Skocz do zawartości

lukost

Moderator globalny
  • Zawartość

    3411
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    65

Ostatnia wygrana lukost w Rankingu w dniu 8 Listopad

lukost posiadał najczęściej polubioną zawartość!

Reputacja

5114 Excellent

1 obserwujący

O lukost

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zamieszkały
    : Podhale

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Podhale

Ostatnie wizyty

55204 wyświetleń profilu
  1. Długo zastanawiałem się co dziś zaserwować – tak, by każdy był zadowolony. Owszem, przyznaję, ostatnie obiekty – dedykowane dla wielkopowierzchniowych niutków - łatwe nie były, ale z drugiej strony lorneciarze czy inni małoaperturowi mogliby się wreszcie choć trochę uaktywnić. Dzisiejszy cel jest na tyle jasny, że spokojnie mogą się za niego brać posiadacze średnich i większych dwururek, a z drugiej strony ma też coś do zaoferowanie miłośnikom dużych luster – ale o tym za chwilę. Jeśli chodzi o starhopping, to trudno wyobrazić sobie mniej skomplikowaną ścieżkę dojścia. Namierzamy Messiera 31 w Andromedzie, następnie – na północ od galaktyki – trzy ułożone w rządku, widoczne gołym okiem gwiazdki o jasności od 4.5 do 5.6 mag (o Cas, HD 4142, π Cas), a resztę wyjaśni nam pierwszy z brzegu atlas. Na zachód od wspomnianej trójki gwiazd znajdziemy wchodzące w skład Grupy Lokalnej engiece 185 (łatwiejsza) i 147 (spora, ale francowata, bo o niskiej jasności powierzchniowej, dość trudna do usidlenia w aperturach poniżej 100 mm). My odbijamy jakieś 2 stopnie na wschód, szukając jasnej, zwartej, niewielkiej plamki. NGC 278 to już nie Grupa Lokalna, a obiekt znacznie bardziej odległy (ok. 38 milionów lat świetlnych). Dochodzi tam do bardzo intensywnych procesów gwiazdotwórczych, przy czym – co jest dość niezwykłe – nowe, gorące gwiazdy rodzą się w wewnętrznym pierścieniu o średnicy ok. 6500 lat świetlnych, zaś galaktyczne obrzeża są pod tym względem znacznie spokojniejsze. Przypuszcza się, że numer 278 "skanibalizował" jakąś mniejszą, zasobną w gaz galaktykę. W przestrzeni NGC 278 jest dość odizolowana – jej najbliższa sąsiadka to karłowata UGC 672 i nic nie wskazuje na jakąkolwiek trwającą interakcję między nimi. źródło: https://www.spacetelescope.org/images/potw1641a/ Nasz cel został odkryty przez Williama Herschella w grudniu 1786 r. W XIX stuleciu wziął go na warsztat William Parsons (lord Rosse), z pomocą swego słynnego Lewiatana dopatrując się w obiekcie spiralnej struktury. Ok, doszliśmy do sedna sprawy. Wszystko byłoby fajnie, bo jasność (10.7mag) i wysokie położenie nad horyzontem sprzyjają szczegółowym obserwacjom galaktyki. Problem tkwi gdzie indziej – jej średnica to tylko ok. 2 minuty łuku. Niewiele, prawda? W teleskopie 300/1500 jakichś śladów "zawirowania" dopatrzyłem się przy pow. ok. 200x. Z tego co pamiętam, widokom daleko było jednak do oczywistości, niemniej tak coś kojarzę, że obserwowałem wtedy z Panasem na Przełęczy Knurowskiej i Marek też nabrał podejrzeń co do paczania na "zakręconą" mgiełkę. Sytuacja nieco zmieniła się kilka tygodni temu, gdy do pracy zostało zaprzęgnięte lustro 350 mm, Pentax 7 mm i barlow 2.25x. Wynikowe powiększenie (ponad 450x) pozwoliło ujawnić z całą pewnością ulotne pojaśnienia w halo rozciągającym się wokół jądra, dające mocne, hmm, poczucie istnienia zakrzywionych ramion - choć nadal przydałoby się więcej apertury (powerku zresztą też). O dziwo, w okularze nie było specjalnie ciemno, bo jasność powierzchniowa galaktyki jest naprawdę spora. Gdyby mieć do dyspozycji teleskop o średnicy nie kilkunastu, lecz kilkudziesięciu cali (jak koledzy zza Wielkiej Wody) można by nawet sprawdzić, dlaczego bywa określona jako "ninja star". Dobra, zejdźmy do cali trzech czy czterech. W mojej lornecie 25x100 galaktyczna plamka jest oczywista, choć o jakiejkolwiek strukturze można oczywiście zapomnieć. Bino 70 mm też z pewnością da radę (choć nie pamiętam, bym próbował). Jeszcze mniej? Nie wiem, ale przy kolejnej okazji wyjmę z bagażnika 12x56 i sprawdzę, czy coś widać. Niezależnie jednak od tego, czy z pomocą lornetki chcesz sprawdzić jakość swego nieba, sprzętu i oczu, czy jako użytkownik sporego dobsa pójdziesz w ślady lorda Rosse – koniecznie spróbuj i daj znać jak poszło!
