Skocz do zawartości

Panasmaras

Moderator globalny
  • Zawartość

    2293
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    29

Ostatnia wygrana Panasmaras w Rankingu w dniu 16 Styczeń

Panasmaras posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

2404 Excellent

O Panasmaras

  • Tytuł
    Kompleksowa opieka lornetkowo-ciemnomgławicowa 24/7

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    Pruszcz Gdański

Ostatnie wizyty

6612 wyświetleń profilu
  1. Gdzie odpoczywa wasz teleskop.

    Teleskop? W najmniej użytecznym rogu najdalszego pokoju, za siedmioma pajęczynami Za to lornetki - w przenajświętszej szafie. Ale pomyślałem kiedyś, że gdybym miał składaną Syntę, to z pewnością bym jej dorobił kopulastą czapeczkę na czas stacjonowania w domu, coś w poniższy deseń...
  2. Nikon Action EX 12x50 CF - dobry wybór?

    Otomin to nawet nie półśrodek, ta okolica tonie w gdańskiej łunie. Polecam ruszyć się znacznie dalej - przynajmniej w okolice Przywidza.
  3. Galaktyka Andromedy przez lornetkę

    Obstawiam jankowe a-c, być może wszystkie naraz. Warunki nie mogły być zbyt dobre, skoro, jak piszesz - Inna sprawa jest taka, że jeśli nie masz doświadczenia, nawet pod dość dobrym niebem (obawiam się, że musiałbyś odjechać spory kawałek od Poznania) na początek zobaczysz tylko jasne jądro i lekko rozciągniętą odeń poświatę. Później, w miarę poznawania możliwości swojego wzroku, M31 rozrośnie Ci się do 2-3 stopni, zauważysz inny charakter krawędzi północnej i południowej (o czym wspomniał Alice), w większej lornecie być może zobaczysz bezpośrednio jeden z pasów pyłowych (ten bliżej jądra). Nie wiem, co jest na końcu tej drogi, w każdym razie na ten moment - a gapię się na Andromedę przez lornetki od jakichś ośmiu lat - w 10x50 dość wyraźnie widzę ślad struktury spiralnej w postaci pewnego niuansu jasności na samych koniuszkach widocznego dysku. Ale na dobry początek, zadbaj o jak najciemniejszą miejscówkę i dobrą adaptację wzroku. Powodzenia!
  4. Kasjopeja – królowa jesiennych nocy

