Skocz do zawartości

gruchalo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    61
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Zawartość dodana przez gruchalo

  1. Witam wszystkich astrozakręconych. Z wielkim bólem muszę się pożegnać z teleskopem i jako takimi obserwacjami. Życie tak się czasem układa, że nie da się znaleźć czasu na to co tygryski lubią najbardziej... Także... tego.... 1). Teleskop GSO Dobson 8" dokładnie taki jak tutaj: https://teleskopy.pl/Teleskop-GSO-Dobson-8--DeLuxe-203/1200-M-CRF-(mikrofocuser-1-10,-chłodzenie-lustra,-SKU--680)-teleskopy-2035.html Zakupiony w listopadzie 2017r. Stan dobry, nie ma co ukrywać, że teleskop od tego 2017 troszkę nieba obejrzał więc nowy nie jest i parę rysek na montażu znaleźć można. Jedynym mankamentem, który jednak nie ma żadnego wpływu na obserwację jest półka na okulary, która się kiedyś oberwała i została umocowana troszkę wyżej na montażu (widoczne na zdjęciach). Zawsze traktowany z należytym szacunkiem, przechowywany pod przykryciem. Lustro nigdy nie było myte, nie widziałem takiej potrzeby. W zestawie: Tuba Montaż Okulary: Plossl 9mm i GSO SuperView 30mm Soczewka barlowa 2x Delta-Optical GSO 2x 1,25" Kolimator optyczny Zasilanie chłodzenia lustra Adapter wyciągu 2" na 1.25" z gwintem filtrowym Szukacz 8x50 Dekiel tubusu Do zestawu dorzucam też: Filtr ciemnozielony #58 Delta-Optical GSO 1,25" Filtr polaryzacyjny zmienny StarGuider 1,25" Własnej roboty atlas gwiazd - własnej roboty w sensie druk i laminacja, sam atlas to Taki's 8,5 Magnitude Star Atlas. Dobra rzecz, nieraz sprawdzona w boju. Cena za wszystko co powyżej 1700zł. 2). Teleskop Sky-Watcher Synta N-130/900, o taki jak ten z poniższego linku ino niebieski🙂 https://www.astroshop.pl/teleskopy/skywatcher-teleskop-n-130-900-explorer-eq-2/p,5013 Mam go z drugiej ręki od 2018-2019 roku, stan bardzo dobry. Brałem z myślą o córce, ale najczęściej obserwowaliśmy razem przez większego Dobsona, także ten może ze trzy razy był na obserwacjach. W zestawie: Tuba Montaż Okular: 10mm Soczewka barlowa 2x Szukacz Dekiel tubusu Cena 650zł. 3). Okular Explore Scientific 6,7mm 1,25" 82° o taki: https://teleskopy.pl/Okular-Explore-Scientific-6,7-mm-1,25''-(82-stopnie)-wodoodporny-(Argon)-teleskopy-1782.html Zakupiony w 2019 roku i co tu dużo mówić genialny okular, jak kiedyś wrócę czynnie do świata astro to będzie to jedna z pierwszych rzeczy jaką dokupię do teleskopu. Cena 500zł 4). Okular Explore Scientific 14mm 1,25" 82° https://teleskopy.pl/Okular-Explore-Scientific-14-mm-1,25''-(82-stopnie)-teleskopy-1786.html Zakupiony w tym samym czasie co ES 6,7mm i chyba jeszcze od niego lepszy, chociaż to moja subiektywna opinia. Zawsze preferowałem szersze spojrzenie na świat🙂 Cena 600zł Co do dostawy to: Teleskopy: Nie mam już do nich oryginalnych kartonów, także tylko odbiór osobisty, ewentualnie mogę podwieźć 50km (Studzienice woj. pomorskie). Okulary ES: odbiór osobisty lub wysyłka. Koszt wysyłki pokrywa kupujący, preferuję paczkomat. Zapraszam
  2. Jedno zdanie człek napisał. A że na końcu tegoż zdania był znak zapytania a i treść nie była zbyt... no rozumiem, że można wysnuć różne wnioski z samej treści zapytania. Ale żeby tak zaraz od idiotów to sorry ale wstyd dla tego kto w taki sposób odpowiada jak i dla całego forum. Nie pierwszy raz dochodzi tu do takich sytuacji i nie podoba mi się to. Tyle mam do powiedzenia. Hej.
  3. Nikon Action Ex 10x50; Dobson GSO 8 cali + okulary ES 80 14mm i 6,7mm 80 stopni pola, GSO 30mm
  4. Oj jak ja dawno tu nie byłem... Strach sie przyznać ale ostatni wpis w notatniku z obserwacjami datowany jest na 8 kwietnia 2018 roku. Nie to żebym od tego czasu nie lookał w niebo ale czasu nie bylo na rzetelne przygotowania do obserwacji. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że dom stawiam i to sam, wiec czasu dosłownie na sen już brakuje. Teraz jednak wydłubalem troche sił i zaplanowałem kilka obiektow. Studzienice 16.01.2020r. 22.40 - 0.10 Obserwacje spod domu, dosyć zimno i wilgotno. Ale widoczność dobra. Gołym okiem droga mleczna widoczna bez jakichkolwiek problemów. Zacząłem od Żyrafy i gromady otwartej Stock 23. W okularze ES 14mm ledwo sie mieści w polu widzenia. Niedaleko centrum widać fajną parkę gwiazd nieodznaczających sie jasnością od pozostałych. Są jednak dosyć zbite i zwarte. To chyba Struve 362. Dalej była Kaskada Kemble'a, która to najlepiej wypada w lornetce. Nikon EX 10x50 pozwala na zmieszczenie całości w polu i delektowanie sie pełnią piękna tego nienaturalnego sznura gwiazd. Jakby je tam ktoś celowo umieścił mówiąc tu jestem. Może to Trurl z Klapaucjuszem te gwiazdy porozpalali? ? Na samym końcu Kaskady znalazłem gromadę NGC 1502. Widoczna we wszystkich sprzętach, okularach i Nikonce, w tej jako blada plamka. W okularze ES 6,7mm idealnie wpasowana w pole. Naliczyłem około 30 składników. M1 - Mgławica Krab ? w Byku. To dziwne ale pierwszy raz na nią patrzałem. Zawsze miałem ją w głowie ale jakoś tak po drodze się gubiła. No ale nic. Nadrobiłem zaległości i Kraba też mogę odznaczyć jako zarejestrowany. Patrząc przez lornetkę nie bylem pewny czy to jest to czy tylko okulary zaczęły sie rosić i ta tyci tyci plamka to może jednak rozmazana gwiazdka. W dobsonie juz o wiele lepiej. W 14mm spora rozciągnięta w poziomie plama o dosyć regularnym rozkładzie jasności. Nie zauważyłem żadnych struktur. W 6,7mm juz ciemniejsza ale nadrabia rozmiarem. Wypełnia 1/4 pola widzenia. No i na koniec wskoczyłem do Perseusza żeby wyhaczyć Mgławice Małe Hantle. M76 dobrze widoczna już w 14mm jako dwie zbite plamki. W 6,7 widoczny, wyraźny zarys klepsydry. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych ?
