Skocz do zawartości

Astronomiczne Wiadomości z Internetu


Paweł Baran

Rekomendowane odpowiedzi

Tak wygląda piekło. Stworzyli komorę, w której spalają satelity zupełnie, jak w ziemskiej atmosferze
2021-06-18.
Radek Kosarzycki
Jeżeli w stronę Księżyca zmierza meteoroid, to całym impetem uderza w jego powierzchnię. Nic go nie zatrzymuje, nic go nie spowalnia do momentu uderzenia w powierzchnię Księżyca. Pod tym względem jest to dość niebezpieczne miejsce. Na Ziemi mamy jednak trochę lepiej - atmosfera ziemska stanowi fantastyczną obronę.
No dobrze, przesadzam. Słyszę, że z tyłu podniosły się głosy oburzenia ze strony społeczności dinozaurów - faktycznie, gdy w Ziemię uderza planetoida o rozmiarach Mt Everestu, to atmosfera nie pomoże.
Na co dzień jednak atmosfera chroni nas przed mniejszymi meteoroidami. Kiedy wchodzą w ziemską atmosferę z potężną prędkością, prędkość meteoroidu i gęstość atmosfery robią swoje. Meteoroid spala się w atmosferze, zanim dotrze na Ziemię.
To samo zjawisko tyczy się większości satelitów, które pod koniec swojego życia spychane są w stronę atmosfery. Większość satelitów spala się całkowicie w górnych warstwach atmosfery, nie narażając nikogo znajdującego się na powierzchni Ziemi.
Spalmy satelitę!
Europejska Agencja Kosmiczna opublikowała właśnie nagranie, na którym możemy zobaczyć, w jaki sposób atmosfera ziemska działa na satelity wchodzące w nią w sposób niekontrolowany. Jak się okazuje, satelity muszą być tak zbudowane, aby w całości uległy zniszczeniu, zanim dotrą na powierzchnię, gdzie mogłyby zagrażać postronnym osobom.
Aby zasymulować taką sytuację, inżynierowie z niemieckiego DLR umieścili model satelity w komorze testowej, w której odtworzono warunki wejścia w atmosferę. Model satelity został wystawiony na działanie gazu podgrzanego do temperatury 6700 stopni Celsjusza wiejącego z prędkością kilku tysięcy kilometrów na godzinę. Efekt? Satelita odparował w całości.
Eksperymenty tego typu realizowane w ramach programu CleanSat przeprowadza się w celu sprawdzenia, czy materiały użyte do ich budowy są wystarczająco wrażliwe na warunki obecne podczas wejścia w atmosferę. Dzięki temu, gdy na orbicie pojawi się kilkadziesiąt tysięcy satelitów, raczej żaden z nich nie spadnie nam na głowę.
Demising a Solar Array Drive Mechanism
https://www.youtube.com/watch?v=1YXdv4Ry2XY&feature=emb_imp_woyt

https://spidersweb.pl/2021/06/jak-pala-sie-satelity.html

Tak wygląda piekło. Stworzyli komorę, w której spalają satelity zupełnie, jak w ziemskiej atmosferze.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Żeby skorzystać z internetu, musisz podlewać antenę. Starlink przegrał z upałami
2021-06-18. Radek Kosarzycki
Już od kilku dobrych miesięcy pierwsi użytkownicy korzystają z internetu dostarczanego za pomocą satelitów konstelacji Starlink tworzonej przez SpaceX. Choć sieć satelitów jest dopiero budowana, to użytkownicy już teraz chwalą osiągane prędkości. Pojawił się jednak jeden problem.
Jeden z użytkowników Starlinka z Arizony poinformował właśnie, że doświadczył nietypowego, przymusowego odcięcia od usług. Zgodnie z komunikatem, który pojawił się w jego aplikacji do obsługi Starlinka, przegrzaniu uległa antena służąca do odbierania Internetu z orbity. Aplikacja poinformowała, że usługa zostanie przywrócona po ochłodzeniu anteny. W efekcie użytkownik został odcięty od sieci na całe siedem godzin.
Informację z aplikacji potwierdził także pracownik infolinii Starlink, który poinformował użytkownika, że anteny wyłączają się po osiągnięciu temperatury 50 stopni Celsjusza i uruchamiają ponownie gdy temperatura spadnie poniżej 40 stopni.
Zapomnij o siedzeniu w sieci latem
Upały dla mieszkańców Arizony jednak nie są niczym nowym, dlatego Martin, użytkownik, którego odcięło od internetu, natychmiast ustawił w ogrodzie zraszacz ogrodowy, który miał chłodzić antenę. Metoda zadziałała. Problem jednak w tym, że dosłownie kilka minut po wyłączeniu zraszacza, temperatura anteny ponownie wzrosła powyżej 50 stopni i internet zniknął tak szybko, jak się pojawił. Ostatecznie stabilne połączenie internetowe zostało przywrócone dopiero po 7 godzinach, w okolicach godziny 19.
Co ciekawe, nie jest to jednostkowy przypadek, pod postem Martina na reddicie pojawiły się informacje także od innych użytkowników Starlinka, którzy doświadczyli odcięcia od sieci wskutek przegrzania anteny. Warto tutaj zauważyć, że antena stojąca w pełnym słońcu może nagrzać się do 50+ stopni Celsjusza nawet gdy temperatura otoczenia wynosi ok. 30 stopni (tak jak teraz u nas).
Warto jednak pamiętać, że usługi dostarczane przez SpaceX wciąż stanowią usługi w wersji beta i jak na razie nie wiadomo kiedy firma udostępni Internet komercyjnie. Beta-testerzy, jak to beta-testerzy, muszą natomiast być gotowi na niespodzianki tego typu.
Źródło: reddit/u/societytomorrow

https://spidersweb.pl/2021/06/starlink-internet-upaly.html?utm_medium=push&utm_source=pushpushgo&utm_campaign=sw

Żeby skorzystać z internetu, musisz podlewać antenę. Starlink przegrał z upałami.jpg

Żeby skorzystać z internetu, musisz podlewać antenę. Starlink przegrał z upałami2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

NASA zbuduje drugą stację kosmiczną. To będzie technologia na miarę XXI wieku
2021-06-18.
Chińczycy właśnie wysłali astronautów na swoją nową stację kosmiczną, a tymczasem NASA planuje już budowę drugiej, która wyprzedzi technologicznie chińską o ponad 20 lat. USA rządzi i będzie rządzić w kosmosie.
Ostatnie wielkie dokonania Państwa Środka w kwestiach kosmicznych mogą imponować, ale Stany Zjednoczone nie pozwolą nikomu zapomnieć, kto tak naprawdę rządzi na tym polu. Co prawda, ekipa Joe Bidena ma nieco inną wizję na eksplorację kosmosu, niż ludzie Donalda Trumpa, jednak łączy ich jeden cel, utrzymać szybki rozwój rodzimego przemysłu kosmicznego i wieść w tym prym na całym świecie.
Najnowsze plany są niezwykle ciekawe. NASA ma zbudować drugą stację kosmiczną na orbicie Ziemi i trzecią na orbicie Księżyca. Agencja w ostatnich latach zaoszczędziła ponad 30 miliardów dolarów na przekazaniu dostarczania towarów do kosmicznego domu prywatnym firmom. Dodatkowe oszczędności, a nawet zyski powstały również w wyniku ułatwienia organizowania misji związanych z programem eksperymentów dla prywatnych korporacji.
Niedawno NASA podniosła ceny transportu towarów na ISS oraz nadzoru astronautów nad eksperymentami. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ma być stopniowo przekazywana prywatnym firmom, by mogły one zmienić ją w luksusowe kosmiczne hotele dla milionerów żądnych wrażeń. Ma to zaowocować dalszymi zyskami dla agencji. Te fundusze mają być zainwestowane w budowę nowej stacji kosmicznej.
Niestety, obecnie niewiele o niej wiadomo. Z ujawnionych informacji wynika, że ma ona powstać za kilka lat, a udział w jej budowie wezmą niemal wszystkie amerykańskie firmy na co dzień prężnie rozwijające się w sektorze kosmicznym. NASA na dobry początek chce podzielić 400 milionów dolarów na 4 firmy. Wśród nich będzie na pewno Sierra Nevada Corporation, która ma już gotowy projekt nowej stacji kosmicznej.
Wszystko wskazuje na to, że nowy kosmiczny dom będzie zbudowany z dmuchanych elementów, które skrywają w sobie ogromny potencjał. Moduły takie są nie tylko bezpieczne, ale również tanie w budowie i eksploatacji, o czym mogliśmy przekonać się przy okazji testów orbitalnych dmuchanego modułu od firmy Bigelow Aerospace.
Ciekawe, co zaprezentują inni wielcy gracze, jak np. SpaceX, Blue Origin, Virgin Orbit czy Lockheed Martin. Dzięki świetnie rozwijającemu się prywatnemu sektorowi kosmicznemu w USA, kraj ten obecnie o dekady wyprzedza Unię Europejską, Rosję czy Chiny w kwestii eksploracji kosmosu, a z pomocą nowej stacji jeszcze tę przewagę znacząco zwiększy. Trzymamy kciuki.
Oprócz nowej stacji na orbicie Ziemi, powstanie też Księżycowy Port Kosmiczny. Amerykański rząd planuje, że pierwsze jego elementy mają pojawić się obok Srebrnego Globu już w 2024 roku. Zostaną one wyniesione tam za pomocą potężnej rakiety Falcon Heavy.
SpaceX zabierze w kosmos dwa moduły. Pierwszy to Power and Propulsion Element (PPE), czyli moduł zasilający przewidziany do zasilania stacji w energię elektryczną ważący ok. 8-9 ton. Tymczasem drugi to Habitation and Logistics Outpost (HALO), czyli minimalny moduł mieszkalny, które są właśnie produkowane dla NASA przez dwie niezależne firmy i kosztują odpowiednio 375 i 187 milionów dolarów.
Źródło: GeekWeek.pl/NASA / Fot. NASA/Bigelow Aerospace

Sierra Space Intro - 30s

https://www.youtube.com/watch?t=14&v=vqdiRBiVM4g&feature=emb_imp_woyt
Sierra Nevada Corporation's Lunar Orbital Platform


https://www.youtube.com/watch?t=33&v=Xp_ZODcQcx8&feature=emb_imp_woyt

https://www.geekweek.pl/news/2021-06-18/nasa-zbuduje-druga-stacje-kosmiczna-to-bedzie-technologia-na-miare-xxi-wieku/

ASA zbuduje drugą stację kosmiczną. To będzie technologia na miarę XXI wieku.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Słynny astronom: Kosmici to maszyny

2021-06-18.

Kosmici to nie "małe, zielone ludziki". Jeżeli kiedykolwiek znajdziemy przedstawicieli cywilizacji pozaziemskich, to prawdopodobnie będą to maszyny.


W 2020 roku odnotowano najwięcej obserwacji UFO w historii. Do tej pory jednak nie udało nam się uchwycić na zdjęciach lub materiałach wideo wyglądu istot pozaziemskich. Nikt nie wie, jak wyglądają - zakładając, że faktycznie istnieją.
Reklama
Seth Shostak, astronom z SETI Insititute, organizacji, która od ponad 50 lat zajmuje się poszukiwaniem życia pozaziemskiego, jest przekonany, że filmowe obrazy kosmitów nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Zamiast tego, formy życia z innych planet lub wszechświatów nie będą istotami żywymi, lecz sztuczną inteligencją lub syntetyczną inteligencją.

Najbardziej przekonującym powodem, dla którego Shostak wierzy, że istoty pozaziemskie nie będą organicznymi formami życia, takimi jak my, jest to, że jeśli kiedykolwiek złożą nam wizytę, będą musiały pokonać oszałamiające odległości międzygwiezdne. Na przykład Proxima Centauri - najbliższa nas gwiazda - znajduje się 40 bilionów km od nas. Pokonanie tego dystansu zajęłoby naszym rakietom 75 000 lat. Żadna forma życia nie jest w stanie wytrzymać takiej podróży, więc Shostak zakłada, że każda istota, która może tego dokonać, będzie musiała być maszyną.

Co prawda, Shostak argumentuje również, że istoty żyjące w odległych zakątkach Wszechświata mogą mieć szybsze statki kosmiczne i prawdopodobnie byłyby znacznie bardziej zaawansowane od nas, ale to tylko zwiększa jego przekonanie, że istoty te byłyby w rzeczywistości modyfikacjami AI.


Kosmici to raczej nie istoty żywe, a maszyny (zdjęcie ilustracyjne) /123RF/PICSEL

(Zdjęcie ilustracyjne) /123RF/PIKSEL
Źródło:INTERIA.Tech

https://nt.interia.pl/raporty/raport-ko ... Id,5303040

Słynny astronom Kosmici to maszyny.jpg

Słynny astronom Kosmici to maszyny2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Udany początek misji Shenzhou-12
2021-06-18. Krzysztof Kanawka
Pierwsza chińska misja załogowa od końca 2016 roku.
Siedemnastego czerwca rozpoczęła się chińska misja załogowa Shenzhou-12. Jej celem jest “Niebiański Pałac” – chińska orbitalna stacja kosmiczna. Co się wydarzy w trakcie misji Shenzhou-12?
Do startu rakiety rakiety CZ-2F doszło 17 czerwca 2021 roku o godzinie 03:22 CEST z kosmodromu Jiuquan. Na szczycie rakiety znalazła się chińska kapsuła załogowa Shenzhou. Oznaczenie tej misji to Shenzhou-12. W skład tej wyprawy orbitalnej weszło trzech kosmonautów (“tajkonautów”):
•    Nie Haisheng (3 wyprawa orbitalna)
•    Liu Boming (2 lot na orbitę)
•    Tang Hongbo (pierwsza misja)
Pojazd Shenzhou-12 dotarł na planowaną orbitę wstępną. Rozpoczęło się kilkugodzinne “doganianie” chińskiej stacji orbitalnej. Shenzhou-12 dotarł do tej stacji o 09:54 CEST. Następnie członkowie misji Shenzhou-12 weszli na pokład modułu Tianhe-1 (pierwszego modułu chińskiej stacji).
Misja Shenzhou-12 planowana jest na około 3 miesiące. Będzie to najdłuższa z dotychczasowych chińskich wypraw załogowych. W trakcie pobytu tajkonautów na pokładzie Tianhe-1 planowane są dwa spacery kosmiczne.
Ciekawą sprawą jest udział Nie Haishenga w tej misji. Z siedmiu misji załogowych, jakie przeprowadziły Chiny, Nie Haisheng wziął udział w trzech wyprawach. Czyni to Nie Haishenga najbardziej doświadczonym chińskim astronautą.
Misja Shenzhou-12 jest z pewnością bardzo ambitną wyprawą, która będzie mieć duże znaczenie dla funkcjonowania chińskiej załogowej stacji orbitalnej. Docelowo ta stacja ma być stale lub prawie stale zamieszkana. Kolejna misja – Shenzhou-13 – planowana na koniec października 2021 ma trwać już sześć miesięcy.
Poprzednia misja załogowa Chin – Shenzhou-11 – odbyła się pomiędzy październikiem a listopadem 2016 roku. Celem tej misji był moduł orbitalny Tiangong-2. Tak duża przerwa pomiędzy Shenzhou-11 a Shenzhou-12 była spowodowana kilkoma opóźnieniami w chińskim programie kosmicznym, w tym problemami z rakietą CZ-5.
Wątek na Polskim Forum Astronautycznym dotyczący chińskiej stacji kosmicznej.
(PFA)

Live: Special coverage on Shenzhou-12 crewed missio
Zapis startu misji Shenzhou-12 / Credits – CGTN

https://www.youtube.com/watch?v=cburnLophMs&feature=emb_imp_woyt

Watch China's Shenzhou-12 crew dock with new space station
Cumowanie Shenzhou-12 do Tianhe-1 / Credits – CGTN
https://www.youtube.com/watch?v=ESm_F35jupU&feature=emb_imp_woyt

https://kosmonauta.net/2021/06/udany-poczatek-misji-shenzhou-12/

Udany początek misji Shenzhou-12.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nabór astronautów ESA. Nadzieje na nowy polski początek w misjach załogowych [RAPORT]
2021-06-18. Marcin Kamassa.