  2. Taki ciepły listopad to ja rozumem - nawet z samiućkik szczytów halny wywiał to białe g..no - śnieg znaczy.
  3. Można jak najbardziej, do 30 włącznie.
  4. Jest już nieźle jeśli chodzi o zgłoszenia, ale zawsze może być lepiej. Nie chcę na razie nic obiecywać, lecz jest spora szansa, że pula nagród przestanie być hmm, symboliczna.
  5. Normalnie, jak astrofociarze. Zbierasz materiał w czasie pogody, obrabiasz i publikujesz później.
  6. Już po pełni, przed nami najdłuższe noce w roku. Nie wierzę, że nikt nie ma w zanadrzu ciekawych propozycji.
  7. Nie możemy przecież poprzestać na trzynastu zgłoszeniach. To byłaby pechowa edycja.
  8. Powiedzieć, że to świetna praca, to nic nie powiedzieć. Brawo! Żałuję, że nie dotarłem w październiku do Roztok, ale cóż - vis major...
  9. Tegoroczny październik pozwolił nacieszyć się skarbami jesiennego nieba. Gdy już poczułem pewien przesyt obserwacjami klasyków, wziąłem się za obiekty mniej znane, ulotne i rzadko opisywane – czyli to, co w tym hobby kręci mnie najbardziej. Nasz cel ujęty jest w kilku katalogach, ale najczęściej zetkniemy się z oznaczeniem nadanym przez Stewarta Sharplessa (Sh 2-188) lub Simeis 22. O ile osobę pana Sharplessa większość z nas kojarzy, to z Krymskim Obserwatorium Astrofizycznym może już być pewien problem. W archiwalnym numerze Uranii z 1964 r. znalazłem jednak ciekawy artykuł na jego temat. Nie będę powielał zawartych tam informacji, dodam tylko, że listy obserwacyjne zawierające obiekty oznaczone jako "Simeis" (łącznie 306) zostały opublikowane na początku lat 50. w ukraińskim „Biuletynie krymskiego obserwatorium astrofizycznego” (Izvestiya Krymskoi Astrofizicheskoi Observatorii). Większość wpisów została zintegrowana z innymi katalogami, a część to obiekty nieistniejące. Tutaj można zapoznać się z pełną listą. Numer 22 to mgławica planetarna, odległa o ok. 850 lat świetlnych od Ziemi. Początkowo jednak uznano ją za pozostałość po supernowej (SNR), z uwagi na jej nietypowy kształt. Planetarki kojarzymy przecież jako mniej lub bardzie okrągłe, a tu mamy łuk, którego najjaśniejsza część rozciąga się na obszarze ok. 10 minut kątowych. Skąd taka właśnie struktura? Ano, gwiazda centralna dość żwawo zasuwa w przestrzeni (z prędkością ok. 125 km/s), generując "bow shock" (jak to ładnie przetłumaczyć na polski – wstrząs łukowy?) w otaczającym ośrodku międzygwiazdowym. W przeciwnym kierunku (północny – wschód) widać tylko marne strzępy gazu, bliskie rozmycia się w przestrzeni. żródło: www.sky-map.org Starhopping to banał – zaczynamy go albo od znanej i lubianej gromady otwartej NGC 457 (Ważka, ET), względnie jasnej δ Cas (Ruchba, 2.68mag). Obiekt jest powszechnie uznawany za wymagający, także wśród astrofotografów. Wychodzi jednak na to, że mając do dyspozycji kilkunastocalowe lustro, długoogniskowy okular i dobry filtr OIII nie taki diabeł straszny, jak go malują. Owszem, początkowo trzeba się skupić, poszukać odpowiedniej pozycji oka względem soczewki i takie tam, ale ostatecznie rozciągnięta, łukowato wygięta poświata jest dość oczywista. Po jej przeciwnej stronie nie widać absolutnie nic; także po usunięciu z toru optycznego o – trójki całość znika. Przez ostatni miesiąc obserwowałem mgławicę kilka razy i nigdy nie było problemu z jej dostrzeżeniem. Wygląda trochę jak kosmiczny uśmiech, rozpięty na dość zasobnym w gwiazdy tle. Zalecana źrenica wyjściowa to ok. 5-6 mm (u mnie generuje ją Baader Asferyk 31 mm i superplossl Meade 26 mm), więc - mimo użycia filtra wąskopasmowego - w polu widzenia przebłyskuje całkiem sporo gwiazdek. Ładnie to wygląda, uwierzcie. Albo lepiej nie – nie wierzcie na słowo, tylko spróbujcie i dajcie znać jak poszło!
  10. Razy dwa. Jak już coś zamieszczasz, dbaj o jakość merytoryczną wpisu.
  11. Mial ktoś z was do czynienia z trussami Hubble Optics UL?

