Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Astronomowie znajdują gwiazdę „złotego standardu” w Drodze Mlecznej
2022-05-12.
W sąsiedztwie naszego Słońca w Galaktyce Drogi Mlecznej znajduje się stosunkowo jasna gwiazda, w której astronomom udało się zidentyfikować najszerszy jak dotąd zakres pierwiastków występujących w gwiazdach spoza naszego Układu Słonecznego.
Badania przeprowadzone przez astronoma z Uniwersytetu Michigan, Iana Roederera, pozwoliły na zidentyfikowanie 65 pierwiastków w gwieździe HD 222925. Czterdzieści dwa spośród zidentyfikowanych to pierwiastki ciężkie, które są wymienione na samym dole układu okresowego.

Zidentyfikowanie tych pierwiastków w jednej gwieździe pomoże astronomom zrozumieć proces zwany „szybkim wychwytem neutronów”, czyli jeden z głównych sposobów powstawania ciężkich pierwiastków we Wszechświecie. Wyniki badań zostały opublikowane na arXiv i przyjęte do publikacji w Astrophysical Journal Supplement Series.

Według mojej najlepszej wiedzy jest to rekord dla jakiegokolwiek obiektu spoza naszego Układu Słonecznego. A to, co czyni tę gwiazdę tak wyjątkową, to fakt, że ma ona bardzo wysoki względny udział pierwiastków wymienionych w dolnych ⅔ układu okresowego. Wykryliśmy nawet złoto – powiedział Roederer. Pierwiastki te powstały w procesie szybkiego wychwytywania neutronów. To jest właśnie to, co staramy się badać: fizyka w zrozumieniu jak, gdzie i kiedy te pierwiastki powstały.

Proces ten rozpoczyna się od obecności lżejszych pierwiastków, takich jak żelazo. Następnie do jąder lżejszych pierwiastków szybko – w ciągu jednej sekundy – dodawane są neutrony. W ten sposób powstają cięższe pierwiastki, takie jak selen, srebro, tellur, platyna, złoto i tor, które znaleziono w HD 222925 i według astronomów są rzadko wykrywane w gwiazdach.

Potrzeba wielu wolnych neutronów i zestawu warunków o bardzo wysokiej energii, aby je uwolnić i dodać do jąder atomów– powiedział Roederer. Nie ma bardzo wielu środowisk, w których może się to zdarzyć – może dwa.

Jedno z tych środowisk zostało potwierdzone: łączenie się gwiazd neutronowych. Gwiazdy neutronowe są zapadniętymi rdzeniami olbrzymów oraz najmniejszymi i najgęstszymi znanymi obiektami niebieskimi. Zderzenia par gwiazd neutronowych powodują powstawanie fal grawitacyjnych, a w 2017 roku astronomowie po raz pierwszy wykryli fale grawitacyjne pochodzące od łączących się gwiazd neutronowych. Innym sposobem, w jaki może zachodzić proces r, jest wybuchowa śmierć masywnych gwiazd.

To ważny krok naprzód: rozpoznanie, gdzie może wystąpić proces r. Ale o wiele większym krokiem jest stwierdzenie: co to wydarzenie tak naprawdę spowodowało? Co zostało tam wyprodukowane? powiedział Roederer. I tu właśnie wkracza nasze badanie.

Pierwiastki, które Roederer i jego zespół zidentyfikowali w HD 222925, zostały wytworzone albo w masywnej supernowej, albo w fuzji gwiazd neutronowych na bardzo wczesnym etapie istnienia Wszechświata. Materia została wyrzucona w przestrzeń kosmiczną, gdzie później przeobraziła się w gwiazdę, którą Roederer bada obecnie.

Gwiazdę tę można wykorzystać jako przybliżenie tego, co powstałoby w wyniku jednego z tych zdarzeń. Jakikolwiek model opracowany w przyszłości, który pokaże, w jaki sposób proces r lub natura wytwarza pierwiastki z dolnych ⅔ układu okresowego, musi mieć taką samą sygnaturę jak HD 222925, mówi Roederer.

Co ważne, astronomowie użyli instrumentu na Kosmicznym Teleskopie Hubble’a, który może zbierać widma ultrafioletowe. Dzięki temu instrumentowi astronomowie mogli zebrać światło w ultrafioletowej części widma – słabe światło pochodzące od chłodnej gwiazdy, takiej jak HD 222925.

Astronomowie użyli również jednego z teleskopów Magellana w Obserwatorium Las Campanas w Chile, aby zbadać światło z HD 222925 w optycznej części widma.

Widma te kodują „chemiczny odcisk palca” pierwiastków w gwiazdach, a odczytanie ich pozwala astronomom nie tylko zidentyfikować pierwiastki zawarte w gwieździe, ale także określić, jak dużo danego pierwiastka zawiera gwiazda.

Anna Frebel jest współautorką badań i profesorem fizyki w Massachusetts Institute of Technology. Pomogła w ogólnej interpretacji wzoru obfitości pierwiastków w HD 222925 i tego, jak informuje on o naszym zrozumieniu pochodzenia pierwiastków w kosmosie.

Znamy teraz szczegółowy, pierwiastek po pierwiastku, wynik jakiegoś zdarzenia związanego z procesem r, które miało miejsce na początku Wszechświata – powiedziała Ferbel. Każdy model, który próbuje zrozumieć, co dzieje się z procesem r, musi być w stanie to odtworzyć.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
University of Michigan

Urania
Gwiazda HD 222925 to gwiazda o jasności 9 magnitudo znajdująca się w gwiazdozbiorze Tukana. Źródło: STScI Digitized Sky Survey.

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/05/astronomowie-znajduja-gwiazde-zotego.html

Astronomowie znajdują gwiazdę „złotego standardu” w Drodze Mlecznej.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W desperacji błagają superczłowieka o pomoc. Obrońcy Azowstalu wzywają Elona Muska
2022-05-12. Maciej Gajewski
Ostatni obrońcy Mariupolu dzielnie walczą o utrzymanie miasta i swoje życia, mimo brutalności i bezwzględności rosyjskiego najeźdźcy. Sytuacja jest tak dramatyczna, że zaczynają liczyć na cuda. Takie jak nadludzka interwencja właściciela Tesli i SpaceX.
Mariupol to prawdopodobnie jeden z ważniejszych symboli wojny Rosji z Ukrainą. Jego obrońcy stawiają nieustępliwy opór Rosjanom, mimo iż oblegające miasto siły zdają się przeważać w kwestii liczebności czy sprzętu. Płacą jednak za to straszliwą cenę.
Żądny krwi najeźdźca, sfrustrowany brakiem zdecydowanego zwycięstwa, demoluje miasto i równa je z ziemią. Mariupol to już w dużej mierze gruzy, naznaczone krwią ludności cywilnej, na której wojsko rosyjskie dopuściło się trudnej do uwierzenia liczby zbrodni wojennych. Ostatnim punktem oporu ukraińskich sił są zakłady metalurgiczne Azowstal. Jeżeli upadną ich obrońcy, upadnie miasto - czy raczej to, co z niego zostało - i przejdzie ono pod kontrolę sił rosyjskich.
Obrońcy Mariupola: potrzebujemy superczłowieka, takiego, jak pan.
Elon Musk, ludzie mówią, że przybyłeś z innej planety, aby nauczyć ludzi wiary w niemożliwe. Nasze planety są obok siebie, ja żyję tu, gdzie przetrwanie jest prawie niemożliwe. Pomóż nam wydostać się z Azowstalu do kraju mediatora. Jeżeli nie ty, to kto? Daj mi znak - apeluje na Twitterze Serhin Wołyna, dowódca 36. Brygady Piechoty Morskiej Ukrainy. - Udowodnił, że dla niego nie ma problemów nie do rozwiązania, że wszystko jest możliwe! On nigdy się nie poddaje, tak jak my! Potrzebujemy wsparcia superczłowieka! - dodał.
Bohater Wołyna sprawia wrażenie bycia fanem Muska i trudno się dziwić takiemu podejściu. Musk może imponować swoją ekstrawagancją, bogactwem, ale też wywrotowymi przedsięwzięciami finansowymi, jakimi są popularyzująca elektromobilność Tesla czy mający za cel podbój kosmosu SpaceX. Przede wszystkim jednak Musk wsławił się realnym wsparciem obrońców Ukrainy, w tym zapewniając Ukraińcom dostęp do usługi Starlink, tym samym zapewniając im bezcenny dostęp do Internetu. Wydaje się jednak skrajnie nieprawdopodobne, by biznesmen odpowiedział na apel. Choć sam Musk nie wystosował jeszcze żadnego komentarza.
https://spidersweb.pl/2022/05/elon-musk-mariupol-azowstal.html

W desperacji błagają superczłowieka o pomoc. Obrońcy Azowstalu wzywają Elona Muska.jpg

W desperacji błagają superczłowieka o pomoc. Obrońcy Azowstalu wzywają Elona Muska2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Łazik Curiosity stanął u wrót marsjańskiego kompleksu podziemnego. Kto tam mieszka?
2022-05-12. Radek Kosarzycki
Czasami jest tak, że naukowcy analizujący zdjęcia przesłane przez łaziki marsjańskie natrafiają na nich na kształty, tudzież na obiekty, które wyglądają jak wykonane ludzką ręką, a nie jedynie siłami wody i wiatru. Tak też jest i w tym przypadku.
Na jednym z ostatnio przesłanych na Ziemię zdjęć wykonanych przez łazik Curiosity można zobaczyć strukturę, która na pierwszy, a nawet na drugi rzut oka wydaje się przypominać wycięte w skale wejście do groty, tudzież jaskini marsjańskiej. Co więcej, nie jest to jedynie dziura w skale, bowiem wydaje się mieć idealnie proste ściany. Można nawet pomyśleć, że w końcu oto przypadkiem znaleźliśmy jedno z wejść do podziemnego miasta, w którym schowali się Marsjanie, kiedy zobaczyli, że ich planetę zaczynają odwiedzać dziwne statki kosmiczne, satelity i roboty z innej planety.
Myślenie życzeniowe nie jest niestety najlepszym sposobem odkrywania prawdy o wszechświecie. Nietypowa struktura uwieczniona na zdjęciu najprawdopodobniej jest elementem pęknięcia skały. Jak sugerują niektórzy, być może na skutek wstrząsu sejsmicznego, których przecież lądownik InSight na Marsie zarejestrował już tysiące. Swoją drogą najsilniejsze z nich zostało zarejestrowane zaledwie tydzień temu - 4 maja lądownik zarejestrował wstrząs o sile 5 magnitudo.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Ze względu na fakt, że na zdjęciu nie ma żadnych znajomych dla nas punktów odniesienia, można odnieść wrażenie, że przedstawia ono potężną skałę, w której znajduje się potężny otwór, którym marsjański stalker Artem wchodzi do marsjańskiego metra, w którym żyją ci, którzy pozostali po dawnej cywilizacji. W rzeczywistości jednak najprawdopodobniej jest to otwór o wysokości zaledwie kilku-kilkunastu centymetrów. Zdjęcie bezpośredniego otoczenia struktury możecie zobaczyć chociażby tutaj.
Zdjęcie tajemniczego otworu zostało wykonane 7 maja 2022 za pomocą kamery zainstalowanej na maszcie łazika Curiosity.
Źródło: NASA/JPL-Caltech/MISS

https://spidersweb.pl/2022/05/lazik-curiosity-mars-wejscie.html

Łazik Curiosity stanął u wrót marsjańskiego kompleksu podziemnego. Kto tam mieszka.jpg

Łazik Curiosity stanął u wrót marsjańskiego kompleksu podziemnego. Kto tam mieszka2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chiński teleskop poszuka "Ziemi 2.0"
2022-05-12. Mateusz Mitkow
Chińska Republika Ludowa dołącza się do poszukiwań tzw. drugiej Ziemi. Szanghajskie Obserwatorium Astronomiczne (SAO) proponuje budowę kosmicznego teleskopu "Earth 2.0". Projekt może zostać zaakceptowany przez Chińską Akademię Nauk latem bieżącego roku, co pozwoliłoby na start urządzenia już w 2026 r. Obserwatorium zajmie się szukaniem egzoplanet, na których mogą istnieć warunki sprzyjające powstaniu życia.
Propozycja Szanghajskiego Obserwatorium Astronomicznego dotycząca umieszczenia w przestrzeni kosmicznej nowego teleskopu może być kolejnym przedsięwzięciem, które znacząco wpłynie na ludzką eksplorację kosmosu. Jego zadaniem będzie szukanie egzoplanet, czyli planet nieznajdujących się w Układzie Słonecznym, ale krążących wokół gwiazd podobnych do Słońca. Zdolności chińskiego teleskopu mają pomóc w odnalezieniu jeszcze większej ilości takich obiektów, niż było to możliwe do tej pory.
Nowy chiński teleskop kosmiczny będzie posiadać aż siedem instrumentów optycznych, a sześć z nich będzie odpowiadało za obserwacje wyznaczonego obszaru kosmosu, który przez prawie dekadę był badany przez należący do Amerykańskiej Narodowej Agencji Kosmicznej (NASA) Kosmiczny Teleskop Keplera. Według zapewnień chińskich inżynierów, przyszłe urządzenie ma posiadać o wiele większą zdolność rozdzielczą niż teleskop NASA, osiągając nawet pięciokrotnie szersze pole widzenia, co oznaczałoby, że będzie w stanie dojrzeć m.in. ciemniejsze i bardziej odległe punkty. To z kolei zwiększyłoby możliwości szukania tzw. Ziemi 2.0.
Teleskop "Earth 2.0" miałby spędzić na orbicie cztery lata. Jego głównym celem będzie poszukiwanie egzoplanet, orbitujących wokół centralnej gwiazdy ciągu głównego (podobnej do Słońca) o rozmiarach zbliżonych do Ziemi. Jak oznajmił Ge Jian, profesor z Szanghajskiego Obserwatorium Astronomicznego (SAO) zidentyfikowane ciała niebieskie spełniające wyznaczone kryteria zostaną poddane dalszym obserwacjom pod kątem nawet ewentualnego zamieszkania ich przez ludzi w dalekiej przyszłości. Profesor zaznaczył także, że wstępne symulacje wskazują na potencjalne wykrycie w trakcie trwania misji nowego teleskopu aż 30 tys. nowych gwiazd z ok. 5 tys. planetami o strukturze zbliżonej do Ziemi.
Niektóre z tych planet wokół jasnych gwiazd mogą być dalej obserwowane za pomocą naziemnej lub kosmicznej spektroskopii, aby uzyskać widma transmisyjne planet i zbadać skład ich atmosfer.
Ge Jian, profesor z SAO
Misja będzie finansowana przez Chińską Akademię Nauk (CAS). Na chwilę obecną znajduje się we wczesnej fazie projektowej. Jeśli CAS oceni projekt pozytywnie, to zostaną przyznane odpowiednie fundusze na realizację programu i rozpoczęcia budowy teleskopu kosmicznego. Oczekuje się, że urządzenie zostanie wyniesione w przestrzeń kosmiczną za pomocą systemu nośnego "Długi Marsz" już w 2026 r.
Fot. NASA
SPACE24

https://space24.pl/nauka-i-edukacja/chinski-teleskop-poszuka-ziemi-20

Chiński łazik marsjański wpadł na nowy trop. Jeszcze niedawno na Marsie była woda.jpg

Chiński łazik marsjański wpadł na nowy trop. Jeszcze niedawno na Marsie była woda2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

POLSA prezentuje mapę ukazującą wilgotność gleb w Polsce
2022-05-12.
Polska Agencja Kosmiczna prowadzi serwis monitorujący wilgotność gleby w Polsce na obszarach rolnych w latach 2021-2022.  Serwis jest przygotowany przy użyciu metod teledetekcji satelitarnej na podstawie danych radarowych z satelity Sentinel-1 i pozwala wykorzystywać dane satelitarne w pracy i życiu codziennym min. w planowaniu i gospodarowaniu uprawami oraz nawodnieniem, lokalną weryfikacją informacji o suszy rolniczej i zagrożeniach wypływających ze zmian klimatu. To także kolejny etap budowy, projektowanego przez POLSA, Narodowego Systemu Informacji Satelitarnej.
Woda to najważniejszy element środowiska determinujący klimat i jest zarazem  najcenniejszym dla egzystencji człowieka zasobem naturalnym. W atmosferze krąży zaledwie 0.0001% wszystkich zasobów wody na Ziemi. Równoważne zasoby wody są utrzymywane w przypowierzchniowej warstwie gleby, na lądach tzn. na około ¼ powierzchni planety. Udział zasobu wody z gleby w cyrkulacji wody przez atmosferę oraz jego relacja do pokrycia powierzchni planety lądami wciąż jest niezbadana. Jest to jedna z kluczowych kwestii dla globalnych badań skutków zmian klimatu.
Udział wymiany wody z glebą w bilansie wodnym naszej planety ulega szybkim zmianom. Olbrzymie masy wody i powiązane z nią ilości energii napędzają cały cykl wodny całej planety. W związku z tym istotne jest by monitoring wilgotności gleby był kompleksowy, nie zaś punktowy tak jak ma to miejsce w tradycyjnych pomiarach, oraz aby obejmował swym zasięgiem obszar całego kraju. Jedynie pomiary wykonane na szeroką skalę mogą zapewnić wysokie prawdopodobieństwo prawidłowych prognoz w skali lokalnej.
Optymalne ilości wody w glebie stanowią gwarancję udanych plonów, co wiąże się z bezpieczeństwem żywnościowym w skali globalnej i regionalnej. Dzięki informacjom o wilgotności gleby, rolnik może na bieżąco ją monitorować, racjonalnie gospodarować nawodnieniem i tym samym prowadzić uprawy w sposób bardziej efektywny. Bieżąca analiza wilgotności gleby jest istotna nie tylko w kontekście braku wody, ale również jej nadmiaru.
Satelity obserwacji Ziemi nowej generacji takie jak Sentinel-1 są wyposażone w sensory umożliwiające wysokorozdzielcze pomiary radarowe o dużej rozdzielczości czasowej i zapewniają wielkopowierzchniowe pokrycie obserwacjami. Sentinel-1 dostarcza dane o wilgotności gleby w jej podpowierzchniowych warstwach (0-5 cm). Ponadto gwarantuje on długoterminową ciągłość pozyskiwania danych o tym samym, wysokim standardzie technicznym, co jest warunkiem niezbędnym do prowadzenia długofalowych analiz uwilgotnienia gleby. Szczegóły na stronie: Mapa wilgotności – POLSA
Źródło: Polska Agencja Kosmiczna
SPACE24
Fot. ESA [esa.int]
https://space24.pl/satelity/obserwacja-ziemi/polsa-stworzyla-nowa-mape-do-monitorowania-wilgotnosci-gleby-na-obszarach-rolnych

