Skocz do zawartości
Paweł Baran

Astronomiczne Wiadomości z Internetu

Rekomendowane odpowiedzi

Sonda InSight uwieczniła na filmie niezwykłe zaćmienie Słońca na Marsie
2019-03-13
Czerwona Planeta to pod wieloma względami fascynujące miejsce, które kiedyś stanie się domem dla wielu Ziemian. Żyjący tam fani zjawisk astronomicznych będą zachwyceni, bo glob ten posiada dwa księżyce, a to oznacza, że...
Będzie można liczyć na ciekawe zaćmienia Słońca. Namiastkę tego pokazała nam NASA. Agencja opublikowała zdjęcia połączone w film, na którym możemy zobaczyć zaćmienie naszej dziennej gwiazdy przez Fobosa, jeden z dwóch księżyców Marsa, w miejscu lądowania sondy InSight. Tuż przed zaćmieniem, po powierzchni przemieszczają się cienie lądownika, a po chwili jałowe krajobrazy nieco pociemniały, jakby ktoś przygasił światło.
Fobos jest większym z dwóch naturalnych satelitów Marsa, ma rozmiary 27×22×18 kilometrów i okrąża swą planetę w odległości zaledwie 6 tysięcy kilometrów. Co ciekawe, według poczynionych analiz Marsa, wszystko wskazuje na to, że obiekt ten w przyszłości przestanie istnieć. Mars zmieni się wówczas we władcę pierścieni, prawie jak Saturn. Siły pływowe tej planety mają niebagatelny wpływ na Fobosa, który przyciągany jest około 2 metry na 100 lat i rozciągany na wszystkie strony.
Dzieje się tak dlatego, że znajduje się on zaledwie 6 tysięcy kilometrów od powierzchni macierzystej planety. Chociaż dezintegracja Fobosa ma rozpocząć się za ok. 20 milionów lat, to już teraz możemy wyobrazić sobie, jak spektakularne będzie to zjawisko dla przyszłych mieszkańców Marsa.
Japońska Agencja Kosmiczna i Europejska Agencja Kosmiczna chcą na księżyce Czerwonej Planety wysłać misje kosmiczne. Według nich te obiekty są o wiele ciekawsze od samego Marsa i zbadanie ich może pozwolić nam rozwiązać wiele zagadek na temat burzliwej historii tej planety. Naukowców najbardziej interesuje wszystko to, co stało się 3,7 miliarda lat temu. Otóż wówczas w tajemniczy sposób Mars stracił swoją gęstą atmosferę.
Wysłanie lądownika na Fobosa ma odbyć się w ramach projektu Landing Once on Phobos (LOOP), w którym uczestniczą inżynierowie z Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) i Centrum Badań Kosmicznych PAN. Zadaniem Polaków jest opracowanie wytrzymałych nóg lądownika, które pozwolą mu wylądować na Fobosie, księżycu Czerwonej Planety.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-13/sonda-insight-uwiecznila-na-filmie-niezwykle-zacmienie-slonca-na-marsie/

Sonda InSight uwieczniła na filmie niezwykłe zaćmienie Słońca na Marsie.jpg

Sonda InSight uwieczniła na filmie niezwykłe zaćmienie Słońca na Marsie2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Co naukowcy odkryli analizując pył w Układzie Słonecznym?
2019-03-13. Radek Kosarzycki

Tak samo jak pył gromadzi się w rogach i wzdłuż regałów w naszych domach, tak i gromadzi się w przestrzeni kosmicznej. Jednak kiedy pył gromadzi się w układzie słonecznym, często tworzy pierścienie. Kilka takich pierścieni pyłowych okrąża Słońce. Pierścienie wskazują orbity planet, których grawitacja wciąga pył na orbity wokół Słońca, gdy ten dryfuje w kierunku centrum Układu Słonecznego.
Pył składa się ze skruszonych pozostałości po okresie formowania się Układu Słonecznego, około 4,6 miliarda lat temu – jest to gruz pozostały po zderzeniach planetoid lub pozostałości po kometach. Pył jest rozproszony po całym Układzie Słonecznym, ale gromadzi się w ziarnistych pierścieniach nałożonych na orbity Ziemi i Wenus; pierścienie, które można zobaczyć za pomocą teleskopów na Ziemi. Badając ten pył – z czego jest zrobiony, skąd pochodzi i jak przemieszcza się w przestrzeni kosmicznej – naukowcy szukają wskazówek, które pomogą im zrozumieć narodziny planet i skład chemiczny wszystkiego co obserwujemy w Układzie Słonecznym.
Dwa ostatnie projekty badawcze donoszą o nowych odkryciach pierścieni pyłowych w wewnętrznym układzie słonecznym. W ramach jednego z nich wykorzystano dane NASA do przedstawienia dowodów na istnienie pierścienia pyłowego wokół Słońca na orbicie Merkurego. Natomiast w drugim NASA identyfikuje prawdopodobne źródło pierścienia pyłu na orbicie Wenus: grupę nigdy wcześniej nie odkrytych planetoid krążących razem z planetą po tej samej orbicie.
„Nie co dzień można odkryć coś nowego w wewnętrznej części Układu Słonecznego” – powiedział Marc Kuchner, autor projektu badania Wenus i astrofizyk w Centrum Lotów Kosmicznych NASA w Greenbelt w stanie Maryland. „Przecież to jest tuż obok”.
Kolejny pierścień wokół Słońca
Guillermo Stenborg i Russell Howard, naukowcy zajmujący się badaniem Słońca z Naval Research Laboratory w Waszyngtonie, D.C., nie zamierzali szukać żadnych pierścieni pyłowych. „Znaleźliśmy go przypadkiem”, powiedział Stenborg, śmiejąc się. Naukowcy podsumowali swoje odkrycia w artykule opublikowanym w The Astrophysical Journal w dniu 21 listopada 2018 r.
Badacze opisują dowody na drobną mgłę kosmicznego pyłu na orbicie Merkurego, tworzącą pierścień o szerokości około 15 milionów kilometrów. Merkury – którego średnica to 4900 kilometrów – przedziera się przez ten rozległy szlak pyłu, okrążając Słońce po swojej orbicie.
Jak na ironię, dwaj naukowcy natknęli się na pierścień pyłu, szukając dowodów na istnienie obszaru pozbawionego pyłu w pobliżu Słońca. W pewnej odległości od Słońca, zgodnie z podejrzeniami, które mają już kilkadziesiąt lat, potężne ciepło gwiazdy powinno odparować pył czyszcząc w ten sposób całkiem spory obszar przestrzeni kosmicznej. Wiedząc, gdzie jest ta granica, można dowiedzieć się jaki jest skład tego pyłu oraz w jaki sposób powstały planety w młodym układzie słonecznym.
Jak dotąd nie znaleziono dowodów na obecność przestrzeni wolnej od pyłu, ale częściowo dlatego, że trudno byłoby ją wykryć z Ziemi. Bez względu na to, jak naukowcy patrzą z Ziemi, cały pył między nami a Słońcem przeszkadza w obserwacjach, skłaniając ich do myślenia, że przestrzeń w pobliżu zawiera więcej pyłu niż w rzeczywistości.
Stenborg i Howard doszli do wniosku, że mogą obejść ten problem, budując model oparty na zdjęciach przestrzeni międzyplanetarnej wykonanych przez sondę STEREO (Solar and Terrestrial Relations Observatory).
Ostatecznie obaj chcieli przetestować swój nowy model w ramach przygotowań do misji sondy Parker Solar Probe, która obecnie przemieszcza się po bardzo eliptycznej orbicie wokół Słońca, zbliżając się do niego przez następne siedem lat. Badacze chcieli zastosować swoją technikę do zdjęć, które Parker prześle na Ziemię i sprawdzić jak zachowuje się pył w pobliżu Słońca.
Naukowcy nigdy nie pracowali z danymi zebranymi w tym niezbadanym obszarze, tak blisko Słońca. Modele, takie jak Stenborga i Howarda, stanowią istotny kontekst dla zrozumienia obserwacji Parker Solar Probe, a także wskazują, w jakim środowisku kosmicznym sonda będzie przebywała.
Na obrazach STEREO pojawiają się dwa rodzaje światła: światło z gorącej zewnętrznej atmosfery Słońca – zwanej koroną – i światło odbijające się od pyłu unoszącego się w przestrzeni. Światło słoneczne odbite od tego pyłu, który powoli okrąża Słońce, jest około 100 razy jaśniejsze niż światło koronalne.
„Tak naprawdę nie jesteśmy specjalistami od pyłu”, powiedział Howard, który jest także głównym naukowcem kamer zainstalowanych na pokładzie STEREO i Parker Solar Probe, które robią zdjęcia korony. „Pył blisko Słońca pojawia się w naszych obserwacjach i zazwyczaj go usuwaliśmy”. Heliofizycy tacy jak Howard – którzy badają aktywność słoneczną do celów takich jak prognozowanie pogody kosmicznej, w tym gigantyczne eksplozje materii słonecznej, którą Słońce może czasami wysyłać w naszą stronę – spędzili lata na opracowywaniu technik usuwania tego pyłu ze zdjęć. Dopiero po usunięciu lekkiego zanieczyszczenia z pyłu mogą wyraźnie zobaczyć, co robi korona.
Obaj naukowcy zbudowali swój model jako narzędzie do usuwania nieznośnego pyłu ze zdjęć wykonywanych przez sondę STEREO – i ewentualnie Parker Solar Probe – ale przewidywanie wolnej od pyłu przestrzeni pozostało w ich głowach. Gdyby mogli wymyślić sposób na rozdzielenie dwóch rodzajów światła i odizolować pył, mogliby dowiedzieć się, ile go naprawdę jest. Na przykład stwierdzenie, że całe światło na zdjęciu pochodzi z samej korony, może wskazywać, że w końcu znaleźli obszar wolny od pyłu.
Pierścień pyłowy Merkurego był przypadkowym odkryciem, którego Stenborg i Howard dokonali podczas pracy nad swoim modelem. Kiedy wykorzystali swoją nową technikę na zdjęciach z sondy STEREO, zauważyli zwiększoną jasność wzdłuż orbity Merkurego – czyli więcej pyłu – w świetle, które planowali usunąć.
„To nie był odosobniony przypadek” – powiedział Howard. „Wszędzie wokół Słońca, niezależnie od pozycji sondy, mogliśmy zobaczyć ten sam pięcioprocentowy wzrost jasności pyłu lub gęstości. To mówiło nam, że coś tam jest, i jest to coś, co rozciąga się wokół Słońca”.
Naukowcy nigdy nie uważali, że wzdłuż orbity Merkurego może istnieć pierścień, co może tłumaczyć dlaczego do tej pory nikt go nie zauważył, powiedział Stenborg. „Ludzie myśleli, że Merkury, w przeciwieństwie do Ziemi lub Wenus, jest zbyt mały i zbyt blisko Słońca, aby utrzymać pierścień pyłu”, powiedział. „Wszyscy spodziewali się, że wiatr słoneczny i siły magnetyczne Słońca wydmuchają nadmiar pyłu znajdującego się na orbicie Merkurego”.
Dzięki nieoczekiwanemu odkryciu i nowemu instrumentowi, naukowcy nadal chcą badać strefę wolną od pyłu. Podczas gdy Parker Solar Probe kontynuuje badania korony, ich model może pomóc innym odkryć wszelkie inne zagęszczenia pyłu czające się w pobliżu Słońca.
Planetoidy ukrywające się na orbicie Wenus
To nie pierwszy raz, kiedy naukowcy znaleźli pierścień pyłowy w wewnętrznym układzie słonecznym. Dwadzieścia pięć lat temu naukowcy odkryli, że Ziemia krąży wokół Słońca w olbrzymim pierścieniu pyłu. Inni badacze odkryli podobny pierścień w pobliżu orbity Wenus, najpierw wykorzystując dane archiwalne z niemiecko-amerykańskich sond kosmicznych Helios w 2007 r., następnie potwierdzając je w 2013 r. danymi z sondy STEREO.
Od tego czasu naukowcy ustalili, że pierścień pyłu na orbicie Ziemi pochodzi głównie z pasa asteroid, rozległego regionu w kształcie pączka z dziurką między Marsem a Jowiszem, gdzie żyje większość planetoid układu słonecznego. Te skaliste obiekty nieustannie uderzają o siebie, tworząc pył, który dryfuje głębiej w stronę Słońca, chyba że grawitacja Ziemi odciągnie taki pył na orbitę naszej planety.
Początkowo wydawało się prawdopodobne, że pierścień pyłu Wenus uformował się jak Ziemia, z pyłu wytworzonego w innym miejscu Układu Słonecznego. Ale kiedy Petr Pokorny, asrtofizyk z Goddarda stworzył model pyłu opadającego po spirali w kierunku Słońca z Pasa Planetoid, jego symulacje wytworzyły pierścień, który pasował do obserwacji pierścienia Ziemi – ale nie do Wenus ”.
Ta rozbieżność sprawiła, że zastanawiał się, skoro to nie pas planetoid, to skąd pochodzi pył na orbicie Wenus? Po serii symulacji Pokorny i jego współpracownik Marc Kuchner postawili hipotezę, że pochodzi ona z grupy nigdy wcześniej nie odkrytych planetoid krążących wokół Słońca obok Wenus. Badacze opublikowali wyniki swoich badań w periodyku The Astrophysical Journal Letters 12 marca 2019 roku.
„Myślę, że najbardziej ekscytującą rzeczą w naszych wynikach jest to, że sugerują one istnienie nowej populacji planetoid, która prawdopodobnie zawiera wskazówki, jak powstał układ słoneczny” – powiedział Kuchner. Jeśli Pokorny i Kuchner zdołają je zaobserwować, ta rodzina planetoid może rzucić światło na wczesną historię Ziemi i Wenus. Obserwowane przez odpowiednie instrumenty, planetoidy mogą również odkryć przed nami wskazówki dotyczące chemicznej różnorodności Układu Słonecznego.
Ponieważ jest rozproszony na większej orbicie, pierścień pyłu Wenus jest znacznie większy niż nowo wykryty pierścień przy Merkurym. Około 25 milionów kilometrów od góry do dołu i o szerokości 10 milionów kilometrów pierścień ten jest wypełniony pyłem, którego największe ziarna są mniej więcej wielkości ziaren gruboziarnistego papieru ściernego. Jest w nim około 10 procent więcej pyłu niż w otaczającej przestrzeni. Mimo to jest rozproszony – gdyby zebrać cały pył z pierścienia, to utworzyłby planetoidę o średnicy nieco ponad 3 kilometrów.
Używając tuzina różnych narzędzi do modelowania do symulacji przemieszczania się pyłu w Układzie Słonecznym, Pokorny stworzył modele wszystkich źródeł pyłu, które tylko mógł wymyślić, szukając symulowanego pierścienia Wenus, który pasowałby do obserwacji. Lista wszystkich źródeł, które wypróbował, brzmi jak spis wszystkich skalistych obiektów w Układzie Słonecznym: planetoidy z Pasa Głównego, komety z Obłoku Oorta, komety typu Halleya, komety z rodziny Jowisza, niedawne zderzenia w pasie asteroid.
„Ale żaden z nich nie działał” – powiedział Kuchner. „Zaczęliśmy więc tworzyć własne źródła pyłu”.
Być może, myśleli dwaj naukowcy, pył pochodził z planetoid znajdujących się znacznie bliżej Wenus niż pas planetoid. Może istnieje grupa planetoid krążących wokół Słońca z Wenus – co oznacza, że dzielą orbitę Wenus, ale trzymają się z daleka od planety, często wręcz po drugiej stronie Słońca. Pokorny i Kuchner uzasadnili, że grupa planetoid na orbicie Wenus mogła dotąd pozostać niewykryta, ponieważ trudno jest skierować ziemskie teleskopy w tym kierunku, tak blisko Słońca, bez interferencji światła od Słońca.
Planetoidy współorbitujące są przykładem tzw. rezonansu, który blokuje różne orbity razem, w zależności od tego, jak spotykają się ich wpływy grawitacyjne. Pokorny i Kuchner wymodelowali wiele potencjalnych rezonansów: na przykład planetoidy okrążające Słońce na każde trzy orbity Wenus, lub dziewięć razy na dziesięć Wenus i jeden na jeden. Spośród wszystkich możliwości jedna grupa sama w sobie stworzyła realistyczną symulację pierścienia pyłu Wenus: grupy planetoid, które zajmują orbitę Wenus i podróżują po niej z tą samą prędkością co Wenus.
Ale naukowcy nie mogli skończyć na znalezieniu hipotetycznego rozwiązania, które zadziałało. „Myśleliśmy, że odkryliśmy tę populację planetoid, ale potem musieliśmy to udowodnić i pokazać, że działa” – powiedział Pokorny. „Byliśmy podekscytowani, ale potem zdajesz sobie sprawę ile pracy jeszcze przed tobą”.
Musieli pokazać, że samo istnienie planetoid ma sens w układzie słonecznym. Zdawali sobie sprawę, że mało prawdopodobne jest, że planetoidy na tych specjalnych, kołowych orbitach w pobliżu Wenus dotarły tam z innego miejsca, niż pas planetoid. Ich hipoteza byłaby bardziej sensowna, gdyby planetoidy były tam od samego początku Układu Słonecznego.
Naukowcy stworzyli kolejny model, tym razem zaczynając od grupy 10 000 planetoid sąsiadujących z Wenus. Pozwolili, aby symulacja przebiegła szybko przez 4,5 miliarda lat historii Układu Słonecznego, uwzględniając wszystkie efekty grawitacyjne z każdej z planet. Kiedy model dotarł do dzisiejszych czasów, około 800 testowych planetoid wciąż istniało.
Pokorny uważa to za optymistyczny wskaźnik przetrwania. Wskazuje, że planetoidy mogły się uformować w pobliżu orbity Wenus w chaosie wczesnego Układu Słonecznego, a niektóre mogły pozostać tam do dzisiaj, zasilając znajdujący się w pobliżu pierścień pyłu.
Następnym krokiem jest odkrycie i zaobserwowanie tych nieuchwytnych planetoid. „Jeśli coś tam jest, powinniśmy go znaleźć” – powiedział Pokorny. Ich istnienie można zweryfikować za pomocą kosmicznych teleskopów, takich jak Hubble, a może i międzyplanetarne sondy kosmiczne takie jak STEREO. Następnie naukowcy będą mieli więcej pytań, na które będą musieli odpowiedzieć: ile ich tam jest i jak dużych? Czy ciągle tworzą pył, czy było tylko jedno zdarzenie rozpadu?
Pierścienie pyłowe wokół innych gwiazd
Pierścienie pyłowe, które ciągną za sobą Merkury i Wenus, znajdują się tuż obok, ale naukowcy zauważyli już wiele innych pierścieni pyłowych w odległych układach planetarnych. Ogromne pierścienie pyłu mogą być łatwiejsze do wykrycia niż egzoplanety i mogą być wykorzystane do wnioskowania o istnieniu ukrytych planet, a nawet ich właściwości orbitalnych.
Ale interpretacja pozasłonecznych pierścieni pyłowych nie jest prosta. „Aby modelować i dokładnie odczytywać pierścienie pyłu wokół innych gwiazd, musimy najpierw zrozumieć fizykę pyłu na naszym własnym podwórku” – powiedział Kuchner. Badając sąsiednie pierścienie pyłu przy Merkurym, Wenus i Ziemi, naukowcy mogą opracować techniki czytania między pierścieniami. Zarówno tymi blisko, jak i daleko.
Źródło: NASA Goddard Space Flight Center
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/13/co-naukowcy-odkryli-analizujac-pyl-w-ukladzie-slonecznym/

