Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Rekomendowane odpowiedzi

Polska SpaceX - czy może nam się udać?

 

Jak to możliwe, żeby w 12 lat od zera zbudować dochodową firmę kosmiczną? Już za chwilę jej statek może wozić amerykańskich astronautów do stacji kosmicznej

Piotr Cieśliński, Tomasz Ulanowski: Co młodemu miliarderowi strzeliło do głowy, żeby założyć SpaceX?

Prof. Bohdan W. Oppenheim: Elon Musk marzy o tym, żeby polecieć na Marsa. I policzył sobie, że przy tradycyjnym sposobie budowy rakiet i statków kosmicznych nigdy go nie będzie na to stać. Doszedł do wniosku, że sam musi je sobie zbudować. Zainwestował w to cały majątek, który zarobił na firmie PayPal.

Transportowce SpaceX odwiedziły stację kosmiczną już trzy razy. Bardzo szybko, bo w ledwie 12 lat Musk przeszedł od marzeń do czynów.

- W SpaceX mają rewolucyjną kulturę pracy, bardzo prostą, płaską strukturę. Nie obrośli w biurokrację - kilku...

 

http://wyborcza.pl/1,75476,16202817,Polska_SpaceX___czy_moze_nam_sie_udac_.html

 

post-31-0-85841600-1403632809.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na granicy Ziemi i Kosmosu lśnią obłoki srebrzyste

Zwróćcie oczy ku niebu. Obłoki srebrzyste mogą pojawiać się w letnie wieczory w najwyższej warstwie atmosfery, oddzielającej Błękitną Planetę od przestrzeni kosmicznej. Są to jedyne chmury powstające tak wysoko. Te chmury pojawiają się tylko w określonych warunkach, ale kiedy już pojawią się na niebie, w spektakularny sposób wyróżniają się spośród innych pospolitych chmur.

Chmury te możemy obserwować od maja do sierpnia na wysokich szerokościach geograficznych na półkuli północnej i od listopada do lutego na półkuli południowej. Należy spoglądać w niebo od 90 minut do 2 godzin po zachodzie słońca lub na chwilę przed wschodem.

Obłoki srebrzyste powstają w wysokiej warstwie atmosfery, zwanej mezosferą. Jest ona ostatnią strefą oddzielającą naszą Ziemię od przestrzeni kosmicznej.

- Mimo że słońce znika za horyzontem, przez co robi się ciemno, to obłoki te są tak wysoko, że nasza dzienna gwiazda jeszcze je oświetla. Dlatego tak błyszczą mimo panującego zmierzchu - powiedział naukowiec James M. Russell, pracujący dla NASA.

Zawieszone w powietrzu kryształki lodu

Obłoki srebrzyste zbudowane są z kryształków lodu, które łącza się z odłamkami meteorytów. Tworzą się tylko w niskiej temperaturze.

Geneza powstania

Można się zastanawiać, dlaczego tworzą się w takim razie w lecie, a nie w zimie. Przyczyną jest temperatura panująca w mezosferze o tej porze roku. Spada ona wraz ze wzrostem wysokości, na samym dole wynosi ona około 0 st. C, wyżej dochodzi aż do -70 st. W okresie letnim, z powodu dużej cyrkulacji, jest tam chłodniej. Wtedy też panuje większa wilgotność powietrza niż w zimie. Kryształki lodu mają szansę się wtedy wytworzyć. W ciepłej porze roku ogrzane powietrze dostaje się do powierzchni Ziemi i temperatura coraz bardziej wzrasta. Ciśnienie atmosferyczne natomiast spada wraz z wysokością, co powoduje, że powietrze wyżej rozpręża się i chłodzi, aż do -134 st. C.

Satelita NASA obserwuje srebrzyste obłoki

Geneza tych chmur nie jest dokładnie znana, dlatego NASA uruchomiło specjalną satelitę, zajmującą się obserwacją i badaniem obłoków srebrzystych. Pierwszy raz zaobserwowano te chmury zaraz po wielkim wybuchu wulkanu Krakatau w 1883 roku. Erupcja wytworzyła ogromne ilości popiołu, które krążyły w atmosferze bardzo długo. Naukowcy powiązali katastrofę naturalną z powstawaniem tych obłoków. Jak się jednak okazało, chmury te pojawiały potem się coraz częściej bez wpływu na erupcje wulkanów.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/na-granicy-ziemi-i-kosmosu-lsnia-obloki-srebrzyste,126721,1,0.html

 

post-31-0-92936800-1403632864.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA wyśle na Tytana śmigłowego drona?

 

Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej podejrzewają, że największy z księżyców Saturna - Tytan - może skrywać życie. Aby je odnaleźć konieczne jest wysłanie na powierzchnię globu jakiegoś urządzenia, które będzie dokonywać obserwacji, pobierać próbki i je analizować.

Larrie Mathies z NASA uważa, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będą statek matka i śmigłowy dron, ponieważ ani samolot, ani balon nie mogą tam bezpiecznie i precyzyjnie lądować. Co innego śmigłowy dron o dużym zasięgu - coś na kształt Parrot AR.Drone, ale zdecydowanie bardziej zaawansowany.

Tytan jest największym z 62 księżyców Saturna. Występują na nim pory roku oraz cykl odpowiadający ziemskiemu hydrologicznemu, który oparty jest o etan i metan.

http://nt.interia.pl/raport-kosmos/misje/news-nasa-wysle-na-tytana-smiglowego-drona,nId,1446989

 

post-31-0-22011600-1403673354.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ostatni moment na zgłoszenia do konkursu Galileo Masters 2014
 
Jeszcze do końca czerwca można składać propozycje pomysłów do konkursu Galileo Masters, którego celem jest promocja innowacyjnego wykorzystania technologii nawigacyjnych. Najlepsi pomysłodawcy mają szansę na uzyskanie ciekawych nagród, ofert stażu oraz wsparcia w komercjalizacji swoich idei.
 
 
Ostatni moment na zgłoszenia do konkursu Galileo Masters 2014
European Space Navigation Competition (ESNC) to międzynarodowy konkurs nawiązujący do europejskiego systemu nawigacyjnego Galileo, który pod koniec tego roku znajdzie się we wstępnej fazie operacyjnej. ? Jesteśmy przekonani, że Galileo Masters to obecnie jeden z bardziej przystępnych mechanizmów oceny potencjału biznesowego pomysłów wykorzystujących nawigację satelitarną ? wyjaśnia organizator polskiej edycji konkursu Hubert Bartkowiak z zespołu Kosmonauta.net.
 
Zgłoszenia nadsyłane do Galileo Masters to rozwiązania wykorzystujące w praktyczny sposób dane uzyskiwane z satelitów, dzięki czemu możliwa jest np. lokalizacja osób (np. turystów) czy precyzyjne zarządzanie uprawami oraz procesami przemysłowymi. Pomysły konkursowe mogą dotyczyć także logistyki czy systemów wspierających ruch i bezpieczeństwo w różnych gałęziach transportu.
 
Pomysł, którego opisanie nie powinno zająć więcej niż 2-3 godziny, powinien być zgłoszony do 30 czerwca. Każda osoba, zespół, firma lub organizacja może przesłać nieograniczoną ilość swoich koncepcji związanych z wykorzystaniem nawigacji satelitarnej. W ubiegłych latach około 75% wniosków nadesłali studenci oraz startupy.
 
Finaliści konkursu ? oprócz walki o nagrody finansowe, usługi promocji oraz staże w Polsce i za granicą ? uzyskają również cenną możliwość zaprezentowania pomysłów przed inwestorami. Wnioski zostaną także ocenione przez panel ekspertów, dzięki czemu każdy pomysłodawca uzyska wartościową ocenę szans na komercjalizację przedsięwzięcia.
 
Więcej informacji o konkursie można uzyskać pod adresami www.galileo-masters.pl i www.poland.galileo-masters.eu.
 
Współorganizatorem polskiej edycji konkursu jest fundusz kapitałowy Black Pearls, Pomorski Klaster ICT Interizon i Radomskie Centrum Innowacji i Technologii, a partnerami: Astri Polska (partner srebrny), GMV Innovating Solutions, SmallGIS i Creotech Instruments (partnerzy brązowi), AIP Business Link, Olivia Business Centre, PCPD, Intel i Polakpotrafi.pl (sponsorzy nagród). Patronat honorowy objęło Ministerstwo Gospodarki, Komitet Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN, Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
 

pozdrawiam Radek

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wybuch gwiazdy Wolfa-Rayeta

 

10606.jpg

 

W naszych oczach Słońce przedstawia się dość imponująco: 330 tys. razy masywniejsze od Ziemi stanowi 99,86% całej masy Układu Słonecznego. Generuje około 400 bilionów bilionów watów mocy, a jego powierzchnia ma temperaturę ponad 5500 stopni Celsjusza. Jak na gwiazdę, nie są to jednak pokaźne wymiary.

 
Artykuł napisała Aleksandra Sztabkowska.
 
Prawdziwymi olbrzymami we Wszechświecie są gwiazdy Wolfa-Rayeta. Ich przeciętna masa to około 20 mas Słońca. Ich temperatura jest 5 razy wyższa niż naszej gwiazdy. Są rzadkie i zazwyczaj zasłonięte dlatego naukowcy nie wiedzą jeszcze jak powstały, jak żyją i jak umierają. Oczywiście poznanie tych tajemnic to tylko kwestia czasu. Zajmie się tym przegląd intermediate Palomar Transient Factory (iPTF).
 
Po raz pierwszy naukowcy potwierdzili, że oddalona od nas o 360 milionów lat świetlnych gwiazda Wolfa-Rayeta w gwiazdozbiorze Wolarza "zmarła" w gwałtownej eksplozji znanej jako supernowa typu IIb.
 
Badacze z izraelskiego Instytutu Nauki Weizmanna pod kierownictwem Avishaya Gal-Yam uchwycili supernową SN 2013cu kilka godzin po jej eksplozji. Następnie użyto teleskopów kosmicznych i ziemskich do obserwacji wydarzenia około 5,7 oraz 15 godzin po samozniszczeniu gwiazdy. Badania te dostarczają wartościowych wiadomości o życiu i śmierci przodków gwiazd Wolfa-Rayeta.
 
Gwiazdy Wolfa-Rayeta interesują naukowców, bo wzbogacają galaktyki o pierwiastki ciężkie, które są możliwym budulcem planet i życia. Każda gwiazda ? nieważne, jakiego rozmiaru i masy ? spędza swoje życie łącząc wodór w hel. W tych masywniejszych gwiazdach, po wyczerpaniu wodoru, fuzja nie ustaje. Łączą się nawet cięższe pierwiastki, takie jak węgiel, tlen, neon, sód, magnez, aż powstaje żelazo. W tym momencie atomy są upakowane tak ciasno, że fuzja nie dostarcza już energii.
 
Gwiazda utrzymywana jest jedynie przez ciśnienie degeneracji elektronów podlegających zakazowi Pauliego ? kwantowemu prawu, które zabrania dwóm elektronom być w tym samym stanie kwantowym. Gdy jednak jądro staje się wystarczająco masywne, nawet ten zakaz nie może powstrzymać zapadania się gwiazdy. Skumulowane tam protony i elektrony wyzwalają ogromną ilość energii i neutrin. To z kolei powoduje falę wstrząsową, która wyrzuca gwałtownie szczątki gwiazdy w przestrzeń kosmiczną. Tak właśnie powstaje supernowa.
 
