Skocz do zawartości

Ciekawska

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 066
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    107

Ostatnia wygrana Ciekawska w dniu 5 Kwietnia

Użytkownicy przyznają Ciekawska punkty reputacji!

6 obserwujących

O Ciekawska

  • Urodziny 22.05.1999

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Zamieszkały
    Kraków/Inwałd

Converted

  • Miejsce zamieszkania
    Kraków/Inwałd

Ostatnie wizyty

40 108 wyświetleń profilu

Ciekawska's Achievements

Słońce

Słońce (14/14)

  • Reacting Well
  • Very Popular Rare
  • One Year In
  • One Month Later
  • Week One Done

Recent Badges

5,4 tyś

Reputacja

  1. Wesołych Świąt, dobrej pogody i jak najmniej zanieczyszczenia światłem 😄 W tym roku wróciłam do bardziej DSOwych wzorów i motywem moich pisanek została morfologiczna klasyfikacja galaktyk. Wydrapałam więc galaktykę eliptyczną M87, galaktyki soczewkowate NGC 5866 i Obiekt Hoaga, galaktyki spiralne bez poprzeczki M64 i M74, galaktyki spiralne z poprzeczką NGC 1097 i M83, oraz galaktykę nieregularną lC 3583.
  2. Ostatnie dwa razy, kiedy trafiła mi się okazja na popatrzenie trochę w nocne niebo, postanowiłam cosik naszkicować - pierwszy raz od jakichś dwóch lat. Jeszcze w grudniu, pośród przewalających się czasem chmur (i z gorączką) udało mi się uwiecznić NGC 3521, zaś w styczniu, nim niebo pokryły cienkie mątwy, odwzorowałam M51. Tej pierwszej nocy pierwotnie chciałam się wziąć jeszcze za M48, którą uwielbiam, ale chmury akurat stwierdziły, że to dobre miejsce do powiszenia na niebie. 😄 Szkice nie są jakieś bardzo porywające, ot galaktyczne okruszki z lornetki, ale pomyślałam, że w końcu trzeba je obrobić i wrzucić, zwłaszcza, że marne nastroje w kontekście wizuala tu ostatnio. 🙂 Jak zawsze - rysowane w negatywie ołówkiem na papierze, obrócone w negatyw i dogłaskane w programie Krita.
  3. Trochę się uzbierało tych obrazów, których jeszcze tu nie pokazywałam! Kasjopea wschodząca nad lasem, akryle na płótnie, 60x80 cm, 2024 Helix - wersja akrylowa z 2024 r. (80x60 cm) oraz wersja digitalowa z 2025 (to jakby mnie kiedyś wzięło na robienie wydruków, bo przed sprzedażą zapomniałam zrobić dobre zdjęcia tego obrazu) Rozetowy dyptyk - kiedy nie możesz się zdecydować jaką wersję kolorystyczną namalować 😄 Akryle na dwóch podobraziach 30x40 cm, 2024 Całkowite zaćmienie Słońca, rysowane w Kritcie na tablecie graficznym, 2024 - sporo osób, które widziało to zjawisko na żywo pisało mi, że udało mi się oddać rzeczywisty widok lepiej niż zdjęcia. Ile w tym prawdy - nie wiem - jeszcze nie miała okazji tego doświadczyć na własnej skórze 😄 Statua Wolności - to chyba mój trzeci obraz tego obiektu, a każdy z nich był zrobiony w nieco innej stylistyce. Akryle na płótnie, 40x40 cm, 2024. Hełm Thora, akryle na płótnie, 30x30 cm, 2024 Droga Mleczna nad Obserwatorium La Silla - na podstawie zdjęcia ESO/B. Tafreshiego. Akryle na płótnie, 20x20 cm, 2024 Chyba nie zliczę, ile obrazów przedstawiających jakieś fragmenty (lub całego) Oriona namalowałam. Tutaj jeden z nich. Akryle na płótnie, 50x70 cm, 