Pomimo upływających w tym roku „okrągłych” 60 lat od pierwszego załogowego lotu kosmicznego, wyprawy tego typu nadal angażują jedynie wąskie grono wybranych – przede wszystkim reprezentantów dobrze finansowanych programów, za którymi stoją wiodące państwowe i międzynarodowe agencje. Wprawdzie sytuacja ta powoli ulega zmianie, wraz z rozwojem prywatnych technologii załogowych (także tych związanych z turystyką kosmiczną), niemniej jednak każdy z kolejnych naborów astronautycznych wciąż jest rzadkim wydarzeniem, rozbudzającym żywe emocje w skali całego globu. Nie inaczej jest w przypadku tegorocznej rekrutacji Europejskiej Agencji Kosmicznej, która poprzednio odbywała się niemal 13 lat temu. W samej Europie (i Polsce) jest to nabór szczególny z jeszcze innego powodu – udziału obywateli nowych państw członkowskich ESA oraz ochotników spoza dotychczasowych grup docelowych. I jak się dowiedzieliśmy, z szansy tej postanowili skorzystać konkretni polscy przedstawiciele – wspierani przez Ministerstwo Obrony Narodowej.
Tłum chętnych, by pójść śladem nielicznych
Sześćdziesiąt lat od wyprawy kosmicznej pierwszego człowieka, czterdzieści - od pozaziemskiego debiutu amerykańskiego wahadłowca oraz w obliczu dwudziestej już rocznicy lotu pierwszego turysty na ISS – rok 2021 ze specyficzną siłą kumuluje wspomnienia o kluczowych momentach ery lotów załogowych. Dodatkowo, w jego trakcie mają następować kolejne kamienie milowe upatrywanego „renesansu” wypraw kosmicznych - kojarzonego obecnie z rozwojem publiczno-prywatnych, a nawet ściśle komercyjnych projektów rozwoju transportu pozaziemskiego (głównie tych wielokrotnego użytku).
Za ich sprawą coraz liczniejsze zespoły przygotowują się do nowych zapowiadanych podróży w kosmos – przy wciąż wysokim społecznym zainteresowaniu tematem. Gdy jeszcze pod koniec 2015 roku NASA werbowała kandydatów typowanych do wykonywania kolejnej generacji misji kosmicznych, zebrano rekordowo dużą liczbę zgłoszeń (aż 18,3 tys. chętnych). Z tej obszernej grupy wyłoniono w 2017 roku zaledwie jedenastoosobowy zespół. Z kolei do rozpoczętej w ubiegłym roku rekrutacji powiązanej z programem NASA Artemis zaaplikowało ponad 12 tysięcy osób.
To statystyki, które rzeczywiście mogą imponować – zwłaszcza na tle doniesień sugerujących, że młode pokolenia na Zachodzie, już inaczej niż w czasach amerykańskiego programu Apollo, nie deklarują profesji „astronauty” jako jednej z wymarzonych ścieżek kariery. Zamiast tego dominować ma fascynacja na punkcie… „bycia influencerem/ką” – jeśli ufać brytyjskim sondażom przytaczanym w głośnym swego czasu artykule dziennika The Independent z lipca 2019 roku. Zgodnie z jego treścią, o takim rodzaju samorealizacji myśli aż 30 proc. ankietowanych, wobec zaledwie 11 proc. deklarujących się z nadziejami na „zostanie astronautami”.
Tymczasem, jak wspomniano wcześniej, sposobności do realizacji takich życiowych celów stopniowo przybywa. Swego rodzaju punktem względnego przełomu była niedawna praktyczna demonstracja działania kapsuł SpaceX Crew Dragon w ramach misji NASA, przygotowywanych już zresztą do podejmowania pierwszych lotów czysto prywatnych (vide misja Inspiration4, która ma nastąpić we wrześniu br.). Sprzedaż biletów rozpoczynają także firmy nastawione stricte na świadczenie usług z zakresu turystyki kosmicznej i lotów suborbitalnych - spółki kolejnych znanych miliarderów: Blue Origin Jeffa Bezosa oraz Virgin Galactic Richarda Bransona. Przed nimi wciąż jeszcze kluczowy „moment prawdy”, czyli pierwsza weryfikacja działania istniejących już systemów nośnych – podczas przypadających na ten rok kluczowych testów z załogami na pokładzie.
Bierne nie pozostają też zresztą narodowe ośrodki przygotowujące załogi kosmiczne. Obok tych najbardziej uznanych – amerykańskich i rosyjskich, dojrzewa przede wszystkim potencjał chiński. Przy tym, z pomocy i zaproszeń wcześniejszych dwóch korzystają coraz bardziej inne państwa, gotowe wykładać znaczące kwoty ze swoich budżetów, aby zaznać prestiżu wysłania swojego obywatela w kosmos. Wśród najbardziej ambitnych wskazuje się ostatnio Indie (szkolące swoich kosmonautów w Rosji) czy Zjednoczone Emiraty Arabskie (współpracujące z NASA) – jako te, które wytypowały niedawno swoich kandydatów z zamiarem wysłania ich na orbitę okołoziemską.
Wreszcie – jest też Europejska Agencja Kosmiczna, która jako organizacja międzyrządowa łączy budżety i potencjały technologiczne wielu zaangażowanych państw. Dzięki temu dysponuje niezbędną masą krytyczną z połączonych zdolności finansowania eksploracji załogowej – także w najnowszych i wybiegających w przyszłość programach współpracy kosmicznej, jak księżycowy Artemis czy samo planowane utworzenie stacji Lunar Gateway. Przede wszystkim jednak ESA na swoim koncie ma długoletnią oraz efektywną współpracę przy szkoleniu i wysyłaniu załóg na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), dotąd prowadzoną z udziałem 20 europejskich astronautów.
Wszystkich dotychczasowych członków załóg ESA wyłoniono jeszcze w czasach znacząco węższego składu państw partycypujących w działaniu agencji. Mimo to, kiedy ostatnio zatrudniano nowych europejskich astronautów (w latach 2008-09), do programu zgłosiło się aż 8413 kandydatów. Wśród nich był Timothy Peake, wyłoniony wówczas jako jeden z obecnie aktywnej „siódemki” astronautów ESA (obok niego, w służbie pozostają: Andreas Mogensen - Dania, Thomas Pesquet - Francja, Samantha Cristoforetti i Luca Parmitano – Włochy, Alexander Gerst oraz Matthias Maurer – obaj z Niemiec). Brytyjczyk wspomina, że w tamtym czasie tylko 11 proc. kandydatów dopuszczono do pierwszej rundy procesu selekcji (etapów tych było natomiast aż sześć).
Elitarne wyzwanie, przygoda, cywilizacyjny wkład – czyli dlaczego warto być astronautą
Choć proces rekrutacji do pracy w kosmosie rzeczywiście jest wymagający, bazując na pewnych konkretnych kryteriach do spełnienia (jak przygotowanie z zakresu nauk ścisłych lub medycznych, alternatywnie przeszkolenie lotnicze), ESA podkreśla szersze niż kiedykolwiek dotąd otwarcie się na kandydatów i ich zróżnicowanie. Z jednej strony przejawia się to akcentem na umożliwienie uczestnictwa osobom o obniżonej sprawności ruchowej (po raz pierwszy zaproponowano kategorię „parastronautów”, ze wskazaniem na osoby poniżej 1,3 m wzrostu lub z niepełnosprawnościami kończyn), z drugiej natomiast – deklarowanym dążeniem do poprawienia aktualnego odsetka reprezentatywności różnych płci, wobec obecnie notowanych 16 proc. kobiet stanowiących personel astronautyczny ESA.
To stanowić ma samo w sobie zapowiedź pewnej zmiany w praktyce załogowych lotów kosmicznych – wypraw, które u swoich początków polegały na starannie wyselekcjonowanych, odpowiednio uwarunkowanych wydolnościowo i psychofizycznie pilotach doświadczalnych z setkami godzin nalotu. Z czasem jednak warunki organizacji startów załogowych, zdolności minimalizacji ryzyka oraz powiązany z tym poziom zabezpieczenia technicznego wzrosły na tyle, że z powodzeniem kolejne miejsca w kapsułach i wahadłowcach mogli zajmować także mniej wyspecjalizowani pod tym kątem pasażerowie – najpierw personel naukowy-inżynieryjny, a wreszcie też pierwsi edukatorzy, senatorowie, turyści. I choć początki lotów kosmicznych z niewykwalifikowanymi uczestnikami bezpośrednio naznaczyła tragedia promu Challenger (zginęła wówczas pierwsza uczestniczka zapoczątkowanego w 1984 roku amerykańskiego programu Teacher in Space - Christa McAuliffe), już wówczas było jasne, że podróże kosmiczne nie są zarezerwowane wyłącznie dla najbardziej sprawnych i odpornych. Wcześniej zresztą swoje wyprawy zdążyli już odbyć pierwszy amerykański senator (Jake Garn – lot promu Discovery w kwietniu 1985 r.) oraz przedstawiciel Izby Reprezentantów (aktualny administrator NASA, Bill Nelson – jako załogant wahadłowca Columbia, w styczniu 1986 roku).
Trauma była jednak silna – na tyle, by skutecznie oddalić moment szerszego otwarcia wypraw załogowych na „cywilów”. Zarzucony w konsekwencji projekt Teacher in Space (w 1990 r.) długo nie mógł znaleźć duchowego spadkobiercy. Przełamanie następowało stopniowo w latach 90. XX wieku, czego jednym z pośrednich, ale charakterystycznych przejawów był udział emerytowanego astronauty, a wówczas jeszcze senatora – 77-letniego Johna Glenna w misji wahadłowca Discovery w październiku 1998 roku. Mniej więcej w tym samym czasie powołano do życia projekt NASA Educator Astronaut, który nawiązywał bezpośrednio do celów programu z lat 80. XX wieku.
Jednak najbardziej w tym kontekście symboliczny i poruszający okazał się lot kosmiczny zrealizowany poza tym programem – z udziałem Barbary Morgan, pierwotnie pełniącej rolę zmienniczki tragicznie zmarłej Christy McAuliffe. Morgan, sama będąc nauczycielką, pozostała zaangażowana w prace działu edukacji NASA i wiele lat po katastrofie Challengera przystąpiła niezależnie do rekrutacji astronautycznej agencji (w 1998 r.). Po blisko dwuletnim szkoleniu weszła już jako w pełni wykwalifikowana astronautka do zespołu misji STS-118, zrealizowanej w sierpniu 2007 r. promem Endeavour. W ten sposób upamiętniła swoją koleżankę oraz symbolicznie dopełniła dzieła zapoczątkowanego startem McAuliffe w 1986 r., której nie było wówczas dane sięgnąć kosmosu, ani bezpiecznie wrócić na Ziemię.
Uważam się za wielce, wielce szczęśliwą, że mogłam uczestniczyć w przygotowaniach [do ostatniej misji Challengera – przyp. red.] jako zmienniczka Christy McAuliffe. Ona była, jest i zawsze będzie naszą pierwszą nauczycielką w kosmosie. Wykonała fantastyczną robotę reprezentując najlepszych w naszej profesji. Miałam szczęście, że mogłam w tym pomóc.
[Wahadłowiec] Endeavour ma dla mnie szczególne znaczenie jako nauczycielki, ponieważ […] powstał jako zamiennik Challengera, a został tak nazwany przez uczniów z naszego kraju. I był to jeden z moich ulubionych programów edukacyjnych NASA. Dzieci wykazały się dociekliwością, studiowały historyczne wyprawy morskich statków eksploracyjnych i odkrywczych, których nazwy noszą nasze promy. Wybrały Kapitana Cooka, […] nie tylko ucząc się o wcześniejszych wyprawach i odkryciach, ale wraz ze swoimi nauczycielami wymyślając własne wspaniałe [inicjatywy], łączące się z naszym programem kosmicznym.
Barbara Morgan, amerykańska nauczycielka i późniejsza astronautka NASA – uczestniczka misji STS-118 (prom Endeavour)
„To, co rozpoczęła Christa, trwa nadal. Mamy teraz jeszcze trzech nauczycieli w zespole astronautów” – skomentowała kilka lat później Morgan, komplementując odrodzony program udziału pracowników oświaty w misjach wahadłowców NASA. Choć sama już w nim nie uczestniczyła, a wcześniej Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęła kolejna katastrofa (rozpad promu Columbia przy wejściu w atmosferę - w lutym 2003 r.), Educator Astronaut nie podzielił losu poprzednika. Dotrwał do końca ery wahadłowców w 2011 r., pozwalając astronautom-nauczycielom na udział w wyprawach STS-119 oraz STS-131.
Opisany przykład zdaje się potwierdzać, że to, co przez lata było dla całej NASA „próbą ognia”, testem zdolności parcia do przodu oraz wyciągania wniosków z porażek i ewentualnych zaniedbań, stanowiło także dla szerokiego grona uczestników lotów wielki test charakterów. Poczucie misji, gotowość do najwyższego poświęcenia i wola przełamywania ograniczeń (własnych i kolektywnych) to nie bez przyczyny często podnoszone atrybuty składów załogowych wypraw kosmicznych. W obliczu ciągłego obcowania z wysokim ryzykiem oraz konieczności kompletnego polegania na pracy całych sztabów ludzi i niejednokrotnie zawodnej, trudnej do okiełznania technologii – uczestnictwo w takich wyprawach kosmicznych wymaga pokory, odpowiedzialności zespołowej i doceniania wysiłku zarówno współtowarzyszy, którzy takie ryzyko podejmują, jak i tych, którzy zdołali je innym obniżyć do akceptowalnych poziomów.
Tymi „innymi” od 20 już lat są też zresztą żądni wrażeń amatorzy turystyki kosmicznej… gotowi do płacenia – nomen omen – astronomicznych sum pieniędzy, aby znaleźć się przez pewien, zazwyczaj krótki czas w przestrzeni pozaziemskiej i gronie nielicznych, którzy przekroczyli jej granicę. W wielu takich przypadkach już niekoniecznie jest zatem mowa o pokorze stojącej za samym zamysłem, ale liczyć można, że refleksja przychodzi wraz z samym doświadczeniem bezpośredniego obcowania z bezkresem kosmosu oraz majestatycznym spokojem Błękitnej Planety na jego tle.
Od czasu pierwszego takiego startu – wykonanego przez przedsiębiorcę Dennisa Tito, 28 kwietnia 2001 r. na rosyjskim statku Sojuz – również zaszła znacząca zmiana podejścia. Warto podkreślić, że amerykańska agencja kosmiczna konsekwentnie i zdecydowanie sprzeciwiała się dążeniom amatorów lotów turystycznych do skorzystania z zasobów NASA (odprawiając wcześniej wspomnianego Tito „z kwitkiem”). Bardziej skłonny do podjęcia tematu okazał się jednak Roskosmos. Przy tym, w miarę doskonalenia outsourcingowych technologii załogowych, NASA również stała się bardziej przychylna względem całej koncepcji turystyki kosmicznej.
Naszym celem jest dzień, w którym każdy będzie astronautą – jesteśmy bardzo podekscytowani, widząc, jak [ten zamysł] zaczyna dawać rezultaty.
Kathy Lueders, koordynatorka lotów załogowych NASA - po udanym wodowaniu kapsuły Dragon SpaceX z czterema kosmonautami na początku maja 2021 r.
Aktualnie na horyzoncie maluje się już zapowiedź rywalizacji rynkowej w segmencie ścisłych lotów turystycznych - sądzi się, że jej głównymi uczestnikami będą Virgin Galactic i Blue Origin. To może przełożyć się konsekwentną obniżkę cen biletów i wzrost dostępności oferty, o ile nastąpi rozładowanie dużego popytu, który (jak sugeruje aukcja miejsca w pierwszym locie z Jeffem Bezosem i imponująca wylicytowana kwota 28 mln USD) wydaje się być faktycznie wysoki. Porównując - Dennis Tito w 2001 r. zapłacił za swój lot i kilkudniowy pobyt na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej „zaledwie” 20 mln ówczesnych USD).
Aktualny nabór ESA i wsparcie polskiej kandydatury
Wraz z nowymi wyzwaniami, przed jakimi stanęła Europa wobec globalnych dążeń do wznowienia załogowej eksploracji kosmicznej (przy wzmożonej rywalizacji międzynarodowej w tej domenie), pojawiła się też naturalna potrzeba zmiany pokoleniowej w zespole astronautów ESA. Kolejna generacja kandydatów otrzymuje właśnie okazję, by „przejąć pałeczkę” w tej elitarnej sztafecie – i po raz pierwszy dotyczy to także państw, które wcześniej takiej możliwości albo nigdy nie miały, bądź skorzystały z niej w zupełnie innych realiach (jak Polska).
Od pamiętnego pierwszego i jak dotąd jedynego lotu polskiego kosmonauty, Mirosława Hermaszewskiego (druga misja programu Interkosmos – na statku Sojuz 30, rozpoczęta 27 czerwca 1978 r. pod dowództwem kosmonauty ZSRR, Piotra Klimuka), minęły już 43 lata. Inny z ówczesnych polskich kandydatów do tego lotu – pilot sił powietrznych Tadeusz Kuziora (obecnie w stopniu generała brygady), przeszkolony w Gwiezdnym Miasteczku pod Moskwą, ale ostatecznie pominięty ze względu na młody wiek (28 lat), jeszcze długo potem wspominał, że spodziewał się większej liczby misji kosmicznych z polskim udziałem. „Wierzyłem, że nawet jak odpadnę, to program lotów kosmicznych przecież się rozwinie. Będę następny w kolejce, jeszcze polecę” – miał stwierdzić przy okazji jednej z relacji.
To, co nie mogło jednak nadejść przez blisko pół wieku, aktualnie pojawia się na horyzoncie za sprawą naboru astronautycznego ESA – pierwszego od momentu przystąpienia Polski do tej organizacji. Zgłoszenie poparte przez Ministerstwo Obrony Narodowej złożył w procedurze ESA ppłk pilot mgr inż. Bartłomiej Harkot, zatrudniony obecnie w Departamencie Innowacji MON.
Kandydat po pierwsze ma doświadczenie lotnicze z zawodowej służby wojskowej – pilota śmigłowca Mi-24 przynależącego do 56. Pułku Śmigłowców Bojowych (w 2012 roku przekształcony w 56. Bazę Lotniczą w Inowrocławiu), poparte wykonywaniem zadań operacyjnych w ramach X zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Co jednak istotne oficer był i jest zaangażowany w realizację zadań związanych z domeną kosmiczną, na stanowiskach służbowych: specjalisty Wydziału Technologii Kosmicznych Inspektoratu Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych (I3TO) oraz starszego specjalisty Departamentu Innowacji MON. W latach 2017-2019 ppłk Harkot pełnił przy tym funkcje: przedstawiciela krajowego - eksperta w ramach prac Rad Programowych PB-LAU, PB-NAV oraz PB-HME Europejskiej Agencji Kosmicznej w Paryżu, a także narodowego koordynatora w ramach Grupy Zdolności Technologicznych ds. technologii sensorów optoelektronicznych (Electro-Optical Sensors Technologies CapTech) Europejskiej Agencji Obrony (EDA) w Brukseli oraz delegata krajowego w Komitecie ram wsparcia obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej Komisji Europejskiej w Brukseli (EU SST Committee).
Nabór astronautyczny ESA daje nam wyjątkową okazję i historyczną możliwość w obliczu nadchodzącej zmiany pokoleniowej. Co jednak warto szczególnie podkreślić – aplikować może każdy. Chcemy przede wszystkim dać pewien przykład; zainspirować i zwrócić uwagę na możliwości, jakie daje fascynacja kosmosem, naukami ścisłymi i inżynieryjnymi – wielka w tym rola także sfery edukacyjnej. Warto, by jak najwięcej zainteresowanych korzystało z możliwości udziału w otwartym naborze astronautycznym.
Ppłk pilot mgr inż. Bartłomiej Harkot, Departament Innowacji MON
Sam zainteresowany zwrócił uwagę w bezpośredniej rozmowie, że to, jak dynamicznie rozwija się aktualnie działalność kosmonautyczna, jest zjawiskiem bez precedensu i będzie konsekwentnie mnożyć szanse – także kolejnych polskich kandydatów – na udział w wyprawach załogowych. Ppłk Harkot podkreślił przy tym, że nie będą to już tak restrykcyjne normy uczestnictwa jak kiedyś. „Wraz z wdrażaniem nowych technologii załogowych rośnie poziom bezpieczeństwa, ergonomii i personalizacji ustawień systemów transportu załogowego” – zaznaczył, dodając zaraz potem, że uczestnikami misji nie muszą już być wyłącznie piloci doświadczalni. „Mamy środowisko dużo bardziej przyjazne człowiekowi – środki transportu ewoluowały czerpiąc z doświadczeń 60 lat ery lotów załogowych” – podkreślił ppłk Harkot.
Pomysł kandydowania na astronautę ESA na początku był moją inicjatywą, wynikająca z moich wcześniejszych doświadczeń i możliwości osobistego poznawania realiów działalności Europejskiej Agencji Kosmicznej. Jako oficer przedstawiłem pomysł moim przełożonym i zyskał on wsparcie MON. To Departament Innowacji jest tą komórką organizacyjną, która uznała temat za godny zainteresowania i udzielenia rekomendacji.
Ppłk pilot mgr inż. Bartłomiej Harkot, Departament Innowacji MON
Przy tym, raczej nie należy się spodziewać, by zdolności pilotów sił zbrojnych i inżynierów jakkolwiek straciły na wartości pod kątem realizacji lotów kosmicznych. Na czele załogowych misji muszą też stać dowódcy o odpowiednio wyższym stopniu przygotowania i umiejętności technicznych – nadal są to głównie doświadczeni byli żołnierze sił powietrznych, których delegują wiodące agencje kosmiczne, dysponujące największą samodzielnością w stosowaniu środków transportu kosmicznego (NASA, Roskosmos, czy chińska CNSA).
Uważam astronautykę za świetny kierunek kontynuacji kariery wojskowej – wiele z cnót żołnierskich i cech charakteru pożądanych w siłach zbrojnych znajduje swoje bezpośrednie przełożenie na grunt załogowych misji kosmicznych. Te wymogi to przede wszystkim: samodyscyplina, myślenie zadaniowe, odpowiedzialność za zespół, odporność psychiczna, a także gotowość do wyrzeczeń i dbałość o procedury.
Ppłk pilot mgr inż. Bartłomiej Harkot, Departament Innowacji MON
Obecny nabór astronautyczny ESA ma pomóc wyłonić od czterech do sześciu astronautów zawodowego personelu (carrier astronauts), a także nawet do dwudziestu kandydatów do grupy rezerwowej (reserve astronauts). Jak deklaruje dyrektor ESA ds. eksploracji załogowej i robotycznej, David Parker, grupa będąca trzonem załóg będzie miała możliwość udziału w misjach długoterminowych i szczególnego znaczenia (jak misje księżycowe). Z kolei rezerwę stanowić mają niezatrudnieni na stałe w ESA ochotnicy – potencjalnie angażowani do konkretnych operacji oraz w przypadku pojawienia się dodatkowych misji dotyczących rutynowych zadań – utrzymania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej lub skorzystania z komercyjnych ofert misji załogowych, które wpadną w obszar zainteresowania ESA lub konkretnych państw członkowskich.
Chodzi tutaj o pojedyncze zlecenia – jeśli się przydarzą, wówczas taki rezerwowy astronauta będzie w dalszym ciągu pracownikiem swojego dotychczasowego pracodawcy (ESA będzie to regulować na zasadzie zleceń tymczasowych na konkretne misje). "Poszukujemy do 20 kandydatów, którzy zasilą naszą astronautyczną pulę rezerwową - to coś kompletnie nowego" – wskazał tutaj Parker.
Przyjmowanie zgłoszeń w najnowszym naborze ESA wyznaczono do 18 czerwca br. – z aplikowaniem poprzez portal internetowy Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rekrutacja ESA została otwarta dla obywateli państw członkowskich i stowarzyszonych, poniżej 50 roku życia (preferowany przedział wiekowy to 27–37 lat), ze stanem zdrowia spełniającym normy lotnicze, przy czym sama licencja pilota i doświadczenie w pilotażu nie są wymagane (niemniej bardzo mile widziane). Wymóg kompetencyjny to wykształcenie i doświadczeniem w naukach przyrodniczych, matematyce, informatyce, inżynierii lub medycynie. Za niezbędną uznano też umiejętność władania językiem angielskim.
Jak już wspomniano, możliwość aplikowania otrzymały także osoby z niepełnosprawnością fizyczną – w ramach projektu "Parastronaut Feasibility Project" - zakładającego (ale nie gwarantującego) lot w kosmos. Rodzaje niepełnosprawności brane pod uwagę przy rekrutacji to niewydolność kończyn dolnych (np. z powodu amputacji lub wrodzonej wady) lub zaburzenie wzrostu (karłowatość).
Zatwierdzonych wstępnie uczestników rekrutacji czeka sześcioetapowa selekcja, która zakończy się w październiku 2022 roku. Pierwszy etap to screening „na podstawie przedłożonych dokumentów, formularza zgłoszeniowego oraz kwestionariusza screeningowego”. Dalej przewidziano testy wstępne, na które „składają się testy zdolności poznawczych, technicznych, koordynacyjnych i osobowościowe”. Trzeci poziom to Assessment, „składający się z dodatkowych testów psychometrycznych, ćwiczeń indywidualnych i grupowych oraz testów praktycznych”. Następne w kolejności są testy medyczne, które pozwolą „ocenić kondycję fizyczną i psychiczną w kontekście długotrwałych misji astronautycznych”. Piątym krokiem ma być wywiad panelowy, „który sprawdzi kompetencje techniczne i behawioralne”. Finalnym etapem jest oficjalny wywiad końcowy, „zazwyczaj składający się z rozmowy z dyrektorem generalnym ESA”.
Po pomyślnym zakwalifikowaniu kandydata na astronautę czeka szkolenie - pierwszy rok obejmuje ogólny trening astronautyczny, przeprowadzony w ośrodku ESA w Kolonii. Dalej następuje około dwuletni etap właściwego przygotowania do przeprowadzenia konkretnych badań czy eksperymentów w kosmosie – w tym szkolenie z zakresu „robotyki, nawigacji, konserwacji sprzętu i spacerów kosmicznych”. Na sam koniec przypada szkolenie misyjne związane z zadaniami dotyczącymi konkretnego lotu. Po angielskim, drugim językiem na ISS jest rosyjski, którego kurs jest częścią procesu przeszkolenia europejskich astronautów.
W świetle nagromadzenia w 2021 roku ważnych międzynarodowych rocznic związanych z załogową eksploracją kosmiczną, trudno o bardziej symboliczny czas do podejmowania nowych wyzwań w budowaniu potencjału ludzkiej obecności w przestrzeni pozaziemskiej. W nurcie tym podążają już obecnie wszystkie wiodące programy kosmiczne świata – w tym ESA, wraz z którą swój udział w załogowym współzawodnictwie może mieć również Polska. I choć nasz kraj w tym segmencie działalności kosmicznej nie miał dotąd zbyt wielu możliwości zaistnienia, warto pamiętać, że historycznie jesteśmy klasyfikowani jako czwarte państwo świata pod względem kolejności wysłania swojego obywatela w przestrzeń kosmiczną. To fakt, który na swój sposób prowokuje do poszukiwania nowych możliwości – nawet jeśli tamto pierwotne dokonanie miało szansę zaistnienia przede wszystkim za sprawą radzieckiej technologii i ówczesnych politycznych uwarunkowań.
Włoski astronauta Luca Parmitano podczas przymiarki do skafandra kosmicznego - NASA Johnson Space Center, Houston (USA). Fot. ESA [esa.int]