Co naukowcy odkryli analizując pył w Układzie Słonecznym.jpg

Co naukowcy odkryli analizując pył w Układzie Słonecznym2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Bliski przelot 2019 EA2 (22.03.2019)
2019-03-13. Krzysztof Kanawka
Dwudziestego drugiego marca nastąpi bliski przelot planetoidy 2019 EA2. Obiekt przemknie w odległości około 308 tysięcy kilometrów od Ziemi.
Moment przelotu planetoidy 2019 EA2 nastąpi 22 marca z maksymalnym zbliżeniem około godziny 14:30 CET. W tym momencie obiekt znajdzie się w odległości około 308 tysięcy kilometrów od Ziemi. Odpowiada to 0,80 średniego dystansu do Księżyca. 2019 EA2 ma szacowaną średnicę około 25 metrów. Jest to jedno z niewielu odkryć małego obiektu stosunkowo daleko od Ziemi, na ponad tydzień przed przelotem.
Jest to 11 bliski (wykryty) przelot planetoidy lub meteoroidu w 2019 roku. W 2018 roku wykryć bliskich przelotów było przynajmniej 73. Rok wcześniej takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 było ich 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
Zeszły rok obfitował w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym bliskim przelotem w 2018 roku było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia 2018 doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja 2018 również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca 2018 doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę.
(PFA, HT)
https://kosmonauta.net/2019/03/bliski-przelot-2019-ea2-22-03-2019/

Bliski przelot 2019 EA2 (22.03.2019).jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astrobazy zapraszają wiosną
2019-03-13. Piotr
Obserwacje gwiazdozbiorów wiosennego nieba to propozycja oferowana w marcu i kwietniu przez Astrobazy Kopernik. Zajęcia odbywają się w obserwatoriach w Kruszwicy (powiat inowrocławski), Żninie, Jabłonowie Pomorskim (powiat brodnicki), Inowrocławiu, Brodnicy i Unisławiu (powiat chełmiński). Astrobazy to nowoczesne, ogólnodostępne obserwatoria astronomiczne zlokalizowane na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, które powstały dzięki realizacji projektu finansowanego z Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013.
Pełnią rolę dydaktyczną i popularyzatorską, korzystają z nich zarówno szkoły, jak i lokalni mieszkańcy. Koordynatorzy prowadzący zajęcia to wykwalifikowana kadra, osoby pełne zaangażowania i pasji. Gorąco zachęcam do odwiedzania astrobaz – mówi marszałek Piotr Całbecki.

Marszałkowski program budowy astrobaz zakończył się powstaniem w Kujawsko-Pomorskiem czternastu takich obiektów.

Każdy z nich posiada wykwalifikowaną kadrę i własny program wydarzeń edukacyjnych (strona projektu). Aby wesprzeć koordynatorów projektu w realizacji zadań samorząd wojewódzki wyszedł z inicjatywą i umożliwił odbycie kursów poszerzających wiedzę z astronomii, zajęć poświęconych praktycznej obsłudze sprzętu obserwacyjnego oraz bezpłatnych studiów podyplomowych (więcej).

Propozycje astrobaz na marzec i kwiecień:

- Astrobaza w Krusziwcy – spotkania w ramach kół przyrodniczo-astronomicznych dla uczniów klas V i VI szkoły podstawowej, obserwacje w ramach projektu Globe at Night, fotografowanie mgławic i galaktyki.
- Astrobaza w Żninie – nocne obserwacje nieba i zwiedzanie astrobazy we wtorki i piątki w godzinach od 19 do 20.
- Astrobaza w Inowrocławiu – obserwacje nieba podczas stałych dyżurów w środy w godzinach od 15 do 17 oraz w czwartki w godzinach od 18 do 20. W pozostałe dni zwiedzanie możliwe po uprzednim zgłoszeniu.
- Astrobaza w Jabłonowie Pomorskim – zajęcia dla uczniów koła astronomicznego w środy od godziny 15.15 oraz obserwacje nieba w każdą środę od godziny 17 do 19.
- Astrobaza w Brodnicy – obserwacje w każdy poniedziałek w godzinach od 18 do 20.
- Astrobaza w Unisławiu – stałe dyżury w środy w godzinach w godzinach od 18 do 20.


Informacja prasowa: Beata Krzemińska rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego
https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=898

Astrobazy zapraszają wiosną.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Współpraca PAK i PTMA w zakresie popularyzacji wiedzy o kosmosie
2019-03-13
Polska Agencja Kosmiczna i Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii podpisały umowę o współpracy, w ramach której będą wspólnie organizowały wydarzenia popularyzujące tematykę astronomiczną. Umowa została podpisana 11 lutego 2019 r. przez wiceprezesa PAK dr. hab. Marka Moszyńskiego i prezesa PTMA Mieczysława Jagłę, a pierwszą imprezą, przy której będą współpracowały obie instytucje, będzie Ogólnopolskie Młodzieżowe Seminarium Astronomiczne zaplanowane na marzec 2019 r.
Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii, obchodzące w tym roku swoje stulecie, jest jedną z najstarszych organizacji popularyzujących naukę w Polsce. Celem organizacji jest szerzeniu wiedzy o kosmosie poprzez integrację osób zajmujących się zawodowo i amatorsko astronomią i naukami pokrewnymi, zapoznawanie z postępami wiedzy astronomicznej i nauk pokrewnych oraz zachęcanie do podejmowania prac badawczych. Towarzystwo realizuje swoje cele przez zakładanie i prowadzenie placówek astronomicznych, obserwatoriów i planetariów, organizację pracowni i Szkolnych Kół Astronomicznych oraz prowadzenie działalności wydawniczej i edukacyjnej.
Polska Agencja Kosmiczna podejmuje działania związane z popularyzacją tematyki astronomicznej w ramach realizacji swoich ustawowych zadań. Dotychczas zrealizowano wiele przedsięwzięć o charakterze popularyzatorskim i systemowym, min. liczne wykłady tematyczne z dziedziny astronomii i GNSS, udział w targach, piknikach naukowych i festiwalach nauki, przygotowanie opracowań monograficznych, raportów i scenariuszy lekcji. Agencja jest również współorganizatorem corocznej konferencji kosmicznej w Sieradzu.
Obie instytucje będą współdziałały na rzecz promowania wiedzy o kosmosie organizując razem imprezy - wykłady, konkursy, akcje specjalne i inne.
Pierwszym wspólnym przedsięwzięciem będzie XLV Ogólnopolskie Młodzieżowe Seminarium Astronomiczne (OMSA) im. Profesora Roberta Głębockiego, które odbędzie się w dniach 21-23 marca 2019 r. w Zespole Szkół Technicznych w Grudziądzu. Polska Agencja Komiczna objęła imprezę patronatem, będzie też współfinansowała nagrody przyznane laureatom konkursu na najlepszy referat o tematyce astronomicznej lub astronautycznej, w którym rokrocznie biorą udział pasjonaci astronomii ze szkół średnich z całego kraju, a którego już 45. edycja zostanie rozstrzygnięta podczas XLV OMSA w Grudziądzu.
Źródło: Polska Agencja Kosmiczna - POLSA
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/wspolpraca-pak-i-ptma-w-zakresie-popularyzacji-wiedzy-o-kosmosie

Współpraca PAK i PTMA w zakresie popularyzacji wiedzy o kosmosie.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy przeanalizują niebadane próbki z Księżyca przywiezione przez astronautów z programu Apollo
Autor: John Moll (2019-03-13)
Podczas programu kosmicznego Apollo, amerykańscy astronauci pobrali próbki materiału księżycowego i zabrali je z powrotem na Ziemię. Zaskakujący może wydawać się fakt, że część próbek pozostała nietknięta, choć minęło już prawie 50 lat. Lecz teraz agencja NASA wybrała zespoły naukowe, które otworzą pojemniki i zbadają ten obcy materiał.
Chodzi o próbki, pobrane z Księżyca podczas misji Apollo 15 i Apollo 17, które odbyły się odpowiednio w 1971 i 1972 roku. Po sprowadzeniu ich na Ziemię, agencja kosmiczna NASA podjęła decyzję o przechowaniu części z nich. Zbadaniem tych próbek miała zająć się przyszła (obecna) generacja naukowców, mająca dostęp do znacznie lepszych technologii.
Agencja NASA wybrała dziewięć propozycji zbadania nieotwartych pojemników z próbkami. Jeden z zespołów naukowych przeprowadzi dokładną analizę materiału księżycowego w poszukiwaniu cząsteczek organicznych, dzięki czemu lepiej poznamy skład chemiczny Księżyca. Inne badania pozwolą ustalić, czy zastosowane dekady temu metody przechowywania były dobre i czy próbki nie zostały zanieczyszczone.
Kolejny zespół, który został wybrany do tego projektu, będzie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o historii geologicznej Srebrnego Globu. Badania próbek, które pozostawały nietknięte przez prawie 50 lat mogą dostarczyć nam nowej wiedzy.
NASA będzie mogła wykorzystać pozyskane tą drogą informacje podczas przyszłych misji kosmicznych. Amerykańska agencja kosmiczna będzie mogła np. opracować lepsze metody przechowywania próbek, które z pewnością okażą się pomoce podczas badań asteroid i Księżyca.
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/naukowcy-przeanalizuja-niebadane-probki-z-ksiezyca-przywiezione-przez-astronautow-z

 

Naukowcy przeanalizują niebadane próbki z Księżyca przywiezione przez astronautów z programu Apollo.jpg

Naukowcy przeanalizują niebadane próbki z Księżyca przywiezione przez astronautów z programu Apollo2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Łazik Yutu-2 zasypia do trzeciej nocy księżycowej
2019-03-13

Chiński łazik Yutu-2 będący częścią misji Chang’e 4 wszedł w stan hibernacji po trzecim dniu księżycowym. Mimo, że pojazd przekroczył planowany czas działania, to za około dwa tygodnie zostanie wybudzony ponownie i będzie kontynuował badanie okolic lądowania.
Misja Chang’e 4 to pierwsze miękkie lądowanie na niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca. Chiński lądownik dotknął księżycowego gruntu 3 stycznia 2019 roku, lądując w kraterze Von Kármán znajdującym się w ogromnym basenie uderzeniowym Biegun Południowy-Aitken.
Niedługo po lądowaniu z sondy wyjechał łazik Yutu-2 - drugi chiński pojazd na Księżycu. Yutu-2 przejechał do tej pory 163 m. W pierwszym księżycowym dniu misji 44 m, drugim 76 m, a trzecim 43 m. Łazik jest aktywny jedynie w czasie dnia i w jego środku przerywa pracę z uwagi na zbyt wysokie położenie Słońca i możliwość przegrzania.
Ostatni dzień księżycowy działania łazika trwał między 28 lutego a 13 marca. Łazik był w “południowej” hibernacji między 3 i 10 marca.
W ostatnich tygodniach chińska agencja eksploracji Księżyca CLEP opublikowała kilka zdjęć badanych przez łazik obiektów.
Na przybliżeniu powyższej fotografii zaznaczono badaną skałę o rozmiarach około 20 cm.
Jak informują chińskie media zarówno łazik jak i lądownik funkcjonują prawidłowo.
1 lutego nad lądownikiem i pojazdem misji przeleciała amerykańska sonda LRO. Wykonała fotografię, na której widać położony między trzema niewielkimi kraterami lądownik i łazik znajdujący się kilkadziesiąt metrów na północny-zachód od lądownika.
Badania misji Chang’e 4 są niezwykle istotne dla poznania charakterystyki skał bazaltowych po niewidocznej stronie Księżyca. Łazik jest wyposażony m.in. w spektrometr światła widzialnego i podczerwieni, dzięki któremu będzie można ustalić skład tych skał. Naukowcy są ciekawi czy różni się on w stosunku do tych zbadanych po widocznej z Ziemi stronie Srebrnego Globu.
Źródło: CNSA/Planetary
Więcej informacji:
•    obszerne podsumowanie 3. dnia działania misji Chang'e 4 (Planetary.org)
•    artykuł NASA opisujący obserwacje misji przez orbiter księżycowy LRO
Na zdjęciu tytułowym: Łazik Yutu-2 sfotografowany przez lądownik misji Chang'e 4 podczas pierwszego dnia księżycowego misji. Źródło: CNSA/CLEP.
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/lazik-yutu-2-zasypia-do-trzeciej-nocy-ksiezycowej

Łazik Yutu-2 zasypia do trzeciej nocy księżycowej.jpg

Łazik Yutu-2 zasypia do trzeciej nocy księżycowej2.jpg

Łazik Yutu-2 zasypia do trzeciej nocy księżycowej3.jpg

Łazik Yutu-2 zasypia do trzeciej nocy księżycowej4.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

