Żałuję, że nie potrafię szkicować, gdyż poniższy rysunek, choć bardzo realistyczny, nie oddaje majestatu tego obszaru. Długość „skrzydeł” M42 w lornetce o tych samych parametrach, ja bym określił na 1,5 - 2 razy większą. obszar „Miecza Oriona” z M42 oraz M43 [2] Widok 6. Czy to wielki wstyd, że tego obiektu nigdy wcześniej nie widziałem? Nawet nie wiem dlaczego. To zawsze był po prostu blask Alnitaka i niczego tam nie próbowałem nawet szukać. Na szczęście, opamiętanie przyszło w porę i „Płomień” (IC 2024) zagości na stałe obok reszty ferajny z Oriona. Choć po pierwszym spojrzeniu, zacząłem myśleć, że oprócz podejrzanie rozmytej poświaty, ciągnącej się na lewo od zeta Orionis, nie zobaczę nic więcej, to jednak warto było być cierpliwym. Po kilku minutach coś zaczęło się zmieniać; rozmycie stało się większe i wyraźniejsze. Przy którymś kolejnym spojrzeniu, nagle zamajaczyła jakby szczelina, rozdzielająca je na 2 części, w taki sposób, że mgławica nie była już cała przyklejona do gwiazdy. Powracałem tam jeszcze wiele razy tego wieczoru – zawsze tam była. Zawsze dobrze widoczna tym samym „kątem oka”. Mgławica „Płomień” – IC 2024 Widok 7. M78 to kolejna „oczywista oczywistość”. W 15x70, pod przyzwoitym niebem, nie można jej nie dostrzec. W tym rejonie interesowało mnie jednak coś jeszcze. Jeśli dobrze interpretuję, obraz z lornetki, to tuż powyżej obiektu Messiera, dało się, dość łatwo dostrzec jeszcze jedną mgiełkę. Mapy wskazują, że to NGC 2067. Obydwie te mgławice są naprawdę blisko siebie i momentami zlewały się w jedną plamę. To co widziałem, jest świetnie zaprezentowane w poniższym szkicu. Na pierwszy rzut oka widać tylko M78 , ale zgaś światło w pokoju z zbliż oczy do szkicu. Na godzinie 2 jest coś jeszcze. M78 i NGC 2067 [3] Próbowałem jeszcze wyzerkać NGC 2071, znajdującą się zaledwie 15’ na północ od M78. W niej jest zanurzona gwiazdka ok. 11mag, która jednak nie chciała ujawnić swojego mgławicowego otoczenia. M78, NGC 2067, NGC 2071 Widok 8. Do tego podejścia skłonił mnie opis obiektu tygodnia z FA. Gromadę NGC 2244 już znałem, ale w pamięci nie potrafiłem przywołać żadnych wrażeń z obserwacji mgławicy wokół niej. I tym razem cierpliwość okazała się kluczem do sukcesu. Wiedziałem, że należy się spodziewać dużego obiektu otaczającego gromadę. Już w zasadzie od początku jeden obszar wokół skupiska wydawał mi się jaśniejszy. Potem jednak powodów jego występowania zacząłem się doszukiwać w wilgoci na okularach. Niepotrzebnie. Pojaśnienie ponad gromadą i raczej bardziej z jej prawej strony, stawało się coraz bardziej oczywiste. Ponadto, obszar u dołu, też po prawej stronie, zaczął wykazywać takie same anomalie. mgławica „Rozeta” z gromadą NGC 2244 w jej środku Kończąc obserwację tego kawałka nieba, byłem prawie pewien sukcesu. Jednak pewności nabrałem dopiero w domu, oglądając szkice. Jeden z nich (poniżej) Przedstawia „Rozetę” oglądaną przez ośmiocalowy teleskop Newtona. Oczywiście, różni się on od widoku w lornecie, ale zauważyłem że prawa, górna część jest najwyraźniejsza – miałem takie samo