Welcome to Forum Astronomiczne

Zarejestruj się w naszej astronomicznej społeczności , aby uzyskać dostęp do wszystkich funkcji.

Po zarejestrowaniu i zalogowaniu się, będziesz mogła/mógł:

Tworzyć nowe tematy, pisać w istniejących, oceniać posty innych userów , wysyłać prywatne wiadomości, aktualizować statusy, korzystać z poczty, zarządzać swoim profilem i wiele, wiele więcej!

Panasmaras

Lornetki
  • Zawartość

    2160
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    29

Ostatnia wygrana Panasmaras w Rankingu w dniu 16 Styczeń

Panasmaras posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

2229 Excellent

O Panasmaras

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    Pruszcz Gdański

Ostatnie wizyty

5281 wyświetleń profilu
  1. No pewnie! Zez rozbieżny to zawsze większe rzeczywiste pole widzenia!
  2. Łatwiej by było porównać zdjęcia, gdyby oba były w tej samej orientacji...
  3. Interdyscyplinarność pełną gębą. Rewelacja!
  4. Mnie w sobotę wydała się podobnej wielkości co M101 przy nieco większej jasności. Tyle, że to nijak ma się do wyrażania w magnitudo i sekundach łuku. Niemniej, dawno nie widziałem tak wyrazistej i pięknej komety
  5. Wiele razy, i nigdy moje spóźnione wypociny nie chcą się zgrywać z kalendarzem (szczególnie, że miesięcznik powinien dostać materiały przed okresem widoczności). Spójrz teraz - Bliźnięta byłyby na numer majowy, co ma tyle samo sensu, co niegdyś Łabędź opisany w grudniu (heloooł!).
  6. Dzięki za zwrócenie uwagi, poprawiłem.
  7. Przemku, to wszystko jest jak najbardziej możliwe. Sam czasem łapię najjaśniejsze DS-y z balkonu rodziców (Szwederowo). Tak więc te wszystkie eM-ki (67, 36, 37, 38), Chichoty, czy Melotte 20 - - zdarzyły się Tobie naprawdę Moim zdaniem papierowy atlas będący pod ręką (plus czerwona latarka) pomogłyby dużo skuteczniej, niż bieganie od lornetki do komputera. A literaturę obserwacyjną znajdziesz TU i TU.
  8. Wiem, też mi jej brakuje. Może jeszcze dziś jakimś cudem dodam...
  9. Może działo się to pod koniec lutego, może pod koniec marca, a może to tylko zlepek z wielu obserwacji. Pamiętam jednak, że niezwykły widok rozchodzących się chmur przed zawieszonym niebotycznie daleko Messierem 35, wraz z wierną towarzyszką - NGC 2158, w trzystopniowym polu Tereski* czekał na mnie 27 lutego. Kiedy dość niespodziewanie okazuje się, że będzie kawał czystego nieba nad głową, próżno szukać lepszych kadrów do naładowania akumulatorów niż przy lewej stopie Kastora. Toteż niemal automatycznie wycelowałem lornety właśnie tam, jak tylko nieboskłon zaczął się klarować. Dziwny to zakątek Bliźniąt - choć sztandarowy, zupełnie niereprezentatywny. W porównaniu do reszty gwiazdozbioru jest jak wybitny, acz jednorazowy wyczyn przeciętnego sportowca. Choć w konstelacji ciekawych obiektów nie brakuje, największe wspaniałości - przynajmniej z punktu widzenia lorneciarza - zebrały się właśnie tutaj, na kilkunastu stopniach kwadratowych. Gapię się więc w Messiera 35, jakbym nigdy nie dał rady ogarnąć trzech tuzinów jego gwiazd, mimo odwiedzania gromady podczas każdej nocy, kiedy tylko jest widoczna. Nie przestaję się gapić, bo to obiekt doskonały - widać i zróżnicowanie jasności gwiazd, widać ich różne podgrupki, widać mnóstwo diamentowego pyłu w tle. Zdaje się to wszystko sugerować ogłupiałym oczom i mózgowi interpretującego jasne punkty na swój prostacki, ziemski sposób (jaśniejsze, więc bliższe, słabsze, więc dalsze), że gromada jest sferyczna, a poszczególne gwiazdy zdają się na tej mini-sferze leżeć. Mini w skali kosmicznej, oczywiście - 24 lata świetlne to nie byle jaki rozmiar. Mogłoby się wydawać, że do pełni szczęścia brakuje M-trzydziestce-piątce