2025. Zorza polarna nad Islandią - na podstawie zdjęć, które zrobiliśmy z Filipem w okolicy Kirkjubæjarklaustur. Akryle na płótnie, 30x30 cm, 2025 Niebo tysięcy gwiazd - obraz, który zaczęłam malować w 2023 r., potem zostawiłam go na 2 lata, bo stwierdziłam, że mi się nie podoba i nie wiem co z nim zrobić, a wreszcie dokończyłam go w 2025 i jestem naprawdę zadowolona z efektu 😄 Akryle na płótnie, 70x50 cm Droga Mleczna nad Morskim Okiem, akryle na papierze, ok. 15x21 cm, 2025 Rho Ophiuchi, akryle na płótnie, 50x50 cm, 2025 I znowu fragment Oriona - od Końskiego Łba i Płomienia do M42 - inspirowany zdjęciem Simone Grosso. Akryle na płótnie, 70x50 cm, 2026. Obraz z tego miesiąca i nie mam jeszcze dobrego zdjęcia jego samego, więc wrzucam ze mną 😄 I jeszcze takie małe galaktyczki: Centaurus A, NGC 1300, NGC 6951 i Messier 64, wszystkie na płócienkach 10x10 cm. Trzy pierwsze namalowane w 2024, ostatnia - 2025. (Część obrazów mam dostępnych (niektóre z tego posta, niektóre jeszcze wcześniejsze też, w razie czego można pisać i pytać, a może zrobię po prostu jakiś temat na giełdzie forumowej 😅)
  4. Zorza nad Polską zaskoczyła mnie po raz kolejny. Tak jak w maju 2024 roku nie spodziewałam się zobaczyć czerwieni z centrum Krakowa, tak tym razem nie podejrzewałam, że polarne światła zatańczą ponad moją głową na południu naszego kraju. Sytuację zorzową obserwowałam od ok. 20, jednak dopiero bliżej 22 pojawiła się większa szansa, żeby było sens jechać poza Kraków. Filip akurat wybrał się, żeby odłączyć auto od ładowania, ale gdy tylko wrócił 20 minut później - od razu wyruszyliśmy, by uciec nieco od krakowskiej łuny. W międzyczasie dotarły nas informacje co do pojawienia się rozległego IPA (Isolated Proton Aurora). Nie mieliśmy ustalonej konkretnej miejscówki i ostatecznie zatrzymaliśmy się na jakiejś nieoświetlonej latarniami ulicy w Modlnicy. Płonące czerwienią północne niebo zobaczyliśmy jeszcze z wnętrza samochodu, a zaraz po wysiądnięciu, Filip patrząc w górę rzucił: To chyba nie chmura. W rzeczy samej nie była to chmura. Ponad naszymi głowami pulsowały plamy zielonego światła przepływające pomiędzy wschodem a zachodem! Ciemniały na chwilę i znów jaśniały, zmieniając jednocześnie kształt, a ich ruch kojarzył mi się nieco z poruszaniem się gąsienicy. Mimo, że główny spektakl IPA zakończył się w kilka minut od naszego przybycia, byliśmy oniemieni, zresztą północne niebo wciąż rozświetlała czerwona kurtyna, w której tańczyły jaśniejsze filary, a poniżej malował się pas zieleni. Spędziliśmy tak jeszcze ponad 20 minut, aż chwilę po 23 słupy światła zaczęły się powoli rozmywać, a Bz wskoczyło na mocno dodatnie wartości i nie zapowiadało się, by coś miało to zmienić. Zresztą czekała nas pobudka przed 7, a Filip musiał się wyspać przed jazdą autem na Śląsk. Super była ta zorza, trochę taka budżetowa wersja Islandii. O tyle zabawnie jeszcze, że w przyszłym tygodniu będzie rok od naszej pierwszej islandzkiej zorzy (i zaręczyn pod nią), więc Słońce miało wyczucie. 😄 Untitled design.mp4 (zdjęcia i krótki timelapse z telefonu Pixel 8 )
  5. Ciekawska