Fot. ESA [esa.int]

John Glenn An American Hero
https://www.youtube.com/watch?v=iwE4y-3WBT0&feature=emb_imp_woyt

Christa McAuliffe (z lewej) i Barbara Morgan (po prawej) podczas przygotowań do misji STS-51-L promu Challenger (startu z McAuliffe na pokładzie, zakończonego katastrofą). Fot. NASA [nasa.gov]

Kapsuła misji Sojuz-30, w której swój lot kosmiczny odbył pierwszy polski kosmonauta - Mirosław Hermaszewski (wraz z Piotrem Klimukiem, ZSRR); wystawiona w Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej w Warszawie. Fot. Adam Foster/Wikimedia Commons (CC BY 2.0)

Your way to space | 4K
https://www.youtube.com/watch?v=EmqNg_PRDeA&feature=emb_imp_woyt

https://www.space24.pl/nabor-astronautyczny-esa-21-nadzieje-na-nowy-polski-poczatek-w-misjach-zalogowych-raport

Nabór astronautów ESA. Nadzieje na nowy polski początek w misjach załogowych [RAPORT].jpg

Nabór astronautów ESA. Nadzieje na nowy polski początek w misjach załogowych [RAPORT]2.jpg

Nabór astronautów ESA. Nadzieje na nowy polski początek w misjach załogowych [RAPORT]3.jpg

Nabór astronautów ESA. Nadzieje na nowy polski początek w misjach załogowych [RAPORT]4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Następne takie obserwacje Plutona dopiero za 161 lat. Na jego powierzchni coś się dzieje
2021-06-18. Radek Kosarzycki
W lipcu 2018 r., gdy pół świata oglądało finał mistrzostw świata w piłce nożnej, w którym Francja pokonała Chorwację 4:2, kilkoro astronomów miało coś ciekawszego do roboty. Przez bardzo krótki czas, obserwatorzy znajdujący się na Ziemi mogli obserwować w pełni oświetloną przez Słońce tarczę Plutona.
Wyjątkowość tego wydarzenia może wydawać się podejrzana. Problem jednak w tym, że w swojej drodze wokół Słońca Pluton wiecznie znajduje się albo nad, albo pod płaszczyzną orbit całej reszty Układu Słonecznego, przez co zawsze możemy obserwować „niemal w pełni” oświetlony dysk. Dopiero gdy Pluton przecina płaszczyznę orbity np. Ziemi wokół Słońca, z naszej perspektywy oświetlony jest w całości. Jak często się to zdarza? Następna okazja do takich obserwacji dopiero za 161 lat.
Astronomowie już wcześniej wiedzieli, że będą mieli do czynienia z taką okazją.
Więcej, część piłkarzy biorących udział w finale MŚ jeszcze nie wiedziała co zrobić ze swoim życiem, gdy astronomowie planowali już te obserwacje.
Oczywiście nie chodziło o ładne zdjęcie Plutona, bo i umówmy się - z Ziemi nie da się zrobić dobrego zdjęcia obiektu oddalonego o 5 mld km. Nawet takich rzeczy ze szwagrem nie da się zrobić. Okazuje się jednak, że obserwacje wykonane w takiej konfiguracji mogą dostarczyć takich informacji o planecie, jakich nawet nie była w stanie zebrać sonda New Horizons, która przeleciała w pobliżu planety 14 lipca 2015 r. Za wszystko odpowiada tzw. zjawisko Seeligera, w którym gdy obiekt planetarny znajdzie się dokładnie w opozycji względem Słońca, zwiększa się jego jasność. Badacze podejrzewają, że skala tego wzrostu jasności uzależniona jest od gęstości materii pokrywającej powierzchnię takiego globu.
Obserwacje przeprowadzone w 2018 r. wykonano za pomocą 200-calowego teleskopu w Obserwatorium Palomar w Stanach Zjednoczonych. Jest to na tyle silny teleskop, że jest w stanie oddzielić na zdjęciach Plutona od Charona, jego największego księżyca.
Wyniki obserwacji wskazują, że Pluton jest dużo aktywniejszym światem, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.
Obserwacje wykonane przez sondę New Horizons pozwoliły nam po raz pierwszy w historii zobaczyć potężne lodowce na Plutonie. Obserwacje opozycji natomiast wskazują, że na powierzchni Plutona może padać śnieg, który następnie sublimuje, a czasami nawet przenosi się z Plutona na Charona. Okresowo pojawia się szron na powierzchni, który potem odparowuje. Powierzchnia Plutona dzięki temu może zmieniać się niczym powierzchnia Ziemi, mimo wielu innych różnic.
Już w sobotę, astronomowie planują kolejne obserwacje Plutona za pomocą tego samego teleskopu. Być może uda się uzyskać jeszcze trochę nowych informacji o niegdysiejszej dziewiątej planecie Układu Słonecznego.
https://spidersweb.pl/2021/06/unikalne-obserwacje-pluton.html

Następne takie obserwacje Plutona dopiero za 161 lat. Na jego powierzchni coś się dzieje.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Starship SN16 idzie na żyletki? Elon Musk: nic z tego
2021-06-18. Radek Kosarzycki
Tak jak przez kilka miesięcy mieliśmy istne zatrzęsienie testów kolejnych prototypów Starshipa, tak po pierwszym w pełni udanym locie prototypu SN15 kompleks w Boca Chica ucichł. Już od sześciu tygodni żaden Starship nie poleciał.
Całkiem możliwe, że Elon Musk uznał, że skoro w końcu udało się wylądować Starshipem na Ziemi po locie na 10 km, to należy skupić się na przygotowaniach do pierwszego lotu orbitalnego, który będzie wielokrotnie trudniejszym zadaniem. Jakby tego było mało, w kompleksie Boca Chica w Teksasie trwają intensywne prace nad zbudowaniem potężnej wieży, przy której 50-metrowy Starship będzie instalowany na szczycie 70-metrowego pierwszego członu rakiety noszącego nazwę Super Heavy.
Ni stąd, ni zowąd z jednego z hangarów wyjechał właśnie Starship SN16. Uważnie śledzący wszystkie poczynania fani firmy dostrzegli jednak, że SN16 pozbawiony jest silników. Z tego też powodu większość z nich doszła do wniosku, że ostatecznie SpaceX odpuścił sobie już prace nad SN16 i skupia się na przygotowaniach do pierwszego lotu orbitalnego, który ma wykonać prototyp SN20. Oznaczałoby to, że SN16 zamiast w kosmos, trafi na złom albo zostanie „przerobiony na żyletki”.
Elon Musk pisze: hola, hola, jakie żyletki?
Głosy pesymistów jednym zdaniem uciszył Elon Musk, pisząc, że SN16 może wykonać lot naddźwiękowy. Oznaczałoby to, że szesnastka mogłaby pobić osiągnięcie SN15 (oczywiście, o ile wyląduje w całości). Lot naddźwiękowy miałby wiele sensu w ramach przygotowań do pierwszego lotu orbitalnego. Enigmatyczny wpis Elona jednak wiele nie mówi. Być może to SN16 zostanie przygotowany do lotu orbitalnego. Tak czy inaczej, wiedzcie, że coś się dzieje i wkrótce kolos znów wzbije się w powietrze. Swoją drogą ciekawe, która rakieta jako pierwsza dosięgnie przestrzeni kosmicznej: Starship w pierwszym locie orbitalnym czy Space Launch System w ramach misji Artemis I. Poczekamy, zobaczymy.
https://spidersweb.pl/2021/06/starship-sn16-poleci.html

 

Starship SN16 idzie na żyletki Elon Musk nic z tego.jpg

Starship SN16 idzie na żyletki Elon Musk nic z tego2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Szef Amazona leci w kosmos. Kilkanaście tysięcy osób podpisało petycję z wnioskiem, by tam został
2021-06-18. Radek Kosarzycki
Nie, to nie jest opinia autora tego tekstu. To opinia 15 000 osób, ktore podpisały taką petycję na portalu Change.org. O co chodzi?
20 lipca br. po wielu długich latach prac rozwojowych, a następnie testów, zbudowana przez należącą do Jeffa Bezosa firmę Blue Origin rakieta, po raz pierwszy zabierze astronautów w przestrzeń kosmiczną.
Dotychczas rakieta New Shepard wykonała 14 lotów bezzałogowych tuż za granicę przestrzeni kosmicznej, po czym za każdym razem bezpiecznie wracała na Ziemię. Celem ostatecznym tych wszystkich wysiłków było stworzenie rakiety, która będzie mogła zabierać turystów na krótkie wypady w przestrzeń kosmiczną. W tym przypadku są to zaledwie 11-minutowe loty na wysokość 103 km i z powrotem. Podczas lotu wszyscy członkowie załogi mają okazję podziwiać Ziemię i przestrzeń kosmiczną przez duże okna kapsuły załogowej. Na wysokości ok. 85 km kapsuła odłącza się od rakiety i wznosi się na wysokość 103 km. Tamże przez ok. 3 minuty pozwala załodze unosić się w stanie nieważkości, po czym wchodzi w atmosferę i kilka minut później na spadochronach ląduje na powierzchni Ziemi.
Ku zaskoczeniu wielu, Jeff Bezos, założyciel firmy, ale i najbogatszy człowiek na świecie, postanowił wziąć udział w pierwszym locie załogowym swojej rakiety. Na pokładzie w trakcie inauguracyjnego lotu znajdzie się także brat Jeffa Bezosa, zwycięzca aukcji, w której licytowano bilet oraz jeszcze jedna osoba, której tożsamości jak dotąd nie ujawniono.
Tymczasem na portalu Change.org
Na popularnym w Stanach Zjednoczonych portalu z petycjami pojawiła się petycja, której autorzy proszą o zakazanie Jeffowi Bezosowi powrotu z przestrzeni kosmicznej na Ziemię. Według autorów oryginalnej petycji Jeff Bezos to w rzeczywistości Lex Luthor, negatywny bohater z komiksów przedstawiających perypetie Supermana, tylko że przebrany za internetowego księgarza z sukcesami. Dalsza część petycji zdradza jednak jej szyderczy cel: pojawiają się w niej oskarżenia o przynależność do zakonu templariuszy, do wolnomularzy, do przeciwników teorii płaskiej Ziemi, itd. Nie zmienia to jednak faktu, że petycję podpisało do chwili obecnej 14 824 wraz z niżej podpisanym. Nie udało mi się dopisać jedynie, że wnioskuję o zabranie innych tuzów przemysłu kosmicznego.
Swoją drogą, chwila na portalu Change.org pozwala znaleźć znacznie ciekawszą aukcję dotyczącą szefa Amazonu. 9000 osób podpisało się już pod jednozdaniową petycją wzywającą Jeffa Bezosa do kupienia i… zjedzenia Mona Lisy. Podziwiam za kreatywność, ale popierać nie będę. Wara od sztuki.
https://spidersweb.pl/2021/06/jeff-bezos-leci-w-kosmos-juz-tam-zostanie.html

Szef Amazona leci w kosmos. Kilkanaście tysięcy osób podpisało petycję z wnioskiem, by tam został.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Planety będą poruszać się jak kulki flippera. Ten układ planetarny rozsypie się w drobny mak
2021-06-18.
Radek Kosarzycki
Sto trzydzieści pięć lat świetlnych od Słońca znajduje się układ planetarny HR 8799. Jego sercem jest bardzo młoda gwiazda w wieku ok. 30-40 mln lat (dla porównania Słońce ma ponad 4,5 mld lat). Wokół niej natomiast krążą cztery planety o masie pięciokrotnie większej od masy Jowisza każda.
HR 8799 jest ciekawy pod wieloma względami. Naukowcy analizujący orbity planet w tym układzie odkryli, że są one tak ułożone, że planety okrążają gwiazdę w idealnym rytmie, tj. w czasie, w którym najodleglejsza gwiazda okrąża gwiazdę raz, bliższe okrążają ją dokładnie 2-, 4- i 8-krotnie.
Co się jednak stanie gdy gwiazda centralna tego układu przejdzie w stadium czerwonego olbrzyma?
Na to pytanie postanowili znaleźć odpowiedź naukowcy z Uniwersytetu w Warwick w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że cały ten idealny układ momentalnie się posypie jak domek z kart. Wyniki symulacji oddziaływań grawitacyjnych między składnikami układu wskazują, że planety zaczną szaleć.
W zależności od tego, w jakiej konfiguracji będą się znajdowały, może dojść do wyrzucenia z układu tej czy innej planety. Może nawet dojść do zamiany - np. druga planeta zamieni się miejscami z trzecią. Drobne zmiany w warunkach początkowych dają zupełnie różne wyniki. Nie jest to jednak nic dziwnego - już pod koniec XIX w.
Henry Poincare wykazał, że o ile modelowanie oddziaływań grawitacyjnych dwóch ciał jest proste, to już modelowanie wspólnych oddziaływań trzech ciał (tzw. Problem Trzech Ciał) jest niezwykle trudne, a i tak nie pozwala przewidzieć położenia wszystkich planet układu w dowolnym momencie w przyszłości.
Tymczasem w układzie takim jak HR 8799 mamy do czynienia z czterema planetami i gwiazdą, a więc jest to absolutnie nierozwiązywalny problem pięciu ciał. Naukowcy postanowili sprawdzić model komputerowy i sprawdzić jak będzie wyglądała ewolucja całego układu w zależności od różnych warunków początkowych.
Wiadomo jedno: gdy gwiazda zacznie tracić masę, jej planety zaczną się od niej oddalać. Delikatna równowaga zniknie, któreś dwie planety się do siebie za bardzo zbliżą i jedna drugą wyrzuci albo na nową orbitę, albo całkowicie na zewnątrz układu. To będzie początek reakcji łańcuchowej, która całkowicie zmieni ten układ, a być może także go odchudzi o jedną czy kilka planet.
Jeżeli podoba wam się taki scenariusz, naukowcy mają niewesołą wiadomość. Do apokalipsy w układzie HR 8799 dojdzie dopiero za ok. 3 miliardy lat, więc sobie nie pooglądamy.
Orbital motion of the HR8799 system
https://www.youtube.com/watch?v=gcHXGZaS_6M&feature=emb_imp_woyt

Położenie układu planetarnego HR 8799 w gwiazdozbiorze Pegaza. Źródło: ESO
https://spidersweb.pl/2021/06/hr8799-precyzyjny-uklad-planetarny.html

Planety będą poruszać się jak kulki flippera. Ten układ planetarny rozsypie się w drobny mak.jpg

