Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'czyli' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Obserwujemy Wszechświat
    • Astronomia dla początkujących
    • Co obserwujemy?
    • Czym obserwujemy?
  • Utrwalamy Wszechświat
    • Astrofotografia
    • Astroszkice
  • Zaplecze sprzętowe
    • ATM
    • Sprzęt do foto
    • Testy i recenzje
    • Moje domowe obserwatorium
  • Astronomia teoretyczna i badanie kosmosu
    • Astronomia ogólna
    • Astriculus
    • Astronautyka
  • Astrospołeczność
    • Konkursy FA
    • Sprawy techniczne F.A.
    • Zloty astromiłośnicze
    • Astro-giełda
    • Serwisy i media partnerskie

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Zamieszkały


Interests


Miejsce zamieszkania

Znaleziono 14 wyników

  1. Oto propozycja nowego działu, która ma promować publikowane na Forum wypowiedzi publicystyczne będące formami literackimi od notatki informacyjnej po krótki esej. Dobre, przejrzyste i merytoryczne artykuły naszych Forumowiczów będą promowane na stronie głównej tuż pod logo. Zachęcam do publikacji!
  2. Trochę późno, ale wklejam swoją relację z tranzytu :). Wielki dzień nadszedł To już dziś, tranzyt Merkurego. Pobudka o 9:30, no 3 "drzemki" w komórce, wstałem ok 10:00. Spacer z psem, zakupy jakieś, śniadanie (w zasadzie to było jak obiad, ale trzeba się było najeść). Potem monitoring obrazu z sat24 - niestety ok. 11.00 zaczęły się tworzyć cumulusy, stawało się oczywiste, że do początku tranzytu (po 13) mogą pokryć całe niebo. Tak było dzień wcześniej. Wtedy morze hamowało ich rozwój i północna część nieba była czysta. Stwierdziłem, że trzeba było jechać na północ nad morze. 3-4 rundy do samochodu - część rzeczy się i tak nie przydało, ale zabrałem prawie cały sprzęt astro - teleskopy, obiektywy, filtry, aparaty, przejściówki. Trochę po 12:30 wreszcie wyjechałem. Jedziemy na tranzyt. W pogoni za pierwszym kontaktem Zakładając, że nad morzem będzie czysto założyłem, że może wystarczy do jeziora Jamno - dojechałem do Łabusza- niestety cumulusy zajmowały wschodnią część nieba i nie były aż tak daleko od Słońca. Trzeba było jechać prosto do Mielna. Więc zawróciłem - godzina już nie była tak różowa - zbliżała się 13:00, samochody przede mną się wlokły, co się dało się wyprzedziło, nie do końca stosując się od przepisowych prędkości, ale trudno. Dojechałem do Mielna, godzina 13:00. Myślicie, że chmury nie doszły do morza ? Doszły. Już jadąc nad morze Słońce zaczęły cumulusy przykrywać, znalazłem polną drogę przed Mielnem do wjazdu- wjechałem, ale Słońce był już za Chmurą - nerwy człowieka wzięły - jechałem przez tą polną trasę szybciej niż powinienem, dobrze, że zawieszenia nie zgubiłem - wszystko aby wyjechać z tej cholernej chmury. W końcu wyjechałem na asfalt- czasowo byłem już okolicach 1 kontaktu - trzeba było przyspieszyć, minąć samochody przede mną i zatrzymać się w najbliższym możliwym miejscu. Po chwili znalazłem małe miejsce tuż przy drodze, u tuż przed chmurą, szybko wyciągnąłem Syntę, filtr, jakiś okular, namierzyłem i... nie zdążyłem chmura z którą się ścigałem naszła na Słońce, I kicha. Parę minut czekania - dziura, no może nie dziura, ale prześwit między chmurami. Coś tam zobaczyłem plama i czarna okrągła plamka wyraźnie kawałek od krawędzi tarczy - to musiał być Merkury, chociaż większy niż mi wydawało. Zdjęcia nie zdążyłem już zrobić, chmura nalazła na dobre. Wejście planety na tarczę stracone. Spakowałem sprzęt do samochodu - wracamy, na tarczy, po nieudanym