Gwiazdy mogą być nazwane gwiazdami Wolfa-Rayeta przed przejściem w supernową. Kiedy fuzja się spowalnia, ciężki materiał z jądra gwiazdy wznosi się na jej powierzchnię, powodując powstanie silnych wiatrów. Wiatry zabierają olbrzymie ilości materii w przestrzeń kosmiczną, zasłaniając w ten sposób gwiazdę przed teleskopami.
 
Z wcześniej wspomnianą supernową SN 2013cu badacze mieli więcej szczęścia. "Uchwycili" ją, zanim zasłoniły ją szczątki unoszone spowodowanym przez nią wiatrem. Krótko po wybuchu, opisywane ciało niebieskie wyemitowało ultrafiolet. Warunki, w których naukowcy obserwowali tą gwiazdę były bardzo podobne do tych, które panowały przed wybuchem. Udało im się też wyłapać widmo emisyjne, pozwalające poznać skład chemiczny. Gdy dokonano uzupełniających obserwacji 15 godzin później, supernowa była nadal całkiem gorąca i silnie emitowała promieniowanie ultrafioletowe. W ciągu następnych dni zebrano teleskopy wokół całej Ziemi, by obserwowały zderzenie supernowej z wcześniej wyrzuconym przez gwiazdę materiałem. Supernowa została uznana za typ IIb, ponieważ po jej ochłodzeniu w analizie chemicznej pojawiły się słabe ślady wodoru i wyraźne ślady helu.
 
Od lutego 2014 badania iPTF skanowały nocne niebo za pomocą teleskopu zamontowanego na 48-calowym Teleskopie Samuela-Oschina w Obserwatorium Palomar w południowej Kalifornii. Dane z obserwacji natychmiast przebywały drogę ok. 640 km do NERSC (National Energy Research Scientific Computing Center) w Oakland. Tam dane są przesiewane i wysyłane do naukowców iPTF z całego świata. Naukowcy iPTF stworzyli Sloan Digital Star Survey III, czyli katalog przeróżnych gwiazd i galaktyk. Zostały do niego dodane również planetoidy i program, który wylicza ich orbity. Zespół iPTF prowadzony przez Shri Kulkarni, odkrył już około 2000 supernowych przez ponad 4-letnie obserwacje.
 

Celestron SkyMaster 15x70?  :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bardzo daleka gromada galaktyk

 

10608.jpg

 

 

Okazuje się, że struktury i populacje gwiazd w masywnych galaktykach zmieniają się wraz z wiekiem, lecz pozostaje tajemnicą jak te galaktyki formują się i ewoluują. Wiele z najstarszych i najbardziej masywnych galaktyk zawiera się w gromadach ? ogromnych strukturach, w których wiele galaktyk jest skoncentrowanych razem. Sądzi się, że gromady galaktyk we wczesnym Wszechświecie są kluczem do zrozumienia cykli życia starych galaktyk, ale jak dotąd astronomowie zlokalizowali zaledwie garstkę tych rzadkich, odległych struktur.

 
Artykuł przetłumaczyła Klara Muzalewska.
 
Nowe badania grupy prowadzonej przez Andrewa Newmana potwierdziły obecność niezwykłe odległej gromady galaktyk, JKCS 041. ?Nasze obserwacje sprawiły, że ta gromada galaktyk jest najbardziej zbadaną strukturą wczesnej galaktyki? ? powiedział Newman.
 
Mimo że zespół zaczął badania nad JKCS 041 w 2006 roku, to zabrało mu to wiele lat obserwacji, wykonanych na najmocniejszych teleskopach świata, aby w końcu określić odległość tej gromady galaktyk. Grupa używała Kosmicznego Teleskopu Hubble?a aby uchwycić ostry obraz odległej galaktyki i rozdzielić światło galaktyk na ich składowe kolorów. Technika ta znana jest jako spektroskopia. Odnaleźli oni 19 galaktyk o dokładnie tej samej ogromnej odległości 9,9 milionów lat świetlnych ? ślad wskazujący na wczesną gromadę galaktyk.
 
Do wcześniejszych badań został użyty Teleskop Kosmiczny Chandra, który odkrył emisje promieni rentgenowskich w lokalizacji JKCS 041. ?Promienie rentgenowskie prawdopodobnie pochodzą od gorącego gazu w JKCS 041, który został podgrzany do temperatury około 80 milionów stopni przez ciążenie masywnej gromady? ? powiedział członek grupy Obserwatorium Astronomicznego w Brera ? Stefano Andreon.
 
Dzisiaj największe i najstarsze galaktyki są znajdywane w gromadach, lecz zagadką jest kiedy i dlaczego te gigantyczne galaktyki przestały tworzyć nowe gwiazdy i pozostały uśpione lub spokojne. Spoglądając wstecz do czasu kiedy galaktyki w JKCS 042 miały tylko miliard lat (10 procent ich aktualnego wieku) grupa odkryła, że wiele wkroczyło już w spokojną fazę. ?Ponieważ JKCS 041 jest najbardziej odległą znaną gromadą o takich rozmiarach, jest to wyjątkowa okazja aby zbadać dokładnie te stare galaktyki i lepiej zrozumieć ich pochodzenie? ? powiedział Newman.
 
Gdy masywne galaktyki wejdą w ich spokojną fazę nadal się powiększają. To pozwala sądzić, że galaktyki zderzają się jedna z drugą i ewoluują w nowe i większe. Przypuszcza się, że wczesne gromady są doskonałymi lokalizacjami dla tych zderzeń, jednak ze zdumieniem odkryto, że galaktyki w JKCS 041 rosną w niemal tym samym czasie co galaktyki bez gromad.
 
 

Celestron SkyMaster 15x70?  :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Masywne gwiazdy zazwyczaj występują w układach wielokrotnych

 

10609.jpg

 

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez astronomów z należącego do Uniwersytetu w Bochum obserwatorium w Chile, masywne gwiazdy rzadko występują samotnie. Na 800 zaobserwowanych przez ostatnie lata około stu razy cięższych od Słońca obiektów, ponad 90% było układami wielokrotnymi. Te dane są mocnym argumentem potwierdzającym teorię, że masywne gwiazdy formują się już jako systemy podwójne.
 
Artykuł napisała Weronika Łajewska.
 
Słońce chowa się za horyzontem, ciemność zalewa Pustynię Atacama w Chile. Kilka punkcików migocze na niebie, pojawia się ich coraz więcej, aż w końcu cała Droga Mleczna rozciąga się na firmamencie. Nie ma lepszego miejsca na świecie do prowadzenia obserwacji astronomicznych. Właśnie tam znajduje się obserwatorium astronomiczne RUB. Jest usytuowane w odległości 20 km od największego europejskiego obserwatorium, Bardzo Dużego Teleskopu (VLT) na wzgórzu Cerro Paranal.
 
Astronomowie z Bochum są zainteresowani w szczególności pewnym fenomenem. Mianowicie, analiza zmienności jasności gwiazd na dużych odcinkach czasu pokazała, że masywne gwiazdy będące średnio 100 razy cięższe od Słońca występują przeważnie w układach podwójnych. Mogłoby się wydawać, że skoro wiemy jak działają pojedyncze gwiazdy, powinniśmy także wiedzieć, jak będą zachowywać się te podwójne. Astronomowie przyjrzeli się 800 masywnym gwiazdom możliwym do zaobserwowania z obserwatorium w Chile. Ponad 90% okazało się systemami składającymi się z dwóch, trzech lub czterech gwiazd krążących wokół wspólnego środka masy.
 
Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego nie zostało to nigdy wyłapane w danych pochodzących z największych teleskopów? Gwiazdy te znajdują się przede wszystkim zbyt blisko siebie, żeby zobaczyć je jako oddzielne punkty. Ponadto astronomowie z Bochum zastosowali pewną sztuczkę. Rozdzielili światło pochodzące od tych gwiazd na różne długości fal. Skład chemiczny gwiazd warunkuje konkretne długości fal emitowanego przez nie światła (tzw. linie spektralne). Ich analiza pozwala stwierdzić, czy obserwowany obiekt jest w rzeczywistości gwiazdą pojedynczą, czy może jednak podwójną. Wykorzystano także fakt, że gwiazdy krążąc wokół wspólnego środka masy wywołują efekt Dopplera. Efekt ten jest dobrze znany każdemu, kto kiedykolwiek słyszał dźwięk syreny przejeżdżającej obok karetki. Kiedy karetka się zbliża dźwięk wydaje się wyższy niż wtedy, gdy się oddala. Coś podobnego ma miejsce ze światłem, jest to tzw. relatywistyczny efekt Dopplera. Kiedy gwiazda porusza się w kierunku obserwatora, częstotliwość emitowanych przez nią fal elektromagnetycznych wzrasta, natomiast gdy się oddala, fale przesuwają się w stronę większych długości, czyli czerwonego krańca spektrum.
 
Zespół odkrył, że wiele spośród badanych gwiazd ma linie spektralne, które zmieniają się w sposób regularny przesuwając się pomiędzy niebieskimi i czerwonymi zakresami. Stąd pozornie pojedyncza gwiazda była często w rzeczywistości układem podwójnym dwóch orbitujących wokół siebie gwiazd. W niektórych układach odkryto nawet trzy albo cztery gwiazdy. Opierając się na tych danych, astronomowie oszacowali okres orbitalny każdego wielokrotnego układu, czyli czas potrzebny poszczególnym gwiazdom na okrążenie pozostałych w układzie.
 
Analizy statystyczne dodatkowo umożliwiły wysnucie następującego wniosku: im cięższa jest gwiazda, tym większe jest prawdopodobieństwo tego, że znajduje się w układzie wielokrotnym. Ogólnie mówiąc gwiazdy o podobnych masach występują razem. Nasuwa się pytanie dlaczego. Dlaczego gwiazda o masie sięgającej 50 mas Słońca łapie partnera o bardzo zbliżonej masie? Byłoby jej znacznie łatwiej przyciągnąć gwiazdę o masie jednego Słońca. Niewątpliwie proces formowania gwiazd wyjaśnia nam ten fenomen. Profesor Rolf Chini, który kieruje badaniami na RUB zakłada, że masywne gwiazdy powstają jako ?bliźniaki?. Ciała niebieskie powstają z gazu i pyłu kosmicznego, które się zagęszczają. W fazie końcowej powstały obłok dzieli się na dwie części o podobnej wielkości.
 

 

Dzisiaj istnieją już modele obrazujące ten proces, jednak wszystkie próby wyjaśnienia procesu formacji pojedynczych masywnych gwiazd kończą się fiaskiem. Obserwacje astronomów z RUB dają jednak powód do rozważenia alternatywnych modelów formowania się gwiazd.
 

Celestron SkyMaster 15x70?  :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cel sondy Rosetta zaczyna być aktywny

 

10612.jpg

Tak wyglądała kometa 30 kwietnia z punktu widzenia sondy. Po lewej jej pozycja na tle gwiazd, w pobliżu gromady kulistej M107. Po prawej zbliżenie złożone z wielu zdjęć o łącznym czasie ekspozycji 10 minut. Wyraźnie widać na nim zwiększoną aktywność komety.

 

 

Kometa 67P/Czuriumow-Gierasimienko, do której zbliża się sonda Rosetta, zaczyna się rozgrzewać, a jej warkocz się rozwija ? donosi ESA.
 
Artykuł napisał Krzysztof Szyszka.
 