Planety będą poruszać się jak kulki flippera. Ten układ planetarny rozsypie się w drobny mak2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Komety z niklu i żelaza
2021-06-18.
Komety wyobrażamy sobie zwykle jako brudne śnieżki złożone z mieszaniny pyłów i drobnych odłamków skalnych zlepionych lodem wodnym i zestalonym dwutlenkiem węgla. Odkrycia dokonane przez polskich i belgijskich astronomów pokazują, że nie tylko będziemy musieli zweryfikować nasze poglądy na temat budowy komet, ale i znaleźć odpowiedź na pytanie co tak naprawdę w nich siedzi.
Sam fakt występowania żelaza i niklu w ziarnach pyłu, z którego zbudowane są jądra komet, był znany astronomom od dawna. Nigdy jednak nie obserwowano cząsteczek zawierających żelazo lub nikiel w gazowych ogonach komet. Do wyjątków należały komety muskające Słońce C/1882 R1, czyli Wielka Kometa Wrześniowa z roku 1882 oraz C/1965 S1, czyli kometa Ikeya–Seki odkryta w 1965 r. Gdy komety te zbliżyły się do naszej gwiazdy na tyle, że cząsteczki tworzące ich wnętrza zaczęły ulegać sublimacji, w widmach ich gazowych ogonów dostrzeżono linie żelaza i innych ciężkich pierwiastków, takich jak miedź, kobalt czy chrom. Dalsza analiza wykazała, że obfitości tych pierwiastków są zgodne z obfitościami obserwowanymi na Słońcu i w meteorytach, co pozostawiło nas w przekonaniu, że wiemy o kometach całkiem sporo.
Obserwacje ogona komety McNaughta (C/2006 P1), wykonane gdy przechodziła ona przez peryhelium, również pokazały obecność par żelaza, jednak np. analiza składu chemicznego ogona komety 7P/Czuriumow-Gierasimienko wykonana in-situ przez misję kosmiczną Rosetta nie wykazała obecności ani żelaza, ani niklu. Było to pewną niespodzianką, ale nie zachwiało naszymi wyobrażeniami o strukturze komet.
Ta sielanka skończyła się wraz z odkryciem Manfroida, Hutsemékersa i Jehina (2021), którzy pokazali, że linie neutralnego żelaza (Fe I) i niklu (Ni I) występują powszechnie w atmosferach komet i to nawet tych znajdujących się bardzo daleko od Słońca. Obserwacje wykonane przez tych autorów dla 20 różnych komet za pomocą spektrografu UVES zamontowanego na 8.2-metrowym teleskopie Very Large Telescope UT2 wykazały wszechobecność linii emisyjnych Fe I i Ni I w kometach, które znajdują się nawet w odległości 3.25 AU od Słońca (1 AU to jednostka astronomiczna równa około 150 milionów km), czyli między Marsem i Jowiszem. Dla niektórych komet doliczono się aż 40. linii Fe I i 25. linii Ni I.
Kolejną niespodzianką było odkrycie, że obfitości żelaza i niklu w kometach bardzo różnią się od wartości słonecznych i że nie zależą one od odległości komety od Słońca. Podczas gdy w materii słonecznej stosunek obfitości Ni I do Fe I, czyli log(Ni/Fe), wynosi –1,25 ± 0,04 (podobną wartość, log(Ni/Fe) = –1,11 ± 0,09, zmierzono dla wspominanej wcześniej komety Ikeya–Seki), w kometach badanych przez Manfroida, Hutsemékersa i Jehina średnia wartość log(Ni/Fe) jest bliska jedności (log(Ni/Fe) = –0,06 ± 0,31).
Na pytanie dlaczego w kometach jest tyle samo niklu co żelaza, choć na Słońcu i w meteorytach żelaza jest około 10 razy więcej niż niklu, dużo trudniej odpowiedzieć. Manfroid, Hutsemékers i Jehin podejrzewają, że pierwiastki te pochodzą ze specjalnego rodzaju materii znajdującej się na powierzchni jądra komety, sublimującej w dość niskiej temperaturze i uwalniającej żelazo i nikiel w mniej więcej takich samych proporcjach. Co miałoby być tą materią pozostaje zagadką.
Jakby tego było mało, badanie opublikowane przez Guzika i Drahusa, astronomów z Uniwersytetu Jagiellońskiego, w tym samym numerze Nature pokazuje, że metale ciężkie są również obecne w atmosferze międzygwiezdnej komety 2I/Borisov. Polski zespół obserwował tę poza-słoneczną kometę, która około półtora roku temu przeleciała przez Układ Słoneczny, używając spektrografu X-shooter na teleskopie VLT. Kometa 2I/Borisov znajdowała się wówczas w odległości około 300 milionów kilometrów od Słońca, czyli około dwukrotnej odległości Ziemia-Słońce. Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu, Guzik i Drahus odkryli, że w widmie zimnej atmosfery 2I/Borisov widać linie niklu.
Oba badania pokazują, że komety nie tylko wciąż mogą nas zaskakiwać, ale też że te należące do Układu Słonecznego mają wiele wspólnego z kometami przemierzającymi przestrzenie międzygwiazdowe i, prawdopodobnie, kometami orbitującymi wokół innych gwiazd. To zaś otwiera interesujące ścieżki badań poza-słonecznych układów planetarnych, w których komety słoneczne mogą być traktowane jako analogi komet przy innych gwiazdach.
 
Więcej informacji:
•    Manfroid, J., Hutsemékers, D. & Jehin, E. Iron and nickel atoms in cometary atmospheres even far from the Sun. Nature 593, 372–374 (2021)
•    Guzik, P., Drahus, M. Gaseous atomic nickel in the coma of interstellar comet 2I/Borisov. Nature 593, 375–378 (2021)
 
Autor: Joanna Molenda-Żakowicz
 
Na ilustracji: Detekcja metali ciężkich w atmosferze komety C/2016 R2. ©ESO/L. Calçada, SPECULOOS Team/E. Jehin, Manfroid et al.
Ilustracja (©Manfroid, Hutsemékers & Jehin 2021) pokazuje widmo komety 103P/Hartley 2, na którym zaznaczono położenie linii emisyjnych żelaza Fe I i niklu Ni I.

Ilustracja (©Manfroid, Hutsemékers & Jehin 2021) pokazuje wartości stosunku obfitości Ni I do Fe I w kometach badanych przez Manfroida, Hutsemékersa i Jehina. Pionowa linia kropkowano-przerywana z lewej strony ilustracji wskazuje wartość słoneczną. Kolejne linie kropkowane wskazują wartość średnią (równą –0,06) i odchylenie standardowe próbki. Komety rodziny Jowisza (zaznaczone na czerwono) i komety typu Halleya (zaznaczone na różowo) są kometami krótkookresowymi. Ich okresy orbitalne są krótsze niż 200 lat. Komety zaznaczone na niebiesko mają długości wielkich półosi a < 10000 AU, zaś nowe komety pochodzące z obłoku Oorta, mające długości wielkich półosi a > 10000 AU, są zaznaczone na czarno. Kometa Ikeya–Seki ma numer 35.

Ilustracja (©Guzik & Drahus 2021) pokazuje (a) 2D widmo komety 2I/Borisov, (b) 1D widmo komety 2I/Borisov z zaznaczonymi liniami Ni oraz (c) modelowe widmo linii Ni.

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/komety-z-niklu-i-zelaza

 

Komety z niklu i żelaza.jpg

Komety z niklu i żelaza2.jpg

Komety z niklu i żelaza3.jpg

Komety z niklu i żelaza4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kolejny satelita nawigacyjny GPS 3. generacji wysłany na orbitę przez rakietę Falcon 9
2021-06-18.
Rakieta Falcon 9 firmy SpaceX umieściła na orbicie amerykańskiego satelitę nawigacyjnego GPS III SV05.
Start został przeprowadzony z kosmodromu Cape Canaveral na Florydzie. Rakieta wzniosła się w powietrze 17 czerwca o 12:09 czasu lokalnego z wyrzutni SLC-40. Wszystkie fazy lotu przebiegły pomyślnie i po około 8 minutach górny stopień wraz z ładunkiem znalazł się na początkowej orbicie.
1 godzinę i 3 minuty po starcie górny stopień uruchomił swój silnik Merlin Vac jeszcze raz, aby ustawić satelitę na orbicie transferowej do średniej orbity okołoziemskiej (MEO). Statek GPS III SV05 został wypuszczony przez górny człon rakiety Falcon 9 1 godzinę i 29 minut po starcie. Teraz statek za pomocą własnego napędu wejdzie na docelową orbitę.
W misji wykorzystano dolny człon rakiety Falcon 9 o oznaczeniu B1062. Stopień ten brał udział wcześniej już w jednej misji – GPS III SV04 w listopadzie 2020 r. Teraz również po udanym locie i odłączeniu od górnej części rakiety, powrócił na Ziemię i wylądował o własnym napędzie na barce JRTI na Oceanie Atlantyckim.

Kolejny satelita GPS 3. generacji na orbicie
W tej misji na orbitę wysłano 5. satelitę GPS 3. generacji. W planach jest obecnie wysłanie łącznie 10 satelitów 1. ewolucji tej generacji. GPS III ma docelowo zastąpić satelity 2. generacji, które były wysyłane w latach 1989-2016. Po wysłaniu wszystkich 10 satelitów GPS III, na orbitę będzie trafiać kolejna ewolucja (3F) – maksymalnie 22 satelitów.
Satelity GPS III są budowane przez firmę Lockheed Martin i bazują na jej platformie satelitarnej A2100. Nowe satelity cechują się podwojonym czasem działania (w stosunku do generacji II) – 15 lat, mogą podawać 3 razy dokładniejszą informację o położeniu, mają usprawnione systemy przeciwzagłuszające oraz udostępniają cztery nowe sygnały: trzy sygnały cywilne L1C, L2C i L5 oraz nowy sygnał dla wojska M, działający w pasmach L1 i L2.
Satelity serii GPS III są kompatybilne wstecznie z poprzednimi generacjami satelitów, a sygnał L1C, którego pełne działanie uzyskane zostanie pod koniec lat 20., ma wspierać standard nawigacji GNSS, w którym działa np. europejska sieć nawigacyjna Galileo.
Pierwszy satelita GPS III trafił na orbitę za sprawą rakiety Falcon 9 w 2018 r. Drugi egzemplarz wysłała rakieta Delta IV M w 2019 r. Trzeci i czwarty satelita nowej serii zostały wysłane w 2020 r. przez rakiety Falcon 9. W tym locie po raz pierwszy do wysłania satelity GPS III wykorzystano używany dolny stopień rakiety Falcon 9.

Podsumowanie
Był to już 19. start rakiety Falcon 9 w 2021 r. W czerwcu jest planowany jeszcze jeden lot - współdzielona misja Transporter-2 z wieloma satelitami od różnych klientów. Wraz ze startem GPS III SV05 na świecie wykonano 54 udane loty orbitalne.
 
Więcej informacji:
•    Relacja portalu NASASpaceflight z udanego lotu GPS III SV05
Na podstawie: SpaceX/NSF
Opracował: Rafał Grabiański
 
Na zdjęciu: Rakieta Falcon 9 na stanowisku startowym przed startem misji GPS III-04. Źródło: SpaceX.
GPS III Space Vehicle 05 Mission
https://www.youtube.com/watch?t=1173&v=QJXxVtp3KqI&feature=emb_imp_woyt

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/kolejny-satelita-nawigacyjny-gps-3-generacji-wyslany-na-orbite-przez-rakiete-falcon-9

Kolejny satelita nawigacyjny GPS 3. generacji wysłany na orbitę przez rakietę Falcon 9.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Czy zaćmienia Słońca rozbudziły ludzką ciekawość?
2021-06-18.
Niedawne zaćmienie obrączkowe Słońca skłania wiele osób do refleksji. Jak obserwowano takie zjawiska dawniej? Co o nich myślano? Jaki mogły mieć wpływ na rozwój cywilizacji?
Wyobraźmy sobie Ziemię sprzed kilku, a nawet kilkunastu tysięcy lat. Nagle Słońce zaczyna przeobrażać się w wąski półksiężyc. Księżyc „pożera” coraz większy kawałek tarczy Słońca. Grupa naszych dawnych przodków jest błogo nieświadoma wydarzeń rozgrywających się nad nimi. Niebo trochę ciemnieje, ale nagła noc w ciągu dnia jeszcze nie nadeszła, a Słońce pozostaje olśniewająco jasne.
Ci dawni ludzie mają intuicyjne zrozumienie natury, w tym jej dobrze już poznanych zmian okresowych, wspólnych dla lokalnego środowiska. Ale nie mają jeszcze wyjaśnień dla tego typu zjawisk rozgrywających się na niebie. W świecie rutyny związanej z porami dnia i roku ich ciekawość ogranicza się głównie do znajdywania nowych źródeł pożywienia. Gdy jednak Księżyc zjada ponad 80 procent tarczy Słońca, ich znajomy świat wydaje się być na skraju załamania.
Księżyc i Słońce mają tę samą średnicę kątową. To interesujący zbieg okoliczności i oznacza, że jeśli Słońce jest X razy większe od Księżyca, to musi być wówczas również X razy dalej od niego względem nas. Jaka to konkretnie wartość? Arystarch z Samos, starożytny grecki astronom, obliczył, że wynosi ona około 19. Al-Battani, jeden z mistrzów astronomii w świecie islamu, a także Tycho Brahe, mistrz renesansu, wywnioskowali na bazie własnych analiz podobną liczbę. Wszystko to brzmiało całkiem rozsądnie, Słońce miałoby być około 19 razy większe niż Księżyc i jednocześnie znajdować się mniej więcej 19 razy dalej od niego. Dziś wiemy już, że w rzeczywistości wartość X wynosi to 400. Mówiąc bardziej obrazowo, gdyby Księżyc zmniejszyć do wielkości winogrona, po czym proporcjonalnie zmniejszyć także Słońce, miałoby ono wielkość trzypiętrowego budynku. Jednak ze względu na różne odległości do Ziemi na niebie mają one (gdy je obserwujemy) niemal dokładnie tą samą średnicę. Jest jeszcze jeden księżycowy zbieg okoliczności: orbita Księżyca jest nachylona o około 5° do płaszczyzny, w której Ziemia krąży wokół Słońca – płaszczyzny ekliptyki. Dlaczego tak jest, do końca nie wiadomo. Astronomowie domyślają się, że Księżyc został w przeszłości potrącony w bliskim kontakcie z planetozymalami pozostałymi po formowaniu się Układu Słonecznego.
Połączenie tych dwóch kosmicznych zbiegów okoliczności przynosi ciekawe konsekwencje, w tym efektowne zaćmienia Słońca (i Księżyca). W pewnym momencie co kilkaset lat, w dowolnym miejscu na powierzchni Ziemi, na chwilę zdaje się zapadać noc. Nasi dawni przodkowie faktycznie mogli widzieć w tym zjawisku... koniec świata.
Takie zaćmienia pojawiają się, gdy tarcza Księżyca idealnie przesuwa się po tarczy Słońca. Przez kilka minut Księżycowi udaje się po prostu całkowicie ją zakryć (ma wówczas miejsce zaćmienie całkowite), albo zmienić je w wąski pierścień światła (zaćmienie obrączkowe). Gdyby nie odpowiednio nachylona orbita Księżyca, zaćmienia Słońca pojawiałyby się przy każdym nowiu i byłyby rutynowymi zdarzeniami. Jednak częstotliwość ich występowania w każdym konkretnym miejscu naszej planety w pierwszym podejściu wydaje się nieregularna. Rytmy wielu zjawisk astronomicznych – wschodu i zachodu Słońca, przypływów i odpływów, zmian pór roku – są na stałe wpisane w naturę, podczas gdy zaćmienia Słońca są pozornie przypadkowymi, nieprzewidywalnymi zdarzeniami.
Autor omawianego artykułu stawia dwa ważne pytania. Czy zaćmienia Słońca podobne do tych występujących na Ziemi są częste we Wszechświecie? Czy zaćmienia Słońca miały jakiś wpływ na nasz rozwój? W artykule opublikowanym w Proceedings of the International Astronomical Union (nr 367) sugeruje, że odpowiedź na oba pytania brzmi „być może”. Jakie jednak są tego implikacje?
Fernando Ballesteros z Uniwersytetu w Walencji zwraca uwagę na trudność w ustaleniu, czy coś jest zbiegiem okoliczności. Podaje przykład reguły Titiusa-Bodego, zgodnie z którą każda kolejna planeta naszego układu znajduje się mniej więcej dwa razy dalej od Słońca niż poprzednia. Reguła ta pozwoliło pomyślnie przewidzieć odkrycie Urana i Ceres, ale załamało się już, gdy w 1846 roku odkryto Neptuna. Ten wyjątek skłonił naukowców do wiary w to, że był to zatem jedynie liczbowy przypadek. Dopiero odkrywanie kolejnych egzoplanet pozwoliło zbadać, czy prawo to jest obecne w innych układach planetarnych. Odpowiedź okazała się twierdząca, choć reguła działa tam z innymi czynnikami liczbowymi. Zatem nie jest to czysty zbieg okoliczności.
Czy jest zatem możliwe, że „niezwykła” geometria i proporcje w układzie Ziemia-Księżyc-Słońce są po prostu typowe dla układów i skalistych planet? Ballesteros nie ma tu pewności. Tym bardziej, że przed miliardami lat Księżyc był znacznie bliżej nas, a przez to jawił się jako dużo większy na niebie. Nadal zresztą oddala się od Ziemi (w tempie około 3,8 centymetra rocznie). Innymi słowy, „idealne” zaćmienia Słońca, których jesteśmy świadkami na Ziemi, są – licząc w skali kosmicznej – dostępne tylko przez ograniczony czas. Intuicja podpowiada mi, że to zbieg okoliczności, choć bardzo niesamowity – mówi Ballesteros. Ale kto wie?
Drugie rozważane pytanie dotyczy wpływu zaćmień na rozwój przyrody. Szybka odpowiedź: takiego wpływu nie ma. Zaćmienia Słońca powodują krótkotrwałe zmiany ilości światła, temperatury i wilgotności, które mogą wywoływać uderzające reakcje roślin i zwierząt na ten całokształt zjawisk. Ale środowisko szybko wraca do normalnego stanu po każdym zaćmieniu (przypomnijmy, to nie godziny, lecz dosłownie minuty).
Jednak zaćmienia Słońca miały prawdopodobnie głęboki wpływ na ludzi. Francis Baily, angielski astronom, od którego nazwiska pochodzi termin „perły Baily'ego” (pokusił się on o wyjaśnienie tego zjawiska już w 1836 roku), wyraził takie przypuszczenie w swoim referat o całkowitym zaćmieniu Słońca z lipca 1842 r. Mogę łatwo sobie wyobrazić, że niecywilizowane narody mogły być zaniepokojone i przerażone takim obiektem na niebie. Co ciekawsze, starożytne mity na całym świecie często mówią o gniewnych bogach karzących ludzkość lub... głodnych zwierzętach pożerających Słońce.
Astrofizyk Graham Jones zastawia się jednak, czy zaćmienia mogły wpłynąć na ewolucję ludzkiego poznania. Człowiek rozwijał się w środowisku o rytmicznej regularności. Dla procesów ewolucji taka regularność może być natomiast pułapką. Gdyby bowiem poziom pojawiania się nowych zjawisk w danym środowisku utrzymywał się poniżej pewnego progu, ludzie mogliby nigdy nie nabyć charakterystycznej cechy naszego gatunku: ciekawości. Zaćmienia mogły nam dostarczać takich nowości w optymalnym tempie. Gdyby występowały bardziej rutynowo, byłyby mniej przerażające; gdyby jednak miały miejsce jeszcze rzadziej, nie byłoby wystarczająco wielu okazji, by pomogły ludziom osiągnąć pewien przełom. Ten, w którym zaczęliśmy szukać coraz częściej wyjaśnień, dlaczego coś się dzieje. Z ewolucyjnego punktu widzenia, gdy ten przełomowy moment został osiągnięty, był to już mały krok do umieszczenia na powierzchni Księżyca przyrządów do pomiarów laserowych, dzięki którym zmierzono jego odległość od Ziemi z dokładnością kilku milimetrów.
Podobna sytuacja została zresztą pokazana w filmie 2001: Odyseja Kosmiczna – jako przejście od kręcącej się kości do orbitującego statku kosmicznego. Co ciekawe, obraz ten ilustruje również wpływ, jaki układ Ziemia-Księżyc-Słońce wywiera na naszą zbiorową wyobraźnię i wiadomość. Film otwiera scena zawierająca idealnie symetryczne ujęcie tych trzech ciał w linii prostej. Według Douglasa Trumbulla, filmowca, który pracował w nim nad efektami specjalnymi, było to ważne. To nie tyle zaćmienie, ile zakrycie na odległość – wyjaśniał w wywiadzie. Kubrick chciał, aby ta symetria reprezentowała rodzaj kosmicznego porządku i znaczenia w pewnych momentach filmu.
Są zatem pewne podstawy, by sądzić, że zaćmienia Słońca obserwowane na Ziemi mogą być rzadkie. W duchu zabawnych spekulacji autor podsumowuje, że te pozornie katastrofalne wydarzenia mogły działać jako precyzyjnie dostrojona „pompa ciekawości” dla naszych przodków.
Według obecnego stanu wiedzy ludzka ciekawość może być wyjątkowa we Wszechświecie. Jednym z najbardziej intrygujących wyników współczesnej astronomii jest... brak wykrycia śladów jakiejkolwiek inteligencji pozaziemskiej. Argument znany szerzej jako hipoteza rzadkiej Ziemi sugeruje, że jesteśmy zwycięzcami kosmicznej loterii, bo rozwój złożonego życia i – docelowo – inteligencji zależał od złożonego zestawu zbiegów okoliczności, które mogą być unikalne dla naszej planety. Czy możemy zatem dodać, że skoro Ziemia sama w sobie dała początek takiemu życiu, potrzebowała przy tym jeszcze jednego specjalnego składnika – wyzwalacza ciekawości – aby mogły na niej pojawić się ciekawskie formy życia? To z pewnością odważne stwierdzenie. Konsekwencją byłoby to, że jeśli zaćmienia oglądane na Ziemi są istotnie rzadkie we Wszechświecie, ciekawość złożonych form żywych (nierozerwalnie związana z postępem naukowym) może być równie rzadka.
Graham Jones jest astrofizykiem i popularyzatorem nauki (portal Timeanddate.com). Wcześniej pracował na Uniwersytecie Shiga w Japonii.
 
