Skocz do zawartości

Ranking użytkowników

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.05.2016 uwzględniając wszystkie miejsca

  1. Wyścig w 14 GT Gran Turismo (w skrócie GT) – luksusowy segment samochodów sportowych, łączących w sobie cechy aut wyścigowych, mających duże osiągi i praktycznych limuzyn, zapewniających swojemu właścicielowi komfortową podróż nawet na długich dystansach. Wyścig. Gdzie? We wsi Zabrody, ok. 17 km drogą od Łopuszna na północny-zachód. Kiedy? W nocy 29/30 kwietnia 2016 r. Z kim? Z Mateuszem. Ilu uczestników? Na pewno ponad 40, a może dużo, dużo więcej… 14? Ach, 14”. Synta 14-calowa. GT? Może oznaczać podobnie jak w motoryzacji, bo jest piekielnie szybka – wystarczy klik i już – GoTowe! Taki znak naszych czasów. I nawet taka Synta z oznaczeniem GT sprzeda się drożej – zupełnie jak w branży motoryzacyjnej. Jednak nie płacimy tylko za znaczek obok logo producenta. GoTo to coś więcej. To trochę tak jakby za dodatkową opłatą nabyć wiedzę o ponad 40 tys. obiektów rozsianych po niebie. Koszt czasu zaoszczędzonego na szukaniu obiektu – bezcenny. Jedni mogą powiedzieć, że to próżniactwo. Moim zdaniem? To wolność. Zalety systemu GoTo (a także jego wady) poznałem już kilka lat temu jako posiadacz MAKa 127 SLT Celestrona. Odkąd zrezygnowałem z teleskopów na rzecz lornetek, każda chwila przy pilocie elektronicznego montażu sprawia mi szczególną przyjemność. Podobnie było ubiegłej nocy, kiedy razem z Mateuszem wybraliśmy się jego samochodem do Zabrodów – wsi na pograniczu świętokrzyskiego i łódzkiego, gdzie (prawdopodobnie) można zobaczyć najciemniejsze niebo w regionie. Miejscówka na polanie pod lasem jest dobrze znana miłośnikom (tzw. Astromaniakom) z Kielc już od kilku lat. To właśnie mój kompan, Mateusz, odkrył ją przed czteroma laty i powiedział o jej istnieniu innym. Ostatnio byliśmy tam przed miesiącem, 1 kwietnia, jeszcze w towarzystwie Grześka, jednak chmury wymusiły nasz powrót już w połowie nocy. Tym razem prognozy mówiły o częściowym zachmurzeniu od popołudnia i o całkowitym po 3, ale obłoczki przesuwające się po niebie jeszcze w czasie dojazdu i ostatnia nieskuteczność prognoz ICM nie dawały nam pewności do samego końca. Na miejsce dotarliśmy po 20. Mimo, że miałem jeszcze ochotę zwiedzić nieco pobliski uskok w lesie i inne skałki przy drodze, Mateusz stanowczo uargumentował konieczność rozstawienia teleskopu i przygotowania się do obserwacji. Po skręceniu 14-calowej Synty wyjąłem również swoją lornetkę 28x110 i posadziłem na żurawiu. W zasadzie przed obserwacjami planowałem zrobić nią małą wycieczkę po gromadach kulistych i w końcu dostrzec kometę 252P, ale, jak się później okazało, to nie bino było bohaterem tej nocy (co z resztą już coraz częściej mi się zdarza)… Po przedobserwacyjnej wieczerzy, kiedy wokół się ściemniło, ruszyliśmy do pracy. Rozpoczął się wyścig! W czasie, gdy Mateusz walczył jeszcze z alignmentem GoTo, ja skierowałem lornetkę w żarówkę świecącą nad naszymi głowami każdej nocy i jednocześnie największe w okolicy źródło light pollution – Jowisza. Zawsze warto sprawdzić, czy wszystkie pasy ma na miejscu, a i rozmieszczenie księżyców tej nocy było dosyć ciekawe – bardzo grzecznie ustawiły się w jednej linii. Potem, może trochę na rozgrzewkę przed wyprawą na „kulki”, a może bardziej przed polowaniem na kometę, która miała się pokazać w pobliskim Wężowniku, skierowałem lornetę na M13. Lubię mieć jakieś punkty na niebie, które odwiedzam każdej nocy i z pewnością są to jedne z nich. Jednak po zobaczeniu M92 i nieskutecznych próbach odnalezienia LINEAR, odstawiłem lornetkę. Rasalhague, Rasalhague… To on miał być moim pierwszym drogowskazem w poszukiwaniu komety. Niestety, nie wszystkie ulice są dobrze oznakowane. Próbowaliśmy jeszcze w Newtonie z długoogniskowym okularem, ale i tym razem kometa nie dała za wygraną (już po raz drugi, bo poprzednio była zbyt nisko zanim rozpostarły się chmury). Jednak nie na tym zakończył się ten wyścig. Ba, byliśmy dopiero na pierwszym okrążeniu! Pierwszym celem deep sky dla 14” Synty były galaktyki M82 (Cygaro) i M81 (galaktyka Bodego) w Wielkiej Niedźwiedzicy. Na obie patrzyliśmy już czternastką przed miesiącem, jednak mocno zabrudzone lustro dawało wrażenie teleskopu najwyżej 10-calowego. Trudno się dziwić – pierwszy raz widziałem tak dużo kurzu na LG, że było wręcz matowe. Tym razem obie galaktyki pokazały się w pełnej krasie. Piękny, symetrycznie rozmyty Bode to widok, jakiego nie można pomylić z czymkolwiek innym. Zupełnie inaczej prezentuje się sąsiadka, choć Cygaro również wyglądała dużo lepiej niż ostatnio. Bez trudu dostrzegaliśmy ciemne struktury wzdłuż całej tarczy galaktyki. Któż wie, ile w tym momencie rodzi się tam gwiazd? Skoro już byliśmy w tej części nieba, nie sposób ominąć M51 – Galaktyki Wir. Bardzo wyraźnie widoczne ramiona spiralne dawały wrażenie jakby Wir już teraz wciągał swojego towarzysza – NGC 5195. W rzeczywistości wydarzy się to w ciągu najbliższych milionów lat. Jeśli już o pięknych ramionach spiralnych mowa, nie mogliśmy odpuścić kolejnej galaktyki w Wielkiej Niedźwiedzicy – M101 „Wiatraczek”. I ona nas nie zawiodła. W 13 mm Naglerze bez trudu widać spiralę zarysowaną wokół względnie słabego jądra galaktyki. Galaktyczną wycieczkę po tym gwiazdozbiorze zakończyliśmy M108, która pomimo, że również spiralna, to wygląda zupełnie inaczej niż jej poprzedniczki. Boczne ustawienie tego obiektu sprawiło, że mogliśmy dostrzec ciemniejsze struktury, skutecznie przysłaniające światło z centrum galaktyki. W tym momencie zły dobór obuwia dał o sobie znać i postanowiłem zrobić sobie przerwę przy herbatce w ogrzewanym Yarisie (nie, to nie GT). Dodatkowym motywem były chmury tworzące się od horyzontu i włażące bezpardonowo na Rasalhague’a. Jeszcze w przerwie przerwy zobaczyłem mgławicę planetarną M97 – Sowę, która była bodaj ostatnim obiektem z Wielkiej Niedźwiedzicy, jaki tej nocy obserwowaliśmy. Galaktyka Wir //Źródło: pbs.org W tym czasie Mateusz nie próżnował i zwiedził Łańcuch Markariana. Dziwnym trafem chmury całkowicie ominęły tę część nieba. Pozostały jedynie na wschodzie, a jeśli jakiś obłoczek zaplątał się nieco wyżej, nie stanowił większego problemu w czasie obserwacji. Wróciłem więc do teleskopu z myślą o zrealizowaniu mojego planu maratonu gromad kulistych. Mateusz przystał na tę propozycję, jednak pod warunkiem, że zobaczymy jeszcze jakąś ciekawą galaktykę. Może M63? OK. Słonecznik prezentował się jako nieregularnie rozświetlona owalna plama o ciekawej granulatowej teksturze. Może bardziej pasowałaby jej nazwa „płatki z mlekiem”, bo chaotycznie rozmieszczone słabsze rejony galaktyki wyglądały zupełnie jak cornflakes w mleku. Polowanie na „kulki” rozpoczęliśmy od dwóch wspomnianych wcześniej klasyków – M13 i M92. Ta pierwsza w dużym lustrze pokazuje już swoje nieregularności. Druga natomiast mimo, że nie tak efektowna, cieszy oko swoją symetrią. Prawdziwy maraton rozpoczęła dopiero NGC 5466, znajdująca się nieco niżej. Pomimo, że zauważalnie mniejsza i słabsza od dwóch poprzednich, również okazała się ciekawym celem. Jej dosyć luźna struktura bez wyraźnego zagęszczenia gwiazd w kierunku centrum daje wrażenie jakby była nie kulistą, a gromadą otwartą. Do klasycznych obrazów powróciliśmy w chwili wycelowania teleskopu na M3, która prezentowała się równie okazale jak M92, choć wielkością bardziej przypominała Gromadę w Herkulesie. Korzystając z GoTo, postanowiliśmy zaliczać kolejne gromady z katalogu Messiera. Naszym łupem padła jeszcze M9 – najsłabsza z dotychczasowych, również mniej regularna w budowie; jasna M10 z bardzo wyraźnym zagęszczeniem gwiazd w centrum i… M11, którą z rozpędu wpisaliśmy w GoTo. Dzika