Misja Rosetta, organizowana przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), jest pierwszą misją, która tak dokładnie zbada kometę. Zamiast jedynie przelecieć obok niej, wejdzie na orbitę tego drobnego ciała oraz wypuści lądownik, który osiądzie na powierzchni komety.
 
Sonda została obudzona w styczniu br. po trwającej 2,5 roku hibernacji. 24 marca zaczęła ona wykonywać zdjęcia komety w celu ustalenia wymaganych korekt kursu (z których część została już przeprowadzona), koniecznych do przeprowadzenia ich bezkolizyjnego spotkania. Podczas gdy na pierwszym ze zdjęć odległa o 5 mln km od sondy kometa wydaje się być jedynie punktem, wykonane 30 kwietnia zdjęcie odległej już tylko o 2 mln km komety przedstawia początek formowania się warkocza komety. Jednakże, co ciekawe, już miesiąc później ? 4 czerwca ? zamiast zwiększenia aktywności komety sonda zarejestrowała jej spadek.
 
 
10613.png
W porównaniu do zdjęcia z końca kwietnia, tu kometa wygląda dość blado. Najwyraźniej jej aktywność chwilowo spadła.
 
 
Sonda zbliży się do komety w sierpniu, jednak już teraz przeprowadza jej badania, np. zmierzyła tempo wirowania komety, które okazało się nieznacznie większe, niż do tej pory myślano. Takie informacje mają znaczenie dla powodzenia misji lądownika, naukowcy starają się zgromadzić jak najwięcej danych, ponieważ jeszcze nigdy nie przeprowadzano lądowania na tak małym ciele. Z uwagi na niewielką grawitację komety lądownik będzie musiał być w nią wczepiony harpunami.
 
Komety są stosunkowo luźnymi zbitkami lodu, pyłu i skał. W miarę zbliżania się do Słońca lód zaczyna sublimować i uciekać w przestrzeń, wypierając także drobne cząsteczki pyłu. Następnie wiatr słoneczny rozciąga wyrzucony materiał w długi warkocz. Im bliżej Słońca, tym proces jest intensywniejszy. Kometa 67P/C-G znajduje się 600 mln km od Słońca (czterokrotnie dalej, niż Ziemia), więc proces ten dopiero się zaczyna, a sonda Rosetta będzie mogła dokładnie zbadać cały jego przebieg.
 
Proces ten jest jedynie z grubsza przewidywalny. Jego szczegóły mogą być inne przy każdym zbliżeniu do Słońca. Dlatego właśnie często komety, o których mówi się, że będą wyjątkowe, okazują się stosunkowo mało jasne; było tak m. in. w przypadku komety C/2012 S1 (ISON). Także w przypadku komety 67P/C-G, do której zbliża się sonda, da się zauważyć ową niepewność procesu. Spowodowana jest ona prawdopodobnie nieregularnością jądra komety, które może się nagrzewać i oddawać ciepło w niekontrolowany sposób.
 
Badania komet są niezwykle ważne, ponieważ jako jedne z nielicznych ciał przetrwały one w niemal niezmienionym stanie od czasów formowania się Układu Słonecznego. Stanowią one swoiste kapsuły czasu, których dokładne zbadanie może przybliżyć nam historię powstania Słońca i planet. Ponadto podejrzewa się, że to komety przyniosły na Ziemię wodę, a być może nawet życie. Wciąż jednak wiele pytań dotyczących komet pozostaje bez odpowiedzi; sonda Rosetta ma udzielić przynajmniej części z nich.
 
  • Like 1

Celestron SkyMaster 15x70?  :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

RMF 24: Tytan powstał przed Saturnem

 

Czy księżyc może być starszy od swojej planety? Najwyraźniej tak. Wyniki badań międzynarodowego zespołu naukowców wskazują na to, że Tytan powstał wcześniej, niż planeta wokół której krąży, czyli Saturn. Artykuł, opublikowany w najnowszym numerze czasopisma "Astrophysical Journal Letters" rzuca nowe światło na historię tworzenia się Układu Słonecznego.

 

Wyniki badań prowadzonych pod kierunkiem Kathleen Mandt z Southwest Research Institute w San Antonio wskazują, że azot znajdujący się obecnie w atmosferze Tytana mógł być kiedyś zestalony w postaci lodu, który powstał zanim jeszcze doszło do formowania się Saturna. To sugeruje, że mógł powstać w warunkach przypominających zimne rejony Obłoku Oorta, skąd docierają do nas najbardziej pierwotne komety. Równocześnie wyklucza to możliwość, by Tytan powstał w znacznie cieplejszym dysku materii otaczającej formującego się Saturna.

 

Istotnym instrumentem w badaniach dziejów Układu Słonecznego jest porównywanie proporcji, w jakich występują izotopy różnych pierwiastków. Analiza takich danych, dotyczących zarówno powierzchni ciał niebieskich, jak i ich atmosfer pozwala prześledzić procesy ich powstawania, ściśle wiąże się bowiem z warunkami, w jakich te materiały się formowały.

 

W przypadku atmosfery Tytana brano pod uwagę dwa stabilne izotopy azotu - powszechny na Ziemi 14N i znacznie rzadziej występujący tu 15N. Badania z pomocą instrumentów NASA i europejskiej sondy Cassini pokazały, że proporcje tych izotopów na Ziemi i na Tytanie znacznie się różnią. Co więcej, proporcja w atmosferze Tytana jest znacznie bliższa tej, obserwowanej w lodowych kometach z Obłoku Oorta, niż tej na naszej planecie.

 

Ponieważ naukowcy nie znają procesu, który mógłby zmieniać proporcję izotopów azotu nawet w czasie ponad 4,5 miliardów lat istnienia Ziemi, podejrzewają, że ten pierwiastek pojawił się na naszej planecie w zupełnie inny sposób, niż na Tytanie, czy owych kometach. Stąd podejrzenie, że materiał, z którego utworzył się Tytan pochodził właśnie z zimnego dysku gazu i pyłu, z którego potem powstało Słońce.

 

Badacze będą mogli zweryfikować tę hipotezę z pomocą danych, które europejska sonda Rosetta zbierze podczas zaplanowanych w tym roku badań komety 67P/ Churyumov-Gerasimenko. Ta kometa pochodzi z tak zwanego pasa Kuipera, jeśli skład izotopowy wodoru będzie w niej inny, niż na Tytanie, to potwierdzi pochodzenie tego księżyca Saturna z zupełnie innego rejonu, prawdopodobnie właśnie Obłoku Oorta.

 

http://nt.interia.pl/raport-kosmos/astronomia/news-rmf-24-tytan-powstal-przed-saturnem,nId,1448222

 

Tytan powstał przed Saturnem? To jest możliwe

/materiały prasowe

 

post-31-0-09746300-1403707743.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Satelita CoRoT kończy swoją misję

 

Satelita CoRoT został ostatecznie wyłączony. Ostatnie komendy do statku zostały wysłane 17 czerwca, pół roku po rozpoczęciu fazy wygaszania misji. Faza ta trwała od grudnia 2013 roku, a o zakończeniu misji zdecydowano w czerwcu ubiegłego roku. Misja która trwała ponad 7 lat pozostawia po sobie znaczny dorobek naukowy.

 

Przygotowania do misji rozpoczęto w 1993 roku. Zamiarem pomysłodawców były prowadzenie pomiarów astrofizycznych gwiazd (ich drgań) i szukanie planet pozasłonecznych. Zaplanowana jakość pomiarów pokazywała jednak, że dane będą użyteczne również w innych badaniach.

Głównym instrumentem satelity jest teleskop, którego zadaniem jest skrupulatne rejestrowanie światła pochodzącego z odległych gwiazd. Poprzez długotrwałe obserwacje jednego regionu nieba CoRoT mógł wyznaczać krzywe jasności gwiazd. Na tej samej zasadzie działa ?większy kuzyn" CoRoT-a, Kosmiczny Teleskop Keplera.

Wystrzelona 27 grudnia 2006 roku wspólna misja francuskiej (CNES) i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) stałą się pierwszą, która wykorzystała wiedzę o wewnętrznych wibracjach Słońca do badań wewnętrznej struktury innych gwiazd. Dzięki obserwacjom satelity CoRoT udało się zidentyfikować w czerwonych gigantach te same wewnętrzne drgania, co zachodzące w Słońcu. Udało się też potwierdzić, że są one dobrymi wyznacznikami masy, promienia i wieku gwiazd.

CoRoT posłużył też do wykrywania planet pozasłonecznych. Do tej pory potwierdzono istnienie 32 z nich, a ponad 100 dalszych obserwacji czeka na weryfikację. Na tym polu satelita wykazał się również innymi odkryciami:

jako pierwszy potwierdził istnienie skalnych egzoplanet, o gęstości zbliżonej do gęstości Ziemi, krążących blisko swoich gwiazd centralnych

jako pierwszy wyznaczył temperaturę planety o okresie orbitalnym poniżej 100 dni

detekcją brązowych karłów, będących obiektami klasyfikowanymi między planetami a gwiazdami

odkryciem pierwszego układu planetarnego z dwoma małymi planetami

Satelita pracował dwa razy dłużej niż pierwotnie planowano - sześć zamiast trzech lat. Nim satelitę wyłączono, wykonywano na nim eksperymenty technologiczne. Przygotowano też statek do trwałego wyłączenia, np. opróżniono jego zbiorniki paliwa, a wcześniej skierowano go na niższą orbitę, co przyspieszy jego ponowne wejście do atmosfery i zniszczenie. Ostatnie komendy do satelity wysłano 17 czerwca i wtedy też nastąpiło wyłączenie CoRoT-a.

 

http://nt.interia.pl/raport-kosmos/misje/news-satelita-corot-konczy-swoja-misje,nId,1448225

 

Satelita CoRoT definitywnie kończy swój żywot

/materiały prasowe

post-31-0-97686600-1403763529.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 Kosmiczna turystyka balonowa coraz bliżej

 

Firma World View sukcesem zakończyła testy balonu i kapsuły do załogowych lotów stratosferycznych ? donosi serwis PhysOrg. Kiedy zabierze na pokład pierwszych śmiałków?

 

World View chce zabierać ludzi w niezwykły pionowy lot balonem na wysokość około 36 tys. metrów, a wiec podobną, z jakiej swój rekordowy skok oddał Austriak Felix Baumgartner. Gondola z pasażerami zawiśnie na maksymalnej wysokości na dwie godziny, aby każdy mógł nacieszyć się wspaniałym widokiem.

Firma z Arizony jest coraz bliżej realizacji swojego ambitnego przedsięwzięcia. Tym razem pomyślnie przeprowadziła test systemu w mniejszej skali.

Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem, to loty pasażerskie rozpoczną się w 2016 roku. Chętni muszą liczyć się z wydatkiem rzędu 75 tys. dol. Nie jest to mało, ale Virgin Galactic proponuje nam lot w kosmos za 200 tys. dol. Jednak w tym drugim przypadku wrażenia będą znacznie większe, ponieważ pasażerowie na własnej skórze poczują co to znaczy stan nieważkości.

http://nt.interia.pl/raport-kosmos/ziemia/news-kosmiczna-turystyka-balonowa-coraz-blizej,nId,1448321

Fot. worldviewexperience.com

/materiały prasowe

 

post-31-0-09628900-1403763590.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Magiczna wyspa na jednym z mórz Tytana

 

Na Tytanie, największym księżycu Saturna, sonda Cassini dostrzegła niezwykłe zjawisko. Na jednym z tamtejszych mórz widać tajemniczą wyspę, która na innych ujęciach znika. Astronomowie już okrzyknęli ją mianem "magicznej".