Czytaj więcej:
•    Artykuł: G. Jones: Solar eclipses: A pump of curiosity for early humans?
•    Cały artykuł
•    O książce: Where Is Everybody? Seventy-Five Solutions to the Fermi Paradox and the Problem of Extraterrestrial Life
 
Źródło: Astronomy.com
Opracowanie: Elżbieta Kuligowska
 
Na zdjęciu: Zaćmienie Słońca. Źródło: Juan Carlos Casado
Fotografia: Juan Carlos Casado

Na zdjęciu: Perły Baily'ego (2015 r.). Źródło: APOD.pl

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/czy-zacmienia-slonca-rozbudzily-ludzka-ciekawosc

Czy zaćmienia Słońca rozbudziły ludzką ciekawość.jpg

Czy zaćmienia Słońca rozbudziły ludzką ciekawość2.jpg

Czy zaćmienia Słońca rozbudziły ludzką ciekawość3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zagadka brakującej galaktycznej ciemnej materii pogłębia się
2021-06-18.
Kiedy astronomowie korzystający z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a odkryli dziwną galaktykę, która wyglądała, jakby nie posiadała zbyt wiele ciemnej materii, niektórzy uważali, że trudno w to uwierzyć i szukali prostszego wytłumaczenia.
Ciemna materia jest w końcu niewidzialnym klejem, który stanowi większość materii Wszechświata. Wszystkie galaktyki wydają się być zdominowane przez nią; w rzeczywistości uważa się, że galaktyki tworzą się wewnątrz ogromnych halo ciemnej materii.

Zatem znalezienie galaktyki pozbawionej ciemnej materii jest niezwykłym żądaniem, które podważa konwencjonalną mądrość. Mogłoby to potencjalnie zachwiać teoriami powstawania i ewolucji galaktyk.

Aby wzmocnić swoje pierwotne odkrycie, po raz pierwszy zgłoszone w 2018 roku, zespół naukowców pod kierownictwem Pietera van Dokkuma z Uniwersytetu Yale w New Haven w stanie Connecticut, kontynuował swoje wstępne badania z bardziej solidnym spojrzeniem HST na galaktykę, nazwaną NGC 1052-DF2. Naukowcy nazywają ją w skrócie „DF2”.

Określenie ilości ciemnej materii w galaktyce zależy od dokładnych pomiarów jej odległości od Ziemi.

Jeżeli DF2 znajduje się tak daleko od Ziemi, jak twierdzi zespół van Dokkuma, zawartość ciemnej materii w galaktyce może wynosić zaledwie kilka procent. Wniosek zespołu opiera się na ruchach gwiazd w galaktyce, na których prędkość wpływa siła grawitacji. Naukowcy stwierdzili, że zaobserwowana liczba gwiazd stanowi całkowitą masę galaktyki, a na ciemną materię nie ma już zbyt wiele miejsca.

Jednakże, gdyby DF2 znajdowała się bliżej Ziemi, jak twierdzą niektórzy astronomowie, byłaby ona z natury słabsza i mniej masywna. Dlatego też galaktyka potrzebowałaby ciemnej materii, aby wyjaśnić obserwowane efekty masy całkowitej.

Lepszy miernik
Członek zespołu, Zili Shen z Yale University twierdzi, że nowe obserwacje Hubble’a pomogły im potwierdzić, że DF2 jest nie tylko dalej od Ziemi niż sugerują niektórzy astronomowie, ale również nieco bardziej odległa niż pierwotne szacunki zespołu.

Nowe oszacowanie odległości mówi, że DF2 znajduje się w odległości 72 mln lat świetlnych a nie 42 mln, jak podawały inne niezależne zespoły. To stawia galaktykę dalej niż oryginalne oszacowanie Hubble’a z 2018 roku, które mówiło o odległości 65 mln lat świetlnych.

Zespół badawczy oparł swoje nowe wyniki na długich ekspozycjach z Advanced Camera for Surveys Hubble’a, które zapewniają głębszy widok galaktyki, co pozwala na znalezienie wiarygodnego miernika odległości. Ich celem były starzejące się gwiazdy typu czerwone olbrzymy na obrzeżach galaktyki, które w trakcie swojej ewolucji osiągają ten sam szczyt jasności. Astronomowie mogą wykorzystać ich wewnętrzną jasność do obliczenia ogromnych odległości międzygalaktycznych. Badanie najjaśniejszych czerwonych olbrzymów jest dobrze znanym wskaźnikiem odległości do pobliskich galaktyk – wyjaśniła Shen.

Członkowie zespołu twierdzą, że dokładniejsze pomiary Hubble’a ugruntują początkowy wniosek badaczy o galaktyce ubogiej w ciemną materię. Zagadka, dlaczego w DF2 brakuje większości ciemnej materii, wciąż pozostaje nierozwiązana.

Ukryta galaktyka
DF2 to olbrzymia kosmiczna wata cukrowa, którą van Dokkum nazywa „przezroczystą galaktyką”, gdzie gwiazdy są rozproszone. Ta galaktyczna kula jest prawie tak szeroka, jak Droga Mleczna, ale zawiera tylko 1/200 liczby gwiazd naszej galaktyki.

Ta widmowa galaktyka wydaje się nie mieć zauważalnego regionu centralnego, ramion spiralnych czy dysku. Zespół oszacował, że DF2 zawiera najwyżej 1/400 ciemnej materii, niż astronomowie się spodziewali.

DF2 nie jest jedyną galaktyką pozbawioną ciemnej materii. Shany Danieli z Institute for Advanced Study w Princeton w stanie New Jersey użyła Hubble’a w 2020 roku aby uzyskać dokładną odległość do innej widmowej galaktyki, znanej jako NGC 1052-DF4 (lub po prostu DF4), która najwyraźniej również pozbawiona jest ciemnej materii. Niektórzy naukowcy sugerują, że w tym przypadku jednak ciemna materia mogła zostać usunięta z galaktyki w wyniku sił pływowych od innej galaktyki.

Naukowcy sądzili, że zarówno DF2 jak i DF4 były członkami zbioru galaktyk. Jednak nowe obserwacje Hubble’a pokazują, że obie galaktyki są oddalone od siebie o 6,5 mln lat świetlnych, czyli dalej niż początkowo sądzono. Okazuje się również, że DF2 oddaliła się od zgrupowania i jest odizolowana w przestrzeni kosmicznej.

Badacze polują na więcej takich dziwnych galaktyk. Inne zespoły astronomów również prowadzą poszukiwania. W 2020 roku grupa badaczy odkryła 19 niezwykłych galaktyk karłowatych, o których mówią, że są ubogie w ciemną materię. Jednak, aby rozwiązać tę zagadkę, trzeba będzie odkryć o wiele więcej galaktyk pozbawionych ciemnej materii.

Mimo to van Dokkum uważa, że znalezienie galaktyki pozbawionej ciemnej materii mówi astronomom coś o jej niewidzialnej substancji. W naszej pracy z 2018 roku zasugerowaliśmy, że jeżeli masz galaktykę bez ciemnej materii, a inne podobne galaktyki wydają się ją mieć, oznacza to, że ciemna materia jest faktycznie prawdziwa i istnieje – powiedział van Dokkum. To nie jest miraż.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
hubblesite

Urania

Zdjęcie z HST przedstawia próbkę starzejących się, czerwonych gwiazd w ultra-rozproszonej galaktyce NGC 1052-DF2. Źródło: NASA, ESA, STScI, Zili Shen (Yale), Pieter van Dokkum (Yale), Shany Danieli (IAS) Obróbka: Alyssa Pagan (STScI)

https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/06/zagadka-brakujacej-galaktycznej-ciemnej.html

Zagadka brakującej galaktycznej ciemnej materii pogłębia się.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Konkurs o Nagrodę Prezesa POLSA
2021-06-19. Redakcja
Już po raz czwarty Polska Agencja Kosmiczna zaprasza studentów wyższych studiów oraz absolwentów do udziału w Konkursie o Nagrodę Prezesa POLSA. Do 10 listopada br. czekamy na zgłoszenia z załączoną, obronioną w ostatnim roku akademickim, pracą magisterską, inżynierską lub licencjacką.
Na  zwycięzców czekają nagrody finansowe oraz możliwość współpracy z POLSA m. in. poprzez prezentację prac na jednym z  branżowych wydarzeń.
Pula nagród wynosi 24 tys. złotych. W osobnych kategoriach zostaną ocenione prace magisterskie oraz inżynierskie i licencjackie. Dopuszczalne są zgłoszenia indywidualne oraz prace stworzone zespołowo.
Pierwsze dwie edycje  konkursu koncentrowały się na inżynierii. Począwszy od zeszłorocznej edycji, tematyka konkursu jest znacznie szersza. Prace mogą dotyczyć także  badań  i eksploracji przestrzeni kosmicznej oraz wykorzystania technologii kosmicznych w  rozwoju różnych dziedzin nauki i życia gospodarczego, społecznego  oraz politycznego
Szczegóły regulaminu są dostępne na stronie POLSA www.polsa.gov.pl
Polska Agencja Kosmiczna POLSA powstała na mocy ustawy z 26 września 2014 r. Jej zadaniem jest wspieranie polskiego przemysłu kosmicznego oraz środowiska naukowego poprzez łączenie świata biznesu i nauki. Polska Agencja Kosmiczna współpracuje z międzynarodowymi agencjami oraz administracją państwową, w zakresie badania i użytkowania przestrzeni kosmicznej. POLSA prowadzi projekty, zgodnie z Polską Strategią Kosmiczną, m.in. Krajowy system świadomości sytuacyjnej w  przestrzeni kosmicznej, program zamawianych aplikacji dla administracji publicznej, a także w zakresie edukacji, w tym rozwoju kadr dla przemysłu z sektora kosmicznego. Działa także na rzecz rozwoju technik satelitarnych w codziennym życiu, m.in. W komunikacji, monitoringu środowiska czy prognozowaniu pogody.
https://kosmonauta.net/2021/06/konkurs-o-nagrode-prezesa-polsa/

Konkurs o Nagrodę Prezesa POLSA.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kalendarz wpływu planet i Księżyca na Twoje życie: Sobota i niedziela
2021-06-19.
Jak dzisiaj postępować w zgodzie z układem i wpływem planet i Księżyca? Jakich zadań powinieneś się podejmować, a czego pod żadnym pozorem nie robić? Przygotowaliśmy dla Ciebie bardzo cenne porady i wskazówki.
Sobota, 19 czerwca 2021 (9-10 dzień księżycowy)
W pierwszej połowie dnia Księżyc i Merkury sprawią, że będziemy skłonni do nadmiernej werbalizacji własnych opinii. Jeśli nie chcemy wejść na ścieżkę sporów i konfliktów, należy ostudzić emocje, opierając się jedynie na zdrowej logice. Lepiej odpuścić wzajemne pretensje, ograniczyć kontakty do niezbędnych. Istnieje ryzyko zakupów pod wpływem emocji.
W drugiej połowie dnia energetyka zmieni się na bardziej pokojową. To dobry czas dla spotkań z bliskimi, zacieśnienie więzi oraz pogłębianie wiedzy o swoich korzeniach. Zarówno zbliżenie się z innymi ludźmi, jak i zwrócenie uwagi na własne wnętrze, przyniosą wiele satysfakcji. Pomyślny dzień dla rozpoczęcia nowych projektów, realizacji planów.
10 dzień księżycowy (od 19 czerwca 12:53 do 20 czerwca 14:22)
Symbolem dziesiątego dnia księżycowego jest Fontanna, źródło żywej wody.
Faza II Księżyca od pierwszej kwadry do Pełni, Sierp (młody księżyc).
Dziesiąty dzień księżycowy jest pomyślny dla rozpoczęcia nowych rodzajów działalności. Można zacząć budowę domu, rozdawać jałmużnę, wykazywać altruizm. Dzień wiąże się ze zwróceniem człowieka w kierunku własnych korzeni, włączeniem pamięci karmicznej. Dzień duchowej samodzielności, lecz nie samotności. Wymierne efekty przyniesie badanie rodzinnych tradycji i historii.
Nieprzyjemne zdarzenia, które mogą mieć miejsce w tym dniu, będą krótkotrwałe i poważnie nie zakłócą planów. Pomyślny dzień na pojednanie, zakończenie konfliktów i kłótni, na spotkanie w gronie bliskich osób.
To dzień dzielenia się, wewnętrznej przemiany. Zalecana jest medytacja, refleksja nad swoim drzewem genealogicznym, przeznaczeniem, zrozumienia przeszłości i teraźniejszości. Dzień odpoczynku, miłości, spokoju.
Nadmierny wysiłek fizyczny jest niewskazany. Pozytywny wpływ na ciało i ducha okaże pływanie w każdego rodzaju otwartym zbiorniku wodnym.
Centrum energetyczne - układ odpornościowy.
Kamienie dnia - bursztyn, sardonyks.
Strzyżenie, farbowanie włosów, manicure, pielęgnacja ciała
Rosnący Księżyc w znaku Wagi.
Strzyżenie włosów - Księżyc jest neutralny. Dzień niekorzystny dla koloryzacji.
Manicure, pedicure - istnieje ryzyko uszkodzenia paznokci.
Pielęgnacja twarzy - zabiegi na twarz i szyję będą skuteczne, zwłaszcza okłady oraz maski z użyciem naturalnych składników.
Pielęgnacja ciała - aktywność fizyczna wzmocni układ odpornościowy. Pomyślny dzień dla zabiegów ujędrniających, masażu i aromaterapii.
Źródło: TwojaPogoda.pl
Fot. Pixabay.
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2021-06-19/kalendarz-wplywu-planet-i-ksiezyca-na-twoje-zycie-sobota-i-niedziela/

Kalendarz wpływu planet i Księżyca na Twoje życie Sobota i niedziela.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W centrum Drogi Mlecznej znaleziono dużą gwiazdę, której jasność okresowo zanika o 97%
Autor: [email protected] (19 Czerwiec, 2021)
W centralnych rejonach Drogi Mlecznej astronomowie odkryli dużą gwiazdę, której jasność okresowo spada aż o 97% i utrzymuje się na tym poziomie przez prawie rok. Naukowcy nie potrafią jeszcze wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Artykuł opisujący niezwykły obiekt został opublikowany w czasopiśmie naukowym Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
Ta gwiazda została odkryta przez Siergieja Koposowa z Uniwersytetu w Edynburgu i współpracującym z nim kolegów. Używając specjalnego algorytmu, zbadali obrazy, które teleskop VISTA wykonał w ciągu ostatnich 17 lat. Działa on jednocześnie w zakresie optycznym i podczerwonym, dzięki czemu może wykrywać obiekty ukryte pod kokonem pyłu otaczającego centrum Galaktyki.
Algorytm stworzony przez naukowców śledzi obiekty, których jasność bardzo gwałtownie spada. Podobnie astronomowie próbowali znaleźć nowe gwiazdy zmienne, czyli takie, których jasność zmienia się w przewidywalny sposób. Znając szczegóły takiego pulsowania naukowcy mogą obliczyć dokładne odległości do takich odległych obiektów.
Uwagę naukowców zwrócił odkryty przez ten algorytm obiekt VVV-WIT-08, znajdujący się na styku gwiazdozbiorów Strzelca i Skorpiona. To duża gwiazda, czerwony olbrzym, którego jasność, według obserwacji z drugiej połowy 2011 roku, spadła gwałtownie o 97%. W połowie 2012 roku astronomowie odnotowali, że jego jasność powróciła do poprzednich wartości.
Naukowcy dwukrotnie sprawdzili te obserwacje, korzystając z danych z projektu poszukiwania soczewek grawitacyjnych OGLE, który w tym czasie obserwował tę samą część nieba. Dane OGLE potwierdziły spadek jasności VVV-WIT-08.
Do tej pory naukowcy nie potrafią powiedzieć z całą pewnością, dlaczego tak się stało i kiedy taka utrata blasku może nastąpić następnym razem. Astronomowie sugerują, że VVV-WIT-08 jest kompletnym odpowiednikiem TYC 2505-672-1. Składa się z dużego czerwonego olbrzyma i białego karła otoczonego gigantyczną chmurą pyłu. Ta akumulacja gazu i materii okresowo przesłania drugą gwiazdę, powodując, że jej jasność spada prawie do zera. Takie „zaćmienie” trwa około 3,5 roku.
Źródło: 123rf.com
Źródło:
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-centrum-drogi-mlecznej-znaleziono-duza-gwia…
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/w-centrum-drogi-mlecznej-znaleziono-duza-gwiazde-ktorej-jasnosc-okresowo-zanika-o-97

W centrum Drogi Mlecznej znaleziono dużą gwiazdę, której jasność okresowo zanika o 9.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Betelgeza może wytwarzać cząsteczki ciemnej materii
Autor: [email protected] (19 Czerwiec, 2021)
Betelgeza to starzejąca się gwiazda w stadium zwanym czerwonym nadolbrzymem. Jej rozmiar urósł w wyniku złożonych zmian ewolucyjnych w jej jądrze. Gwiazda jest teraz tak ogromna, że gdyby zastąpiła Słońce w centrum naszego Układu Słonecznego, jej zewnętrzna powierzchnia sięgałaby poza orbitę Jowisza. Astrofizycy obserwują to ciało niebieskie ponieważ może ono wkrótce eksplodować tworząc supernową. Przy okazji analiz Betelgezy udało się stwierdzić, że gwiazda może wytwarzać cząsteczki ciemnej materii.
Od kilkudziesięciu lat naukowcy próbują zrozumieć naturę ciemnej materii - hipotetycznej substancji odpowiedzialnej za strukturę Wszechświata, której nie można bezpośrednio obserwować, ponieważ nie wchodzi ona w interakcje elektromagnetyczne. Uważa się, że ciemna materia stanowi 85% całej materii w obserwowalnym wszechświecie, ale można ją zmierzyć tylko pośrednio.
Ostatnio fizycy z University of Chicago opracowali urządzenia zdolne do wykrywania słabych sygnałów z cząstek subatomowych, w tym „aksionów” - cząstek o masie jednej milionowej lub miliardowej elektronu, które można znaleźć w ciemnej materii. Naukowcy uważają, że ich wynalazek znacznie przyspieszy poszukiwania tej tajemniczej substancji, ale są też inne sposoby.
Naukowcy z Massachusetts Institute of Technology (MIT) zwrócili uwagę na najbliższą gwiazdę naszej planety - Betelgezę. Sugerują, że prawdziwa „fabryka aksionów” może znajdować się w jądrze rozpalonego do czerwoności nadolbrzyma. A jeśli te hipotetyczne cząstki naprawdę tworzą się w tak ekstremalnym środowisku, powinny być w stanie uciec na zewnątrz i pędzić w dużych ilościach w kierunku Ziemi.
Istnienie aksionów po raz pierwszy przewidziano w 1977 r., ale tym cząstkom subatomowym poświęcono wiele uwagi w ostatnich dziesięcioleciach. Dziś są popularnym sposobem wyjaśnienia istnienia ciemnej materii. Ciekawe, że właściwości aksionów są słabo określone, wiadomo tylko, że praktycznie nie oddziałują one ze zwykłą materią i mają masę. Mimo, że do tej pory nie znaleziono dowodów na istnienie aksionów, poszukuje ich jednocześnie kilka niezależnych zespołów badawczych.
Należy również zauważyć, że oprócz aksionów istnieje wiele pośrednich sposobów określenia istnienia ciemnej materii: od ukrytych efektów masowych (są one po prostu wyjaśnione istnieniem dużych objętości niepromieniującej materii we wszechświecie), do cechy w danych dotyczących obserwacji reliktowego promieniowania mikrofalowego. Zgodnie z wiodącą teorią kosmologiczną około 85% masy wszechświata składa się z materiału, którego naukowcy nie mogą bezpośrednio obserwować. Ta hipotetyczna materia, obecnie znana na całym świecie jako tajemnicza ciemna materia, nie emituje ani światła, ani energii.
Betelgeza to jasnoczerwona kropka w gwiazdozbiorze Oriona. Jest dobrze zbadaną gwiazdą. Z kosmologicznego punktu widzenia ten czerwony nadolbrzym znajduje się wystarczająco blisko Ziemi, zaledwie 520 lat świetlnych od nas. Gwiazda ta trafiła na pierwsze strony gazet w światowych mediach w zeszłym roku, kiedy zaczęła nagle zanikać. To zdarzenie wywołało poruszenie, ponieważ niektórzy badacze sugerowali, że w niedalekiej przyszłości nasz gwiezdny sąsiad przejdzie w stan supernowej.
Ponieważ Betelgeza jest gorącą i dużą gwiazdą, jej rdzeń może być idealnym miejscem do poszukiwania aksionów, które mogą mieć masę jednej milionowej lub nawet miliardowej masy elektronu. Istnieje również niewielka możliwość, że fotony lub cząstki światła mogą przekształcić się w aksjony w obecności silnego pola magnetycznego. Poprzez interakcję z naturalnym polem magnetycznym galaktyki Drogi Mlecznej, te aksjony mogą być z powrotem przekształcone w fotony w części widma elektromagnetycznego, która zawiera promieniowanie rentgenowskie.