    Brak pogody

    Od dłuższego czasu nie miałam zbytnich możliwości obserwacji - albo przez niekorzystną pogodę, albo znajdowanie się akurat w nieodpowiednim miejscu w odpowiednim czasie (czyt. w Krakowie i bez opcji wyjazdu, gdy akurat było bezchmurnie). Może trochę mnie poświrowało, ale bawiłam się ostatnio w podziwianie astronomicznych obiektów choinkowych - o tyle dobrze, że gołym okiem, a nie z rozstawioną przed choinką lornetką 😆 Przedstawiam kilka zdjęć telefonem, o dwóch pierwszych usłyszałam już porównania do wybuchu atomówki w "Oppenheimerze" Nolana 🤪 Ps Do oglądania tych obiektów nie potrzeba żadnych filtrów Charona!
  6. Wesołych świąt, dużo zdrowia w kolejnym roku, a także czystego i ciemnego nieba! (Tegoroczne astro bombki są właśnie w temacie nocnego nieba: obłoki srebrzyste, Droga Mleczna, zorza polarna 😄)
  7. Na przełomie października i listopada udało mi się troszkę poobserwować z Inwałdu, w zasadzie przez niecałe dwie nocki. Tak się złożyło, że co wieczór niebo zasnuwało się chmurwiem piętra wysokiego, uniemożliwiając obserwacje komety C/2025 A6 Lemmon. Następnie - wraz z obrotem Ziemi i pozornym chowaniem się Słońca coraz głębiej pod horyzontem - chmury zaczynały się przerzedzać (ale tak, żeby czasem nie dało się dostrzec komety 🤪), a w drugiej połowie nocy dziury pomiędzy nimi pozwalały już na dość komfortowe obserwacje, no może z wyjątkiem momentów, gdy zagubiona ławica cirrusów zakrywała akurat gwiazdy i zmuszała albo do zmiany obserwowanego właśnie regionu nieba, albo do zupełnego oderwania się od lornety na pewien czas. 30/31.10.2025 Przy kuchennym oknie rozstawiłam się jakoś przed 2, ale od razu szlag jasny mnie trafił, bo oto sąsiedzi z naprzeciwka nie zgasili na noc lampy na ganku, a ta teraz waliła oślepiającym strumieniem fotonów prosto w moim kierunku. Uklnęłam się niemiłosiernie, dostosowując ułożenie siebie i lornety tak, by schować się przed tym blaskiem, po czym na uspokojenie zaczęłam przesuwać się powoli po niebie tam, gdzie los i ruch ręką poprowadzą. Obkrążyłam tak głównie okolice Jednorożca, a moją uwagę zwrócił układ gwiazdek poniżej i na wschód od Rozety: dwie gęste kreski słońc układające się pod kątem prostym i oddalone nieco od siebie. Na podstawie Interstellarum stwierdziłam, że jedna z nich to chyba po części NGC 2301, zaś druga nie ma imienia. W pobliżu zdążyłam odwiedzić jeszcze gromadkę NGC 2286 i planetarkę NGC 2346, bo gdy skierowałam APM ku niższym wartościom deklinacji, widok w okularze zmętniał. Ach chmury. A takie ładne niebo było, piękna zimowa Droga Mleczna i jej multum gwiazd ukazujących się w dwururce. Cóż, przynajmniej z okna w izbie w kierunku wschodnim te chmury prezentowały się bardzo ciekawie. W ramach przerwy powegetowałam trochę na rogówce, wzięłam prysznic i wypiłam herbatę. Przed 5 niebo stało się znowu zupełnie bezchmurne, a ja postanowiłam zapolować na kometę C/2025 K1 (ATLAS), która gościła akurat w Pannie. Musiałam teraz ułożyć się w ciekawej pozycji tuż przy lodówce, aby z kuchennego okna widzieć niebo w kierunku SEE. Zaczynało już powoli świtać (w zasadzie to szybko, bo minął dopiero nieco ponad miesiąc od równonocy), gdy udało mi się dostrzec rozmytą plamkę. Niedługo później zrobiło się już za jasno, by cokolwiek jeszcze było widać. Zwinęłam sprzęt i przed spaniem zerknęłam jeszcze na wschód Słońca. 31.10/01.11.2025 Około 1 rozchmurzyło się całkowicie i z okna kuchni wypatrzyłam blask zimowych gwiazdozbiorów. Tym razem sąsiedzi zgasili lampę, więc z zadowoleniem rozstawiłam się w swoim stałym miejscu i tradycyjnie na dobry początek pokrążyłam po niebie, tym razem skupiając się na Orionowych klasykach. Po tym wstępie wzięłam Interstellarum i skierowałam się w okolice oglądane poprzedniej nocy, zaczynając od położonej w Orionie gromadki NGC 2184, i dopiero następnie kierując się na wschód do obiektów Jednorożca. Po sznureczku gwiazd przesunęłam się do NGC 2232, która w atlasie ma zaznaczone dwie sąsiadki - jeśli liczyć, że jedno ze słońc w tej okolicy należy to NGC 2250, to technicznie tę towarzyszkę udało mi się zaliczyć. Dalej wyzerkałam maleńką NGC 2311, złapałam drobną Frr 10 i bezowocnie podeszłam