Kaczka mimo, że będąca gromadą otwartą, jest tylko trochę mniej zwarta niż NGC 5466, ale tworzą ją jaśniejsze gwiazdy. Po tej krótkiej przerwie w maratonie, wyruszyliśmy do M12. Z jej widoku byłem najbardziej zadowolony. Dosyć duża i symetryczna z jaśniejszym centrum, a po rozbiciu w większym powiększeniu jej struktura sprawia wrażenie bardziej otwartej. Następna, M14, była od niej sporo mniejsza i wyraźnie okrągła. Na koniec powróciliśmy jeszcze do pominiętej wcześniej M5. Naszym oczom ukazała się potężna gromada o charakterystycznym wyglądzie. Jej już nie można pomylić z otwartą. Wciąż nie mogę się zdecydować, czy większe wrażenie zrobiła na mnie ona, czy widziana minuty wcześniej M12. Wyprawa do M5 była także dobrą okazją, aby sprawdzić zdolności rozdzielcze 14-calowego teleskopu, rozdzielając gwiazdy znajdujące się blisko jej centrum. Na tym maraton zakończyliśmy, ale dylemat pozostał: M5, czy M12? Messier 12 //Źródło: http://www.astroimages.de/ Z tym pytaniem na głowie, skierowaliśmy teleskop na zachodnią część Veila. W Naglerze 13 mm z filtrem UHC widać było wyraźną białą smugę, zawieszoną pośród gwiazd. Widok nie tyle charakterystyczny, co dosyć oczywisty. Następnie w polu widzenia okularu znalazły się jeszcze: Crescent (NGC 6888), z lekko widocznymi strukturami odchodzącymi od najlepiej widocznych zewnętrznych rejonów mgławicy oraz Ameryka Północna (NGC 7000) sprawiająca wrażenie jakby mleko wylało się do okularu z bardzo wyraźnie odcinającą się Zatoką Meksykańską. Kolejnym celem były Hantle (M27). Wyraźna struktura w kształcie przyrządów do ćwiczeń rozpościera się na tle gwiazd. Tej nocy naprawdę dobrze je widzieliśmy. Krótką wyprawę po mgławicach zakończyliśmy w Lutni, patrząc na Pierścień (M57), jednak nie byliśmy w stanie dojrzeć gwiazdy centralnej. Wtedy przyszedł czas na inne klasyki wiosennych nocy. Nie sposób nie wykorzystać o tej porze roku Lwa, by dostrzec znajdujące się tam ciekawe galaktyki. Była to ostatnia chwila, bo Lew pikował w dół w stronę horyzontu, na którym niebo nie było już tak pogodne jak wyżej. Na wstępie wybraliśmy Triplet Lwa z dwoma charakterystycznymi galaktykami spiralnymi usytuowanymi in face w stronę Ziemi (M65 i M66) oraz z jedną ustawioną bokiem (NGC 3628). Obraz ten porównaliśmy z inną grupą w Lwie, w skład której wchodzą m.in.: M95, M96, M105 oraz NGC 3384. Ten kwartet wcale nie ustępuje swojemu bardziej znanemu sąsiadowi. Co więcej, głównie za sprawą M95 i M96 wydaje się bardzo przyjemny dla oka. Obie blisko położone galaktyki spiralne ustawione są dyskami niemal prostopadle do obserwatorów ziemskich. M95 i M96 //Źródło: astro.nightsky.at Po wyczerpaniu obowiązkowych klasyków i obiektów polecanych na liście Tonight’s Best w programie Sky Safari, nastąpiła chwila zastanowienia. Do wschodu Księżyca pozostało jeszcze trochę czasu, więc możemy wiele zobaczyć. Przeglądając listę obiektów w bazie GoTo wybór padł na Sunflower Galaxy. Rzut oka przez okular. Ach, Słonecznik, no jasne! Przecież już go widzieliśmy… W końcu potrójne kliknięcie pilotem znowu wprawiło silniczki montażu w ruch. Kolejnym celem była Galaktyka Sombrero oznaczona przez Messiera jako M104. Niepowtarzalny widok galaktyki ustawionej do nas bokiem i charakterystyczne halo unoszące się gdzieś wokół jej jądra dodają uroku. No właśnie, ale czy na niebie jest tylko jedna tak efektowna galaktyka w takiej pozycji? Pod podobnym kątem, czy nawet jeszcze bliżej 180° ustawiona jest również NGC 5907 w Smoku. Zauważalnie większa, ale słabsza od Sombrero, odkrywa przed nami jedynie część swoich tajemnic. Okazuje się, że na jej fotografii można dostrzec strumienie gwiazd odchodzące eliptycznie od ramion pod kątem prostym. Niestety, te struktury wizualnie są niedostrzegalne. Kolejnym ciekawym przykładem jest NGC 4565 w Warkoczu Bereniki, zwana potocznie Igłą. Nazwę tę zawdzięcza swojemu wyjątkowo wąskiemu profilowi. Podobnie jak dwie poprzedniczki, dysk widziany z tej perspektywy wydaje się zupełnie płaski i jedynie halo wokół jądra nieco zmienia ten obraz, prezentując się jako wyraźne jasne zgrubienie. Igła to zdecydowana bohaterka tej nocy, choć wobec dużej konkurencji nie można powiedzieć, że zdublowała rywali. Wizualnie wydawała się znacznie większa od NGC 5907 i niemal dwukrotnie bardziej rozłożysta niż M104. W Naglerze 13 mm dającym powiększenie 127x, zajmowała ok. 70% pola widzenia! Prawdziwy gigant! NGC 4565 //Źródło: skycenter.arizona.edu Zbliżała się 3, więc już niebawem mogliśmy spodziewać się, że w obserwacjach przeszkodzi nam blask Księżyca. Zanim jednak to nastąpiło odwiedziliśmy ponownie okolice Smoka, wpatrując się w mgławicę planetarną Kocie Oko (NGC 6543) z niepowtarzalną strukturą w centrum. Naszym następnym celem była zupełnie inna para oczu. Oczy – taką nazwę nosi para galaktyk z Łańcucha Markariana, na którą składają się NGC 4438 oraz NGC 4435. Wygląd obu obiektów naprawdę skłania ku sugestii, że ktoś tam z góry może na nas patrzeć. Rozległe halo otaczające obie sąsiadki to widok mniej więcej podobny do błyszczących ślepiów jakiejś dzikiej zwierzyny dającej o sobie znać co jakiś czas porykiwaniem. Te niepokojące odgłosy niósł wiatr wraz z lekkim szelestem liści z pobliskiego lasu. Wcześniej nawet nie zauważyliśmy wschodzącego Księżyca. Nad wschodnim horyzontem chmury przysłaniały go na tyle skutecznie, że jego rozproszony blask braliśmy za łunę z okolicznych miejscowości. W obliczu rozjaśniającego się z każdą chwilą nieba, chcieliśmy jak najlepiej wykorzystać tę noc. Wybór kolejnych obiektów był jeszcze bardziej spontaniczny. Po prostu otworzyliśmy Pocket Sky Atlas i wybieraliśmy obiekty, które są jeszcze w dogodnej pozycji na niebie. Tak właśnie naszym łupem padła galaktyka eliptyczna M49, wyglądająca jak mocno rozmyty punkt świetlny z jaśniejszym centrum, a także M64, czyli Galaktyka Czarne Oko. Jej wygląd dosyć mocno odstaje od reszty – dominanta ciemnego pyłu sprawia, że obiekt ten wydaje się mroczny i pewnie temu właśnie zawdzięcza swoją zwyczajową nazwę. W końcu czas przyszedł na M94. Mimo, że jest to galaktyka spiralna, wizualnie bardziej przypominała soczewkowatą. Na coraz jaśniejszym niebie widoczne były tylko rejony otaczające jądro galaktyki. Co można jeszcze odnaleźć w pobliżu? Może M63? Spojrzenie w okular… Co!? Znowu ta Sunflower Galaxy?! Czas już kończyć obserwacje. Jeszcze tylko Saturn, Mars i do domu! Saturn ze względu na niskie położenie i tło nieba mocno odbiegające od czerni, nie uwidocznił Przerwy Cassiniego. O dziwo lepsze wspomnienia zabieramy po spojrzeniu na Marsa. Ta czerwonawa plama rozpływająca się przez słaby seeing pozostawiła nam jeszcze większą zagwozdkę do rozwiązania niż wybór pomiędzy M5 i M12. W górnej części tarczy widoczne było lekkie przyciemnienie. Czy to Acidalia Planitia? Być może… Mars z zaznaczonym obszarem Acidalia Planitia Jesteśmy na mecie! Po godzinie 4 biało-czarną szachownicę zastąpił blady Księżyc, wyłaniający się spośród grubych warstw chmur. Już nie mieliśmy wątpliwości, że artystyczna kompozycja naturalnego satelity z chmurami w lornetce 15x70 będzie ostatnią rzeczą obserwowaną tej nocy. Pozostało tylko spakować sprzęt (czemu trwa to 3x dłużej niż rozpakowywanie?) i wyruszać w drogę powrotną. Puste ulice, często pozbawione oświetlenia, udowadniały w jak ciemnym miejscu się znajdowaliśmy. Nie spotkaliśmy po drodze wielu samochodów, jednak jeden z nich dobrze utkwił nam w pamięci. W końcu dlaczego tak wcześnie rano jakaś furgonetka wlecze się, by w końcu przystanąć w środku lasu, a następnie w wyraźnym pośpiechu nas wyprzedza? To kolejne pytanie, które po tej nocy pozostało bez odpowiedzi. Jednego możemy być pewni: już wkrótce ponownie powrócimy na tor!