REXUS 25 – eksperyment GAME
2019-03-13. Krzysztof Kanawka
Wraz z Jeżem na pokładzie rakiety sondującej w locie REXUS 25 znalazł się mały szybowiec o nazwie GAME.
Program REXUS / BEXUS umożliwia studentom z całej Europy prowadzanie eksperymentów naukowych i technologicznych wykorzystujących rakiety badawcze i balonów. Każdego roku uruchamiane są dwie rakiety i dwa balony, każdy zawierający do 20 eksperymentów zaprojektowanych i zbudowanych przez zespoły studenckie. Do konkursu stają zespoły z kilkudziesięciu uczelni z całej Europy, zakwalifikowanych zostaje tylko kilka najlepszych.
Eksperymenty REXUS są wynoszone na niekierowanej rakiecie stabilizowanej wirowaniem, napędzanej ulepszonym silnikiem Orion. Dzięki spaleniu niemal 300 kg stałego paliwa jest w stanie zabrać do 40 kg eksperymentalnych modułów na wysokość około 90 km. Rakieta ma 5,6 m długości i średnicę 35,6 cm.
W ramach lotu REXUS 25 na pokładzie rakiety sondującej znalazł się eksperyment studentów z Politechniki Gdańskiej. Ten eksperyment nosi nazwę HEDGEHOG (High quality Experiment Dedicated to microGravity Exploration, Heat flow and Oscillation measurement from Gdansk). Celem tego eksperymentu jest zbadanie drgań oraz przepływ ciepła podczas lotu rakiety suborbitalnej. Prace nad Jeżem trwały od 2017 roku.
Lot REXUS 25 odbył się 11 marca 2019 roku. Rakieta sondująca wystartowała z poligonu ESRANGE w północnej Szwecji. Rakieta osiągnęła pułap ponad 80 km. Oprócz “Jeża” na pokładzie tej rakiety znalazło się kilka innych eksperymentów. Jednym z nich jest szybowiec o nazwie GAME (Glider for Atmospheric Measurements and Experiments). Twórcami GAME są studenci z uniwersytetu technicznego w Jena.
Poniższe nagranie prezentuje lot rakiety sondującej dla REXUS 25 i uwolnienie szybowca GAME.
W tej chwili trwa analiza dostępnych danych z lotu GAME. Zespół tego projektu jeszcze nie poinformował czy udało się odzyskać ten szybowiec oraz jaką trasę wykonał GAME po oddzieleniu od rakiety.
Strona zespołu GAME: http://rexus-game.de
(GAME)
https://kosmonauta.net/2019/03/rexus-25-eksperyment-game/

REXUS 25 – eksperyment GAME.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kapsuła Orion z misją wokół Księżyca może polecieć na Falconie Heavy!
2019-03-14
Smutne wieści dochodzą do nas od speców od amerykańskiego przemysłu kosmicznego. Okazuje się, że NASA zrezygnuje z budowy pierwotnej wersji jednej z najpotężniejszych rakiet w historii, Space Launch System.
Chociaż takie plotki pojawiają się od jakiegoś czasu, to jednak najnowsze wskazują, że tak stanie się w rzeczywistości. Rząd i NASA ograniczą możliwości rakiety SLS z 130 ton na niską orbitę okołoziemską do zaledwie 70 ton. Władze uznały, że prace prowadzone są za długo, pochłonęły już za dużo funduszy i nie widać końca realizacji projektu, a czasu jest mało.
Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że prywatny sektor przemysłu kosmicznego rozwija się niezwykle prężnie, czego się nie spodziewano przy starcie projektu budowy rakiety SLS, która miała nakreślić nowe, wielkie plany eksploracji kosmosu. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej, a prywatny sektor bez problemu sam już może realizować nawet największe plany NASA związane z Księżycem i Marsem, za pomocą swoich rakiet, i co najważniejsze, robić to znacznie taniej.
NASA i rząd najprawdopodobniej poważnie rozważają wykonanie pierwszej eksperymentalnej misji kapsuły Orion wokół Srebrnego Globu za pomocą rakiet Falcon Heavy od SpaceX. Pierwotnie miała ona polecieć na szczycie rakiety Space Launch System, ale nie jest pewne, czy agencja wyrobi się z terminem, a jest on ustalony na rok 2020. Donald Trump żąda, by lot eksperymentalny EM-1 odbył się jeszcze za jego obecnej kadencji, więc NASA została postawiona pod ścianą.
Taki lot rakietą SLS będzie bardzo kosztowny, a SpaceX może ten koszt obniżyć kolosalnie. Falcon Heavy ma na tyle ogromny udźwig, że bez problemu wyniesie kapsułę Orion na ziemską orbitę lub moduł napędowy i pośle je w kierunku Srebrnego Globu, a następnie poszczególne stopnie rakiet będą mogły wylądować na Ziemi i zostać w pełni odzyskane. Oznacza to, że koszt całej misji spadnie do dziesiątek do zaledwie kilkunastu milionów dolarów. To łakomy kąsek zarówno dla NASA, jak i rządu USA, który mocno obciął budżet agencji na przyszłe projekty. Jeśli NASA skorzysta z oferty prywatnych firm, to zaoszczędzi nawet 700 milionów dolarów, które będzie mogła wykorzystać na misje kosmiczne.
Nie bez znaczenia ma tutaj też wielki sukces SpaceX w niedawnej misji kapsuły Dragon do ISS. Jeśli NASA i rząd rzeczywiście skorzystają z oferty SpaceX i Falcona Heavy, to lot wokół Księżyca będzie niezwykłym i historycznym wydarzeniem. Start dwóch misji, bo jeden FH wyniesie samą kapsułę, a drugi napęd z paliwem, nastąpi bowiem ze słynnej platformy LC-39A na przylądku Canaveral, z której startowały misje Apollo na Srebrny Glob. Zobaczymy też załogową kapsułę Orion na szczycie zjawiskowej rakiety Falcon Heavy, czyli najpotężniejszej wykorzystywanej w całej historii prywatnego sektora przemysłu kosmicznego.
Lot EM-1 kapsuły Orion od firmy Lockheed Martin ma odbyć się w 2020 roku. Po nim ma nastąpić kolejny, już załogowy. Nowa i najbardziej zaawansowana w historii NASA kapsuła ma dostarczać astronautów nie tylko na pokład Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale również Księżycowego Portu Kosmicznego, a dalej na Księżyc, Marsa i inne obiekty Układu Słonecznego.
Źródło: GeekWeek.pl/Eric Berger/Twitter / Fot. SpaceX/NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-14/kapsula-orion-z-misja-wokol-ksiezyca-moze-poleciec-na-falconie-heavy/

Kapsuła Orion z misją wokół Księżyca może polecieć na Falconie Heavy!.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

EM-1 na komercyjnej rakiecie?
2019-03-14. Krzysztof Kanawka
Pojawiają się doniesienia, że pierwsza misja pojazdu MPCV Orion może wystartować dzięki komercyjnej rakiecie. Powodem są opóźnieniach w pracach nad rakietą SLS.
Pierwsza misja “pełnej wersji” kapsuły MPCV Orion nosi nazwę EM-1 (Exploration Mission – 1). Ta misja będzie bezzałogowa i w tym locie zostanie wykorzystana po raz pierwszy potężna rakieta SLS. Jeszcze kilka miesięcy temu oficjalnie planowano tę misję na koniec 2019. Przewidywano także, że start nastąpi później – być może w pierwszej połowie 2020 roku. Sytuacja się jednak komplikuje i coraz bardziej prawdopodobne są kolejne opóźnienia.
Aktualnie (stan na marzec 2019) istnieje ryzyko, że EM-1 opóźni się nawet do 2021 roku. Powodem są opóźniające się prace nad rakietą SLS, która w momencie akceptacji (wrzesień 2010) miała być gotowa w 2017 roku. Aktualnie wydaje się, że pierwszy egzemplarz SLS nie będzie gotowy do startu przed 2021 rokiem, choć kończą się prace przy centralnej części pierwszego stopnia.
W marcu 2019 pojawiły się doniesienia, że NASA analizuje możliwość wykonania EM-1 na komercyjnej rakiecie. Dzięki tej zmianie misja EM-1 miałaby szansę realizacji w połowie 2020 roku.
Problem z rakietą SLS potwierdził niedawno administrator NASA – Jim Bridenstine. Jednocześnie przypomniano, że pierwszy test kapsuły Orion – EFT-1 – został wykonany w grudniu 2014 roku dzięki rakiecie Delta IV Heavy.
Wykonanie misji EM-1 na komercyjnej rakiecie jest możliwe. Przykładowo, firma SpaceX dysponuje rakietą Falcon Heavy, która prawdopodobnie byłaby zdolna wynieść kapsułę MPCV Orion w kierunku Księżyca w jednym lub dwóch startach, w zależności od potrzeby zastosowania dodatkowego górnego stopnia. Oczywiście, zmiana rakiety wymagałaby także zmiany trajektorii lotu oraz prawdopodobnie części hardware. Wydaje się jednak, że czasu jest wystarczająco dużo, by takie modyfikacje przeprowadzić – oczywiście, jeśli NASA w ciągu najbliższych miesięcy zdecyduje się zamienić rakietę dla misji EM-1.
(NASA)
https://kosmonauta.net/2019/03/em-1-na-komercyjnej-rakiecie/

EM-1 na komercyjnej rakiecie.jpg

EM-1 na komercyjnej rakiecie2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dalsze uszkodzenia żagla PW-Sat 2
2019-03-14. Krzysztof Kanawka
Na żaglu satelity PW-Sat 2 pojawiają się kolejne uszkodzenia. Pomimo tych uszkodzeń następuje proces deorbitacji satelity.
Czwarty polski, a zarazem drugi studencki satelita PW-Sat 2 został wyniesiony na orbitę 3 grudnia 2018 roku za pomocą rakiety Falcon 9. Start przebiegł prawidłowo i satelita rozpoczął nadawanie sygnału, który został odebrany przez wiele stacji naziemnych na całym świecie oraz w Polsce
Jeszcze przed końcem 2018 roku nastąpiło rozłożenie żagla. Jest to ostatni eksperyment misji satelity PW-Sat 2. Na początku 2019 roku zespół PW-Sat 2 zaprezentował zdjęcia żagla. Na tych zdjęciach można zobaczyć pierwsze drobne uszkodzenia żagla. Zauważalne są m.in. dziury w żaglu. Można spekulować, że uszkodzenia są wynikiem przebicia przez drobne “kosmiczne śmieci” lub też są wynikiem kilku czynników: wcześniejszych przetarć i wpływu promieniowania kosmicznego.
Kolejne zdjęcia żagla PW-Sata 2 ukazują coraz większe uszkodzenia. W niektórych miejscach uszkodzenia wydają się być dość duże. Niemniej jednak nadal trwa deorbitacja PW-Sata 2. Jedenastego marca średnia wysokość orbity satelity wyniosła 584,4 km – o 5,5 km mniej niż na początku misji.
  PW-Sat 2 to projekt studenckiego satelity realizowany przez Studenckie Koło Astronautyczne Politechniki Warszawskiej ze wsparciem Centrum Badań Kosmicznych PAN. Podobnie jak PW-Sat 1, pierwszy polski satelita, PW-Sat 2 będzie testował sposoby szybkiej deorbitacji.
PW-Sat 2 to nanosatelita o standardzie CubeSat 2U (czyli dwóch jednostek o rozmiarach 10 x 10 x 11,35 cm). Celem misji jest rozłożenie żagla deorbitacyjnego, który zwiększając znacznie powierzchnie satelity, przyśpieszy jego hamowanie atmosferyczne i docelowo wejście w atmosferę.
Misja PW-Sat 2 jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.
(PW-Sat 2, PFA)
https://kosmonauta.net/2019/03/dalsze-uszkodzenia-zagla-pw-sat-2/

Dalsze uszkodzenia żagla PW-Sat 2.jpg

Dalsze uszkodzenia żagla PW-Sat 2.2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Polacy na Światowym Kongresie Kosmicznym w Abu Dhabi
2019-03-14
Budowanie globalnego programu kosmicznego, efektywny transfer technologii między różnymi branżami związanymi z sektorem space oraz bezpieczeństwo wszelkich działań prowadzonych w przestrzeni międzyplanetarnej – to główne tematy Światowego Kongresu Kosmicznego, który odbędzie się w marcu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wśród zaproszonych znaleźli się również polscy specjaliści z branży, którzy wygłoszą prelekcję.
Światowy Kongres Kosmiczny, który odbędzie się w dniach 19 - 21 marca 2019 roku w Abu Dhabi, to strategiczne spotkanie liderów globalnego przemysłu kosmicznego. Spotkają się tam reprezentanci ponad 700 kluczowych agencji kosmicznych, przestrzeni komercyjnych, środowisk akademickich i końcowych użytkowników usług kosmicznych, aby zdefiniować politykę kosmiczną i opracować strategie dotyczące stosowania najnowszych technologii w tym zakresie. Liczne dyskusje i inicjatywy podejmowane w trakcie tego wydarzenia będą miały realny wpływ na rozwój sektora kosmicznego nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również na całym świecie. Gospodarzem tego najbardziej prestiżowego kongresu o tej tematyce jest Agencja Kosmiczna ZEA.
Wśród tematów, które będą poruszane podczas spotkania znajdzie się m.in. spójna polityka bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej, długoterminowe zachowanie środowiska kosmicznego oraz polityka i regulacje prawne stymulujące wdrażanie innowacji w branży space, a także zarządzanie ruchem kosmicznym i świadomość sytuacyjna w tym zakresie. Uczestnicy porozmawiają również o uczciwym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej i  najważniejszych wyzwaniach związanych z wysyłaniem ludzi w kosmos. Do głównych zagadnień należeć będzie również obronność.
- Choć nie dla wszystkich jest to oczywiste, istnieje wiele powiązań pomiędzy obronnością a branżą space – mówi Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i anten dedykowanych branży kosmicznej, prelegent z Polski na kongresie w Abu Dhabi- Światowy przemysł obronny to silnie regulowany obszar o znaczeniu strategicznym, zajmujący się wytwarzaniem produktów o ogromnej wartości, wykorzystujących najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, również kosmiczne. Stąd też podczas marcowego kongresu chcemy omówić militarne systemy komunikacji satelitarnej. Porozmawiamy m.in. o obszarach operacyjnych, w których brakuje takiej infrastruktury oraz o rozwijaniu niezawodnych, optymalnie zabezpieczonych, mobilnych rozwiązań w tym zakresie. Omówimy również prognozy wydatków na globalne systemy łączności wojskowej oraz rozwój rynku wojskowych terminali satelitarnych. Liczymy, że będzie to bardzo merytoryczne spotkanie.
Podczas Światowego Kongresu Kosmicznego oceniane są możliwości globalnego sektora kosmicznego oraz promowane młode, wysoko wykwalifikowane kadry techniczne wspierające tę branżę. Spotkanie to umożliwia uczestnikom skupienie się na wspólnym rozwoju i wdrażaniu kluczowych technologii kosmicznych i satelitarnych, przynoszących zarówno światowe, jak i regionalne korzyści ekonomiczne.
Światowy Kongres Kosmiczny
19 - 21 marca 2019 r., Abu Dhabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie
687 delegatów
90 prelegentów
58 proc. uczestników Światowego Kongresu Kosmicznego to członkowie zagranicznych delegacji, z czego 28 proc. przyjedzie z Europy, 11 proc. z Ameryki Północnej, a 11 proc. z Azji.
Czytaj więcej:
•    Strona wydarzenia
•    O Thorium Space
 
Źródło: Thorium Space
Na zdjęciu: Infografika statystyki Kongresu, Źródło: Global Space Congress
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/polacy-na-swiatowym-kongresie-kosmicznym-w-abu-dhabi