 

Niezwykła struktura geologiczna - najprawdopodobniej wyspa - pojawia się i znika na morzu Ligeia Mare. Obiekt ma wymiary ok. 20 x 10 km. Wyraźnie widać go na zdjęciach z 10 lipca ubiegłego roku, ale na wcześniejszych i późniejszych fotografiach już go nie ma.

 

Zjawisko z magią ma niewiele wspólnego. Astronomowie rozważają cztery scenariusze: tajemnicza wyspa jest przykrywana przez fale, jest to niestabilna bryła lodu dryfująca po powierzchni morza, są to wynurzające się bąble gazu lub jakieś ciało zawieszone tuż pod powierzchnią.

 

Tytan jest niezwykle ciekawym obiektem dla astronomów. Ma on gęstą atmosferę (gęstszą od ziemskiej), która składa się głównie z azotu, metan, argonu i acetylenu. Tytan ma wiele zbiorników przypominających ziemskie jeziora (wypełnione metanem). W Ligeia Mare jest ponad 9000 km3 metanu, czyli 40 razy więcej niż na Ziemi ropy i gazu ziemnego.

 

Zjawisko "magicznej wyspy" może udać się rozwikłać przy pomocy kolejnych zdjęć z sondy Cassini. Fenomen tego obiektu niewątpliwie udałoby się rozwiązać dzięki pływającemu lądownikowi, którego projekt NASA jednak porzuciła na rzecz misji na Marsa.

 

http://nt.interia.pl/raport-kosmos/astronomia/news-magiczna-wyspa-na-jednym-z-morz-tytana,nId,1448312

 

Niezwykły obiekt pojawia się i znika - czy to przykrywana falami wyspa?

/NASA

post-31-0-07303600-1403763655.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA testuje łazik, który pływa i chodzi po lodzie

NASA testuje, z pełnym powodzeniem, prototyp specjalnego łazika, który będzie radził sobie w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach, jakie będą go czekały w trakcie wykonywania misji w kosmosie.

Łazik, w odróżnieniu od jego mniejszych braci, którzy eksplorują Marsa, nie będzie musiał zmagać się z pyłem i piaskiem, a wodą i lodem, jego celem bowiem będzie skuta lodem Europa, księżyc Jowisza.

Powyżej możecie zobaczyć film, który powstał na Alasce, w trakcie morderczych testów tej niezwykłej maszyny. Sterowanie łazikiem i zbieranie z niego danych, odbywa się przez łącze satelitarne.

Niewątpliwie jest to jeden z najbardziej fascynujących i innowacyjnych projektów w historii NASA i jej planów eksploracji innych światów w poszukiwaniu życia.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/19574/nasa-testuje-lazik-ktory-plywa-i-chodzi-po-lodzie

 

post-31-0-22625200-1403763717.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wypełnienie Ultrafioletowej Luki w Ultragłębokim Polu Hubble?a dostarcza nowych danych na temat narodzin gwiazd

Spośród najbardziej kolorowych obrazów głębokiego tła, wykonanych przez cały 24-letni okres używania Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, astronomowie zmontowali wszechstronny obraz przedstawiający ewoluujący Wszechświat.

Artykuł napisał Piotr Łubis.

Według naukowców, nowe badania, zwane ?Wypełnianiem Ultrafioletowej Luki w Ultragłębokim Polu Hubble?a?, są w stanie dostarczyć brakujących informacji na temat powstawiania gwiazd. Obraz nazwany ?Ultragłębokim Polem Hubble?a 2014? jest złożeniem wielu oddzielnych ekspozycji wykonanych w latach 2003 ? 2012.

Już wcześniej, na seriach zdjęć zrobionych w latach od 2003 do 2009, astronomowie zbadali Ultragłębokie Pole Hubble?a [HUDF], lecz tylko zakresie fal widzialnych i podczerwonych. Teraz po zarejestrowaniu promieniowania ultrafioletowego, astronomowie domknęli pełne spektrum barwne dostępne dla Teleskopu Hubble?a. Od ultrafioletu, poprzez światło widzialne, aż do bliskiej podczerwieni. Uzyskany obraz przedstawia około 10 tys. galaktyk na południowym niebie, z małego obszaru w gwiazdozbiorze Pieca. Oglądanie coraz dalszych galaktyk jest jak oglądanie filmu puszczonego wstecz. Od dziś, aż do kilku setek milionów lat po Wielkim Wybuchu.

Przed Wypełnieniem Ultrafioletowej Luki astronomie znajdowali się w nieciekawym położeniu. Pomimo że inny teleskop kosmiczny Galaxy Evolution Explorer dostarczył znaczącej wiedzy na temat powstawania gwiazd w pobliskich galaktykach, zaś badacze używając Hubble?a w zakresie bliskiej podczerwieni przestudiowali narodziny gwiazd w dalszych galaktykach, to niestety z odległości od 5 do 10 miliardów lat, gdy narodziła się większa część znanych nam gwiazd, dane były bardzo ubogie. ?W pełnym widmie spektralnym promieniowania elektromagnetycznego brakuje informacji na temat ultrafioletu. Ta luka powoduje, że badanie rozwoju galaktyk porównać można do badania rozwoju człowieka, poprzez obserwacje dużej rodziny, w której mamy osoby w różnym wieku, a nie widzimy w niej nastolatków? ? powiedział główny badacz Harry Teplitz z Pasadeny w Kalifornii i dodał ? ?Obserwacje w ultrafiolecie wypełnią brakującą lukę?.

Światło w zakresie ultrafioletu emitowanie jest przez najmłodsze, największe i najgorętsze gwiazdy. Obserwując na tych długościach fal, badacze są w stanie bezpośrednio stwierdzić, w których galaktykach i gdzie w ich obrębie powstają nowe gwiazdy. Badanie obrazów galaktyk w ultrafiolecie pozwala astronomom zrozumieć jak galaktyki poszerzały się, poprzez tworzenie małych gromad bardzo gorących gwiazd. Ponieważ ziemska atmosfera nie przepuszcza światła ultrafioletowego, takie obserwacje mogą być przeprowadzane jedynie przez teleskop umieszczony na orbicie.

Prezentowane zdjęcie będzie nadal uzupełniane. ?Obserwacje wykonane w ultrafiolecie, poprzez wykorzystanie unikalnych zdolności Hubble?a, są bardzo istotne w planowaniu nowego teleskopu, zwanego Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba? ? powiedział Doktor Rogier Windhorst z Arisona State Uniwersity. ? ?Hubble dostarczył niesamowitych danych w zakresie widma ultrafioletowego. Dane te można będzie połączyć z danymi z podczerwieni, które ma w przyszłości dostarczyć Webb. Razem dadzą wyjątkową kombinację?.

http://news.astronet.pl/7433

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ciemna strona Księżyca ? tajemnica rozwiązana po 55 latach

Widniejące na Księżycu ciemne obszary (według niektórych przypominające swoim układem zarys twarzy) powstały, gdy meteoryty uderzały w widoczną z Ziemi część Księżyca, tworząc w ten sposób ogromne, płytkie morza bazaltu. Jednak podobne zjawisko nie występuje po drugiej stronie Księżyca. Astrofizycy z Penn State myślą, że wiedzą dlaczego.

Artykuł przetłumaczyła Alicja Kida.

?Pamiętam, że kiedy pierwszy raz jeszcze jako chłopiec ujrzałem cały Księżyc, byłem uderzony tak różnym widokiem drugiej jego strony? ? powiedział Jason Wright, asystent profesora astrofizyki. ?Wszędzie znajdowały się góry i kratery. Gdzie były morza bazaltu? Od lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku stanowiło to tajemnicę?.

Tajemnica nazwana ?Lunar Farside Highlands Problem? powstała w 1959 roku, kiedy to sowiecki statek kosmiczny Łuna 3 przetransmitował pierwszy obraz ciemnej strony Księżyca na Ziemię. Niewidoczną część nazywano ciemną stroną, ponieważ była nieznana, a nie dlatego, że dociera do niej mniej światła słonecznego. Badacze natychmiastowo zauważyli, że na części Księżyca niewidocznej z Ziemi nie istnieją morza bazaltu.

Wright, Steinn Sigurdsson profesor astrofizyki i Arpita Roy absolwentka astronomii i astrofizyki, główna autorka badań, zrozumieli, że nieobecności mórz, wynika z różnicy w grubości skorupy pomiędzy częścią Księżyca którą widzimy i tą ukrytą, a to jest przyczyną tego jak Księżyc był oryginalnie formowany. Badacze zaprezentowali swoje wyniki w Astrophysical Journall Letters 9 czerwca bieżącego roku.

Ogólne porozumienie, co do pochodzenia Księżyca zakłada, że prawdopodobnie uformował się on krótko po Ziemi, oraz był rezultatem uderzenia w Ziemię obiektu wielkości Marsa. Teoria Wielkiego Zderzenia sugeruje, że zewnętrzne warstwy Ziemi, oderwane pod wpływem tego uderzenia oraz inne obiekty latające w przestrzeni kosmicznej uformowały Księżyc. Krótko po wielkim zderzeniu Ziemia i Księżyc były bardzo gorące. Ziemia i oderwany obiekt nie tylko topiły się, ale również parowały, tworząc dysk skał magmy oraz pary dookoła Ziemi.

Geometria była podobna do skalistych planet ostatnio odkrytych bardzo blisko ich gwiazd. Księżyc był od 10 do 20 razy bliżej Ziemi, niż jest obecnie. Badania pokazały, że czas rotacji Księżyca jest taki sam jak okres obiegu Księżyca wokół Ziemi. Prawdopodobnie Księżyc zawsze był zwrócony jedną stroną do Ziemi. Obrót synchroniczny jest wynikiem przyciągania grawitacyjnego obu obiektów.

Księżyc będący dużo mniejszy od Ziemi stygł dużo szybciej. Ponieważ Ziemia i Księżyc były synchroniczne od początku, wciąż gorąca (o temperaturze ponad 2500 stopni Celsjusza) Ziemia promieniowała w kierunku Księżyca. Druga strona Księżyca, daleko od wrzącej Ziemi, wolno stygła, podczas gdy widoczna z Ziemi część Księżyca wciąż się topiła, powodując różnice temperatur pomiędzy dwiema połowami.

Różnica była ważna dla formowania się skorupy na Księżycu. Skorupa ma wysoką zawartość aluminium i wapnia ? składników, które trudno parują. Kiedy gorące kamienie zaczynają stygnąć pierwsze składniki pary jakie opadają to wapń i aluminium.

?Aluminium i wapń mogły perfekcyjnie skondensować się w atmosferze na zimniejszej stronie Księżyca, ponieważ w pobliżu było wciąż zbyt gorąco. Tysiące do milionów lat później te elementy połączyły się z krzemianami w płaszczu Księżyca, aby uformować plagioklazy skalne, które ostatecznie przeniosły się na powierzchnię i ukształtowały skorupę Księżyca? ? powiedziała Roy. ? ?Skorupa na Ciemnej stronie Księżyca ma więcej tych minerałów i jest grubsza?.