    6 punktów
  2. 2016-04-29, miejsce: okolice Rybnicy Leśnej k. Wałbrzycha czas: 22:30-1:00. Kolejna fajna nocka, ponownie na tej samej miejscówce co poprzednio. Była pokusa żeby podjechać dalej pod jeszcze lepsze niebo ale konieczność wstania dość wcześnie rano zadecydowała za mnie: bliżej=pół godziny snu więcej.Towarzyszyli mi Wojtek ze swoją 20x80 i Rysiek z niutkeim SW 12''. Po wypakowaniu sprzętu, spojrzeniu na niebo a potem na mapę z obiektami H400 postanowiłem dalej żmudnie namierzać galaktyki w Pannie. Spośród 400 obiektów na liście 231 to galaktyki z których ogromna większość leży w pasie Panna-Wielka Niedźwiedzica - tu moja mapa początkowo była całkiem przykryta znacznikami obiektów do odhaczenia. Już jest trochę 'czyściej' ale dopiero około połowa za mną. 'Robota' może momentami żmudna ale jak do tej pory przy każdym podejściu trafiałem jakieś ciekawe perełki do których będę wracał - nawet je zacząłem notować, może będzie fajna lista. Najpierw (na pożegnanie? kto wie jaka będzie pogoda nim przyjdą białe noce) powróciłem w rejony Łańcucha Makariana, perełki z zeszłego wypadu NGC 5907 oraz Sombrero. Potem już skacząc po kolejnych 'emkach' dotarłem do celów na tę noc: NGC 4550 - galaktyka spiralna w Pannie, 11.7 mag, rozmiar 3.3x0.9' NGC 4551 - galaktyka spiralna w Pannie, 12 mag, rozmiar 1.8x1.4' (spoza H400) Obie zlokalizowane pomiędzy M89 i M58. 4550 to ta większa, jaśniejsza z nich, wyraźnie podłużne pojaśnienie, mniejsza 4550 widoczna jako słaba gwiazdopodobna mgiełka. Będąc tuż obok rzuciłam oczami na Bliźnięta syjamskie czyli NGC4567 i NGC4568. Powiększenie 60x i 100mm obiektywów nie pozwoliło na podziwianie detali ale zdecydowanie było widać mgiełkę o nietypowym kształcie będącym obiema połączonymi galaktykami. Odbiłem również na wschód do M60 i M59, wyłapując NGC4647 'przyklejoną' niemal do M60. Zaraz obok kolejny cel: NGC 4660 - galaktyka eliptyczna w Pannie, 11.2 mag, rozmiar 2.1x1.7' widoczna jedynie jako okrągła mgiełka z gwiazdopodobnym jądrem Lekkie odbicie na południe i obok gwiazdy 27 Vir: NGC 4596 - galaktyka spiralna w Pannie, 10.4 mag, rozmiar 4x3' widoczna jako jasna mgiełka z jaśniejszym jądrem NGC 4535 - galaktyka spiralna w Pannie, 10 mag, rozmiar 7.1x5' (spoza H400) NGC 4560 - galaktyka spiralna w Pannie, 9.3 mag, rozmiar 7x2.5' (obrazek w szerszym polu) To był jeden z ciekawszych widoków tego wieczoru, obie galaktyki widoczne w jednym polu widzenia lornety przy powiększeniu 60x. NGC 4535 widoczna jako bardzo rozległe pojaśnienie o mniejszej jasności powierzchniowej a poniżej widoczna mniejsza, bardziej zwarta i jaśniejsza NGC 4560. 4535 owalna a 4560 zdecydowanie wrzecionowata. Jak to w Pannie, kolejnych obiektów nie trzeba było daleko szukać, jedno pole widzenia na zachód i mamy M49, skok w przeciwną stronę i NGC 4570: NGC 4570 - galaktyka spiralna w Pannie, 10.9 mag, rozmiar 3.7x1.2' mniej widowiskowa galaktyka, widoczna jako niewielka mgiełka, gwiazdopodobna ale podłużna. Na południowy zachód od M49 kolejny cel: NGC 4365 - galaktyka spiralna w Pannie, 9.6 mag, rozmiar 6.9x5' (ponownie szerokie pole, po spojrzeniu na fotkę z Aladina nie mogłem uciąć samej 4365, ileż tam jest innej drobnicy dla większych apertur..) 4365 pokazała się jako okrągła mgiełka, jaśniejsza w centrum i dość rozległa . Odnotowałem też że zerkaniem na południe od niej wyłapałem NGC 4343 (12.1 mag). Kolejny krok na południe i: NGC 4261 - galaktyka eliptyczna w Pannie, 10.4 mag, rozmiar 4.1x3.6' owalna mgiełka dość duża, jasna bezproblemowe, 4260 tez widoczna bez problemu, bardziej podłużna Znów maleńki skok i kolejna galaktyczna para: NGC 4273 - galaktyka spiralna w Pannie, 11.9 mag, rozmiar 2.3x1.5' NGC 4281 - galaktyka spiralna w Pannie, 11.3 mag, rozmiar 3x1.6' obie mgiełki widoczne bez kłopotu, mieszczą się w jednym polu widzenia przy powiększeniu 60x. Zbliżone widokami do siebie mgiełki, 4281 jaśniejsza. Próbowałem wypatrzeć NGC 4277 przyklejoną do 4273 ale nie udało mi się.Zerkaniem w pobliżu widziałem również NGC 4270 (12,2mag). Nieco już zmęczony galaktykami poszukałem na mapie kulek położonych dogodnie do obserwacji. Z listy H400 padły dwie: NGC 5694 - gromada kulista w Hydrze, 10.17 mag, rozmiar 4.3' Co zobaczyłem: malutka kulka, dość ciemna, choć widoczna bez problemu, oczywiście zero rozbicia. Co wyczytałem: jedna z najbardziej oddalonych od centrum galaktyki gromad kulistych. Oddalona od Słońca o ok 113,200 lat świetlnych porusza się bardzo szybko (273km/s) i prawdopodobnie opuści Drogę Mleczną (minimalna prędkość ucieczki szacowana jest na 190km/s). Obiekt zatem ciekawy, wizualnie nie powala ale mając świadomość co się ogląda przeciętny widok nabiera innego znaczenia. Kolejna kulka już w innym sąsiedztwie, bliższym centrum galaktyki: NGC 6426 - gromada kulista w Wężowniku, 11 mag, rozmiar 4.2' Chyba najtrudniejsza do wyłapania kulka jaką do tej pory widziałem, widoczna przez większość czasu ale tylko zerkaniem, średniej wielkości pojaśnienie. W pobliżu 'Letni żłóbek' IC 4665 który oczywiście najlepiej prezentował się w szerokim polu Fuji 10x70. Spojrzałem też na leżącą po przeciwnej stronie NGC 6426 gromadę Cr350. Potem dla kontrastu rzuciłem okiem na kulki z listy Messiera w Wężowniku, tutaj żadnych poszukiwań nie trzeba było. Każda pięknie skrzyła gwiazdkami w okularach APMa. Przed pakowaniem w drogę powrotną zasiadłem jeszcze do Fuji 10x70 i przeskanowałem wznoszącą się już wstęgę Drogi Mlecznej. Piękna sprawa, gdybym na sierpniowy nów mógł wybrać tylko jedną lornetkę (Fuji 10x70 czy APM) miałbym spory problem, serio. Mam nadzieję że będę mógł patrzeć przez obie :). Bilans H400: podejście 25, 11 obiektów, rezultat 184/400, obserwacje lornetą APM 100 ED APO wszystkie zdjęcia pochodzą z serwisu http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ PS. Co tu w dziale obserwacyjnym tak cicho? Pogoda jest.. no może raczej bywa niż jest, ale zawsze coś.
    6 punktów
  3. Wczorajszy Jowisz, Seeing dość dobry. Jeszcze nie mam wprawy w ustawieniach w FireCapture (Gain vs Exposure) - nie zabardzo wiem jakie ustawienia przyniosa lepszy efekt. Czy wiekszy Gain i szybsza klatka czy mniejsza klatka, większy exposure i mniejszy gain :/ - zawsze experymentuje... Zdjęcia robione kamerką Asi 120mm, Filtry RGB, Bsrlow 2x oraz bez barlowa
    4 punkty
  4. Sun 02-05-2016 - brak danych sprzętowych.
    3 punkty
  5. Ptok na godzinkę przysiadł na drzewie, ale wkrótce odlatuje i w kolejną nockę będzie czysto :) Ustka 18:15.
    3 punkty
  6. To na ile możesz sobie pozwolić na "podkręcenie" Gain'u zależy od czułości kamerki. W przypadku ASI120MM raczej nie przekraczałbym Gain'u powyżej 50%. Z moich doświadczeń wynika, zresztą nie jest to jakaś prawda objawiona, że seeing ma kluczowe znaczenie. Jeśli jest dobry to możesz wydłużyć ogniskową i podwyższyć Exposure łapiąc mniej klatek. Jak seeing jest do bani zredukuj Exposure i zrekompensuj to większym wzmocnieniem (Gain). To zawsze jest jakiś kompromis. Na początek zaproponowałbym Ci taką "zabawę" - ustaw Gain w okolicach 50% i próbuj różne ustawienia Exposure tak aby osiągnąć histogram na poziomie 80-90%. Jeśli używasz Barlowa i nagrany obraz jest nieakceptowalny to znaczy że seeing jest na tyle zły że powinieneś zrezygnować z wydłużania ogniskowej. Dla przykładu załączam poniżej moje zdjęcie zrobione ASI120MM przy ogniskowej 6100 mm (F/21). Średnie parametry dla każdego kanału podaje pod zdjęciem. Seeing był w miarę dobry więc 18FPS było zadawalające (gdyby był gorszy musiałbym zdjąć Barlowa, zredukować exposure i tym samym zwiększyć FPS, Gain staram się regulować ale w ograniczonym zakresie)...itd, itd... Frames captured=1000 ROI=640x480 FPS (avg.)=18 Shutter=51.34ms Gain=42 Gamma=49
    3 punkty
  7. Czwarta cudna noc.. gdyby to był Zatom a nie mój zaświetlony port :( Ale nic to - jakoś leci i z każdą klatką materiału przybywa :) TS T APO 90/600, SBIG ST-2000XCM, IDAS wkręcony - akwizycja + guide na ZEQ25GT. Max szóstką operowane i zbierane. Klatka 400s.
    2 punkty
  8. Witam :) Niestety, obecnie mam dluga przerwe w foceniu dlatego postanowilem powrocic do stargo materialu i pomeczyc go troche :)
    2 punkty
  9. Jak tak czytam to przypominają mi się moje porachunki z tym rejonem:) Parka tutaj wspomniana razem z NGC 4570 nie stanowi również przeszkody w 15/70. Dorzucę dla porównania swoją notatkę:) "Postanawiam opuścić Łańcuch tamtejszych gwiezdnych miast i kieruję się w okolice M49. Nieco po lewej jest dość jasny romb z gwiazd. Pomiędzy dwoma środkowymi gwiazdkami leży NGC 4526. Po krótkiej poprawce ostrości gdy tylko wzrok przeskoczył na zerkanie, galaktyka stała się bardzo oczywista świecąc wyraźnie pomiędzy gwiazdami. Nieco wyżej po krótkim czasie wyskakuję także NGC 4535. Potem przejeżdżam nieco poniżej i na lewo by zaczaić się na NGC 4570. Galaktyka z początku sprawiała kłopot lecz po jakimś czasie dostrzegłem tam coś co by mogło sugerować jej obecność choć obiekt bardzo gwiazdopodobny już i słaby." Ja ostatnio miałem na razie dwa krótkie wieczory z pogodą i zaledwie napocząłem realizowanie sesji, planowanej od wielu miesięcy. Potrzebuję dobrego nowiu w Maju i może nie tylko w Maju ;)
    2 punkty
  10. Dodam od siebie, że również widziałem tej nocki NGC 4535 oraz NGC 4526 w lornetce 20x80. Jak to już bywa na wspólnych obserwacjach Adam proponuje mi nie raz obiekty z którymi mógłbym się zmierzyć swoją lornetką. Mimo mniejszej aperatury widok był interesujący - NGC 4535 widoczna jako dość szerokie pojaśnienie natomiast NGC 4526 jako owalna mała mgiełka która znajduje się między dwoma gwiazdkami o podobnej jasności. Obiekty są łatwe do zlokalizowania trzeba tylko znaleźć M49 i na lewo od niej jeszcze w jednym polu można złapać te dwie galaktyczki.