Polacy na Światowym Kongresie Kosmicznym w Abu Dhabi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Astronomowie odkrywają 83 supermasywne czarne dziury we wczesnym wszechświecie
2019-03-14
Astronomowie z Japonii, Tajwanu i Princeton University odkryli 83 kwazary zasilane supermasywnymi czarnymi dziurami w odległym wszechświecie, w czasie gdy wszechświat miał mniej niż 10% swojego obecnego wieku.
“To zdumiewające, że takie masywne, gęste obiekty były w stanie uformować się tak szybko po Wielkim Wybuchu” mówi Michael Strauss, profesor astrofizyki z Princeton University, który jest jednym ze współautorów opracowania. “Zrozumienie jak czarne dziury powstawały we wczesnym wszechświecie i jak powszechnie występują stanowi poważne wyzwanie dla naszych modeli kosmologicznych”.
Odkrycie to znacząco zwiększa liczbę czarnych dziur znanych w tej epoce i dowodzi po raz pierwszy jak powszechnie występowały one na wczesnych etapach historii wszechświata. Dodatkowo, mówi nam także wiele o wpływie czarnych dziur na fizyczny stan gazu w pierwszym miliardzie lat historii. Wyniki badań opublikowane zostały w formie pięciu artykułów naukowych w The Astrophysical Journal oraz Publications of the Astronomical Observatory of Japan.
Supermasywne czarne dziury znajdujące się w centrach galaktyk mogą być miliony lub miliardy razy masywniejsze od Słońca. Choć są one powszechne obecnie, nie wiadomo kiedy zaczęły powstawać i jak wiele ich istniało w odległym wczesnym wszechświecie. Supermasywna czarna dziura staje się widoczna gdy opada na nią gaz sprawiając, że świeci jako “kwazar”. Wcześniejsze badania pozwalały nam dostrzec tylko najrzadsze, najjaśniejsze kwazary, a tym samym tylko najmasywniejsze czarne dziury. Nowe odkrycia pozwalają badać populację słabszych kwazarów zasilanych przez czarne dziury o masie porównywalnej do większości czarnych dziur obserwowanych we współczesnym wszechświecie.
Zespół badaczy wykorzystał dane zebrane za pomocą instrumentu “HYper Suprime-Cam” (HSC) zainstalowanego na pokładzie Teleskopu Subaru należącego do NAOJ, znajdującego się na szczycie Maunakea na Hawajach. HSC posiada gigantyczne pole widzenia – 1,77 stopnia, czyli siedmiokrotnie większe od powierzchni Księżyca w pełni i zainstalowany jest na jednym z największych teleskopów na Ziemi. Zespół HSC obserwował niebo w ciągu 300 nocy obserwacyjnych rozłożonych na pięć lat.
Zespół wybrał odległe obiekty z danych zebranych podczas przeglądu HSC. Następnie przeprowadzono intensywną kampanię obserwacyjną, aby uzyskać widma tych obiektów za pomocą trzech teleskopów: Teleskopu Subaru, Gran Telescopio Canarias na La Palmie na Wyspach Kanaryjskich oraz Gemini South w Chile. Analiza pozwoliła odkryć 83 wcześniej nieznane odległe kwazary. Wraz z 17 już znanymi obiektami tego typu w tej części nieba, badacze odkryli, że istnieje średnio jedna supermasywna czarna dziura na każdy giga-rok-świetlny sześcienny – innymi słowy: gdyby podzielić wszechświat na sześciany o krawędzi miliarda lat świetlnych, to w każdym z nich znalazłaby się jedna supermasywna czarna dziura.
Kwazary uwzględnione w tych badaniach znajdują się około 13 miliardów lat świetlnych od Ziemi czyli widzimy je takimi jakie były 13 miliardów lat temu. Jako że Wielki Wybuch miał miejsce 13,8 miliardów lat temu, patrzymy w odległą przeszłość, do czasu kiedy od momentu powstania wszechświata minęło zaledwie 800 milionów lat.
Powszechnie przyjmuje się, że wodór we wszechświecie był kiedyś neutralny, ale uległ “rejonizacji” rozbiciu na składowe protony i elektrony – mniej więcej w czasie gdy powstawała pierwsza generacja gwiazd, galaktyk i supermasywnych czarnych dziur w pierwszych kilkuset milionach lat po Wielkim Wybuchu. To kluczowy etap w historii wszechświata, jednak jak dotąd astronomowie nie dowiedzieli się co dostarczyło niewiarygodnej ilości energii niezbędnej do rejonizacji. Przekonująca hipoteza wskazuje, że we wczesnym wszechświecie istniało znacznie więcej kwazarów niż dotąd odkryto, i to ich łączne promieniowanie zrejonizowało wszechświat.
“Niemniej jednak, liczba obserwowanych przez nas kwazarów wskazuje, że tak nie było” tłumaczy Robert Lupton z Princeton. “Liczba obserwowanych przez nas kwazarów jest znacznie mniejsza od potrzebnej do wytłumaczenia rejonizacji wszechświata”. Rejonizacja zatem musiała opierać się o inne źródło energii, najprawdopodobniej liczne galaktyki, które wtedy zaczęły się pojawiać we wszechświecie.
Opisywane tu badania nie byłyby możliwe bez niesamowitych możliwości teleskopu Subaru i HSC.
Źródło: Princeton University
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/14/astronomowie-odkrywaja-83-supermasywne-czarne-dziury-we-wczesnym-wszechswiecie/

Astronomowie odkrywają 83 supermasywne czarne dziury we wczesnym wszechświecie.jpg

Astronomowie odkrywają 83 supermasywne czarne dziury we wczesnym wszechświecie2.jpg

Astronomowie odkrywają 83 supermasywne czarne dziury we wczesnym wszechświecie3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ALMA obserwuje miejsca powstawania planet podobnych do naszych
2019-03-14Radek Kosarzycki

Badacze dostrzegli miejsce powstawania planet wokół młodej gwiazdy podobnej do Słońca. Dwa pierścienie pyłu wokół młodej gwiazdy, w odległościach porównywalnych do odległości pasa planetoid i Neptuna od Słońca, wskazują, że obserwujemy powstawanie układu planetarnego podobnego do Układu Słonecznego.
Uznaje się, że Układ Słoneczny powstał z obłoku kosmicznego gazu i pyłu jakieś 4,6 miliarda lat temu. Badając młode układy planetarne powstające wokół innych gwiazd, badacze mają nadzieję dowiedzieć się więcej o procesach powstawania także naszego własnego układu planetarnego.
Tomoyuki Kudo, astronom z National Astronomical Observatory of Japan (NAOJ) wraz ze swoim zespołem obserwował młodą gwiazdę DM Tau za pomocą Atacama Large Milimeter/submilimeter Array (ALMA). Oddalona od nas o 470 lat świetlnych w kierunku gwiazdozbioru Byka, gwiazda DM Tau ma masę równą połowie masy Słońca i ma od trzech do pięciu milionów lat.
“Wcześniejsze obserwacje pasowały do dwóch różnych modeli dysku wokół DM Tau” mówi Kudo. “Jedne badania wskazywały na promień pierścienia porównywalny z promieniem orbity pasa planetoid w Układzie Słonecznym. Drugie wskazywały na rozmiary porównywalne z orbitą Neptuna. Nasze obserwacje przeprowadzone za pomocą ALMA dały nam jasną odpowiedź: obydwa modele są prawidłowe. DM Tau ma dwa pierścienie, po jednym w każdym z tych dwóch miejsc”.
Badacze odkryli jasną plamę w zewnętrznym pierścieniu. Wskazuje ona na zagęszczenie pyłu, które może być miejscem powstawania planety podobnej do Urana lub Neptuna”.
“Szukamy także takich samych szczegółów w wewnętrznym regionie dysku, ponieważ Ziemia powstawała właśnie w takim samym miejscu krążąc wokół młodego Słońca” komentuje Jun Hashimoto, badacz z Centrum Astrobiologii w Japonii. “Rozkład pyłu w wewnętrznym pierścieniu wokół DM Tau dostarczy nam kluczowych informacji o początkach planet podobnych do Ziemi”.
Wyniki obserwacji opublikowano w periodyku Astrophysical Journal w listopadzie 2018 roku i zostały zaprezentowane podczas dorocznego spotkania Astronomical Society of Japan w marcu 2019 roku.
Źródło: NINS
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/14/alma-obserwuje-miejsca-powstawania-planet-podobnych-do-naszych/

ALMA obserwuje miejsca powstawania planet podobnych do naszych.jpg

ALMA obserwuje miejsca powstawania planet podobnych do naszych2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Silne pole magnetyczne planet takich jak Ziemia chroni oceany przed burzami słonecznymi
2019-03-14. Radek Kosarzycki
Badania prowadzone przez naukowców z ANU na polach magnetycznych planet dowiodły,że większość planet odkrywanych w innych układach planetarnych raczej nie sprzyja życiu tak bardzo jak Ziemia.
Rośliny i zwierzęta nie przetrwałyby na Ziemi bez wody. Sama siła pola magnetycznego Ziemi pomaga utrzymać wodę w stanie ciekłym na powierzchni naszej niebieskiej planety, dzięki czemu życie ma szansę się tutaj rozwijać.
Naukowcy z ANU Research School of Astronomy and Astrophysics stworzyli model pola magnetycznego egzoplanet i odkryli, że bardzo mało z nich posiada pole magnetyczne tak silne jak Ziemia.
Badacze doszli do wniosku, że techniki odkrywania egzoplanet rozmiarami przypominających Ziemię pozwalają na odkrywanie wolno rotujących planet związanych pływowo ze swoimi gwiazdami macierzystymi zupełnie tak jak Księżyc związany jest z Ziemią.
Główna autorka opracowania Sarah McIntyre mówi, że silne pola magnetyczne mogą okazać się niezbędne, aby wilgotne planety skaliste sprzyjały powstawaniu życia.
“Pole magnetyczne wydaje się odgrywać kluczową rolę w sprzyjaniu życiu, dlatego też chciałam sprawdzić jak pole magnetyczne Ziemi wygląda na tle pól magnetycznych innych potencjalnie przyjaznych planet” dodaje.
McIntyre twierdzi, że silne pole magnetyczne Ziemi najprawdopodobniej odgrywało ważną rolę w ochronie atmosfery przed wiatrem słonecznym i utrzymywaniu planety wilgotną i przyjazną dla życia.
“Wenus i Mars mają słabe pola magnetyczne i nie sprzyjają powstawaniu życia, podczas gdy pole magnetyczne Ziemi jest silne i planeta tym samym jest przyjazna dla życia. Odkryliśmy, że większość już odkrytych egzoplanet charakteryzuje się bardzo słabym polem magnetycznym, zatem powinien to być istotny czynnik w poszukiwaniach planet potencjalnie sprzyjających powstawaniu życia” dodaje.
Prof. Charley Lineweaver dodaje, że naukowcy odkryli w ostatniej dekadzie całe setki skalistych egzoplanet.
“Czy którakolwiek z tych planet posiada wodę na swojej powierzchni? Czy jest tam życie? Aby odpowiedzieć na te pytania postanowiliśmy stworzyć modele ich pól magnetycznych. Silne pola magnetyczne mogą chronić i utrzymywać wilgotną powierzchnię planety w sposób, do jakiego słabe pole magnetyczne nie jest zdolne”.
Prof. Michael Ireland przyznaje, że w poszukiwaniach życia we wszechświecie należy skupić się na poszukiwaniu planet skalistych z silnymi polami magnetycznymi.
Wyniki badań opublikowano online w periodyku Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
Źródło: RAS
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/14/silne-pole-magnetyczne-planet-takich-jak-ziemia-chroni-oceany-przed-burzami-slonecznymi/

Silne pole magnetyczne planet takich jak Ziemia chroni oceany przed burzami słonecznymi.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Trzydziestolecie telewizji satelitarnej w Polsce
2019-03-14. Radek Kosarzycki
30 lat temu, po raz pierwszy na fasadach budynków w Polsce zaczęły pojawiać się anteny satelitarne. Były jednym ze zwiastunów historycznych zmian tamtych czasów. Wszystkie nakierowane były w jeden punkt na niebie – pozycję orbitalną 19.2oE, z której nadawany był sygnał z satelity ASTRA 1A. Dziś świętujemy 30-lecie tego momentu, który wyznaczył start ery telewizji satelitarnej w Polsce.
Rok 1989 był w Polsce przełomowy pod wieloma względami. Zmiany zachodziły także na polu technologicznym. Dla branży telewizyjnej to przede wszystkim początki odbioru telewizji satelitarnej w Polsce.
ASTRA 1A
W lutym 1989 roku misję rozpoczął satelita ASTRA 1A, obsługiwany przez wiodącego operatora satelitarnego na świecie, spółkę SES. Pierwszy satelita SES, ASTRA 1A został wyniesiony na orbitę przez rakietę Ariane 4 z Gujany Francuskiej, a następnie umieszczony na pozycji orbitalnej 19.2°E. Stamtąd nadawał sygnał telewizyjny do krajów Europy Zachodniej i Środkowej, w tym Polski. Oznaczało to, że Polacy po raz pierwszy na taką skalę, mogli odbierać sygnał satelitarny, a tym samym telewizja stała się łatwiej dostępna dla każdego. Początkowo z ASTRA 1A transmitowane były kanały FilmNet, Sky TV, skandynawski TV3, MTV Europe. Do końca roku, na satelicie swoje pojemności zajmowało wiele niemieckich kanałów, jak RTL plus, Sat.1 i Pro7. W czerwcu 1990 roku wszystkie transpondery zostały zapełnione. O skali popularności telewizji satelitarnej w tamtym czasie świadczy osiągnięcie zasięgu 17 milionów gospodarstw domowych w Europie już w 1990 roku.
Dla widzów w Polsce, telewizja z satelity ASTRA po raz pierwszy uchyliła okno na świat. Pozwoliła zapoznać się z treściami zagranicznych kanałów, podczas gdy w kraju monopol telewizji państwowej został przełamany dopiero rok później. Pierwsza ogólnopolska telewizja prywatna powstała trzy lata później – w 1992 roku. Do dziś wiele osób wspomina symboliczną zmianę, którą było zainstalowanie pierwszej anteny satelitarnej na fasadzie budynku.
30 lat w Polsce
Początek nadawania satelity ASTRA 1A wiąże się z firmą Astra CEE, dzisiaj dostawcy nie tylko kanałów telewizyjnych, ale także stacji radiowych, Internetu oraz usług multimedialnych za pośrednictwem systemu satelitarnego. Obecnie widzowie w naszym kraju mogą odbierać z satelitów ASTRA spółki SES ponad 400 kanałów FTA, w tym 80 w jakości HD.
W tym roku świętujemy jubileusz telewizji satelitarnej w Polsce i 30-lecie działalności Astry – mówi Marcin Ornass-Kubacki, Prezes Astry CEE. – Na przestrzeni lat technologie przekazu zdywersyfikowały się, pojawiła się np. telewizja OTT. Jednak transmisja przy użyciu satelity ma swoje niezaprzeczalne atuty, takie jak niezależność od warunków geograficznych,  politycznych, a także działanie w przypadku klęski żywiołowej czy ataku terrorystycznego, oraz niezawodność ze względu na brak konieczności połączenia z infrastrukturą naziemną. Przede wszystkim jednak, to właśnie satelita daje dzisiaj nieograniczone możliwości transmisji sygnału czy też kontentu bez względu na jego wagę. Właśnie dlatego satelita doskonale sprawdza się w przypadku nadawania treści w oryginalnej rozdzielczości 4K. Co więcej, z ASTRA 3B prowadzone były już także transmisje w 8K, co pokazało już dzisiaj gotowość do nadawania programów jeszcze wyższej jakości. Współczesne satelity pozwalają na przesyłanie tysięcy gigabajtów danych na sekundę i mogą być zaadaptowane do różnych scenariuszy użytkowania. Początek ery telewizji satelitarnej w Polsce 30 lat temu dzięki pierwszym satelitom ASTRA stał się rewolucją technologiczną w polskiej branży telewizyjnej. Obecnie, 30 lat później, satelity nadal pozostają jednym z wiodących sposobów transmisji treści wideo, szczególnie wobec rosnącego zapotrzebowania na dostarczanie wysokiej jakości kontentu oraz usług.
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/14/trzydziestolecie-telewizji-satelitarnej-w-polsce/

Trzydziestolecie telewizji satelitarnej w Polsce.jpg

Trzydziestolecie telewizji satelitarnej w Polsce2.jpg

Trzydziestolecie telewizji satelitarnej w Polsce3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tempo rotacji planetoidy Bennu bezustannie wzrasta
2019-03-14. Radek Kosarzycki
Pod koniec 2018 roku sonda OSIRIS-REx (Origins, Spectral Interpretation, Resource Identification, Security-Regolith Explorer) dotarła do Bennu – planetoidy, którą będzie badała przez kolejnych kilka lat.
Teraz, najnowsze badania opublikowane w periodyku Geophysical Research Letters wskazują, że Bennu rotuje wokół własnej osi coraz szybciej – jest to informacja, która pomoże naukowcom lepiej zrozumieć ewolucję planetoid, zagrożenie jakie stanowią dla Ziemi oraz możliwości wykorzystania ich jako źródło cennych minerałów.
Planetoida Bennu znajduje się 110 milionów kilometrów od Ziemi. Przemieszczając się z prędkością 101 000 kilometrów na godzinę, planetoida wykonuje pełen obrót wokół własnej osi w czasie 4,3 godziny.
Najnowsze badania pozwoliły określić, że tempo rotacji planetoidy rośnie o około 1 sekundę na 100 lat. Inaczej mówiąc, okres rotacji planetoidy skraca się o jedną sekundę na każde sto lat.
Choć może się wydawać, że to niewiele, w długim okresie czasu taka zmiana może przekładać się na dramatyczne zmiany. Rotując coraz szybciej przez miliony lat, planetoida może zacząć tracić fragmenty lub ulec rozerwaniu.
Detekcja wzrostu tempa rotacji pomoże naukowcom lepiej zrozumieć zmiany, których mogła doświadczyć Bennu takie jak osuwiska materii na powierzchni, których będzie poszukiwała sonda OSIRIS-REx.
W ramach misji OSIRIS-REx w 2023 roku na Ziemię powinny dotrzeć próbki materii z powierzchni planetoidy. Zrozumienie zmian tempa rotacji planetoidy pozwoli nam określić co planetoidy mogą nam powiedzieć o pochodzeniu Układu Słonecznego, o zagrożeniu jakie stanowią dla Ziemi oraz o ich wartości dla górnictwa kosmicznego.
Aby zrozumieć rotację Bennu, naukowcy przeanalizowali dane o planetoidzie zebrane z Ziemi w latach 1999 i 2005, oraz za pomocą Hubble’a w 2012 roku. To właśnie przyglądając się danym z Hubble’a naukowcy zauważyli, że tempo rotacji planetoidy z 2012 roku nie pasuje do przewidywań bazujących na wcześniejszych danych.