jakiegoś przejasnego giganta - ale to może właśnie dzięki brakowi takich fajerwerków, gromada jest jak lekki szkic na niebie, i choć wyrazista - jednak nieprzegadana. Stopa Kastora z jego bogactwem obiektów (źródło: Photopic Sky Survey) Ale być może wymienione zalety wizualne nie stanowiłyby o mocy oddziaływania M35, gdyby nie szerszy kontekst. Bez leżącej sześciokrotnie dalej NGC 2158, widok M35 byłby równie niekompletny, jak niegdyś uśmiech Pablita bez prawej górnej czwórki... NGC-ka zdaje się być karzełkiem przy gigancie, choć to tylko pozory. Gdyby obie gromady zamienić miejscami, różnice w jasności byłyby znacznie większe, niż obserwujemy obecnie: NGC 2158 świeciłaby blaskiem 3,8mag, zaś M35 byłaby obiektem o jasności ok. 10mag **. Oglądana z odległości 850 parseków, NGC 2158 byłaby też o wiele bardziej efektowna ze względu na znacznie większą ilość składników (dość powiedzieć, że NGC-ka była w latach 50-tych rozważana do przekatalogowania na gromadę kulistą; kto zaś obserwował zmagania w konkursie Robercia na ostatnim zlocie w Odernem, być może pamięta, że gromada ta została “okrzyknięta“ kulistą). Z dwóch leżących nieopodal - i w sumie nietrudnych - gromadek, czy raczej węzełków gwiazd, wyłapuję tego wieczoru tylko IC 2157, ale przyglądam się im podczas kolejnego okna pogodowego, miesiąc później. Oba IC-ki (tym drugim jest IC 2156) wyglądają na pierwszy rzut oka jak bliźniacze pojaśnienia, lecz po chwili widać zarówno większą jasność gromady “południowej” (IC 2157), jak i gwieździstą naturę obu obiektów. Potem przeskakuję na chwilę do NGC 2129, która zawsze była dla mnie fenomenem Tabeli Wimmera. Jak się tam znalazła, skoro wypadły inne, znacznie jaśniejsze i wyraźniejsze obiekty? W lornecie to przecież bardzo słabe pojaśnienie przy parce gwiazd. Cóż, wszystko rozbija się o użyty sprzęt. W pięciocalowym SCT-ku i przy powiększeniach powyżej 50x, NGC 2129 faktycznie może być całkiem urokliwa. Dla lorneciarza to jednak tylko mało znacząca ciekawostka. Co tu robią staroweneckie druki? Co innego taka mało znana gromada Collinder 89 - chyba najpiękniejsza towarzyszka M35, idealnie dopełniająca szeroki kadr lornetki 10x50. Na wciąż bogatym i jasnym tle, blisko północno-wschodniego brzegu Drogi Mlecznej, widać sześć jasnych gwiazd, układających się w przełamaną półnutę rodem ze staroweneckich druków. Do tego trochę drobnicy, którą można równie dobrze dopisać do klastra, co jego wizualnego otoczenia. Interstellarum mówi, że do gromady zalicza się południowy kwartet gwiazd (czyli dolna część półnuty) wraz z niewielkiem łukiem słabszych słońc tuż na południe od niego. Wzrok natomiast mówi swoje - że rdzeń gromady to cała szóstka 7- i 8-magowych słońc, łukowaty asteryzm na południu, plus cały szeroki, esowaty wzór (najlepiej widoczny w 22x85), który spina wszystkie grupy gwiazd. Aladin podpowiada, że może być coś w tym spojrzeniu, a ja niespecjalnie przejmuję się, czy grupa gwiazd, którą widzę jest grupą rzeczywistą czy tylko umowną. Widok wart jest dłuższego wpatrywania, a w tym wszystkim nie chodzi przecież o badania, a odzyskanie spokojniejszego, głębszego oddechu i dystansu do spraw bieżących. Podczas innego wieczoru, dopatruję się w tym wzorze widoku uroczej, cartoonowej kałamarnicy. Nie zapominam też o pyłowym otoczeniu Messiera 35. Wyłapuję flankujące gromadę od zachodu przepylenia mogące być peryferiami TMC-1, najbliższego nam dużego obłoku molekularnego. Udaje mi się też wyzerkać południowe rubieża sporej mgławicy LDN 1560, przesłaniające Drogę Mleczną tuż na wschód od M35. Owa ciemnotka jest częścią potężnej wstęgi pyłowej ciągnącej się na przestrzeni dobrych 10° - od M37 po IC443. Cała smuga jest