Księżyc jest obecnie w całości wystudzony i nie topnieje na powierzchni. Wcześniej wielkie meteoryty uderzały w Księżyc i dziurawiły skorupę, uwalniając rozległe jeziora bazaltowej lawy, która uformowała okolice mórz bazaltu tworząc zarys twarzy. Kiedy meteoryty uderzały w drugą część Księżyca, w większości przypadków skorupa była zbyt gruba i bez tryskającej magmy. W ten sposób tworząc ciemną stronę Księżyca z dolinami, kraterami, wyżynami, ale bez mórz bazaltu.

http://news.astronet.pl/7432

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Niebo w czwartym tygodniu czerwca 2014 roku

Pierwszy tydzień tegorocznego lata będzie prawie bezksiężycowy: Srebrny Glob będzie widoczny tylko na początku tygodnia, tuż przed świtem, jak mija jasną Wenus i Plejady. Jednak nie można napisać, że to będzie dobry czas do obserwowania słabych obiektów, ponieważ tło nieba wciąż jest rozświetlane przez niezbyt głęboko chowające się Słońce. Na wieczornym niebie nie ma już Jowisza, są za to Mars i Saturn, które zbliżają się do siebie. Czerwona Planeta zbliża się również do Spiki. Coraz bliżej siebie są również dwie jasne planetoidy Ceres i Westa. Przez cały tydzień można obserwować meteory z roju Bootydów, które maksimum aktywności mają 27 czerwca.

Na początku tego tygodnia największe atrakcje czekają obserwatorów nocnego nieba tuż przed świtem, gdzie już od dłuższego czasu przebywa planeta Wenus, a w tych dniach dołączył do niej zbliżający się do nowiu Księżyc. Naturalny satelita Ziemi przejdzie między Ziemią a Słońcem w piątek 27 czerwca o godzinie 10:09 naszego czasu i jeszcze do środy 25 czerwca będzie można go próbować dostrzec nisko nad północno-wschodnim widnokręgiem w fazie bardzo cienkiego sierpa.

W poniedziałek 23 czerwca można było zaobserwować Księżyc w fazie 17%, oddalony od Wenus o ponad 17°. Na godzinę przed świtem (na tę porę wykonane są mapki animacji) Księżyc znajdował się na wysokości ponad 11° (Wenus na wysokości ponad 5°). Dobę później Księżyc przesunął się kilkanaście stopni na wschód i zbliżył się do Wenus na odległość około 5,5 stopnia, zmniejszając przy tym fazę do 10%. Oba ciała niebiańskie znajdowały się na wysokości około 5°. Natomiast w środę 25 czerwca Księżyc będzie miał fazę zaledwie 5% i będzie się znajdował ponad 6° na wschód (czyli w lewo i w dół) od Wenus, ale w momencie pokazanym na mapce będzie tuż po swoim wschodzie (który nastąpi około godz. 3:16), na wysokości mniejszej niż 1°. Dlatego do jego dostrzeżenia potrzebny jest bardzo odsłonięty widnokrąg.

Sama planeta, choć zbliża się do Słońca, to z północnych szerokości geograficznych jest widoczna coraz lepiej, ponieważ poprawia się nachylenie ekliptyki do wschodniego widnokręgu o tej porze doby. Wenus jest oddalona od Słońca jeszcze o ponad 30°, a na godzinę przed świtem znajduje się wspomniane już około 5° nad horyzontem ENE. Niestety planeta jest atrakcyjnym celem tylko dla obserwacji gołym okiem, przez teleskop można próbować dostrzec wenusjańską tarczę, ale jest rozmiar 12" i faza 84% nie będą dostarczały mocnych wrażeń. Początkowo Wenus będzie wędrowała około 5° na południe od Plejad, ale w drugiej części tygodnia znajdzie się prawie w połowie drogi między Plejadami a Aldebaranem, czyli najjaśniejszą gwiazdą Byka.

Z wieczornego horyzontu zniknął już niestety Jowisz. Na jego ponowne obserwacje trzeba będzie poczekać aż do drugiej dekady sierpnia, kiedy będzie można go dostrzec tuż przed wschodem Słońca, tworzącego bardzo ładną parę z planetą Wenus. Póki co o tej porze doby, niezbyt wysoko nad widnokręgiem znajdują się dwie planety: Mars i Saturn oraz dwie jasne planetoidy: (1) Ceres i (4) Westa. Wszystkie ciała Układu Słonecznego przesunęły się wyraźnie na zachód, w stosunku do tego, co było jeszcze kilka tygodni temu.

 

Czerwona Planeta ponownie rozpędziła się już w swoim ruchu po niebie, tym razem przesuwając się na południowy wschód i w ciągu tygodnia pokonuje ponad 2,5 stopnia, czyli więcej niż 5 średnic kątowych Księżyca, czy Słońca. Prędkość Marsa będzie szczególnie dobrze w najbliższych dniach, ponieważ zbliża się on do Spiki, którą minie w połowie lipca. Na początku tygodnia odległość między Marsem a Spiką wynosiła prawie 8,5 stopnia, zaś w niedzielę 29 czerwca zmniejszy się ona do niewiele ponad 6°.

 

W tym samym czasie Mars oddali się od Ziemi o kolejne kilka milionów kilometrów (obecnie robi to w tempie prawie miliona km na dobę) i z tego powodu do niedzieli 29 czerwca jasność Czerwonej Planety zmniejszy się do 0 magnitudo (będzie miał jasność porównywalną z Arkturem), a średnica jej tarczy spadnie poniżej 10". Wciąż jednak Mars będzie miał małą, jak na niego, fazę: 88%. Jeśli ktoś obserwował Marsa przez teleskop w kwietniu br., to zauważy, że tarcza czwartej planety od Słońca jest wyraźnie mniejsza i słabsza, niż 2 miesiące temu.

 

Około 30° na wschód od Marsa, w sąsiednim gwiazdozbiorze Wagi, znajduje się planeta Saturn. W odróżnieniu od Marsa Saturn na niebie porusza się bardzo powoli, ponieważ jest on bliski zakrętu na swojej drodze po niebie. W ciągu tygodnia szósta planeta od Słońca pokonuje obecnie około 15 minut kątowych, czyli połowę średnicy kątowej Słońca, czy Księżyca. Pod koniec tygodnia Saturn zbliży się do linii łączącej dwie najjaśniejsze gwiazdy Wagi, czyli Zuben Elgenubi i Zuben Eschamali na odległość 35 minut kątowych, gdzie będzie świecił z jasnością +0,3 magnitudo. Przez teleskopy można obserwować tarczę Saturna wraz z jego pierścieniami. Tarcza ma obecnie średnicę 18", zaś pierścienie - około 40". Maksymalna elongacja Tytana (zachodnia) wypada w tym tygodniu w niedzielę 29 czerwca. Będą to ponad 3 minuty kątowe. Jednak ze względu ma duże nachylenie Saturna w kierunku Słońca i Ziemi nawet podczas największego zbliżenia do Saturna jest on oddalony od swojej planety macierzystej o mniej więcej minutę kątową.

 

Widoczne od dłuższego czasu dwie jasne planetoidy kierują się również na południowy wschód, podobnie, jak Mars i zbliżają się do siebie (jak również do Czerwonej Planety). W tym tygodniu obie planetoidy będą się także zbliżać do gwiazdy Heze, czyli ? Virginis, która świeci z jasnością +3,4 wielkości gwiazdowej. W niedzielę 29 czerwca Ceres od Westy będzie dzieliła odległość niecały 1°, podobnie, jak Ceres od gwiazdy Heze. Natomiast Westę od Heze będzie dziliło niecałe 2°. Obie planetoidy będą się znajdowały mniej więcej 9° na północny wschód od Marsa. Pierwsza z planetoid świeci obecnie z jasnością +7,3 wielkości gwiazdowej, zaś druga - z jasnością +6,1 wielkości gwiazdowej. Zatem do ich dostrzeżenia jest potrzebna przynajmniej lornetka.

 

W odnalezieniu planetoid pomóc może mapka wykonana w programie Nocny Obserwator (http://astrojawil.pl/blog/moje-programy/nocny-obserwator/). Zaznaczone na mapce gwiazdy, z którymi można porównywać jasności planetoid to: ? Vir - jasność +4,2 mag, 92 Vir - jasność +5,9 mag, 84 Vir - jasność +5,4 mag, 78 Vir - jasność +4,9 mag, 64 Vir - jasność +5,9 mag.

Przez cały najbliższy tydzień, a nawet dłużej, bo do 2 lipca, można próbować obserwować meteory z roju Bootydów Czerwcowych. Rój ten promieniuje od 22 czerwca do 2 lipca, z maksimum 27 czerwca, a jego radiant znajduje się na północ od głównej figury gwiazdozbioru Wolarza, niedaleko miejsca, z którego na początku stycznia promieniują Kwadrantydy. Meteory z tego roju są bardzo wolne, ich prędkość zderzenia z naszą atmosferą wynosi zaledwie 18 km/s.

Aktywność roju jest zmienna. Są lata, gdy było meteorów bardzo mało, tylko kilka na godzinę, ale są też lata, gdy jest ich bardzo dużo, nawet do 100 na godzinę. Jak będzie tym razem? Nie wiadomo, ponieważ takie prognozy są nie zawsze trafne, o czym można się było przekonać niedawno, gdy zapowiadano wybuch aktywności nowego roju Camelopardalidów, a okazał się on niewypałem. Tym bardziej zachęcamy do obserwacji tych meteorów, gdyż tym razem nie będzie przeszkadzał Księżyc znajdujący się blisko nowiu, a około godziny 1 w nocy, kiedy niebo jest najciemniejsze, radiant roju znajduje się na wysokości prawie 60° nad zachodnim widnokręgiem.

http://news.astronet.pl/7430

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tranzyt Merkurego widziany z Marsa

Agencja kosmiczna NASA pochwaliła się nietypowymi obserwacjami wykonanymi przez łazik Curiosity z powierzchni Marsa. Sonda zarejestrowała przejście Merkurego na tle tarczy Słońca.

Jest to pierwszy tranzyt planetarny na tle tarczy Słońca obserwowany z innej planety niż Ziemia, a także pierwsza fotografia Merkurego wykonana z Marsa. Co prawda Merkury prezentuje się jedynie jako niewielki piksel przemieszczający się na tle tarczy Słońca, ale ruch tego piksela jest zgodny z przewidywaną na podstawie obliczeń trajektorią. Dodatkowo na zdjęciach można dostrzeć dwie duże plamy słoneczne.

Obserwacje zostały wykonane 3 czerwca 2014 r. za pomocą teleobiektywu sondy Curiosity zaprezentowano w formie filmu dostępnego na stronie http://www.jpl.nasa.gov/video/?id=1309.

Na Ziemi można było obserwować tranzyt Merkurego w latach 2006 i 2003, a następna okazja nastąpi w 2016 roku. W przypadku Marsa będzie to 2015 rok.

Źródło: JPL/NASA

 

Więcej informacji:

? Mercury Passes in Front of the Sun, as Seen From Mars

 

Na zdjęciu:

Pięć różnych wersji obserwacji tranzytu Merkurego na tle tarczy Słońca, których dokonał łazik Curiosity znajdujący się na powierzchni Marsa. Źródło: NASA/JPL-Caltech/MSSS/Texas A&M.

http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/tranzyt-merkurego-widziany-z-marsa.html

 

post-31-0-08340100-1403776138_thumb.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA zaplanowała przechwycenie planetoidy

NASA potwierdziła plany niezwykłej i zarazem pionierskiej misji, w ramach której zostanie przechwycony, a następnie zbadany fragment planetoidy. Projekt Asteroid Redirect Mission ma zostać zrealizowany do końca 2019 roku, więc pozostało już mało czasu na przygotowania, które, jak zapewnia NASA, trwają pełną parą.