W żaden sposób nie chciały do siebie pasować” mówi Nolan. “To właśnie wtedy doszliśmy do wniosku, że tempo rotacji musi rosnąć”.
Pomysł, że tempo rotacji planetoidy może rosnąć z czasem powstał po raz pierwszy w okolicach 2000 roku, a został potwierdzony w 2007. Jak dotąd tego typu przyspieszenie rotacji zostało dostrzeżone w zaledwie kilku planetoidach.
Nolan wraz ze współpracownikami twierdzi, że za przyspieszenie rotacji odpowiada tak zwany efekt YORP. Promieniowanie słoneczne uderzające w powierzchnię planetoidy odbijane jest z powrotem w przestrzeń kosmiczną. Zmiana kierunku promieniowania padającego i odbitego przez planetoidę popycha ją i może odpowiadać za wzrost lub spadek tempa rotacji, w zależności od kształtu planetoidy i tempa jej rotacji.
Sonda OSIRIS-REx niezależnie określi w tym roku tempo rotacji planetoidy. Pozwoli to naukowcom określić powód wzrostu prędkości rotacji. Zważając na to, że sondy kosmiczne nie odwiedzą jakiejś dużej liczby planetoid, pomiary te pozwolą naukowcom sprawdzić w jakim stopniu pomiary wykonywane z Ziemi umożliwiają poznawanie tych odległych obiektów.
Źródło: AGU
https://www.pulskosmosu.pl/2019/03/14/tempo-rotacji-planetoidy-bennu-bezustannie-wzrasta/

Tempo rotacji planetoidy Bennu bezustannie wzrasta.jpg

Tempo rotacji planetoidy Bennu bezustannie wzrasta2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Oto ostatnia panorama Marsa wykonana przez uszkodzony łazik Opportunity
2019-03-15
Robot zakończył żywot na Marsie w ubiegłym roku w wyniku globalnej burzy pyłowej. Miał funkcjonować 90 dni, a przetrwał 15 lat. NASA na jego cześć opublikowała ostatni obraz panoramiczny wykonany przez urządzenie.
Powstał on pomiędzy 12 maja a 10 czerwca 2018 roku, tuż przed nastaniem ogromnej burzy pyłowej nad eksplorowanym przez niego obszarem, czyli na zachodniej krawędzi krateru Endurance. Panorama została wykonana przez kamerę Pancam i składa się z aż 354 osobnych obrazów. Panorama łączy w sobie obrazy wykonane w różnych zakresach fal, w tym podczerwieni. Niektóre obrazy są czarno-białe, ponieważ łazik nie zdążył uwiecznić powierzchni w trybie kolorowym przed nadejściem burzy.
Opportunity był jednym z dwóch bliźniaczych łazików i pojawił się na powierzchni Marsa w 2004 roku. Od tamtej pory jego misja pomogła nam poznać wiele wielkich tajemnic skrywanych przez tę fascynującą planetę. To dzięki należącemu do Amerykańskiej Agencji Kosmicznej robotowi Opportunity potwierdziliśmy swoje przypuszczenia, że na Czerwonej Planecie istniały kiedyś rzeki i morza, a stąd już blisko do rozkwitu biologicznego życia, które miało tam idealne warunki ku temu ponad 3 miliardy lat temu. Łazik odkrył na powierzchni też najdziwniejsze formacje skalne, a nawet kosmiczne skały pochodzące z głębi kosmosu. Ukazał nam też niezwykłe oblicze tej planety, jakiego nikt nigdy nie widział, a nawet sobie nie wyobrażał.
Robot został zaprojektowany i zbudowany w ten sposób, by funkcjonował na powierzchni tej niegościnnej planety mniej więcej 90 dni. Okazało się jednak, że użyte technologie i mnóstwo szczęścia pozwoliło przetrwać mu blisko 15 lat. W tym czasie w swojej eksploracji planety pokonał blisko 45 kilometrów i wysłał na Ziemię 218 tysięcy zdjęć. Niestety, w końcu poległ na skutek najbardziej groźnego i dynamicznego zjawiska, które od czasu do czasu występuje na Marsie.
Mowa tutaj o globalnych burzach pyłowych. Powstają one na małym obszarze i z biegiem tygodni rozprzestrzeniają się na całą planetę, ostatecznie pogrążając większą jej część w mroku. To bardzo ekstremalne warunki dla łazików, które były zasilane energią dostarczaną za pośrednictwem paneli solarnych znajdujących się na ich pokładach.
Robot przeżył kilka tego typu zjawisk i dalej normalnie eksplorował powierzchnię. Jednak burza pyłowa, która szalała w atmosferze Czerwonej Planety pomiędzy majem a wrześniem ubiegłego roku, tym razem mocno dała się we znaki Opportunity. Naukowcy wprowadzili urządzenie w stan uśpienia, by zaoszczędzić energię, ale po ustaniu burzy już nie udało im się go wybudzić. Specjaliści z NASA mieli nadzieję, że diabełki pyłowe oczyszczą panele, jak to bywało w przeszłości, ale tak się nie stało.
W ciągu ostatnich 9 miesięcy podjęto ponad 800 prób zawiązania kontaktu z łazikiem, ale wszystkie okazały się bezskuteczne. Zespół odpowiedzialny za obsługę misji z NASA-JPL w końcu oficjalnie zakończy pracę łazika MER-B w połowie lutego. Na obszarze, gdzie znajduje się robot, nadeszła zima. Temperatura spadła do minus 100 stopni Celsjusza, więc jeśli w akumulatorach łazika jest jeszcze trochę energii, to takie warunki ostatecznie je rozładują, a wtedy nie będzie już żadnej nadziei na możliwość nawiązania kontaktu z Ziemią.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-15/oto-ostatnia-panorama-marsa-wykonana-przez-uszkodzony-lazik-opportunity/

Oto ostatnia panorama Marsa wykonana przez uszkodzony łazik Opportunity.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Czy niestarzejące się organizmy pomogą skolonizować Marsa?
2019-03-15. Kamil Szubański
Czy niesporczaki pomogą w przyszłości skolonizować Marsa? Badania tych niezwykłych organizmów - które nawet przez kilkadziesiąt lat mogą się nie starzeć - prowadzą naukowcy z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (UAM).
Niesporczaki to drobne bezkręgowce, o długości mniejszej niż 1 mm. Z wyglądu przypominają małe niedźwiadki, stąd też ich angielska nazwa "wodne misie", chociaż bywają też nazywane "wodnymi prosiaczkami".
Nazwy te chyba dobrze oddają dość unikalny wygląd tych niewielkich bezkręgowców. To organizmy bardzo interesujące zarówno ze względu na swoją biologię, różnorodność jak i taksonomię - mówi PAP dr hab. Łukasz Kaczmarek z Zakładu Taksonomii i Ekologii Zwierząt UAM.
Obecnie znanych jest około 1300 gatunków niesporczaków, a ich całkowitą liczbę szacuje się na ponad 10 tys. "Występują od regionów tropikalnych po obszary polarne, od głębin morskich po szczyty Himalajów. Zasiedlają w zasadzie wszystkie ekosystemy lądowe, słodkowodne i morskie. Są obecne w mszakach, porostach i w glebie. Są też gatunki słodkowodne i morskie bytujące w osadach, czy na plaży. W zasadzie wszędzie tam, gdzie jest trochę rozkładającej się materii organicznej, trochę glonów, czy też innych drobnych organizmów, tj. wrotków czy nicieni, którymi niesporczaki się żywią, tam wszędzie je spotkamy" - dodał naukowiec.
Jego zespół opisał dotąd ponad 70 nowych dla nauki gatunków tych organizmów. Wśród nich m.in. gatunek Echiniscus madonnae nazwany tak na cześć gwiazdy muzyki pop – Madonny.
Niesporczaki - nawet te obecne na lądzie - do aktywnego życia potrzebują wody. Problem pojawia się, kiedy mech czy gleba, w której żyją, wysycha na wiór. Tak małe organizmy przemieszczają się bardzo powoli, dlatego ucieczka w bardziej wilgotne miejsce nie wchodzi w grę. Niesporczaki potrafią jednak przetrwać wysuszenie, ale także zamrożenie, brak pokarmu, czy wpływ szkodliwych czynników chemicznych. Zawdzięczają to zdolności do wchodzenia w kryptobiozę, czyli w stan życia utajonego.
„Wydzielono kilka typów kryptobiozy. Mamy więc: anhydrobiozę, czyli odpowiedź niesporczaków na brak wody, kriobiozę - odpowiedź na zamarzanie, chemobioze w odpowiedzi na szkodliwe substancje chemiczne, czy osmobiozę – reakcję na gwałtowne zmiany ciśnienia osmotycznego” - wymienia naukowiec.
Wchodząc w kryptobiozę niesporczaki mocno spowalniają metabolizm, ponieważ tracą nawet 90 proc. wody - dosłownie wysychają. Wydawałoby się, że w takim stanie organizm nie może przeżyć, ale kiedy pojawia się woda, niesporczaki wracają do aktywnego życia, jak gdyby nic się nie stało. Bez wody potrafią przetrwać nawet kilkanaście lat, a kilkadziesiąt - gdy się je zamrozi. W tym stanie są w stanie przetrwać też ekstremalne temperatury (od -270 do +150 st. C), wysokie dawki promieniowania UV i jonizującego; są też odporne na trujące związki chemiczne.
Zespół naukowców z Poznania testuje hipotezę „Sleeping Beauty”, czyli „Śpiącej Królewny”, która zakłada, że niesporczaki w trakcie anhydrobiozy nie starzeją się.
„Jeżeli niesporczak zapada w stan anhydrobiozy, budzi się z tego stanu po roku, czy nawet po 2-3 latach - ma dokładnie taki sam wiek biologiczny, jak w momencie, kiedy wszedł w ten stan. To bardzo ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, że w anhydrobiozie niesporczaki potrafią przetrwać nawet kilkanaście lat, a w kriobiozie, czyli w zamrożeniu - nawet 40” - podkreśla prof. Kaczmarek.
W jego ocenie badania te mogą mieć znaczenie dla poznania mechanizmów spowalniających procesy starzenia się także u innych organizmów, w tym ludzi.
Naukowcy przyznają, że dopiero zaczynają poznawać mechanizmy odpowiadające za zdolność niesporczaków do wchodzenia i wychodzenia z kryptobiozy. Mają już kilku „podejrzanych” - białka, które prawdopodobnie uczestniczą w tym procesie.
„Jeszcze nie wiemy dokładnie, które to są białka. Jest ich kilka klas, takich jak białka LEA (Late Embryogenesis Abundant Protein), HSP (Heat Shock Proteins), CAHS (Cytoplasmic Abundant Heat Soluble Proteins), SAHS (Secretory Abundant Heat Soluble Proteins) czy unikalne dla niesporczaków białko Dsup (Damage Suppressor Protein). Synteza wszystkich tych białek następuje w trakcie wchodzenia lub wychodzenia z kryptobiozy, co oznacza, że te białka muszą mieć coś wspólnego z tym procesem” - podkreślił poznański naukowiec.
Badacz przyznaje, że na razie nie wiadomo też, w jaki sposób białka te chronią niesporczaki.
Prawdopodobnie ma to związek z ochroną struktury DNA i zapobieganiem jej uszkodzeniu czy rozpadaniu.
„Drugim czynnikiem, który chroni je w trakcie wychodzenia z kryptobiozy, są prawdopodobnie bardzo skuteczne mechanizmy naprawcze DNA. Pomimo uszkodzeń, które wywoływane są przez wolne rodniki tlenu, czy wysokie dawki promieniowania, skuteczne mechanizmy naprawcze pozwalają naprawić uszkodzenia w DNA, i pomagają powrócić niesporczakom do aktywnego życia” - podkreślił.
Jakie to może mieć znaczenie dla ludzi? Prof. Kaczmarek przytoczył niedawny eksperyment japońskich naukowców, którzy w ludzkich komórkach hodowanych in vitro zwiększyli ekspresję genu odpowiedzialnego za syntezę białka Dsup, mającego kluczowe znaczenie dla skutecznej kryptobiozy niesporczaka z gatunku Ramazzottius varieornatus. Dzięki zwiększonej ekspresji kodującego to białko genu i jednocześnie zwiększonej produkcji białka udało im się doprowadzić do tego, że ludzkie komórki zwiększyły odporność na promieniowanie rentgenowskie o ok. 40 proc.
Według eksperta, gdyby w przyszłości udało się przenieść ten efekt na cały organizm człowieka - można by to wykorzystać w medycynie, np. w przypadku prześwietleń czy w walce z nowotworami (uodpornić zdrowe komórki na dawki promieniowania stosowane w radioterapii). Te pionierskie badania pokazują, iż te same mechanizmy, które działają w komórkach niesporczaków, mogą również zadziałać w komórkach ludzkich - sugeruje prof. Kaczmarek.
I choć niesporczaki ewolucyjnie są bardzo daleko od człowieka, to mechanizmy funkcjonujące w ich komórkach są na tyle zbliżone, że ludzkie komórki potrafią syntetyzować przynajmniej część białek produkowanych w komórkach niesporczaków i wykorzystywać do swoich celów.
Według badacza ciekawym kierunkiem poszukiwania białek istotnych dla kryptobiozy są mitochondria. Są to organelle zabezpieczające potrzeby energetyczne komórek, ale także decydujące o tym, czy dana komórka ma przeżyć - czy umrzeć. Poznańscy naukowcy szukają mitochondrialnych markerów skutecznej kryptobiozy na przykładzie anhydrobiozy. Badania te prowadzone są dzięki grantowi Narodowego Centrum Nauki.
To nie wszystkie niespodzianki związane z niesporczakami. Może się bowiem okazać, że organizmy te będą w stanie skolonizować Marsa. Poznańscy naukowcy prowadzą badania związane z astrobiologią czyli
możliwością przetrwania niesporczaków na innych planetach i księżycach.
Prof. Kaczmarek podkreślił, że od kilkunastu lat organizmy te wykorzystywane są do badań, m.in. przez NASA czy Europejską Agencję Kosmiczną (ESA). Kilka gatunków niesporczaków ma na swoim koncie kosmiczny lot; wysłane zostały na orbitę okołoziemską m.in. w ramach misji BIOPAN.
W ramach eksperymentu wystawiono je na działanie próżni kosmicznej. „Po wystawieniu niesporczaków w stanie anhydrobiozy na działanie próżni kosmicznej, czyli bardzo niskiej temperatury poniżej -200 stopni C, bardzo wysokich dawek promieniowania UV i promieniowania kosmicznego, zabrano je na Ziemię, umieszczono w wodzie i niesporczaki ożyły. Miały się świetnie, czyli były w stanie przetrwać w próżni kosmicznej” - opowiadał naukowiec.
Jak przyznał, jego własne badania - choć na razie teoretyczne, na podstawie tego co wiemy o atmosferze Marsa - wskazują na to, iż niesporczaki byłyby w stanie przetrwać w atmosferze marsjańskiej. To znaczy, że mogą znieść warunki panujące na „Czerwonej planecie”.
„Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że mamy też inne organizmy, tj. wrotki, czy sinice, które również są w stanie przetrwać na Marsie, to w zasadzie możemy powiedzieć, że mamy organizmy, które teoretycznie są w stanie stworzyć prosty ekosystem nawet na Marsie, jeżeli w przyszłości planowali byśmy podbój tej planety” - podkreślił Łukasz Kaczmarek.
PAP - Nauka w Polsce, Kamil Szubański
szu/ zan/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C33232%2Cczy-niestarzejace-sie-organizmy-pomoga-skolonizowac-marsa.html