najłatwiejsza do wyłapania w lornetkach szerokokątnych, a więc bardzo przydają się goszczące u mnie 7x50 i fenomenalna 8x42. Innego śladu tego regionu gwiazdotwórczego, przecinającego okolice stopy Kastora (a więc LDN-ów 1564-65-66, leżących w bezpośrednim sąsiedztwie Cr89 czy mgławicy IC 443), dostrzec się nie udało. ... Chwilę potem - a może miesiąc później? - przeskakuję do pozostałych gromad w konstelacji. Pierwszą w kolejce (z lenistwa pewnie) jest NGC 2420, której położenie jest łatwe do zapamiętania i nie wymaga posiłkowania się atlasem. Klaster jest ujęty między dwiema parami niezbyt wybitnych słońc (w 22x85 są one oczywiste, ale w 10x50 wyraźnie widzę tylko dwie gwiazdy, trzecią ledwo, a czwartą - z najwyższym trudem), przez co przypomina nieco miniaturkę Róży Karoliny. Tereska wydobywa najlepszy widok obiektu tej nocy - zresztą, tę gromadę zapamiętałem jako idealny cel dla dużych lornet. Powiększenie 20-krotne zdaje się tu być przyzwoitym minimum, a 30-krotne i większe są mile widziane. 22x85 pokazuje mglistą, choć i lekko ziarnistą zbitkę. Gromada nie powala jasnością, ale jest wystarczająco wyraźna, by prezentować się naprawdę pięknie. NGC 2420 (źródło: Aladin) Przeskakuję dobre 9° na północny zachód, do NGC 2331. Ten klaster, choć spory kątowo, składa się z bardzo słabych gwiazd. W 22x85 pokazuje się ich więcej, jednak wolę widok z 10x50, która nieco wyraźniej wycina gromadę z dość ubogiego w gwiazdy tła. Cóż, nie zawsze spory kątowo obiekt będzie efektowny i wyrazisty. Kompletnie inna okazuje się za to leżąca kolejne 5° na zachód NGC 2266. Pod tym bardzo niepozornie wyglądającym, żółtym kółeczkiem na mapie kryje się jeden z piękniejszych klejnotów Bliźniąt. Gromadka wizualnie styka się swoim południowym krańcem z 9-magową gwiazdą, tworząc uroczy, kometopodobny widok. Od gwiazdy-jądra blask rozszerza się wachlarzem ku górze, a jedna czy dwie gwiazdy w obrębie pojaśnienia sugerują momentami ziarnistość gromady (w 22x85). 10x50 pokazuje NGC 2266 jako jednorodną, trójkątną mgiełkę (obiekt, choć mały i nieprzesadnie jasny - 9,5mag - nie sprawia większych trudności małej lornetce). Obok cudowności przy stopie Kastora, widok tej gromady jest jednym z najpiękniejszych podczas tej sesji. NGC 2266 (źródło: Aladin) Nieco z kronikarskiego obowiązku, łapię, lub raczej - walczę dłuższą chwilę z NGC 2304. Gdyby ująć jej nielornetkowe piękno w dwóch słowach, byłyby nimi “diabelstwo” i “paskuda”. Małe to, niewyraźne, zmuszające obserwatora do bardzo uważnego zerkania. Czy ta gromada nie wie, że miałem ciężki dzień w pracy? Zdecydowanie łatwiejsza jest NGC 2395, która powinna chyba mieć przydomek “Nagroda pocieszenia” (i ma to zdecydowanie związek z pobliskim Abellem 21). Jak na nagrodę pocieszenia przystało, nie wpada w oko od razu (choć wyraźna) i niespecjalnie chce się do niej wracać. Pobliskiej NGC 2355 nie łapię - nie przez sklerozę, a błędne wzięcie węzełka gwiazd za ową gromadę. Obiekt ląduje więc na liście “do pilnego wyłapania”. ... Znów jest koniec lutego, a ja, zamknąwszy temat młodzieńczych gromad, przeskakuję na drugi biegun cyklu życia gwiazd - do mgławic planetarnych. Zaczynam od Eskimosa (NGC 2392), na którego nalot jest stosunkowo prosty: od jasnego Wasata (δ Geminorum), przez charakterystyczny łuk gwiazd przeskakuję do parki gwiazd, z których tylko jedna jeszcze żyje. W 22x85, NGC 2392 jest przewyraźna - pięknie widać jej bladoniebieski, niegwiazdowy kolor, a zerkaniem mgławica zdaje się nienaturalnie pęcznieć. Zdradza wszelkie cechy lornetkowej planetarki - zanika przy patrzeniu na wprost (mówiąc inaczej: mruga), pokazuje wyraźne rozmiary kątowe (już w powiększeniu 10-krotnym jest “rozmytą