kontakcie chciałem już wrócić do domu, walnąć sobie parę piw i iść spać. Na szczęście zachowałem jeszcze resztki zdrowego rozsądku - dobrze, bo po przebudzeniu byłby kac większy niż po beczce spirytusu ;). Nadal zdołowany niepowodzeniem pojechałem na swoją miejscówkę blisko Koszalina, ignorując nawet nie najgorszą miejscówkę przy większej dziurze w chmurach. Dojechawszy na miejsce docelowe zastał mnie mało perspektywiczny widok. Wielkie cumulusy, przykrywały prawie całe niebo, trzeba by było z 2 godzin zanim by się coś rozwiało. Nie miałem ochoty stać 2 godziny i czekać na dziurę w chmurach, i nawet się nie rozstawiając wsiadłem z powrotem do samochodu i ruszyłem dalej. Przynajmniej sobie pojeżdżę ;). W końcu obserwacje Teraz (uwaga, uwaga) bardziej optymistyczna część opowieści (nie spodziewaliście się , co ;)). Wyjechałem ze swojej miejscówki na trasę z której dopiero co wróciłem, ale pojechałem główną szosą w kierunku Kołobrzegu, niebo robiło się coraz lepsze, zjechałem w końcu w jakiś zjazd - była tam pętla autobusowa i sporo asfaltu gdzie można było spokojnie stanąć z pewnej odległości od głównej szosy i na spokojnie rozłożyć się ze sprzętem. Rozstawiłem Syntę 8" z folią i PST. Można było w końcu spokojnie obserwować. Merkury jak wcześniej wspomniałem był większy niż się spodziewałem, spokojnie i 40mm PST go uchwyciło jako wyraźną tarczę. Sama planeta była kruczoczarna w odróżnieniu od sporej plamy na środku tarczy. W dużym powiększeniu tarcza już była niezbyt ostra w porównaniu do powierzchni Słońca (może przez ruch na tarczy ?) Obserwacje i foto trwały do ponad 17:00 (z przerwami na większe chmury), wtedy skończyła mi się pamięć w Canonie i miałem spotkać się z kumplem na obserwacjach. Canon 350D + Synta z folią (1 i 3 stacki, 2 jednoklatkowe) Z 1 i 2 barlowami (po 1 klatce) Canon + PST (po 3 klatki składane w gimpie) Kolejna podróż, polowanie na 3 kontakt, i znowu problem z zachmurzeniem Wracając do Koszalina spodziewałem się już prawie bezchmurnego nieba (z takiego wyjeżdżałem). Tymczasem zachmurzenie było duże, wszedłem do domu, zgrałem zdjęcia, pojechałem po kumpla, po czym ruszyliśmy nad morze. Rozstawiliśmy się na wydmach - była gdzieś 19:00, ale niestety siadła chmura. Jedyna duża na całe niebo i akurat na Słońce - było widać chmurę wystające przez nią promienie w górę i w dół. Pewnie ciekawi jesteście co było dalej. Otóż nic, zupełnie nic. Chmura dalej wisiała, a promienie wystawały w górę i w dół, nawet nie było wiadomo, czy Słońce wychyli się nad chmurami czy pod nimi... Widzę, że czytacie dalej, a tu ciągle nic, chmura - stratocumulus, ciągłe wisiała. Wydawało się, że jest wieczna, kumpel zrobił jej zdjęcie, ja nie chciałem ;). W końcu (uwaga niespodzianka !) Słońce wyszło za chmury, a w zasadzie pod nią. Niestety straciliśmy na tym godzinę, była już 20:00 i Słońce już chyliło się ku zachodowi. Tarcza była już spłaszczona i mocno falowała. To oczywiście postępowało, w końcu pojawił się problem z zarejestrowaniem choćby wzrokiem Merkurego. Ostatni raz widziałem go gdzieś ok 3 kontaktu, potem już obraz stał się ciemny i tak falował, że nic nie można już było na nim zobaczyć. Podobnie ze zdjęciami. Słońce w postaci czerwonej zgniecionej piłki chyliło się nad horyzontem, po czym dość długo znikało. A wraz z nim Merkury, który pewnie opuścił już tarczę. Żegnamy zjawisko - to już historia, co wyszło to wyszło, co nie wyszło to nie wyszło, zawsze mógł wejść wielki front i nic by nie było, trzeba uczyć się pozytywnego myślenia ;D. Mimo wszystko udało się coś zobaczyć i zarejestrować. Na koniec jeszcze obejrzeliśmy cienki sierp Księżyca. Canon + Synta, już Słońce zachodzące, jeszcze udało się zarejestrować Merkurego Ciag dalszy zachodu, już warunki za słabe do złapania Merkurego Dla jaj już bez filtra ( na minimalnym czasie, wizualnie lepiej nie próbować, wciąż jest groźne promieniowanie) Zachód Słońca nad morzem I pożegnalny sierp Księżyca