  5. Zapytam Cię tylko po co? Komu miałaby się ta zmiana przysłużyć? Bo astronomii chyba wcale. I pomyśl jeszcze ile złego przyniesie choćby takim historykom którzy sami się będą zastanawiać czy coś tam kiedyś stało się przed grzebaniem w kalendarzu czy po. Ja sam też byłbym zły tym, że odtąd obchodziłby urodziny nie wtedy co powinienem ?
  6. Jak to już podkreślił przedmówca nie ma żadnych astronomicznych przesłanek na to by rok zaczynał się akurat od 1 stycznia. Równie dobrze mógłby się zaczynać w marcu czy tam w sierpniu jakby kto wolał. Co do tego całego World Calendar, o którym wspominasz to nie jestem pewien czy jest to lepsze od obecnie stosowanego sposobu rachowania czasu. W sumie rzeczy to żaden zdaje mi się sposób nie będzie idealny a to dlatego, że ustalając rok kalendarzowy trzeba to zrobić precyzyjnie, to znaczy podać długość trwania roku w jakiejś jednostce. Obecnie jest to 365 dni a w latach przestępnych dni tychże jest 366. te z kolei dalej precyzuje się jako odcinek czasu długości 24 godzin, te z kolei... no każdy wie co dalej ? Dochodząc do sekundy staje przed nami już konkretna i bardzo precyzyjna definicja mówiąca tak: sekunda to czas równy 9 192 631 770 okresom przejścia pomiędzy podpoziomami f=3 i f=4 struktury nadsubtelnej poziomu podstawowego S1/2 atomu cezu 133 znajdującego się na poziomie morza. Nieważne czy się tą definicję rozumie czy nie, ważne to, że określa ona sekundę bardzo precyzyjnie i w sposób niezmienny, bo czy to teraz będziemy badać ten Cez czy za 13,5 miliarda lat to nie powinno mieć to wpływu na długość sekundy określaną przez przejścia atomowe tegoż pierwiastka. Precyzja określenia i niezmienność wartości podstawowej jednostki czasu układu SI jest konieczna dla naszej cywilizacji. Systemy GPS to tylko początek bardzo długiej listy urządzeń, usprawnień i innych ulepszaczy pomagającym ludziom przetrwanie na ZIemi. A jako, że sekunda jest także podstawą do określenia długości trwania roku kalendarzowego staje się on tym samym równie niezmienny w swej długości. Ta właściwość przekładając go na miary astronomiczne od razu skreśla rok kalendarzowy w zastosowaniach astronomicznych. Bardziej bliski astrorachowaniu czasu jest rok juliański trwający 365,25 dnia tyle tylko, że taka niepełna, niecałkowita liczba określająca coś takiego jak rok jest niedopuszczalna w zastosowaniach cywilnych. no bo jak to tak z każdym kolejnym rokiem mielibyśmy styczeń zaczynać o 6 godzin później? Dlatego właśnie rok kalendarzowy trwa 365 dni a czasem 366. Ta długa dygresja tylko oto ma na celu by uzmysłowić każdemu, że rachując czas na potrzeby cywilizacyjne potrzebna jest niezmienność. Należało określić coś raz a dobrze. Przechodząc do meritum sprawy możemy wymyślać setki sposobów na określenie długości trwania roku kalendarzowego a i żaden z nich nie będzie aktualny i przydatny po wieki dlatego tylko, że dajmy na to taka doba, konkretnie doba słoneczna trwająca obecnie wspomniane 24 godziny się wydłuża. Średnio o 16 mikrosekund (jedna milionowa sekundy) rocznie. Jest to spowodowane tym że Ziemia jakoby wlecze za sobą nadmiar wód morskich i oceanicznych ciągniętych nadto przez nasz Księżyc. Występują także nieco mniej przewidywalne czynniki wpływające na zmianę długości doby słonecznej takie jak ruchy mas we wnętrzu naszej planety. Wszystko powyższe składa się na obraz taki, że żaden dokładnie sprecyzowany i niezmienny w swej długości rok kalendarzowy nie jest w stanie zawsze adaptować się do warunków astronomicznych gdyż z biegiem czasu sam z siebie się zdezaktualizuje. A to czy stanie się to przez nie całkiem precyzyjne określenie długości jego trwania: jak pisałeś błąd wynikający z nieprecyzyjnego określenia długości roku wynosi 1 sekundę na 3322 lata. Czy przez wydłużanie się doby: 16 sekunda na każdy milion lat nie ma chyba wielkiego znaczenia. No bo kto z nas będzie żył choćby coś znaczącą cząstkę czasu okresów wypisanych w poprzednim zdaniu?
  7. 11/13 i też poległem na obydwu pytaniach o wagę. Ogólnie ok ??
  8. Pierwsza to M61 a druga NGC 4535. Tak bym typował. Swoją drogą pięknie naszkicowane. Tylko zazdrościć talentu ?
  9. Tak to dziś rano wyglądało z mojego biura.
  10. Ja mam podkładkę z klipsem taką najzwyklejszą, którą trzymam "na kolanie". Rysuje w pozycji siedzącej. A co do latarki to mam dwie. Pierwsza czołówka i druga taka luźna na pasku. Z czołówki korzystam rzadziej a to dlatego, że za mocno troszkę skubana świeci i psuje adaptacje. Z reguły korzystam z tej drugiej latareczki, którą jako że ręce zajęte rysowaniem trzymam w pysku...