Czy niestarzejące się organizmy pomogą skolonizować Marsa.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kosmiczny wzorzec odległości coraz dokładniejszy
2019-03-15. Ludwika Tomala
Dzięki zespołowi Polaka z coraz większą dokładnością wiemy, jaka odległość dzieli nas od Wielkiego Obłoku Magellana - galaktyki, która jest najbliższą sąsiadką Drogi Mlecznej. Dystans ów to wzorzec kosmicznych odległości służący do kalibracji innych ważnych dla astronomów stałych.
Obłoki Magellana - Wielki i Mały - gołym okiem zobaczyć można nocą na niebie na półkuli południowej. Są na tyle jasne, że - jak głoszą przekazy - Ferdynand Magellan w czasie swojej podróży dookoła świata zwrócił na nie swoją uwagę i zastanawiał się, czy to chmury. Stąd ich nazwa.
Od dawna wiadomo już, że to nie chmury, a skupiska miliardów gwiazd - galaktyki. Wiadomo też, że są to najbliższe sąsiadki naszej galaktyki, Drogi Mlecznej.
Dzięki badaniom, kierowanym przez prof. Grzegorza Pietrzyńskiego z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie, udało się ustalić z największą dotąd dokładnością, jak bardzo Wielki Obłok Magellana jest od nas oddalony. Wyliczenia przeprowadzono z dokładnością, o której naukowcy od dawna marzyli - zakres błędu to zaledwie 1 proc. Publikacja na ten temat ukazała się w tygodniku "Nature".
To wiadomość o tyle dobra dla naukowców, że od dawna traktują odległość między Drogą Mleczną a Wielkim Obłokiem Magellana jako kosmiczny wzorzec odległości. A jeśli astronomowie wybrali sobie taki wzorzec, to warto dokładnie wyznaczyć jego wartość. "Jeśli nasz wzorzec metra będzie niedokładny, to wszystkie odległości, które w metrach zmierzymy, będą niedokładne" - porównuje badacz.
Prof. Pietrzyński w rozmowie z PAP tłumaczy, że kiedy 20 lat temu zaczynał prace nad ustaleniem odległości od Wielkiego Obłoku Magellana, zakres błędu w obliczeniach wynosił aż 10 proc. To tak, jakby szacując wzrost człowieka, ktoś mylił się o kilkanaście centymetrów. Teraz dzięki badaniom prof. Pietrzyńskiego ta niedokładność spadła aż dziesięciokrotnie - do 1 proc. A to dokładność, którą stosujemy w codziennym życiu - wzrost człowieka mierzymy przecież właśnie z dokładnością do 1 cm.
Jeśli dokładnie poznamy odległość między naszą galaktyką, a jej najbliższą sąsiadką, będzie można dokładniej określać odległości do bardziej oddalonych miejsc we Wszechświecie. Na szczycie tej kosmicznej drabiny odległości jest tzw. stała Hubble`a. Ona pozwala ustalić, w jakim tempie rozszerza się Wszechświat.
"Jeśli wzorzec wykalibrujemy z dokładnością do 1 proc., mamy szanse bardzo dokładnie zmierzyć chociażby prędkość ekspansji Wszechświata" - mówi naukowiec.
Z najnowszych obliczeń prof. Pietrzyńskiego wynika, że Wielki Obłok Magellana leży w odległości 49,59 kiloparseków od Ziemi. To ok. 161 tys. lat świetlnych, a więc ok. 1,5 trylionów km stąd (trylion ma 18 zer). Dla porównania sonda Voyager 1, która wyruszyła z Ziemi ponad 40 lat temu, jest od nas w odległości "zaledwie" 21 mld km.
Prof. Pietrzyński wyjaśnia, że na obliczenie odległości do najbliższej galaktyki składa się wiele różnych obserwacji. W ramach prac badawczych trzeba je było dokładnie wykonać, przeanalizować, a potem umiejętnie połączyć w całość.
I tak np. naukowcy z zespołu prof. Pietrzyńskiego analizowali zaćmienia gwiazd podwójnych w Wielkim Obłoku Magellana. Kolejne obliczenia dotyczyły prędkości, z którymi poruszają się obiekty w układach podwójnych. W tym celu obserwowano widma gwiazd. "Widma gwiazd możemy porównać do tęczy, którą widzimy na niebie. Podobnie możemy rozszczepiać w pryzmatach przy teleskopie światło przychodzące z innych gwiazd. Jeśli gwiazdy się poruszają, dzięki efektowi Dopplera zauważamy zmiany w tych widmach. Dzięki temu możemy wyznaczać prędkości gwiazd w różnym momencie" - opowiada rozmówca PAP. Analiza zaćmień wraz z pomierzonymi prędkościami gwiazd pozwala z dużą dokładnością wyznaczyć masy, promienie i inne parametry fizyczne.
Kolejnych informacji dostarcza kolor gwiazd, który ma związek z temperaturą obiektu i z jej średnicą kątową. „Używając nowej kalibracji, wykonaliśmy bardzo precyzyjne pomiary rozmiarów kątowych gwiazd wchodzących w skład naszych układów zaćmieniowych. Z analizy prędkości i zaćmień wyznaczyliśmy rozmiary liniowe, więc można było wyznaczyć odległość” - mówi prof. Pietrzynski.
I tak np. jeśli wiemy, że Słońce ma ok. 31 minut kątowych i 1,4 mln km średnicy, uzyskujemy trójkąt równoramienny, w którym znamy kąt i podstawę. A z tego już prosta droga, by obliczyć wysokość trójkąta, czyli naszą odległość od Słońca.
Obliczenia te jednak dla obiektów bardzo od nas oddalonych nie są już tak dokładne. Naukowcy, aby ograniczyć poziom błędu, musieli połączyć dane z różnych obserwacji i coraz bardziej ograniczali zakres błędu. Aż w końcu osiągnęli poziom, który ich satysfakcjonuje.
Obserwacje wykonano głównie na teleskopach Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile a także w South African Observatory w RPA oraz obserwatorium Las Campanas w Chile. "To były setki nocy obserwacyjnych" - opowiada astronom.
"Nasza metoda pomiaru odległości często nazywana jest polską linijką kosmiczną" - opowiada prof. Pietrzyński. Precyzuje jednak, że w zespole, który od lat pracuje nad ustaleniem tej kosmicznej stałej, było 30 astronomów - nie tylko Polacy.
PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala
lt/ agt/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C33231%2Ckosmiczny-wzorzec-odleglosci-coraz-dokladniejszy.html

Kosmiczny wzorzec odległości coraz dokładniejszy.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Sojuz MS-12 przycumował do ISS
2019-03-15. msies, mnie
Statek kosmiczny Sojuz MS-12 z trzema pasażerami na pokładzie przycumował przy Międzynarodowej stacji Kosmicznej. Jego lot trwał niespełna sześć godzin. W tym czasie czterokrotnie okrążył Ziemię.
Po wykonaniu czterech okrążeń wokół Ziemi, po godzinie drugiej w nocy czasu polskiego, statek zacumował przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Pasażerami statku jest dwoje astronautów amerykańskich: 43–letni Nick Hague i 40–letnia Christina Koch oraz 47–letni Rosjanin Aleksiej Owczynin. Dołączyli do znajdujących się na stacji: jej dowódcy Olega Kononenko z Roskosmosu, Anne McClain z NASA i Davida Saint-Jacques z Canadian Space Agency.
N. Hague i A. Owczynin mieli na stację kosmiczną udać się jeszcze w październiku, jednak z powodu awarii rakiety nośnej ich statek Sojuz MS–10 uległ katastrofie. Sami astronauci pomyślnie lądowali w kapsule ratunkowej w stepach Kazachstanu.

W trakcie ich pobytu przewidziane jest m. in. pierwsze w historii wspólne wyjście w otwartą przestrzeń kosmosu dwóch kobiet: amerykanek Christiny Koch i Anne McClain.

Pobyt nowej ekipy na międzynarodowej stacji planowany jest na 207 dni.
źródło: IAR
https://www.tvp.info/41755046/sojuz-ms-12-przycumowal-do-iss

Sojuz MS-12 przycumował do ISS.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Stephen Hawking – przypominamy, dlaczego był absolutnie wyjątkowy
2019-03-14. Aleksandra Stanisławska
Zorganizował przyjęcie dla podróżników w czasie, nawoływał do kolonizacji innych planet, marzył o locie w kosmos. Mimo choroby był jednym z najaktywniejszych naukowych celebrytów ostatnich lat. I oczywiście genialnym astrofizykiem.
Rok temu, 14 marca 2018 roku, zmarł prof. Stephen Hawking. Wówczas nie napisaliśmy mu epitafium, dlatego chcę to nadrobić w rocznicę jego śmierci.
Tak naprawdę Hawking umykał śmierci przez ponad 50 lat. W 1963 roku zdiagnozowano u niego stwardnienie zanikowe boczne, a lekarze dawali mu nie więcej niż dwa-trzy lata życia. Hawking jednak nie poddawał się, opierał się nawet przed korzystaniem z wózka inwalidzkiego, do czego choroba zmusiła go ostatecznie pod koniec lat 60. W 1974 roku nie mógł już samodzielnie wstać z łóżka, a w 1985 roku stracił mowę.
Zaczął więc porozumiewać się ze światem za pomocą syntezatora mowy, do którego wprowadzał wypowiedzi przez klawiaturę. Niestety, postępująca choroba w 2008 roku tak osłabiła nerw odpowiadający za poruszanie kciukiem, że trzeba było poszukać innego sposobu
komunikacji. Wówczas do akcji wkroczyli inżynierowie Intela, którzy stworzyli dla Hawkinga innowacyjny interfejs przymocowany do okularów, czytający z ruchu jego policzka, dziś dostępny na zasadach open source dla każdego.
Chuda, niepozorna postać w okularach, poruszająca się na wielkim wózku inwalidzkim i posługująca syntetycznym głosem, stała się nie tylko ikoną świata nauki, ale też popkultury.
Naukowy celebryta
Trzeba zresztą przyznać Hawkingowi, że umiejętnie podtrzymywał ten status. 28 czerwca 2009 roku na Univeristy of Cambridge zorganizował przyjęcie, na które nikogo nie zaprosił, licząc na to, że pojawiają się na nim podróżnicy w czasie. Kanał Discovery nagrał całe zdarzenie, podczas którego uczony w eleganckim stroju oczekiwał na gości w starannie wybranym miejscu. Niestety, nie przyszli.
Z kolei w 2007 roku sparaliżowany fizyk odbył lot paraboliczny samolotem firmy Zero Gravity, dzięki któremu mógł przebywać w stanie nieważkości łącznie przez 4 minuty. W 2017 roku Richard Branson, właściciel firmy Virgin Galactic, zaprosił Hawkinga do lotu suborbitalnego na pokładzie jednego ze swoich samolotów. Wiadomo, że było to jedno z największych marzeń naukowca. Niestety, nie doczekał uruchomienia lotów suborbitalnych przez Virgin Galactic.
Hawking w nurcie popularnym zasłynął również tym, że co i raz przestrzegał przed rychłą zagładą życia na Ziemi. Przyznam, że i mnie samej wydawało się to już nieco nużące, kiedy jak mantrę powtarzał, że w ciągu stu lat ludzkość doprowadzi do katastrofy ekologicznej w skali globu i powinniśmy już zacząć myśleć o ewakuacji w inny zakątek kosmosu.
O ile to drugie wciąż pozostaje w strefie science fiction (na poważnie myśli o tym chyba tylko Elon Musk), o tyle to pierwsze staje się coraz bardziej realnym scenariuszem, zwłaszcza w kontekście najnowszych raportów o ogromnym tempie wymierania gatunków oraz przyspieszającym globalnym ociepleniu klimatu, które dokończy dzieła zniszczenia, być może na spółkę z nieznanymi jeszcze chorobami.
Słynny astrofizyk przestrzegał też przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji, która pewnego dnia może stać się poważnym zagrożeniem dla naszego gatunku. „Rozwój sztucznej inteligencji może być najgorszą i najlepszą rzeczą, jaka przydarza się ludzkości” – mówił w 2017 roku podczas Web Summit w Portugalii. Przestrzegał, że jeśli nie postawimy jej granic i nie zadbamy o własne bezpieczeństwo, to ta supertechnologia rozdepcze nas pewnego dnia jak mrówki.
W 2015 roku swoim syntetycznym głosem wykonał kultową „Galaktyczną Piosenkę” z „Sensu życia według Monty Pythona”. W tym samym teledysku wystąpił również inny słynny brytyjski fizyk, prof. Brian Cox.
Genialny naukowiec
Hawking wielu z nas jest znany jako autor „Krótkiej historii czasu”, będącej popularnonaukowym bestsellerem o naturze czasu, początkach i końcu Wszechświata oraz granicach ludzkiego poznania. Książka ukazała się drukiem w 1988 roku, a w 2005 roku autor wraz z innym wybitnym fizykiem Leonardem Mlodinowem, opublikował wersję uaktualnioną pt. „Jeszcze krótsza historia czasu”. Sądzę, że powinien się z nią zapoznać każdy, kto interesuje się nauką, choć oczywiście brak tam najnowszych odkryć, jak choćby potwierdzenia istnienia fal grawitacyjnych.
Na pewno bardziej aktualnym tytułem są wydane w 2018 roku “Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania”, gdzie Hawking rozprawia się z najważniejszymi zagadnieniami związanymi z naszym miejscem i przyszłością we wszechświecie. Porusza tam też swoje ulubione futurystyczne wątki dotyczące perspektyw przetrwania naszego gatunku i roli technologii w tym procesie. Warto jednak pamiętać, że to pozycja popularna, w dużym stopniu autobiograficzna, a wątków naukowych Hawkinga trzeba jednak szukać we wcześniejszych książkach.
Najwięcej uwagi w swoich badaniach Hawking poświęcił teorii czarnych dziur. Według niej całkowita powierzchnia czarnej dziury nigdy nie będzie maleć. Naukowiec spierał się z innymi fizykami, twierdząc, że czarne dziury są ciepłe, podczas gdy zgodnie z powszechną teorią nie wydzielają ciepła. Natomiast według Hawkinga emitują ciepło, a w końcu zanikają.
„Proces ten jest oczywiście bardzo powolny – tym wolniejszy im większą masę ma czarna dziura. Takiej o masie Słońca zniknięcie zajęłoby więcej czasu, niż wynosi obecny wiek wszechświata. Z drugiej strony mniejsze czarne dziury zanikają znacznie szybciej, uwalniając w ostatnim ułamku sekundy swojego istnienia takie ilości energii, że może to prowadzić do spektakularnych eksplozji” – wyjaśnia prof. Bogusław Broda z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego.
Słynny astrofizyk starał się też odkryć, jak powstały galaktyki. Jako jeden z pierwszych stwierdził, w jaki sposób kwantowe fluktuacje (drobne zawirowania w dystrybucji materii) mogły przyczynić się do tworzenia się galaktyk. Wokół tych zawirowań grawitacja stopniowo gromadziła rozrzuconą materię, tworząc znaną nam obecnie kosmiczną strukturę.
Hawking wraz z Thomasem Hertogiem z University of Leuven w Belgii zaproponowali zupełnie inną od dotychczasowej koncepcję początków wszechświata. Stwierdzili, że wszechświat mógł wcale nie mieć żadnego stanu początkowego. Z kolei w ostatnim artykule kosmologicznym wydanym już po śmierci Hawkinga obaj uczeni doszli do wniosku, że kosmiczna inflacja, czyli rozszerzanie się wszechświata, wcale nie musi być nieskończona w czasie.
Miał Hawking i swoje falstarty. Na początku lat 80. sugerował, że do roku 2000 powstanie kompletna, spójna i ujednolicona teoria obejmująca wszystkie oddziaływania fizyczne, a więc zostanie już niewiele do odkrycia w fizyce teoretycznej. Komentował to dr hab. Andrzej Dragan z Uniwersytetu Warszawskiego podczas rozmowy w naszej audycji “Homo Science” w radiu TOK FM.
Gdyby nie Stephen Hawking, fizyka byłaby uboższa o wiele rewolucyjnych koncepcji kosmologicznych. Świat zyskał w tym genialnym badaczu bezkompromisowego komentatora rzeczywistości i ikonę nauki nie mniejszą niż sam Albert Einstein. Szkoda, że choroba okazała się w końcu silniejsza od tego genialnego naukowca.
https://www.crazynauka.pl/stephen-hawking-geniusz-i-naukowy-celebryta/

Stephen Hawking – przypominamy, dlaczego był absolutnie wyjątkowy.jpg

Stephen Hawking – przypominamy, dlaczego był absolutnie wyjątkowy2.jpg

Stephen Hawking – przypominamy, dlaczego był absolutnie wyjątkowy3.jpg

Stephen Hawking – przypominamy, dlaczego był absolutnie wyjątkowy4.jpg

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zobacz lot Kosmicznego Nietoperza
2019-03-15
Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) pokazuje nam niezwykłe zdjęcie mgławicy NGC 1788, nazywanej Kosmicznym Nietoperzem, ukrytej w ciemnych rejonach gwiazdozbioru Oriona. Obraz uzyskany z pomocą teleskopu VLT jest najdokładniejszym do tej chwili portretem tego niezwykłego kosmicznego obiektu. Nietoperz, rozpościerający skrzydła na dwa tysiące lat świetlnych, to mgławica refleksyjna, która nie emituje własnego promieniowania, a jej obłoki gazu i pyłu są podświetlone przez gromadę młodych gwiazd w jej wnętrzu. NGC 1788 wydaje się izolowana od innych obiektów, astronomowie są jednak przekonani, że jej dramatyczny kształt to skutek działania potężnych wiatrów gwiazdowych, strumieni plazmy wyrzucanych z masywnych gwiazd spoza niej.