    To i ja się bezczelnie podepnę http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/11099-kasjopeja-panorama-po-łuku/&do=findComment&comment=146843
  5. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    W najbliższy weekend lub tuż po nim, w trybie osobistym, prawdopodobnie gdzieś między Gdańskiem a Warszawą. Gdyby to było dużo bliżej Warszawy, na pewno dam Tobie znać.
  6. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    Muszę ją oddać tydzień wcześniej. A i Zatom prawdopodobnie będę musiał tej jesieni odpuścić
  7. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    Zależy, co rozumiesz przez możliwości. Jeśli zupełnie technicznie, to przebudżetowa DO StarLight 12x60 ma możliwości większe niż jakakolwiek 7x50. Co do ceny za ten konkretny przedmiot - oczywiście, że chciałbym, żeby była inna. Nie wiem też, ile w cenie WX-a jest tego całego hype'u "lornetki stulecia", a na ile ta cena odzwierciedla faktycznie koszt produkcji i użytych materiałów plus badań, które doprowadziły do powstania tej konkretnej optyki. Oby w skład ceny w jak najmniejszym stopniu wchodziła pazerność producenta, choć w jakiejś części nie można tego wykluczyć. Z drugiej strony, mam piękny sen o tym, że ta technologia się upowszechni i trafi kiedyś do znacznie szerszego kręgu odbiorców i za 10 lat takie lornety będą znacznie łatwiej dostępne. Co prawda, patrząc na ceny Neglerów i Ethosów, nie należy się tego prędko spodziewać, ale kto wie? Może na rynku trafi się taki Explore Scientific? A może United Optics (producent serii BA8) skopiuje kiedyś niektóre rozwiązania lub wypracuje swoje - i sprzeda je taniej, ku uciesze większej ilości miłośników? PS odnośnie PS - mimo wszystko mam podskórne wrażenie, że tutejsze pisanie, co jest warte jakiej ceny, cholernie mocno zależy od punktu siedzenia. Jeśli ktoś kocha robić zdjęcia, to montaż ASA jest wart swojej ceny. Z mojego punktu widzenia - absolutnie nie. To jest chora cena, koniec, kropka. Za to z punktu widzenia kogoś, kto uwielbia małe powiększenia i przestrzeń wynikającą z dwuocznego spojrzenia w niebo - potencjalnie przełknie te masakryczne 30K za WX-a. Rozumiem, Jacku, jak to widzisz, ale też nie oszukujmy się - gdyby ta lorneta kosztowała 6 tysięcy, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pomyślałbyś, że to wciąż chora cena.
  8. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    Swoją drogą, mam trochę wrażenie, że ten WX to nieco inna kategoria produktu. Zwróćcie uwagę - na ile kupujemy w takich przypadkach użyteczny przedmiot (tu pomijam sprawę samej użyteczności hobby), a na ile kupujemy marzenie i kawał emocji. Montaże ASA sprzedawane są w zawrotnych cenach, a jednak się sprzedają. Kamery również nie należą do kategorii taniego sprzętu, ale się sprzedają. To są rzeczy, które uruchamiają wyobraźnię kupującego, przybliżają go do marzeń. I to chyba jest ten produkt właściwy. Przenosząc to na lornetki - ostatnio przy rozmowie na PW przypomniałem sobie sytuację ze Stężnicy: na jednym statywie wisi moja Tereska 22x85, a tuż obok - Nikon 18x70. Pierwsza z lornet ma lepsze osiągi, jeśli chodzi o zasięg i możliwości obserwacyjne. Druga za to oferuje takie widoki, że powoduje przyspieszoną akcję serca. Przez 85-tkę zobaczę słabsze obiekty, ale to przy 70-tce mam łeb w Kosmosie. I teraz wracamy do pytania - która lorneta jest bardziej użyteczna? Która przybliża do marzeń? Oczywiście można mieć różne cele. Można mniej lub bardziej romantycznie badać Kosmos (zmienne, komety), można ścigać się z samym sobą i możliwościami sprzętu. Można też chcieć się rozpłynąć w obserwowanej przestrzeni. Trochę jak z geologiem w górach, ambitnym turystą nabijającym kilometry i punkty GOT i skrajnym romantykiem, który zatrzyma się na pierwszej polanie z widokiem i spędzi tam długie godziny. Nikon WX jest jak przypadek tej trzeciej postaci, romantyka, który wybrał się w Andy i ogląda je z dołu. Można popukać się w głowę - przecież w lesie też jest pięknie, a ile kasy w kieszeni zostaje. A jednak wierzę, że są osoby, które mogą zrozumieć chęć obejrzenia Andów zaledwie od ich podnóży. Dlatego daleki jestem od patrzenia krzywo na osoby zainteresowane Nikonem WX. Cenowo wydaje się pełnym kuriozum, ale w praktyce - to jest sprzęt, który oferuje coś, za co być może warto zapłacić (przynajmniej jeśli ma się jakiekolwiek perspektywy na uzbieranie wymaganej kwoty). Oczywiście zawsze są jakieś alternatywy, mniej kosztowne czy stosunkowo niewiele ustępujące jakością. Są tańsze wyprawy górskie, są tańsze montaże niż ASA, są tańsze i wciąż świetne lornetki. Ale dopóki coś wyróżnia Nikona WX, zawsze znajdą się na niego chętni.
  9. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    Cena 40K dotyczy limitowanej serii stu sztuk. Normalna (choć raczej - mniej nienormalna) cena tej lornetki wynosi ok. 30K. Owszem, trochę sztuka dla sztuki, ale też reklama "hej, możemy zrobić najbardziej bezkompromisowy sprzęt na rynku". To przyciąga uwagę i "robi markę". Choć prawdę mówiąc, więcej by zdziałali, gdyby nagle zaczęła przyświecać im zasada "hej, zrobiliśmy najprzyjaźniejszy serwis i mamy najlepszą obsługę klienta" (szczególnie dotyczy Polski). Tak czy siak, klienci się znajdą (nawet w Polsce). I kto wie, może kiedyś i mnie będzie na takie cacuszko stać.
  10. Sierpniowa noc w Beskidzie Niskim