  11. Tak, znam tą serie artykułów. Początkującemu miłośnikowi nieba ciężko jest ogarnąć i zebrać do kupy wszystkie te ciekawe obiekty znajdujące się w konkretnym rejonie sfery niebieskiej a wymieniane w książkach, atlasach i artykułach. Jednak przy następnej okazji spróbuję zapolować także na choćby NGC 1924.
  12. Sesja obserwacyjna, którą zaliczyłem 8 lutego składała się jakoby z dwóch części. Podczas pierwszej godziny obserwacji skupiłem się przede wszystkim na obiektach z gwiazdozbioru Oriona. Chciałem tu załatwić pewną niecierpiącą zwłoki sprawę, tj. uwiecznienie na szkicu Wielkiej Mgławicy Oriona (M42) obserwowanej w nieco większym powiększeniu oferowanym przez teleskop. Do obserwacji i szkicowania służyłem się okularem GSO 30mm, który w moim 8-calowym dobsonie zapewnia 40-krotne powiększenie. Królowa nieba zimowego - M42 w Orionie. W jej cetrum widać gromadę trapez (? Orionis). Mgławica znajdująca się w tle gwiazdy nieco na północ od M42 to Mgławica de Mairana (M43). Owal składający się z sześciu gwiazd w górnej części szkicu to NGC 1980. Przy okazji w polu widzenia stale znajdowała się piękna gromada otwarta gwiazd NGC 1980 z najjaśniejszą Hatysą (? Ori). Gromada ta odkryta w styczniu 1786 roku przez Williama Herschela zawiera około 2000 gwiazd a jej wiek liczony jest na 4,7 miliona lat. Pole widzenia pięknie zdobiła także Mgławica de Mairana (M43), którą wprawdzie ciężko jest od samej M42 oddzielić. W rzeczywistości Mgławica de Mairana jest częścią Wielkiej Mgławicy w Orionie i stanowi obszar H II (obszar powstawania nowych gwiazd). Rejony bezpośrednio okalające M42 cieszyły me oczy przez jakieś 45 minut. Potem wzrok skierowałem ku gwiazdom Pasa Oriona. Powiększenie oferowane przez 30mm okular pozwalało umieścić w polu widzenia tylko centralną część gromady otwartej Cr 70, do której wraz z około setką gwiazd należy także trzech kosiarzy - tak niegdyś zwano gwiazdy Pasa Oriona: Alnilam (? Ori), Alnitak (? Ori) oraz Mintaka (? Ori). Wracając na chwilkę do M42 to zaciekawi pewnie niejednego astroamatora także to, że cała ta niezliczona chmara mgławic wraz z gwiezdną zawartością znajdująca się w rejonie obecnie zwanym Mieczem Oriona jeszcze nie tak dawno znana była pod bardziej swojską nazwą Grabiarek, które przemierzały sferę niebieską za Kosiarzami. XI wieku n.e. sięgają początki obecnie nieużywanego powiedzenia: "Jesienią Kosy zachodzą - trza wstawać". W tamtych czasach bardziej odczuwano potrzebę kontrolowania rachuby czasu i dat kalendarzowych toteż często niektóre z gwiazd a czasem całe gwiazdozbiory wspomagały człowieka w określaniu pory dnia i roku. Wzbijmy się jednak ponownie wyżej i wróćmy do tematu Pasa Oriona ? Jak już mówiłem gromada Cr 70 niespecjalnie mieścić się chce w "teleskopowym" polu widzenia, polecam zatem prowadzenie obserwacji w tym rejonie przez lornetkę. Niestety ja tamtej nocy lornetkę zostawiłem w domu, gdyż zamierzałem jedynie naszkicować M42. Jeśli jednak patrzysz na Kosiarzy przez teleskop warto przyjrzeć się dokładniej gwieździe ? Orionis (Alnitak) ponieważ tuż obok znajduje się wspaniały obiekt znany wszystkim astronomom amatorom z pięknych zdjęć. NGC 2024 - Mgławica Płomień to jeden z najbardziej rozpoznawalnych (nawet przez niespecjalnie zainteresowanych astronomią) obiektów całej sfery niebieskiej. Wielu z was kojarzy Płomień mniej więcej tak (to ten płomieniowaty kształt po lewej...?): Wszystkich, którzy przymierzają się do obserwacji wizualnych "Płomyka", należy jednak przestrzec przed możliwym a niemałym rozczarowaniem. Naprawdę ciężko jest w NGC 2024 dojrzeć jakikolwiek zarys płomienia. Ja osobiście najczęściej dostrzegam tu widoczny także na powyższym zdjęciu ciemny wycinek mgławicy znajdujący się w centrum. Wycinek ten w miarę wyraźnie odcina się od delikatnie poszarzałej przez mgławicę otoczki i wiedząc czego się szuka faktycznie można doszukać się tu kształtu płomyka. Kluczowe jest tu jednak odsunięcie z pola widzenia bardzo jasno świecącego Alnitaka. Kiedy już się człek napaczy na wszystkie te cuda z Pasa Oriona warto wycelować jeszcze odrobinkę wyżej. Tak właśnie sam uczyniłem i około 1945 delektowałem się widokiem kolejnego pięknego obiektu głębokiego nieba z Orionowego podwórka. Messier skatalogował tenże obiekt jako M78 jednak nie wiedział, że jest to kolejna mgławica refleksyjna,których jest tu bez liku, należąca do Obłoku Molekularnego w Orionie (tak jak większość opisanych tu obiektów). Ja M78 opisałem w podręcznym notatniku jako poświatę zajmującą połowę pola widzenia (133x), w środku której majaczą dwie słabe gwiazdki. Na tym zakończyłem pierwszą część obserwacji, musiałem zwinąć się na chwilkę do domu ażeby odprawić codzienne rytuały związane z szykowaniem dzieciaków do spania... ? Na szczęście już po 30 minutach na powrót stałem przy tubie teleskopu wybierając następny rejon polowań. Wybór padł na okolice Perseusza i Kasjopei, w której od dawna planowałem