Źródło: NASA, ESA
Graficzna ilustracja tajemniczego zaciemnienia Betelgeuse (Zdjęcie: NASA). Autorzy nowego badania uważają, że rozżarzony rdzeń gwiazdy może okazać się prawdziwą „fabryką aksionów”.
Źródło:
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/betelgeza-moze-wytwarzac-czasteczki-ciemnej-m…

https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/betelgeza-moze-wytwarzac-czasteczki-ciemnej-materii

Betelgeza może wytwarzać cząsteczki ciemnej materii.jpg

Betelgeza może wytwarzać cząsteczki ciemnej materii2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić
2021-06-20.
Nadchodząca noc będzie naprawdę wyjątkowa, bo najkrótsza i jednocześnie najjaśniejsza w całym 2021 roku. Mimo, iż potrwa zaledwie 7 godzin, to możemy ją wykorzystać np. do obserwacji nieba, a na nim ujrzymy kilka bardzo ciekawych zjawisk.
Białe noce” to termin używany przez mieszkańców północnej Europy, gdzie nawet poza strefą panowania dnia polarnego, noce są na tyle krótkie, a Słońce chowa się za horyzont na tyle płytko, że nie można dostrzec gołym okiem niektórych gwiazd, planet czy mgławic i galaktyk.
Dzieje się tak dlatego, że światło słoneczne rozprasza się w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, dając efekt jasnej łuny rozpościerającej się na niemal całe północne niebo. Zmierzch astronomiczny przechodzi w świt astronomiczny, a tym samym nie występuje tzw. noc astronomiczna.
Najdłużej jasny horyzont między niebem północno-zachodnim a północno-wschodnim występuje na północy Polski, gdzie do kręgu polarnego jest najbliżej. Tam białe noce rozpoczęły się około 10 maja i potrwają do początku sierpnia, w centrum kraju od około 20 maja do 20 lipca, zaś na południu od początku czerwca do około 10 lipca.

Najjaśniej jest oczywiście w okolicach przesilenia letniego, czyli pierwszego dnia astronomicznego lata, gdy dzień jest najdłuższy, a noc najkrótsza. Szczególnie dobrze białe noce widoczne są z najdalej wysuniętego na północ fragmentu polskiego wybrzeża, w rejonie Władysławowa, Rozewia i Jastrzębiej Góry, właśnie teraz.
Najkrótsza i najjaśniejsza noc
Noc z niedzieli na poniedziałek (20/21.06) będzie zdecydowanie najjaśniejszą w całym 2021 roku. Potrwa średnio 7 godzin i 15 minut, z czego głęboka ciemność tylko 2-3 godziny. Między północną a południową częścią naszego kraju będzie się różniła w długości aż o godzinę.
Najkrótsza będzie oczywiście w najdalej wysuniętym na północ krańcu Polski, a więc w rejonie Władysławowa i Jastrzębiej Góry, gdzie następujący po niej dzień będzie najdłuższym spośród całego kraju. Noc potrwa tam zaledwie 6 godzin i 40 minut.
Najdłuższa tradycyjnie już będzie w Bieszczadach, a dokładniej na ich południowych krańcach należących jeszcze do Polski, gdzie potrwa 7 godzin i 50 minut, a więc o ponad godzinę dłużej niż na Pomorzu.
Dlaczego noc najdłuższa jest na południu, a najkrótsza na północy? Ponieważ im bliżej koła polarnego, tym noce są krótsze, aż na samym kole trwa dzień polarny i Słońce ani na chwilę nie chowa się za horyzont.
Kolejne noce stawać się będą coraz dłuższe, chociaż początkowo nie będzie to prawie zauważalne. A to dlatego, że nocy będzie przybywać najpierw o zaledwie kilkadziesiąt sekund na dobę. Z biegiem tygodni wydłuży się to do 1-2 minut, a najszybciej nocy przybywać będzie w okolicach pierwszego dnia astronomicznej jesieni, aż o 4-5 minut na dobę.
Najkrótsza noc nazywana jest Nocą Świętojańską, ponieważ wypada w okolicach Wigilii św. Jana, a więc nocy z 23 na 24 czerwca. To święto będące połączeniem dawnych pogańskich obrządków związanych z dniem przesilenia letniego Słońca, na pamiątkę narodzin proroka Jana Chrzciciela.
W Polsce obchodzone jest pod nazwą sobótki lub Nocy Kupały w bardzo różnych terminach, głównie w weekendy na przełomie czerwca i lipca, aby w licznych imprezach plenerowych mogła wziąć udział jak największa rzesza osób.
Co można robić w najkrótszą noc?
Oczywiście podziwiać niebo, a okazja ku temu jest świetna, bo udekoruje je Księżyc wraz z planetami. Srebrny Glob w najkrótszą noc będzie wędrować średnio wysoko między niebem południowym a zachodnim, na granicy konstelacji Wagi i Panny, zbliżając się do pełni.
Wcześniej, godzinę po zachodzie Słońca, nisko nad północno-zachodnim horyzontem, na tle gwiazdozbioru Bliźniąt, będzie można zachwycić się widokiem majestatycznej planety Wenus, nie bez przyczyny zwanej Boginią Piękna i Miłości.
W górę i na lewo od Wenus, w sąsiedniej konstelacji Raka, będzie jaśnieć światłem odbitym czerwony Mars. Po północy wzrok warto skierować na niebo południowo-wschodnie, gdzie zza horyzontu na tle Koziorożca wschodzić będą: po lewej Jowisz, a po prawej Saturn. Rozpoznamy je po tym, że planety, w przeciwieństwie do gwiazd, nie migoczą.
Trzymamy także kciuki, aby w najkrótszą noc uraczyły nas intensywne obłoki srebrzyste. Zjawisko to jest jednak bardzo kapryśne i nie można go przewidzieć z większym wyprzedzeniem. Szukać ich trzeba na niebie północnym, 1-2 godziny po zachodzie i przed wschodem Słońca.
To obłoki o barwie niebieskawej lub srebrzystej, a czasami pomarańczowej do czerwonej. Dzięki temu odcinają się na tle ciemnego nocnego nieba. Są one bardzo podobne do chmur wysokiego piętra, a więc Cirrus i Altostratus.
Samo niebo jest urokliwe. Efekt żółto-pomarańczowego północnego horyzontu wzmacnia niewielkie zachmurzenie i odległość od sztucznych źródeł światła. Polecamy w pogodne letnie noce wybrać się za miasto, w ciemne miejsce, i podziwiać ten niesamowity efekt.
Źródło: TwojaPogoda.pl
Fot. Pixabay.
Fot. Pixabay.
Fot. TwojaPogoda.pl
Fot. TwojaPogoda.pl
Obłoki srebrzyste w Słupsku w woj. pomorskim. Fot. Tadek Piotrowski / TwojaPogoda.pl
https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2021-06-20/przed-nami-wyjatkowa-noc-najkrotsza-i-najjasniejsza-w-tym-roku-sprawdz-co-mozna-podczas-niej-robic/

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić.jpg

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić2.jpg

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić3.jpg

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić4.jpg

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić5.jpg

Przed nami wyjątkowa noc, najkrótsza i najjaśniejsza w tym roku. Sprawdź, co można podczas niej robić6.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sukces studentów Politechniki Rzeszowskiej na międzynarodowych zawodach marsjańskich dronów
2021-06-20. Redakcja
Zespół Legendary Rover, który tworzą studenci Politechniki Rzeszowskiej, zdobył pierwsze miejsce w międzynarodowych zawodach IPAS Challenge. Ich projekt marsjańskiego drona został doceniony przez organizatorów i pokonał konkurencję ze znaczącą przewagą punktową.
International Planetary Aerial Systems Challege (IPAS) to organizowany przez Mars Society South Asia konkurs dla studentów uczelni wyższych, którego celem jest zaprojektowanie bezzałogowego statku powietrznego, gotowego do działań na Marsie wraz z pełnym wyposażeniem. Zespoły mają za zadanie dokładnie zaplanować każdy podsystem, biorąc pod uwagę różne parametry pozaziemskie oraz narzucone przez organizatorów zadania, które bezzałogowy statek powietrzny (UAV) musi wykonać. W konkursie organizowanym przez Mars Society South Asia po raz pierwszy wzięli udział rzeszowscy studenci z Legendary Rover Team. Zespół biorący udział w konkursie to 12 osób w składzie: Hubert Gross – lider projektu, Yurii Kravets i Marcin Solarski – odpowiedzialni za analizy aerodynamiczne, Adam Szelec, Rafał Żytniak i Konrad Wąsacz – konstruktorzy chwytaka, Nikodem Drąg i Konrad Kij – projektanci struktury płata i śmigła, Michał Słomiany, Kamil Ziółkowski, Aleksandra Wanat oraz Dominik Pyjor – specjaliści od elektroniki.
“Wykorzystanie bezzałogowych statków latających do eksploracji kosmosu otwiera przed nami ogromne możliwości. Organizatorzy konkursu zachęcają studentów do innowacyjnego myślenia, przełamywania barier i otwierania umysłu na nowe perspektywy. Niedawny lot Ingenuity udowodnił, że lot na Marsie jest możliwy, co pozwoliło na całkowicie nowe podejście do eksploracji obcych planet” – mówi Hubert Gross, lider projektu.
Proces projektowania drona latającego nad powierzchnią Marsa różni się od tworzenia ziemskich statków powietrznych. Atmosfera Marsa oraz warunki tam panujące różnią się znacznie od tych na Ziemi. Skład chemiczny atmosfery, prędkość wiatru, ciśnienie, grawitacja, temperatury, pył i topografia są znacząco różne. Wpływa to na mobilność UAV, aerodynamikę (wydajność steru, profile skrzydeł i śmigieł, geometrię UAV, liczbę Reynoldsa, podmuchy wiatru), parametry fizyczne, siły oporu, siłę nośną, elektronikę (ekstremalne temperatury, promieniowanie), pracę sprzętu (drobny pył, trudna do analizy topografia terenu) i wiele innych.
“Analiza aerodynamiczna UAV została przeprowadzona z uwzględnieniem wielu szczegółów. Najważniejszym elementem było dopasowanie geometrii płata oraz profilu umożliwiającego uzyskanie jak najlepszych charakterystyk nośnych przy panujących w marsjańskiej atmosferze niskich liczbach Reynoldsa” – mówi Yurii Kravets odpowiedzialny za analizy aerodynamiczne.
Podczas projektowania UAV konieczne było spełnienie warunków narzuconych przez organizatorów, czyli  wykonanie rekonesansu wraz z zdjęciem z wykorzystaniem metod fotogrametrycznych, przeprowadzenie misji logistycznej, która polegała na transporcie paczki oraz wykonanie analizy atmosfery marsjańskiej wraz z pomiarami obecności gazów, wilgotności i temperatury we wskazanym miejscu.
“Optymalizacja masowa zaproponowanych przez nas rozwiązań była najtrudniejszym zadaniem podczas projektowania. Mechanizm chwytania paczki został wykonany z cienkich arkuszy wytrzymałego Tytanu, dla którego przeprowadzono analizę MES, by upewnić się, ze nie uszkodzi podczas wywierania nacisku na paczkę.” – mówią Adam Szelec i Rafał Żytniak, konstruktorzy mechanizmu.
Jako innowację wzdłuż krawędzi natarcia oraz krawędzi spływu przewidziano użycie plazmowych wzbudników do sterowania przepływem. Układ składa się z trzech elektrod oddzielonych materiałem dielektrycznym, przesuniętych względem siebie w kierunku przepływu. Jest to tzw. układ MEE, z ang. multiple encapsulated electrode, przy czym pierwsza elektroda znajduje się na powierzchni płata, druga tuż pod powierzchnią w kierunku przepływu, a ostatnia (o największej powierzchni) na dolnej warstwie materiału dielektrycznego. Pod wpływem wysokiego napięcia na powierzchni profilu za odsłoniętą elektrodą tworzy się obszar zjonizowanego gazu, następnie jony przyśpieszają w kierunku przepływu (dzięki elektrodom pod powierzchnią), zmieniając rozkład prędkości w warstwie przyściennej, w efekcie przesuwając punkt przejścia laminarno-turbulentnego w kierunku krawędzi spływu.  Ponadto uwzględniono większą masę molową powietrza i mniejszą grawitację i oszacowano, że rozwiązanie przy liczbie Reynolds’a na poziomie 15000 pozwoliłoby w najkorzystniejszym przypadku zwiększyć siłę nośną nawet o 100%, przy zużyciu mocy na poziomie 0.5W/m.
“Według badań ich użycie jest bardzo korzystne w obszarze niskich liczb Reynolds’a, które uzyskujemy na Marsie. Kolejne badania wskazują, że istnieje możliwość wykorzystania plazmowych wzbudników w niskim ciśnieniu o wartości 1kPa, oraz w otoczeniu złożonym wyłącznie z CO2, są to warunki bardzo zbliżone do tych panujących na Marsie.” – mówi Kamil Ziółkowski, elektronik.
Legendary Rover Team zajmuje się konstruowaniem łazików marsjańskich. Dotychczas ich największym sukcesem było dwukrotne wygranie University Rover Challenge, prestiżowych, międzynarodowych zawodów odbywających się w Utah, USA. W przyszłości planują wziąć udział w kolejnych edycjach konkursu IPAS Challenge oraz wyzwaniach związanych z branżą kosmiczną.
Członkowie zespołu jednogłośnie zdecydowali o przekazaniu nagrody pieniężnej na walkę z pandemią COVID-19 w Indiach. Kwota została dostarczona przez organizatorów na PM Cares Fund.
Linki:
https://www.facebook.com/legendaryrover
https://southasia.marssociety.org/ipas/
(PRz)
https://kosmonauta.net/2021/06/sukces-studentow-politechniki-rzeszowskiej-na-miedzynarodowych-zawodach-marsjanskich-dronow/

Sukces studentów Politechniki Rzeszowskiej na międzynarodowych zawodach marsjańskich dronów.jpg

Sukces studentów Politechniki Rzeszowskiej na międzynarodowych zawodach marsjańskich dronów2.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Słońce z pokładu Tianhe
2021-06-20. Krystyna Syty
W czwartek 17 czerwca około 02:30 czasu polskiego wystartował lot załogowy Shenzhou 12. Statek dotarł do modułu chijskiej stacji kosmicznej Tianhe po 6 godzinach i 32 minutach. Był to pierwszy lot chińskich astronautów na własną stację kosmiczną. Zdjęcie powyżej zostało wykonane z pokładu Tianhe przed dokowaniem Shenzhou 12.
Astronauci zostali wyniesieni na orbitę przez rakietę typu Long March 2F z Centrum Wystrzeliwania Satelitarnego Jiuquan. Załogę Shenzhou 12 tworzyli Nie Haisheng – dowódca, Liu Boming i Tang Hongbo. Spędzą oni na stacji kosmicznej Tianhe trzy miesiące.
Tianhe, co znaczy po chińsku „Niebiańska harmonia”, jest pierwszym wyniesionym w kosmos modułem chińskiej stacji kosmicznej Tiangong. Zapewnia on podtrzymywanie życia i zakwaterowanie dla trzech członków załogi oraz posiada systemy sterowania i nawigacji. Został wyniesiony na orbitę w kwietniu tego roku.
Źródła:
SpaceNews: Shenzhou-12 docks with Tianhe space station module
Źródło: BACC/CCTV
https://astronet.pl/loty-kosmiczne/w-kosmicznym-obiektywie-slonce-z-pokladu-tianhe/

W kosmicznym obiektywie Słońce z pokładu Tianhe.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Badanie pyłu w pobliżu supermasywnych czarnych dziur
2021-06-20.
Co dzieje się głęboko w centrach aktywnych galaktyk, w pobliżu supermasywnych czarnych dziur żywiących się swoim otoczeniem? Nowe badania wykorzystują obserwacje w podczerwieni do zbadania tego wewnętrznego regionu w jednej z aktywnych galaktyk.

Ujednolicony obraz?
Wiemy, że aktywne jądra galaktyk (AGN) składają się z supermasywnej czarnej dziury akreującej otaczającą materię i świecą jasno w całym spektrum elektromagnetycznym. Jednak struktura gazu i pyłu wokół czarnej dziury, a także przyczyny różnych emisji, które obserwujemy, pozostają tematem dyskusji.

Dekady temu naukowcy zaproponowali, że AGN typu 1 i typu 2 – dwie różne kategorie galaktyk aktywnych o odmiennych właściwościach obserwacyjnych – mogą być tymi samymi obiektami widzianymi pod różnymi kątami. Ten schemat unifikacji opiera się na obecności torusa pyłowego – nadmuchanej struktury pyłowej w pobliżu czarnej dziury. W tym modelu torus przesłania wewnętrzny gaz wytwarzający linie emisyjne pod niektórymi kątami widzenia, zmieniając wygląd AGN w zależności od jego orientacji.

Jednak ostatnie badania w podczerwieni podważyły ten pogląd. Dzięki potężnym teleskopom pracującym w średniej podczerwieni, naukowcy przyjrzeli się bliżej wewnętrznym obszarom aktywnych galaktyk znajdujących się w odległościach kilkuset lat świetlnych – i zamiast ujawnić przesłaniający torus pyłu, obserwacje te pokazały polarne struktury pyłowe.

Poszukiwanie odległego pyłu
Jak można wyjaśnić te obserwacje? Teoretycy mają rozwiązanie: w modelu dysk-wiatr pył w pobliżu czarnej dziury ułożony jest w gorący, równikowy dysk, a nie torus. Ciśnienie promieniowania zdmuchuje część tego pyłu do chłodniejszego wiatru z biegunów, tworząc struktury polarne, które naukowcy widzieli w obserwacjach w średniej podczerwieni. Obserwacje pochodzą z dysku i obszaru startowego wiatru.

Dysk równikowy w tym modelu powinien leżeć w skałach zbyt małych, aby można go było wcześniej zaobserwować w średniej podczerwieni – ale pojawiło się nowe narzędzie. GRAVITY, instrument interferometryczny na interferometrze Bardzo Dużego Teleskopu (VLT), działa w bliskiej podczerwieni. To czyni go idealnym instrumentem do poszukiwania bardzo gorącego pyłu, który mógłby znajdować się w dysku w sercu AGN.

W nowym badaniu kierowanym przez Jamesa Leftleya (Uniwersytet Southampton, Wielka Brytania; Uniwersytet Côte d'Azur, Francja; ESO, Chile), zespół naukowców wykorzystał GRAVITY do uzyskania obserwacji w bliskiej podczerwieni centrum ESO 323-G77, lokalnego AGN.

Dotarcie do sedna sprawy
Dzięki dokładnej analizie i modelowaniu, Leftley i jego współpracownicy interpretują swoje obserwacje w skalach mniejszych niż rok świetlny (dla obiektu odległego o setki mln lat świetlnych!). Wynik? Obserwacje w bliskiej podczerwieni potwierdzają istnienie rozszerzonego, wyrównanego równikowo dysku gorącego pyłu. Skala tego dysku starannie odpowiada rozmiarom przewidywanym przez modele dysk-wiatr.