odczucie, a prawy dół też jest dość mięsisty. Co do mojego widoku z lewej strony gromady, to - kolokwialnie pisząc – było coś na rzeczy, ale nie aż tak intensywnie jak w tych dwóch kierunkach. Mgławica „Rozeta” [4] Widok 9. Drugiego wieczoru, postanowiłem sobie obejrzeć „Choinkę” (NGC 2264). Ot, ładna gromadka, lampki się palą jak to się należy w ten czas, z początku zapomniałem, że drzewko jest zielonym na dół – ale co tam. Przy tej okazji zidentyfikowałem też niewielką gromadkę NGC 2251 i (jak się później okazało) załapały się też jakieś pyłowe farfocle z grupy B37-39. To wąskie, czarne pasmo zaczynało się gdzieś po prawej stronie gromady i jest bardzo dobrze widoczne na zdjęciu poniżej. W moim odczuciu było jednak dłuższe i cieńsze. I byłbym tak zostawił drzewko, farfocle i małego NGca, gdyby mojej uwagi nie przykuło coś jeszcze… „Choinka” (NGC 2264), kompleks B37-39, Zmienna Mgławica Hubble’a (NGC 2261, C46), gromada otwarta NGC 2251 Otóż, poniżej NGC 2264, pośród 8-9mag gwiazdek dostrzegłem 2 malutkie plamki. Jedną dość szybko zakwalifikowałem do grupki 2 lub 3 słońc zlewających się razem, ale druga była nieco inna. Mała (może 3-4’) i jakby ostrzejsza z jednej strony. Jak malutka kometa lub przecinek. Zapamiętałem jej położenie i sprawdziłem natychmiast po powrocie do domu cóż to mogło być. Okazało się, że pozycja tego „przecinka” mogłaby dobrze odpowiadać czemuś co w Stellarium jest nazwane „Hubble’s variable nebula”. Od tej pory nie miałem okazji rzucić tam znów okiem, ale czytając wątek w Obiekcie Tygodnia na FA, dochodzę do wniosku, że mogłem ją widzieć. W innym wypadku, to mogły być znów sklejone gwiazdki. Widok 10. Gromadę otwartą NGC 2420 w Bliźniętach, chciałem zobaczyć ponieważ mi zalegała na liście z poprzedniego sezonu. Jej jasność i rozmiar to 8,3mag oraz 10’ i choć „troszkę” odstaje tymi parametrami od Plejad, ale nie miałem z nią najmniejszych problemów. NGC 2420 Widok 11. Obiekt z tego kadru ma podwójną naturę, przez co też nie ułatwia interpretacji obrazu. Mamy bowiem do czynienia z gromadą NGC 2175, skąpaną w obszarze mgławicowym (NGC 2174) – „Mgławicy Głowa Małpy”. Już na początku dostajemy gwiazdkę przeszkadzajkę o jasności ok. 7,5mag, tuż obok tego słoneczka, o uwagę prosi jeszcze kilka innych (z gromady ?), lecz sporo słabszych punktów. A wszystko to jest zasnute dobrze widoczną mgłą. Pytanie za 3 punkty brzmi: czy to wyraźne rozmycie pochodzi od mgławicy, czy też jest tłem gromady? W każdym razie, bardzo polecam spoglądnąć na tę parkę. NGC 2174/2175 Widok 12. M35 to, moim zdaniem jedna z najpiękniejszych gromad gwiazd. Będąc w okolicy zawsze ją odwiedzam i tym razem nie mogło być inaczej. Wyśmienicie wyglądają w jej towarzystwie 2 malutkie NGce: 2158 oraz 2129. M35, NGC2158, NGC2129 Widok 13. Widok trzynasty, to podobnie jak w przypadku numeru 10, zaległości oraz także gromada otwarta. Jednakże tym razem jest to dość spory (21’) i jasny (5,4mag) klaster, który z powodu swojego położenia z dala od tria eMek, jest być może troszkę niedoceniany. Naprawdę ładna gromadka. NGC 2281 Nic nie robi mi czasem tak dobrze, jak przypomnienie sobie, jak pięknie może być w mroźną, bezchmurną noc bez Księżyca. Czystego nieba! [1] http://howmanystars.com/sky/star.php?star=1158 [2] http://rodelaet.xtreemhost.com/SketchSwordOrion_bino.html [3] http://binocularsky.com/binoc_object_file.php?object_id=M78&aperture=70 [4] http://www.deepskywatch.com/Astrosketches/rosette-nebula-sketch.html