  3. Fragment gwiazdozbioru Łabędzia, z widocznymi wieloma mgławicami. Fotka, która czekała trochę na dysku, ale kolejne lato się zbliża, więc czas i ją uwolnić :) Robiona w lipcu zeszłego roku w Roztokach Górnych, przez wysokie chmurki, co widać głownie na halo gwiazd... Nikon D90 + Nikkor 50/[email protected] iso800 8x300s
  4. Hej, szperałem trochę po Sieci i odnoszę wrażenie, że nie jest to często fotografowany obiekt. Galaktyka spiralna z poprzeczką NGC 4236 (aka PGC 39346, UGC 7306) , otoczona przez żółte gwiazdy, oddalona jest od Ziemi o około 11,7 mln lat świetlnych, a zlokalizowana w ogonowej części konstelacji Smoka :) Należy do grupy galaktyk M81, zawierającej co najmniej 34 galaktyki, w tym znaną parkę M81 i M82. Ma bardzo małą jasność powierzchniową - wg różnych źródeł między 15.9 a 24 mag, może stąd próby wydobycia jej z tła nie wpłynęły korzystnie na poziom szumu... Gdyby ktoś wiedział, jak zmusić Pixa do generowania opisów zorientowanych zgodnie z kadrem, a nie odwróconych w poziomie, to chętnie przyjmę radę :) HEQ5 belt mod, Synta 150/750, QHY8L, TS 60/228, Atik 16IC 30x600 sek, darki, biasy, flaty
  5. Po wczorajszej walce z guidingiem zostało kilka minut bezchmurnego nieba. Wykorzystałem je na strzał w tą małą mgiełkę. I jeszcze crop i obraz 200% INFO Messier 57 23x180s SW 150/750 ATIK 383L+
  6. Witam Coś wisiało w powietrzu. Było spore halo obok Jowisza. Fajnie, że kilka paproszków się załapało. 05.04.2016, synta 6 F5, dobson, własne elektryczne prowadzenie, Canon 1200D, 26x60s. ISO 1600
  7. Cześć, W ramach nowego projektu zmierzyłem się z dylematem czy aby dopalić ogon Hamburgerowi muszę wydłużyć czasy naświetlania. Chciałbym go mieć i delikatny ogon zaczyna wychodzić z materiału. Tak wiec pytanie do posiadaczy TS65Q (posiadaczy f 6,5), co lepsze, więcej klatek 600 s, czy palić po 1200 SNR? Co wam podpowiada doświadczenie? Niżej, efekt samo L 22x600s Nie chcę marnować czasu na eksperymenty, bo pogoda jaka jest każdy widzi.... Trzeba korzystać z każdej minuty :D Pozdrawiam P.
  8. Jak mówi moja Żona: Mgławica Nietoperz :) Materiał zbierany na przełomie roku: 29-31.12.2015 , 3.01.2016. Czasy: 30x30s, 10x600s, 67x360s, + klatki kalibracyjne .
  9. Jakiś czas temu popełniłem M42 przez filtr Ha - w zasadzie Ha głównie dlatego, że nie miałem możliwości oderwać się od świateł Wwy, a sfocić coś chciałem. Oczywiście miałem mocne postanowienie, że dorobię do tego solidny materiał kolorowy... HAHAHAAAA - roześmiał się gromko, słysząc to postanowienie, zbieg okoliczności: możliwośćwyjazduzWwy-bezchmurneniebo-brakŁysego. W wyniku: niemal permanentnego zachmurzenia, obecności Łysego na niebie w bezchmurne noce oraz braku możliwości wyjazdu na focenie, udało mi się zebrać homeopatyczną ilość materiału z balkonu (5km na południe od centrum Warszawy): 1 x 30 sek, 1 x 180 sek, 5 x 120 sek, przy obecności niewielkich cirrusów. I z tym materiałem postanowiłem powalczyć. RGB: - 13,5 minuty (1 x 30sek, 1 x 180 sek, 1 x 120 sek), biasy, flaty Ha: - 336 minut (8 x 120 sek, 32 x 600 sek), darki, biasy, flaty HEQ5 belt mod, Synta 150/750, QHY8L, TS 60/228, QHY5v mod Kolejność zdjęć od góry: - wstępnie obrobiony stack - po stanięciu na rzęsach, jako-takie wyrównanie tego co się dało wyrównać - miks powyższego materiału z wodorem