gwiazdką”) i kolor niepodobny do barw okolicznych gwiazd. Nie mam problemu z wyłapaniem słabej (10,5mag) gwiazdy centralnej. I znów gapię się jak nienormalny na zwykły, zdawałoby się, puchaty punkt na niebie, ba - nawet nie odczuwam niedosytu z powodu braku jakiegokolwiek detalu. Wystarczy piękny, szeroki kadr (cóż za marnotrawstwo - trzy stopnie pola dla obiektu o rozmiarze 45 sekund kątowych!). Pozostałe dwie planetarki są prawdziwym skaraniem boskim (ang: pain in the ass). Próbuję sił z Abellem 21 - pamiętam, że w 16x70 był trudnym obiektem, ale jednak potwierdzonym. Uważny star-hopping szybko przyprowadza mnie na właściwe miejsce, ale poza kilkoma zwidami, nie wyzerkuję niczego, co pozwoli mi powiedzieć, że widziałem Dwudziestkę-Jedynkę tej nocy. Umyka mi dobre dziesięć minut okna pogodowego, ale przynajmniej mam poczucie, że zrobiłem, co mogłem. Miesiąc później, podczas jednej z marcowych nocy jest niewiele lepiej - 22x85, wsparta parą filtrów UHC-E, pokazuje cholernie ulotne pojaśnienie widoczne przez 10% czasu, raz nawet miga mi niewielki łuk (we właściwej orientacji). Niemniej - całość bez satysfakcji. Po wyjęciu filtrów, widzę więcej gwiazd w kadrze, ale ani śladu pojaśnień. Gdzie ta nagroda pocieszenia? No tak, w kadrze, z prawej u góry... Chwilę po nierównej walce z Abellem, jedyne lutowe okno pogodowe się zamyka. Nie szkodzi, i tak nie miałbym już sił na zmagania z NGC 2371-2. Wystarczy mi wspomnienie z Odernego. Gdyby jednak ktoś pytał - tak, jest ona do wyłapania w 22x85, ale trzeba się zaopatrzyć w dobre mapki albo mieć pod ręką towarzysza-obserwatora z kilku(nasto)calowym teleskopem. Bliźnięta pod koniec sesji (źródło: Photopic Sky Survey + bazgroły własne) Odrywam się od lornet. Niebo w ciągu paru minut pokrywają smugi i kłęby chmur średniego piętra, a przebijające się przez nie konstelacje wyglądają szczególnie malowniczo. Lew wyszedł w końcu znad lasu, Niedźwiedzica wisi dokładnie w zenicie, a Byk chyli rogi coraz bardziej ku dołowi. Oddycham powoli, nie odrywając wzroku od świetlnych punkcików nad głową. Przykładam jeszcze na chwilę Fujinona do oczu. Ostatnią lukę w chmurach wykorzystuję na zerknięcie na Messiera 35 wraz z NGC 2158 i Collinderem 89. Mówiłem już, że to ładuje baterie? ----------------------- * TS Marine 22x85 ** jasność obserwowana M35 to 5,3mag , zaś w przypadku NGC 2158 - 8,6mag. Podane przybliżone wyliczenie uwzględnia też różnice w ekstynkcji międzygwiazdowej.
  10. Witaj na forum, podstawowe pytanie: jak u Ciebie z mobilnością? Masz bardzo blisko do Zwardonia (gdzie odbywają się astrozloty ekipy śląskiej) i Sopotni Wielkiej, gdzie jest park ciemnego nieba. Nie wiem dokładnie, jak tam jest z jakością nieba, ale obstawiam, że masz w zasięgu zupełnie przyzwoite miejscówki, z których da się skutecznie obserwować obiekty głębokiego nieba. Niestety, mieszkając w mieście zobaczysz zawsze zaledwie namiastkę tego, co byś widział pod ciemnym niebem - i to niezależnie od sprzętu.
  11. Marko, gdzie mam Ciebie szukać? Przegapiłem Twoją obecność na poprzednim zlocie i nie chciałbym powtórzyć tego błędu. Jakby co, jestem zakwaterowany w Pyrlandii, pokój nr 5.
  12. Oczy Wyraka dotarły, więc będą na zlocie Tak przy okazji - jeśli macie statywy i możecie je zabrać - weźcie, proszę, nawet jeśli nie będziecie brali lornetek. Będzie można ustawić cały szpaler dwururek do porównań. Oczywiście wszelkie adaptery statyw-lornetka mile widziane. Przy okazji, ktoś będzie miał Nikona Ex? 10x50, 12x50 lub jakieś inne? @Jacek 2 - z Zeissem nie pomogę, ale Lidletkę skolimuję. Obym tylko nie zapomniał swoich śrubokręcików...
  13. Ależ miodny szkic!
  14. Drugiego opiekuna Poza tym wolę zapytać publicznie.