  22. ‘’…gwiazdy lśniły jak lampki na grobie i szumiał wiatr. Taki wielki.” [1] Trochę mnie wzięło ostatnio na wspominki. Może to przez tę datę oraz iście jesienną pogodę? A może ja po prostu nabywam tych skłonności z biegiem czasu? Lepsza połówka twierdzi nawet, że zaczynam murszeć (cokolwiek w tym kontekście by to miało oznaczać – aż strach dopytywać). Nie wiem. Wiem natomiast, że początek nastąpił jesienią w roku ’99, dokładnie 2 listopada. Moim największym marzeniem była wtedy jakakolwiek „bazarowa” lornetka, a największym zaliczonym osiągnięciem rozpoznanie wielkiej litery „W” na nocnym niebie. W – jak Kasjopeja, oczywiście. To był drugi, zaraz po Wielkim Wozie, poprawnie zidentyfikowany przeze mnie układ gwiazd. Myślałem trochę o tym wszystkim kierując ostatnio obiektywy D.O. Extreme 15x70 w tym samym kierunku. Większość z tego minionego czasu spędziłem poza astronomią, ale ziarno trafiło na podatny grunt. A sama królowa z racji bogactwa gromad otwartych jest, nawet dla lornetki, bardzo atrakcyjnym kawałkiem nieba. Poniżej znajduje się próba pozbierania zapisków z wczorajszej sesji, okraszona kilkoma suchymi faktami. 21/151102/1910- 2040/Ext./W-w/+3/4,5 [2], momentami dość odczuwalny wiatr Rys. 1 Obiekty w konstelacji Kasjopei, opisane w relecji. Mapka, wykonana na podstawie „Stellarium”. Na początku chciałem sprawdzić, czy dam radę rozdzielić η Cassiopeiae, której składniki o jasnościach 3,7mag oraz 7,4mag znajdują się w odległości 13” od siebie[3]. Chcąc mieć czyste sumienie, nie mogę niestety odtrąbić sukcesu. Były momenty, kiedy widok gwiazd(y) stawał się jakby klepsydrą, ale to jeszcze nie to. Może udałoby się, gdyby różnica jasności składników nie była tak duża? Udało mi się już z separacją 9”, ale to była parka 4,4/5,0mag (γ Delphini). Byłem zatem blisko α Cassiopeia, więc może „Pacman” (NGC 281)? Da się i lornetką, przy czym, było to tylko zdecydowane pojaśnienie wskazujące jednoznacznie, że coś tam się kryje, ale bez żadnych, nawet luźno kojarzonych kształtów. Następnie, począwszy od granicy z Cefeuszem, zacząłem szukać gromad otwartych. Pierwszą była oczywiście M52. Gromada, jak na „eMkę” przystało, jest jasna (6,9mag), ale również dość mocno upakowana i za wyjątkiem najjaśniejszej gwiazdy (8,2mag) skąpanej w mglistej otoczce, ciężko było wyłuskać cokolwiek więcej prócz efektu ziarnistości. Za to kolejna gromada jest, moim zdaniem, najpiękniejszym tego typu obiektem w Kasjopei. Duża, bardzo bogata w gwiazdy, jaśniejsza nawet od poprzedniego obiektu z listy Messiera. Panie, Panowie, przed Wami NGC 7789! Mając lornetkę z ok. 4o pola, oraz β Cassiopeiae w nim, trudno przeoczyć ten piękny