  10. Ten wyjazd planowałem długo, bo też obiekt do którego się przymierzałem należał do klasyki i NIE MOŻNA było go spieprzyć. Postanowiłem pojechać bez względu na dzień tygodnia, bo M 42 zaczynała powoli uciekać za drzewa…. I tak przeszedł styczeń, żwawo pomykały kolejne dni lutego… pogoda jak zwykle w takich przypadkach wykazywała niezwykłe chęci do współpracy czyli front gonił front, co raz grubsze chmury zastępowały te cieńsze, dające szansę. W końcu spadł śnieg, duuuuużo śniegu…no to jestem ugotowany – ulica ( hmm… chyba nie do końca droga wśród pól zasługuje na taką klasyfikację) do mojej działki w Broku nie jest odśnieżana. Czeka mnie ciężka walka o dojazd. Ostatnio w takiej sytuacji uratowało mnie założenie łańcuchów… tego typu informacje są niezwykle skutecznym demotywatorem. I do tego zaczynają się mrozy, nocami do -15 stopni. Brrrrr…. zapowiada się sympatycznie. I wreszcie jest! Rano po wręczeniu żonie pluszowego pieska z napisem I LOVE YOU i zrobieniu śniadanka ( no w końcu to 14 lutego-Walentynki!) przetarłem oczy i przy herbatce spojrzałem na sata24… kurcze , prognoza chyba się sprawdzi! Klin wyżowy się rozbudowuje od północy, idzie mroźne, czyste powietrze znad Finlandii i Rosji. „Wiesz kochanie, może wybrałbym się dziś wieczorem do Broku? Sprawdzę czy ktoś się nie włamał, przywiozę troszkę drewna do kominka..” I co , będziesz jeździł po nocy tam i z powrotem? Słusznie, nie ma co ryzykować, wracam jak będzie świtało…. „ Jest zgoda! Szybko pakuję do bagażnika ciężkie kawałki, teleskop i komputer wrzucę przed wyjazdem. No i do roboty. Te 8 godzin trzeba odbębnić. Cały dzień nerwowe sprawdzanie na sat24, czy aby klin się nie rozmyślił i jakiegoś psikusa nie zamierza wykręcić ..ale nie, stabilny wyż się pięknie rozbudowuje, pogoda gwarantowana. Los sprzyja. Udaje się „służbowo” wyskoczyć przed piętnastą ! Szybciutko do domu, pakowanie reszty sprzętu, ubrań i czegoś na ząb do auta …. jadę. I tu zaczynają się schody… Już na trasie Rembertów- Zielonka sakramencki korek. Jakaś ciężarówka w rowie, zamieszanie, karetka , policja i efekt spodziewany- 45 minut w plecy. Ale nic, jakoś to będzie. Nerwowo zerkam na zegarek- o 19 MUSZĘ zacząć sesję, bo drzewa czają się na zachodzie i normalnie nie zdążę z kompletem fotek. Mam zamiar zrobić po 6x600 sekund na każdy kolorek plus ile wlezie luminancji po 600 sekund, nie mniej niż 12 klatek. No to razem 5 godzin plus pół godziny na ostrzenie i czas zrzucania każdej klatki przez kamerę SBIG STL 11000- prawie 45 sekund! Czyli sześć godzin. Tak sobie w głowie liczę, auto nawija kilometry. S-8 ładnie odśnieżona, szybko dojeżdżam do zjazdu na Bojany…cholera, niedobrze. Leży kopny śnieg, miejscami zaspy po kolana. Jakoś rozpędem, trochę bokiem, trochę prosto dojeżdżam do skrętu do mojej hacjendy. Eeee… jest dobrze! Jakiś fart spowodował, że na drodze prawie NIE MA ŚNIEGU! Kierunek wiatru zapewne.. ostatnie pięćdziesiąt metrów…no nie, auto kopie się do osi, jeszcze trochę, jeszcze 20 metrów, szoruje podłogą po śniegu… jestem. Dojechałem. Czy wyjadę - to inna sprawa! Wita mnie wspaniały widok…potem, potem pooglądamy teraz szybciutko montaż na słupek, teleskop z kamerą na montaż. Orion wyłazi zza drzewa. Widać Wiedźmę ! Niezawodny setup Takahashi EM-200, astrograf Takahashi FSQ 106N i