ustrzelić kilka świetnych obiektów (po części z listy H-400). Rozpocząć chciałem od NGC 1023 lecz w pole widzenia zupełnie niechcący wpadła mi M34. eMka ta godna jest poświęcenia jej zdecydowanie więcej czasu niż miałem, ale nawet przez tę krótką chwilkę olśnił mnie jej spory rozmiar i blask bijący od wielu jej niebiesko-białych słońc charakteryzujących się bardzo zbliżoną jasnością. W końcu jednak trafiłem na pierwotny cel moich poszukiwań. W pole trafiła galaktyka soczewkowata NGC 1023. W powiększeniu 40-krotnym jest to malutka, aczkolwiek wyraźnie dostrzegalna, mglista plamka, w 133x jest to już wyraźna, rozciągła smuga. Obserwując tą eNGieeCkę nie mogłem się powstrzymać przed ponownym wytaszczeniem szkicownika by uwiecznić jej widok na szkicu a oto efekty: NGC 1023 - to ta szara mgiełka w środku... ? Niestety na powyższy szkic a raczej jego opis wkradł się mały błąd, gdyż NGC 1023 szkicowałem przy powiększeniu 133x nie zaś przy 40x tak jak to widnieje na szkicu. Jestem pewien, że podczas obserwacji dostrzegłem sąsiadkę NGC 1023 znajdującą się po jej wschodniej stronie - PGC 10139 to karłowata galaktyka nieregularna. Razem z NGC 1023 stanowi obiekt numer 135 z Atlasu Osobliwych Galaktyk (wg powyższego jest to zderzenie galaktyk). Następnie przyszedł czas na NGC 1027, czyli jedną z otwartych gromad w Kasjopei. Muszę szczerze przyznać, że obiekt ten należy do grona trudniejszych w zlokalizowaniu, głównie dlatego że mamy doczynienia z bardzo bogatym gwiazdowo rejonem. Ciężko od tego całego mrowia odróżnić obiekt, którego się szuka. Ja tamtego wieczoru na znalezienie NGC 1027 poświęciłem około 15 minut i w końcu z niemałą ulgą cel osiągnąłem. Tak o niej pisałem w notesie: "NGC 1027 - niezbyt skoncentrowana, sporo gwiazd, z których jedna znajdująca się w centrum przewyższa jasnością pozostałe, widoczne składniki gromady". Odkrycie NGC 1027 przypisuje się Williamowi Herschelowi, który uczynił to 3 listopada 1787 roku. Jej odległość od Słońca liczy się na 3360 lat świetlnych. Dalej były NGC 1245 oraz NGC 1342. Pierwsza z wymienionych jawiła mi się jako duża, jasna i wyraźnie odcinająca się od tła gromada (otwarta) gwiazd ze sporą ilością składników w większości wpadających w niebieski kolor. Zachodni obserwatorzy często określają ją jako Patrick Starfish Cluster co bierze się z podobieństwa jej kształtu do bohatera jednej z kreskówek, ja tego w każdym bądź razie wtedy nie dostrzegałem. Druga z wymienionych powyżej (NGC 1342) również należy do grona otwartych gromad i w miarę łatwo ją namierzyć. Wystarczy, że przemierzysz połowę drogi od gwiazdy ? Per (Algol) ku gwieździe ? Per (Menkib) i jesteś już praktycznie u celu. Ja opisałbym tą gromadę jako nieco mniej oczywistą niż NGC 1245. Przypomina ona swym kształtem literę S z rozdwojoną "dolną" końcówką. Jak się później doczytałem często gromadzie tej przypisuje się miano "Gromada Mały Skorpion", co według mnie w stu procentach odzwierciedla jej faktyczny kształt. I tak oto skończyła się kolejna sesja obserwacyjna. Znowu jak widać obserwacje kończę w okolicach Perseusza i Kasjopei. Świadczy to tylko o klasie obiektów znajdujących się w tychże gwiezdnych zbiorach. Przez głowę przechodzi nieraz myśl, że życia nie starczy by je wszystkie odwiedzić... ? Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych ?
  13. NGC 457 W gwiazdozbiorze Kasjopei niedaleko gwiazdy drugiej wielkości Ruchba (delta Cassiopeiae, ? Cas) swoje miejsce ma piękna, otwarta gromada gwiazd NGC 457. eNGieeCka ta na stałe przyswoiła sobie trzy bardzo wymowne nazwy. Częstą zwą ją gromada Ważka, Sowa lub E.T. Wszystkie jej miana odnoszą się do jej wyglądu, tak właśnie większość z nas opisuję tą gromadę podczas obserwacji. Mnie osobiście najbardziej pasuje do niej nazwa Sowa. NGC 457 (skatalogowana też jako Caldwell 13) jest otwartą gromadą gwiazd. Odkrył ją William Herschel 18 października 1787 roku. Oddalona jest od Słońca o 7900 lat świetlnych i zawiera około 150 gwiazd, które charakteryzuje dosyć duża różnica jasności. Jej wiek ocenia się na 21 milionów lat. Poniższy szkic powstał 6 lutego pod bezchmurnym niebem. Do obserwacji służyłem się wtedy zwierciadlanym teleskopem GSO z 20 centymetrowym lustrem. Tak wygląda gromada Sowa (NGC 457) obserwowana przez ośmiocalowy teleskop w 40-krotnym powiększeniu. M97 i M108 Jeśli nakierujesz swój teleskop na okolicę ? Andromedae to już po chwili powinieneś wpaść na dwa piękne obiekty. Mgławica planetarna M97 ma swoje miejsce w naszej Galaktyce (2030 ly od Słońca), tuż obok znajduje się ponad 20 tysięcy razy bardziej oddalona galaktyka M108. Razem stanowią prawdziwe perełki Wielkiej Niedźwiedzicy. Obserwacja tych dwóch pięknych obiektów w powiększeniu pozwalającym na umieszczenie ich w jednym polu widzenia zawsze wywołuje u mnie kołatanie serca. Są takie wyraźne i dosłowne. Oglądana przez teleskop 8-calowy M97 to taka sporych rozmiarów puchata kuleczka posiadająca