POLSA prezentuje mapę ukazującą wilgotność gleb w Polsce.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nowe okno na świat zjawisk trwających attosekundy
2022-05-12. Redakcja
Są obecne wszędzie, wokół nas i w nas samych. Zjawiska zachodzące w trylionowych częściach sekundy tworzą rdzeń chemii i biologii. Dopiero od niedawna zaczynamy próbować dokładnie rejestrować ich rzeczywisty przebieg, na razie z umiarkowanymi sukcesami. Teraz krakowscy fizycy udowadniają, że na świat attofizyki można otworzyć kolejne okno, z jeszcze ciekawszym widokiem.
Czy w głębi komórki, czy tylko w probówce, reakcje chemiczne związane ze zmianami konfiguracji elektronów w atomach i cząsteczkach zachodzą z nadzwyczajną szybkością. Ich powszechność i znaczenie budzą zrozumiałą ciekawość naukowców, którzy od dłuższego czasu próbują zarejestrować ich przebieg. Dotychczasowe metody z użyciem promieniowania rentgenowskiego, opracowane z myślą o obserwowaniu zjawisk trwających attosekundy (czyli trylionowe części sekundy), borykają się z wysokimi wymaganiami odnośnie do parametrów używanej wiązki promieniowania. Sytuacja ma szansę się poprawić w najbliższych latach, dzięki nowej metodzie pomiarowej zaproponowanej przez grupę naukowców z Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk (IFJ PAN) w Krakowie.
Śledzenie przebiegu tak szybkich zjawisk jak wiązanie się atomów w cząsteczki staje się obecnie możliwe głównie dzięki rentgenowskim laserom na swobodnych elektronach (X-Ray Free-Electron Laser, XFEL). Urządzenia te, z uwagi na rozmiary i koszty budowy działające w zaledwie kilku miejscach na świecie, wytwarzają ultrakrótkie impulsy promieniowania rentgenowskiego o czasach trwania dochodzących do zaledwie kilku femtosekund (czyli biliardowych części sekundy).
Ośrodki wyposażone w lasery XFEL stosują dwie podstawowe techniki pomiarowe, znane jako spektroskopia rentgenowska i dyfrakcja rentgenowska. Pierwsza koncentruje się na analizie zmian widma promieniowania wskutek oddziaływania z próbką, druga bada, jak promieniowanie rentgenowskie na próbce się rozprasza. Obie metody mają to samo ograniczenie: nie pozwalają ‘zobaczyć’ procesów krótszych niż czas trwania impulsu. Właśnie dlatego najszybsze zjawiska, jakie dotychczas udało się zaobserwować na przykład w europejskim laserze European XFEL pod Hamburgiem, trwały pięć femtosekund.
„Kilka femtosekund to bardzo mało, ale to nadal nie jest świat attofizyki. Aby tam dotrzeć, sięgnęliśmy po chronoskopię, czyli technikę, w której analizuje się zmiany kształtu impulsów w czasie. Na drodze teoretycznej pokazaliśmy, że metodę tę można z powodzeniem wykorzystać właśnie w odniesieniu do ultrakrótkich impulsów rentgenowskich, by zdobyć informację o zmianie kształtu impulsów przed i po interakcji z próbką”, mówi dr Wojciech Błachucki (IFJ PAN), pierwszy autor artykułu w czasopiśmie „Applied Sciences”.
W omawianej publikacji wykazano, że w przypadku ultrakrótkich impulsów laserowych możliwe jest zmierzenie ich struktury czasowej, czyli uzyskanie informacji o kształcie impulsu. Zaprezentowane podejście potencjalnie pozwala wnioskować o zjawiskach ze świata attofizyki nawet przy obecnym stanie rozwoju technicznego laserów XFEL. Gdyby bowiem impuls laserowy trwał nawet 20 femtosekund, za to informację o jego strukturze czasowej udało się odtworzyć powiedzmy w 100 punktach, to możliwe byłoby zauważenie zjawisk zachodzących w czasie 20 / 100 = 1/5 femtosekundy, czyli 200 attosekund.
Niezwykle istotny jest przy tym fakt, że obecnie rozdzielczość czasową poniżej 1 femtosekundy udawało się niekiedy osiągać, jednak należało w tym celu znacząco redukować intensywność wiązki laserowej. Zabieg ten niesie potężne skutki uboczne. Czas naświetlania próbek wydłuża się bowiem do wielu godzin, co w praktyce uniemożliwia prowadzenie pomiarów o charakterze użytkowym. Chronoskopia rentgenowska jest pozbawiona tego ograniczenia i redukuje wymagania dotyczące impulsów promieniowania poprzez zastosowanie czułej metody pomiaru ich struktury czasowej. Po jej zaimplementowaniu obecne ośrodki laserowe mogłyby przeznaczać część czasu pracy na attosekundowe pomiary realizowane na zlecenie podmiotów zewnętrznych, na przykład związanych z przemysłem.
Zanim chronoskopia rentgenowska stanie się standardową techniką badawczą, musi jednak upłynąć kilka lat. Pierwszym krokiem ku jej wdrożeniu będzie wykazanie, że średnie czasy trwania impulsu laserowego przed i po oddziaływaniu z próbką są różne. Byłoby to doświadczalne potwierdzenie poprawności metody opisanej przez krakowskich fizyków. Dopiero na kolejnym etapie badacze skoncentrowaliby się na precyzyjniejszym odtworzeniu struktur czasowych impulsów przed i po kontakcie z próbką.
„Zaproponowana przez nas technika pomiarowa nie jest ograniczona wyłącznie do laserów na swobodnych elektronach, lecz ma charakter uniwersalny. Z powodzeniem może więc być użyta także w przypadku innych źródeł generujących ultrakrótkie impulsy promieniowania rentgenowskiego, takich jak ośrodek Extreme Light Infrastructure, znajdujący się niedaleko Pragi”, podkreśla dr hab. Jakub Szlachetko (IFJ PAN).
Badania grupy z IFJ PAN wspomagali naukowcy z ośrodków w Sztokholmie (KTH Royal Institute of Technology), Uppsali (Uppsala University), Villigen (Paul Scherrer Institute), Schenefeld (European XFEL GmbH) i Warszawy (Instytut Chemii Fizycznej PAN). Projekt sfinansowano dzięki grantowi Narodowego Centrum Nauki.
Zjawiska attosekundowe można badać za pomocą laserów na swobodnych elektronach, takich jak SwissFEL (na zdjęciu: stacja badawcza Alvra). Najdokładniejszy widok ma szansę zapewnić chronoskopia rentgenowska, analizująca kształt impulsów laserowych przed i po interakcji z próbką. (Źródło: IFJ PAN / Paul Scherrer Institut / SwissFEL Alvra)

https://kosmonauta.net/2022/05/nowe-okno-na-swiat-zjawisk-trwajacych-attosekundy/

 

Nowe okno na świat zjawisk trwających attosekundy.jpg

Nowe okno na świat zjawisk trwających attosekundy2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Majowy powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo
2022-05-12.Andrzej
Od ostatnich wieczornych przelotów Międzynarodowej Stacji Kosmicznej minęło 7 tygodni. W końcu po tak długiej przerwie ponownie możemy cieszyć swój wzrok tą popularną wśród miłośników astronomii atrakcją. Połowa maja przyniesie nam ciepłe dni, które w połączeniu z dogodnymi godzinami przelotów stacji (ISS) będą sprzyjać prowadzeniu obserwacji. Wieczorne przeloty stacji (ISS) będziemy mogli podziwiać aż do 29 maja.
Wyobraźmy sobie, że nagle nad naszym domem przelatuje olbrzymi statek kosmiczny, szeroki niczym boisko do piłki nożnej, zbudowany z ogniw słonecznych. Ten niesamowity obiekt pojawia się niemal codziennie na nocnym niebie i możemy obserwować go bez większego wysiłku nieuzbrojonym okiem.

Stacja jest na tyle duża, a jej moduły baterii słonecznych odbijają tyle światła słonecznego, że jest widoczna z Ziemi jako bardzo jasny obiekt poruszający się po niebie z jasnością nawet do -5,8 magnitudo podczas perygeum przy 100% oświetleniu. Przy obecnych danych dostępnych w internecie oraz możliwości śledzenia położenia stacji na żywo jesteśmy w stanie przewidzieć pojawienie się jej na nocnym niebie z dokładnością do kilkunastu sekund.
Poniżej przedstawiamy widoczne przeloty stacji (ISS) na najbliższe dni. Przypominamy również o możliwości śledzenia aktualnego położenia stacji na naszym portalu.
W zależności od naszej lokalizacji, różnica w pojawieniu się stacji (ISS) na niebie może wynieść +/- 5 minut od danych zamieszczonych w tabeli.
Źródło: astronomia24.com, heavens-above.com
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS)
Dane przelotów zostały wygenerowane przez portal heavens-above.com
Stacja (ISS) widoczna w czasie 30 sekundowej ekspozycji.
Autor: NASA/Bill Ingalls
Dane przelotów zostały wygenerowane przez portal heavens-above.com
https://www.astronomia24.com/news.php?readmore=1174

 

Majowy powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo.jpg

Majowy powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo2.jpg

Majowy powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo3.jpg

Majowy powrót Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nad wieczorne polskie niebo4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sonda Cassini ujawniła istnienie wielkich burz pyłowych na Tytanie
Autor: admin (12 Maj, 2022)
Dane pozyskane dzięki sondzie Cassini ujawniły ogromne burze pyłowe w regionach równikowych Tytana. Księżyc Saturna stał się oficjalnie trzecim ciałem niebieskim w Układzie Słonecznym, tuż obok Ziemi i Marsa, na którym zaobserwowano burze pyłowe. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Nature Geoscience.
Dzięki misji kosmicznej sondy Cassini dowiedzieliśmy się, że Tytan jest bardzo aktywnym księżycem, który przypomina naszą planetę bardziej niż się tego spodziewaliśmy. Podobieństwa widać na przykładzie geologii i egzotycznym cyklu węglowodorowym, a teraz dochodzi do tego aktywny cykl pyłowy.
Pogoda na Tytanie zmienia się w zależności od sezonu, podobnie jak na Ziemi. Szczególnie przy równonocy, w regionach tropikalnych mogą tworzyć się masywne chmury, powodując potężne metanowe burze. Sonda Cassini zaobserwowała takie burze podczas kilku przelotów nad powierzchnią tego księżyca.
Zespół astronomów z Paris Diderot University po raz pierwszy zauważył trzy nietypowe pojaśnienia w okolicach równika w zakresie podczerwonym na zdjęciach z 2009 i 2010 roku. Początkowo sądzono, że mogą to być metanowe chmury, lecz na drodze dokładniejszych badań ustalono, że powstanie takich chmur w tym regionie w tym czasie było fizycznie niemożliwe. Tak przynajmniej wynika z dotychczasowej wiedzy na temat powstawania chmur na Tytanie.
Astronomowie ustalili, że te tajemnicze struktury nie znajdują się na powierzchni, a zatem nie są ani zamarzniętym deszczem, ani lodową lawą. Powierzchniowe plamy miałyby inną sygnaturę chemiczną i moglibyśmy je obserwować znacznie dłużej. Tymczasem wskazane na powyższej grafice pojaśnienia były widoczne od 11 godzin do 5 tygodni.
Modelowanie wykazało również, że opisywane struktury znajdowały się w atmosferze, ale blisko powierzchni i prawdopodobnie tworzyły bardzo cienką warstwę drobnych stałych cząsteczek organicznych. Ponieważ znajdowały się tuż nad polami wydmowymi w pobliżu równika, astronomowie uważają, że są to chmury pyłu wzniesionego z wydm.
Dla naukowców nie jest to raczej zaskakujące odkrycie, gdyż przypuszcza się, że sonda Huygens podczas lądowania na Tytanie w styczniu 2005 roku mogła unieść niewielką ilość pyłu organicznego. Jednak obserwacje sondy Cassini wskazują na pojawianie się obłoków na znacznie większą skalę, co badacze tłumaczą wysoką prędkością wiatrów na powierzchni Tytana. Te i inne tajemnice Tytana poznamy podczas przyszłych misji kosmicznych, które organizuje NASA.
Źródło: IPGP/Labex UnivEarthS/University Paris Diderot - C. Epitalon & S. Rodriguez
Źródło: NASA/JPL-Caltech/University of Arizona/University Paris Diderot/IPGP/S. Rodriguez et al. 2018
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/sonda-cassini-ujawnila-istnienie-wielkich-burz-pylowych-na-tytanie

Sonda Cassini ujawniła istnienie wielkich burz pyłowych na Tytanie.jpg

Sonda Cassini ujawniła istnienie wielkich burz pyłowych na Tytanie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Źródłem promieniowania kosmicznego może być starożytna supernowa
Autor: admin (12 Maj, 2022)
Protony o dużej energii, naładowane jądra atomowe i inne cząstki nieustannie bombardują atmosferę Ziemi z kosmosu. Jednak pochodzenie tych tak zwanych promieni kosmicznych pozostaje nieznane. Dotychczas pojawiło się wiele hipotez na ten temat, a ostatnio zaproponowano zupełnie inne podejście do tematu.
 
Według jednej z teorii, naukowcy zaproponowali, aby za źródła promieniowania kosmicznego uznać supernowe. Jednak z wyliczeń wynika, że wersja ta jest potwierdzona przez bardzo ograniczoną ilość dowodów.
 
Ostatnio dokonane analizy widma promieniowania kosmicznego, powodują, że naukowcy byli w stanie ustalić, iż źródłem jednego z typów obserwowanego promieniowania kosmicznego może być supernowa o wieku około dwóch milionów lat, znajdująca się w odległości około 160 bilionów kilometrów od nas.
 
W nowym badaniu, przeprowadzonym pod kierownictwem Michaela Kachelrieß, profesora fizyki z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Trondheim, zwrócono uwagę na niezauważone dotychczas przez naukowców funkcje w widmie promieniowania kosmicznego, które polegają na tym, że od pewnego poziomu energii, znaleziono więcej pozytonów niż oczekiwano zgodnie z obowiązującymi teoriami.
Sygnały te są wciąż identyfikowane i autorzy pracy twierdzą, że możliwe jest zlokalizowanie źródła tajemniczych promieni kosmicznych, którym może być supernowa w naszej galaktyce. Dane te pozwolą również badaczom na potwierdzenie czy aby na pewno całe obserwowane promieniowanie kosmiczne mogło zostać wyprodukowane w jednym zjawisku astrofizycznym.
 
Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Physical Review Letters.
 Źródło: NASA
NASA/DOE/Fermi LAT Collaboration, Chandra X-ray Observatory, ESA Herschel/XMM-Newton

https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/zrodlem-promieniowania-kosmicznego-moze-byc-starozytna-supernowa

Źródłem promieniowania kosmicznego może być starożytna supernowa.jpg

Źródłem promieniowania kosmicznego może być starożytna supernowa2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chiński łazik marsjański wpadł na nowy trop. Jeszcze niedawno na Marsie była woda
2022-05-13. Radek Kosarzycki
O tym, że woda na Marsie istniała i to w dużych ilościach wiadomo od dawna. Jak dotąd jednak naukowcy byli przekonani, że większość z tej wody uciekła w przestrzeń kosmiczną kilka miliardów lat temu, gdy planeta straciła własne pole magnetyczne. Tymczasem pierwszy chiński łazik marsjański mówi: niekoniecznie.
Dotychczas naukowcy uznawali, że ciekła woda zniknęła z powierzchni Marsa ok. 3 miliardów lat temu, po czym nigdy już się tam nie pojawiła. Owszem, do dzisiaj na biegunach Marsa istnieją czapy polarne składające się zarówno z zamarzniętego dwutlenku węgla jak i z lodu wodnego, a pod powierzchnią wciąż znajdują się duże ilości wody w formie stałej, jednak woda w stanie ciekłym w obecnej atmosferze marsjańskiej nie może istnieć.
Chiński łazik marsjański Zhurong, który dotarł na powierzchnię Marsa niemal rok temu wskazuje, że tu i ówdzie na Marsie woda jednak była jeszcze 700 milionów lat temu. Przekonanie to oparte jest na danych obserwacyjnych zebranych za pomocą spektroskopu zainstalowanego na pokładzie łazika, który badał skały znajdujące się w jednym z kraterów uderzeniowych na równinie Utopia Planitia, którą łazik przemierza od 12 miesięcy.
Woda na Marsie była stosunkowo niedawno - odkrył chiński łazik
Podczas przemierzania powierzchni Marsa (łazik przejechał już niemal 2 kilometry od momentu lądowania) Zhurong odkrył uwodnione minerały, które wskazują, że jeszcze 700 mln lat temu były całkowicie zanurzone pod dużym zbiornikiem wody. Informacje tego typu zupełnie zmieniają obraz Marsa stworzony chociażby przez amerykańskie łaziki marsjańskie. Warto jednak zauważyć, że większość amerykańskich łazików lądowała zawsze na terenie dużo starszym niż ten, po którym porusza się Zhurong. Z tego też powodu naukowcy planują teraz ustalić, czy uwodnione minerały wskazujące na obecność wody występują jedynie lokalnie, czy na większym terenie. Informacje tego typu pozwolą określić kiedy woda tak naprawdę zniknęła z powierzchni Marsa i dlaczego.
Powyższe odkrycie dowodzi jednak innego. Niezależnie od tego ile łazików na Marsa dostarczy lider wyścigu kosmicznego, każdy zestaw "robotycznych" oczu jest na miejscu na wagę złota. Zhurong nie tylko jest symbolem rywalizacji na powierzchni Marsa, ale może stanowić doskonałe uzupełnienie dla obecnie przemierzających Marsa łazików Perseverance oraz Curiosity, które może dostarczyć zupełnie nowych informacji dla nich akurat niedostępnych.
Tymczasem wraz z nadchodzącą zimą na północnej półkuli Marsa Zhurong ograniczy w najbliższym czasie swoją aktywność. Jak dotąd łazik spędził na powierzchni Marsa 352 sole (marsjańskie dni). Ze względu na nieco mniejszą ilość energii słonecznej, którą teraz otrzymują codziennie jego panele słoneczne, naukowcy postanowili zmienić kąt nachylenia jego paneli słonecznych, tak aby zbierały możliwie najwięcej energii i jednocześnie obniżył aktywność łazika na tyle, aby poziom energii w jego akumulatorach nie spadł za bardzo.

Porównanie rozmiarów łazika Zhurong i Perseverance
https://spidersweb.pl/2022/05/woda-na-marsie-chinski-lazik-marsjanski.html

Chiński łazik marsjański wpadł na nowy trop. Jeszcze niedawno na Marsie była woda.jpg

Chiński łazik marsjański wpadł na nowy trop. Jeszcze niedawno na Marsie była woda2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzięki spektrografowi NIRSpec kosmiczny teleskop Webba pokaże nam nowy obraz wszechświata
2022-05-13. Redakcja
Zbudowany przez inżynierów Airbusa NIRSpec (spektrograf bliskiej podczerwieni), kluczowy instrument naukowy zainstalowany w kosmicznym teleskopie Jamesa Webba, pomyślnie przeszedł wszystkie testy funkcjonalne, w tym podsystemów i mechanizmów. Znajduje się zatem o krok bliżej do uzyskania pierwszych wyników badań.
Zespół uruchamiający NIRSpec, w tym eksperci Airbusa, przeprowadził testy podczas schładzania teleskopu Webba do temperatur kriogenicznych, umożliwiających jego działanie bez zakłóceń w podczerwieni, które mogłyby wpłynąć na poczynione obserwacje. Temperatura teleskopu zbliża się właśnie do roboczej, ustalonej na około -235 °C (38 K), a pomyślne testy są niezwykle ważnym etapem prowadzącym do pełnego uruchomienia NIRSpec.
„Wyniki uzyskane przez teleskop Webba będą punktem zwrotnym w sposobie, w jaki postrzegamy nasz Wszechświat”, powiedział Jean Marc Nasr, szef Airbus Space Systems. „Nasz wkład w instrumenty NIRSpec i MIRI (Mid-InfraRed Instrument) reprezentuje szczyt technologiczny we współczesnej astronomii. Inżynierowie Airbusa wnoszą do programu tej misji kosmicznej unikalne doświadczenie i będą ważnym uczestnikiem przyszłych odkryć Webba”.
Od czasu wyniesienia teleskopu w kosmos członkowie zespołu z zakładów Airbusa w Monachium i Friedrichshafen stale monitorują przebieg chłodzenia tego pojazdu kosmicznego w Mission Operations Center w Space Telescope Science Institute w Baltimore (Maryland, USA). Kolejna faza procesu rozruchowego potrwa dwa miesiące i obejmie testy wydajności i kalibrację. Rozpocznie się, gdy tylko 18 segmentów głównego lustra teleskopu zostanie wyrównanych i ustawionych w odpowiedniej fazie. Zespół inżynierów Airbusa będzie przez cały czas wspierał również tę fazę weryfikacji. Po potwierdzeniu prawidłowego działania NIRSpec będzie mógł zacząć tworzyć historię wszechświata poprzez swoje obserwacje.
Spektrograf jest tak czuły, że potrafiłby z Ziemi wykryć w podczerwieni sygnaturę zapalonej zapałki na Księżycu. Oczekuje się, że zarejestrowane przez niego zobrazowania w podczerwieni spowodują niesamowite postępy w nauce o kosmosie. Urządzenie pozwoli badać powstawanie pierwszych gwiazd i galaktyk w naszym Wszechświecie, gdy liczył on zaledwie kilkaset milionów lat. NIRSpec będzie również w stanie badać atmosferę egzoplanet, czyli planet krążących wokół gwiazd innych niż nasze Słońce. W szczególności będzie szukał sygnatur istotnych cząsteczek, takich jak woda.
Przy pomocy NIRSpec i MIRI (również zbudowanym przy udziale pracowników Airbusa) teleskop Webba będzie obserwował światło podczerwone w kosmosie z niespotykaną dotąd szczegółowością, umożliwiając cofnięcie się w czasie o 13,5 miliarda lat. Pozwoli to naukowcom zobaczyć pierwsze galaktyki powstałe po Wielkim Wybuchu lub powstawanie układów planetarnych w naszej własnej galaktyce, Drodze Mlecznej. Dlatego teleskop Webba  jest uznawany za wehikuł czasu, który przesunie granice naszej wiedzy, umożliwiając eksplorację Wszechświata w sposób dotychczas nieosiągalny.
https://kosmonauta.net/2022/05/dzieki-spektrografowi-nirspec-kosmiczny-teleskop-webba-pokaze-nam-nowy-obraz-wszechswiata/

Dzięki spektrografowi NIRSpec kosmiczny teleskop Webba pokaże nam nowy obraz wszechświata.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czegoś takiego nie było na naszej planecie od 800 tysięcy lat. Nasze życie może się zmienić w piekło
2022-05-13.
Stężenie dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze wciąż bije kolejne rekordy. Czy cienka czerwona linia została już przekroczona i czy oznacza to katastrofę dla ziemskiego klimatu, a więc również dla nas samych?
Naukowcy poinformowali, że w kwietniu średni poziom dwutlenku węgla na świecie wyniósł 420 cząstek na milion. Dane te uzyskano zliczając średnie stężenie CO2 z 40 stacji pomiarowych, rozsianych po całej kuli ziemskiej. Po raz ostatni miało to miejsce co najmniej 800 tysięcy lat temu.
Wielu naukowców uważa, że takich ilości dwutlenku węgla nie było nawet od 3,5 do 5 milionów lat, a więc od epoki pliocenu, ale wtedy wywołały to czynniki naturalne. Tym razem odpowiedzialna jest za to działalność człowieka, który każdego roku emituje grubo ponad 30 miliardów ton dwutlenku węgla, z czego około 8 ton rocznie każdy Polak.
Zawartość dwutlenku węgla w atmosferze na tle roku zmienia się. Największe jego stężenie notowane jest na wiosnę, ponieważ gaz ten gromadzi się nad północną półkulą po okresie zimowym, gdy nie może być przetwarzany na tlen przez zimującą roślinność. Zaczyna się zmniejszać dopiero w maju. Zatem w marcu i kwietniu osiąga największe stężenie i to właśnie wtedy dokonuje się pomiaru.
Latem, gdy roślinność pochłania ten gaz, jest go znacznie mniej niż w okresie zimowym. Jednak na przestrzeni ostatnich ponad 260 lat wzrosło stężenie nie tylko dwutlenku węgla, lecz również podtlenku azotu (o 20 procent) i metanu (aż o 158 procent).
Dane ze stacji pomiarowych spływają mniej więcej z dwumiesięcznym opóźnieniem, ponieważ dwutlenek węgla z północnej półkuli, gdzie emituje się go najwięcej, musi się zdążyć rozprzestrzenić po całym globie. Dlaczego przekroczenie czerwonej linii na poziomie 400 części na milion jest tak niebezpieczne?
Gwałtowny wzrost stężenia CO2
Od początku ery przemysłowej, czyli mniej więcej od 1750 roku, poziom dwutlenku węgla w atmosferze wzrósł o 40 procent. Jeszcze 25 lat temu stężenie tego gazu wynosiło 280 cząstek na milion. Średni roczny wzrost stężenia wyniósł między 2009 a 2010 rokiem do 2,3 cząstek na milion w porównaniu ze średnią z lat 90. ubiegłego wieku wynoszącą 1,5 cząstek na milion.
Nawet zatrzymanie emisji dwutlenku węgla nie zlikwiduje zmian klimatycznych z roku na rok. Wszystko dlatego, że gazy cieplarniane ulegają rozkładowi na przestrzeni dziesiątek, a nawet setek lat - powiedział Jeremiah Lengoasa, były zastępca sekretarza generalnego Światowej Organizacji Meteorologicznej.
Głównymi sprawcami wzrastającej emisji tych gazów cieplarnianych jest wycinka drzew, które je pochłaniają, a także coraz większa popularność nawozów sztucznych i spalanie paliw kopalnych. Dla porównania emisja CO2 przez wulkany, stanowi zaledwie około 1 procenta emisji pochodzących z działalności ludzkiej.
Dlaczego dwutlenek węgla jest groźny?
Ziemska atmosfera jest tak naprawdę bardzo cienka, tak cienka jak lukier na pączku. Dlatego też wszystkie działania człowieka mają na nią olbrzymi wpływ, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wielki jest to wpływ.
Efekt cieplarniany, który prowadzi do globalnego ocieplenia klimatu powstaje w sposób następujący: promieniowanie słoneczne dociera na Ziemię w postaci fal świetlnych. One podgrzewają powierzchnię planety.

Natomiast część tego promieniowania opuszcza Ziemię w postaci fal podczerwonych. Część tych fal podczerwonych zostaje uwięziona przez ziemską atmosferę. To korzystny proces, gdyż utrzymuje stałą temperaturę na planecie w określonych granicach, przez co nie jest ani za zimno, ani też zbyt ciepło i życie może się rozwijać.
Jednak cały problem tkwi w tym, że ta warstwa atmosfery jest obecnie systematycznie pogrubiana przez zanieczyszczenia, które tam docierają. Głównie jest to wydawałoby się niegroźny dwutlenek węgla, który tak naprawdę jest najbardziej niebezpiecznym gazem cieplarnianym.

Stale powiększająca się ta część atmosfery powoduje, że więcej fal podczerwonych zostaje uwięzionych na Ziemi. Temperatura powoli, ale systematycznie na całym globie podnosi się i to właśnie nazywamy globalnym ociepleniem klimatu.
Aby jemu zapobiec należałoby maksymalnie zmniejszyć emisję zwłaszcza dwutlenku węgla, który produkowany jest najliczniej przez zakłady przemysłowe, ale występuje także w kopalniach, cukrowniach, gorzelniach, wytwórniach win, silosach zbożowych, browarach i studzienkach kanalizacyjnych.
Jeśli ograniczymy jego emisję, to tym samym powstrzymamy zatrzymywanie na Ziemi fal podczerwonych i średnia temperatura na planecie nie będzie już wzrastać tak gwałtownie. Jednak jedynym sposobem jest zamknięcie zakładów przemysłowych, a to dla wielu prężnie rozwijających się krajów byłoby ciosem w samo serce i doprowadziłoby do zapaści gospodarczej, na co rządy tych krajów zgodzić się z oczywistych pobudek nie chcą.
Podpisywane obecnie akty nakazują ograniczenie emisji szkodliwych gazów, ale są one mało rygorystyczne i wciąż w bardzo niewielkim stopniu powodują spowolnienie globalnego ocieplenia. Wielkie nadzieje są wiązane z konferencjami klimatycznymi organizowanymi w grudniu każdego roku. Powstaje wówczas nowy dokument, który w przyszłości ma zastąpić słynny Protokół z Kioto.
Będzie on nakazywać ograniczenie emisji CO2 do poziomu, który zapobiegnie postępowaniu zmian klimatycznych. Póki co radykalne ograniczenie emisji zapowiada jedynie Unia Europejska. Jednak ostateczny sukces zależy od tego, czy zobowiązanie przyjmą także na siebie Amerykanie i Chińczycy, a to już takie pewne nie jest.
Zgodnie z ostatnim naszym zobowiązaniem do 2030 roku zobligowani jesteśmy do ograniczenia emisji CO2 o nie mniej niż 40 procent oraz do wzrostu udziału energii odnawialnej o 27 procent. Jedni mówią, że to cios w serce gospodarki, a inni są zdania, że poniesiemy tylko niewielki koszt w porównaniu ze stratami, jakie może przynieść całkowite rozregulowanie się klimatu i związane z tym susze, powodzie i fale upałów.
Źródło: TwojaPogoda.pl / WMO / NASA.
Fot. Pixabay.

Porównanie zimy i wiosny 2022 w 8K
https://www.youtube.com/watch?v=hzYqQKYjZFM

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-05-13/czegos-takiego-nie-bylo-na-naszej-planecie-od-800-tysiecy-lat-nasze-zycie-moze-sie-zmienic-w-pieklo/

Czegoś takiego nie było na naszej planecie od 800 tysięcy lat. Nasze życie może się zmienić w piekło.jpg

Czegoś takiego nie było na naszej planecie od 800 tysięcy lat. Nasze życie może się zmienić w piekło2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Udało się! Naukowcy po raz pierwszy wyhodowali rośliny na księżycowej glebie

2022-05-13.

Wygląda na to, że poczyniliśmy właśnie ogromny krok w stronę długoterminowego pobytu na Księżycu, bo naukowcy informują, że po raz pierwszy udało im się wyhodować rośliny na księżycowym regolicie. Nie są jeszcze wprawdzie jadalne, ale każdy problem zostanie rozwiązany w swoim czasie.

Księżycowa gleba to nie jest coś, czego mamy na Ziemi pod dostatkiem, więc prowadzenie na niej badań nie jest wcale takie proste. Widzieliśmy już wprawdzie skuteczne próby sadzenia roślin na symulowanej glebie księżycowej, np. przez polskich studentów, którzy wyhodowali rośliny na takim podłożu, wzbogaconym odpowiednimi bakteriami i umieszczonym w module o nazwie SAMPLE 2, ale to nie to samo. W 2019 roku chińska sonda Chang’e 4 zabrała zaś ze sobą w kosmos specjalną miniaturową biosferę i nasiona do wysadzenia na Księżycu, ale efekty jej prac nie przetrwały 24 godzin.

 Czy w księżycowym regolicie można uprawiać rośliny?
Dlatego każdy sukces w zakresie uprawy roślin w księżycowym regolicie - nawet jeśli te nie są jeszcze jadalne - jest na wagę złota i to dosłownie, bo zaopatrywanie przyszłej kolonii w jedzenie z Ziemi to bardzo droga sprawa. Jeśli więc tylko ta “kosmiczna" okaże się zdatna do uprawy, z pewnością znajdzie się w centrum zainteresowania, podobnie jak wyniki nowych badań, które sugerują, że tak właśnie jest.
Zespół naukowców, na czele którego stoją Anna-Lisa Paul i Rob Ferl z University of Florida, od 11 lat prowadził badania na księżycowym regolicie, mając do dyspozycji glebę pobraną w czasie misji Apollo 11, 12 i 17, a mówiąc konkretniej... zaledwie 12 gramów tej gleby wypożyczonej od NASA. Okazuje się jednak, że to wystarczająco, by wyhodować sobie mały ogródek.