kamera STL 11000, guider RGH. Ustawienie na Polaris… chyba pobiłem jakiś swój rekord rozstawiania tego setupu. Działam trochę jak automat- włączam komputer, ostrość …synchronizacja na 1 gwiazdę, GoTo M 42 …kontrola kadru… start guidera, start sesji…uffff. Jest dziewiętnasta dziesięć! Wyłączam latarkę. Wyciągam lornetkę…o cholerka, ale niebo! Szybka przebiórka w bieliznę termiczną, dwa swetry, czapka, dwie bluzy polarowe, buty pośniegowe. Mróz szczypie..ile???? MINUS DWADZIEŚCIA ! No nieźle … sprawdzam czy grzałki działają, bo żarty się skończyły. Jeszcze meldunek do domu- dojechałem, rozkładam się. Rozpalam w kominku, włączam czajnik. Wewnątrz domku jest -12 - ciekawe do ilu się ogrzeje z tymi szparami pod drzwiami. Dyskretny kinkiecik nad telewizorem zapalam, włączam TVP seriale. Siedzę na grzejniku elektrycznym okrakiem, z tyłu mam kominek, z drugiej strony dmucha termowentylator. Jest zimno, zimniej niż kiedykolwiek doświadczałem dłużej niż parę minut. A tu noc jeszcze młoda… Godz. 21. Klateczki lecą ślicznie, na zewnątrz minus 22, w domku – koń by się uśmiał – minus trzynaście! Po co ja ogrzewam? Idę odpalić auto… Godz. 22. Coś bzyczy w domku. Bzyczy to mało powiedziane- to brzmi jak formacja B-52 podczas nalotu dywanowego. Osy, mam gniazdo os! W domu! Jasny gwint, ciepło znad kinkietu i pod sufitem obudziło te cholery i zaczynają latać. Wyglądają wprawdzie jak na lekkim gazie- trochę niemrawo i jakoś tak zygzakiem, ale zawsze to osy…cholera wie co im odbije? Hmm…biorę lornetkę i rejteruję na taras. Podnoszę głowę, chwilka adaptacji wzroku - „My God its full of stars! Godz.23 Przez ostatnią godzinę oddawałem się z wielką przyjemnością przeglądowi nieba przez lornetkę. Sprzęt jak sprzęt, Fujinon 7x50 wersja NATO.... Orion, Jednorożec, Bliźnięta, Byk…było co oglądać! Plejady…przecudne. Przypomniały mi się pierwsze obserwacje – zakrycie Plejad przez Księżyc – 40 lat temu! Sprzęt zawodowy- luneta z soczewki okularowej minus jeden dioptrii, korpus z papieru pakunkowego na klej zwijany na dwucalowej rurze stalowej, okular nieznanego pochodzenia, całość oparta na poręczy balkonu. Kosmos był kolorowy- przez aberrację chromatyczną tego ustrojstwa. Ech….były czasy. Zesztywniałem trochę na leżaku. Minus 24! W domku zimno, kominek przygasł. Os coraz więcej lata. Przenoszę się do auta, farelka na kablu grzeje w środku…. Mmmmm…cieplutko…silnik mruczy…. Godz. 00:20 Obudziłem się. Farelka grzeje, schodzące klatki ok, guider prowadzi rewelacyjnie. Gorąca herbata z termosu, sałatka z pudełka... boski smak kiełbasy podhalańskiej. Walnę sobie barszczyk Knorra! A kto bogatemu zabroni?! Odpalam znów auto, diesel zapala po chwili walki z gęstym olejem…Jasny bolid na północy! Aaaaaale pooooszedł! Ślad widać dłuższą chwilę… Godz. 2:30. Zwijam się szybko, ręce przymarzają do przeciwwagi, cholera gdzie te rękawice??? Sesja wspaniała, niebo też…cieszę się z tej godziny na leżaku bo dawno nie miałem okazji tak sobie spokojnie pooglądać tych perełek zimowego nieba. Żegnam osy obiecując im szybką eksmisję na wiosnę. Cudem wykopuję się z zaspy przed furtką- teraz to już z górki będzie! Wracam ze wspaniałym materiałem i głową pełną wrażeń… dokładnie w osi drogi towarzyszy mi Syriusz.
  11. Witam Po raz pierwszy od dwóch miesięcy udało mi się pojechać na focenie. Pogoda ostatnio nie jest łaskawa. Oto efekt wczorajszego wypadu. Pacmana w okularze ujrzałem raczej intuicyjnie i dzięki temu udało się go wykadrować. Pozdrawiam Uwagi (jak zawsze i zwykle) miłe widziane.