do IC 466 - mgławicy refleksyjnej znajdującej się blisko niewielkiej gwiazdki, i to właśnie tę gwiazdkę udało mi się wypatrzeć. Przesunęłam się do przepięknej M50, którą naprawdę bardzo lubię, i właśnie wkraczałam w okolice Mewy, gdy widok w okularach zasnuł się ciemną mgławicą, znaczy się chmurą. Przeczesując leniwie niebo Nikonem 10x50 i następnie Oczami Wyraka, doszłam do wniosku, że wyższe partie firmamentu pozostają wolne od chmurwia. Usiadłam na podłodze z obniżoną bardziej niż zwykle APM i znalazłam się w okolicy 𝛽 CMi znanej też jako Gomeisa. Nieopodal wyzerkałam niewielką i delikatną NGC 2394 jawiącą się w zasadzie jako parę gwiazdek, po czym przeskoczyłam do cudnej NGC 2264. Poprzyglądałam się jej chwilę, zahaczyłam o NGC 2265 i stwierdziłam, że boli mnie szyja. Jednak trzeba iść trochę niżej. Minęłam Bas 8 i chyba NGC 2251, na pewno złapałam też NGC 2236. Jeszcze dalej, już w okolicach Rozety, oprócz samej jej centralnej gromady odwiedziłam okoliczne NGC 2252 i kilka Cr-ek, a tuż za granicą z Orionem - NGC 2186 i 2180. Po drugiej stronie Rozety zajrzałam do ASCC 31, NGC 2319 i NGC 2324, a potem wróciłam do oglądanej już wcześniej M50. Obskoczyłam parę NGC-ek w jej sąsiedztwie i właśnie przymierzałam się do Hełmu Thora, gdy niebo znów zmętniało. Zdążyłam jeszcze pozachwycać się parką M46 i M47, z których szczególnie ta pierwsza zawsze mnie urzeka - ten jej drobny maczek gwiazd mieniący się niczym śnieg w świetle Księżyca jest wprost hipnotyzujący. Chmury zgęstniały jeszcze bardziej i nie odpuściły już do samego końca nocy - obserwacje zakończyłam jakoś przed 4.
  8. Spotkanie z tą kometą miałam tylko jedno, i to ponad miesiąc temu! 28 września ok. godziny 3:30 pomiędzy chmurami piętra wysokiego udało mi się ją dorwać przez APM 25x100 - ot jak delikatnie świecąca kuleczka pośród gwiazd Rysia. Obserwowała wtedy ze mną moja siostra, a Lemmon to jej trzecia kometa. 🙂 Liczyłam, że uda mi się ją znowu zobaczyć, tym razem na wieczornym niebie - zwłaszcza, że kilka dni spędzam teraz w rodzinnej wsi. Niestety zawsze na wieczór zbierają się chmury piętra wysokiego, które akurat przypadkiem najgęstsze są na zachodzie, a jeśli już mają zamiar ustąpić, to dopiero gdy kometa już smacznie śpi pod horyzontem. Trochę żal, ale przynajmniej raz ją widziałam, więc chociaż jest zaliczona jako moja ósma kometa.
  9. U mnie niestety chmury wygrały, więc narysowałam swoje zaćmienie (i to 2 razy od wczoraj) 🤭
  10. Oj faktycznie 🤪 W trakcie obserwacji raczej nie odrywam się od lornety, żeby zmienić część nieba, na którą patrzę - zamiast tego przesuwam się płynnie po gwiazdach na podstawie atlasu - w tym przypadku po drodze odwiedziłam Rybę Południową, ale musiałam nie zauważyć, że przekroczyłam granicę z Rzeźbiarzem.
  11. Tak jak Zielu powiedział, lata temu użytkowałam GSO 10", ale zamieniłam go na lornetę, gdy wynosiłam się na studia. Po 7 latach bycia tylko lornetkowcem brakuje mi czasem teleskopu, zwłaszcza w kontekście dłubania w jakichś drobnych galaktykach, choć akurat wygoda takiej lornetki jest bez porównania z kobyłą, którą musiał mi zawsze wystawiać przed dom tata (choć widoki były tego warte) 😄 Od pewnego czasu chodzi za mną dokupienie jakiegoś niedużego teleskopu, może nawet maczka, żeby chociaż móc oglądać planety i Księżyc z Krakowa, ale na to przyjdzie jeszcze pewnie pora (jako doktorant wynajmujący mieszkanie nie mam co szaleć z takimi wydatkami 🤪). Swoją drogą przypomnieliście mi, że miałam już jakiś czas temu dopisać sobie w stopce jaki sprzęt miałam w przeszłości!