Chociaż dane są wciąż zbyt skąpe i zaszumione, aby wykluczyć model torusa na korzyść modelu dysk-wiatr, obserwacje te stanowią ważny krok w zrozumieniu, w jaki sposób pył może być rozprowadzany w sercu aktywnych galaktyk.

Opracowanie:
Agnieszka Nowak

Źródło:
AAS

Urania
Wizja artystyczna przedstawiająca otoczenie supermasywnej czarnej dziury w sercu aktywnej galaktyki.
Źródło: ESO/M. Kornmesser
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com/2021/06/badanie-pyu-w-poblizu-supermasywnych.html

Badanie pyłu w pobliżu supermasywnych czarnych dziur.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Voyager 1 obserwuje falowanie plazmy międzygwiazdowej
2021-06-20.
Misja kosmiczna Voyager 1 bada własności ośrodka międzygwiazdowego od roku 2012. Jest pierwszą sondą, która prowadzi te badania in situ, czyli znajdując się w tym samym miejscu, co przedmiot jej analiz. Najnowszym odkryciem Voyagera 1 jest falowanie plazmy, która jest jednym ze składników materii międzygwiazdowej.
Ośrodek międzygwiazdowy składa się z materii międzygwiazdowej i innych form energii, takich jak neutrina i promieniowanie elektromagnetyczne. Materia międzygwiazdowa składa się natomiast z gazu, pyłu oraz plazmy. Plazma to zjonizowana materia o stanie skupienia przypominającym gaz, w której znaczna część cząstek jest naładowana elektrycznie, mając postać swobodnych jonów i elektronów. Pomimo tego, w skali makroskopowej plazma jest elektrycznie obojętna. Voyager 1 zmierzył gęstość plazmy na przestrzeni około 30 jednostek astronomicznych. Pomiary te pokazały wielkoskalowy gradient gęstości plazmy i turbulencje, do których dochodzi za granicą heliopauzy.
Dotychczasowe badania gęstości plazmy polegały wyłącznie na wykrywaniu incydentalnych oscylacji plazmy generowanych przez fale uderzeniowe propagujące się ze Słońca. Pierwsza detekcja tego rodzaju miała miejsce w listopadzie 2012 r., trzy miesiące po opuszczeniu heliosfery. Wtedy to Voyager 1 po raz pierwszy usłyszał międzygwiezdne dźwięki. Sześć miesięcy później pojawił się kolejny „gwizdek” – tym razem głośniejszy i jeszcze wyższy. Ośrodek międzygwiazdowy wydawał się gęstnieć i to szybko. Gdyby zmierzone częstotliwości dotyczyły fali akustycznej (a nie dotyczą – to, co Voyager 1 mierzy, to zmienność potencjału elektrycznego w antenie o nazwie Plasma Wave System), można byłoby usłyszeć je jako dźwięki takie, jak w poniższym materiale:
Badania wykonane przez Stellę Koch Ocker, doktorantkę astronomii na Uniwersytecie Cornell, USA, ujawniły istnienie nowej klasy bardzo słabej, wąskopasmowej emisji plazmowej (fali), która utrzymuje się od 2017 roku. Fala ta umożliwia pierwszy równomiernie próbkowany pomiar gęstości międzygwiazdowej plazmy na odcinku około 10 jednostek astronomicznych (AU), ze średnim czasem próbkowania wynoszącym 3 dni lub, równoważnie, 0,03 AU. Zaobserwowane fluktuacje gęstości plazmy mają skale przestrzenne rzędu 1 AU i są rezultatem turbulencji, do których dochodzi w ośrodku międzygwiazdowym. Można je dostrzec pomiędzy epizodami oscylacji plazmy wykrytymi we wcześniejszych analizach. Rezultatem tej analizy jest publikacja, która ukazała się w majowym numerze Nature Astronomy (Ocker, Cordes, Chatterjee, et al. 2021).
 
Od czasu przekroczenia heliopauzy, Voyager 1 znajduje się w tzw. „Bardzo Lokalnym Ośrodkiem Międzygwiazdowym”. Wykonuje tam obserwacje, które służą do pomiaru gęstości plazmy poprzez wykrywanie zdarzeń oscylacji plazmy (Plasma Oscillation Events, POE). Są one widoczne jako wyraźne struktury o szerokości od 0,2 do 0,4 kHz w widmie mocy, jak pokazane na poniższej ilustracji pochodzącej z pracy Ocker, Cordes, Chatterjee, et al. (2021). Widmo mocy uzyskane dla obserwacji wykonanych przez Voyagera 1 od momentu przekroczenia heliopauzy 25 sierpnia 2012 r. do początku 2020 roku pokazuje wiele interesujących struktur i cech. Najwyraźniejsze są sygnały umiejscowione między 1,9 a 3,5 kHz. Rozdzielczość czasowa tego widma wynosi 3 dni, zaś rozdzielczość w częstotliwości, 0,011 kHz.
Każda kolumna pikseli ilustracji na górnym panelu jest jednowymiarowym widmem mocy, będącym średnią ze wszystkich obserwacji wykonanych w oknie czasowym 3 dni, trwających sumarycznie około 48 sekund. Struktury widoczne w tym widmie są opisane na panelu dolnym. Są wśród nich odkryte wcześniej incydenty oscylacji plazmy (POE). Dwa z tych incydentów są stowarzyszone ze wstrząsami zarejestrowanymi przez magnetometr Voyagera 1. Gwiazdki wskazują momenty detekcji silnych strumieni promieni kosmicznych zarejestrowanych przez aparaturę pokładową. Słaba emisja plazmy odkryta przez Ocker i współpracowników jest zaznaczona grubą szarą linią. Oszacowanie poziomu słabej emisji plazmy na czas poprzedzający analizowane dane jest zaznaczone grubą przerywaną szarą linią.
Gęstość elektronowa badanej materii jest pokazana na pionowej osi z prawej strony wykresu. Widać, że częstotliwość słabej emisji plazmy jest zbliżona do wartości zmierzonych dla POE w 2015 i 2016 roku i pozostaje zgodna z wartością gęstości elektronowej ne ~ 0,11 cm−3, która jest średnią gęstością Lokalnego Obłoku Międzygwiazdowego oszacowaną na podstawie linii absorpcyjnych węgla w widmach pobliskich gwiazd.
Czas trwania poszczególnych POE waha się od kilku dni do około roku. Uważa się, że są one generowane wskutek interakcji z falami uderzeniowymi rozchodzącymi się w heliosferze. Interesującą cechą POE jest obserwowany trend wzrostu częstości oscylacji, który przypisywany wzrostowi gęstości plazmy. Poniższa ilustracja, również z pracy Ocker, Cordes, Chatterjee, et al. (2021) pokazuje tylko obserwacje analizowane przez autorów, przy zastosowaniu różnych technik wizualizacji, celem jak najlepszego pokazania odkrytego falowania. Zakresy koloryzacji są pokazane na skali umieszczonej w prawym górnym roku każdego z paneli.
Możliwe mechanizmy słabej emisji wąskopasmowej plazmy są obecnie dyskutowane. Może być ona generowana wskutek procesów termicznych lub supratermicznych (czyli takich, w których cząstki mają prędkości wyższe od prędkości termicznych w danym ośrodku). W ośrodku międzygwiazdowym badanym przez Voyagera 1, elektrony supratermiczne mogą pochodzić z wnętrza heliosfery lub z obszaru, w którym wiatr słoneczny zderza się z plazmą międzygwiazdową. Oscylacje plazmy mogą też być wzbudzane przez niskoenergetyczne promienie kosmiczne pochodzące od bliskich gwiazd. Każde wyjaśnienie tego rodzaju musi uwzględniać fakt, że miejsce, od którego emisja jest obserwowana, znajduje się w odległości około 15 AU od heliopauzy oraz, że jest to proces, który utrzymuje się przez całe lata.
 
Więcej informacji:
Ocker, S.K., Cordes, J.M., Chatterjee, S. et al. Persistent plasma waves in interstellar space detected by Voyager 1. Nat Astron (2021)  (dostęp publiczny przez: Springer Nature SharedIt).
 
Autor: Joanna Molenda-Żakowicz
 
Na ilustracji: Voyager 1 w przestrzeni kosmicznej (wizja artystyczna). ©NASA/JPL-Caltech
Voyager Captures Sounds of Interstellar Space
https://www.youtube.com/watch?v=LIAZWb9_si4&feature=emb_logo

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/voyager-1-obserwuje-falowanie-plazmy-miedzygwiazdowej

Voyager 1 obserwuje falowanie plazmy międzygwiazdowej.jpg

Voyager 1 obserwuje falowanie plazmy międzygwiazdowej2.jpg

Voyager 1 obserwuje falowanie plazmy międzygwiazdowej3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Odkrycie pierwszego zaćmieniowego układu kataklizmicznego z magnetycznym śmigłem
2021-06-20.
Przez dziesięciolecia system AE Aquarii był jedynym znanym układem kataklizmicznym - polarem pośrednim, w którym szybko rotujący biały karzeł pełni funkcję wiatraka ze śmigłem tworzonym przez silne pole magnetyczne białego karła wymiatającego poza układ całą materię opadającą ze składnika wtórnego. W roku 2020 został zidentyfikowany podobny układ podwójny oznaczony jako J0240 (pełne oznaczenie: LAMOST J024048.51+195226.9), w którym dodatkowo obserwuje się zaćmienia.
Polary pośrednie (ang. intermediate polars, w skrócie IPs), czyli gwiazdy podobne do DQ Herculis są układami kataklizmicznymi składającymi się z chłodnego, niezdegenerowanego towarzysza, który transferuje masę na białego karła z silnym polem magnetycznym. W polarach pośrednich okres rotacji białego karła jest znacznie krótszy od okresu orbitalnego, więc transfer masy jest skomplikowany ze względu zmiany położenia pola magnetycznego białego karła względem gwiazdy oddającej materię gazową. Jeżeli biały karzeł z silnym polem magnetycznym obraca się wystarczająco szybko, to opadający gaz może zostać wyrzucony z układu w trybie „magnetycznego propellera-wiatraka” – tzn. szybko rotująca magnetosfera białego karła działa jak bariera odśrodkowa, która blokuje akrecję materii na białego karła. Uważa się, że ten mechanizm magnetycznego wiatraka działa w szerokim zakresie układów podwójnych, gdzie obserwuje się akrecję - włączając w to gwiazdy neutronowe i młode obiekty gwiazdowe. Jednak w układach podwójnych z białymi karłami tryb propellera pojawia się ekstremalnie rzadko.
Nieco dziwna nazwa „polarów pośrednich” (ang. intermediate polars) wzięła się z obserwacji spolaryzowanego światła o umiarkowanym - „pośrednim” stopniu w porównaniu do bezdyskowch układów podwójnych zwanych polarami (ang. polars), w których obserwuje się pełną polaryzację światła. Polary pośrednie są typem układów kataklizmicznych, który jest również określany pojęciem układów katalizmicznych podobnych do DQ Herculis, zaś polary - układy kataklizmiczne podobne do AM Herculis.
Zwykle biały karzeł w układzie kataklizmicznym akreuje materię z wtórnego składnika i jego masa rośnie. Jednak w układzie J0240 biały karzeł odrzuca tą materię i wręcz usuwa ją z tego układu podwójnego.
Należy wziąć szybko rotującego białego karła z silnym polem magnetycznym, aby stworzyć takie śmigło - powiedział główny autor publikacji Peter Garnavich z Notre Dame University (USA) - Zwykle gaz pochodzący z wtórnego składnika opada na powierzchnię białego karła. To jest tak powszechne jak piasek na plaży. Ale w układach z magnetycznym śmigłem gaz jest usuwany z układu podwójnego po rozwijającej się spirali - podobnie jak ogrodowych zraszaczach trawników.
Białe karły są bardzo gęstą pozostałością po ewolucji takich gwiazd jak nasze Słońce. Gdy w takiej gwieździe skończą się skończą się jądrowe źródła energii, grawitacja ściska całą gwiazdę do rozmiarów Ziemi, ale masa gwiazdy pozostaje praktycznie bez zmian (np. Słońce będzie miało masę około 300 tysięcy razy większą niż Ziemia). Masa jest tak ściśnięta, że łyżeczka od herbaty materii "zaczerpniętej" z wnętrza białego karła waży około 15 ton! Kompresja gwiazdy z rozmiarów rzędu miliona km do wielkości Ziemi powoduje również wzmocnienie pola magnetycznego oraz zwiększenie tempa rotacji. W szczególności za około 5 miliardów lat czeka nasze Słońce transformacja w białego karła. Jednak bez gwiazdy-towarzysza Słońce nigdy nie będzie częścią układu kataklizmicznego. Jest to pierwszy bezpośredni dowód na to, że magnetyczne śmigło wyrzuca materię wypływającą z wtórnego składnika.
Do tej pory jedynym potwierdzonym polarem pośrednim w trybie propellera był układ AE Aqr. Został on odkryty w latach 50-tych XX wieku. W 2020 roku Thorstensen – jeden ze współautorów omawianej publikacji zasugerował, że obiekt J0240 jest drugim polarem pośrednim w modzie propellera. Wskazują na to obserwowane w krzywej blasku rozbłyski oraz wygląd widma. Natomiast analiza krzywej blasku z różnych przeglądów nieba w długiej skali czasowej wskazuje na to, że składnik wtórny przesłania źródło rozbłysków – co implikuje duże nachylenie płaszczyzny orbity układu J0240 dla obserwatora na Ziemi. W przeciwieństwie do AE Aqr uważa się, że J0240 jest najprawdopodobniej pierwszym zaćmieniowym magnetycznym propellerem. Oznacza to, że gaz wyrzucony z tego układu kataklizmicznego jest widoczny na tle obu gwiazd.
Niezwykłe w tym systemie jest to, że naprawdę możemy obserwować obłoki gazu wyrzucanego przez to śmigło - powiedział Garnavich - Ten gaz blokuje część światła emitowanego przez obie gwiazdy i bezpośrednio możemy zobaczyć absorpcję w naszych danych.
Grupa astronomów kierowana przez Garnavich'a rozpoczęła obserwacje J0240 za pomocą teleskopu Large Binocular Telescope (Arizona, USA). Zaobserwowano rozbłyski i zaćmienia, które tłumaczy się szybką rotacją białego karła i wpływem pola magnetycznego. Następuje wyrzucenie opadającego gazu, który w innych okolicznościach zasiliłby powierzchnię białego karła, ale zamiast tego tworzy gazową spiralę gazową oddalającą się od obu gwiazd.
Im dłużej obserwowaliśmy tą gwiazdę, tym bardziej wydawała nam się fascynująca - powiedział Garnavich. Układ J0240 był obserwowany we wrześniu, październiku i listopadzie 2020 r. Obserwacje wrześniowe uchwyciły tylko połowę orbity układu J0240 o okresie orbitalnym około 7.34 godziny, a w październiku - brakującą połowę.
Obserwowane przez nas rozbłyski to są mini-wybuchy, które rozpędzają gaz do prędkości 6 milionów mil na godzinę, czyli 1 procenta prędkości światła - kontynuował główny autor publikacji.
Rozbłyski znikają, gdy składnik wtórny zasłania ich źródło podczas zaćmienia. Na podstawie momentów zaćmień astronomowie dokładnie określili lokalizację tych rozbłysków.
Te rozbłyski powstają bardzo blisko zwartego towarzysza, najprawdopodobniej w wyniku uderzenia, które doznaje gaz, gdy zbliża się do szybko rotującego pola magnetycznego - powiedział Garnavich.
Garnavich ma nadzieję uzyskać pełniejszą wiedzę o niezwykłym układzie kataklizmicznym J0240 w oparciu o dalsze obserwacje. Jedną z wielkich niewiadomych jest okres rotacji białego karła, którego nie udało się wyznaczyć.
Energia tego propellera pochodzi z rotacji białego karła, więc oczekujemy zmniejszania się z czasem tempa rotacji. Gdy wyczerpie się, to propeller zatrzyma się i system będzie wyglądał tak, jak normalny układ kataklizmiczny - powiedział Garnavich.
Największą zagadką jednak jest w jaki sposób doprowadzić układ do tego stanu - powiedział główny autor publikacji - Jest to bardzo krótki etap, w którym pole magnetyczne białego karła obraca się tak szybko jak to tylko jest możliwe bez faktycznej dezintegracji. Wydaje się, że taka szybka rotacja z silnym polem magnetycznym nie może być po prostu zbiegiem okoliczności.
W pierwszym znanym układzie kataklizmicznym z propellerem, czyli AE Aqr, okres rotacji białego karła wynosi 33 sekundy i tego rzędu powinien być w układzie J0240. Na podstawie analizy obserwacji fotometrycznych w omawianej publikacji nie uzyskano okresu rotacji dla białego karła w układzie J0240. Oszacowano tylko górną granicę amplitudy zmian jasności spowodowanej rotacją białego karła na 0.004m w filtrze "g" dla okresu rotacji zawartego w przedziale 6.3 - 85 sekund.