  12. Syriusz, najjaśniejsza gwiazda na nocnym niebie, to układ fizycznie ze sobą związanych dwóch gwiazd. Cytując Wikipedię: Syriusz A jest gwiazdą ciągu głównego o masie ponad 2 mas Słońca i średnicy około 1,7 razy większej od Słońca. W porównaniu ze Słońcem, temperatura Syriusza jest dużo wyższa i jest on około 21 razy jaśniejszy. Wiek Syriusza A szacuje się na 225 do 250 milionów lat. Jasność wizualna Syriusza A to -1.46 mag. Syriusz B jest białym karłem o średnicy nieco mniejszej od średnicy Ziemi, który porusza się wokół Syriusza A po eliptycznej orbicie o okresie nieco ponad 50 lat. Odległość między Syriuszem A i Syriuszem B wynosi od 8,1 jednostek astronomicznych w perycentrum, do 31,5 w apocentrum. Przeciętna gęstość materii gwiazdy jest 91 tysięcy razy większa niż gęstość Słońca, co oznacza, że 1 cm³ tej materii na powierzchni Ziemi ważyłby prawie tonę. Potoczna nazwa Syriusza B w języku angielskim to "The Pup", czyli "szczeniak" (lub "piesek"), a jego jasność wizualna to zaledwie 8.5 mag. Najważniejsza dla miłośnika gwiazd podwójnych informacja to "Syriusz B [...] porusza się wokół Syriusza A po eliptycznej orbicie o okresie nieco ponad 50 lat". Poszperałem w sieci w poszukiwaniu dokładnieszych informacji na temat geometrii tego układu. Sporo ciekawostek znalazłem na stronie http://florin.myip.org/blog/how-see-sirius-b Otóż okazuje się, że obydwie gwiazdy obiegają wspólny środek masy odległe od siebie mniej więcej o 20 j.a., czyli mniej więcej w podobnej odległości, jaka od Słońca dzieli planetę Uran. Dla ziemskiego obserwatora odległość między Syriuszem A i Syriuszem B w ciągu 50-ciu lat ich pełnego obiegu zmienia się od 3 do 11 sekund kątowych. W latach 2000 - 2050 sytuacja wygląda tak: Jak widzimy, mniej więcej w latach 2015 - 2030 odległość kątowa dzieląca gwiazdy będzie największa i warto w najbliższych latach spróbować rozdzielić je wizualnie. Aktualnie (przełom 2015/2016 składniki dzieli odległość 10.35 sekund kątowych. Rozdzielenie Syriusza to jednak prawdziwe wyzwanie. Nie separacja jest tu problemem, lecz ogromna różnica jasności składników. Syriusz B po prostu ginie w blasku Syriusza A i tylko w specjalnych warunkach można dostrzec go wizualnie. Mnie ta sztuka udała się wczorajszego wieczoru (29 grudnia). Pozytywnej obserwacji dokonałem refraktorem FS102 na montażu paralaktycznym Vixen Great Polaris, z wykorzystaniem okularów Pentax XW5 (164x) i Pentax XW3.5 (234x). Szczegóły w relacji, którą zamieszczę na końcu tego postu. Najpierw kilka słów o przygotowaniach. Rozdzielenie Syriusza wziąłem sobie na cel latem tego roku, gdy natrafiłem na podlinkowaną wyżej stronę http://florin.myip.org/blog/how-see-sirius-b Od razu uświadomiłem sobie, że nie obejdzie się bez montażu paralaktycznego. Do tej pory zadowalał mnie montaż azymutalny SkyDob3 na statywie Manfrotto, z którym refraktor współpracował całkiem dobrze. Ale znałem ograniczenia tego tandemu. Nawet słaby wiatr powodował drgania przy powiększeniach od ok. 120x w górę, do tego prowadzenie w dwóch osiach było dość upierdliwe. Gdy tylko trafiła się okazja zakupu montażu Vixen na rynku wtórnym, nie wahałem się i to był strzał w dziesiątkę. Podczas wczorajszej sesji po w miarę dokładnym wycelowaniu montażu w Gwiazdę Polarną prowadzenie ograniczało się do kręcenia gałką mikroruchów w osi rektascencji. Po każdorazowej korekcie drgania gasły po 3-4 sekundach nawet przy powiększeniu 328x (XW5 + barlow 2x). Drugą sprawą było zapamiętanie położenia Syriusza B względem jasnego towarzysza. Bardzo rzecz ułatwia fakt, że w czasie wędrówki przez pole widzenia Syriusz B "goni" Syriusza A, porusza się niemal po tej samej linii, tylko lekko w bok (w refraktorze - w prawo). W moim przypadku Syriusz przesuwał się w polu widzenia okularu niemal pionowo (od godziny 12 na 6) i w takim ułożeniu Syriusza B trzeba było wypatrywać mniej więcej na godzinę 2. I wreszcie ostatnia