    Idą, jeśli ciemnotka leży na tle zjonizowanego obszaru, np. B343 bardzo lubi UHC.
  11. Wybuchająca kometa 29P/Schwassmann-Wachmann

    Znajdzie się dobra dusza i wstawi mapkę? Do poniedziałku jestem bez kompa, a jak trafi się pogoda, to teoretycznie franca jest w zasiegu mojej 22x85...
  12. Pięć bieszczadzkich nocy

    "Coś do powiedzenia"? Przecież to esencja M24!
  13. Pięć bieszczadzkich nocy

    Rewerelacja!
  14. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    No właśnie! W całej swej potworkowatości, WX na żywo okazuje się być całkiem zgrabnym i stosunkowo poręcznym sprzętem. Gabaryty są skrajnie nietypowe jak na 10x50, ale za gabarytami idą konkretne osiągi. Też nietypowe
  15. Nikon WX - nowe dachówki z (bardzo) szerokim polem

    W pewnej nienapisanej recenzji, Fujinon FMTR-SX2 10x50 miał być jak Bond, a ja - jak miss Monneypenny, która przy każdym kontakcie wzdycha “Oh, James…”. Taki zresztą miał być tytuł recenzji. Ale nie będzie. Bo mam nowego Bonda, Bourne’a, lub trzymając płeć we właściwym miejscu - nową boginię. Skoro temat pojawia się w wątku Nikona WX, wszystko wiadomo. Co prawda pamięć sprzed trzech miesięcy jest taka, jak moskiewskiego jesiotra, ale spisuję to, co pamiętam. Mamy więc 19 maja 2017, kiedy na zlocie w Stężnicy niejaki Marcin_G, przedstawiciel Nikona, przerywa swą prelekcję przez dzwoniący telefon, a głos w słuchawce mówi mu, że Nikon WX, sprzętowa atrakcja zlotu, jedzie już z Warszawy. Zanim dojedzie, minie trochę czasu, i właśnie czas dotarcia wpłynie na nie do końca pozytywnie na pierwsze wrażenie. Nikon WX ląduje na statywie dobrą chwilę po zachodzie słońca. Wstężniczka (osada domków w ośrodku Natura Park) dobrą godzinę temu zgubiła nasycone słońcem barwy, a teraz przez sepie i ochry zanurza się pochłaniającej świat umbrę. Ostatnie jaśniejsze miejsca do wypatrzenia są już tylko na horyzoncie, reszta gubi kontrast i odchodzi powoli w ciemność. Gabrów Wierch, jedyny sensowny obiekt do obserwacji jest zasłonięty przez domek. Marcin obchodzi się z lornetą jak z jajkiem, a kolejka powoli się przesuwa. - No, fajnie - można usłyszeć raz po raz. Prawdę mówiąc, w tych warunkach niewiele więcej daje się powiedzieć. Widok znad ośrodka na dolinkę Stężniczki, w oddali - Gabrów Wierch. Kiedy kolejka topnieje do końca, dostaję tyleż ostrożne co niechętne pozwolenie na przesunięcie lornety ze statywem na drogę, skąd widać Gabrów Wierch. Teraz jest znacznie lepiej - obraz jest świetny, przestrzenny, ostry po krawędź - jak w Fujinonie, choć oczywiście z większym polem. Wynoszę znacznie lepsze wrażenia, niż z pierwszego spojrzenia, choć niespecjalnie czuję się powalony na kolana. - I jak ten Nikon, Staszku? Bo wiesz, na moje jakoś bardzo dupy nie urywa. Fajny, ale oczekiwałem czegoś więcej. - No ja też jakoś niespecjalnie zauroczony. No właśnie niby fajna lorneta, ale na razie jakoś nie