  12. Ostatecznie udało mi się poobserwować przez noce dwie i kawałeczek, głównie przy pomocy APM 25x100. Kawałeczek miał miejsce 25 sierpnia ok. godziny 1, kiedy to stwierdziłam, że spróbuję coś wypatrzeć przez dziury w chmurach, których na niebie było naprawdę sporo. Pokrążyłam trochę lornetą po niebie, pooglądałam Saturna z Tytanem i pierścieniami jawiącymi się jako cienka kreseczka, odwiedziłam M2, po czym otworzyłam Interstellarum, by zidentyfikować co mogłabym wypatrzeć w sporej dziurze, która pomiędzy chmurami rozwarła się odsłaniając okolice gwiazdy Deneb Kaitos (𝛽 Cet). Udało mi się ledwie zasadzić na NGC 247 (Dusty Spiral), kiedy wspomniana wyrwa zdążyła się zasklepić. Chmury zagęściły się na całym niebie, uniemożliwiając dalsze obserwacje tej nocy. Cóż, przynajmniej udało mi się trochę polizać wizualu po takim czasie. To co udało mi się polizać pierwszej nocy, zasmakowałam wreszcie kolejnej, chociaż moje kubki smakowe zdecydowanie się od tego dania odzwyczaiły. Ok. 23 rozstawiłam się z rzeczami w kuchni. Wpierw z lornetką 10x50 pooglądałam odchodzącą powoli na zachodzie letnią Drogę Mleczną, z 25x100 pokrążyłam trochę po jesiennych gwiazdozbiorach i ponownie odwiedziłam mrowiącą bardzo delikatnie M2, po czym z ciekawości zrobiłam porównanie zdjęć z 4-minutowym naświetlaniem z mojego starego Pixela 4a oraz nowego Pixela 8. Różnica okazała się kolosalna, a niebo na zdjęciach z 8 zaskakująco jasne! Bardzo szczegółowe, ale jasne. Jakoś mnie to podłamało lekko, zwłaszcza że kilka nocy wcześniej byłam na Podhalu robić pomiary zanieczyszczenia światłem z moją promotor. A teraz jestem w Inwałdzie, pod niebem, którego nie widziałam tak dawno, i nie wiem. W mojej pamięci było ono chyba ciemniejsze i bardziej rozgwieżdżone. Może te 10 lat temu faktycznie takie było… Zdjęcia z obu telefonów bez żadnej obróbki - Pixel 4a po lewej, Pixel 8 po prawej. Z tymi rozważaniami przeniosłam się do izby i widoku na wschód. Ponownie wykonałam zdjęcie nowym telefonem, a łuna od kościoła, która zaświetla ten fragment firmamentu, ponownie mnie nieco zasmuciła. Te gorzkie nuty osłodziło jednak spojrzenie przez lornetę, gdzie nawet bez szczególnego przystosowania wzroku do ciemności moje zmysły uraczyły widoki obsypanych gwiazdami Chichot, gromad Kasjopei, czy M31 z towarzyszkami. M33 za to wypadła jakoś tak blado. Otworzyłam Interstellarum i, zaczynając ponownie od okolic Andromedy, odwiedziłam tę galaktykę raz jeszcze, po czym przesunęłam się do Miracha. Jeju, całkiem zapomniałam o towarzyszącej mu na niebie galaktyczce, a przecież Duch Mirach był nawet moim Obiektem Tygodnia lata temu! W ramach odkupienia postanowiłam z nim zawalczyć, choć prawdę mówiąc myślałam, że szyba i mój astygmatyzm skutanie mi to uniemożliwią (tak, do mojej krótkowzroczności dołączył astygmatyzm, ale nie taki zwykły na soczewce, a na rogówce! Nie da się go przeto tak łatwo skorygować, ale na razie też nie jest jakiś gigantyczny, za to dość nieregularny i istnieje ryzyko, że za wiele lat przeistoczy się w stożek rogówki. Wszystko to prawdopodobnie wina wielu alergii i częstego tarcia oczu od dziecka). Tak się jednak nie stało, i po paru minutach intensywnego zerkania dostrzegłam go z całą pewnością. W drodze do M33 nie udało mi się wyłapać paru innych galaktyczek, ale za to sama Galaktyka Trójkąta zaprezentowała się znacznie lepiej. Teraz, z lepszym przystosowaniem wzroku do ciemności, prezentowała się jako bardzo puchaty i nieregularny obłoczek. Poświęciłam jej kilka minut, po czym odniosłam wrażenie, że w niektórych miejscach nieba pojawiły się cienkie chmury. Przeniosłam się więc do wznoszących się powoli Plejad, pokrążyłam losowo po niebie, i przypadkowo natrafiłam na przepiękną gromadkę NGC 752. Swoją drogą zupełnie wyleciało mi z głowy istnienie asteryzmu Kij Golfowy, który jej towarzyszy! Odświeżenie sobie tego teraz odblokowało mi wspomnienia z dawnych obserwacji. Niebo chyba trochę się poprawiło, a ja dostrzegłam NGC 925 i NGC 890. Potem zahaczyłam o gromady ASCC 11 i przeuroczą NGC 1342. Przez chwilę wydawało mi się, że niebo znowu zmętniało, a potem znowu że nie. Nie wiem, coś mi w tym niebie nie pasuje. Poszłam do kuchni, wystawiłam głowę przez okno. Poszłam na górę (piętro domu) spojrzeć przez okno w swoim pokoju, na balkon też wyszłam popatrzeć. Wróciłam na dół, przeniosłam rzeczy z izby do kuchni. Wyszłam przez ganek, wpuściłam do domu Fufę*, spojrzałam na niebo. Wyszłam też na balkon z izby, przy okazji sprawdziłam, czy Kiwi* też nie chce wejść. Wróciłam do kuchni, usiadłam i zaczęłam dumać. Nie wiem czy to ze mną, czy z niebem coś jest nie tak. Gdy patrzę na nie gołym okiem, jakieś takie mdłe i mocno zanieczyszczone światłem mi się wydaje. A może to kwestia tego, że najjaśniejszy obszar Drogi Mlecznej już się schował za horyzont? A może po prostu tak mi się zdaje, bo jesienne niebo aż tyle lornetce zaoferować nie może co letnie i zimowe, głównie galaktyczki, które bardzo lubię, ale do których ten instrument jednak nie jest stworzony, zwłaszcza pod nie całkiem ciemnym niebem. Do tego większość rzeczy, które z tej jakości nieba jestem w stanie dostrzec tą lornetą, już widziałam, często wielokrotnie, a podobne obszary męczyłam nawet niemal dokładnie rok temu. W sumie trochę szkoda, że już mnie tak każda jedna gwiazdka nie ekscytuje jak te kilkanaście lat temu, gdy zaczynałam. 