 Gleba księżycowa została podzielona na 1-gramowe porcje, umieszczona w miniaturowych doniczkach wielkości naparstka i zasilona odżywczym roztworem. Następnie w każdej znalazły się nasiona rzodkiewnika pospolitego, czyli gatunku modelowego w botanice (zupełnie jak myszy i muszka owocowa w przypadku badań człowieka), charakteryzującego się szeregiem specyficznych cech, którego niewielkie rozmiary i odporność pozwalają na uprawę w ogromnych ilościach w warunkach laboratoryjnych.
Równolegle badacze prowadzili też badania z udziałem nasion rzodkiewnika w symulowanej glebie księżycowej, symulowanej glebie marsjańskiej i różnych glebach ziemskich. I chociaż nie nastawiali się na wiele, to szybko okazało się, że niemal wszystkie nasiona zasadzone w księżycowym regolicie wykiełkowały.
Byliśmy zadziwieni. Nie spodziewaliśmy się tego. To pokazuje, że kosmiczna gleba nie wchodzi w interakcję z hormonami i sygnałami zaangażowanymi w kiełkowanie roślin
tłumaczą.

 
Nie wszystko poszło jednak gładko, bo rośliny w regolicie z naszego satelity rosną wolniej, a do tego przejawiają sygnały obcowania z czynnikami stresowymi, które są typowe dla  soli czy metali w glebie. Udało się też zaobserwować bardzo ciekawą rzecz, a mianowicie rośliny uprawiane w bardziej dojrzałej glebie, tj. wystawionej na silne działanie kosmicznego wiatru, wykazywały więcej sygnałów stresu, co oznacza, że podczas przyszłych upraw będzie miało znaczenie w jakiej warstwie gleby następuje sadzenie i w jakiej części Księżyca.
Naukowcy zastanawiają się też, jaki wpływ na sam regolit będzie miało uprawianie w nim roślin i to właśnie na tym skupią się w kolejnych badaniach. Mówiąc krótko, przed nami jeszcze wiele pracy zanim będziemy w stanie uprawiać, a następnie spożywać rośliny z księżycowej gleby, ale jedno wiemy na pewno - jest ona w stanie wydawać plony.
Uprawa roślin w księżycowej glebie jest możliwa - są dowody! /123RF/PICSEL

 INTERIA

https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-udalo-sie-naukowcy-po-raz-pierwszy-wyhodowali-rosliny-na-ksi,nId,6021728

Udało się wyhodować rośliny w księżycowym regolicie. Łatwo jednak nie będzie.jpg

Udało się wyhodować rośliny w księżycowym regolicie. Łatwo jednak nie będzie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Prezes Creotech: spoglądamy na kraje rozwijające się. Jesteśmy w stanie zapewnić im niezależność [WYWIAD]
2022-05-13. Kacper Bakuła
„Patrzymy w kierunku krajów, które bardzo szybko się rozwijają, z rynków wschodzących. Widzimy się jako partner alternatywny wobec krajów tj. USA, Chiny. (...) Dzięki platformie HyperSat jesteśmy w stanie zapewnić państwom wschodzącym niezależność" - powiedział w rozmowie ze Space24.pl prezes zarządu Creotech Instruments Grzegorz Brona. Podkreślił także, że ostatnie dziesięć lat funkcjonowania spółki, tj. od momentu jej reorganizacji, przyniosły duży rozwój, dzięki czemu Creotech stał się jednym z najważniejszych graczy polskiego sektora kosmicznego. Dr hab. Brona poruszył kwestię współpracy z podmiotami międzynarodowymi, wskazując m.in. na Europejską Agencję kosmiczną, zauważając przy tym, że „bez odpowiedniej składki do ESA polskie firmy nie mogą liczyć na większe projekty".
Kacper Bakuła: W 2012 roku doszło do przekształcenia Creotech Instruments w spółkę akcyjną. Jak Pan postrzega ostatnie dziesięciolecie jej funkcjonowania?
Dr hab. Grzegorz Brona: Rok 2012 był bardzo ważnym momentem, nie tylko dla samej spółki, ale też dla całego polskiego sektora kosmicznego. Istotne było wejście Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej, czemu bacznie się przyglądaliśmy i uczestniczyliśmy w tym od samego początku. Zbieżność terminu reorganizacji spółki i wejścia Polski do ESA pozwoliła nam wykorzystać szansę, gdyż w 2012 r. rodzimy sektor kosmiczny był niewielki. Wtedy podjęliśmy w Creotech Instruments decyzję o wejściu w tę branżę. Firma zatrudniała wówczas zaledwie kilka osób. Obecnie, po dziesięciu latach obserwujemy kilkanaście, może kilkadziesiąt firm, które poważnie myślą o działalności w tym sektorze.
Początki były trudne?
Dokładnie, były trudne, ale mieliśmy sprzyjający temu czas. W momencie przystąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej, przedstawiciele z ESA poszukiwali partnerów do współpracy. I udało im się trafić do takich „szaleńców" jak my. Dzięki temu już w 2013 r. rozpoczęliśmy nasz pierwszy projekt dla ESA, który polegał na produkcji komponentów elektroniki dla misji ASIM. Pierwsze dwa, trzy lata istnienia Creotech to bliższa współpraca z agencją. Odbyliśmy wiele wspólnych spotkań i udało się uzyskać duży kredyt zaufania ze strony ESA. A pierwsze kontrakty pozwoliły nam zaistnieć na mapie spółek europejskich, w roli przedstawiciela naszego kraju.
Pierwszy etap rozwoju i współpracy z ESA zakończył się w 2014 r. Wtedy dostrzegła nas Agencja Rozwoju Przemysłu, która też zaczęła spoglądać na sektor kosmiczny, jako perspektywiczny i mający coraz większe znaczenie dla dorobku technologicznego Polski. ARP zainwestowało w nas, dzięki czemu udało się rozbudować zaplecze produkcyjne spółki, stworzyć pierwsze clean roomy i wyposażyć je w system linii produkcyjnej. Mieliśmy również możliwość zainwestować w ludzi, których wysłaliśmy za granicę, gdzie zdobywali wiedzę i przede wszystkim doświadczenie. W ten sposób zostaliśmy nie tylko odtwórcą dla ESA, czyli monterem komponentów elektronicznych, ale pozyskaliśmy także pierwsze kontrakty na projektowanie systemów kosmicznych, w szczególności dla misji OPS-SAT i PROBA 3. Ta pierwsza misja już trwa, a druga rozpocznie się w przyszłym roku.
Następnie przyszedł rok 2016, kiedy zainteresowaliśmy się przetwarzaniem danych satelitarnych. Udało się nam wejść w kooperację ze spółką CloudFerro – wspólnie zarządzamy repozytorium Copernicus, który to przekształcił się w projekt CreoDIAS.
Kolejny przełom nastąpił rok później. Stwierdziliśmy, że pora zastanowić się nad tym, czym chcielibyśmy się docelowo zajmować. Zebraliśmy wszystkie nasze kompetencje i uznaliśmy, że te pasują idealnie do stania się polskim integratorem systemów kosmicznych. W 2017 r. pozyskaliśmy pierwszy projekt w ramach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na rozwój systemu satelitarnego HyperSat. Od tej pory to jest nasz wiodący produkt, który zgodnie z planem w 2023/2024 r. ma trafić w przestrzeń kosmiczną.
Równolegle do tych zmian technologicznych i rozwoju postępowało poszukiwanie środków finansowych. W 2014 r. pozyskaliśmy z ARP środki, stając się spółką częściowo prywatną a częściowo państwową. Rok temu pojawiliśmy się na Giełdzie Papierów Wartościowych, na rynku NewConnect, co dało nam kolejny impuls do przeskalowania własnych sił i rozbudowy zaplecza produkcyjnego.
Kolejny etap rozwoju spółki dokonuje się właśnie w tym roku. Planujemy przeniesienie akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie, który poprzedzony będzie publiczną emisją akcji.
Jakie warto wymienić trzy najważniejsze wydarzenia dla spółki, które miały miejsce w ostatnim dziesięcioleciu?
Pierwszym momentem przełomowym było pozyskanie kontraktu na realizację ASIM w 2013 r., we współpracy z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Była to umowa na produkcję komponentów elektroniki, które poleciały na ISS w ramach misji ASIM. Ten lot został wykonany w 2018 r. Pracując przez wiele lat nad tym pierwszym, niewielkim kontraktem otrzymaliśmy impuls, który pozwolił nam uwierzyć, że potrafimy działać w tej branży i realizować indywidualne zamówienia, wsłuchując się w potrzeby zleceniodawcy.
Kolejnym ważnym momentem było pozyskanie funduszy z różnych kierunków na dalszy rozwój firmy. Praktycznie od początku, tj. od 2012 roku poszukiwaliśmy prywatnych pieniędzy. Dwa lata później udało nam się uzyskać zaufanie ze strony Agencji Rozwoju Przemysłu, która uwierzyła w to, co robimy i w nas zainwestowała. Uważam, że gdyby nie te wydarzenia 2014 roku, kiedy to doszło do przeorganizowania spółki, to prawdopodobnie zajmowalibyśmy się znacznie prostszymi zleceniami, niż działalność w sektorze kosmicznym.
Trzecim istotnym wydarzeniem godnym uwagi było wybranie w 2017 roku ścieżki integratora systemów satelitarnych.
Jak kształtuje się współpraca Creotech Instruments z podmiotami międzynarodowymi, w szczególności z partnerami z kontynentu południowoamerykańskiego tj. z Chile i Argentyny.
Na polu europejskim patrzymy szerzej. ESA jest jednym z partnerów spółki, natomiast spoglądamy też na Komisję Europejską, z którą obecnie prowadzimy rozmowy. KE chce się uniezależnić od wielkich graczy tj. Stany Zjednoczone i Chiny. Stara się więc inwestować we własne technologie kosmiczne, a także przejawia ambicje, by stać się niezależnym partnerem technologicznym. Unia Europejska to coś więcej niż ESA – m.in. wspomniana KE, jak i EUSPA (European Union Agency for the Space Programme, dawniej GSA - European GNSS Agency).
Ponadto staramy się eksplorować kierunek prywatny. Blisko współpracujemy z ICEYE, z kilkoma innymi podmiotami z UE, jak i Wielkiej Brytanii. Chcemy w znacznej mierze skupiać się na rynku całkowicie komercyjnym, międzynarodowym, a w mniejszej części na ESA.
Wychodząc dalej, patrzymy w kierunku krajów, które bardzo szybko się rozwijają, z rynków wschodzących. Widzimy się jako partner alternatywny do krajów, tj. USA, Chiny, dla tych państw, które nie chcą się uzależnić technologicznie od wielkich mocarstw.
Chile jest szczególnie istotne dla nas, gdyż tam znajduje się Europejskie Obserwatorium Południowe, czyli podmiot dla nas ważny, z którym powoli wiążemy nadzieje i już zaczynamy z nimi współpracować - mam na myśli pozyskanie pierwszych kontraktów w najbliższych latach. Podobna sytuacja prezentuje się z Argentyną, która to dysponuje systemami radioteleskopów. Trzeba je synchronizować a Creotech Instruments posiada produkt w postaci przełącznika White Rabbit. Służy on do synchronizacji czasu w dużych systemach rozproszonych.
Czy są jakieś elementy łączące polski i południowoamerykański sektor kosmiczny?
Obecnie w każdym miejscu na świecie obserwujemy duży „szał" na dane satelitarne. Wiele państw, w tym rozwijających się, spogląda na możliwości wykorzystania danych satelitarnych. Kraje, tj. Chile bądź Argentyna zastanawiają się, w jaki sposób można umieścić „coś" w przestrzeni kosmicznej i to w sposób tani, dobry oraz skuteczny. Stąd też ich zainteresowanie małymi satelitami, czy konstelacjami.
Czy poza Amerykę Południową Creotech planuje rozszerzyć swą działalność?
Rozmawiamy z partnerami w Azji Południowo-Wschodniej. Niedawno podpisaliśmy umowę z podmiotami w Malezji dot. wymiany informacji i uczestnictwa we wspólnych programach. Spoglądamy też na kraje afrykańskie. Na pewno będziemy zwiększać swoją obecność międzynarodową, szczególnie po roku 2023, kiedy to planujemy pokazać, jak działa nasza platforma HyperSat.
Jakie spółka może wyciągnąć wnioski ws. współpracy międzynarodowej?
Przede wszystkim nie wolno się uzależniać od jednego podmiotu, np. ESA, która co prawda jest fantastycznym partnerem, bo można się od nich sporo nauczyć i bardzo dużo wnosi do rozwoju naszej firmy. Warto jednak patrzeć w innych kierunkach, tj. krajów Unii Europejskiej, czy Europejskiego Funduszu Obronnego, który aktualnie powstaje. UE będzie dążyć do wydania środków pieniężnych na niezależność Europy, chcąc nawiązać współpracę z małymi europejskimi spółkami. A takich dużo nie ma.
W bieżącym roku obchodzimy dziesięć lat funkcjonowania Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. W związku z tym chciałbym zapytać o to jak spółka postrzega współpracę ze ZPSK i innymi podmiotami działającymi w polskim sektorze kosmicznym.
Bardzo szeroko współpracujemy z firmami z polskiego sektora kosmicznego. Właściwie większość naszych projektów to projekty konsorcjalne. Wciągamy spółki, instytucje naukowe z sektora do współpracy, od CBK, po Scanway, SpaceForest, przez ITWL, WAT i PCO. To są podmioty, z którymi współpracujemy po to, żeby stworzyć polską myśl technologiczną związaną z satelitami. Jesteśmy bardzo mocno otwarci na współpracę. Oczywiście konkurencja, jak na każdym rynku, istnieje.
Dla nas przede wszystkim najważniejszy jest kierunek zagraniczny. Zdajemy sobie sprawę z tego, że pieniędzy w Polsce nigdy nie będzie wystarczająco, żeby wszystkich zadowolić i zbudować potencjał w sektorze. Musimy patrzeć znacznie szerzej, tam gdzie jest nasza konkurencja zagraniczna. Jesteśmy zainteresowani, żeby walczyć z nią wspólnie z polskimi firmami, które z nami współpracują.
Myślę, że w chwili obecnej polski sektor kosmiczny dojrzał. Firmy, które w tej chwili istnieją i wchodzą w skład Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego stanowią docelowy skład tej branży. Będą funkcjonowały przez najbliższe dziesięciolecie.
Jak wygląda współpraca z podmiotami rządowymi, publicznymi? Jak ważne jest wsparcie rządu dla firm w sektorze?
Bez odpowiedniej składki do ESA polskie firmy nie mogą liczyć na większe projekty. Głównym zadaniem rządu jest skoordynowanie spraw związanych z ESA, szczególnie pod kątem zbliżającej się Rady Ministerialnej. Widzimy tu ruchy, które będą zmierzały ku zwiększeniu składki do ESA. Mam nadzieję, że tak się stanie. Będziemy jako Creotech mocno się temu przyglądali. Jednakże nie przywiązujemy do tego większej wagi, gdyż i tak szukamy partnerów na rynku zagranicznym. ESA dalej będzie dla nas ważnym partnerem, ale nie najważniejszym.
Innym obszarem rządu są zamówienia publiczne, w szczególności związane z wojskiem, które mają lekkie opóźnienie. Pierwsze idee wysłania satelitów obserwacyjnych pojawiły się w 2008 roku i od tej pory dużo się nie zmieniło. Wciąż nie wiadomo, jak miałoby wyglądać włączenie polskich podmiotów w tego typu projekty. Dzięki uczestnictwu w programie PIAST bierzemy udział w projekcie na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Liczymy jednak na większe projekty, w których moglibyśmy uczestniczyć.
Jeżeli chodzi o inne formy wsparcia, to w różnych miejscach istnieje taka pomoc. Jest ona jednak rozproszona. Cały czas czekamy też na Krajowy Program Kosmiczny, który nie został jeszcze uchwalony.
Jak firma wykorzystuje potencjał młodych ludzi, absolwentów uczelni technicznych?
Sytuacja jest rzeczywiście trudna. Jesteśmy w momencie rozwoju Polski, gdzie poziom bezrobocia jest bardzo niski, a młodzi ludzie o wysokich kwalifikacjach są bardzo szybko wyłapywani przez rynek konkurencyjny - mogą pracować przy projektach kosmicznych lub w innych atrakcyjnych branżach. W tej chwili walczymy o ludzi, nie tylko finansowymi narzędziami i nie tylko warunkami pracy, ale przede wszystkim oferując im ambitne projekty, czyli to, co się podoba młodym ludziom. Próbujemy wyłapywać z rynku „perełki" z różnych uczelni, nie tylko warszawskich, ale też spoza stolicy i kraju – jak np. z Hiszpanii. Cały czas poszukujemy młodych pracowników, tym bardziej, że Creotech Instruments szybko rośnie - w tej chwili zatrudniamy ok. 160 osób. Jest to dwukrotny wzrost w ciągu ostatnich dwóch lat.
Wracając do programu PIAST chciałbym zapytać o to, czy Creotech podejmie jeszcze jakieś działania dla klienta, czyli resortu obrony narodowej? Jakie wnioski można wyciągnąć na podstawie współpracy z nim?
PIAST jest projektem technologicznym, który ma dwa cele. Po pierwsze - ma dostarczyć dla Sił Zbrojnych RP nanosatelity o masie rzędu 10 kg, które będą bazować na tworzonej przez nas platformie satelitarnej HyperSat. Program ma zakończyć się pozyskaniem zobrazowań satelitarnych.
Drugi cel to wypracowanie odpowiedniego sposobu współpracy partnerskiej, ważny zarówno dla MON, jak i konsorcjantów. Chodzi tu przede wszystkim o gotowość do większych projektów, które w przyszłości możemy zrealizować. Dla mnie ten cel jest ważny, gdyż pozwala na przygotowanie odpowiednich kadr, procedur i sprawdzenia się w projekcie przez wszystkich partnerów. Liczymy na to, że program PIAST jest jedynie projektem pilotażowym dla większych zamówień ze strony resortu obrony.
Czy poza EagleEye, UVSat i konstelacją PIAST można mówić o innych projektach z wykorzystaniem platformy HyperSat?
Ideą Creotech Instruments jest stworzenie platformy - uniwersalnego nośnika dla misji satelitarnych o masie między 10 a 60 kg. Stąd wynika możliwość uczestnictwa w szeregu różnych projektów. Przy większych przedsięwzięciach musimy sięgnąć po know-how zagraniczny, ale z powodzeniem możemy realizować to wszystko, co się mieści w powyższym przedziale. Jest w Polsce dużo firm, które mogą dostarczyć podsystemy, a my możemy je zintegrować w ramach wspólnej, uniwersalnej platformy.
Poza programami PIAST i EagleEye spoglądamy w projekt UVSat, który jeszcze nie zdobył finansowania, jak i inne projekty – o nich prędzej, czy później jeszcze usłyszymy. Dodatkowo od ubiegłego roku pracujemy razem z Scanway, Blue Dot Solutions nad konceptem satelity obserwacyjnego, którego studium realizowane było dla Polskiej Agencji Kosmicznej.
Jakim zainteresowaniem za granicą cieszy się opracowywana platforma HyperSat?
Musimy to podzielić na rynek unijny i poza unijny. W UE jesteśmy szczęściarzami, z powodu małej liczby firm, które byłyby zainteresowane niewielkimi satelitami i platformami. Duże podmioty, takie jak Thales bądź Airbus nie są zainteresowane małymi urządzeniami. Są także firmy jak ICEYE, które skupiają się na czymś innym niż dostarczanie platform satelitarnych. W mojej opinii w UE nie ma takich firm, będących blisko posiadania własnej platformy.
Obecnie naszym celem jest również rynek poza unijny. W ramach emisji akcji mamy zamiar zebrać kapitał na otwarcie przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych. Widzimy, że tam również jest zapotrzebowanie na niewielkie platformy satelitarne. W USA funkcjonuje bardzo dużo firm, które dostarczają nanosatelity, ale wciąż jest mało podmiotów, które oferują platformy dla urządzeń o masie powyżej dziesięciu kilogramów. My mamy już takie rozwiązanie i jest ono gotowe – niebawem startuje pierwszy satelita oparty na platformie HyperSat.
Jest jeszcze trzeci kierunek – kraje rozwijające się. Tak jak mówiłem, państwa te szukają partnera niezwiązanego z USA i Chinami. My, dzięki platformie HyperSat, jesteśmy w stanie zapewnić państwom wschodzącym niezależność. Argentyna i Chile, lub kraje z dalekiej Azji – to jest ten obszar, który eksplorujemy. Jesteśmy przekonani, że w 2023/2024 roku będziemy w stanie „położyć" na stole działającego, sprawdzonego satelitę i powiedzieć, że możemy wykonać dowolną platformę satelitarną dla systemu do 60 kg.
W jakiej pespektywie czasowej mówimy o otwarciu zagranicznych przedstawicielstw?
Mamy tu na myśli rok 2023/2024. Naszym celem jest otworzenie trzech przedstawicielstw – jedno przy KE w Brukseli, jedno w USA i ostatnie w Azji.
Jak wygląda działalność Creotech Instruments poza przemysłem kosmicznym? Mam na myśli specjalistyczne urządzenia dla użytkowników pokroju wojska, służb.
Creotech Instruments od początku stawia na stabilność. Staramy się iść stabilną ścieżką, stąd rokrocznie wzrastają nasze obroty, co jest rzadkością na rynku kosmicznym. Większość spółek, które działają bardzo ambitnie wykazują straty. My poszliśmy także w inne technologie – naziemne, aby zapewnić sobie tą stabilność.
Jesteśmy obecni na rynku komputerów kwantowych – produkujemy do nich urządzenia kontrolno-pomiarowe. W tej kwestii dotarliśmy do kilkudziesięciu odbiorców na całym świecie, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Wielkiej Brytanii oraz krajach europejskich.
Drugim obszarem, w którym budujemy naszą stabilność to produkcja kontraktowa. Metody, które wdrożyliśmy w ramach współpracy z ESA, mogą być alokowane na innych rynkach, związanych z zaawansowaną elektroniką wysokiej jakości. Nie idziemy w produkcję masową, lecz w bardzo specjalistyczne systemy o niższej skali i wyższej złożoności.
Jeśli chodzi o tworzenie systemów dla służb i wojska to obecnie robimy koncesję, aby móc samemu produkować i składować takie systemy. Jesteśmy na dobrej ścieżce, żeby zamknąć ten proces do końca tego roku. Dodatkowo rozwijamy intensywnie obszar systemów dla bezzałogowych statków powietrznych. Dział odpowiedzialny za ich wytwarzanie jest najmłodszym działem w spółce. Naszymi użytkownikami i partnerami jest Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, czy Urząd Lotnictwa Cywilnego.
Minął rok funkcjonowania na rynku NewConnect. Co dało wejście spółki w ten rynek i jakie wnioski firma wyciągnęła?
NewConnect daje firmie olbrzymie możliwości, ale wymaga równolegle odpowiednich zmian związanych z raportowaniem, opanowania licznych procesów administracyjnych i decyzyjnych, które jako spółka wprowadziliśmy. Musieliśmy się nauczyć nowych procedur i je przepracować wewnętrznie. Traktujemy to, jako proces przygotowania przed wejściem na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych.
Z drugiej strony rynek NewConnect pozwolił nam na przebudowanie działu produkcji i sprzedaży oraz na kontynuację prac badawczych. Wejście na parkiet GPW, na którym planujemy zadebiutować w połowie tego roku, pozwoli przekształcić wiele procesów w spółce, tak aby zrobić z niej „dobrze działającą maszynę". Dzięki pieniądzom pozyskanym z GPW mamy zamiar rozbudować zaplecze produkcyjne i przetestować naszą technologię w przestrzeni kosmicznej, a następnie rozpocząć lokowanie naszych produktów w większych i istotniejszych kontraktach międzynarodowych.
Jak wyglądają plany działania spółki w najbliższej dekadzie?
Od 2023/2024 planujemy dostarczać platformy satelitarne. Aby to zrobić musimy mieć już opanowaną technologię, która zostanie sprawdzona w przyszłym roku. W 2025 roku chcielibyśmy powiedzieć, że jesteśmy w stanie integrować około 20 satelitów rocznie. Mamy w planach wejście do kilku międzynarodowych konstelacji jako dostawca platformy oraz narzędzi. W przypadku komputerów kwantowych mamy zamiar dostarczać narzędzia, dzięki którym możliwe będzie szybsze, lepsze i tańsze skompletowanie takiego urządzenia. Podobnie na rynku dronowym: nie chcemy oferować usługi przelotu bezzałogowców - planujemy dostarczać narzędzia, które innym firmom pozwolą oferować usługi.
Widzimy siebie jako firma, która dostarcza narzędzia. Wiemy, że na każdym rynku jest konkurencja, a najlepiej zarabia ten, który sprzedaje tzw. uzbrojenie, czyli właśnie narzędzia.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Fot. Creotech Instruments