mam na nią ciśnienia. Na szczęście, tak naprawdę Staszek ma ciśnienie, na tyle spore, żeby następnego dnia wyciągnąć WX-a na ekskluzywne macanie koło naszej chatki. Nikon trafia w nasze ręce wczesnym popołudniem, przy dobrym świetle. Przy takim, które mówi o wszystkich lornetkach, że są super. Mamy do porównania Nikona Monarch HG 8x42 i Fujinona FMTR-SX2 10x50, więc może coś da się stwierdzić. Przygotowujemy stanowisko przed domkiem. Kuferek, sugerujący znacznie większy sprzęt, wydaje się dobrze chronić dwururkę. Zanim lorneta wyląduje na statywie, trzaskam jej garść zdjęć. Wzornictwo Nikona jest całkiem niezłym przykładem, że pewne idee nowoczesnego projektowania interface’ów można zastosować w świecie rzeczywistym. Choćby sam uchwyt - potężny, spajający mostek z góry i dołu, od razu mówi wyraźnie użytkownikowi, żeby nie brał sprzętu lekką ręką. W końcu dwadzieścia tysi piechotą nie chodzi. W ogóle, Nikon ładnie połączył pancerność z luksusem - pokazuje, że sprzęt wymaga pewnego chwytu, ale nie zapomina, że ma też cieszyć i oczy, i opuszki palców. Jednocześnie owa pancerność daje nadzieję, że lorneta wiele wytrzyma - bo raczej nie kupimy zamiennika, jak nasz egzemplarz po trzech latach się zmechaci. Korpus jest bardzo przyjemny w dotyku, jego środkowa część pokryta jest jakimś tworzywem(?) z fakturą skóry - cokolwiek to jest, daje pewny chwyt. Bo owszem, w ograniczonym czasie da się tym potworkiem obserwować z ręki. Ponad dwa kilo wagi robią swoje, ale też powiększenie 10x nie wymaga nie wiadomo jakich umiejętności zastygnięcia, by cieszyć się całkiem stabilnym obrazem. Do strony mechanicznej nie można się przyczepić. Opór i gibkość spotkały się w doskonałym punkcie, nie ma więc żadnego siłowania się ze sprzętem, ani żadnych luzów. Okulary wysuwają się płynnie, a w dostosowaniu właściwej pozycji oczu pomagają kilkustopniowe wysuwane muszle oczne (o ile dobrze pamiętam, między maksymalnym i minimalnym wysuwem, są trzy przystanki). Dla mnie, osoby obserwującej bez okularów optymalne jest wysunięcie muszli “o jeden ząbek”, dzięki czemu nie tracę nic pola, a unikam fasolkowania i stresu, że posmyram soczewkę oczną swoimi rzęsami. Sam ER jest komfortowy na tyle, że zapewne obserwatorzy w okularach go docenią. Na czas dziennych testów, do wzrokowej dyspozycji mamy grzbiet z polaną, na której hasają konie. Grzbiet wieńczy grzebień świerków, i na ich gałązkach doszukuję się aberracji chromatycznej, ale z przemizernym skutkiem. Obraz jest niesamowicie ostry, a wady optyczne nie bardzo chcą się ujawnić. Konie, płoty i zagajniki wyglądają niezwykle naturalnie, nie dopatruję się cienia fałszu kolorystycznego w tym obrazie. Dystorsja poduszkowa zdaje się być świetnie kontrolowana, podobnie jest z każdą inną aberracją - bez szukania na siłę tych wad po prostu nie ma. Aberrację testujemy również na innym płocie, w który wplatają się