Rozważa się dwa scenariusze przeprowadzenia tej fantastycznej akcji. Pierwszy zakłada wysłanie na orbitę okołoziemską maszyny, która przyciągnie planetoidę o średnicy nie większej niż 10 metrów i następnie przeanalizuje próbki. Drugi przewiduje pobranie fragmentu wielkiej planetoidy i jego analizę.

Bez względu na to, który scenariusz zostanie wybrany (ma to nastąpić do końca bieżącego roku) jako ten najbardziej opłacalny, bezpieczny, a zwłaszcza skuteczny, misja niewątpliwie będzie jedną z najbardziej karkołomnych w całej historii amerykańskiej Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej.

Przedsięwzięcie ma kosztować, bagatela, 2,6 miliarda dolarów, jednak biorąc pod uwagę zebrane dane, które posłużą do lepszego zrozumienia istoty bytności tych obiektów i tym samym zabezpieczenia naszej planety, wydatek ten jest jak najbardziej uzasadniony.

Tymczasem, zobaczcie materiał przygotowany przez agencję, a prezentujący zakładany przebieg całej tej niesamowitej misji.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/19579/nasa-zaplanowala-przechwycenie-planetoidy

 

post-31-0-25582800-1403776427.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tajemniczy sygnał rentgenowski z gromady Perseusza dowodem na istnienie ciemnej materii?

Astrofizycy są bardzo zaskoczeni z powodu wykrycia promieniowania rentgenowskiego, którego źródło znajduje się około 240 milionów lat świetlnych od Ziemi, w gromadzie galaktyk w Perseuszu. Problem polega na tym, że nikt nie wie co spowodowało ten nietypowy sygnał.

Jak wiadomo zwykle gdy nauka ma problem z jakimś zjawiskiem niepasującym do ogólnego obrazu rzeczywistości pojawiają się jakieś hipotetyczne dziwactwa, które mają wyjaśnić to czego nijak wyjaśnić się nie da. Nie inaczej jest w tym przypadku i naukowcy twierdzą, że niezwykły sygnał rentgenowski jest efektem rozpadu tak zwanych sterylnych neutrin, hipotetycznych cząstek elementarnych, które proponuje się jako główny nośnik ciemnej materii.

Ciemna materia to pojęcie, które powstało właśnie dlatego, że nie zgadzały się rachunki. Zdaniem uczonych musi istnieć jakiś rodzaj nieznanej materii, która nie emituje, ani nie absorbuje światła tak jak protony, neutrony czy elektrony. Co więcej aż 85% materii we wszechświecie musi być właśnie tego rodzaju. Nauka twierdzi, że widać efekty grawitacyjne ciemnej materii, ale nie widać jej samej.

Tajemniczy sygnał rentgenowski z Perseusza odkryto dzięki kosmicznym obserwatoriom Chandra i XMM-Newton. Wykryta emisja została zidentyfikowana na poziomie 3,56 kiloelektronowoltów (keV). Mogła ona być skutkiem rozpadu hipotetycznych sterylnych neutrin, które wchodzą w interakcje z normalną materią tylko poprzez oddziaływanie grawitacyjne.

Problem naukowców polega na tym, że ta emisja nie była podobna do niczego innego co zaobserwowano w przeszłości. Gdyby była skutkiem znanych nam procesów kosmicznych, na przykład oddziaływań gazowych, powinna nieść za sobą inne sygnały na innych długościach fal, ale nic takiego nie zaobserwowano.

NASA sugeruje, że istnieje możliwość, iż emisja została wywołana przez normalny rodzaj materii, ale więcej ich zdaniem wskazuje na to, że zaobserwowano pierwszy dowód na istnienie hipotetycznej ciemnej materii. Trudno nie odnieść wrażenia, że jest to jednak sposób na pójście na skróty i zaoferowanie jakiegokolwiek wytłumaczenia dla tej tajemnicy. Specjaliści z ESA oświadczyli, że należący do nich teleskop XMM-Newton wykrył kiedyś podobny sygnał z galaktyki M31, czyli Andromedy, ale emisja z Perseusza była dużo silniejsza.

Teraz astrofizycy mają zamiar dokonać korelacji danych z teleskopu Chandra z danymi z należącego do japońskiej agencji kosmicznej JAXA, teleskopu Suzaku. Być może dzięki zgromadzeniu wielu źródeł danych uda się rzucić nieco światła na tą niezwykłą emisję promieniowania rentgenowskiego.

Źródła:

http://www.nasa.gov/chandra/news/mysterious-xray-signal.html#.U6ptgI1dWdx

http://sci.esa.int/xmm-newton/54209-puzzling-x-rays-point-to-dark-matter/

http://iopscience.iop.org/0004-637X/789/1/13/

http://arxiv.org/abs/1402.4119

Dodaj ten artykuł do społeczności

http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/tajemniczy-sygnal-rentgenowski-gromady-perseusza-dowodem-istnienie-ciemnej-materii

Gromada w Perseuszu - źródło: NASA/Chandra

Źródło: XMM-Newton

 

post-31-0-22187100-1403793928.jpg

post-31-0-07768500-1403793944.jpg

post-31-0-73201100-1403793957.jpg

  • Like 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA przeprowadziła pierwszy test "latającego spodka"

Amerykańska agencja kosmiczna NASA przeprowadziła w sobotę pierwszy test pojazdu kosmicznego, przypominającego kształtem latający spodek, który w przyszłości ma być wykorzystany w misjach marsjańskich.

"Latający spodek" - Low-Density Supersonic Decelerator (LDSD) - wystartował z Hawajów na pokładzie balonu. Na wysokości blisko 40 kilometrów urządzenie z pomocą rakiety zostało wyniesione jeszcze wyżej.

Na wysokości około 55 km rozpoczęła się najważniejsza część eksperymentu: powrót na Ziemię, który miał być sprawdzeniem możliwości lądowania na Marsie, a w szczególności sprawdzeniem systemu hamowania w kosmosie.

LDSD nie jest pojazdem kosmicznym w tradycyjnym rozumieniu, lecz lądownikiem. Urządzenie to ma posłużyć do lądowania podczas pierwszej misji załogowej, jaką NASA wyśle na Marsa.

"Spodek" opadał na specjalnym spadochronie o średnicy 30 metrów - największym w historii NASA - i po kilkudziesięciu minutach wodował na oceanie, skąd został zabrany do bazy wojskowej. W niedzielę, na konferencji prasowej, NASA przedstawi dokładny przebieg i rezultaty eksperymentu. Wiadomo jednak już, że podczas lądowania wystąpiły problemy ze spadochronem.

http://fakty.interia.pl/nauka/news-nasa-przeprowadzila-pierwszy-test-latajacego-spodka,nId,1450259

post-31-0-80653400-1404025633.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Magnetyczny odcisk palca naszej galaktyki wykonany przez satelitę Planck

Dzięki satelicie Planck naszym oczom ukazał się nowy obraz przedstawiający pole magnetyczne Drogi Mlecznej. Uzyskano go z pierwszych kompleksowych obserwacji spolaryzowanego światła emitowanego przez powszechnie obecny w naszej Galaktyce pył międzygwiezdny.

Artykuł napisała Katarzyna Więcek.

Światło jest dobrze znaną formą energii, a mimo to pewne jego własności nadal umykają intuicji i doświadczeniu. Jedną z nich jest polaryzacja ? przedmiot badań astronomów, który dostarcza wielu informacji o tym, co działo się z fotonem podczas jego wędrówki przez dany ośrodek.

Światło można opisać jako zbiór fal elektromagnetycznych. Każda taka fala składa się z pojawiających się na przemian pól elektrycznego i magnetycznego, które drgają w kierunkach prostopadłych do siebie nawzajem i prostopadłych do kierunku rozchodzenia się fali. Zazwyczaj pola te oscylują we wszystkich orientacjach. Natomiast, jeżeli przypadkowo zdarzy się, że istnieje preferowany kierunek tych drgań, to mówimy, że światło jest spolaryzowane. Polaryzacja może mieć miejsce np. kiedy światło odbija się od powierzchni odbijających takich jak lustro albo morze. Istnieją także specjalne filtry, które absorbują spolaryzowane światło. Wykorzystuje się je chociażby w okularach przeciwsłonecznych.

W kosmosie światło emitowane przez gwiazdy, gaz i pył może być polaryzowane na wiele sposobów. Wykonując pomiary wielkości polaryzacji światła astronomowie mogą badać fizyczne procesy za nią odpowiedzialne. W szczególności polaryzacja może dostarczyć informacji o istnieniu i właściwościach pól magnetycznych w ośrodku, przez który poruszało się światło.

Oprócz tego, że zawiera setki miliardów gwiazd, nasza galaktyka jest wypełniona mieszanką gazów i pyłów ? surowca, z którego rodzą się gwiazdy. Nawet jeśli drobne ziarna pyłu są bardzo zimne, to i tak mogą emitować promieniowanie o długościach fal z przedziału od podczerwieni do mikrofal. Jeśli ziarna nie są symetryczne, to duża część wysyłanego przez nie promieniowania oscyluje równolegle do długich osi tych ziaren, tworząc światło spolaryzowane. Gdyby kierunki drgań całej chmury pyłu były przypadkowe, to w ogóle nie byłoby polaryzacji. Jednak w wyniku kolizji z fotonami i szybko poruszającymi się atomami kosmiczne ziarna pyłu niemal zawsze wirują z częstotliwością dziesiątek milionów razy na sekundę. Oprócz tego, pod wpływem pola magnetycznego działającego na obłoki międzygwiezdne, rotujące ziarna pyłu preferują obrót wokół długiej osi prostopadłej do kierunku tego pola. W rezultacie dochodzi do polaryzacji emitowanego światła, którą następnie można zmierzyć. Astronomowie używają spolaryzowanego światła pochodzącego z ziaren pyłu międzygwiezdnego do poznawania struktury pola magnetycznego galaktyk, a w szczególności do ustalenia kierunków linii pola magnetycznego zrzutowanych na płaszczyznę nieba.

Wiry, łuki i pętle nakreślają strukturę pola magnetycznego naszej rodzinnej galaktyki ? Drogi Mlecznej. Ciemne rejony na obrazie Plancka oznaczają miejsca, gdzie emisja spolaryzowanego światła jest najsilniejsza. Prążki wskazują nam kierunek pola magnetycznego zrzutowanego na płaszczyznę nieba. Pole magnetyczne Drogi Mlecznej jest oczywiście trójwymiarowe, zatem jego kierunek może być trudny do odczytania, ponieważ linie pola są ułożone chaotycznie wzdłuż linii patrzenia. To tak jakby spoglądać na splątany kłębek nici i próbować dostrzec jakąś regularność. Jednak na obrazie satelity widać, że w niektórych obszarach galaktycznego pola magnetycznego występuje uporządkowanie na dużą skalę. Ciemny obszar biegnący poziomo przez centrum galaktyki odpowiada jej płaszczyźnie. Tutaj polaryzacja zachowuje regularną postać na dużych skalach kątowych, co wynika z faktu, że linie pola magnetycznego są przeważnie równoległe do płaszczyzny Galaktyki. Dane ujawniają także zmiany kierunku polaryzacji wewnątrz pobliskich chmur gazu i pyłu. Można to dostrzec w splątanych tworach powyżej i poniżej płaszczyzny, gdzie lokalne pole magnetyczne jest szczególnie chaotyczne.