Fot. Creotech Instruments

Fot. Creotech Instruments

dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech instruments
Fot. Creotech Instruments

SPACE24
https://space24.pl/przemysl/sektor-krajowy/prezes-creotech-spogladamy-na-kraje-rozwijajace-sie

Prezes Creotech spoglądamy na kraje rozwijające się. Jesteśmy w stanie zapewnić im niezależność [WYWIAD].jpg

Prezes Creotech spoglądamy na kraje rozwijające się. Jesteśmy w stanie zapewnić im niezależność [WYWIAD]2.jpg

Prezes Creotech spoglądamy na kraje rozwijające się. Jesteśmy w stanie zapewnić im niezależność [WYWIAD]3.jpg

Prezes Creotech spoglądamy na kraje rozwijające się. Jesteśmy w stanie zapewnić im niezależność [WYWIAD]4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tak Teleskop Horyzontu Zdarzeń zrobił zdjęcie naszej czarnej dziury. Zwykły teleskop nie dałby rady
2022-05-13. Radek Kosarzycki
Po latach pracy zespołu składającego się z ponad 350 naukowców w czwartek opublikowano pierwsze zdjęcie przedstawiające supermasywną czarną dziurę Sagittarius A* w centrum Drogi Mlecznej.
To absolutnie przełomowe osiągnięcie. Jakby nie patrzeć po raz pierwszy udało się udowodnić, że to, wokół czego krążą setki miliardów gwiazd i planet w Drodze Mlecznej, to nic innego, jak czarna dziura Sagittarius A*. Dane obserwacyjne dotyczące chociażby rozmiarów obiektu dokładnie zgadzają się z opracowanymi wcześniej modelami opisującymi niezwykle masywny obiekt w sercu naszej galaktyki.
Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że wiele osób poczuło się rozczarowanych opublikowanym przez naukowców zdjęciem czarnej dziury Sagittarius A*. Widać na nim jedynie niewyraźny zarys jakiegoś świetlnego okręgu, przez co dla niewprawnego oka może się wydawać, że mamy do czynienia z poruszonym zdjęciem jakiegoś bliżej nieokreślonego obiektu. Aby zrozumieć, jak potężne jest to osiągnięcie, trzeba jednak zrozumieć jak Teleskop Horyzontu Zdarzeń obserwuje wszechświat.
EHT - Teleskop Horyzontu Zdarzeń. Jak to działa?
Przede wszystkim nie mamy tutaj do czynienia z klasycznym teleskopem rejestrującym promieniowanie widzialne. Teleskop Horyzontu Zdarzeń to sieć anten radiowych rozsianych po całym świecie, które obserwują ten sam obiekt w przestrzeni kosmicznej jednocześnie. W trakcie trwającej kilka godzin na raz sesji obserwacyjnej wszystkie biorące udział w badaniach anteny radiowe spoglądały w kierunku gwiazdozbioru Strzelca, starając się zarejestrować fale radiowe emitowane przez tajemnicze źródło w centrum naszej galaktyki. Najbardziej oddalone od siebie radioteleskopy sieci w trakcie obserwacji dzieliło blisko 10 000 kilometrów.
Zwykły teleskop by się tutaj do niczego nie przydał. Jakby nie patrzeć czarnej dziury nie widać, wszak sama nie emituje absolutnie żadnego promieniowania. Wszelkie światło, które wpada do czarnej dziury, nigdy z niej nie wychodzi, więc mamy do czynienia z absolutną czernią.
Na szczęście pole grawitacyjne czarnej dziury, której masa w tym przypadku jest cztery miliony razy większa od masy Słońca, ma olbrzymi wpływ na krążącą wokół niej materię. Wszelki pył i gaz zbliżający się do czarnej dziury przyspiesza do olbrzymich prędkości i formuje swoisty gęsty dysk materii, tzw. dysk akrecyjny, w którym trąc o siebie materia rozgrzewa się do potężnych temperatur i sama zaczyna emitować promieniowanie na określonych częstotliwościach radiowych, w zakresie fal milimetrowych. I to już na zdjęciu da się uchwycić, świecącą, rozgrzaną materię na chwilę przed tym jak wpadnie za horyzont zdarzeń. Na zdjęciu natomiast da się uchwycić niejako cień czarnej dziury widoczny na tle tego rozgrzanego gazu i pyłu.
Radioteleskopy tworzące Teleskop Horyzontu Zdarzeń można porównać do anten satelitarnych, które jeszcze kilka lat temu jak grzyby wyrastały na ścianach bloków mieszkalnych. Zważając jednak na to, że chcemy zobaczyć co się dzieje w otoczeniu obiektu zaledwie 10 razy większego od Słońca, ale oddalonego od nas o 27 000 lat świetlnych, antena musi być znacznie większa od anteny satelitarnej. Najlepiej jakby miała rozmiary całej Ziemi.
Oczywiście jak na razie nie jesteśmy w stanie zbudować jednego radioteleskopu o takich rozmiarach i raczej przez setki czy tysiące lat jeszcze nie będziemy wiedzieli jak to zrobić. Na szczęście jednak naukowcy mają pewien wytrych w zanadrzu.
Okazuje się bowiem, że nie trzeba mieć całej czaszy takiego teleskopu, a jedynie jej fragmenty. Takimi fragmentami mogą być znacznie mniejsze pojedyncze radioteleskopy rozstawione na dużej powierzchni, np. powierzchni całej Ziemi. Instrumenty takie połączone w sieć tworzą swego rodzaju jeden duży, wirtualny teleskop, tzw. interferometr.
W przypadku EHT wykorzystano technikę tzw. interferometrii wielkobazowej (VLBI, ang. very long baseline interferometry). W tym przypadku teleskopy stojące na różnych kontynentach obserwują jednocześnie ten sam obiekt w przestrzeni kosmicznej jednocześnie bardzo precyzyjnie rejestrując - najczęściej za pomocą zegara atomowego - dokładny czas obserwacji. Dopiero po zakończeniu takich obserwacji dane ze wszystkich instrumentów są ze sobą korelowane czasowo i pozwalają stworzyć jednorodny obraz obserwowanego obiektu.
Meet Sgr A*: Zooming into the black hole at the centre of our galaxy
https://www.youtube.com/watch?v=Zml0dZCjaFw

EHT, a planet-scale array
https://www.youtube.com/watch?v=u0dmrsmjDEI

Pierwsze zdjęcie supermasywnej czarnej dziury Sagittarius A* w centrum Drogi Mlecznej

https://spidersweb.pl/2022/05/zdjecie-czarnej-dziury-jak-dziala-teleskop-horyzontu-zdarzen.html

Tak Teleskop Horyzontu Zdarzeń zrobił zdjęcie naszej czarnej dziury. Zwykły teleskop nie dałby rady.jpg

Tak Teleskop Horyzontu Zdarzeń zrobił zdjęcie naszej czarnej dziury. Zwykły teleskop nie dałby rady2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie, tego zdjęcia czarnej dziury jeszcze nie było. Sgr A* to nie M87*
2022-05-13. Radek Kosarzycki
W licznych komentarzach po wczorajszej konferencji, na której przedstawiono zdjęcie supermasywnej czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej, co i rusz przewijało się zdanie "to zdjęcie to lata już po sieci od kilku lat, nic nowego". Faktycznie, na pierwszy rzut oka można pomylić zdjęcie czarnej dziury w naszej galaktyce ze zdjęciem czarnej dziury w galaktyce M87 opublikowany w 2019 roku.
Wbrew pozorom jednak patrząc na te dwa podobne do siebie zdjęcia (poniżej), widzimy dwa drastycznie inne obiekty, które stawiały przed naukowcami zupełnie inne wyzwania i możliwości.
Zdjęcie po lewej stronie przedstawia otoczenie supermasywnej czarnej dziury znajdującej się w centrum galaktyki Virgo A znanej także pod oznaczeniem M87. Zdjęcie po prawej stronie to otoczenie supermasywnej czarnej dziury w centrum naszej galaktyki Drogi Mlecznej.
Na pierwszy rzut oka obie czarne dziury wyglądają bardzo podobnie. Zwróćmy jednak uwagę, że M87* znajduje się 55 milionów lat świetlnych od nas, a Sgr A* zaledwie 25 800 lat od nas, czyli niemal dwa tysiące razy bliżej.
Jakim cudem zatem na obu zdjęciach widzimy ten sam poziom szczegółowości? Przede wszystkim, czarna dziura w centrum galaktyki M87 jest dalej, ale jednocześnie jest wielokrotnie większa od tej, która znajduje się w naszej galaktyce.
Sagittarius A* (Sgr A*), czyli „nasza” czarna dziura ma masę 4 miliony razy większą od masy Słońca. Promień jej horyzontu zdarzeń wynosi 6 mln km. M87* z kolei to czarna dziura o zawrotnej masie 6,5 miliarda mas Słońca. Promień jej horyzontu zdarzeń to z kolei 19 miliardów kilometrów.
Sgr A* vs nie M87*. Porównanie supermasywnych czarnych dziur
Jeszcze raz, aby bardziej było widać różnicę między obiema czarnymi dziurami:
Sgr A* 4 000 000 mas Słońca 6 000 000 km
M87* 6 500 000 000 mas Słońca 19 000 000 000 km
Z tego też powodu mimo znacznie większej odległości wciąż jesteśmy w stanie dostrzec otoczenie czarnej dziury w M87. To dokładnie tak samo jak z rozmiarami Księżyca i Słońca. Słońce ma 1,3 mln km średnicy, Księżyc zaledwie 3475 km średnicy. Mimo to ze względu na to, że Słońce znajduje się 450 razy dalej niż Księżyc, podczas zaćmienia Słońca zajmują one na niebie dokładnie taką samą powierzchnię.
Czarna dziura M87* stanowi środek tzw. aktywnego jądra galaktycznego. To znaczy, że otoczona jest ona przez potężnych rozmiarów dysk pyłowo-gazowy, który stopniowo pożerany jest przez czarną dziurę. Tarcie między cząsteczkami tego pyłu i gazu poruszającego się z ogromną prędkością wokół czarnej dziury sprawia, że owa materia niezwykle jasno świeci, co też widać na zdjęciu obok.
Obserwując obie czarne dziury, naukowcy musieli się nastawić na zupełnie inne elementy. W przypadku czarnej dziury M87* materia okrążająca ją po ostatniej stabilnej orbicie kołowej potrzebuje kilku dni na pełne okrążenie czarnej dziury. Naukowcy obserwujący ją za pomocą Teleskopu Horyzontu Zdarzeń mogli obserwować ten obiekt zaledwie przez kilka godzin naraz (potem wskutek rotacji Ziemi wokół własnej osi czarna dziura znikała z pola widzenia). Dlatego też ruch materii wokół czarnej dziury był ciężki do obserwowania.
Znacznie mniejsza czarna dziura w naszej galaktyce nie stanowiła już takiego problemu. Wszystko, co porusza się po ostatniej kołowej orbicie wokół czarnej dziury, okrąża ją w ciągu 4 minut i 30 sekund. W efekcie, podczas kilkugodzinnych obserwacji naukowcy na żywo mogli obserwować, jak materia wielokrotnie okrąża czarną dziurę. Dane tego typu są szczególnie interesujące dla badaczy, którzy badają dynamikę gazu i pyłu w środowisku ekstremalnej grawitacji i przy dużych prędkościach.
Jak widać, oba obiekty, choć na zdjęciach podobne do siebie, przedstawiają zupełnie różne obiekty, z których każdy stawia przed badaczami inne wyzwania, ale też dostarcza innych możliwości.
Size comparison of the two EHT black holes
https://www.youtube.com/watch?v=UOESt-G34vE