😄 Ale no wtedy wszystko było nowe. Może faktycznie brakuje mi jakiegoś urozmaicenia, jak teleskop na małe galaktyki i planetarki, ale no warunków na razie na to nie mam. Ach, koniec tego lamentowania. Za oknem rozpościera się Wieloryb, spróbuję coś przy nim pogrzebać. Zaczynam tam, gdzie poprzedniej nocy przeszkodziły mi chmury - Deneb Kaitos, kawałek w dół i NGC 247, którą po chwili wyzeruję. Zjeżdżam niżej do Srebrnej Monety - wydaje mi się słabsza niż pamiętałam, ale wciąż pokazuje sporo nieregularności w strukturze. Poniżej szybko łapię NGC 288, która jawi mi się jako jednolicie blada plamka pośród gwiazd, chociaż zerkaniem odnoszę momentami wrażenie subtelnej ziarnistości typowej dla kulek. Trochę wyżej dostrzegam NGC 578, zaś jeszcze dalej - planetarkę NGC 246 - swoją drogą bardzo przyjemny obiekt, dość spory jak na mgławicę planetarną, odniosłam też wrażenie, że składa się z kilku nieregularnych części położonych bardzo blisko siebie. I oto chyba zaczyna świtać, co potwierdza widok z izby. Czas się zwijać do spania. W ogóle ta końcówka w postaci obserwacji z kuchni była bardzo przyjemna, mimo że większość tych obiektów już widziałam, może jednak nie jest ze mną tak źle! Jeszcze kolejnej nocy ponownie udało mi się zasiąść do obserwacji, choć tym razem rozpoczęłam je nieco przed północą. Niebo wydawało mi się jakieś takie przejrzystsze i bardziej rozgwieżdżone niż uprzednio. Rozsiadłam się w kuchni i najpierw pokrążyłam lornetą pośród Ryb, Wodnika i Ryby Południowej, po czym otworzyłam Interstellarum. Zaczynając od 𝛅 i 77 Aqr, po sznureczkach z gwiazd, przez 66 i 𝛎 Aqr, sunęłam do swego pierwszego celu - Helixa. Ten wylazł praktycznie od razu, pokazując swoje cielsko w formie bladego placka, czy może raczej niepełnej oponki. Następnie, trochę z głupoty, skierowałam się do IC 1438. Nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że jej nie wypatrzyłam, zobaczyłam za to coś innego. Otóż Stellarium, którego wersji na telefon używam czasem do odróżniania w lornecie małych galaktyczek od słabych gwiazdek, pokazało mi tuż obok wspomnianej ICki obiekt o nazwie Lydia. W pierwszej chwili trochę mnie to skonfundowało, ale zaraz zreflektowałam się, że to pewnie jakaś asteroida. I faktycznie tak było - 110 Lydia miała akurat jasność 11.17 mag (wg Stellarium), toteż postanowiłam spróbować, i dość szybko wyzerkałam drobną “gwiazdkę”. Fajna ciekawostka (hehe) mi się trafiła, a swoją drogą to chyba moja pierwsza zaobserwowana asteroida! Po tej niespodziewanej atrakcji udałam się do Ryby Południowej, gdzie na starcie udało mi się wyzerkać NGC 7507, nie dostrzegłam za to chyba NGC 7371. Przez dłuższą chwilę musiałam pomęczyć kulkę NGC 7492, ale bardzo szybko wyskoczyła mi galaktyczna NGC 7727, chyba złapałam też pobliską NGC 7723. Chyba nie wypatrzyłam NGC 7585 ani NGC 63, ale dalej na wschód zaliczyłam NGC 488 wiszącą blisko malutkiej gwiazdki, a także NGC 520. Zmieniłam pozycję przy lornecie i skoczyłam do odwiedzanej w poprzednie dwie noce Dusty Spiral, po czym udałam się jakieś 10° w górę, gdzie wydaje mi się, że wyzerkałam NGC 157, dostrzegłam również NGC 274 (która to oddziałuje grawitacyjnie z NGC 275, jednak w lornecie nie miałam za bardzo jak ich rozdzielić, więc uznałam, że widzę tę jaśniejszą z parki). Po kilkunastu minutach przerwy wymuszonej przez chmurę piętra wysokiego, która akurat zdecydowała się przemknąć przez niebo, wróciłam do obserwacji, tym razem zaczynając od M77. Spędziłam dłuższą chwilę na podziwianiu jej, po czym najpierw tuż obok wyzerkałam NGC 1055, potem mignęła mi NGC 1073, a następnie bardzo