podobną jasność powierzchniową jak jej sąsiadka. M108 byłaby zapewne jeszcze bardziej okazała gdyby nie jej boczne ustawienie względem naszej Galaktyki. Poniższy szkic również powstał 6 lutego. Do szkicowania użyłem ołówków HB i B3, same mgławice rozmyte zostały fiszorem. Po powrocie do domu zastosowałem standardową obróbkę w Gimpie: desaturacja i inwersja plus mała korekta rozjechanych gwiazd i usunięcie tego co zbędne i przypadkowe. M97 (na górze) i M108 z gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy obserwowane w jednym polu widzenia. Mgławica planetarna M97 odkryta została 16 lutego 1781 roku przez francuskiego astronoma Pierra Méchaina. William Parsons obserwujący ją w 1848 roku wykonał szkic tejże mgławicy uwidaczniający jej skomplikowane kształty. Na szkicu tym M97 wygląda jak głowa sowy, od tamtej pory znana jest szerzej jako Mgławica Sowa. Jej wiek szacowany jest na około 8000 lat. Mgławica mająca masę około 0,13 mas Słońca składa się z materii odrzuconej przez centralną gwiazdę, biały karzeł znajdujący się obecnie w centrum mgławicy posiada masę wynoszącą 0,7 masy naszej dziennej gwiazdy. Méchainowi przypisuje się także odkrycie galaktyki spiralnej M108 znajdującej się w odległości 50 minut kątowych od M97. Galaktyka M108 należy do grupy galaktyk Wielkiej Niedźwiedzicy (należy do niej także m.in. M109), ta z kolei jest częścią większego zgrupowania galaktyk, które wielu miłośników astronomii zna jako Supergromada Galaktyk w Pannie. Według niektórych źródeł M108 to galaktyka spiralna z poprzeczką (SBc), inne podają, że jej typ to Sc (galaktyka spiralna). Jej całkowita masa to około 125 miliardów mas Słońca. Do galaktyki tej należy także około 290 gromad kulistych. M108 posiada bardzo gęsty dysk galaktyczny, obserwuje się w nim sporą liczbę obszarów powstawania nowych gwiazd (obszary H II) oraz młodych gromad gwiazdowych. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  14. gruchalo

    Gwiezdne Zbiory

    Polecam poczytać moje ostatnie dzieło. Jak coś to bardzo chętnie posłucham krytyki. https://gwiezdnezbiory.blogspot.com/2018/02/rzecz-o-gwiazdach.html
  15. ZACHÓD SŁOŃCA PANIE!!! To mówię JA - pomiot szatana
  16. gruchalo

    Gwiezdne Zbiory

    Dzięki. Mam wielkie zapędy żeby bloga rozwijać i pisać jak najwięcej. Tylko, że z czasem wiadomo jak to jest. Mam parę pomysłów na treści ale jak ktoś ma jakieś sugestie na ciekawe tematy do opisania na blogu to chętnie posłucham
  17. Ostatniego miesiąca pochmurne noce (czytaj każdą noc) poświęcałem na uzupełnianie treści na blogu. Teraz jest zdaje się gotowy to się chwalę. Czekam na krytykę i sugestię. https://gwiezdnezbiory.blogspot.com/ Niech się choć jednej osobie przysłuży to będę zadowolony...
  18. Właśnie skończyłem obróbkę jeszcze ciepłego szkicu Mgławicy w Orionie oglądanej dziś od 1840 do 1935. Warunki pogodowe raczej dobre: zimno i dość mocny wiatr. Czasem jego podmuchy wyrywały mi podkładkę ze szkicownikiem z ręki ale dało się przeżyć. Widoczność bardzo dobra: po 15 minutowej adaptacji oka do ciemności M31 widziałem gołym okiem patrząc bezpośrednio na nią. Obserwacje prowadzone z pola, poza granicami małej wsi. Najbliższe źródło światła oddalone o jakieś 500 metrów i to za plecami. Co do samej mgławicy to przez lornetkę centrum i ciut poniżej była najjaśniejsza i rozciągała się szczególnie w kierunku północno zachodnim (na szkicu północ na górze, zapomniałem dopisać znacznik północy), z tymże im dalej od centrum tym bledsza mgławica. Zerkaniem zajmuje naprawdę spory obszar ale z racji na niepewność czy aby nadto nie interpretuje tego cudeńka rysowałem tak jak widziałem ją na wprost. W samym centrum mgławicy widoczne trzy gwiazdki z tymże trzecia ledwo dostrzegalna. Obróbka w Gimpie to tylko desaturacja i inwersja plus mała korekta rozjechanych gwiazd i usunięcie tego co zbędne i przypadkowe. M42 w lornetce Nikon Action Ex 10x50 Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  19. 7 stycznia 2018 roku (1930-2330) Była zimna, bezwietrzna noc. Kończąc sesję spojrzałem na termometr, pokazywał minus 8 stopni. Warunki niemalże idealne (jak na moją "podwiejską" lokalizację ). Jakiś czas temu poczyniłem plany obserwacyjne obiektów zlokalizowanych na sferze w gwiazdozbiorze Wieloryba i Erydanu a także Perseusza, Kasjopei i w Żyrafie. Na liście zamieściłem głównie Messiery i eNGeCki z listy H-400, trafiło też tu parę Asteryzmów. Jakoś tak jednak nie mogłem się za tą listę zabrać. Co wyszedłem patrzeć w niebo to jakiś inny rejon nieba zaprzątnął mi głowę albo zwyczajnie nie targałem sprzętu w pole tylko obserwowałem z podwórza. Z niego niestety nie mam czystego widoku na południowo wschodni horyzont, gdzie noc spędzały gwiazdy Wieloryba i Erydanu. Wczoraj jednakże postanowiłem zebrać się w sobie i spróbować znaleźć choć część ze spisanych obiektów. Chciałem skupić się na Perseuszu, Kasjopei i Żyrafie. Plany te jednak szlag trafił gdy