Clustering and averaging the images of Sagittarius A* and M87*
https://www.youtube.com/watch?v=dXRACQC9kU0

https://spidersweb.pl/2022/05/sgra-m87-porownanie-supermasywnych-czarnych-dziur.html

Nie, tego zdjęcia czarnej dziury jeszcze nie było. Sgr A to nie M87.jpg

Nie, tego zdjęcia czarnej dziury jeszcze nie było. Sgr A to nie M872.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaobserwowano eksplozję na białym karle
2022-05-13.
Kiedy gwiazdy takie jak nasze Słońce zużywają całe swoje paliwo, kurczą się, tworząc białe karły. Czasem takie martwe gwiazdy powracają do życia w wyniku bardzo gorącej eksplozji i wytwarzają ognistą kulę promieniowania rentgenowskiego. Zespół naukowców po raz pierwszy zaobserwował taką eksplozję promieniowania X.

To był do pewnego stopnia szczęśliwy zbieg okoliczności – wyjaśnia Ole König z Instytutu Astronomicznego FAU w Obserwatorium im. dr. Karla Remeisa w Bambergu, który opublikował artykuł o tej obserwacji w czasopiśmie Nature wraz z prof. dr. Jörnem Wilmsem i zespołem badawczym Instytutu Fizyki Pozaziemskiej Maxa Plancka, Uniwersytetu w Tybindze, Universitat Politécnica de Catalunya w Barcelonie oraz Leibniz Institute for Astrophysics Potsdam. Te rozbłyski rentgenowskie trwają zaledwie kilka godzin i są prawie niemożliwe do przewidzenia, ale instrument obserwacyjny musi być skierowany bezpośrednio na wybuch w dokładnie odpowiednim momencie – wyjaśnia astrofizyk.

Instrumentem w tym przypadku jest teleskop rentgenowski eROSITA, który obecnie znajduje się półtora miliona kilometrów od Ziemi i od 2019 roku bada niebo w poszukiwaniu miękkiego promieniowania rentgenowskiego. 7 lipca 2020 roku zmierzył on silne promieniowanie X w obszarze nieba, który cztery godziny wcześniej wyglądał zupełnie niepozornie. Gdy teleskop rentgenowski badał to samo miejsce na niebie cztery godziny później, promieniowanie zniknęło. Wynika z tego, że błysk promieniowanie rentgenowskiego, który wcześniej całkowicie prześwietlił środek detektora, musiał trwać krócej niż osiem godzin.

Tego typu eksplozje promieniowania rentgenowskiego zostały przewidziane przez badania teoretyczne ponad 30 lat temu, ale do tej pory nigdy nie zostały bezpośrednio zaobserwowane. Te ogniste kule promieniowania X pojawiają się na powierzchni gwiazd, które początkowo miały rozmiary porównywalne do Słońca, zanim zużyły większość swojego paliwa, składającego się z wodoru, a później helu, głęboko w swoich rdzeniach. Te gwiezdne trupy kurczą się, aż pozostają białe karły, które mają rozmiary zbliżone do Ziemi, ale ich masa może być podobna do masy naszego Słońca.

Te tak zwane nowe zdarzają się cały czas, ale wykrycie ich w pierwszych chwilach, gdy powstaje większość emisji promieniowania rentgenowskiego, jest naprawdę trudne – mówi dr Wiktor Doroszenko z Uniwersytetu w Tybindze. Wyzwaniem jest nie tylko krótki czas trwania błysku, ale również fakt, że spektrum emitowanego promieniowania rentgenowskiego jest bardzo miękkie. Miękkie promieniowanie X jest mało energetyczne i łatwo absorbowane przez ośrodek międzygwiazdowy, dlatego w tym paśmie nie widzimy zbyt daleko, co ogranicza liczbę możliwych do zaobserwowania obiektów, czy to nowej, czy zwykłej gwiazdy. Teleskopy zwykle są projektowane tak, aby były najbardziej efektywne w twardym promieniowaniu X, gdzie absorpcja jest mniej istotna, i to jest właśnie powód, dla którego mogłyby przegapić takie zdarzenie! – podsumowuje Wiktor Doroszenko.

Zwłoki gwiazd przypominają kamienie szlachetne
Łyżeczka materii z wnętrza białego karła ma masę porównywalną z dużą ciężarówką – kontynuuje Jörn Wilms. Ponieważ te wypalone gwiazdy składają się głównie z tlenu i węgla, można je porównać do gigantycznych diamentów wielkości Ziemi, które unoszą się w przestrzeni kosmicznej. Te obiekty w postaci cennych klejnotów są tak gorące, że świecą na biało. Promieniowanie jest jednak tak słabe, że trudno je wykryć z Ziemi.

Chyba, że białemu karłowi towarzyszy gwiazda, która nadal płonie, i gdy olbrzymie przyciąganie grawitacyjne białego karła powoduje wysysanie wodoru z powłoki towarzyszącej mu gwiazdy. Z czasem wodór ten może się zebrać i utworzyć na powierzchni białego karła warstwę o grubości zaledwie kilku metrów – wyjaśnia Jörn Wilms. W tej warstwie ogromne przyciąganie grawitacyjne wytwarza olbrzymie ciśnienie, które jest tak duże, że powoduje ponowny zapłon gwiazdy. W wyniku reakcji łańcuchowej wkrótce dochodzi do ogromnej eksplozji, podczas której warstwa wodoru zostaje zdmuchnięta. Promieniowanie rentgenowskie powstałe w wyniku tej eksplozji trafiło do detektorów eROSITA 7 lipca 2020 roku.

Fizyczne pochodzenie emisji rentgenowskiej z atmosfer białych karłów jest stosunkowo dobrze poznane i możemy modelować ich widma w oparciu o pierwsze zasady i z dużą dokładnością. Porównanie modeli z obserwacjami pozwala na poznanie podstawowych własności obiektów, takich jak masa, rozmiar czy skład chemiczny – wyjaśnia dr Valery Suleimanov z Uniwersytetu w Tybindze. Problem w tym konkretnym przypadku polegał jednak na tym, że po 30 latach bez fotonów nagle pojawiło się ich zbyt wiele, co zniekształciło odpowiedź spektralną eROSITA, która została zaprojektowana do wykrywania milionów bardzo słabych obiektów, a nie jednego, ale bardzo jasnego – dodaje Wiktor Doroszenko.

Korzystając z obliczeń modelowych, które pierwotnie opracowaliśmy, wspierając rozwój instrumentu rentgenowskiego, byliśmy w stanie bardziej szczegółowo przeanalizować obraz podczas złożonego procesu, aby uzyskać zakulisowy widok wybuchu białego karła, czy nowej – wyjaśnia Jörn Wilms.

Zgodnie z wynikami badań biały karzeł ma masę zbliżoną do naszego Słońca, a więc jest stosunkowo duży. W wyniku eksplozji powstała kula ognia o temperaturze około 327 000 K, co czyni ją około sześćdziesiąt razy gorętszą od Słońca. Parametry te uzyskano dzięki połączeniu modeli promieniowania rentgenowskiego z modelami promieniowania emitowanego przez bardzo gorące białe karły, stworzonymi w Tybindze przez Valery'ego Suleimanova i Wiktora Doroszenko, oraz dzięki bardzo wnikliwej analizie odpowiedzi instrumentów w reżimie znacznie wykraczającym poza specyfikacje, przeprowadzonej w FAU i MPE. Myślę, że to bardzo dobrze ilustruje znaczenie współpracy we współczesnej nauce oraz szeroki zakres wiedzy specjalistycznej w ramach niemieckiego konsorcjum eROSITA – dodaje prof. dr Klaus Werner.

Ponieważ w takich nowych dość szybko kończy się paliwo, szybko stygną, a promieniowanie rentgenowskie słabnie, aż w końcu staje się światłem widzialnym, które dotarło do Ziemi pół dnia po detekcji eROSITA i zostało zaobserwowane przez teleskopy optyczne. Pojawiła się wtedy pozornie jasna gwiazda, która w rzeczywistości była widzialnym światłem z wybuchu, tak jasnym, że można je było dostrzec na nocnym niebie nieuzbrojonym okiem – wyjaśnia Ole König. Pozornie „nowe gwiazdy”, takie jak ta, były obserwowane w przeszłości i nazywano je „nova stella”, czyli „nowa gwiazda”, ze względu na ich niespodziewane pojawienie się. Ponieważ takie nowe są widoczne dopiero po rozbłysku promieniowania X, bardzo trudno jest przewidzieć takie wybuchy i to głównie od przypadku zależy, kiedy trafią one w detektory promieniowania rentgenowskiego.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
Eberhard Karls Universität Tübingen

Urania
Wizja artystyczna eksplodującego białego karła. Źródło: Annika Kreikenbohm.
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2022/05/zaobserwowano-eksplozje-na-biaym-karle.html

Zaobserwowano eksplozję na białym karle.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolejne Starlinki na orbicie po udanym locie Starlink 4-13
2022-05-14.
Z kosmodromu Vandenberg na zachodnim wybrzeżu USA wystartowała rakieta Falcon 9 firmy SpaceX. W udanym locie o nazwie Starlink 4-13 wyniosła na niską orbitę okołoziemską kolejne 53 satelitów własnej sieci telekomunikacyjnej Starlink.
Trzeci w przeciągu zaledwie dwóch tygodni start poświęcony budowie sieci Starlink został przeprowadzony 13 maja 2022 r. Dwustopniowa rakieta Falcon 9 wystartowała ze stanowiska SLC-4E w bazie Vandenberg o 15:07 czasu lokalnego. Jej lot przebiegł pomyślnie i około godzinę po starcie, po dwóch odpaleniach górnego stopnia wszystkie satelity Starlink zostały naraz wypuszczone na wstępnej orbicie.
W misji wykorzystano używany już wcześniej 4 razy dolny stopień rakiety Falcon 9 o oznaczeniu B1063. Brał on już udział w misjach: Sentinel 6A, Starlink L28, misji asteroidowej DART oraz Starlink 4-11. Po raz czwarty po wykonanym zadaniu wrócił na Ziemię. Wylądował na uruchomionym silniku na barce autonomicznej OCISLY na Oceanie Spokojnym.

O satelitach Starlink
W misji Starlink 4-13 wyniesiono kolejną grupę 53 satelitów systemu Starlink. Starlink to sieć satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej, która zapewnia tani dostęp do sieci Internet w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne.
W 2021 r. SpaceX zakończył budowę pierwszej powłoki orbitalnej sieci satelitów Starlink. Teraz firma zapełnia kolejną powłokę, oznaczoną cyfrą 4 (stąd nazwy misji 4-X). Są to orbity o wysokości 540 km i inklinacji 53,2 stopni. Łącznie ma zostać tam wypełnionych 72 płaszczyzn orbitalnych po 22 statki na każdej z nich. W 2022 r. wszystkie loty kierowane są właśnie na tą powłokę. Po omawianej tutaj misji łączna liczba satelitów Starlink wysłanych na orbitę przekroczyła 2500!
Obecnie w misjach są wysyłane satelity Starlink wersji V1.5. Każdy z nich ma masę powyżej 260 kg. Ich ładunek telekomunikacyjny składa się z anten obsługujących pasma radiowe Ka i Ku oraz laserów i systemów odbiorczych do międzysatelitarnej komunikacji laserowej. Statki mają też zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od nich. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową.

Podsumowanie
Firma SpaceX wykonała już 19. w tym roku lot swojej rakiety Falcon 9. Zdecydowana większość z tych misji jest poświęcona budowie systemu telekomunikacyjnego Starlink. Firma nie zwalnia tempa, bo już w sobotę 14 maja z przylądka Cape Canaveral na wschodnim wybrzeżu kolejny Falcon 9 wyniesie grupę satelitów Starlink 4-15. W przyszłym tygodniu planowany jest też kolejny start Starlink 4-18.
Na świecie przeprowadzono już w tym roku 51 udanych startów rakiet orbitalnych.
 
 
Na podstawie: SpaceX/NSF
Opracował: Rafał Grabiański
 
Więcej informacji:
•    Oficjalna strona sieci Starlink
 
Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 startująca w misji Starlink 4-13. Źródło: SpaceX.
Starlink Mission
https://www.youtube.com/watch?v=bG6AwvGPd-E&t=776s

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejne-starlinki-na-orbicie-po-udanym-locie-starlink-4-13

Kolejne Starlinki na orbicie po udanym locie Starlink 4-13.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Udana misja towarowa na chińską stację kosmiczną
2022-05-14. Mateusz Mitkow
W ostatnich dniach Chiny przeprowadziły kolejny start systemu nośnego Długi Marsz 7, którego zadaniem było skierowanie autonomicznego statku towarowego Tianzhou 4 w kierunku rozbudowywanej stacji kosmicznej Tiangong. Celem jego lotu było dostarczenie na chińską stację potrzebnego osprzętu potrzebnego do uruchomienia przyszłych modułów Wentian i Mentian oraz zaopatrzenia przed przybyciem nowej misji załogowej.
Opisywany start został przeprowadzony 9 maja o godz. 19:56 czasu polskiego z nadmorskiego kosmodromu Wenchang w południowej prowincji Hajnan w Chinach. Wyniesienie statku towarowego Tianzhou-4 zostało wykonane za pomocą rakiety nośnej Długi Marsz 7, która została zaprojektowana specjalnie do zadań transportowych do Tiangong - Niebiańskiego Pałacu. Wszystkie fazy lotu przebiegły bez zbędnych problemów i niecałe siedem godzin później statek kosmiczny z zaopatrzeniem zadokował do portu głównego modułu stacji o nazwie Tianhe.
Misja miała na celu dostarczenie na powstającą stację ok. 7 t zapasów i zaopatrzenia, w tym sprzętu istotnego do uruchomienia nowych modułów. Była powiązana także z planowanym kolejnym długoterminowym pobytem tajkonautów na stacji orbitalnej, który winien rozpocząć się w czerwcu br., w ramach misji Shenzhou 14. Głównym towarem przetransportowanym w ramach operacji był prowiant oraz oprzyrządowanie do eksperymentów naukowych.
Obecnie stacja jest niezamieszkała, gdyż załoga misji Shenzhou 13 powróciła na Ziemie w połowie kwietnia br. Podczas wizyty tajkonautów w ramach Shenzhou 14 do modułu Tianhe zostaną dołączone człony laboratoryjne Wentian i Mentian.
Omawiany lot był szóstym z jedenastu zaplanowanych misji mających na celu budowę trzymodułowej stacji Tiangong oraz 15. startem ChRL w obecnym roku kalendarzowym (drugi w 2022 r. z chińskiego kosmodromu Wenchang). Według obecnych planów ukończenie stacji ma nastąpić jeszcze w tym roku. Ma ona funkcjonować na niskiej orbicie okołoziemskiej przez co najmniej 10 lat.
 Fot. CMSA
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/systemy-nosne/udana-misja-towarowa-na-chinska-stacje-kosmiczna

Udana misja towarowa na chińską stację kosmiczną.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Oto Prime, najbardziej ekologiczna rakieta na świecie

2022-05-14.