    2 punkty
  11. Troszkę popracowałem z materiałem. Najtrudniejszy materiał w mojej historii.... uwagi mile widziane ;)
    2 punkty
  12. Ja już tylko dublecik złapałem, ale Łysy dawał po szkłach mocno Poniżej 40 minut przez filtr L:
    2 punkty
  13. Witam Z Łańcuchem też się namęczyłem z kadrowaniem (z obróbką również ). Z jednej z galaktyk (z obrabianych) nie jestem zadowolony, pewnie się domyślicie z której. Opis parametrów na zdjęciu (pełny kadr). Łańcuch Markariana – łańcuch galaktyk należący do Gromady w Pannie. Nazwa łańcuch nawiązuje do widocznego z Ziemi ułożenia poszczególnych galaktyk na zakrzywionej linii. Główne galaktyki należące do łańcucha to M84 (NGC 4374), M86 (NGC 4406), NGC 4477, NGC 4473, NGC 4461, NGC 4458, NGC 4438 oraz NGC 4435. Co najmniej siedem galaktyk porusza się w sposób spójny, lecz inne wydają się być nałożone w łańcuch przez przypadek. [wikipedia] Pozdrawiam i o krytykę proszę.
    1 punkt
  14. Ja już jetem rozmontowany hahaha :) No i w ogóle te szanse :D No ale sprawdzając te szanse to czemu mój teleskop (Newton 150/750) ma tylko 4 szanse na 5 zobaczyć mgławicę a Newton 130/650 ma 5 na 5 czyli widzi zawsze?
    1 punkt
  15. Mało piegów. Mam nadzieję że się słonko nie pudruje do tranzytu... przydałoby się ładne plamy złapać... Wysłane z mojego G620S-L01 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  16. Wojtek, ale w zasadzie to błędu nie popełniłeś bo jak się okazuję NGC 4560 to oznaczenie tej samej galaktyki :) Podobna sytuacja jest przy NGC 4461 z Łańcucha Markariana. Adam napisał przy niej NGC 4443, co może jest nazwą mniej znaną ale jakby nie patrzeć dotyczy tego samego obiektu. Może po prostu SkySafari tak podaje nie wiem. Co do samej nazwy "The lost galaxy" to tu też jest pewna zagadka. Prawdopodobnie ta nazwa należy do jej słabszej sąsiadki NGC 4535, natomiast niektóre źródła błędnie przypisują tę nazwę dla NGC 4526. Trochę to pomotane ale da się co nieco wyczytać.
    1 punkt
  17. Z ostatniego dnia kwietnia. Nippon Cargo - niegdyś stały bywalec na moim niebie - po zmianie B744 na B748 jakoś dwa lata temu był może dwa razy nad Bochnią, potem ciągle latał z Mediolanu do Tokyo nad Gdańskiem i okolicami.. Aż tu nagle ostatnio znowu wybrał "stare śmieci". Mimo, że pod Słońce to foto musiałem zrobić, kto wie czy to tylko nie na chwilę.. 30kwi16 Xenak-Biglu NCA89 MXP-NRT B748 JA15KZ FL350 G1551 30kwi16 Kolob-Lenov VKG213 GOT-AYT A321 OY-TCG FL350 G1756 30kwi16 Larma-Lenov QTR8777 OSL-DOH A332 A7-AFH FL370 G1758 30kwi16 Meban-Biglu LLM9502 LJU-DME CRJ2 VP-BBC FL330 G1926
    1 punkt
  18. Jowisz ogniskowa 3000
    1 punkt
  19. NGC 3664 i 3664A 10x200sek M 109 12x200sek M66 10x200sek NGC 4038 i 4439 czułki lub antenki trudne do sfocenia z powodu niskiego połozenia w kruku NGC 5068 10x200sek
    1 punkt
  20. W dużym skrócie: - z zasady swojego działania filtry nie są parfokalne nawet jesli fabryka tak napisała. Ale...dotyczy to dużej swiatosiły teleskopu ( w fotografii- małej przysłony) . W wypadku astrofotografii planetarnej gdzie fotografujemy przy światłosile rzędu 20 i więcej NIE POWINNY wymagać przeostrzenia. Skoro wymagają to albo nie są dobrej jakości albo coś innego w torze optycznym wymusza ostrzenie np. brak kolimacji. - ostrzenie planetarne jest kłopotliwe, zastanów się np. nad zastosowaniem niezwykle prostej i skutecznej metody z wykorzystaniem maski Hartmanna. - ustawienie bardziej zależy od obiektu jak od setupu. Jowisz np. z racji jego szybkiego obrotu powinno fotografować się z fps większym niż 50 , czyli czasem ekspozycji 20 ms. Prawie każda planeta inaczej. Ważne jest, aby histogram wskazywał 80-90% wypełnienia, bo wtedy masz odpowiedni stosunek sygnału użytecznego do szumu, mówiąc prościej obrazek nie będzie "granulowaty". Ta "granulowatość" to właśnie szum. GAIN jest niczym innym jak elektronicznym wzmocnieniem sygnału w całości, także z szumem. Należy unikać wysokich ustawień GAIN właśnie ze względu na poziom szumów w sygnale wynikowym.
    1 punkt
  21. (...) Głowa widząc flagę mówi flaga Kolor naszej flagi jest złożony Kolor górny jest kolorem białym Kolor dolny to kolor czerwony
    1 punkt
  22. Świetlne echa dają wskazówki dotyczące dysków protoplanetarnych Wysłane przez nowak Wyobraźmy sobie, że musimy zmierzyć wielkość pokoju, ale jest w nim zupełnie ciemno. Możemy krzyknąć, mierząc czas, jaki upłynął zanim fala dźwiękowa dotknęła ściany. Wykorzystując tę zasadę astronomowie mierzą dystans do obiektów tak odległych, że wydają się być jedynie punktami w przestrzeni. Zainteresowani są szczególnie obliczeniem, jak daleko od wewnętrznej krawędzi otaczającego je dysku protoplanetarnego znajdują się młode gwiazdy. Owe dyski gazu i pyłu są miejscami, gdzie na przestrzeni milionów lat tworzą się planety. Zrozumienie dysków protoplanetarnych pomoże nam wyjaśnić niektóre z tajemnic egzoplanet, planet krążących poza naszym Układem Słonecznym. Astronomowie chcą wiedzieć, jak tworzą się planety i dlaczego odkrywają te duże, zwane “gorącymi Jowiszami” w bardzo bliskich odległościach od swoich macierzystych gwiazd. Huan Meng jest doktorantem na Uniwersytecie Arizona w Tuscon. Jest także pierwszym autorem badań opublikowanych w Astrophysical Journal wykonanych przy użyciu danych z Kosmicznego Teleskopu Spitzer’a oraz czterech naziemnych teleskopów, do określenia odległości od gwiazdy do wewnętrznej krawędzi otaczającego ją dysku protoplanetarnego. Do tego pomiaru naukowcy użyli metody “świetlnego echa”. Gdy gwiazda centralna pojaśnieje, część światła trafia w otaczający ją dysk, wywołując opóźnione “echo”. Astronomowie zmierzyli czas, jaki zajęło światłu dotarcie bezpośrednio od gwiazdy do Ziemi, i oczekiwane nadejście jego echa. Dzięki szczególnej teorii względności Einsteina wiemy, że światło porusza się ze stałą prędkością. W celu określenia danej odległości astronomowie mogą pomnożyć prędkość światła przez czas, jaki światło potrzebuje aby dostać się z jednego punktu do drugiego. Aby wykorzystać ten wzór, astronomowie potrzebowali gwiazd o zmiennej emisji. Młode gwiazdy są najlepszymi kandydatkami. Gwiazda, której użyto w tym badaniu to YLW 16B leżąca w odległości 400 lat świetlnych od Ziemi. Jej masa jest zbliżona do Słońca ale jej wiek to zaledwie milion lat, czyli bardzo młoda w porównaniu z naszą dzienną gwiazdą mającą 4,6 miliarda lat. Podczas dwóch dni obserwacji owej gwiazdy astronomowie dostrzegli opóźnienie czasowe pomiędzy emisjami gwiazdy oraz ich echem w otaczającym ją dysku. Obserwatoria naziemne wykryły światło na krótkich długościach fali podczerwonej, emitowanej bezpośrednio z gwiazdy, a Spitzer zaobserwował światło na długich długościach fali podczerwonej, pochodzące z echa od dysku. Z powodu gęstych obłoków międzygwiazdowych, które blokują widok z Ziemi, astronomowie nie mogli użyć światła widzialnego do monitorowania gwiazdy. Naukowcy wyliczyli, ile wynosi opóźnienie w czasie: 0,08 jednostki astronomicznej, czyli około 8% średniej odległości Ziemia-Słońce. Pomiary te są zgodne z przewidywaniami teoretycznymi. Chociaż metoda ta nie pozwala bezpośrednio zmierzyć wysokości dysku, astronomowie byli w stanie określić, że jego wewnętrzna krawędź jest stosunkowo gruba. Wcześniej astronomowie używali tej metody do pomiaru wielkości dysków akrecyjnych wokół supermasywnych czarnych dziur. Ponieważ żadne światło nie jest w stanie wydostać się z czarnej dziury, porównali światło pochodzące od wewnętrznej krawędzi dysku akrecyjnego do światła pochodzącego z zewnętrznej krawędzi w celu określenia rozmiaru dysku. Świetlne echa od supermasywnych czarnych dziur wykazują opóźnienie rzędu dni czy tygodni, natomiast od badanego dysku protoplanetarnego zaledwie 74 sekundy. W badaniach Spitzera po raz pierwszy w historii użyto metody świetlnego echa do pomiaru wielkości dysku protoplanetarnego. To nowe podejście może być stosowane do innych młodych gwiazd posiadających planety w okresie formowania się w dysku wokół nich. Więcej informacji: Light Echoes Give Clues to Protoplanetary Disk Opracowanie: Agnieszka Nowak Źródło: Spitzer Na zdjęciu: Obraz przedstawia gwiazdę otoczoną dyskiem protoplanetarnym. Materia z dysku płynie wzdłuż linii pola magnetycznego gwiazdy i jest osadzana na jej powierzchni. Gdy materia uderza w gwiazdę - jej światło jaśnieje. Źródło: NASA/JPL-Caltech http://www.urania.edu.pl/wiadomosci/swi ... -2303.html