klaster. Rozmiar tej gromady, to ok. 25’ i pierwsze wrażenie, to duża mgiełka jaśniejąca nieco ku centrum. Trzeba jednak poświęcić jej chwilę uwagi a w mlecznej poświacie zaczną przebłyskiwać jakby okruchy rozbitego szkła. Zerkając, widać ich naprawdę sporo i ciągle w innych miejscach ale tylko kilka, tych najjaśniejszych z nich, nie zmienia położenia i da się odseparować z tej ładnej gromadki. Mając ciągle ten jasny drogowskaz w polu, odnalazłem NGC 7790, która jednak jest już kilkakrotnie mniejsza i nie prezentuje się tak wspaniale. Mniej więcej w połowie linii prostej łączącej gwiazdy γ i δ odnalazłem NGC 129, która była widoczna jako mały, mglisty obłoczek w trójkącie utworzonym przez dość słabe gwiazdy. Nie wiem czy należały do gromady. Jeśli chodzi o NGC 136, to nie widziałem nic, co by mogło w jakimkolwiek stopniu zdradzać jej obecność. W jej pobliżu odnalazłem za to NGC 225 w której kilka gwiazd nieśmiało zdradzało swoje położenie. Odnalezienie kolejnego klastra zajęło mi chwilę, gdyż była to chyba najsłabsza gromada otwarta z tego wieczoru. Mowa o NGC 381, której jasność to 9,3mag. Przyjąwszy δ Cassiopeiae jako kolejny, solidny punkt orientacyjny, nie miałem najmniejszych problemów z dwoma kolejnymi obiektami, które były widoczne w jednym polu. Po pierwsze NGC 457, czyli „E.T.” Widziałem tę gromadę już wcześniej, ale nigdy nie zwracałem na nią większej uwagi – błąd. Jest naprawdę urocza i jeśli na pierwszy rzut oka nie widać nic charakterystycznego, to już po kilku chwilach, około dwa tuziny gwiazd układają się w ludka, którego oczy są tworzone przez najjaśniejsze słońca. A tuż obok (ok. 1 stopień) widziałem małą mglistą plamkę przytuloną do jaśniejszej gwiazdki, zakładam że to była NGC 436. Z kategorii mniej oczywistych, ale ciągle „lornetkowych” celów można wspomnieć jeszcze o NGC 637. Zakładam, że jest widoczna nawet w mniejszym instrumencie. Rys. 2 Gromady otwarte NGC 457 „E.T.” oraz NGC 436. [4] Pewne obiekty są wybitnie „lornetkowe”. Mam też kilka najulubieńszych kadrów, dla 15x70. Okolice M11, Plejady, gromada podwójna w Pesreuszu (choćby dla tej ostatniej już na zawsze zostawię tę lornetkę!) jak i wiele innych, które zawsze staram się złapać choć na chwilę. Obszar na linii pomiędzy δ oraz ε Cassiopeiae też już do nich należy. 4 gromady gwiazd w widoczne w jednym polu? Proszę bardzo. M103 ma z nich stosunkowo mało do zaoferowania. Ot, 4-5 gwiazdek, skąpanych w trochę jaśniejszym tle. Ale mamy jeszcze trzy inne: NGC 654, NGC 663 oraz NGC 659. Ta ze środka stawki, również na niebie jest pomiędzy dwoma pozostałymi i jest największa (15’) oraz błyszczy łączną jasnością na poziomie ok. 7mag. Bez problemu widziałem w niej kilkanaście słońc na jasnym tle. Zaledwie ok. pół stopnia od niej zlokalizowałem sporo słabszą i mniejszą NGC 659 a po drugiej stronie, prawie symetrycznie względem NGC 663, znajduje się bardzo podobna NGC 654, choć w niej już można wyodrębnić kilka gwiazdek. Rys. 3 Gromady otwarte: M103, NGC 659, NGC, 663 oraz NGC 654. Szkic ołówkiem widoku przez lornetkę 15x70. [4] Zrobiłem