Brytyjscy inżynierowie w końcu urealnili futurystyczną wizję budowy najważniejszych elementów rakiet za pomocą drukarek 3D. Jakby tego było mało, Orbex ma jeszcze jednego asa w rękawie. Ma to być najbardziej ekologiczna rakieta na świecie, bo pracująca na biopaliwie.


W 2019 roku firma Orbex zbudowała największy na świecie silnik rakietowy za pomocą drukarki 3D. Jej inżynierowie nie spoczęli na laurach i wzięli się ostro do pracy. Teraz firma zaprezentowała pełnowymiarowy prototyp swojej 19-metrowej rakiety o nazwie Prime. To prawdziwy cud techniki.
Rakieta zbudowana jest z lekkich i wytrzymałych włókien węglowych oraz kompozytów aluminiowych, dzięki czemu jest aż o 30 procent lżejsza od podobnych konstrukcji używanych przez konkurencję. Elon Musk już może zazdrościć Brytyjczykom, przynajmniej w kwestii dbania o środowisko naturalne. Jego rakiety napędzane są metanem, czyli jednym z najgorszych gazów cieplarnianych.


Prime, czyli pierwsza na świecie rakieta z drukarki 3D
Wracając do Orbex, dobrodziejstwo druku 3D zaowocowało możliwością wykorzystania taniego w produkcji i montażu silnika zbudowanego za pomocą tej technologii. Firma chwali się, że jest to w tej chwili największy na świecie, najbardziej zaawansowany i w pełni funkcjonalny silnik rakietowy powstały za pomocą druku 3D. Na horyzoncie w tym temacie nie widać poważnej konkurencji.
Pierwszy na świecie silnik rakietowy napędzany biopaliwem
Sama rakieta ma być odzyskiwana, a jej drugi stopień zasilany będzie biopaliwem, czyli paliwem w pełni przyjaznym środowisku naturalnemu. Można? Można! Tylko trzeba odrobinę chęci. Dzięki niemu firma zamierza nie tylko wysyłać na orbitę ładunki w krótkim czasie, ale również zaoferować znacznie tańsze usługi klientom od swojej światowej konkurencji. Brytyjczycy pokazują, że przemysł kosmiczny rozwija się w szalonym tempie.
Orbex planuje wystrzelić w kosmos swoją rakietę już w przyszłym roku ze Space Hub Sutherland, czyli nowego portu kosmicznego, który znajduje się w Szkocji. Firma podpisała umowę z jednym z koncernów technologicznych na wyniesienie na ziemską orbitę konstelacji nanosatelitów kosmicznego Internetu. Mają one umożliwić dostęp do globalnej sieci mieszkańcom Wielkiej Brytanii i okolic. Start misji ma nastąpić w 2023 roku.
Orbex prezentuje ekologiczną rakietę o nazwie Prime /Orbex /materiały prasowe

INTERIA

 
https://geekweek.interia.pl/astronomia/news-oto-prime-najbardziej-ekologiczna-rakieta-na-swiecie,nId,6022599

Oto Prime, najbardziej ekologiczna rakieta na świecie.jpg

Oto Prime, najbardziej ekologiczna rakieta na świecie2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nad Polską przeleci rakieta Falcon 9. O której godzinie i jak ją obserwować?
2022-05-14. Wpisany przez Mateusz Ponikowski

Wielokrotnie już pisaliśmy o przelocie "kosmicznego pociągu" Starlink nad Polską. Satelity odpowiedzialne za dostarczanie szybkiej łączności internetowej było można obserwować całkiem niedawno bo 1 maja.

Teraz szykuje się nie lada gratka dla miłośników obserwacji nocnego nieba. Czym jest ów rarytas? To nowoczesna rakieta Falcon 9, która wystartuje z Florydy, aby dostarczyć na orbitę kolejne 53 satelity Starlink.
W sobotę nad Polską przeleci rakieta Falcon 9

Jak donosi Zbyszek z kanału Nocne Niebo, około godziny 23 nad Polską przeleci rakieta Falcon 9. Co ważne, będzie można ją obserwować z każdego miejsca w kraju patrząc w kierunku zachodnim, południowo zachodnim.

W jakich okolicznościach Falcon 9 przeleci nad Polską? 20 minut wcześniej zaprojektowana i wyprodukowana przez amerykańską firmę SpaceX rakieta wystartuje z Florydy. Same Starlinki również powinny zagościć na naszym niebem, ale dopiero w niedzielę (15.05) ok. 21:40. Żeby tego było mało, to jeszcze dziś zobaczymy na niebie Międzynarodową Stację Kosmiczną - przelot o 22:33.
Jeżeli jesteście ciekawi, jak wygląda start Falcon 9, koniecznie zobaczcie poniższe wideo.
Przelot Starlinków nad Polską już w niedzielę

Kolejną ciekawostką w ten weekend jest przelot 53 Starlinków nad polskim niebem. Maszyny będzie można obserwować w niedzielę 15 maja ok. godziny 21:40.

Jak czytamy na nocneniebo.pl: "satelity Starlink tworzące zbitą formację, często nazywane kosmicznym pociągiem, przelecą nad Polską z zachodu na wschód wysoko na niebie. Przelot rozpocznie się o 21:40, a w cień Ziemi wejdzie o 21:45. W towarzystwie Starlinków przeleci również Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. ISS pojawi się na niebie na południowym zachodzie o 21:45 i przeleci na wschód. Będzie chwilą, że jednocześnie na niebie będą nowe Starlinki i ISS".
Jak widać, w weekend nocne niebo nad Polską będzie zatłoczone i pełne ciekawych obiektów.

Mapy przelotu rakiety Falcon 9 nad Polską - sobota 14 maja. Nocne Niebo TV 24/7
https://www.youtube.com/watch?v=xWq4fEBBl48

Falcon 9 | Overview
https://www.youtube.com/watch?v=Z4TXCZG_NEY

https://www.instalki.pl/aktualnosci/technika/54018-rakieta-falcon-9-nad-polska.html

Nad Polską przeleci rakieta Falcon 9. O której godzinie i jak ją obserwować.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nadchodzi zaćmienie Księżyca. Kiedy będzie widoczne w Polsce?
2022-05-14.

Opracowanie:
Malwina Zaborowska
W najbliższy poniedziałek 16 maja nastąpi zaćmienie Księżyca. W Polsce będzie widoczne jako częściowe, rano - kiedy naturalny satelita Ziemi będzie już zachodził.
Całkowite zaćmienie Księżyca będzie można zobaczyć w Ameryce Południowej, we wschodniej i południowej części Ameryki Północnej, a także na Antarktydzie i częściach Oceanu Spokojnego i Atlantyckiego oraz zachodnich obrzeżach Europy i Afryki.

Całe zjawisko potrwa kilka godzin. Poszczególne jego etapy nastąpią odpowiednio (według czasu polskiego): początek zaćmienia półcieniowego o godz. 3:32, początek zaćmienia częściowego o godz. 4:28, początek zaćmienia całkowitego o godz. 5:29, maksimum zaćmienia o godz. 6:13, koniec zaćmienia całkowitego o godz. 6:54, koniec zaćmienia częściowego o godz. 7:55, a koniec zaćmienia półcieniowego o godz. 8:51.

Obserwatorzy w Polsce zobaczą zaćmienie przy zachodzącym Księżycu jako półcieniowe, a także dodatkowo pierwsze fragmenty fazy zaćmienia częściowego. To, na ile duży będzie to fragment, będzie zależało od miejsca pobytu. Na przykład w Białymstoku Księżyc zajdzie około godz. 4.28, w Gdańsku i Warszawie około godz. 4.41, a w Szczecinie i we Wrocławiu około godz. 5.02. Obserwacje nie będą łatwe, ponieważ Księżyc będzie nisko nad horyzontem, na jaśniejącym już porannym niebie.
Kiedy występuje zjawisko zaćmienia Księżyca?
Do zaćmienia Księżyca dochodzi w sytuacji, gdy Ziemia znajduje się pomiędzy Słońcem, a Księżycem w pełni i ten wejdzie w stożek cienia rzucanego przez naszą planetę. Dlaczego nie ma zaćmienia przy każdej pełni? Dzieje się tak dlatego, że orbita Księżyca jest nieco nachylona do płaszczyzny orbity Ziemi (o kilka stopni) i nie za każdym razem Srebrny Glob trafia w stożek ziemskiego cienia. Jednak jeśli już zaćmienie następuje, to można je obserwować ze wszystkich miejsc na naszej planecie, z których Księżyc jest widoczny ponad horyzontem.
Kolejne zaćmienie Księżyca nastąpi za kilka miesięcy, 8 listopada 2022 roku, ale nie będzie widoczne z Polski.
Źródło: RMF FM/PAP

Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock

https://www.rmf24.pl/nauka/news-nadchodzi-zacmienie-ksiezyca-kiedy-bedzie-widoczne-w-polsce,nId,6024250#crp_state=1

Nadchodzi zaćmienie Księżyca. Kiedy będzie widoczne w Polsce.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W poniedziałek zaćmienie Księżyca; w Polsce widoczne jako częściowe
2022-05-15.
W najbliższy poniedziałek 16 maja nastąpi zaćmienie Księżyca. W Polsce będzie widoczne jako częściowe, rano - kiedy naturalny satelita Ziemi będzie już zachodził.
Całkowite zaćmienie Księżyca będzie można zobaczyć w Ameryce Południowej, we wschodniej i południowej części Ameryki Północnej, a także na Antarktydzie i częściach Oceanu Spokojnego i Atlantyckiego oraz zachodnich obrzeżach Europy i Afryki.
Całe zjawisko potrwa kilka godzin. Poszczególne jego etapy nastąpią odpowiednio (według czasu polskiego): początek zaćmienia półcieniowego o godz. 3.32, początek zaćmienia częściowego o godz. 4.28, początek zaćmienia całkowitego o godz. 5.29, maksimum zaćmienia o godz. 6.13, koniec zaćmienia całkowitego o godz. 6.54, koniec zaćmienia częściowego o godz. 7.55, koniec zaćmienia półcieniowego o godz. 8.51.
Obserwatorzy w Polsce zobaczą zaćmienie przy zachodzącym Księżycu jako półcieniowe, a także dodatkowo pierwsze fragmenty fazy zaćmienia częściowego. To, na ile duży będzie to fragment, będzie zależało od miejsca pobytu. Na przykład w Białymstoku Księżyc zajdzie około godz. 4.28, w Gdańsku i Warszawie około godz. 4.41, a w Szczecinie i we Wrocławiu około godz. 5.02. Obserwacje nie będą łatwe, bowiem Księżyc będzie nisko nad horyzontem, na jaśniejącym już porannym niebie.
Zaćmienia Księżyca zachodzą w sytuacji, gdy Ziemia znajduje się pomiędzy Słońcem, a Księżycem w pełni i ten wejdzie w stożek cienia rzucanego przez naszą planetę. Dlaczego nie ma zaćmienia przy każdej pełni? Dzieje się tak dlatego, że orbita Księżyca jest nieco nachylona do płaszczyzny orbity Ziemi (o kilka stopni) i nie za każdym razem Srebrny Glob trafia w stożek ziemskiego cienia. Jednak jeśli już zaćmienie następuje, to można je obserwować ze wszystkich miejsc na naszej planecie, z których Księżyc jest widoczny ponad horyzontem.
Kolejne zaćmienie Księżyca nastąpi za kilka miesięcy, 8 listopada 2022 roku, ale nie będzie widoczne z Polski.
PAP - Nauka w Polsce
cza/ agt/
Fot. Adobe Stock

https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C92338%2Cw-poniedzialek-zacmienie-ksiezyca-w-polsce-widoczne-jako-czesciowe.html

W poniedziałek zaćmienie Księżyca; w Polsce widoczne jako częściowe.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaćmienie Księżyca w Polsce. Sprawdź, o której godzinie obserwować w Twojej miejscowości
2022-05-15.
Podczas Pełni Kwiatowego Księżyca dojdzie do częściowego zaćmienia. Srebrny Glob wyraźnie pociemnieje tuż przed wschodem Słońca. Sprawdź, w której godzinie obserwować to zjawisko w Twojej miejscowości.
Noc z niedzieli na poniedziałek (15/16.05) minie pod znakiem drugiej wiosennej pełni Księżyca. W maju zwana jest ona Pełnią Kwiatowego Księżyca, bo łąki są pełne kwitnących barwnych i pachnących kwiatów.
Srebrny Glob wzejdzie na niebie południowo-wschodnim krótko przed zachodem Słońca. Już wtedy warto go obserwować i fotografować, ponieważ bardzo nisko nad zabudowaniami będzie się wydawać dużo większy niż jest w rzeczywistości, w dodatku przybierze pomarańczowo-czerwoną barwę.
Przez kolejne godziny Księżyc będzie wędrować po niebie aż w drugiej połowie nocy zacznie wchodzić w cień naszej planety, znajdując się dokładnie po przeciwnej względem Słońca stronie Ziemi, i rozpoczynając zaćmienie. Pierwszy kontakt z półcieniem będzie miał miejsce w poniedziałek (16.05) od godziny 3:32 nad ranem.
Niewiele jednak zobaczymy, ponieważ tarcza Księżyca pociemnieje nieznacznie. Dopiero podczas fazy częściowej jej jasność widocznie się zmniejszy. To nastąpi począwszy od godziny 4:27. Niestety, najbardziej emocjonującej fazy całkowitej nie będzie nam dane ujrzeć, bo Księżyc wcześniej schowa się za horyzont.
Dlatego najlepszym momentem na obserwację zaćmienia częściowego będą ostatnie minuty widoczności naszego naturalnego satelity nisko nad południowo-zachodnim horyzontem. Będzie to między godziną 4:15 na północnym wschodzie przez 4:35 w centrum do 4:50 na południowym zachodzie. Dokładne godziny dla największych miast podajemy na poniższej mapce.
Pogoda powinna sprzyjać, ponieważ spodziewamy się w tym czasie przejaśnień, a nawet rozpogodzeń. Chmury mogą nam miejscami przeszkadzać w obserwacjach, jednak nie powinny całkowicie przysłaniać nieba. Warto być cierpliwym, a Księżyc z pewnością się ujawni. Po przeciwnej stronie nieba, nad wschodnim horyzontem, w tym czasie będą widoczne trzy planety (od lewej do prawej): Wenus, Jowisz i Mars.
Tymczasem na najbardziej wyczekiwane, całkowite zaćmienie Księżyca poczekamy do 7 września 2025 roku. Poprzednim mogliśmy się zachwycać 21 stycznia 2019 roku.
Źródło: TwojaPogoda.pl / NASA.
Total Lunar Eclipse (Jan. 20/21, 2019) Time Lapse
https://www.youtube.com/watch?v=QuabHK2Le_g&t=7s

Kolejne fazy całkowitego zaćmienia Księżyca. Fot. Pixabay.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-05-15/zacmienie-ksiezyca-w-polsce-sprawdz-o-ktorej-godzinie-obserwowac-w-twojej-miejscowosci/

Zaćmienie Księżyca w Polsce. Sprawdź, o której godzinie obserwować w Twojej miejscowości.jpg

Zaćmienie Księżyca w Polsce. Sprawdź, o której godzinie obserwować w Twojej miejscowości2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ciężki metal wymiata w kosmosie. Takiej gwiazdy gwiazdy naukowcy jeszcze nie widzieli
2022-05-15. Radek Kosarzycki
Stosunkowo niedaleko od nas, w naszej części Drogi Mlecznej naukowcy odkryli z pozoru zwykłą gwiazdę. Gdy się jej jednak dokładniej przyjrzeli okazało się, że składem chemicznym zawstydza ona wszystkie inne obiekty zbadane dotąd w przestrzeni kosmicznej.
HD 222925 to stosunkowo jasna gwiazda (aczkolwiek przy jasności 9 magnitudo, nie jest ona widoczna gołym okiem) w gwiazdozbiorze Tukana widocznym z półkuli południowej. Ruch gwiazdy wskazuje, że nie powstała ona w Drodze Mlecznej, a raczej stanowi element dawnej galaktyki karłowatej Gaia Enceladus, która została wchłonięta przez Drogę Mleczną ok. 10 mld lat temu.
Gwiazda HD 222925 zawiera aż 42 pierwiastki ciężkie z dolnej części układu okresowego
Obserwacje gwiazdy HD 222925 prowadzone za pomocą instrumentów zainstalowanych na pokładzie Kosmicznego Teleskopu Hubble’a pozwoliły naukowcom z Uniwersytetu w Michigan dokładnie zbadać jej skład chemiczny. Ku zaskoczeniu badaczy, w gwieździe udało się zidentyfikować aż 65 różnych pierwiastków, z czego aż 42 to pierwiastki ciężkie z dolnej części układu okresowego pierwiastków. Jak zaznaczają naukowcy, jest to najwięcej pierwiastków odkrytych w jakimkolwiek zbadanym dotychczas obiekcie kosmicznym poza Układem Słonecznym.
Sama gwiazda HD 222925 nie jest jednak w stanie zsyntentyzować takiej liczby pierwiastków. Najcięższym pierwiastkiem, który może powstać w reakcjach zachodzących we wnętrzu gwiazdy jest żelazo. Nie oznacza to jednak, że w gwieździe nie mogą istnieć inne pierwiastki, po prostu muszą one pochodzić z innego źródła.
Pierwsze gwiazdy we wszechświecie składały się z czystego wodoru i helu i bardzo niewielkiej ilości litu. Wszystkie inne pierwiastki powstały dopiero w tychże gwiazdach. Większość z pierwszych gwiazd we wszechświecie była gwiazdami masywnymi, które w stosunkowo krótkim czasie po powstaniu eksplodowały jako supernowe. W każdej takiej eksplozji rozerwana gwiazda rozsiewała po przestrzeni kosmicznej pierwiastki, które w niej powstały. Kolejne generacje gwiazd powstające z materii międzygwiezdnej "zanieczyszczonej" tymi pierwiastkami miały w sobie już na dzień dobry domieszkę pierwiastków cięższych powstałych w pierwszych gwiazdach.
Pierwiastki cięższe od żelaza jednak nie powstają we wnętrzach gwiazd, a w dużo rzadszych zdarzeń, takich jak chociażby eksplozje supernowych i kilonowych, czy też w zderzeniach gwiazd neutronowych, czyli niezwykle kompaktowych pozostałości po gwiazdach, które eksplodowały jako supernowe. W takich zdarzeniach może zachodzić tak zwany proces r, czyli reakcja jądrowa polegająca na wychwycie prędkich neutronów przez nuklidy. W odpowiednich warunkach na przestrzeni zaledwie kilku sekund neutrony dodawane są do lżejszych pierwiastków takich jak żelazo i powstają nowe, cięższe pierwiastki takie jak selen, srebro, tellur, platyna, złoto czy tor - pierwiastki, które m.in. odkryto w składzie HD 222925.
Skąd zatem się one tam wzięły?
Badacze nie są w stanie jednoznacznie ustalić pochodzenia tych pierwiastków. Wiadomo jednak, że gwiazda HD 222925 powstała z gazu i pyłu wzbogaconego przez pierwiastki powstałe w wybuchu masywnych supernowych lub w zderzeniu gwiazd neutronowych, do których doszło we wczesnym wszechświecie. Na jak długo gwiazda ta pozostanie rekordzistką jeżeli chodzi o skład chemiczny? Nie wiadomo.