    1 punkt
  23. Jedna jedyna, ale zmieniająca w duźym stopniu mój ogląd tej fotki - gwiazdy są totalnie wyprane z koloru.
    1 punkt
  24. Sądzę, że podczas awarii grzałki również i D-LINK był podłączony i mógł dostać "kopa" po zasilaniu +5V. Uczepiłem się też tego D-LINK-a bo Radek pisze: "Gdy podłączę AH bezpośrednio do PC - wszystko wygląda, że działa. Gdy podłączę przez huba usb (a zaznaczę, że mam niezawodnego i polecanego D-Linka) AHpanel gubi port COM, rozłącza się i nie można na powrót go uruchomić " ... Zdaję sobie też sprawę z tego, że w takich sytuacjach awaryjnych przyczyna jest ciężka do analizy i wykrycia a i tak przeważnie znajduje się tam, gdzie się jej nikt nie spodziewa. Żeby jednak na tym etapie nie narazić Radka na koszty ( tj. zakup nowego Arduino czy ewentualnie huba ) to proponuję żeby po powrocie z majówki zrobić, bez nakładów finansowych, taką próbę: 1. "zaptaszkować" w Panelu opcję "Save log to file" Logi - jako pliki .txt - z każdej sesji u są u mnie w lokalizacji: c:\Users\Marek\Dokuments\AstroHub\*.* 2. podpiąć do PC samego AH3 ( bez kamer i EFW2 ) poprzez huba zasilonego +5V z AH3 i sprawdzić czy wystąpi problem z portem COM2. Gdyby AH3 tracił połączenie po COM-ie , to przejrzeć loga z sesji - może tu udało by się znaleźć przyczynę. Jeśli nie byłoby zakłóceń, to dołączałbym po kolei kamery i koło ( do huba po USB i do +12V w AH3 ) i monitorował sytuację. Kamery czy koło sugerowałbym podłączać przy wyłączonym AH3 !, 3. gdyby logi nic nie wniosły, to zrobić samo co powyżej ale z osobnym zasilaniem huba z jego dedykowanego zasilacza ( tego o prądzie wyjściowym 3A, o którym pisał wyżej Jacek - dzięki za informację ) a nie z wyjścia +5 V z AstroHuba, 4. podmienić na próbę huba - oczywiście jeśli masz Radku jakiś inny ( dobry pomysł Pawcio ! - dzięki ), 5. jeśli powyższe nie przyniesie rozwiązania, no to już chyba pozostanie tylko podmiana ARDUINO na nowe...
    1 punkt
  25. Jak to jest z tymi lornetkami? Są “tylko” czy po prostu - “są”? A może - “na szczęście są”? ... Działa coś na Was jak płachta na byka? Na mnie czasem działa tak słowo “tylko”, ale w szczególnym zestawieniu. “Tylko” przed słowem “lornetka”. Mimo całkiem sporej i rosnącej popularności dwururek, czasem słyszy się lub czyta o tym, że ktoś w dalekiej podróży na wyjeździe miał “tylko lornetkę”. Innym zlepkiem, w praktyce podobnie opisującym rzekomą ułomność dwururek jest objawiona prawda, że “lornetka nigdy nie zastąpi prawdziwego teleskopu” (bo w końcu - to “tylko lornetka”). I chociaż intencje nie są zwykle złe, wydźwięk jest taki, jakby lornetka była nieprawdziwa, zabawkowa, plastikowa, i z pewnością za mała, żeby cieszyć się widokami kosmosu. Oczywiście lornetkowcy zwykle ripostują słowami: “teleskop nigdy nie zastąpi prawdziwej lornetki”, ale w zasadzie niewiele to daje poza małą, słowną przepychanką. Przy okazji - czy Wy również czujecie rozdźwięk w sile oddziaływania obu poniższych stwierdzeń? Lornetka nigdy nie zastąpi prawdziwego teleskopu. Teleskop nigdy nie zastąpi prawdziwej lornetki. Czy nie czujecie trochę, że w jednym ze stwierdzeń jest jakby ziarno prawdy, a w drugim odbija się echem poszczekiwanie ratlerka? Jako fascynat obserwacji lornetkowych przychylam się zdecydowanie do tego drugiego stwierdzenia, ale nie mam wątpliwości, że jestem w mniejszości. Przykłady można mnożyć, i pewnie jeszcze sporo czasu upłynie zanim zmieni się świadomość wielu obserwatorów. I w zasadzie, nawet nie ma specjalnie kogo winić za obecny stan rzeczy, bo przecież poszczególni obserwatorzy nie wymyślają tego wszystkiego na poczekaniu - bardzo często ich zdanie jest wynikiem okoliczności, w jakich działają. Są pokłosiem działania pewnych czynników - społecznych, psychologicznych - które ukształtowały taką, a nie inną sytuację. Przyjrzyjmy się tym czynnikom po kolei. Pierwsza okoliczność to wybór sprzętu. Nie wiem, ilu z Was pamięta czasy, kiedy “Szukacz komet” (reflektor Uniwersała o aperturze 150 mm) był gorącym obiektem pożądania wielu młodych ludzi zapatrzonych w kosmos. Osoby z mojego pokolenia miały może wtedy zakurzone NRD-owskie zestawy w rodzaju “Astro-Cabinet”, co zręczniejsi i bardziej przedsiębiorczy kombinowali obiektywy PZO i samodzielnie konstruowali pierwsze refraktory. Niedostępność z pewnością była ważnym czynnikiem wpływającym na popyt i podejrzewam, że tamto wspomnienie może wciąż siedzieć w głowach osób trafiających do naszego światka. Zaryzykuję tu stwierdzenie, że właśnie wtedy, jeśli nie w piśmie czy mowie, to z pewnością w głowach narodziło się określenie “prawdziwy teleskop”. Prawdziwy, czyli żaden półśrodek, żaden “Astro-Cabinet”, żadne ATM-y na bazie PZO, żadna lornetka. Ma być teleskop. Jak największy. Jak najprawdziwszy. Przy okazji, przypatrzcie się pytaniom początkujących astromiłośników. Zauważcie, jak na podforach “Mój pierwszy teleskop” pojawia się kolejna kalka - otóż teleskop ma być najlepiej taki, jakim go widujemy w literaturze, która dopiero co rozbudza nasze marzenia o obserwacjach kosmosu. Sam doskonale pamiętam, jak - kiedy jeszcze byłem sprzętowym laikiem - bardzo podobały mi się teleskopy na montażu ekwatorialnym, a jakie toporne i nieprzekonujące były reflektory na montażu Dobsona. Kalka wręcz wzorcowa. Teleskop Newtona na montażu paralaktycznym - wzorzec z Sèvres dla początkujących. Źródło zdjęcia: deltaoptical.pl Z czasem niedostępność sprzętu pozostała w zasadzie wyłącznie domeną finansów. Na rynku mamy obecnie zatrzęsienie sprzętu i jeśli nie szukamy jakiegoś bardzo specyficznego układu bądź zestawu, to przy odpowiednio zasobnym portfelu możemy kupić wspaniałe instrumenty optyczne w zasadzie od ręki. I choć czasy się zmieniły, mechanizmy w naszej głowie przy wyborze sprzętu pozostają takie same. Spójrzmy teraz na jeden z aspektów mechanizmu finansowego - ileż razy powtarza się scenariusz “jeśli nie stać cię na teleskop, kup lornetkę”? Lornetka z marszu staje się zaledwie nagrodą pocieszenia, nie jest w żadnym wypadku rzeczą, za którą świeżo obudzony pasjonat powinien wzdychać. I chociaż może się Wam wydawać, że jest inaczej, stygmat nagrody pocieszenia trzyma się lornetek wciąż zbyt mocno. Cóż, z jednej strony trudno się dziwić osobom wzdychającym do wymarzonego teleskopu, wszystkim chorującym na dwucalicę złośliwą, wszystkim chcącym sięgnąć jak najgłębiej i sięgającym jak najgłębiej przez swój wymarzony sprzęt optyczny. Nie będę chyba daleki od sedna sprawy zakładając, że głównym motorem takiego działania i wyboru takiej właśnie ścieżki rozwoju, jest chęć gonienia za widokami, które będą w stanie dostarczyć wrażeń podobnych do obcowania z często wspaniałymi efektami pracy astrofotografów. Któż nie chce dostrzec włókien w mgławicach, ramion w jak największej liczbie galaktyk, rozbić gromady kuliste do samego środka…? Oczywiście nie neguję tych dążeń, sam przecież chętnie podchodzę do wielkich teleskopów, żeby dostrzec wir M51 w pełnej krasie, czy nacieszyć oko przeplatającymi się nićmi gwiezdnych szczątków Mgławicy Włóknistej. To, czy mniej lub bardziej świadoma pogoń za astrofotografią jest dobrą ścieżką rozwoju astroamatora-wizualowca, jest sprawą tak indywidualną, że można bawić się w opisywanie tego zjawiska, ale z pewnością nie można go oceniać. Każdemu, co lubi. Z pewnością jednak - ta ścieżka nie jest jedyna. Moją ścieżką naturalnie będą szerokie pola i wszelkie korzyści z tego wynikające. Dzięki temu widzę obiekty, na które nie zwróciłbym uwagi obserwując w wyższych powiększeniach. Być może przeglądając niektóre popularne atlasy nieba moglibyście stwierdzić, że takich przerośniętych rarytasów obserwacyjnych jest bardzo mało (Hiady, Mel20, Mel111, może jeszcze jakiś jeden). Tymczasem obiektów o rozmiarach kątowych nierzadko przekraczających cały stopień, jest naprawdę sporo. Czemu są więc sporadycznie zaznaczane? Prawdopodobnie dlatego, że atlasy są tworzone z myślą o obserwatorach dysponujących teleskopem. Chociaż… czasem wydaje mi się też, że może to wynikać z małej popularności niektórych obiektów i niezbyt dobrej znajomości nieba przez astrokartografów. Inna korzyścią z obserwowania w szerokim polu jest kontekst obiektu, kadr, w którym obiekt “siedzi”. Zobaczyć jakąś piękną gromadę - to jest coś! Ale zobaczyć jakąś piękną gromadę na tle gwiezdnego obłoku czy ciemnej mgławicy - to jest dopiero COŚ! Oglądanie kontekstu obiektu jest nie tylko pochodną obserwowania w szerokich polach - dla mnie jest bardzo ważnym