Mgławicę NGC 1788 pierwszy opisał niemiecko-brytyjski astronom William Herschel, umieszczając ją w katalogu, który stał się potem podstawą jednego z najbardziej znaczących zbiorów obiektów głębokiego nieba: New General Catalogue (NGC). ESO opublikowało już wcześniej jej zdjęcie, wykonane z pomocą 2,2-metrowego teleskopu MPG/ESO w La Silla Observatory, to nowe jednak bije tamto na głowę.

Nowy obraz przygotowano z okazji 20-lecia jednego z najbardziej wszechstronnych instrumentów ESO - FORS2 (Focal Reducer and low dispersion Spectrograph 2). FORS2, zainstalowany na teleskopie Antu, jednym z 8,2-metrowych Teleskopów Głównych VLT w Obserwatorium Paranal w Chile, potrafi wyjątkowo szczegółowo obrazować duże obszary nieba. Unikatowy zestaw jego funkcji pozwala wykorzystywać go zarówno do badań naukowych, jak i popularyzacji astronomii. Opublikowane właśnie zdjęcie jest tego najlepszym przykładem.

Zdjęcie wykonano w ramach programu Kosmicznych Klejnotów ESO, który polega na wykorzystaniu teleskopów Obserwatorium do przygotowania interesujących, intrygujących i atrakcyjnych wizualnie obrazów dla celów edukacji i popularyzacji badań astronomicznych wśród opinii publicznej. ESO zapewnia, że tego typu zdjęcia wykonuje się w czasie wolnym od badań naukowych i gromadzi w specjalnym archiwum dostępnym także dla naukowców, gdyby wyniki obserwacji miały okazać się pożyteczne także dla nich.

 Autor:
Grzegorz Jasiński
Opracowanie:
Magdalena Partyła


https://www.rmf24.pl/nauka/news-zobacz-lot-kosmicznego-nietoperza,nId,2885481

Zobacz lot Kosmicznego Nietoperza.jpg

Zobacz lot Kosmicznego Nietoperza2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Cząsteczki wody "skaczące" po Księżycu

2019-03-15
 
Wykorzystując Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO) naukowcy NASA zaobserwowali proces migracji cząsteczek wody w ciągu dnia.

Powierzchnia Księżyca jest sucha, ale nie tak bardzo, jak nam się wydawało jeszcze 10 lat temu. Lód występuje w kraterach, do których nigdy nie dociera światło słoneczne, a cząsteczki wody znajdują się także w księżycowej glebie - regolicie. Wykorzystując instrument Lyman Alpha Mapping Project (LAMP) znajdujący się na sondzie LRO, udało się wychwycić ruch wody na Srebrnym Globie.

Dane z orbitera pokazują, że woda powszechnie występuje na Księżycu w wyższych szerokościach geograficznych. Gdy gleba osiąga najwyższą temperaturę podczas księżycowego południa, cząsteczki wody są uwalniane i przemieszczają się w kierunku chłodniejszego pobliskiego regionu.

- Nawodnienie Księżyca jest trudne do zmierzenia z orbity, ze względu na złożony sposób, w jaki światło odbija się od powierzchni. Wcześniejsze badania nie pozwalały na wyjaśnienie zachodzących procesów fizycznych - powiedział dr Michael Poston, członek zespołu LAMP z Southwest Research Institute.

Analizy wykazały, ile energii jest niezbędne do wydobycia wody z księżycowej gleby. To odkrycie może być kluczowe dla przyszłych załogowych misji.

- Wyniki te pomagają zrozumieć cykl wody księżycowej, co może być przydatne w ocenie dostępności wody wykorzystywanej przez ludzi w przyszłych misjach na Księżyc. Może ona być wykorzystywana do produkcji paliwa lub ochrony przed promieniowaniem - powiedziała Amanda Hendrix, główna autorka badań.

NASA planuje wrócić na Księżyc i zbudować tam stałą bazę w ciągu dekady.

 
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-czasteczki-wody-skaczace-po-ksiezycu,nId,2880093

Cząsteczki wody skaczące po Księżycu.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Burzowe szaleństwo w kosmicznej filiżance herbaty
2019-03-15. Autor. Agnieszka Nowak
Masz ochotę na filiżankę kosmicznej herbaty? Ta nie jest tak uspokajająca, jak ziemska. W galaktyce, w której znajduje się struktura nazywana „Filiżanka herbaty”, szaleje kosmiczna burza.
Źródłem kosmicznego szkwału jest czarna dziura ukryta w centrum galaktyki, oficjalnie znana jako SDSS 1430+1339. Gdy materia w centralnych regionach galaktyki jest przyciągana w kierunku czarnej dziury, jest zasilana przez potężną grawitację i pola magnetyczne blisko czarnej dziury. Opadająca materia wytwarza więcej promieniowania, niż wszystkie gwiazdy w całej jej galaktyce razem wzięte. Ten rodzaj aktywnej czarnej dziury zwany jest kwazarem.

Znajdująca się około 1,1 mld lat świetlnych od Ziemi galaktyka gospodarz Filiżanki herbaty została pierwotnie odkryta na obrazach w świetle widzialnym przez naukowców obywateli w 2007 r. w ramach projektu Galaxy Zoo, który wykorzystywał dane z Sloan Digital Sky Survey (SDSS). Od tego czasu zawodowi astronomowie używający teleskopów kosmicznych zgromadzili wskazówki na temat historii tej galaktyki z myślą o prognozowaniu, jak burzliwa będzie w przyszłości. Nowy złożony obraz zawiera dane rentgenowskie z Chandra wraz z widokiem w świetle optycznym z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a.

„Uszko” Filiżanki to pierścień optycznego i rentgenowskiego światła otaczającego gigantyczną bańkę. Formacja ta, znajdująca się ok. 30 000 lat świetlnych od supermasywnej czarnej dziury, została prawdopodobnie wytworzona przez jedną lub więcej erupcji zasilanych przez czarną dziurę. Emisja radiowa również zarysowuje tę bańkę oraz bańkę o tym samym rozmiarze po drugiej stronie czarnej dziury.

Wcześniejsze obserwacje z użyciem teleskopów optycznych pokazywały, że atomy w uszku Filiżanki były zjonizowane, co oznacza, że zostały naładowane, gdy niektóre z ich elektronów zostały usunięte, prawdopodobnie w wyniku silnego promieniowania kwazara w przeszłości. Ilość promieniowania potrzebnego do jonizacji atomów porównano z tą wynikającą z obserwacji optycznych kwazara. Porównanie to sugeruje, że produkcja promieniowania kwazara zmniejszyła się o czynnik między 50 a 600 w ciągu ostatnich 40 000 do 100 000 lat. Ten wnioskowany ostry spadek doprowadził badaczy do wniosku, że kwazar w Filiżance herbaty zanika lub umiera.

Nowe dane z misji Chandra i XMM-Newton pozwalają astronomom lepiej zrozumieć historię tej galaktycznej burzy. Widma rentgenowskie pokazują, że kwazar jest mocno zasłonięty przez gaz. Oznacza to, że wytwarza znacznie więcej promieniowania jonizującego, niż wskazują na to szacunki oparte wyłącznie na danych z obserwacji optycznych, i że pogłoski o śmierci kwazara mogą być przesadzone. Okazuje się, że kwazar przygasł tylko o czynnik 25 lub mniej w ciągu ostatnich 100 000 lat.

Dane z Chandry pokazują również dowody na to, że w bąblu znajduje się gorętszy gaz, co może oznaczać, że wiatr materii jest wydmuchiwany z czarnej dziury. Taki wiatr, który był napędzany promieniowaniem z kwazara, mógł stworzyć bańki znalezione w Filiżance.

Astronomowie obserwowali wcześniej bańki o różnych rozmiarach w galaktykach eliptycznych, grupach i gromadach galaktyk, które były generowane przez wąskie strumienie zawierające cząsteczki przemieszczające się z prędkością zbliżoną do prędkości światła, wystrzeliwujące z supermasywnych czarnych dziur. Energia dżetów posiada moc wyjściową czarnych dziur a nie promieniowania.

Astronomowie odkryli w tych układach napędzanych strumieniowo, że moc wymagana do wytworzenia bąbli jest proporcjonalna do jasności ich promieniowania rentgenowskiego. Co zaskakujące, kwazar Filiżanka herbaty napędzany promieniowaniem podąża tym wzorem. To sugeruje, że zdominowane przez promieniowanie układy kwazarów oraz ich zdominowani przez dżety kuzyni, mogą mieć podobny wpływ na ich galaktyczne otoczenie.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Chandra

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/03/burzowe-szalenstwo-w-kosmicznej.html

Burzowe szaleństwo w kosmicznej filiżance herbaty.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Olbrzymie gwiazdy w sąsiedztwie naszej czarnej dziury
2019-03-16. Autor. Agnieszka Nowak
W jaki sposób supermasywna czarna dziura wpływa na swoje gwiezdne sąsiedztwo? Jednym ze sposobów na zbadanie tej kwestii jest poszukiwanie starych, olbrzymich gwiazd w ekstremalnym otoczeniu centrum Galaktyki.
Supermasywna czarna dziura w centrum naszej galaktyki prawdopodobnie odgrywa ogromną rolę w ewolucji i dynamice gwiazd w swoim sąsiedztwie a także w przestrzennym rozmieszczeniu.

Teoria przewiduje, że stare, olbrzymie gwiazdy w pobliżu galaktycznego centrum powinny być ułożone w sposób przypominający „wierzchołek”, przy czym liczba gwiazd na sekundę łuku wzrasta gwałtownie w kierunku centralnej czarnej dziury. Słabe czerwone olbrzymy wydają się podążać za spodziewanym rozkładem, ale jaśniejsze czerwone olbrzymy – które mogą zagłębiać się bliżej środka galaktyki – już nie. Zamiast tego gwiazdy te wydają się podążać za rozkładem „rdzeniowym”, z mniejszą liczbą gwiazd na sekundę łuku, niż się spodziewano w centrum Galaktyki.

Zaproponowano wiele teorii wyjaśniających pozorny brak jasnych czerwonych olbrzymów w pobliżu centrum Galaktyki, od zderzeń gwiazd do zakłóceń pływowych przez supermasywną czarną dziurę. Chociaż czynniki te mogą odgrywać pewną rolę, możliwe jest również, że wyzwania obserwacyjne uniemożliwiły astronomom pełne skatalogowanie populacji gwiazdowej w centrum Galaktyki.

Obserwowanie gwiazd tak blisko centrum galaktycznego jest trudne – jest tam tłoczno, a światło gwiazd jest bardzo przygaszone na wielu długościach fali przez obłoki pyłu w płaszczyźnie Galaktyki. Aby zbadać gwiezdną populację w pobliżu galaktycznego centrum, zespół naukowców pod kierownictwem Maryam Habibi (Max Planck Institute for Extraterrestrial Physics, Niemcy) przeanalizował dane widm gwiazdowych w bliskiej podczerwieni uzyskane ze spektrografu SINFONI znajdującego się na Bardzo Dużym Teleskopie.

Widma wykorzystane w tym badaniu zebrano za pomocą optyki adaptywnej, gdzie zwierciadło teleskopu jest nieznacznie zdeformowane w celu skorygowania skutków turbulencji w ziemskiej atmosferze w czasie zbliżonym do rzeczywistego – istotne dla obserwacji pojedynczych gwiazd w polu tak zatłoczonym, jak centrum Galaktyki!

Autorzy badania określili temperaturę, typ widmowy, wiek, masę i promień dla każdej gwiazdy docelowej. Głębsze widma pomogły im w zidentyfikowaniu starych olbrzymów, które wcześniej były błędnie klasyfikowane jako młodsze gwiazdy, zwiększając liczbę znanych olbrzymów do 21.

Łącząc swoje nowe obserwacje jasnych olbrzymów w centralnym obszarach o rozmiarach sekundy łuku z poprzednio obserwowanymi olbrzymami znajdującymi się dalej od centrum Galaktyki, autorzy odkryli, że rozkład jasnych olbrzymów można opisać za pomocą prawa mocy o wykładniku 0,34 ± 0,04 – definitywnie wykluczając rozproszenie podobne do rdzenia.