  12. Jeśli któryś z szanownych kolegów obserwatorów mieszkających na Podhalu wybrał się na naprawdę wysoko położoną miejscówkę – taki Kasprowy czy choćby Przełęcz nad Łapszanką – wygrał. Nie pamiętam, kiedy ostatnio niebo było aż tak dobre. Stop, poprawka – genialne było chwilami, bo wyjechałem jednak ciut za nisko. Na Domańskim Wierchu, czyli siedmiuset pięćdziesięciu metrach npm przewalały się jeszcze tumany mgły, a zasięg gołooczny oscylował cyklicznie od 1 do 7 magnitudo. Niżej było totalne mleko, a w drodze powrotnej zdarzały się odcinki trasy, gdy musiałem opuścić szybę i szukać pobocza, nie widząc, gdzie kończy się asfalt. Mgła gęsta jak śmietana całkowicie wycięła LP w promieniu pewnie kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu kilometrów. Obserwowałem pośrodku niczego, a jedyną oznaką istnienia cywilizacji – prócz zaparkowanego obok auta – były dwie odlegle, oświetlone na czerwono wieże telekomunikacyjne. Przed obserwacjami miałem okazję spojrzeć na zachód mocno już spuchniętego Księżyca, podświetlającego rozpostarte niżej morze mgieł. Powiem tak – to jeden z tych widoków, które zapamiętam na długo. Sesja była krótka (nieco ponad godzinka), bo rosiło, szroniło i zamarzało wszystko – szukacz, lusterko wtórne, okulary, ale za to intensywna jak rzadko kiedy. Znów dane mi było delektować się wyraźnym, seledynowym zabarwieniem domkniętej pętli Messiera 42, podziwiać fotograficzny wręcz obraz Kalifornii i Końskiego Łba (no dobra, to były takie nieco kiepściejsze i czarno – białe fotki 😉 ) czy łuskać strukturę planetarnego Eskimosa. W przypadku tego ostatniego, przy pow. bliskim 500x (Pentax XL 7 mm plus barlow 2,25x) oczywiste stały się niejednorodności we wnętrzu – a konkretnie zanurzony w mgławicowości, jaśniejszy wewnętrzny pierścień, okalający gwiazdkę centralną. Głównym celem wypadu były jednak galaktyczki z rodzaju superthin, przy czym tym razem urobek jest raczej skromny, bo do listy zdobyczy mogę dopisać jedynie dwie sztuki: - NGC 2424 w Rysiu (3.8x0.5’, 13.6mag) – dość jasna i oczywista, z wyraźnie zaznaczonym pojaśnieniem w części centralnej (przez co wydaje się nieco pękata), tuż obok słabej gwiazdki 11 mag; w tym samym polu widzenia APM-a 12.5 mm, absolutnie na „styk” udało się zmieścić kulistą NGC 2419, czyli Międzygalaktycznego Wędrowca. Kapitalny kadr! - NGC 2357 w Bliźniętach (1.7x0.3’, 14mag) – trudniejsza, znacznie bardziej ulotna, ale i dalece bardziej „iglasta” od poprzedniczki – przepiękna! Najlepszy widok w Pentaxie 7 mm (pow. ponad 200x); starhopping w jej kierunku warto zacząć od charakterystycznej „podkówki” z jasnych gwiazdek, zlokalizowanej w pobliżu δ Gem (Wasat), bo tam natkniemy się na NGC 2392, czyli wspomnianego już Eskimosa. Kurczę, gdyby pogoda się utrzymała, to będzie powtórka. I neważne, że Łysy schowa się dopiero przez trzecią…
  13. Hop, kolejni chętni się znajdą?
  14. Zamiast marudzić, trza przedyskutować czy i na ile opłaca się nam to partnerstwo, ale to już raczej nie w publicznie widocznym wątku.
  15. Również wydrukowałem sobie to zestawienie. Sporo ich, ale większość będzie chyba poza zasięgiem mojej czternastki. Niemniej, kilkanaście celów z nieba zimowego wygląda zachęcająco. O ile prognozy się sprawdzą, w nocy z czwartku na piątek po zachodzie Księżyca znów spróbuję cosik podziałać w temacie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy pliki cookies w Twoim systemie by zwęszyć funkcjonalność strony. Możesz przeczytać i zmienić ustawienia ciasteczek , lub możesz kontynuować, jeśli uznajesz stan obecny za satysfakcjonujący.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2019)