Badanie pola magnetycznego Drogi Mlecznej nie jest jedynym powodem dla którego naukowcy interesują się tymi danymi. Za dominującą emisją spolaryzowanego światła ukrywa się pierwotny sygnał Mikrofalowego Promieniowania Tła ? najstarszego promieniowania we Wszechświecie. Jasność Mikrofalowego Promieniowanie Tła została wyznaczona przez Plancka z niesłychaną dokładnością. Obecnie naukowcy zajmują się analizą danych, aby następnie zmierzyć stopień polaryzacji tego światła. Jest to jeden z głównych celów misji Planck, ponieważ może dostarczyć dowodów na obecność fal grawitacyjnych zaraz po narodzinach Wszechświata.

W marcu 2014 r. naukowcy biorący udział w eksperymencie BICEP2 stwierdzili, że odnaleźli pierwszy sygnał świadczący o istnieniu fal grawitacyjnych w danych zebranych za pomocą teleskopu naziemnego obserwującego skrawek nieba w jednej częstotliwości mikrofalowej. Ich wyniki opierają się na założeniu, że w tym kawałku nieba spolaryzowana emisja naszej Galaktyki jest zaniedbywalnie mała, pomiary satelity Planck są zatem niezbędne do właściwej oceny wyników zespołu BICEP2. Jeszcze w tym roku naukowcy zajmujący się satelitą Planck opublikują pokrywające całe niebo dane pochodzące z obserwacji spolaryzowanego światła. Wyniki pomiarów w siedmiu różnych częstotliwości na pewno pozwolą astronomom oddzielić szumy od słabego pierwotnego spolaryzowanego sygnału. Umożliwi to o wiele dokładniejsze zbadanie wczesnej historii kosmosu ? od czasów kiedy Wszechświat istniał zaledwie ułamek sekundy do narodzin pierwszych gwiazd, kilkaset milionów lat później.

Trochę o satelicie Planck:

Wystrzelony w 2009 r. satelita Planck został zaprojektowany pod kątem stworzenia mapy nieba w 9 częstotliwościach. W tym celu korzystał z dwóch nowoczesnych instrumentów: Instrumentu Niskiej Częstotliwości, który zawiera 3 pasma częstotliwości w zakresie 30-70 GHz oraz Instrumentu Wysokiej Częstotliwości, który składa się z sześciu pasm o częstotliwości 100-857 GHz. Ten drugi zakończył badania w 2012 r. podczas, gdy przyrząd od niższych częstotliwości kontynuował obserwacje aż do października 2013 r.

Siedem z dziewięciu kanałów częstotliwości satelity Planck zostało wyposażone we wrażliwe detektory polaryzacyjne. Obraz mapy powstał w oparciu o dane zebrane przy częstotliwości 353 GHz.

http://news.astronet.pl/7435

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

ISSpresso już w menu!

Potrzebujesz kofeiny, ale niestety akurat jesteś w kosmosie? Żaden problem, wystarczy, że wpadniesz na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Już na początku 2015 roku pojawi się tam ekspres do kawy. Przygotowanie trunku zajmie mu niespełna dwie minuty! Maszyna do ISSpresso zostanie wyniesiona na orbitę przy pomocy statku Cygnus i rakiety Antares.

Po 18 miesiącach pracy powstało urządzenie, które nie tylko parzy espresso i inne rodzaje kawy, ale może zostać użyte do ponownego ?nawodnienia? żywności. Głównym producentem jest firma Argotec. Swój wkład w projekt miał także włoski producent kawy Lavazza. Prace konstrukcyjne prowadzone były od zera, szczególnie w kwestii zabezpieczeń, które są nieodzowne w przypadku urządzenia znajdującego się na ISS.

Jednym z problemów było utrzymanie wody wewnątrz ekspresu po zaparzeniu kawy. Na Ziemi resztki wody nie stanowią żadnego problemu. Sytuacja na Stacji jest zupełnie inna. W stanie nieważkości płyny łączą się w kuliste krople. Takie bąbelki o wysokiej temperaturze mogą być bardzo niebezpieczne. Kawa wlewana jest do specjalnego woreczka. Plastikowe zbiorniki wewnątrz ekspresu zostały zastąpione odpowiednikami wykonanymi z nierdzewnej stali. Dzięki temu mogą wytrzymać ciśnienie nawet 400 barów.

Kosmonauci używający ekspresu będą mieli okazje przyjrzeć się między innymi jak piana jest aplikowana do kawy. Argotec twierdzi, że było to nie tylko projektowanie urządzenia dla kosmonautów, ale także okazja do eksperymentowania. Dodatkowo firma jest zainteresowana procesem parzenia kawy w stanie nieważkości, ponieważ nigdy nie było jeszcze okazji aby takie coś obserwować. Podczas prac zostały opracowane technologie, które pozwolą poprawić jakość także tych ziemskich ekspresów.

 

Obsługa maszyny ma być dziecinnie prosta. Członkowie załogi wybiorą jaką ilość kawy chcą przygotować następnie umieszczą kapsułkę w odpowiednim otworze i potwierdzą wybór. Podgrzanie wody do temperatury 75 stopni Celsjusza zajmie maszynie około minuty. Kolejne 40 sekund będzie trwało przyrządzenie kawy. Ekspres przechodzi obecnie ostatnie testy i ma być gotowy dla Samanthy Cristoforetti. Włoska astronautka uda się na Stację w listopadzie.

 

Doniesienie o tym wydarzeniu można także obejrzeć w formie filmiku.

http://news.astronet.pl/7434

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Misja Swarm donosi o zmianach w ziemskim polu magnetycznym

 

Niedawno ukazały się wyniki ukazujące zmiany w polu magnetycznym Ziemi. Są to pierwsze wyniki misji Swarm, finansowanej przez Europejską Agencję Kosmiczną.

 

Artykuł napisała Klara Muzalewska.

 

Rozpoczęta w listopadzie w 2013 roku misja Swarm zapewnia bezprecedensowy wgląd w funkcjonowanie ziemskiego pola magnetycznego, które chroni nas przed promieniowaniem kosmicznym i bombardowaniem naładowanych cząstek.

Pomiary wykonane w ciągu ostatnich sześciu miesięcy potwierdzają ogólną tendencję osłabiania się ziemskiego pola magnetycznego. Największe osłabienie występuje na zachodniej półkuli. W innych obszarach, takich jak południowy obszar Oceanu Indyjskiego, nastąpiło wzmocnienie pola magnetycznego. Ostatnie pomiary potwierdzają także ruch północnego bieguna magnetycznego w kierunku Syberii.

Te zmiany bazują na sygnałach magnetycznych Ziemi pochodzących z jej rdzenia. W ciągu najbliższych miesięcy naukowcy będą analizować dane pochodzące z innych źródeł, a mianowicie z płaszcza, skorupy, oceanów, jonosfery i magnetosfery Ziemi. Dostarczy nam to nowego spojrzenia na wiele procesów naturalnych, poczynając od tych, które występują w głębi naszej planety do pogody kosmicznej wywołanej aktywnością słoneczną. Z kolei dzięki tym informacjom lepiej zrozumiemy dlaczego magnetyczne pole słabnie.

http://news.astronet.pl/7437

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Muzeum z kosmiczną technologią zabierze nas w zamierzchłą przeszłość [WIDEO i ZDJĘCIA]

 

W Krasiejowie otwarto najnowocześniejsze muzeum człowieka w Europie.

Interaktywny Park Nauki i Ewolucji Człowieka - jak zapewniają właściciele - stowarzyszenie Delta - to najnowocześniejsze muzeum człowieka w Europie. Jest naszpikowane elektroniką, a niektóre efekty naprawdę zapierają dech w piersiach.

 

Multimedialna wycieczka po historii rasy ludzkiej utrzymana jest w konwencji podróży w czasie na pokładzie wirtualnego promu kosmicznego. Chwilami naprawdę ma się wrażenie, że znaleźliśmy się najpierw w przestrzeni kosmicznej, a potem w zamierzchłej przeszłości.

 

Wyposażeni w specjalne hełmofony, umożliwiające między innymi oglądanie wszelkich projekcji filmowych w formacie 3D oraz odbiór specjalnych efektów dźwiękowych, podróżni - nazywani tu temponautami - cofają się w czasie i zapoznają z historią człowieka, począwszy od jego praprzodków.

Wirtualny przewodnik objaśnia meandry ewolucji człowieka przy każdym z tzw. okien ewolucji, jak: zagłada dinozaurów, początki dwunożności, zejście z drzew, pierwsza rodzina, pierwszy pogrzeb, łowcy mamutów czy początki sztuki.

Niektóre z okien to pieczołowicie przygotowane ekspozycje z wykorzystaniem makiet przodków człowieka i żyjących w ich czasach zwierząt, inne to projekcje w formacie 3D, dzięki którym chwilami ma się wrażenie niemalże uczestnictwa w prezentowanych wydarzeniach, jak na przykład polowanie na mamuty.

W muzeum wykorzystano także tzw. rozszerzoną rzeczywistość (augumented reality), w której świat rzeczywisty łączy się z wygenerowanym komputerowo. Taką technologię zastosowano m.in. w futurystycznie zaaranżowanym holu, gdzie temponauci czekają na zaokrętowanie na prom. Mogą pobawić się tam z wirtualnym dinozaurem czy nietoperzem, który będzie naśladował ich ruchy.

W nowym muzeum można też obejrzeć interaktywne wystawy, jak na przykład ekspozycję "Oetzi", gdzie zobaczymy wierną kopię najstarszej znalezionej na świecie mumii ludzkiej, czy komplet wiernych imitacji czaszek wszystkich naszych ewolucyjnych przodków.

Odwiedzając Park Nauki i Ewolucji Człowieka, powstały przy dofinansowaniu ze środków Unii Europejskiej (w sumie kosztował 14 mln zł, a od powstania pomysłu jego utworzenia do otwarcia minęło sześć lat), będzie można m.in. zaprojektować własne malowidło naskalne.

 

Na miłośników multimedialnych atrakcji czeka też specjalne lustro ewolucji, w którym przeglądniemy się, obserwując wybranego z interesującej nas epoki przodka, który dzięki systemowi kinetycznemu będzie naśladował ruchy zwiedzającego jak w lustrze, oraz wiele innych atrakcji.

 

Park Nauki i Ewolucji Człowieka mieści się na terenie Juraparku w Krasiejowie. Budowa trwała dziewięć miesięcy. Członkowie ekipy budowlanej spędzili na niej 142 tysiące godzin, konsultacjami merytorycznymi służyło 17 specjalistów, wykorzystano m.in. 22 kilometry kabla oraz 500 metrów światłowodu.

 

http://wyborcza.pl/1,75476,16237137,Muzeum_z_kosmiczna_technologia_zabierze_nas_w_zamierzchla.html

 

post-31-0-48697900-1404108648.jpg

post-31-0-28833300-1404108661.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Najnowsza panorama Marsa wykonana przez łazik Curiosity

Oto najnowsza panorama marsjańska, którą wykonano na podstawie udostępnionych przez NASA zdjęć wykonanych na powierzchni Marsa. Powstała ona niemal dokładnie po upłynięciu pełnego marsjańskiego roku pracy tego ziemskiego urządzenia.

Wykonanie tej panoramy zawdzięczamy Andrew Bodorovi, który wykorzystał do jej wykonania zdjęcia wykonane przez łazik Curiosity 1 maja 2014 roku. Lokalizacja ziemskiego robota to krater Gale.  Zdjęcia powstały za pomocą 34 milimetrowej kamery Mast Camera. Mozaika składa się ze 134 zdjęć, które rozciągają się na 30 tysięcy pikseli i zostały wykonane w dniu Sol 647.