Gwiazda HD 222925. Źródło: STScI

https://spidersweb.pl/2022/05/hd-222925-gwiazda-bogata-w-metale.html

 

Ciężki metal wymiata w kosmosie. Takiej gwiazdy gwiazdy naukowcy jeszcze nie widzieli.jpg

Ciężki metal wymiata w kosmosie. Takiej gwiazdy gwiazdy naukowcy jeszcze nie widzieli2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak naprawdę żyły dinozaury – recenzja książki
2022-05-15. Kamil Serafin
Jak naprawdę żyły dinozaury są kolejną spośród nielicznych w naszych księgarniach pozycji popularnonaukowych traktujących o prehistorycznej faunie naszej planety. Przez okres ostatnich dwóch lat, od czasu premiery recenzowanych przeze mnie Dinozaurów odkrytych na nowo, niewiele niestety zmieniło się w kwestii dostępności tego typu tytułów, nadal przygniatanych liczbowo przez kolorowe książki dla najmłodszych, z którymi temat gadów dominujących na Ziemi w okresie mezozoicznym jest głównie kojarzony. Z tego też powodu, osoby zainteresowane bardziej profesjonalnym podejściem do tematu, z pewnością zwróciły uwagę na premierę dzieła autorstwa młodego doktora Deana Lomaxa z University of Manchaster, który postanowił dostarczyć czytelnikom jedno z najbardziej poręcznych i przystępnych opracowań na temat zwierzęcych skamieniałości.
Tak przynajmniej sugerował niefortunny tytuł, brzmiący w pełni Jak naprawdę żyły dinozaury. Zachowania zwierząt ukryte w skamieniałościach. O ile drugi człon tej nazwy rzeczywiście odpowiada zawartej w książce treści, o tyle pierwszy może okazać się niepokojąco mylący. Oryginalne LOCKED IN TIME. Animal Behavior Unearthed in 50 Extraordinary Fossils spłycone tu zostało wyłącznie do samych dinozaurów, które stanowią zaledwie ułamek omawianych tu przez Lomaxa tematów. Znajdziemy tu bowiem również bardzo liczne (a może nawet przeważające objętościowo nad resztą) informacje na temat zwierząt żyjących poza okresem mezozoicznym. Mając już tą wiedzę (która dla jednych może okazać się pozytywną niespodzianką a dla innych nieprzyjemnym rozczarowaniem) przejść możemy wreszcie do oceny tego, co autor zaserwował nam na ponad trzystu stronach swojej pracy. A jest tego niemało.
Lomax przyjął tu dosyć ciekawą taktykę i zamiast w klasyczny sposób tłumaczyć poszczególne tematy związane z życiem prehistorycznym od czasu do czasu powołując się na badania paleontologiczne, decyduje się na coś zgoła odwrotnego. Przywołuje tu kolejno pięćdziesiąt przykładów konkretnych skamieniałości, których odkrycia zmieniły poglądy naukowe na dane tematy. Dzieli je oczywiście na odpowiednie kategorie, prezentując nam zarówno te związane z rozmnażaniem, jak i zachowaniami społecznymi, migracją czy opieką nad potomstwem. W obrębie poszczególnych podrozdziałów skupia się jednak na dokładnym opisie konkretnego przypadku, wliczając w to historię stojącą za jego odkryciem, przebieg badań jak i przede wszystkim znaczenie w kontekście zrozumienia danego aspektu życia danego gatunku. Ponadto, każdy przykład opatrzony został przepiękną, wykonaną przez rysownika Boba Nichollsa ilustracją, obrazującą moment powstania skamieniałości, odkrytej i opisanej miliony lat później przez ludzi. Szkoda jedynie, że nie pokuszono się o przejrzysty spis wszystkich omawianych w książce obiektów.
Wyraźną pasję autora czuć w każdym kolejnym opisie zmarłego przed wiekami (zazwyczaj w niecodziennych okolicznościach) owada, ptaka, ssaka czy też oczywiście dinozaura. Całość jest ponadto bardzo przystępna i łatwa w odbiorze, nawet dla osób dla których jest to pierwsze zetknięcie się z bardziej profesjonalnym podejściem do paleontologii. Minusem pozostaje jedynie fakt, że Jak naprawdę żyły dinozaury jest pozycją bardzo pobieżną, ledwie muskającą dokładniejszą analizę pewnych zagadnień i miejscami za bardzo ją streszczającą. Niewiele można przecież omówić na zaledwie kilku stronach, poświęconych danemu obiektowi badań.
Książka Lomaxa ucieszy przede wszystkim tych, którzy są miłośnikami poznawania historii nietypowych znalezisk z zakresu paleontologii. Stanowi ona bardzo dobry przekrój przez najważniejsze i najbardziej nietypowe odkrycia z tej dziedziny nauki dokonane w ostatnim wieku. Będzie ponadto zrozumiała dla każdego, nawet czytelnika, dla którego okaże się to pierwszym zetknięciem z tematem życia prehistorycznego.
Tytuł oryginalny: LOCKED IN TIME. Animal Behavior Unearthed in 50 Extraordinary Fossils
Autor: Dean R. Lomax
Tłumaczenie: Andrzej Hołdys
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 322
Data wydania: 8 lutego 2022
https://astronet.pl/inne/jak-naprawde-zyly-dinozaury-recenzja-ksiazki/

Jak naprawdę żyły dinozaury – recenzja książki.jpg

Jak naprawdę żyły dinozaury – recenzja książki2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dwie misje Starlink w ciągu 24 godzin
2022-05-15.
Firma SpaceX wykonała drugi w przeciągu niecałej doby start rakiety Falcon 9 z satelitami telekomunikacyjnymi Starlink. Na orbitę w misji Starlink 4-15 trafiło kolejnych 53 statków.
13 maja 2022 r. z kosmodromu Vandenberg na zachodnim wybrzeżu USA odbył się start rakiety Falcon 9 z misją Starlink 4-13. Już niecałe 24 godziny później ze wschodniego wybrzeża i kosmodromu Cape Canaveral przeprowadzono następny start… 14 maja 2022 r. o 19:40 czasu lokalnego ze stanowiska SLC-40 wystartowała rakieta Falcon 9 w misji Starlink 4-15 z zestawem 53 satelitów Starlink.
Lot przebiegł pomyślnie i około godziny od startu wszystkie satelity zostały wypuszczone przez górny stopień rakiety na wstępnej orbicie, skąd trafią używając własnego napędu na docelową płaszczyznę orbitalną.
W misji wykorzystano nowowyprodukowany dolny stopień rakiety Falcon 9. Człon o oznaczeniu B1073 dołączy do bogatej flotylli stopni rakietowych, które są wielokrotnie wykorzystywane do różnych misji orbitalnych. Rekordziści wykonywali już po 12 lotów. Nowy człon B1073 po wykonanej pracy powrócił na Ziemię i wykonał swoje pierwsze lądowanie na autonomicznej barce JRTI na Oceanie Atlantyckim.

O sieci Starlink
Misja Starlink 4-15 była 14. przeprowadzoną w tym roku misją poświęconą budowie sieci Starlink. Obecnie firma SpaceX realizuje średnio jeden start rakietowy na tydzień, z czego większość stanowią loty budujące ich własny system Starlink.
Starlink to sieć satelitów umożliwiających szerokopasmowy i o niskich jak na usługę satelitarną opóźnieniach dostęp do sieci Internet. Głównymi klientami sieci są osoby i organizacje zlokalizowane w miejscach, gdzie naziemne usługi są zawodne bądź w ogóle niedostępne.
W maju 2021 roku SpaceX zakończył budowę pierwszej powłoki orbitalnej sieci satelitów Starlink. Teraz firma zapełnia kolejną powłokę, oznaczoną cyfrą 4 (stąd nazwy misji 4-X). Są to orbity o wysokości 540 km i inklinacji 53,2 stopni. W 2022 r. wszystkie loty kierowane są na tą powłokę. Do końca roku SpaceX chce przeprowadzić 40 lotów z satelitami Starlink. Do tej pory we wszystkich misjach Starlink wysłano łącznie ponad 2500 satelitów!
Obecnie w misjach są wysyłane satelity Starlink wersji V1.5. Każdy z nich ma masę około 300 kg. Ich ładunek telekomunikacyjny składa się z anten obsługujących pasma radiowe Ka i Ku oraz laserów i systemów odbiorczych do międzysatelitarnej komunikacji laserowej. Statki mają też zamontowane specjalne osłony zmniejszające odbijanie promieni słonecznych od nich. Po wypuszczeniu na orbicie rozkładają swoje pojedyncze panele słoneczne i po testach działania każde z urządzeń odpala silniki jonowe Halla, by trafić na docelową orbitę kołową.

Podsumowanie
Był to 52. udany start rakiety orbitalnej na świecie i już 20. start rakiety Falcon 9 w 2022 r. Firma SpaceX planuje jeszcze dwie misje orbitalne w maju: kolejny start z satelitami Starlink i współdzieloną misję dla wielu klientów Transporter 5. Lot Starlink planowany jest już na 18 maja z kosmodromu Cape Canaveral na Florydzie. Z tego samego miejsca już dwa dni później powinna wystartować rakieta Atlas V z testową misją statku załogowego Boeing Starliner do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To długo wyczekiwany test po nieudanej podobnej próbie w 2019 roku.
Więcej informacji:
•    Oficjalna strona sieci Starlink

Na podstawie: NSF/SpaceX
Opracował: Rafał Grabiański
 
 
Na zdjęciu: Start rakiety Falcon 9 z misją Starlink 4-15. Źródło: SpaceX.
Starlink Mission
https://www.youtube.com/watch?v=nFDkWL2Hmh8&t=773s

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/dwie-misje-starlink-w-ciagu-24-godzin

Dwie misje Starlink w ciągu 24 godzin.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolumbia kolejnym sygnatariuszem Artemis Accords
2022-05-15. Mateusz Mitkow
Lista grupy państw biorących udział w porozumieniu Artemis Accords poszerzyła się w ostatnim czasie o kolejnego sygnatariusza - Kolumbię. Jest to tym samym już 19. państwo, które zobowiązuje się do wspierania inicjatywy władz Stanów Zjednoczonych, polegających na powrocie człowieka na Księżyc.
Kolumbia stała się kolejnym państwem, które dołączyło do międzynarodowego porozumienia Artemis Accords. Podpisanie dokumentu miało miejsce podczas ceremonii w siedzibie NASA w Waszyngtonie, która odbyła się 10 maja br. W wydarzeniu uczestniczyła wiceprezydent i minister spraw zagranicznych Kolumbii Marta Lucía Ramírez, której towarzyszyła zastępczyni administratora NASA Pam Melroy. W związku z tym państwo stało się już drugim krajem z Ameryki Południowej (po Brazylii), które będzie uczestniczyć w działaniach prowadzonych w ramach porozumienia.
Marta Lucia Ramirez powiedziała, że był to bardzo ważny krok dla Republiki Kolumbii m.in. ze względu na coraz bardziej rozwijaną świadomość znaczenia przestrzeni kosmicznej dla kraju. Porozumienie określa zasady współpracy między narodami w zakresie badań kosmosu, w obszarze cywilnej eksploracji oraz pokojowego wykorzystania Księżyca, Marsa. Ponadto zapisy porozumienia odwołują się do Traktatu ONZ o przestrzeni kosmicznej z 1967 r. i głównych konwencji ONZ, a mianowicie podstawy międzynarodowego prawa kosmicznego.
Nasze wysiłki zmierzające do stworzenia trwałej obecności na Księżycu, a później na Marsie, wymagają partnerstwa, wiedzy fachowej i grupy narodów, które popierają pokojową eksplorację przestrzeni kosmicznej.
Pam Melroy, zastępca administratora NASA
Kolumbia jest już 19. krajem, który podpisał porozumienie, dołączając do Australii, Bahrajnu, Brazylii, Kanady, Izraela, Włoch, Japonii, Republiki Korei, Luksemburga, Meksyku, Nowej Zelandii, Polski, Rumunii, Singapuru, Ukrainy, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jak poinformowała NASA w swoim oficjalnym komunikacie, w nadchodzących miesiącach do Artemis Accords powinny dołączyć kolejne państwa, ponieważ Stany Zjednoczone zamierzają kontynuować współpracę ze swoimi międzynarodowymi partnerami w celu stworzenia warunków do bezpiecznej eksploracji kosmosu.
Najważniejszym celem dla USA jest realizacja programu księżycowego Artemis, który zakłada długo wyczekiwany powrót człowieka na powierzchnię Księżyca. Według obecnych planów lądowanie astronautów na Srebrnym Globie powinno odbyć się w 2025 r. Wszystko zależy tak naprawdę od tego kiedy zostanie przeprowadzona misja Artemis 1, która będzie testem nowego systemu nośnego Space Launch System (SLS) i pojazdu załogowego Orion, który podczas parotygodniowej podróży wykona przelot wokół Księżyca, pokazując gotowość do przyjęcia pierwszych astronautów na swój pokład podczas misji Artemis 2.

Fot. NASA
SPACE24
https://space24.pl/polityka-kosmiczna/swiat/kolumbia-kolejnym-sygnatariuszem-artemis-accords

Kolumbia kolejnym sygnatariuszem Artemis Accords.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To było niesamowite widowisko. Zobacz zdjęcia i filmy z częściowego zaćmienia Księżyca
2022-05-16.
Podczas Pełni Kwiatowego Księżyca doszło do częściowego zaćmienia. Srebrny Glob wyraźnie pociemniał tuż przed wschodem Słońca. Zobacz najlepsze zdjęcia i filmy z Polski i całego świata.
Noc z niedzieli na poniedziałek (15/16.05) minęła pod znakiem drugiej wiosennej pełni Księżyca. W maju zwana jest ona Pełnią Kwiatowego Księżyca, bo łąki są pełne kwitnących barwnych i pachnących kwiatów.
Przez kolejne godziny Księżyc wędrował po niebie aż w drugiej połowie nocy zaczął wchodzić w cień naszej planety, znajdując się dokładnie po przeciwnej względem Słońca stronie Ziemi, i rozpoczynając zaćmienie.
Tuż przed wschodem Słońca, zbliżający się do horyzontu Księżyc przybrał krwisto-czerwoną barwę i jednocześnie część jego tarczy zniknęła w ziemskim cieniu. Jeśli nie mieliście okazji tego zobaczyć, to zobaczcie zdjęcia. Na najbardziej wyczekiwane, całkowite zaćmienie Księżyca poczekamy do 7 września 2025 roku.
Źródło: TwojaPogoda.pl
Fot. Pixabay.
Lunar Eclipse Timelapse #shorts #space #universe
https://www.youtube.com/watch?v=FWX5NiRExVw
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2022-05-16/to-bylo-niesamowite-widowisko-zobacz-zdjecia-i-filmy-z-czesciowego-zacmienia-ksiezyca/

To było niesamowite widowisko. Zobacz zdjęcia i filmy z częściowego zaćmienia Księżyca.jpg

To było niesamowite widowisko. Zobacz zdjęcia i filmy z częściowego zaćmienia Księżyca2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)