tylko zorientowałem się, że obiekty te są obecnie praktycznie w samym zenicie. Zwyczajną niewygodą będzie ich obserwowanie, trzeba by poczekać choć do 2 w nocy kiedy nie świecą już tak wysoko. Najlepiej patrzy mi się (przynajmniej przez teleskop) na obiekty znajdujące się jakieś 25°-30° powyżej linii horyzontu. Siadam wtedy bezpośrednio przy teleskopie, na kolanach mogę złożyć szkicownik i w spokoju bez stękań i ciągłej zmiany pozycji obserwuję i szkicuję. Tak więc na szybko spojrzałem w niebo szukając celu. Wtem trafił mych uszu piękny śpiew. Słyszałem Łabędzia. "Ustawiony był idealnie pionowo i nurkował zostawiając za sobą mgliste pasmo nut. Nuty ciągnęły się poprzez cały nieboskłon i wszystkie razem składały się na jeden kompletny, piękny utwór: "Dorga Mleczna". Po chwili dotarło do mnie coś jeszcze. Łabędź nie jest sam. Wtórują mu dźwięki Lutni trzymanej w szponach przez pięknęgo Orła o imieniu Wega". Tenże właśnie widok zastałem nad północno zachodnim horyzontem. Łabędź jeszcze jakiś czas miał mi towarzyszyć. To w tych okolicach zalążki miała wstęga drogi mlecznej. Lutnia, krócej miała świecić. Była już niebezpiecznie nisko więc to od niej postanowiłem zacząć. Usiadłem przy teleskopie i spojrzałem na Orła (Wega to z arabskiego an-nasr al-w?qi?, co znaczy "pikujący orzeł"). Od Wegi przeszedłem nad ostatnio szkicowanymi przeze mnie Deltami w głąb gwiazdozbioru, znalazłem się pomiędzy ? Lyr i ? Lyr gdzie znalazłem M57 - Mgłąwicę Pierścień. W 40 krotnym powiększeniu wyglądała jak rozmyta i blada gwiazdka, w 133x zerkaniem swobodnie można wypatrzyć pierścieniowatą, mglistą mgławicę zajmującą jakieś 10% pola widzenia. To był mój pierwszy kontakt z tym obiektem. Miałem w głowie jakiś zarys i pewne wyobrażenie tejże mgławicy lecz to co ujrzałem w okularze przerosło moje oczekiwania. Dłuższą chwilę napawałem się jej widokiem po czym swobodnie spacerując zacząłem spoglądać na pozostałe fragmenty Lutni. Kierowałem się w kierunku zachodnim i już po chwili wpadłem do Łabędzia. Tu Deneb (? Cyg) był jeszcze dość wysoko jak na moją siedzącą postawę także skupiłem się na okolicach gwiazdy Sadr (? Cyg). Najpierw M29, która swym wyglądem przypominała mi malutką kopię gwiazdozbioru Herkulesa, szczególnie sugerowały to cztery gwiazdy znajdujące się w środku gromady wyglądające czysto jak Herkulesowy Zwornik (tyle, że tyci malutki). Muszę to kiedyś naszkicować, ale nie teraz... Teraz chce tylko paczeć . Potem od ? przeniosłem się bliżej ? Cyg gdzie znalazłem kolejną gromadę - NGC 6866. Jest to raczej nieszczególnie zapadająca w pamięć gromada otwarta odległa od nas o prawie 5 tyś lat świetlnych. Nieco wyżej natrafiłem na bardzo fajny skrawek Drogi Mlecznej z gwiazdami 30 i 31 Cyg pięknie odcinającymi się od tła. Obok nich szukałem NGC 6884. Dalej przeniosłem się na koniuszek "prawego skrzydła": ? Cyg, R Cyg, 16 Cyg a obok NGC 6826 (zdaje mi się, że coś tam widziałem lecz z czystym sumieniem na sto procent tego nie potwierdzę, muszę jeszcze wrócić do tego obiektu i poświęcić mu więcej czasu). Wtedy wstałem... nogi rozprostować tylko chciałem. Było około 2130. Odwróciłem się w kierunku północnym i spojrzałem w górę na Wielką Niedźwiedzicę. Rysowałem jej wizerunek w wyobraźni i cieszyłem się jej widokiem. Obok wisiała jej mniejsza kopia z Polaris na końcu ogona. Obróciłem się by gołym okiem dorwać Andromedę (M31), obok wisiały gwiazdy Trójkąta i Baran rogami wskazujący na Ryby, gdzieś tam pod ogonem jednej z Ryb swą drogę przemierza też Uran. Stałem tak do 2200 może troszkę dłużej. Nie wiem gdzie się podział ten czas, całkowicie zatraciłem się w bezmiarze rozgwieżdżonego nieba... Spojrzałem na dobsona - zamarzł skubany. Zarządziłem więc 1 godzinę przerwy na odmrożenie okularów i lornetki. Tak to wyglądało na dworzu: A tak w domu po 5 minutach: Po powrocie troszkę skakałem, a to wśród gwiazd Byka, a to bardziej na Bliźniętach skupiał się mój wzrok. Kilka minut tez poświęciłem na Woźnicę. Ostatecznie jednak znowu trafiłem do Wielkiej Niedźwiedzicy gdzie wyłapałem M108 i M97 a na deser także M101. Około 2330 spojrzałem na wschód gdzie nad drzewami zaczął świecić Księżyc. Jako, że z podwórka nie mam czystego widoku w tamtym kierunku tylko przez niezbyt gęste zarośla jego łuna wołałam mnie do siebie. Zabrałem Nikonkę razem ze statywem i wypełzłem na polną drogę skąd w spokoju mogłem napawać się widokiem pięknie pomarańczowego, wschodzącego Munia. Uwielbiam ten widok, ten kolor i tą głębię kraterów skupionych w pobliżu granicy światła i cienia... Amen. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  20. Z głębokiego zamyślenia wybudził mnie głos mojej córki: - Aaaleeee ładny Księżyc!!! O ja... No jak mogłem zapomnieć? Dziś podobno Superpełnia. Nawet z rana sprawdzałem pogodę i jakoś to na meteo.pl całkiem całkiem wyglądało. Nie wiem jak wypadło mi to z głowy (dobrze, że dzieciaki czuwają). Natychmiastowa decyzja poskutkowała tym, że po 10 minutach byliśmy ciepło ubrani i gotowi (ja, moja ośmioletnia córka i sześcioletni syn) do wyjścia przed dom skąd przy mojej kochanej Nikonce i teleskopie chciałem powtórnie spróbować zaszczepić w dzieciakach pociąg do gwiazd. Był pierwszy dzień nowego, 2018 roku. Z domu wychodziliśmy około godziny 1800. Wpierw rozstawiliśmy teleskop. Podczas gdy optyka się chłodziła rozstawiłem statyw, na którym spoczęła lornetka. Od razu skierowałem ją na Księżyc, który obserwowany gołoocznie nie wyglądał jakoś specjalnie zjawiskowo. Ot zwyczajna pełnia. Wiem jednak, że (przynajmniej jak dla mnie) podczas księżycowego perygeum najlepiej obserwować go przy wschodzie, wtedy jego widok wprawia w osłupienie. Dzieciaki mocno się rwały do lornetki, więc początkowo mało co sam spoglądałem przez jakąkolwiek optykę. Cieszyłem się za to, że bez jakichkolwiek zachęt z mojej strony wręcz kłócą się o to kto teraz będzie patrzył Rozpierała mnie duma Po jakichś 10 minutach syn (z natury niecierpliwy i strasznie ruchliwy, nawet jak na sześciolatka) zaczął kręcić się wokół teleskopu, a to zajrzał do tubusu, a to sprawdzał co to za kabelki zwisają od spodu (zasilacz chłodzenia lustra). Postanowiłem zatem przesadzić dzieci na większą aperturę. Pierwszy do okularu dorwał się oczywiście syn i już po chwili słyszeć się dały słowa zachwytu typu: Łaaaaał i Jaaaacie! Po chwili podobne zwroty w kierunku naszego naturalnego satelity słała moja córka. Zmiana okularu na 9 milimetrowego Plossla i nakierowanie teleskopu na północno-zachodni skraj Księżyca jeszcze bardziej wzmogła ich zachwyt. Zastanawiałem się co podczas takiego zaświetlenia mógłbym jeszcze dzieciakom pokazać i nie mając chwilowo innych pomysłów wybór padł na Mizara z dyszla Wielkiego Wozu. Podczas obserwacji prowadzonych zarówno przez lornetkę (do której przylgnął mój syn) jak i teleskop tłumaczyłem dzieciakom co to są układy wielokrotne gwiazd. Już po chwili wyobrażaliśmy sobie jakby to było oglądać wschód dwóch, trzech, ba... nawet czterech słońc. Następnym obiektem, w który wycelowaliśmy sprzęt były Plejady. Kiedyś już jednak oglądaliśmy je wspólnie przez lornetkę i dzieciaki pamiętały ich widok na tle bardziej okazałego bo ciemniejszego nieba także tym razem ich widok nie powalał. Wykorzystałem jednak tamtą chwilę na szybkie przytoczenie im mitu o Plejadach, ich siostrach Hiadach i rodzicach Atlasie i Plejone. Córka często pyta mnie o różne astronomiczne nazwy ciał niebieskich więc kiedy tylko jest okazja to staram się ją tematyką nazw i historii tychże nazw zainteresować. Sam lubuję się w różnych artykułach i książkach opisujących historie gwiazd i gwiazdozbiorów. Książka, którą mogę polecić każdemu a szeroko opisująca ten temat to "Historia naturalna gwiazdozbiorów" spod pióra Panów J. Włodarczyka i J.Dobrzyckiego. Niestety ciężko tą pozycję zdobyć, mój egzemplarz pochodzi z jednej z warszawskich bibliotek, która wyprzedawała książki wycofane z obiegu. Tymczasem nasze wspólne obserwacje trwały w najlepsze. Jednak dzieci jak to dzieci, lubią się angażować we wszystko jeżeli tylko nie trwa to zbyt długo Około godziny 1845 syn oznajmił, że chce iść się bawić ciągnąc przy tym swoją siostrę z całych sił w kierunku domu. W tamtym momencie przyszedł czas na wyciągnięcie jeszcze jednego asa z rękawa. Rzekłem do syna: - Chcesz może jeszcze zobaczyć zielony Księżyc? W odezwie usłyszałem: - Zielony? A jak? Już po chwili stał z powrotem przy teleskopie, w wyciąg zamontowałem tego samego Plossla wkręcając w niego wcześniej ciemnozielony filtr. W efekcie zyskałem jeszcze parę minut spędzonych wspólnie z moimi latoroślami pod gołym niebem. Po kilku uwagach o zielonym Księżycu i zielonych ludzikach dzieciaki poszły do domu a ja zostałem sam. W okular wkręciłem filtr polaryzacyjny, nigdy go nie używałem i byłem ciekaw co pokaże. Efekt nie był jakoś oszałamiający aczkolwiek patrząc przez teleskop z filtrem widać odrobinę wyraźniej głębie poszczególnych kraterów. Zwiększa się także granica od krawędzi, w której kratery są zauważalne co skutkuje tym, że zwyczajnie widać ich więcej także kto się zastanawia nad zakupem filtru polaryzacyjnego to mogę go z czystym sumieniem polecić. Mój a właściwie moje bo mam ich dwa pochodzą z fabryki GSO, ale to chyba nie ma wielkiego znaczenia w przypadku tego rodzaju filtrów. Około godziny 1900 przyszedł czas na rozpoczęcie właściwej dla mnie części obserwacji. Przy obecnym stanie zaświetlenia nieboskłonu przez blask bijący od Munia powróciłem do układu Mizara i Alkora, który nawet jak na te warunki wyglądał wyśmienicie. Przy 40-krotnym powiększeniu dawanym przez 30mm Erfle'a bez jakiegokolwiek problemu byłem w stanie rozbić Mizara na dwa składniki. Gwiazdy Mizar A i Mizar B odseparowane były o mniej więcej średnicę ciemniejszego ze składników tejże pary, w rzeczywistości każda z tych gwiazd sama w sobie jest układem podwójnym, to samo tyczy się Alkora odległego od dwóch