 

Łazik Curiosity przebywa już na Marsie przez ponad 687 ziemskich dni co odpowiada okresowi czasu znanemu jako rok marsjański. Głównym celem wysłania misji kosmicznej Mars Science Laboratory z łazikiem na pokładzie było odkrycie śladów istnienia życia na Marsie, ale nie można powiedzieć, aby na tym polu osiągnięto jakieś sukcesy. Mimo to, łazik, który ma wielkość typowego samochodu typu SUV, zdołął poprzesyłac na Ziemię wiele interesujących zdjęć i danych po przeprowadzanych zdalnie eksperymentach chemicznych.

 

http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/najnowsza-panorama-marsa-wykonana-przez-lazik-curiosity

 

post-31-0-11505400-1404109415.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Hawking straszy ludzkość wielkim kataklizmem

Nasz ulubiony naukowiec Stephen Hawking, kolejny raz ostrzega ludzkość przez zbliżającą dużymi krokami globalną katastrofą, która całkowicie zlikwiduje rasę ludzką, zamieszkującą naszą planetę.

Wybitny naukowiec, podczas wykładu w centrum medycznym Cedar-Sinai w Los Angeles, ostrzegł ludzkość słowami "Musimy kontynuować podbój kosmosu. Jeżeli nie opuścimy naszej kruchej planety, nie przetrwamy kolejnego tysiąclecia".

Hawking na co dzień boryka się z bardzo poważną chorobą (stwardnienie zanikowe boczne), ale pomimo niej, bezustannie prowadzi badania i organizuje wykłady, na których przekazuje studentom swoją niezwykłą wiedzę i przemyślenia, odnośnie życia całego Wszechświata.

Stephen Hawking swoją osobą udowadnia wszystkim ludziom, że nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli naprawdę czegoś pragniemy, i do tego dążymy, to zdobędziemy to, ponieważ jedynym ograniczeniem człowieka jest tylko jego wyobraźnia.

Naukowiec ostrzega ludzkość od kilku lat i sugeruje, żebyśmy poważniej skupili się na rozwoju technologii potrzebnych do opuszczenia Ziemi i kolonizacji innych planet, gdyż nasza planeta może nie przetrwać kolejnego tysiąclecia.

Rekordowo bliski przelot planetoidy 2012 DA14  i uderzenie meteorytu czelabińskiego, które miały miejsce w 2013 roku, tylko potwierdzają słuszność jego obaw. Przypomnijmy, że NASA jeszcze w tym roku przedstawi kompletny plan misji, której zadaniem będzie przechwycenie i zbadanie planetoidy.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/19618/hawking-straszy-ludzkosc-wielkim-kataklizmem

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ludzie będą mogli podróżować w czasie

Podróże w czasie to fakt, przynajmniej dla fotonów i to na poziomie kwantowym. Jednak naukowcy z Australii podchodzą do swojego odkrycia z wielkim entuzjazmem. Zespół fizyków z University of Queensland przeprowadził symulację podróży w czasie z wykorzystaniem fotonu.

W pierwszym badaniu cofnięto foton przy pomocy tunelu czasoprzestrzennego i sprawdzono, jak zachowuje się z jego wcześniejszą wersją. W drugim doświadczeniu foton wysłano w podróż w sposób naturalny tak, by spotkał się z fotonem zamkniętym w pętli czasowej.

Przy okazji tego ostatniego, foton naruszyłby zasadę nieoznaczoności Heisenberga. Co ciekawe, oba eksperymenty dowiodły, że fotony mogą swobodnie podróżować w czasie, co prawda, na poziomie kwantowym, lecz, co niezwykłe, nawet nie dochodzi do słynnego paradoksu dziadka, który spędza sen z powiek naukowców.

Paradoks ten zakłada, że gdyby podróżnik w czasie, cofnąłby się do przeszłości i zabiłby własnego dziadka, przed poczęciem własnego ojca, to nigdy by się nie narodził i tym samym nie wybrał w podróż w przeszłość.

Niestety, póki co podróże czasoprzestrzenne zarezerwowane są tylko dla fotonów, nie dotyczy to cząstek czy molekuł, więc także i ludzi. Jednak jeszcze kilka dekad temu, nawet i takie eksperymenty były dla świata naukowego czymś nie do pomyślenia, więc ujarzmienie podróży w czasie, wydaje się tylko kwestią czasu.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/19624/ludzie-beda-mogli-podrozowac-w-czasie

 

post-31-0-93829300-1404112317.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

10 lat misji Cassini

Minęła już ponad dekada od czasu gdy sonda Cassini wzbiła się w kierunku pierścieni Saturna. Statek dotarł do celu po czteroletniej podróży w trakcie, której zbliżył się do Wenus i Jowisza. 30 czerwca 2014 misja świętuje dziesięciolecie badania Saturna, jego pierścieni i księżyców. Misja okazała się sukcesem i została już 3-krotnie przedłużona.

Misja odniosła wiele sukcesów. Jest to zasługa połączonych sił NASA, ESA i Włoskiej Agencji Kosmicznej. W ciągu dekady sonda przesłała setki gigabajtów danych, które przyczyniły się do powstania ponad 3 tys. publikacji. Oto artykuły o najważniejszych z nich:

1.Pierwsze lądowanie próbnika na księżycu planety w zewnętrznej części Układu Słonecznego(Tytanie).

 

Naukowcy przygotowali także zbiór piętnastu fotografii,które uważają za najważniejsze lub najpiękniejsze.

 

Początkowo misja była przewidziana na 4 lata, ale wierzono, że może potrwać o wiele dużej. Z tego powodu wszystkie podzespoły zostały zaprojektowane tak aby mogły działać o wiele dużej. Prolongaty były możliwe, ponieważ statek okazał się być nadspodziewanie bezawaryjny. Teraz jedynym czynnikiem limitującym długość misji jest ilość paliwa pozostającego w zbiornikach. Naukowcy twierdzą, że swoją długowieczność misja zawdzięcza także nawigatorom, którzy tak obliczali trajektorię, aby maksymalnie zmniejszyć zużycie paliwa.

http://news.astronet.pl/7436

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Enceladus jak fontanna

O niezwykłych odkryciach dotyczących jednego z księżyców Saturna - Enceladusa informowaliśmy już wielokrotnie (zobacz 1,2,3,4,5). Kolejne niezwykle szczegółowe zdjęcia, wykonane 27 listopada, potwierdzają ponownie występowanie lodowych gejzerów na Enceladusie.

Pióropusze zbudowane są z niewielkich cząsteczek lodu i powstają nad ciepłym, unikalnym pod względem geologicznym obszarem Enceladusa - w okolicach jego bieguna południowego. Zdjęcia zostały wykonane przez kamerę wąskokątną sondy.

 

Aby określić ilość cząsteczek lodu, naukowcy zmierzyli rozproszenie światła słonecznego oraz jego zmianę wraz z wysokością. Na tej podstawie potwierdzono zdecydowanie obecność cząsteczek lodu na wysokości do 100 kilometrów nad powierzchnią. Wcześniej, we wrześniu 2005 roku inne instrumenty sondy wskazywały na obecność cząsteczek wody nawey na wysokości 400 kilometrów.

Obecnie nie jest jasne, czy pióropusze powstają z pary wodnej unoszącej się z cieplejszego lodu na powierzchni. Inna hipoteza mówi, że, w przypadku gdy wewnątrz księżyca temperatura umożliwia pozostawanie wody w stanie ciekłym, może ona zostać pod ciśnieniem wypuszczona w górę, dokładnie tak jak w przypadku gejzerów na Islandii czy w parku Yellowstone.

http://news.astronet.pl/5153

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Słońce "wydmuchnęło" kłęby plazmy jak dym z papierosa

 

Smugi dymu wydmuchiwane przez palaczy przypominają serie powiązanych ze sobą różnorodnych erupcji w koronie słonecznej, które zarejestrowało kilka statków kosmicznych monitorujących naszą gwiazdę. Obraz stworzony z tych nałożonych na siebie obserwacji ukazuje struktur sprawiające wrażenie zwiewnych i subtelnych. To jednak pozory - w rzeczywistości w tym procesie wyzwolone zostały ogromne dawki energii.

 

Uwagę naukowców badających aktywność słoneczną zwróciły erupcje i podmuchy układające się w niezwykłą serię. Ten proces zaczął się 17 stycznia 2013 roku i trwał trzy dni. Teraz naukowcy przedstawili wnioski z badań nad nim. Na spotkaniu Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego w Portsmouth zaprezentowała je Nathalia Alzate z walijskiego Uniwersytetu Aberystwyth.

Atmosferę Słońca, nazywaną koroną, tworzy namagnesowana materia słoneczna słoneczna, czyli plazma, rozgrzana do milionów stopni i rozciągająca się w przestrzeń kosmiczną na miliony kilometrów. 17 stycznia zeszłego roku sonda kosmiczna SOHO (Solar and Heliospheric Observatory) zarejestrowała podmuchy wychodzące od podstawy korony i gwałtownie eksplodujące już poza jej granicami, w przestrzeni międzyplanetarnej.

Powtarzały się mniej więcej raz na trzy godziny. po upływie 12 godzin tego procesu dał się zauważyć znacznie większy wybuch materii, który jednak został najwyraźniej złagodzony przez te mniejsze eksplozje.

Oprócz obrazów i danych z SOHO naukowcy dysponują także zdjęciami w wysokiej rozdzielczości z innych instrumentów monitorujących aktywność naszej gwiazdy - satelity SDO (Solar Dynamics Observatory) oraz sond STEREO (Solar Terrestrial Relations Observatory) - wykonanych w tym samym okresie, ale z różnych perspektyw i w różnych długościach fali światła. Dzięki temu Nathalia Alzate i jej koledzy mogli się skupić na określeniu przyczyny podmuchów i przeanalizować interakcję między małymi eksplozjami a tą większą.

- Oglądając koronę w świetle skrajnie ultrafioletowym widzimy, że źródłem tych podmuchów jest seria wysoko energetycznych dżetów (strumieni) i powiązanych z nimi rozbłysków - powiedziała Alzate.

Co przyczyną, a co skutkiem?

- To miejscowe, katastrofalne wypływy energii, które wyrzucają materię ze Słońca w kosmos. Nagłe zmiany w polu magnetycznym powodują występowanie rozbłysków, które z kolei w bardzo krótkim czasie uwalniają ogromne ilości energii w postaci superrozgrzanej plazmy, wysoko energetycznego promieniowania i wybuchów radiowych. Duża, powolna struktura wybucha opornie i zaczyna się płynnie rozchodzić na zewnątrz dopiero po pojawieniu się kilku dżetów - wyjaśnia.

Naukowcy przyznają, że na razie nie potrafią jeszcze określić następstwa kolejnych zdarzeń w tym procesie.

- Wciąż jeszcze pozostaje do ustalenia, czy mamy do czynienia z falami uderzeniowymi wytworzonymi przez dżety, które przetaczając się, wyzwalają ten powolny wybuch, czy to raczej magnetyczna rekonfiguracja powoduje powstanie dżetów, których wystąpienie umożliwia tę erupcję - stwierdziła Alzate.

http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/ciekawostki,49/slonce-wydmuchnelo-kleby-plazmy-jak-dym-z-papierosa,127057,1,0.html

 

post-31-0-22856200-1404113961_thumb.jpg

  • Like 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal * forumastronomiczne.pl * (2010-2023)