sprawnie dała mi się złapać NGC 936. Dalej trochę pokrążyłam po niebie i wylądowałam w okolicy 30 i 77 Cet. Tu wpierw upolowałam NGC 1052, a po dłuższym wyzerkiwaniu kilka razy wyskoczyła mi NGC 1042. Swoją drogą zauważyłam, że czasem w wyzerkiwaniu słabszych obiektów pomaga oderwanie się na chwilę od okularów i popatrzenie w przestrzeń/ciemność - tak jakby wzrok musiał na chwilę odpocząć. Około 4 zaczęło świtać, jednak zanim zwinęłam się całkiem ze sprzętem, zerknęłam jeszcze na okolice Oriona i popodziwiałam M42, która oglądana nad ranem na jaśniejącym stopniowo niebie kojarzy się nieodłącznie z nadchodzącym końcem lata. Przez lornetę zerknęłam jeszcze na Jowisza, przy Wenus za to poprzestałam na patrzeniu gołym okiem (czy może raczej przez swoje okulary) - żarzyła się tak mocno, że uznałam, ze w lornecie i tak nie zobaczę nic więcej jak walącą w oczy gwiazdkę. 😄 I to by było na tyle z moich tegorocznych obserwacji póki co. Trochę dziwne są czasem takie powroty po dłuższej przerwie, ale sumarycznie jestem zadowolona i mam nadzieję, że kolejne obserwacje czekają mnie zdecydowanie szybciej niż za 11 miesięcy. *a to Kiwi i Fufa (Figa) 😄
  13. Muszę Wam wyznać, że wczoraj pierwszy raz od września zeszłego roku (!) miałam wreszcie okazję do prowadzenia obserwacji, ale nie takich że patrzę na kometę/zaćmienie/zorzę, tylko faktycznie takich, że siadam z lornetą i atlasem, i dłubię w tym co między gwiazdami. Bardzo mi tego brakowało, chociaż przyznam, że na samym początku było mi jakoś tak lekko dziwnie i nieswojo. Po takiej przerwie, gdzie w międzyczasie widziałam tylko niemal idealnie ciemne niebo nad Islandią i jego całkowite przeciwieństwo w Krakowie, nie mogłam przyzwyczaić się do widoku bezchmurnego nieba w swojej rodzinnej wsi. Dopiero po dłuższej chwili plątania się między różnymi częściami nieba i dumaniu nad tym wszystkim, odpłynęłam w wir wyłapywania mgiełek. Mam nadzieję, że póki jestem w domu, jeszcze trafi mi się jakaś nocka, to napiszę może jakąś krótką relację z tego mojego powrotu 🙂
  14. Kolejny rok i kolejna wystawa - tym razem w Planetarium Śląskim 😄 Moje obrazy można oglądać tam do końca września. Swoją drogą będę musiała wrzucić w ten wątek jakie obrazy powstały w międzyczasie, bo dość dawno nie dawałam na ten temat aktualizacji 😅
  15. Kiedyś temu wspominałam, że mam jeszcze jedną zaległą relację do napisania. Czas mija, mnie go nie przybywa, a temat z tyłu głowy męczy, i jakoś tak stwierdziłam, że może po prostu w końcu to zrobię (w końcu wszystko jest lepsze do robienia niż to, na co akurat gonią człowieka deadline'y). 😅 Nie jest to co prawda najbardziej wymuskana relacja, ale stwierdziłam, że lepiej taka, niż żadna (zwłaszcza że od tego czasu jedyne co obserwowałam to kometę, zakrycie, zaćmienie i zorzę, to chociaż w ten sposób ukoję nieco swoje zaniedbanie astronomiczne 🫣). 29/30.09.2024 Przyjechałam do Inwałdu i od razu się pochorowałam, ale jednocześnie traf chciał, że zmieniły mi się poniedziałkowe godziny pracy i zamiast o 7, zaczynałam zmianę o 15. Szansa na pogodę tej nocy jakaś była, ale musiałam na nią zaczekać do jej drugiej połowy. Kimnęłam się wieczorem, a obserwacje zaczęłam między godziną 2 a 3. Rozstawiłam się w kuchni i najpierw przez Oczy Wyraka, a potem APM, pokrążyłam po niebie, na którym dość wysoko wznosił się już Orion, a Syriusz właśnie wyłaniał się zza Beskidu. Odwiedziłam perełki typu M42 z Mgławicą Biegnący Człowiek czy M78 i szybko odkryłam, że obserwowanie z gorączką powoduje ciągłe parowanie okularów (mimo że przecież siedziałam w domu w ciepełku). Otwarłam Interstellarum i od losowego przeczesywania nieba przeszłam do poszukiwania konkretnych obiektów. Zaczynam od Rigela i na dobry początek kieruję się ku NGC 1788 - malutkie pojaśnienie przypominające rozmytą gwiazdkę. Niżej, już w Erydanie, wyzeruję galaktykę NGC 1726 - nie wyskoczyła od razu, ale gry już to zrobiła, miałam pewność, że ją widzę. Trochę szybciej poddaje się pobliska NGC 1700. Po drugiej stronie ω Eri CHYBA wyłapuję NGC 1681 - CHYBA, bo w notatkach napisałam nawet, że jest większa od obu poprzedniczek, ale po sprawdzeniu później jej jasności (prawie 13 mag) zaczęłam mocno powątpiewać, czy coś mi się nie uroiło od gorączki. 