sprawa - pomoc ze strony Rigela. Gwiazda beta Orionis to również układ podwójny, w którym jasny składnik 0.3mag ma towarzysza 6.8mag w odległości ok. 10 sekund kątowych. Bardzo łatwo można je rozdzielić, ale nie w tym rzecz. Kluczowa jest podobna separacja do tej w układzie Syriusza. W trakcie obserwacji kilka razy najpierw spoglądałem na Rigela, by zapamiętać odległość, jaka dzieli słabego towarzysza od jasnego i potem wracałem do Syriusza, by w podobnej odległości wypatrywać słabiutkiego "szczeniaczka". Seeing - to słowo było w czasie wczorajszych obserwacji najważniejsze. Przy kiepskim seeingu nie ma sensu próbować sił z Syriuszem. Ale tej nocy seeing był świetny. Sprawdziłem go rozdzielając kilka ciasnych układów podwójnych, m.in. kilka razy przy 234x ujrzałem dwie przytulone do siebie kropki w układzie 36 And (6.1 + 6.5 mag; 1.1")! To najciaśniejszy układ, jaki dotąd rozdzieliłem w swojej obserwacyjnej karierze. Ale może przejdźmy już do samej relacji, cytuję ją niemal słowo w słowo z dziennika obserwacyjnego: Sesja 469. 29.12.2015 19:40-22:00 Leszczyny k/Kielc. Niebo czyste, mroźno (-6st), ok. 20:40 wzeszedł Księżyc 4 dni po pełni. Zasięgu nie oceniałem, seeing bardzo dobry. Teleskop FS102 na montażu Vixen Great Polaris, używane okulary Pentax XW7 (117x), Pentax XW5 (164x) i Pentax XW3.5 (234x), kilka razy użyłem układu XW5 + barlow 2x (328x). Obserwacje gwiazd podwójnych. 1 Ari (STF 174; 6.3 + 7.2 mag; 2.9") na rozgrzewkę, czerwono-niebieska para, łatwo rozdzielona przy 117x i 164x Epsilon Ari (STF 333; 5.2 + 5.6 mag; 1.3") trudna, składniki zlane przy 234x, momentami dostrzegałem delikatnie ciemną przerwę 36 And (STF 73; 6.1 + 6.5 mag; 1.1") ekstremalnie trudna, ale rozdzielona na 100% kilkakrotnie, w momentach doskonałego seeingu. Dwie przytulone kropeczki o niemal jednakowej jasności. Sukces! Eta Gem ("Propus"; 3.5 + 6.2 mag; 1.6") nie udało się rozdzielić nawet przy 328x, zbyt duża różnica składników Alpha Psc ("Alrisha"; STF 202; 4.1 + 5.2 mag; 1.8") Biała para, rozdzielona przy 234x, gwiazdki osobno, z ciemną przerwą Eta Ori ("Algiebba"; 3.6 + 4.9 mag; 1.8") białe, osobno w chwilach lepszego seeingu przy 234x, trudna Rho Ori (STF 654; 4.6 + 8.5 mag; 6.8") pomarańczowo-biała, dość łatwa przy 234x mimo dużej różnicy jasności Zeta Ori ("Alnitak"; STF 774; 1.9 + 3.7 mag; 2.2") śliczna przy 234x, dwie osobne, białe kropki 32 Eri (STF 470; 4.8 + 5.9 mag; 6.9") bardzo ładna, żółto-niebieskawa, łatwa przy 234x 39 Eri (STF 516; 5.0 + 8.5 mag; 6.3") żółto-biała, duża różnica jasności składników, łatwa i szeroka przy 234x 55 Eri (STF 590; 6.7 + 6.8 mag; 9.3") jednakowe, żółtawe, szeroko, łatwizna przt 234x Rigel (STF 668; 0.3 + 6.8 mag; 9.5") jako punkt odniesienia przy próbach rozdzielenia Syriusza. Łatwo rozdzielony przy 164x, 234x. Szeroka para białych gwiazd o bardzo dużej różnicy jasności. Syriusz (-1.46 + 8.5 mag; 10.35") główny cel tej sesji. Przekonawszy się o dobrym seeingu postanowiłem spróbować. Najpierw namierzyłem Syriusza około 20:30, gdy był jeszcze dość nisko nad horyzontem, bez powodzenia. Spróbowałem ponownie po godzinie i poświęciłem ok. 20 minut na spokojne obserwacje. Kilka razy przeskakiwałem od Rigela do Syriusza, by zapamiętać odległość kątową składników tego pierwszego. Udało się kilka razy dostrzec białego karła przy 164x i 234x, jako blady punkcik na godzinie 2 przy Syriuszu poruszającym się pionowo przez pole widzenia okularu. Na 100% potwierdzona obserwacja! Kluczem była super optyka teleskopu, świetny seeing, stabilny montaż, komfortowe krzesełko i cierpliwość. Syriusz momentami bardzo migał, ale w chwilach super seeingu widać było pięknie wyostrzoną kropkę otoczoną pierścieniami dyfrakcyjnymi, Syriusza B dostrzegłem już poza ostatnim pierścieniem. I to by było na tyle. Rok kończę z przytupem - widziałem białego karła, hurraaa! Czystego nieba! Paweł