dopełnieniem, dopowiedzeniem historii o obiekcie. Dzięki temu odnoszę wrażenie, że moje obserwacje są pełniejsze - choć zastrzegam, że jest to wynik bardzo osobistego podejścia. Więcej o korzyściach z obserwowania w szerokich polach można przeczytać w tekście “Pokochaj małe powiększenia”. Czytelnik znajdzie tam też parę ćwiczeń praktycznych wraz ze wskazówkami, jak obserwować obiekty - nawet te, które widział już dziesiątki razy przez teleskop. … - No dobrze, są szerokie pola. Ale przecież to nie wszystko! - powie niejeden obserwator - Esencją obserwacji są konkretne obiekty, a skoro lornetka jest mała, to prędzej czy później musi dojść do ściany! - Ależ oczywiście, że dojdzie (jak i każdy inny sprzęt). Ale nie tam, gdzie się tego spodziewasz. Sam się o tym przekonałem na przykładzie wschodniego Welonu (NGC 6992-5) - i z pewnością nie był to obiekt, który spodziewałbym się zobaczyć w tak skromnym sprzęcie jak lornetka 12x60. Zdarzyło się to podczas bardzo ważnej dla mnie mini-sesji w Puszczy Bydgoskiej (przy drodze między Toruniem a Bydgoszczą). Były to dla mnie czasy dwucalicy złośliwej i ogólnej fascynacji większymi zwierciadłami. Miałem wtedy Syntę 8, marzył mi się Lightbridge 12, a lornetka była zaledwie odskocznią - jeśli poczułem się zmęczony podczas obserwacji, opierałem się o samochód i radośnie skanowałem co jaśniejsze obiekty. M31, M33, Plejady, Chichoty. Bardzo lubiłem to radosne szwendanie się po najjaśniejszych obiektach. Było ono dla mnie już wtedy na tyle ważne, żeby zawsze zabierać lornetkę na obserwacje - ale z pewnością nie było kluczowe. Esencją było to, co pokazywała Synta. Ale wróćmy do Welonu. Dziś można w wielu miejscach wyczytać, że jest on w zasięgu lornetek, można w zasadzie szukać informacji, w jakim najmniejszym sprzęcie może być wyłapany. Ale wtedy hasło “Welon i lornetka” było dla mnie abstrakcją. Tym bardziej to, co zobaczyłem, było szokiem i olśnieniem. Stało się jasne jak słońce, że limit tej skromnej dwururki jest daleko poza miejscem, gdzie spodziewałem się go znaleźć. Pamiętam szkic robiony na szybko długopisem w Samochodowym Atlasie Polski (teraz już wiem, po co tam są zawsze miejsca na notatki!) - chciałem mieć pewność, że nie wyłapałem jakiegoś przypadkowego kłębowiska gwiazd. W domu, przy mapie nieba, udało się bez problemu potwierdzić, że faktycznie widziałem wschodnią część Mgławicy Włóknistej. A skoro to się udało, to ileż gromad, ileż galaktyk i mgławic musi być do wyłapania przez ten skromny sprzęt! Tamto doświadczenie było przełomowe. Być może, gdyby ktoś zasugerował mi, żebym po spojrzeniu przez teleskop spróbował wyłapać Welon w lornetce, powiedziałbym: - No widać, widać. Ale to nie to, co w prawdziwym teleskopie! Czasem myślę sobie, że kluczowy był element zaskoczenia. Ważne było, że nie zobaczyłem czegoś, co skłoniło mnie do polemiki z własnym przekonaniem. Zobaczyłem coś, co zdmuchnęło moje wcześniejsze, błędne wyobrażenie z siłą huraganu. Ta zasada towarzyszy mi do dziś. Ktoś ustawił limit? Tym bardziej warto pokazać, że znak stoi w złym miejscu. Jeśli sam czuję, że dochodzę do ściany, sprawdzam, czy nie da się jej przesunąć. Efekt jest taki, że obiekty wszelkiego rodzaju nie chcą się skończyć, choć staram się obserwować naprawdę intensywnie. I wiem, że z pewnością nie widziałem jeszcze wszystkiego, co mogę zobaczyć. Ba, mimo ponad pięciu lat stażu lornetkowego, zabawy w odkrywanie nowych dla mnie obiektów mam na kolejne, długie lata. Ale świadomość przesuniętego limitu i brak obaw przed podjęciem wyzwania to jedno. Druga rzecz, nie mniej ważna, to właściwy dobór obiektów. W tym punkcie odnoszę mocne wrażenie, że stoję dość daleko od głównego nurtu. Kompletnie wyłączyłem się z gonitwy wielkich luster za słabymi galaktykami czy mgławicami planetarnymi. Gdy patrzę na mainstream z boku, nasuwa mi się pewne spostrzeżenie o pewnej równoległości świata astrofotografii z wizualem wielkich luster. Spójrzcie, jak podobny jest czasem dobór obiektów. W którymś momencie te drogi się rozchodzą, bo muszą się rozejść, ale zaskakująco długo trzymają się razem. Ileż jest wspólnych zdjęć i równoległych do nich relacji z widzenia Pierścionków, Hantli, Włóknistych, Lagun, Kwintetów i Sekstetów, Płomieni i Końskich Łbów…?! Jeśli teza o znacznej równoległości światów astrofotografów i newtonowców wydaje się Wam naciągana, spójrzcie na przykład z podwórka ciemnych mgławic. Czy B33 - Koński Łeb - jest faktycznie taki wspaniały w wizualu? Nie, ale wiele osób ślepo idzie za przykładem fotografów. Wiem, wyobraźnia jest rozpalona, ale… czy zwyczajnie warto? Na niebie są dziesiątki bardziej efektownych ciemnych mgławic, ale przez to, że nie są tak chętnie fotografowane, nie są również obserwowane. A szkoda. Inny przykład - Barnard 168. Ten ciemny pas pyłowy jest stosunkowo często fotografowany, głównie za sprawą przylegającej doń od wschodu mgławicy Kokon (IC 5146). Jest więc równie często obserwowany, szczególnie, że w bezpośrednim sąsiedztwie zachodniego krańca mgławicy leży gromada otwarta Messier 39 - zarówno wdzięczny obiekt sam w sobie, jak i wyraźny drogowskaz dla polujących na IC 5146. Jestem przekonany, że Barnard 168 ma tak dobre statystyki obserwacyjne własnie ze względu na swoje sąsiedztwo. Ktoś powie: nieprawda, B168 ma tak dobre statystyki, bo jest po prostu wyraźny. Naprawdę? A ile osób widziało B155-156, ręka w górę! (czemu Was tak mało?) Odszukajcie ten obiekt - leży zaledwie parę stopni na południe od M39. Jest bardzo wyraźny, o niebanalnym kształcie - można doszukać się tam kropli czy łezki. Kadru dopełnia bardzo efektowny ciemny pas pyłowy ciągnący się tuż obok na długości niemal trzech stopni. Czy ten widok nie jest wart dobrych kilkunastu minut sesji? Fragment gwiazdozbioru Łabędzia, żródło: sky-map.org Wróćmy jednak do wątku równoległości wielkich apertur i astrofotografii. Obserwator lornetkowy powinien mieć świadomość, że podążając ścieżką, którą idzie obserwator z teleskopem, zachowuje się jak rowerzysta usilnie goniący samochód. I podobnie, jak bezcelowa jest jazda rowerem po autostradzie, równie bezsensowne i frustrujące może być gonienie z małą aperturą i powiększeniem za obiektami, które są dostępne dla wielkich luster i znacznych powiększeń. Za to i rower i lornetka mogą znaleźć mnóstwo uroczych bocznych dróg, dzięki czemu nie tęskni się ani za autem, ani za teleskopem. Tak więc - to urocze, że na jesieni będzie kolejny wysyp mgławicowych Baniek, Serc i Dusz. Ja jednak pokręcę się przy Stockach, Trumplerach i Roslundach. Nie odmawiam nikomu dobrej zabawy i spełnienia na głównym szlaku - ale po prostu muszę podążać drogą, która mnie w pełni usatysfakcjonuje. Owszem, brakuje mi czasem zdjęć, dzięki którym mógłbym przyjrzeć się obiektom, które widziałem lub chcę zobaczyć. Niejednokrotnie zazdroszczę obserwatorom dysponującym szesnastocalowcami, że - po sesji lub przed nią - mają możliwość przyjrzenia się jakiemuś obiektowi na zdjęciach i skonfrontować swoje oczekiwania bądź wspomnienia i notatki z tym, co rejestrują matryce kamer. To jest piękne i naprawdę wspaniale się uzupełnia. Ale to, że obiekty z mojej listy są rzadko fotografowane (a czasem wcale) jest stosunkowo niską ceną za stanie nieco na uboczu. Na szczęście, bardzo często można liczyć na jakiś szeroki kadr, który będzie idealnym wspomnieniem jakiejś pięknej sesji. Wobec powyższego nasuwa mi się czasem wniosek, że rozczarowanie lornetką może brać się z jej niewłaściwego użycia. Oczywiście łatwiej jest to mówić osobie siedzącej w lornetkach po uszy niż komuś, kto miałby przygotowywać sobie na sesję obserwacyjną dwie listy - teleskopową i lornetkową. Łatwiej jest też podążać razem z kolegami fotografami i czuć, jak wiele nas wszystkich łączy. Niemniej czasem mam wrażenie, że to dzięki tym “obiektom pobocznym” nauczyłem się najwięcej, to te obiekty uzupełniły moją wiedzę - właśnie dlatego, że były czymś nowym i nieszablonowym. Ta droga pozwala mi na stały rozwój własnego sposobu na obserwacje, bo sam wybieram obiekty dla swojego sprzętu, nie licząc na porady kogoś, kto obserwuje sprzętem o zupełnie innych parametrach. Tak więc - czy lornetka nie może być pełnoprawnym instrumentem? Może, o ile dasz jej szansę, przygotujesz się do sesji pod jej kątem, założysz sobie, że warto oglądać obiekty również na szeroko. Czasem powtarzam to zdanie, ale wydaje mi się ono wyjątkowo celnie uderzać w punkt - aby w końcu lornetka stała się pełnoprawnym instrumentem, nie