Podczas, gdy odkryto wiele zaginionych olbrzymów, autorzy szacują, że w zatłoczonym wnętrzu naszej galaktyki wciąż są gwiazdy czekające na odkrycie, w tym niektóre z najjaśniejszych czerwonych olbrzymów. Przyszłe obserwacje powinny pomóc nam zrozumieć złożony rozkład populacji gwiazd w centrum Galaktyki.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
American Astronomical Society

Urania
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2019/03/olbrzymie-gwiazdy-w-sasiedztwie-naszej.html

Olbrzymie gwiazdy w sąsiedztwie naszej czarnej dziury.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

ESA pomaga w rozwoju firm na rynku telekomunikacji satelitarnej
2019-03-16. Redakcja
Setki firm kosmicznych w Europie i Kanadzie – począwszy od małych i średnich przedsiębiorstw, a skończywszy na konsorcjach międzynarodowych—wzmocniły swoją działalność dzięki współpracy z ESA.
Realizowany w ESA program ARTES (Advanced Research in Telecommunications Systems, Zaawansowane badania nad systemami telekomunikacyjnymi) zapewnia dofinansowanie, multidyscyplinarną wiedzę ekspercką, wiedzę biznesową i możliwości dla szerokiego grona przedsiębiorstw produkujących zarówno skomplikowane komponenty, jak i kompletne systemy satelitarne.
Jednym z projektów, który wygenerował efekt domina wzrostu społeczno-gospodarczego jest Indigo, partnerstwo publiczno-prywatne z Intelsat, międzynarodowym dostawcą usług telekomunikacji satelitarnej. Partnerstwo daje firmom technologicznym możliwość współpracy z czołowym globalnym operatorem.
W skład konsorcjum wchodzi Newtec, belgijska firma, która rozpoczęła działania od produkcji sprzętu naziemnego, a obecnie jest liderem w branży projektowania, rozwoju i produkcji rozwiązań dla telekomunikacji satelitarnej. Częściowo dzięki partnerstwu Indigo, produkty i rozwiązania segmentu naziemnego Newtec mogą być stosowane w różnych zastosowaniach.
Na przykład, w ramach trójstronnego partnerstwa nawiązano współpracę z kolumbijską firmą telekomunikacyjną Anditel w celu zapewnienia szerokopasmowego dostępu do Internetu w obszarach pozamiejskich w Ameryce Południowej.
W 2018 r. w ramach projektu pilotażowego zainstalowano około 70 terminali, a firma Anditel obecnie podpisała wieloletni kontrakt na kolejne instalacje w Kolumbii.
Projekt zapewni tysiącom ludzi mieszkającym na terenach wiejskich Kolumbii dostęp do ważnych usług internetowych, przykładowo informacji o zdrowiu, edukacji i rządzie, a także umożliwi dostęp do globalnego rynku.
Branża określana jako New Space, czyli firmy poszukujące szybszego i tańszego dostępu do technologii kosmicznych i przestrzeni kosmicznej – może również rozwijać się dzięki współpracy z ESA.
Ostatnim takim przykładem jest Hiber, mała holenderska firma założona w 2016 r., która może niskokosztowo podłączyć do sieci zestawy czujników w celu uzyskania informacji, przykładowo, na temat miejscowych temperatur, opadów lub lokalizacji.
Hiber wykorzystuje modemy zasilane bateriami o dziesięcioletnim okresie działania do przekazywania danych do konstelacji CubeSatów, z których każdy ma zaledwie 10 cm średnicy. Technologia ta może być używana do wykorzystania danych z prawie wszystkiego, w tym z samochodów ciężarowych, kabli energetycznych, rurociągów, transport niebezpiecznych substancji chemicznych czy z trawlerów rybackich na oceanie.
Setki firm kosmicznych w Europie i Kanadzie – począwszy od małych i średnich przedsiębiorstw, a skończywszy na konsorcjach międzynarodowych—wzmocniły swoją działalność dzięki współpracy z ESA.
Realizowany w ESA program ARTES (Advanced Research in Telecommunications Systems, Zaawansowane badania nad systemami telekomunikacyjnymi) zapewnia dofinansowanie, multidyscyplinarną wiedzę ekspercką, wiedzę biznesową i możliwości dla szerokiego grona przedsiębiorstw produkujących zarówno skomplikowane komponenty, jak i kompletne systemy satelitarne.
Jednym z projektów, który wygenerował efekt domina wzrostu społeczno-gospodarczego jest Indigo, partnerstwo publiczno-prywatne z Intelsat, międzynarodowym dostawcą usług telekomunikacji satelitarnej. Partnerstwo daje firmom technologicznym możliwość współpracy z czołowym globalnym operatorem.
W skład konsorcjum wchodzi Newtec, belgijska firma, która rozpoczęła działania od produkcji sprzętu naziemnego, a obecnie jest liderem w branży projektowania, rozwoju i produkcji rozwiązań dla telekomunikacji satelitarnej. Częściowo dzięki partnerstwu Indigo, produkty i rozwiązania segmentu naziemnego Newtec mogą być stosowane w różnych zastosowaniach.
Na przykład, w ramach trójstronnego partnerstwa nawiązano współpracę z kolumbijską firmą telekomunikacyjną Anditel w celu zapewnienia szerokopasmowego dostępu do Internetu w obszarach pozamiejskich w Ameryce Południowej.
W 2018 r. w ramach projektu pilotażowego zainstalowano około 70 terminali, a firma Anditel obecnie podpisała wieloletni kontrakt na kolejne instalacje w Kolumbii.
Projekt zapewni tysiącom ludzi mieszkającym na terenach wiejskich Kolumbii dostęp do ważnych usług internetowych, przykładowo informacji o zdrowiu, edukacji i rządzie, a także umożliwi dostęp do globalnego rynku.
Branża określana jako New Space, czyli firmy poszukujące szybszego i tańszego dostępu do technologii kosmicznych i przestrzeni kosmicznej – może również rozwijać się dzięki współpracy z ESA.
Ostatnim takim przykładem jest Hiber, mała holenderska firma założona w 2016 r., która może niskokosztowo podłączyć do sieci zestawy czujników w celu uzyskania informacji, przykładowo, na temat miejscowych temperatur, opadów lub lokalizacji.
Hiber wykorzystuje modemy zasilane bateriami o dziesięcioletnim okresie działania do przekazywania danych do konstelacji CubeSatów, z których każdy ma zaledwie 10 cm średnicy. Technologia ta może być używana do wykorzystania danych z prawie wszystkiego, w tym z samochodów ciężarowych, kabli energetycznych, rurociągów, transport niebezpiecznych substancji chemicznych czy z trawlerów rybackich na oceanie.
https://kosmonauta.net/2019/03/esa-pomaga-w-rozwoju-duzych-i-malych-firm-na-globalnym-rynku-telekomunikacji-satelitarnej/

 

ESA pomaga w rozwoju firm na rynku telekomunikacji satelitarnej.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

NASA otworzy „kapsułę czasu” z próbkami z Księżyca, która była nietknięta przez 50 lat
2019-03-16
W lipcu będziemy obchodzili 50. rocznicę lądowania ludzi na Srebrnym Globie w ramach misji Apollo. NASA chce poddać badaniom nietknięte przez pół wieku próbki księżycowej gleby. Szykuje się wielkie odkrycie?
Chodzi o trzy próbki o łącznej wadze dziesiątek kilogramów. Zostały one przywiezione na Ziemię przez astronautów z misji Apollo 15, 16 i 17, którzy eksplorowali powierzchnię naturalnego satelity naszej planety na początku lat 70. ubiegłego wieku. Naukowcy dotychczas ich nie ruszali, gdyż chcieli je zbadać za pomocą najnowocześniejszych technologii w przyszłości.
Badacze skupią się na jednej próbce o wadze 800 gramów. Została ona pozyskana przez Harrisona Schmitta i Gene’a Cernana w 1972 roku w ramach misji Apollo 17. Co najważniejsze, próbki są szczelnie zamknięte, więc są niezwykle cennym materiałem do badań.
Ta konkretna próbka jest rdzeniem regolitu, więc na jej podstawie można określić poszczególne warstwy księżycowej gleby. Rdzeń przechowywany jest w NASA Johnson Space Center w Houston w Teksasie. Dziś agencja dysponuje bardzo zaawansowanym sprzętem badawczym, który pozwoli zbadać próbki jednocześnie pozostawiając je w nienaruszonym stanie.
NASA wytypowała już zespoły badawcze, których celem będzie zbadanie próbek i przeanalizowanie pozyskanych danych. Naukowcy wierzą, że badania pozwolą nam poznać więcej tajemnic skrywanych przez Srebrny Glob, lepiej przygotować się do powrotu na jego powierzchnię i budowy tam pierwszych ludzkich kolonii.
“Badając te bardzo cenne próbki skał z Księżyca po raz pierwszy, nowe pokolenie naukowców poszerzy naszą wiedzę o naszym najbliższym sąsiedzie i przygotuje nas zupełnie nową erę badania Srebrnego Globu oraz odległych rejonów Układu Słonecznego” - powiedział Thomas Zurbuchen, zastępca administratora Dyrektoratu Misji Naukowych NASA w Waszyngtonie.
Przy okazji próbek księżycowych skał warto wspomnieć, że w 2014 roku NASA ogłosiła, że odnalazła zgubione ponad 40 lat temu próbki pyłu księżycowego, które przywieźli na Ziemię Neil Armstrong i Buzz Aldrin, czyli uczestnicy misji Apollo 11. W 1969 roku, agencja przekazała próbki do analizy zespołowi pod kierownictwem Melvina Calvina z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.
Calvin rozdysponował pomiędzy swoich podopiecznych 68 gramów księżycowego pyłu. Po badaniach fiolki z pyłem zostały odesłane do NASA. Jednak, jak się okazało, w fiolkach było już tylko 50 gramów materiału, ale Amerykańska Agencja Kosmiczna uznała, że pozostałość rozeszła się przy badaniach.
Dopiero 5 lat temu, po 44 latach od tego wydarzenia, archiwistka Karen Nelson pracująca w magazynach Lawrence Berkeley National Laboratory, dość przypadkowo odkryła, że w słoju oznaczonym fałszywą datą 24 lipca 1970 roku, znajduje się 20 probówek, które są wypełnione zawieruszonym księżycowym pyłem. Nelson przekazała próbki i dołączone do niego wyniki badań do jednego z ośrodków Johnson Space Center w Houston w Teksasie.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-16/nasa-otworzy-kapsule-czasu-z-probkami-z-ksiezyca-ktora-byla-nietknieta-przez-50-lat/

NASA otworzy kapsułę czasu z próbkami z Księżyca, która była nietknięta przez 50 lat.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Panele solarne marsjańskiej sondy InSight niepokojąco szybko pokryły się pyłem
2019-03-16
Urządzenie znajduje się na powierzchni Czerwonej Planety od niespełna 4 miesięcy. Prowadzi tam bardzo ważne badania dotyczące sejsmiki i geologii tej tajemniczej planety. Czy sonda przetrwa ekstremalne warunki?
NASA opublikowała najnowsze zdjęcia wykonane przez sondę InSight na powierzchni Marsa. Możemy na nich zobaczyć powierzchnię planety, horyzont i niebo na wulkanicznej równinie Elysium Planitia, która leży w okolicach równika planety. Najbardziej jednak przykuwa uwagę jeden z dwóch paneli solarnych, w które został wyposażony lądownik. Dzięki nim do urządzenia dostarczana jest energia na potrzeby prowadzenia zaplanowanych prac badawczych i wysyłania danych na Ziemię.
Naukowcy informowali, że w ciągu pierwszego dnia marsjańskiego (Sol 1) panele słoneczne sondy wygenerowały 4588 watogodzin. Jest to najlepszy wynik w historii eksploracji Marsa. Co ciekawe, InSight pokonała nawet zasilanego radioizotopami łazika MSL Curiosity, który wygenerował 2806 watogodzin, oraz sondę Phoenix ok. 1700 watogodzin.
Te świetne wyniki już po pierwszym miesiącu przeszły do historii, ponieważ panele solarne sondy zaczęły szybko pokrywać się drobnym marsjańskim pyłem. Jest on niezwykle niebezpieczny dla wszelakich urządzeń elektronicznych. W połowie ubiegłego roku Czerwoną Planetę opanowała globalna burza pyłowa, w wyniku której został bezpowrotnie uszkodzony łazik Opportunity. Jego panele solarne pokryły się grubą warstwą pyłu, uniemożliwiając przemianę promieni słonecznych na energię elektryczną potrzebną do zasilania robota.
Podobna sytuacja może mieć miejsce również w przypadku sondy Insight. Jej panele solarne niepokojąco szybko pokrywają się pyłem. Urządzenie nie jest wyposażone w żadne instrumenty, które mogą pozwolić usunąć pył z paneli. Podobnie jak w przypadku łazików, naukowcy z obsługi misji mogą liczyć tylko na diabełki pyłowe, które przechodząc w pobliżu sondy, są zdolne do odkurzenia poszczególnych elementów sondy.
Sytuacja pokazuje również, jak niebezpieczny dla przyszłych misji kolonizacyjnych będzie marsjański pył. Jeśli kraje świata planują wysłać tam zaawansowane roboty, a później ludzi i zacząć tworzyć tam pierwsze kolonie, trzeba będzie wziąć pod uwagę fakt występowania tam wielomiesięcznych burz pyłowych, w trakcie których do powierzchni nie będą docierały życiodajne promienie słoneczne, a urządzenia będą szybko pokrywały się wnikającym we wszystko i promieniotwórczym pyłem.
Na razie InSight pozyskuje wystarczająco dużo energii, by normalnie prowadzić eksperymenty, ale jej misja zaplanowana jest na dwa lata, więc sytuacja w kolejnych miesiącach może się diametralnie zmienić. Przypomnijmy, że NASA napotkała ogromne problemy w trakcie prowadzenia badań przy użyciu polskiego Kreta HP-3. Urządzenie natrafiło na skały i ma trudności z głębszym wbiciem się w powierzchnię, by dokonać ważnych pomiarów temperatury.
Miejmy wszyscy nadzieję i trzymajmy mocno kciuki za to, by naukowcom udało się jednak pokonać problemy i wykonać wszystkie zaplanowane zadania, zanim marsjański pył skutecznie pokryje panele solarne sondy i całkowicie pozbawi ją niezbędnej do funkcjonowania energii elektrycznej.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-16/panele-solarne-najnowszej-marsjanskiej-sondy-insight-niebezpiecznie-pokryly-sie-pylem/

Panele solarne marsjańskiej sondy InSight niepokojąco szybko pokryły się pyłem.jpg

Panele solarne marsjańskiej sondy InSight niepokojąco szybko pokryły się pyłem2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Lockheed Martin pokazał gotowy księżycowy moduł mieszkalny dla kolonizatorów
2019-03-16
Koncern prężnie rozwijający się w amerykańskim sektorze przemysłu kosmicznego ukończył prace nad prototypem pierwszego ludzkiego habitatu, w którym będą mieszkali astronauci eksplorujący Srebrny Glob.
To kolejny krok ku realizacji pięknej wizji budowy Księżycowego Portu Kosmicznego, czyli następcy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, i powrotu ludzi na Księżyc. Lockheed Martin nazwał swój moduł Habitat Ground Test Article (HGTA) i powstaje on w ramach projektu NASA o nazwie NextSTEP. Znajduje się on w Multi-Purpose Logistics Module na terenie ośrodka Kennedy Space Center na Florydzie. Za tydzień zamieszkają w nim na kilka dni astronauci. Ich zadaniem będzie przetestowanie jego funkcjonalności w symulowanych księżycowych warunkach. Pozyskane dane zostaną wykorzystane przy modyfikacjach modułu w pracach nad kolejnym prototypem.
Inżynierowie w trakcie jego projektowania wykorzystali dobrodziejstwa płynące z potęgi wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Udało się im stworzyć dom dla astronautów, który w niedostępny dotąd sposób ułatwi im życie poza Ziemią. Moduł nie jest jednak przystosowany tylko do życia ludzi, tylko również zaawansowanych robotów. NASA planuje, że na Księżycu i Marsie ludzi i maszyny obdarzone sztuczną inteligencją będą ze sobą ściśle współpracowały w misjach badań i eksploracji tych obiektów.
Gdy moduł Habitat Ground Test Article przejdzie już wszystkie wcześniej planowane testy, to Lockheed Martin rozpocznie prace nad komercyjnym modułem. Koncern wykorzysta stary kosmiczny moduł towarowy, który w latach 90. był wykorzystywany przez Włoską Agencję Kosmiczną (IKA), i przemieni go w najnowocześniejszy na naszej planecie habitat dla astronautów. Inżynierowie będą w nim testowali technologie podtrzymania życia przyszłych kolonizatorów Księżyca i Marsa, a następnie stanie się on elementem Księżycowego Portu Kosmicznego, który ma być gotowy do roku 2026, oraz niezależnym elementem przyszłej księżycowej bazy.
W projekcie zostanie wykorzystany moduł Donatello (MPLM). Ma on niecałe 5 metrów szerokości i 7 metrów długości. Według planu, ma on zapewnić komfortowy pobyt astronautów na okres od 30 do 60 dni. Lockheed Martin ma w takich projektach olbrzymie doświadczenie. Inżynierowie jeszcze przed rokiem 2040 chcą zbudować na orbicie Marsa załogową stację kosmiczną, a w zasadzie mobilne laboratorium, na pokładzie którego naukowcy mogliby prowadzić ważne badania ułatwiające im eksplorację tej tajemniczej planety.
Koncern zbrojeniowy jakiś czas temu rozpoczął współpracę z NASA, tworząc wspólny projekt o nazwie Mars Base Camp. Co ciekawe, specjaliści z koncernu, przy budowie bazy, nie będą inwestowali w nowatorskie rozwiązania, tylko będą wykorzystywali już istniejące, czyli sprawdzone i bezpieczne technologie, które są na co dzień wykorzystywane przez NASA. Lockheed Martin w październiku ubiegłego roku zaprezentował również swój duży lądownik księżycowy wielokrotnego użytku.
Źródło: GeekWeek.pl/Lockheed Martin / Fot. Lockheed Martin
http://www.geekweek.pl/news/2019-03-16/lockheed-martin-pokazal-ksiezycowy-modul-mieszkalny-dla-pierwszych-kolonizatorow/

Lockheed Martin pokazał gotowy księżycowy moduł mieszkalny dla kolonizatorów.jpg

Lockheed Martin pokazał gotowy księżycowy moduł mieszkalny dla kolonizatorów2.jpg

Lockheed Martin pokazał gotowy księżycowy moduł mieszkalny dla kolonizatorów3.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)