trawy i krzewy podświetlone od tyłu. Obraz jest arcyklarowny, a jedynym rozczarowaniem jest mój wspaniały dotąd Fujinon. Zarówno pod kątem ostrości, jak i aberracji. No dobra, ta druga nigdy nie było najmocniejszą stroną małego Japończyka, ale też nigdy nie dokuczała. W bezpośrednim porównaniu Fuji nie zostaje daleko z tyłu, odstaje wręcz nieznacznie - ale jednak. Największa różnica jest jednak w samej ostrości - Fuji nie daje tej żylety ani na końskich grzbietach, ani na belkach czy świerkach. Niby jest dobrze, ale jednak jakieś szkło po drodze zamula. Co więcej, między Fujinona a Nikona WX wpycha się Monarch HG, któremu bliżej do WX-a. Najpiękniejszy w tym wszystkim jest jednak oddech wielkiego pola. Zanurzenie się w obrazie, w innej rzeczywistości. Niby znam to z Naglerów czy Ethosów, ale jednak jednooczność jest umowna, a dwuoczność przenosi nas w inną rzeczywistość jakby bardziej… prawdziwie. Nadchodzi wieczór i na niebie zapalają się pierwsze gwiazdy. Wysoko świeci Arktur, ale ja celuję w Izara, jasną gwiazdę trzeciej wielkości. Jego jasność zdaje się być idealna o tej porze wieczoru, żeby sprawdzić, czy dumne zapowiedzi “obraz ostry po samą krawędź” dają się obronić. Cóż - dają, bez dwóch zdań. Nie przypomnę już sobie, czy przy samej diafragmie, do której musiałem się odchylać(!), Izar pokazał śladowy astygmatyzm czy nie pokazał go wcale. Zapamiętałem tylko, że "super obraz ostry po same brzegi" przestał być pustym hasłem marketingowym. … Przychodzi w końcu Marcin_G z zamiarem zepsucia zabawy. - Biorę lornetę na przełączkę, będzie tam do dyspozycji. Czas więc się zebrać na obserwacje. Przebieranie w termiczne gatki i pakowanie szpeju do aut zajmuje jakieś dwa kwadranse. Jesteśmy na górze, gdy zmierzch astronomiczny już trwa. Szybko zakręcam się przy Marcinie i dyskretnie porywam WX-a, zanim na dobre kuferek spoczął na stoliku turystycznym. - Marcin, nie mówi nikomu, że ją już wyciągnąłeś, dobra? Wyobrażam sobie, że Marcin uśmiecha się pod nosem, bo przecież nie widzę rysów twarzy w tej ciemnicy, ale z tonu odpowiedzi jasno wnioskuję, że nieco się uśmiał. Zanim ściemni się do końca, wybieram jakiś wygodny asteryzm i wpatruję się w słabe gwiazdki. Przeskakuję do wiszącego obok Fujinona i porównuję. Niby to samo jest w mojej lornetce, ale bez tej ostrości i kontrastu. Niby podobnie, na granicy identyczności (oczywiście oprócz wielkości pola), ale jednak te najsłabsze gwiazdki są bardziej oczywiste w Nikonie, a całość nieco ostrzejsza. Teoretycznie, różni je tylko suma małych detali, ale w praktyce nie mam najmniejszej ochoty mówić nieuniknionego “WX już wisi, kto chce?” - choć Fujinona na wygodnym żurawiu mam przecież na wyłączność. Kilka różnych kadrów potwierdza, że Nikon pokazuje Kosmos bliżej, lepiej, ostrzej, bardziej kontrastowo. Jeśli do tej pory Fujinon dawał mi wrażenie “no-glass” (braku szkła), tak od dziś po raz pierwszy mi go nie dostarcza. 