może być wyłącznie dodatkiem do teleskopu. Poświęć jej całą, osobną sesję, przygotuj się do niej i po prostu nie bierz teleskopu - a lornetka się odwdzięczy. Brak teleskopu to także skuteczne remedium na myśl: coś słabo widać w tej lornetce obiekt X, przypowerujmy! Ale czy to jest potrzebne? W tym miejscu warto się zastanowić, czy przekonanie o ułomności lornetek nie bierze się także z wykorzystania ich możliwości w niewielkim tylko stopniu. W końcu, komu chciałoby się wpatrywać w lornetkowy obraz, jeśli tak naprawdę nie może się doczekać tego, co za chwilę zobaczy w teleskopie? Ileż razy widzę powtarzający się scenariusz, kiedy obserwator nie poświęca nawet minuty na obiekt X w lornetce, oczywiście nie siląc się na żadne statywy lub chociaż na podparcie rąk. Później zaś, spędza długi czas przy obiekcie wpatrzony w okular teleskopu. Wniosek obserwatora poparty taką praktyką jest, niestety, bardzo łatwy do przewidzenia. A od takich konkluzji jest już naprawdę niewielki krok do tworzenia czy ożywiania mitu. Przeglądając “Poradnik miłośnika astronomii” Marka Substyka, natrafiłem na przykład, który idealnie ilustruje powyższy przypadek. Przy opisie gromady otwartej M93 w Rufie znajduje się zdanie wręcz wołające o polemikę: “Do jej obserwacji wystarczy lornetka... do podziwiania używamy teleskopu.” Messier 93 w szerokim polu. Blisko lewej krawędzi zdjęcia widoczna jest także gromada otwarta NGC 2482. Źródło zdjęcia: sky-map.org Czy to, co pokażą lornetki, czyli widok kilkunastu słońc zbitych w piękny klaster, położony na przebogatym w gwiazdy tle, nie jest czymś do podziwiania? A jeśli nie - to co nim jest? Moim zdaniem, przykład w książce został dobrany wyjątkowo niefortunnie. Bez wątpienia są obiekty na niebie prezentujące się tym lepiej, im większej apertury użyjemy, nie bojąc się przy okazji naprawdę sporych powiększeń. Przykładem może być wiele mgławic planetarnych, przy których opisie mogłoby pojawić się zdanie: “Do zaobserwowania obiektu wystarczy lornetka, jeśli jednak chcemy podziwiać szczegóły struktury mgławicy, użyjmy (dużego) teleskopu.” Ale znajdziemy także przeciwną analogię - gdyż, bez wątpienia, są na niebie obiekty pokazujące pełnię swojej krasy w szerokim kadrze i niewielkim powiększeniu. W wielu przypadkach pełnoprawne będzie zdanie: “Chociaż obiekt nie stanowi większego wyzwania dla teleskopu, dopiero lornetka ze swoim małym powiększeniem wydobywa zeń wszystko to, co najpiękniejsze.” Cytowany wcześniej fragment (o M93) ma się nijak do rzeczywistości i może świadczyć o zwykłym niewykorzystaniu potencjału lornetki oraz o tym, że była ledwie dodatkiem obserwacyjnym (a może tylko nawigacyjnym, jako pomoc w star-hoppingu). Przykład z “Poradnika…” karmi, niestety, fałszywy mit o małej użyteczności lornetek, sugerując, że nawet tak jasny obiekt z Katalogu Messiera jest nie dość wyraźny na zadowolenie się dwururką. A przecież - mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów kątowych - Messier 93 jest jedną z tych gromad, które znacznie zyskują na efektowności podczas oglądania ich w szerokim polu. Efekt przestrzeni, której widoku doświadczamy dzięki kontekstowi bogatego w gwiazdy tła ramienia Galaktyki, jest potęgowany przez obuoczne patrzenie - tworząc razem niezwykle widowiskową mieszankę, mogącą zasopokoić nawet najbardziej wybredne gusta estetyczne i obserwacyjne. Tak więc - jeśli będziesz pewnego razu “skazany” wyłącznie na lornetkę, wykorzystaj ją do maksimum! Nie musisz tęsknić do widoku gromady w powiększeniu 50- czy 70-krotnym. Powiększenia 10- czy 15-krotne w wielu przypadkach odsłonią wystarczająco wiele, byś się zachwycił. Daj szansę lornetce - a z pewnością wrócisz z obserwacji spełniony. Jedyne, co musisz zrobić, to dać sobie czas - i patrzeć. Obserwować. Chłonąć. Miej to na uwadze szczególnie wtedy, kiedy będziesz miał okazję pojechać w okolice Zwrotnika Raka lub jeszcze dalej na południe. Gdy ograniczone możliwości logistyczne nie pozwolą na zabranie twojego ulubionego teleskopu, po prostu zaufaj lornetce i przygotuj się na wszelkie wspaniałości nieba, które będą na wyciągnięcie ręki. Przygotuj sobie listę lornetkową i nie wzdychaj do maleńkich galaktyczek - południowe niebo zaoferuje Ci taką liczbę obiektów idealnie pasujących do twojej dwururki, że nie będziesz musiał za niczym tęsknić. Jeśli widzisz Omegę Centauri rozbitą w lornetce - dajmy na to - 12x50, nie myśl: “ach, gdybym miał teleskop…”. Zerknij na M13 i porównaj - czy to nie robi wrażenia? Jeśli skierowałeś swój wzrok na Szkatułkę Klejnotów (NGC 4755) w Krzyżu Południa, ciesz się tym, co widzisz i nie wzdychaj: “ach, gdybym miał teleskop”. Oglądanie w szerokim polu to atut, korzyść, a nie żadna wada! Wykorzystaj potencjał tego pola - spójrz, jak pięknie gromada komponuje się z bajecznie odciętą północną krawędzią mgławicy Worek Węgla, jak pięknie kadr ogarnia też pobliskie gromady - NGC 4852 i 4609 wraz z Trumplerem 20! Wykorzystaj też potencjał swojego wzroku - nie marudź, tylko zaobserwuj barwy gwiazd tym sprzętem, który masz - w lornetkach kolor będzie doskonale widoczny! Nie marudź, tylko skup się i wyłów jak najwięcej składników gromady! Nie marudź, tylko delektuj się... Jeśli masz dwururkę na takim wyjeździe - naprawdę nie potrzebujesz niczego więcej. Krzyż Południa z bogactwem jego gromad otwartych: NGC 4755 (1), Tr 20 (3), NGC 4609 (4), NGC 4349 (5) oraz NGC 4103 (6). Zaznaczono też dwie gromady leżące w gwiazdozbiorze Centaura: NGC 4852 (2) i przykuwającą wzrok NGC 3766 (7). Poniżej Szkatułki Klejnotów (1) wyraźnie odcina się ciemna mgławica Worek Węgla. Autor zdjęcia: Marcin Paciorek. Weź pod uwagę jeszcze jedną sytuację - nie masz wcale lornetki (ani żadnego innego sprzętu optycznego). Spędzenie nocy pod ciemnym niebem wypełnionym obcymi konstelacjami może być jednym z najpiękniejszych doznań. Ale czy już mała, niepozorna lornetka nie pozwoli na sięgnięcie o wiele głębiej? Bez niej zobaczyłbyś kilka, może kilkanaście najjaśniejszych obiektów i miałbyś zajęcie na jedną-dwie noce. Dzięki lornetce, liczba obiektów może iść dosłownie w setki - zajęcia nie zabraknie nawet, jeśli wyjedziesz na kilka miesięcy. Jak więc można w takiej sytuacji napisać: “miałem ze sobą tylko lornetkę”? Wyobraź sobie sytuację, w której wracasz z górskiej wędrówki, wycieńczony stoisz przy drodze, gdzie skończył się szlak, masz do przejścia jeszcze kilkanaście kilometrów do swojej kwatery, a powoli zapada już zmrok. Sytuację ratuje miejscowy, podwożąc Cię - a Ty potem opowiadasz to tak: - No i złapałem stopa na te ostatnie kilometry, zatrzymał się jakiś człowiek i mnie podwiózł. Niestety, jechaliśmy tylko Peugeotem 206. Ktoś lub coś ratuje twoje cztery litery, a Ty piszesz - “tylko”? ... Miałem ze sobą tylko lornetkę… Im dłużej zastanawiam się nad powyższym zdaniem, tym bardziej uparcie nasuwa mi się myśl, że za niedosyt obserwacyjny znacznie częściej odpowiada nie lornetka, a obserwator. Podumajcie sami - jak zareagujecie na osobę mówiącą, że widziała Plejady, Jowisza i zastanawia się, czy jest jeszcze cokolwiek więcej do zobaczenia? Czy nie zareagujecie uśmieszkiem wyrażającym politowanie, czy nie wzbudzi to czasem waszej irytacji? A to przecież bliska analogia do osoby wodzącej wzrokiem od Omegi Centauri do NGC 5128, nie wiedzącej, gdzie mogłaby jeszcze skierować wzrok. Czy to na pewno niewielki i poręczny sprzęt zawinił, czy raczej nieznajomość nieba? Dlatego powtórzę - warto przed wyjazdem zrobić listę obserwacyjną, zapoznać się z najefektowniejszymi obiektami tych rejonów nieboskłonu, do których będziesz mieć dostęp. Przygotuj się do sesji, nie zadowalając się tymi paroma obiektami, które możesz przypomnieć sobie nawet teraz. To z pewnością nie będzie wszystko, co warto zobaczyć. Nie polegaj na zawodnej pamięci - szczególnie, gdy jedziesz w miejsce, gdzie jakość nieba może Cię oszołomić. I pamiętaj o tym, by przygotowana przez Ciebie lista obiektów była dopasowana do tego instrumentu optycznego, którym będziesz dysponował, a nie do tego, który zostawisz w domu. I najważniejsze - nigdy nie traktuj zabieranego przez siebie sprzętu jako nagrody pocieszenia. Daj sobie szansę na obserwacje inne niż zwykle - bo będzie inaczej. Ale nie mniej pięknie. I być może później, gdy będziesz spisywać relację z obserwacji obiektów w tamtych obcych, fascynujących konstelacjach, naturalnie nasuną się Tobie słowa: Miałem nad głową piękne, czarne niebo - i na szczęście miałem ze sobą lornetkę.