😄 Nie jestem też pewna co do zarejestrowania kilku kolejnych eNGieCek, ale wydaje mi się, że dostrzegam NGC 1653 - w miejscu gdzie powinna być, zdecydowanie coś mi mruga. W tym momencie widok przesłania mi spora chmura. Przenoszę się do wchodzącego Wielkiego Psa. Najpierw krążę trochę po okolicy, po czym zatrzymuję się na bliskiej memu sercu M41. Bez sukcesu próbuję galaktyk na granicy z Zającem, więc idę więc wyżej, gdzie trafiam na uroczą gromadkę O’Neal 4, a dalej na maleństwo NGC 2017 i podwójną S476 (dwa niebieskawe składniki podobnej jasności, bardzo ładna parka). Wyżej, przy μ Lep szybko łapię galaktykę NGC 1832. Mijając przepiękne gwiezdne regiony, przenoszę się ku IC 418 - Mgławicy Spirograf - którą zachwycam się przez chwilę. Znowu panoszą się chmury. Ponownie odwiedzam M42, która teraz, gdy Orion wzniósł się jeszcze wyżej, wygląda znacznie pełniej, dumniej i przestrzenniej. Oglądam Płomień, którego naprawdę dawno już nie widziałam, stęskniłam się! Mimo odblasków od szyby udaje mi się dostrzec go podzielonego na na dwie części przez ciemne pasmo. Jeszcze więcej chmur! Chyba zbiorę się do spania, bo jest już po 4, na niebie mało dziur zostało, a ja średnio czuję się przez tę grypę. Z tych obserwacji jestem i tak zadowolona, lubię tak grzebać powoli po obiektach i próbować wyzerkiwać coś, co ledwo widać w tych warunkach i sprzęcie. 30.09/1.10.2025 Tym razem zaczynam obserwacje po 1. Miejsce i cała konfiguracja jak ostatniej nocy, choć przejrzystość nieba trochę gorsza przez mgłę i dym z komina sąsiada. Ale chociaż chmur nie ma! Na początek ponownie krążę po niebie obiema lornetkami, głównie po wznoszącym się przede mną Wielorybie, od którego również zaczynam chwilę później grzebanie w oparciu o Interstellarum. Najpierw kieruję się ku przepięknie wyglądającym razem gwiazdom α Cet (Menkar) i 93 Cet - ta pierwsza lśni ciepłym żółcieniem, druga zaś - białoniebieskawym chłodem. Piękny tworzą kontrast, choć w moim obecnym ułożeniu na krzesełku w kuchni trochę boli mnie szyja - muszę się bardzo garbić, by nie zasłaniała mi ich rama okna. Z podobnej pozycji zerkam na Mirę (γ Cet), która jawi mi się jako ni to żółtawa, ni to niebieskawa, jej kolor kojarzy mi się z zielonkawą barwą, ha! Może to powidoki od czerwonej latarki, przy której to piszę. 😄 Nieco wyżej odwiedzam M77 - niewielką mgiełkę z gwiazdopodobnym jądrem - i gwiazdkę o podobnej jasności co jej środek tuż obok. Powyżej wyzeruję NGC 1055, przy której posiłkuję się Stellarium, by upewnić się, że to nie gwiazdka. Chyba nie udaje mi się z NGC 1073, za to pole widzenia lornety przecina mi samolot. Chwilę póżniej udaje mi się dostrzec NGC 1087. Oj, szyja boli. Trzeba iść niżej. Nowe terytorium do przeczesywania to granica Erydanu i Wieloryba między η Eri a 80 i 77 Cet. Pierwszy cel tutaj - NGC 1084 - poddaje się całkiem szybko, sprawnie łapię również NGC 1052. Nie udało mi się chyba z NGC 1042 i 1035, zresztą właśnie wkroczyłam w obszar tuż przy przeszkodzie w postaci ramy okiennej. Odbijam do Erydanu. Nie jestem pewna czy widzę NGC 1162. Zresztą zaraz potem, przy próbie wypatrzenia NGC 1209 i sąsiadek, pół nieba zasłania się mglistą kurtyną. Przesuwam się dalej na wschód. Omiatam lornetą Oriona i zasadzam się na Zająca, gdzie udaje mi się wyzerkać NGC 1832 tuż przy gwiazdce na lewo od niej. Próbuję uszczknąć coś tuż przed granicą zamglenia i sięgam po Oko Kleopatry (NGC 1535) - planetarkę, która w tym powiększeniu zachowuje się trochę jak Mgławica Mrugająca. Wracam znów ku wschodowi, by popodziwiać przepiękny kadr w postaci M41 wiszącej tuż nad Ostrym Wierchem. Cudownie się razem komponują! W międzyczasie zamglenie nieco zanika, po chwili więc snuję się wzdłuż gwiazd Erydanu z powrotem na zachód, aż zbliżam się do rejonów, które poprzedniej nocy musiałam odpuścić z powodu chmur. Tu udaje mi się wyzerkać NGC 1600 i NGC 1637. Akurat celuję w NGC 1653, której nie byłam pewna ostatnio, gdy mama zaczyna zbierać się do pracy i zapala światło. No tak, jest 4. To pora zwijać się do spania. Fajnie było znowu poobserwować.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.