66-stopniowe pole, dotąd spore, od dziś dusi. Nikon ze swoimi 10° pola rzeczywistego trochę przeraża, trochę każe od nowa spojrzeć na pewne kadry, tworzy też zupełnie nowe. No bo czy widział ktoś z Was całą Lutnię w jednym kadrze, od Epsilonów po Sulafat? M10 i M12 w Wężowniku zawsze mieściły się w polu standardowej 10x50, ale teraz mają naprawdę szeroki oddech - i takie oglądanie jest niezwykle komfortowe. Celuję w Tarczę. Kłębowisko pyłów nie ma jeszcze kontrastu głębokiej nocy, ale czuję już posmak, jakie wspaniałe kadry czekają na szczęśliwego obserwatora pod ciemnym niebem. Skaczę chaotycznie od Messiera 24 po Wieszak, łapiąc zupełnie nową perspektywę dla dobrze oswojonego kawałka nieba - wszystko wygląda jak w powiększeniu siedmiokrotnym, bo coś tego zapasu pola zbyt dużo. Minuty w niebie mijają szybko. Pojawiają się pierwsze chmury i z każdą chwilą pochłaniają coraz więcej gwiazd. Prognoza sprawdza się zanadto dobrze, wiem już, że nie będzie mi dane tym razem obejrzeć kłębów pyłowych między Orłem a Jaszczurką. Łapię tylko ślad najwybitniejszych Barnardów - 168, 361 czy pyłów wokół Ameryki Północnej. Ostatnie kadry, jakimi chcę się nacieszyć, to przebogate pola Łabędzia, po obu stronach Sadra. Do takich kadrów został Nikon stworzony. Czuję się jak mały chłopiec, którego wujek Neil zabrał na wycieczkę i pozwolił spojrzeć przez okno zarezerwowane dla najbardziej śmiałych pilotów. Jestem w kosmosie i mogę fruwać między gwiazdami. To jest prawdziwy spacewalk. Czy nie właśnie tego chciałem się spodziewać po Nikonie WX? Podsumowując, Nikon WX 10x50 rozbija bank. Dosłownie i w przenośni. Cena sprawia, że już samo spojrzenie przez wypożyczoną lornetę staje się luksusem, a posiadanie - mrzonką. Sensowność takiego zakupu jest bliska zerowej. Co nie zmienia faktu, że gdybym miał wolne 25000 zł, po prostu bym ją kupił. Być może nie dałaby mi pełnej satysfakcji wiosną, kiedy królestwo galaktyk Lwa i Panny schowa się za ograniczenia apertury i powiększenia. Ale byłbym gotów zapomnieć o wiośnie, jeśli lato i inne pory roku z bogatą Drogą Mleczną miałyby mi wszystko wynagrodzić w takim stopniu, jakiego przedsmak miałem w Bieszczadach. Na koniec dobra rada: jeśli lubicie swoje lornetki, a nie macie luźnych 25000 zł, lepiej zapomnijcie o WX-ie. Sam miałem do tej pory komfort spoglądania przez świetne lornetki, od których mogłem wrócić bez żalu do swoich dwururek. Teraz tego komfortu nie mam. Powiem więcej, wciąż się nie ocknąłem. Wad raz zobaczonych w Fujinonie, nie umiem odzobaczyć. W wąskim polu 66° jest mi duszno i jakoś nie potrafię zapomnieć tamtej przestrzeni. Wciąż twierdzę, że Fujinon to świetna lornetka, ale poza “świetna” już nie wychodzi. I na sam koniec wszystkiego, wciąż jestem jak ta Monneypenny, ale Bonda gra już ktoś inny.
×
© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2017)