sobie kilkuminutową przerwę żeby wyprostować plecy, spróbować pzywrócić możliwość ruchu szyją a następnie, już bardziej z zimna niż na łakome kąski, porozcierałem łapy i wycelowałem szkło w okolice „Serca” i „Duszy” celem odnalezienia kilku kolejnych gromad. Wszak, niczego innego tam się nie spodziewałem zobaczyć. Aż tu… uśmiech na twarzy zgasł tak szybko, jak się pojawił na widok tych „mgławic”. Jedna, druga, trzecia, co tam! Kosmos cały w mgławicach! Tak, optyka już cichutko jęczała, że do domu, do ciepełka i na razie nie wydoli z tą wilgocią. [1] Fragment z wiersza pt. „Nocne Notatki” K. I. Gałczyńkiego. [2] Mój sposób opisu sesji obserwacyjnej, na który składa się: numer kolejny w danym roku/data/czas/instrument/miejscówka/temperatura/warunki ogólne, w skali 1-6 (będące sumą kilku (seeing, przejrzystość, etc.) [3] Joahim Hermann, “Gwiazdy”, Bertelsmann Media Sp. z o.o. Warszawa 1998. [4] http://rodelaet.xtreemhost.com/binocular_astronomy.html
  23. Nareszcie! Jesienny zmrok dogania piękno letniego nieba. Dla kogoś (takiego jak ja), kto zmarnował mnóstwo okazji na Strzelca w sierpniu, to i tak marne pocieszenie, ale ciągle można powalczyć trochę wyżej. Prognoza, mówiąca że 4 września będzie wieczorowe okienko pogodowe, była trafna. Zabrałem więc lornetkę 15x70 i żurawia do niej. Po solidnym przedpołudniowym deszczu, powietrze było zgoła inne w porównaniu do tego, do którego przyzwyczaiło nas lato A.D. 2015. Mój plan zakładał eksplorację dwóch małych, dość niepozornych konstelacji oraz jedną większą i na pewno bardziej rzucającą się w oczy. W gwiazdozbiorze Strzały, zdołałem dostrzec 3 obiekty. Widziałem oczywiście M 71. Nawet w tak małym instrumencie, można podzielić wątpliwości o naturze tej gromady: otwarta, jak pierwotnie sądzono, czy jednak kulista? Rzeczywiście, nie wiedząc na co patrzę, ja bym ją określił jako, jednak zwartą gromadę otwartą. Porównywałem ją z pobliską M27. Mgławica Hantle wydawała się być od niej dużo wyraźniejsza. I to chyba najlepsze słowo. M27 sprawiała wrażenie, nie tyle jaśniejszej, co bardziej skontrastowanej w porównaniu od M71. Gromada M71 (NGC 6838). [1] Następnie, bez większych problemów, wyłowiłem kolejną gromadę, oznaczoną w Pocket Sky Atlas jako Harvard 20. Choć jej rozmiar kątowy to ok. 6,0’ [2], to w porównaniu do M71 (7,2’) [1], wydawała się być sporo mniejsza. Widoczna jako rozmyta plamka, chyba z 2 jaśniejszymi gwiazdami (nie wiem czy należą do gromady). Obie wymienione gromadki w jednym kadrze, to naprawdę widok dający sporo radości. Już miałem zamiar posunąć się dalej w moich planach, kiedy to, gdzieś w najdalszych zakamarkach pamięci niespodziewanie zamajaczyła informacja, że oto niejaka Epsilon Sagittae jest gwiazdą podwójną, nie pamiętałem natomiast żadnych szczegółów. Od razu zauważyłem dwie gwiazdki o wyraźnej różnicy w jasnościach i w znacznej odległości od siebie. Późniejsze sprawdzenie potwierdziło, że był to układ 5,7/7,8mag w odległości 92” [3] – czyli, żadne to wyzwanie. Zupełnie inaczej, sprawa ma się z gwiazdą Gamma Delphini. Rozdzielenie