Opracowanie: Ryszard Biernikowicz

Więcej informacji:
Publikacja naukowa (zostanie opublikowana w Astrophysical Journal, wersja darmowa ArXiv): Confirmation of a Second Propeller: A High-Inclination Twin of AE Aquarii
Scientists identify a rare magnetic propeller in a binary star system

Źródło: University of Notre Dame (USA)
Na ilustracji wizja artystyczna AE Aquarii – pierwszego unikalnego układu kataklizmicznego z propellerem, w którym biały karzeł z silnym polem magnetycznym rotuje tak szybko (okres rotacji 33 sekundy), że wymiata poza układ całą materię opadającą z wtórnego składnika. Podobny drugi układ J0240 został odkryty w 2020 roku i dodatkowo obserwuje się tutaj zaćmienia. Okres orbitalny AE Aqr wynosi ~9.88 godz., a J0240 - ~7.34 godz. Źródło: NASA
Schematyczny widok układu kataklizmicznego typu polar pośredni. Materia ze składnika wtórnego przepływa do dysku akrecyjnego otaczającego białego karła. Jednak w pobliżu białego karła ten transfer jest zaburzany przez silne pole magnetyczne białego karła. Źródło: oprac. na podstawie ilustracji NASA

Schematyczny widok układu kataklizmicznego typu polar pośredni (po lewej) oraz krzywa blasku z przykładowymi rozbłyskami w skali minut w układzie AE Aqr (po prawej). Wyjątkowo tylko dla dwóch znanych polarów pośrednich AE Aqr i J0240, biały karzeł z silnym polem magnetycznym pełni funkcję wiatraka ze śmigłem rotującym tak szybko (np. AE Aqr: Protacji ~33 sekundy), że wymiata poza układ całą materię opadającą z wtórnego składnika. J0240 jest unikalny również pod tym względem, że z Ziemi widzimy go prawie w płaszczyźnie orbity. Dlatego obserwujemy zaćmienia. Oprac. na podstawie ilustracji NASA + A.Bruch 2021 (AE Aqr flickering, czyli zmiany jasności w skali minut)
https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/odkrycie-pierwszego-zacmieniowego-ukladu-kataklizmicznego-z-magnetycznym-smiglem

Odkrycie pierwszego zaćmieniowego układu kataklizmicznego z magnetycznym śmigłem.jpg

Odkrycie pierwszego zaćmieniowego układu kataklizmicznego z magnetycznym śmigłem2.jpg

Odkrycie pierwszego zaćmieniowego układu kataklizmicznego z magnetycznym śmigłem3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak wygląda deszcz na innych planetach?
2021-06-20.
Nowe badania pokazują, że krople deszczu na innych planetach i księżycach są zbliżone wielkością do kropli deszczu na Ziemi. Dzieje się tak niezależnie od ich składu chemicznego i od rodzaju atmosfery planety.
Krople deszczu na Ziemi składają się z wody, ale inne światy w Układzie Słonecznym mają opady złożone z bardziej niezwykłych materiałów. Na Wenus pada kwas siarkowy, a na Jowiszu można dostać po głowie gradem helu i amoniaku. Na Marsie może nas posypać śnieg złożony z dwutlenku węgla, zaś na księżycu Saturna, Tytanie, pada metan, czyli skroplony gaz ziemny.
Realność helowego deszczu na Jowiszu i Saturnie została wykazana przez Brygoo i in. (2021). Naukowcy skompresowali mieszaninę wodoru i helu do ciśnienia 4 GPa, a następnie użyli Omega Laser Facility w Laboratorium Energetyki Laserowej Uniwersytetu Rochester, aby jeszcze bardziej zwiększyć ciśnienie i temperaturę próbki. W rezultacie znaleźli dowody na rozdzielanie się mieszaniny helu i wodoru i pokazali, że istnieje zakres ciśnień i temperatur, w których badana mieszanina staje się niestabilna i ulega rozpadowi. Przejście to zachodzi w warunkach ciśnienia i temperatury zbliżonych do tych wymaganych do przekształcenia wodoru w metaliczny płyn.
Jeszcze bardziej niezwykłe są Uran i Neptun. Istnieją teorie, że w ekstremalnych warunkach ciśnienia panującego na tych planetach wodór i węgiel przemieniają się w diamenty, które następnie opadają do wnętrza. Dzięki eksperymentowi przeprowadzonemu przez międzynarodowy zespół naukowców, ten „diamentowy deszcz” został po raz pierwszy odtworzony w warunkach laboratoryjnych, dając nam pierwszy wgląd w to, jak rzeczy mogą wyglądać wewnątrz lodowych olbrzymów.
W roku 2017, Kraus i inni odtworzyli środowisko znajdujące się wewnątrz Urana i Neptuna, wygenerowali fale uderzeniowe w plastiku za pomocą lasera optycznego instrumentu Matter in Extreme Conditions (MEC) w laboratorium SLAC należącym Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych. Naukowcy byli w stanie zobaczyć, że prawie każdy atom węgla oryginalnego plastiku został włączony do małych struktur diamentowych o szerokości do kilku nanometrów. Autorzy przewidują, że na Uranie i Neptunie diamenty mogą stać się znacznie większe i ważyć miliony karatów. Naukowcy sądzą również, że możliwe jest, że przez tysiące lat diamenty powoli zatapiają się w lodowych warstwach planety i łączą się w grubą warstwę wokół jej jądra.
Na niektórych planetach poza-słonecznych (egzoplanetach) spodziewamy się za to opadów żelaza i kwarcu. Przykładem może być ultragorąca egzoplaneta WASP-76b, a na której astronomowie zaobserwowali kondensację żelaza. WASP-76b. Znajduje się ona 640 lat świetlnych od nas i jest tak blisko swojej gwiazdy, że wykonanie jednego obrotu zajmuje jej tylko 43 godziny. Dzienne temperatury na WASP-76b przekraczają 2400°C. Jest to temperatura wystarczająco wysoka, by odparowywać metale. Nocna strona planety jest natomiast o 1000 stopni chłodniejsza, co pozwala tym metalom na kondensację i deszcz.
WASP-76b została zbadana przez zespół Ehrenreicha i in (2020), którzy wykorzystali instrument Espresso na teleskopie VLT w Europejskim Obserwatorium Południowym ESO. Naukowcy wykryli silną sygnaturę par żelaza na granicy wieczornej, czyli terminatorze, na którym dzień na WASP-76b przechodzi w noc. Sygnał ten nie był jednak obecny na granicy porannej. Ehrenreich i in. sądzą, że żelazo kondensuje się po nocnej stronie, która choć wciąż gorąca (ma temperaturę 1400°C), jest zarazem na tyle zimna, że żelazo może kondensować w postaci chmur, deszczu, prawdopodobnie w postaci kropelek. Kropelki te mogą opadać w głębsze warstwy atmosfery, do której Espresso nie ma dostępu.
W te badania i rozważania doskonale wpisuje się analiza wykonana przez Kaitlyn Loftus i Robina Wordswortha z Uniwersytetu Harvarda, MA, USA, w której autorzy badają fizykę zachowania kropel cieczy podczas spadania z chmur. Wykazali oni, że tylko krople o ograniczonym zakresie wielkości – promienie od około jednej dziesiątej milimetra do kilku milimetrów w – mogą dotrzeć do powierzchni planet skalistych w postaci deszczu. Jest to dość wąski zakres rozmiarów, biorąc pod uwagę, że krople deszczu zwiększają swoją objętość około milion razy podczas formowania się wewnątrz chmury.
Loftus i Wordsworth pokazali również, że maksymalna wielkość kropel cieczy spadających podczas deszczu jest podobna w różnych warunkach planetarnych. Różne rodzaje kropel cieczy osiągają maksymalny rozmiar od połowy do sześciu razy większy od deszczu wody na Ziemi, w zależności od siły przyciągania grawitacyjnego planety (im silniejsze przyciąganie grawitacyjne, tym mniejsza kropla deszczu), jak można zobaczyć na poniższej ilustracji.
Autorzy najpierw określili możliwe zakresy rozmiarów kropli wody na skalistych planetach, takich jak Ziemia i Mars, wzięli pod uwagę warunki atmosferyczne takie jak temperatura, ciśnienie powietrza, wilgotność względna, odległość od chmury do powierzchni planety i siła jej przyciągania grawitacyjnego. Odkryli, że krople deszczu, które są zbyt duże, rozpadają się na mniejsze, natomiast krople zbyt małe odparowują, zanim uderzą o grunt. Następnie przyjrzeli się, jak krople deszczu spadałyby na znacznie większe planety, takie jak Jowisz i Saturn, które mają bardzo różne atmosfery. Po porównaniu współczesnej Ziemi, starożytnego Marsa i znacznie większe planety, odkryli, że krople deszczu w podobny sposób przenoszą ciecz przez atmosferę chociaż to, co stanowi atmosfery, różni się znacznie między planetami. Nie jest pewne, dlaczego maksymalny rozmiar kropli deszczu jest tak uniwersalny. Naukowcy podejrzewają, że może to wynikać z tego, jak napięcie powierzchniowe kropli ma się do jej gęstości.
Te odkrycia pomogą naukowcom lepiej symulować warunki panujące na innych planetach, ponieważ opady są kluczowym elementem cyklu klimatycznego i odżywczego planety. Modelowanie, jak mogą wyglądać opady na odległym świecie, może również pomóc naukowcom w interpretacji obserwacji egzoplanetarnych atmosfer dokonywanych przez teleskopy kosmiczne.

 
Więcej informacji:
•    Brygoo S. et al. (2021) Evidence of hydrogen-helium immiscibility at Jupiter-interior conditions. Nature 593, 517-521
•    Ehrenreich, D., Lovis, C., Allart, R. et al. (2020) Nightside condensation of iron in an ultrahot giant exoplanet. Nature 580, 597–601 (dostęp publiczny przez przez Springer Nature SharedIt)
•    Kraus, D., Vorberger, J., Pak, A. et al. (2017) Formation of diamonds in laser-compressed hydrocarbons at planetary interior conditions. Nat Astron 1, 606–611
•    Loftus, K., & Wordsworth, R. D. (2021) The physics of falling raindrops in diverse planetary atmospheres. Journal of Geophysical Research: Planets, 126, e2020JE006653
 
Autor: Joanna Molenda-Żakowicz
 
Na ilustracji: Kropla deszczu. Źródło: Wikimedia Commons. ©José Manuel Suárez
Na ilustracji: wizja artystyczna diamentowego deszczu na Neptunie. ©Greg Stewart/SLAC National Accelerator Laboratory

Na ilustracji: wizja artystyczna nocnego widoku egzoplanety WASP-76b. Po lewej stronie obrazu widzimy wieczorną granicę egzoplanety, gdzie dzień przechodzi w noc. ©ESO/M. Kornmesser

https://www.urania.edu.pl/wiadomosci/jak-wyglada-deszcz-na-innych-planetach

Jak wygląda deszcz na innych planetach.jpg

Jak wygląda deszcz na innych planetach2.jpg

Jak wygląda deszcz na innych planetach3.jpg

Jak wygląda deszcz na innych planetach4.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W kosmicznym obiektywie: Słońce z pokładu Tianhe
2021-06-20. Krystyna Syty
W czwartek 17 czerwca około 02:30 czasu polskiego wystartował lot załogowy Shenzhou 12. Statek dotarł do modułu chijskiej stacji kosmicznej Tianhe po 6 godzinach i 32 minutach. Był to pierwszy lot chińskich astronautów na własną stację kosmiczną. Zdjęcie powyżej zostało wykonane z pokładu Tianhe przed dokowaniem Shenzhou 12.
Astronauci zostali wyniesieni na orbitę przez rakietę typu Long March 2F z Centrum Wystrzeliwania Satelitarnego Jiuquan. Załogę Shenzhou 12 tworzyli Nie Haisheng – dowódca, Liu Boming i Tang Hongbo. Spędzą oni na stacji kosmicznej Tianhe trzy miesiące.
Tianhe, co znaczy po chińsku „Niebiańska harmonia”, jest pierwszym wyniesionym w kosmos modułem chińskiej stacji kosmicznej Tiangong. Zapewnia on podtrzymywanie życia i zakwaterowanie dla trzech członków załogi oraz posiada systemy sterowania i nawigacji. Został wyniesiony na orbitę w kwietniu tego roku.
Źródła:
SpaceNews: Shenzhou-12 docks with Tianhe space station module

Źródło: BACC/CCTV
https://astronet.pl/loty-kosmiczne/w-kosmicznym-obiektywie-slonce-z-pokladu-tianhe/

W kosmicznym obiektywie Słońce z pokładu Tianhe.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

84 mln lat temu Ziemia się zachwiała. Tu się zrobiło gorąco, a gdzie indziej zimno
2021-06-20. Radek Kosarzycki
Gdybyśmy porównali wygląd nocnego nieba teraz z wyglądem w czasach starożytnego Rzymu, wyglądałoby ono mniej więcej tak samo. To samo nie tyczy się już jednak nieba, które widoczne było z Ziemi 84 mln lat temu. Co się wtedy stało?
Z niebem zasadniczo nic się nie stało. Owszem, istniały wtedy gwiazdy, które teraz już nie istnieją i nie istniała też część gwiazd, które dzisiaj rozświetlają nam w nocy horyzont, ale to już zwykła, naturalna ewolucja wszechświata.
Naukowcy dostrzegli jednak, że na niemal 20 mln lat przed zagładą dinozaurów, w okresie od 86 do 79 mln lat temu, nachylenie osi Ziemi do płaszczyzny ekliptyki (płaszczyzny, w której znajduje się większość orbit planet Układu Słonecznego) zmieniło się aż o 12 stopni. Oznacza to, że niemalże wszędzie na Ziemi doszło do istotnej zmiany klimatu. Gdyby teraz doszło do takiej zmiany, to współczesna Warszawa nagle znalazłaby się na tej samej szerokości geograficznej, co północna Grecja.
Co mogło tak przechylić Ziemię? Przecież nic w nią nie uderzyło
I nie musiało. Wystarczy sobie przypomnieć jak wygląda wnętrze Ziemi. Najprostszy, szkolny podział mówi o trzech warstwach: centralnym jądrze, półpłynnym płaszczu i twardej skorupie. Sama skorupa nie stanowi jednak solidnej skorupy, a raczej składa się z bezustannie przemieszczających się płyt tektonicznych. Owe płyty natomiast bezustannie się ze sobą ścierają i zderzają. Na styku płyt tektonicznych zazwyczaj obserwowane są wzmożone procesy wulkaniczne. To właśnie te procesy pozwoliły naukowcom ustalić zmianę nachylenia Ziemi w zamierzchłej przeszłości.
Lawa wypływająca między płytami tektonicznymi zawiera minerały magnetyczne, które ustawiają się zgodnie z kierunkami biegunów magnetycznych Ziemi. Ochłodzona i zestalona lawa pozwala odczytać takie dane paleomagnetyczne. Takie właśnie dane z wapieni wydobytych we Włoszech pozwoliły naukowcom ustalić, że 86 lat temu płaszcz Ziemi, a wraz z nim cała skorupa przesunęły się na jądrze o 12 stopni, zmieniając położenie w tempie 3 stopni na milion lat, a następnie wracając do pozycji wyjściowej.
Naukowcy podejrzewają, że za cały ten galimatias odpowiedzialna była zmiana rozkładu masy w płaszczu Ziemi, która mogła być spowodowana wypływem materii z zewnętrznego jądra Ziemi do płaszcza. W ten sposób z jednej strony rotującej Ziemi było więcej masy, przez co Ziemia zaczęła się nachylać.
Alternatywna teoria z kolei mówi o tym, że płyta pacyficzna, na której znajduje się Ocean Spokojny, zaczęła wsuwać się pod dwie inne płyty tektoniczne, zmieniając tym samym rozkład masy na Ziemi. Jak zauważają autorzy pracy, teoria ta może tłumaczyć powrót do stanu pierwotnego, bowiem płyty tektoniczne z czasem, po zderzeniu z innymi, powracają mniej więcej do pierwotnego ułożenia.
https://spidersweb.pl/2021/06/zmiana-nachylenia-ziemi-84-mln-lat-temu.html

84 mln lat temu Ziemia się zachwiała. Tu się zrobiło gorąco, a gdzie indziej zimno.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU
2021-06-20. Krzysztof Kanawka
Piętnastego i siedemnastego czerwca doszło do bliskich przelotów dwóch obiektów o oznaczeniach 2021 ME i 2021 MU.
Planetoida o oznaczeniu 2021 MU zbliżyła się do Ziemi 15 czerwca na minimalną odległość około 165 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 0,43 średniego dystansu do Księżyca. Moment największego zbliżenia nastąpił 15 czerwca około 12:00 CEST. Średnica 2021 MU szacowana jest na około 13 metrów.
Meteoroid o oznaczeniu 2021 ME zbliżył się do Ziemi 17 czerwca na minimalną odległość około 315 tysięcy kilometrów. Odpowiada to ok. 0,82 średniego dystansu do Księżyca. Moment największego zbliżenia nastąpił 17 czerwca około 02:30 CEST. Średnica 2021 ME szacowana jest na około 5 metrów.
Jest to siedemdziesiąty pierwszy i siedemdziesiąty drugi (wykryty) przelot małego obiektu w 2021 roku.
W ostatnich latach ilość odkryć wyraźnie wzrosła:
•    w 2020 roku odkryć było 108,
•    w 2019 roku – 80,
•    w 2018 roku – 73,
•    w 2017 roku – 53,
•    w 2016 roku – 45,
•    w 2015 roku – 24,
•    w 2014 roku – 31.
W ostatnich latach coraz częściej następuje wykrywanie bardzo małych obiektów, o średnicy zaledwie kilku metrów – co jeszcze pięć-sześć lat temu było bardzo rzadkie. Ilość odkryć jest ma także związek z rosnącą ilością programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.
(HT, W)
Tabela bliskich przelotów w 2021 roku / Credits – K. Kanawka, kosmonauta.net

https://kosmonauta.net/2021/06/bliskie-przeloty-2021-me-i-2021-mu/

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU.jpg

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU2.jpg

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU3.jpg

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU4.jpg

Bliskie przeloty 2021 ME i 2021 MU5.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Naukowcy dokonali czegoś takiego pierwszy raz

2021-06-20.

Naukowcom po raz pierwszy udało się stworzyć dokładną mapę heliosfery, czyli bańki ochronnej rozciągającej się wokół Słońca. Chroni ona Ziemię przed szkodliwym promieniowaniem kosmicznym, więc poznanie jej granic jest kluczowe.

Tworząc mapę heliosfery, naukowcy zyskują lepsze zrozumienie tego, jak oddziałują na siebie wiatry słoneczne i międzygwiezdne. Dan Reisenfeld z Narodowego Laboratorium Alamos jest głównym autorem pracy i mówi, że modele fizyczne teoretyzowały na temat tej granicy od lat. Teraz po raz pierwszy zmierzono tę granicę i stworzono trójwymiarową mapę heliosfery.

 Zespół Reisenfelda wykorzystał dane zebrane przez orbitującego wokół Ziemi satelitę NASA Interstellar Boundary Explorer (IBEX), który wykrywa cząstki pochodzące z heliosfery, czyli warstwy granicznej między Układem Słonecznym a przestrzenią międzygwiezdną. Naukowcy zmapowali krawędź tej strefy, która jest obszarem zwanym heliopauzą.

W tym regionie wiatr słoneczny wypychający w przestrzeń międzygwiezdną zderza się z wiatrem międzygwiezdnym, napiera w kierunku Słońca. Pomiar wymagał użycia techniki, która jest podobna do tej, jaką stosują nietoperze przy użyciu sonaru.

 
Satelita IBEX dokonał pomiarów energetycznych neutralnych atomów powstałych w wyniku zderzeń cząstek wiatru słonecznego z cząstkami wiatru międzygwiezdnego. Naukowcy pracujący nad projektem twierdzą, że intensywność tego sygnału zależy od intensywności wiatru słonecznego, który uderza w heliosferę. Reisenfeld mówi, że "sygnał" wiatru słonecznego emanujący ze Słońca różni się siłą i tworzy unikalny wzór.

IBEX może zobaczyć ten wzór i powracający sygnał, ale potrzebuje od dwóch do sześciu lat, aby go odebrać. Różnica czasu jest sposobem, w jaki naukowcy określili odległość do regionu źródłowego energetycznych atomów neutralnych w danym kierunku. Dzięki temu zbudowano trójwymiarową mapę przy użyciu danych zebranych podczas pełnego cyklu słonecznego od 2009 do 2019 roku.


Struktura heliosfery. Fot. Wikipedia /materiały prasowe

Mapping the Heliosphere for the first time
Mapa heliosfery

https://youtu.be/w__vzNXSFoI?t=9
Żródło:INTERIA.Tech
https://nt.interia.pl/raporty/raport-kosmos/astronomia/news-naukowcy-dokonali-czegos-takiego-pierwszy-raz,nId,5300476

Naukowcy dokonali czegoś takiego pierwszy raz.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ujawniono nowe zdjęcia największego ksieżyca Jowisza. Ostatnie pochodzą sprzed 20 lat
Autor: [email protected] (20 Czerwiec, 2021)
Niedawno ujawniono pierwsze dwa zdjęcia Ganimedesa, wykonane przez kamery sondy Juno. Ujęcia, dotarły na Ziemię 7 czerwca 2021 roku i dały nam nowe spojrzenie na jeden z gigantycznych księżyców Jowisza.
Zdjęcia pokazują powierzchnię tego księżyca w niezwykłych szczegółach. Poniższy obraz został uzyskany przez kamerę JunoCam. W momencie największego zbliżenia sonda znajdowała się w promieniu 1038 km od powierzchni satelity. Ganimedes to największy księżyc Jowisza, który od dawna interesował sobą astronomów. Badania nad tym ciałem niebieskim, były mocno utrudnione, ponieważ żadna inna ziemska sonda, nie zbliżył się do niego od ponad dwóch dekad.
Stellar Reference Unit, kamera nawigacyjna, która utrzymuje sondę Juno na kursie, dostarczyła również czarno-biały obrazu ciemnej strony Ganimedesa (przeciwległej do Słońca) skąpanej w słabym świetle rozproszonym od Jowisza. W nadchodzących dniach, sonda wyśle więcej zdjęć z przelotu Ganimedesa, a nieprzetworzone obrazy JunoCam zostaną udostępnione publicznie.
Źródło: NASA
Źródło:
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ujawniono-nowe-zdjecia-najwiekszego-ksiezyca-…
https://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/ujawniono-nowe-zdjecia-najwiekszego-ksiezyca-jowisza-ostatnie-pochodza-sprzed-20-lat

Ujawniono nowe zdjęcia największego ksieżyca Jowisza. Ostatnie pochodzą sprzed 20 lat.jpg

Ujawniono nowe zdjęcia największego ksieżyca Jowisza. Ostatnie pochodzą sprzed 20 lat2.jpg

Ujawniono nowe zdjęcia największego ksieżyca Jowisza. Ostatnie pochodzą sprzed 20 lat.3.jpg

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)