widocznych składników układu Mizara o około 1/3 tarczy Księżyca. Poniżej zamieszczam szkic tego co w tamtej chwili zobaczyłem. Układ wielokrotny gwiazd Mizar i Alkor w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy. Pewnie wielu o ile nie każdy z was to już wie, ale na wszelki wypadek (dla tych co nie wiedzą) będę kolejnym, który o tym wspomni. Kiedyś gwiazdy Mizar i Alkor stanowiły swoisty test wzroku dla adeptów na łuczników do arabskiej armii. Na mapach Petera Apiana w jego atlasie "Cosmographicus" z 1524 roku Wielka Niedźwiedzica przedstawiona jest jako wóz towarowy ciągnięty przez trójkonny zaprzęg z jeźdźcem Alkorem. Otóż jeżeli gołym okiem byłeś w stanie dostrzec jeźdźca to nadawałeś się na arabskiego łucznika. Muszę się przyznać, że ja osobiście gołym okiem nijak Alkora dojrzeć nie mogę także o karierze łucznika mogę tylko pomarzyć Gdy układ Mizara i Alkora znajdował się już w moim szkicowniku postanowiłem jeszcze troszkę poskakać po każdej z gwiazd dyszla Wielkiego Wozu, nie myślałem wtedy o żadnym konkretnym obiekcie godnym mojej uwagi w tak fatalnych warunkach obserwacyjnych. Troszeczkę też zmarzłem, przede wszystkim straciłem czucie w palcach rąk, które jeszcze przed momentem z każdą chwilą robienia szkicu coraz mniej pewnie władały ołówkiem. Postanowiłem więc zwinąć się na chwilę do domu by tam w cieple kominka szybko zregenerować zmarźnięte paluchy. Po 5 minutach wróciłem do teleskopu. Przy kominku obrałem już kolejny cel, na który nakierować trzeba sprzęt. By to zrobić musiałem jednak przenieść teleskop i lornetkę pod południową ścianę mojego domu skąd rozpościerał się dobry widok na powoli chylącą się ku zachodowi Lutnię. Zaplanowałem sobie wykonanie jeszcze jednego szkicu. Miał on prezentować obiekt, który już od dawna zaprzątał mi głowę. Układ podwójny Epsilonów Lutni idealnie nadawał się na kolejny szkicowy przystanek tego pięknego wieczoru. Tu niestety czekało mnie małe rozczarowanie. Tak często obserwowałem już te gwiazdy i nigdy nie wyglądały tak mizernie jak wtedy. No cóż, superpełnia równa się superzaświetlenie nieba. Bliżej nowiu epsilony razem ze swoim bogatym w gwiazdy otoczeniem lepiej nadają się do przeniesienia na kartkę papieru. Ciekaw byłem natomiast pozostałych gwiazd Lutni i podczas zwyczajnego skakania od gwiazdy do gwiazdy natknąłem się na coś co na dłużej przykuło moją uwagę. Spoglądając poprzez 30mm przemierzałem tenże rejon nieba kierując się od Vegi w stronę gwiazdozbioru Łabędzia. Już po chwili trafiłem na fajną grupkę gwiazd, z których jedna szczególnie zwróciła moją uwagę. Wybijała się na pierwszy plan nie swoją jasnością (no może troszkę) lecz kolorem. Wszystkie gwiazdy znajdujące się w polu widzenia były białe, czasem tylko któraś mignęła błękitem ta natomiast była jasnopomarańczowa i wyglądała przecudownie. Od razu pomyślałem o ołówkach. Nawet nie spojrzałem w atlas żeby którąkolwiek z tych gwiazd zidentyfikować. Dopiero w domu sprawdziłem, że pomarańczowa gwiazda, którą dopiero co przeniosłem na szkic (poniżej) należy do kolejnego (tym razem pozornego) układu podwójnego. Widziałem delty Lutni (?1 i ?2 Lyr), które nie są ze sobą powiązane grawitacyjnie. Sama ?2 jest już gwiazdą wielokrotną jednak ja w tamtej chwili nie zauważałem żadnego z jej towarzyszy. Zauważyłem natomiast otoczenie obu delt, które stanowi gromada otwarta Stephenson 1 (do której należą także delty). Jestem pewien, że w lepszych warunkach zobaczyłbym o wiele więcej gwiazd ale i tak byłem zachwycony obrazem Delt Lutni z jasnopomarańczową ?2 Lyr barwnie wybijającą się na pierwszy plan. Gwiazdy ?1 i ?2 w gwiazdozbiorze Lutni na tle kilku gwiazd gromady otwartej Stephenson 1. Na szkicu zaznaczyłem piękną barwę delty numer dwa dostrzeżoną w okularze teleskopu. Na tym zakończyła się moja pierwsza sesja obserwacyjna 2018 roku. Do domu wchodziłem pełen nadziei, że kolejne 365 dni (w sumie już tylko 364) jeżeli chodzi o warunki pogodowe będą lepsze od poprzednich. Tego w tym nowym roku życzę zarówno sobie jak i Wam. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich astrozakręconych
  21. No jestem w szoku Bardzo dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos a także koledze Polarisowi za tak miłą inicjatywę
  22. gruchalo

    Pas Oriona

    Gdzieś kiedyś wyczytałem, że szkicujący powinien zaznaczyć na szkicu kierunek północny. Sam to robię choć nie wydaje mi się to aż tak ważne. Jak dla mnie szkic powinien jak najlepiej (oczywiście w miarę umiejętności szkicującego) oddawać widok danego obiektu w danym okularze czy dajmy na to lornetce tak by przede wszystkim nowi astroamatorzy mogli zobaczyć jak to wszystko wygląda w wizualu. Do tego kierunek taki czy siaki potrzebny nie jest. Realizmu twoim szkicom nie brak także pozostaje mi życzyć dalszych udanych szkiców, na które sam z chęcią będę czekał
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal * forumastronomiczne.pl * (2010-2023)