tego układu o jasności 4,4/5,0mag i separacji ok. 9” [4] dało mi naprawdę sporo frajdy. Myślę, że dla tandemu tej lornetki i moich oczu to już maksimum ich wspólnych możliwości. W Delfinie, nie udało mi się natomiast zobaczyć żadnej gromady kulistej, a cele były dwa: NGC 7006 oraz NGC 6934. O ile na tą pierwszą, z jej jasnością poniżej 10mag zbytnio nie liczyłem, to NGC 6934 (8,9mag,) [1], a raczej jej brak, był powodem rozczarowania przechodzącego z każdą kolejną próbą w coraz większą irytację. Wielkie, smolisto czarne, piękne „E” poprawiło mi szybko humor. Ta ciemna mgławica, którą można znaleźć pod nazwami: Barnard 142/143 lub LDN 688/694, wyglądała tamtej nocy wyjątkowo wyraźnie. Wydaje mi się, że tuż obok, dostrzegłem też B 334/336-7 a raczej jej ciemniejszy, bardzo mały fragmencik. Upewniwszy się po raz kolejny ,że gromady gwiazd z oznaczone jako Collinder są raczej mało efektowne (tym razem Cr 401), udałem się na poszukiwania kolejnego celu. Była nim gromada otwarta w zachodniej części Orła – NGC 6709. Bardzo wdzięczny obiekt jak na mój gust. Odnotowałem, że sprawiała wrażenie jakby miała trójkątny kształt, a tworzyło ją kilka(naście?) gwiazd widocznych bez uciekania się do żadnych „trików”. Z każdą chwilą wgapiania się w nią, pojawiały się nowe punkciki, tworząc jakby ziarniste tło. Mgławice B 142 i B143. [5] W środkowej części Orła, chyba udało mi się dostrzec mgławicę planetarną NGC 6790. Na pewno wrócę do tego obiektu aby to zweryfikować. Jeśli, nic nie pomyliłem, to widziałem „nadliczbową”, bardzo słabą gwiazdkę w miejscu, gdzie można było się spodziewać mgławicy. Jestem dużo pewniejszy, jeśli chodzi o kolejny obiekt – B 138. Ta ciemna, długa smuga nie była tak oczywista jak inne, już tu wspomniane a momentami całkowicie nie dało się jej oddzielić od tła, ale jednak charakterystyczny kontur tego delikatnego pociemnienia zgadzał się z pozycją w atlasie. Nie chcąc używać brzydkich słów, na tym muszę skończyć. Do wschodu Księżyca, zostało jeszcze trochę czasu, zostało także sporo obiektów do wyszukania ale…. W zasadzie od 20 minut po rozpoczęciu obserwacji, już zacząłem walczyć z wilgocią na szkle i po 2 wizytach w samochodzie celem doprowadzenia lornetki do stanu użyteczności i stracie adaptacji oczu, poddałem się. Do tego można jeszcze dorzucić fakt, że przez Orła przebiegała granica pomiędzy, rewelacyjnym wręcz, niebem powyżej i czymś wyznaczającym granicę sensowności obserwacji poniżej. Różnica była bardzo duża i te fragmenty np. w Łabędziu, które odwiedziłem zaraz na początku sesji, pokazywały tylko jak wiele brakuje do satysfakcjonujących obserwacji południowych fragmentów nieba z mojej miejscówki. /G. [1] http://www.ngcicproject.org [2] http://www.deepskypedia.com [3] Joachim Hermann, „Gwiazdy” Bertelsmann Media Sp. z o.o. Warszawa 1998. [4] http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/8454-lornetkowe-układy-podwójne-aktualizacja-list/#entry113605 [5] http://www.peoplesguidetothecosmos.com/constellations/aquila.htm
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)