    1 punkt
  26. I ja dorzucę swoje 3 grosze, bo artykulik mi się podoba. A to między innymi dlatego że: Może mieć walory edukacyjno - ostrzegawcze . To znaczy: młody adepcie tego hobby - jeśli nigdy nie spozierałeś w niebo i chciałbyś wydać parę stówek aby spróbować, to nie kupuj rury na alledrogo o "powiększeniu maksymalnym" pierdziliard razy... tylko lornetkę o maks. 7-10 x. Poznaj niebo, i może się spodoba, a jeśli nie, to uniwersalna lornetka zostanie na inne okazje i nie utopisz zbyt wiele kasy. Jeśli nie zniesiesz raz czy trzy, nawet stosunkowo małej rurki z montażem, okularami i osprzętam, nawet z 2-go piętra do samochodu, a potem powtórka na polanie i na odwrót, nie dowiesz się co znaczy zabrać lornetkę w jedną rękę i statyw w drugą i po prostu być mobilnym. Zwłaszcza gdy perspektywy pogodowe są mocno niepewne. To ma być przyjemność a nie obowiązek! Zabawa z dwururką to może być tylko początek - no i fajnie - się znaczy wciągnęło! Ale równie dobrze można tak obserwować z satysfakcją całe lata - naprawdę! A pewne kadry (nie bijcie) są jednak typowo lornetkowe; kipiąca, letnia Droga Mleczna, okolice M11, NGC6663/IC4756, "chichoty" oraz ich okolice, a i łapanie wiosennych galaktyk też jest fajne. Za dużo by wymieniać.
    1 punkt
  27. Ujęcia pojedynczych kanałów RGB oraz wynikowa . Fotki z wczorajszej Akcji.
    1 punkt
  28. Grupka 12536 z dzisiaj, SCT8", ASI120MM, Baader SC:
    1 punkt
  29. Wydaje mi się, że ten tekst skądś już znam. Lornetkę staram się mieć zawsze w trakcie swoich obserwacji. Łaknę widoku rozgwieżdżonego nieba w powiększeniach 10 - 15 razy. To sprawia mi największą astronomiczną przyjemność. Leżak, lornetka, ciemne niebo i błądzenie po firmamencie. Zauważam wtedy całe spektrum różnorodności, jakie znajduje się na gwiezdnych połaciach. Doznaję swoistej egzaltacji, zdając sobie sprawę, że odkrywam i podziwiam przeszłość, którą chłonę we własnej teraźniejszości. Jestem w stanie całkowicie zagubić się w tej swoistej transcendencji. Lubię to - po prostu mam poczucie, że unoszę się ponad banał codzienności i podróżuję, wraz z otaczającymi mnie w polu widzenia okularów różnorodnościami bytów. Swoista gwiezdna podróż. Tego nie da mi żaden teleskop - choć przyznam - że i przy teleskopie dobrze się czuję. Lornetka była moją pierwszą astronomiczną miłością, i staram się być jej wierny, choć utrzymanie jej jest bardzo trudne. Ot, jak w realnym życiu... Człowiek z natury "wiercący" jest, i zdaje sobie sprawę, że nie jest w stanie zatrzymać się przy tej jedynej, ostatecznej...Wszak są zawsze jakieś zacniejsze, nieosiągalne, za którymi lornetkowiec marzy. Ale to już zupełnie inny temat...
    1 punkt
  30. Dodać by można jeszcze taką uwagę, że najlepiej widać przez sprzęt, który właśnie mamy. Zaś lornetkę możemy mieć ze sobą zawsze, w dodatku niemal żadnym wysiłkiem. Łatwo ją zabrać na bliższy lub dalszy wyjazd, nawet, gdy prognozy obserwacyjne są złe. Łatwo po nią sięgnąć, gdy mamy tylko chwilę czasu. Już kwadrans czystego nieba pozwoli dostrzec odsłonięte na chwilę skarby. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że przez lornetkę niewielką lub średnią w sumie zobaczy się więcej, niż przez dużą. Po prostu dlatego, ze zawsze będzie pod ręką. Wielokrotnie nie zabierałem lornety 22x77 ze względu na beznadziejne prognozy pogody. Jednak zawsze zabierane ze sobą 56 mm apertury pozwalało wykorzystać "dar niebios" i delektować się wspaniałą przejrzystością powietrza występującą niespodzianie przed lub po przełamaniu pogody. Podobnie z balkonem - chwila, i już patrzę na Księżyc, wychwytuję szczegóły jak Rupes Recta czy Vallis Alpine lub podziwiam spektakl tarczy żeglującej wśród chmur. Ech, znów się rozmarzam !
    1 punkt
  31. Ziemia coraz bardziej nam zielenieje Ziemia coraz bardziej nam się zieleni - informują naukowcy NASA. Wyniki badań prowadzonych w sumie przez 32 naukowców z 8 krajów pokazują, że wywołuje ten efekt to samo zjawisko, które przyczynia się do ocieplenia klimatu - emisja gazów cieplarnianych. Szczególnie istotny jest dwutlenek węgla, który odpowiada za ekspansję zieleni nawet w 70 procent. Pisze o tym w najnowszym numerze czasopismo "Nature Climate Change". Opublikowane dane potwierdzają, że roślinność na Ziemi coraz szybciej się rozwija, bo ma do dyspozycji coraz więcej - niezbędnego w procesie fotosyntezy - dwutlenku węgla. Rozwijając się rośliny pochłaniają CO2 w coraz szybszym tempie i wydzielają coraz więcej tlenu. Niestety na razie nie zanosi się, by obserwowany wyraźnie przyrost liczby drzew i powierzchni ich liści mógł ocieplenie zatrzymać. Rośliny, wraz z oceanami przychwytują i przetrzymują tylko około połowy emitowanego CO2. Zdaniem autorów pracy wiele wskazuje też na to, że skutki dalszego ocieplenia klimatu w praktyce tę zdolność zmniejszą. Badacze z 24 instytucji naukowych wykorzystali w swych analizach dane zebrane przez pracujące na orbicie instrumenty MODIS (Moderate Resolution Imaging Spectrometer) i AVHRR (Advanced Very High Resolution Radiometer). Wskazały one, że w ciagu ostatnich 35 lat globalna powierzchnia liści wzrosła na Ziemi o wartość zbliżoną do dwukrotnej powierzchni Stanów Zjednoczonych. O tym, że zwiększona ilość CO2 w atmosferze wpływa na tempo fotosyntezy i przyspiesza wzrost roślin wiedziano już oczywiście od dawna. Do tej pory nie było jednak jasne, jaki jest udział innych, działających na rośliny, czynników. Chodzi przy tym o wzrost poziomu azotu, średnią temperaturę, nasłonecznienie, czy opady. By to ustalić, analizowano obserwowane zmiany tak zwanego wskaźnika pokrycia liściowego w oparciu o różne modele komputerowe. Okazało się, że samo podniesienie się poziomu CO2 odpowiada za 70 procent obserwowanego wzrostu zazielenienia, drugi co do ważności czynnik, azot, ma w tym nie więcej, niż 9-procentowy udział. Roślinność zajmuje około 85 procent wolnego od lodu lądu. W sumie różnego rodzaju liście pokrywają blisko 1/3 całkowitej powierzchni naszej planety. Zmiany poziomu zazielenienia Ziemi w ciągu ostatnich 35 lat mogą fundamentalnie zmienić cyrkulację wody i węgla w naszym systemie klimatycznym - twierdzi pierwszy autor pracy, Zaichun Zhu z Uniwersytetu w Pekinie. Choć nasza praca nie podejmowała wprost tematu zależności między procesem zielenienia a zdolnością roślinności do przechwytywania węgla, wyniki innych prac pokazują, że od lat 80 minionego stulecia zdolność ta znacznie wzrosła - dodaje Shilong Piao. Autorzy pracy przyznają jednak, że w miarę dalszego ocieplenia klimatu efekt ten może się nie utrzymać. Inne prace pokazują, że rośliny mogą się do zwiększonego poziomu CO2 przyzwyczaić i przyrost ich masy z czasem słabnie - mówi dr Philippe Ciais z Laboratory of Climate and Environmental Sciences w Gif-suv-Yvette we Francji. Grzegorz Jasiński http://www.rmf24.pl/nauka/news-ziemia-coraz-bardziej-nam-zielenieje,nId,2192987
    1 punkt
  32. Merkury sprzed chwili. Nadzieje były większe niestety chmury i silny wiatr zniweczyły plany. Chciałem spróbować ogniskowej 6m ale już w połowie tego obraz latał po całym monitorze. Luki w chmurach miałem góra 1-2 minutowe. Chciałem jeszcze Wenus złapać, w szukaczu widziałem ale kamerka coś się mijała z celem po chwili dałem spokój bo taka nerwówka nie ma sensu. Tak na szybko obrobione w wersji 100% i 150%.
    1 punkt
  33. Poczekajcie aż zostanie zwolniona komora losująca :D
    1 punkt
  34. Też złapałem ten "trójkącik" :) Pojedyncza klatka 180sekund HEQ5 TS65Q ST2K
    1 punkt
  35. Jeszcze tam jest ! Pojedyncza klatka 300 sekund Veloce RH200, ATIK ONE 9M, ASA DDM 60.
    1 punkt
  36. Mi udało się tylko rozpocząć. Zapuściłem testową klatkę L 2 min, po czym dwa ujęcia R i to by było na tyle z dwóch podejść tej nocy. W Zatomiu akurat robiłem Sowę i Deskę Surfingową, dlatego pozwoliłem sobie dokleić tą pojedynczą klatkę L do wcześniejszej produkcji i wyszło tak:
    1 punkt
  37. Przymiarka do planetarki PuWe1 (Purgathofer-Weinberger 1, PNG 158.9 + 17.8) - wyjątkowa słabizna. TS130/910 0.79x, Atik383, Ha 7nm 900s bin3:
    1 punkt
  38. Dziś udało mi się w końcu zrobić fotki samolotu na tle Księżyca. Daleko mi do mistrzowskiego poziomu jaki pokazuje kolega miron na swoich fotkach ale pierwsze takie zdjęcie bardzo cieszy :) Godzina 21:11 CEST SW ED 80/600, Nikon D 3200 ISO 200, czas 1/250 s.
    1 punkt
  39. Dzisiejszy Księżyc plus mały B733 w centrum ;)
    1 punkt
  40. Łysy z dzisiaj. Obiektyw synta 6" dobson + okular gso 6mm i meade 4000 32 mm Detektor HTC desre 500 "Zdjęcia z ręki"
    1 punkt
  41. Moon tym razem prawdziwy sam w sobie bez tła
    1 punkt
  42. kolejne inne ujęcia w większej rozdzielczości ale przepraszam za ziarno. Nie mam czasu obrabiać bo konwertowałem do JPG. Dla niedowiarków widać że księżyc nie jest wkopiowany. To moje zdjątka
    1 punkt
  43. Z innej beczki ale teleobiektywem 200mm Nikkor Pełnia 09.07.2014
    1 punkt
  44. z 20 na 21 grudnia udało się nakręcić parę klipów oraz je wyostrzyć . Caseegrain 200/3500 filtr R camera Firefly mono Usb
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.

© Robert Twarogal, forumastronomiczne.pl (2010-2020)