  13. Myślę że obiekt na tyle znany, że nie trzeba się specjalnie rozpisywać: Mgławica Rozeta (NGC 2237) z gromadą otwartą NGC 2244 wewnątrz. Na zdjęciu obszar HII, jest tam też mgławica emisyjna, na którą zapoluję jak kiedyś przy okazji pogody nie będzie Księżyca na niebie. Zdjęcie jest wypadkową 3 sesji: nie do końca tak samo skadrowanych, różnych czasów (to też przez przypadek a nie celowo :)) oraz nadal nieco chaotycznego processingu Ha. 17h40m materiału: 32 x 1200 sek Ha 28 x 900 sek Ha Darki, Biasy, Flaty HEQ5, QHY8L + Synta 150/750, QHY5v + 8x50
  14. "Największym niebezpieczeństwem w życiu jest zbytnia ostrożność" Alfred Adler W końcu "dojrzałem" do tej decyzji. Ponieważ – po przeprowadzonej analizie - jestem w stanie systematycznie umieszczać drobne pierdołki wyciągnięte z internetu w szerokim temacie jakim jest "Rozweselacz, czyli wszystko z humorem", to także mogę pozwolić sobie na ucieczkę z niego i założenie własnego, nowego i bardziej spersonalizowanego tematu, gdzie oprócz niewinnych, z lekka głupkowatych wstawek pozwolę sobie na bardziej subiektywny komentarz, w lekko ironicznym tonie. Komentarz najczęściej dotyczyć będzie wydarzeń z ostatniego tygodnia "życia" forum. Zamiar mam taki, że czynić to będę cyklicznie, w każdy piątek z wyjątkiem jakiś nieprzewidzianych i niespodziewanych zdarzeń losowych, na które nie mam żadnego wpływu. To tak tytułem wstępu. Na dobry początek weekendu proponuję: Przerwa techniczna, czyli Tetmajer w Kosmosie (...) Potrzebne są zmiany! Konieczne są zmiany! Bo jeśli nic się nie zmieni. Może nadejść dzień rebelii (...). W ostatnim tygodniu rebelii co prawda nie było, ale wyczuwałem specyficzną chęć części userów do wzniecenia takowej. Powyższa postawa wcale mnie nie dziwiła, gdyż stabilność forum - w pewnych momentach – przypominała galaretowatą maź, która zmienia konsystencję w zależności od umiejętności administratorów do zapanowania nad nią. Pojawiały się, charakterystyczne dla miłośników astronomii, symbole takie jak: siekiery, dynie, nietoperze. Na końcu jednak pojawiła się flaga, która wniosła nastrój refleksji i powagi.Z chaosu wyłonił się względny porządek, świadczący o możliwości osiągnięcia względnej równowagi pomiędzy różnymi percepcjami userów. Boska cząstka kojąca rozdygotane trzewia użytkowników. Zarzewie buntu zostało spacyfikowane...Ale, czy na pewno... Matematyka w astronomii, czyli gadżet na święta. Nie, nie. W tym miejscu nie polecę żadnej literatury w jakże hermetycznej dziedzinie, jaką jest dla mnie wyższa matematyka, a w szczególności połączenie matematyki z astronomią. Matematyk ze mnie żaden. Naukę tego – bądź, co bądź – zacnego przedmiotu zakończyłem w liceum. I niech tak już zostanie. Ale mogę zaproponować nabycie pewnego gadżetu, który dla konesera królewskiej nauki może być nie lada gratką. Wszak okres podarunkowy się zbliża i każdy dostaje specyficznego kopa w celu zdobycia jakiegoś nietuzinkowego prezentu dla najbliższych osób. Hasło jakie powinno nam przyświecać w te trudne, specyficzne dni winno brzmieć: "Nie kupuj skarpet, nie kupuj gaci. Kup drobny gadżet. To Cię wzbogaci!" Astrozadyszka nad zwrotnikiem Imion autorów tych relacji nie można wymawiać publicznie, gdyż skutkuje to permanentną niepogodą i ciągłym brakiem kolimacji posiadanych sprzętów obserwacyjnych. Oszczędzę więc sobie tego. Zastanawiam się tylko nieskromnie, jak może czuć się osoba postronna, będącą w zasięgu oddziaływań powyższych osobników, którzy w sposób tylko sobie znany penetrują gwiezdne przestworza a następnie zdają relację z astronomicznych ekwilibrystyk? Myślę, że taka osoba po prostu dostaje zadyszki.. Gdybym był tą postronną osobą, i tworzył wraz z autorami specyficzny trójkąt astro-miłośniczy zadyszka byłaby subtelną niedogodnością. Co towarzyszyło by mi jeszcze - o tym nie wypada pisać!. To tak na dobry początek. Pozdrawiam serdecznie Grzegorz c.d.n....
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)